Wstęp
Książka ta zaczyna się na tym etapie sprawy, na którym zakończył się tom pierwszy — są już orzeczenia I i II instancji o zamknięciu mnie w szpitalu psychiatrycznym w trybie środka zabezpieczającego z Kodeksu karnego (takie hospitalizacje trwają często nawet 10 i więcej lat), orzeczenia te są prawomocne. Ponieważ jednak przysługuje kasacja do Sądu Najwyższego — a w przypadku skazania na szpital zgodnie z orzecznictwem może ona dotyczyć wszystkiego, nie tylko tzw. bezwzględnych przyczyn odwoławczych — postanowiłem skorzystać z tej opcji z pomocą mojego adwokata. Rezultat — pod względem nikczemności i niesprawiedliwości — przerósł moje najśmielsze oczekiwania, był na swój sposób szokujący, przy czym SN pozostawił w opublikowanej treści orzeczenia — jak ja to odbieram — wyraźne poszlaki sugerujące, że został postawiony przed wyborem „albo oddalicie kasację Niżyńskiego, albo żegnajcie się z dodatkową kasą za podsłuch i liczcie się z problemami z tego tytułu”. Czy, ściślej rzecz biorąc, „albo Niżyński wygrywa, albo dalej trwa ten system podsłuchowej współpracy”.
Można argumentować, że to, na co mnie skazano, to najgorszy rodzaj więzienia — trwa nie wiadomo z góry ile, ale często długo, oczywiście nie ma się dostępu do komputera czy smartfona (ani innych wartościowych rzeczy — trzeba je oddać do depozytu, zgodnie z regulaminem pochodzącym od ministra), czyli tak, jak w normalnym więzieniu, przy czym inaczej niż w normalnych więzieniach w pokojach nie ma telewizorów.
Tak, jak w pierwszym tomie, przedstawiam całą treść pism procesowych i decyzji sądowych, w tym przypisy, a tych jest dużo. Jeżeli przypis nie został w ramach wyjątku oznaczony jako „przyp. tut.”, to znaczy to, że występuje on w oryginale, w tekście pisma. Dla wygody Czytelnika nry przypisów padające w treści pism (na zasadzie np. „patrz przypis 2”) zostały zmienione na rzeczywiste nry im odpowiadające w niniejszej książce.
Przyjrzyjmy się zatem po kolei, co znajduje się w aktach. Proszę pamiętać, że kasacja zwrócona jest przeciwko orzeczeniu sądu II instancji (Sądu Okręgowego w Warszawie) i powołuje się przede wszystkim na bezpodstawne zlekceważenie argumentów zażalenia. Co za tym idzie dla wygody czytania ze zrozumieniem należy mieć pod ręką rozdz. 6.15 w tomie pierwszym.
Rozdział 1. Kasacja
Warszawa, dn. 4. listopada 2023 r.
oskarżony:
Piotr Niżyński
reprezentowany przez:
adw. Piotr Panek
al. Solidarności 113 lok. 23
00—140 Warszawa
Sąd Najwyższy
za pośrednictwem:
Sąd Okręgowy w Warszawie
al. “Solidarności” 127
00—898 Warszawa
KASACJA
Sygn. akt: X Kz 838/23, V K 623/21
Działając w imieniu oskarżonego Piotra Niżyńskiego w oparciu o udzielone mi upoważnienie do obrony, którego odpis załączam, niniejszym w oparciu o art. 519 k.p.k. i art. 520 §1 k.p.k. zaskarżam w całości na korzyść oskarżonego postanowienie Sądu Okręgowego w Warszawie z dnia 30. października 2023 r., sygn. akt X Kz 838/23, utrzymujące w mocy postanowienie Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia w Warszawie z dn. 18 lipca 2023 r., sygn. akt V K 623/21.
Zaskarżonemu postanowieniu zarzucam rażące naruszenia prawa procesowego i materialnego mające istotny wpływ na treść zaskarżonego postanowienia, a mianowicie:
— art. 433 §2 k.p.k. w zw. z art. 7 k.p.k. polegające na arbitralnym oraz bezkrytycznym zaakceptowaniu przez sąd odwoławczy niewątpliwie nieprawidłowej oceny materiału dowodowego poczynionej przez sąd I instancji i przez to braku w toku postępowania zażaleniowego należytej kontroli odwoławczej zastosowania drugiego ww. przepisu, przy jednoczesnym ogólnikowym powoływaniu się na poprawność orzeczenia sądu I instancji w granicach swobodnej oceny dowodów;
— art. 93b §1, §3 i §5 k.k., art. 93g §1 k.k. poprzez ich wyrażoną na s. 3 i w praktyce zastosowaną rażąco błędną wykładnię polegającą na przyjęciu, że wystarczającą przesłanką konieczności umieszczenia w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym jest jakakolwiek „uzasadniona obawa, że podejrzany ponownie w przyszłości popełni czyn o znacznej społecznej szkodliwości” w związku z chorobą psychiczną, nie zaś jedynie niewątpliwie wysokie prawdopodobieństwo (tj. graniczące z pewnością), że tak będzie (por. akapit 3 na s. 3 post. sądu II instancji);
— art. 433 §2 k.p.k. polegające na braku należytego rozpoznania zarzutów 10—11 dotyczących niepoprawnego ustalenia stopnia szkodliwości społecznej czynu i naruszenia art. 93g §1 k.k. poprzez jego zastosowanie mimo braku znacznej społecznej szkodliwości zarzucanego czynu, które to zarzuty zostały uznane za chybione bez jakiejkolwiek rzeczywistej, dokładnej, przekonującej polemiki z ich treścią i uzasadnieniem i bez ujawnienia jakiegokolwiek w nich błędu;
— art. 433 §2 k.p.k. oraz art. 458 k.p.k. w zw. z art. 94 §1 i 98 §1 k.p.k., obu w zw. z art. 167, 170 k.p.k., polegające na nierozpoznaniu w ogóle zarzutu bezprawnego pominięcia przez sąd I instancji wszystkich wniosków dowodowych oskarżonego i zaaprobowaniu tego pominięcia bez rzetelnej analizy problemu, wbrew wskazaniom rozumu, mimo że wnioski te były zasadne z punktu widzenia przyjętej linii obrony i szły w kierunku dodatkowego wsparcia dowodami wersji obrony o zdalnym wpływie na samochód ze strony wrogów oskarżonego i w ramach prześladowania go;
— art. 433 §2 k.p.k. oraz art. 458 k.p.k. w zw. z art. 94 §1 i 98 §1 k.p.k., obu w zw. z art. 93g §1 k.k. w zw. z art. 2 Konstytucji, art. 42 ust. 2 zd. 1 Konstytucji i art. 16 §2 w zw. z §1 k.p.k. polegające na nierozpoznaniu w ogóle zarzutu 9 dotyczącego błędnego zastosowania art. 93g §1 k.k. w warunkach tego, że z zasady ochrony zaufania do państwa, prawa do obrony oraz zasady informacji procesowej wynikała potrzeba powstrzymania się od orzeczenia surowszych środków zabezpieczających niż uprzednio prawomocnie orzeczone w tym postępowaniu przed kasacją z 2019 r.;
— art. 433 §2 k.p.k. oraz art. 458 k.p.k. w zw. z art. 94 §1 i 98 §1 k.p.k. polegające na nierozpoznaniu zarzutów 5—6 dotyczących niesłusznego zakwalifikowania czynu z art. 177 §1 i 178 §1 k.k. i braku zawarcia w uzasadnieniu postanowienia jakiejkolwiek argumentacji mającej wykazać ich niezasadność;
— art. 439 §1 pkt 11 k.p.k. poprzez nieuchylenie postanowienia sądu I instancji pomimo rozpoznania sprawy pod nieobecność oskarżonego, którego obecność na rozprawie końcowej, na której orzekane są środki zabezpieczające, jest obowiązkowa zgodnie z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego o sygn. K 46/15, co stanowi bezwzględną przyczynę odwoławczą.
