Uwer-tura
Nie czuje, lecz wy czytając i słuchając poczujcie.
Nie musisz myśleć by być mądry, tylko wyuczyć się schematów oraz uniwersaliów aby zostać uznanym za istotę świadomie myślącą świadomie.
Antyutopia realistycznego świata
To nie żadna książka, a prawdziwe życie,
Wstaje na codzień rano, milion rolek,
Świt przeistacza się, w ciemność,
Tak wygląda machina, pędzona przez spożycie.
Cóż ja mam rzec, gdy to już się dzieje?
Cóż ja mam chcieć, to się i tak zadzieje?
Antenaty ubuchwaldzone, wstają o świcie,
A ja na gitarze gram, koncert we Świcie.
Kamery przyglądają mi się jakby wiedziały,
Cóż to za świat jest dwojaki, czy to powrót do War-szawy?
Cóż ja mam rzec, gdy to już się dzieje?
Cóż ja mam chcieć, to się i tak stanie?
Ustawy podpisane, oni nie chcą tego,
Tamci wolą tego, sprzeczają się myśli.
Myślozbrodnia dziś rutyną, jutro kawa z żelatyną.
Zrozum to wszystko w teraźniejszym czasie.
Jak mam to w nowomowie rzec, by nie wyszło jakbym był pariasem?
Autoironia — Monolog buntownika radykalnego progresywizmu
Nie uformują się już żadne nowe treści,
Każdy jest już wolny i nikt nie zakazuje nic,
Każdy wie z czym istotnie gra,
Nie ma już marazmu w tym świecie wielu rozkoszy.
Zapobiegaj szerzeniu się mowy nienawiści,
Wolność po to jest i wszak nas ogłupia,
Wolność jest nam dana od dawna,
Sztuka już upadła, formują się nowe prądy.
Wielkim prądem, który dominuje,
To życie człowieka wielkie i cudne,
To wszystko to co staje się nowe,
Umiera szybko ale jest też i płodne.
Danser avec une sirène
Hej kochana piękna rusałko,
Do tańca porwij mnie swego,
Bo chcę znów potańczyć nago,
Pewno nie masz nic do tego.
Skóra twa ciepła me ręce zimne,
Wiesz co dotyk twój sprawia,
Zamknij oczy przepiękne kochanie,
I się przez chwilę nie odwracaj.
Bo usta twe cudne jak skala lśniąca,
A oczy twe kuszące jak,
Poranne jagody, wpadają do wody,
Umyte są i czyste.
Chciałbym je zjeść szybko lecz nie tak prędko,
Bo jak za szybko to zsechną.
Heeej tęsknię pomóż mi z lękiem,
Czy zobaczę cię jeszcze?
Dewolucja gatunku
Wstajemy i nie zaczynamy myśleć.
Zaczynamy przesuwać palcem po naszej przyszłości i przeszłości.
Wracamy do momentów w których czuliśmy zastrzyk radości.
Idziemy co dzień do zawodu,
Wznosimy się może na chwilę,
Żeby usiąść miło przytulnie,
Palec przesuwa się więcej niż milę.
Klimina by nawet umysłem nie sięgnęła,
Czy Tadeusz Borowski,
Czy Mieczysław Jastrun,
Takie to małe przykłady,
Naszego rozwijającego się świata, jak kwiaty,
A może one martwe są?
A może one dzikie są?
Nieodkryte to napewno, ale co nam zostanie po ich odkryciu?
Nie zakorkujemy Arki jakbyśmy chcieli,
Jak z pewnej puszki, minimum dopiero wyleciało na żywot nasz,
Naszego pokolenia, które żaden z naszych populistów nie zrozumie,
Model językowy kreuje nasze umysły ale i jego dewolucję.
Dostrzeż Artystę
W barze siedzi z koleżanką przy stole,
Popija drinka smacznego jak stoper,
Otwiera swe oczy za każdym razem,
Kiedy widzi jakie piękne są damy.
Dostrzeż artystę w oczach swoich,
Bo zniknie on o dwudziestej czwartej,
A może piątej co go tam kto wie,
Dostrzeż artystę, gdy pije za swoich.
Nie wiesz kiedy? Nie bój się,
Nie skrzywdzi przecież Cię,
A przynajmniej otwarcie i bezpośrednio,
Bo tak łatwiej komuś z złą paletą,
Kolorować obcasy i różne figlasy i moralne wygibasy.
Postaraj się…
Dwie Mogiły jedna przekreślona
Leżą ci którzy chcieli wolności,
Wolności dla swych wnuków,
A czego by nie zrobić z litości,
Uszy pękają od granatów huku…
Biedne ciała postrzępione naznaczone,
Leżą pod krzyżami dwoma,
Nie były one podpalone,
Bo przetrwały z kruszca z szlachetnego doma.
