E-book
1.37
drukowana A5
22.6
Poezje wyszeptane

Bezpłatny fragment - Poezje wyszeptane

część trzecia


Objętość:
97 str.
ISBN:
978-83-8189-086-1
E-book
za 1.37
drukowana A5
za 22.6

BŁĄDZĄC W UNIESIENIACH

A niech jadą

1993 04 06

Ci do Grecji się wybierają

Tamci na Londyn chrapkę mają

Ci płaczą że nie maja forsy

Tamci bogatsi chełpliwie prężą torsy


A niech jadą w daleki świat

Ja nie byłem tam tyle lat

Więc poczekają na nas te kraje

Bo w tym roku czas małżeństwa nastaje


A na wycieczki innym razem się wybierzemy

Nie jedną romantyczną przygodę przeżyjemy

Bez dopłat własnymi siłami

Kiedyś się zmierzymy z Greckimi bogami


I na Londyn przyjdzie pora

Gdzie się pałęta mgława zmora

I wiele innych krain i lądów

Wciągniemy w doświadczeniach do naszych poglądów


Gdy finansowo na nogi staniemy

Gdy sami wszelkie bariery zniesiemy

Dzięki własnej ciężkiej pracy dłoni

Nasz umysł wycieczki zakładowe przegoni


A teraz ciułajmy grosz do grosza

Nie czerpmy zbyt głęboko spod oszczędności klosza

Wszak chcemy zrealizować nasze pragnienia

W rzeczywistość obrócić marzenia


Cóż mi tam greczynki czy francuskie

Zalotne włoszki czy majętne panny pruskie

Ja kocham ciebie dziewczyno jedyna

Tylko twe usta są jak słodka malina


Kocham cię i mogę zrezygnować z całego świata

Abyś tylko ze mną spędziła przyszłe lata

Niech oni będą słońcem Grecji spaleni

A my w pocałunkach będziemy miłością zespoleni

Wędrują rośliny

1993 04 05

Ptaszęta pochwałę wiosny śpiewają

Śnieżyczki swe kwiaty pochylają

Krokusy głowy powystawiały do słońca

Pytając kiedy się już skończy ta zima nużąca


Narcyzy pęcznieją pączkami

Cały sad zielenieje młodymi roślinami

Słońce ogrzewa serca i czyny

Kocham cię szepnę do mojej dziewczyny


Ręce ubabrane w błocie

Jak zwykle bywa przy ogrodowej robocie

Wędrują rośliny na nowe zagony

Opuszczając powoli ogród zapuszczony


Piwonie czerwone pędy wypuszczają

Ptaki radośnie wesoło śpiewają

A ja wędruję pośród wiosny

Że jesteś moja — spokojny radosny


Z zapałem rośliny przesadzałem

W różnych problemach sam sobie doradzałem

A to gdzie posadzić chryzantemy

Czy w tym roku na ślubnym kobiercu staniemy


Jak zapasy szykować na następną zimę

Czy w międzyrzędzia truskawek przynieść jedlinę

Czy buraki na nasienie wysadzić

Jak sobie z perzem poradzić


Które pędy agrestu rozmnożyć

Porzeczki pionowo prowadzić czy rozłożyć

Co posadzić na samym dole

Czy grzyby uprawiać w stodole


Puste ule teraz przeszkadzają

Dźwięczne loty pszczół się nie odbywają

Ale długo nie będą puste stały

Latem znów napełnią pracą ogród cały


Dla kur nasuszę pokrzywy

Aby żółtka jaj miały kolor prawdziwy

Dla królików naszykuję siana

Będę się uwijał od samego rana


A ciepłymi letnimi wieczorami

Będę tęsknił za twymi ustami

Kocham cię będę szeptał pieszcząc twoje ciało

Licząc ile dni do małżeństwa mi zostało

Oczu twych kolorem

1993 04 08/09

Znów ku tobie autobusem gnałem 1993 04 08

Ciągle tylko o tobie myślałem

Próbowałem przeniknąć przyszłości zasłonę

