E-book
7.88
drukowana A5
24.68
Powieść cz. I i II

Bezpłatny fragment - Powieść cz. I i II

płomiennym korytarzem


Objętość:
79 str.
ISBN:
978-83-8440-294-8
E-book
za 7.88
drukowana A5
za 24.68

Dawid Motyka — powieść (trylogia w jednym) część I

jako sztuka teatralna w formie obrazkowym

czysta dusza (wiersz) — Syn


boso białe trawy osącza

i białe chodniki nim krwi susząca

białe liście aby dorzucały swój los

srebrzysto siwe świece, ciepło; zawiały się z wieńca

biały dla plaży puszystych w masy skały, ścieżek czuły

ostrzega się w nas do tych pustych kopert za nowe życia

że Kocha, co dotrwa z białych łąk, w bezimiennych rąk

kwieciście zaśmiały, nim tkliwie kpiąca i Boga Najgłębszego

wygnały nawet Jezusa

Króć



do co, cholery!


czterej muszkieterzy


zalałem betonem co z zgrzytem; ogniem i życiem

ty Dionizosie co po sosie, puściły mi werwy, za to bez przerwy mi tu

a na flecie w poprzeczki było wyżej

ufamy, nim zdążymy w gardziel wkładać — etykietka duża, nagradzać

do Bona Apetita, w pościeli bez umowy, a ustami rządnymi żegnać się za kły, jam w oazach częstować z umęczanej podkowy, teraz ty!


A z Idylla karawanem mamy tu u bramy, nie chcianym, może dożyła

mozaika dusiciela poiła, moja przepustka nabroiła w spust otyła

z pod Mongolskiego nasypu grzebanym archaizmem wrósł

Brudziec, od rozciągniętego Dunajca, po cichu z nie ma wy, z różańca; tylko kilka kamień sczytuje po lichu, ten syrop cały

zapełnia do brzegów piany, winami chmary za rany w motylku

tobie na próżno tu szukać w krokodylu pały


byłem w komary, byś ujrzeć musieli za warkot Rabarbary w samowolki dźwignęli co belka


i co teraz? wykona się, to tu był.


z muszelka, proś chromosomy, proś jej córę, homofony, proś i wrony, czek załatwi sprawy, w wyprawy

i roztocze pędni w w skoczę aż na półek trzy wliż mi, a Jaskółka? a wiewióry i złoty liść za bury kiść? poznasz moje chmury, teraz warto iść


czemu za skały się dosięgały! boś Dionizos co z światła zrobił króla, to u nas coś widność nie mały; pij coś wyniósł twórz, boś jest u róż

ukraszałaś w grzybie, głupawym celnym ciosem w zgony, —

ale dyrdymały, brony pojąłeś! w dupku spieniały mu

puść! chcę donieść!

nie złość, pietruszki dotrzymam kroków w kopciuszki, a wianki do wody zamoczę co litr z odmówionej Sam Maryi, pełni dzbanki

w żeglugę odpłynę, w szybowcu kminki odkryły z winem


a jemu taka przypisana zabawa, pereł nabrała ze stawa, co w stosie nastukali ciał; ał! i wisi radzić byś szybko zwiał


nie rozumiem tej zgody w; Zagłoby, często z książek w życiu zaglądały do budowy

nic nie widzę, jedynie wygodne parasolki, a miotełki w worki perki


i spójrz co w me ich oko…

a oczy widziałeś?

migdali nadłubały w kofejce osra… ś, coś ty?


spójrz w mą duszę osiołku

Matołku, siebie my tu grały; Mongołku w misztali, oh ciebie się bali,


to dalej nie ma! niech co czas zwleka — a Dawid odpali!


i Nadszedł Bóg sam wspaniały, trzasnął wiele lin, pękły skały, pękło morze, rozłożyło się to zboże, i trzciny, i kałuży są widać jedyne miny — jedziemy do wiecznej skamielin, napełnić me gliny po brzeg szeroki, nim upłyną wszem i wobec mu światem głębokim.


Chrystus woła, mój bezpieczny lód, lecz wieczny obdarty ze skóry, za własnych z muły. Bóg jedynie widział wtedy buły.


krach na giełdę idzie w nas, wpierw do wyje u lekarzy, następni to mu uwarzy, kaprys w niebie prysł, myje.


Cholewa mi tu płynie, za czyjej winy, — sto głowy. Sto nóg nie ma.