Elekcja Wrześniowa
Przyszedłszy do stoła,
Spostrzegłem kolegę z Okowa,
Kolega ten zaś był kumaty,
Na Wiktora wsadził 3 sprawy.
Jedna sprawa to Okowianina,
Dwa problemy dla Słowianina,
Narodowość to w ogóle kwestia ciekawa,
Oddała się Wielka Rozprawa.
Dla której wielkość nie oznacza prawości,
Połamią mu chyba wszystkie kości,
Temu co patrzy na to i chce zgłosić kłamstwo,
A to tylko zabawa, nie żadne pijaństwo.
Ruszyłem więc do kolejnego,
Rzekł pewien z dygnitarzy,
Panie panie, wrzuć sprawę, grosza dam kolejnego!
Ja zamilkłem, faktem się jednak odzywam.
Dla Filmu
Przyroda odkopana, zakopana przez studia
Plany filmowe bez żadnych ofiar,
Wzdychają reżyserzy ja razem z nimi,
jak ten film będzie hitem to ja razem z nimi.
Jest niesamowita prawda,
Lecz ile czasu jeszcze potrwa,
Zanim zburzone zostaną ściany,
Ile… Ile jeszcze!? będziesz pijany?
Tamiza,
Zalana,
Zielonym,
barwnikiem.
Impresjonizm dekadencki
Nie widzę tego, co w duszy ma mi grać,
Nie tak zasady mi pisały, właśnie nie tak.
I co teraz, teraz będę sączyć — piwo, którego nie ważyłem dosyć.
Lecz ja nie boję się!
Nie cieszę także się!
A może to dobija mnie!?
A może wcale tego nie czuję!?
Tak kończy się jakiś epizod znów,
Impresja na was wywierana jest jak śledź i miód.
Jednego nie lubię a drugiego w umiarze, zaprawdę miodem się upajam niezawsze,
Lecz ja nie boję się,
Nie cieszę także się,
A może to dobija mnie..?
A może wcale tego nie czuję..?
Czy kiedyś wstanę znów i potoczę się na górę moim dziecięcym spojrzeniem, aby wzięło górę?
I spadło na zwyczaj nauczony od małego
Ten przepis dla życia długowiecznego
Lecz ja nie boję się.
Nie cieszę także się.
To dobija mnie.
Wcale tego nie czuję.
Oczy me niby otwarte, większość z życia znam,
Tak naprawdę jeszcze parę lat, znaczy że jestem cham.
Egoista raz, może autysta dwa.
Czy to wszystko jest takie złe według schematów świata?
Incipit
Jesteś nieprzemakalnym parasolem, który wnosi się do góry,
i tak jakby masz troche dylemat życiowy.
Tak jakby też cie znam ale niedługo,
Ale nie martw się, bo to młodzieńcze kochanie działa tak samo.
Na mnie i na niego,
Tak,
Nie,
Tak,
Nie.
Chce tylko powiedzieć, że nawet urosłem,
Ale umysł został parę lat później,
Nierozwinięty układ emocjonalny,
Oczy mych znajomych znów patrzą podobnie.
Na mnie,
Na ciebie,
Jak zmykasz,
Jak czmychasz.
Jakże trudno być tu sam — mimochodem
Żyje w świecie, w którym sztuka zawiera przekaz podziwiania piękna nauczonego.
Nauka jest historyczną papką dla przyszłych pokoleń, aby utworzyć nowe i coraz to jeszcze nowe nowości.
Jesteśmy ludem zacofanym umysłowo względem poprzednich epok, a może bardziej rozwinięci pod tym względem?
Idąc na przód, w tym samym czasie się cofając.
Celem władzy jest władza.
Władza, ale po co?
Niech anarchią spłonie świat!
Bo albo my umrzemy, albo żyć będziemy
W moralnych dywagacjach i skrajnie opisanym prawie, jak pisał Orwell.
Człowiekiem stratnym, ale dumnym jestem!
Świadomość jest funkcją dla nas poznawczą(?) czy ona w ogóle istnieje?
Czy ta świadomość, którą dzierżymy, jest trwalsza od nowej świadomości?
Czego potrzebujemy, do pojęcia tego co nie było pisane wcześniej?
Kiedyś, Teraz i Zaraz
Kiedyś Artyści to będą osoby chore,
Kiedyś artyzm to będzie choroba,
Kiedyś Wszelaka sztuka będzie złudzeniem „chorych” ludzi,
Kiedyś uznają nas za szalonych.
Kiedyś pokazaliśmy im, jak można żyć,
Kiedyś śmialiśmy się z nimi i trwaliśmy,