Na podstawie powyższych zarzutów wnoszę o:
— wstrzymanie wykonania zaskarżonego orzeczenia oraz poprzedzającego go orzeczenia sądu I instancji;
— uchylenie w całości lub w odpowiedniej części postanowienia Sądu Okręgowego w Warszawie z dn. 30. października 2023 r., sygn. akt X Kz 838/23 oraz postanowienia Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia w Warszawie z dn. 18. lipca 2023 r., sygn. akt V K 623/21;
— umorzenie przedmiotowego postępowania karnego na podstawie art. 17 §1 pkt 1 k.p.k. z uwagi na to, że wersja o spowodowaniu wypadku przez oskarżonego jest nieprawdopodobna
— (prawdopodobieństwo jest po stronie wersji, że oskarżony został wrobiony w wypadek, czego nie zdołałyby zneutralizować żadne dodatkowe dowody prokuratury);
— zasądzenie na rzecz oskarżonego kosztów postępowania za postępowanie kasacyjne, w tym kosztów zastępstwa procesowego wg norm przepisanych oraz zwrotu opłaty od kasacji.
Oskarżony wnosi o odniesienie się do wszystkich zarzutów kasacyjnych, bez poprzestawania jedynie na ostatnim.
Uzasadnienie
Zgodnie z orzecznictwem w przypadku orzeczenia w trybie wniosku z art. 324 k.p.k. umieszczenia oskarżonego w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym kasacja obrońcy oskarżonego może być oparta nie tylko na zarzutach z art. 439 k.p.k. (tak Sąd Najwyższy np. w postanowieniu z 30.8.2007 r. II KZ 25/07, OSNKW 2007/9/66 oraz z 14.3.2017 r. IV KK 376/16, LEX nr 2261016).
Pierwszy zarzut kasacyjny dotyczy braku należytego rozpoznania tych zarzutów zażaleniowych, które podnosiły obrazę art. 7 k.p.k. Są to:
— zarzut 1 — zignorowanie i pozostawienie bez ustaleń lub przyjęcie ustaleń irracjonalnych odnośnie hipotezy spisku kryminalnego przeciwko oskarżonemu w sprawie wywołania mu wypadku z 18.12.2012 r. oraz związanych z nią poszlak na taką zmowę i taki plan (prawdopodobnie politycznie inspirowany), tj. zignorowanie tego, że poszlaki implikują wysokie prawdopodobieństwo (wyliczone jako 99,99997%) istnienia uprzedniej wiedzy i planu odnośnie tego wypadku u osób trzecich, w tym osób na wysokim szczeblu politycznym, a także świadomego upatrzenia sobie i nieprzypadkowego (prawdopodobnie m.in. estetycznymi względami motywowanego) wybrania przez nie osoby rzekomej pokrzywdzonej;
— zarzut 3 — zignorowanie możliwości, że kierowca zachowywał się poprawnie i nie popełnił zarzucanych naruszeń Prawa o ruchu drogowym, a także próbował zahamować już wiele metrów przed przejściem dla pieszych — tak, jak należało to zrobić, nie za późno — lecz zawiódł pojazd (z winy osób trzecich lub nawet z przyczyn niejasnych), w sposób nieprzewidywalny, tak, iż spowodowanie kolizji ze słupkiem było wyborem mniejszego zła i odpowiedzialnym zachowaniem na drodze, mimo że taka wersja znajduje częściowe potwierdzenie w zeznaniu niezależnego świadka Komorowskiego („nie jechał zbyt szybko”, „próbował hamować”), podczas gdy stosowana przez sąd wersja o niezachowaniu przez kierowcę jakichś zasad bezpieczeństwa, np. jechaniu za szybko i niezachowaniu szczególnej ostrożności, nie ma oparcia w żadnym dowodzie;
— odnośnie tego zarzutu należy w szczególności zauważyć, że zgodnie z przywołanym w zażaleniu orzecznictwem wynikanie wypadku drogowego z naruszenia zasad bezpieczeństwa (tutaj rzekomo: z nadmiernej prędkości i niezachowania szczególnej ostrożności) nie może być czymś jedynie dorozumianym, a zatem swego rodzaju domysłem ze strony organów ścigania i sądu, tylko musi znajdować pełne oparcie w całokształcie materiału dowodowego sprawy, by było możliwe przypisanie czynu z art. 177 k.k.;
— zarzut 4 — bezpodstawne przyjęcie, że kierowca bezpośrednio przed wypadkiem „zjechał na przeciwległy pas ruchu” (co w dodatku wg zarzutu miałoby być zachowaniem nielegalnym, naruszającym zasady bezpieczeństwa w ruchu drogowym, a zatem zapewne chodziło tu o rzekomą jazdę pod prąd, mimo że w rzeczywistości ulica Nowowiejska jest tam, tj. na odcinku od skrzyżowania z Waryńskiego do przejścia dla pieszych przed pl. Politechniki, jednokierunkowa) — co mogło mieć wpływ na ocenę szkodliwości społecznej zachowania oskarżonego;
— zarzut 5 — bezpodstawne przyjęcie, że oddalenie się oskarżonego z miejsca wypadku było w zamiarze uniknięcia odpowiedzialności, w czym zawiera się też uznanie, że oskarżony był świadom istnienia jakiejś odpowiedzialności po jego stronie związanej z wypadkiem, co pozostaje nieudowodnione — co mogło mieć wpływ na ocenę szkodliwości społecznej zachowania oskarżonego;
— zarzut 7 — bezpodstawne, niezgodne z nadającym się do zastosowania przez analogię orzecznictwem Sądu Najwyższego (III KK 270/04) uznanie, że to właśnie z powodu zaburzeń psychicznych oskarżonego rzekomo on rozwinął „przesadną” prędkość czy w każdym razie: że to z powodu tych zaburzeń doszło do wypadku — co otworzyło drogę do zastosowania art. 93g §1 k.k. (umieszczenie w zakładzie zamkniętym);
— zarzut 12 — oderwane od rzeczywistości i w świetle art. 5 §2 k.p.k. niewłaściwe ustalenie, że nie jest wystarczające leczenie się oskarżonego w PZP przy ul. Płockiej i, w szczególności, że nie widzi on potrzeby leczenia się tam (i że w tym sensie jest bezkrytyczny względem choroby); naruszony był tutaj także art. 7 k.p.k., ponieważ z niezrozumiałych przyczyn w sytuacji przeciwnych wniosków, do jakich prowadzą różne godne uwzględnienia dowody lub różne fragmenty tych dowodów (np. dokumentacja z PZP, fragmenty opinii biegłych), sąd w sposób dowolny, w irracjonalnym zlekceważeniu sporego ryzyka politycznych machinacji dotyczących osoby oskarżonego oraz sporego graniczącego z pewnością ryzyka, że tezy biegłych zostały tu oparte jedynie na pomyłkach i nieporozumieniach, wybrał niezgodnie z wskazaniami rozumu (pochodzącymi z tematu zarzutu nr 1 i z kwestii opisanych w uzasadnieniu zarzutu 12) oraz z zasadą in dubio pro reo, czyli w naruszeniu art. 7 k.p.k. i art. 380 k.p.k. w zw. z art. 5 §2 k.p.k., te tezy odnośnie stosunku oskarżonego do leczenia, które są na jego niekorzyść (przy czym korzystnej dla oskarżonego dokumentacji z PZP, patrz załącznik zażalenia, sąd nawet nie ujawnił w aktach, tylko trzyma w zamkniętej kopercie);
