E-book
31.5
drukowana A5
115
Polski współczesny proces polityczny

Bezpłatny fragment - Polski współczesny proces polityczny

Reprezentatywny przykład antyludzkiej politycznej zawisłości całego systemu sądownictwa w Polsce


Objętość:
672 str.
ISBN:
978-83-8369-385-9
E-book
za 31.5
drukowana A5
za 115

Wstęp

Niniejsza książka ma na celu zaprezentować Czytelnikom autentyczny, systemowy problem z sądownictwem w Polsce (przy czym niewykluczone, że podobnie jest też w innych krajach, w tym bardzo szanowanych, jak np. USA, na co wskazują pewne fakty i problemy polityczne), który polega na tym, że sądy są usłużne względem władz politycznych i są gotowe, prawdopodobnie z przyczyn ekonomicznych, wydawać orzeczenia po myśli tych władz — nawet wtedy, gdy oznacza to wyrządzanie rażącej niesprawiedliwości czy przykładanie ręki do naruszania różnych praw człowieka. Z mojego doświadczenia wynika, że sądy polskie wykazują w egzekwowaniu postulowanej tutaj „poprawności politycznej orzekania” żelazną konsekwencję. Jako osoba posiadająca konto w portalu informacyjnym sądów (obecnie pod adresem http://portal.waw.sa.gov.pl), prezentującym dokumenty sądowe oraz czynności w sprawach, mogę łatwo określić liczbę różnych sygnatur spraw, czyli różnych składów sędziowskich, które w swoim życiu zaliczyłem: było ich ponad 175 (jest w Internecie odpowiedni „zrzut ekranu” pokazujący tę sytuację). Przeszedłem przed sądami sporo, nabrałem doświadczenia — często w wyniku różnorakich spraw z powództwa mojego lub moich spółek, ale nie tylko (lipnych i nieraz kompromitujących prawnie lub zdroworozsądkowo spraw karnych organy ścigania wytoczyły mi kilka, z czego wg stanu na luty 2024 r. trzy trafiły do sądów) — a nawet nabrałem, ja, zupełny laik, prawem jedynie zainteresowany, informatyk jedynie po kilku podstawowych przedmiotach prawnych na uczelni, pewnej biegłości w stosowaniu prawa, w tym prawa procesowego, więc mogę się co nieco autorytatywnie wypowiadać, jako naoczny świadek zła, swego rodzaju sygnalista. Antyludzka zmasowana korupcja polityczna sięga moim zdaniem sędziów, prokuratorów, a także innych zawodów prawniczych (w tym, co ważne, bo są oni niezbędni do odwołania się do Sądu Najwyższego, masowo adwokatów i radców prawnych). Niniejsze opracowanie ma za zadanie zaprezentować tego nie budzący wątpliwości reprezentatywny przykład.

Dla osiągnięcia tego celu przyjąłem następującą formułę tej książki: będzie ona, przy jak najmniejszej ilości komentarza oceniającego, po prostu prezentować Czytelnikowi akta autentycznego postępowania karnego, które mi wytoczono i w którym prawomocnie orzeczono bezterminowe umieszczenie mnie w szpitalu psychiatrycznym (potencjalnie nawet na dziesiątki lat). Strona po stronie akta te będą albo reprodukowane w oryginale, albo — w przypadku, gdy byłoby to bezcelowe lub wątpliwe pod względem prawnym — streszczane, przy czym oczywiście gros materiału stanowią w nich przeze mnie napisane pisma obronne. I może to przede wszystkim o nie chodzi (choć oczywiście też o ubóstwo materiału dowodowego organów ścigania). Konkluzja, jaką uczciwy Czytelnik z tej lektury wyniesie — a można zawsze jeszcze ją potwierdzić poprzez przejrzenie filmu z akt w Internecie — jest taka, że sądy mimo tego, że w praktyce zarzut został obalony nie tylko jako wybrakowany dowodowo (a nawet i formalnie, jak podnosiło jedno z pism), ale po prostu jako nieprawdziwy, czyli mimo tego, że udowodniona została moja „niewinność” (brak mojego sprawstwa), w najlepsze zamykały oczy na te argumenty i dowody, prąc w zaślepieniu oskarżycielem do orzeczenia umieszczenia mnie w zakładzie psychiatrycznym, podczas gdy we wcześniejszej przedkasacyjnej fazie postępowania (lata 2018—2019) łamały różne elementarne zasady, takie jak np. zasada bezpośredniości czy prawo człowieka do przesłuchiwania świadków oskarżenia (również prąc do „jedynego słusznego” w ich oczach, czyli w istocie: nielegalnego, rozstrzygnięcia w postaci orzeczenia wówczas jeszcze tylko zakazu prowadzenia pojazdów, a to w trybie posiedzenia, tj. bez rozpraw i bez przeprowadzenia jawnego dla mnie postępowania dowodowego). Ta rażąca niesprawiedliwość i jak najbardziej świadome łamanie zasad — bo sądy, co jak co, ale czytać pisma obronne, które się składa, powinny, a ja to w nich wielokrotnie podnosiłem — będzie dosyć dobrze widoczna, z rozdziału na rozdział to będzie coraz jaskrawsze, by pod koniec osiągnąć pułap bezczelnego sprzeniewierzania się rozumowi par excellence. Przy okazji wyjdą na jaw prawdy o antyludzkim kolaboranctwie politycznym prasy, jak ja to odbieram (chodzi o celowe przemilczanie tematów i współudział w spiskach kryminalnych polityków), choć oczywiście ocenę obiektywnych prezentowanych w aktach i dlatego w tej książce faktów pozostawiam Czytelnikom.

O procesach stalinowskich mawiano m. in., jako streszczenie sytuacji powszechnej deprawacji, że „wszyscy, włącznie z prokuratorem i sędzią, wiedzieli, że oskarżony był niewinny, po czym i tak był skazywany”. W sprawie niniejszej mamy do czynienia z podobną sytuacją. Przy czym o ile być może przy procesach stalinowskich było to coś tylko od czasu do czasu się zdarzającego, w przypadku spraw mi wytaczanych było to standardem, a i ogólnie w postępowaniach także np. cywilnych sędziowie świadomie orzekają niesprawiedliwie i stronniczo.

Nadmieniam, że jeśli chodzi o sędziów czy prokuratorów, to mówiąc o stronniczości i wysługiwaniu się pewnym sprzecznym z moimi interesom nie mówię tu we wstępie o pojedynczych jednostkach, jak by mogło sugerować opisanie w tej książce przebiegu jednej jedynej sprawy karnej, tylko jest to naprawdę coś powszechnie spotykanego. To jest bodajże standard w tym zawodzie. Tylko po prostu niekoniecznie Czytelnik byłby chętny wertować dziesiątki tom akt obejmujące te wszystkie różne sprawy, więc ograniczam się do przykładu jaskrawego, jakiego dostarcza ta książka. Odkryłem nawet — częściowo sam, analizując poszlaki, jakie mi podsunięto, a częściowo odsłonięto to przede mną po prostu określonymi dekonspiratorskimi wypowiedziami osób zaznajomionych z tematem oraz oficjalnymi stanowiskami sądów — prawdopodobną przyczynę tego strukturalnego zła: wydaje się nią być masowe niepłacenie podatku dochodowego we wspomnianych grupach zawodowych (wśród tzw. „prawników” sensu stricto dochodziłby tu zapewne jeszcze VAT), po prostu zagarnianie go jako „łupu” wraz z pensją. Przyznaję, że żelaznego dowodu na to nie mam, ale poszlaki jak najbardziej. Przykładowo, zważywszy na to, że czyn, o który mnie Piotra Niżyńskiego oskarżono, dotyczył zdarzenia w 2012 r. i był nim wypadek drogowy, a zatem temat „motoryzacyjny”, jakże trafne okazuje się to, że właśnie w 2012 r. obok budynku PIMOT-u albo inaczej przy przystanku tramwajowym PIMOT (jak „Pi-mot”, „Piotr-motoryzacja”) gmach tam stojący zaczęto przebudowywać na siedzibę… Urzędu Kontroli Skarbowej. Zapewne kanałami administracyjno-politycznymi informacja o tej specyficznej „pogróżce” do sądów dotarła, czego wyrazem ich bardzo już poważnie sprzeniewierzające się sprawiedliwości, ale w sumie to i tak reprezentatywne dla ich wiecznie stronniczego względem mnie podejścia, stanowisko. Wg poszlak, jakie odnalazłem w orzecznictwie, ta sprawa postulowanego tutaj układu politycznego sędziów z rządem-fiskusem sięga zapewne co najmniej czasów PRL; bardzo możliwe, że nawet i sądownictwa II RP, choć tu już poszlaki były dużo słabsze i w tej chwili nawet ich już nie pamiętam. Wszystko wskazuje na to, że nic nie zmieniono w tej dziedzinie na lepsze. Swego czasu korzystając ze statusu prezesa praktycznie nieuruchomionej (nie zatrudniającej personelu) spółki prasowej prowadzącej portal internetowy pod adresem xp.pl wysyłałem prośby dziennikarskie do różnych sądów prosząc o umożliwienie przejrzenia w systemie internetowym NBP informacji o przelewach wynagrodzeń dla sędziów. Tego mi odmówiono. Informacje o tych odmowach są w artykułach portalu xp.pl z pierwszych miesięcy 2019 r., a także na forum mojego bloga. Myślę, że to symptomatyczne. Oczywiście nie gwarantuję, że to właśnie taka jest przyczyna stale przeze mnie napotykanego w zawodach prawniczych zła, ale swego rodzaju potwierdzenia tych przypuszczeń szły także z adwokatury, gdzie już wyraźnie padały słowa o jakimś zagadkowym „długu” zniechęcającym do współpracy ze mną (i to mówił tak adwokat o najwyraźniej specjalnie dobranym nazwisku, wskazującym jak gdyby na postać dziekana rady adwokackiej), a poza tym przecież łatwiej, wygodniej i mniej obciachowo nielegalnie pozwalać na przestępstwo skarbowe i nie pobierać podatku niż robić jakieś przelewy — tyle mogę powiedzieć, w każdym razie o ile motywacja ekonomiczna jawi się jako jedyne sensowne wyjaśnienie tego bardzo poważnego problemu z demokracją. Obstawiam, że za pieniądze przede wszystkim kryje się temat i nie mówi o nim, nie donosi do mediów, że coś jest źle, natomiast co do orzekania to już sędzia ma prawo się nie podjąć misji np. „uwalenia” mojego pozwu czy wniosku albo nielegalnego rozstrzygnięcia jakiejś sprawy karnej, jeśli jest temu bardzo przeciwny i sumienie mu w danym tym konkretnym przypadku konkretnej sprawy sądowej na to nie pozwala. W takiej sytuacji sprawa zostanie po prostu przydzielona innemu (rzekomo jest jakiś system losowego przydzielania spraw, ale po pierwsze pamiętam czasy, jak sędziów np. do nowej sprawy przydzielano mi pisemną nawet decyzją przewodniczącego wydziału, a po drugie być może dałoby się powtórzyć losowanie, jeśli wynik byłby niesatysfakcjonujący, przemilczając wyniki tego pierwszego losowania i nie umieszczając ich w aktach). Tak czy inaczej chętni, by realizować zło, jakoś się znajdują. Można przypuszczać, że odpowiada za to — w tym za „inicjowanie” sędziów, wtajemniczanie ich w kolaboranctwo polityczne — kierownictwo sądowe, jacyś prezesi, wiceprezesi, a może bardziej jeszcze przewodniczący wydziałów (co do rozliczeń skarbowych oraz nadzoru nad sekretarkami kompetentnym kierownikiem jest natomiast w sądach powszechnych dyrektor, będący urzędnikiem z nadania Ministra Sprawiedliwości). Na tym etapie rzecz jasna, wobec braku zgody politycznej na śledztwo, podejrzenia te nie były w żaden sposób weryfikowane w stosownych postępowaniach karnych lub kontrolnych i pozostają jedynie podejrzeniami, a zatem oczywiście nie stwierdzam tutaj faktu (nie oskarżam o ww. proceder) i proszę mi tego nie zarzucać.

Rozdział 1. Początek

Z mojego punktu widzenia sprawa zaczęła się 18.12.2012 r. Jest to dzień szczególny, specjalnie dobrany (bodajże o korzeniach sybillińskich), ponieważ to wtedy (o godz. 1:20 nad ranem czasu polskiego) tzw. czas UNIX-a przyjmuje wartość będącą ciągiem kolejnych liczb nieparzystych (1355790000). Uprzednio, już z góry odpowiednia polska ustawa dostała tę właśnie datę (Ustawa z dnia 18 grudnia 1998 r. o pracownikach sądów i prokuratur), co jest przejawem wpływu bodajże papiestwa na nasze ustawodawstwo i antycypowania tej sprawy wypadku. Już z góry bowiem najwyraźniej kroił się spektakl niesprawiedliwości w organach ochrony prawnej i wymiaru sprawiedliwości, co w oczach każdej wrażliwej osoby domaga się wyjaśnienia, stąd więc pozostawiono drobną wskazówkę — „chodzi o pracowników tych instytucji; problem jest naprawdę rozproszony i strukturalny”. Zauważmy też, że było wówczas o krok od — wprawdzie niespodziewanej wtedy jeszcze dla wszystkich zwykłych ludzi — abdykacji papieża Benedykta XVI, która ostatecznie weszła w życie równo co do dnia rok po pogrzebie („ostatecznym końcu ziemskiego pielgrzymowania”) mej ciotki (najprawdopodobniej zamordowanej medycznie w wieku 53 lat, w łódzkim szpitalu psychiatrycznym) — do którego to zabójstwa notabene zdawały się w jego dniu nawiązywać media m.in. kościelne (KAI), w tym nawet informując właśnie tego dnia o możliwości ogłoszenia nowego konklawe — decyzję co do abdykacji ogłoszono potem mianowicie w Światowy Dzień Chorego w lutym 2013 r., a następnie papieżem uczyniono urodzonego dn. 17.12 „Franciszka”. Data 18.12 nosi zatem dodatkowo znamienną konotację „następstwo z papieża” („stan następny”), „papież jest przyczyną” (na zasadzie skojarzenia sugerującego powiązanie stanów xx-1). Dlaczego posłużono się datą Franciszka, a nie Benedykta? Cóż, zapewne dlatego, że gros sprawy, tj. jej konsekwencje karnoprawne, przypadało już na czas tego kolejnego papieża, wskazuje to też na fasadowość konklawe, co widocznie uznano za istotne przesłanie, a poza tym wydaje się, że znanym w ezoterycznej (tajnej) numerologii Stolicy Apostolskiej symbolem jest tylko 17 i 17.12, a nie data urodzin Benedykta XVI, co również przemawia za zastosowaniem właśnie tej pierwszej daty.

W ww. dniu 18.12.2012 r. najzupełniej zwyczajnie jechałem rano swym samochodem na Wydział Elektroniki i Technik Informacyjnych Politechniki Warszawskiej, zgodnie z moim rozkładem zajęć jako studenta, w pewnym momencie jednak na ul. Nowowiejskiej za skrzyżowaniem z Waryńskiego a bezpośrednio przed pl. Politechniki hamulec zaczął mi odmawiać posłuszeństwa; po prostu stał się całkowicie bezskuteczny(!). Nie był to bynajmniej pierwszy taki przypadek w moim życiu. W tym samym roku zdarzało się to już wcześniej kilkakrotnie, ze 3—4 razy, najzupełniej różnymi samochodami, w tym wynajętymi w Meksyku i w Polsce; sytuacje te były groźne (w Meksyku doszło nawet do wypadnięcia za ulicę do rowu, przekoziołkowania i dachowania), ale nigdy nikomu nic się nie stało. A zatem do pewnego stopnia nic nowego. Niczym nowym nie było też ogólnie to, że jestem jakoś prześladowany politycznie — w szczególności zgłaszałem w 2011 r., a potem w 2012 r., śledzenie mnie i stalking (przy pomocy zapewne skryminalizowanych podsłuchowo obcych mi mas ludzkich albo przy pomocy dźwięczących nieruchomości realizowany), dręczono mnie m.in. drastycznymi dźwiękami w nieruchomościach, w tym hotelach i mieszkaniach na doby, a od grudnia 2012 r. non stop po dziś dzień stałą obecnością dających się usłyszeć szeptów i towarzyszących im (oraz przeplatających się z podprogowym szeptaniem-manipulowaniem myślami) głosów (wołań) ludzkich. Powoduje to blokadę własnego umysłu oraz spore cierpienie. To wszystko na tle podsłuchowym, bo takie możliwości emitowania radia (i dźwięku w dowolnie wybranych miejscach) daje scentralizowany amerykański bodajże system podsłuchowy, oparty na technologii radarowej, nie wymagający (co do samego obserwowania i podsłuchiwania obiektów) instalowania czegokolwiek w terenie; pozostaje to w dyspozycji prześladujących mnie kryminalistów, co do których plotki (oraz ślady sybillińskie) głoszą, że przez tzw. Telewizję są zatrudniani. W każdym razie prześladowania oraz tu i ówdzie szczególne traktowanie (choć głównie jedynie nieoficjalnie i na zasadzie „mrugania okiem”) zdecydowanie i tak już wcześniej dawały mi się we znaki, przekonałem się też już wcześniej o rażącej niesprawiedliwości i nieskuteczności prokuratur i sądów, które zupełnie bezczelnie odmawiały mi śledztwa — nawet na tym tle i w związku z masowym dokuczaniem mi na tle podsłuchowym dwukrotnie w 2012 r. próbowałem popełnić samobójstwo poprzez przecięcie sobie żył (cięcia były głębokie, rzetelne, tyle, że coś spowodowało, że to nie pomogło, krew zakrzepła i nie płynęła tamtędy; wykonane następnie za pierwszym razem, gdy już zrezygnowałem z tego bolesnego cięcia się, zdjęcia niestety straciłem w czasie, gdy siedziałem w 2022 r., wraz z niektórymi innymi mniej istotnymi plikami multimedialnymi z jednego z serwerów internetowych — nie miałem warunków go opłacić będąc w areszcie, a zatem dane przepadły). Czytelnik z biegiem czasu, wczytując się w wyjaśnienia zawarte w pismach obronnych zaprezentowanych w tej książce, zwłaszcza te późniejsze, zacznie to lepiej rozumieć, rozumieć także i przyczyny tego stanu rzeczy, jakże nietypowe i wyjątkowe. Przy czym zawsze „żelaznym” towarzyszem wszelkich wspomnianych problemów, w tym zabijania rodziny, była zdecydowana i bezwzględna odmowa jakiegokolwiek śledztwa, osłaniana również przez miejscowe sądy rejonowe. Teraz natomiast doszła do tego całego gnębienia owa feralna awaria samochodu, tym razem jakże brzemienna w skutki. Rozpoczęła ona etap mojego życia naznaczony dodatkowo prześladowaniem mnie prawem karnym, wprawdzie zrazu jeszcze bardzo słabo odczuwalnym.

Kilkadziesiąt sekund przed awarią, mniej więcej przy skrzyżowaniu Nowowiejskiej z ulicą Waryńskiego, gdy jeszcze problem w ogóle nie istniał, radio akurat grało piosenkę ze słowami „we’ll cross that great divide”, przy czym to prawdopodobnie przekaz podprogowy szeptany zakłócający mi percepcję przerobił je na „[you’ll] cross that man” i w taki sposób to wówczas usłyszałem. Dobieranie kiedy niekiedy odpowiednich do mojej sytuacji piosenek w radiu — zapewne na tle inwigilacyjnym — było praktyką stosowaną względem mnie zwłaszcza w naznaczonym masowym stalkingiem roku 2012.

Gdy niewiele metrów dzieliło mnie od pl. Politechniki i okazało się, że hamulec nagle w ogóle nie działa (nie próbuje działać, ale z oporami, lecz w ogóle nie działa), „dziwnym trafem” napotkałem ludzi tłumnie tłoczących się na przejściu dla pieszych. Powstało ryzyko ich przejechania. W takiej sytuacji decyzją, zapewne przewidywalną, jaka została podjęta, było skierowanie samochodu nieco w lewo, w stronę chodnika i zwłaszcza dużego betonowanego śmietnika ulicznego; po tej stronie ulicy jezdnię od chodnika oddzielały też metalowe słupki (takie z główką). A zatem skręciłem i samochód wjechał w śmietnik uliczny i na nim się zatrzymał, rozwalając sobie przedni reflektor, który zaczął zwisać. W wyniku zderzenia śmietnik wywrócił się i zaczął turlać na niewielkiej przestrzeni. Przejechał obok stóp jednej z będących na chodniku osób, studentki, ta stała dalej niewzruszona. Najwyraźniej nic jej fizycznie nie zmusiło do wywrócenia się, nie było takiego naporu i w konsekwencji upadku. Tym niemniej po upływie aż ok. półtorej sekundy sama z siebie, teatralnym gestem upadła na chodnik i nie podnosiła się. Racjonalna ocena tej sytuacji prowadziła nieodparcie do wniosku, że gdyby nawet (co nie miało miejsca!) betonowany śmietnik częściowo (tj. połowicznie) oparł się na jej stopie, i tak odłożony ciężar byłby zbyt mały, by spowodować realny uszczerbek zdrowotny. Samochód został wycofany i — po incydentach polegających na tym, że ktoś na rondzie walił w szyby jak gdyby czepiając się tego, że samochód odjeżdża — w celu nietamowania ruchu został przeze mnie przetransportowany kilkadziesiąt metrów dalej do wjazdu na teren wydziału, jako że dalej planowałem uczestniczyć w zajęciach, w związku z czym chciałem normalnie zaparkować. Tam jednak straże, które same nie miały jak widzieć wypadku, dziwnym trafem były już świetnie poinformowane, że jest jakaś sprawa „kryminalna” („Policja jest już wezwana”) i że nie mogą mnie wpuścić. Dla mnie to była sprawa cywilna, no ale cóż, jak widać opinie po czymś takim mogą być różne. Stałem więc jakiś czas przed bramą wjazdową. Nie chciałem też uciekać. Nie było tam żadnych „ścigających” mnie ludzi, jak np. tych, co wcześniej walili w samochód na rondzie, tylko ja i strażnik. Następnie podjechała… Żandarmeria Wojskowa. I zatrzymała mnie. Wprawdzie zgodnie z prawem Żandarmeria Wojskowa może mieszać się w sprawy cywilne tylko na podstawie specjalnego zarządzenia Prezesa Rady Ministrów opublikowanego w Monitorze Polskim, ale jak widać praworządność nie jest mocną stroną ludzi Donalda Tuska. Żandarm przekazał mnie z kolei policji rejonowej, która przyjechała ok. 10 minut później, ta zaś po pewnym czasie jakimś funkcjonariuszom, którzy twierdzili, że są z Komendy Stołecznej Policji i którzy bodajże przynieśli narkotester (a może to ci z rejonowej? już nie pamiętam…).

W aktach dochodzenia nie ma śladu po fakcie, że najpierw zatrzymała mnie ŻW ani po tym, że najpierw była jedna policja zatrzymująca, a potem przekazano mnie drugiej.

W czasie, gdy byłem już zatrzymany przez jedną ze służb, zauważyłem, że na miejsce wypadku podjechała karetka pogotowia, notabene bardzo możliwe, że przez nikogo nie wzywana. W każdym razie — nikogo z obecnych, natomiast bardzo możliwe, że wezwał ją ktoś współpracujący z centralnym ośrodkiem całodobowo mnie zdalnie obserwującym i podsłuchującym (jak już wspomniałem, zawdzięcza on to technologii radarowej radiolokacyjnej), tj. np. jakiś policjant. Takie przyjechanie „do mnie w odwiedziny” bez wezwania z miejsca zdarzenia byłoby zresztą czymś typowym, jako że już wcześniej (od września 2011 r., masowo do listopada 2011 r., potem po powrocie zza granicy w II poł. 2012 r. np. raz dziennie, w 2013—2014 r. czasami, w późniejszych latach, w tym od 2019 r., nawet też za granicą, po kilka razy dziennie) stosowano nasyłanie na mnie karetek tak, żeby przejeżdżały gdzieś blisko obok.

Na narkotesterze podobno policjantom wyszło, że brałem jakiś narkotyk, w związku z czym zabrano mnie na badania krwi i moczu. W ich wyniku w toku dalszego postępowania przyjęto, że jednak nie byłem pod wpływem narkotyków — już mi tego nie zarzucano.

Trafiłem do celi zatrzymań na ul. Wilczej, gdzie — podobnie jak w samochodach, na świeżym powietrzu i jak w całym budynku Policji — również doskwierały mi te same emitowane w tle dźwięki szeptań przy progu słyszalności i przyciszonych wołań ludzkich. Policja na nie nie reagowała, traktowała to jak coś normalnego czy też zrozumiałego. Odnotowuję to tutaj tylko jako ciekawostkę.

W toku zatrzymania na komendzie przedstawiono mi zarzuty oraz przesłuchano mnie w charakterze podejrzanego. Rezultaty tych czynności — w kolejnym rozdziale.

Rozdział 2. Dochodzenie — część istotna dowodowo

W tym krótkim fragmencie akt stanowiącym ich początek skupiają się praktycznie wszystkie istotne dowody na podstawie których mi zarzucono to, co zarzucono — czyli przede wszystkim przesłuchanie świadka R. Oraz twierdzenia (niech to będą nawet zeznania) policjanta, które wszakże wyrażają jedynie jego przekonanie i mogłyby być błędne, z czym nie wiązałaby się żadna jego odpowiedzialność karna.

Na podstawie tych dowodów i w zlekceważeniu przeciwdowodów oraz polemik obronnych skazano mnie następnie w I i II (ostatniej) instancji w r. 2018—2019, wbrew moim licznym silnym protestom. Rozstrzygnięcie to następnie udało się w 2021 r. przezwyciężyć kasacją opartą na zarzucie formalnoprawnym, co otwarło drogę do nowej fazy rozwoju sprawy.

W tym momencie odnotujmy tu jedynie w ogólności, bo będzie to badane pod lupą i z przytoczeniem konkretnych podstaw prawnych w podrozdziale na temat postanowienia o przedstawieniu mi zarzutów, że w Polsce karalne i ścigane jako przestępstwa są tylko te wypadki drogowe (choćby nieumyślnie spowodowane), których efektem jest powstanie szkody na zdrowiu jakiegoś człowieka. I to nie dowolnie małej szkody, lecz takiej, która utrzymuje się przez dłużej niż 7 dni.

W świetle tych uwag w aktach dochodzenia rzuca się w oczy zwłaszcza niedopełnienie przez organy ścigania obowiązku zabezpieczenia tzw. dowodów pierwotnych (bezpośrednich) na temat rzekomej szkody na zdrowiu. A zatem dowodów ze szpitala wziętych, np. karty informacyjnej leczenia szpitalnego. To było w ogóle poza obszarem zainteresowań — wystarczy zapewnienie policjanta, wystarczy przekonanie policjanta, to, że on sobie poczynił jakieś tam ustalenia.

2.1. Notatka policyjna 1 na specjalnym formularzu

Akta zaczynają się od spisu treści z numerami kart, częściowo komputerowo wydrukowanego, a w dalszej (przeważającej) części odręcznego. Po nich następuje notatka urzędowa aspiranta Wojciecha K. z 18.12.2012 r. z pieczątką ZATRZYMANY po prawej stronie i różnymi numerami odręcznie wpisanymi — w tym bodajże ustawionym nrem ID-61131/12, podczas gdy 611/12 to nr mojej sprawy w prokuraturze, gdzie zawiadomiłem o obrabowaniu mnie przez patrol policji gwatemalskiej (zmuszono do oddania dolarów Belize i komputera, bronią przystawioną do skroni zmusili do opuszczenia radiowozu po uprzednim wywiezieniu na skraj lasu; następnie okazało się, że wszędzie dookoła aż roiło się tamtej nocy od radiowozów, cała stolica Gwatemali obstawiona) — odmówiono wszczęcia śledztwa uzasadniając to brakiem wiary w moje zawiadomienie — zaś również jak gdyby odzwierciedlone tutaj 631/12 to nr sprawy w sądzie rejonowym o przymusowe hospitalizowanie mnie (na podstawie niekryminalnej) z lipca 2012 r., która to hospitalizacja trwała do początków września 2012 r. O obu tych sprawach oni jednak na tym etapie nie powinni nic wiedzieć ani nie powinni się nimi interesować (nie mają dostępu do takich danych różnych prokuratur, to zresztą byłoby nieautoryzowane zbędne przetwarzanie danych osobowych). „Ustawiona” sygnatura, co następnie stało się rutyną i standardem we wszystkich sądach, pokazuje, że od początku mnie specjalnie traktowano i zostawiono znaki na ten temat, bo przypadek wydaje się bardzo nieprawdopodobny.

Następują pieczątki i podpisy komendanta oraz zastępcy komendanta Warszawa I.

Treść dokumentu zaczyna się pod nagłówkiem „NOTATKA URZĘDOWA” i jest podzielona na sekcje, z których wszystkie oprócz pierwszej mają swój tytuł:


I. W dniu 18/12/2012/ o godz. 0940 policjant udał się na miejsce zdarzenia z godz. 0830 na skrzyżowaniu ulic Nowowiejska/Politechniki w KRP I i tam stwierdził, że moja Skoda potrąciła E. P. lat 20 a następnie zderzyła się z pojazdem Volkswagen nr rej. […] kierowanym przez T. S. [Na poziomie punktu I w notatce jest pieczęć wpływu do KRP Warszawa I dn. 19.12.2012 r. z sygnaturą KRP D III-5720/2012].


II. OKOLICZNOŚCI ZDARZENIA

[x] inne dokumenty, depozyty, dowody


III. SKUTKI ZDARZENIA

P. E. c[órka] […], […] zam. […] pobyt […] Pesel […] tel. […]

→ szp[ital] Barska: złamane śródstopie prawe


IV. WARUNKI DROGOWE

Nawierzchnia asfaltowa [nieczytelne], temp. -2ºC, ograniczenie 50km/h, duże natężenie ruchu kołowego i pieszego.


V. UCZESTNICY ZDARZENIA (KIERUJĄCY POJAZDAMI)

1. Pan(-i) PIOTR NIŻYŃSKI s[yn] […], […]

Nr PESEL 860925[…] miejsce urodzenia _____________

zamieszkały 04—314 Warszawa, […]

miejsce pobytu ––, nr telefonu stacjonarnego ––, nr telefonu kom. ––, zatrudniony ––, Prawo Jazdy kat. B nr […] wydane przez 1465078 dnia […] nr druku […] seria i nr Dowodu Osobistego […] stan trzeźwości 0,00 mg/l. Pełna nazwa ubezpieczyciela ALIANZ z siedzibą w –– przy ul. ––, polisa nr […]. Właściciel pojazdu p. PIOTR NIŻYŃSKI

2. Pan(-i) T. S. s[yn] […], […]

Nr PESEL […] miejsce urodzenia ____________

Prawo Jazdy kat. B nr […] wydane przez 1465108 dnia […] nr druku […] seria i nr Dowodu Osobistego […] stan trzeźwości 0,0 mg/l. Pełna nazwa ubezpieczyciela WARTA z siedzibą w –– przy ul. ––, polisa nr […]. Właściciel pojazdu p. T. S.

3. Pan(-i) [itd. jak wyżej — puste]


VI. ŚWIADKOWIE [odręczny dopisek:] Świadkowie wyszczególnieni w załączonej notatce załogi 31—734.

Nazwisko i imię _____ nr telefonu _____ adres zamieszkania ________

[i dalej tak samo jak w powyższym wierszu jeszcze 5 razy]


VII. MIEJSCE ZABEZPIECZENIA POJAZDÓW

[wpisano:] przekazano osobie wskazanej we własnym zakresie


VIII. ZAŁĄCZNIKI

[x] szkic miejsca zdarzenia

[x] protokół oględzin miejsca zdarzenia

[x] protokoły oględzin pojazdów szt. DWA

[x] inne dokumenty, depozyty, dowody rzeczowe,

pokwitowania, itp. MRO-2

[x] protokoły użycia: alkosensora — szt. JEDEN

[ ] fiolki z krwią

[ ] pokwitowanie na zabezpieczony pojazd szt. ––


IX. POSTĘPOWANIE MANDATOWE

[ ] — stosowano postępowanie mandatowe TAK/NIE

[ ] — kierujący samochodem marki –– nr rej. –– Pan(-i) ––

odmówił(-a) przyjęcia mandatu karnego w wysokości ––

[kreski w polach]


X. INNE UWAGI (informacje uzyskane o osobach, pojazdach po akcji ratowniczej, itp.)


W tej części formularza informują, że nie figuruję w Krajowym Systemie Informacyjnym Policji. Zabezpieczyli ślady z wnętrza pojazdu z wykorzystaniem technika KRP I, ponieważ było (przed przyjazdem Policji) oddalanie się z miejsca zdarzenia oraz negowanie kierowania. Wykonano badanie narkotestem, wynik pozytywny TH (marihuana). Jak dalej podają, w pojeździe narkotyków nie znaleziono — w uzgodnieniu z KRP Warszawa I pojazd przekazano osobie wskazanej przez właściciela. Kierujący PIOTR NIŻYŃSKI zabrany przez załogę 31—734 na dalsze badania pod kątem narkotyków oraz do dyspozycji oficera dyżurnego KRP I. Kierującemu zatrzymano prawo jazdy, powód: spowodowanie wypadku / Kierowanie pod wpływem środka działającego podobnie do alkoholu.


[odręczny dopisek:] Zapoznałem się. Brak dokumentacji fotograficznej. [nieczytelne] szkic miejsca wypadku drogowego.

[podpis]

[pieczątka innego z podpisem:] SPECJALISTA Sekcji Obsługi Zdarzeń Drogowych Wydziału Ruchu Drogowego KSP asp. sztab. M.O.

2.2. Notatka policyjna 2

asp. J. G. 18.12.2012 W-wa

WRD KSP [nieczytelne]

[nieczytelne] [numer]

                          Notatka urzędowa

Są w niej następujące rzeczy: data, rejon służby, godzina, polecenie dotarcia na ul. Nowowiejską, ponieważ było tam zdarzenie z osobą pieszą, godzina dotarcia, informacja o „kilku osobach” podających się za świadków zdarzenia z udziałem mojej Skody, w wyniku którego piesza trafiła do szpitala. Jak zanotował sobie policjant wg tych nieprzesłuchanych świadków kierowca jechał ul. Nowowiejską od ul. Waryńskiego i tuż przed pl. Politechniki „wpadł w poślizg” i trafił w słupki i kosz betonowy, przy czym ten ostatni „poleciał na pieszą” powodując u niej uszkodzenie ciała. Piesza przed przyjazdem policjanta „została zabrana przez pogotowie na ul. Barską z urazem prawej nogi (prawdopodobnie złamanie)”.

Dalej następuje lista „świadków”, jacy podobno widzieli zdarzenie oraz (sic — fałszywe) „zatrzymali kierowcę” — przy okazji odnotowano, że kierowca „uciekał z miejsca zdarzenia”, natomiast oni go jakoby zatrzymali przy wjeździe na parking Politechniki Warszawskiej.

1) C. B. s. […] i […] [tu nr PESEL] [nr dowodu osobistego] [adres] [tel.]

2) M. G. s. […] […] [tu nr PESEL] [nr dowodu osobistego] [adres] [tel.]

3) K. L. s. […] […] [PESEL] [nr d.o.] [adres] [tel.]

4) R. [nazwisko prezydenta] s. […] […] [PESEL] [nr d.o.] [adres] [tel.]

5) Ł. M. s. […] […] [PESEL] [nr d.o.] [adres] [tel.]

6) O. P. c. […] […] [PESEL] [nr d.o.] [adres] [tel.]

Jak odnotował policjant, pani O. P. oświadczyła, iż piesza pokrzywdzona w zdarzeniu to E. P. lat 20, podała jej nr tel. Dalej pada informacja o numerze załogi wypadkowej, która przyjechała na miejsce (616).

Sprawca:

Piotr NIŻYŃSKI s. […] […] 860925[…] d.o. […] zam. […] SKODA OCTAVIA [nr rej.] prawo jazdy „B” nr […] 04.10.12 06.08.11 […]

Podano „wyniki” badań: alkomatem 0,00 mg/l, narkotesterem ORATECT „zawartość TH w ślinie”.


Dalej jeszcze pada informacja, że na miejscu zgłosił się również kierowca pojazdu z ronda Pan T. S., który oświadczył, że uderzyłem w jego pojazd, ponadto odzwierciedlony został fakt zabrania mnie na komendę.

2.3. Kilka standardowych dokumentów postępowania karnego

Protokół zatrzymania: standardowy protokół sporządzany w takich przypadkach. Sporządzony przez autora ww. notatki urzędowej asp. J.G. z Wydziału Ruchu Drogowego KSP. Odręcznie wpisany nr m.in. ID-61131/12

Przyczyna(-y) zatrzymania: Ww. podejrzany o spowodowanie wypadku na ul. Nowowiejskiej, nieudzielenie pomocy i ucieczkę będąc pod wpływem środków odurzających bądź psychotropowych. Tryb przyspieszony

Oświadczenia zatrzymanego

Zostałem pouczony o […]

[podpis]

Po pouczeniu zatrzymany(a) oświadczył(a) co następuje: Nie żąda powiadomienia o zatrzymaniu osoby najbliższej, nie żąda kontaktu z adwokatem ani bezpośredniej z nim rozmowy

Oświadczenie osoby w związku z zatrzymaniem nie składa zażalenia na zatrzymanie, przyznaje się do spowodowania zdarzenia drogowego

Oświadczenia zatrzymanego(ej) o stanie zdrowia, z uwzględnieniem opisu i przyczyn ewentualnych obrażeń wg oświadczenia ustnego zdrowy, nie przyznaje się do zażywania środków odurzających bądź psychotropowych

Zatrzymany [x] był badany(a) przez lekarza Szpital ul. Solec 93


Następnie: protokół przeszukania.

