E-book
13.65
drukowana A5
46.77
Pokrzywdzona 2

Bezpłatny fragment - Pokrzywdzona 2

Człowiek z peronu


Objętość:
316 str.
ISBN:
978-83-8245-261-7
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 46.77

Nowa rzeczywistość

Leżał na łóżku w swoim pokoiku na piętrze i rozmyślał. Tym razem wyjątkowo na brzuchu, gdyż cała tylna część jego ciała piekła go po tęgim laniu, jakie dostał od ojca paskiem od spodni.

No cóż — myślał — pewnie się należało, skoro wrócił do domu nad ranem pijany, bo jak wyznał ojcu szczerze na przywitanie, noc spędził w dyskotece dla dorosłych, a miał dopiero czternaście lat. Wtedy właśnie rodzic się strasznie zdenerwował, coś wykrzykiwał o alkoholu, pętaniu się po nocy nie tam, gdzie trzeba, i zaczął go okładać pasem. Na wszelki wypadek winowajca się odwrócił i skulił, no i w ten sposób właśnie ucierpiała ta tylna część.

Pomimo zrozumienia dla czynów ojca postanowił zrobić wszystko, by ta sytuacja się więcej nie powtórzyła — w końcu nie ma nic przyjemnego w posiadaniu obolałego i stłuczonego ciała. Jego proces myślowy jednak nie przebiegał tak, jak zapewne po takim incydencie oczekiwałby rodzic.

Po pierwsze chłopak nie widział nic złego w przebywaniu w dyskotece, skoro tam spędzali czas jego sympatyczni nowi znajomi i wiele innych ciekawych osób. Po drugie obiecali mu niezłą pracę i dobre zarobki, co było bardzo kuszące. To by się ojciec zdziwił, gdyby pewnego dnia się dowiedział, że nie tylko on ma smykałkę do interesów, ale również jego syn. Wtedy by pewnie docenił te poczynania, zamiast się denerwować. Po trzecie ojciec też nie stronił od alkoholu i niejednokrotnie z pracy po spotkaniach z klientami wracał na gazie, a do tego lubił sobie wypić w domowym zaciszu. Tak więc potwierdzało się przypuszczenie, że dobre interesy i alkohol idą w parze, nic dziwnego zatem, że i nowi znajomi sporo popijali. W końcu dużo zarabiali.

Dodatkowo zaobserwował już w swoim życiu, że jeśli chce się zarobić więcej niż inni, niejednokrotnie trzeba się nakombinować. Nawet matka kombinowała, dzięki czemu oprócz comiesięcznej wypłaty codziennie z dumą przynosiła z pracy portfel wypełniony banknotami, a wykonywała przecież zwyczajne obowiązki w dworcowej restauracji. Na szczęście potrafiła z dziesięciu obiadów wyprodukować piętnaście i je sprzedać, a dzięki temu oczywiście ekstra zarobić. Normalne zatem, że Tatko i wiara kombinują, bo dzięki temu są bogaci i balują. Ech, chciałby w przyszłości wieść takie życie jak oni. Mówili zresztą, że taki fach jak w technikum, które planował skończyć, bardzo się w ich ekipie przyda. Jedno było pewne — kolejne tego typu wyjścia musiał tak zorganizować, żeby ojciec niczego nie zauważył i nie było więcej w robocie paska. Postanowił dobrze się uczyć, bo wtedy rodzic był zadowolony i miał uśpioną czujność. No i nie wracać do domu pijany — będzie wymyślał jakieś historie, np. że nocuje u kolegi ze szkoły, bo muszą się razem uczyć do klasówki, a o poznanej ekipie cicho sza.

Gdy już obmyślił plan działania, postanowił zwlec się z tapczanu i rozruszać trochę na spacerze mocno obolałe ciało, a przy okazji zapalić po kryjomu dobre zagraniczne papierosy, które dostał od człowieka Tatki. Tego ojciec nie wyczuje, bo sam pali jak smok.

*

07:06

Dzień dobry, kochanie.

Emilię obudził esemes tuż po siódmej. Był leniwy niedzielny zimowy poranek, a ona nie wyciszyła telefonu. W dodatku bolało ją gardło. Może nawet miała stan podgorączkowy. Dziwne, wczoraj nic nie zapowiadało, że się rozchoruje.

07:35

Kocham Cię i tęsknię za Tobą, królewno.

Większość kobiet, gdyby otrzymała taki esemes z samego rana od ukochanego mężczyzny, byłaby zadowolona i zastanawiałaby się, co by tu miłego odpisać. Jednak nie Emi. Ona pomyślała ze złością: co za bezczelny typ. Jaki to trzeba mieć tupet, żeby udawać wariata, jakby nic się nie stało.

Zamknęła oczy, postanowiła uspokoić myśli i jeszcze trochę pospać. Wczoraj wcześnie rano wstała, mimo że była sobota, a jutro znowu szła do pracy. Do ferii pozostało jeszcze dwa tygodnie. Musi jakoś przetrwać ten czas i pracować. Dopiero potem odreaguje, zapomni, może schudnie, bo przez ostatnie miesiące przytyła.

9:00

Mam do Ciebie pytanie, ale nie przez esemes.

Znowu ją obudził. No trudno, już dziewiąta, czas wstawać. Przecież nie przeleży całego dnia w łóżku. A może powinna? W końcu boli ją gardło i łamie w kościach.

Po chwili zadzwonił Pan Futrzak i wypytywał o wczorajszy dzień. Dobry kolega wstawał zawsze rano i myślał, że wszyscy tak mają. Zrelacjonowała mu wydarzenia i w ten sposób zupełnie się obudziła.

Sukces, totalny sukces. Znalazła biżuterię. Nie całą, ale najważniejsze dla niej rzeczy, i w dodatku w pierwszym lombardzie w centrum w podziemiach dworca. Mieli z Damianem niesamowite szczęście. I dobrze, że najcenniejsze rzeczy wykupiła. Dzięki temu mogła je zabrać do domu w przeciwieństwie do kolczyków, które utknęły w policyjnym depozycie. Pewnie zanim się sprawa zakończy i je oddadzą, minie Pański rok. Umów nie widziała. Właściciel lombardu doniesie je potem, bo trzyma je w domu. Tak więc na sto procent nie wiedziała, czy to sprawka Pawła Króla, ale skoro pracownik lombardu rozpoznał go na zdjęciu w telefonie, to o czym tu mówić?

Pożegnała się, bo Pan Futrzak wybierał się do klienta z jednym z psiaków.

9:06

Telefon masz zajęty, więc Ci nie przeszkadzam.

Czy ten bezczelny typ nie pojmuje, że ona wie, iż ma zajęty telefon? Dobrze, odbierze i powie mu, żeby się odczepił, zwłaszcza że jest chora i nie chce nawet o tym wszystkim myśleć. Niestety, nie może mu wygarnąć prosto w twarz, że ma sporo dowodów, bo policjant poprosił o milczenie do momentu złożenia zeznań przez podejrzanego. Pewnie będzie udawał, że nie ma zielonego pojęcia, dlaczego Emi jest na niego tak cięta.

Pomimo informacji, że jest chora, Paweł zaproponował wypad ze znajomymi do kawiarni. Posiedzą, pogadają…

A może przy okazji ukręcą mi łeb? — pomyślała po skończonej rozmowie, popijając kawę w łóżku. Żeby nie było świadków i nie miał kto składać zeznań w sądzie? Może Robsonik i Marlenka dosypią mi coś do napoju, zasnę i obudzę się nie wiadomo gdzie albo wcale? O, niedoczekanie! Jeszcze nie zwariowałam.

A może właśnie trzeba iść? Tylko wziąć Waldka na ochroniarza i zdemaskować szajkę oszustów. Jest przecież wysoki, dobrze zbudowany i jako policjant ma doświadczenie. No, ale niezręcznie go prosić o coś jeszcze. Zwłaszcza że z własnej inicjatywy nie dzwoni, nie kontaktuje się…

Seba też by się do tego nadał z tymi swoimi umięśnionymi, silnymi rękoma i posturą siłacza. Tylko nie miała pojęcia, co się z nim dzieje, i tak jakoś głupio o coś takiego poprosić. W końcu zerwali ze sobą…

Sprawa nie była łatwa dla Emi. Pan Futrzak na pewno by pomógł, ale mieszkał za daleko. Kiedyś nawet przyjechał specjalnie samochodem, by śledzić Sebę — jej poprzedniego chłopaka. Chciała zrozumieć i sprawdzić osobiście, czy nie ma dla niej czasu, bo pije. Łudziła się, że może jest inna kobieta. Może na przykład wrócił do byłej, która niedaleko mieszkała? Ale nic z tych rzeczy — on po prostu chciał w spokoju pić. Wtedy zrozumiała, że czas się wycofać. Nikt nie wygra konkurencji z alkoholem, gdy człowiekowi chce się pić, nie ma zamiaru z tym skończyć i nie widzi w tym niczego złego. Przecież wyraźnie mówił, że szuka kogoś, kto go zaakceptuje takim, jaki jest.

Tak czy inaczej, było za późno, by wzywać na pomoc Pana Futrzaka. Trudno, innym razem poprowadzi szczegółowe śledztwo. Na razie trzeba się wyleżeć, bo przecież jutro ma zamiar iść rano na posterunek, a potem do pracy.

10:05

Weź sobie gripex i leż w łóżeczku.

Jak na ironię oprawca najbardziej martwił się zdrowiem ofiary. Albo udawał, że się martwi. A swoją drogą, trzeba faktycznie coś zażyć — pomyślała, wlokąc się w szlafroku do salonu w kierunku komódki z lekarstwami.

11:18

Teraz czuję, że nie znajdziesz czasu dla króliczka! Zaproszenie jest aktualne, Twoja decyzja, kotku. I jeszcze raz powtórzę: jestem niewinny i nie rób drugiemu, co Ci niemiłe. Zdrowiej, Emi.

11:42

Powinienem być teraz przy Tobie, Dzidziulo. Pytanie na marginesie. Tylko szczerze, królewno, przetrawię to. Zdradziłaś?

12:21

To Ty mnie zdradziłeś dla Robsona i Marleny; ich cenisz bardziej, więc z nimi żyj dalej. Wybrałeś kradzież, a nie normalne życie ze mną — nie wytrzymała i zripostowała Emi.

12:26

Nie ściemniaj, kotku. Zrobiłaś to? Ja wybrałem Ciebie, ale ktoś nie szanuje tego i rzuca kłody pod nogi. Szczerze. Zrobiłaś to?

Znowu się zaczęło — schiza zazdrości. Tylko nie wiadomo, czy prawdziwa, czy udawana. I niepotrzebnie odebrała telefon, by mu wytłumaczyć, że między nimi jest tak, jak jest, bo przecież została okradziona. Poza tym nie chciało jej się gadać, bo czuła się chora. Bolało ją gardło.

Nie uwierzył. Myślał, że Emi udaje, żeby mieć pretekst do nieodbierania telefonów i niespotykania się. Był głupi czy bezczelny?

12:34

To może wynosiłeś na balkon i Robson stamtąd zabierał i sprzedawał? Albo inny wspólnik. A Robson tylko na Was zarabia i się śmieje. Teraz nikomu już nie zaufam. Zajmij się uczciwą pracą albo idź po zasiłek, dopóki jesteś chory, bo wtedy masz prawo do opieki lekarskiej na koszt państwa.

12:37

Nie słucham bzdur. Szczerze. Zrobiłaś to? Dwa słowa! Tak lub nie, nie stać Cię na szczerość? Proszę, powiedz mi prawdę.

Wypchaj się sianem — pomyślała Emi i zaczęła się krzątać po mieszkaniu w swoim puchatym szlafroku w panterkę, obwiązawszy obolałe gardło szalikiem. Miała ulubiony na takie „okazje” — niebieski w białe kropki.

Felerna sypialnia z wielkim łożem w niepraktycznym kolorze białej perły nie zachęcała teraz do wypoczynku, tylko przypominała o ostatnich smutnych wydarzeniach.

Stanęła przed lustrem i ogarnęła ją jeszcze większa fala smutku. Kilka miesięcy temu była szczupła, czuła się atrakcyjna i szczęśliwa. Z ufnością patrzyła w przyszłość. Teraz ujrzała w lustrze potarganą kobietę z pulchnym brzuchem i udami, kobietę, która nie zaufa już nikomu. A przecież zawsze była taka rozważna i rozsądna! Długo zastanawiała się, czy dać się ponieść nowemu uczuciu. I co? Znowu dała się nabrać, znowu została oszukana i to w tak okrutny sposób.

13:58

Jak się czujesz, królewno?

14:39

Przeziębiona, okradziona, oszukana, wykorzystana.

14:40

Wszystko na en, kochanie.

Że niby on tego nie zrobił…

15:22

Proszki i w łóżeczku, Dzidziulko, leż. Gdybym był, to byś się wtuliła i wypociła. Kocham Cię.

Nareszcie uwierzył, że jest chora?

16:46

Nie wierzę w żadną miłość, powiedziałaś szczerze.

Niepotrzebnie mu odpowiadała. Do niego nic nie docierało. Przecież jeśli ktoś kocha, to nie krzywdzi, nie okrada, tylko chce jak najlepiej dla drugiej osoby. A może nie? Po tym wszystkim już nie wiedziała. W nic nie wierzyła. Mariusz też tyle razy mówił, że kocha, oświadczył się, a potem zachowywał się zupełnie inaczej, krzywdził słowami i czynami. A może miłość nie istnieje albo nie jest tym, co sobie wyobrażamy? Jeszcze tak niedawno ona i Paweł byli sobie tacy bliscy, wydawało się, że to nareszcie TO. Z nim czuła się lepiej, inaczej, mogła wreszcie być sobą i czuła się kochana. A dziś…

16:51

Nie kontaktuj się ze mną. Ja wiem, że ukradłeś. Reszta w rękach policji i ewentualnie sądu, gdy będą wystarczające dowody. Ja więcej dowodów nie potrzebuję — dla mnie sprawa jest jasna.

16:53

Nie — odpisał Paweł.

Czyżby nie mógł się pogodzić z tym, jak koszmarnym jest człowiekiem?

16:53

Proszę również o pilny zwrot telefonu — dodała.

16:54

Fajnie było w łóżku z innym?