— sąd II instancji pogłębił jeszcze naruszenie art. 7 k.p.k. występujące w orzeczeniu sądu meriti, ponieważ stwierdził, całkowicie gołosłownie i bezpodstawnie, że zdaniem biegłych „wykluczone” jest przypuszczenie, że Piotr Niżyński sam podejmie leczenie (gdy tymczasem w rzeczywistości biegła pytana o to na rozprawie była w tym temacie niepewna);
— zarzut 13 — bezpodstawne, bo oparte jedynie na gołosłownych obawach biegłej a nie poprzedzone obserwacją sądowo-psychiatryczną ani zebraniem odpowiednich danych o oskarżonym w inny sposób, ustalenie, że jest „wysokie prawdopodobieństwo”, że będzie on popełniać inne czyny zabronione o znacznej społecznej szkodliwości;
— zarzut naruszenia art. 7 k.p.k. wynika stąd, że ww. ustalenie nie jest wyrazem rozważenia wszystkich okoliczności przemawiających zarówno na korzyść, jak i na niekorzyść oskarżonego, w szczególności pominięto tutaj fakt tego, że przez ostatnie ponad 10 lat od czasu wypadku oskarżony nie popełniał żadnych czynów zabronionych o znacznej społecznej szkodliwości i że nie widać powodu, dlaczego teraz miałaby nastąpić jakaś zmiana;
— zarzut 14 — bezpodstawne uznanie, że biegli wyczerpująco uzasadnili twierdzenie o wysokim ryzyku popełniania przez oskarżonego czynów zabronionych o znacznej szkodliwości społecznej, podczas gdy w rzeczywistości uzasadnienie podane przez jedną tylko biegłą na rozprawie jest zdawkowe, ogranicza się do kilku słów i nie wydaje się sensowne („bo rzeczywistość jest zmieniana przez doznania somatyczne”);
— zarzut 15 — bezpodstawne ustalenie, że stale rośnie („aktualnie wzrasta”) prawdopodobieństwo popełnienia przez oskarżonego innego czynu zabronionego albo że ono wzrosło względem roku 2018 oraz że dotychczasowe leczenie oparte na zasadzie dobrowolności nie przynosi owoców — co nie zostało wykazane w sposób wykluczający wersję przeciwną i niewątpliwy.
Należy zauważyć, że w znacznej większości ww. naruszenia art. 7 k.p.k. albo miały, albo co najmniej mogły mieć wpływ na treść orzeczenia.
Powyższe zastrzeżenia do postanowienia sądu I instancji zostały dokładnie opisane w zażaleniu, w tym zwłaszcza szczególnie szeroko omówiony zarzut nr 1, dotyczący istnienia śladów tego, że ktoś z góry zaplanował wypadek i że zainscenizowano udział w nim jako pokrzywdzonej E. Pal…, czyli mówiąc inaczej wypadek został wywołany przez kogo innego (prawdopodobnie zdalnie — falami elektromagnetycznymi, w związku z nieudokumentowaną podatnością samochodów na takie ataki), a oskarżonego w niego jedynie wrobiono. Mówiąc ściślej, zapewne zdalnie zablokowano mu hamulce przy pomocy fal elektromagnetycznych w związku z najwyraźniej nielegalną możliwością takiego działania stwarzaną zapewne przez chipy elektroniczne. Poszlaki wyraźnie wskazują na to, że sprawa tego wypadku była nie tylko zaplanowana, ale też była na wysokim szczeblu, jak np. na szczeblu papieży, kierownictwa Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego, zapewne też wysoko postawionych przedstawicieli mass mediów. Sąd II instancji najzupełniej niesłusznie zignorował rozważania oskarżonego o potrzebie zastosowania w tej sprawie konstrukcji tzw. prawdopodobieństwa warunkowego (a mianowicie prawdopodobieństwa braku spisku w branży motoryzacyjnej pod warunkiem, że albo spisek taki jest, albo zaszedł skrajnie nieprawdopodobny zbieg okoliczności — łączne przytrafienie się licznych poszlak), jak również nie dokonał samodzielnie obliczenia/oszacowania istotnych w tej sprawie prawdopodobieństw (stosownie do przedstawionych poszlak na z góry istniejący spisek) ani też nie posłużył się opinią biegłego, co oznacza brak rozważenia okoliczności przemawiających na korzyść oskarżonego i co jest równoznaczne z naruszeniem art. 7 k.p.k. (patrz przypis 6).
Powtórzmy rozumowanie zaprezentowane w zażaleniu, które zostało poddane ocenie Sądu Okręgowego. Albo nie ma spisku w dziedzinie motoryzacji co do możliwości zdalnego wywoływania wypadków i wówczas wszystkie 3—4 przytoczone poszlaki musiałyby być przypadkowymi zbiegami okoliczności (prawdopodobieństwo 0,0000003%, wyliczone w zażaleniu na s. 7), albo taki spisek jest (prawdopodobieństwo przyjęte w założeniu jako 1%, na zasadzie przekonania sędziowskiego, że „na 99% nie”). Zdarzyło się na pewno jedno albo drugie, to wiadomo na pewno; można zatem wyznaczyć sumaryczne prawdopodobieństwo obu opcji rzędu 1% +0,0000003% = 1,0000003%. Zgodnie z zasadą prawdopodobieństwa warunkowego owo prawdopodobieństwo warunku (tutaj w postaci sumy zdarzeń, czyli warunek brzmi „zachodziło albo losowe wystąpienie 3—4 poszlak, albo spisek w dziedzinie motoryzacji”) umieszcza się je w mianowniku ułamka, w liczniku natomiast znajdzie się w tym przypadku ww. prawdopodobieństwo 1% (aby otrzymać ostateczne prawdopodobieństwo spisku) albo 0,0000003% (aby otrzymać prawdopodobieństwo braku spisku). Wynika z tego, powtórzmy, że na 99,99997% jest spisek w dziedzinie motoryzacji i że — ujmując tę rzecz bardziej konkretnie (ponieważ przekonanie takie powstaje pod wpływem poszlak związanych z tą konkretną sprawą i wskazujących na uknuty przez człowieka plan) — oskarżony został wrobiony w wypadek.
