E-book
9.56
drukowana A5
51.64
Pomorzanie

Bezpłatny fragment - Pomorzanie

Tho Tihovo


5
Objętość:
333 str.
ISBN:
978-83-8155-826-6
E-book
za 9.56
drukowana A5
za 51.64

Jam Paweł Wasiak, zrodzony dnia 05.05.1982 roku w Białogardzie, z matki mojej Machcińskiej vel Machczyńskiej alias Wachczyńskiej vel Wakczyńskiej, z rodu Wake pochodzącej, od Kazimierza Walentego Wake, przybyłego do miejscowości Świętno, parafii Kębłowo, roku być może 1717, z pnia którego idą Wakczyńscy piwowarzy, mistrzowie wolnomularzy w Berlinie, właściciele kopalń w Bawarii lubo wynalazcy, którzy to genetycznie spokrewnieni są z klanami szlachty szkockiej, walijskiej lubo irlandzkiej, co ich przodkowie Templariusze z rodu Wake, w ziemi świętej swój herb na kamieniu fatimidowym wyryli, znacząc: „Sir Hugh był tutaj”. Zaś książę angielski Edmund z Woodstock, młodszy syn króla Edwarda, przyrodni brat króla Edwarda II, poślubił po roku pańskim 1325, Małgorzatę Wake, córkę Lorda, Tomasza Wake. Przeto wszyscy idą od Herewarda Wake, tego, który walczył przeciw Normanom, jako ostatni „angielski mężczyzna”.

Przeto Jam potomek Generosusa Wawrzyńca Piotra Wakczyńskiego — pisarza dworskiego i żony jego Gnosam Józefy de Kolczyńskie, z której to zrodzony został Mikołaj Michał Wakczyński roku pańskiego 1814, w parafii Wola Trutowo, w ziemi dobrzyńskiej.

Jam potomek gospodarza — sołtysa Wojciecha Wasiak, zrodzonego w Sławęcinie roku pańskiego bodaj 1787, w dawnej parafii Sławoszew, dziś parafii Grabów w ziemi łęczyckiej przynależnej. Jam prawnuk Józefa Wasiak, którego żona, a ma prababcia Genowefa Łukomska, idzie od Generosusa Wojciecha Łukomskiego i żony jego Gnosam Agnieszki Jaranowskiej, których to potomstwo w ziemi łęczyckiej na początku XVIII w. osiadło, krwi przodków Bałtów R1A-Z92, Z280 reprezentujących. Podług Heroldii herbu Drya, zaś względem papierów Szeligami być powinni.

Jam ubogi syn ziemi białogardzkiej, Jam niesforny syn tychowskich szkół, pełen wdzięczności i serdeczności dla ludzi tamże żyjących, przeto imże uniżony, jako członek Zachodniopomorskiego Towarzystwa Genealogicznego „Pomerania”, niżej, czynię:

Działo się to może w roku 1102.

— Gościwuju! Nie zdążymy przed zachodem słońca dojechać wozami do Białego Grodu, bramy tego królewskiego dworzyszcza zamykane są z wieczora. Musimy zatrzymać się w karczmie, tuż przy Jeziorze Dobrowieckim.

— Żyrosławie! Twoja słowiańska troska o nasz dobytek nigdy nie umknie twej uwadze, konie mamy już zmęczone, wozy trzeszczą, a po załadowaniu się solą w Colobregu, czeka nas jeszcze daleki powrót, z powrotem na południe.

— Rozejrzyj się dookoła, tu wszędzie, to ziemia naszych słowiańskich przodków, teraz jesteśmy w Mandleti — w krainie mglistej, cichej lubo gajowej, w której moc naszych modlitw do naszych bogów ma znaczenie. To miejsce od zawsze było otoczone ciszą i energią od naszych bóstw.

— Mój panie! Czy słyszysz ten piękny, kobiecy śpiew, dochodzący z głębi tego świętego gaju Mandleti, brzmi jak:

Czarodoro Drago Jarga

Nigdy żem w życiu nie słyszał tak pięknego głosu, który powtarza w kółko słowa tej pieśni, czuję mój panie, jakby całe zmęczenie z naszej podróży odpływało ode mnie, bezpowrotnie! Ta leśna cisza, niesie te słowa wprost do mojego ciała i duszy!

— Mój sługo! Zachowaj ciszę, tu, w tym świętym gaju w Mandleti, znajduje się Bożnica — tu przebywają nasi słowiańscy bogowie. Tam w środku lasu ręką samych bogów wzniesiona z dąbrowy, otoczona parkanem, mająca dwie brony, warowne, wstępu broniące bramy. W środku tejże Bożnicy wysoki ku niebo, ogromny, stary, zieloną jemiołą obrosły dąb, a dookoła niego posągi słowiańskich bóstw. Nie wolno chłopcze jej skalać ludzką krwią z nieprzyjaciela naszej ojczyzny lub wiary. Toż to święte miejsce.

