E-book
13.65
drukowana A5
44.55
drukowana A5
Kolorowa
69.66
Potomkowie Apokalipsy

Bezpłatny fragment - Potomkowie Apokalipsy

Objętość:
228 str.
ISBN:
978-83-8104-196-6
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 44.55
drukowana A5
Kolorowa
za 69.66

Pełnym blaskiem rozbłyskujemy tylko raz w życiu, gdyż istniejemy tu tylko przez chwilę. Niczym legendarny Kwiat Paproci zakwitamy
i odchodzimy w spokoju…

Tom I
Spadkobiercy Atlantydów

Królowa Jednej nocy maluje świat — to słowa starej piosenki, którą nuciłem będąc jeszcze dzieckiem. Ten stary przebój okazał się sensem naszego ziemskiego istnienia?. Legendarny Kwiat zwykłej niepozornej leśnej paproci, rozbłyskuje tylko na chwilę wszystkimi barwami tęczy, w chaszczach ciemnej i niedostępnej leśnej matni. Jedynymi zaproszonymi na tę Fetę są tylko najbliżsi sąsiedzi czyli zioła, krzewy, drzewa, i porosty, oraz przypadkowy zabłąkany wędrowiec.


*

Zakwita raz, tylko raz leśny kwiat… — czasem sobie nucę, tę wspomnianą melodię. Oczami wyobraźni czuję się zaroszonym na tę jedyną i niepowtarzalną pożegnalną imprezę Paproci. Stoi ona dumnie pośród chaszczy, jest wciąż soczyście zielona. Nie różni się ona od innych roślin z jej gatunku. Powiało chłodem. Las poruszył się, coś zbliżało się do nas, cicho i bezszelestnie. Tylko ten chłodny podmuch spowodował uczucie grozy i zimny dreszcz przechodzący po plecach Wędrowca. Po chwili zielona Paproć jaśnieje. Jej barwy stają się seledynowe, a po chwili jasno seledynowe i wciąż jaśnieją. Z jej wnętrza wysuwa się powoli i majestatycznie zielona łodyżka, podobna do czarodziejskiej różdżki. Czubek różdżki rozdziela się i zaczyna świecić. Na obrzeżach młodego kielicha, pojawiają się puchowe białe anielskie puchowe płatki. Twardnieją i zamieniając się w drobinki kryształu. Przez moment kwiat stoi nieruchomo niczym posąg. Wreszcie kwiat uzyskuje szczyt doskonałości i piękna. Z wnętrza kielicha wydobywa się setki tysięcy promieni, rozbłyskuje i wystrzela załamanym tęczowym światłem. Przez chwilę widzę tylko jej blask, a po chwili podziwiam piękno tej chwili. Podziwiam je wraz z oniemiałym z podziwu otoczeniem. Oczy wszystkich skupiają się na tym widowisku. Patrzymy wszyscy z zachwytem na gospodarza tej uroczystości. Jesteśmy zaskoczeni przebiegiem imprezy, lecz pozostajemy na tej konsolacji świadomie i asystujemy w jego śmierci.

Z.A. Von Bazan De Santa Cruz

Atlantyda — współczesna baśń czy rzeczywistość?

Stałem nieruchomo gdzieś w kosmosie. Wokół mnie panowała ciemność, którą rozświetlał różnokolorowy blask gwiazd. Byłem tu jedyną istotą. Czułem się jak młody bóg. Byłem potężny. Wszystko wokół należało do mnie. Czułem się świetnie. Rozglądałem się dookoła. Znałem każdą, nawet najmniejszą cząstkę kosmosu. Nasycałem się wolnością i szczęściem.

Nagle poczułem delikatny powiew na policzku. Zamknąłem oczy. Czy miałem sobie przypomnieć coś ważnego? Coś drgnęło, poruszyło się. Otworzyłem z trudem oczy. Powieki miałem ciężkie, jakby z kamienia. Starałem się je otworzyć na nowo. Ból był jednak zbyt ostry. Cały ten piękny wszechświat zaczął się powoli rozjaśniać. Najpierw zobaczyłem niebieską mgiełkę, a później poczułem ostre pieczenie oczu. Świat powoli piękniał. Poczułem zimne dreszcze i ostry ból w plecach. Powracała mi siła w mięśniach. Zrobiłem delikatny krok, potem następny. Ostry ból przeszywał mi mózg.