Tymczasem zaś sąd meriti arbitralnie nie wziął pod rozwagę 3—4 wymienionych w zażaleniu, a wskazywanych już wcześniej poszlak przemawiających za uznaniem, że był spisek w sprawie wrobienia oskarżonego Piotra Niżyńskiego w wypadek samochodowy z pokrzywdzoną Pal… Nie uzasadnił tego w żaden sensowny sposób. Sąd ten nie zauważył, że za pomocą kreujących odpowiednio wysokie prawdopodobieństwo poszlak — z których każda z osobna wprawdzie może być przypadkiem losowym, ale które wzięte łącznie są czymś bardzo bardzo nieprawdopodobnym — można podważyć zaufanie do branży motoryzacyjnej i należycie uprawdopodobnić możliwość zmowy w tej branży (czy raczej w powiązanej z nią branży elektronicznej) w sprawie wpływania falami elektromagnetycznymi na samochody. Tę możliwość — której sędzia nie powinien się wyrzekać, żeby nie przyjmować stanowiska zaślepienia — i związaną z nią słuszną argumentację oskarżonego odrzucono i zignorowano. Pod tą błędną, irracjonalną, nie podejmującą polemiki i dyskusji oceną dowodów podpisał się następnie działający analogicznie Sąd Okręgowy w Warszawie. W tych warunkach jego postanowienie nadaje się do uchylenia przez Sąd Najwyższy i powinno zostać uchylone.
Przy tym powtarzamy tutaj za zażaleniem (s. 8), że nie trzeba rozumieć, po co ktoś miałby prześladować Piotra Niżyńskiego ani kto zdalnie wpływał na samochód, ani też tego, po co w ogóle ktoś miałby pozostawiać poszlaki na spisek kryminalny, który jednakże kryje i o którym nie mówi głośno, a może wręcz jest jego prowodyrem. Wystarczy, że wskazane 3—4 okoliczności mogłyby wprawdzie się przytrafić losowo, ale jest to skrajnie nieprawdopodobne (co należy uwzględniać w rozumowaniu składającym się na ocenę dowodów), podczas gdy istnieje inne ich wyjaśnienie: że przyczyną ich zajścia było istnienie uprzedniej wiedzy i uprzedniego planu co do wypadku zarzucanego Piotrowi Niżyńskiemu — a zatem spisku, zmowy kryminalnej co do jego wywołania — wraz z wolą pozostawienia pewnych śladów takiej sytuacji. Należy przy tym zauważyć, że stan dowodowy sprawy przemawia przeciwko uznaniu tego planu za powziętego przez samego oskarżonego. Przeciwnie, wg zeznań pokrzywdzonej oskarżony nie znał się z nią wcześniej (s. 7 protokołu rozprawy z 27.3.2023 r., akapit 2). Ponadto poszlaki 1 i 4 (które sugestywnie plasują się w przededniu „czynu”) sugerują, że data wypadku była z góry ustalona na 18.12.2012 r., podobnie jak personalia pokrzywdzonej (wg poszlak 1, 2 i 4), gdy tymczasem nie wiadomo, skąd Piotr Niżyński miałby wiedzieć, że akurat tego dnia jadąc samochodem na zajęcia na Politechnice natknie się na E. Pal… i to właśnie jej zaszkodzi. Żaden przecież świadek — których podobno było sporo — nie przekazał informacji, że Piotr Niżyński czatował przed przejściem dla pieszych przy pl. Politechniki czekając, aż pojawi się tam E. Pal…, po czym dopiero wjechał w słupek uliczny i śmietnik niczym jasnowidz, który już z góry wie, komu w ten sposób zaszkodzi. Ponadto wspomniane 3—4 okoliczności czy też poszlaki, jak również nie zaliczana do nich wspomniana w zażaleniu sytuacja dotycząca obsady kierownictwa Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego (o której decyduje premier) — patrz s. 12 zażalenia, ostatni akapit — wskazują na układ sięgający władz politycznych (papież, premier), co jest dodatkowym argumentem za spiskiem politycznym, a nie od samego oskarżonego pochodzącym. Przypadkiem zaś to wszystko nie jest praktycznie na pewno.
Oskarżonego powinno się zatem zwolnić z odpowiedzialności za wypadek (art. 17 §1 pkt 1 k.p.k.), jako że przytłaczające prawdopodobieństwo przemawia za uznaniem, że został on zewnętrznie planowo wywołany dn. 18.12.2012 (notabene ma to konotację „jeden dzień po urodzinach [przyszłego] papieża Franciszka”, „następny dzień po Franciszku, »następstwo z Franciszka«”), w ramach spisku kryminalnego.
W kwestii implikacji 3—4 wspomnianych w zażaleniu poszlak praktycznie nie przysługuje „swoboda” oceny dowodów, ponieważ sam rozum, wsparty podstawową wiedzą z dziedziny rachunku prawdopodobieństwa, narzuca, że losowe przytrafienie się tych okoliczności w takiej relacji ich detali do tej sprawy karnej, jaką one wykazują, jest skrajnie mało prawdopodobne (patrz np. wyliczone 3 dziesięciomilionowe procenta), podczas gdy można ich wystąpienie wytłumaczyć czym innym (co do czego nie ma podstaw postulować aż tak skrajnie niskiego prawdopodobieństwa), czyli spiskiem i związaną z nim uprzednią wiedzą co do wypadku przed jego zdarzeniem się. Racjonalnie rzecz biorąc potrzebne jest zatem opowiedzenie się po stronie opcji bardziej prawdopodobnej lub nawet (wedle art. 5 §2 k.p.k.) tej mniej prawdopodobnej, ale korzystniejszej dla oskarżonego i na tle drugiej opcji nie takiej, że w porównaniu z nią mającej prawdopodobieństwo marginalne. Wniknięć tych, niemalże samym tylko rozumem podyktowanych, nie powinno też przekreślić ewentualne powołanie biegłego z dziedziny wypadków drogowych oraz wysłuchanie jego przekonań na temat chipów elektronicznych w samochodach. Wydaje się, że tylko ślepo zapatrzona w oskarżyciela, a zatem upolityczniona, postawa sądów obu instancji nie pozwala im wywieść tutaj prawidłowych implikacji, idących w stronę tego, że od wspomnianych poszlak upada wiara w brak spisku w dziedzinie motoryzacji (dotyczącego możliwości zdalnego wywoływania wypadków) i że co za tym idzie oskarżony został najprawdopodobniej wrobiony. Ta opcja jest hipotezą właściwie to w dziedzinie polityki, a sędzia w dziedzinie polityki nigdy nie powinien być „człowiekiem szczególnie silnych przekonań” odnośnie prawidłowego funkcjonowania systemu, bo inaczej staje się funkcjonariuszem stronnictwa prorządowego. Błędem byłoby więc twierdzenie, że sąd ma swobodę przyjąć skrajnie wysokie zaufanie do systemu (np. 99 i 10—12 dziewiątek po przecinku), takie, że prawdopodobieństwo wspomnianego spisku w dziedzinie motoryzacji (odnośnie możliwości zdalnego blokowania hamulca) przyjmuje się na sporo poniżej wspomnianych trzech dziesięciomilionowych procenta.