Ta pieśń, którą słyszysz, te słowo Czarodoro, pomoże tobie przekroczyć własne słabości i ograniczenia, wyjdziesz z każdej ciężkiej sytuacji, nie będziesz negatywnie nastawiony, a twój umysł będzie jasnowidzeniem i przenikliwością obdarzony.

I gdy usłyszysz słowo Drago, to za pomocą snów i wizji znajdziesz same najlepsze rozwiązania, pogłębisz swą miłość i zrozumienie do kobiety!

A Jarga odrodzi twe siły witalne i obudzi twe zamiłowania! Pozbawi z twego życia przykrych zdarzeń.

Ta agma, to ogień chłopcze, a zarazem moc, magia i zdolność czynienia. To święta runa naszych przodków, Wenedów. Dźwięk mowy i magiczny znak. Tam w tym gaju, żercy i kapłanki, dzięki tym dźwiękom wpływają na nasze życie i uwalniają w nas nieznane nam siły. To szczęście chłopcze, żeś usłyszał te święte słowa. Teraz obudzisz w sobie to, co nieznane, a zarazem z mocy i magii powstałe. Twa dusza znajdzie ukojenie, a rozum jasnowidzenie. Powiem tobie w tajemnicy, że gdy byłem młody wiekiem i podróżowałem z mym dziadem tą drogą, przez te święte gaje, to samo żem słyszał i wtedy zrozumiałem, że będę kupcem, tak jak moi słowiańscy dziadowie. Ty chłopcze, też zrozumiesz, jaki będzie cel twego życia i wędrówki. To nie przypadek, żeś to usłyszał.

Pamiętaj, że by wejść do świętego gaju musisz być oczyszczony, inaczej sprowadzisz na siebie gniew zamieszkujących go duchów. Nigdy tam nie ścinaj drzew, nie wypasaj zwierząt, nie poluj i nie zbieraj runa leśnego! Lecz gdy niegodziwiec tam się skryje, będzie nietykalny dla nikogo, nic mu nie będzie groziło z rąk ludzi, do czasu opuszczenia gaju, bom jak wspomniał nie wolno przelać tam krwi. Po zmroku tam nie wstępuj, boć to czas dla demonów i dusz przodków!

— Biada temu, kto naruszy spokój i ciszę, te lasy znają historię naszych władców, wcześniej minęliśmy Borislaw — nazwany tak na cześć naszych władców Bolesławów, potomków Mieszkowych.

— Gościwuju! Biały Gród nigdy nie był zdobyty, Słowianie powiadają z żartem, że murami przypomina starożytną Troję, a wrót do grodu strzegą najlepsi wojowie.

— Tak, to prawda, silny to gród i bogaty, nigdy nie zdobyty, a i trzymający do końca wiarę naszych przodków, powiadają, że Biały musi ulec chrześcijaństwu, w przeciwnym razie Boża kara ich Boga Chrystusa spadnie na tę krainę.

— Dziwny ich ten Bóg panie, mordują, gwałcą, plądrują, złota zamykają w skrzyniach pod łańcuchami, a to wszystko w imię ich wiary chrześcijańskiej.

— Widzisz Żyrosławie, my Słowianie nie znamy kradzieży, oszustwa i nie zamykamy swoich domów ani niczego w nich. A wśród chrześcijan są złodzieje, których karze się, wieszając ich na szubienicy. Stąd też nasz opór wobec nowej religii, a i nasze obyczaje były i są lepsze niż chrześcijan.

— My żyjemy w zgodzie z naturą i sercem słuchamy tego co dobre, nie potrzebna nam wiara, której przedstawicielami są złodzieje lubo mordercy.

— Gościwuju, a co na to bogaci mieszczenie w Białym?

— Nigdy nie przyjmą nowej wiary, sądząc po misjach chrystianizacji w innych grodach, wprowadzą do Białego niemieckich kolonistów, a to młodzieńcu doprowadzi do zniszczenia nas Słowian i całych lechickich grodów.

— Ta ich podstępna wiara, to oszustwo i chęć przejęcia przez ich panów naszych osad.

— Żyrosławie, nasi przodkowie Wandalowie mieszkali nad Bałtykiem już w czasach rzymskich, to po narodzinach ich Boga — Chrystusa, a ich bracia Goci zbudowali tutaj w okolicy wiele kamiennych kręgów, byśmy mogli cieszyć się dobrą energią i zdrowiem.