Wszystko to minęło, kiedy znów poczułem delikatny zefirek na policzkach. Ponownie przymknąłem oczy. Ten podmuch był dla mnie największym skarbem na świecie. Powróciłem do świata żywych. Rozejrzałem się dookoła. Ujrzałem wszystko w jaskrawych, i zarazem pastelowych kolorach.


Był piękny, słoneczny poranek. Niebo miało kolor lazurowy, gdzieniegdzie było na nim widać białą delikatną chmurkę. Wiał delikatny zefirek. Spacerowałem po raju. Wszystko było tu piękne. Tętniło tu życie. Byłem spokojny i szczęśliwy. Czegoś mi jednak brakowało. Rozejrzałem się dookoła, uważnie patrzyłem. Wszystko było tu podwójne. Dwa drzewa, dwa kwiaty, dwie wiewiórki, dwa świstaki… Dlaczego tylko ja byłem samotny? Dlaczego tu nie pasowałem? Poszedłem dalej. Czego szukałem? Zatrzymałem się na najwyższym wzniesieniu. Wszystko stąd widziałem. Nikt nie był tu samotny. Wszyscy byli szczęśliwi. Stałem na wzgórzu i spoglądałem w dal. Widziałem stąd zarys Oceanu Atlantyckiego. Wokół mnie było spokojnie, lecz nie panowała cisza. Zwierzęta wielu gatunków bawiły się ze sobą. Nie widziałem tu drapieżników. Wszyscy żyli w przyjaźni. Było jak w raju. Starałem się wychwycić jakieś nienaturalne dźwięki. Nic z tego. Wokół panował ład. Rosły tu piękne i pachnące kwiaty, a roślinność odznaczała się soczystą zielenią. Byłem szczęśliwy, choć niespokojny. Stałem tam niczym posąg. Na co czekałem? Czy ja żyłem…?

Nagle czar prysł. Lazurowe niebo zmieniło kolor na czarny. Zerwał się silny, złowrogi wiatr. Lodowata woda zalewała ląd. Poziom oceanu się podniósł, powstały olbrzymie fale. Raj znalazł się w niebezpieczeństwie. Zaczął powoli znikać. Zwierzęta uciekały w popłochu w głąb lądu. Liście opadały z drzew. Kwiaty zamykały kielichy. Każde stworzenie chciało przeżyć. Nikt nie spodziewał się końca. Nadal stałem nieruchomo. Widziałem, że ląd się zapadał. Ziemia się usuwała i znikała pod morską wodą. Do raju wdzierał się ocean. Życie uległo zagładzie. Nadchodził nowy porządek. Czy należało obawiać się nieuniknionego? Czy lepiej było zaakceptować nowe? Czekałem ze spokojem na to, co miało nastąpić. Kiedy pochłonie mnie woda? Widziałem zapadającą się ziemię, którą natychmiast zalewała woda. Spojrzałem na swoje stopy. Kataklizm zatrzymał się tuż przy nich.

Stałem teraz na skraju przepaści. Obok mnie znajdował się inny człowiek. Najpierw zobaczyłem wyczyszczone na połysk buty oficerskie, później bryczesy i mundur ze złotymi guzikami. To był wuj Władysław. Kiedy go ostatnio widziałem, był starym, schorowanym człowiekiem w znoszonym mundurze oficerskim. Teraz wyglądał dużo młodziej.

— Witam cię, wujku. Dobrze dzisiaj wyglądasz. — Mój wzrok spoczął na jego złotych guzikach.

— Dziękuję. Widzę, że te moje guziki nadal ci się podobają. Bardziej podoba mi się jednak twoja aztecka zbroja.


Spojrzałem na siebie. Byłem ubrany w zbroję Don Juana von Bazan de Santa Cruz. Widniała na niej płonąca złota gwiazda Iana i mniejsze symbole rodu Bazan: znak Atlanu, lecącego sokoła i złoty znak wędrowca. Na głowie miałem rzymski hełm z białym pióropuszem. Opuściłem przyłbicę i zauważyłem przed sobą bardzo wyraźny znak Tytana: jedną pionową linię i dwie przecinające się linie poziome. Ten znak wskazywał mi kierunek. Spojrzałem w dal. Coś się tam poruszyło.

— Na co czekamy? — spytałem.