No tak. Chce ją sprowokować, by zaczęła się tłumaczyć, ale postanowiła ignorować wiadomości. Przecież nie musi wchodzić w interakcję ze złodziejem! Poza tym to oczywiste, że kradzież oznacza zerwanie, koniec związku, więc nie można już mówić o zdradzie, nawet gdyby miała na nią chęć. By to zrozumieć, wystarczy logicznie pomyśleć, a Paweł najwyraźniej miał z tym problem. Nawet okradł ją w głupi sposób. Mógł przecież rzeczy sprzedać gdzieś dalej, zboczyć z trasy swojej podróży, a on postąpił jak szaleniec, wariat. Można powiedzieć, że zostawił dowody na widoku, w pierwszym lombardzie w centrum, o którym można było pomyśleć.

17:10

Kocham Cię, królewno. Weź się, do jasnej cholery, uspokój.

Pocałuj się w nos — pomyślała w odpowiedzi.

17:28

Od dzisiejszego dnia tańczę rokendrola. I zapamiętaj, do tanga trzeba dwojga. Nie lubię, jak ktoś mi coś wmawia, ale do Ciebie nic nie dociera.

No i dobrze, niech sobie tańczy.

Emi postanowiła zabrać się za przygotowanie pisma na policję. Podreptała ponownie do salonu i usiadła na kanapie przy małym białym stoliczku przeznaczonym na laptop. W trakcie oczekiwania na działanie aplikacji przygotowała sobie herbatkę z cytryną i miodem z myślą o schorowanym gardle. Powinna przecież o siebie wyjątkowo zadbać, skoro została tak okropnie potraktowana przez los. Gdy tylko usadowiła się na kanapie, zaczęła planować treść.

Po pierwsze musi opisać, co się zdarzyło w sobotę, żeby policja mogła działać, a nie czekać, aż posterunek z dworca prześle im papiery. Musi koniecznie do pisma załączyć czytelne zdjęcie pierścionków, które wykupiła — niech uwierzą, że wcześniej narysowała im wszystko zgodnie z prawdą. Czarno-białe zdjęcie w aktach, zrobione starym aparatem z komisariatu na dworcu nie oddawało ich uroku. Zwinęła w rulon białą serwetkę, by nałożyć na nią pierścionki do fotografii. Z przyjemnością i satysfakcją patrzyła na cacko z topazem mystic otoczonym brylancikami — symbolem odzyskanej niegdyś wolności. Przypomniało jej się, jak była wtedy szczęśliwa. Nie pozwoli sobie tego odebrać jakiemuś złodziejowi…

A, i trzeba dołączyć rysunki dwóch par kolczyków, których kradzieży nie zdążyła jeszcze zgłosić. Poszła do pokoju Damiana po kartki i kredki. No i zdjęcia Pawła. Proponowała za pierwszym razem na komisariacie, że może im je wysłać mailem, ale policjantka powiedziała, że nie mają takiej skrzynki mailowej, z której by do nich bezpośrednio trafiły. Przez kabel też się nie udało nic przekopiować. Mieli za stary sprzęt. Zrobiła print screen zdjęcia Pawła na portalu — tego, które kiedyś jej się najbardziej podobało: w białym T-shircie, ciemnogranatowych spodniach garniturowych i pikowanej, cienkiej, granatowej kurtce oraz czarnych pantoflach. No i to sympatyczne, życzliwe, aczkolwiek — jak się okazało — zdradliwe spojrzenie.

Wydrukuję też zdjęcie z jego profilu na portalu — na dowód, że tam jest. Chyba wtedy go namierzą po adresie IP? Zresztą nawet nie muszą, mają imię, nazwisko, adres, numer telefonu — wszystko, by zgarnąć Pawła. No chyba że konto na portalu obsługuje ktoś inny z szajki, ale wówczas mogą dorwać wspólnika — myślała.

Wzrosło jej ciśnienie, gdy po raz kolejny przeczytała opis na portalu:

Motto: szczerość i charakter to podstawa.

Bezczelny typ. Brak słów.

O mnie:

Szczery, odpowiedzialny, otwarty, charakterny. Szacunek i zrozumienie dla drugiej osoby to podstawa.

Akurat. Co za drań.

*

Dotyczy zgłoszenia kradzieży biżuterii z dnia…

Miejsce kradzieży: moje mieszkanie

Podejrzany:

Paweł Król

ul. Letniskowa 15

Tel. xxx xxx xxx

Informuję, że dnia… udało mi się wraz z synem odnaleźć cztery skradzione pierścionki w lombardzie na Dworcu Głównym. Pierścionki wykupiłam, bo obawiałam się, że w przypadku współpracy pracowników lombardu ze złodziejami zostaną schowane, gdy ja będę zgłaszała sprawę na policji. Zobaczyłam tam również kolczyki, które również zniknęły z mojego mieszkania, a ich brak uświadomiłam sobie dopiero po pierwotnym zgłoszeniu kradzieży (były rzadko noszone). Po konsultacji telefonicznej z posterunkiem w mojej dzielnicy zgłosiłam sprawę na posterunku na dworcu. Kolczyków nie wykupiłam, bo były za drogie. Zostałam przesłuchana, a po mnie pracownik lombardu. Pracownik lombardu rozpoznał na zdjęciu Pawła Króla jako częstego klienta lombardu.

Podejrzany cały czas kontaktuje się ze mną przez esemesy i dzwoni do mnie kilka razy dziennie. Do tej pory nie oddał mi pożyczonego telefonu pomimo wyznaczonego mu terminu na zeszłą środę (w esemesie).

Zgłaszam także kradzież pary kolczyków, których brak uświadomiłam sobie dopiero po pierwotnym zgłoszeniu kradzieży (również rzadko noszone).

W załączeniu zdjęcia i rysunki.

No i gotowe.

*

18:50

Jak się czujesz? Jestem u siebie, na górze.

Aha. „Góra” pewnie nie istnieje, a nawet jeśli, to pewnie jakaś niewykończona, obrzydliwa, zimna nora. Bo niby dlaczego nigdy nie zaprosił jej do swojego mieszkania, choćby na kawę? A może tam ukrywa zdobycze z cudzych domów? Że też odpowiednio wcześniej nie wyciągnęła właściwych wniosków… Stop. Nie powinna się zadręczać i obwiniać faktem, że padła ofiarą przestępstwa. To raczej Paweł był żałosnym, niedorozwiniętym emocjonalnie typem.

19:05

Kochanie, zjedz coś i do łóżeczka. Ucałuj ode mnie Słodziaka. Kotek, bierz żetę i w domu dogorywaj.

19:23

Kocham Cię i powinienem być przy Tobie. Zdrowiej, pokochałbym się z Tobą, ciśnienie mam niesamowite, stópki bym zjadł. Kurwa mać, pewnie nie ma kto Ci herbaty i jedzenia przynieść.

Bezczelny typ. Tak się składa, że Emi ma wspaniałego syna, który przyniesie herbatę, gdy tylko go poprosi, a w szczególności gdy matka leży w chorobie. Oczywiście do Pawła te proste fakty nie docierają. Jej były mąż nie był w stanie przynieść jej herbaty, ale to nie znaczy, że Damian też taki jest.

Przypomniała sobie, jak w czasie małżeństwa była ciężko chora i z wysoką gorączką leżała w łóżku. Poprosiła o herbatę. Przyniósł chłodną, bo woda gotowała się kilka minut wcześniej, szkoda więc mu było włączać czajnik na nowo. Kiedyś opowiedziała Pawłowi kilka tego typu historii. Ale Damian był normalny, w porządku. Poza tym bezczelny typ nie będzie decydował, kiedy ona ma iść do pracy i brać urlop na żądanie.

20:21

Królewno, czujesz się źle, przytul pod pachą Słodziaka, tylko pod prawą, a ja bym się wtulił inaczej… Dzidzi moja kochana, jeżeli coś się będzie działo, biorę taxi i jestem u Ciebie.

Ciekawe. Złodziej przyjedzie do swojej ofiary, sądząc, że wpuści go do domu? Niech spróbuje. Emi wezwie policję. Oskarży go o napastowanie.

20:56

Kocham Cię i pragnę.

21:55

Słodkich i spokojnych snów Ci życzę, kotku.

*

Następnego dnia rano Emi nie całkiem zdrowa udała się do komendy w swojej dzielnicy, by zostawić na recepcji pismo z przygotowanymi rysunkami i wydrukowanymi zdjęciami. Spotkała ją miła niespodzianka, okazało się bowiem, że do prowadzenia sprawy została już przydzielona osoba — aspirant Anna Grzybowska, konkretna, choć surowo wyglądająca osóbka. Bez makijażu i z krótkimi włosami. Była ubrana w koszulową bluzkę, klasyczne materiałowe spodnie i płaskie sznurowane buty. Nie zaprosiła Emi na górę do pokoju, tylko załatwiły sprawę na dole, w korytarzu komisariatu. Z rozmowy wynikało, że już wie, o co chodzi.

To nastawiło Emi optymistycznie. Nareszcie sprawą zajmie się profesjonalista. Teraz Pawełek zobaczy, jak to jest z nią zadzierać. Myślał może, że podkuli ogon i nikomu się nie przyzna, co jej zrobił, bo będzie się wstydziła, a tu proszę — czeka go niespodzianka.

Pokrótce streściła, z czym przychodzi, zostawiła pismo, wydrukowane zdjęcia i rysunki.

— I co teraz się będzie działo z tą sprawą, pani Anno? — spytała z nadzieją, że teraz potoczy się szybko.

— Pani Emilio, mamy sześćdziesiąt dni na nasze czynności. Potem sprawa trafia do prokuratury, a na koniec na ogół do sądu. Oczywiście gdy są ku temu podstawy.

— Tu są, pani aspirant, bardzo mocne fakty. Oczywiście istnieje ryzyko, że podstawił słupa, na przykład bezdomnego, by sprzedać biżuterię w lombardzie. Może nie zrobił tego osobiście, może to być szajka… — zaczęła tłumaczyć podekscytowana.

— Proszę czekać cierpliwie — wtrąciła uspokajająco pani Grzybowska. — Będzie pani informowana na piśmie, a w razie konieczności złożenia dodatkowych zeznań ponownie wezwana. A co do słupa, w razie czego wezwiemy go na przesłuchanie i dojdziemy do sprawcy jak po nitce do kłębka. Z gorszymi sprawami sobie radziliśmy.

Po tych krótkich wyjaśnieniach trochę przybita Emi pojechała do firmy. Myślała, że problem wyjaśni się w kilka dni, a policjantka mówiła o dwóch miesiącach! Wyobraziła sobie ten czas pełen niepewności i niepokoju, wypełniony dręczącymi ją esemesami Pawła.

No ale może jeszcze nie wszystko stracone. Złożone pismo i zeznania powinny ułatwić policji całą sprawę, a zatem rozwiązanie to chyba tylko formalność.

Praca i liczne obowiązki pozwoliły jej oderwać myśli od ostatnich przykrych wydarzeń. Teraz już natłok zadań jej nie przeszkadzał. Jak to dobrze, że miała tyle pracy! Paweł jednak nie widział przeszkód, by kontynuować od samego rana korespondencję i do niej wydzwaniać.

08:00

Cześć, Emi. Widzę, że nie zależy Ci już na nas. Buziaka ślę i życzę miłej, spokojnej pracy.

08:39

I po co ten cyrk? Po co kłamałaś, że Ci zależy na nas, że mnie kochasz itp.? Nic na siłę.

09:02

I pamiętaj, mam Cię w sercu.

12:47

Sorry, pomyłka numeru — tłumaczył się, gdy niby przypadkowo do niej zadzwonił.

Ona i tak nie odbierała. Teraz będzie musiała mieć w pracy stale wyciszony telefon, żeby innym współpracownikom nie przeszkadzać, zachować czujność i często sprawdzać telefon, bo może dzwonić Damian w ważnej sprawie.

13:11

Telefon oddaję. Twój, nie mój. Synkiem swoim się teraz zajmij. Odrzuciłaś zaproszenie. OK.

Czy on naprawdę myśli, że ofiara kradzieży i oszustwa, a może nawet potencjalna ofiara czegoś znacznie gorszego będzie chodziła na kawę ze swoim oprawcą? — myślała pomiędzy jednym raportem a drugim.

13:22

Przepraszam, że przeszkadzam. Uszanowałem to, co powiedziałaś, nie dzwoń, nie pisz.

13:27

Teraz moje życie.

Uszanował, ale nie odpuszcza, więc jednak nie uszanował. Postanowiła go więc grzecznie i spokojnie uświadomić o zaistniałej sytuacji. Zwłaszcza że po streszczeniu ostatnich wydarzeń Marysi i Panu Futrzakowi telefonicznie, a Juliannie osobiście podczas dłuższej przerwy na kawę w pracy emocje nieco opadły. W sumie to Paweł był godny pożałowania, skoro potrafił tak idiotycznie się zachować. Może miał trudne dzieciństwo i stąd jego żałosna postawa?

13:28

Paweł, zgodnie z informacją z policji postępowanie może trwać nawet dwa miesiące. Ja nie spotkam się z Tobą, bo się Ciebie boję. Proponuję, byś skupił się na odzyskaniu zdrowia i pracy (uczciwej). Pozdrawiam.

13:29

A ja Ci proponuję, byś skupiła się nad swoim synem i nad sobą.

13:32

Taki mam zamiar właśnie — potwierdziła Emi. Pomyślała, że w czymś trzeba przytakiwać, to może szybciej zrezygnuje z dalszych kontaktów. Co za okropny typ.

13:34

Wracam do swojego życia, podziękować.

14:05

Kobieta o kradzież mnie posądza. Kradzież znam, bo sam byłem okradziony. A do mojego serwisu zapraszam.

A jednak Paweł nie wraca do swego życia, bo go pewnie nie ma — pomyślała sobie Emi.

14:07

A gdzie ten Twój serwis? — spytała zaczepnie, bo to chyba nie ten obok lotniska, o którym tyle opowiadał, tam, jak się okazało, w ogóle go nie znali…

14:10

Przejeżdżałaś, to widziałaś. Zajmij się pracą, a nie bzdurami.

Uparł się przy tym swoim kłamstwie i znowu próbuje odwrócić uwagę od drażliwych spraw. Jakie to żałosne…

14:19

Synem też.

14:39

I nie lubię, jak ktoś mi wciska coś, czego nie zrobiłem. Miłego i spokojnego dnia życzę na spotkaniu.

14:43

Na jakim spotkaniu? — nie wytrzymała. Nie odbiera od niego telefonów, ale to nie oznacza, że ma w pracy jakieś spotkanie. To jest świadoma decyzja.

Pożałowała swojej nadgorliwości, bo uruchomiła dalszy słowotok. Przynajmniej miała teraz wrażenie, że odzywając się, zachęca do dalszej konwersacji lub raczej monologu.

14:55

Masz swój świat, teraz ja wracam do rzeczywistości.