Następnie: wniosek o zatwierdzenie przeszukania. Co ciekawe, pole na podpis prokuratora pozostało puste.

Następnie: protokół z badania stanu trzeźwości urządzeniem elektronicznym (wynik 0). „Wszystkowiedzący” policjant zadeklarował tam na odwrocie, że czynności dokonano w związku z tym, że Piotr Niżyński (dn. …, w miejscu …, ok. godz. …) kierował pojazdem (…) i doprowadził do zdarzenia drogowego. Oczywiście jego prawo wyrażać taką opinię.


Następnie: protokół oględzin pojazdu. Uszkodzenia: Zderzak przedni wgnieciony i połamany z prawej strony oraz tablica rejestracyjna zdeformowana. Lampa prawa przednia wyrwana z mocowań. Lusterko lewe przednie zerwane z mocowań. Zdjęcia wykonano: TAK — liczba: komplet Rejestracja wideo: NIE

[…] lampa prawa przednia uszkodzona […] Lusterka wsteczne: Lewe uszkodzone, prawe sprawne […] Układ ABS: JEST, DZIAŁA Układ ASR: NIE MA […] Koła pojazdu […] bez widocznych uszkodzeń […] Jazda próbna […] jazdę próbną przeprowadzono podczas wciągania na hol pomocy drogowej po wciśnięciu na pedał hamulca koła blokują


Następnie: inaczej sformatowany dokument „protokół oględzin”. Warszawa, dnia 18.12.2012 o godz. 1020, st. sierż. P.S. z WRD KSP w Warszawie działając na podstawie art. 54 §1 i 3 KPOW i zgodnie z art. 37 KPOW przy udziale [dane świadka T. S., tego podobno potrąconego na rondzie] dokonał oględzin samochód osobowy VW Passat o nr. rejest. […], w toku których ustalił, co następuje: Pojazd stał zaparkowany na rondzie Pl. Politechniki 1, w wyniku zdarzenia uszkodzeniu uległy następujące elementy: 1. Zderzak tylny zarysowany w części środkowej i z lewej strony. 2. Tablica rejestracyjna ([nieczytelne]) połamana.

[rubryczki, schematyczne rysunki z zaznaczeniem uszkodzeń]

[podpisy]


Następnie: rozkładana duża karta „Szkic miejsca wypadku drogowego”.

Następnie: zlecenie pobrania moczu (dla szpitala klinicznego przy al. Solidarności).

Następnie (k. 16): wynik badania jakościowego moczu w kierunku środków działających podobnie do alkoholu (metoda immunochemiczna). Amfetamina, metamfetamina, MDMA(Ecstasa), Cannabinole (marihuana, haszysz), Opiaty, Kokaina, Benzodiazepiny — wszędzie wynik „UJEMNY”.

Następnie: zlecenie pobrania krwi (dla szpitala klinicznego przy ul. Solec 93).

Następnie: protokół oględzin mojego samochodu. Zawarta w dokumencie notatka jest mało czytelna i niezbyt istotna dla sprawy, dalej następują fotografie.

2.4. Protokół przesłuchania świadka R. (z nazwiskiem prezydenta, a zatem kojarzącego się z „ułaskawieniem”)

Przesłuchano go 18.12.2012 r. o godz. 10:50. Podobno bezrobotny.

Uprzedzony o odpowiedzialności karnej […] zeznaję, co następuje: W dniu 18.12.2012 r. ok. 8:10—8:20 byłem świadkiem zdarzenia drogowego, tj. kolizji samochodu ze słupkiem i betonowym koszem, przy ul. Nowowiejskiej, przed wjazdem na Rondo od strony Metra. Ja w tym czasie przechodziłem przez pasy. Gdzieś na wysokości kiosku Ruchu zauważyłem, że samochód marki Skoda Octavia koloru srebrnego uderza w te słupki oddzielające chodnik od jezdni i ten betonowy kosz. Tam niedaleko są tory tramwajowe. Ja szedłem w tym czasie do metra. W wyniku tego uderzenia w betonowy kosz, on odbił się od tego auta i uderzył w jakąś kobietę. Myślę, że ona próbowała przejść na drugą stronę. Znajdowała się w każdym bądź razie przed przejściem dla pieszych. Ten samochód jechał ul. Nowowiejską od strony ul. Waryńskiego. To zdarzenie miało miejsce przed samym wjazdem na rondo przy Politechnice. Ja doskonale widziałem, że za kierownicą tego auta siedział młody człowiek, w kurtce koloru ciemnego. Widziałem, że jak uderzył w te elementy to założył na głowę kaptur, pamiętam, że był bardzo blady. On w ogóle nie wysiadał z pojazdu, nie wychodził do tej kobiety, nie pytał co się z nią stało. Z tego co pamiętam to zdarzenie widziało sporo osób, myślę, że tam mogło być jakieś pięć osób. Jestem w stu procentach przekonany, że człowiek, który siedział za kierownicą tego pojazdu, to on kierował. Jechał sam. Jestem w stanie go rozpoznać na żywo lub ze zdjęcia. Pamiętam, że ten mężczyzna próbował odjechać z miejsca zdarzenia. Widziałem, jak włączył bieg wsteczny. Parę osób, które tam stały, próbowały go powstrzymać, przeszkodzić mu w tym, on jednak… po paru chwilach udało mu się wydostać i odjechał w nieznanym kierunku. Myślę, że pojechał dalej w stronę ul. Nowowiejskiej. Jak wjechał na to rondo to ja i parę jeszcze innych nieznanych mi osób próbowało go zatrzymać, ale nam się nie udało. Ja spisałem rejestrację tego pojazdu, […]. Nie znam tego mężczyzny, który kierował tą Skodą. Nie wiem, kim był. Nie miał żadnych cech charakterystycznych. Pamiętam jedynie tę kurtkę koloru ciemnego i jego bladą twarz. Na miejscu zdarzenia ja, paru innych nieznanych świadków oczekiwaliśmy na przyjazd policji. Pamiętam, że ktoś ze świadków wezwał Policję i pogotowie. Jak doszło do tego zdarzenia nie było opadów śniegu, pamiętam, że kierowca tej skody nie jechał zbyt szybko. Chyba próbował hamować. Pamiętam, że jak się zbliżał do ronda trzymał się lewej krawędzi jezdni, jechał po torowisku dla tramwajów, wyglądało to tak jakby jechał pod prąd. Chciałem jeszcze dodać, że jak go próbowałem z innymi osobami zatrzymać na tym rondzie to on uderzył jeszcze w inny pojazd marki VW Passat CC, nr rej. nie pamiętam. Wyglądało to tak, jakby chciał go zepchnąć z drogi. My tam chcieliśmy mu przeszkodzić w dalszej jeździe, ale nie ryzykowałem swojego zdrowia i życia, więc odpuściłem. Z relacji innych osób już po jego ucieczce dowiedziałem się, że on gdzieś niedaleko się zatrzymał i chciał na piechotę uciekać. Ponoć jacyś ochroniarze z parkingu mu to uniemożliwili. Ponoć nie pozwolili mu wyjść z samochodu. Później to już przyjechała policja i wykonywała swoje czynności z tym człowiekiem. To wszystko, co mam do zeznania w tej sprawie.


[Za protokołem wstawiono do akt na k. 23 wezwanie z 18.12.2012 r. dla tego świadka, na podstawie którego stawił się na komendzie.]

2.5. Protokół oględzin miejsca wypadku drogowego

Mł. asp. Wojciech K. (ten od notatki nr 1) z KSP Warszawa Wydział Ruchu Drogowego […] Warunki atmosferyczne […] Pora dzienna […] Zachmurzenie całkowite […] Wiatr jest […] Mgła jest […] Warunki drogowe: Jezdnia: szerokość 8,00 [m], liczba pasów ruchu 1 […] teren płaski […] asfalt, stan: mokra, zanieczyszczona — czym: rozjeżdżony śnieg, gładka; Pobocze: szerokość po stronie lewej 3,00 [m] […] prawej 3,00 [m], sygnalizacja świetlna w rejonie wypadku: nie ma.

Opis sytuacji wypadkowej i śladów zdarzenia:

Oględzinom poddano jezdnię ul. Nowowiejskiej w pobliżu pl. Politechniki. Jezdnia ta ma szerokość 8,0 m i wyznaczony jeden kierunek ruchu z kierunku ul. Waryńskiego. Na lewej części jezdni wyznaczone jest torowisko tramwajowe o dwóch kierunkach ruchu. Cała jezdnia pokryta jest cienką warstwą rozjeżdżonego błota pośniegowego. Patrząc w przyjętym kierunku na lewej części jezdni widoczne są ślady jazdy o rozstawie 1,4 m. […]

2.6. Protokół tymczasowego zajęcia mienia ruchomego

Zatrzymano mi 6 banknotów, w sumie 280 zł, i sporządzono z tego protokół, który właśnie w tym miejscu akt się znajduje.

2.7. Protokół przesłuchania świadka — policjanta J. G. (wrabiające mnie w jakieś rzekome „rozmowy kuluarowe” w celu prezentowania jako niewiarygodnego, a także w rzekome niezrównoważenie psychiczne)

Zeznanie z 18.12.2012 godz. 16:14 mające półtorej strony stwierdza następujące rzeczy:

1. Data i godziny pełnienia służby oraz kim był drugi policjant w niej uczestniczący.

2. Wyjazd na ul. Nowowiejską 15/19 (przed Wydział EiTI Politechniki Warszawskiej) o godz. 8:45 z polecenia radiooperatora WRD KSP w związku z otrzymanym zgłoszeniem „zdarzenia drogowego z udziałem pieszej”.

3. Przyjazd o godz. 9:15. „Osiem osób, które były naocznymi świadkami zdarzenia”. Wg nich ok. 8:20—8:30 moje auto jechało lewym pasem od strony ul. Waryńskiego (torami tramwajowymi) i tuż przed pl. Politechniki rzekomo „wpadło w poślizg” i uderzyło przy wejściu dla pieszych w betonowy kosz i słupki odgradzające jezdnię od chodnika. Rzekomo kosz ten uderzył w pieszą (wg tego zeznania ona wtedy była „na przejściu”, chociaż to nieprawda i słusznie świadek R. podaje, że była przed przejściem, czyli na chodniku na lewo od jezdni; oczywiście policjant nie zeznaje tutaj jako bezpośredni świadek zdarzenia, tylko mówi, co zasłyszał).

4. Kierowca by w pojeździe sam, nie zatrzymał się, zamiast udzielić pomocy wycofał się „taranując przy tym osoby, które usiłowały go zatrzymać”, „uciekł” w stronę ul. Nowowiejskiej i al. Niepodległości.

5. Na rondzie było zderzenie z Volkswagenem Passat CC. „Mimo kolizji nie zatrzymywał się, kontynuował ucieczkę”.

6. Zatrzymałem się („kierowca” się zatrzymał) przy ul. Nowowiejskiej 15/19, gdzie chciałem wysiąść, po czym rzekomo (nie przypominam sobie czegoś takiego) dobiegli do mnie świadkowie ww. zdarzeń i „ujęli”. Ciekawe, jak ludzie mogliby „ująć” samochód. Bardzo ciekawe. Wg policjanta kierujący już „nie zdołał opuścić pojazdu”.

7. To ww. osoby przekazały mnie temu policjantowi i jego koledze.

8. Moje dane osobowe uzyskane w wyniku wylegitymowania, a nadto nr prawa jazdy.

9. Że twierdziłem, że w czasie wypadku kierował ktoś inny, ale ja jestem właścicielem auta. Danych personalnych kierującego podać „nie byłem w stanie”, jak to tendencyjnie ujął policjant.

10. Uszkodzenia pojazdu (przedni zderzak, wyrwana lampa przednia prawa oraz przednie lewe lusterko).

11. Rzekomo „w trakcie kolejnych rozmów” — jak z tego wynika, było rzekomo dużo różnych „rozmów” poprzedzających przesłuchanie, w ramach których ja rzekomo miałem tłumaczyć sytuację — przyznałem się do tego, że to ja jechałem samochodem i spowodowałem kolizję, z zastrzeżeniem, że moim zdaniem nie było to zdarzenie na tyle poważne, aby wzywać Policję.

12. Że rzekomo zachowywałem się nerwowo, miałem kłopoty z wysławianiem się, z koncentracją.

13. Wynik badania alkomatem ALCOSENSOR nr 074820 z godz. 9:19: 0,00 mg/l, pozycja badania w książce: 188. Sprawdzenie śliny narkotesterem ORATEC: (rzekome) wykrycie obecności TH — marihuany (nie wiem, nie pamiętam nawet, czy w ogóle oglądałem to urządzenie, nie mówiąc już o umiejętności zinterpretowania jego wyglądu, której zupełnie nie mam, ale nie rzuciły mi się w oczy żadne lampki, podświetlone pola czy coś takiego).

14. Po oględzinach samochód zabrał assistance mojej firmy ubezpieczeniowej.

15. W związku z, jak to łaskawie nazwano, „podejrzeniem” kierowania po użyciu środków odurzających zabrano mnie do Szpitala Praskiego na badanie moczu, wynik negatywny, następnie do szpitala na ul. Solec na badanie krwi.

16. Rzekomo w trakcie przejazdów między szpitalami i komendą w najlepsze kwitły rozmowy z policjantami, bo jak zeznał J. G. w tym czasie „wielokrotnie zmieniałem wersję wydarzeń” — „raz mówił, że to on kierował, po chwili zaprzeczał mówiąc, że to był ktoś inny” (co za niewiarygodny i niepoważny człowiek ze mnie! skreślić w ogóle z góry to osobowe źródło informacji!); rzekomo tak też było w rozmowie telefonicznej z ubezpieczycielem.

17. Zdecydowano się mnie zatrzymać po konsultacji z dyżurnym KRP Warszawa I.

18. Lista świadków z danymi osobowymi (nr dowodu osobistego, nr telefonu, adres) — w nawiasach podaję, co o nich (równie zdawkowo) podano przy wymienianiu: C. B. (rzekomo biegł za mną i mnie skutecznie ujął), M. G. (rzekomo mnie ujął; może to po prostu żołnierz ŻW?… nawet nie przesłuchano go w dalszym postępowaniu…), K. L. (widział jak jadę i „uciekam”), R. z nazwiskiem prezydenta („widział uderzenie” i „ucieczkę”), Ł. M. (widział zdarzenie i podobno próbował mnie ująć), O. P. (widziała moment uderzenia, tylko nie wiadomo czego w co, tj. czy samochodu w kosz, czy kosza rzekomo w tzw. pokrzywdzoną, ponadto policjant ten zeznał, że szła kilka metrów za poszkodowaną), T. S. (kierowca Volkswagena).

19. Poszkodowana: E. P., data urodzenia, rzekomy adres zamieszkania, bo tak to tutaj pełnym słowem nazwano (w rzeczywistości wychodzi na to, że był to jedynie jej adres zameldowania, czyli w skrócie „zam.”, podczas gdy jej właściwy-warszawski adres pobytu podano w notatce z rozdz. 2.1 w części III formularza), nr tel.

„W wyniku uderzenia doznała złamania kości śródstopia nogi prawej” (nie wiadomo, dlaczego tym razem to pada bez adnotacji „prawdopodobnie”, jak w rozdz. 2.2, a więc czy jest to jedynie tym razem skrót myślowy, czy też rzeczywiście coś się wyjaśniło). Podobno w czasie składania zeznania przebywała w (pisownia oryginalna z dodanym cudzysłowem) „Szpitalu” przy ul. Barskiej (akcentuję tu mianowicie dosyć oryginalne uhonorowanie go wielką literą).

20. Na koniec wzmianka, że wraz ze sporządzoną dokumentacją przekazano mnie dyżurnemu KRP Warszawa I, zabezpieczono na poczet przyszłej kary 280 zł oraz z „wynikiem negatywnym” przeszukano mnie oraz mój samochód.

Rozdział 3. Dochodzenie — pozostała część

W tym miejscu w aktach znajduje się telefonogram od KRP Warszawa I do KRP Warszawa VII z prośbą o sprawdzenie, czy zamieszkuję pod podanym policjantom adresem.

3.1. Postanowienie o wszczęciu dochodzenia

St. sierż. M. Ś. dn. 19.12.2012 r. „w sprawie wypadku drogowego zaistniałego w dniu 18/12/2012 r. o godz. 08:30 w Warszawie przy pl. Politechniki / Nowowiejska gdzie pojazd osobowy […] potrącił pieszą E. P. a następnie zderzył się z pojazdem VW Passat […]” postanowił wszcząć dochodzenie o przestępstwo określone w art. 177 §1 k.k.

[parafka]

Zarządzenie: [x] Na zasadzie art. […] odpis postanowienia przesłać [do]: Prokuratura Rejonowa Warszawa Śródmieście, Krucza 38/42, 05—512 Warszawa

[parafka]

3.2. Postanowienie o przedstawieniu zarzutów

St. sierż. M. Ś. dn. 19.12.2012 r. „w sprawie wypadku drogowego zaistniałego w dniu 18/12/2012 r. o godz. 08:30 w Warszawie przy pl. Politechniki / Nowowiejska gdzie pojazd osobowy […] potrącił pieszą E. P. a następnie zderzył się z pojazdem VW Passat […] tj. o czyn z art. 177 §1 k.k. przeciwko podejrzanemu(ym): Piotr Konrad Niżyński”

postanowił

przedstawić zarzuty

Piotr Konrad NIŻYŃSKI s[yn]. (c.) […], […]

Dokładne określenie zarzucanego czynu(ów) i jego (ich) kwalifikacji prawnej

1. … W dniu 18 grudnia 2012 roku w Warszawie przy skrzyżowaniu ulic Nowowiejskiej z ul. Waryńskiego naruszył zasady bezpieczeństwa w ruchu lądowym określone w art. 19 ust. 1, oraz art. 26 ust. 1 ustawy „Prawo o ruchu drogowym” w ten sposób, że kierując samochodem marki Skoda Octavia nr rej. […] na skutek niezachowania szczególnej ostrożności podczas zbliżania się do skrzyżowania z wyznaczonym przejściem dla pieszych oraz niezachowania prędkości zapewniającej panowanie nad kierowanym pojazdem wjechał na przeciwległy pas ruchu na wysokości przejścia dla pieszych, gdzie uderzył pojazdem w słupek metalowy oraz betonowy kosz, który pod wpływem uderzenia pojazdu przemieścił się i uderzył w pieszą E. P. lat 20, przez co spowodował u niej naruszenia czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia trwający dłużej niż 7 dni, w rozumieniu art. 157 §1 kk w postaci złamania obu kończyn dolnych, a następnie oddalił się z miejsca zdarzenia nie udzielając pomocy,

tj. o czyn z art. 177 §1 k.k. w zw. z art. 178 §1 kk

[parafka]

Postanowienie

[x] ogłoszono podejrzanemu

[ ] doręczono wraz z tłumaczeniem podejrzanemu(ej)

niewładającemu(ej) w wystarczającym stopniu językiem polskim

pouczając na podstawie […] o prawie żądania […] podania ustnie podstaw zarzutów, a także sporządzenia uzasadnienia postanowienia na piśmie i doręczenia mu (jej) oraz ustanowienia obrońcy w terminie 14 dni.


Podejrzany oświadczył, że

[ ] nie zgłasza żądania

[x] zgłasza żądanie:

przedstawienia akt postępowania. [mój podpis]

To w większości nieprawda! [mój podpis]

[parafka]

Fakt podania ustnie podstaw zarzutu (ów) należy udokumentować w protokole przesłuchania podejrzanego.


[dalej w aktach następuje „POUCZENIE o uprawnieniach i obowiązkach podejrzanego” z dn. 19.12.2012 r. podpisane przeze mnie]


Od siebie dodam tu małe wyjaśnienie prawne:

Opis czynu mi zarzucanego prawie w całości jest kwalifikowany z art. 177 §1 k.k. Jedynie końcowe kilka słów (po ostatnim przecinku) dotyczy kwestii objętej art. 178 §1 k.k.

Art. 177 §1 k.k. brzmi następująco:

Kto, naruszając, chociażby nieumyślnie, zasady bezpieczeństwa w ruchu lądowym, wodnym lub powietrznym, powoduje nieumyślnie wypadek, w którym inna osoba odniosła obrażenia ciała określone w art. 157 §1,

podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Z kolei art. 157 k.k., którego §1 ma być wyznacznikiem tego, o jakie obrażenia ciała tu chodzi, głosi tak oto:

§1. Kto powoduje naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia, inny niż określony w art. 156 §1,

podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

§2. Kto powoduje naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia trwający nie dłużej niż 7 dni,

podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Wynika z tego, że pod jego §1 podpadają obrażenia ciała trwające dłużej niż 7 dni, gdyż inne są objęte typem kwalifikowanym z §2.

Stąd też wniosek, że w przypadku karalnych jak przestępstwa wypadków komunikacyjnych (o których mowa w art. 177 §1 k.k.) rozstrój zdrowia powinien trwać dłużej niż 7 dni. Jest to też odzwierciedlone w treści zarzutu, ponieważ formalnie rzecz biorąc zarzucono mi w nim, że one faktycznie tyle trwały czy też trwają.

Co do wyjątku w postaci obrażeń z art. 156 §1, wykluczonych z zakresu art. 157 §1 k.k., to dotyczą one najpoważniejszych przypadków, a mianowicie „pozbawienia człowieka wzroku, słuchu, mowy, zdolności płodzenia” albo spowodowania „innego ciężkiego kalectwa, ciężkiej choroby nieuleczalnej lub długotrwałej, choroby realnie zagrażającej życiu, trwałej choroby psychicznej, całkowitej albo znacznej trwałej niezdolności do pracy w zawodzie lub trwałego, istotnego zeszpecenia lub zniekształcenia ciała”. W takich najpoważniejszych przypadkach art. 157 §1 k.k. nie ma zastosowania i odpowiednio też nie ma zastosowania art. 177 §1 k.k. o wypadku karalnym wyrokiem do 3 lat więzienia, tylko stosuje się typ kwalifikowany z art. 177 §2 k.k. (do lat 8).

Wyjaśnijmy tu na koniec, że postanowienie o przedstawieniu zarzutów, nieraz potocznie zwane „postawieniem zarzutu”, nie jest tożsame z tym, że zostaje wniesione oskarżenie do sądu. Rozpoczyna natomiast ono fazę postępowania przygotowawczego (tj. dochodzenia lub śledztwa), w której jest podejrzany, czyli tzw. fazę in personam („przeciwko osobie”), w odróżnieniu od zwykle poprzedzającej ją fazy in rem („w sprawie”). Zgodnie z naukami prawnymi postępowanie przeciwko osobie zaczyna się wtedy, gdy są podstawy podejrzewać nie tylko ogólnie, że przestępstwo zostało popełnione, ale też, że popełniła je dana konkretna osoba. Zazwyczaj przyjmowany pułap dowodowy jest wszakże na tyle wysoki, że na tym etapie można już spodziewać się skierowania sprawy prędzej czy później do sądu, chyba że podejrzany zdąży jeszcze skutecznie się wybronić (szansą na to jest m.in. następujące wtedy przesłuchanie go). W ramach postępowania przeciwko osobie organy ścigania muszą też zebrać pewne obowiązkowe dane na jej temat (wywiad środowiskowy).

3.3. Protokół przesłuchania mnie w charakterze podejrzanego

Miało ono miejsce na komendzie Policji, gdzie nadal byłem wtedy jeszcze zatrzymany, dn. 19.12.2012 r. ok. godz., jak podaje protokół, 13:18 (koniec: godz. 14:17). W polu „Stan zdrowia” policjant niemal odruchowo i samowolnie, oczekując jedynie skinięcia głową, wpisał „zdrowy nie leczony psychiatrycznie neurologicznie odwykowo nie uzależniony od alkoholu i narkotyków”. W polu „Stosunek do pokrzywdzonego”: „obcy”. Przy pouczeniu „o prawie żądanie, do czasu zawiadomienia o terminie zaznajomienia z materiałami postępowania przygotowawczego [tj. dochodzenia], podania ustnie podstaw zarzutów, a także sporządzenia uzasadnienia […] oświadczył” wpisane odręcznie i podpisane przeze mnie słowa „Żądam akt postępowania”.

Treść wyjaśnień:

W dniu dzisiejszym przedstawiono mi zarzut, który w całości przeczytałem i zrozumiałem. Nie przyznaję się do zarzucanego mi czynu. Pouczony o prawie odmowy składania wyjaśnień oraz odmowy odpowiedzi na zadawane pytania oświadczam, iż z tego prawa nie skorzystam i chcę składać wyjaśnienia. Ja chcę powiedzieć, że tej kobiecie nie złamała się noga, a jeśli komuś się złamała, to na pewno nie jej. Ja jechałem tym samochodem, ale ja nie uderzyłem żadnego gościa jadącego innym samochodem. Mój samochód uderzył w słupek, co spowodowało przechylenie [właśc.: przeturlanie] się śmietnika w stronę dziewczyny, która się następnie wywróciła. Następnie na rondzie chciałem znaleźć miejsce do parkowania, ponieważ cały czas szli za mną ludzie, którzy dobijali się do mojego samochodu, a ja nie mogłem zaparkować przy rondzie na jego środku. Człowiek, który twierdzi, że go uderzyłem samochodem, bezczelnie kłamie, nie słyszałem dźwięku uderzenia ani nie widziałem żadnego zderzenia, a jego auto wyminąłem nie powodując żadnych szkód. Ludzie mi zagradzali drogę cały czas, aż dotarłem do parkingu przy Politechnice, gdzie zostałem zatrzymany przez ochroniarzy Politechniki i jakichś ludzi. Przyjechała Policja i to wszystko. Ja nie pracuję, utrzymuję się z oszczędności, mam ich 4.200.000 zł, które mam z datków od ludzi; prostuję, nie posiadam takich pieniędzy, posiada je spółka z siedzibą za granicą, dla której wykonuję inwestycje. Ten samochód też jest tej spółki. Mieszkam i przebywam w Warszawie na ul. […], mieszkam tam sam. Nie utrzymuję kontaktu z rodziną. Mój nr telefonu to […]. Wszelką korespondencję będę odbierał pod wskazanym adresem. Na pytanie czy leczyłem się psychiatrycznie/neurologicznie/odwykowo odpowiadam „odmawiam udzielenia odpowiedzi na zadane pytanie, bez podania przyczyny”. Nie jestem uzależniony od narkotyków i alkoholu. Chcę powiedzieć, że te zarzuty to w większości kłamstwo. To wszystko, nie chcę już nic mówić.


Omówienie skreśleń oraz poprawek i uzupełnień poczynionych w protokole: [odręczne wpisy:]

1. Dochód miesięczny netto wraz z dodatkami i premią — BRAK

2. Stan majątkowy — tylko samochód

3. Nie mam 4.200.000 oszczędności, a jedynie kilkanaście tys. zł

4. Samochód na dzień dzisiejszy jest mój

Treść protokołu przeczytałem, naniosłem poprawki i jest zgodny. [podpis]


Zgłoszone przez osoby uczestniczące w czynności zarzuty, co do treści protokołu oraz oświadczenie policjanta [fałszywe]: osoba wielokrotnie zmienia wersje wydarzenia, nadpobudliwa, podnosząca głos przy wyjaśnianiu, twierdząca, że jest niewinna wielokrotnie.

[podpisy policjanta i mój]

3.4. Dwa kolejne dokumenty

Następnie w aktach jest wezwanie z dn. 19.12.2012 r. do stawienia się dn. 8.1.2013 do Centrum Profilaktyki i Terapii Niepublicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej ul. Grójecka 126 celem przeprowadzenia badań psychiatrycznych. Na dole kartki odręczne adnotacje policjanta: „odmówił podpisu oraz stawienia się na wyznaczony termin” oraz „powodem jest brak zainteresowania sprawą”.

Dalej następuje wydrukowana przez Policję i podpisana przeze mnie kartka „Oświadczenie”, głosząca „Oświadczam, iż będę stawiał się na każde wezwanie Sądu, Prokuratora, Policji. Wszelką korespondencję będę odbierał pod adresem: […]” (mój znany im już wcześniej adres zamieszkania). Pod tekstem odręczna moja adnotacja „Oświadczam, że mieszkam pod adresem jw.”, niżej po prawej data, podpis i nazwa miejscowości (Warszawa).

3.5. Protokół przesłuchania mojego ojca

Wg protokołu przesłuchanie miało miejsce 19.12.2012 r. między godz. 13:55 a 14:16 (a zatem w czasie, gdy byłem w tej komendzie w celi zatrzymań). Kolejne tezy zeznania:

1. przedstawiony ojcu przez Policję mój dowód osobisty „jednoznacznie” należy do mnie,

2. nie mieszkam z ojcem i nie utrzymuję z nim kontaktów,

3. ostatnio mieszkałem pod adresem tym, który w poprzednich podrozdziałach wykropkowano, znanym Policji, potwierdzonym jej przeze mnie,

4. mam jakąś firmę w branży informatycznej, ojciec nie zna jej, możliwe, że jest za granicą,

5. ojciec nie wie, jakie mam dochody, utrzymuję się ze swej działalności gospodarczej,

6. hospitalizowany psychiatrycznie byłem w roku 2012 już dwukrotnie,

7. kilkakrotnie wznawiałem i rzucałem studia,

8. od września [2012 r.] ojcu wiadomo, że jestem studentem Politechniki Warszawskiej,

9. nie chcę się z ojcem kontaktować,

10. „problemy psychiczne ma od… prostuję”, sprostowano to na jakieś problemy z komunikacją ze mną,

11. rzekomo mam problemy obsesyjne związane z podejrzeniami względem ludzi o to, że jestem szpiegowany, szkalowany, „łącznie z służbami wywiadowczymi wielu państw” (komentarz ode mnie: nigdy tak ojcu nie mówiłem ani nigdzie nie napisałem, no ale cóż, oczywiście w ogólności to prawda, że odnosiłem wrażenie, bo mi to bezczelnie ostentacyjnie demonstrowano, że mnie śledzą w bardzo licznych państwach, pewnie w ogóle to problem globalny, bo stosowana technologia radarowa jest zglobalizowana, ale chodzi tu też o kolaborację władz tych poszczególnych państw w tej sprawie),

12. po obejrzeniu mnie w pok. 463 ojciec potwierdza, że to ja.

[podpisy]

3.6. Inne dokumenty

Dokument podpisany przez Zastępcę Naczelnika Wydziału Prewencji KRP Warszawa VII informujący najpierw, że rzekomo jestem zameldowany pod podanym adresem zamieszkania, „jednak pomimo wizyty w dniu dzisiejszym nie zastano nikogo, a tym samym nie potwierdzono, czy ww. faktycznie przebywa pod wskazanym adresem”, „Z uwagi na fakt, iż jest to posesja — dom jednorodzinny, nie było możliwości rozpytania kogokolwiek”. Ciekawe tylko, skąd mieliby wiedzieć, że w domu nikogo nie było, skoro tam nie ma domofonu, a pukanie do drzwi wejściowych w przypadku domu mającego piętro, różne pomieszczenia z zamkniętymi może drzwiami itd. (w sytuacji, gdy lokator może np. słuchać muzyki w słuchawkach lub mieć po prostu stopery i ochronniki słuchowe blokujące dźwięk, a ówcześnie już zawsze, gdy byłem w domu, realizowała się jedna z tych opcji) łatwo może pozostać niezauważone.

Dalej jest podpisany przez policjanta formularz zapytania o udzielenie informacji o mnie z kartoteki karnej oraz potwierdzenie przefaksowania tego dokumentu do sądu.

Dalej (k. 47) pochodzący z prokuratury odpis poświadczony wniosku prokuratora z 3.1.2013 r. o wyznaczenie mi darmowego obrońcy z urzędu przez miejscowy sąd rejonowy, „albowiem zachodzi uzasadniona wątpliwość co do jego poczytalności”.

Dalej postanowienie prokuratora z 3.1.2013 r. o zasięgnięciu opinii 2 biegłych psychiatrów (zawsze biorą dwóch) ze szpitala psychiatrycznego w Warszawie przy ul. Nowowiejskiej 27 dla stwierdzenia następujących okoliczności:

— czy cierpię na chorobę psychiczną, upośledzenie umysłowe lub inne zakłócenie czynności psychicznych?

— czy w chwili popełnienia zarzucanego mi czynu mogłem rozpoznać jego znaczenie lub pokierować swoim postępowaniem?

— czy zdolność rozpoznania znaczenia czynu lub pokierowania swoim postępowaniem była u mnie zniesiona lub w znacznym stopniu ograniczona i z jakich przyczyn?

— gdyby ustalono, że w chwili popełnienia czynu znajdowałem się w stanie niepoczytalności określonej w art. 31 §1 k.k., to czy moje pozostawanie na wolności groziłoby poważnym niebezpieczeństwem dla porządku prawnego?

— czy mogę brać udział w czynnościach postępowania, a jeżeli nie, to jakie są rokowania na moje wyzdrowienie?

Powyższe to pkt 1 postanowienia, pkt 2 głosi „przekazać do ekspertyzy: akta sprawy”, pkt 3: „zakreślić termin do wydania opinii — jak najkrótszy”. Dalej: pouczenie o karze za fałszywą opinię. W uzasadnieniu: leczyłem się psychiatrycznie, więc istnieją uzasadnione wątpliwości co do stanu mojej poczytalności w momencie „popełnienia” czynu (cudzysłów mój oczywiście).

Kolejny dokument (k. 49) to postanowienie z 21.12.2012 r. o zabezpieczeniu majątkowym, w którym prokurator sankcjonuje odebranie mi 280 zł gotówki (na poczet kary) i nakazuje wpłacić je na konto depozytowe sądu.

Dalej: postanowienie z 3.1.2013 r. o zatrzymaniu mojego prawa jazdy, odebranego 18.12.2012 r., „albowiem istnieje uzasadnione podejrzenie, że kierujący popełnił przestępstwo, za które obligatoryjnie orzekany jest środek karny w postaci zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych”. Chodzi tu prokuratorowi niewątpliwie o art. 42 k.k.; rzecz w tym, że obligatoryjny, czyli konieczny wg prawa, a nie pozostawiony uznaniu sądu, zakaz prowadzenia pojazdów wg tego przepisu orzeka się tylko w sytuacjach, które — jak już tego dnia było wiadomo lub z łatwością można było ustalić — nie zachodziły (w tym m.in. prowadzenie pod wpływem środków odurzających), a zatem prokurator posłużył się fałszywym uzasadnieniem. W istocie w grę wchodził tu jedynie fakultatywny zakaz prowadzenia. Pod koniec tego dokumentu — pouczenie o możliwości zażalenia do sądu w terminie 7 dni. Ja bodajże nawet nie zauważyłem listu czy raczej awizo, bo nie sprawdzałem wtedy skrzynki, więc się nie odwoływałem, zresztą i tak bym pewnie przegrał. Odpis postanowienia dostał podobno Wydział Komunikacji [m. st. Warszawy]. Na kolejnej karcie akt (51) kserokopia obu stron mego prawa jazdy, a właściwie jej odpis poświadczony. Na k. 52 pismo do Urzędu Dzielnicy Warszawa Praga Południe: „Prokuratura Rejonowa Warszawa Śródmieście w Warszawie przesyła w załączeniu prawo jazdy […] wydane […] Piotrowi Konradowi Niżyńskiemu, zatrzymane w dniu 18.12.2012 r. z jednoczesną informacją, iż przeciwko w/w toczy się postępowanie przygotowawcze o przestępstwo z art. 177 §1 k.k. w zw. z art. 178 §1 k.k., w związku z czym zwrot prawa jazdy może nastąpić po uprawomocnieniu się wyroku sądowego bądź upływie czasu, na jaki zostanie wymierzony środek karny — zakaz prowadzenia pojazdów”.

Dalej pismo z Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia do adwokata K.K. (inicjały jak Kościół Katolicki…), w którym sąd samodzielnie (bez udziału ORA, co bodajże nietypowe) wyznaczył go moim obrońcą z urzędu.

Dalej, nie wiedzieć po co, odpis poświadczony już i tak obecnego w aktach postanowienia z 21.12.2012 r. o zabezpieczeniu majątkowym, które wpłynęło na kancelarię ogólną KRP Warszawa I (widać jej prezentatę z 7.1.2013 r.).

Dalej: moja prośba do prokuratorki z 8.1.2013 r. o umożliwienie mi osobistego wglądu w akta.

Dalej: xero pokwitowania policyjnego z 18.12.2012 r. z moim podpisem kwitującym odbiór, dotyczące odebranego prawa jazdy.

Dalej: 2 egzemplarze postanowienia prokuratora z 14.1.2013 r. o zatrzymaniu i przymusowym doprowadzeniu mnie do Centrum przy ul. Grójeckiej 126 w dn. 29.1.2013 r. celem przebadania.

Dalej: odpowiedź z Wydziału Prewencji KRP Warszawa I z dn. 11.2.2013 r. głosząca, iż doprowadzenia nie zrealizowano, gdyż postanowienie wpłynęło do nich po 29.1.2013 r.

3.7. Pierwsza (nierozstrzygająca) opinia sądowo-psychiatryczna

Data wpływu (z prezentaty prokuratury): 26.2.2013 r., data badania: identyczna.