— Już tu idą. — Wuj wskazał ręką ocean.

Fale podniosły się jeszcze bardziej. Z morskiej piany wyłoniły się dziwne, ogromne transportery wypełnione ludźmi. Powoli zbliżały się do lądu. Kilkanaście tysięcy rozbitków docierało do brzegu. Byli tu młodzi i starzy, kobiety i dzieci. Byli tu chorzy, wycieńczeni i ranni. Byli tu też młodzi i silni, muskularni młodzieńcy. To oni pomagali chorym wychodzić na ląd. Bardzo szybko zbudowano nadmuchiwane miasteczko. Powstawał tu też polowy szpital. Chorych leczono żółtym i zielonym światłem. Niemal natychmiast powracali do zdrowia.

— Co to za ludzie? Przecież ja ich wszystkich znam…

— Oczywiście, przecież zawsze byłeś dobrym słuchaczem. Opowiadałem ci o naszym pochodzeniu. To Atlantydzi. A właściwie tylko ci, którzy mieli więcej szczęścia od innych. Opowiadałem tobie o twoim pochodzeniu i o nich. Przypomnij sobie nasze rozmowy i te baśniowe historie o rycerzach i wojnach. Kiedy sobie to wszystko przypomnisz, spisz te nasze opowieści i pilnuj, by nie zaginęły. Moje zapiski zaginęły podczas wojny, ale ty posiadasz całą moją wiedzę. Nie strać tego.

Spojrzałem jeszcze raz na ludzi wychodzących z transportera.

— A gdzie jesteśmy my? — spytałem. — Widzę moją rodzinę. Brakuje tylko nas…

— Pomogliśmy im zachować życie. Do końca się nimi opiekowałeś. Wielu uratowałeś. Tylko mi nie mogłeś pomóc — powiedział. — My zostaliśmy tam.

Wyciągnął rękę i wskazał spienioną wodę, a może kłębiące się chmury?

— Pożegnaliśmy ich… A teraz ich witamy…

— To Atlantydzi? Mówiłeś kiedyś, że królestwo Iana zniknęło w oceanie, a ci ludzie to przecież potomkowie Tytana i Pięknotki… Gdzieś tu jest nieścisłość.

— Nie ma. Musisz sam dojść do prawdy. To miejsce, które widzisz, to IREA(landia) — pierwszy ląd, a dokładnie rejon Shannon. Przybyli tu, by władać. W tym miejscu stanie kiedyś wielki pomnik. Będą to dwie postacie z wyciągniętymi ramionami. Z daleka wyglądać będą jak dwa krzyże. T i T an — Arrival of TiTan.

Historie zawarte w tej książce nawiązują do opowieści fantastycznych lub współczesnego bajkopisarstwa. Oparte są na legendach i opowiadaniach najstarszego rodu świata. Wiele historii tu opisanych jest czymś więcej niż fikcją literacką czy fantazją autora. Opisuję tu historię Atlantydów, Tytanów, Cruzów oraz ich następców — jasnowłosych rycerzy z białymi pióropuszami na hełmach. Przemierzali świat, poszukując dam swojego serca. To historia wojen. To wojny o kobiety; odrzucony kawaler zawsze powracał po swą wybrankę z potężną armią. Nie tolerowano odmowy. To historia podboju świata. To rozkwit i upadek całych dynastii. Ich potomkowie żyją obecnie na wszystkich wyspach i lądach Ziemi. Za swoimi wybrankami serca wędrowali na kraniec świata. Wszystkie wojny i nieszczęścia tego świata związane były z pięknymi kobietami.

To historie potężnych cesarzy, królów, kalifów, grandów… To historia Wielkiej Armady i cesarskiej konnicy pancernej. To historia Persji, Egiptu, Syrii, Mauretanii itd. To słynne asyryjskie i rzymskie rydwany.

Dodaję tutaj również opowieści z życia po życiu, które znam z własnego doświadczenia. Pamiętam, że większość bohaterów miało imiona na literę „A”. Opisuję wodzów i ich historię.

Wszystkie opisy wydają się tu magiczne lub nierealne, lecz jest to wizja jednego człowieka. Opisuję te wydarzenia tak, jak je zapamiętałem z dzieciństwa. Wszystkie moje opowiadania mają ze sobą coś wspólnego. Mimo upływu kilkunastu tysięcy lat, człowiek wcale się nie zmienił. Nadal jest owładnięty manią wielkości. Najszybciej upadali wielcy królowie i ich imperia.