15:32

Udało się Twojemu synkowi, żeby miał Cię dla siebie, i robił, co chce. Brudas, flejtuch itp. Zrób coś z tym, żebyś nie płakała. Czy ja, czy inny, będzie to samo. Żebym ja ze swoją kobietą nie mógł spać? Chore. Psycholog się kłania i wymysły czarodziejskie.

Zrozumiała, że Paweł wypomina jej ten pamiętny weekend, kiedy to próbował nieskutecznie przekonać chłopaka do siebie. Wtedy Damian dopilnował, żeby tamten zgodnie z ustaleniami zasnął na rozkładanej kanapie w salonie, a Emilia poszła spać do swojej sypialni. Nie sądziła, że to ma dla Pawła, aż takie znaczenie. Nawet przez chwilę zrobiło jej się go żal, ale zaraz przywołała się do porządku — jest sprawcą tych przeróżnych perypetii, więc sam jest sobie winien.

15:37

Proszę, nie nękaj mnie, Paweł; zajmij się swoim synem, a mojego zostaw w spokoju.

Odezwała się i znów pożałowała. Pewnie specjalnie zszedł na temat syna, żeby ją sprowokować do interakcji. Bo przecież będzie bronić jego wizerunku. Czyli Paweł niby taki głupi, ale na psychice ludzkiej się zna, ale to również przejrzała. Będzie teraz milczeć, żeby nie wiadomo co. Zresztą jak on śmie zwalać winę na Damiana? Wiadomo, chłopak ma swoje humory, jak to nastolatek, ale jest uczciwy i prawdomówny, porządny i godny zaufania. Na początku chwilę zastanawiała się, czy nie schował biżuterii ze złości, żeby wrobić Pawła i ją do niego zniechęcić, ale skoro znalazła się w lombardzie, to świadczy tylko o jednym — to sprawka Pawła, a nie Damiana.

15:37

Z Ciebie matka jak ze mnie biskup. Rozpieściłaś i tak masz. I powodzenia, wspomnisz moje słowo.

15:41

Mój Sylwusina to by go szybko ogarnął. Teraz wiem, co jest pięć.

Tak, pewnie Sylwusina to takie ziółko jak reszta podejrzanej rodzinki — przytaknęła w myślach. Naprawdę nie ma czym się chwalić.

15:45

Ogarnij się sama, a dopiero potem swojego syna.

16:04

Damian ma teraz mamusię. Wszystko i na temat, jeszcze niech Słodziaka z łóżka wyrzuci. A do kulturystki mu daleko. Może teraz się złoto znajdzie. Śpij z nim razem, mamusia z synkiem, heja banana i czad.

16:13

Oddaję Ci fona, a ciuchy oddaj biednym.

Wykonując liczne obowiązki zawodowe i rozmyślając o tym, jak żałosne jest zachowanie Pawła, w tym zrzucanie winy na nastolatka, doczekała godziny siedemnastej i wyszła z pracy. Tym razem wyjątkowo punktualnie i bez zwyczajowego przesiadywania po godzinach. Postanowiła poświecić popołudnie na spacer po lombardach w centrum. Przecież nie odnalazła wszystkich rzeczy. A nuż się dziś poszczęści i jeszcze coś znajdzie? Upatrzyła sobie wcześniej przez internet miejsca, które chciała odwiedzić. W tej okolicy było mnóstwo lombardów, nie da rady pójść wszędzie, ale wzdłuż tej jednej ulicy w okolicach dworca tak. I w przejściu podziemnym w okolicach oddziału banku, do którego rzekomo chodził Paweł po pieniądze i nową kartę do bankomatu, choć przecież w oddziale od dawna jest remont. Nawet o tym kłamał.

Kłamał o pracy, kłamał o mieszkaniu, o zepsutym piecu, o banku, więc i o miłości też pewnie kłamie. Zresztą to akurat nie ma znaczenia. I tak nie będzie ze złodziejem i oszustem. Niezależnie od tego, czy ją kocha, czy nie.

Dobrze, że pogoda sprzyjała tym spacerom. Choć nadszedł luty, nie było śniegu i ani nawet mrozu.

W lombardach nic ciekawego nie znalazła, ale nic w tym dziwnego. Żaden z tych przybytków nie sprzedawał biżuterii odkupionej bezpośrednio od klientów. Sprzedawali wyroby własne z przetopionego złota. Jak jeden mąż mówili, że nie kojarzą Pawła, nie rozpoznawali też biżuterii ze zdjęć i rysunków. Ale pewnie tak samo by mówili, gdyby coś pamiętali. Po co mieli sobie sprowadzać na głowę kłopoty, skoro brakowało namacalnych dowodów, że kiedykolwiek widzieli biżuterię? Taką pracę jak ona dzisiaj powinna wykonać policja. Funkcjonariuszom musieliby okazać dokumenty lub umowy. Z nimi byliby bardziej wylewni. Gdyby jednak czekała na ich działania, nigdy by nie odzyskała biżuterii. Działali w takim tempie, że pewnie już dawno by została wykupiona w lombardzie. Zaczęliby szukać na przykład za sześćdziesiąt dni, gdyby Paweł na przesłuchaniu do niczego się nie przyznał.

Po powrocie do domu wygooglała, co oznaczają słowa, które dziś do niej napisał i ją zaintrygowały: Co jest pięć. Najpierw doszukiwała się błędu w esemesie od Pawła, ale znalazła znaczenie i zrozumiała zdanie. Na szczęście on się już tego dnia nie odzywał. Może mu się znudziło i zrezygnował. Albo policjanci wreszcie spełnili swoją obietnicę i go aresztowali — pomyślała z nadzieją.

Szaleństwo Pawła

— Ty bydlaku jeden, sukinsynu! Skaranie boskie tylko mam z tobą, czy to się kiedyś wreszcie skończy?! — krzyczała zdenerwowana Eugenia do mężczyzny, który właśnie wszedł do pokoju. — Ja kiedyś ducha przez ciebie wyzionę. Człowiek stary i schorowany, haruje całymi dniami, a ten tu przychodzi i wykańcza. Znowu była wóda albo piwsko. Po co ty, bydlaku, do domu przychodzisz? Spokój święty był, gdy ciebie nie było, a teraz znowu jazda!

— Daj spokój i się, kurwa, ode mnie odpierdol. Nawet jak se piwo wypiłem, to co ci do tego? — odpowiedział jej głośno, ale znacznie spokojniej niż ona.

— Jak to co? Śmierdzisz alkoholem, hałasujesz, jesteś bez grosza. Znowu mi tu będziesz palił i głośno gadał. Idź sobie na dwór wydzwaniać do swojej lafiryndy! Ludzie chcą odpocząć. Ja muszę się wyspać, ja rano idę do pracy. A ty? Stary chłop i nawet na papierosy nie może zarobić. Tylko by w domu leżał, a z kolesiami to ma siłę się wałęsać!

— Wara od mojej kobiety. Nie wpierdalaj się między wódkę a zakąskę. — W jego głosie pojawił się gniew i agresja.

— Jakby była normalna, to by nie paplała z tobą po nocach przez telefon, gdy inni ludzie chcą spać. A od lodówki to mi wara. Jedzenie kosztuje — perorowała dalej Eugenia swoim świdrującym i lekko skrzeczącym głosem.

— Mam w dupie twoje jedzenie. Najadłem się u znajomych — odniósł się lekceważąco mężczyzna.

— Znajomych! U pijaków i bandytów raczej! Musisz do domu od nich wracać? Jak tacy dobrzy znajomi, to niech pod swój dach wezmą.

— Spłaćcie mnie i w jeden dzień stąd zniknę. Pójdę na swoje. Tylko kasę moją chcę dostać. A jak na razie kasa z placu idzie na zachcianki Piotrusia.

— Nie twoja sprawa, bydlaku, na co wydaję. Zarób sobie, to będziesz miał swoje.

— Spłaćcie mnie po ojcu i znikam w try miga.

— O tak! To by dopiero było picie, a potem znowu byś wrócił, ale bez kasy.

— Oddaj mi wreszcie moje pieniądze, kobieto!

— Jakie pieniądze, człowieku? Ty wytrzeźwiej najpierw i nie drzyj tej japy, bo zaraz sąsiedzi się zlecą albo od razu wezwą policję. Też mają dosyć twoich wrzasków.

— To niech dzwonią, a ja jeszcze przy okazji dam im po ryju. Policjantom też.

W końcu zmęczony kłótnią walnął się na swoje łóżko w ubraniu. Pewnie awantura trwałaby dłużej, gdyby Piotrek był w domu. Zacząłby bronić matki, maminsynek jeden. Może by nawet doszło do rękoczynów? Oczywiście to młodszy braciak by oberwał! Na szczęście jest na tej swojej siłowni. Teraz to się taki mądry i dumny zrobił, gdy u Pawła jest ciężko, a jak był młodszy, to chętnie z pieniędzy korzystał. Taki to los człowieka spotkał.

Leżąc na swoim wyrku w kącie pod ścianą, przymknął oczy i wyobrażał sobie lepszą rzeczywistość. Jest zdrowy, odzyskuje swoje pieniądze. Wyprowadza się z tej parszywej okolicy, która źle działa na jego nerwy. Wreszcie ma spokój i ciszę. Jest sam na swoim. Nikt od niego już nic nie chce. Ma pozałatwiane wszystkie trudne sprawy. Tylko Emi brakuje. Poczuł ukłucie w sercu. Musi koniecznie coś zrobić. Trzeba jakoś sprawę załatwić. Nie zdążył się dłużej o to pomartwić, bo zasnął. Alkohol zagłuszył po raz kolejny problemy.

*

07:25

Witaj, kochana Emi. Tęsknię za Tobą i kocham Cię, buziak na przywitanie. Kochać mi się chce z Tobą niesamowicie.

Właśnie wychodziła z mieszkania do garażu, gdy odczytała wiadomość. Czyżby utknęła w jakiejś pętli czasowej? Kolejny poranek Paweł zaczął, jak gdyby nic złego się między nimi nie wydarzyło. No i przede wszystkim rozczarowała się, że jej myśl o aresztowaniu Pawła przez policję najwyraźniej okazała się nietrafiona. Szkoda.

08:25

Trzy razy kocham Cię, kaczuszko.

10:15

Pytanie: ile wynosi Twoja rata za mieszkanie? Pomogę, wierz mi.

Ha, ha, on, który pożyczał na bilet autobusowy i spał w jednym pokoju z własną matką, ni stąd, ni zowąd zrobił się taki hojny i pomocny. A może zakosił komuś innemu coś znacznie bardziej wartościowego? Co za tupet, żeby wypisywać takie bzdury.

14:25

Jak się czujesz, kotku? — spytał, po czym wyciszony telefon Emilii zaczął dawać świetlne sygnały sugerujące kolejne próby połączenia.

14:35

Paweł, nie mogę teraz rozmawiać. Mam spotkanie z szefem.

Tfu, to było za miłe, ale gdy dzwonił, przez chwilę pomyślała, że może chce pomówić o oddaniu biżuterii. Szczególnie że wciąż był taki niby zakochany i miły. Może się opamięta, przyzna i odda chociaż równowartość pieniężną, skoro teraz ma jakąś gotówkę? W końcu niedawno wydała całkiem sporo pieniędzy na wykupienie własnych pierścionków z lombardu. Przydałby się jej zastrzyk finansowy.

14:40

OK, rozumiem, bez nerwów, skarbie. Nie znam faceta. Ale do czego on dąży? Daj mi go, kochanie, to mu powiem do słuchu. Pracownicy mają swoją normę godzin. Kocham Cię, chcę się kochać z Tobą.

W jakim ciemnogrodzie on żyje? Nie rozumie, że w pracy jest się zajętym, załatwia się dużo spraw i nie ma czasu na reagowanie na kretyńskie esemesy? No tak, przecież bydlak od miesięcy nie pracuje, tylko choruje. Pewnie już nawet nie pamięta, na czym polega praca w firmie.

14:44

Przyjedziesz do mnie, zobaczysz, jak moi mechanicy chodzą. Kocham Cię, Dzidzi.

14:47

Weź proszeczek, kotku.

14:52

Pracuj spokojnie, Dzidziulko, bez nerwów.

15:00

Kocham Cię, Dzidzi.

15:16

Jak się czujesz?

Łatwiej by było to wszystko znosić, gdyby się zatkał. Zastanawiała się nad blokadą numeru. A może wtedy przyjedzie pod pracę z nią rozmawiać? Brr… To już lepiej niech pisze.

Duża ilość pracy okazała się zbawieniem, bo odrywała od myśli o tym, co jej zrobił Paweł. I to w dodatku po tym, jak się otworzyła i opowiedziała, jak cierpiała w swoim małżeństwie. On ją po prostu okradł albo stopniowo okradał. Wariat, oszust i złodziej.

Byle dotrwać do ferii.

*

— A może on jest kleptomanem? — próbował pocieszyć Emi Pan Futrzak w czasie rozmowy telefonicznej. — Może on nie panuje nad tym i kradnie bezwiednie? Może naprawdę cię kocha i nawet nie pamięta, że okradł? — Za wszelką cenę podnieść chciał przyjaciółkę na duchu.

— No niestety, nie sądzę, i o tym trochę już poczytałam — odpowiedziała wciąż zdołowana Emi. — Kleptomani nie wstawiają ukradzionych przedmiotów do lombardów, bo nie kradną dla zysku. Prędzej chowają lub wyrzucają. Albo kolekcjonują. — Westchnęła i kontynuowała: — W sumie dobrze, bo tę chorobę nie jest łatwo wyleczyć, aczkolwiek szkoda, bo jednak Paweł jest po prostu zwyczajnym złodziejem. Może chorym psychicznie, ale jednak.

— A może zasięgnąć porady jakiegoś psychiatry? — nie dawał za wygraną Pan Futrzak. — Może twoja wcześniejsza teoria dotycząca wypadku jest prawdziwa? Ucierpiała nie tylko noga, ale i głowa. I Paweł po prostu zwariował. A rodzina tego nie rozumie. Może on potrzebuje psychiatry? Może jest po prostu chory?

— Wątpię, by lekarz chciał diagnozować nieobecnego pacjenta. Przecież nie pójdę z cudzą chorobą — odparła wciąż zrezygnowana Emi, ale po chwili kontynuowała z większym entuzjazmem: — Ale tak à propos psychiatry, ostatnio Julianna mi zaproponowała coś ciekawego.

— Co takiego? — szczerze zainteresował się Pan Futrzak.

— Okazało się, że jakiś czas temu znalazła metodę na przezwyciężenie złej passy związanej z poznawaniem niewłaściwych osób po rozwodzie. Chodziła do pewnego terapeuty, który stosował metodę uzdrawiania umysłu z wykorzystaniem hipnozy.

