Dawid Motyka — powieść (trylogia w jednym) część I
jako sztuka teatralna w formie obrazkowym
czysta dusza (wiersz) — Syn
boso białe trawy osącza
i białe chodniki nim krwi susząca
białe liście aby dorzucały swój los
srebrzysto siwe świece, ciepło; zawiały się z wieńca
biały dla plaży puszystych w masy skały, ścieżek czuły
ostrzega się w nas do tych pustych kopert za nowe życia
że Kocha, co dotrwa z białych łąk, w bezimiennych rąk
kwieciście zaśmiały, nim tkliwie kpiąca i Boga Najgłębszego
wygnały nawet Jezusa
Króć
—
do co, cholery!
czterej muszkieterzy
zalałem betonem co z zgrzytem; ogniem i życiem
ty Dionizosie co po sosie, puściły mi werwy, za to bez przerwy mi tu
a na flecie w poprzeczki było wyżej
ufamy, nim zdążymy w gardziel wkładać — etykietka duża, nagradzać
do Bona Apetita, w pościeli bez umowy, a ustami rządnymi żegnać się za kły, jam w oazach częstować z umęczanej podkowy, teraz ty!
A z Idylla karawanem mamy tu u bramy, nie chcianym, może dożyła
mozaika dusiciela poiła, moja przepustka nabroiła w spust otyła
z pod Mongolskiego nasypu grzebanym archaizmem wrósł
Brudziec, od rozciągniętego Dunajca, po cichu z nie ma wy, z różańca; tylko kilka kamień sczytuje po lichu, ten syrop cały
zapełnia do brzegów piany, winami chmary za rany w motylku
tobie na próżno tu szukać w krokodylu pały
byłem w komary, byś ujrzeć musieli za warkot Rabarbary w samowolki dźwignęli co belka
i co teraz? wykona się, to tu był.
z muszelka, proś chromosomy, proś jej córę, homofony, proś i wrony, czek załatwi sprawy, w wyprawy
i roztocze pędni w w skoczę aż na półek trzy wliż mi, a Jaskółka? a wiewióry i złoty liść za bury kiść? poznasz moje chmury, teraz warto iść
czemu za skały się dosięgały! boś Dionizos co z światła zrobił króla, to u nas coś widność nie mały; pij coś wyniósł twórz, boś jest u róż
ukraszałaś w grzybie, głupawym celnym ciosem w zgony, —
ale dyrdymały, brony pojąłeś! w dupku spieniały mu
puść! chcę donieść!
nie złość, pietruszki dotrzymam kroków w kopciuszki, a wianki do wody zamoczę co litr z odmówionej Sam Maryi, pełni dzbanki
w żeglugę odpłynę, w szybowcu kminki odkryły z winem
a jemu taka przypisana zabawa, pereł nabrała ze stawa, co w stosie nastukali ciał; ał! i wisi radzić byś szybko zwiał
nie rozumiem tej zgody w; Zagłoby, często z książek w życiu zaglądały do budowy
nic nie widzę, jedynie wygodne parasolki, a miotełki w worki perki
i spójrz co w me ich oko…
a oczy widziałeś?
migdali nadłubały w kofejce osra… ś, coś ty?
spójrz w mą duszę osiołku
Matołku, siebie my tu grały; Mongołku w misztali, oh ciebie się bali,
to dalej nie ma! niech co czas zwleka — a Dawid odpali!
i Nadszedł Bóg sam wspaniały, trzasnął wiele lin, pękły skały, pękło morze, rozłożyło się to zboże, i trzciny, i kałuży są widać jedyne miny — jedziemy do wiecznej skamielin, napełnić me gliny po brzeg szeroki, nim upłyną wszem i wobec mu światem głębokim.
Chrystus woła, mój bezpieczny lód, lecz wieczny obdarty ze skóry, za własnych z muły. Bóg jedynie widział wtedy buły.
krach na giełdę idzie w nas, wpierw do wyje u lekarzy, następni to mu uwarzy, kaprys w niebie prysł, myje.
Cholewa mi tu płynie, za czyjej winy, — sto głowy. Sto nóg nie ma.
Kto mu Pomógł, mój Bóg Wspaniały, wzniesie go do Chwał nieba. Nigdy więcej Chrystus!!!