Ujrzeć jak nasze życie zostanie ułożone


Twoje spojrzenia jak pączki majowe

Radosne zielone listki brzozowe

Twój uśmiech pierwiosnkiem tęczowym

To wspaniale że jestem Toba obdarzony


Kocham twe usta kwiatów pąkami

Tęskniąc za twymi pieszczotliwymi wargami

A dni chłodne powoli przemijają

Coraz cieplejsze czasy nastają


Powoli nastaje pora radosna 1993 04 09

W myślach o tobie utonie wiosna

O tobie będą ptaki śpiewały

Dla ciebie będą kwiaty pachniały


Oczu twych kolorem łąki się zazielenią

Ich odbiciem wody stawu się zamienią

Radosną chwilą życia trwaniem

Obdarzę cię pocałunkami i miłowaniem


Poziomki zakwitną owocnie dla ciebie

Kolor twych włosów Dzielżany przyjmą dla siebie

Wonią napełni się cały świat

Dla ciebie pachnie tej ziemi szmat


Wezmę twe usta od losu w darze

Bo po to w twe życie włażę

Będę się starał zyskać uznanie

Rozpalając w tobie miłosne pożądanie


Już hałdy widać na skraju miasta

Jakbym już czuł zapach pieczonego ciasta

Już niecierpliwie serce szybciej uderza

Krokiem energicznym ku tobie zmierza


Tych kilku schodków sforsowania

Moment pod drzwiami czekania

Otworzyłaś usta mi swe dała

Cały czas w oczach jasny błysk miała


Kocham z Toba chwilę trwania

Wielka siła tkwi w sensie mego miłowania

I tak jak po zimie przychodzi wiosna

Tak nasza przyszłość w miłości musi być radosna

Zawsze ten zakład

1993 04 06/07

Ludzie wciąż kursują 1993 04 06

Różne problemy sobie wynajdują

A to że piecyk wody nie nagrzewa

A to że płomień z palnika zwiewa


Tutaj prosta podstawowa regulacja

Tam na miejscu jest długa oracja

Tamten sobie i mnie nerwy psuje

A tylko u nielicznych wszystko pasuje


Jeszcze tylko dni parę

I znów zaatakujemy kuchenki stare

Tym razem w Kietrzu i Baborowie

Będzie pełnione ostre pogotowie


Przez to przestawianie nie pojadę do ciebie

Będę w marzeniach błądził wzrokiem po niebie

Będę tęsknił jak to wciąż czynię

Myśląc z uwielbieniem o swojej dziewczynie


Ale ten kwiecień jest niesprawiedliwy

Zbyt monotonny na mój umysł popędliwy

Co dwa tygodnie do ciebie jeździłem

I przez gazownię przerwę zrobiłem


Zawsze ten zakład staje mi na drodze 1993 04 07

Często denerwują mnie ludzie srodze

Tępe półgłówki wszystkiego się czepiają

Na nikim suchej nitki nie pozostawiają


Jakże chciałbym się już stąd wyprowadzić

Jakoś normalniej to głupie życie prowadzić

Mieć ciebie u boku swego

Przytuloną namiętnie do serca mego


A tu tym czasem znów przestawianie

W kółko tej samej gadki powtarzanie

A to że potrzebne będą pierścienie

Kuchence niezbędne jest czyszczenie


Paluchy jak zawsze poobijane

Rękawy w cudzych brudach usmarowane

I to za jedno obiadowe danie

Które tak oddala twoje całowanie


Cóż mi gazownia ja kocham ciebie

Tylko z tobą widzę w przyszłości siebie

Kocham twe usta tak namiętnie całowane

Kocham twe życie z mym powiązane

Tym razem

1993 02 27

Tym razem więcej szczęścia miałem

O wiele wcześniej do ciebie dojechałem

Kumpel trochę poganiał autobusem

