E-book
2.73
drukowana A5
21.83
Poezje wyszeptane

Bezpłatny fragment - Poezje wyszeptane

część czwarta


Objętość:
90 str.
ISBN:
978-83-8245-561-8
E-book
za 2.73
drukowana A5
za 21.83

Dedykuję moim wychowawczyniom Halinie Karaczyn i Ewie Rago oraz Marii Latkowskiej mojej polonistce No i oczywiście wszystkim którym czytanie moich bazgrołów sprawia radość


Kropla potu

2021 03 05

Kropla potu na czole zaperliła

Powoli ku brwiom zdążając

Lekko przy oku zakręciła

Ku karminowym wargom zmierzając


Te ominąwszy na brodzie się skupiła

Zapewne nad dalszą podróżą rozważając

Spadłszy na pierś się rozpędziła

Prawie że o sutkę zahaczając


Tu zaś do siebie przygarnęła

Inne krople niezdecydowane

Po wypukłości ku brzuszkowi pomknęła

A jej dążenie niepohamowane


Gdy na udo na swej drodze trafiła

Jedną tylko drogę miała

Pomiędzy nie i brzuch się wtuliła

Ku świątyni rozkoszy zmierzała

Nagość

2021 03 04 /05

Wpłynął księżyc na szlak pełniowy

Krągłością swą noc rozświetlając

Zajrzeć do wszystkich okien gotowy

Powoli nieboskłon nocy przemierzając


A noc zapachów wonie rozsiewa

Odgłosów magicznych wciąż nabierając

Pachną baśniowo lipowe drzewa

Aż dech słodyczą zapierając


Omiótł promieniem okno poddasza

Skupiając się na świecy płomyku

A ten to jaśnieje to się przygasza

Współtowarzysząc księżyca promyku


Jakiś ruch przykuwa uwagę

Kombinezon z ciała zdzierany

W kąt ciska niczym zniewagę

Kształt kobiecy dobrze mu znany


Przyszła Nagością zdominowała

Obrazami zagracone przestrzenie

Kilka ruchów pędzlem wykonała

Utkwiła w płótnie badawcze spojrzenie


Wreszcie spoczęła niespodziewanie

Dziwną pozycję przybierając

Czyżby się modląc zasłuchanie

A ona siedzi w nagości trwając


Pozycja dziwna bo odwrócona

Oparcie krzesła za podpórkę mając

Napełniła kieliszek na płótnie skupiona

Pewnie jakieś poprawki rozważając


Lepki pot po skórze się przelewa

Znacząc swe szlaki na krągłościach ciała

A księżyc swe promienie do kieliszka wlewa

Niczym narkotyk na malarkę działa


Uśmiechem swą twórczość kwituje

Zadowolona z aktu swojego

Kieliszek ku księżycu kieruje

Puszczając oczko do niego


Znika za kotarą ciemności

Kąpielą swe ciało rozkoszuje

Dobrego natchnienia nagości

A on już innym widokiem swe oczy raduje

Zima

2021 01 30/- 03 06/07

Nie rozpieszcza nas ta zima

Jest jakaś nieskoordynowana

To deszcz pada to mróz trzyma

Dziwnie jakoś niezdecydowana


Człowiek łazi w śnieżnej breji

To znów stąpa nogą suchą

Śnieg do butów mu się klei

Lub lód szeleści masą kruchą


Wreszcie dzieci zrozumiały

Ile radości i jakie zabawy

Kiedy górki zaspy opanowały

Tylko dlaczego śnieg jest żółtawy


Ponoć to wina piasku afrykańskiego

Że mu się na północ wybrać zachciało

Ale za dotknięciem pędzla zimnego

Wszystko nad ranem wnet pobielało


Lekkiego mrozu dni kilka

Chodnika kilkakroć odśnieżanie

W uszy szczypania mrozu chwilka

Zmarzniętych dłoni rozgrzewanie


Grudki lodu w opuszkach łap zaistniałe

Dokuczają Dioniemu kulejącemu

Delikatnie palcami wydłubywane

Za suchą drogą tęskniącemu


Czasami wiatr dokuczający

Próbuje się dostać za pazuchę

Śniegiem po oczach rzucający

Układa zaspy nazbyt kruche


Tu je buduję tam przesuwa

Linie czy załomy narzucając

Mroźnym oddechem skuwa

Śniegu ujmując bądź dodając


Rzadko pojawiające się śnieżne pługi

Niby to drogi udrożniają

Odgarniają zaspy wąż długi

Który na chodniki spychają


A potem nagle odwilż przychodzi

A człowiek klnie po wodzie brodząc

Wszak to Wiosna nadchodzi

Ciepłe promienie słońca wodząc

Smaki

2021 03 07

Gospodynie domowe dziś narzekają

To ciasto z zakalcem lub niewyrosłe

Kiszone ogórki pleśnią się pokrywają