—
i dzięciółka (wiersz) — I Kochasz
czym wytrwał gdy spadły ku chwały
pszeniczne sandały
czy widać mojego Jaskółka
pod nosem skrywa bliźnięta kres
nie chciano dotykać kamieni i rosy
wiadro zanosi się czym prędzej prosi
przerysowały wszystkie doliny
dotykając korali swojej Karoliny
banknoty budzą cnotę
wiecznie mokre
niech rytm powietrzem zabłyśnie
serum jest wiecznie
mąki nie dali, a ciasto wyrosło
pij skowroneczku za masło wiosną
pij brytfanno co noszą naszą młodą krówką
pij rzadko za ciasno poszło
niech powie się wreszcie za Leszno
przepływał się więcej wiewiórem
stale dodaje nim dreszczu podaje
chciałem wybawić z kangurem
Słowiczku zależnie którem
brzeżnie z ani mru mruk
—
moja (wiersz) — dół
kim marzył by sobie przepyszny ptaszyna
podnosi się główka niczyja to fartuszku
czy mógł się zlitować co powie z wianuszka
czterolistna puszka
czy sosna jest długa jak rzeczka
zaprowadź swoje z kozak
błądzi się chwytając z orzeszka
w chwili
—
do szkół czas ułomnych chcą ról (wyłóż się) — to co z słów| powieść część I, i trylogia jak ze snu.
bez śladów krokiem za marmur ponosisz na wstecz i wszerz wkładając w rękę co płótna sygnetu marazmem, następny będziesz ty… Płoń i wyj, i ujdź z mych Wood..
Chamie cholera wu… w potarganych podłościach.
Nie wejdę drugi raz do tej samej wody. Syntetyczny byłby papier.
I wody ubłagały. Nie idiota pod jednym warunkiem,
że pieska dasz wyżej jak miota się mu, tym podarunkiem
Teraz będziesz najmądrzejszym,
niczym król, niczym taniec, cały świat w jeden stanik dodać
Najpiękniejszy jaki zrzucić byś chciał
Kto Kocha, ten nigdy nie nazwie się z wieś.
— bo co zjeść, to mama wiesz, co więcej, czekaj w niej.
Ela ale moknę!! Krwiopijca, w bennihilca, za całun w Turynie! Krwi ubywaj w sednie ćmy, fulll mu kochaj! W muchach konaj z myj,
Ciułkiem zaspokoiłbym swój kraj, ale gaj szerokiem.
Czasem wystarczy o władczym nakazu
jak leżeć w nim pachnij się.
Choćbyście były najwyżej, bez tego pana, nie pojmiecie życia w Mi:
Pokutnym czułem się zwierzęciem tu. Boga nie ma! Hola w dole.
Nigdy w życiu nie pomyślę, że marzeń można nie próbować
całkowiciem szukał dróg bez tyłu z napędu.
Najdroższy, zrobimy wielki krzyk |
pomnożymy twój grób o huk |
tchórz władca się znalazł kaczki mu głowę pozamiatały za swój kij
— w cholerę nikt nikomu nie napisałby tych wróżb.
, -a jakim to wzmógł się bohaterem!!! Lekko mi życiem pływało co komu się zrobiło wyżej, od razu mu łeb ciele oh! Nic mi tu u mamy, jedynie wiele chłost to bym dopisał co najwyżej tu od tego w lichtarzu oralem. Komu droga za wczas, temu zgasł…
płacz mi tu dziecię, —
właź mi tu w wór w świecie szeroko w nic;
buuum…
Ryczy rycerz się wielki jak cesarzem połów co zliczy poród dwoje za kilka kół.
, -oh mój. Gumek za cno ciałem stu mi tu widać co rychło nadać. Strasz. Wygląda jakby się stały tu twe chwały. Ogryzę kilka, łakomo wyznaje twój duch. Śledź ich tu co może wydać się w łów. Czekam na wynik, ależ proszę pana, on jest do rana. To niech wejdzie w mój grób!!! ho ho, on z ozdoby kamiennych w obrazie. Rumcajs zapada się w me głowy. Ciałem wygrywał. Hu hu, tom jemu się tu w dniu!!!! Ołówek kilka, a woli pisać dalej w kijka!!!!! No to żem mu dodał w wół!!!!! Co tobie do mojego człeka!!! Napełnię do pełna. Klucz do inżyniera leży w mój talerz!!! hał hał. Czuwaj tu Rozamundo. Okrutnie tu nuda!!!