Stanowisko sądów I i II instancji w tej kwestii oceny poszlak wskazywanych przez obronę nie może zasługiwać na aprobatę. Sądy obu instancji pomijały temat, a przy tym najwyraźniej przedkładały ponad prawdę materialną pewną urojoną, dowolnie wymyśloną zasadę, a mianowicie „tylko oficjalne oświadczenia/zeznania osób mają znaczenie, żadne «mruganie okiem» nie może mieć znaczenia w postępowaniu karnym” (co nadto dodatkowo wsparto ogromną dawką zaufania do branży motoryzacyjnej, tak, iż wszelka możliwość „winy samochodu” jest na ślepo, bez patrzenia w dostępne dane, wykluczana; sądy brzydzą się przedstawianymi im poszlakami i wymigują się od dyskusji na ich temat). Takie nastawienie oznacza jednak zlekceważenie rozumu i rachunku prawdopodobieństwa, który przemawia przeciwko uznaniu wskazanych 3—4 poszlak za „same przypadkowe zbiegi okoliczności” i który prowadzi do wniosku o tym, że dnia 18.12.2012 r. miał miejsce zaplanowany atak na Piotra Niżyńskiego z zaplanowaną pokrzywdzoną E. Pal… Plan wypadku nie pochodził od oskarżonego, który, jak wykazują dowody, np. zeznanie pokrzywdzonej, nawet nie znał E. Pal… i nie wiedział, że na nią tego dnia w ogóle trafi (przecież bynajmniej na nią nie czatował przy ul. Nowowiejskiej) ani tym bardziej, że jej się (rzekomo) coś złego stanie.
Ponadto, odnośnie naruszeń art. 7 k.p.k., w szczególności razi zlekceważenie przez sąd zarzutu zażaleniowego nr 3, mimo że w sprawie twierdzenia sądu o „jeździe z prędkością nie zapewniającą panowania nad pojazdem” oraz „niezachowaniu należytej ostrożności” są to jedynie domysły i nie wykluczono dowodowo opcji przeciwnej — że kierowca zachowywał się poprawnie i odpowiedzialnie. Nie ma przeciwko temu żadnego dowodu, a zatem sąd bez dowodu ustala tutaj fakt złego kierowania pojazdem. Jest to błąd, patrz przypis 3. Jak już wspomniano w zażaleniu, wynikanie wypadku z konkretnego naruszenia zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym nie może być czymś dorozumianym (jak w sprawie niniejszej); powiązanie to musi znajdować pełne oparcie w całokształcie materiału dowodowego (wyrok SN z 16.6.2000 r., III KKN 123/98, LEX nr 51434). A zatem musi być dowód na np. zbyt szybką jazdę, niezachowanie szczególnej ostrożności, a tego brakuje; należy przy tym mieć na uwadze, że świadek K. twierdził wręcz przeciwnie: że samochód nie jechał zbyt szybko, a kierowca chyba próbował hamować. Ponadto, co się tyczy pochodzącej z zarzutu tezy o „wjechaniu na przeciwległy pas ruchu”, to jak już wyjaśniono w zażaleniu nie jest ona zakotwiczona w materiale dowodowym, a ponadto nawet gdyby taka rzecz się zdarzyła, nie byłoby to naruszenie przepisów. Odnośnie tezy, że pojazd „nie mógł” zawieść, a zatem kierowca „na pewno” popełnił błędy, „bo przeciwna możliwość jest wysoce nieprawdopodobna lub wykluczona”, należy mieć na uwadze zarzut nr 1, który dotyczy właśnie przeciwnie: wysokiego prawdopodobieństwa tego, że w sprawie ktoś z zewnątrz samochodu wywołał wypadek i wrobił w niego oskarżonego.
Nie może być tak, że kluczowa w sprawie kwestia tego, czy wypadek wynikał z jakiegoś konkretnego naruszenia zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym przez kierowcę, zostaje ustalona jedynie na zasadzie domysłu i bez dowodów wykluczających możliwość istnienia innej przyczyny. Takie pominięcie dowodzenia jest niedopuszczalne zwłaszcza w świetle występowania poszlak wskazujących na możliwość „winy” po stronie samochodu i ewentualnie osób z zewnątrz na niego wpływających, nie zaś kierowcy.
A zatem w obecnym stanie dowodowym sądy najzupełniej nie miały podstaw przychylić się do tezy oskarżycielskiej o zbyt szybkiej jeździe i niezachowaniu szczególnej ostrożności.
Inną nie wykazaną kwestią jest ta z zarzutu 7: że to właśnie z powodu zaburzeń psychicznych rzekomo kierowca rozwinął nadmierną prędkość lub w każdym razie z tego powodu doszło do wypadku. Z przyczyn wyjaśnionych w zażaleniu ustne stanowisko biegłych na posiedzeniu w 2018 r. — jako nie dość analityczne i oparte jedynie na błędnym uogólnieniu sprawy („zawsze wszystko jest konsekwencją choroby psychicznej, jest nią spowodowane”) — nie zasługuje w tym zakresie na uwzględnienie. Jak już wskazywano istnieje tu zresztą nadające się do zastosowania przez analogię orzecznictwo Sądu Najwyższego.
Jak wiadomo powyższe uchybienie ma swoje istotne znaczenie, ponieważ art. 93g §1 k.k. pozwala orzec umieszczenie w zakładzie psychiatrycznym tylko wtedy, gdy czyn, jaki został popełniony, został popełniony w związku z chorobą psychiczną.
Ponadto w szczególności jest godne podkreślenia, że nie odniesiono się należycie do spornej kwestii tego, dlaczego niewystarczające miałoby być leczenie się oskarżonego w Poradni Zdrowia Psychicznego przy ul. Płockiej, z którego on dobrowolnie korzystał i które popierał, mimo że jak czas pokazuje oskarżony nie jest skłonny do popełniania czynów zabronionych o znacznej szkodliwości społecznej, co przemawia na korzyść stosowania środków zabezpieczających o charakterze wolnościowym. Dosyć ważna w sprawie teza sądu o tym, że oskarżony „nie nadaje się do leczenia ambulatoryjnego” i nie ma zamiaru leczyć się / nie leczy się (a także, że rzekomo leczenie takie jest bezowocne — nie „sprawdziło się”, nic nie daje) — leżąca u podstaw jednej ze znanych i uznanych w orzecznictwie ścieżek wnioskowania o wysokim prawdopodobieństwie popełnienia nowego czynu zabronionego (patrz np. post. SN z 6.3.2019 r., V KK 61/18, s. 16, akapit 2, LEX nr 2639898) — została ustalona przez sąd I instancji w sposób nieprawidłowy (np. na podstawie rzekomego „zerwania leczenia” przez oskarżonego poprzez niestawiennictwo na badaniu dn. 29.9.2022 r., co jak przyznała na rozprawie [k. 1242] biegła spowodowało uznanie przez nią, że oskarżony jest bezkrytyczny i nie widzi aktualnie potrzeby leczenia, gdy tymczasem przecież przyczyną niestawiennictwa w takim terminie było aresztowanie; argumentacja biegłej przedstawiona przez nią na rozprawie została zatem obalona, a sąd mimo to stosuje jej konkluzje — mimo że przesłanki jak się jednak okazuje nie ma). Sąd II instancji nie odniósł się do słusznych zarzutów zażaleniowych na ten temat (na s. 23), w tym także