— Musimy walczyć z ich wiarą i chronić ziemie naszych przodków, gdy będziemy wracać zatrzymamy się w Tichow, by złożyć ofiary na pomniku — kamieniu dla naszego boga Trygława, by chronił nas Słowian, od tych podstępnych zapędów chrześcijan.

Tam leży kamień, duży, długi i szeroki. To pomnik dla boga pomorskiego Trygława. Rokrocznie zbierają się tam żercy — kapłani Trygława i odprawiają obrzędy ku czci bożka. Główne święto obchodzimy chłopcze jesienią, po żniwach. Tysiące oddanych temu bogu, ze wszystkich stron Pomorza przybywają, by oddać pokłon swemu bóstwu i prosić go o dalszą opiekę i bogate plony.

Słowiańscy mężczyźni przychodzą do Tichow ubrani w siermięgi, przepasani kolorowymi pasami, a i niekiedy Żyrosławie przyłączały się do nich kobiety noszące na głowach naczółki, na które zawieszały brązowe i srebrne kabłączki skroniowe, przyodziewały się one w barwne, pasiaste stroje.

W Tichow zawsze panował świąteczny nastrój, radość, dzień pełen napięcia i wyczekiwania. Tłumy mój sługo gromadzą się naokoło wielkiego kamienia ofiarnego. W powolnym, uroczystym pochodzie kroczy siedmiu żerców. Przechodzą przez krąg ludzki, a potem zasiadają oni na kamieniach otaczających półkolem ołtarz ofiarny. I w poważnym skupieniu przygotowują się do ofiary.

W pewnej chwili chłopcze, pierwszy żerca podnosi rękę do góry, na ten znak tłumy wokół kamienia uciszają się, a wszyscy żercy wstają. Potem jeden z nich bierze pęk kłosów pełnych ziarna i krocząc obok głównego żercy, zanosi do kamienia. Kapłani podejmują hymn i śpiewają go w czasie ceremonii dokonywanej przy ołtarzu.

Trygławie! Władco potężny,

Który dajesz życie, plony!

Pomorzanów szczep nasz mężny

Cześć ci składa i pokłony


My, słudzy, ciebie wzywamy:

Przyjdź dziś do nas w dzień radosny,

Bądź dziś, ogniu święty, z nami,

Świeć i grzej na znak miłości.


Przyjm łaskawie żertwę naszą

Nie gardź zbożem z naszych łanów,

Obdarz hojnie chlebem, paszą —

Słuchaj prośby wszystkich klanów,


Wstrzymaj wojny, głód, pożogę,

Ześlij pokój, chleb, dostatek,

Łagodź gromy, zimy srogie,

Dzierż opiekę ojców, matek.

W chwili kiedy rozbrzmiewa prośba o święty ogień, pierwszy żerca bierze do ręki żelazne krzesiwo wraz z hubką i rzuca iskrę na snopek kłosów. Gdy na kamieniu ofiarnym błyszczy płomień, radość ogarnia zebrany tłum. W tej chwili bowiem staje między nimi Trygław! I spogląda na nich ognistym okiem.

Rozpoczyna się pochód dziewcząt. Podchodzą trójkami, ubrane w lniane sukienki, przyozdobione kolorowym haftem, a na głowie mają korony-wianki z kłosów żyta. Dziewczę idące w środku trzyma mały snopek, związany z kłosów żyta, pszenicy, owsa i jęczmienia. Dziewczyny towarzyszą jej u boku niosąc duże bochny chleba.

Podchodzą do ołtarza i dary swe oddają kapłanowi, który kładzie chleb na krawędzi ofiarnego kamienia, aby dotykały go języki świętego ognia, a snopki rozwiązuje i rzuca w płomień.

Dziewczęta, Żyrosławie, w liczbie kilkudziesięciu, zostają do Tichow przysłane z różnych osiedli. One same ścinają ofiarne zboże, one je wiążą i noszą do gumien, im też przypada w udziale zaszczyt złożenia hołdu przed obliczem płonącego bóstwa. Idą i śpiewają słowa pieśni dożynkowej:


Plony niesiemy, plon —

Dary z wszystkich stron.


Gdy kończy się pochód i gdy kapłani odśpiewają pieśni, główny żerca urzędujący przy kamieniu — ołtarzu poczyna rozdawać zebranym chleb ofiarny. Wszyscy przy obrzędzie zasiadają na murawie i jedzą go, a jest to święta uczta, łącząca wszystkich wiernych.