Kolejne tezy: że zgłosiłem się z wolnej stopy, że mieszkam sam w wynajętym domu, że w dzieciństwie wychowywali mnie rodzice, że nie było chorób psychicznych ani problemów alkoholowych w rodzinie, że rozwijałem się prawidłowo w dzieciństwie, uczyłem się dobrze, zachowanie też było bez zastrzeżeń, jakie szkoły ukończyłem, że miałem biznes internetowy, utrzymuję się sam, nie byłem powołany do wojska z powodu studiów, jestem bezdzietnym kawalerem, nie pozostaję w związku, nie przechodziłem poważnych chorób. Następnie pada informacja, że hospitalizowano mnie psychiatrycznie w Nowej Zelandii, za zgodą sądu; „mówi, że był tam turystycznie i przez miesiąc był hospitalizowany”. Cytują mnie, może niedokładnie, tak: „Było tam jakieś jedzenie, ale czy to były leki”. Dalej: że byłem też hospitalizowany kilka miesięcy temu w szpitalu psychiatrycznym w Drewnicy. Dalej pada teoria, że rzekomo to Policja wtedy wezwała pogotowie. Jest to jakieś nieporozumienie lub kłamstwo w opinii, bo jeśli chodzi o tamtą interwencję przeciwko mnie w centrum handlowym Promenada to niewątpliwie pierwsza przybyła ekipa karetki pogotowia, dopiero potem dołączyła do nich Policja. To jakiś absurd, że jedynie z powodu uderzenia w twarz jakiejś osoby wezwano na mnie właśnie karetkę pogotowia w tym centrum handlowym (zrobiła to ochrona); nie Policję, tylko ochronę zdrowia; co ciekawe, dziewczyna, którą wtedy uderzyłem, jako że mnie irytowała, bo przyszła pod Promenadę i ostentacyjnie szczególnie dużo kaszlała na mnie (tak, jak wtedy mnóstwo ludzi w mojej obecności, zapewne zamieszanych w jakiś sposób lub powiązanych z kryminalnym procederem podsłuchowo-inwigilacyjnym albo remontowo-budowlanym dotyczącym grających drągów żelbetowych), już z góry wiedziała, co nastąpi, i wyraziła to słowami „Będziesz siedział!”. Nic więcej wtedy nie zrobiłem, nie awanturowałem się; tylko i wyłącznie o to poszło, że uderzyłem ją w twarz. Incydent ten oraz następujące po nim zabranie mnie do szpitala psychiatrycznego (powtórzę, najpierw przybyła po mnie karetka; dopiero później, ponieważ nie pozwalałem się dotykać i zabierać siłowo w podróż, przyjechała wesprzeć ich Policja) jest więc czymś dziwnym, jakby odstępstwem od normalnych zasad. Data tej hospitalizacji 19.7 jest jak się okazało symbolem sybillińskim mającym swoje charakterystyczne konotacje (bodajże sugeruje on, że rzekoma moje „szaleństwo” jest to [co najwyżej] następstwo [dźwięków] z drągów żelbetowych; jest to też uwiecznione w doborze nazwiska najsłynniejszego polskiego kompozytora muzyki), przejawiającym się też w źródłach historycznych i kulturowych, czego nie ma miejsca tu opisywać. W każdym razie był gotowy plan, że ta główna, czyli polska, hospitalizacja mojej skromnej osoby w szpitalu w miejscowości kojarzącej się z zębami (Ząbki) nastąpi właśnie dn. 19.7. Nie muszę tu teraz tego dowodzić i nie chcę wnikać w te tematy. Jak w każdym razie dalej podają biegłe (relacjonuję ich bardzo kompletnie, nic nie pomijam), według mnie „powód był iluzoryczny”. Pobyt trwał 7 tygodni, były jakieś leki, ale, jak podają, nie wiem, jakie. Odwoływałem się do sądu. Biegłe przytaczają krótko, że moim zdaniem nie było potrzeby hospitalizacji. Nie pamiętam zaleceń przy opuszczaniu szpitala i nie zgłaszałem się do psychiatry z wolnej stopy. Tutaj mój komentarz: to ostatnie jest to nieprawda (chociaż może nawet tak niechcący-nieopatrznie powiedziałem albo po prostu doszło do nieporozumienia, bo pytano mnie tylko o „leczenie się” na wolności, po czym na piśmie wyszło, że to ogólnie o wizytach u psychiatrów). Po wypisaniu ze szpitala szukałem prywatnych praktyk psychiatrycznych, żeby mieć bardziej niezależną od rządu opinię na temat swego zdrowia. Wówczas badało mnie na 2 wizytach 2 lekarzy psychiatrów z NZOZ […], z których pierwszy uważał, że jeszcze za wcześnie na ostateczne konkluzje, natomiast drugi wystawił orzeczenie lekarskie stwierdzające brak objawów choroby psychicznej w czasie badania. Jest to znamienne, bo szpital zarzucał mi takie rzeczy, jak np. „bladość afektywna”, co gdyby było prawdą zostałoby niechybnie wychwycone, bo to jest rzecz dosyć oczywista nawet dla laika, a przy tym jedna z typowych przypadłości przy schizofrenii. Również jeszcze inny psychiatra z prywatną praktyką nie dostrzegł u mnie wtedy objawów choroby, choć nie chciał wystawić zaświadczenia i nie pamiętam już, który to. Ogólnie w dokumentacji z przyjęcia mnie do szpitala w Ząbkach było trochę zafałszowań, na których się to wszystko oparło (niekiedy zresztą było w nich jakieś ziarno prawdy, o które się oparto, ale tak nieprzychylnie przetworzone, że koniec końców zapisana teza była fałszywa).

Dalej jest zdanie o tym, że nie utrzymuję kontaktów z rodziną i nie chcę o tym rozmawiać. Tu mogę wyjaśnić, że z matką raczej się wtedy widywałem, choć mnie wówczas ostatnio czymś zirytowała, z bratem się nie widywałem, bo zaczął bić intelektualne pokłony i hołdy względem lekarzy psychiatrów, dezawuując też moje tezy o napotkanych przejawach śledzenia mnie za granicą (takich, jak jeżdżące za mną niemalże non stop, co chwila się na ulicy pojawiające taksówki) jako „normalne rzeczy” (np. próbował mi wmówić, że on czy raczej bodajże jego koledzy też tak mają, że „taksówka co rusz przejeżdża, np. 5—10 przejazdów obok na minutę, to jest normalne”). Cóż, nie ma obowiązku trzymać ścisłych relacji z bratem, to nie świadczy jeszcze o nienormalności. Co do relacji z ojcem to odkąd w pracy zaczął mi okazywać śledzenie mojego ekranu (bodajże przez internetowe transmisje na żywo), a w każdym razie (przepraszam za posądzenie!) odkąd odniosłem takie wrażenie — nigdy się do tego nie przyznał, ale też nie zaprzeczał, że w zakładach pracy mogą jak to nazwał „monitorować”, czyli podglądać zdalnie ekran specjalnymi odbiornikami — zrobiłem się względem niego niechętny, a już wcześniej miałem co do niego pewne zasadnicze zastrzeżenia. Krótko mówiąc, wszystko tutaj rzecz jasna ma swoją przyczynę. Dalej w opinii padają jeszcze informacje o braku innych problemów zdrowotnych z wyjątkiem niekiedy „duszności”, wzmianka, że dobrze sypiam, nie mam stanów lękowych, obecnie jestem samotnikiem. Na pytanie o to, czy jestem obserwowany, podobno nie chciałem odpowiedzieć, a potem dodałem, że raczej nie. „Nie dzieje się nic dziwnego wokół mnie” (jak widać ukryłem tu przed biegłymi problemy podsłuchu i dokuczania na tym tle oraz problem dźwiękowy; nie miały nawet podstawy mnie o nic podejrzewać). Dalej informacja o spółce w Panamie, o niepiciu alkoholu, niebraniu narkotyków, niekaralności, rzekomym braku prób samobójczych, po czym zaczyna się temat zarzutu o spowodowanie wypadku. „Tego dnia jechał samochodem razem ze znajomym, który prowadził samochód. Samochód uderzył w słupek. Badany prostuje, że on wsiadł do samochodu później. Wiedział, że była kolizja. Od ronda prowadził on a znajomy wysiadł i uciekł”. Dalej informacja, że wg mego domysłu „pokrzywdzona” E. P. złamała nogę już wcześniej, a nie w czasie wypadku i że w mojej ocenie nie mogło dojść do złamania nogi od uderzenia kosza (tak to ujęto w tekście, ja bym to raczej nazwał przeturlaniem się go po ziemi, w tym ewentualnie po stopie jakiegoś człowieka). „Widział tę kobietę chodzącą”. Jeszcze informuje tam, że po zatrzymaniu byłem trzeźwy.

Część „wnioskowa” opinii sprowadza się do powtórzenia różnych danych na mój temat. Następnie padają słowa „W czasie aktualnego badania Piotr Niżyński był” (rzekomo) „w trudnym kontakcie”, dalej — że byłem „nieufny” (ciekawe, skąd taka teoria! taką tezę czy raczej zmierzające do pewnego oczernienia przypuszczenie to można sobie z palca wyssać pisząc coś takiego…) i odmawiałem odpowiedzi na „wiele” pytań. Byłem podobno „dziwaczny” i, uwaga, „niedostosowany”. Można tu nadmienić, że tzw. niedostosowanie, zwykle mówi się tutaj o niedostosowaniu afektu, zawiera się w definicji schizofrenii, do której ta biegła najwyraźniej bardzo chciałaby dojść, tylko póki co niezbyt ona jej wynika; chodzi w tym pojęciu, ściślej rzecz biorąc, od strony genezy w ogóle idei takiej choroby jak schizofrenia (swoiste „rozszczepienie” osobowości) w literaturze psychiatrycznej, o brak koordynacji i porządku (dezorganizację), brak wzajemnego dostosowania, pomiędzy różnymi władzami psychicznymi takimi jak emocje, nastroje, intelekt itd. oraz ich niedostosowanie do sytuacji. „Zubożenie” wypowiedzi czy prezentowanie „dziwacznych” przekonań, które tu mi przypisywano, zaliczają się do typowych „objawów jednostki chorobowej: schizofrenii”, więc to wyjaśnia, skąd takie zaskakujące mnie w sumie informacje na mój temat. Nigdy bym nie powiedział, że okazywałem „zachowanie niedostosowane” lub „dziwaczność”; po prostu to jest wątek zmyślony. Kolejne jeszcze tezy to, że w okresie oczekiwania na badanie emanował ze mnie „niepokój” i że, „o zgrozo”, jakoby wychodziłem z poradni i wracałem. W kolejnym zdaniu przypisano mi, że „jednoznacznie” wypowiedzi o wypadku są dziwaczne, ale nie wiadomo, skąd taka teza we wnioskach, skoro wcześniej przy relacjonowaniu badania nic takiego nie opisano, brakuje (jak widać z powyższego wyliczenia informacji padających w opinii) jakichkolwiek opisów (np. cytatów z moich wypowiedzi), które by na to wskazywały. Jeszcze wówczas w ogóle nie podnosiłem kwestii tego, że ktoś mi ten wypadek wywołał, co — jak Czytelnik się dalej przekona z treści moich pism obronnych i z dostępnych dowodów — niewątpliwie jest prawdą.

Końcowe zdanie konkludowało, że aby wydać ostateczną opinię proszą o udostępnienie dokumentacji medycznej ze szpitala psychiatrycznego Drewnica.


Na k. 65—66 — kopie faktur wystawionych prokuraturze przez biegłych za tę opinię (po 219,44 zł dla każdej z biegłych). Na kolejnej karcie — pismo prokuratora do szpitala Drewnica w Ząbkach o nadesłanie kserokopii historii choroby. (Bodajże nigdy jej nie przysłano, lecz jedynie sporządzoną przy wypisywaniu ze szpitala kartę informacyjną leczenia szpitalnego z diagnozą schizofrenii oraz zdawkowymi informacjami o „urojeniach” prześladowczych.) Na kolejnej karcie — pismo ze szpitala załączające kartę informacyjną wraz z informacją „Pacjent przebywał w naszym szpitalu 1 raz”. Podpisane przez ordynatorkę tego szpitala (będącą uprzednio też biegłą na sprawie sądowej z 2012 r. o autoryzowanie przymusowego trzymania mnie w tym szpitalu).

3.8. Karta informacyjna leczenia szpitalnego

Nr ks[ięgi]. gł[ównej]. 1683/12 (uwaga: dziwnym trafem moje zawiadomienie do prokuratury Warszawa-Ochota o stalkingu z 2011 r. dostało sygnaturę 4 Ds 1638/11, czyli nr sprawy 1638 jest praktycznie taki sam z dokładnością do innej kolejności 2 cyfr; przypadek? bardzo to nieprawdopodobne! z tym, że szpital w ogóle nie powinien o tej sprawie wiedzieć, bo nie mówiłem mu nic o niej, nie miałem przy sobie żadnych dokumentów na jej temat, nie informowałem o jej numerze, nie sądzę też, by do normalnych zadań psychiatry należało rozpytywanie prokuratury Warszawa-Ochota czy wręcz wszystkich prokuratur na temat każdego pojedynczego pacjenta).

Imię i nazwisko, data urodzenia 25.09.1986, PESEL, adres: bez stałego meldunku, data przyjęcia: 19.07.2012, wypisania: 05.09.2012, rozpoznanie: Schizofrenia paranoidalna, ICD-10 (kod wg klasyfikacji chorób): F 20.0, Procedury: 94.0 94.1 94.2 94.5

Zwięzłe dane o przebiegu choroby [poniższe 3 akapity zawierają cytat dosłowny]:

25-letni pacjent hospitalizowany w tutejszym szpitalu po raz pierwszy. Brak danych na temat wcześniejszego leczenia. Przywieziony przez KP w asyście policji po tym, jak zachowywał się agresywnie w miejscu publicznym.

Na Izbie Przyjęć poprawnie zorientowany, bez zaburzeń świadomości. Początkowo w skąpym kontakcie, później mutystyczny, otamowany, sprawiał wrażenie halucynującego słuchowo. Blady afektywnie, niedostosowany.

W oddziale początkowo napięty, drażliwy, w trudnym, zbywającym kontakcie. Po uzyskaniu częściowej poprawy ujawnił rozbudowany system urojeń prześladowczych [podkr. moje]. Zachowanie poprzedzające przyjęcie także motywował w sposób urojeniowy [jw.]. W trakcie pobytu wycofany, izolujący się, blady afektywnie. Z wywiadu wynika, że objawy psychotyczne utrzymują się od dawna i przyczyniły się do istotnej deterioracji funkcjonowania.

Dalej następuje informacja o tym, że wypisali mnie, gdy ich zdaniem uzyskałem „częściową poprawę”. W rzeczywistości motywacją była tu raczej data-symbol, bo ta grupa przestępcza, która mnie prześladuje, lubuje się w symbolach i numerologii — mianowicie, w tym przypadku, odwrotność (rosyjskiego) Dnia Zwycięstwa 9.5 (tj. data 5.9; to właśnie 5.9 mnie wypisano; potem, analogicznie, dnia 9.5, czyli „w prawdziwe zwycięstwo”, w r. 2023 sąd na rozprawie mnie uwolnił). Sugestia jest tu jasna: „broń Boże nie wyleczył się jeszcze”, „to nie jest żadna wygrana z chorobą”. W kolejnym zdaniu podano, że tzw. objawy wytwórcze (objawy „pozytywne” w odróżnieniu od negatywnych, czyli braku czegoś, co powinno być) „utrzymują się przewlekle”, jednak już teraz bez tendencji do jakiejś nowej „aktywności urojeniowej”. I, na koniec, że nie uzyskałem tzw. „wglądu chorobowego”, czyli wiary w to, że jestem chory.

Dalej jakieś wyniki badań biologicznych, przepisane leki, zalecenia: „dalsze leczenie w Poradni Zdrowia Psychicznego” (tj. wizyty z wolnej stopy).

[pieczęć i podpis ordynatorki i lekarki prowadzącej]

3.9. Ostateczna opinia biegłych psychiatrów

Za kartą informacyjną wystawioną przy wypisywaniu mnie dn. 5.9.2012 r. — jedynym przysłanym przez szpital dokumentem — znajduje się na k. 71 kolejne „postanowienie o zasięgnięciu opinii — powołaniu biegłego”, o treści praktycznie identycznej jak to pierwotne, z tą jedynie różnicą, że z wpisaną odręcznie datą 11.03.13 oraz dopiskiem „celem wydania opinii ostatecznej” przy tytule pisma, tj. rodzaju postanowienia.

Dalej w aktach jest pocztowa karta Zwrotnego Potwierdzenia Odbioru (ZPO) z 3.1.2013 r. podpisana przeze mnie 5.1.2013 r. dotycząca decyzji bodajże właśnie z 3.1, a następnie (k. 76) kserokopia „postanowienia o zatrzymaniu i przymusowym doprowadzeniu osoby podejrzanej” na badanie dn. 19.11.2013 r. w tym samym Centrum przy ul. Grójeckiej, postanowiono też odpis postanowienia doręczyć poprzez Policję.

Na k. 78 zaczyna się tytułem „OPINIA SĄDOWO-PSYCHIATRYCZNA” z dopiskiem odręcznym „uzupełniająca”, w znacznej większości odręcznie napisana, opinia ostateczna (data wpływu do prokuratury: 12.03.2013, data badania: identyczna). Przepisują w niej w kolejnych zdaniach „dane z karty informacyjnej Szpitala Psychiatrycznego w Drewnicy” (9 zdań, w tym, w ostatnim, podano przepisane leki: Solian i Chlorprothixen).

Bezpośrednio za tym, pod nagłówkiem „Wnioski”, bez żadnego dodatku od siebie, takie oto tezy:

— U Piotra Niżyńskiego rozpoznajemy przewlekłą chorobę psychiczną schizofrenię paranoidalną.

— Biorąc pod uwagę dziwaczność zachowania i wypowiedzi, całkowity brak krytycyzmu chorobowego uważamy, że stan psychiczny badanego w czasie zarzucanego mu czynu znosił jego zdolność rozpoznania znaczenia czynu oraz zdolność pokierowania swoim postępowaniem w rozumieniu art. 31 §1 kk.

— Ponieważ badany obecnie się nie leczy i wykazuje objawy toczącego się procesu chorobowego uważamy, że zachodzi wysokie prawdopodobieństwo popełnienia ponownie podobnego czynu.

— W celu zapobieżenia ponownemu popełnieniu czynu podobnego uważamy, że Piotr Niżyński powinien mieć orzeczony zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych

— Badany może brać udział w czynnościach procesowych przy udziale obrońcy

[parafki i pieczątki obu biegłych]

Dalej w aktach jest kopia faktury VAT jednej z biegłych (data wpływu 12.3.2013 r.): 147,60 zł.

Dalej — postanowienie o przedłużeniu okresu trwania dochodzenia (do 18.3.2013 r.).

Dalej — postanowienie o wszczęciu śledztwa z 15.03.2013 r. (zamiast dochodzenia, teraz ma być śledztwo; jest w tym różnica, dla podejrzanego istotne są głównie inne terminy, tj. śledztwo powinno się ukończyć w 3 miesiące, dochodzenie w 2, choć w sumie i tak to nikogo nie wiąże i organy ścigania mogą je przedłużać; w tym przypadku, jak podaje uzasadnienie, zmiana formy postępowania przygotowawczego organów ścigania wynika z wymogów prawa).

3.10. Postanowienie o powołaniu biegłego psychologa, zawieszenie postępowania

Zgodnie z prawem jeśli osoba jest niepoczytalna, prokurator może umorzyć postępowanie wobec faktu, że osoba taka przestępstwa nie popełniła (a jedynie „czyn zabroniony” — jest to szersze pojęcie). Jednakże jeśli za wskazane uznaje się zastosowanie środka zabezpieczającego, a takim może być też środek karny „zakaz prowadzenia pojazdów”, to prokurator występuje do sądu o umorzenie postępowania za jednoczesnym orzeczeniem zastosowania środków zabezpieczających. Zgodnie z prawem potrzebna jest jednak w takim przypadku oprócz opinii sądowo-psychiatrycznej także opinia sądowo-psychologiczna.

W związku z tym w tym miejscu, na k. 84, prokurator postanowiła:

1. powołać biegłego z zakresu psychologii — z listy Prezesa Sądu Okręgowego w Warszawie — psycholog B. J. — w celu wydania opinii sądowo-psychologicznej na piśmie dotyczącej Piotra Niżyńskiego odnośnie:

— intelektu, osobowości i ewentualnego organicznego uszkodzenia OUN lub objawów psychotycznych

2. Przekazać do przeprowadzenia opinii akta sprawy 2 Ds. 3/13/HL

W postanowieniu jest następnie pouczenie o karze za fałszywą opinię.


Na kolejnej karcie — wezwanie dla mnie do stawiennictwa w dn. 2.04.2013 w budynku Prokuratury Rejonowej Warszawa Śródmieście przy ul. Kruczej.

Na kolejnej karcie — wniosek towarzystwa ubezpieczeń Allianz z 10.05.2013 r. o wgląd w akta sprawy. Adnotacja prokuratora: „Wyrażam zgodę”, 14.05.13, parafka.


Dalej — zarządzenie o zatrzymaniu i przymusowym doprowadzeniu osoby podejrzanej z dn. 13.05.2013 r.:

H. L. — prokurator Prokuratury Rejonowej Warszawa Śródmieście po zapoznaniu się z materiałami postępowania w sprawie wypadku komunikacyjnego [kilka pustych wykropkowanych wierszy] na podstawie art. 247 §1 kpk i art. 100 §2 kpk zarządził

— Zatrzymanie i przymusowe doprowadzenie […] — podano datę czynności w prokuraturze, na której mam być obecny: 24.05.2013 r., moje personalia i adres zamieszkania

— Doręczenie zatrzymanemu odpisu niniejszego zarządzenia.

Kolejna karta: potwierdzenie przesłania tego dokumentu do Policji wygenerowane przez faks.

Dalej: pocztowe ZPO oraz znowu prośby Allianz o wgląd w akta.

Następnie odpowiedź Wydziału Prewencji Komendy Rejonowej Policji Warszawa VII dla śródmiejskiej prokuratury (zdecydowanie będącej już wówczas dysponentem akt): „w trakcie kontroli adresu […] nikogo nie zastano. W związku z powyższym doprowadzenia Piotr Niżyński nie zrealizowano”.

Dalej jakieś ZPO dot. doręczenia jakiegoś pisma adwokatowi K.K.

Następnie w aktach są 2 karty poświęcone na niemalże pustą tabelkę „Zestawienie opłat i innych wydatków poniesionych w postępowaniu przygotowawczym w sprawie 2 Ds 3/13/Sp(c) W okresie od: do: 28.05.2013”. Wypełnione pola to „Należności biegłych lekarzy psychiatrów i koszty obserwacji psychiatrycznej podejrzanego”: 734,08, „Doręczanie wezwań i pism w sprawie — ryczałt”: 20,00, „Razem opłaty i inne wydatki […]”: 754,08. Pieczęć i podpis jakiegoś referenta.

I tak oto dotarliśmy do k. 104, gdzie znajduje się postanowienie prokuratorki o zawieszeniu śledztwa z dn. 28.05.2013 r. Jako uzasadnienie podano „długotrwałą przeszkodę w kontynuowaniu postępowania — nie jest znane miejsce rzeczywistego pobytu Piotra Niżyńskiego, który nie stawia się na wezwania organów ścigania”. Załączono egzemplarz wspomnianej odpowiedzi Policji oraz poprzedzającego je zarządzenia z 13.05.2013 r. (to ostatnie nawet w 2 egzemplarzach, choć zupełnie identycznych i z tą samą datą).

3.11. Faza „poszukiwań”

Jakkolwiek mieszkałem wówczas nadal pod tym samym adresem, uznano za celowe mnie „poszukiwać”. W związku z tym na kolejnej karcie (112) znajduje się wydane przez prokuratorkę dn. 4.6.2013 r. zarządzenie o poszukiwaniu podejrzanego w celu ustalenia miejsca jego pobytu. Zarządzono jego odpis przekazać do KRP Warszawa VII (jest adnotacja o wykonaniu tego).

Tuż za tym pismem na k. 113 znajduje się moje pismo z 15.6.2013 r. mające w nagłówku moje dane osobowe, w tym ten sam, co wcześniej, posiadany od początku przez organy ścigania adres zamieszkania, które to pismo adresowane na Prokuraturę Rejonową Warszawa-Śródmieście a wzmiankujące też KRP Warszawa I i („do wiadomości”) Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia w Warszawie II Wydział Karny głosiło to oto:

W związku z zawieszeniem śledztwa przeciwko mnie o rzekome spowodowanie wypadku, pod wpływem narkotyków, i jakoby zignorowanie go oraz ucieczkę, a także

w związku z powtarzającym się łamaniem nienaruszalności mego mieszkania przez Policję (z czym nierzadko wiązały się zniszczenia),

informuję, że tak jak podałem przy przesłuchaniu w ww. sprawie zamieszkuję w Warszawie pod adresem podanym w nagłówku i jako praworządny obywatel nie ukrywam się przed wymiarem sprawiedliwości. Jeśli były jakieś prośby od ww. urzędów itp. to proszę o ich ponowienie, ponieważ dostaję dużo korespondencji i mogłem to przeoczyć.

[podpis]

Dalej w aktach zgodnie ze standardowymi zasadami jest koperta, w której był ten list.

Dalej (k. 115) jest pismo KRP Warszawa I „W ślad za aktami sprawy KRP-D-III-5720/12, 2 Ds-3/13/HL w załączeniu przesyłam dokumentację fotograficzną oraz szkic miejsca zdarzenia”. Jest w nim rozkładany szkic miejsca wypadku, który już i tak wcześniej był w aktach, oraz liczne zdjęcia, głównie samochodu, ale też ulicy i wywróconego kosza.

Dalej, na k. 119, jest pismo przewodnie, w którym KRP Warszawa VII przekazuje prokuratorskie zarządzenie do Komendy Powiatowej Policji w Rypinie (nie wyjaśniono tego, ale niewątpliwie przekazano je właśnie tam, ponieważ to w Rypinie miałem ostatni adres stałego zameldowania, jakkolwiek w tym czasie już od kilku ładnych lat byłem bez meldunku).

Dalej koperta KRP, którą przyszedł ww. egzemplarz pisma, do wiadomości prokuratury.

Dalej pismo KRP Warszawa I do prokuratury z 28.06.2013 r.: „W związku z czynnościami wyjaśniającymi prowadzonymi w Referacie Wykroczeń i Postępowań Administracyjnych KRP Warszawa I dot. wykroczenia z art. 121 §2 KW, tj. wyłudzenia przejazdu TAXI w dniu 15.04.2013r. proszę o udostępnienie pełnych danych p. Piotra Niżyńskiego ze sprawy sygn. akt 2 Ds. 3/13/HL” (z podpisem zastępcy naczelnika wydziału prewencji).

Dalej następuje „Telegram nr 613/13” z fałszywymi ustaleniami z Rypina:

Wydział Kryminalny KPP w Rypinie uprzejmie informuje, że w dniu 15.08.2013 r. funkcjonariusze OPP Warszawa podczas legitymowania ustalili miejsce pobytu poszukiwanego na podstawie zarządzenia o poszukiwaniu podejrzanego w celu ustalenia miejsca pobytu, sygn. akt 2Ds-3/13/HL wystawiony przez Prokuraturę Rejonową Warszawa Śródmieście na: Piotra Niżyńskiego s. […], ur. 25.09.1986 r. zam. ost. Rypin ul. […]. W/wym. przebywa u swojej matki E. U. pod adresem: Warszawa ul. […] [adres poprawny, ale tam nie przebywałem z wyjątkiem wizyt od czasu do czasu]. Wystawiono mu wezwanie do stawiennictwa w Prokuraturze […] na dzień 22.08.2013 r. godz. 10:00. Z uwagi na powyższe, poszukiwania zostają zakończone.

Podpisano: Zastępca Naczelnika Wydziału Prewencji KPP w Rypinie.

Następnie jest pismo z Sekretariatu VI Wydziału Karnego Odwoławczego Sądu Okręgowego Warszawa-Praga w Warszawie z dn. 10.02.2014 r. z prośbą o nadesłanie akt sprawy celem wglądu.

Dalej koperty: z ww. sądu do prokuratury oraz, zwrócona, z ww. sądu do mnie na adres w Gorzowie Wielkopolskim, którego używałem na przełomie 2013—2014 r. (kiedy to po raz pierwszy od początku tej sprawy zmieniłem adres). Dalej — ZPO.

Następnie: pismo przewodnie z tego samego VI Wydziału zwracające akta (7.4.2014 r.).

Następnie: pismo o wypożyczenie akt tym razem z Sądu Rejonowego dla Warszawy-Pragi Płd. (15.4.2014) oraz odpowiedź „przesyłam akta główne postępowania 2 Ds. 3/13/HL” (28.4.2014).

Następnie: postanowienie o uchyleniu zabezpieczenia majątkowego (data: 24.06.2015 r.). Prokurator H. L. postanowiła 1) uchylić postanowienie o zabezpieczeniu majątkowym z dn. 21.12.2012 r., 2) kwotę […] 280 zł zwrócić osobie uprawnionej, tj. Piotrowi Niżyńskiemu zam. […]. W uzasadnieniu podano, że wobec podejrzanego zachodzą przesłanki z art. 31 §1 kk (wniosek: nie popełnił przestępstwa, nie będzie więc wyroku ani kary, w tym grzywny).

Dalej jest pismo z Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego KRP Warszawa I do Komisariatu Policji Warszawa Bemowo (29.06.2015):

[…] proszę o ustalenie, czy w/w przebywa pod wskazanym adresem [wyżej wymieniono jako mój adres adres mojej matki], a w przypadku potwierdzenia o doręczenie w/w wezwania (w załączeniu) do stawiennictwa w charakterze podejrzanego w Prokuraturze […] w dniu 07.07.2015 r. na godz. 15:00, pokój 620, do sprawy KRP-D-III-5720/12, na badania przez biegłego psychologa.

Podpisane: Naczelnik Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego KRP Warszawa I.

Dalej (k. 137) wezwanie dla mnie (27.06.2015) na adres zwany powyżej adresem matki na (jak to błędnie nazwano) „badanie sądowo-psychiatryczne” (powinno być: sądowo-psychologiczne). W dodatku w wezwaniu były dwa adresy obok siebie jako adres prokuratury, gdzie trzeba się stawić w pok. 620, tj. „przy ul. Krucza 38/42 przy ul. Wilczej 21”. Dalej drugi egzemplarz tego samego oraz potwierdzenie nadania faksu.

Dalej zamazane źle przefaksowane pismo z Komisariatu Policji Warszawa Bemowo informujące, że pod ww. adresem zastano kogoś jeszcze innego i że wg wywiadu od „ok. 2 lat” tam nie mieszkam, nie utrzymuję kontaktów, nie ma informacji wskazujących na moje miejsce pobytu.

Dalej ZPO, a także zwrócona koperta bodajże z postanowieniem o uchyleniu zabezpieczenia (doręczenia dla mnie), po czym ZPO dot. doręczenia postanowienia adwokatowi i następnie znowu koperta i ZPO dotyczące doręczenia dla mnie (koniec lipca 2015 r.).

Dalej jest pismo ode mnie z 27.04.2016: zawiadomienie o zmianie adresu korespondencyjnego. Sam z własnej inicjatywy im to wysłałem, podobnie jak sądom — po prostu chciałem wszystkich zawiadomić o aktualnym adresie przy okazji jednej z przeprowadzek. W piśmie była prośba o doręczanie na skrytkę pocztową w urzędzie pocztowym na warszawskim Ursynowie, z jednoczesnym podaniem adresu zamieszkania w Legionowie, „ale nie mam możliwości odbierania tam poczty”.

Dalej jest pismo Naczelnika Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego KRP Warszawa I do KPP (Komendy Powiatowej Policji) w Legionowie, w którym poinformowano, że przebywać będę pod wspomnianym wyżej adresem, ale nie mogę odebrać wezwania pocztowego, i poproszono o doręczenie wezwania do stawiennictwa w Prokuraturze Rejonowej Warszawa Śródmieście i o ewentualne ustalenie innego miejsca pobytu / telefonu kontaktowego. Za pismem (w którym jakoś dziwnie, chyba ze wstydu, nie wstawiono dokładnego nru roku 2016, tylko jest data bez cyferki: 201-07-29) znajduje się wydruk z telefaksu z kopią pisma poprzedzoną nagłówkiem potwierdzającym dokonanie transmisji.

Dalej (k. 147) moje pismo: „Oświadczam, że zamieszkuję pod adresem […] [ul. W.]. Zostałem poinformowany o konieczności stawiennictwa w tut. prokuraturze na badania psychologiczne. Stawię się po uzyskaniu wezwania” [i podpis]. Brak daty, ale było to pomiędzy kwietniem a październikiem 2016 r. Na piśmie jest pieczątka prokurator prowadzącej potwierdzająca otrzymanie pisma.

Następnie jest pismo z prokuratury do KRP Warszawa I datowane na 4.8.2017 r. z prośbą „o pilne doręczenie za pośrednictwem Policji wezwania dla podejrzanego […] [mój ww. adres] do stawiennictwa w Prokuraturze […] w dniu 23.08.2017 r. godz. 10.30”. Na kolejnej karcie (149) — odnośne wezwanie.

Dalej z datą 22.08.2017 r. pismo p. prokurator do KRP Warszawa I „z prośbą o ustalenie w drodze wywiadu, czy: Piotr Niżyński […] zam. […] przebywa w miejscu zamieszkania [tj. na ul. W.], bądź o sprawdzenie aktualnego miejsca pobytu w/w”. Na kolejnej karcie — jej pismo do ZUS z 8.9.2017 r. z prośbą o podanie miejsca zamieszkania i pismo z tą samą datą do NFZ (Mazowieckiego Oddziału Wojewódzkiego w Warszawie). Na kolejnej — jej wniosek o udostępnienie danych ze zbioru danych osobowych, kierowany do Centrum Personalizacji Dokumentów MSW. Następnie jest odpowiedź z 30.8.2017 r. z KRP I (Kierownik Rewiru Dzielnicowych) informująca, iż pod podanym adresem mieszkania w bloku (przyznaję, że już wtedy nieaktualnym) „pomimo wielokrotnej kontroli nikogo nie zastano. Na pozostawione w drzwiach kartki z prośbą o kontakt nikt nie nawiązał żadnego kontaktu”. Wraz z tym pismem zwrócono list z prokuratury z 4.8.2017 r. oraz jego załącznik (wezwanie).

Dalej, na k. 158, odpowiedź z Centrum Personalizacji Dokumentów MSWiA informująca o braku adresu zameldowania (data wpływu: 26.10.2017) wraz z kopertą (159). Ponadto na k. 160 odpowiedź z NFZ z 15.09.2017 — podano adres zamieszkania przy ul. W. Na k. 161 odpowiedź z ZUS z 15.09.2017 — adres korespondencyjny to adres podanej prokuraturze już w kwietniu 2016 r. skrytki pocztowej (jak najbardziej odbierałem stamtąd listy), a adres „zameldowania” to ten, o którym mowa wyżej, na ul. W. Kolejne pismo jest z Wydziału Prewencji KRP Warszawa I z 21.9.2017 r.: „w toku przeprowadzonych czynności ustalono, że Piotr Niżyński […] nie zamieszkuje pod adresem […] [na ul. W] od roku […] właściciel […] poinformował, że wynajmował lokal w/w, jednakże obecnie nie ma z nim kontaktu, jak również nie zna jego aktualnego miejsca pobytu […] ustalono, że […] nie posiada zameldowania […]” z podpisem Kierownika Rewiru Dzielnicowych i załączonym zwrotem pisma prokuratury z 22.08.2017.

Dnia 28.12.2017, a zatem już prawie dwa lata od poznania mojego adresu korespondencyjnego (skrytki pocztowej), jest nowe zarządzenie pani prokurator o poszukiwaniu podejrzanego w celu ustalenia miejsca jego pobytu, którego odpis zarządzono przesłać do KRP I. Ta z kolei, jak widać na kolejnej karcie, przekazała je do KPP Rypin. Dalej jest koperta i kserokopia wezwania policyjnego datowanego na 01.02.2018 z terminem 12.02.2018.

W dacie 12.02.2018 byłem w sekretariacie tej prokuratury i złożyłem tam pismo, które trafiło do akt, o następującej treści:

Oświadczam, że w dniu dzisiejszym byłem w prokuraturze. Przebywam pod adresem tymczasowego mieszkania na P. […] /zaraz do zmiany — termin umowny/ w W-wie. Mój adres do korespondencji jest ten sam, co wcześniej i z którego wcześniej pocztę odbierałem:

Piotr Niżyński

skrytka pocztowa […]

02—775 Warszawa

Mój nr tel. […]

[podpis]

Następnie jest (wyjaśniająca ww. zdarzenie) odpowiedź z KPP Rypin, że rzekomo „zostało ustalone” moje miejsce pobytu — na ul. W., podano także nr tel. Zapewne to znowu w wyniku legitymowania, w Warszawie, na tle bezprawnej obserwacji radarowo-podsłuchowej. „Piotr Niżyński otrzymał wezwanie do stawiennictwa w Waszej prokuraturze w dniu 12.02.2018 r. godz. 10.00”, „poszukiwania zostają zakończone”. Rzecz w tym, że w ww. dacie z kolei na miejscu nie było pani prokurator ani nie czekał na mnie żaden biegły.