Nie radzili sobie z odpowiedzialnością. Droga do władzy jest trudna i długa — tylko nieliczni potrafią pozostać na szczycie.

Moja opowieść rozpoczyna się od narodzin pierwszej ziemskiej cywilizacji — TIHS. Wydarzenia tu przedstawione opisywali już starożytni pisarze. Większość z nich jest ogólnie znana. Nieznani są jedynie ich bohaterowie. Historie te znajdują się w Starym Testamencie i w Koranie. Piszę tu o cywilizacji życia. Obecnie wszystkie religie mówią tylko o śmierci. „Giń za sprawę, giń za przekonania lub wiarę”. Jest też jeszcze kwestia ekonomiczna — po trupach do celu. „Życie jest krótkie, więc baw się i bogać”. „Życie to dżungla, więc bądź lwem”. Zapomniano jednak o najważniejszym. Żyjemy na tym świecie nie po to, by niszczyć, kraść czy mordować. Nie otrzymujemy fortuny od losu tylko po to, by zamknąć ją w sejfie czy w banku. Żyjemy tu po to, by zmieniać i naprawiać ten świat. Najgroźniejszym wrogiem człowieka i natury jest właśnie człowiek. Nie wszyscy znają historię prawdziwych bohaterów. Historia świata to historia wojny.

Należę do najstarszego rodu świata. Jego historia sięga 250 wieków. Nazywano nas Atlantydami, później królestwem Baztan z ośmioma wielkimi prowincjami, a następnie Iberami. Kiedyś były tylko cztery rody: Bashan, Bassan, Bizan i Baztan (Bazan — Tytan, Bazan — Cruz, Bazan — Santa Cruz, Bazan). Walczyliśmy zawsze w imieniu cywilizacji życia. Byliśmy Stymulatorami.

Skupiłem się na czterech wątkach z historii świata: początku życia na Ziemi, średniowieczu, podboju Azji, Afryki i Ameryki oraz dniu dzisiejszym (miejmy nadzieję, że nie nadchodzi koniec świata).

Początek

Na początku był raj.

Następnie na Ziemi pojawił się człowiek. Później był Wielki Wybuch. Życie uległo zmianie i na świecie zapanował chaos. (Stymulator) Człowiek szybko przystosował się do nowej roli.

Ziemię zamieszkiwały cztery ludzkie rasy. Pierwsi ludzie byli dobrzy. To był raj. Życie planety znalazło się jednak w niebezpieczeństwie. Brakowało sensu życia. Pojawiła się stagnacja. Rozleniwieni mieszkańcy raju przestali się rozwijać. Czekali na pożywienie, na przysłowiową mannę z nieba. Nie było tu drapieżników ani ofiar. Życie musiało być sztucznie podtrzymywane przez stwórców. Eksperyment „Ziemia” był zagrożony. Życie ziemskie zanikało.

Ekspedycja nie powiodła się. Stwórcy opuścili naszą galaktykę. Nie przestali jednak interesować się swoim dziełem. Czasem tu przybywają. Jest nadzieja, że na Ziemi pojawi się jednak nowy, bardziej doskonały człowiek.

Kiedy na świecie zabrakło pożywienia i nastał ogromny głód, powstał stymulator. Ziemskie życie się zmieniało. Pojawił się sens życia. Pozostali przy życiu mieszkańcy planety starali się przeżyć. Śmierć była idealnym stymulatorem. Ziemia zmieniała się. Na początku był tylko płacz i chaos. Później jęki ucichły. Ziemia zamieniła się w gigantyczną arenę walki. Jej mieszkańcy wcielili się w role drapieżników i ofiar. Ofiary umierały w ciszy. Głosy drapieżników słyszano wszędzie. Kto się nie przystosował, musiał zginąć. Nikogo nie interesował los nieudaczników. Chorzy, głodni i słabi umierali. Tylko silni i zdrowi mieli szansę, aby przeżyć. Człowiek był w lepszej sytuacji, bowiem stwórcy najwięcej czasu poświęcili temu gatunkowi.