zarzutu naruszenia zasady in dubio pro reo (art. 380 k.p.k. w zw. z art. 5 §2 k.p.k.) czy raczej zasady obiektywizmu (art. 380 k.p.k. w zw. z art. 4 k.p.k.), jak by może należało to zinterpretować, poprzez dowolne, bezkrytycznie zapatrzone w tezy oskarżycielskie wybranie tej wersji oceny dostępnych w sprawie dowodów, która w ślad za opinią biegłego stwierdza, że oskarżony nie widzi potrzeby leczenia (mimo że są dosyć jednoznaczne dowody przeciwne, wyszczególnione i podkreślone w zarzucie zażaleniowym nr 12, od czego sąd abstrahował i czego nie widać, by rozważył w uzasadnieniu). Sytuację niejasną i niepewną, a mianowicie sprzeczne wnioski, do których prowadzą tutaj różne dowody czy też fragmenty dowodów, sąd I instancji dowolnie rozstrzygnął na niekorzyść oskarżonego, w irracjonalnym zlekceważeniu sporego ryzyka machinacji politycznych (na które wskazuje np. uzasadnienie zarzutu zażaleniowego nr 1) i wysokiego, graniczącego z pewnością ryzyka, że biegła psychiatra tutaj opiniując niekorzystnie dla oskarżonego pokierowała się jedynie czy też przede wszystkim ww. omyłką (analogicznie też biegła psycholog — jedynie sytuacją z przeszłości, z lat 2019—2022, która zdezaktualizowała się w 2022 r., czyli która nie nadawała się na źródło aktualnych ustaleń). Sądy przy tym w najmniejszym stopniu z tej bardzo spornej decyzji się nie tłumaczą w uzasadnieniach orzeczeń. Należało zauważyć, że rozsądnie i z uwzględnieniem należytego krytycyzmu oceniona sytuacja dowodowa, jaka się rysowała (w świetle też zasady bezpośredniości i prymatu dowodów pierwotnych), była taka, że z dowodów na temat tego, jak było przed rokiem 2022, wynika raczej brak zamiaru leczenia, natomiast od 2022 r. z dowodów (jak np. załączonej do zażalenia czy cytowanej przez biegłą dokumentacji z PZP) wynika wola leczenia się oskarżonego; nie ma więc podstaw, by przyjąć, że w okresie od maja czy nawet stycznia 2022 r. (badanie psychologiczne w PZP w związku z wolą podjęcia leczenia) oskarżony nie zamierzał się leczyć, a to z powodu negowania choroby. Tak zaś przyjmuje sąd II instancji, pomimo słusznych zarzutów, że jest to oderwane od rzeczywistości, a przy tym jedynie na błędach oraz nieaktualnych danych oparte. Brak (udowodnionego uzasadnieniem postanowienia) rozważenia okoliczności przemawiających na korzyść oskarżonego, a więc tych wyszczególnionych i podkreślonych w zarzucie zażaleniowym nr 12, i zamiast tego ślepe zapatrzenie w wybrane niekorzystne dla oskarżonego tezy biegłych (o „bezkrytyczności” względem choroby czy braku zamiaru leczenia się) — choćby nawet z błędu albo z nieaktualnej sytuacji były one wywodzone — niewątpliwie oznacza naruszenie art. 7 k.p.k. To jest ze strony sądu meriti pójście na łatwiznę i po linii prorządowego popierania prokuratury, a za to lekceważenie obowiązków związanych z zasadą prawdy materialnej, tj. obowiązku wzięcia pod uwagę wszystkich możliwych dowodów, w tym przede wszystkim tych pierwotnych (sąd tutaj błędnie lekceważył dokumentację z PZP, mimo że jest ona jako dowód odnośnie okresu od maja 2022 r. do aresztowania w sierpniu 2022 r. w świetle zasady bezpośredniości wartościowsza niż późniejsze na niej m.in. oparte opinie biegłych psychiatrów i psychologa). Nie rozpoznano w ogóle zarzutów odnośnie udowodnionej na rozprawie błędności twierdzeń biegłej psychiatry o „bezkrytyczności” względem choroby, jak również zarzutów odnośnie analogicznej tezy u biegłego psychologa (jako opartej na danych nieaktualnych, sprzed pozytywnej zmiany w 2022 r.) — nie podjęto z tymi zarzutami zażaleniowymi żadnej dyskusji. Sąd II instancji po prostu tę błędną ocenę dowodów, słusznie skrytykowaną na s. 23 zażalenia w akapicie 2, zaaprobował, bez wyjaśniającego to uzasadnienia, co jest jednym z problemów w ramach obecnego zarzutu kasacyjnego nr 1; ponadto sąd II instancji samodzielnie dodatkowo naruszył art. 7 k.p.k. wprowadzając jeszcze własne nowe w tej sprawie twierdzenie faktyczne i dodając do ustaleń faktycznych najzupełniej bezpodstawnie, że wg biegłych „wykluczone jest przypuszczenie, że Piotr Niżyński sam podejmie leczenie” (s. 3 post., akapit 2). To ustalenie pojawia się dopiero w II instancji, podczas gdy sąd I instancji stwierdził „jedynie” (również na wyrost i bezzasadnie), że dotychczasowe leczenie w warunkach dobrowolności nie sprawdza się, natomiast co do słów biegłych to stanowisko wygłoszone na rozprawie było takie, że „trudno powiedzieć, czy oskarżony przyjmowałby leki na wolności” (k. 1243). Kreuje to sytuację niepewną, a zatem wymagającą rozstrzygnięcia wątpliwości na korzyść oskarżonego. Należy przy tym zauważyć, że z opinii sądowo-psychologicznej z 9.1.2023 r. jasno wynika, że Piotr Niżyński nie tylko przyjmował leki, ale też był z nich zadowolony (k. 1207, akapit 3. od końca: po branym na wieczór leku Zolafren 20 mg „lepiej śpi”). Nie można więc w sposób uzasadniony i zgodny z zasadą bezpośredniości (por. oświadczenie podejrzanego na rozprawie z 27.3.2023 r., s. 9 protokołu) uznać, że się w 2022—2023 r. nie leczył i że był leczeniu przeciwny i nieprzychylny. Należy tu mieć na uwadze, że biegli psychiatrzy na k. 1255—1256 przytaczają za dokumentacją z PZP, że podejrzany w 2022 r. zgłosił się do PZP, bo chciał wznowić leczenie; potem jeszcze na koniec wizyty sam prosił o przepisanie leków, patrz dokumentacja załączona do zażalenia. Ten fakt się pomija i niejako przekrzykuje, zagłusza przy pomocy fałszywych, nieaktualnych albo nadinterpretowanych wyrywkowych twierdzeń biegłych o braku krytycyzmu chorobowego, jak również konfabulacji sędziowskich (takich jak ww. cytat o „wykluczonym przypuszczeniu”). Ponadto Piotr Niżyński na badaniu u lekarzy psychiatrów w 2022 r. (doprowadzony z aresztu) od razu stwierdził w odpowiedzi na wstępne pytanie biegłej, że nie kwestionuje diagnozy schizofrenii paranoidalnej, co jednakże złośliwie zostało w opinii pominięte. Zamiast tego pozostały i zostały pochwalone przez sąd II instancji zafałszowania (np. w opinii psychologicznej) sugerujące, że Piotr Niżyński tak naprawdę to neguje chorobę, co przecież jawi się jako niezbyt prawdziwe w warunkach istnienia po jego stronie zamiaru leczenia się w przychodni.
