E-book
15.75
drukowana A5
23.95
Polska Podziemna

Bezpłatny fragment - Polska Podziemna


Objętość:
25 str.
ISBN:
978-83-8440-403-4
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 23.95

Rozdział 1

Dnia 1 września

Polscy żołnierze stacjonujący na Górnym Śląsku zauważyli grupę Niemców dokonujących ataku na swoją stację radiową we Wrocławiu następnie wszyscy w Rzeczypospolitej Obojga Narodów usłyszeli przemówienie Hitlera mówił on o ataku polskich żołnierzy na Wrocław i zapowiedział odwet o 4 nad ranem niemieckie wojska bez wypowiedzenia uprzednio wojny przekroczyły granice Polski z Niemcami Cezary Baryka doświadczony żołnierz z czasów wojny polsko-bolszewickiej przebywał w tym czasie w więzieniu po krótkiej chwili przed celą stanął Hipolit Wielosławski.

— Po tym wszystkim chcesz mnie wyciągnąć? — spytał przyjaciela.

— Nie czas Cezary na rozmowę ojczyzna w potrzebie. — odparł Hipolit.

— Kto jest wrogiem?

— Niemcy.

Po zwolnieniu z więzienia Cezary został wcielony do Pomorskiej Brygady Kawalerii po kilku dniach jego oddział został otoczony w kotle dowódca szwadronu patrząc na Niemców rozleniwionych ze względu na szybki postęp ich sił i wydał rozkaz.

— Będziemy szarżować.

Cezary jak na komendę pochylił lancę i razem z innymi zaszarżował przebiwszy się przez pierwszą linię zauważył niemieckie czołgi najwidoczniej oddział niemiecki musiał być częścią niemieckich wojsk pancernych.

Po przebiciu się skierowali się do najbliższej jednostki sąsiadującej z nimi straty w szarży były bardzo duże zginęło 2/3 szwadronu.

— Jaka jednostka? — spytał adiutant dowódcy armii Prusy.

— Pomorska Brygada Jazdy. — odparł Cezary.

— Kierujcie się do Warszawy. — odparł adiutant.

Cezary zrobił tak, jak oficer nakazał, gdy dotarł do Warszawy miasto płonęło od niemieckich bomb zapalających.

— Stać! — rozkazał żołnierz. — Kto idzie?

— Jestem żołnierzem Wojska Polskiego. — odparł Cezary.

— Wchodźcie. — powiedział.

— Jaka dywizja? — spytał?

— Grupa Pancerno-Motorowa dowództwa obrony Warszawy. Nazywam się Zygmunt Mrokowski.

Warszawa pachniała dymem i spalenizną. Cezary znał to miasto, ale teraz było inne — jakby obdarte z pozorów. Kamienice płonęły, ludzie biegli bez celu, a nad wszystkim unosił się ciężki pomruk samolotów.

Zsiadł z konia przy jednej z barykad. Zwierzę drżało, spienione, z szeroko otwartymi oczami. Cezary pogładził je po szyi, jakby przepraszał.

— Spokojnie, stary — mruknął. — Jeszcze się przydasz.

Na placu kręcili się żołnierze z różnych jednostek. Piechota, artylerzyści, resztki rozbitych oddziałów. Nikt nie pytał, skąd jesteś. Liczyło się tylko, czy masz broń.

— Kawaleria? — zapytał młody podporucznik, widząc lance.

— To, co z niej zostało.

Podporucznik skinął głową.

— Miasto będzie bronione. Wilno też. Rząd zostaje.

Cezary spojrzał na niego uważnie.

— Na jak długo?

— Jak trzeba.

Wieczorem, w piwnicy jednej z kamienic, Cezary usiadł na skrzynce z amunicją. Po raz pierwszy od dni poczuł zmęczenie. Wtedy wróciły wspomnienia.

Cela. Betonowe ściany. Głos sędziego wojskowego mówiącego o „niesubordynacji” i „zagrożeniu dla porządku państwowego”.

„Porządek państwowy” — pomyślał gorzko.

Teraz ten porządek palił się na jego oczach.

Nad miastem znów zawyły syreny.

Cezary wstał i przeładował karabin.

— No to wróciliśmy do starej roboty — powiedział cicho. — Tylko stawka jest wyższa.