Człowiek ma wiele słabości. Jest powolny i leniwy. Nie jest silny, nie wzbudza grozy, ma słaby węch, wzrok i mięśnie. Gdyby nie miłość stwórcy Tytana do Pięknotki, ludzkość wyginęłaby pierwsza. Człowiek otrzymał niewiele cech stwórcy. Najgroźniejsi byli pierwsi potomkowie Tytana. To jasnoskórzy ludzie o białych brodach i jasnych włosach, którzy wyruszyli na podbój świata.

Kiedyś słyszałem, że najgroźniejszym drapieżnikiem świata był T-Rex. Lecz kto i dlaczego go wytępił? Wciąż uważam, że największym drapieżnikiem na Ziemi jest TT-Rex, czyli biały człowiek. Posiadł najgroźniejsze cechy drapieżników i najgroźniejszą broń — umysł. Nie zna umiaru. Liczą się dla niego tylko kobiety, polowania i władza. Upolowana ofiara przestaje go już interesować. Staje nad jej zwłokami i wypatruje nowego celu. Więcej… Więcej… Więcej…

Niektórzy mówią, że wygnano nas z raju. Jeśli tak, to dlaczego? Czy możliwe jest stworzenie ziemskiego raju?

Chcę Wam opowiedzieć o rodzie Baztan. To oni odznaczali się tymi cechami. Formowali świat według własnych potrzeb. Niszczyli i tworzyli. Wytępili wiele gatunków zwierząt i roślin. Pozostawiali tylko te, które były im posłuszne lub potrzebne do życia. Nazywali siebie ogrodnikami lub sokołami. Byli władcami Europy. Opuścili jednak królestwo Tytana i zagarnęli pozostałe ziemie z przymierza TIHS. Władali cesarstwami. Byli lordami mórz i oceanów oraz lordami wojny. Dwa tysiące lat temu zaprzestali wojny. Stworzyli nową cywilizację życia. Usunęli miecz (t) z nazwy rodu i ze skamieniałego serca. Potężne cesarstwa szybko upadały. Walczyliśmy jedynie dla Rzymu, później dla Świętego Cesarstwa Rzymskiego. Po pewnym czasie zaczęło ono jednak zagrażać życiu na Ziemi, postanowiono więc je zlikwidować. Świat znów był bezpieczny.

Kiedy na Ziemi pojawia się stagnacja i życie ziemskie znajduje się w niebezpieczeństwie, wtedy znów dokonywana jest stymulacja. To lordowie wojny znów przedstawiają się światu. Planeta się wówczas zmienia. Drapieżniki ryczą, a ich ofiary umierają w ciszy…

Dlaczego?

Nazywam się Z. A. Von Bazan De Santa Cruz. To dziwne nazwisko jak na mieszkańca komunistycznego kraju, dlatego też od kilku pokoleń moja rodzina używa skróconej wersji nazwiska.

Urodziłem się w zniewolonym komunistycznym kraju w 1956 roku. Był to tzw. lepszy okres komunizmu, podobno bardziej ludzki.

Dlaczego zdecydowałem się opisać tę historię? Nie wiem. Może dlatego, że niektórzy nauczyciele wmawiali mi, że są pytania bez odpowiedzi.

Kiedyś dyskutowano o judaizmie. Nie interesowało mnie to. Nasza historia sięga 250 wieków, a ta miała zaledwie 60 wieków. Ktoś spytał:

— Co oznacza gwiazda Dawida?

Nie było odpowiedzi. Tylko ja zareagowałem.

— Złączenie dwóch trójkątów równobocznych oznacza przymierze pomiędzy dwoma królestwami. To znak przymierza, braterstwa lub unii. To Arka Przymierza. Gwiazda Dawida powinna być jednak w kolorach czarno-białych.

Znów zaczęły się pytania. Nie chciałem jednak wszystkiego wyjaśniać. Nie znali odpowiedzi na najprostsze pytania. Czego się uczą w szkołach i co wiedzą? Jak będzie wyglądało ich życie w niewiedzy? Nie wierzą w Boga. Wierzą tylko w pieniądze i siłę własnej pięści. „Silniejszy górą”. Dorobić się, a jeśli to niemożliwe, nakraść, ile się da. Czasami tylko rabunek, a innym razem morderstwo.