Potem zaczyna się zabawa, do późnej nocy. Wtedy to chłopcze, młodzież nasza bawi się. Śpiewom i pląsom nie ma końca! Oj powiadam tobie, że od kamienia wtedy bije gorąco, snadź istotnie płomienisty bóg na nim spoczywał!

— Młodzieńcze, widzisz w oddali wodę i wrzosy?

— Tak panie.

— To jesteśmy już w naszej „Jeziorowej Karczmie” nad Jeziorem Dobrowieckim. Mapy Żyrosławie mówią, że szlak którym podążamy, był znamy już w czasach rzymskich, ludy nasze transportowały tą drogą bursztyn, sól i ryby.

To dobra droga, utwardzona, szybka, a podróż na Pomorzu przez lasy chroni nas przed palącym słońcem, nasze konie w upale miałyby zbyt ciężko w drodze powrotnej. Nasz los ciągle taki sam, załadować się solą i suszonymi rybami w Colobregu, a potem wrócić się do Białego i Barwitz i dalej w stronę Gniezna, a potem aż po Śląsk.

— Panie nigdy w życiu nie widziałem tak wspaniałych lasów!

— Żyrosławie, to lasy królewskie, biada temu, kto podniesie na nie rękę. Pamiętaj tu w okolicy wiele dębów, a dąb to symbol królewszczyzny Słowian.

U naszych przodków zawsze powiadaliśmy, że dąb to dub, tak jak Dubrava, czyli las, a miejsce o rodowodzie królewskim. My zawsze honorowaliśmy dęby, jako królów lasu.

— I była Żyrosławie legenda, że tam za Borislawem była w lesie osada, zwana Dobrowo, Małe i Duże Dobre, bo matka Chrobrego zwała się Dobrawa, Niemcy mówili na nią Dobra. Pamiętaj szanuj królewskie dobro Słowian.

— Chłopcze, zatrzymaj konie i wozy, w karczmie przenocujemy, nasze konie zostaną napojone i odpoczną, a my skosztujemy szlachetnego trunku, z tutejszych lasów miód ma moc! Po kilku kubkach będzie nam się lepiej słuchało dziwacznych opowieści innych wędrowców.

— Dajże koniom porządnie się napoić w jeziorze, a potem niechaj odpoczywają w stajni za karczmą z sianem pod głową, puste wozy zostaw wzdłuż drogi do Białego.

Karczma drzewem budowana, przy Jeziorze Dobrowieckim, naprzeciw wiele starych dębów. Dwoje wrót, jedne od drogi do Białego, drugie tylne z dostępem do jeziora, w tej karczmie trzy izby, w jednej gospodarz z rodziną, a w drugiej wielka powierzchnia dla przybyszów z dostępem do jadła i picia, w trzeciej nocleg. Ławy koło ścian i przy piecu, dla tych, co w zimie wędrują.

Podłoga i powała z drzewa ułożona. Za karczmą obora i stajnia, drzewem w słupy zarzucona, wszędzie słoma. Komin z gliny lepiony. Naprzeciw karczmy spichlerz. W sieniach odbywa się gotowanie i piec piekarski ma swe miejsce. Dookoła wielkiej izby beczki z trunkami. Z przodu wielkie podwórze i pomnik Trygława o trzech głowach i trzech obliczach, a wysoki na wzrost dużego mężczyzny, z mieczem w ręku i napisem na nim: chalybus eburnus. Trzy okna patrzą na drogę do Białego.

— Chłopcze? Wykonałeś zadanie?

— Tak panie.

— Więc idziemy do karczmy na jadło i picie. My Słowianie lubimy tradycyjne potrawy, przysmak to kapusta z grochem i suszone mięso. Mamy wolną ławę z lewej strony izby, siadaj ino młodzieńcze, a jam zajmę się jadłem i piciem dla nas.

— Gospodarzu Radogoście! Dla mnie i mojego towarzysza kapusta z grochem, suszone mięso i dobry kubeł miodu pitnego.

— Już się robi Gościwuju!

— W zamian przyjmij zdrową, lisią skórę!

— Obyś panie ponownie nie spił swego młodego towarzysza! Rano po wschodzie słońca bramy Białego ponownie zostaną otwarte, a w południe ma odbyć się na forum grodu narada między władcami grodu, wojami, a mieszczanami, co począć panie w obliczu nieuchronnej wojny z wojskami przeklętych chrześcijan.

— Gospodarzu, dobrze żeś nam to mówisz, musimy usłyszeć jakie zapadną decyzje. My Słowianie powinniśmy stanowczo odpierać próby podbicia nas i chrystianizacji naszej wiary.

— My nie chcemy ich nawracania, będziemy musieli stoczyć walkę w obronie naszej samorządności lubo religii ojców.