Pędziłem na pociąg prawie kłusem


Mogłem wcześniej o prawie godzinę

Ujrzeć swą ukochaną wytęsknioną dziewczynę

Jak zwykle zostałem dość chłodnie przyjęty

Dzięki bogu że nie byłem zziębnięty


Buziaka mi dałaś na odczepnego

Od razu opieprz dodając do tego

Za to że ci w kuchni przeszkadzam

Przy gotowaniu obiadu zawadzam


Za każdym razem wymagasz nowego zdobywania

Ustami dłońmi rozmową ogrzewania

Nie działają na ciebie dobrze rozłąki te chwile

Dopiero po rozgrzaniu odnosisz się dość mile


Gdy w końcu już razem na zawsze będziemy

Niejedną sprzeczkę jeszcze przeżyjemy

Ale to będzie tylko od czasu do czasu

Na co dzień się kochać będziemy unikając hałasu


Gdy wreszcie raz na zawsze uda mi się ciebie ocieplić

Twemu sercu nie dam się oziębić

Będę je rozgrzewał każdą porą roku

Od wschodu słońca aż po zniknięcie mroku


Kocham cię i będę kochać aż po kresu dni

Jesteś urokiem życia zdobisz moje sny

Potem na mój apetyt żeś narzekała

I złośliwie za dużo zupy nalała


Ale zjadłem obiad z apetytem

Wciąż w ciebie wpatrując się z zachwytem

Kocham cię dziewczyno moja ukochana

Czy jesteś czuła czy też rozhukana


Jesteś niczym srebrny promyk księżyca

Słońce od twych oczu blasku zapożycza

To dla mnie błyszczą twoje oczy

To na ich widok serce żywiej zawsze skoczy


I choć byłaś nieco jakby rozgniewana

Myślę że wkrótce będziesz ujawniać iż jesteś zakochana

Znów będziesz mnie zacałowywała

Bez słów mówić uściskami że mnie potrzebowała

A może

1993 02 27

Czy zostaniesz ze mną tej nocy

Czy wszystko jak ostatnio się potoczy

Ty będziesz w tamtym pokoju spała

O mnie marzyła — ojca się obawiała


A może będziesz miłym odmienieniem

Będziesz tej nocy snów spełnieniem

Będę cię pieścił tulił całował

Na jawie nie tylko w marzeniach obejmował


W pragnieniach będziesz się do mnie tuliła

Niczym rozpalone węgle się żarzyła

Będziesz moja tylko moja w całości

Tak jak ja do ciebie należę w miłości


A może złudne są moje pragnienia

Może nie będzie tej nocy spełnienia

Znów będę sam w okno wpatrzony

Zamiast do ciebie do poduszki przytulony


Będą się nużyć minuty — godziny

Bez upragnionej ukochanej dziewczyny

Będę bezsennie z boku na bok się przewracał

Nadaremnie za tobą w śnie ręce obracał


A ty będziesz tam za ścianą zamyślona

W przeszłość — przyszłość wpatrzona

Ty także nie będziesz spała

Możność odwiedzin w mym pokoju będziesz rozważała


Może nad ranem przyjdziesz idąc do kościoła

Miną będziesz nadrabiać żeś spokojna wesołą

Ale w głębi duszy będziesz żałowała

Żeś znów sama opodal spała


Gdybyś wreszcie się zdecydowała

Z tych upodobań zrezygnowała

Ale niestety sama musisz dojść do tego

Zdecydować się być może dla szczęścia swego


A może ja jestem tym utrapieniem

Twego horyzontu życiowego zawężeniem

Może właśnie dlatego do twego życia wlazłem

Że nie liczysz się ty a to co w tobie odnalazłem


Tylko że niemożliwe jest takie rozgraniczenie

Ty i twoje postępowanie to me marzenie

Taką żem właśnie sobie ciebie upodobał