Dalej (k. 170) jest „notatka urzędowa” z 10.04.2018: prokuratorka skontaktowała się ze mną telefonicznie, podała, że oświadczyłem jej (zgodnie z prawdą), że obecnie mieszkam w hostelach po 3—4 dni i przenoszę się [co rusz z jednego do drugiego] i że adres, pod którym mogę odbierać korespondencję, to — adres przy ul. W. [odbierałem wtedy listy bez awizo poprzez regularne odpytywanie poczty] lub (znany im od 2 lat) adres skrytki pocztowej. Cóż za nowość! Na koniec: „Piotr Niżyński zobowiązał się do stawiennictwa w tut. Prokuraturze w dn. 13.04.2018 r. o godz. 1200”. Pieczątka i podpis prokuratorki.

3.12. Pismo „wyjaśnienia podejrzanego” z lutego 2018 r.

Sformułowane w punktach pismo, noszące w nagłówku adres mojej skrytki pocztowej, datowane było na 8.2.2018 r. i miało treść zaprezentowaną poniżej. Bodajże nie byłem wtedy jeszcze zaznajomiony z aktami, z tym, co tutaj pokazano w rozdziale 2; nigdy tego nie czytałem. Wyróżnienia w formatowaniu tekstu — jak w oryginale.


1. Z pomocą pewnych „doradców” sporządziłem niniejsze pismo i przedkładam je do włączenia do akt, w uzupełnieniu moich wyjaśnień.

2. Przede wszystkim w pierwszej kolejności sprzeciwiam się nierespektowaniu art. 74 §1 Kodeksu postępowania karnego, a także ewentualnemu zamawianiu psychologów po to, by mnie kompromitowali lub by nakłaniali do przedstawienia, kto kierował pojazdem pod rygorem uznania, że kierowałem nim ja. Domagam się respektowania art. 74 §1 KPK. Przedstawienie tożsamości kierowcy byłoby w istocie przedstawianiem dowodu, który jest dowodem także na moją własną obronę (a do tego nie mogę być zobowiązany, jak głosi ww. przepis).

3. Art. 239 §1 KK o odpowiedzialności za udaremnianie postępowania karnego nie ma zastosowania. Nawet, gdyby dotyczył on przestępstwa popełnianego przez zaniechanie, to i tak zastosowanie ma to, co napisałem powyżej, o tym, że nie istnieje odnośny obowiązek prawny; w związku z tym nie mogłem też go zaniechać, skoro on w ogóle nie istnieje. Ponadto ciężar dowodu spoczywa na oskarżycielu. Jeśli twierdzi on, że zachodzi naruszenie ww. przepisu definiującego przestępstwo, to wykluczona dowodami musiałaby być przy tym okoliczność (dosyć często spotykany kontratyp) z art. 239 §2 KK, by można było przypisywać karalne utrudnianie śledztwa. Inaczej działa przecież zasada in dubio pro reo.

4. Informuję, że podtrzymuję moje dotychczasowe wyjaśnienia, te z 2012—2013 r.

5. Informuję, że w niniejszej sprawie kłamcą jest E. P. oraz „jej” szpital, o ile twierdzą, że występował rozstrój zdrowia; ponadto kłamie przesłuchana osoba (czy osoby), która jechała dookoła mnie, bo jest właśnie z tej grupy przestępczej, która wywołała wypadek. Ich udział w zmowie zmierzającej do przestępstwa jest aktywny, a P. ze szpitalem — bierny, pasywny. Celowo też, żeby mnie albo memu kierowcy zaszkodzić, pchała się ta P. w kierunku jezdni, żeby mieć jakiś związek z kolizją, która ma nastąpić. Wyjaśnię to w punktach w końcowej części dokumentu, dokładnie opisując przebieg zdarzenia.

Wygląda to tutaj na szeroko zakrojoną aferę, no ale po prostu w taki sposób się działa, gdy się ma aż takie możliwości, że się jest np. premierem, prymasem czy inną ważną figurą, gdy jest się w towarzystwie, które z państwa zrobiło sobie stolik do brydża, a jako środka komunikacyjnego w tych bandyckich ustaleniach używa Facebooka, zaś metodą wpływu na wszystko są naciski fiskalne i nielegalne układy skarbowe co do niepłacenia podatków.

6. Nie mam zamiaru wkopywać osób z mojego bliskiego środowiska. Nie będę podawał, kto za kierowanie pojazdu w czasie wypadku był odpowiedzialny. Trzeba jednakże mieć na uwadze, że od czasu nabycia przeze mnie samochodu w październiku-listopadzie 2012 r. zazwyczaj nie ja byłem za kółkiem.

7. Zapewniam też i przysięgam: pojazd w chwili zderzenia się ze słupkiem jechał wyjątkowo powoli, tzn. z prędkością rzędu 20—30 km/h. Jest to właściwa prędkość jechania po mieście zimą w warunkach zaludnionych ulic śródmieścia i potencjalnie śliskich jezdni. Nie rozumiem więc, w czym wina choćby w postaci nieumyślnej, w postaci nieostrożności.

8. Z tego, co się zorientowałem, to wypadek był spowodowany poślizgiem. Poślizg ten nie był przypadkowy, tylko był bardzo mocny (nie do okiełznania po wjechaniu) i spowodowany prawie na pewno tym, że ktoś go zorganizował. Nie było możliwości kierowania pojazdem. To się normalnie nie zdarza (natomiast zdarza się jako metoda zabijania w grupie przestępczej, np. tak zabito Agnieszkę P. z jej chłopakiem, urodzoną 1. stycznia1986 r., zmarłą w 2003 r.; tak też wywołano poślizg sędziemu TK Lechowi Morawskiemu, gdy jeszcze nie był sędzią, kiedy to kierowca, z którym się bodajże zderzył, miał inicjały AP; tak zabito polityka Bronisława Geremka; tak zabito posła Wójcikowskiego; siostry zakonne służki na przełomie 2016 i 2017 r., o czym informowały mass media; miał miejsce też taki „niewidzialny” atak w latach 90-tych na moją matkę, a także później w roku 2012 mnie coś takiego organizowano kilka razy, aczkolwiek bez żadnego konkretnego wypadku, gdy jeździłem za granicą, później zaś w Warszawie mojemu kierowcy). Po prostu taka „siła wyższa” ze strony jezdni i poślizgu jest normalnie sprzeczna z prawami fizyki przy takiej ciężkości pojazdu. Wynika to stąd, że jezdnie na ulicach, na których jest tak duży ruch, jak na Nowowiejskiej, nie są praktycznie w ogóle oblodzone. Nawet zaś, gdyby był lód na mało uczęszczanej jezdni, to mógłby być tylko lokalnie, w małym miejscu, a zatem niezbyt wpływając na koła, bez trwałego efektu (bo na koła on może przejść, uczepić się ich tylko jako woda) — po czym zaraz opuszczające takie lokalne miejsce poślizgu koła znowu mogłyby się bez problemu zatrzymać; bo czemu nie, skoro tarcie jezdni już dalej byłoby normalne. Nie ma przecież jezdni całych w lodzie. Jest to argumentacja przekonująca każdego normalnego człowieka, że o ile przyczyną zderzenia był poślizg, to ktoś go najprawdopodobniej wywołał. Zaś trudno o inną zrozumiałą i prawdopodobną przyczynę takiego zderzenia niż poślizg. Jestem osobą, która zdała egzamin na prawo jazdy, jakkolwiek robiono w tej sprawie różne przekręty i zdarzało się niesłuszne traktowanie (powód: nagonka państwowa). Przejechałem też trochę trasy w kraju i za granicą, setki kilometrów między Warszawą a Wrocławiem, kolejne setki czy nawet więcej w Meksyku, łącznie tysiące kilometrów. Jakieś tam dane na te tematy na pewno da się znaleźć.

9. To na oskarżycielu spoczywa ciężar dowodu tego, że doszło choćby do „nieumyślnego spowodowania” wypadku.

Pod pojęciem tym kryje się takie działanie lub zaniechanie, wskutek którego nastąpił wypadek-utrata zdrowia i które wynika z niezachowania ostrożności (zasad bezpieczeństwa) wymaganej w danych okolicznościach wobec faktu, że zarazem możliwość nastąpienia wypadku co najmniej można było przewidzieć.

Powyższe jest po prostu rozwinięciem definicji z podnoszonego paragrafu karnego [tj. art. 177] o definicję winy nieumyślnej.

10. Widać więc, że samo wjechanie w słupek to zbyt ogólnikowy zarzut i brzmi on jak jakaś teoria o działaniu umyślnym (chciał wjechać — wjechał: to proste), do czego w ogóle nie ma podstawy w faktach. Nikt tu umyślnie nie wjechał w słupek. Zaś wjechanie w niego z powodu jakiegoś niewłaściwego zadziałania pojazdu nie dowodzi winy. Brakująca tutaj w dowodzie okoliczność dotyczy tego, na ile zachowanie pojazdu było potencjalnie pod kontrolą kierowcy. Zazwyczaj tak jest, ale można też zorganizować takie okoliczności, np. olej na jezdni (wylewający się z pojazdu z przodu), że tak już nie jest.

Powtórzę, że prawdziwa odpowiedź na pytanie, co się stało w istocie, że wjechano w słupek, to to, że wypadek temu samochodowi spowodowano z zewnątrz pojazdu (zapewne winny jest ktoś z przodu, komu się olej wylewał) — to jest znana metoda nawet zabijania w grupie przestępczej związanej z tzw. telewizją.

Uczciwy prokurator musi wpierw rozliczyć się z możliwości spowodowania wypadku przez kogoś spoza pojazdu, wykluczyć ją dowodami przeciwnymi, a więc na winę kogoś w środku pojazdu, żeby móc temu ostatniemu przypisywać winę choćby za czyn zabroniony, nawet nie przestępstwo. Najprostszy, oczywisty sposób sprostania temu rygorowi to po prostu dowodzenie konkretnych, poszczególnych okoliczności podanych w definicji z punktu 9.

11. [akapit niniejszy jest w ramce narysowanej pomarańczowym flamastrem] W sprawie niniejszej prokurator nie udowodnił żadnego konkretnego czyjegoś zadziałania lub niezadziałania, które by wynikało z niezachowania jakiejś konkretnie wyrażonej zasady ostrożności lub bezpieczeństwa ani też nie udowodnił tego, że zarazem możliwość nastąpienia takiego wypadku można było przewidzieć.

To właśnie jest wymagane przez UCZCIWY sąd (prokurator może liczy na co innego, ciekawe, czemu): wykazanie konkretnego czyjegoś zadziałania lub niezadziałania, które by wynikało z niezachowania jakiejś konkretnie wyrażonej zasady ostrożności, a także tego, że możliwość nastąpienia danej karalnej sytuacji (tutaj: ta poważna utrata zdrowia, za pośrednictwem tego totalnego poślizgu) można było przewidzieć.

Być może bowiem jest tak, że kierowca pojazdu robił wszystko prawidłowo i powinien być „bez zarzutu”. Za to kto inny mu spowodował problem, np. ktoś z przodu przed samochodem. [mniejszym drukiem:] Takie opcje trzeba wyeliminować, jeśli się przypisuje jakąkolwiek winę co do sprawstwa wypadku/utraty zdrowia. Wręcz z przedstawionych tu w punkcie 7 rozważań, opartych na elementarnej wiedzy i doświadczeniu życiowym, wynika, że właśnie raczej nie można było przewidzieć takiego zachowania się pojazdu, bo to nie jest normalne. W dodatku wjechanie w sam słupek, który jest odległy od ludzi, raczej nie nasuwa skojarzeń ze złamaniem nogi i trudno uczciwie mówić, że to się daje przewidzieć, o ile nie wjeżdża się po prostu na samego człowieka.

12. To, że pojazd wjechał w słupek, wynikało jak mi wiadomo z tego, że nie dało się go już zatrzymać ze względu na zupełnie nie dający się kontrolować poślizg, a zarazem przez ulicę przechodzili ludzie. Nie wchodziło w grę kontrolowanie pojazdu tak, by przestał jechać, można było go co najwyżej skierować w inną stronę. Skierowanie auta nieco tylko w bok na słupki mocno wmurowane w ziemię, połączone z hamowaniem pulsacyjnym, było jedyną możliwością minimalizacji szkody. Myślę więc, że kierowca postąpił właściwie.

13. Prokurator nie może dowodzić na zasadzie domniemania, które podlega obaleniu. To trochę tak, jak w Ewangelii, bo nie można dwóm bogom służyć: Bogu i mamonie. W postępowaniu karnym jest domniemanie niewinności oskarżonego. Ono więc wyznacza ramy dla tego postępowania. Nie ma więc miejsca na inne domniemania konfliktujące z tym. Błędem rażącym jest więc dowód tzw. prima facie co do sprawcy — dowód nie wykazujący swej okoliczności dowodzonej w sposób pewny, a jedynie taki wstępny dowód, który dopiero podlega obaleniu. Innymi słowy: domniemanie na zasadzie „ten człowiek to popełnił, bo trafiono na niego za kierownicą już po wypadku, gdy wskutek interwencji innych osób, a więc m.in. straży akademickiej Politechniki Warszawskiej, a także ŻW, informowano go o problemie, o zatrzymaniu, o Policji; on na pewno doprowadził do wypadku, bo na końcu to na niego trafiono [albo: bo na niego było to auto] — chyba że udowodni coś przeciwnego”. Przecież między chwilą wypadku (kiedy to ktoś, kto podobno „wypadek” ten widział, kierował przecież wzrok w stronę słupka czy też dziewczyny E. P. i na nich się skupiał) a przyczepianiem się ludzi do pojazdu, w którym był już wtedy tylko Piotr Niżyński, minęło trochę czasu. (Zaledwie sekundy trwa ucieczka poprzedniego kierowcy.) Otóż to jest właśnie ten czas, odnośnie którego konieczny byłby świadek co do faktu zmiany, o której mowa w mych dotychczasowych wyjaśnieniach z prowadzonego u Państwa postępowania, albo co do jej braku. Natomiast nie można domniemywać, że tego nie było w sprzeczności z domniemaniem niewinności. Ogólnikowe informacje, jak np. to, na kogo pojazd był zarejestrowany, nie odpowiadają na ww. pytanie.

W skrócie: nie może być tak, że nie ma w sprawie dowodu na sprawstwo konkretnej osoby, ale zastąpi je jakiś psycholog tym, że ufa, iż któraś z osób kłamie. To jest hochsztaplerstwo prawne a nie żadne dowodzenie, wypełnienie luki dowodowej.

Pojazdem typowo kierował kto inny z powodu mojej podobno schizofrenii. W każdym razie było problematycznie. Ja nie przepadam za kierowaniem pojazdami w sytuacji, gdy rozpraszają mnie różne dźwięki itd., a tak jest. To nie jest tak zupełnie bezpieczne, zwłaszcza wobec faktu, że mnie jak widać prześladują, skoro takie dziwaczne rzeczy się zdarzają (kierowca traci kontrolę). Aczkolwiek nie znaczy to, że jeździć nie umiem, że nie nadaję się do kierowania, nie udaje mi się to lub że prawo jazdy jest w ogóle czymś niepotrzebnym. To są pomówienia, tezy naruszające moje dobre imię czy choćby po prostu sprzeczne z prawdą. Obecnie są chyba jakieś dodatkowe uzupełniające kursy czy raczej testy po roku jazdy czy coś takiego, w ten sposób się to załatwia, bo wprowadzono nowe przepisy, pod które ja bym podlegał. Ale nie od razu na zasadzie, że się nie nadaję, to byłoby pomówienie. Po prostu wolałem tego unikać bezpośrednio po wyjściu ze szpitala.

15. Odnośnie ostatnich czynności śledczych podkreślam, że nie ukrywam się przed prokuraturą.

16. Moja nieobecność na badaniu wyznaczonym na dzień 14.08.2016 r. (p. zał. 1) wynikała z tego, że dzień ten przypadał na niedzielę, co jest niezwykłe, mnie natomiast wydawało się, że ten dzień „będzie w poniedziałek”. Gdy w niedzielę po południu zainteresowałem się godziną, o której mam być w prokuraturze nazajutrz, termin już upłynął. Przed nastaniem weekendu dzień wydawał się nieodległy, „tuż tuż”, tylko po prostu nie wpadłem na to, że to nie w poniedziałek, lecz właśnie w weekend, ba, nawet w samą niedzielę. A zatem w piątek dwa dni pomyliły mi się z trzema. Łatwo to przeoczyć, miała miejsce bardzo rzadka sytuacja.

17. Wbrew mylnemu rozumieniu manewru odjechania na plac parkingowy Politechniki Warszawskiej — nigdy nie uciekałem przed żadną odpowiedzialnością karną. Przede wszystkim jej nie podlegałem. Nie tylko z powodu tego, że nie ja kierowałem, ale i z innych znanych nam a także ujawnionych w sprawie przyczyn odpowiedzialność taka byłaby istotnie wątpliwa. Przede wszystkim rozumienie takie, jak wyżej, byłoby złym odczytywaniem intencji. Prawo uczy, że „»zbiec«, »uciec« z miejsca zdarzenia” oznacza oddalić się w zamiarze uniknięcia odpowiedzialności karnej (p. np. bodajże orzecznictwo SN). Gdy się jest w okolicach placu Politechniki, a zwłaszcza tuż przed nim patrząc od strony skrzyżowania z Waryńskiego, to nie ma sensu tam zostawiać pojazdu, ponieważ po lewej stronie są słupki (w które właśnie można wjechać i to był bodajże ten problem, którego się dopatruje prokuratura), a nie ma natomiast żadnego pobocza; jest jeden pas, a zaraz za nim rondo. Byłoby to więc zastawienie pasa i tamowanie ruchu. Uważa się to za nielegalne, kolidujące z kodeksem wykroczeń, szkodzące innym uczestnikom. Lepszym rozwiązaniem jest odjechać na pobliskie miejsce przeznaczone do parkowania pojazdów i stamtąd ewentualnie podlegać jakiejś odpowiedzialności, jeśli ktoś jej sobie życzy i dostrzega podstawy.

Jednak, co ważniejsze, ja pierwsze słyszę, by były wtedy jakieś podstawy do odpowiedzialności. Sprawa wyglądała nieco strasznie, ale tam nie było winy, bo tej dziewczynie nic nie mogło się stać. Pierwszy raz słyszę o możliwości poważnego problemu dziewczyny po tym, co ją spotkało, od Policji i prokuratury. To nie było wcale jasne. Prawie na pewno też sfałszowali to w szpitalu.

18. Byłoby z mej strony możliwe poddanie się badaniu wykrywaczem kłamstw, z tym, że aby to nastąpiło w sposób kodeksowy pomieszczenie, w którym odbywa się badanie, musiałoby cechować się brakiem dźwięków rozbrzmiewających za sprawą zabudowanych zautomatyzowanych telefonów z programem do odtwarzania specyficznego podsłuchowego radia. Tego zaś jakoś nie ma, jest dosyć głośno wszędzie w budynkach. Jak na razie wszędzie w pomieszczeniach prokuratury, szpitali, różnych ośrodków i innych miejsc publicznych jest taki dźwięk szeptania zawsze wtedy, gdy ja jestem w okolicy. To jest jakaś korupcja związana z niepłaceniem podatków uzgodnionym z rządem. Nieruchomości po przebudowie, z dodaną elektroniczną zabudowaną instalacją.

19. Prokuratura powinna raczej ścigać lekarzy, bo doszło do takiej sytuacji, że ta dziewczyna upadła na ziemię teatralnym gestem dopiero 1 sekundę po tym, jak przejechał jej — po jej stopie zaledwie — sam koniec słupka. To jest fakt pewny, który sam nawet zauważyłem. Szpital pewnie sfałszował tę sprawę. Są takie sprawy, że szpitale podobno fałszują dokumentację, np. są sprawy beatyfikacji, jakiś był u nas minister od spraw szpitali (i leków) z dziwnie trafnym do tej funkcji nazwiskiem Religa, znany ateista, który nawet wywiady udzielał, jak to z wiekiem jest ateistą coraz bardziej. Jarosław Kaczyński zaś opowiadał mniej więcej wtedy, jak to „cudów nie ma” (zresztą powtarzał to nieraz), „to tylko Platforma Obywatelska Polskę mami wizją cudu” (gospodarczego chyba). Oczywiście to tylko plotka, zasłyszałem to. Ale wydaje się trochę uprawdopodobnione czy też możliwe. Również podejrzane jest, że tam ŻW przyjechała, co się kojarzy z Tuskiem (np. czasy Euro 2012, gdy wykorzystywano ŻW do spraw cywilnych, czy sprawa smoleńska — Tusk to był nawet oficjalnie pan od wyznaczania zadań i priorytetów ŻW, można było posłuchać teorii na te tematy, czym to oni się zajmować powinni czy np. przeciwnie, czego nie przeciągać). Jakaś informacja o przyjmowaniu narkotyków to też nieprawda, a wychodziło to na urządzeniu z KSP. Uprzejmie proszę więc o ograniczone zaufanie do danych podsyłanych z wewnątrz państwa, skoro jestem prześladowany w ten sposób, że gdzie nie pójdę, to gra bardzo męczący dźwięk szeptań. To jest właśnie rynsztokowy poziom, w jakim znajduje się nasze państwo, wszyscy to wiemy i tyle, nie potrzeba więcej komentowania poziomu polityki oraz rzekomego jej „nadzoru” ze strony mass mediów.

20. Nie życzę sobie pomawiania mnie o jakiekolwiek sprawstwo. To byłoby też ewentualnie naruszenie cywilne ze strony Skarbu Państwa — dla mnie dobre imię jest bardzo poważne, to jest podstawa, jako że planuję działalność polityczną. Tymczasem ustawy bardzo często powołują się na nieskazitelność i niekaralność czy np. brak pewnego rodzaju skazań jako podstawę do pełnienia określonych funkcji (choćby np. prezesa spółki, a jestem takim prezesem, mianowicie xp.pl sp. z o. o.). W temacie sprawstwa patrz wcześniejsze wyjaśnienia, w całości tutaj podtrzymane.

21. Nie życzę sobie wyciągania wniosków sprzecznych z wyjaśnieniami złożonymi w prokuraturze z informacji wyszukiwanych w Internecie, skądinąd także prawdziwych.

22. W niniejszej sprawie na pewno, jeśli mówią o złamaniu nogi, kłamie E. P. i jej szpital. Tak naprawdę nic tej dziewczynie się nie stało, bo stać się nie mogło w takiej sytuacji, w świetle tego, co realnie nastąpiło, tj. ucisku na koniec stopy. Nie wiem, jak to mogłoby coś powodować, np. jakieś odchylenie kolana tak mocne, że aż łamiące nogę, będące gwałtem organizmu na samym sobie. To nie ma żadnego sensu. Jej słupek tylko po krańcu stopy w miarę szybko przejechał, a ta zorientowała się co do tego po sekundzie, a jeszcze później leżała (wskutek gestu omdlenia). Specjalnie też pewnie znalazła się ta osoba na tym miejscu o tej porze, a właściwie to wręcz wyczekiwała mnie i tego samochodu, specjalnie tym się interesując i przechadzając się w okolicy, dopóki nie będę tuż obok. Zarazem media typu RMF Maxx grały wtedy swoje piosenki w rodzaju zwłaszcza „We’ll cross that great divide” (dosłownie 2 minuty przed sprawą), które operator podsłuchu w telewizji przy pomocy szeptów (to pewnie akumulator samochodu je grał, miał coś wbudowane w siebie, powszechna chyba nawet obecnie sprawa) przerobił przekazem podprogowym na „You’ll cross that man” (przejedziesz tego człowieka) itd. To właśnie dlatego ta dziewczyna tam była, traciła czas, bo miała mnie wrobić i to stanowiło wtedy jej główne zainteresowanie, powód, dlaczego się kręciła w okolicy pewnie od 15 minut (swoją drogą może ma jeszcze na to inną, normalniejszą wymówkę). Przyczyną tego wrobienia mnie jest istnienie grupy skarbowej, zajmującej się też polityką a mającej chyba korzenie w papiestwie (ja sam jestem powiązany z rzymską tematyką w ten sposób, że moja data urodzenia to data urodzenia prezydenta Włoch Pertiniego, który swoją drogą ma nazwisko oparte na literach PTN, które też są skrótem od PioTr Niżyński). (Przy moich urodzinach lekarze chyba zrobili przekręt w szpitalu, jestem podobno z cesarskiego cięcia, jak mówiła mama.) Grupa skarbowa, znana doskonale w prokuraturze i sądzie, bo te organy też nie płaci podatku PIT od dochodów swych prokuratorów, ma przemożny wpływ na przedsiębiorców, a za ich pośrednictwem także na pracowników (takich, jak np. ta P., pewnie wtedy w jakiejś kafejce zatrudniona, a także np. na jej rodziców… trzeba by może jej konta bankowe sprawdzić, wszystkie, jakie miała i mogła mieć, żeby zobaczyć, że pracowała i gdzie pracowała — pewnie w jakiejś kafejce; ewentualnie może to rodzice ją namówili). Ta grupa to potężna władza w gospodarce. Chodzi w niej o niepłacenie podatków w zamian za układ z państwem; konsekwencją tej grupy jest to, że premier ma na wszystko wpływ, ukrywając się za kontami na Facebooku i wyręczając innymi osobami. Ja mam spółkę xp.pl sp. z o.o. zajmującą się dziennikarstwem i wiem o tym poniekąd zawodowo od strony rozpracowywania skandali. Takie absurdy, jak ten ze szpitala, to właśnie przez zły stan polityki i istnienie grupy skarbowej mogą co najwyżej zyskiwać sobie przychylność państwa. Inaczej bowiem nie sposób wyjaśnić, skąd wiadomo o winie — skąd wiadomo o przebiegu zdarzenia. Że był tak[i], iż mógł skutek w postaci złamania nogi [wcześniej nieistniejący (przyp. oryg.)] (dopiero) wywołać. Jeśli przebieg jest dobrze znany dzięki mym wyjaśnieniom niniejszym, to ja podaję, że sprawa była absurdalna, że dziewczynę koniec słupka tylko musnął, a ona przypomniała sobie o potrzebie wywrócenia się czy też uświadomiła ją sobie zauważalnie późno — tak, że widać było, że to aż wynik pracy świadomości był.

23. Zwracam uwagę na przyjechanie ŻW na miejsce, bardzo dziwaczna sytuacja.

24. [pogrubienia to w oryginale brak pogrubienia, a za to szare tło liter:] Zdarzenie przebiegało tak oto: jedynie kulka na górze słupka mającego kształt ściętego stożka (tzn. zwężającego się) prześlizgnęła się po tym, co musiało być zaledwie końcem stopy tej dziewczyny. Następnie po sekundzie, jak już podałem, nie tyle ona leżała, co dopiero (po tym upływie sekundy) zaczęła upadać, jak gdyby opadała z sił, mdlała. Na chodniku była rzędu 1,5 sekundy później. Tymczasem normalny upadek opiera się na sile pchnięcia i działa natychmiast (a więc np. ćwierć sekundy po przejeździe słupka już by leżała). To widać gołym okiem i wiadomo, kiedy jest realna szkoda (uszkodzenie ciała, złamanie nogi może wchodzić w grę), a kiedy jest teatr. Teoria o tym, że od przejechania ważącej może 10 kg kulki na górze słupka po krańcu stopy można złamać nogę, jest naiwna. Przeczy jej doświadczenie życiowe, inteligencja. Bez względu na konfigurację sytuacji to się nie może zdarzyć.

25. [Na marginesie górnym przed tym punktem odręczny dopisek „Zgłaszam wniosek:”. Następnie poniższy fragment pogrubiony i podkreślony zapisany jest wyraźnie powiększoną czcionką, tak, że widać go nawet ze sporej odległości i na pewno nie umknie niczyjej uwadze:] Istnieje też prosty dowód na to, że wypadek był zorganizowany (mianowicie na zasadzie poślizgu), tzn. ktoś specjalnie w to mój (pożyczony) samochód wrobił. Można mianowicie argumentować tak, dzieląc możliwości na 2 przypadki:

a) jeżeli ja dotarłem samochodem do terenów naprzeciwko parkingu Politechniki Warszawskiej, gdzie ostatecznie zatrzymało mnie ŻW (w ogóle same dziwne postaci w tej sprawie są, jakże tym incydentem zainteresowane), w przeciągu ok. minuty (60 sekund) od zderzenia ze słupkiem (przy Nowowiejskiej 7, tj. przy skrzyżowaniu Nowowiejskiej z Polną), jak twierdzę, to proszę odpowiedzieć: jak to możliwe, że pracownik Straży Akademickiej Politechniki Warszawskiej wiedział już wtedy o wypadku? A wiedział, na mój widok mówił, że na pewno coś się stało, trzeba czekać na Policję itd. Przecież tak błyskawiczny obieg informacji trudno wyjaśnić. To raczej wynikało stąd, że on już z góry wiedział, że gdy przyjadę, będzie już po wypadku — później mu co najwyżej to potwierdzono. Tłumaczył mi się on wtedy, że wie to, bo dostał jakiś telefon od straży, że był wypadek. Bardzo to dziwne, że tak szybko wszystko wiadomo, że jest taki obieg informacji. To chyba niemożliwe. Może już wcześniej po prostu się na to zanosiło.

b) jeżeli natomiast więcej niż minuta minęła od zderzenia do parkowania w okolicach przed bramą Politechniki (tzn. tuż za rondem i placem, które są tuż za wspomnianym skrzyżowaniem Nowowiejskiej z Polną), to przecież już na pewno nie sposób robić ze mnie uciekiniera. Znaczyłoby to bowiem, że całe minuty (np. 3—4 minuty) wcześniej — przed tym podjechaniem na Politechnikę — byłem gdzieś wcześniej, jeszcze w okolicach miejsca wypadku. Nie będąc od niego z dala. Tam zresztą nie ma się gdzie zatrzymać, proszę brać na to poprawkę. A zatem nie byłbym uciekinierem, lecz kimś, kto tam był dalej.

26. Powtórzę, że i tak nie jestem uciekinierem, bo to nie ja kierowałem podczas zdarzenia. Zła jazda pojazdu była w dodatku wywołana działalnością wroga zewnętrznego, a ponadto szkoda dla zdrowia dziewczyny i tak była — jak gołym okiem każdy mógłby zauważyć i przydałoby się to z uczciwości przyznać — zupełnie iluzoryczna.

27. Na koniec bardzo prosiłbym o wzięcie sobie przysłowiowo „do serca” zwłaszcza wyjaśnień z punktów 7—12, w tym przede wszystkim: z punktu 11. Przecież punkt 11 dla każdego uczciwego fachowca od spraw karnych powinien dyskwalifikować tę sprawę — choćby nawet dla niepoznaki zorganizowano ileś spraw podobnych, na podobnie rażąco niepełnym materiale dowodowym, gdzie jedynie zgaduje się, że ktoś coś zrobił nieprawidłowo.

Wjechanie w słupek to nie przestępstwo ani czyn zabroniony (do tego trzeba by to sprowadzić do rzeczy, o których mowa w punkcie 9 — no chyba że o jakichś dwóch różnych systemach prawnych mówimy, zupełnie nie ma zrozumienia). Problemem jest spowodowanie rozstroju zdrowia, aczkolwiek nieumyślnie. Nieumyślność ta, zgodnie z definicją kodeksową, dotyczyć ma oczywiście co najwyżej przepisów ruchu drogowego, a sam czyn sprowadzać się musi do konkretnych zawinionych nielegalnych działań czy być może zaniechań (w których tkwi „powodowanie”).

28. Moja matka też jest prześladowana, też jej kiedyś zrobiono taki poślizg, wyrzucono ją z pracy na uczelni państwowej, teraz się ją niesłusznie trzyma w szpitalu, chociaż zawsze była normalna. To są prześladowania chyba za imię i nazwisko i związane z jakimiś układami polityczno-kościelnymi opartymi na przestępstwie, na sprawie kryminalnej i podsłuchowej, w którą zamieszana jest jak się typowo uważa Telewizja Polska. (Piszę, że „typowo”, bo słyszał o tym praktycznie każdy przedsiębiorca, a w Warszawie wiele i chyba nawet większość rodzin ma jakiegoś przedsiębiorcę, nawet nie wśród krewnych dalekich.)

29. Mam nagrania wideo, jak prześladowano mnie za granicą, widać tam mnie i śledzące, ganiające za mną po całych ulicach taksówki, np. pod moim hotelem. To nie jest „brak problemu” i „bycie zupełnie szarą zwykłą osobą”. Bez względu zaś na to nie można nieuczciwie oceniać dowodów i być z siebie dumnym, ja bym się czuł bardzo pokrzywdzony takim przypisywaniem np. w sądzie, wydawaniem orzeczeń niezgodnych z prawem, jak to się mówi w żargonie prawniczym odnośnie odszkodowań od Skarbu Państwa.


Bardzo byłbym wdzięczny, gdyby już przeciwko mnie nie występowano i nie przychylano się do nonsensów o mojej winie i o tym, co z nią zrobić.

To, że nie ma odpowiedzialności za przestępstwo, jest oczywiste, natomiast bardzo niesprawiedliwe byłoby traktowanie mnie jako sprawcy czynu zabronionego w sytuacji, w której czyn ten popełnia się [tj.: musiałby być popełniony (przyp. tut.)] koniecznie w sposób taki, jak tu opisany w punkcie 9.

[podpis]

[do pisma załączyłem wezwanie na 14.08.2016]

3.13. Opinia sądowo-psychologiczna

sygn. akt PR 2 Ds. 3.2013.HL Warszawa, 1.05.2018 r.


OPINIA SĄDOWO-PSYCHOLOGICZNA


Dokument zawiera wstęp oraz 7 nagłówków zaopatrzonych w tytuły i numerowanych cyframi rzymskimi. Ponieważ nie jest on istotny dla sprawy, a nadto ktoś mógłby jego treść uznać za mającą wartość „twórczą” i dlatego podlegającą pod prawo autorskie (zresztą opinia ma aż 7 stron, k. 177—183), poniżej tylko skrótowe informacje. Nadmieniam, że autor będący biegłym psychologiem ma nazwisko takie, jak pewien najwyraźniej zamordowany kilka lat później w stosunkowo młodym wieku psychiatra, a w dodatku nazwisko to nosi również ulica, na której kilka lat wcześniej wynajmowałem dom, z czego potem wynikły problemy. Najprawdopodobniej ani to przypadek, ani sytuacja braku zainteresowania rządu tą sprawą.

Wstęp informuje o podstawie wydania opinii (postanowienie prokuratora), dacie badania i osobie badanego, autorze opinii. Pod nagłówkiem „I. Dane z postanowienia” znajduje się wymienienie rzeczy przytoczonych w tej książce w podrozdziale 3.10 o postanowieniu o powołaniu biegłego psychologa, tj. zwłaszcza tematu opinii. Pod nagłówkiem „II. Dane z akt sprawy” poinformowano o prowadzeniu sprawy przeciwko mnie i o tym, że policjant nazywa mnie sprawcą, szeroko zacytowane zostało również jego zeznanie. Dalej też wzmianka o zawartych w protokole zatrzymania informacjach: że się „przyznałem” do „spowodowania” wypadku drogowego oraz że (co, jak podano, rzekomo pada również w protokole przesłuchania) jestem zdrowy i nie przyjmuję środków odurzających ani leków. Przytoczono kwotę oszczędności oraz nieprzyznawanie się do popełnienia czynu i negowanie szkody na zdrowiu E. P., „ucieczki” z miejsca zdarzenia oraz kolizji na rondzie. Przytoczono też inne wyjaśnienia podane przeze mnie w tym protokole (jest on oczywiście w tym zakresie wyczerpująco zrelacjonowany w podrozdz. 3.3, więc czytelnik spodziewa się, o co może tu chodzić), zacytowano słowa mego ojca, notatkę urzędową z 10.04.2018 (patrz podrozdz. 3.11) — w efekcie cytat z mego ojca, iż mam podejrzenia, że jestem szpiegowany, śledzony (…), zbiega się z sąsiadującym z nim cytatem o tym, że mieszkam w hostelach po 3—4 dni i przenoszę się — następnie jest też bardzo obszernie cytowane pismo z lutego 2018 r. (vide 3.12). Dalej następuje nagłówek „III. Dane z opiniowania” — same tylko cytaty. Dalej: nagłówek „IV. Dane z wywiadu”. Podobno potwierdziłem, że „wyprowadziłem się z mieszkania wynajętego i od kilku tygodni mieszkam w hostelach, jednorazowo biorę wtedy nocleg na 4 dni — wtedy nie trzeba płacić kaucji”. Odnotowano brak pracy i życie z oszczędności. Pytany wyjaśniłem też, że byłem zarejestrowany jako bezrobotny, ale potem przez zapomnienie nie przyszedłem na spotkanie i karnie mnie wyrejestrowano. Parę informacji ogólnych (wykształcenie, jak szła nauka w szkole, stan cywilny, brak bliskich, kontakty z rodziną — rzadkie, informacja o spółce, zarobki, spore sukcesy biznesowe w latach 2008—2012, proces z powództwa mojej spółki, „myślę, że nie mam chorób przewlekłych”, dopytywany — „może ktoś mógłby to kwestionować — skoro ktoś mi rozpoznał zaburzenia psychotyczne”, aktualnie nie odczuwam potrzeby leczenia, „ukończyłem studia, dobrze funkcjonuje moja spółka, więc myślę, że opieka lekarska nie jest mi potrzebna”).

Cytowano moje słowa o leczeniu w Nowej Zelandii: „tam było to podejrzane — że przecież nie wybiera się jednego pasażera, żeby go sprawdzać, a to mnie wybrał sobie urzędnik imigracyjny, zaczął mnie przesłuchiwać — przekazał mnie w efekcie Policji… i tak ja tam trafiłem do szpitala”, „po szpitalu ja nie miałem żadnych takich rzeczy, żebym przyjmował narkotyki, silne leki”. Dalej o Polsce: „w Polsce — też zamknięto mnie, niezgodnie z prawem… zamknięto mnie za to, że uderzyłem jakąś osobę przy wejściu do centrum handlowego”, „ja uważam, że te decyzje nie były właściwe”.