— Gościwuju! Wojna będzie nieuchronna, Bolesław Krzywousty, jak i jego ojcowie, zdradzili nas Słowian, przyjmując podstępne chrześcijaństwo. Wstyd panie, że z naszej królewszczyzny zrodzili się synowie Piastowie, którzy zapomnieli o naszej wierze i przodkach.

— Radogoście! Mieszko I przyjął ich wiarę, a teraz jego potomkowie w imię władzy, pieniędzy i tytułów niszczą naszą wiarę, naturę i grody. O biada nam, przyjdą koloniści niemieccy, a potem chrześcijaństwo, by rozbić naszą wspólnotę i siły.

— Musimy być pełni nadziei, że rada Białego sprosta wzywaniu i obroni się przed przyjęciem chrześcijaństwa, w przeciwnym razie Krzywousty nas zniszczy!

— Nasz los gospodarzu będzie w rękach Trygława!

— Chłopcze! Podejdź no po jadło i picie!

— Już się robi panie.

— Gościwuju, czy w tych lasach, tak jak u nas na południu grasują smoki Kraka?

— Żyrosławie najedz się w spokoju i napij, a po naszej prawej stronie siedzi strażnik tych lasów, co ma wiedzę większą niż nie jeden z tych przeklętych kapłanów chrześcijańskich, chcesz historii o słowiańskich smokach, to będziesz ją miał, zjedz, a potem pytaj się strażnika, co nasi przodkowie robili w dawnych czasach, w wiekach Rzymian i wojnach z naszymi Sarmatami.

Ów strażnik lasów odziany był w długą szatę z białego płótna, by był wolny od wszystkich przeszkód. Płótno było zdobione czerwonym haftem u góry, po to by symbolizować ogień słońca, krew oraz uosobić siły życiowe i męską energię.

Dół płótna na przemian zdobiony nićmi ciemno niebieskimi i zielonymi. Symbolizowało to niebo i wodę, a noszący szaty nie ginął od szalejących żywiołów. Zielony natomiast jako symbol roślinności i fauny, chronił noszącego od ran.

Strażnik nosił długie, białe włosy, a grzywka opadała na jego wielkie, zielone oczy. Na piersi wisiał starożytny talizman z orłem białym. Buty wysokie do kolan, skórzane, w kolorze brązowym.

— No Żyrosławie! Prędko idź no do strażnika Widuna, chciałeś słuchać opowieści o smokach, lubisz tego z grodu Kraka, a jam powiadam tobie, że strażnik zna i lepsze historie.

— Usiądź chłopcze przy mnie. Czy wiesz, że Smoki to tradycja i kultura naszych przodków?

— Widunie! Na południu, w grodzie Kraka, tamże żyły smoki.

— Żyrosławie! Słuchaj teraz uważnie, to co opowiem tobie, to historia przekazywana od wieków przez naszych przodków Gotów i Wandalów:

Jak to liczą chrześcijanie, w II stuleciu po narodzinach ich Boga, Chrystusa. Nasze plemiona jak Sarmaci, Alanowie, Jazygowie i Scytowie walczyli z Rzymem. Wojna toczyła się na wschodnich ziemiach.

Było wśród nas wielu wspaniałych jeźdźców i wojowników. Ale zostaliśmy pokonani przez Marka Aureliusza. Wówczas wziął do niewoli trzy tysiące naszych sarmackich wojowników. Rzym wówczas praktykował stacjonowanie obcych wojsk w najbardziej odległych placówkach ich imperium. Dlatego wysłał naszych sarmackich wojowników do Brytanii.

Nasi wojowie stacjonowali w sarmackim kontyngencie, w forcie Camboglanna — tam gdzie odbyła się ostatnia bitwa króla Artura przy Camlan. Część naszych przeszła do garnizonu przy „Wielkim Murze”, zbudowanym przez Cesarza Hadriana. Schronili się tam przed Piktami z dalekiej północy, a władali językiem Celtów.

Nasi Sarmaci umocnili się w Brytanii przez silne relacje i wspólne interesy, pozwolono nam zachować własne zwyczaje, bogów, tradycje i praktyki religijne. To my Sarmaci czciliśmy miecz, który utknął w kamieniu.

Tam na ziemi Celtów, nasi wojownicy walczyli pod przywództwem rzymskiego oficera, zwanego Lucius Artorius Castus, był on zaprawionym prefektem VI Legionu Vecxtrix, wyróżnili się oni w kampanii przeciw plemionom z terenów starej Kolchidy.

Nasze oddziały sarmackie walczyły w Brytanii pod szyldem wietrznym w kształcie smoka, zwanym Draco. Było słychać ryk, gdy szli do walki. Nasi wojowie zawsze byli ostrzy i dumni.