Mamy już XXI wiek. Podobno komunizm już upadł, lecz tak naprawdę nic się tu nie zmieniło. Mamy najwyższe bezrobocie w Unii Europejskiej. Coraz więcej ludzi wyrzuca się z domów na ulicę, gdyż nie mają pieniędzy na czynsz. Wielu mieszkańców kraju szuka jedzenia na śmietniku, a tłuste tyłki polityków i arystokracji komunistycznej ledwo wciskają się do limuzyn. Sytuacja w kraju przypomina balon. Ludzie są coraz biedniejsi. Nie mają pracy, muszą planować zarobki (napady i kradzieże). Politycy w obawie o swoje dochody zatrudniają ochroniarzy. Powstają nowe służby terroru — nie wiem, czemu nazywa się je służbami antyterrorystycznymi i antymafijnymi. Wszyscy dążą do władzy — zarówno gangsterzy, jak i politycy.

Dyskutowano kiedyś o ZSRR i kłócono się, co oznacza czerwona gwiazda. Każdy wyjaśniał to na kilka sposobów, lecz tylko moje wyjaśnienia obraziły wszystkich dyskutantów i zmusiły ich do myślenia.

— To czerwony karzeł — powiedziałem. — Ta gwiazda to koniec dotychczasowego życia. Gwiazda umiera i zwiększa swoją objętość, wchłania wszystko dookoła. W tym przypadku Europę Wschodnią. Gwiazda szybko rośnie, a potem pęka. Niestety majątki komunistów wcześniej przekazane będą ich następcom. Ci za cenę spokoju sprzedadzą je i opuszczą kraj.

Kiedyś dyskutowano o drugiej wojnie światowej. Zastanawiano się, co oznaczał czarny, złamany krzyż hitlerowski. Jak zwykle każdy popisywał się wszechstronną wiedzą. Na zakończenie powiedziałem:

— Czarny krzyż to symbol męczeńskiej śmierci i zwycięstwa życia nad śmiercią. Złamany oznacza tylko śmierć. Symbol podobny do hitlerowskiego oznacza również osobę wolną, która wędruje po świecie. Ten symbol nie ma nic wspólnego z krzyżem. Jest to święty symbol ludów wschodnich. To złoty wędrowiec.

Pochodzę z bardzo starego rodu. Historia mojej rodziny opisana jest w Koranie i w Starym Testamencie. Chcę Wam opowiedzieć o tym, co działo się dużo wcześniej. Jest to opowiadanie małego chłopca. Opisuję tu historię, którą opowiadano mi, kiedy miałem zaledwie cztery lata. Świat był wtedy dla mnie piękny, sprawiedliwy i ogromny. Bardzo lubiłem słuchać opowieści o moich starożytnych przodkach i o ich militarnych wyczynach. Poznałem wiele faktów przemilczanych przez współczesną historię. Niektóre opisy słynnych bitew zupełnie rozmijają się z relacjami ich uczestników.

Nazywano ich olbrzymami, gigantami, tytanami… Byliśmy królami Baztanii. Dziś jest to tylko skrawek ziemi położonej nad Zatoką Biskajską w Hiszpanii, nazywany po 1512 roku Krajem Basków. Dawniej było to olbrzymie królestwo rozciągające się od Atlantyku aż do miasta królów w prowincji Bizan (Bizancjum). Nie służyliśmy i nie podlegaliśmy nikomu. Nikt nie wydawał nam rozkazów i nikt nie śmiał mówić nam, co mamy robić. Walczyliśmy nie tylko w obronie Europy, otrzymaliśmy godności nie tylko od papieża. Santa Cruz — czerwony krzyż złożony z czterech trójkątów — oznacza przymierze czterech królestw i ras ludzkich.

Godność Von Bazan otrzymaliśmy z rąk cesarza Carlosa V, władcy Świętego Cesarstwa Rzymskiego Wielkiego Narodu Niemieckiego. Podbijaliśmy świat dla królestwa Hiszpanii i Portugalii. Byliśmy pierwszymi grandami w Kalifornii, Teksasie i w Nowym Meksyku. Byliśmy cesarską elitarną armią pancerną.

W 966 roku na prośbę Mieszka I przybyliśmy z misją na zachodnie ziemie Polski.

W 1588 roku cesarska armia pancerna Baztan (baztońska) osiadła tu na stałe.