Zacytowano moją wypowiedź (dotyczącą zjawiska społecznego związanego zapewne zwłaszcza z podatkową „korupcją” podsłuchową u pracodawców): „nie wiem, czy pan nie ma też takich obserwacji, że nachodzi pana tak ze 170 osób ze słuchaweczkami, w przeciągu krótkiego czasu”, „ja mam to nagrane, na nagraniach z 2012 r.”; „poza tym — mnóstwo osób przy mnie kaszle, należy się zastanowić, jak to się stało… to jest taka sprawa, o której można było słyszeć — że ktoś ma możliwości śledzić jakieś obiekty, udawać… ja wtedy miałem takie właśnie aspekty” (tak napisano, ale cytat to niewątpliwie raczej niedokładny i deformujący wypowiedź, w sposób tendencyjny nakierowany na to, by brzmiała nonsensownie; ja tak nieskładnie się nie wypowiadam). Pada tam dalej też cytat dotyczący tego, czy nie odczuwam obecnie potrzeby spotkania z lekarzem — „ja radzę sobie finansowo, nie mam jakichś otamowań — jak to było pomówione”, „pisali o mnie bardzo nieprzychylnie, na przykład, że halucynowałem”, dalej o tym, że byłem na badaniach prywatnie, że ewentualnie dopuszczam możliwość czegoś podobnego do schizofrenii, tj. jakichś „psychotycznych” jak to pada w cytacie zaburzeń, ale koniec końców myślę, że „w tym 2016 r. — pod względem chorób psychicznych i innych — nie mam sobie nic do zarzucenia” (uprzedzam, że dalej w aktach będą 3 orzeczenia prywatne z tamtego roku z 3 kolejnych miesięcy, od zwykłego lekarza, dra n. med. i od profesora, z których żadne nie stwierdziło objawów zaburzeń psychicznych). Padają ponawiane ogólniki, które już były, jak gdyby duplikat wcześniejszych rzeczy. O wypadku: „była taka sytuacja, że trafiłem — będąc w samochodzie — na śliską jezdnię, samochód się ślizgał — i wjechał w słupek. Żandarmeria Wojskowa wtedy mnie kontrolowała… chociaż w samym momencie wypadku ja nie prowadziłem samochodu”, „doszło wtedy do pewnej zmiany” (konsekwentna linia obrony, por. cytat podany w rozdz. 3.7).

Pod nagłówkiem „V. Dane z dołączonej dokumentacji” cytowana jest karta informacyjna z Drewnicy. Pod nagłówkiem „VI. Stan psychiczny badanego” informuje się, że byłem całkowicie poprawnie zorientowany auto- i allopsychicznie (tj. odnośnie siebie samego i sytuacji zewnętrznej). Brak podstaw do stwierdzenia zaburzeń świadomości, kontakt werbalny poprawny, składnia poprawna, ale moje wypowiedzi rzekomo często były „ksobne”, „wielkościowe” (odnotowano też, że uważam się za prześladowanego). Podobno brak u mnie w tym krytycyzmu, „nie reagowałem” jakoby na próby kwestionowania moich tez, które jakoby były (nieco dalej nazwano to też „sztywnością poznawczą”). Niezbyt mogę to potwierdzić; myślę też, że mam usposobienie polemiczne i gdyby rzeczywiście protestowano przeciwko moim słowom, to argumentowałbym dalej na ich rzecz. Co do mego stosunku do hospitalizacji w 2012 r. cechuje mnie „zupełny brak krytycyzmu chorobowego”. Afekt mój nazwano tutaj łaskawie nie „bladym”, a jedynie „słabo zmodulowanym”, odnotowano „wyrównany” napęd psychomotoryczny, czyli generalnie jak ja to oceniam było w porządku, wielu wielu ludzi ma takie cechy, gdy rozmawiają. Odstąpiono od „formalnego” poddania mnie badaniu testem psychologicznym.

Pod nagłówkiem „VII. Wnioski” „zarzucono mi”, bo najwyraźniej dla autora to jest zarzut, że interpretuję liczne działania otoczenia jako coś zorganizowanego przeciwko mnie, przy czym przeżywam poczucie krzywdy jednocześnie w istocie „przeceniając” swoje znaczenie (bo to rzekomo trzeba mieć „spore znaczenie”, żeby być prześladowanym; cóż, obiektywnie rzecz biorąc nie jest to konieczne, natomiast poniekąd przecież prześladowca, zwłaszcza polityczny, zawsze w jakiś sposób stawia tym samym swoją ofiarę na piedestale). Taka to refleksja od pana psychologa, jakże „bezstronna” intelektualnie i politycznie.

Podsumowano to jako „głębokie” dysfunkcje związane z zaburzeniami treści myślenia (urojenia prześladowcze, ksobne i wielkościowe). Takie stanowisko.

Pismo z lutego także ma wg tego psychologa potwierdzać przekonania o charakterze prześladowczym i ksobnym, doznania „omamowe”. Psycholog to już z góry wie! Po co dowody?… Lepiej od razu bez dowodu, bez wykluczenia opcji przeciwnej, przypisywać przejawy psychozy. Specjaliści wprawdzie piszą, że powinno się najpierw wykluczyć wszelkie inne opcje, żeby przyjąć diagnozę co do psychotycznych problemów z psychiką, ale tutaj bez tego „od razu wiadomo”, że omamy, a więc przejaw psychozy. Czyli czegoś, co może jest jedynie jednym wielkim fałszerstwem w historii psychiatrii, mającym korzenie sybillińskie, a nawet jeszcze starsze. I w co wiara jest może jedynie rezultatem spisku w polityce.

Opinia kończy się stwierdzeniem u mnie schizofrenii paranoidalnej.

Dalej w aktach jest jakieś oświadczenie o poniesionych przez biegłego przy okazji druku i zwrotu opinii wydatkach w kwocie 30 zł.

3.14. Końcówka śledztwa

Następnie w aktach (k. 185) jest znowu (jak w 3.10) tabelka prezentująca koszty postępowania (do 2018-05-22) — tym razem jest to już 1377,27 zł.

Dalej postanowienie prokuratorki z 18.5.2018 r. o (1) podjęciu zawieszonego śledztwa i (2) zarejestrowaniu sprawy pod nowym nrem.

Dalej: jej postanowienie z 13.4.2018 r. o zmianie postanowienia z 19.3.2013 r. o zasięgnięciu opinii biegłego psychologa — ustalono w nim jako powołanego psychologa tego, który tutaj wydał opinię.

Na k. 189 jest (kolejne) zapytanie do Krajowego Rejestru Karnego — kartoteki karnej na mój temat, jakkolwiek znowu nie widać żadnych wyników (nie ma np. pieczęci „nie figuruje” ani dodatkowej karty z wynikami). Nowa sygnatura sprawy 2 Ds. 3/13 to 2 Ds. 675.2018.HL.

Dalej pismo p. prokurator z 22.5.2018 r. do Straży Granicznej o odwołaniu poszukiwań. Wynika z niego (choć nie widać tego w aktach głównych, a więc tych, które trafiły do sądu), że 22.8.2017 r. wysłano do Straży Granicznej pismo z prośbą o powiadomienie prokuratury w przypadku przekroczenia przeze mnie granicy.

Tę samą datę nosi pismo do KRP Warszawa VII, również jw. zawiadamiające o odwołaniu poszukiwań, przy czym powołano się na zarządzenie o poszukiwaniu podejrzanego z 4.6.2013 r.

Kolejne pismo o odwołaniu poszukiwań jest do KRP Warszawa I z powołaniem się na zarządzenie z 28.12.2017 r.

Dalej: tabelka podsumowująca koszty od (pole puste) do dnia 2018-05-30 (w sumie tym razem tylko 50 zł: informacje z KRK 30 oraz doręczenia 20).

Dalej znajdują się adresowane kolejno na mojego adwokata, „pokrzywdzoną” E. P. i na mnie 3 zawiadomienia o przesłaniu aktu oskarżenia — wniosku do sądu.

Zaraz za nimi są 2 odesłane prokuraturze odpisy zapytania do KRK z pieczęciami „nie figuruje” (18.6.2018, czyli notabene urodziny kojarzonego z „prawem i sprawiedliwością” Kaczyńskiego). Co ciekawe, jest w nich fałszywa informacja, jakobym urodził się w miejscowości… Olecko (w rzeczywistości, zgodnie z twierdzeniami mych rodziców oraz aktem urodzenia, było to w Warszawie).

Dalej jest jakaś niezbyt istotna tabelka, po czym rachunek od psychologa: 623,19 zł.

Tak kończą się akta postępowania przygotowawczego prokuratury.


Krótkie, subiektywnie akcentowane podsumowanie tego materiału: zauważmy, że tzw. pokrzywdzonej nikt tutaj na tym etapie nawet nie raczył przesłuchać (brak protokołu takiej czynności) i w związku z tym nie wiadomo, na jakiej podstawie uznano, że nie jest tak, iż ona już i tak z góry miała nogę uszkodzoną, jeszcze przed tym incydentem. Albo skąd pewność, że jej problem, wstępnie obwołany złamaniem przez policjanta, trwał potem wystarczająco długo, a nie np. ustał po 1—7 dniach. Przecież te 2 rzeczy to jest ewidentna, fundamentalna dziura w dowodzie kompromitująca oskarżenie i te pierwsze rozstrzygnięcia sądowe (nie jedna zresztą, ale przy pozostałych problem jest subtelniejszy). A oskarżenie niewątpliwie udowodnione być musi (patrz przytoczone w rozdz. 4.10 orzecznictwo TK), a już zwłaszcza jest to oczywiste dla każdego choć minimalnie myślącego prawnika wtedy, gdy sąd skazuje w trybie karnym na szpital psychiatryczny (bo wynika to wtedy jeszcze z dodatkowego, podstawowego wówczas przepisu k.k., którym jest art. 93g §1, że musi być tak, że już raz tak poważny czyn zabroniony popełniono).

Rozdział 4. Sądy w fazie pierwszej

Niniejszy rozdział poświęcony jest pierwszej fazie rozpatrywania tej sprawy przez sądy, tj. postępowaniu sądu rejonowego, a potem okręgowego, sprzed kasacji. Początkowo łaskawie domagano się i orzekano (sąd nie jest tutaj związany tym, czego domaga się prokurator) jedynie zakaz prowadzenia pojazdów. Mimo to moim zdaniem i, jak już trochę Czytelnik widział, a zaraz będzie to jeszcze uwypuklone, poziom dowodowy tej sprawy oraz podejście odpowiednich organów już na tym etapie były skandaliczne. Konsekwentnie też ignorowano wszelką obronę i jej słuszne argumenty. Zaraz zacznie się to zarysowywać konkretniej, a jeszcze bardziej ewidentne będzie w fazie ponownego rozpatrywania sprawy przez sąd rejonowy, a potem okręgowy, po wygranej z przyczyn formalnoprawnych kasacji.

Jednym z bardzo charakterystycznych, niesłychanie pewnie rzadko jak dotąd spotykanych, problemów na tym etapie — obok uporczywego naruszania tzw. zasady bezpośredniości, niskiego standardu dowodowego (przyjmowanie rzeczy spornych i niepewnych za udowodnione na moją niekorzyść bez dowodu), lekceważenia dowodów niewinności — jest naruszanie prawa człowieka do przesłuchiwania świadków oskarżenia (z czego wynika konieczność zorganizowania rozprawy). Art. 6 ust. 3 lit. d Europejskiej Konwencji Praw Człowieka głosi mianowicie:

Każdy oskarżony o popełnienie czynu zagrożonego karą ma co najmniej prawo do:

d) przesłuchania lub spowodowania przesłuchania świadków oskarżenia oraz żądania obecności i przesłuchania świadków obrony na takich samych warunkach jak świadków oskarżenia;

Jak podaje strasburski trybunał w swym orzecznictwie, wynika z tego potrzeba zorganizowania rozprawy, jeśli ustalenia faktyczne są przedmiotem sporu. Bo jak tu inaczej przesłuchiwać; od tego, co się rozumie, jest właśnie rozprawa, przewód sądowy. A tego właśnie w moim przypadku uparcie unikano, jak w realizacji jakiegoś dyktatu politycznego. Chcieli swym orzekaniem jak najszybciej zakrzyczeć prawdę.

4.1. Wstępne dokumenty

Jeszcze na okładce akt dochodzenia-śledztwa jest zarządzenie przewodniczącego II Wydziału Karnego działającego z upoważnienia prezesa sądu z datą 30.05.2018 stwierdzające w punktach mnóstwo rzeczy (a to sygnaturę, a to kwalifikację prawną, nakaz doręczenia aktu oskarżenia z wyszczególnieniem osób, którym się doręcza, a to jakieś „zabezpieczenia majątkowe”, a to „dowód rzeczowy”, jakieś skierowania na posiedzenie w przedmiocie wniosku w trybie art. 335/336 kpk, skierowanie na posiedzenie w trybie art. 334 kpk… które to punkty nie miały tutaj zastosowania), przy czym najwyraźniej jest to jakiś szablon i jedynie te punkty, które pogrubiono, miały zastosowanie. Spośród nich istotny jest punkt 3 „Sędzia referent”: w pogrubionym podpunkcie a) „wobec konieczności wydania zarządzenia o zwrocie aktu oskarżenia nie losować sędziego referenta”. Pogrubiono ponadto „termin przedawnienia”: 18.12.27 i „tryb zwyczajny”. A zatem sprawę chcą zwrócić prokuraturze ze względu na brak formalnoprawny (wybrakowany akt oskarżenia).

Dalej jest (k. 202) pismo przewodnie prokuratury informujące o przekazaniu do sądu w załączeniu akt, wraz ze wspomnianym wnioskiem umorzeniowo-zabezpieczającym.

Dalej jest ten właśnie wniosek z 18.05.2018 r. Określa mnie on jako podejrzanego o to, że

w dniu 18 grudnia 2012 r. w Warszawie przy skrzyżowaniu ulic Nowowiejskiej z ul. Waryńskiego naruszył zasady bezpieczeństwa w ruchu lądowym określone w art. 19 ust. 1 oraz art. 26 ust. 1 ustawy „Prawo o ruchu drogowym” w ten sposób, że kierując samochodem marki Skoda Octavia nr rej. […] na skutek niezachowania szczególnej ostrożności podczas zbliżania się do skrzyżowania z wyznaczonym przejściem dla pieszych oraz niezachowania prędkości zapewniającej panowanie nad kierowanym pojazdem wjechał na przeciwległy pas ruchu na wysokości przejścia dla pieszych, gdzie uderzył pojazdem w słupek metalowy oraz betonowy kosz, który pod wpływem uderzenia pojazdu przemieścił się i uderzył w pieszą E. P. lat 20, przez co spowodował u niej naruszenia czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia trwający dłużej niż 7 dni, w rozumieniu art. 157 §1 k.k., w postaci złamania obu kończyn dolnych, a następnie oddalił się z miejsca zdarzenia nie udzielając pomocy,

tj. o przestępstwo z art. 177 §1 k.k. w zw. z art. 178 §1 k.k.

i wnosi o umorzenie postępowania wobec niepopełnienia przeze mnie przestępstwa ze względu na stan niepoczytalności w chwili czynu z powodu choroby psychicznej, tj. na podstawie art. 17 §1 pkt 2 kpk w zw. z art. 31 §1 kk. Po drugie, wnosi o zastosowanie środków zabezpieczających w postaci zakazu prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych. W uzasadnieniu podano, że prokuratura „nadzorowała” (rzekomo nie prowadziła) to postępowanie przygotowawcze i ustaliła następujący stan faktyczny. Skrótowo w 1 zdaniu (mniej szczegółowo niż w ww. cytacie) opisano, o jaki czyn chodzi, wplatając w to także kolizję na rondzie z samochodem Volkswagen. Nie wyszczególniono (wbrew obowiązkowi prawnemu z art. 332 §2 k.p.k.), w sposób wyliczający je z osobna, żadnych dowodów. W kolejnym akapicie zrelacjonowano, jakie złożyłem wyjaśnienia na przesłuchaniu („jadąc autem uderzył w słupek, co spowodowało przechylenie się kosza w stronę poszkodowanej, która następnie się wywróciła, ale nie doszło do złamania jej nogi”) i że się nie przyznałem, zaprzeczyłem też zderzeniu z Volkswagenem, który wg mnie został wyminięty bez żadnych szkód. Wiadomość o problemie psychiatrycznym pochodzi od ojca. Powołano biegłych psychiatrów. Zrelacjonowano, co stwierdzili oni oraz psycholog, zaakcentowano „wysokie prawdopodobieństwo” ponownego popełnienia podobnego czynu. Następnie w specjalnym akapicie pada informacja o tym, że „Zebrany w sprawie materiał dowodowy w postaci zeznań świadków, załączonej dokumentacji oraz opinii sądowo-psychiatrycznej i sądowo-psychologicznej jednoznacznie wskazuje, iż Piotr Niżyński dopuścił się popełnienia zarzucanego mi czynu” (czyli że rzekomo spowodowałem złamanie 2 nóg), „jednakże” z powodów psychiatrycznych to nie było przestępstwo (czyn zabroniony tak, ale przestępstwo już nie) i co za tym idzie sprawę należy umorzyć (jak nakazuje art. 17 k.p.k.). W kolejnym akapicie czyn mi przypisany uznano za czyn o „znacznej społecznej szkodliwości” (bodajże inaczej to później oceni w uzasadnieniu rozstrzygnięcia sąd I instancji, bo uzna explicite, że „adekwatny do niej jest środek zabezpieczający o charakterze wolnościowym”, a przecież gdy ta jest znaczna i jest ryzyko ponownego popełnienia czynu o takiej szkodliwości, to wg art. 93g §1 k.k. niewątpliwie stosuje się zamknięcie w psychiatryku) i z obawy o jego powtórzenie się uznano za właściwy środek zakaz prowadzenia.

Dalej (k. 207) pod sygnaturą II K […]/18 jest zarządzenie prezesa Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieście zastępowanego przez przewodniczącą wydziału określoną tutaj jedynie jako sędzia tego sądu rejonowego, z datą 8.6.2018, gdzie na podstawie art. 337 §1 k.p.k. zarządza się zwrócić prokuraturze wniosek o umorzenie postępowania i zastosowanie środka zabezpieczającego w celu usunięcia jego braków formalnych w terminie 7 dni poprzez 1) dołączenie informacji na mój temat z centralnej ewidencji kierowców oraz z ewidencji kierowców naruszających przepisy ruchu drogowego, „albowiem taki obowiązek wynika z treści art. 213 §1b k.p.k., a postępowanie karne dotyczy przestępstwa w ruchu lądowym określonego w rozdziale XXI kodeksu karnego” oraz 2) załączenie oryginału lub kopii informacji z KRK (widocznie wówczas jeszcze tego nie było). Na k. 208 jest wydruk bodajże z intranetu, z Krajowego Systemu Informacji Policji („Wyniki Sprawdzenia”): nie znaleziono żadnych danych. Dalej jest wydruk z tejże bazy KSIP — „zapytanie o osobę (CEK)”: podstawowe informacje o mnie, w tym adres z 2013 r., o prawie jazdy i jego zatrzymaniu. Na k. 210 „Sprawdzenie — Status osoby w ruchu drogowym”: podstawowe dane, zameldowanie, „Nie objęty systemem punktowym”, „Liczba czynów: 0”, „Liczba Naruszonych Przepisów: 0”, „Liczba Pkt. Aktywnych (Ostatecznych): 0”. Dalej znowu ten sam wydruk „zapytania o osobę (CEK)”, potem na k. 212 pismo z KRP Warszawa I do KPP w Rypinie o odwołaniu poszukiwań, po czym następują nowe, datowane na 28.6.2018, zawiadomienia o przesłaniu aktu oskarżenia-wniosku (k. 214—219). K. 220: zestawienie dotychczasowych wydatków z 28.6 (w sumie 1407,27). Dalej: dwie zwrócone zaadresowane na zamiejski adres zameldowania (a nie warszawski adres pobytu podany w punkcie III dokumentu z rozdz. 2.1) koperty z listem zawiadamiającym pokrzywdzoną o wniesieniu „aktu oskarżenia”. Dalej (k. 224) jest w aktach egzemplarz pisma sądu do prokuratury z 11.6.2018 zawiadamiającego ją o zwrocie wniosku do uzupełnienia w terminie 7 dni, tj. o zarządzeniu z 8.6. Następnie: pokwitowanie odbioru tego pisma. Dalej jest zarządzenie przewodniczącej wydziału z 28.6, stwierdza ono takie oto rzeczy: 1) data doręczenia zarządzenia z 8.6 to 12.6; 2) oskarżyciel nie uzupełnił braków formalnych w terminie (upłynął dn. 19.6); 3) sprawę zakreśla się jako zakończoną; 4) podstawa prawna zakreślenia: §371 ust. 1 zarządzenia Ministra Sprawiedliwości z dnia 12.12.2003 r. w sprawie organizacji i zakresu działania sekretariatów sądowych.

Zaczyna się II tom akt, zarządzenie przewodniczącej na początku akt (podaję punkty pogrubione): sygnatura sprawy II K […]/18, kwalifikacja prawna […], sędzia referent — do losowania, doręczyć akt oskarżenia a) oskarżonemu z pouczeniami oraz b) obrońcy, termin przedawnienia 18.12.27, termin rozprawy/posiedzenia […] (potem i tak sędzia ustalił inny), tryb zwyczajny. Dalej, notabene na karcie ze specjalnie spiskowo dobranym znaczącym numerem, „raport z losowania — przydział w sprawie”, czyli niepodpisany przez nikogo rzekomy „dowód” zastosowania „panaceum na wszystkie problemy” (jak to niektórzy mogą odbierać na podstawie jednej z publicznych wypowiedzi prof. Ryszarda Piotrowskiego, choć nie sądzę, by chciał on to tak prezentować); w prawym górnym nagłówku strony widnieje „System Losowego Przydziału Spraw”. Wylosowała się sędzina z nazwiskiem podobnym do obecnej jako znajoma (taka trochę w cudzysłowie) na moim Facebooku (obecnie już nie) dziennikarki TVP, bodajże nawet z powiązanego podobno (taką wersję słyszałem) ze śledzeniem mnie warszawskiego ośrodka regionalnego. Jest niemal identyczne, zgadza się też inicjał imienia. W mojej ocenie sugeruje to, że sędzina to jak agent obsługujący nielegalny podsłuch, bo to takie miałem podejrzenia co do wspomnianej dziennikarki i dlatego (z powodzeniem) spróbowałem ją dodać jako znajomą na Facebooku, choć w istocie nigdy się z nią nie zapoznawałem. Taka hipotetyczna sytuacja w sądzie notabene nawiązuje też do ujawnionego na mym blogu nagrania i stenogramu z Prokuratury Rejonowej Warszawa-Ochota, gdzie sekretarka przyznawała się, że „cała” (po innych wypowiedziach można sądzić, że może nie cała) prokuratura jest zamieszana w podsłuch na mnie (wielokrotnie z imienia i nazwiska mnie tam wymieniano) i że celowo przydzieliła „prokuratora-bandytę”, jest w tej kwestii dyspozycyjna (jak rozumiem, względem szefów) i będzie tak robić dalej, a powód [takiego potoczenia się] spraw jest „ekonomiczny”. Sama ta sekretarka podobno też jest zamieszana w podsłuchiwanie mnie, bodajże na żywo, choć dostęp do danych z ewentualnie jakiegoś legalnego podsłuchu powinni mieć tylko funkcjonariusze obsługujący sprawę (policjant, prokurator, sędzia), ewidentnie więc chodzi tu o coś nielegalnego. Tłumaczyła też ona, że „nie wybroni problemu w tej sprawie”, bo jak nie teraz, to grozi jej, że na emeryturze będą ją z tego rozliczać, co pewnie miało wyjaśniać taką szczerość (oraz że „mogę sobie artykuł z tego napisać”). Nagraniem tym oczywiście żadni politycy — w tym szefostwo prokuratury, kancelaria premiera, posłowie (próbowałem kontaktować się z wszystkimi) — w najmniejszym stopniu się nie zainteresowali, podobnie też media. Toteż tutaj tylko przypominam czy raczej informuję, że coś takiego było, w związku z czym wybór sędziego można rozumieć jako aluzję do tej sytuacji i odgórne instytucjonalne zamanifestowanie jedności i solidarności, czy też potrzeby solidarności, z prokuraturą.

Nie przeceniałbym jednak kwestii tego, że hipotetycznie sędziowie są zamieszani kryminalnie, może niezbyt poważnie, w jakąś sprawę nielegalnego podsłuchu i inwigilacji przeciwko mnie (w tym co do zdalnego podglądania i transmitowania ekranu komputera metodą dekodowania jego emisji elektromagnetycznych), bo to jest drobiazg, który niekoniecznie uzasadnia same najgorsze posunięcia w dziedzinie orzekania (i sędziowie pewnie by nie chcieli, by tak to automatycznie postrzegać: „tutaj naruszenie prawa, to już pod względem orzekania też na pewno kompletną niesprawiedliwość ma na sumieniu”), tylko jak już wspominałem we wstępie książki pewnie obok tego jest jeszcze dużo większą zresztą tradycję pewnie mający problem podatkowy. Ale to już spekulacje, przypuszczenia. Tym niemniej przecież chyba nie jest tak, że jak co nieco jestem winna, to już człowieka chętnie i bez skrupułów na dożywocie poślę do w praktyce więzienia, czyli do psychiatryka, bo takie to może mieć konsekwencje. A i takie coś zobaczymy. I nie ma też potrzeby np. zawsze, w każdej nawet nie tak ważnej sprawie, forsować mojej przegranej, choćby oznaczało to popełnienie (przecież) kolejnego, nowego przestępstwa, tym razem w postaci przekroczenia uprawnień przy orzekaniu (art. 231 k.k.), bo sędzia rażąco niesprawiedliwy powinien się z tym liczyć. A oni przyjęli taki tryb, że to zawsze forsują (choćby nic to im nie dawało, choćby nie chodziło o przysłowiowe „złote kalesony”), co jest z ich punktu widzenia w ostatecznym rozrachunku niekorzystne (bo w złym świetle ich pokazuje) i dlatego nieracjonalne. Moim zdaniem tu jest po prostu realizowana zawisłość polityczna, wysługiwanie się woli polityków w moim temacie — przy czym to samo może spotkać każdą inną osobę, jeśli tylko dajmy na to np. premier tak zechce. Oni bardzo chcą, żebyśmy wierzyli, że nie ma problemu podatkowego i jest tylko sytuacja dotycząca pojedynczej osoby (dla całej reszty narodu najlepiej w ogóle nieważna) — albo że np. jedno ściśle się łączy z drugim i tylko z tym (jak bodajże w różnych innych zakładach pracy!) — ale obawiam się, że to po prostu nieprawda. Sądy, nawet nie tylko sądy, są szczególne. Wspomnę tu tylko, że zdarzyło mi się mieć kiedyś — w drobnej sprawie o ochronę dóbr osobistych, w której sprawiedliwe rozstrzygnięcie nic by sędziom nie zaszkodziło, w dodatku w sądzie, który praktycznie nie kompromitował się jak dotąd w moich sprawach, choć miałem ich już dużo — jako sędzinę prowadzącą sprawę osobę o jakże wymownym nazwisku Kukiełka. Przypadek? Bardzo mało to prawdopodobne! Jest tyle innych sędziów, już nie mówiąc o tym, że mogłaby ona przecież trafić wprawdzie nawet do tego samego sądu, ale do innego wydziału, takiego, z którym ja nigdy nie miałbym nic wspólnego. Nie wiem też, w jaki konkretnie sposób sędziom przeszkadzałoby prowadzenie spraw dotyczących zabicia przez szpitale członków mojej rodziny. Wprawdzie można to uznać za kompromitujące dla polityków, za ewentualny problem wizerunkowy dla nich, ale dla sędziów?… Dla sędziów większa kompromitacja to zlekceważenie rozumu, dowodów i argumentów, jakie każdego rozumnego człowieka by przekonały.

Wróćmy wszakże do akt.

Za pismem o „rezultacie losowania sędziego” (może było kilka takich losowań, do skutku?) jest pismo przewodnie o przesłaniu akt wraz z wnioskiem przez prokuraturę do sądu, z dn. 28.6. Nosi pieczęć zastępcy prokuratora rejonowego, tj. wiceszefa prokuratury Warszawa-Śródmieście. Dalej jest nowy wniosek, identyczny z pierwotnym z wyjątkiem daty: 26.6.2018. Dalej następuje, w wykonaniu wspomnianego zarządzenia przewodniczącej wydziału, pismo przewodnie, w którym Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia doręcza mi prokuratorski akt oskarżenia-wniosek, przy czym „wzywa do zgłoszenia ewentualnych wniosków dowodowych w terminie 7 dni. W tym samym terminie oskarżony ma prawo do wniesienia pisemnej odpowiedzi na wniosek”. Rzeczywiście art. 338 §2 k.p.k. przewiduje, że wzywa się do złożenia wniosków dowodowych w terminie 7 dni od daty doręczenia „aktu oskarżenia” (przy czym w art. 324 §1a k.p.k., który reguluje z kolei kwestię wniosków o umorzenie postępowania i zastosowanie środka zabezpieczającego, bo to nie jest ściśle rzecz biorąc w języku ustawowym akt oskarżenia, nie jest ów art. 338 wymieniony wśród przepisów, które stosuje się analogicznie w przypadku takiego wniosku, mimo że są o aktach oskarżenia), tym niemniej rzecz jasna żaden uczciwy prawnik nie powie, że w takim razie po upływie 7 dni od tego doręczenia „to już w ogóle żadnych wniosków dowodowych składać nie można”. Nie ma podstawy prawnej takiego zakazu czy też ograniczenia, żaden przepis o wnioskach dowodowych nie mówi, że to tylko w pewnej fazie postępowania czy w pewnym krótkim czasie wolno zrobić. W związku z tym termin z art. 338 k.p.k. uznaje się w nauce za termin tzw. instrukcyjny (mający zdyscyplinować stronę i poprawić tym samym sprawność postępowania), a nie zawity (taki, że czynność podjęta z jego przekroczeniem jest nieskuteczna). Co się tyczy z kolei odpowiedzi na wniosek (i określonego w art. 338 §2 k.p.k. terminu 7-dniowego na to, którego również nie nazywałbym pochopnie zawitym) to wyjaśnię tu tylko, że może takiej odpowiedzi w ogóle nie być, co nijak nie zdejmuje z sądu obowiązku rzetelnego rozpatrzenia sprawy, przy czym tak czy inaczej zgodnie z art. 6 k.p.k., czyli prawem do obrony w każdej fazie postępowania (umocowanym też konstytucyjnie), pisma obronne zawsze można składać, a sąd ma obowiązek je co najmniej przeczytać. Na odwrocie pisma doręczającego zaczynają się niemal 3 strony pouczeń o zasadach Kodeksu postępowania karnego. Następnie jest podobne pismo przewodnie doręczające i pouczające skierowane do mego adwokata K. K.

Następnie, na k. 236, jest moje pismo „Zapytanie” (z sygnaturą sprawy, przypomnę, II K […]/18), gdzie pytam o to, w jaki sposób doręczono prokuraturze zarządzenie wzywające do uzupełnienia jej wniosku, a jeśli pocztą, to jaki był nr listu poleconego, a także o to, jaki jest nr listu poleconego czy raczej paczki pocztowej, którą prokuratura przysłała z powrotem akta wraz z (nowym) wnioskiem, w wyniku czego zarejestrowano jej nową sygnaturę w sądzie (ww. II K […]/18) i dalej prowadzono sprawę. Miałem bowiem podejrzenia (jak się okazało — słuszne), że się spóźniono. Później stanie na tym, że to nie ma znaczenia.

Dalej (k. 237) jest mój „wniosek z działu VIII k.p.a.” o skierowanie na posiedzenie sprawy II K […]/18, w której nie uzupełniono w terminie prokuratorskiego wniosku z art. 324 k.p.k. (taki jest nr przepisu wniosków o umorzenie postępowania i zastosowanie środka zabezpieczającego). Domagałem się uznania wniosku za bezskuteczny i umorzenia postępowania w oparciu o podstawę „brak skargi uprawnionego oskarżyciela” (art. 17 §1 pkt 9 k.p.k.). Pismo ma 2 strony, część jest dopisana odręcznie.

Dalej jest odręcznie napisane zarządzenie sędziny z 5.7.2018 r. dotyczące uzgodnienia z biegłymi psychiatrami i psychologiem terminu posiedzenia (potem się on zdezaktualizował), podkreślam, posiedzenia nie rozprawy, co pokazuje już od pierwszych dni istniejącą determinację tego sędziego w doprowadzeniu do „szybkościowego” skazania mnie, bez rozpraw, bez postępowania dowodowego, w sposób tworzący pozory, że w oczywisty sposób jestem „winny” i że nawet mucha nie siada na decyzjach prokuratury. Mianowicie art. 354 pkt 2 k.p.k. stwierdza:

W przypadku wniosku prokuratora o umorzenie postępowania z powodu niepoczytalności sprawcy i o zastosowanie środków zabezpieczających stosuje się odpowiednio przepisy niniejszego rozdziału z następującymi zmianami: […]

2) wniosek kieruje się na rozprawę, chyba że w świetle materiałów postępowania przygotowawczego popełnienie czynu zabronionego przez podejrzanego i jego niepoczytalność w chwili czynu nie budzą wątpliwości, a prezes sądu uzna za celowe rozpoznanie sprawy na posiedzeniu z udziałem prokuratora, obrońcy i podejrzanego; podejrzany nie bierze udziału w posiedzeniu [tylko], jeżeli z opinii biegłych wynika, że byłoby to niewskazane, chyba że sąd uzna jego udział za konieczny; pokrzywdzony ma prawo wziąć udział w posiedzeniu.

Dalej jest pismo od wiceprezesa sądu przekazujące mój „wniosek z działu VIII k.p.a.”, pierwotnie w aktach sprawy administracyjnej Adm-430-181/18, do akt sprawy karnej, adresowany na przewodniczącą II Wydziału Karnego.

Dalej jest moje pismo z 13.7.2018 r. (k. 240), w którym kolejny raz argumentowałem za umorzeniem sprawy z braku skargi uprawnionego oskarżyciela. Pismo ma 4 strony, przyznałem tam też, że nie jestem prawnikiem, załączyłem odpis notarialny dyplomu z Politechniki.

4.2. Pismo „Dowód na to, że przeprowadzono przeciwko mnie zaplanowaną ukartowaną operację drogową”

Pismo nosi datę 9.6.2018 r., z niezrozumiałych przyczyn nie ma natomiast stempla (prezentaty) biura podawczego, z którego wynikałaby data wpływu. Zaczyna się na k. 244, co zapewne nie jest przypadkowe (widocznie sąd to tak zorganizował, wspólnie pewnie jeszcze ze sterującym mną i inwigilującym mnie ośrodkiem, żeby wyszedł ten numer karty), gdyż jest to nr artykułu Kodeksu postępowania cywilnego o dokumentach urzędowych. Do pisma zaś załączony jest protokół notarialny (z przeglądu Internetu), czyli tego rodzaju dokument. Celem pisma było udowodnienie, że prasa najwyraźniej z góry wiedziała o tym, że zaraz będzie mój wypadek (przypomnę jego datę: 18.12.2012), w tym nawet o jego szczegółach, czyli że był spisek przeciwko mnie. W nawiązaniu do tego planu manipulowano głównymi cechami artykułów (np. tytuł i jego kluczowe słowa, miejsce), tak, by kojarzyły się z głównymi cechami nadchodzącego przestępstwa — swoista gra na skojarzeniach (tak to odczytuję; nie narzucam, że każdy musi twierdzić tak samo!). Bardzo dużo też ogólnie pisano o tym, co na drodze, o alternatywnych środkach transportu itp. Wszystko to jest pokazane w załączonym protokole notarialnym, w którym wyczerpująco udokumentowane, w tym wydrukami, są dokładne oględziny archiwów prasy internetowej (zalicza się tu też oprócz Gazeta.pl strona Radia Watykańskiego, „Fakt”, Katolicka Agencja Informacyjna), a także strony internetowej www.dns.pl, gdzie poprzez zakładkę WHOIS można sprawdzić (i to jest oficjalne sprawdzenie, u źródła), na jaki podmiot zarejestrowana jest konkretna (występująca w przeglądanych adresach) domena internetowa (zostało to wykazane). Pismo ma 4 części numerowane cyframi rzymskimi i spis treści, w sumie 48 stron. Poniżej jego tekst zaczynający się za spisem treści. Uwaga, nie wszystkie artykuły obu analizowanych wydań Gazety Wyborczej są w ogóle wymienione; prezentowana jest jakaś ich część. Nadmieniam, że w tamtym czasie Gazeta Wyborcza za pośrednictwem serwisu gazeta.pl udostępniała publicznie każdemu w Internecie swoje dawne artykuły, często oznaczone jako np. „GW konkretne-miasto”, poprzez serwis archiwum.gazeta.pl; kilka lat temu wprowadzili tu pewne ograniczenia, zaczęli żądać opłaty za usługę dostępu do archiwum, tym niemniej w piśmie cytowane są zupełnie szczątkowe tylko informacje, głównie tytuły, a jeśli podawana jest „treść”, to zwykle chodzi o pierwsze 2—3 wersy (ewentualnie może się zdarzyć kilka więcej).