Nasza potęga, wiara i tradycja wpłynęły na króla Artura, który prowadził nasze sarmackie, zmontowane oddziały pod banerem smoka, z naszej sarmackiej tradycji — Artorius udowodnił swoją wyższość przez wyciągnięcie miecza z kamienia, zwanego Excalibur.

— Pamiętaj Żyrosławie! Broń Artura miała sarmackie źródło, starą nazwą tego miecza jest Caliburn. Nasi sarmaccy kowale z Kaukazu, znani jako Kalybes, kuli miecze dla wojowników zza mórz.

— Dlatego Żyrosławie przed tą karczmą stoi pomnik Trygława z mieczem w ręku, a napis na tej broni głosi: chalybus eburnus. To my Sarmaci stworzyliśmy legendę o królu Arturze, a nasi sarmaccy rycerze, to w rzeczywistości „Rycerze Okrągłego Stołu”.

— Zapamiętaj Żyrosławie! Przed Sarmatami w Brytanii nie było kultu smoka!

— Widunie, a dlaczego to Trygław trzyma ten miecz w ręku?

— Młodzieńcze, to kolejna stara historia z dziejów naszych przodków. Mawiali, że:

chrześcijanie określili Bitwę pod Hadrianopolisem w roku 378 po urodzeniu ich Boga Chrystusa. Nasi Żyrosławie, zwali się wówczas barbarzyńcami, w tamtych czasach przybyliśmy w pobliże stacji Nike, ich cesarz z bezmyślnym impetem zdecydował się na atak od razu, co doprowadziło do takiej pomyłki, że ich korpus nie przekraczał dziesięć tysięcy ludzi.

Nasza lewa flanka rozszerzyła się do sarmackich domów — wagonów. Część kawalerii została przytłoczona i pobita. Powstały takie chmury pyłu, że nie było możliwości zobaczyć niebo. Rozbrzmiały straszne krzyki, w konsekwencji, rzutki, które niosły śmierć po każdej stronie, osiągały swój cel, spadając ze skutkiem śmiertelnym. Nikt nie mógł ich wcześniej dostrzec, by ustrzec się przed nimi.

W między czasie Goci powrócili z Alatheusem i Sophraxem, a z nimi batalion Alanów, schodzący z gór jak piorun, szerzyli zamęt i rzeź wśród wszystkich — napotkanych w ich błyskawicznym szarżowaniu.

Potem Dajbog i Stribog wyciągnęli ciało cesarza rzymskiego Walensa z budynku podpalonego przez Gotów. Następnie przez chwilę stali w kręgu wokół zabitego władcy. Svarog umieścił miecz w ziemi, reprezentując naszych sarmackich bogów wojny — Jarilo i Triglav.

— Długo po tamtych wydarzeniach mawiano Żyrosławie o tym zwycięstwie przywołując słowa:

„Ja jestem Perun, jeździec Alanów, nazwany na cześć naszego Boga grzmotów i błyskawic. Jadę na południe Dunaju spotkać się z naszymi sojusznikami Gotami, by jechać przeciw ich cesarzowi Walens, w stronę bitwy przy Hadrianopolis”.

— Oj Gołowąsie, to było wspaniałe zwycięstwo naszych przodków, pokonaliśmy ich cesarza.

Musisz to zrozumieć, teraz gdy chrześcijanie chcą upadku naszej religii i kultury, musimy się bronić, musimy Żyrosławie ponownie wygrać!

W przeciwnym razie nic tu się nie ostanie, zniszczą grody, obrabują ludy i zaprowadzą swoje podłe rządy!

Tam, w dawnych czasach, nasi przodkowie wygrywali, bo łączyli swoje siły przeciw wspólnemu wrogowi, teraz chłopcze jesteśmy podzieleni, Krzywousty pragnie korony króla, zrobi wszystko, by nas tu na Pomorzu chrześcijanom oddać. Tytuł jest dla niego ważniejszy, chce pójść śladami swoich dziadów Mieszka II i Chrobrego.

— Gościwuju! Pozwól mi zabrać twego sługę do mej chaty, tam z tyłu za karczmą i jeziorem, na wrzosowiskach. Krótka droga, prędko będziemy z powrotem!

— Widunie! Twoje życzenie będzie spełnione, tylko nie zamęcz chłopaka, tymi swoimi opowieściami! Przed nami jutro jeszcze długa droga, a rano trzeba się zbudzić.