— Na czym to polega? Może i ja bym skorzystał? Chociaż mnie hipnoza nie najlepiej się kojarzy. A jeśli potem będę bezwiednie robił coś głupiego?

— Wszystko się podobno pamięta, ale programuje umysł, żeby być dla siebie dobrym i nie przyciągać złych ludzi. No, ale sama nie wiem… Nie bardzo wierzę w takie sprawy…

— Ja też uważam, że takich cudów to raczej nie ma… A jej pomogło?

— Twierdzi, że na nią podziałało. Po tej terapii zupełnie przypadkowo na ulicy spotkała jedynego faceta, z którym jest do dziś, i to związek innej jakości, niż miała do tej pory. Chodzi o Edmunda, który pomaga nawet w opiece nad chorym synem…

— To może spróbuj, a jak ci się uda, to i ja się nad tym zastanowię…

*

08:58

Miłej, spokojnej pracy życzę. Chcesz, byśmy spotkali się w sobotę? Porozmawiamy. Tak czy nie?

Przecież mówiła już kilka razy, że nie. Ile razy będzie o to pytał? Oczywiście chętnie spotkałaby się w sobotę z Pawłem, ale z tamtym, który — jak się okazało — był tylko mrzonką i wyobrażeniem. Z Pawłem złodziejem nie miała zamiaru się spotykać…

Były chwile, kiedy myślała, że to wszystko jest tylko złym snem i jej się przyśniło. Że się obudzi i z Pawłem będzie dobrze, nie zostanie okradziona. Niestety, smutna rzeczywistość była całkiem inna.

09:17

Odpisz szczerze. Ale szczerze.

Przecież już kilka razy pisała szczerze, co o tym sądzi. No, ale złodziej i kłamca nie rozumie, co to szczerość. Myśli, że skoro on kłamie, inni też. Postanowiła jednak odpowiedzieć rzeczowo. Ciągle krążyły jej po głowie myśli, że może Paweł się opamięta i zrekompensuje straty związane z kradzieżą. W końcu po coś się z nią kontaktuje. Może nie wie, jak zacząć, żeby się przyznać i zaproponować zadośćuczynienie? Jednocześnie nie miała zamiaru bydlakowi sprawy ułatwiać. To jemu powinno zależeć, żeby zminimalizować karę za kradzież.

Dziękuję, Paweł. Nie zmienia to jednak faktu, że wciąż Cię uważam za miłośnika cudzej biżuterii i boję się z Tobą spotkać na wypadek, gdybyś był również miłośnikiem innych cudzych rzeczy. O czym chcesz rozmawiać?

10:00

Kocham Cię i tęsknię za Tobą — odczytała Emi w kolejnym esemesie, co ją strasznie rozczarowało. W takim tempie to się szybko konkretów nie doczeka.

12:58

Króliczek Cię kocha.

14:31

Spotykamy się w sobotę? Konkretnie: tak lub nie.

Nie wytrzymała i zdenerwowana odebrała telefon. Oczywiście na korytarzu, tak żeby współpracownicy nie słyszeli rozmowy.

— Uff, kochanie, jak się cieszę, że wreszcie odebrałaś. Co się z tobą działo? Dzwoniłem tyle razy… Martwiłem się o ciebie — powiedział swoim ciepłym głosem.

— Jak to co? Nie gadam ze złodziejami, bo niby o czym? — odpowiedziała hardo i starała się brzmieć nieprzyjemnie, co nie było łatwe po jego życzliwym przywitaniu. Zaczęła sobie powtarzać w myślach: bądź twarda i nie daj się omotać, to przecież oszust.

— Emi, to nie ja ukradłem ci biżuterię, zrozum wreszcie, ja z tym nie mam nic wspólnego — zaczął się rozpaczliwie tłumaczyć.

— Nie wierzę w ani jedno słowo, to są bujdy na resorach. — Już nie miała problemu z byciem wobec niego ostrą.

— Emi, przysięgam, że to nie ja, kochanie. Nigdy w życiu bym ci tego nie zrobił.

— To zgłoś się na komisariat w mojej dzielnicy i to zeznaj, Paweł. Skoro jesteś niewinny, nie masz się czego obawiać — twardo trwała przy swoim.

— Emi, oczywiście, że się zgłoszę, ale uwierz mi, że to nie ja. Tęsknię za tobą, spotkajmy się i porozmawiajmy. Pomogę ci szukać biżuterii.

— Nie potrzebuję pomocy. Już mi pomagałeś w niektórych sprawach i skończyło się to dla mnie nieciekawie. Porozmawiamy po twoim zeznaniu na policji. Im szybciej to zrobisz, tym dla ciebie lepiej — próbowała go nakierować rozmową na oczekiwany cel.

— Emi, czuję, że wciąż mi nie wierzysz. Co mam zrobić? Przysięgam na życie matki i grób ojca, że jestem niewinny.

— Okej, Paweł, więc zgłoś się jak najszybciej na policję i złóż wyjaśnienia. Przecież nie będą karać niewinnego — odpowiedziała niewzruszona, bo nie zamierzała mu odpuszczać.

— Dobrze, Emi, wszystko wyjaśnię, zobaczysz. Ale proszę, spotkajmy się. Kocham cię i tęsknię za tobą — nie dawał za wygraną.

— A co z moim telefonem? Przypomnieć ci, jak go pożyczyłeś na trzy dni? — zmieniła temat.

— Emi, ja mam już inny telefon, swój własny. Spotkajmy się, to ci od razu oddam twój. Jest mi niepotrzebny, tylko ciągle zapominam zmienić kartę i go tobie zwrócić.

Nie, nie spotkamy się, bo po co? — powiedziała sobie w duchu tuż po szybkim zakończeniu tej męczącej rozmowy. Przecież nie chodzi się na spotkania ze złodziejami. W dodatku takimi podłymi, co najpierw perfidnie rozkochują człowieka. A może rzekomy zwrot telefonu to tylko pretekst, by się z nim spotkała, a wtedy Robsonik i Marlenka zrobią jej krzywdę? Gdyby chciał oddać, dawno by wysłał kurierem. Albo przyniósł pod pracę. Ona by wyszła na chwilę i odebrała. Nie trzeba się z tego powodu specjalnie umawiać.

17:57

Dobre zdanie. „Kochałam Cię. Kochaj inną”. Wyjaśniona sprawa. Dziękuję. Już mnie nie usłyszysz.

Złudne nadzieje — pomyślała Emi w odpowiedzi na wiadomość od Pawła, wysłaną równolegle z tym, co ona napisała, próbując wciąż przemówić mu do rozsądku.

17:57

A Ty długo kochałeś po tym, jak odkryłeś, że zostałeś oszukany i zdradzony, bo w takiej kategorii traktuję to, co mi zrobiłeś?

Przecież sam opowiadał, że z Judytą, która podobno go okradła, się rozstał.

18:10

Już mnie to nie interesuje. Mam dosyć bajek. Nie wierzę w nic. Damian dopiął swego, a ty, kobieto, weź się w garść.

No pewnie, jak zwykle najbezpieczniejsza jest zmiana tematu — odpowiedziała w myślach Emi i postanowiła zająć się swoimi sprawami.

18:21

Pamiętaj. Szczerość to podstawa.

I kto to mówi — złodziej i oszust. Niełatwo przestać myśleć i nie interesować się esemesami, gdy ktoś w tak oburzający sposób się zachowuje.

20:48

Nie rób mi wody z mózgu — odpisała w końcu po wielogodzinnych rozmyślaniach, od których usiłowała się co chwilę bezskutecznie odrywać. Jedynym plusem tej sytuacji było to, że dokładnie odkurzyła mieszkanie i nawet pomyła część podłogi.

Czy on naprawdę sądzi, że uwierzy w te wszystkie brednie? To po prostu dziecinne zachowanie. A to zwalanie winy na Damiana? Żałosne. A może Paweł jest jednak chory psychicznie? Albo to wyrafinowany psychopata? Chyba pójdzie w końcu do psychiatry hipnotyzera po poradę, jak się bronić przed psychopatą.

20:49

Kochanie, ja mam teraz al bando w mózgu.

20:58

I jutro Króliczek do Herkulesa i do przodu.

Albo to zwykły alkoholik. Majaczy o jakiejś knajpie albo klubie. A może chodzi mu o siłownię? Tak jej się kojarzy taka nazwa.

Sprawdzę w internecie — postanowiła.

*

— Moim zdaniem powinnaś się skontaktować z jego byłymi i szczerze porozmawiać — sugerowała Julianna, poprawiając w charakterystyczny dla siebie sposób czarne loki przed lustrem pracowniczej łazienki. — Nie zdziwiłabym się, gdyby się okazało, że już niejedną okradł i oszukał. Tę Judytę, która niby ukradła z szafy kopertę z pieniędzmi na meble kuchenne, to na pewno! I może to nie żona go zdradziła, tylko on żonę i dlatego się rozwiedli! A tobie tak opowiadał, żeby wzbudzić współczucie. Mogłybyście wtedy razem wystąpić przeciwko niemu. A może też znajdą się inne ofiary tego oszusta-casanovy, jeśli dobrze poszukacie?

— Ale ja nie mam żadnego kontaktu do tych kobiet. Przecież nie pójdę do jego matki i nie zacznę wypytywać. Zresztą ta rodzinka jest z nim w zmowie. Nie pisnęli słowem podczas mojej wizyty, a chyba powinni wiedzieć, jaki z niego ancymon. O byłej żonie wiem tylko to, w jakiej dzielnicy mieszka, ale nie znam jej aktualnego nazwiska. Na Facebooku nie znalazłam żadnej Moniki Król z tamtych okolic. Zresztą mogła po rozwodzie wrócić do panieńskiego nazwiska albo ponownie wyjść za mąż i je zmienić. I żadnego Sylwka Króla, który by pasował do jego syna, też nie znalazłam. A o Judycie to wiem jeszcze mniej…

— To nie spisałaś żadnych numerów z jego telefonu, gdy spał? Ja zawsze starałam się sprawdzać, z kim mam do czynienia.

— Co ty? Nigdy w życiu czegoś takiego nie robiłam. I chyba bym nie umiała… Ale po tym, co mówisz, zaczynam uważać, że chyba źle podchodziłam do sprawy… Już sama nie wiem. Nie mam pojęcia, jak znaleźć te kobiety lub inne oszukane. Zresztą nie wiadomo, co to za gagatki i jak by zareagowały. Przecież nie będę płacić za detektywa i powiększać jeszcze bardziej moich finansowych strat w tej sprawie. Najcenniejsze rzeczy odzyskałam i zostało już doprowadzenie do ukarania Pawła Króla.

Samotny weekend

07:20

Witaj, kotku. Po wczorajszej rozmowie rozumiem, że mam w sobotę nie przyjeżdżać?

09:32

Miłej i spokojnej pracy Ci życzę.

09:33

Trzymaj się. Kocham Cię i w sercu Cię mam.

O, i święty spokój. Przestał. Ile razy z uporem maniaka można pytać o to samo? Przecież nie umówi się na weekend ze złodziejem, który udaje, że nim nie jest. Pewnie dla Pawła to zaskakujące, skoro okradał ją pomału od dawna. Może nie dociera do niego fakt, że dopiero teraz odkryła, iż została okradziona, a wcześniej nie zauważyła, że w szkatułce znika biżuteria sztuka po sztuce. Może on myśli, że zauważyła coś wcześniej, ale jej to nie przeszkadzało? I przeszła do porządku dziennego, że on jej kradnie biżuterię? Stop. Wszelkie dywagacje tego typu nie mają sensu. Nie będzie się spotykała w weekend ze złodziejem niezależnie od tego, co on myśli.

19:29

Kotek, chcesz, bym jutro przyjechał? Uspokój się.

20:04

Nie chcę, żebyś przyjechał, nie chcę rozmawiać, to nie ma sensu — odpisała Emi. Nie sądziła, że znowu zacznie się dłuższy monolog.

20:10

Tak mnie kochasz? OK.

20:15

Miłej zabawy z Futrzakiem.

20:23

Odbierz na moment, słonko.

20:32

Widzę swoje, dziękuję i miłego wieczoru życzę. Trzeba było tak wcześniej, a nie kombinować z jakąś kradzieżą.

20:49

Kocham Cię i lecimy do knajpy.

20:54

Szczerość i prawda to jest podstawa, a zdrady nienawidzę. Dobrze o tym wiedziałaś.

21:15

Dla mnie liczy się tylko moja kobieta, była. Jeszcze raz powtórzę. Kocham Cię, Dzidziulko.

22:49

Królewno moja, słodkich, kolorowych i spokojnych snów Ci życzę. Kocham Cię i brakuje mi Ciebie.

23:13

Kochanie, uspokój się. Nie myśl, z domu nic nie ma prawa zginąć. I po drugie, jak się kocha całym sercem, to jest właśnie dom. Oszalałaś? Wierzę Ci, ale ja Ci krzywdy nie dam zrobić, znasz mnie. Przytulę Cię i pomogę.

23:19

A do Twojego syna nie mam nic, lubię Damiana, ale potrzebuje stabilizacji i Ty od tego jesteś.

23:38

I tak jak napisałaś, słońce — nie dzwoń więcej do mnie.

23:41

I skasuj nasze zdjęcia, kaczuszko.

O niedoczekanie twoje. To są dowody rzeczowe. Zawsze może poprosić o nie policja. Teraz nie skasuje już nic. Ani zdjęcia, ani esemesa.

23:52

Powinienem być przy Tobie, a nie w Hybrydzie.

23:59

Kocham Cię i tęsknię za Tobą, Dzidzi.

23:59

Gdzie mieści się siłownia Herkules?

Skoro wciąż nie spała i czytała jego wypociny, postanowiła wyjaśnić, co ją trapiło od paru dni, a przynajmniej poznać wersję Pawła, bo na pewno jego wersja będzie naznaczona jakimś kłamstwem. Szukała w internecie siłowni Herkules. Może tam można wytropić Pawła i jego szajkę i podrzucić kolejny trop policji? Jednak coś się jej nie zgadzało.

00:03

W dzielnicy obok mnie, moja stara siłownia.

00:04

Tam nie ma siłowni Herkules; żyjesz przeszłością, której dawno nie ma; podobnie z pracą.

Sprawdziła w internecie.

00:07

Kochanie, za boiskiem, nie świruj.

00:09

Tam jest Strzała, a nie Herkules.

00:10

Strzała to klub.

00:12

Idę spać. A Ty jesteś w domu, a nie w Hybrydzie.