Bez względu na to czy z tobą czy sam będę dziś spał

Upojna noc

1993 02 28

No i jednak się doczekałem

Upojną niezapomnianą noc miałem

Wniosłem cię do pościeli na rękach

Zacałowywałem usta w podziękach


Choć i tak na całą noc żeś nie została

Taką miłością pożądaniem żeś pałała

Była mi oddaną w całości

W myślach uczynkach pośród nagości


Kocham twe delikatne ciało

Które moją połowicą się stało

Kocham twe słowa i myśli

Kobiety która bez słów się domyśli


Często wpadając sobie w słowo

Bez względu na to czy to czy owo

Wspaniale przyznaj się rozumiemy

Nawet niewiele słów potrzebujemy


Znów cię pieściłem i całowałem

Jak już dawno się z tobą kochałem

Do białości twe uczucia — ciało rozpalałem

A i tak potem niejednego prztyczka w nos dostałem


Zażartowałem tyś połowicą to ja połówkiem

Z uśmiechem to przekręciłaś na — półgłówkiem

Że w wierszu o tym napiszę się zastrzegałem

No i jak widać słowa dotrzymałem


To już drugi raz goszczę u ciebie

Gdzie zwłaszcza nocami czuję się jak w niebie

Jednak w środku nocy żeś ode mnie uciekła

Choć gdybyś mogła to byś to odwlekła


Ale wróciłaś do mnie rano

Gdy dzwonem wiernych do kościoła wzywano

Znów uwięźliśmy wespół w pościeli

Rozkochani szczęśliwi weseli


Oddawaliśmy się rozkosznemu igraniu

Szczytów uszczęśliwienia zdobywaniu

Kocham cię — wciąż ci powtarzałem

I wciąż całowałem i całowałem

Obiad

1993 02 28

Na meblościance gramofon gra

W kościele msza trwa i trwa

Ja wytęskniony oczekuję tu

Twych pocałunków choćby stu


To zdjęcia trochę pooglądałem

To obiadu co nieco doglądałem

Zajmowałem się wiersza pisaniem

W myślach z Tobą miłowaniem


Wreszcie przydługa msza się skończyła

Ma wytęskniona żonka powróciła

Za dolanie wody do mięsa mnie ochrzaniała

Parę razy wodą z mytych rąk spryskała


To kręci się koło zupy to znów ciasto

A na zewnątrz śnieżne zimowe spokojne miasto

Ruchu nie ma prawie żadnego

Ani nawet podmuchu wiatru łagodnego


Do południa słońce ogrzewa

Tu i tam gromada wróbli się rozgrzewa

Coś tam dyskutują chyba o pogodzie

Może o ociepleniu lubo o mrozie i głodzie


Co napisałem to żeś przeczytała

Chcesz to dokończ powiedziała

Talerz z niedojedzonym rosołem zabrała

Czy będę kończył nawet nie spytała


Tak jakby mnie to trochę zamurowało

Chciałem oponować ale aż tak mi się jeść nie chciało

Więc przystąpiłem do dalszego pisania

Drugiego pobytu u ciebie udokumentowania


Nadal płyt z gramofonu słuchałem

Na drugie danie pisząc oczekiwałem

Ziemniaki sztuka mięsa dobrze uduszona

Szklanka kompotu ogórki i papryka zielona


Że nie cierpisz gotować zawsześ narzekała

Ale w sumie leniwą choć dobrą kucharką żeś się ukazała

Może nie gotujesz zbyt dietetycznie

Ale nie mogę narzekać dość apetycznie


Kocham twą kuchnie twoje poszturchiwania

Robisz swoje puszczając pomimo pseudo utyskiwania

Kocham cię z każdą chwilą coraz zachłanniej

Marzysz mi się coraz bliżej coraz powabniej

A ja tu siedzę

1993 04 20

Słońce rozświetla ten mroczny czas

Rozgrzewa serca w nas