— Chłopcze, chodź no ze mną, do mej chaty, tam na miejscu wiele mam jeszcze tobie do opowiedzenia, a gdy zobaczysz mą chatę, to opowiem, jak mieszkali nasi słowiańscy przodkowie, dawno temu, tam na stepach przy Morzu Czarnym.

— Widunie! Nie tak prędko, biegnę już!

Wyszli z karczmy tylną bramą, szli początkowo przez gęstwiny cisów, jałowców, wśród mokradeł. Minęli skarpę ze starymi dębami, z daleka na niewielkich wzniesieniach widoczne były stare kopce, w których pochowani zostali starzy Słowianie — pierwsi osadnicy na tych ziemiach.

Podczas ich marszu do chaty strażnika, towarzyszyły im w górze orły białe, krążyły nad ich głowami i czubkami starych drzew, przypominając o przodkach Słowian i właściwej drodze do leśnej chaty Widuna.

Minęli orle gniazdo na olbrzymim świętym dębie, a oczom Żyrosława ukazało się wzniesienie, a na nim niska, podłużna chata strażnika, z dwoma oknami i niewielkimi drzwiami wejściowymi, dach był płaski. Dookoła było pełno wrzosów, ziół i niskich traw, wszystko to w połączeniu z nadnaturalną ciszą i zapachem roślin, sprawiało, że człowiek doznawał w tym miejscu specyficznej harmonii duszy z naturą, głos serca był bardziej wyczulony na wszelkiego typu energie i zrozumienie, bez wypowiadanych słów.

— Strażniku, wiele wędrowałem z mym panem po różnych krainach i ziemiach, ale takiej chaty, jak twoja nigdy żem nie widział! Nigdy bym nie wyśnił tak wspaniałego miejsca! Te zapachy ziół i ta cisza, to baśń, która rodzi się w mej głowie!

— Wejdź no chłopcze przez próg mych drzwi. Siadaj przy oknie, mam tobie jeszcze wiele do opowiedzenia. Jest pewna tajemnica, którą musisz poznać. Ale za nim do tego dojdziemy, zjedz trochę białych jagód — nie ma nic zdrowszego z tychże lasów!

— Widunie, dlaczego twoja chata jest taka nietypowa, inna niż wszystkie inne?

— Dla mnie tradycja naszych przodków Słowian jest najważniejsza. Zbudowałem chatę, by wrócić w pamięci do tych odległych czasów, z powrotem, tam do stepów, gdzie żyli nasi przodkowie.

A było to chłopcze tak:

Tysiąc lat po upadku Imperium Asyryjskiego, po śmierci ich króla Esarhaddona i Ashura — Banipala, długo po zniszczeniu asyryjskiego miasta Nineveh. Sarmaccy łucznicy konni i ułani, jak Stribog i Dajbog, żyli w ich domach — wagonach na stepach.

Sarmackie terytorium było na wschód od Dunaju i na południe od gór Uralu. Długo po śmierci króla Scytów — Partatua i jego pół — asyryjskiego syna — księcia Madyasa, Sarmaci z ich krewnymi Saka, dotarli do Krymu.

Część Sarmatów była hodowcami bydła. Część naszych plemion pozostała nadal koczownikami, przenosząc stada z pastwiska do pastwiska. Niektórzy wciąż zbierali swoje plony zbóż i byli rolnikami — farmerami.

— Pamiętaj Żyrosławie, to nasi przodkowie udomowili konie!

Nasze sarmackie konie bojowe mogły ponieść ich jeźdźców na ponad sto mil w ciągu jednego dnia. Potrafiły trzymać tępo dziesięć dni z rzędu. Na najazdy były używane extra konie, zwierzęta były małe, ale mocne! Potem nazwano je kucykami Mangoł. Nasi scytyjscy przodkowie grzebali swoich wojowników z razem z końmi, by te służyły im po śmierci, ale potem Żyrosławie, Sarmaci już tego nie praktykowali.

— Powiadam tobie Żyrosławie, że nasi przodkowie, tam na stepach, w dalekiej przeszłości toczyli wielkie wojny i je wygrywali. Mieliśmy dobrze wyszkolonych ułanów, żyliśmy w starożytnych czasach na terytorium pomiędzy Wołgą, a Donem. My Wenedowie żyjemy wzdłuż Wisły, aż po Bałtyk, a jesteśmy potomkami tych walecznych ułanów ze stepów.

Nigdy nie zapomnieliśmy starożytnej sztuki walki w boju z końmi, a w Białym mamy wielu dobrych łuczników, ułanów i innych wojów. Niech Krzywousty będzie świadom, że będzie walczył ze swoją własną historią i bronią! Przeciw własnemu duchowi naszych wspólnych przodków!