Oto moje pismo (przypisy jak w oryginale z wyjątkiem tych oznaczonych jako tutejsze):


[ten akapit pisano pomniejszoną czcionką — 9 pt.:] Miało miejsce kilka ogólnie niezwykłych wydarzeń, wskazujących na możliwość spisku. Gdyby przesłuchano świadków, znanym powinien stać się fakt, że (i) zatrzymywała mnie Żandarmeria Wojskowa, która to dopiero przekazała mnie Policji (w porównaniu z nią człowiek stojący obok, jakoś zainteresowany zatrzymaniem — podobno świadek, który już zeznawał — nie był w tym zbyt istotny), a ponadto (ii) przyjechała następnie po niej najpierw Komenda Stołeczna Policji ze specyficznym alkomatem, który wykrył u mnie niesłusznie narkotyk. Informację o tym drugim fakcie widać w aktach, podobnie jak to, że później jednak już nic mi nie zarzucano. Ponadto (iii) poprzedniej wtedy niedzieli było czytanie kojarzące się z triumfem — i osłanianiem — przestępczości o motywach finansowych (a więc związanej z chciwością i gromadzeniem majątków), jak gdyby zachęta do zeznań i fałszerstw: „Wyśpiewuj, Córo Syjońska! Podnieś radosny okrzyk, Izraelu! Ciesz się i wesel z całego serca, Córo Jeruzalem! Oddalił Pan wyroki na ciebie, usunął twego nieprzyjaciela: król Izraela, Pan, jest pośród ciebie, nie będziesz już bała się złego. Owego dnia powiedzą Jerozolimie: Nie bój się, Syjonie! Niech nie słabną twe ręce! Pan, twój Bóg jest pośród ciebie, Mocarz — On zbawi, uniesie się weselem nad tobą, odnowi swą miłość, wzniesie okrzyk radości (jak w dniu uroczystego święta)” (So 3,14—18a) — por. art. 119 na liście artykułów z sekcji I tego pisma. Wreszcie też (iv) oskarżenie (czy raczej wniosek o przypisanie sprawstwa i zastosowanie na tej podstawie środka zabezpieczającego) wpłynęło do sądu 30.05.2018 r., a więc dokładnie tego samego dnia, którego pomówili mnie policjanci o całą wiązankę wyzwisk pod ich adresem (sprawę zaprezentuję w kolejnym piśmie wraz z innymi dowodami ogólnego prześladowania mnie mającego wsparcie państwowe) — szykuje się kolejne fałszywe oskarżenie (w moim przypadku już trzecie równoległe). Te skrajnie rzadkie znamienne okoliczności towarzyszyły zatrzymaniu mnie i postępowaniu karnemu. To oczywiście jeszcze drobiazg.

Natomiast przegląd prasy daje już w zasadzie pewność, że już z góry organizowano coś przeciwko mnie. Prasa, jak dopiero zaprezentuję w osobnym piśmie prezentującym moją kompletną linię obrony, często pisze w aluzjach, gdy ma stać się coś złego z kimś z mojej rodziny (a, jak pokazują fakty, nie dzieje się to losowo i przypadkowo, tylko po prostu jest szeroka zmowa kryminalna o korzeniach zapewne politycznych). Wydaje się, że w takich sytuacjach ci dziennikarze już to wtedy z góry wiedzą, jak gdyby byli skomunikowani ze śledzącym mnie centralnym ośrodkiem kryminalnym. We wspomnianym osobnym kolejnym piśmie omówię też postać Grzegorza S. [policjanta — przyp. tut.], który najpierw za legalne wejście do domu lokatora, któremu skradł klucz właściciel, próbował mnie oskarżyć o kradzież z włamaniem w formie usiłowania, po czym dopiero po ponad 3 latach odkrył „brak znamion czynu zabronionego” w czynie zarzucanym, a następnie jeszcze oskarżył mnie o zniszczenia mienia z użyciem wybrakowanego aktu oskarżenia. Wytknę też liczne inne problemy w działalności organów ścigania.


I. Przegląd prasy — wydania z dnia i przedednia wypadku: czy zapowiadały zorganizowany atak na mnie?


Poniżej za „trafne” w sensie wskazujące konkretnie na mój przypadek należy uznać wszystkie artykuły mające tekst na kolorowym tle.

Natomiast ogólnie na poniższej liście są również takie, które tylko „nadają temat” wydaniu (wpływają na jego profil tematyczny): można je uznać za potencjalną aluzję lub w ogóle odmówić takiej choćby najmniejszej możliwości, natomiast istotne jest to, że te artykuły nie wskazują dokładnie na mój i tylko mój przypadek, pozwalając go tym samym zidentyfikować jako wyjątkowo w tym kontekście rzadki i specjalnie brany pod uwagę. I to takie (niewyróżnione tu tekstem z tłem) artykuły stanowią większość. Przy tym: czerwonym drukiem oznaczam tematy „drogowe”, niebieskim — te nasuwające myśli o jakimś spisku politycznym:


1. Fakt, 18.12.2012 r.: P i e s z y dostał 5 lat, bo spowodował śmiertelny wypadek(tekst: „Sąd Rejonowy w Złotoryi skazał na 5 lat więzienia 44-letniego Józefa K., który spowodował śmiertelny wypadek. Szedł pijany środkiem drogi i przez niego zginęli dwaj mężczyźni. Ten tragiczny wypadek miał miejsce na drodze krajowej nr 94 Okmiany-Krzywa — informuje gazeta pl. Pijany 44-latek wracał późnym wieczorem do domu pieszo. Mężczyzna szedł środkiem lewego pasa ruchu i miał — jak wynika z aktu oskarżenia — nie mniej niż 2 mg alkoholu w wydychanym powietrzu. Wtedy nadjechał samochód osobowy, którym podróżowało dwóch mężczyzn. Gdy kierowca, wyprzedzający inny samochód, zauważył Józefa K. idącego środkiem pasa, nagle skręcił, żeby go nie potrącić. Udało mu się ominąć pieszego, ale — na skutek gwałtownego manewru — stracił panowanie nad kierownicą i auto uderzyło w przydrożną skarpę i w drzewo. W wyniku wypadku zginął 50-letni kierowca i 32-letni pasażer. Obaj mężczyźni byli trzeźwi”)

— ten manewr skręcający rozpoczynający wypadek pasuje też do zdarzenia, które jest przedmiotem tego postępowania

— por. też z nrem 90 na tej liście — tam trafiono nawet prawie idealnie w lokalizację „mojego” wypadku, co do nazwy ulicy,


2. Gazeta Wyborcza, 17.12.2012 r., s. 1 archiwum: Zagłada czarnych podludzi” (artykuł kojarzy się z Murzynami),


3. GW, 17.12.2012 r., s. 2 archiwum: „Mamy swojego biskupa (treść: „Kościół na Podlasiu wzbogacił się w sobotę o nowego biskupa pomocniczego. W bazylice katedralnej w Białymstoku konsekrowany został ksiądz Henryk Ciereszko. Papież Benedykt XVI mianował biskupa 17 lis”)

— tutaj mamy temat „ZMIANA LICZBY BISKUPÓW”,

— uwaga teraz na temat zamordowanego czarnoskórego biskupa (zresztą to nie jedyny przypadek politycznego bodajże zabójstwa księdza w Afryce),


4. GW, 17.12.2012 r., s. 2 archiwum: Studiować na Bali(treść: Studenci politologii jeżdżą na Tajwan, studenci ekonomii do Meksyku, a przyszli inżynierowie wkrótce będą mogli studiować w Kurdystanie. Zagraniczne stypendia […]”),

— tutaj idealnie trafia w powyższy kontekst to, że biskup Bala z Kamerunu został zamordowany, jak pozwala domniemywać informacja prasowa Biuletynu Radia Watykańskiego: http://pl.radiovaticana.va/news/2017/06/14/biskupi_kameru%C5%84scy_bp_bala_zosta%C5%82_zamordowany/1319014; ponadto należałoby wskazać na to, jakie tematy wytyka ten tytuł i początek artykułu (dalszej części w bezpłatnym archiwum nie widać):

— zamordowana osoba,

— studia — wypadek nastąpił właśnie po drodze na mą uczelnię na Pl. Politechniki (skrzyżowanie o ruchu okrężnym, o którym mowa we wniosku prokuratura, jest na Pl. Politechniki), dokąd właśnie miałem dojechać,

— przyszli inżynierowie — byłem wówczas na przedostatnim semestrze studiów inżynierskich na Politechnice Warszawskiej i przygotowywałem się do pracy inżynierskiej, która była jedynym tematem semestru luty-czerwiec 2013 (obroniona, dyplom z 17.09.2013 r.),

— politologia, czyli nauka o polityce (tymczasem moja linia obrony, jak widać słuszna, jest taka, że wypadek zorganizowano z przyczyn politycznych), dalej jest też „Tajwan” kojarzący się z krainą tajemnic, rzeczy tajnych i utajnionych, a więc takich, o których się głośno nie mówi,

— ekonomia kojarzy się z pieniędzmi, a potencjalnie też — finansowymi motywami nieprawości ludzkiej;

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


5. GW, 17.12.2012 r., s. 2 archiwum: „Stanie w korku można zaplanować (tematyka ruchu ulicznego na jezdni, a także związanych z tym zatamowań),

bezpośrednio po nim jest artykuł zwłaszcza dla jeżdżących tramwajami („Tajemnica tunelu” — zalecam przeczytanie treści),

a potem jeszcze na tej samej stronie 2 — kolejny artykuł o środkach lokomocji dla osób nie poruszających się samochodem („Nowe trasy autobusów gorsze?”),

NA SZCZEGÓLNE ODNOTOWANIE ZASŁUGUJE FAKT, ŻE TEN OZNACZONY NA CZERWONO TEMAT PASUJE NA ALUZJE I „SUGEROWANIE MIĘDZY WIERSZAMI” — W ODNIESIENIU DO TEMATU WYPADKÓW (a zatem jest to może coś nieobcego warsztatowi dziennikarskiemu; tematu wypadków zaraz będzie tu pełno),


6. GW, 17.12.2012 r., s. 2 archiwum: Ponad 60 godzin w kabinie tira (tematyka ruchu ulicznego na jezdni, a także związanych z tym zatamowań)

— w kontekście mojej sytuacji idealnie trafia to w temat zatrzymania przez służbę mundurową —

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


7. GW, 17.12.2012 r., s. 2 archiwum: „Więcej poradni rehabilitacyjnych” (tematyka tego, co po zatrzymaniu?)

— pasuje do „rehabilitacja” rzekomo pokrzywdzonej P.,

następnie był artykuł o jakichś „podwyżkach za nadprogramowe godziny dziecka” w przedszkolu,

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


8. GW, 17.12.2012 r., s. 2 archiwum: Za dużo pacjentów, zbyt mało łóżek(tematyka przesadnego obciążania szpitali pracą)

— idealnie pasuje do mojej wersji, że P. w ogóle nie wymagała hospitalizacji,

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


9. GW, 17.12.2012 r., s. 2 archiwum: „Kto zawłaszcza pomnik ‘S’? Andrzej Wajda czy Andrzej Gwiazda?” (o pomniku bohaterów walk o wolną Polskę)

— pamiętajmy, że to tytułowa „S” (Solidarność) wykreowała „Gazetę Wyborczą” (powstała ona zgodnie z uzgodnieniami Okrągłego Stołu), w związku z czym tytułowe pytanie można odczytać jako „kto zawłaszcza sobie Gazetę Wyborczą?” [jej tematykę może?],

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


10. GW, 17.12.2012 r., s. 2 archiwum: „Mamy swojego biskupa” (już o tym artykule pisałem, ale tutaj istotny jest powyższy kontekst)

— GW przecież nie każdym się tak zajmuje między wierszami i w aluzjach, moja hipoteza jest taka, że zajmuje się w ten sposób mną (i moją rodziną), jako postacią mogącą doprowadzić kraj do wyzwolenia z sideł nieuczciwych mass mediów.

Jeśli by tak było istotnie, to te 2 artykuły idealnie trafiają w ten temat (tyle tylko, że „biskup” to oczywiście nie mój zawód, jednakże inne artykuły, jakie przedstawiam w załącznikach na temat prześladowania mnie i mojej rodziny, pochodzące z dni zgonów członków mej rodziny, wielokrotnie aluzyjnie sugerują temat religijny jako przyczynę prześladowań),


11. GW, 17.12.2012 r., s. 2 archiwum: „Ogrzeje nasze serca”,


12. GW, 17.12.2012 r., s. 3 archiwum: Bezpieczna jazda zimą. Pokonaj gołoledź, śnieżyce i lód” (treść: „Za nami [już stosunkowo dawno] pierwszy śnieg, a co za tym idzie pierwsze kolizje i wypadki związane z trudnymi warunkami drogowymi. Jak radzić sobie na ulicach przez najbliższe miesiące? Przygotowaliśmy mały poradnik, dzięki któremu jazdą zimą nie będzie aż tak groźna”; autor artykułu: Piotr)

— artykuł idealnie trafia w mój problem, który miałem mieć nazajutrz, a jak się okaże GW często tak trafia w tematy mego życia (mając jak gdyby całe wydanie z jakiegoś dnia sprofilowane pod konkretny efekt, jaki rzekomo „losowo” w mym życiu się następnie zdarza, „jak najbardziej naturalnie i bez spisku” — a przecież w rzeczywistości nie sposób wiarygodnie inaczej niż spiskiem wytłumaczyć zgonów mej rodziny w dokładnie dobranych, jak dowodzę w załącznikach, datach — wszyscy 4 dziadkowie oraz ciocia w takich warunkach zmarli, przy „akompaniamencie” prasy już z góry dzień wcześniej),

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


13. GW, 17.12.2012 r., s. 3 archiwum: Zimowe moto ciekawostki (treść: „Zdradzimy kilka sekretów, jak bezpiecznie jeździć. Udowodnimy, że naszych […] nic nigdy nie zaskakuje. I zaprosimy do miejsca, gdzie temperatury spadają do minus 175 st. C, a jeździć [czymś] i tak trzeba”),


14. GW, 17.12.2012 r., s. 3 archiwum: „401 km nowych dróg w 2013 r. U nas ani metra”,

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


15. GW, 17.12.2012 r., s. 3 archiwum: ZAPOWIEDZI (treść: „[…] Dziś melodramat ‘Kokoko’ [brzmi podobnie jak ‘ho-ho-ho’] w reż. Awdotji Smirnowej. Dwie bohaterki, dwa oblicza Rosji. Liza je […]”),

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


16. GW, 17.12.2012 r., s. 3 archiwum: „Autobus nr 59 uratowany” (treść: „[…] nie zostanie zlikwidowana — zapewnia ratusz. I zapowiada mniejsze utrudnienia dla pasażerów komunikacji miejskiej, niż wcześniej zaproponowali drogowcy. Ci z kolei zostali zmuszeni do zaciśnięcia pasa”),

— 59 oczywiście kojarzy się z liczbą przed 00 na wyświetlaczu minut lub sekund, a więc: z chwilą przed zmianą godziny, przed zaplanowanym czasem; w kontekście mojej sytuacji pasuje to na aluzję —

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


17. GW, 17.12.2012 r., s. 3 archiwum: „Tramwaj ma poślizg

— no właśnie niezbyt ma poślizg; ironicznie więc znowu o zaletach alternatywy,


18. GW, 17.12.2012 r., s. 3 archiwum: „Rowery bardziej bezpieczne”

— przecież dwa powyższe ZNOWU PASUJĄ NA ALUZJE DZIENNIKARSKIE,


19. GW, 17.12.2012 r., s. 4 archiwum: „Jak wygrać z Biedronką” (rozmowa nawiązująca bodajże do znanej sprawy pozwu zbiorowego),


20. GW, 17.12.2012 r., s. 4 archiwum: „Zimowe moto ciekawostki” (znowu to samo, „jak bezpiecznie jeździć”)

— skojarzenie? pasuje do tego ciągłego wątku „oj, zaraz coś złego się stanie”,


21. jakieś bzdurne artykuły o śmierci (artykuł „W SKRÓCIE” — o festiwalu „Serca Bicie”; artykuł „Ewa Baum”: „Ktoś powiedział, że ‘śmierć jest łaskawa dla swych wybrańców, ale tym, którzy pozostają, wbija bolesny kolec i zostawia w całkowitym poczuciu bezradności’. Każda śmierć jest trudna, nawet gdy człowie”),


22. GW, 17.12.2012 r., s. 4 archiwum: „Głęboki oddech” (treść: Wreszcie wszystko działa tak, jak powinno od początku sezonu [wspomniany „sezon” pasuje do procederu stalkingu wobec mnie, który, jak pokazują załączniki niniejszego pisma, zgłosiłem już w 2011 r. i który zaczął się na przełomie 2010—2011 r.; przecież śledzenie, może podsłuchiwanie człowieka to powinna być co najwyżej „kontrola operacyjna” lub procesowa stosowana wobec podejrzanego…] — mówi trener Łukasz Kruczek po dwóch konkursach w Szwajcarii”),

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


23. GW, 17.12.2012 r., s. 4 archiwum: Plan wykonany(o sporcie, pierwsze słowo artykułu to „Justyna” — oczywiście kojarzy się ono, z łaciny, ze sprawiedliwością, wymiarem sprawiedliwości, a więc w szczególności: z sędzią),


24. GW, 17.12.2012 r., s. 1 archiwum (pierwszy w ogóle news): „Nauczyć zespół współpracy”

— pasuje to oczywiście do ewentualnego tematu spójnych ze sobą nawzajem dowodów, pochodzących z konkretnych źródeł osobowych: ktoś to w przypadku wrobienia w wypadek musi zorganizować —

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


25. GW, 17.12.2012 r., s. 1 archiwum: „Być pupilkiem szefa”,


26. GW, 17.12.2012 r., s. 4 archiwum: „NIE KACZYŃSKI JEST PROBLEMEM” (tematyka więc jest teraz o problemie w polityce),


27. GW, 17.12.2012 r., s. 5 archiwum: Politycy bez wizji (treść: „Nasi politycy cenią sobie dobre samochody. A jakie mają pomysły, by rozwijać przemysł samochodowy, który od 2008 r. kurczy się w coraz szybszym tempie?”)

— tytułowa „wizja” kojarzy się też z… fundamentalnym błędem, polegającym na przypisywaniu popełnienia czynu zabronionego niebędącego przestępstwem w warunkach, w których nie ma dowodu winy nieumyślnej, ponieważ nie wiadomo dokładnie, co robił a czego zaniechał kierowca (jakie miał ruchy mięśni itd.) — nikt tego nie miał okazji oglądać,

a przecież wina nieumyślna wymaga udowodnienia nie tyle skutku, co konkretnych działań lub zaniechań sprawcy (muszą one być udowodnione, a nie domniemane),


28. GW, 17.12.2012 r., s. 5 archiwum: Zniszczyliśmy antresolę(treść: „W południe przy dworcu PKP kilkadziesiąt osób wzięło udział w akcji symbolicznego wyburzania antresoli. […]”)

— z moją sytuacją ma to tyle wspólnego, że samochód trafił w słupek uliczny i go wywrócił,


29. GW, 17.12.2012 r., s. 6 archiwum: „Most i korek gigant” (tematyka ruchu ulicznego na jezdni, a także związanych z tym zatamowań),

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


30. GW, 17.12.2012 r., s. 6 archiwum: Dom znowu błyszczy(autor: [imię i] Kurs, treść: „Zakończył się remont domu przedpogrzebowego […]”)

— zbieżność z moją aktualną wtedy sytuacją (tym, co się stało dzień później) tkwi nie tylko w (1) tej „przedpogrzebowości” („kogoś zaraz przejedzie”) oraz w (2) nazwisku Kurs, kojarzącym się z jeżdżeniem; (3) „dom” można skojarzyć np. z państwem i polityką, które chce się „bronić” przed aferą kryminalną (podsłuchowo-prześladowczą) dotyczącą zwłaszcza Piotra Niżyńskiego — w takim przypadku, a ma on miejsce, jak dowodzą załączniki (jest najwyraźniej podsłuch, na śledztwo nikt nie chce się zgodzić…), niemal ewidentna musi się wydawać wola polityków lub innych przedstawicieli państwa, by skompromitować świadka w osobie Piotra Niżyńskiego (np. poprzez zrobienie z niego przestępcy), a ponadto zakwalifikowanie go do jakiejś grupy osób potencjalnie o gorszych prawach może przecież też przysłużyć się w walce ustawodawczej przeciwko potencjalnym inicjatywom biznesowym Piotra Niżyńskiego na rynku mass mediów. Można przecież nawet walczyć o zamknięcie go w szpitalu.

Państwo nie ma przecież innych metod walki z biznesem niż metody prawne.


31. następnie jakiś artykuł o „śpiewaniu” („wyśpiewaniu”? ) dla kogoś z nazwiska podanego,

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


32. GW, 17.12.2012 r., s. 6 archiwum: „Z dyskoteki za kraty(treść: „– To ma być także przestroga dla innych młodych kierowców — uczulił sąd i posłał na 4 lata do więzienia 21-letniego Bartosza P., który wracając po pijanemu z dyskoteki, rozbił wóz i zabił pasażera”)

— wspominałem już w swych wyjaśnieniach, że podczas jazdy — bezpośrednio przed tym, jak samochód wjechał na Nowowiejską przed rondem na pl. Politechniki — w radiu bodajże RMF Maxx lub Eska włączyła się piosenka, której słowa bodajże przekaz podprogowy rozlegający się wtedy, niezależnie od radia, w aucie przekręcił tak, że wyszło z nich „przejedziesz tego człowieka”),


33. zaledwie o 2 pozycje dalej były też artykuły „o piciu i pieniądzach” (patrz powyższy — temat rozbitego po pijanemu samochodu) oraz, bezpośrednio po nim, ZAPOWIEDZI (o nowej „grupie” o nazwie „Teatr Jednorazowy”)

— otóż może w moim przypadku sąd

(wobec moich wyraźnych żądań, by udowodnić, że do wypadku doszło z powodu moich ruchów lub zaniechań w tej dziedzinie, a nie z powodu innego, tj. w tym przypadku zwłaszcza z powodu warunków zewnętrznych)

przyjmie za oficjalny punkt wyjścia w swym rozumowaniu jakiś nonsens o tym, że jezdnia, gdyby była punktowo nadzwyczajnie śliska bezpośrednio przed wypadkiem, to na pewno musiałoby być więcej kierowców-ofiar,

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


34. artykuł z dwoma Piotrami w tytule,

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


35. GW, 17.12.2012 r., s. 7 archiwum: „Było ślisko, wiele wypadków na drogach” (zdarza się zawsze, co to znaczy „wiele”? procentowo o ile więcej? — a i tak jest to tylko zupełnie marginalny odsetek wszystkich kierowców, ułamki procenta),

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


36. GW, 17.12.2012 r., s. 7 archiwum: Premiera: Bogowie ulicy” (treść: „Film sensacyjny, a raczej ‘policyjny’, gdyż […]”)

— zwracam uwagę na pierwsze słowo, kojarzące się z najważniejszą postacią polityki: premierem (podobna sprawa, mianowicie artykuł pod krótkim tytułem „Premiera!”, był w GW 4.04.2011 r., czyli w dniu śmierci mej babci — p. strona oznaczona jako 59 z 78 w załączonym piśmie — wówczas było też wiele innych poszlak potwierdzających, że doszło do planowanego zabójstwa, a koronna poszlaka tkwiła w samych datach narodzin i zgonu tej babci, na aż 2 sposoby szczególnie dobranych i trafnych)

— ponadto chciałbym zauważyć, że istnienie „bogów ulicy” rozumianych jako ci, którzy są w stanie spowodować wypadek innej osoby na jej szkodę, a w niektórych przypadkach nawet śmiertelną szkodę, jest jak najbardziej prawdopodobne. Jest prawie że pewne. Pokazuje to przykład znanego polityka Bronisława Geremka. Zmarł na drodze w niespodziewanym niby wypadku. Jednak dzień wcześniej prasa katolicka podawała do wiadomości informację o tym, że pewien ksiądz Bronisław G. (inne nazwisko na G) miał wypadek (jechał na rowerze, potrącił go samochód, nie udzielono mu pomocy) i w związku z tym był czy będzie jego pogrzeb. Mowa tu o ks. Bronisławie Grulkowskim, ale istotne jest to, że to Bronisław G. — tak, jak i ten polityk Bronisław Geremek — oraz to, że pogrzeb jego ogłoszono 12.07.2008 r. (https://info.wiara.pl/doc/177107.Polski-ksiadz-zginal-na-Syberii — o tutaj, na przykład), podczas gdy polityk B.G. zmarł 13.07.2008 r., jak podaje notka biograficzna z encyklopedii PWN (http://encyklopedia.pwn.pl); szerzej o tym, że zmarł na drodze, wraz z żałosnymi (i znamiennymi) w tym kontekście ustaleniami prokuratury, jest na prasowej stronie internetowej w ramach znaku towarowego „wp.pl”: https://wiadomosci.wp.pl/geremek-sam-spowodowal-wypadek-w-ktorym-zginal-6037242611086465a. Inny przykład (ja mam ogólnie mnóstwo takich przykładów na zabójstwa na zasadzie wypadku, które się wzajemnie wiążą, tylko chodzi o to, by znaleźć takie, co do których możliwe jest zaufanie bez opierania się na moich własnych informacjach czy np. skomplikowanych wzajemnych powiązaniach różnych zbrodni i intryg wokół mnie jak się zdaje organizowanych w jakiś szerszy system): dwie zakonnice z zakonu służek zmarły w wypadku ich samochodu (https://ekai.pl/w-poniedzialek-pogrzeb-zakonnic-ktore-zginely-w-wypadku-samochodowym/). Dzień wcześniej jednak w Radiu Watykańskim (http://www.radiovaticana.va/proxy/pol_RG/2017/Febbraio/17_02_18.html) było o spotkaniu papieża z generałem marianów (nazwa budzi skojarzenia z płcią żeńską), a także o pogrzebie jakiejś zamordowanej misjonarki z Boliwii o inicjałach H-K (co kojarzy się z hakingiem), tj. Heleny Kmieć. Włamanie falowe do elektroniki samochodu?…

Podobnie np. w miejscowości, gdzie zmarła moja babcia, w Raciborowicach, był jakiś idiotyczny wypadek polegający na wjechaniu samochodu w rozpędzony pociąg. http://stargard.naszemiasto.pl/tag/wypadek-raciborowice.html Więcej takich opisów i bardziej szczegółowych jest na http://bandycituska.com/ofiary.html [obecnie w domenie. pl, nie. com — przyp. tut.], np. o Lechu Morawskim. Piosenkarka Justyna Steczkowska (kojarząca się z teczkami, wg brzmienia nazwiska), jak i wnuk Lecha Wałęsy, też mieli dziwne wypadki, sprawiające wrażenie ustawionych, nie mówiąc już w ogóle np. o Rafale Wójcikowskim [pośle — przyp. tut.], bo za dużo musiałbym tu wyjaśniać.


37. GW, 17.12.2012 r., s. 7 archiwum: „Będzie r e w o l u c j a na kolizyjnej krzyżówce (artykuł o „Rondzie Ofiar […]”, treść już w drugim zdaniu jest następująca: „Założenie jest takie, żeby ograniczyć do minimum liczbę […] może dochodzić do zderzeń”)

— oczywiście pasuje to do minimalizacji liczby ofiar; to przecież dlatego auto skręciło z prostego kierunku jezdni i wjechało w słupek,

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


38. GW, 17.12.2012 r., s. 7 archiwum: artykuł zawierający w tytule: „[…] Ale w konflikcie musiał wziąć udział minister

— jeśli chodzi o wątek katastrofy związanej z osobą Piotra Niżyńskiego, to przypominam tu tylko, że tytuły artykułów zaczynające się od „…ale” występowały w różnych nawiązujących do siebie (w ten sposób i w jeszcze inne sposoby) wydaniach Gazety Wyborczej przypadających na dni bezpośrednio poprzedzające zgony w mej rodzinie,


39. GW, 17.12.2012 r., s. 7 archiwum: WYPADKI,

a zaledwie 2 pozycje dalej:


40. GW, 17.12.2012 r., s. 7 archiwum: „Uwaga ślisko! Więcej złamań, skręceń nóg i potłuczeń w Toruniu” (pierwsze słowo kojarzy się politycznie: „odwilż”)

— otóż w punkcie 10 [chodzi o 11 — przyp. tut.] wskazałem coś w tym wydaniu GW, co nawiązuje do tej odwilży, a co dziwnym trafem jest ułożone w kontekście dotyczącym jakiejś, mówiąc oględnie, „postaci darzonej szczególnym uznaniem”,

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


41. GW, 17.12.2012 r., s. 7 archiwum: „[…] Sprawca uciekł

— to mi się również przypisuje i zarzuca, mimo że nie wykluczono dowodowo możliwości istnienia zewnętrznego względem samochodu nr […] sprawcy rzekomego „poślizgu” i wypadku,

a więc sprawstwo moje (a nawet sprawstwo prawdziwego kierowcy) jawi się przez to jako nieudowodnione

— ponadto artykuł w początkowym fragmencie wspomina o tym, że przyłożono komuś (czy „niemal” przyłożono) broń do głowy — mnie coś takiego zdarzyło się ze strony policji gwatemalskiej, która mnie nocą do lasu wywiozła i żądała wyjścia bez oporów z oddaniem im komputera i pieniędzy, ale mniejsza z tym, bo w końcu: nie tylko mnie sytuacja, że jakiś napastnik przyłożył broń do skroni, się zdarzyła,

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


42. GW, 17.12.2012 r., s. 7 archiwum: „SLD do Kawickiego: — Miej honor i odejdź!” (artykuł niewątpliwie o tym, że jakiegoś mało znanego polityka skompromitowało jego prowadzenie auta, treść: Policja złapała zielonogórskiego radnego PO Kamila Kawickiego, gdy prowadził auto,”),

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


43. GW, 17.12.2012 r., s. 7 archiwum: Poszkodowani w zderzeniu(tematyka ruchu ulicznego na jezdni, a także związanych z tym zatamowań; treść, zdanie drugie: „Pięć osób wylądowało w szpitalu, a droga była zablokowana przez dwie godziny.” — por. z pkt. 4, 5, 28 [powinno być: 5, 6, 29 — przyp. tut.]),

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


44. GW, 17.12.2012 r., s. 8 archiwum: „O wybaczaniu przy barszczu i pierogach”

— otóż Barszcz to nazwisko funkcjonariusza, który (jak zresztą potwierdza się w mniejszym lub większym stopniu w zeznaniach wszystkich 3 niezależnych, bo hotelowych, świadków tego incydentu ze sprawy) bił mnie w czasie Światowych Dni Młodzieży dokładnie wtedy, gdy rozpoczynała się wizyta papieża w Polsce, a potem jeszcze fałszywie oskarżył — w załącznikach jest moje zeznanie, iż jego kolega policjant, który razem z nim mnie zatrzymywał, mówił później, że to zatrzymanie było z polecenia Komendanta Głównego Policji (wspominał o tym też Barszcz, a jeszcze bardziej — ogólnie o jakimś „kierownictwie”), moje zeznanie na ten temat jest w załącznikach i jest wymienione w liście załączników w mym piśmie ze sprawy IV C 790/17 na temat prześladowań politycznych przeciwko mnie, które to pismo tutaj załączam.

Ta trafność wskazuje, obok innych argumentów pochodzących z innych wydań GW, że może tu chodzić o mnie i że jest nawet istotne prawdopodobieństwo, że o mój wypadek tu chodzi,


45. GW, 17.12.2012 r., s. 8 archiwum: „Zimy na razie nie będzie” (treść: „W tym tygodniu nie ulepimy bałwana, nie poślizgamy się na lodowisku i nie będziemy musieli skrobać szyb samochodów)

— tytuł pasuje na drwinę ze spodziewanej logiki sędziego, że jakoby w zimie istnieje obowiązek nakładania innego rodzaju opon (ten tytuł to wtedy jakaś moja obrona — ale przecież wygrywa strona oskarżająca, bo przecież wypadek można powodować nieumyślnie…),

a zaledwie 2 pozycje dalej:


46. GW, 17.12.2012 r., s. 8 archiwum: „Czapki z głów przed Kawęckim!”

— ze względu na prawie identyczne brzmienie słów Kawęcki i Kawicki artykuł budzi oczywiste skojarzenia z pkt. 41 [błąd, chodzi o 42 — przyp. tut.], który dotyczy polityki,

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


47. GW, 17.12.2012 r., s. 8 archiwum: Wielkomiejskie warunki jazdy Podmiejską”

— brzmi to jak aluzja do tego, że oblodzenie właściwie to powinno się zdarzać tylko na trasie nieuczęszczanej; w rzeczywistości oblodzenie nigdzie praktycznie nie jest stuprocentowe, lecz dotyczy małych kawałków jezdni, niektórych jej fragmentów (i to tylko na mało uczęszczanych trasach, np. wiejskich); takie lokalne oblodzenia bynajmniej nie uniemożliwiają zaparkowania pojazdu, lecz jedynie wydłużają jego drogę hamowania,

problemem natomiast może być rozlanie oleju na jezdni, bo on przykleja się do gumowych kół i samochód się ślizga na długim odcinku, pozbawiając kierowcę możliwości sterowania nim, w czym zupełnie nie ma żadnej winy takiego kierowcy,

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


48. GW, 17.12.2012 r., s. 8 archiwum: „‘S’ zabiera rocznicę” (treść artykułu można odebrać jako mającą też płaszczyznę aluzyjną: patrz pkt 25 [błąd, chodzi o 26 — przyp. tut.]; treść: „Marsz pod magistrat i Urząd Wojewódzki organizuje ‘Solidarność’ w 42. rocznicę Grudnia ‘70. ‘Solidarność’ nie życzy sobie pod stocznią prezydenta i wojewody)

— to, co łatwo uznać za aluzję dziennikarską, wytykałem już w pkt. 4 i 17,


49. GW, 17.12.2012 r., s. 8 archiwum: „Oj, było bardzo ślisko”,


50. GW, 17.12.2012 r., s. 9 archiwum: W OrlenLidze ganiają za trenerem z alkomatem (treść: „Nikt w Atomie Treflu Sopot nie mówi tego wprost, ale odsunięty od zespołu mistrzyń Polski Jerzy Matlak miał mieć problemy z alkoholem […] nasłano na niego patrol policji z alkomatem.”)

— w moim przypadku wyszło, że rzekomo jestem narkomanem, jednak gdyby tak było naprawdę, policjanci mieliby obowiązek przeszukać moje mieszkanie,

— „OrlenLiga” kojarzy się zresztą z zawodnikiem spod znaku Orła (Orła Białego może? w takim przypadku mowa tu o graczu państwowym, czyli o stronie oskarżycielskiej),

— widać więc, że artykuł podwójnie trafia w mój temat, nasuwa trudne do odparcia skojarzenia,


51. na s. 11 jest artykuł, w którego skrócie na 1,5 linijki jest, że konkurenci […] unikną odpowiedzialności za naruszanie praw”

— tytuł: „PATENT PEŁEN EMOCJI”

— w kontekście wypadków i związanych z nimi spraw kryminalnych skojarzenie jest oczywiste: inny sprawca,


52. na s. 12 jest — jedyny w tym numerze obok jeszcze s. 14 — artykuł jakiegoś Piotra Skwirowskiego, co brzmi jak: PIOTR ŚWIRowskikojarzy się z chorobą psychiczną (ja, dla porównania, mam obecnie adres na Wareckiej, która to ulica kojarzy się z wariactwem: Warecka ≈ Wariacka; jest to krótka uliczka w Warszawie i doprawdy ktoś chyba musiał specjalnie nad tym czuwać, że akurat mnie na niej trafiło się mieszkanie i je legalnie wynająłem, jak pokazuje zał. tego pisma),


53. GW, 17.12.2012 r., s. 12 archiwum: „Najtańsze auta w Polsce” (artykuł zwłaszcza dla tych, którym potrzebny jest nowy samochód),


54. GW, 17.12.2012 r., s. 13 archiwum: W SKRÓCIE (treść: Wyciekło tysiące litrów oleju w kotłowni Około 10 tys. litrów oleju opałowego wyciekło wczoraj rano z kotłowni hipermarketu Real przy ulicy Radomskiej w Kielcach. Na miejsce pojechało kilka jednostek”)

— w moim przypadku, pamiętajmy, przyjechała najpierw… Żandarmeria Wojskowa.