Nie można też zgodzić się z tezą, że jest udowodnione i wyczerpująco uzasadnione, że oskarżony będzie popełniał czyny o znacznej szkodliwości społecznej (co stwierdził sąd I instancji na s. 2 uzasadnienia w 1. akapicie, a sąd II instancji podtrzymał) — przy czym, jak zwrócono uwagę w zażaleniu w uzasadnieniu zarzutu 13 na granicy strony 26 i 27 (powołując się na źródła w doktrynie zbliżone też do orzecznictwa), przy stosowaniu art. 93g §1 k.k. wymagana jest niemalże pewność („praktycznie pewność”), że tak będzie (patrz np. tutejszy przypis 14 oraz książka Z. Ćwiąkalskiego przytoczona na s. 15 wyroku SN nr V KK 61/18, opubl. na www.sn.pl). Rzeczywistość temu przez ponad 10 lat, jakie upłynęły od dnia wypadku, przeczyła, jak należało ustalić — oskarżony nic takiego nie popełniał — i nie widać powodu, dlaczego by teraz akurat miało zacząć być inaczej, przez co popełnianie obecnie przez oskarżonego czynów o znacznej szkodliwości społecznej jawi się jako nieprawdopodobne, w tym także w świetle jego dotychczasowej woli leczenia się w trybie wolnościowym. Stąd też trudno o „niemalże pewność”, że oskarżony takie czyny by na wolności popełniał, i co za tym idzie ustalenie na ten temat nie powinno zostać poczynione (patrz też art. 5 §2 k.p.k.). Zdawkowe uzasadnienie biegłej, o „doznaniach somatycznych” (mające wyjaśnić, dlaczego rzekomo oskarżony ma tak złe skłonności — k. 1242), jest niezrozumiałe i nie nadaje się na wyjaśnienie ani należyte uwiarygodnienie jej opinii w tym zakresie, co było z kolei przedmiotem słusznego zarzutu zażaleniowego nr 14. Do tych wszystkich argumentów nie odniesiono się w stopniu satysfakcjonującym. Należałoby też na miejscu sądu II instancji zauważyć, że — co w tym całym naruszeniu razi szczególnie — wbrew konfabulacji sędziowskiej z ostatniej strony post. sądu I instancji (akapit 1) żadna z biegłych w żadnej wypowiedzi pisemnej lub ustnej nie stwierdziła (a tym bardziej „kategorycznie”), że jest wysokie prawdopodobieństwo popełnienia przez oskarżonego czynu o znacznej szkodliwości społecznej. W efekcie, odnośne ustalenie faktyczne jest nie zakotwiczone w materiale dowodowym sprawy. Nikt tak nie powiedział, a sąd to ustala. Jedna z biegłych stwierdziła na rozprawie (k. 1242), że ryzyko popełnienia „każdego rodzaju czynu” (a więc i ww.) jest wysokie. To jednak nie załatwia sprawy, ponieważ wysokie ryzyko to — patrząc obiektywnie — nie jest to samo, co wysokie prawdopodobieństwo. Zdaniem skarżącego podstawą stosowania art. 93g k.k. nie może być ustalenie wysokiego ryzyka popełnienia w przyszłości czynu o znacznej szkodliwości społecznej (analogicznie też „sporych obaw”), lecz tylko ustalenie wysokiego prawdopodobieństwa, czyli takiego, które graniczy z pewnością („dowody wskazują, że podejrzany ponownie popełni czyn zabroniony o znacznej społecznej szkodliwości w związku z chorobą psychiczną”). W nauce, a także w mowie potocznej, ryzyko (czy: jego istotność) uważa się za proporcjonalne do po pierwsze prawdopodobieństwa danego zdarzenia, a po drugie jego negatywnych skutków (w rozumieniu potocznym stopień ryzyka to tyle, co stopień uzasadnionych obaw wiążących się z daną możliwością). Co za tym idzie nawet coś o umiarkowanym prawdopodobieństwie może być oceniane jako rzecz mieszcząca się w sferze wysokiego ryzyka, a to po prostu z uwagi na bardzo dużą wagę złych skutków, która wzmaga obawy. Samo tylko oszacowanie ryzyka — i zakwalifikowanie go do, nie podlegającej żadnej jasnej, niebudzącej wątpliwości i jednoznacznej definicji, szufladki „ryzyko wysokie” — nie przesądza więc o prawdopodobieństwie danego sposobu zachowania się badanego. Ewidentnie zaś sądy opierały się tutaj o obawy biegłej, czyli ocenę ryzyka, a nie o udowodnione prawdopodobieństwo popełnienia czynu o znacznej społecznej szkodliwości. Skoro ryzyko można szacować jako iloczyn wielkości określającej prawdopodobieństwo i wielkości określającej wagę złych następstw danego zdarzenia, to sama informacja o tym, że „ryzyko popełnienia każdego rodzaju czynu jest duże” nic jeszcze nie wyjaśnia odnośnie prawdopodobieństwa popełnienia czynu o znacznej społecznej szkodliwości. Nie dowodzi, że coś się najprawdopodobniej stanie (jeśli nie zapobiegnie temu internacja). Innych zaś wypowiedzi biegłych na ten temat brak w aktach. Przy takiej wypowiedzi biegłej, jak wyżej cytowana, przy ocenie ryzyka popełnienia czynu o znacznej szkodliwości społecznej na pewno przyjęto sporą wagę skutków takiego czynu (np. czyjejś śmierci), ale jakie przyjęto prawdopodobieństwo jego popełnienia? Tego nie wiadomo. Z tego też względu należałoby przyjąć, że sąd I instancji bez podstawy w materiale dowodowym ustalił, że jest wysokie prawdopodobieństwo popełnienia w przyszłości przez przebywającego na wolności oskarżonego czynu o znacznej społecznej szkodliwości i że twierdzili tak biegli (s. 7 uzas., 1. akapit, zd. 2). Także i tu zatem występuje naruszenie art. 7 k.p.k. (vide przypis 3).