Przejrzała go. On wymyśla bzdury i jakąś rzeczywistość, która dziś już nie istnieje. Pewnie rozpamiętuje stare dzieje. Może kiedyś chodził na taką siłownię, ale to było dawno temu, a teraz ona nie istnieje. A on nawet nie sprawdził, zanim jej nakłamał.

00:13

Posprawdzaj sobie, kotku. Teraz masz dylemat, gdzie to jest — napisał, a ona od razu odczytała to jako próbę zbicia jej z tropu.

00:14

Tam jest klub Strzała; siłownia Herkules jest zupełnie gdzie indziej; wciąż kłamiesz.

00:17

Przyjedź, zapraszamy, sprawdzaj, wpuszczą Cię. Myślisz, że jestem nastukany, ponownie pomyłka.

00:18

Ja śpię — odpisała, bo nagle ogarnęło ją potworne zmęczenie.

Może po tym, gdy odkryła, że znów nic nie wyjaśni i poczuła niemoc i smutek. Ci, co mogliby w prosty sposób zadziałać w sprawie najwyraźniej, mieli inne rzeczy do roboty, a ona po raz kolejny poczuła, że zabrnęła w ślepą uliczkę.

00:21

Kolorowych, spokojnych i anielskich snów królewnie życzę, a zarazem buziaczki w usteczka, nosek i pępuszek.

*

Od kiedy pamiętał, był dumny ze swego ojca. Postrzegał go jako przystojnego mężczyznę, zaradnego biznesmena i tatę kochającego swego syna. Gdy był jeszcze małym kajtkiem, ojciec jeździł z nim na basen i uczył pływać. Wrzucał go do wody, aby ten próbował utrzymać się na powierzchni, płynąc pieskiem. Cały czas asystował przy swoim synku, aż ten osiągnął upragniony cel. Przy okazji malec nauczył się, że nie ma się czego bać, gdy skaczesz na głęboką wodę. Zawsze się jakoś wykaraskasz, tylko trzeba przebierać składnie kończynami. Z czasem nauczył się sprawnie pływać nawet delfinem.

Ojciec biegał też za chłopakiem, gdy ten uczył się jeździć na rowerze, aż pewnego dnia i z tym chłopak sobie świetnie poradził.

Wspomnienia z dzieciństwa stanowiły tylko okruchy i przebłyski zdarzeń, ale były pozytywne. Rodzinne wyjazdy na wczasy — góry, jeziora, morze — rzadkie, ale intensywne i miłe przeżycia.

Od małego pamiętał, jak mieszkali w pięknej willi, którą ojciec wybudował, i wiodło im się lepiej niż innym w okolicy. Mieli większą działkę niż sąsiedzi, ładniejszy dom, a nawet lepszy płot — taki z murowanym fundamentem i słupkami oraz z ozdobnymi metalowymi prętami, a nie siatkę tak jak inni. No i mieli droższy samochód, fajniejsze meble i wyposażenie. Mieszkali na spokojnym osiedlu domów jednorodzinnych okolonym lasem. Ścieżką przez las w kilkadziesiąt minut dochodziło się do stacji kolejowej, tak więc mimo spokojnej okolicy mógł łatwo dotrzeć do miasta i tamtejszych kumpli i rozrywek, zanim jeszcze stał się zmotoryzowany.

Szczególny dysonans dostrzegał, gdy odwiedzali starszą ciotkę, siostrę ojca. Mieszkała po sąsiedzku, ale skromnie i w małym domu. W zasadzie to nigdzie w okolicy nie widział aż tak małego budynku mieszkalnego. Jeden pokój, mała kuchenka, mała łazienka i mały przedsionek. To wszystko na całkiem sporej działce.

Ciotka miała dwóch synów: Janka i Józka, ale ladaco sprawiali kłopoty, zaś jej mąż pewnego dnia gdzieś zniknął, więc zasadniczo była dość smutna. Może stąd tak mały domek, z biedy. Lubił jednak do niej przychodzić. Gdy pojawiał się sam, zawsze go częstowała ciastem, była bardzo miła i opowiadała różne ciekawe historie. Gdy wpadali wraz z ojcem, na stole pojawiała się dodatkowo flaszka. Zapamiętał dobrze dzień, gdy ciotka bardzo płakała. Rozpaczała z powodu losu pierworodnego syna. Zastrzelił jakąś obcą kobietę i trafił na dwadzieścia pięć lat do więzienia. Płakała, bo bała się, że nie dożyje jego powrotu na wolność. Potem długo zastanawiał się, skąd jego brat cioteczny wytrzasnął broń i dlaczego zastrzelił tę kobietę. Przecież przez to zmarnował sobie kawał życia. Próbował zagadnąć o to rodziców, ale oni niechętnie o tym z nim rozmawiali. Zresztą często byli zapracowani i zaganiani, a w tamtym czasie wolny czas poświęcali na kłótnie. Widocznie jednak takie rzeczy się ludziom po prostu przytrafiają — tak to sobie pewnego dnia wytłumaczył i zakończył temat.

A potem jeszcze wydarzył się kolejny incydent u ciotki. Znowu strasznie rozpaczała, bo została w swoim małym domku całkiem sama, a jemu ten dzień tak utkwił w pamięci, że nawet czasem się śnił. Okazało się, że drugi z synów utonął. Pływał ze znajomymi łódką i pił wódkę, i tak to się skończyło. Wtedy kolejny raz zetknął się z ulotnością ludzkiego istnienia. Szkoda mu było ciotki, taka dobra i miła, nie zasłużyła sobie na swój los.

Pomimo przeżyć ciotki swoje dzieciństwo spędzał beztrosko i przyjemnie. Choć zapracowani rodzice pozostawiali go samego i musiał samodzielnie organizować swój czas, jakoś mu to nie przeszkadzało. Był towarzyski i zaradny. Nie brakowało mu kolegów, nie miał problemu z zawieraniem nowych znajomości, wolne chwile spędzał na zabawie z chłopakami z sąsiedztwa. Zresztą imponował im tym, że dobrze mu się powodziło, że dostał od ojca nowoczesny sprzęt grający, że tamten uczył go jazdy samochodem, zanim to było legalnie dozwolone, a z czasem nawet sprawił mu motor.

Rodzice jednak coraz bardziej się kłócili i sporo rozmawiali o rozwodzie. Teraz to już nie tylko na siebie wrzeszczeli, ale również obrzucali obelgami. Wtedy myślał, że to wina matki. Często była niezadowolona i krytykowała ojca. Często wykrzykiwała, że brakuje pieniędzy i że mąż się do niczego nie nadaje. Chłopiec uważał, że to z jej strony paskudne pomówienia, bo przecież ojciec był świetnym biznesmenem, miał własną firmę, na pewno dużo kasy i nigdy jej na nic nie żałował. Widocznie matce zawsze było mało. Najpierw z domu wyniosła się właśnie ona. Odczuł ulgę z tego powodu, bo ucichły awantury i ojciec stał się spokojniejszy. Sielanka nie trwała jednak długo. Pewnego dnia i oni musieli wyprowadzić się z pięknej willi i zamieszkać w innej dzielnicy, blisko matki, w brzydszym domu innej ciotki i wuja. Wciąż wolał jednak mieszkać wygodnie z ojcem zamiast skromnie z matką. Rodzice byli sąsiadami i pomimo rozwodu często się kłócili, tak więc atmosfera wzajemnych pretensji i niezadowolenia rodziców znów zagościła w jego życiu. Aby się tym nie przejmować, często spędzał czas poza domem. Miał wielu znajomych w okolicy, więc zorganizowanie z nimi spotkań nie stanowiło problemu. Poza tym dom znajdował się bardzo blisko stacji kolejowej i pętli autobusowej, zatem łatwo można było stąd ruszyć na miasto z kolegami. Wszystko w życiu ma swoje plusy i minusy.

O planach wstąpienia do ekipy Tatki z czasem zapomniał, bo w technikum miał sporo nauki. Uczył się tego, co go bardzo interesowało, zatem, chcąc nie chcąc, zdobywał pozytywne oceny, z czego ojciec był bardzo zadowolony. Marzyło mu się, że pewnego dnia z pomocą ojca otworzy własny warsztat samochodowy i z czasem będzie biznesmenem odnoszącym sukcesy. Jak Tatko.

Czasem usłyszał tu i ówdzie co nieco o Tatce i wtedy wracały myśli, by go odszukać. Tatki jednak nie spotkał, ale za to poszerzył się krąg jego znajomych o kilka okolicznych dzielnic. Poznał też fajnych kumpli z bazaru w mieście. Ciągnęła go tam niewidzialna siła. Wydawało mu się, że warto być blisko tego miejsca, bo tam właśnie rozkwitają nowe, ciekawe biznesy.

Pomimo planów ojca dotyczących rozbudowy domu, w którym mieszkali z wujostwem, skrycie marzył, że wrócą lepsze czasy i znów zamieszkają w willi z dzieciństwa. Niestety, nigdy nie nadeszły, a ich sytuacja materialna się pogorszyła, zaś zamierzona uprzednio rozbudowa zwolniła tempa. Ojciec wpadł w apatię czy otępienie. Przestał się interesować domem, był milczący i wycofany. Wieczorami topił smutki w alkoholu, po cichu, na spokojnie, nie robiąc żadnych awantur. Materiały zgromadzone na podwórku do rozbudowy domu powoli obrastały trawą.

Gdy dawni koledzy z dzieciństwa planowali studia, Paweł zaczął mieć czarną wizję pracy za marne grosze w samochodowym warsztacie u jakiegoś prywaciarza. Nie widział już szans na własny biznes. Przestał imponować dawnym znajomym, postanowił więc poszukać innych, takich, wśród których mógł się wyróżniać i coś znaczyć. Szybko znalazł w okolicy chłopaków, którzy mieli dosyć biedy, beznadziei i braku perspektyw. Marzyli o lepszym życiu, tak jak on skrycie marzył o powrocie dobrobytu z dzieciństwa. Nie byli zainteresowani tyraniem na etatach lub u prywaciarzy za marne pieniądze. Chcieli mieć dobre zarobki, imponować najładniejszym kobietom, trenować swoje młode ciała na powstających tu i ówdzie siłowniach oraz bawić się w coraz to innych klubach i dyskotekach. Szwendając się z nimi po mieście i po różnych knajpach, znów liczył na spotkanie ludzi, którzy mu kiedyś proponowali lepszą pracę. Prostą pracę za duże pieniądze. To by się ojciec ucieszył i nawet matka by była wreszcie zadowolona — marzył. Gdyby ich tak odszukać…

*

Wreszcie nadszedł pierwszy samotny weekend od kilku miesięcy — bez Pawła i Damiana. Emi miała zamiar spędzić go w całości w domu. Bez żadnych obowiązków i planów.

Z jednej strony cieszyła się na tę myśl. Będzie miała czas tylko dla siebie, odpocznie i wymyśli strategię postępowania z Pawłem. Skoro ciągle się kontaktuje, i to w dość beztroski sposób, to raczej plany policjanta z kryminalnych były tylko obiecankami. Łudziła się wcześniej, że skoro mieli w ręku namiary na Pawła i najprawdopodobniej dowody, to sprawa wyjaśni się w kilka dni. Przecież śledczy mówił, gdy zgłaszała sprawę: „Pojedziemy tam wieczorem albo jutro”. Tymczasem nigdzie nie pojechali, choć minęło już tyle czasu. Zaś Paweł pozostawał na wolności i najwyraźniej nawet jej nie wierzył, że zgłosiła kradzież na policji, skoro się wciąż się kontaktował.

Z drugiej strony bała się tego weekendu. Znów będzie sama. Samotna kobieta bez nadziei na poznanie kogoś sensownego. Każdy może okazać się pewnego dnia oszustem lub nawet przestępcą. Nikomu już więcej nie zaufa. No i przede wszystkim będzie to weekend bez fajnej rozmowy z Pawłem, bez masażu stópek, bez wspólnej kąpieli w wannie, bez wspólnego gotowania, bez wspólnego spaceru z małym Sweety. Bo to wszystko było oszustwem. A Paweł to nie Paweł. Tamtego Pawła nie ma, tak jakby umarł. A ten inny perfidny typ chciał tylko wykorzystać Emi i zarobić parę groszy. Choć się w głowie nie mieści, że można być tak podłym i dwulicowym.

W sobotę około ósmej rano, gdy jeszcze wylegiwała się w wielkim wygodnym łożu wraz z małym Sweety, jak na złość odezwał się Pan Małpa. Tyle razy marzyła, że tak się stanie i wtedy pokaże treść Pawłowi, a on się z nim rozprawi — oczywiście werbalnie — ale tamten wtedy siedział cicho. A teraz jak na złość, gdy była osłabiona i zraniona, to zwierzę napisało esemes.

Darii już nie ma. Przyjedź do mnie.

A co, Daria wyszła po piwo czy po bułki do sklepu? — spytała w myślach Emi.

Pamiętała, jak Pan Małpa jakiś czas po ich hiperkrótkim romansie oznajmił, że ma dziewczynę, którą bardzo kocha. Pewnie po to, by pokazać Emi, że jest mu niepotrzebna i by ją zranić. Mimo to nie straciła rezonu, lecz pogratulowała mu wtedy i życzyła szczęścia. Nie przeszkadzało to Panu Małpie co pewien czas pisać esemesów i składać erotycznych propozycji. Raz Daria go rzuciła, raz wyjechała. Nawet kiedyś ta Daria napisała z jego telefonu wiadomość z pretensjami, że Emi się z nim kontaktuje. Wtedy pomyślała, że niektóre kobiety są żałosne, bo zadają się z okropnymi mężczyznami i jeszcze o nich walczą. A teraz sama znalazła się w gronie żałosnych kobiet zadających się z okropnymi mężczyznami.

Jestem taki samotny. Przyjedź koniecznie — kontynuował Pan Małpa.

Proszę mnie nie nękać — odpisała po krótkim namyśle.

A, to przepraszam. — O dziwo, do Pana Małpy od razu dotarło. Kontakt się urwał. Pomyślała, że nigdy jeszcze nie osiągnęła w tak prosty sposób piorunującego efektu.

Przypomniała sobie rozmowę telefoniczną z policjantem Waldkiem. Wyjaśnił kiedyś, że jeśli Emi kilka razy odpisze: „Proszę mnie nie nękać”, a Paweł nadal się będzie kontaktował, może go oskarżyć o nękanie. Pójść na komisariat i zgłosić stalking, a to może zmotywować policję do aktywniejszego działania w jej sprawie, bo w telefonie znajdą się dowody na kolejne przestępstwo.

08:41

Kocham Cię, a moje serce tęskni za Tobą.