Wilno było czujne. Miasto nie spało, choć nie spadła na nie ani jedna bomba. Na ulicach pełno było żołnierzy — polskich i litewskich — stojących obok siebie, ale rzadko razem.

W gmachu Sejmu Litewskiego trwała burzliwa debata.

— To nie jest nasza wojna — mówił jeden z posłów. — Nie możemy ginąć za błędy Warszawy.

— Jeśli Warszawa padnie, Wilno będzie następne — odpowiedział inny. — Federacja albo nic.

Wieczorem miasto obiegła odezwa:

„Litwa pozostaje wierna Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Granice federacji są granicami Litwy.”

Na Rossie zapalono znicze. W katedrze modlono się po litewsku i po polsku.

Ale w Kownie tej samej nocy ktoś rozwiesił plakaty:

„Lietuva — ne Lenkų karas”

To nie jest polska wojna.

Anna widząc to wszystko zasmuciła się.

,,Budowaliśmy to państwo 20 lat a teraz…”

Było w tym jednak coś dziwnego Niemcy ani nie bombardowali Wilna, ani nie wyprowadzali ofensywy na Litwę.

— Mamo czy my wszyscy zginiemy? — spytał jej syn Kazimierz mający 6 lat.

— Nie synku, tata na to nie pozwoli. — odparła, choć nie wierzyła własnym słowom.

Słońce dopiero wschodziło, a wieś już tętniła niepokojem. Ukraińscy chłopi zebrali się przy kapliczce, a ich spojrzenia były ciężkie od gniewu i strachu. Od tygodni słyszeli wieści: polskie oddziały mobilizują się na wschodzie, Niemcy wkraczają z zachodu, a władze II RON oczekują lojalności od wszystkich.

— My nie będziemy ginąć za Warszawę — szepnął starszy mężczyzna do grupy młodych. — To nie nasza wojna.

Pod jego przewodnictwem wieś zaczęła sabotować polskie patrole: zwierzęta gospodarskie były wypuszczane z zagród, zapasy ukrywane w lesie, mosty częściowo niszczone, żeby spowolnić przemarsz kawalerii.

Młodzi mężczyźni, uzbrojeni w siekiery i widły, powoli przechylali się ku otwartemu buntowi. Nie chcieli Niemców ani Sowietów, ale też nie chcieli brać udziału w konflikcie, który w ich oczach był „polską wojną na ich ziemi”.

Cezary, gdy przybył na Kresy, patrzył na to z mieszanymi uczuciami: gniew mieszał się z zrozumieniem. Wiedział, że każdy bunt tylko osłabi szanse obrony granicy wschodniej. Ale nie mógł obarczać ich winą. Ci ludzie bronili swojego domu.

— Za Wolną Ukrainę! — krzyknął Mychaiło

Mgła unosiła się nad bagnami, gdy grupa białoruskich mieszkańców zebrała się na skraju wsi. Wieści o niemieckim ataku na Polskę i o mobilizacji II RON dotarły tu spóźnione, ale wystarczyły, by wzbudzić niepokój.

— Dlaczego mamy walczyć za Polskę, skoro nasze dzieci będą ginąć? — krzyknął jeden z młodych mężczyzn, uderzając pięścią w stół w karczmie.

Zaczęły się pierwsze akty oporu: białoruscy chłopi blokowali drogi dla transportu wojskowego, wypuszczali konie, podkładali ogień pod mosty. Niektórzy, bardziej radykalni, wzięli broń z magazynów wojskowych pozostawionych przez II RON i zaczęli atakować patrolujących żołnierzy.

Najbardziej dramatyczne było napięcie między starszymi, którzy chcieli chronić wieś, a młodymi buntownikami, którzy gotowi byli do otwartej walki. W oczach Cezarego i jego towarzyszy było jasne: granice II RON nie oznaczały zgody całej ludności. Niektóre społeczności Wschodu były gotowe do buntu — i nie wiadomo, czy nie pójdą dalej, gdy dojdą wiadomości o postępie wojsk niemieckich i sowieckich.

— Za Białoruś! — powiedział Alaksiej.

— Szlag by to. — powiedział Zygmunt, gdy kolejna bomba spadła na Zamek Królewski.

Warszawa jednak wciąż się broniła Niemcy nacierali raz za razem i za każdym razem ich odpierano.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 23.95