Nie może w szczególności być tak, że umieszczenie w zakładzie psychiatrycznym orzekane jest jako środek zabezpieczający jedynie z obawy o to, co też podsądny mógłby uczynić, gdyby dalej przebywał na wolności (czyli na zasadzie oceny ryzyka, przed którym sąd chce zabezpieczyć społeczeństwo), jednakże bez udowodnienia wysokiego (tj. graniczącego z pewnością) prawdopodobieństwa, że rzeczywiście to uczyni. Jest to też przedmiotem drugiego zarzutu kasacyjnego. Sąd II instancji zastępuje bowiem wymóg wysokiego prawdopodobieństwa (w które zresztą też wierzy) wymogiem bliżej niedookreślonego „sporego” poziomu ryzyka czy wręcz po prostu istnieniem ryzyka, istnieniem obaw, które chciałoby się wyeliminować. Takie działanie sądu dla bezpieczeństwa i „na zapas”, czyli opieranie się jedynie na „możliwościach” i niepewnościach, jest w sprawie karnej w przypadku tego rodzaju środka zabezpieczającego niedopuszczalne (być może inaczej jest przy hospitalizacji w trybie art. 23 ustawy o ochronie zdrowia psychicznego). Przepisy są bowiem bardzo jasne w tej mierze i wymagają ściśle istnienia wysokiego prawdopodobieństwa ponownego popełnienia czynu zabronionego o znacznej społecznej szkodliwości w związku z chorobą psychiczną; prawdopodobieństwo to musi być graniczące z pewnością (patrz przypis 14 oraz cytowana wcześniej doktryna i orzecznictwo), a zatem dotyczy to osób, których dalsze zachowanie w razie pozostawania na wolności jest łatwe do przewidzenia. Przy tym przytoczona wyżej wypowiedź biegłej budzi uzasadnione przypuszczenia, że rozumiała ona ryzyko tak, jak powyżej, czyli jako rzecz proporcjonalną do prawdopodobieństwa zdarzenia się z jednej strony i wagi złych następstw z drugiej strony. Twierdzi ona bowiem, że całe spektrum czynów, począwszy od tych błahych, przez średnie przestępstwa aż po czyny o znacznej szkodliwości społecznej, cechuje się w przypadku oskarżonego ogólnie „wysokim ryzykiem” popełnienia, co sugeruje, że „ryzyko” to jest we wszystkich tych przypadkach mniej więcej takie samo, mimo że przecież ewidentnie jest różnica między umyślnym zabiciem kogoś a np. obrażeniem go czy spowodowaniem niechcący jakiejś szkody na zdrowiu i że przecież oskarżony nie będzie naraz popełniał tych wszystkich możliwych czynów (twierdzenie o „wysokim prawdopodobieństwie wszystkiego”, wzorowane na zacytowanej tutaj wypowiedzi biegłej, byłoby z tego względu nonsensowne). Najpewniej uznano, że to ryzyko niezależnie od rodzaju i wagi czynu jest w przybliżeniu stałe, z tego względu, że prawdopodobieństwo (jak to zwykle bywa, bo ludzie mają tzw. hamulce) maleje wraz ze wzrostem stopnia szkodliwości społecznej tego, co oskarżony miałby popełnić, natomiast waga skutków rzecz jasna w tym układzie rośnie, co neutralizuje to malejące prawdopodobieństwo i pozwala ryzyku utrzymywać się na mniej więcej tym samym poziomie. Taka teoria pozwoliłaby uznać słowa biegłej o mniej więcej stałym („wysokim”) ryzyku za uzasadnione czy w każdym razie przemyślane. A zatem najwyraźniej (w oczach biegłej) prawdopodobieństwo maleje, wraz ze wzrostem szkodliwości społecznej czynu, który miałby być popełniony — to jest tutaj istotne wniknięcie. Wcale więc nie jest powiedziane (zeznane, udowodnione), że jest wysokie, graniczące z pewnością prawdopodobieństwo popełnienia nawet wysoce szkodliwych czynów przez oskarżonego.
W świetle istnienia wszystkich wymienionych w powyższych akapitach i wypunktowanych na liście nierozwiązanych problemów odnośnie zarzutów naruszenia art. 7 k.p.k. i art. 93g §1 k.k. orzeczenie sądu II instancji, jak i poprzedzające go orzeczenie sądu I instancji, z którego ustaleniami faktycznymi sąd II instancji się zgodził, należy uważać za poważnie wadliwe i nadające się do uchylenia. W szczególności uzasadnione jest uznanie, że w postępowaniu II instancji wystąpił efekt przeniesienia, w następstwie którego doszło do przeniknięcia uchybienia sądu a quo do orzeczenia sądu drugiej instancji.
Trzeci zarzut kasacyjny dotyczy przesadności zastosowanego środka zabezpieczającego w związku z tym, że czyn zabroniony przypisywany oskarżonemu nie jest czynem o aż nawet znacznej społecznej szkodliwości, tylko w rzeczywistości przeciętnej — który to błąd został przeniesiony z orzeczenia sądu I instancji do orzeczenia sądu II instancji (efekt przeniesienia). W zażaleniu wskazano na to, że:
— prawo generalnie nie uznaje dużej szkodliwości społecznej złego kierowania pojazdem skutkującego kolizją drogową z rzeczą martwą, są to bowiem co do zasady wykroczenia, a nawet i przy spowodowaniu szkody na zdrowiu dłuższej niż 7 dni górna granica wymiaru kary, który przecież ma być powiązany ze społeczną szkodliwością, to w tym przypadku zaledwie 3 lata (przy uwzględnieniu zarzutu zażaleniowego nr 5), czyli na pierwszy rzut oka (ze względu na rodzaj i charakter naruszonego dobra i rodzaj naruszonych reguł ostrożności) takie sytuacje zaliczają się do grupy drobnych i średnich przestępstw, co wprawdzie rzecz jasna wymaga jeszcze uwzględnienia okoliczności konkretnej sprawy;
— to, że górna granicy karalności jest nie bez wpływu na ocenę szkodliwości społecznej i że nie jest ona bez znaczenia, zostało uznane w orzecznictwie Sądu Najwyższego (patrz przypis 22 na s. 21 zażalenia), choć podkreśla się, że nie jest to w żadnym razie jedyny czynnik podlegający ocenie i że w żadnym razie nie jest tak, że określone typy przestępstwa kreują zawsze małą lub średnią szkodliwość społeczną;
— co istotne, domniemany rezultat w postaci obrażeń ciała nie jest typowym czy nawet umiarkowanie częstym skutkiem takiego czynu (uderzenia samochodem w słupek uliczny i kosz na śmieci), a przecież szkodliwość społeczna jest przypisana do samego czynu, a nie do jego nie wpisanych w sam czyn przypadkowych-nietypowych rezultatów (nie jest tak, że dopiero jakiś czas po zadziałaniu lub zaniechaniu sprawcy, tj. dopiero wtedy, gdy nastąpi rezultat, wyjaśnia się, jaka jest szkodliwość społeczna i to do tego stopnia, że możliwe są skrajnie różne jej oceny w zależności od zaistniałego losowo rezultatu);
— ze strony kierowcy wypadek był nieumyślny, co wg art. 115 §2 k.k. ma znaczenie przy ocenie szkodliwości społecznej;
— wypadek nie spowodował obrażeń rozległych lub zagrażających życiu, „ciężkich”, a jedynie lokalne i niewielkie. Ustawodawca dla przypadków poważniejszych szkód na zdrowiu zastrzega typ kwalifikowany z art. 177 §2 k.k., w którym odpowiednio do większej szkodliwości społecznej możliwe są surowsze kary, jednakże taka kwalifikacja prawna słusznie nie miała zastosowania w tej sprawie.
Argumenty powyższe, podnoszone też na swój sposób przez adw. Adamczyk, nie zostały szczegółowo rozważone przez sąd II instancji, który zamiast tego przyjął gołosłownie i w sposób dowolny (inaczej niż wcześniej sądy w postanowieniach z 23.10.2018 r. i 9.1.2019 r., patrz przypis 18), że szkodliwość społeczna jest w tej sprawie znaczna. Sąd ten jedynie dla pozoru załatwienia się z tematem przytacza elementy oceny stopnia społecznej szkodliwości takie jak „rozmiar wyrządzonej krzywdy” (w istocie niewielki: pojedyncze punkty stopy) czy „sposób i okoliczności jego popełnienia” (w istocie rezultat w postaci rzekomego złamania był bardzo przypadkowy względem domniemanego czynu i, jak by to można nazwać w przypadku osoby poczytalnej, „niezawiniony”), podczas gdy w rzeczywistości z rzetelnego przyjrzenia się tym elementom widać, że szkodliwość społeczna nie była spora, bo z tymi elementami oceny nie jest w tej sprawie tak źle. Przy tym sądy już wcześniej ustaliły nie tak znaczny stopień szkodliwości społecznej zarzucanego podejrzanemu czynu, patrz przypis 18, i obecnie nie powinny dokonywać zwrotu o 180 stopni (sprawiającego, że podejrzany może czuć, że państwo zawiodło jego zaufanie).