Artykuł jest do pary z równie dekonspirującymi artykułami GW:

— KRÓTKO z dnia śmierci mego dziadka Henryka U., 6.11.2004 r. (o śmierci w gospodarstwie rolnym — zupełnie jak miejsce śmierci mego dziadka, czyli ul. […], 87—500 Rypin z przyległym szerokim terenem 3,7 ha obejmującym też sad oraz budynek przy ul. […]), strona pisma: 46 z 78;

— KRÓTKO z dnia śmierci mego dziadka Henryka U., 6.11.2004 r. (o patronce, osobie o personaliach H-n Poświat…, co pasuje do „HeNryk już-po tym świecie” [odszedł już z tego świata]),

— KRÓTKO z dnia śmierci mego dziadka Henryka U., 6.11.2004 r. (o „budynku przy ul. Rataja”, natomiast w przypadku mego dziadka chodzić by musiało o folwark z prywatnym robotnikiem usługującym dziadkowi, panem Z. czy C. — otóż budzi to skojarzenia ze słowem „rataj”), strona pisma: 44 z 78;

— KRÓTKO z dnia śmierci mego dziadka Henryka U., 6.11.2004 r. (treść: „Trwa rozbiórka budynku po sklepie spożywczym” — otóż ta przypadająca trafnie, bo w 65-tą rocznicę niemieckiego ataku przeciwko polskim pracownikom naukowym, a mój dziadek Henryk U. był doktorem na uczelni w Łodzi ze specjalizacją włókiennictwo, a ponadto w dzień taki, jak data urodzin mej drugiej babci: Z. Niżyńskiej, tylko bez dwójki na początku, tj. w dzień 6. listopada, śmierć nastąpić by musiała — jeśli ma być zabójstwem — najpewniej w wyniku zatrucia się produktem spożywczym), strona pisma: 45 z 78, na kolejnej stronie było o Nicińskim;

— W SKRÓCIE z dnia śmierci mej cioci A. U., 20.02.2012 r. (o mieszkańcach Rybnika, które to miasto z brzmienia kojarzy się z Rypinem — siedliskiem rodzinnym dziadków od strony mamy), strona pisma: 68 z 78, przypis 168;

— „W SKRÓCIE” z dnia śmierci mej cioci A. U., 20.02.2012 r. (treść: „Kobieta nie żyje. […]”), strona pisma: 68 z 78;

— W SKRÓCIE z dnia śmierci mej cioci A. U., 20.02.2012 r. (treść: „Mielczanki […]” — otóż słowo „Mielczanki” z brzmienia dotyczy nazwiska rodowego matki tej zmarłej osoby, czyli mojej babci: Mliczewska, która to babcia również była już wtedy osobą zmarłą, a mianowicie w roku poprzednim: 2011), strona pisma: 69 z 78;

Zbiorowa trafność, w moim przypadku, tych wszystkich artykułów — mających taki właśnie podsumowawczy tytuł — wskazuje, że zachodzi istotne prawdopodobieństwo, iż w ważnej mnie dotyczącej sprawie, która ewentualnie mogłaby mieć miejsce za sprawą złej woli osób trzecich, należy oceniać wydanie Gazety Wyborczej po ogólnym wydźwięku jego różnych artykułów razem wziętych, analizowanych z punktu widzenia prostych skojarzeń dla odczytania ewentualnej płaszczyzny aluzyjnej.

Odnośnie wyżej wymienionych okoliczności, na które się powołuję, wskazuję, iż są one dowodzone (co do danych osobowych rodziny) przez załączniki pisma, zaś adres „[…], 87—500 Rypin” mam wpisany w ewidencji ludności jako ostatni adres stałego zameldowania — wprowadziłem się tam właśnie po śmierci dziadka i można z łatwością sprawdzić w starostwie powiatowym, poprzez zapytanie sądowe, że mieści się on na terenie sporej posiadłości (zlokalizowanej w centrum miasta), bodajże ok. 3,7 ha,


55. GW, 17.12.2012 r., s. 13 archiwum: „Moda ze słusznie minionej epoki”

— artykuł ten poprzez swój tytuł wskazuje też ogólnie (w ramach najprostszych skojarzeń) na powtarzanie się w tym wydaniu GW artykułów na temat „Solidarności” (związku zawodowego), która dawniej, w czasach walki z komunizmem, była w centrum uwagi społeczeństwa (p. pkt 8, 47 [powinno być: 9, 48 — przyp. tut.]),


56. GW, 17.12.2012 r., s. 14 archiwum: ‘Solidarność’ przeciwna komercjalizacji Józefowa” (o losie szpitala; komercjalizacja kojarzy się m.in. z pogonią za pieniądzem, może to dotyczyć zarówno firm jako całości, jak i pojedynczych osób, np. artystów; treść: „‘Solidarność’ negatywnie zaopiniowała projekt uchwały Sejmiku Województwa Mazowieckiego w sprawie przekształcenia szpitala na Józefowie w spółkę. Nie powstrzyma to jednak komercjalizacji placówki”)

— szpital, wg mego twierdzenia jako strony broniącej się, dokumentację medyczną E. P. sfałszował, choć na to w tej chwili nie ma dowodu i oczywiście nie można tak przyjmować — ale stosowna w tym całym kontekście ALUZYJNA interpretacja artykułu pokazuje spójność tej linii obrony z, prawdopodobnie, rzeczywistością (prawdą o zorganizowaniu na mnie zasadzki);


57. GW, 17.12.2012 r., s. 14 archiwum: „CZYTELNICY DO ‘GAZETY’” (wyeksponowano taki list, że artykuł zaczyna się od słowa „Ronda” i w początkowym fragmencie o objętości 1,5 linijki ma także w cudzysłowie słowo „rondo”)

— do pary z pkt. 36 [błąd, chodzi o 37 — przyp. tut.], gdzie artykuł (poprzez zastosowanie słowa „rewolucja”, p. przypis) wskazuje też na to, jak dojdzie do wypadku: mianowicie poprzez skręcenie pojazdem z linii prostej będącej kierunkiem ulicy (por. też pkt 27 [chodzi zapewne o 28 — przyp. tut.]) — ten zaś tytuł może być komentarzem do tego, skąd dziennikarze mogliby wiedzieć o tym konkretnym wypadku,


58. GW, 17.12.2012 r., s. 14 archiwum: Koniec roku, początek zakupów (treść: „Wszystko w życiu się zmienia, ale jedna rzecz pozostaje bez zmian — koniec roku to najlepszy moment na zakup samochodu. Naprawdę. Przedstawiamy […], w które aż trudno uwierzyć”)

— artykuł jest do pary z pkt. 15 i 52 [bodajże chodzi w rzeczywistości o 16 i 53 — przyp. tut.], co wskazuje na jakąś istotność tych tematów — i na to, że zapewne dobrze rozumiem pkt 15 [chodzi o 16 — przyp. tut.] jako mający na płaszczyźnie aluzyjnej wymowę „uwaga na coś tuż przed czymś” (o 1 jednostkę czasu przed zaplanowanym momentem i „pełną godziną”)

— otóż w moim przypadku samochód był istotnie nowy, kupiony pod koniec października 2012 r., a więc w ostatnim (IV) kwartale roku,


59. GW, 17.12.2012 r., s. 14 archiwum: artykuł o walce o wpływy i władzę w Platformie Obywatelskiej (tytuł: „Marszałek na razie zostaje”),


60. GW, 17.12.2012 r., s. 15 archiwum, artykuł pasujący do mojej matki i do problemu nękających mnie (i ją także w sytuacjach, gdy przebywam u niej w mieszkaniu) dźwięków (tortury szeptane, zmiksowane ze sobą ścieżki dźwiękowe z szeptaniem, na które nałożone są różne na żywo transmitowane wołania; tytuł: Rozwód to za mało), moja mama istotnie jest rozwódką —

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


61. GW, 17.12.2012 r., s. 15 archiwum, artykuł z wyjątkowo antyrządowym tytułem i kojarzący się też z tematem poprzedniego — matką, ponieważ pada w tytule mat… (pokazuje to, że dziennikarze zwracają uwagę na następstwo jednego artykułu po drugim, więc tym bardziej nie można mi zarzucać, że robię z tego w wielu przypadkach istotną sprawę):

‘Donald, matole, twój rząd obalą kibole’. Marsz narodowców i ‘Solidarności’

— otóż, jak pokazałem w pkt. 8—9 [powinno być: 9—10 — przyp. tut.], jest łatwo dostrzegalne, że GW być może uznaje się za „pomnik Solidarności”, a przecież faktycznie gazeta ta powstała jako organ prasowy ruchu związkowo-politycznego „Solidarność” na podstawie ustaleń historycznych rozmów Okrągłego Stołu.

W związku z tym w powyższym tytule „Solidarność” (występująca też w tytułach 8, 47, 55 [właśc.: 9, 48, 56]) może być traktowana jako symbol Gazety Wyborczej;

Na podkreślenie zasługuje też to, że właśnie 18.12.2012 r. rząd (z premierem Donaldem Tuskiem na czele) podpisał, jak podaje prasa, „Konwencję Rady Europy w sprawie zapobiegania i zwalczania przemocy wobec kobiet i przemocy domowej (pasuje do sprawy E. P., przecież nie ma codziennie wielu takich potrąconych dziewczyn — jest codziennie trochę wypadków, ale nie aż z takim skutkiem — można zresztą to zweryfikować zwracając się do Prokuratury Krajowej z zapytaniem o statystykę przestępczości),


62. GW, 17.12.2012 r., s. 15 archiwum: Egzaminy na prawo jazdy przez cały tydzień” (treść: „Rzeszowski WORD zwiększa od dzisiaj liczbę egzaminów teoretycznych”),


63. GW, 17.12.2012 r., s. 15 archiwum o przegranej z „Effectorem” (tytuł: „AZS ma czwarty punkt”)

— słowo „Effector” (z którym się przegrywa) budzi 2 skojarzenia: po pierwsze, „efekt” to skutek, a w kontekście sprawy kryminalnej kojarzy się oczywiście z tym [tj. takim człowiekiem — przyp. tut.], co to jedynie skutek dostrzega i na jego podstawie przypisuje popełnienie czynu zabronionego konkretnemu sprawcy (choć mogłoby być tak — nie jest to nierealne — że to ktoś inny, na zewnątrz jego samochodu, spowodował rzekomy „poślizg” i wypadek); w tym znaczeniu więc „efektor” pasuje na symbol prokuratora;

po drugie „efektor” to w neurologii „mięsień”, a końcówka „-or” dotyczy osoby, która coś wykonuje lub doprowadza do jakiegoś stanu (np. „edukator”, „cenzor” itp.), więc mogłoby to być o „osobie, która wszystko sprowadza do ruchów mięśni” (jak to się czyni w licznych najpopularniejszych definicjach czynu w prawie karnym),


64. bezpośrednio po nim jako kolejny jest również artykuł o „Effectorze”,

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


65. artykuł o kontuzjowanej zawodniczce o nazwisku pasującym do wzorca P…k (tytuł: „SPORT W SKRÓCIE”, s. 15), imię zaś pasuje do wzorca Pa… l…

— pasuje to do nazwiska P. [chodzi o „pokrzywdzoną”; nawet dwa różne wzory tu do niej pasują — przyp. tut.],

— temat pasuje też do wspomnianego w punkcie 60 [nie, 61 — przyp. tut.] rządowego wydarzenia, p. też pkt. 2, 51, 53, 57 [powinno być zapewne: 3, 52, 54, 58],

— na liście autorów [przecieku? — przyp. oryg.] jest też „KAJ” [jak Katolicka Agencja Informacyjna, tj. KAI — przyp. tut.],

zaledwie 4 pozycje dalej:


66. GW, 17.12.2012 r., s. 16 archiwum: Szczęśliwy dreszczowiec — artykuł o PlusLidze (wielkie litery w tej nazwie własnej to: PL, co pasuje jako kolejny wzorzec ww. nazwiska pokrzywdzonej), podobny jest na s. 17 archiwum („Wymarzony debiut 18-latka z PGE Skry — też o PlusLidze [poza tym wiek prawie się zgadza — przyp. tut.], po czym na s. 18 Piotr Gruszka wygryziony przez 18-latka”),

zaledwie 3 pozycje dalej:


67. GW, 17.12.2012 r., s. 16 archiwum: „Opolanin zadba o piłkarskie nadzieje” [znowu koreluje to z nazwiskiem pokrzywdzonej — przyp. tut.],


68. GW, 17.12.2012 r., s. 16 archiwum o zbiórce pieniędzy na leczenie i rehabilitację Vanessy i Piotrka („Oblickiego”: to może w związku z obliczaniem prawdopodobieństw; niewątpliwie taka przypadłość, jak obliczanie prawdopodobieństw, musiała się bardziej imać Piotrka niż tej Vanessy),


69. GW, 17.12.2012 r., s. 17 archiwum: „Córka dyrektora, mąż zastępczyni” (wśród autorów jest PIECHOL — źródłosłów: piechota, słowo kojarzy się z „pieszym” na analogicznej zasadzie, jak np. „psychol”; treść jest o leczeniu i rehabilitacji: „Dyrektor Śląskiego Centrum Rehabilitacyjno-Uzdrowiskowego w Rabce […]”),

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


70. GW, 17.12.2012 r., s. 17 archiwum: „Fundusz przeprasza lekarzy” (treść: „Śląski NFZ najpierw zażądał od lekarzy, by tłumaczyli mu sięnielegalnego wypisywania recept, a teraz rozsyła do części z nich przeprosiny. Lekarze i tak pozostają nieufni, a tracą dalej pacjenci”)

— oczywiście, zgodnie z istotą aluzji, która musi tylko naprowadzać na temat, ale nie być mówieniem o nim wprost, nie mogło to być dokładnie tak, jak w moim przypadku (czyli: najpierw zaufanie do lekarzy, a potem mniejsze), natomiast pozostaje to do niego podobne, ponieważ jest jego przeciwieństwem. W moim przypadku najpierw jest zaufanie do lekarzy, a później (z pewnością nadejdzie taki dzień, choćby trzeba się było odwołać do narodu) zaufanie to staje się mniejsze. Natomiast tutaj jest odwrotnie: najpierw posądzenia, a następnie wycofanie się z nich.

— mimo wszystko więc jest to sytuacja podobna,


71. GW, 17.12.2012 r., s. 17 archiwum — znowu artykuł o komercjalizacji szpitala (tytuł: „Chcą się pozbyć szpitala”), por. pkt 55 [powinno być: 56 — przyp. tut.],


72. GW, 17.12.2012 r., s. 18 archiwum: Porażka Ślepska (pasuje do wątku niesprawiedliwego sądownictwa, aczkolwiek tylko przez skojarzenie — ktoś tutaj pewnie będzie ślepy…),


73. GW, 17.12.2012 r., s. 18 archiwum: Piotr Gruszka wygryziony przez 18-latka,

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


74. GW, 17.12.2012 r., s. 18 archiwum: Teraz czas na kadrę” (treść: „Od badań lekarskich w Centralnym Ośrodku Medycyny Sportowej w Warszawie polscy piłkarze rozpoczynają dziś […]”), [znowu chodzi mi tu o to nazwisko pokrzywdzonej, chociaż też oczywiście o te jej urazy — przyp. tut.]


75. GW, 17.12.2012 r., s. 18 archiwum: artykuł z Piotrem PAL[…] w roli głównej (nazwisko, stojąc obok imienia Piotr, w zrozumiały sposób kojarzy się z Pal…, czyli nazwiskiem pokrzywdzonej; tytuł: „Nowa Stal mówi o czwórce”),


76. GW, 17.12.2012 r., s. 19 archiwum: „Śledczy nie doczytał, więc podatnicy zapłacą za odszkodowanie dla lekarza” (treść: „Znany gastrolog dostanie ponad 85 tys. zł za cztery miesiące, które niesłusznie spędził w areszcie. Katowicka prokuratura zarzuciła mu, że […] wziął łapówkę za wydanie fikcyjnych dokumentów o stanie zdrowia udającego przestępcę agenta CBA”),

a zaledwie 5 pozycji dalej:


77. GW, 17.12.2012 r., s. 19 archiwum: Patryk może żądać odszkodowania” (imię niewątpliwie brzmi podobnie do „Piotrek” — Piotrek, a przy tym jest też przecież postać z Ministerstwa Sprawiedliwości: Patryk Jaki, na tej zasadzie nadająca się do skojarzenia ze stawianiem Piotra Niżyńskiego przed sądem: „Piotrek jaki? dobry czy zły?”; treść artykułu: „Od kilku miesięcy opisujemy problemy [… — młodego człowieka], który w dorosłe życie mógł wejść bajecznie bogaty, a ma gigantyczne długi. […] Urzędnicy Ministerstwa Sprawiedliwości przeprowadzili kontrolę i okazało się, że sąd popełnił wiele błędów w sprawie chłopca”),


78. GW, 18.12.2012 r., s. 4 archiwum: „Kto zapłaci odszkodowanie za śmierć drwala?” (tekst: „Drwal z drzazgą w sercu zmarł przez błąd lekarzy — uznał sąd, więc […]”),


79. GW, 17.12.2012 r., s. 20 archiwum: „CZYTELNICY DO ‘GAZETY’” (do pary z pkt. 56; treść: „Kierowcy, nam jest zimno! Podaliście wiadomość o […]. Kiedy wreszcie w ślad za tym pójdą normalne warunki jazdy?”),


80. GW, 18.12.2012 r., s. 1 archiwum: artykuł pierwszy w ogóle na liście jest autorstwa P…L… [imię; znów chodzi mi tu o podobieństwo do nazwiska „pokrzywdzonej” (przyp. tut.)] Krajewskiej

— Krajewski to „wierzyciel”, który zorganizował przeciwko mnie nakaz zapłaty wysłany na zły adres i mimo usilnych starań, w tym skargi o wznowienie w II instancjach, nie udało mi się uzyskać aprobaty sądu dla twierdzenia, że naruszono me prawo do sądu; sprawa cywilna XXV Nc 262/14 w Sądzie Okręgowym w Warszawie, a sygnatura skargi o wznowienie w tej sprawie to XXV C 1879/15; zupełnie nie pomogło mi to, że w czasie rzekomego doręczania mi nakazu zapłaty byłem zameldowany od miesięcy gdzie indziej — i tak sprawa poszła do egzekucji, a potem odrzucono mą skargę o wznowienie, do czego przychyliły się obie instancje),

pasuje to na przewidywania co do losu sprawy niniejszej.

Na tejże samej stronie: tematy ruchu ulicznego na jezdni, a także komercjalizacja szpitali. Na s. 2 jest jakieś bardzo nietypowe DZIEJE SIĘ DZISIAJK — z błędem w tytule (dodaną na końcu „K”).

UWAGA: oczywiście wydanie z 18.12.2012 r. dostępne było w kioskach już rano (transport do kiosków też trochę trwa), a więc przygotowano je dzień wcześniej. Czyli też jeszcze przed wypadkiem.


81. GW, 18.12.2012 r., s. 3 archiwum: POmysły na komunikację (treść: „Platforma Obywatelska chce atrakcyjnych biletów dla uczniów, studentów i bezrobotnych, zapowiada też walkę o przyśpieszenie komunikacji miejskiej. Dziś spotkanie w tej sprawie […]dzień po tym, jak […]”),

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


82. GW, 18.12.2012 r., s. 3 archiwum: Lekarze w czwartek będą rozdawać nagrody (treść o uniwersytecie, pierwsze słowo przypomina słowo „studentka” — jest to mianowicie „statuetka”; tematyka medyczna),


83. GW, 18.12.2012 r., s. 3 archiwum: KULTURA W SKRÓCIE (treść: Dyskretny urok burżuazji Dyskretny urok burżuazji W Teatrze Nowym można zobaczyć dziś spektakl ‘Dyskretny urok burżuazji’. Reżyser […] czyta na nowo słynny film […], dodając nieco”)

— po pierwsze: „burżuazja” kojarzy się m.in. właśnie z właścicielami Gazety Wyborczej (a ściślej: właścicielami spółki Agora S.A.), więc „dyskretny urok” tych ludzi bardzo trafia w temat pełnego aluzji poprzedniego numeru.

Po drugie: „ktoś to odkrywa na nowo”, „czyta na nowo”, prezentując w nieco innym ujęciu. [Pasuje to do powtarzania od nowa sprawy domniemanych aluzji prasowych z poprzedniego dnia (przyp. tut.)]

Po trzecie: dwa razy powtórzona na samym początku istotna uwaga (może z powodu jakiegoś rzadkiego układu nagłówków) pojawia się też przy okazji niesłusznego oskarżenia mnie przez policjantów o znieważenie ich dn. 30.05.2018 r. Przedstawiam to w załączonym tutaj piśmie (tekst „Blondyn ma hit na weekend Blondyn ma hit na weekend” na początku jednego z pierwszych artykułów na mojej skróconej liście dot. wydania z 29.05.2018 r.).

A zaledwie 3 pozycje dalej:


84. GW, 18.12.2012 r., s. 3 archiwum: Dramat w szpitalu na Zaspie,

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


85. GW, 18.12.2012 r., s. 3 archiwum: Dziś w nocy zmiany na rondzie (treść: „Dzisiejszej nocy zmieni się organizacja ruchu na Rondzie […]. Tymczasem rondo zostanie przesunięte w kierunku północnym, w pobliże wlotu ul. Okrzei”)

— wlot może też budzić skojarzenie z narządem płciowym tej jakoby pokrzywdzonej przeze mnie postaci P. [jeszcze bardziej pasuje tu nazwa ulicy, bo kojarzy się z krzemem, Krzemową Doliną itp., czyli także z elektroniką pojazdu; ponadto zastosowanie pojęcia wlotu jest (z uwagi na ang. entry point — punkt wejścia do programu) czytelną aluzją informatyczną do jej inicjałów (przyp. tut.)],

zaś co do przesunięć ulicznych to przecież kosz na śmieci przy Nowowiejskiej przed rondem na pl. Politechniki został trafiony przez samochód i to on przejechał po stopie E. P.

Do artykułu pasuje ze s. 4 artykuł „Politechnika wchodzi w transfer […]”; przesunięcie, transfer — co za różnica!

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


86. GW, 18.12.2012 r., s. 3 archiwum: „Zadbajmy o ptactwo („ptaszek” to stosunkowo rzadkie, ale znane, określenie na penis mężczyzny; treść: „Zima to trudny czas dla flory i fauny, a szczególnie sikorek”)

— dwa często łączone ze sobą słowa „flora”, „fauna” budzą skojarzenia z innymi przeciwstawnymi parami słów, do najpopularniejszych takich par należy oczywiście „męskie / żeńskie” (czy, analogicznie, „mężczyzna / kobieta”) [niewątpliwie też słowo „sikorki”, przez skojarzenie z sikaniem, wzmaga takie konotacje znaczeniowe słowa „ptaszek” — przyp. tut.],

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


87. GW, 18.12.2012 r., s. 3 archiwum, artykuł z tekstem „Odważ się być dobrym”,

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


88. GW, 18.12.2012 r., s. 3 archiwum: „KRONIKA POLICYJNA” o ataku na kobietę ze słabej broni,


89. GW, 18.12.2012 r., s. 4 archiwum — o komunikacji miejskiej (artykuł „18 st. C — zimno czy gorąco? Pasażerowie są podzieleni”, tekst jest o „pesach” i kończy się „Często zdarza się to podczas tego samego kursu” — to by pasowało do dodatkowej rzekomej ucieczki z miejsca zdarzenia, oczywiście „kurs” trzeba by potraktować przenośnie, symbolicznie, jako symbol samego tylko tematu — sens: „często”, gdy jest [sprawa o] wypadek, idzie on w parze z ucieczką z miejsca zdarzenia),


90. GW, 18.12.2012 r., s. 4 archiwum: KRONIKA POLICYJNA (treść: „Zginął na pasach 87-letni mężczyzna zginął wczoraj w południe na przejściu dla pieszych przy ul. Waryńskiego w […]. — Potrącił go 25-letni sandomierzanin kierujący oplem astrą — i”)

— otóż miejsce zarzucanego mi wypadku to ul. Nowowiejska blisko (1) skrzyżowania z ul. Waryńskiego, ale jeszcze bliżej: (2) ronda na pl. Politechniki (lokalizacja samochodu w chwili zderzenia była pomiędzy tymi 2 skrzyżowaniami),

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


91. GW, 18.12.2012 r., s. 4 archiwum: „Choinka pięknieje” (treść: „Tacy darczyńcy to prawdziwy skarb! […]” — skojarzenia z prezentami [od dziennikarzy — przyp. tut.]…),

zaledwie 4 pozycje dalej:


92. GW, 18.12.2012 r., s. 4 archiwum: Gazety pisały”,

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


93. GW, 18.12.2012 r., s. 4 archiwum: Święty Mikołaj w Klubie Dobrego Filmu (o jakiejś „Obywatelskiej” — nazwie własnej, której drugie słowo to „Obywatelska”),


94. GW, 18.12.2012 r., s. 5 archiwum: Zniszczyli nam życie (tekst: „Kolejna rodzina oskarża lekarzy z ginekologii szpitala na al. […] o zaniedbania, do których miało dojść przy porodzie. Dyrektor placówki nie ma sobie ani położnikom nic do zarzucenia. Sprawę bada prokuratura”)

— wyraźnie pasuje na aluzję do postawy prokuratury, która, choć nie ma dowodu na okoliczność tego, że Piotr Niżyński czegoś rzekomo „nie zrobił a powinien”, i tak oskarża. Dowody, którymi dysponuje prokuratura, stwierdzają tylko, jaki był ruch pojazdu, nie zaś, jakie były czyny oskarżonego/podejrzanego.

Ponadto temat medyczny, jakże trafny.

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


95. GW, 18.12.2012 r., s. 5 archiwum: Trotyl na Euro? (sprawa trotylu podobno być może obecnego w prezydenckim samolocie TU-154, który miał słynny wypadek w Smoleńsku w 2010 r., w którym to wypadku zmarł prezydent RP Lech Kaczyński, zalicza się do takich hipotez, które śledczy badający ten słynny wypadek powinni uwzględniać)

— bardzo ważne: w związku z igrzyskami „Euro 2012” (mistrzostwa Europy w piłce nożnej) premier Polski Tusk zlecił, jak mówił, by Żandarmeria Wojskowa asystowała przy sprawach cywilnych w związku z ochroną „Euro 2012” (jest to nadużycie w świetle art. 26 ust. 1 Konstytucji RP)

— dowód: Zarządzenie nr 41 Prezesa Rady Ministrów z dnia 14 maja 2012 r. w sprawie użycia żołnierzy Żandarmerii Wojskowej do udzielenia pomocy Policji (M.P. 2012, poz. 294)

— mamy tu zatem 2 skojarzenia: 1) spisek kryminalny, 2) Żandarmeria Wojskowa i polityczna inspiracja [przypominam, że moim twierdzeniem jest, że najpierw zatrzymała mnie ŻW (przyp. tut.)],


96. GW, 18.12.2012 r., s. 5 archiwum: Lodowisko na stadionowym parkingu (dwa istotne tematy: „lodowisko”, co kojarzy się z POŚLIZG, oraz „PARKING” — parkowanie samochodu, co kojarzy się z zachowaniem strażnika wjazdu do Politechniki Warszawskiej na mój widok),

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


97. GW, 18.12.2012 r., s. 5 archiwum: Noga z gazu, bez gadania!

— pasuje to na komentarz do „szybkościowego” podejścia prokuratorki, która sobie pewnie wyobraża jeszcze jakieś nogi na gazie a nie rozpaczliwe szukanie rozwiązania najmniej szkodzącego ludziom (trafienie w słupek, a nie przejechanie przechodzących przez ulicę przechodniów). Ona już rzekomo „wie”, że nie było punktowo i chwilowo problemu z nawierzchnią (czy raczej z kołami pojazdu, bo to na nie oleista ciecz by się w takiej sytuacji przeniosła, zwłaszcza, jeśli pojazd z naprzeciwka rozlewał ją w okolicy swych własnych kół).

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


98. GW, 18.12.2012 r., s. 5 archiwum: „Szkoła muzyczna jak z nut”

— uczyłem się przez pierwsze 6 lat edukacji szkolnej w Państwowej Szkole Muzycznej im. Karola Szymanowskiego przy ul. Krasińskiego 1 w Warszawie. Jest to łatwe do sprawdzenia dla sądu i prokuratury. Organy procesowe zaniedbując sprawdzenie tego nie powinny uznawać powyższej tezy za nieudowodnioną lub fałszywą (p. art. 4 k.p.k.).


99. GW, 18.12.2012 r., s. 6 archiwum: „Policja na nowym” (treść: „Wybudowaną od podstaw za 12 mln zł nową komendę policji otwarto w poniedziałek w Lipnie [miejscowość ta oczywiście z brzmienia kojarzy się z „lipą”, tj. czymś fałszywym, pozornym tylko, kiepskim (przyp. oryg.)].)

— DO PARY Z INNYM ARTYKUŁEM: otóż akt otwarcia nowej komendy Policji, i to w obecności Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji Joachima BRUDZIŃSKIEGO (nazwisko kojarzy się z „brudzeniem”, „plamieniem” kogoś [i jego honoru? — przyp. oryg.]), miał też miejsce w przededniu nowego ataku na mnie ze strony Policji, jaki miał miejsce 30.05.2018 r. i jaki polegał na zatrzymaniu mnie i pomówieniu o całą serię (wiązankę) wulgaryzmów i obelg skierowanych rzekomo do policjanta (nic takiego nie miało miejsce) — ta sprawa jest opisana w odpowiednim załączniku mego kolejnego pisma — o otwarciu nowej komendy pisała GW w przededniu tego zdarzenia (ataku) [artykuł tamten miał zresztą bardzo upolityczniony tytuł: „Zasługa Tuska, chwała PiS” — przyp. tut.],


100. GW, 18.12.2012 r., s. 7 archiwum: ZAWINIŁ CZŁOWIEK, TYLKO KTÓRY? (treść: Nie było żadnego błędu funkcjonowania systemu, przyczyną nieracjonalnej decyzji był człowiek — tak Krakowskie Pogotowie Ratunkowe wyjaśnia, dlaczego […]”)

— schodzi się to w czasie z bardzo podobnym problemem ustaleń faktycznych występujących w sprawie II K […]/18 [tj. niniejszej (przyp. tut.)] przeciwko mnie; w mojej sprawie:

— takie ustalenie faktyczne to nie tylko nieprawda, ale i naruszenie prawa procesowego, mówiąc krótko,


101. GW, 18.12.2012 r., s. 7 archiwum: „TELEFONICZNA OPINIA PUBLICZNA” (treść jest zupełnie jak gdyby o Straży Akademickiej Politechniki Warszawskiej, która tamtego dnia z góry sama zgłaszała się po mym podjechaniu pod Politechnikę, blokując wjazd na teren wydziału ‘z powodu spowodowania wypadku przez tę osobę’: W poniedziałek przekonałam się, że na parkingu galerii Echo można bezkarnie obrażać, i to jeszcze za nic. Rano zaparkowałam na starym parkingu, były trzy wolne miejsca, wjechałam w środkowe. Idealnie […]”),

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


102. znowu artykuł o PlusLidze (wielkie litery: PL, trochę kojarzy się to z nazwiskiem PaL… [moja „ofiara” (przyp. tut.)], zwłaszcza, że to padało wcześniej w wyraźniejszym kontekście; p. pkt. 64—65 [powinno być: 65—66 (przyp. tut.)]),


103. GW, 18.12.2012 r., 3 artykuły o pomocy medycznej na s. 8 archiwum,


104. GW, 18.12.2012 r., s. 12 archiwum: „Przegrywamy ze śniegiem” (treść: „Utrudnienia na podlaskich drogach i niewiarygodna kolejka tirów na granicy. Do tego gimbusy przegrywające ze śniegiem […]”)

— oczywiście samochód, zważywszy na jego ciężar, z powodu śniegu (ani nawet jakiejś zlodowaconej kałuży) nie wpadnie w żaden istotny poślizg, ciągnący się przez wiele metrów,


105. GW, 18.12.2012 r., s. 12 archiwum: „Bunt w Kochanówce” (artykuł o buncie w szpitalu psychiatrycznym przy Aleksandrowskiej 159 w Łodzi, w którym zmarła 10 miesięcy wcześniej moja ciocia, została zapewne zamordowana np. zatrutym lekiem — miejsce i czas tego zdarzenia pasują do siebie dobrze trafiając w sytuację mej rodziny), do pary z artykułem „Awantura o szpitale-spółki na sejmiku” ze s. 15, gdzie pada o „Drewnicy” (tak nazywa się szpital psychiatryczny, w którym byłem),


106. GW, 18.12.2012 r., s. 13 archiwum: „Sprawa domu w Zabierzowie — bez wyroku”

— nazwa miejscowości kojarzy się z „zabieraniem”, kradzieżą [np. kradzieżą informacji z komputera — przyp. tut.], a z uwagi na personalia „Rafał K.” pasuje to do omówionej w piśmie ze sprawy IV C 790/17 zaprezentowanym tu w załączniku „tematyki ‘rozmów przez program typu komunikator internetowy’” (ciągle powracającej w kontekście zabijania mej rodziny, na które wskazują, przypomnę, przede wszystkim bardzo trafnie dobrane daty zgonów) — w rzeczywistości chodzić tu może o […] (obsługiwany przez m.in. ludzi od podglądania ekranów poprzez odbieranie i analizowanie ich promieniowania, jak również różnych ważnych kierowników, jeśli są skontaktowani z mafią) jako środek komunikacji,


107. GW, 18.12.2012 r., s. 14 archiwum: „Unia (nie) da nam popalić(autor: Piotr Skwirowski, co brzmi jak: Piotr ŚWIRowski, p. pkt 51 [powinno być 52 — przyp. tut.]; choć tytuł brzmi przenośnie, treść jest o palaczach papierosów)

— jeden i ten sam artykuł trafia zarówno we mnie (jako „świra”, „wariata”, czyli osobę jakoby chorą psychicznie), jak i w potrąconą w wypadku osobę nazwiskiem PAL…;

pamiętajmy, że te artykuły powstawały dzień wcześniej, a w każdym razie na pewno przed wypadkiem (kioski są otwarte już od 8:00 i już tak wcześnie musi być dowieziona gazeta),


108. GW, 18.12.2012 r., s. 17 archiwum: „KARCIARZE BLOKUJĄ METRO” (tematyka ruchu ulicznego na jezdni, a także związanych z tym zatamowań; treść: „GAZETA WYBORCZA Rzesze studentów, a od niedawna również zwykłych posiadaczy […] nie mogą się tak łatwo dostać […]. Bramka nie wpuszcza. Spieszysz się do metra, podchodzisz do bramki”)

— w oczywisty sposób w kontekście aktualnych wydarzeń z mego życia artykuł budzi skojarzenia z blokowaniem wjazdu, do którego doszło w Straży Akademickiej Wydziału Elektroniki i Technik Informacyjnych Politechniki Warszawskiej przy ul. Nowowiejskiej 15/19,

zaledwie 2 artykuły dalej:


109. GW, 18.12.2012 r., s. 17 archiwum: „Trudne przejście przez 0 na torach” (to 0 w tytule kojarzy się z rondem — przejście [dla pieszych] przed rondem na pl. Politechniki to miejsce tuż obok wypadku; treść: „Znowu awarie paraliżowały ruch na torach. Pękały szyny, psuły się pociągi i [uwaga, bo znamienne — przyp. tut] urządzenia sterowania ruchem”),

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


110. GW, 18.12.2012 r., s. 17 archiwum: „Ślisko na chodnikach, jutro mróz” (treść jest o ratownictwie medycznym),


111. GW, 18.12.2012 r., s. 17 archiwum: Parkowanie pod domem to luksus” (treść: „Burmistrz Ochoty chce negocjować z miejskim inżynierem […], by zachować choć część miejsc parkingowych na wąskich i ślepych uliczkach”)

— znowu artykuł pasuje do tematu strażnika, który poinformował mnie, że nie mogę wjechać do PW, w okolicach bramy wjazdowej Wydziału Elektroniki i Technik Informacyjnych Politechniki Warszawskiej przy ul. Nowowiejskiej 15/19. W Warszawie (artykuł jest o m. st. Warszawa). Skąd straż w tak krótkim czasie zaledwie ok. 1 minuty od zdarzenia mogła wiedzieć, że ono miało miejsce i że ma takiego konkretnego samochodu nie wpuszczać? Przecież to ledwie wystarcza, by powtórzyć głosem informację, ale przecież nie natychmiast w chwili wypadku ktoś już zaczął ją strażnikowi przekazywać. Moim zdaniem to dowodzi jego już uprzedniej wiedzy o tym, że do wypadku ma dojść, co wynikało z istnienia zmowy (analogiczna sytuacja, jak zapewne z GW). „Miejski inżynier” w tym kontekście to „warszawski inżynier” (mój jedyny na razie tytuł, a wtedy nawet jeszcze nie wywalczony).


112. GW, 18.12.2012 r., s. 17 archiwum, artykuł ze słowem Wilcz w tytule (jak ulica Wilcza, gdzie mieści się komenda Policji, która mnie wtedy zatrzymała),

a zaledwie 2 pozycje dalej:


113. GW, 18.12.2012 r., s. 17 archiwum: „Atak Polonii się posypie”

— w kontekście mego indywidualnego przypadku i sprawy kolizji drogowej „Polonia” kojarzy się nie tylko z nazwiskiem Pal…, co tutaj pokazuję kolorowym tłem, ale i z Polską, a więc też państwem polskim, które reprezentuje m.in. Policja — zauważmy na oczywiste dla warszawiaka skojarzenie z ul. Wilczą powyżej.

— Oczywiście atak na mnie dowodowo „posypałby się” (upadłby) zwłaszcza wtedy, gdyby rzeczywiście zabrali się za przesłuchiwanie tej Straży Akademickiej.

Może też to aluzja do nieudanego wszczęcia mojej sprawy sądowej skargą.