— Młodzieńcze tutaj czuję się jak w domu Słowian. Wziąłem ciebie do mej chaty byś obaczył te wielkie orły białe, które przelatywały nad naszymi głowami. Tam, dawno temu, gdy nasi słowiańscy bogowie chodzili po Ziemi, Lechici mawiali, że słowiańska dusza jest jak orzeł biały, jest duchem naszego państwa.

— Tam, w czasach naszych przodków, Lech siedział na królewskim tronie, wykonanym z czystego złota, wszędzie na jego szatach były emblematy orła białego, to on trzymał zespół sędziowski.

— Sam chłopcze widziałeś po drodze te wielkie orle gniazdo na starym dębie. Pamiętaj, że po wielkiej powodzi Deukalion odbudował Grecję, ziemię Hellenów, a tam blisko niego był nasz pierwszy władca Lechitów — Lech. On założył Lechię w osadzie zwanej Gniezno, oznaczającej orle gniazdo. Znalazł on młodzieńcze wspaniałego orła białego na szczycie drzewa dębowego, opiekuna gniazda.

— To Lech założył swoją warownię i kult w centrum orlego gniazda i przyjął orła białego jako godło swego ludu. Słyszałem Żyrosławie, że lubisz opowieści z południa o smoku z grodu Kraka?

— Muszę tobie powiedzieć, że Krakus był posiadaczem tego państwa, a mówili o nim Lech — w sensie oba. Krakus założył miasto Kraka, prawdziwej stolicy naszego państwa, a zdobył chłopcze ten tytuł właśnie przez aktywacje smoka rezydenta — Smoka Wawelskiego. A ten stwór jest narodowym smokiem naszego państwa. Znajduje i opiekuje się narodowym pępkiem naszego królestwa.

— W naszej pamięci, w pamięci tych lasów przetrwała wiedza, że Krak pochodził od Krakuli, a jego imię po dziś dzień oznacza drzewo dąb, to był ten, który przewodzi, on był ojcowski nad wszystkim. To byli nasi dawni Herukas!

— O Żyrosławie! Jeśli w tobie, czy w innym człowieku płynie słowiańska krew, to gdy przyjdziesz tu, to, to coś słowiańskiego wibruje w twej istocie, chwyta twoje ciało, emocje, umysł i potrząsa nim — gdy tylko ta słowiańskość obudzi się w tobie, to możesz stanąć razem z Krakiem i Lechem i wszystkimi twoimi słowiańskimi przodkami przy naszym pępku — na Wzgórzu Wawel!

— Czy ty chłopcze rozumiesz po co jam tobie, to wszystko opowiadam? Czy teraz rozumiesz przyszłe zamiary Krzywoustego? Przekazuję tobie wszystko byś zrozumiał, po co Krzywousty przybędzie tutaj razem ze swoim wojskiem lubo kapłanami.

Muszę tobie opowiedzieć jedną z tutejszych tajemnic, byś to w pełni zrozumiał.

— Czy ty Żyrosławie choć trochę zrozumiałeś, to co jam tobie próbuję przekazać? Mówię to, boć nadzieja zostanie tylko w takich jak ty! Nie zdołamy się obronić przed Krzywoustym, a przeklęci kapłani wiary krzyżowej wymażą naszą historię, a my strażnicy musimy przekazać, to wszystko, co wiemy, by nigdy wiedza o naszych przodkach nie przepadła!

— Chłopcze, gdy tutaj nas już nie będzie, rozpowiadaj toć wszystko com tobie powiedział.

— Dobrze Widunie, tak uczynię, a co za tajemnicę chciałbyś mi wyjawić?

— Słuchaj mnie dobrze, byś wiedział, co znaczy ta ziemia, ten Biały Gród. My tu na tej ziemi pomorskiej już od dawna znamy zamiary Krzywoustego. On chcę zdobyć nasz gród Biały, by zostać królem.

— Żyrosławie powiadam jam tobie, że on chce zdobyć to, co tutaj jest królewskie, by zostać królem. Jego ojcowie i dziadowie obozowali dawno temu w Borislawiu i oddawali cześć naszym słowiańskim Bogom w Tichow, składali tam ofiary, by trzymać dalej władzę i jednoczyć nasze ludy, by słowiańska potęga przetrwała na wieki.

Tam w Tichow leży wielki kamień — ołtarz dla boga wojny Trygława, każdy z przodków Krzywoustego składał na nim swoje ofiary, by wygrywać z największymi armiami. Mówią, że ten kamień dwa razy większy w ziemi niż na powierzchni! „Piastowicze” wygrywali, a teraz zdradzili wiarę Trygława!

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 9.56
drukowana A5
za 51.64