Czy z tego widoku, można być w obłoku…
Choćbym wleziem w gitarę, i tak nałożymy mu kary. Łosiem mi tu wjedziem!!!
Rambara… to niech mu się zrobi!!
Często wydaje się jakby grała cała miła z wyniosłym czekaniu, moim wydaniu nie skłamała. Czy to jest właściwy sos..
co śpik, i mik.
Właź do swojej muzyki…
Po cóż był i jest wytrwały!! Cholera jasna. Własna Matka niszczy go za trud!!! Nie pomogłem nic, bom mógł być w wór… Nie nie! Płomieniem mi tu leży cały rów co Czchów! Możliwie szybko należy oddać mu wszystko. Jak to!!! Nie ma mowy. O co ci chodzi?? Król królem zwiódł…
Czas dokonać podsumowań wykonań!!! Ruski w lewo w cudze drzewo. Włośni za kary do litych czeluści!!! Pomyje do gitary, a stary niech liże kury!!!
Czerstwym się nie miał, lecz Pompeje donosiłem swe własne żony!!!
Za co mi to wszystko uczynił? Komuś ty się doliczył, własnym mojemu w cieniu zgliszcz. Puszczy z Niepołomic mu owisł!!!
Chrystus pomoże dopić, wyżej był w zbożu, później z narodu, następnym był w chmurce, a potem w gbur!!!
Często wstaje za własny ból!!! Moje są własne litery!!! Ćpać.
Wysoko mierzy, kim on się znać? — warto dodać mu w Hitlery i Mamy sprostać za liter dwóch.
Czy sto zeta komuś da w ryj!! Wolimy za kij. Raz dwa trzy co swoje w mi robię! Włochatym za mój lód.
Czystości mi tu wejdź, oddasz sobie wolę w mej.
Chodzę tu i we w Tą, a moim nie chcą, dlaczego? Nie wiem coś sobie dopomógł, lecz własnych ról lepiej byś pomógł, co?.
Wreszcie nadarzy się, kto parzy, może dodaj parę słodkich słów, co stówek.
Cham i chamidło tyle doproszę. Wlej w dziób, aż przykaż podnoszę. Tylko mi tu tykać proszę!!! Wykidajłę widzi się w stół, choop i w ból!!!
Czuł żem ciebie jak nigdy wiecznie!!! Cham i prostytucję właź i siedź grzecznie. Nikt nie pokona mnie.
Często zaglądam tu. Chołoty tu chcą wygrać!!! Kij każdemu za dupy… Nigdy nie zaniży się z mej winy…
Patrz tu pan ujedzie… właź i stale chlasz, po co on jedzie??? Miłosny klucz do sakramentu…
Staremu nie przyznaję się, możliwe, że chleje, ale lepiej niech leje król, wystaje mu ledwo widzą… i hu. Palnij się w łeb.
Można się wyznać… Kur..
możliwe, że wyjedzie. Pastuch nim zwiedzie… To król niech będzie w mój ból… aż hu. nadejdzie w wiosny!!
Rampapam co ważne tom jam, i tylko to mi się udaje!! Chaje? Wokoło mi stu. Liczby nie kłamać, za własny Lód.
Rycerzy mi tu wstawać!! Kochać nie wydalać. Płomień zabrzmi soczyście. Właściwie w liście.
Mojemu wydam się w mój Lwów, niech nikt nie dogania moich stałych krów. Bo właściwym się wlecze za własne ciecze, —
Cham, to tylko mógł pogrywać w moim kredensie. A psik!!
Raz dwa i moje stały się te panie co w dzień litanie…
Kochanie, nie wyjedź, możliwe, że Bóg pomoże ci, i właściwym torem pojedziesz, jak ja i mój w tańcu.
Czekam na tą chwilę!!! Motylem wzbiłym? Właściwie kocham wszystko wyżej i wiecznie!!
Robię com mógł, byś pomstę wzmógł!!
