Od autora
Drogi Czytelniku,
mam zaszczyt zaprosić Ciebie w podróż w najgłębsze zakamarki ludzkiej natury — tam gdzie emocje splatają się z codziennością, a myśli i uczucia zostawiają swoje subtelne ślady. Wiersze powstały na przestrzeni wielu lat, inspirowane relacjami międzyludzkimi, bliskością natury i najbliższymi sercu książkami. To poezja prosta w słowie, a zarazem pełna egzystencjonalnych refleksji, miłości i ulotnych chwil — jak tytułowe powidoki. Dopełnieniem całości są autorskie obrazy. Moją twórczość dedykuję J.
„Któregoś dnia spotkasz kogoś wyjątkowego, kogoś, kto rzuci cię na kolana jednym uśmiechem. Kogoś, kto zniewoli twoją duszę jednym spojrzeniem pięknych oczu. Nagle kula ziemska przechyli się na swojej osi i wskaże właśnie na nią. I będziesz wiedział, że spotkałeś swoje przeznaczenie.” — Kerrelyn Sparks, Zakazane nocne z wampirzycą.
„I felt there was no point in telling anyone anything that was happening inside of me.” ― Christa Wolf.
„Twoja skóra mój całun
Twój zapach to nałóg
Twoje dłonie spokojne
Nie zwiastują szkwału
Usta biorą co chcą
Razy zadając ciału
Twoje oczy zapowiedź
Styczniowych upałów” — fragm. piosenki Sepleń, Matylda/Łukasiewicz.
Instagram: fractasoul
https://www.instagram.com/fractasoul/
Powidoki — tam
Powidoki
Wieczne mroki
W tym chaosie
Twoje kroki
W tym szaleństwie
Blaski, cienie
Łuny światła
Twe objęcia
Me westchnienie
Balsam dla duszy
Twe spojrzenie
Jak zaklęcie
Jedno palca skinienie
Jedno ciche uniesienie
Moich myśli wytchnienie
Na dłoniach promienie
Poczuj wreszcie dyskretne
Ożywienie
Jak wilgotne powietrze
Jak mech na policzkach
Jak melancholijne oka mgnienie
Poczuj wtem aksamitne
Oczyszczenie
„Orion”
Patrząc w niebo rozpoznaję
Konstelację…
Mój drogi Orionie
Tak, znowuż masz rację…
W górach
W górach moją twarz osmagał wiatr
Robiąc przy tym duszy zwiad
Wtem odnalazł się Twój ślad
Pomyślałam: Znowu…
Ach…
Jak mgła
Chcę Cię objąć jak poranne mgły
Unoszące się niespostrzeżenie
Chcę rozproszyć w Twojej głowie
Nieskończone, mroczne cienie
Jak niebo
W sumie to nie ma nic prostszego
Niż czarne niebo…
Bezkresne niczym czas
W tej prostolinijności
Nie widzę już Nas
Jak krajobraz
Chcę być jak krajobraz…
Przy którym mentalnie odpływasz...
Tylko Ty tak delikatnie mnie szeptem okrywasz
Księżyc
Patrzę na księżyc i widzę Ciebie
W podmuchach wiatru
W ukrytym niebie
W tym nieboskłonie
Srebrzystych gwiazd
Czekam z tą myślą
Czekam na brzask
Kosmos
Kosmos z Tobą dziś przemierzę
Lecz z niczego się nie zwierzę
Nieodkryte są mej osobowości
Rubieże…
Jesień w górach
Góry pokrywa rdza
One zardzewiały
Jakby skorodowały
Pryzmat przyrody
Kiedy ranne wstają zorze
Finezyjnie się położę
Kiedy liście lecą z nieba
Tylko błękit mi potrzeba
Akwamaryn, tańce chmur
W wirze drzew wiele dziur
W firmamencie, nieboskłonie
Moje lęki uchwycone
Biegnę tam gdzie już wszystko…
Jest skończone