09:12

Wierz mi, naprawdę nic z domu nie brałem, żadnej biżuterii, żyły mogę dać sobie wypruć przy Tobie. Kochamy się i wszystko robimy we dwoje.

09:53

Ostatnie pytanie: kochasz mnie?

10:18

Odpowiedz mi szczerze na pytanie zadane wcześniej.

10:37

Nie odpowiesz? Rozumiem.

11:41

Czuję, że wybierasz się do Futrzaka. Powiedz mi. Szczerze.

11:45

Gorące buziaki Ci ślę i życzę miłej, spokojnej soboty, kochanie.

12:04

Proszę mnie zostawić w spokoju i nie nękać; powiedziałam, że czekam na wyjaśnienie sprawy przez policję. — Postanowiła skorzystać wreszcie z porady policjanta Waldka.

12:07

OK, nie nękam, to nie w moim stylu. Dziękuję za odpowiedź, której nie usłyszałem. Powinienem być przy Tobie, a jadę do Robsona na picie, nerwy mi puściły.

To jedź i zachlaj się na amen razem ze wspólnikiem Robsonem — pomyślała Emi. Właściwi ludzie na właściwym miejscu.

12:31

Nie stać Cię na to, żeby powiedzieć prawdę. Dobry plan wymyśliłaś, ale nie tędy droga. Skoro Ci się znudziłem, mów szczerze, a nie: okradłeś mnie, nie pracujesz w serwisie itp. Miłego wieczorku z Futrem śmierdzącym Ci życzę. Nienawidzę zdrady, kłamstwa i kradzieży też. Pozdrawiam, Paweł

Jak śmie obrażać Pana Futrzaka, którego nawet nie zna, zazdrośnik koszmarny — zdenerwowała się Emi i postanowiła się po raz kolejny odezwać.

12:33

Proszę mnie nie nękać. Policja na pewno wezwie Cię do złożenia wyjaśnień i wtedy przekonasz się, że to prawda. Mają aż sześćdziesiąt dni. Tymczasem zostaw mnie w spokoju.

12:35

Mogę sam podjechać na policję do Twojej dzielnicy, nie widzę problemu. Futrzak kity wciska, żeby Cię przelecieć.

12:43

Twoja sprawa — możesz sobie iść na policję. Tymczasem proszę mnie nie nękać.

Celowo kolejny raz użyła słowa „nękać”, bo chciała skrupulatnie zastosować się do wytycznych Waldka.

12:49

Powtórzę ostatni raz. Nie nękam i nie będę. Jadę na picie, Robson podjechał. Powinienem być przy Tobie, ale jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz. Miłego weekendu życzę, kochanie.

13:44

Spotykasz się z futrzanym kaszalotem? Szczerze.

14:13

Proszę mnie nie nękać, bo inaczej i to zgłoszę na policję. Zostaw mnie w spokoju.

Na tym postanowiła zakończyć elaborat o nękaniu, gdy odkryła, że na przepychankach słownych z Pawłem już minęło pół dnia. Straciła tylko energię. A miała się oderwać, pomyśleć z dystansem, zrelaksować się. A teraz czuła, że dzień będzie zmarnowany. A może powinna być dla siebie łagodna? Ma prawo przebumelować cały dzień. W końcu została skrzywdzona.

14:18

Szczerość boli, zgłoś też. Odpowiedz na pytanie. Z kaszalotem się spotykasz? Powiedz w końcu.

14:26

To jak, kochanie, ze szczerością?

14:49

Przepraszam za wszystko. Nie przeszkadzam, Dzidzi. Biżuterii nie wziąłem.

15:41

Kocham Cię, królewno. Króliczek to mówi od serca.

16:38

Jak by Ci zależało na nas, inaczej byś podeszła do sprawy. Przepraszam, pijemy i na miasto.

16:42

Szczerość i prawda to podstawa, królewno.

17:45

Kochałaś mnie w ogóle?

Krzątała się trochę po domu, odkładając na miejsce tu i ówdzie porzucone rzeczy Damiana. Brudne skarpety z podłogi wylądowały w pralce, porozwieszane na kanapie i krzesłach bluzy wróciły na wieszaki do szafy, podręczniki walające się na stole w jadalni i na biurku znalazły się na półkach, używane naczynia w zmywarce. Gdy zapanował już jako taki porządek, zalogowała się na portalu randkowym, choć sama do końca nie rozumiała, w jakim celu. Zobaczyła, że mężczyźni do niej piszą, ale nie miała siły reagować ani odpowiadać. Każdy z nich mógł być potencjalnym oszustem, złodziejem albo innym przestępcą. Poza tym nie musiała korespondować z obcymi, żeby się do kogoś odezwać. Miała przecież Marysię, Pana Futrzaka, Juliannę, Jasia, który, o dziwo, stał się ostatnio Janem. Zauważyła, że zmienił imię na Facebooku. Czyżby wreszcie wydoroślał? No i może się poradzić policjanta Waldka.

No i miała mamę. Dla niej sprawa była prosta: nie reagować na wiadomości od Pawła. Nie odbierać telefonów. Zablokować numer. Albo zmienić numer. Jednak Emi uważała, że Paweł tak łatwo nie odpuści. Czuła to podskórnie. Zaspokajał swoją potrzebę kontaktu tym, że Emi czytała i czasem odpisała. Jak tego zabraknie, zacznie szukać kontaktu. Może przyjechać pod pracę, wypytywać, może mieć przez to nieprzyjemności. Albo przyjedzie pod dom i zestresuje swoją obecnością Damiana. Zresztą raz go zablokowała, a on i tak pisał, i dzwonił. Widziała przerwane automatycznie połączenia i miała możliwość podglądu nieodczytanych esemesów. On tak szybko nie odpuści.

Tak, osobom, które w tym bezpośrednio nie tkwią, sprawa wydaje się łatwa i prosta, ale nie dla Emi, która wie, czuje i myśli na ten temat więcej. A co, jeśli Paweł zacznie się mścić? W końcu nie wiedziała, kim on tak naprawdę jest. A wątek Robsona i Marleny? To może być szajka, a skoro Paweł jest tak pewny siebie, może jest ich więcej. Może już nie raz zaliczyli wpadki, wiedzą, jak z nich wybrnąć. Paweł wie, gdzie Emi pracuje, więc jakby się uparł, zaszkodziłby jej, a przynajmniej naszkodził. Wie też, gdzie ona mieszka, gdzie Damian chodzi do szkoły, wie nawet, gdzie mieszka jej matka. Przecież czekał w samochodzie, gdy odwoziła w Sylwestra syna z małym Sweety do babci. A może kogoś porwą albo zaczną grozić, szantażować albo zrobią krzywdę choćby psu, żeby coś pokazać, udowodnić? Albo po prostu się wywiną? Nadal nie wiedziała, z kim zawarte były umowy w lombardzie. Przecież dowód osobisty Pawła był cały połamany, posklejany taśmą. Kto normalny zidentyfikowałby go na postawie tego dowodu? Mówił, że czeka na wyrobienie nowego, ale nigdy go nie pokazał, nie pochwalił się, choć Emi pytała, zatem raczej go nie miał. A może właściciel lombardu to jego kumpel, bo skoro robią to jako szajka na większą skalę, współpracują z lombardem? Albo podstawili słup — bezdomnego, który za grosze poszedł sprzedać do lombardu i nigdy nie wytropią powiązania z Pawłem, bo ten bezdomny alkoholik nawet nie będzie pamiętał, kto mu zlecił transakcję w lombardzie. Paweł mógł przecież tam chodzić i tylko oglądać towar, sprawdzać, czy się sprzedaje, pracownik lombardu przecież kojarzył jego osobę, ale nie konkretne transakcje. I Paweł się wywinie, policja nic na niego nie znajdzie, a potem się będą śmiać jej w oczy i się mścić. W tym kraju wszystko jest możliwe, skoro sprawa do rozwiązania w kilka dni wciąż trwa w zawieszeniu, a podejrzany śmiało kontaktuje się z pokrzywdzoną i nie obawia się aresztowania.

Oczywiście w wątek szajki nie wtajemniczała mamy ani Damiana, nie chciała ich niepotrzebnie stresować. Jednak podczas piątkowej wizyty u niej pierwszy raz w dorosłym życiu poczuła niezrozumienie ze strony matki. Gdy Emi zaczęła opowiadać o swoich obawach co do Pawła, ta nagle zmieniła front i nie wiedziała, co doradzić. Rozłożyła ręce i przyznała, że nie była w takiej sytuacji. Emi poczuła, że została sama z problemem, a nawet że matka nie chce słuchać jej opowieści. Tak jakby powstał między nimi temat tabu.

No ale przecież Emi nie była dzieckiem. Nie potrzebowała aprobaty matki, by działać.

Postanowiła umówić się w poniedziałek na wizytę z hipnotyzerem, o którym wspominała Julianna. Może to ją uspokoi? Może za dużo wymyśla i przez to wariuje? Sama sobie dopowiada różne historie?

Paweł w końcu odpuścił. Pewnie udał się na pijacki wieczór z Robsonem. Tam zresztą było jego miejsce.

Dalsza część soboty upłynęła jej na rozmyślaniach i słodkim nieróbstwie, które jak najbardziej się jej należało. Klikając z nudów (zaplanowanych) w swoim telefonie, odnotowała jakiś wpływ na swoje konto. To Mariusz wpłacił kwotę ustalonych przez siebie alimentów. Widocznie dotarła do niego informacja o złożonym przez Emi pozwie rozwodowym i chciał zabłysnąć, bo przecież przez rok nie wpłacał nic. Ciekawe, na jak długo wystarczy mu tego zapału?

*

08:28

Witaj, kotku. Ale bym się do Ciebie przytulił! I tak jak zawsze kochalibyśmy się do upadłego.

08:31

Tęsknię za Tobą i kocham Cię całym sercem.

09:16

Odbierz na sekundkę telefon, chcę z Tobą poważnie porozmawiać.

W niedzielę ponownie zalogowała się na portalu. Odezwał się jakiś Grzegorz. Po rozwodzie. Emi też była tak jakby po rozwodzie. Papierowo jeszcze w toku, ale emocjonalnie już dawno po. Grzegorz miał córkę i problemy z byłą żoną, która próbowała do niego nastawić negatywnie dziecko, ale jej się nie udawało, bo córka była związana emocjonalnie z ojcem i go kochała. Emi dosyć miała swoich, nie pragnęła więc cudzych kłopotów, ale chciała dać tej znajomości szansę. Postanowiła przemyśleć sprawę i po feriach umówić się na kawę, tak jak tamten proponował. Należało odzwyczaić się od Pawła, zacząć myśleć o czymś innym.

Na portalu na koncie Pawła świeciła się kropka, chociaż wypisywał do niej te „kochające” esemesy. No ale czego się można spodziewać po oszuście? Może kogoś pozna i się odczepi? Ten ktoś też może zostać okradziony, ale co Emi może teraz zrobić, skoro nawet policja w tej sprawie nie kiwnęła palcem?

Po godzinie osiemnastej Damian wrócił od ojca i jak zwykle zaczął opowiadać o swoim weekendzie, więc temat Pawła odsunął się na dalszy plan. Zwłaszcza że przestał się odzywać. Może wreszcie zrozumiał, że to nie ma sensu.

Wezwanie

Tego dnia wygrzebał z szafy nawet czapkę. Jakoś było mu ostatnio cholernie zimno. Chyba spadła odporność. Może dlatego, że chodził głodny? Znowu pokłócił się z matką i nie zjadł obiadu, a śniadania zwyczajowo nie jadał. Wzięła jak zawsze jego kasę, ale twierdziła, że już się skończyła, a jedzenie wciąż kosztuje. On miał swój honor, nie chciał żebrać u niej o posiłki. Jedzenia nie powinno się nikomu wymawiać. Wyszedł wściekły z domu o kulach i skierował się w stronę stacji kolejowej. Pojedzie do kumpli. Oni mu zawsze pomogą.

W wagonie tradycyjnie bacznie się przyglądał, czy nie wsiada jakiś kanar. Miał na tę okoliczność jeden bilet do skasowania. Po co znowu sobie narobić kłopotów? Wysiadł na dworcu i pokuśtykał na przystanek. Podjechał jeszcze kawałek autobusem i ruszył ulicą w dobrze znanej dzielnicy.

Mijał stare kamienice, a w jednej z nich salon sukien ślubnych, który należał do małżonki kumpla. Przypomniał sobie, że zaoferował się pomóc Emi w sprzedaży starej ślubnej sukienki, która zalegała w tapczanie. Mimo że założyła ją tylko raz i była w świetnym stanie, nikt nie był zainteresowany jej zakupem na portalu rzeczy używanych, nawet za symboliczną kwotę.

W końcu dotarł do bazarku, gdzie przy wejściu urzędowali jego koledzy. Uważali, że ten przybytek należy do nich i mają prawo kontrolować wchodzących przynajmniej wzrokiem. Przy okazji mogli szybko zaoferować potencjalnym klientom nie tylko towary, ale i usługi. Jeśli chcesz pierogi domowej roboty, od razu kieruj się do budy numer pięć. Fajne ciuchy to w budach po lewej stronie. Jeśli potrzebne jest świadectwo pracy, matura lub jakiś inny kwit, to chodź ze mną do bocznego pawilonu. Już minęły dawno czasy świetności bazaru, ale i tak trzeba pilnować interesu. Pańskie oko konia tuczy, mówi przysłowie.

Poszli do kanciapy pełniącej funkcję biura. Kolesie zaczęli od razu zasypywać go dobrymi radami. Nie buntował się, bo przy okazji dostał jeszcze ciepły kebab i napełniony kieliszek. Zawsze można było na nich liczyć, ale wiedział, że na dłuższą metę te kontakty nie przynoszą nic dobrego. Wydawało mu się, że zna ich od małego, może nie z piaskownicy, ale z okresu podstawówki, gdy rodzice uznali, że jest na tyle duży, by sam sobie organizował wolny czas. Nie miał z tym problemu, wręcz było mu to rękę. Zawsze był wygadany i towarzyski. Odważny i szybki. Zadziorny, ale uroczy dla kobiet, a te do niego lgnęły. Tak, jedynie z poznawaniem kobiet nie miał w życiu problemów, ale nie skakał z kwiatka na kwiatek. Był kochliwy i wierzył, że spotka drugą połówkę i dozna idealnego dopasowania w miłości. Pierwsze kroki w tej sztuce poczynił jako nastolatek, gdy zakochała się w nim pewna Anka. Kochał ją z wzajemnością, dopóki nie poznał Marty. Tę dziewczynę jeszcze mocniej pokochał, aczkolwiek życie płata figle. Pewne decyzje z młodości doprowadziły go na manowce, po których błąkał się przez wiele lat. Dopiero jakiś czas temu postanowił z tym definitywnie skończyć, gdy wszystko zaczęło się w jego życiu sypać, a gwoździem do trumny był wypadek. Mógł liczyć tylko na pomoc wiary, tylko oni byli mu życzliwi. Jeszcze tylko trochę, aż stanie na nogi. Wyzdrowieje, pójdzie do pracy, wyprowadzi się z domu i odzyska Emi.