_____________________________________________________________


114. Katolicka Agencja Informacyjna, 16.12.2018 r.: „Zachód nie powinien finansować ucieczki chrześcijan”,

a zaledwie o 2 pozycje dalej:


115. KAI, 17.12.2012 r.: Prymas z życzeniami […] Polaków na emigracji (gdyby zamienić literę „o” na „a” pasowałoby to idealnie do tematu ucieczki, mianowicie tej PAL[…]K — gdyż w prasie widać ślady, że sytuacja była zaplanowana)

— por. z artykułem 1 (wyjazd czy raczej ucieczka za granicę kojarzy się ze staraniami o uniknięcie własnej odpowiedzialności karnej, które kogoś mogą czekać: [E.] P. i jej przyszłego męża?…) oraz 51,

— pani pokrzywdzona jakoś nie odebrała listu, czyżby była na emigracji? przepadła nie wiadomo, gdzie?…


116. KAI, 18.12.2012 r.: „W rocznicę śmierci Vaclava Havla” (artykuł, że w Czechach jest rondo Havla, był też w KAI wtedy, gdy umierała — z bardzo okrągłą długością życia! — moja ciocia, wśród innych bardzo niezwykłych artykułów; zaprezentuję to w kolejnym piśmie),


117. KAI, 17.12.2012 r.: „We wtorek spotkanie ws. Funduszu Kościelnego”

— znowu temat potrzeby opodatkowania Kościoła i jakichś reform w tej sprawie, jak już wcześniej przy śmierci (najprawdopodobniej zamordowaniu) mej cioci, a także przy śmierci (też najwyraźniej zamordowaniu) mej babci Zofii Niżyńskiej (w przeddzień — 7.03.2013 r., a także już wcześniej: 5.03.2013 r.); o tym w kolejnym piśmie;

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


118. KAI, 17.12.2012 r.: „Newtown, nie jesteś samo” (mieszkałem w latach 1996—2004 z dziadkami Niżyńskimi w domu przy ul. Newtona […] Warszawa; świadek: […] Niżyński, ul. […]),

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


119. KAI, 17.12.2012 r.: Prezydent […] Pal[…] u papieża, w tekście jest o „sprawiedliwym” rzekomo rozwiązaniu konfliktu między Izraelem a nie-Izraelem

— tytułowa Pal… (Palestyna) pasuje do nazwiska PAL…, czyli do „pokrzywdzonej” zdaniem państwowego szpitala w tej sprawie (zdania organów ochrony prawnej nie ma tu co nawet uwzględniać, bo one sprowadzają się tylko do roli notariuszy tego, co już i tak napisał szpital),


120. KAI, 17.12.2012 r.: „Historia dwunastu lat” (dalej o tym opodatkowaniu Kościoła),

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


121. KAI, 17.12.2012 r.: artykuł o cyt. „globalizacji powierzchowności” (kojarzy się z tematem… powierzchni, nawierzchni),

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


122. KAI, 18.12.2012 r.: dalej o tych podatkach Kościoła („Przegląd spraw spornych”),


123. KAI, 18.12.2012 r.: „Polska podpisała Konwencję ws. przemocy wobec kobiet” (treść: „Pełnomocnik Rządu do spraw Równego Traktowania, Agnieszka Kozłowska-Rajewicz podpisała 18 grudnia Konwencję o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet oraz przemocy domowej.”),


124. KAI, 18.12.2012 r.: „Trwa dochodzenie w sprawie vatileaks” (tzn.: w sprawie przecieków z Watykanu),

a bezpośrednio po nim jako kolejny:


125. KAI, 18.12.2012 r.: znowu, po raz 4-ty, o opodatkowaniu Kościoła,


126. KAI, 19.12.2018 r.: Najczęściej naruszane prawo człowieka (otóż w Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu jest to… prawo do rzetelnego postępowania sądowego).


II. Uzasadnienie, że to wystarcza, by uprawdopodobnić spisek w sposób graniczący z udowodnieniem i wprowadzeniem pewności


Wydanie GW z przedednia zawiera mnóstwo artykułów o wypadkach i niebezpieczeństwie na drodze (w przeciwieństwie do wydania z dnia następnego), o środkach lokomocji i ogólnie ruchu drogowym, jest sprawa polityczna z wypadkiem (radny PO i słowa posła SLD do niego), jest artykuł „Oj, było bardzo ślisko” itd., jest mnóstwo artykułów trafiających wręcz po nazwisku lub po bardzo rzadkiej cesze (stwierdzone przez lekarzy zaburzenia psychiczne) we mnie i w postać E. P., a także w temat „ruchu drogowego pod Rondem”, „ruchu drogowego i parkowania pod Politechniką”. Również KAI i dziennik „Fakt” zawierają artykuły nasuwające bezpośrednie skojarzenia z tym wypadkiem — w przypadku KAI były aż 3 artykuły pod rząd ściśle trafiające w mój przypadek („We wtorek spotkanie ws. Funduszu Kościelnego” — co najmniej dwukrotnie w czasie, gdy zapewne zabici zostawali, jak pokażę, członkowie mej rodziny, miało miejsce coś takiego; „Newtown, nie jesteś samo” — mieszkałem przez wiele lat na ul. Newtona […] w Warszawie; „Prezydent […] Pal[…] u papieża” — trafia w nazwisko Pal…).

A czy ww. fakt uznać należy za coś potencjalnie zamierzonego?


1. Najpierw chciałbym tu omówić kwestię, czy w ogóle możliwe, dopuszczalne i legalne jest dowodzenie i argumentowanie na rzecz obniżonej wiarygodności materiału dowodowego oskarżenia poprzez wskazywanie artykułów prasowych.


2. Jakkolwiek dawano mi we znaki, że być może ustawione już są różne sądy, w tym Sąd Okręgowy w Warszawie, tak, iż kompletnie nie dopuszczą i nie włączą w krąg swego zainteresowania przy rozpatrywaniu sprawy przedkładanych przeze mnie dowodów prasowych, to takie zachowanie sędziego byłoby po prostu niezgodnym z prawem lekceważeniem pewnych fundamentalnych zasad, w tym art. 4 i 7 k.p.k. Ostatecznie chodzi w tych dowodach przecież nie o zupełne przekreślenie, lecz o podważenie i zakwestionowanie, czyli postawienie pod znakiem zapytania, dowodów przedkładanych przez stronę oskarżycielską — jako potencjalnie dotkniętych taką to wadą, że po prostu mogły zostać sfałszowane, a istotna prawda mogła zostać pominięta, przemilczana.


3. Nie stanowi dostatecznej przeszkody uzasadniającej zupełny brak zainteresowania składanymi protokołami to, że wskazuję na artykuły prasowe wprawdzie poprzedzające incydent, w sprawie którego się bronię, ale opowiadające o czym innym. Nie jest bowiem nierealne to, że prasa mogłaby pisać o niektórych problemach albo np. o tym, że niektóre osoby są prześladowane, tylko na zasadzie aluzji, poprzez ocieranie się o temat bez wytknięcia go wprost, bez podania nazwiska ofiary czy dokładnego opisu tego konkretnego incydentu, który mnie dotyczył. Przeciwnie, takie posługiwanie się aluzjami i skojarzeniami było nawet być może już nieraz wobec mnie stosowane, np.:

— Jak pokażę w kolejnym (dosyć grubym) piśmie, moja ciocia A. U. (zm. 20.02.2012) żyła 2800 tygodni (i ani dnia mniej lub więcej; innymi słowy: 19600 dni). Już samo w sobie jest to dziwne, podejrzane — zwłaszcza, że 19600 to nie tylko liczba bardzo „okrągła” (aż dwie ostatnie cyfry są zerowe), a więc psychologicznie rzecz biorąc trafna, ale i mająca całkowity pierwiastek kwadratowy, co się bardzo rzadko zdarza (ok. raz na 9 miesięcy): 140 (tj. 1402 = 19600). Dodatkowe poszlaki, że to było zabójstwo, omówię w kolejnym piśmie.

Tymczasem: gdy umierała moja babcia Z. Niżyńska — żona dziadka (Z.), który był pasjonatem lotnictwa i tym się zajmował zawodowo bodajże na uczelni — pierwszy w ogóle artykuł Gazety Wyborczej w archiwum ze strony http://archiwum.gazeta.pl z przedednia tej śmierci (tj. wydanie z 7.03.2013 r.) to 28 tysięcy pasażerów lotniska”.

— Mój dziadek Henryk U. zmarł 6.11.2004 r. (dowody w piśmie kolejnym), przy czym oczywiście wydanie GW z tego dnia zostało przygotowane poprzedniego dnia (tak, iż można je było wydrukować i dowieźć do kiosków już rano 6.11.2004).

Tymczasem: 6.11.2004 r. w GW był taki oto artykuł: „Dwie godziny bez sentymentów, Grzegorz Niciński (nazwisko brzmiące przecież bardzo podobnie do mego Niżyński), a oprócz tego bardzo wiele innych trafiających w potencjalny temat artykułów, o których mowa w kolejnym piśmie, w tym np. „Hayn ma dość […]” (wykropkowane jest tylko 1 słowo: „speckomisji”) czy artykuł z nazwiskiem HaliNa Poświatowska (H-N „po świecie” [już jest, już na tamtym], „H-N Poświat”), zaś w Katolickiej Agencji Informacyjnej z przedednia tej śmierci był artykuł o modlitwie w intencji rychłej beatyfikacji osoby nazywającej się H…n… (Hlond, dawny prymas).

— Ilekroć umierał ktoś z mej rodziny od strony matki, choćby kompletnie niespodziewanie i nie w żadnym szpitalu, i w pełni sił i zdrowia, dzień wcześniej lub nawet w wydaniu z dnia śmierci (jakiejś czołowej prasy) były 3 tematy prasowe: (1) „jedności Kościoła”, (2) „beatyfikacji” oraz (3) prymasa lub Gniezna (siedziba biskupia prymasów). Wszystkie te 3 tematy występowały jednocześnie przy każdej ze śmierci od strony matki (3 osoby: dziadek Henio, babcia L., ciocia A.), a nawet jeszcze co nieco przy śmierciach od strony ojca (2 osoby: dziadkowie).

Tymczasem: jak pokazuje doświadczenie życiowe lub choćby przegląd protokołów, które składam i będę składać, artykuły na te tematy wcale nie pojawiają się we wspomnianej czołowej prasie codziennie czy nawet raz na 2, 3 czy 4 dni, tylko raz na jakiś (dłuższy) czas — jak by wychodziło, niemal na pewno ponadtygodniowy. Widać już więc, że prawdopodobieństwo trafienia z nimi w zgon mej rodziny jest zdecydowanie mniejszościowe (ułamek 1:n), zaś prawdopodobieństwo, że aż trzy takie tematy niezależnie zdarzą się naraz, to iloczyn prawdopodobieństw jednostkowych co do poszczególnych tematów, czyli 1:n1n2n3, co jest już w ogóle znikomym ułamkiem. Tymczasem zdarzenie mające takie prawdopodobieństwo zdarzyło się nie tylko przy śmierci dziadka Henia, ale i babci L. i cioci A., co jest już skrajnie nieprawdopodobne (powyższe nieprawdopodobieństwo, rzędu 1:100, podnieść do sześcianu) i zwykłym trafem niewytłumaczalne. Bo bardzo niesatysfakcjonujące intelektualnie jest wytłumaczenie, że zdarzyło się coś mającego prawdopodobieństwo np. 1 na milion zupełnie losowo — w sytuacji, gdy bardzo łatwo to wytłumaczyć jakimś spiskiem, by zrobić chociaż efekt psychologiczny, działający na zainteresowanego i dociekliwego czytelnika, który to bada. Należy po prostu wziąć pod uwagę prawdopodobieństwo losowego trafienia (np. jedna milionowa, czyli 0,000001) i prawdopodobieństwo istnienia spisku politycznego z prasą (np., załóżmy, 1%, czyli ufa się „systemowi” mass mediów na 99%), po czym stwierdzić, że to drugie jest np. 10.000 razy (jak w tym przykładzie) bardziej prawdopodobne, a więc sytuację rozpisaną można by zapisać tak oto: x+10000x = 1 (gdzie x to prawdopodobieństwo, że artykuły w prasie zdarzyły się losowo, skoro już się zdarzyły, a 10000x — że wskutek spisku), z którego to równania wynika, że na 99,99% padłem ofiarą spisku polityczno-medialnego w tamtych sprawach zgonów mej rodziny.

— Z kolei teraz w artykułach „Faktu” z dnia akcji policyjnej polegającej na pomówieniu mnie o strasznie ostre sformułowania wobec policjantów w postaci całej wiązanki i długich zdań złożonych z wulgaryzmów i wyzwisk (30.05.2018 r.) pada nazwisko „Nizińska”. Znowuż można to tłumaczyć przypadkiem, ale doświadczenie lub wnikliwa analiza pokazują, że tam temat osoby o tak do mego podobnym nazwisku zdarza się bardzo rzadko, więc jak najbardziej uwagi godna dla racjonalnie myślącej osoby jest hipoteza spisku polityczno-medialnego.


4. Bardzo proszę o dokładne przeanalizowanie sobie powyższych uwag, w tym przypisów, gdyż wynika z nich, że istnieje naprawdę bardzo wysokie prawdopodobieństwo zmowy kryminalnej także w branży środków masowego przekazu (a w każdym razie zmowy w jakichś sposób ich sięgającej).


5. Oczywiście zrozumiałe jest, że prasa, jeśli by tylko — jak można mieć wątpliwości czy podejrzenia — była sama zaangażowana kryminalnie, nie będzie pisać wprost o niektórych tematach, o których wie. Może to wynikać np. z uzyskania informacji za pośrednictwem zakazanego kanału komunikacji (np. poprzez kontakt z grupą przestępczą przez […] i program komputerowy wykorzystywany do przestępczości w rodzaju hacking — do wykradania wyglądu ekranu komputera, tj. […]), jak również zwłaszcza z nacisku administracji rządowej (np. w związku z uprzednią zmową z rządem i widmem zastosowania Kodeksu karnego skarbowego).


6. Nie ma również przeszkody prawnej, by istniało coś takiego, jak podejrzenie zmowy kryminalnej. Ogólne prawo do podejrzeń należy wywieść z art. 31 ust. 1 Konstytucji RP (por. wyrok TK z 10 lipca 2007 r., sygn. akt SK 50/06); przy tym pewne jego aspekty są sformułowane wprost w art. 54 ust. 1 Konstytucji RP oraz w art. 53 ust. 1 (wolność sumienia — obejmuje to poglądy co do tego, co się powinno, a czego się nie powinno robić lub nie robić, a więc też: komu się powinno ufać, a komu nie). Prawo to przysługuje też oczywiście sędziom; zresztą praca sędziego karnego w dużej mierze opiera się właśnie na wartościowaniu podejrzeń. Nie dotyczy to tylko sądowych sekcji postępowania przygotowawczego, gdyż również cała dziedzina wartościowania dowodów co do ich wiarygodności opiera się na tym, że sędzia wprawdzie nie będąc samemu świadkiem wydarzenia i dlatego nie mając tej ostatecznej pewności, jaka z takiego bezpośredniego świadkowania płynie, dyskwalifikuje jedne dowody a inne dopuszcza i to zazwyczaj bez informowania prokuratury o fałszerstwie, gdyż wiedzy pełnej o tym sędzia nie ma (że doszło do fałszywego zeznania lub np. sfabrykowania dokumentu; jedynie jest po prostu niższe zaufanie, a więc niepewność co do prawdziwości dowodu w aspekcie dowodzonej okoliczności).


7. Zauważmy też (wracając tu do tematu „czy to w ogóle realne? czy można racjonalnie coś takiego przyjmować, jak ‘płaszczyzna aluzyjna artykułu’, lub choćby snuć takie hipotezy?…”), iż występowanie uderzająco podobnych tematów w prasie jako rezultat zamiaru przestępczego co do zdarzenia, jakie dopiero ma nastąpić, jak najbardziej może się zdarzać, mimo że te artykuły, które o tych tematach opowiadają, dotyczą najpewniej rzeczywistych innych (odrębnych) zdarzeń, mających też swoje przyczyny i w normalny sposób zasługujących, być może, na jakąś uwagę dziennikarzy. To, że wszystkie takie artykuły mają swoje normalne przyczyny i swoje normalne tematy (na płaszczyźnie dosłownej), wcale nie wyklucza istnienia płaszczyzny aluzyjnej (tego, do czego jeszcze się w artykułach nawiązuje, sygnalizując tym samym swą wiedzę o zmowie kryminalnej i szykującym się zdarzeniu).

Gdyż — będąc dziennikarzem — pożądany temat, wydarzenie można:

a) wyszukać spośród natłoku innych i nagłośnić,

b) spowodować (zorganizować) albo

c) (w ostateczności) zmyślić.


8. W związku z powyższym, skoro już wiadomo, że być może jest podstawa, by podejrzewać, oraz że wolno podejrzewać — zachowując oczywiście przy tym domniemanie niewinności, lecz także swoje prawo do wątpliwości — pozostaje pytanie: kiedy podejrzewać? Jak stwierdzić, czy istnieje istotne prawdopodobieństwo, że dane konkretne zdarzenie było rezultatem działania grupy kryminalnej (jakiejś organizacji sięgającej też prasy)? Istotnie, da się to stwierdzić. Zanim zaproponuję swoją metodologię przedstawiam najpierw proponowaną klasyfikację.


9. Występujące w artykułach zbieżności można podzielić na 2 rodzaje:

a) zbieżność ogólna (tematyczna) — jest to zbieżność dosyć powierzchowna, polega na tym, że artykuł ma temat, który zbiega się z czymś, co jest aktualne w związku ze sprawą badaną (mogącą być ewentualnie rezultatem zmowy i działalności grupy kryminalnej sięgającej środków masowego komunikowania); tego typu zbieżności są czasem jedynym oparciem w przypadku redakcji, które wydają codziennie niewiele tylko artykułów, np. redakcja Katolickiej Agencji Informacyjnej (typowo najwyżej kilka, poniżej 10, artykułów dziennie, a nieraz np. tylko 2).

b) zbieżność szczególna („w szczegółach”) — rozumiem pod tym sformułowaniem zbieżność tkwiącą w szczegółach opisywanego zdarzenia czy sytuacji (konkretne liczby, dane osobowe, nazwy miejscowości albo też zupełne detale opisywanego zdarzenia wykraczające poza ogólnikowe określenie tematyki itd.). Jest to dużo silniejsza zbieżność niż powyższa (dużo mniejsza jest szansa, że coś takiego się w danej pojedynczej dacie zdarzy). Potrafi ona szeroko występować np. w Gazecie Wyborczej, która codziennie publikuje np. ok. 600 artykułów (wraz ze swymi rozlicznymi dodatkami, w tym: dodatkami regionalnymi z różnych części kraju). Często nie ma przy tym już nawet znaczenia, jaki ogólnie jest temat artykułu (jeśli trafny, to tym lepiej, ale często owo „lepiej” jest już czysto psychologiczne i z punktu widzenia końcowego podsumowawczego wrażenia — nawet nie wnikajmy w to) — gdyż samo trafianie szczegółów artykułu w jakiś konkretny badany problem (mój) jest tak silną poszlaką, że w istocie nic więcej z punktu widzenia takich analiz nie ma już znaczenia w takim artykule — „nic więcej nie potrzeba”. Czy tak jest, zależy od tego, ile jest możliwości. Przykładowo, w przypadku nazwisk polskich możliwości są co najmniej setki tysięcy (na samej tzw. liście Wildsteina będącej zbiorem danych osobowych bodajże rejestrowanych przez Służbę Bezpieczeństwa PRL jest podobno ponad 162 tys. nazwisk). W takiej sytuacji jeśli w mój temat, wyrażony np. w postaci kilku zdań o najważniejszych rzeczach życiowych i dotyczących konkretnego zdarzenia, trafia choćby nawet 100 słów polskich i odpowiednio np. 500 opartych na nich nazwisk, to prawdopodobieństwo, że konkretne nazwisko losowo (wskutek splotu okoliczności) zdarzy się trafne, wynosi np. 500:500.000, czyli 1:1000, czyli 0,1%. (Przykład: „Poświatowska” — skojarzenie ze sformułowaniem „tamten świat” oraz jeszcze imię Halina pasujące do Henryk.) A więc np. przy personaliach to są tego typu prawdopodobieństwa; również przy liczbach często mała jest szansa trafienia w odpowiednią, np. 1 do 100 czy nawet 1 do 25 w przypadku liczb dwucyfrowych oznacza 1—4%. W takiej sytuacji oczywiście nie ma już znaczenia, jaki jest temat takiego artykułu. Natomiast są przypadki, gdy ogólna tematyka również jest ważna. Np. artykułów o wypadkach drogowych, bezpieczeństwie drogowym i środkach lokomocji może być w GW z danego dnia np. 12—15 (typowo jest co najwyżej 1—2). Jeśli jeden z nich opisuje zdarzenie praktycznie identyczne z moim, tzn. takie, że jakiś samochód w związku z osobą pieszego zakręcił w ostatniej chwili, co spowodowało katastrofę, czy też np., że wypadek lub sytuacja ma miejsce na jakimś Rondzie, to oczywiście w praktyce dotyczy to może 2% problemów. Zważywszy jednak na to, że artykułów w gazecie ogólnie jest wiele, np. 600, to mogłyby się takie zdarzać, nabiera więc znaczenia także ogólna zbieżność tematyczna (ruch drogowy, nie tylko sama „okrężność”), która, powiedzmy, niech idzie w parze z tematem rond i tego, co okrężne. A zatem przyjmując prawdopodobieństwo 98% (100% minus powyższe 2%) jako prawdopodobieństwo tego, że artykuł o ruchu drogowym nie będzie o czymś takim, to prawdopodobieństwo, że w ogóle nie będzie w całym wydaniu, choćby bardzo na drogach się skupiającym, takiego artykułu wynosi 0,9812 (albowiem trzeba utworzyć wyrażenie 0,98 × 0,98 × 0,98 … z 12 identycznymi czynnikami odpowiadającymi prawdopodobieństwom zdarzeń niezależnych — tego, że dany pojedynczy artykuł będzie o czym innym) ≈ 78,5%, co oznacza, że zaledwie na 21,5% jakikolwiek artykuł o rondzie trafiłby się w takim numerze. To przykład słabej zbieżności szczególnej, ale również podlegającej uwzględnieniu w wyliczeniach.


10. Jedynie pomocniczo przypomnę tutaj pewne podstawowe reguły, jakie należy mieć (w ramach potrzeby prawidłowego rozumowania) na uwadze przy ocenianiu prawdopodobieństw (ostateczną proponowaną „receptę” na określanie, czy są podstawy podejrzewać, że ewentualnie doszło do zmowy kryminalnej, przedstawię w kolejnym punkcie) — poniżej same podstawy:

a) w sytuacji, gdy jest N możliwości i nie ma szczegółowych informacji o różnicach między nimi (np. strony kostki czy nawet nazwiska), prawdopodobieństwo trafienia jednej konkretnej możliwości w toku pojedynczej próby losowej (taką „próbą” mógłby być np. artykuł prasowy, w którym zdarza się jakiś parametr) wynosi 1 podzielone przez N; prawdopodobieństwo trafienia którejkolwiek z 2 wybranych możliwości wśród N ogólnie możliwych w toku takiej próby to 2 podzielone przez N; prawdopodobieństwo trafienia w cokolwiek z podzbioru o liczności X w przypadku, gdy możliwości przy losowaniu jest N, wynosi X podzielone przez N itd.; zalicza się to do podstaw rachunku prawdopodobieństwa — gdy nic nie wiadomo o poszczególnych możliwościach, trafienie jednej z nich ma prawdopodobieństwo 1 podzielone przez liczba możliwości i tego typu wyniki można sumować, by opisywać prawdopodobieństwo bardziej złożonych zdarzeń (P(to-lub-tamto) = P(to) + P(tamto), jeśli to i tamto nie mają części wspólnej, a więc np. są odrębnymi zdarzeniami elementarnymi, na tej więc zasadzie z 1 w liczniku robi się 2 lub ogólnie X);

b) jak wiadomo ze szkoły średniej, prawdopodobieństwo współzajścia (tzn. zajścia wszystkich) pewnych zdarzeń losowych, które są od siebie niezależne, jest iloczynem prawdopodobieństw przypisanych poszczególnym zdarzeniom; wynika stąd, że jeśli ma zajść n przypadków, z których każdy ma prawdopodobieństwo p, prawdopodobieństwo czegoś takiego wyraża się potęgą liczby p i jest to pn;

c) zawsze można obliczyć prawdopodobieństwo zdarzenia przeciwnego do X, jeśli możliwe jest tylko X lub coś przeciwnego, na zasadzie 1-X (gdyż prawdopodobieństwo rzeczy pewnej to 1, a niemożliwej to 0); idąc więc śladem powyższego przykładu, prawdopodobieństwo, że nie zajdzie n jakichś przypadków, to 1-pn;

d) w przypadku, gdy istnieją 2 tylko hipotezy, którymi można wyjaśnić zaistniałe już zdarzenie, a są one sobie przeciwstawne i całkowicie się wzajemnie wykluczają — w przypadku takich rozważań na użytek sądowy są to hipoteza zmowy (spisku) oraz hipoteza zupełnie losowego zdarzenia się jakiegoś incydentu — można, nazywając prawdopodobieństwa tych hipotez odpowiednio xy — ocenić prawdopodobieństwo, że zdarzenie nastąpiło wskutek którejś z nich poprzez porównanie xy na zasadzie np. x = 1000y („prawdopodobieństwo spisku jest 1000 razy większe od prawdopodobieństwa zupełnie losowego zdarzenia się takiego przypadku”). W tym celu należy najpierw określić oba te prawdopodobieństwa w warunkach normalnych, tj. wtedy, gdy jeszcze nic nie zaszło i ocenia się je a priori. Typowo jedno z nich będzie określane szacunkowo na zasadzie poziomu zaufania (przykład: „na 99% nie ma żadnego spisku w mass mediach” — tak może powiedzieć osoba, która ma do nich bardzo duże zaufanie; w takim przypadku prawdopodobieństwo spisku określone zostaje tak oto: x = 0,01, czyli jedna setna, 1%), drugie zaś ściśle wyliczone metodami wyżej zaprezentowanymi (można jeszcze wykorzystać gałąź matematyki zwaną kombinatoryką). Porównując je ze sobą otrzymuje się jakiś wynik, np. x = 87,349y, a jest to wynik uniwersalnie słuszny. Zawsze przecież, skoro z takich założeń się wychodzi, i zupełnie bez względu na sytuację: ogólne prawdopodobieństwo spisku polityczno-medialnego jest np. 87,349 [razy większe (przyp. tut.)] od wyliczonego prawdopodobieństwa jakiegoś skrajnie rzadkiego zdarzenia, jeśli istotnie takie ono wychodzi i taki (racjonalny, uzasadniony, przekonujący) poziom zaufania się przyjmuje. Następnie można zapisać równanie wyrażające to, że na pewno zdarzyła się jedna z rozważanych 2 całkowicie wykluczających się i przeciwstawnych możliwości: x+y=1, które zaraz też nadaje się do przepisania jako tutaj np. 87,349y+y=1. Rozwiązanie tego równania nie powinno nastręczać trudności (88,349y=1, a zatem y=1:88,349=…) i uzyskuje się w ten sposób prawdopodobieństwo, że np. dany fakt, skoro się zdarzył, jest następstwem przypadku, losowego zbiegu okoliczności, a nie spisku.


11. Przedstawię teraz konkretną proponowaną metodologię nadającą się do stosowania w odniesieniu do dużych zbiorów artykułów, np. do archiwalnych artykułów „Gazety Wyborczej” z danego dnia włączając w to wszystkie jej dodatki. (W odniesieniu do mniejszych zbiorów artykułów, jak np. KAI czy Fakt, satysfakcjonujące jest dostrzeżenie zbieżności ogólnych i, ewentualnie, pojedynczej(-ych) szczególnej(-ych), by zauważyć możliwość problemu. W KAI np. jest mało artykułów, więc to, że akurat te, które są, trafiają w temat przecież wcale nie jakiś typowy, jest nacechowane bardzo małym prawdopodobieństwem i dlatego nadaje się na dowód tego, że plan istniał już z góry jako pewna informacja.)


12. Wstępnie proponuję sprawdzić, czy dane wydanie w ogóle ma zbliżony profil tematyczny, choćby w małym odsetku (np. 2—3%), tj. czy zawiera artykuły dające się dopasować do tematu, sformułowanego jako kilka podstawowych zdań, na zasadzie zbieżności ogólnej. Przykładowo przechodzi ten etap wydanie z dnia badanego wypadku, jeśli jest w nim dużo o ruchu drogowym, wypadkach, bezpieczeństwie, środkach lokomocji (a nawet o problemach polityków z wypadkami) itd., a w odniesieniu do politycznie inspirowanych zarzutów — wydanie, w którym jest dużo o polityce i są w nim tematy kojarzące się z komendą policji i zarazem politykami, z jakimiś naruszeniami nietykalności cielesnej, jak to było w moim przypadku, z galerią handlową … i tak dalej. Dzięki temu są w ogóle podstawy do postulowania jakichś podejrzeń.


13. Następnie należy rozważyć występujące w numerze zbieżności szczególne — są to te, które pozwalają zawęzić temat ściśle do mojego przypadku. Przewrotnie przy tym przy ich ocenie nie będę opierał się na tym, że takie zbiegi okoliczności badane z osobna są prawdopodobne np. na 1% czy ułamki procenta, jak to by należało zrobić, tylko zastosuję podejście zupełnie błędne, tzn. podejście niedowierzającego sędziego, które daje bardzo zaniżony wynik oceny prawdopodobieństwa zmowy. Pozwoli to jednak wytworzyć jakieś oszacowanie od dołu. Nie będzie więc, przy ocenie pojedynczych potencjalnie podejrzanych „zbiegów okoliczności”, ocen na poziomie „to ma prawdopodobieństwo losowego trafienia 0,06%, na 99,94% to jest zmowa”, bo to by było zbyt proste, tylko będzie ocena na innej zasadzie. Rezultatem zaś, do którego się tu zmierza, jest ocena, czy istnieją podstawy do podejrzeń, że zorganizowana mi sprawa karna jest rezultatem zmowy i dlatego nie opiera się na losowym zdarzeniu, jakie mi się zarzuca, tylko na fabrykacji takiego incydentu.


14. Przyjąć trzeba jakiś poziom zaufania do mass mediów — niech to będzie np., wg zasady „niedowierzającego nierzetelnego sędziego”, 90%, 95% czy np. 99%. Na 1% lub odpowiednio 5%, 10% możliwy jest w takim razie spisek pomiędzy państwem (np. urzędami skarbowymi) i światem polityki a mass mediami. Jednakże zarazem słusznie jest uznać, że z każdym artykułem prezentującym zbieżność szczególną to zaufanie jest podkopywane. Nie może być tak, że ono zawsze wynosi 99% i nic tego nie zmienia, w takim przypadku oczywiście jakiekolwiek badanie mijałoby się z celem — tylko, że to byłoby podejście nierzetelne, bo nie uwzględnia (jak nakazuje art. 4 k.p.k.) tego, że naprawdę w artykułach mogą być aluzje do mojej sytuacji — tylko trzeba uwzględnić to, że zaufanie, iż nie było zmowy, spada z każdym kolejnym artykułem prezentującym zbieżność szczególną. Należy zatem przyjąć, że przykładowe prawdopodobieństwo spisku, takie, jakie jest ono w ogólności, przypisane być powinno do artykułu prezentującego zbieżność szczególną z moją sytuacją. Nie jest ono duże. Np. 1% szansy, że to spisek, nikogo nie bulwersuje; takich artykułów przecież w ogólności powinno nie być, jeśli wszystko jest w porządku; moją sytuację opisuje tak mało treści, tj. zaledwie kilka zdań, że trudno byłoby zrozumieć, dlaczego kolejne artykuły jeden po drugim (w ramach jednego i tego samego wydania) miałyby ciągle w to wszystko jakoś trafiać. Wręcz przeciwnie! W przypadku rzetelnej gazety, która o wszystkim informuje wprost, tak być nie powinno.


15. Powtórzę tu jeszcze raz: zauważmy, że ów zaledwie 1% szansy na spisek, a więc 99% szans na losowe zdarzenie się takiego zbiegu okoliczności, stanowi gigantyczne przeszacowanie hipotezy losowego zbiegu okoliczności (w przypadku danego konkretnego artykułu). Prawdopodobieństwo takiego zbiegu okoliczności określa się matematycznie (ewentualnie, w trudniejszych przypadkach, z wykorzystaniem kombinatoryki) i osiąga się wyniki skrajnie małe, np. 0,05% szansy, że trafi się dana liczba z np. 2000 możliwych (jeśli są warunki, by wprowadzić racjonalnie taki zakres możliwości pojawienia się liczby w artykule). Jeśli artykuł np. mówi o rekordowej liczbie dzieci, to przyjmijmy, że ich można mieć od 5 do 25, czyli możliwości jest 20, czyli prawdopodobieństwo losowego trafienia konkretnej jednej z nich to 5%. Przy powyższej zaś metodzie, gdy każdy artykuł jest spiskiem (ale takim konkretnym, bo robionym z myślą o Piotrze Niżyńskim) zaledwie na 1%, to przyjąć by trzeba chyba, że prawdopodobieństwo losowego trafienia danej liczby to 99%, co jest gigantycznym zawyżeniem danych płynących z wiedzy matematycznej i matematycznego rozważenia sytuacji. A zatem jeszcze raz powtarzam: wynik, który ta metoda daje, jeśli i tak wychodzi istotne prawdopodobieństwo, powinien przekonać najbardziej oporne osoby i tylko zupełnie bezmyślni ludzie mogliby mu się sprzeciwiać bez popadania w sprzeczność z własnym sumieniem. Obliczam tu zdecydowanie zaledwie oszacowanie od dołu (nie-mniejsze-niż) prawdopodobieństwa hipotezy spisku.


16. Skoro prawdopodobieństwo, że dany pojedynczy artykuł stanowiący zbieżność szczególną stanowi spisek wynosi x, a że nim nie jest — y (=1-x — jest to po prostu przyjęty poziom zaufania do mass mediów), to zauważmy, że nie ma podstaw do twierdzenia o spisku tylko w przypadku, gdy każdy nim nie jest. Jeśli więc artykułów ze zbieżnością szczególną jest n, to trzeba policzyć yn i to jest prawdopodobieństwo, że w numerze „nie maczali palców” informatorzy mający wiedzę, że właśnie teraz właśnie taką rzecz zorganizuje się Piotrowi Niżyńskiemu, albowiem jest taka zmowa kryminalna.


17. Poniżej przedstawiam zestawienie wyników w formie tabelki (kolumna po lewej stronie zlicza artykuły mające zbieżność szczególną, tzn. trafiające ściśle we mnie, a nie tylko w jakiś temat ogólny) — WPISANE WYNIKI TO PRAWDOPODOBIEŃSTWA SPISKU, CZYLI ZDARZENIA PRZECIWNEGO DO TAKIEGO, ŻE WSZYSTKO ZDARZA SIĘ LOSOWO (TJ., ŻE NIE MA NIGDZIE ŻADNEGO RZECZYWIŚCIE SCHOWANEGO W ARTYKULE ŚLADU PO SPISKU):

Chciałbym tu dodać, że dla rzetelnego sędziego oczywiście nawet sytuacja, która z prawdopodobieństwem zaledwie rzędu 20%, czyli właściwym sytuacji, która zdarza się raz na 5 trafień (1:5), jest spowodowana spiskiem, to wystarczająco dużo, by nabrać podejrzeń co do dowodów strony oskarżycielskiej.

Po prostu rzecz w tym, czy istnieje istotne prawdopodobieństwo, że zarzucana mi sytuacja została ukartowana (czy to z wykorzystaniem podświadomego wpływu na osobę, tj. poprzez przekaz podprogowy, czy — częściej — po prostu wskutek fałszerstwa w dowodach oskarżenia).

W omawianym przypadku artykułów ze zbieżnością szczególną było 29—36, czyli bardzo dużo. Nie tylko wydanie GW wyraźnie miało m.in. ogólny profil drogowo-wypadkowy, ale też wystąpiło tyle zbieżności trafiających ściśle we mnie a nie w wielkie grono innych zainteresowanych, że chcąc być uczciwym trzeba przyznać, iż prawdopodobieństwo spisku jest istotne i stosunkowo wysokie. Artykuły z autentyczną zbieżnością szczególną (tkwiącą w szczegółach): 1, 4, 5, 28, 37, 44, 50, 52, 54, 58, 61 (wliczając w to uwagę na dole punktu), 65, 73, 75, 80, 85, 90, 95, 96, 98, 99, 101, 105, 107, 111, 116, 117, 118, 119. Można ewentualnie też dodać: 66, 67, 74, 102, 113, 115, 119. Razem jest więc, licząc bardzo zachowawczo i ostrożnie, 29 artykułów ze zbieżnością szczególną, a właściwie to trzeba by ich naliczyć nawet 36 (przypisanie tej cechy tym dodatkowym artykułom nie powinno budzić wątpliwości zwłaszcza w kontekście spodziewanego asystowania w przeszłości przez GW i inną prasę innym złym dotyczącym mnie zdarzeniom, np. zabijaniu mej rodziny).

Zauważmy, że powyżej przesadnie wzbraniam się (zapewne zgodnie ze spodziewaną postawą kompletnie nierzetelnego sędziego) przed wpisaniem na listę zbieżności szczególnych pewnych rzeczy (zwykle są to przypadki 2-literowych trafień w litery PL), np. „Prezydent Palestyny u papieża” (119), podczas gdy pasowanie takiego artykułu do definicji takiej zbieżności nie powinno budzić wątpliwości. Nie chodzi w niej przecież o jakiś z góry powzięty zamiar, bo to nigdy nie jest całkowicie pewne przy takiej analizie, a tylko o pasowanie do obiektywnych, a ze zrozumiałych względów stosunkowo rzadko się zdarzających, danych tkwiących w szczegółach danego artykułu (przy odłożeniu na bok jego ogólnego tematu). Trafienie w identyczne aż 3 kolejne litery jest bardzo nieprawdopodobne. W wybraną jedną literę alfabetu angielskiego (bez polskich znaków) trafić można z prawdopodobieństwem 1:26, w przypadku 3 kolejnych liter jest to 1:263, czyli 1:17576.


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 31.5
drukowana A5
za 115