Na wyroby własne opinie oschłe


Poco się męczyć gdy można kupić

Bez ryzyka roboty straconej

Reklamom dać się ogłupić

Bez smaku i miłości przekąski stworzonej


Giną tradycje dobrej gosposi

Coraz częściej gotowce królują

Brak kasy za kieszeń tarmosi

Odpadki coraz więcej miejsca zajmują


Bo każdy produkt opakowany

W stal czy w słoiki wtłoczony

Folią różną poowijany

Chemią wszelaką nasączony


Gdzie ten aromat własnego wyrobu

Gdzie te domowe wonne wędzonki

Stare przepisy zabrane do grobu

Na kiełbasy boczki golonki


Dziś woda chlorem skażona

Więc jak co ma się ukisić

Do tego dawka fluoru dołożona

Nawet z zakwasem nie da się umisić


Ni chleba ni ogórka kiszonego

Kompot też z cukrem skażonym

Wędlina pełna dodatku rakotwórczego

Peklosolą i aspartamem wypełnionym


Tu olej rzekomo tak dobrotliwy

Dla naszego zdrowia rzekomo

Margaryny smak niewątpliwy

Podkreślający niesmak wątrobowo


Owoce jakimś woskiem powlekane

Nawet zwiędnąć nie mogące

Świństwa razem pozlewane

Wyrób seropodobny tworzące


Twój wybór twoje wybory

Twe zdrowie w dłoniach twoich

Zwykła tabletka na bolące podroby

Miast smacznych wyrobów swoich

8 Marca

2021 03 08

Ranek zaskakuje gościem niespodzianym

Zdziwienia grymas wywołując na twarzy

Ukazując świat śniegiem zasypanym

A mnie się dzień suchy i ciepły marzy


Znów nas Zima zrobiła w konia

Plany świąteczne przekreślając

Malując śniegiem nadrzeczne błonia

Swą wyższość nad Wiosną podkreślając


Ptaki zamilkły zaskoczone

Krokusy swe barwy poukrywały

Tylko pułki w dyskontach zatłoczone

Pełnymi naręczami kwiatów czekały


Dziś Święto Kobiet marca ósmego

Dla wielu dzień wyczekiwany

Może na dar pierścionka ślubnego

Lub okazania że ktoś jest kochany


Pogoda szyki nam pomieszała

Ani na spacer ani do lokalu zamkniętego

Jedynie możliwość domowa została

Intymność kącika zacisznego


Ten kupi kwiaty dla lubej pani

Tamta niestety sama sobie musi

Biegają dobrze panowie ubrani

Szukają kwiatka dla mamusi


Kiedyś w zakładach goździk i rajstopy

Tradycją kobiety panom polewały

A dziś niestety śnieżne roztopy

Czasy ostatnie wszystko pomieszały


Może jednak słońce zagości

Przeganiając śnieg i złe nastroje

A wieczorem pośród lubości

Ktoś zostanie zaproszony na pokoje


Znajdzie się powód ku radości

Pomimo dnia źle zaczętego

Przeminą chwilę wątpliwości

Stwarzając pozory nastroju radosnego


Więc życzę wszystkim dnia ciepłego

Paniom uśmiechu i nastroju dobrego

By im się udało osiągnąć wymarzonego

Panom Wiadomo Portfela dość grubego

Nagi las

2021 03 08

Jeszcze las nagością okryty

Ni liści żadnych ni koloru

Zwierz z porą roku obyty

Przemierzanie ścieżek rozmaitego wzoru


Tędy idą dziki na buczynę

Tamtędy zaś do wodopoju

Tu droga prowadzi w świerkową krainę

A tędy do źródlanego zdroju


Pod dęby stare kierunek tędy

Gdzie żołędzi nieco zostało

Głodem pragnieniem ogarnięty

Instynktem w kierunek go pognało


Tu dziczą rodzinę znajdziecie

Tam zaś jelenie porożne wychodzą

Bażanty barwne niczym kwiecie

Pasiaste smyki już samury wodzą


Łanie ostrożne spokoju szukają

Rozglądając się bacznie dookoła

Wnet młode na świat zawitają

Będzie puszcza dziecinnie wesoła


Dzięcioł dziuple szykuje

Tu i tam robotę zaczynając

Gniazdko dla swej wybranki szykuje

Niczym dobosz na werblu grając


Już leszczyna pyłki puściła

Pszczoły ku sobie spraszając

Wierzba sukcesu pozazdrościła

Kotki na łozach otwierając


Na dukcie przysiadł sobie zając

Pewnie zmęczyły go parkoty

Teraz spokoju widać szukając

Rozkoszują go słońca pieszczoty


Lis też na słońcu się ułożył

Lekkim wiaterkiem za kitę targany

Polowanie na myszy odłożył