— Poszukaj sobie innej kunegundy. Pewnie ma faceta. Pełno tego chodzi po świecie, a ty się uparłeś na tę jedną.

— Zobaczysz, jeszcze narobi ci kłopotów. Z babami to same kłopoty. Napijmy się jeszcze raz.

— Szukasz roboty czy robótki? Kumpel potrzebuje pomocy przy samochodach, wiesz jakiej.

— Choć z nami do knajpy. Napijemy się i pobalujemy jak za dawnych lat. Nie martw się, ja stawiam.

— Może potrenuj trochę. Jesteś do siebie niepodobny. Taki chudy jak nigdy.

Zdawał sobie sprawę, że nie powinien przyjmować od nich ofert pracy ani wsparcia, bo będzie z czasem musiał się odwdzięczyć w taki sposób, jakiego nie chciał. Po chwili jednak alkohol zaszumiał mu w głowie i przestał się tym przejmować. Co będzie, to będzie. Ważne, że teraz jest ciepło, może się najeść i napić. Jedyne, co musi załatwić, to odzyskać Emi — na pewno coś wymyśli. A reszta nie ma znaczenia…

*

Wyszło, że w najbliższym tygodniu będzie zajęta po pracy, a zatem oderwie się od myśli o tym, kim właściwie jest Paweł — szaleńcem czy groźnym przestępcą, a może dwa w jednym. Umówiła się bowiem na wizytę z terapeutą poleconym przez Juliannę i to jeszcze w tym samym tygodniu, a poza tym już w piątek ruszała na ferie z Damianem — oczekiwany wyjazd na narty — i musiała wieczorami z rozmysłem się spakować, zrobić zakupy, no i któregoś wieczoru odtransportować Sweety do mamy.

A i jeszcze zadzwonić do pani Grzybowskiej i spytać o sprawę. Może jednak coś się dzieje, tylko Paweł blefuje, że niby wszystko OK.

Policjantka nie bardzo przejęła się tematem. Powiedziała, że wciąż czeka na pisemną informację z posterunku dworcowego i bez tego nie ruszy dalej. Czyli pismo Emi nic nie dało. Czyli nie mogą złapać za słuchawkę telefonu i do siebie zadzwonić, tylko czekają na pismo oficjalne, choć sprawa wydaje się banalnie prosta i krótka.

— Ale on wciąż do mnie pisze esemesy i dzwoni, pani Anno. Naprawdę trudno to wytrzymać — próbowała tłumaczyć swoją sytuację Emi.

— Jeśli pani grozi, może zgłosić pani przestępstwo, tylko proszę przynieść jakieś dowody. Na przykład wydruki tych esemesów — odparła rzeczowo policjantka.

— Nie, wręcz przeciwnie. Najczęściej wypisuje, że mnie kocha i tęskni.

— Widocznie próbuje sprawę załatwić polubownie. W takich sprawach ludzie się różnie zachowują — odparła niewzruszona aspirant.

Po południu jednak okazało się, że pani Grzybowska coś już w sprawie zrobiła, aczkolwiek nie wspomniała o tym we wcześniejszej rozmowie.

17:07

Dostałem wezwanie. Bądź z synem na spotkaniu na policji. Ile swoich partnerów przekręciłaś? Prawda wyjdzie na jaw. Nie kochałaś.

Paweł wreszcie uwierzył, że zgłosiła sprawę na policję, bo wreszcie dostał wezwanie! Z tonu esemesa wywnioskowała, że jest wyraźnie wkurzony. No i tradycyjnie zwalał winę na Damiana. To takie żałosne i dziecinne. Teraz jednak już nie ma odwrotu — będzie musiał pójść i się wytłumaczyć. Pewnie będzie kłamał i się wykręcał. Pewnie znowu poproszą Emi o dalsze wyjaśnienia albo przez to jego głupie gadanie będą ciągać na przesłuchanie nieletniego Damiana i dostarczać mu stresów. Policjant na dworcu uprzedzał, że to możliwe. No trudno. Niech jeszcze i to.

Po chwili przemyśleń ścisnęło jej się serce ze smutku.

Jaka jestem naiwna! A ja jeszcze miałam nadzieję, że ruszy go sumienie i odda pieniądze. Tymczasem to bezwzględny, zimny drań, który kłamie do końca i zwala winę na niewinnego chłopaka.

Ścisnęło ją w gardle, a w oczach zrobiło wilgotno na myśl o takim okrucieństwie i niesprawiedliwości.

17:14

Jeśli mnie wezwą z synem, to będę. Nikogo nie przekręciłam. Uczciwie Cię informowałam o tym, co się stało i jakie podjęłam kroki.

Emi zachowała zimną krew, ale już po chwili pożałowała odpowiedzi. Wygląda na to, że pokrzywdzona tłumaczy się podejrzanemu. Nie powinna się w ogóle odzywać. A już tak dobrze szło od paru dni. No i wywołała wilka z lasu, czyli kolejny monolog Pawła.

17:14

Zdradziłaś. Było tak szczerze, a nie szukać kasy.

17:22

Kogo Ty ze mnie robisz? Mam nowego partnera, mówi się, a nie jakieś kradzieże z domu. No teraz to przesada, spotkamy się na policji i wyjaśnimy. Baw się dobrze z nowym partnerem.

17:30

Twój synek jest teraz zadowolony, a Ty razem z nim. To teraz niech położy tam, skąd wziął.

17:38

Tak jak powiedziałem Ci — w łeb od niego dostaniesz, a w górach będzie Ci mówił, co masz robić, owinął Cię nie na palcu, a na ręku. Wspomnisz moje słowo. Bądź szczęśliwa z nowym partnerem.

Jaką dobrą pamięć ma ten Paweł, skoro pamięta, że ona niebawem wyjeżdża z Damianem w góry! A tego, że coś ukradł, jakoś nie pamięta.

18:00

Nie wiesz, co znaczy kochać i szczerość. Pomyśl sama i ogarnij swój dom, bo chodzisz wystraszona. Pod żadnym pozorem bym do tego nie dopuścił.

18:02

Twoje ręce, Twoje życie. Za parę lat zrozumiesz.

18:19

Wak chodzi.

No nie, to już bezczelność. Ledwo dostał wezwanie i już się znalazł w szpitalu? Bo tylko tak można zinterpretować informację od podłączeniu do tej maszyny. Pamiętała z jego wcześniejszych opowieści, że dzięki temu szybciej się goją rany i sprawdzala nawet wtedy w internecie, że terapia VAC to skuteczna i nowoczesna próżniowa metoda ich leczenia.

18:19

Teraz pewnie będziesz chodził tak długo, że nie tylko do pracy, ale i na komisariat nie będziesz mógł pójść — nie wytrzymała.

18:29

Nie zawracaj mi dupy, Jestem od kutasa w dół sparaliżowany.

Czyli Paweł szybciej zaczął się wykręcać od zeznań na policji, niż sądziła. Sugerował, że trafił do szpitala, pewnie na tę oczekiwaną operację. A to drań. Pewnie Juras to faktycznie jego znajomek i załatwił mu ekspresowe przyjęcie na oddział, żeby odroczyć w czasie przesłuchanie na policji. Albo to zwyczajna ściema. Termin akurat wtedy, gdy musi iść na przesłuchanie, choć Emi tak naprawdę nie wie, kiedy musi, bo przecież nie podał terminu.

A może to wszystko jest prowokacją i nie dostał żadnego wezwania? Z nim to nic nie wiadomo. Na szczęście nie jest sama, może się poradzić.

Znowu zadzwoniła do Waldka. Do pana zagadki.

— Emi, nie przejmuj się. Takie sprawy trwają i musisz się uzbroić w cierpliwość. Jeśli Paweł się nie stawi na przesłuchanie, wyznaczą mu kolejny termin. A potem po niego przyjadą. Tak czy inaczej, doprowadzą do tego przesłuchania, bo bez tego sprawa nie może ruszyć dalej. Akt oskarżenia nie może być przekazany do sądu bez przesłuchania obu stron sprawy.

Czyli wszystko jasne — Paweł będzie grał na zwłokę, bo dzięki temu odsuwa sprawę w czasie. Tylko co mu to daje? Może jest tak, jak sugerowała policjantka — myśli, że urobi Emilię. Przekona ją, że to nie on. Spowoduje, że miną emocje. Albo liczy, że Emi się złamie i w końcu z nim spotka, a wtedy ukręci jej łeb i nie będzie sprawy. Bo gdyby chciał załatwić sprawę polubownie — przeprosić, pokryć straty, zwrócić telefon, to już by to zrobił.

19:26

Powiedz szczerze, słońce. Poznałaś kogoś?

Tak, miłego i pomocnego policjanta Waldka — odpowiedziała w myślach.

19:29

Dwa słowa. Tak lub nie.

20:13

Miłego i spokojnego wieczoru Ci życzę. Gdybyś mnie kochała, już byś była u mnie na oddziale.

20:45

Gdybyś mnie kochał, to byś mnie nie okradł. Co do oddziału, to napisz gdzie. Mogę przy okazji przynieść torbę z ubraniami; zostawiłeś również zastrzyk.

Postanowiła sprawdzić drania i nakryć na kolejnym kłamstwie, a przy okazji pozbyć się ciuchów z domu. Już od jakiegoś czasu myślała, że przerzuci mu je po prostu przez płot albo wyrzuci do kontenera na śmieci. W końcu policji w śledztwie nie były do niczego potrzebne. A może jednak powinna je trzymać? Na wypadek gdyby się wyparł, że kiedykolwiek do niej przychodził? Gdy zyska pewność, że on jest w szpitalu, może też powiadomić panią Grzybowską. Może pójdzie tam i od razu go przesłucha?

20:50

Powiedziałem Ci, kotku, ciuchy oddaj biednym. Jestem przymulony i oglądam film. A, kocham Cię.

To właśnie chcę oddać biednym — od razu pomyślała Emilia. W końcu ty jesteś biedny. Mieszkasz w jednym pokoju z matką, nie masz pracy i okradasz własną dziewczynę. I co, ciuchy ci niepotrzebne?

20:53

To przy okazji mogę odebrać telefon, masz już przecież inny — zdecydowała się na inną wersję odpowiedzi. Chociaż po chwili pożałowała, bo jeśli naprawdę jest w szpitalu, to pewnie nie ma przy sobie obu telefonów.

21:00

Dostaniesz na policji. Nie moje, pożyczone. Co nie moje, oddaję. Nie mam siły, noga rwie pod wakiem, Juras zaraz da mi kroplóweczkę — jasia.

21:06

Bądź szczęśliwa z nowym partnerem.

22:31

Oddałem Ci serce, a dostałem po dupie.

22:48

A ja dostałam dodatkowo „po kieszeni”.

22:51

Śpij spokojnie, królewno, oglądam film z Jurasem. Kolorowych i bajkowych snów Ci życzę.

22:54

Scenariusze do filmów zacznij pisać, zamiast je oglądać, to nie będziesz musiał sięgać po cudzą biżuterię. Masz wprawę w wymyślaniu rozmaitych historii.

22:57

Śpij słodko. Oglądamy film. Pysiaczek na dobranoc.

Teraz już się pogubiła: czy Paweł jest w szpitalu, żeby nie iść na przesłuchanie, czy tylko kłamie, że jest w szpitalu? Bo przecież strasznie chciał się z nią spotkać, a nie skorzystał z tej możliwości. I tak mogłaby spróbować go tam znaleźć, bo przecież zna szpital i może się domyślić, jaki oddział. No a jeśli go tam nie ma? Nie będzie się ośmieszać.

A może on tam jest, tylko boi się, że Emi wygarnie mu coś przy ludziach? Może tylko udaje, że Juras to jego kumpel, a tak naprawdę gdy lekarz się dowie o jego sprawkach, nie chodzi nawet tu o kradzież, ale na przykład o picie, to odmówi leczenia nogi? W końcu tyle razy opowiadał, że załatwi Emilii przez Jurasa badania w szpitalu i konsultacje u specjalistów i nigdy tego nie zrealizował. Bo on, Paweł, pewnie ze wszystkim kłamie. Opowiada bajki i bzdury. Żyje w wyimaginowanym i wymyślonym świecie, bo nie może znieść tej okrutnej rzeczywistości, która go otacza.

Emi przez chwilę zrobiło się żal Pawła i jego nędznego losu — może to dlatego, że tak wcześnie stracił ojca, a matka była dość oziębła — ale zaraz się opamiętała. Pewnie sobie zapracował na to, co ma. Każdy jest kowalem własnego losu.

Tak czy inaczej, miała co robić wieczorami i nie chciała się pchać na siłę do szpitala, w którym być może leży złodziej.

*

8:00

Trzy razy kocham Cię, Dzidziulko.

08:14

Jesteś moją kaczuszką, pamiętaj o tym, kochanie.

*

09:33

Tęsknię za Tobą, królewno, zaraz mam wypis. Kocham Cię, wierz mi.

11:24

Jestem już domu. Spodziewaj się kuriera z kwiatami, kotku. Znasz mnie i wiesz, jaki jestem. Przemyślałem trochę spraw w szpitalu, Poukładałem wszystko w głowie. Noga OK, jak ta lala. Kocham Cię.

O dziwo, Pawła po czterech dniach wypisali ze szpitala, więc może naprawdę tam był. Nadal istniała szansa na jego dotarcie na przesłuchanie, pewnie nie wzywali go z dnia na dzień. Może pobyt w szpitalu nie był pretekstem do unikania zeznań na policji? Poza tym wyraźnie mu się tam poprawił humor i pojawiło się ponownie nad wyraz optymistyczne nastawienie do życia.


11:34

Miłej, spokojnej pracy Tobie życzę, Dzidziulko.

12:18

Chciałbym się z Tobą spotkać Pod Gitarą na pizzy i kawce. Porozmawiamy na spokojnie, zapraszam Cię, kotek. Decyzja Twoja.

Nawiązywał do miejsca ich pierwszej randki.

12:26

Koledzy się dla mnie nie liczą, liczy się moja kobieta. Nie przeszkadzam w pracy.