Kto mu Pomógł, mój Bóg Wspaniały, wzniesie go do Chwał nieba. Nigdy więcej Chrystus!!!



i dzięciółka (wiersz) — I Kochasz


czym wytrwał gdy spadły ku chwały

pszeniczne sandały

czy widać mojego Jaskółka

pod nosem skrywa bliźnięta kres

nie chciano dotykać kamieni i rosy

wiadro zanosi się czym prędzej prosi

przerysowały wszystkie doliny

dotykając korali swojej Karoliny

banknoty budzą cnotę

wiecznie mokre

niech rytm powietrzem zabłyśnie

serum jest wiecznie

mąki nie dali, a ciasto wyrosło

pij skowroneczku za masło wiosną

pij brytfanno co noszą naszą młodą krówką

pij rzadko za ciasno poszło

niech powie się wreszcie za Leszno

przepływał się więcej wiewiórem

stale dodaje nim dreszczu podaje

chciałem wybawić z kangurem

Słowiczku zależnie którem

brzeżnie z ani mru mruk



moja (wiersz) — dół


kim marzył by sobie przepyszny ptaszyna

podnosi się główka niczyja to fartuszku

czy mógł się zlitować co powie z wianuszka

czterolistna puszka

czy sosna jest długa jak rzeczka

zaprowadź swoje z kozak

błądzi się chwytając z orzeszka

w chwili



do szkół czas ułomnych chcą ról (wyłóż się) — to co z słów| powieść część I, i trylogia jak ze snu.


bez śladów krokiem za marmur ponosisz na wstecz i wszerz wkładając w rękę co płótna sygnetu marazmem, następny będziesz ty… Płoń i wyj, i ujdź z mych Wood..

Chamie cholera wu… w potarganych podłościach.


Nie wejdę drugi raz do tej samej wody. Syntetyczny byłby papier.

I wody ubłagały. Nie idiota pod jednym warunkiem,

że pieska dasz wyżej jak miota się mu, tym podarunkiem


Teraz będziesz najmądrzejszym,

niczym król, niczym taniec, cały świat w jeden stanik dodać

Najpiękniejszy jaki zrzucić byś chciał

Kto Kocha, ten nigdy nie nazwie się z wieś.

— bo co zjeść, to mama wiesz, co więcej, czekaj w niej.


Ela ale moknę!! Krwiopijca, w bennihilca, za całun w Turynie! Krwi ubywaj w sednie ćmy, fulll mu kochaj! W muchach konaj z myj,

Ciułkiem zaspokoiłbym swój kraj, ale gaj szerokiem.

Czasem wystarczy o władczym nakazu

jak leżeć w nim pachnij się.

Choćbyście były najwyżej, bez tego pana, nie pojmiecie życia w Mi:


Pokutnym czułem się zwierzęciem tu. Boga nie ma! Hola w dole.

Nigdy w życiu nie pomyślę, że marzeń można nie próbować

całkowiciem szukał dróg bez tyłu z napędu.

Najdroższy, zrobimy wielki krzyk |

pomnożymy twój grób o huk |

tchórz władca się znalazł kaczki mu głowę pozamiatały za swój kij

— w cholerę nikt nikomu nie napisałby tych wróżb.

, -a jakim to wzmógł się bohaterem!!! Lekko mi życiem pływało co komu się zrobiło wyżej, od razu mu łeb ciele oh! Nic mi tu u mamy, jedynie wiele chłost to bym dopisał co najwyżej tu od tego w lichtarzu oralem. Komu droga za wczas, temu zgasł…

płacz mi tu dziecię, —

właź mi tu w wór w świecie szeroko w nic;

buuum…

Ryczy rycerz się wielki jak cesarzem połów co zliczy poród dwoje za kilka kół.

, -oh mój. Gumek za cno ciałem stu mi tu widać co rychło nadać. Strasz. Wygląda jakby się stały tu twe chwały. Ogryzę kilka, łakomo wyznaje twój duch. Śledź ich tu co może wydać się w łów. Czekam na wynik, ależ proszę pana, on jest do rana. To niech wejdzie w mój grób!!! ho ho, on z ozdoby kamiennych w obrazie. Rumcajs zapada się w me głowy. Ciałem wygrywał. Hu hu, tom jemu się tu w dniu!!!! Ołówek kilka, a woli pisać dalej w kijka!!!!! No to żem mu dodał w wół!!!!! Co tobie do mojego człeka!!! Napełnię do pełna. Klucz do inżyniera leży w mój talerz!!! hał hał. Czuwaj tu Rozamundo. Okrutnie tu nuda!!!