W 1492 roku wypędziliśmy Maurów z Hiszpanii do Afryki i zajęliśmy ich majątki. Armia Mauretanii przestała istnieć. Otrzymaliśmy słynną Grenadę, zamki i ziemie na południu kraju. Po tym zwycięstwie już nigdy żaden sułtan ani kalif nie odważył się najechać naszych ziem.

Stworzyliśmy Wielką Armadę i flotę Neapolu. W 1571 roku pokonaliśmy flotę sułtana tureckiego Sulimana II w bitwie morskiej pod Lepanto. W 1683 roku pod Wiedniem zwyciężyliśmy stutysięczną armię Kary Mustafy. W obu przypadkach Turcy chcieli zdobyć Rzym i Watykan.

W 1588 roku skorzystaliśmy z zaproszenia króla Zygmunta III Wazy i osiedliliśmy się na zachodniej granicy w Rzeczpospolitej. I tu stworzyliśmy ciężką elitarną formację pancerną. Należeli do niej królowie i książęta europejscy. Zawsze zwyciężaliśmy w bitwach.

Szlachta Rzeczpospolitej zazdrościła nam sukcesów. Stworzyła własną armię kiepskich naśladowców — husarię lekką. Była to armia paradna. Nie odnosiła sukcesów militarnych.

Nasze straty w bitwach to jeden na 200 zabitych przeciwników. Nigdy nie przegraliśmy. Nazywano nas niesłusznie husarią. My nazywaliśmy się cesarską armią pancerną. Dopuszczamy też określenie pancerna husaria.

Polska husaria z XV i XVI wieku to formacja lekkiej jazdy w stylu Pana Wołodyjowskiego. Husarze mieli na plecach przymocowane drewnie stelaże z gęsimi piórami… Nasza cesarska armia pancerna nie podlegała nikomu. Sami decydowali, kiedy i przeciw komu mają walczyć. Wyposażenie jednego pancerniaka to olbrzymi wydatek. Wielu rodów nie było na to stać. Przez blisko dwieście lat zachodnia granica Rzeczpospolitej była bezpieczna. Panowie polscy nie obawiali się już wojny na zachodzie. Od 1732 roku próbowano nami kierować i odbierać nam przywileje. W 1771 roku Sejm Wielki zrezygnował z naszej ochrony. Gdyby nie wewnętrzne spory szlachty polskiej i późniejsza wojna domowa, to historia Rzeczpospolitej wyglądałaby inaczej.

Dopiero po 1945 roku sprzedano nas i nasze ziemie Stalinowi. Nasz herb rodowy — biało-czarna, biało-czerwona, żółto-czerwona szachownica — oznacza równowagę.

Biało-czerwona szachownica została przejęta jako nowe barwy Rzeczpospolitej przez Polskę porozbiorową. Nasze symbole i barwy zostały przejęte również przez władze komunistyczne. Obecnie barwy pancerniaków malowane są również na samolotach wojskowych F-16 i w Marynarce Wojennej. Mimo nieporozumień nawiązują do historii Wielkiej Armady i cesarskiej konnicy pancernej. Cztery czerwone trójkąty to symbol męstwa i przymierze czterech królestw. Obecnie symbol ten często funkcjonuje jako znak chrześcijański. Jest on bardzo stary, ma już ponad 25 tysięcy lat. Wojsko Polskie umieszcza go na swoich sztandarach. Kiedy symbol wykuty jest w metalu i ma dwa miecze (TTan), nazywają go Krzyżem Walecznych.

Nasze nazwisko widnieje na burtach floty wojennej NATO.

Jesteśmy historią całej Europy. Długo zastanawiałem się, czy opisać tę historię. Niedawno obejrzałem wyreżyserowany przez Bernarda Bertolucciego film pod tytułem Ostatni cesarz. Było to prawdziwe arcydzieło. Filmowa opowieść bardzo przypominała mi historię mojego ojca. Bardzo szczęśliwe dzieciństwo. Dużo nauki. Później prześladowania i dyskryminacja przez komunistyczny reżim. W zakończeniu filmu schorowany starzec (były cesarz) mówi: „Jestem tylko chińskim robotnikiem”. Z młodego, wykształconego człowieka nie zostało nic. Nie mógł korzystać ze swych talentów, nie mógł dzielić się z innymi swoją wiedzą i doświadczeniem. Pozbawiono go wszystkiego. Jak robot wykonywał tylko jedną czynność.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 44.55
drukowana A5
Kolorowa
za 69.66