12:31

Paweł, przypominam, że jesteśmy w trakcie śledztwa w sprawie kradzieży. Dopóki ta zagadka się nie rozwikła, nie widzę zasadności i możliwości spotkania. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia i do pracy. Liczę, że stawisz się w komisariacie– odparła. Skoro przemyślał sprawy i jest taki wesoły, to może wreszcie z uśmiechem na ustach pójdzie składać zeznania?

12:32

Pewnie, że podjadę na komisariat. Mówisz i masz.

Zrozumiał w lot.

12:34

Możemy iść na spacer do lasu ze Słodziakiem.

12:35

Jestem na spotkaniu — odpisała, gdy po raz kolejny zaczął wydzwaniać.

12:36

OK, nie przeszkadzam Ci.

12:46

Kiedy wracasz do pracy? Kiedy masz termin przesłuchania?

Pomyślała, że może pozna fakty i oceni szanse na szybkie zakończenie sprawy.

12:51

Za trzy tygodnie do pracy, w końcu, i samochód, nie przeszkadzaj sobie w pracy.

12:52

Czemu tak długo? A kiedy przesłuchanie?

12:53

Teraz muza full i mogę tańczyć. Może zatańczymy przy dobrej muzyce, tak jak było u Ciebie w domu? Moja sprawa, kochanie, sprawę wyjaśnię.

12:54

To czemu nie możesz szybciej wrócić do pracy? Na kiedy Cię wezwali na policję?

12:57

Możesz pisać, a nie możesz rozmawiać. Nie przeszkadzaj sobie w pracy, kotku, zajmij się pracą.

12:58

Brak odpowiedzi na proste pytania = kłamstwo.

Zaczęła wątpić, czy historia o wezwaniu w ogóle była prawdziwa. Może to prowokacja z jego strony.

13:00

Dla Ciebie wszystko jest kłamstwem. Poczekamy, dożyjemy = się czas.

13:18

Zaraz do mnie podjedzie kumpel adwokat, wypis muszę mu dać i do sądu puszcza. Już powiedział, że 90 tysi odszkodowania po wypadku dostaję, Juras dobre papiery wypisał.

13:31

Twoja prywatna sprawa. Jeśli nie będziesz pracował, tylko pił, to i 90 tysi na długo nie wystarczy.

13:51

Picie mam gdzieś, a tak ogółem to kasę mogę wsadzić w mieszkanie, Tobie pomóc spłacić raty, zawsze lżej, kochanie.

13:54

Jak nie będziesz pracował, a widzę, że do tego Ci nie śpieszno, to pieniądze szybko Ci się rozejdą. Znajdź sobie wreszcie pracę. Kiedy idziesz na komendę?

13:56

Zainwestować w jakiegoś fast fooda u Ciebie. Pieniądz robi pieniądz, główkę do interesów mam po ojcu, a praca pracą. O policję się nie martw, wyjaśnię sprawę. A jak u Ciebie zdrowie, wyzdrowiałaś?

14:42

A że kocham królewnę, to serce, a tak na marginesie — nie spodziewałem się tego. Seks to inna bajka, ale zgraliśmy się, przyznaj rację. Powiedziałem Ci, miej swój rozum, byłem u Ciebie co tydzień. Mój błąd z alkoholem był. Te same poglądy życiowe.

14:54

Nie te same. Ja pracuję, by żyć i niczego nigdy nie ukradłam.

14:55

Ja też pracuję, ale trzeba dążyć dalej, w górę, a nie w dół. Myśl, kotku, co chcesz. Chcę się spotkać tam, gdzie pierwszy raz. Porozmawiamy w cztery oczy, na spokojnie, bo lubię spokój. Bez alkoholu, Emi, teraz chcę się ustatkować. Robert i prezes zadowoleni, wczoraj byli u mnie. Szef zobaczył waka, wpadł w szok.

15:09

Nie ufam Ci. Nie wierzę w ani jedno słowo.

15:12

Masz prawo po alkoholu, Emi, itp. Nie denerwuj się, jesteś w pracy. Kocham Cię, królewno ma słodziakowa.

16:34

Powtórzę Ci, kochanie. Trzy razy kocham Cię.

Nie kontynuowała korespondencji, tylko szybko kończyła swoje sprawy zawodowe. Tego dnia musiała wyjść z pracy najpóźniej o osiemnastej, żeby zdążyć. Musiała nie tylko dojechać do celu, ale również znaleźć miejsce parkingowe, co w tej dzielnicy miasta nie było proste.

18:01

Prezes serwisu na pewno nie przyszedł do Ciebie do szpitala. Czemu opowiadasz takie rzeczy…? — napisała Emi, wygooglawszy tuż przed wyjściem z pracy, kto jest prezesem sieci serwisów — dość młody, przystojny i pewnie bogaty człowiek. To tak jakby Emi opowiadała, że prezes korporacji, w której pracuje, odwiedzał ją w szpitalu. To wierutna bzdura, przekonywała samą siebie.

18:05

Kochanie, nie cuduj. Chciałbym, żebyśmy poszli do teatru, ja coś znajdę. Masz prawo nie wierzyć.

18:37

Jak ma na imię ten prezes? — spytała, siedząc w zaparkowanym samochodzie, po czym udała się w kierunku pobliskiej willi, by ewentualnie kontynuować rozmowę już w poczekalni u terapeuty hipnotyzera.

18:53

Wiem, że nie wierzysz. Przyjedziesz, zobaczysz. Terenówką będę jeździł, czekała.

No właśnie, Paweł nie wie i zmienia temat, czyli to wariat, chorobliwy kłamca. Znów pożałowała, że wdała się z nim w korespondencję.

18:56

Żyjesz w świecie fantazji. Zejdź na ziemię, Paweł. Weź się w garść — odpisała na zakończenie, po czym wezwano ją do gabinetu.

*

Ze skromnej i zwyczajnej poczekalni weszła do przestronnego pokoju urządzonego ze smakiem i staroświecką elegancją. Na ścianach gabinetu wisiały eleganckie, ozdobne tapety. Pod ścianami stały zabytkowe meble z ciemnego drewna, a na końcu pokoju dosyć spora, ale również nie pierwszej nowości kozetka.

Usiadła na stylowym foteliku z obiciem z ciemnozielonego aksamitu po drugiej stronie wielkiego zabytkowego biurka.

— Z kim się pani zadaje, pani Emilio? — spytał terapeuta na początku wizyty. Już na pierwszy rzut oka wydał się Emilii rozsądnym i zrównoważonym człowiekiem. — Wyczuwam bardzo złą energię, w pani otoczeniu jest kilku złych ludzi.

— Wiem tylko o jednym i o nim właśnie chcę opowiedzieć — odpowiedziała i streściła historię z Pawłem. Jak się poznali, jak było im cudownie i wydawało się, że świetnie do siebie pasują, a potem wyszło, że została okradziona.

Terapeuta kazał się jej położyć na kozetce na drugim końcu pokoju, a potem zamknąć oczy. Szkoda tylko, że nie dostała kocyka do przykrycia, bo trochę marzły jej stopy. Nie, żeby u terapeuty było zimno, tylko zawsze jak leżała dłużej, robiło jej się chłodniej i lubiła się przykryć. No, ale może wtedy by zasnęła.

Potem Emi wykonywała polecenia terapeuty. A raczej starała się myśleć o tym, o co prosił. Na początku to było trudne, bo po głowie chodziły jej dziwne myśli, na przykład, że jak będzie miała zamknięte oczy, to hipnotyzer okradnie jej torebkę. Ciężko jej było zatem zmuszać się do tego. Potem pomyślała, że jak da się zahipnotyzować, to porobi jej sprośne zdjęcia, którymi będzie ją potem szantażował. A może hipnotyzer jest w zmowie z Pawłem? Był moment, że chciała ze wszystkiego zrezygnować. Po prostu wstać i wyjść, ale było jej głupio. W końcu uznała, że dostaje bzika po tym, co jej zrobił Paweł. Przecież sprawdziła w internecie, że gabinet powstał wiele lat temu. W poczekalni widziała innych klientów, opinie miał pozytywne. No i Julianna była zadowolona z efektów, a Paweł wiedział, że ona dziś tu jest. Przestała walczyć wewnętrznie z głosem terapeuty i postanowiła poddać się terapii.

Nie potrafiła określić, czy jest w stanie hipnozy, czy raczej psychicznego relaksu, którego ostatnio tak bardzo potrzebowała.

Po godzinnej sesji wyszła z mieszanymi uczuciami, ale równocześnie z myślą, że trzeba dać tej terapii szansę. Może po kilku wizytach dostrzeże pozytywne rezultaty? Nie będzie oceniała po jednym razie. Julianna też na początku była sceptyczna, a potem twierdziła, że jej bardzo pomogło. Z portfela jednak ubyło sto pięćdziesiąt.

Po wyjściu w telefonie odczytała dalszy monolog Pawła. Szkoda, że to nie sprawca, a ofiara bierze udział w terapii. Może lepszy rezultat przyniosłoby odwrotne działanie.

18:59

Dla Ciebie, kotku, wszystko będzie kłamstwem. Czyny.

20:34

Kochanie, zjedz coś, żebyś głodna nie była.

Kolejny raz już to czyta. Może Paweł ma głodową traumę? Może głodował w dzieciństwie albo teraz głoduje? Może dlatego, że wszystko przepił. Na wszelki wypadek nie będzie pytała.

20:54

Kochałbym się z Tobą, kochanie, całą noc, tak jak kiedyś. Możemy to zrobić.

21:39

Nie przeszkadzam Ci, słodkich, kolorowych snów życzę, królewno, i buziaczki na dobranoc.

21:59

Anielskich snów.

22:22

Spodziewaj się kwiatów, królewno.

Nie miała siły i chęci reagować, ale przed snem pomyślała praktycznie: kurier, jeśli w ogóle jakiś będzie, pocałuje klamkę, bo ja jutro jadę na ferie.

Ferie

Leżał na łóżku i czekał, aż alkohol z niego wyparuje. W końcu zdecydował, że musi się przespacerować, by przyspieszyć ten proces, bo niedługo przyjdzie ktoś z domowników i znowu będzie trucie. A on przecież nikomu nie robi krzywdy. Nie krzyczy, nie awanturuje się, leży spokojnie, ogląda telewizję i trochę popija. Bo czasami jest mu tak smutno, że nie chce się żyć. A gdy wypije, robi się lekko i jakoś łatwiej, bo mniej myśli napływa. Tylko potem trzęsą się ręce i boli głowa. I czasami brakuje kasy na fajki, a palić też się potwornie chce. W sumie to z nimi przecież prawie nie gada, a i tak się czepiają o to picie. Do czego oni dążą?

Wyszedł na podwórko z nadzieją, że zimowy chłód i papieros przyspieszą proces trzeźwienia. Stanął przy furtce i spojrzał na opuszczony i zrujnowany dom po drugiej stronie ulicy. Z murowanego płotu odpadał tynk. Okiennice były przekrzywione. Gdzieniegdzie brakowało dachówek. Ściany budynku zszarzały i popękały.

Kiedyś myślał, że to będzie jego dom, a wtedy jego życie wewnętrzne powstanie z ruin po serii nieszczęść i stanie się wreszcie szczęśliwy. Pamiętał, jak wuj Tadeusz go tam zaprosił i zaproponował zamieszkanie. Był dla niego dobry i traktował niemalże jak syna. Jego własny potomek odsiadywał dłuższy wyrok w więzieniu za liczne oszustwa, więc na niego przelał swoje uczucia. Dzięki temu Paweł mógł się uwolnić od wiecznie narzekającej matki w małym, za ciasnym mieszkanku. On sam też był pociechą dla wuja. Myślał on nawet o przepisaniu domu na Pawła.

— To jest twój dom. Zostań tu na zawsze — prosił.

Przypomniały mu się beztroskie dni, gdy balował często z kolegami w tym domu — miał wolną chatę, sporo gotówki i wolnego czasu, więc wykorzystywał te dobrodziejstwa na spotkania towarzyskie, które w ciepłe dni przenosiły się również do ogrodu, gdzie prawie nie gasł grill.

Zobaczył w swoich wspomnieniach, jak siedzą w ogrodzie z kumplami. Mamut, Morda, Mefisto i inni kolesie rechoczą z drinkami w rękach. Ich wstawione dziewczyny w ładnych sukienkach, malowanych długich rzęsach i paznokciach, ze startymi już szminkami również chichoczą podekscytowane. Palą papierosa za papierosem. Już się tak obżarli, że nikt nic nie je, choć grill wciąż się pali. W tle leci muzyka, która przywołuje wspomnienia niedawnej ostrej imprezy w hotelowym klubie w centrum miasta. On idzie do barku po kolejną flaszkę whisky. Dobrze mu się powodzi, ma na koncie sporo forsy, pozostała część jest na wszelki wypadek dobrze schowana. Nie ma zmartwień. Nie myśli o problemach, bo ich w sumie nie ma. Planują z kumplami kolejny wypad nad morze albo nad jeziora. Będzie dobra zabawa. Znowu. Może przy okazji znów coś zarobią.

Mniej więcej w tamtym czasie poznał Magdę. Przyjechała z daleka w poszukiwaniu zarobku. Wynajmowała nieopodal pokój z koleżanką. Na jej widok serce zaczęło mu bić mocniej — pierwszy raz po rozstaniu z Judytą. A więc jest jeszcze nadzieja na miłość — myślał. Szybko zaprosił ją do swego życia i domu wuja, bo po co dziewczyna płaci za wynajem, skoro jest im razem tak dobrze. Wprawdzie Marzena — kuzynka z parteru — ostrzegała, że gdy on jest w rozjazdach z kumplami, to odwiedza ją jakiś inny facet. Taki jeden, co jeździ TIR-em. Nie uwierzył wtedy zgorzkniałej, samotnej matce. Pewnie zazdrości i odmawia mu szczęścia, skoro sama nie może spotkać swej miłości i ułożyć sobie życia, tak jak by chciała — rozumował naiwnie.

Rok później znów był facetem ze złamanym sercem, po raz kolejny w swoim życiu. Trudno, trzeba zęby zgryźć — myślał. Takie życie. Będzie twardy. Jeszcze im wszystkim pokaże. I da sobie radę. Bez miłości. Bo może ona wcale nie istnieje.

Powrócił do rzeczywistości ze świata wspomnień. Wuja Tadeusza już nie było. Nie zdążył domu przepisać na Pawła. Dom stał ponury, obcy, niszczał. Gdyby wtedy wiedział, jaki los zgotuje mu Magda, wszystko zrobiłby inaczej. Wtedy nawet przez chwilę nie podejrzewał, że jego beztroskie życie obróci się w ruinę, że potem nieraz głód zajrzy mu w oczy. Że będzie musiał walczyć o przetrwanie.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 46.77