Promieniami ciepłymi rozleniwiany


Niby uśpiony a jednak żywy

Las do wiosny się gotujący

Ptaki przeróżne już powróciły

W kole czasu żywot trwający

Maslenica

2021 03 09 / 11

Radość wielka zapanowała

Na Słowiańskim wschodzie

Maslenica nam nastała

W kolorów korowodzie


Już smażą się okrągłe naleśniki

By obdarowywać wszystkich wokoło

Przebieraniec tańczy jako miś dziki

Ludzie utworzyli korowód wesoło


Szykują kukłę wielką słomianą

Częstują się łakociami i tańcując

Przeganiając Zimę zapyziałą

Drogę ciepłej Wiośnie torując


Tu odwiedziny u panien na wydaniu

Tam znowuż wizyta u teściowej

Tudzież czas na nagród zdobywaniu

Puszczenie w ruch pięści grupowej


Zamek ze śniegu wnet powstaje

Jedni go bronią inni dobywają

Ktoś śnieżką w nos dostaje

Wszyscy zabawy wiele mają


Starzy do młodych zaglądają

A wszędzie naleśniki słoneczne

Kawiorem czy śmietaną je przybierają

Stroje i dekoracje kolorowe bajeczne


Tańczą starzy Tańczą młodzi

Razem pieśń swą śpiewając

A wodzirej koła i węże wodzi

Całe serce w to wkładając


Wreszcie przychodzi czas na niedzielę

Którą przebaczeniem nazywają

Uzbrojeni w tą świętą nadzieję

Wszyscy sobie wybaczają


Ogień pod kukły podkładają

Radość swą wytańcowują

Koła płonące z góry puszczają

Za ręce w kole się ujmują


A Wiosna się promieniście uśmiechnęła

Resztki śniegu precz przeganiając

Należne sobie miejsce na tronie zajęła

Ludzkie serca ciepłem rozgrzewając

Maslenica i Marzanna

2021 03 11

U nich Maslenica U nas Marzanna

U nas ją topią u nich spalają

Tu już wiosna tam jeszcze sanna

Ale wszędzie Wiosnę witają


Tam hucznie w tańców korowodach

U nas skromniutko niestety

Ląduje kukła w najbliższych wodach

I nie śpiewają jak tam kobiety


Tam uczta od serca gości przyjmuje

Naleśników z wszelakim nadzieniem

Miód się leje śmietaną smaruje

Rozkoszowanie zwyczajnym jedzeniem


A tu dzień wagarowicza jedynie

Najmłodsi z kukłą się rozprawiają

I jedynie dzień z tego słynie

A starsi tradycyjnie z lekcji zwiewają


Tam ubrania świąteczne kolorowe

Gry i zabawy cały tydzień trwają

Odwiedziny sąsiedzkie i rodowe

Wszędzie naleśniki rozdają


U nas szaro i buro niestety

Chyba że Wiosna sypnie kwieciem

Zamiast radości polityczne bzdety

Atakujące nas medialnym śmieciem


Tam tańce i radość wielka

Karnawału czas i miłości

Z uśmiechem gościnność wszelka

Panny czekają swatów w gości


U nas jedynie można na lody

O ile lodziarnie pootwierają

Nie wiedzieć gdzie pędzący młody

Starzy też z życia nic nie mają


Tam czas na Wiosnę czekania

Przejażdżki sańmi walczący młody

Przy ogniach swej krwi rozgrzewania

Szacunku do tradycji dowody


U nas niestety słów brakuje

Zachodnie zwyczaje tak łatwo przybieramy

Ten i ów tym faktem się dołuje

W swej słowiańskości się zatracamy

Bezsenności zmory

2021 03 11 /12

Deszcz to czy kochanek w parapet stuka

Wichury czy ludzkie to wołanie

A może demon dostępu szuka

Jak przetrwać noc nim ranek nastanie


Dotrwać do słońca promienia pierwszego

Gdy wokół tyle legend szybuje

Dobrego jak odróżnić od złego

Kto naszym umysłem zawładnąć próbuje


Zły to czy jedynie sowa

Pośród gałęzi nocą faluje

Straszna bywa natury mowa

Gdy się z bezsennością mocuje


Każdy szelest strach potęguje.

Każde wichru upiorne zawołanie

A sen nie przychodzi Nie ratuje

Daremne z boku na bok przewracanie


Czy ktoś po duszę twoją przychodzi

Czy tylko umysłu to rojenia

Oglądanie filmów bokiem wychodzi

Koszmarów i horrorów to zespolenia


Tu błysk cienie rzuca na ściany

Na grzmotu głos niecierpliwe czekanie

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 2.73
drukowana A5
za 21.83