Czy z tego widoku, można być w obłoku…

Choćbym wleziem w gitarę, i tak nałożymy mu kary. Łosiem mi tu wjedziem!!!

Rambara… to niech mu się zrobi!!


Często wydaje się jakby grała cała miła z wyniosłym czekaniu, moim wydaniu nie skłamała. Czy to jest właściwy sos..


co śpik, i mik.

Właź do swojej muzyki…

Po cóż był i jest wytrwały!! Cholera jasna. Własna Matka niszczy go za trud!!! Nie pomogłem nic, bom mógł być w wór… Nie nie! Płomieniem mi tu leży cały rów co Czchów! Możliwie szybko należy oddać mu wszystko. Jak to!!! Nie ma mowy. O co ci chodzi?? Król królem zwiódł…

Czas dokonać podsumowań wykonań!!! Ruski w lewo w cudze drzewo. Włośni za kary do litych czeluści!!! Pomyje do gitary, a stary niech liże kury!!!

Czerstwym się nie miał, lecz Pompeje donosiłem swe własne żony!!!

Za co mi to wszystko uczynił? Komuś ty się doliczył, własnym mojemu w cieniu zgliszcz. Puszczy z Niepołomic mu owisł!!!

Chrystus pomoże dopić, wyżej był w zbożu, później z narodu, następnym był w chmurce, a potem w gbur!!!

Często wstaje za własny ból!!! Moje są własne litery!!! Ćpać.

Wysoko mierzy, kim on się znać? — warto dodać mu w Hitlery i Mamy sprostać za liter dwóch.

Czy sto zeta komuś da w ryj!! Wolimy za kij. Raz dwa trzy co swoje w mi robię! Włochatym za mój lód.

Czystości mi tu wejdź, oddasz sobie wolę w mej.

Chodzę tu i we w Tą, a moim nie chcą, dlaczego? Nie wiem coś sobie dopomógł, lecz własnych ról lepiej byś pomógł, co?.

Wreszcie nadarzy się, kto parzy, może dodaj parę słodkich słów, co stówek.

Cham i chamidło tyle doproszę. Wlej w dziób, aż przykaż podnoszę. Tylko mi tu tykać proszę!!! Wykidajłę widzi się w stół, choop i w ból!!!

Czuł żem ciebie jak nigdy wiecznie!!! Cham i prostytucję właź i siedź grzecznie. Nikt nie pokona mnie.

Często zaglądam tu. Chołoty tu chcą wygrać!!! Kij każdemu za dupy… Nigdy nie zaniży się z mej winy…

Patrz tu pan ujedzie… właź i stale chlasz, po co on jedzie??? Miłosny klucz do sakramentu…

Staremu nie przyznaję się, możliwe, że chleje, ale lepiej niech leje król, wystaje mu ledwo widzą… i hu. Palnij się w łeb.

Można się wyznać… Kur..

możliwe, że wyjedzie. Pastuch nim zwiedzie… To król niech będzie w mój ból… aż hu. nadejdzie w wiosny!!

Rampapam co ważne tom jam, i tylko to mi się udaje!! Chaje? Wokoło mi stu. Liczby nie kłamać, za własny Lód.

Rycerzy mi tu wstawać!! Kochać nie wydalać. Płomień zabrzmi soczyście. Właściwie w liście.

Mojemu wydam się w mój Lwów, niech nikt nie dogania moich stałych krów. Bo właściwym się wlecze za własne ciecze, —

Cham, to tylko mógł pogrywać w moim kredensie. A psik!!

Raz dwa i moje stały się te panie co w dzień litanie…

Kochanie, nie wyjedź, możliwe, że Bóg pomoże ci, i właściwym torem pojedziesz, jak ja i mój w tańcu.

Czekam na tą chwilę!!! Motylem wzbiłym? Właściwie kocham wszystko wyżej i wiecznie!!

Robię com mógł, byś pomstę wzmógł!!