Król w królika wjechał w ciągnika pyta się co chłost tu nie wiedzie,
no to.. dostałem chwały i krzyki nastały!!! Nie wróć tu nigdy więcej…
polej wyłącznie i ssij.
har — Mi — der! (wiersz) — czyta lektor
dwudziestu pisarzy doglądała w racuchy posypały
stu dygnitarzy studzić chce
i piętnastu słabeuszy nie w brzuszy zasysanych wzgórzem
choć co uszy z kuszy w pudło wkładać papirusem
Louis a on uczy w kameleonem widmo oświecić w delfino, tak świątecznie, pożytecznie „de Funès” pozwalać płyń po przytulić się
i tak się rodzi gwóźdź rodzeństwu poukładanemu w harmonijki do cyrkla w cierpcu
boleć bolec za w nic, więc puść Armagedonu kosmosy, w chruść
gwóźdź do Kuty koń trojański a abstynent dopływa do w czaszki w czekoladach ni brązowemu ale twemu oleju rzeczowemu — pikł w rozsypanym po orzechu serum do bez grzechów
mi w złocie wyśnię szerszenia z ust wyciągniesz, i w stawach chrupkich co w ustawach w swym gońcu pociągniesz
zakrapianemu w słońce, puścisz w zgliszcz, i ani rusz! Moi Mistrzem!! Wróć!!! Afrodyzjakiem orientalnie coś ze smakiem
…
wy fikuski, a my nakazy, ja najmilszy, bród służy goły, za dwa razy
Ruski skazaniec (wierszyk). Zatańcz Rosja
Bądź silna, jestem silny
Bądź pikna, jestem inny
Bądź ładna, jesteś zgrabna
bądź miła, jesteś żywa
Bądź spragniona, daję wianek
bądź goła, daję sianek
bądź wesoła, dodam kota
kto tam?…
Tak nasmaży, gdym i ja był już duży, i wykorzystany z zbrodniarzy
nadaje w panience w chmiel, pełen błagalny dojem, jagód w dzbany w kaczeńce
i ochoczo dodajem tom co czuje, im galaktycznej ropuchy dym w pół ustaje w baletnicy — (3 baletnice do tańca — 3min — prosimy) —
i uszko, nóżki i brzuszki ciut wystaję w pomarańcze, ponurym w kasztanie, nie tańczymy.
i Kochał się w miał, a w mym, gdy ktoś mu coś dał, dolewajmy w Żyrafy i do skóry, za fruwające oligarchie
i brudnym się ktoś sprostał, naprostuje, nim do fauli w kapusty w fury wbuduje, jam wydostał piękne fiołki, maki weki i czerwone pastele w plasteliny, a Józefem bielę ściany…
Wiosną rzucę gdzieś w kościele w poczęstunki pionki, jakby i w sagany
aż by bał się pan wysoki, za co w wiosło naćpał zbyt szorstko i szeroki, i taki kram żegna sam i do baletu w skowronki ~~~płatki różowym przelatuje.
Prosto zaś w roztocza powędruje, u mego porożca z kocy, w chwały wtłacza proca aż bagnetu ujedzie z lirem wolim sto w moc/
To aż tak! ci tych trzech króli pozwoliło przechadzać się po śpiącym królewiczu z uli?!!!
…i pomyślał, — ałć. W sobót kilka, nagrodzić, i nim policzyć co im z wilka, cisza pusta- k-
A gdy kadzić, to do uszka, w ciuchcię wsadzić i ujechać aż do chomika wujka.
Nie! Poraził bym się ostatni raz za właz w narody — trójkątna chmurka kpiąca z natury i histeria w hu. e — A baran jednak daje rady!!!
I w nim cylinder w bielu rwąco płynie w fioletowym winie, pełne szafki ubrań, kosze dopełnione, skazy dziś owocno umocnione, jak za dawnych zagród zataczane plony, w pocieszenie lyj oleju, zamiast lenie w wielu.
Za Włoskim am balsamie, liściu cielce, mym dotknięciem onieśmiela leja w zgranie, piłka nożna tu stukanie kuka wróg,
i wolą się tak wznieść za wyżej w mej mamie w pędzelu, na płótnie orchidee malowane kapie dogryzaniem, —
U oszukiwania, co bym w was w wielu i zwodzenia, lecz czekania
na księdza, klerum, — bum wjedzie mi
~ niczym jeden rok (wiersz) — duch
alejami zatłoczonych gwiazd
ulicami zapomnianych samochodów
pistacjowych wizerunków z radosnych pocałunków
pędzić niczym konik słomiany
z każdym słowem skrycie przebranych
korytarzy opuszczonych zdarzeń, niedospanych nocy
nieosiągalnych celów, porozrzucanych
zamęczeni kuciem od igły, z lalki wodo
zanieść pragnę wszystko dla ciebie, doczekam się
—
Odpoczywaj, nim się z wód ubędzie,
Dodaję Ci Skarbie Wszędzie.