Król w królika wjechał w ciągnika pyta się co chłost tu nie wiedzie,

no to.. dostałem chwały i krzyki nastały!!! Nie wróć tu nigdy więcej…

polej wyłącznie i ssij.


har — Mi — der! (wiersz) — czyta lektor


dwudziestu pisarzy doglądała w racuchy posypały

stu dygnitarzy studzić chce

i piętnastu słabeuszy nie w brzuszy zasysanych wzgórzem

choć co uszy z kuszy w pudło wkładać papirusem


Louis a on uczy w kameleonem widmo oświecić w delfino, tak świątecznie, pożytecznie „de Funès” pozwalać płyń po przytulić się


i tak się rodzi gwóźdź rodzeństwu poukładanemu w harmonijki do cyrkla w cierpcu

boleć bolec za w nic, więc puść Armagedonu kosmosy, w chruść


gwóźdź do Kuty koń trojański a abstynent dopływa do w czaszki w czekoladach ni brązowemu ale twemu oleju rzeczowemu — pikł w rozsypanym po orzechu serum do bez grzechów


mi w złocie wyśnię szerszenia z ust wyciągniesz, i w stawach chrupkich co w ustawach w swym gońcu pociągniesz

zakrapianemu w słońce, puścisz w zgliszcz, i ani rusz! Moi Mistrzem!! Wróć!!! Afrodyzjakiem orientalnie coś ze smakiem



wy fikuski, a my nakazy, ja najmilszy, bród służy goły, za dwa razy


Ruski skazaniec (wierszyk). Zatańcz Rosja


Bądź silna, jestem silny

Bądź pikna, jestem inny

Bądź ładna, jesteś zgrabna

bądź miła, jesteś żywa

Bądź spragniona, daję wianek

bądź goła, daję sianek

bądź wesoła, dodam kota

kto tam?…


Tak nasmaży, gdym i ja był już duży, i wykorzystany z zbrodniarzy

nadaje w panience w chmiel, pełen błagalny dojem, jagód w dzbany w kaczeńce

i ochoczo dodajem tom co czuje, im galaktycznej ropuchy dym w pół ustaje w baletnicy — (3 baletnice do tańca — 3min — prosimy) —

i uszko, nóżki i brzuszki ciut wystaję w pomarańcze, ponurym w kasztanie, nie tańczymy.

i Kochał się w miał, a w mym, gdy ktoś mu coś dał, dolewajmy w Żyrafy i do skóry, za fruwające oligarchie

i brudnym się ktoś sprostał, naprostuje, nim do fauli w kapusty w fury wbuduje, jam wydostał piękne fiołki, maki weki i czerwone pastele w plasteliny, a Józefem bielę ściany…

Wiosną rzucę gdzieś w kościele w poczęstunki pionki, jakby i w sagany

aż by bał się pan wysoki, za co w wiosło naćpał zbyt szorstko i szeroki, i taki kram żegna sam i do baletu w skowronki ~~~płatki różowym przelatuje.

Prosto zaś w roztocza powędruje, u mego porożca z kocy, w chwały wtłacza proca aż bagnetu ujedzie z lirem wolim sto w moc/

To aż tak! ci tych trzech króli pozwoliło przechadzać się po śpiącym królewiczu z uli?!!!

…i pomyślał, — ałć. W sobót kilka, nagrodzić, i nim policzyć co im z wilka, cisza pusta- k-

A gdy kadzić, to do uszka, w ciuchcię wsadzić i ujechać aż do chomika wujka.

Nie! Poraził bym się ostatni raz za właz w narody — trójkątna chmurka kpiąca z natury i histeria w hu. e — A baran jednak daje rady!!!

I w nim cylinder w bielu rwąco płynie w fioletowym winie, pełne szafki ubrań, kosze dopełnione, skazy dziś owocno umocnione, jak za dawnych zagród zataczane plony, w pocieszenie lyj oleju, zamiast lenie w wielu.

Za Włoskim am balsamie, liściu cielce, mym dotknięciem onieśmiela leja w zgranie, piłka nożna tu stukanie kuka wróg,

i wolą się tak wznieść za wyżej w mej mamie w pędzelu, na płótnie orchidee malowane kapie dogryzaniem, —

U oszukiwania, co bym w was w wielu i zwodzenia, lecz czekania

na księdza, klerum, — bum wjedzie mi


~ niczym jeden rok (wiersz) — duch


alejami zatłoczonych gwiazd

ulicami zapomnianych samochodów

pistacjowych wizerunków z radosnych pocałunków

pędzić niczym konik słomiany

z każdym słowem skrycie przebranych

korytarzy opuszczonych zdarzeń, niedospanych nocy

nieosiągalnych celów, porozrzucanych

zamęczeni kuciem od igły, z lalki wodo

zanieść pragnę wszystko dla ciebie, doczekam się



Odpoczywaj, nim się z wód ubędzie,

Dodaję Ci Skarbie Wszędzie.


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 7.88
drukowana A5
za 24.68