Gra orgią świateł na wodnej toni

Zmylona ryba za promieniem goni


Różne odgłosy w krąg się rozchodzą

Zapachy kwiatów powietrze słodzą

Trawa wokoło zielonością jaśnieje

Weselszy zwierz przemierza knieje


Po parku chodzą pary zakochane

Dziewczyny do chłopaków poprzytulane

A ja tu siedzę z dala od ciebie

I cóż z tego że to inni czuja się jak w niebie


Brak mi twego umysłu polotnego

Czaru ciała w miłości żarliwego

Brak mi twych ust tak wytęsknionych

Głębokich zielonych oczu wpatrzonych


Brak mi po nocach twego utulenia

Ciągle przemierzasz moje marzenia

I cóż że wiosną młodzi się kochają

Jak nas co chwila nowe przeszkody przygniatają


Chcę być przy tobie na stałe

Móc się cieszyć przy tobie i wylewać żale

Tulić cię kiedy przyjdzie mi ochota

Nie martwić się że będzie awaryjna robota


Kocham cie dziewczyno ponad życie

Uwielbiam twą osobowość w zachwycie

Jesteś muzą mego wątpliwego talentu

Tylko z tobą mogę pójść do urzędu


Więc wyjdź za mnie tego lata

Bo nie widzę poza tobą świata

Ucałuj usta oddaj swoje ciało

By zadośćuczynienie przeznaczenia się stało

Już trzy tygodnie

1993 04 15

Wreszcie nadeszła chwila radosna

Rozśpiewały się ptaki — rozpoczęła wiosna

Wokół ruch rwetes i gwar

Ptasich i ludzkich par


Dziewczyna poszukuje chłopaka

Jemu kobieta w głowie a nie draka

Ciągną jak magnes do siebie

Tak jak mnie ciągnie do ciebie


Już trzy tygodnie u ciebie nie byłem

Chyba grzechy swe wypościłem

Brak mi twych ust rozpalonych

Do mych warg przytulonych


Słońce się skryło za chmury

W szarości pociemniały góry

Tylko gdzie nie gdzie śnieg połyskuje

Ślad przesieki — wyrębu pokazuje


Termicznie pogoda leci w dół

Lada chwila kapuśniak będzie się snuł

Znów zmoczy świat cały

Pryśnie nastrój — rzekłbym doskonały


Ptaki jakby z lekka przycichały

Tylko gawrony wrzeszczą jak wrzeszczały

Czy w tym tygodniu się spotkamy

W pocałunku miłosnym noc przetrwamy


Czy pojadę w twoje pielesze

Z oziębłości iskry namiętności wykrzesze

Kocham cię szeptał będę pieszczotliwie

Całują twe usta i piersi żarliwie

Wszak wiesz

1993 03 15

Dopiero co jeden wiersz napisałem

Łyczkami kawę sobie popijałem

Drugi zacząłem pełen uwielbienia

Wszak wiesz jakie są me marzenia


A marzę o szczęśliwej przyszłości

Pełnej wzajemnej małżeńskiej miłości

Marzę o domku na skraju dąbrowy przytulonym

Przy którym staw gęsto wierzbami otulony


W ogrodzie pełnym kwietnych woni

Gdzie motyl od zapachu do zapachu goni

Gdzie ptaki dla ciebie śpiewają

A wieczorem świerszcze dla ciebie grają


I opiewają twoje oddanie rodzinie

Wydry gnieżdżące się przy starym młynie

I bobry pośród leśnego zalewu

Nadają twe imię każdemu drzewu


Sarny i ptaki twą dobroć wychwalają

Wielką wdzięcznością i miłością cię obdarzają

I ja pośród tej całej zgrai

Jestem tym co swej miłości nie tai


Ciągle o uczuciu wszak cię zapewniałem

Kocham i zawsze cię kochałem

Tylko dla ciebie me wiersze powstają

Tylko ciebie me zmysły kochają


Tylko dla mnie twa miłość wytęskniona

Twa nagość do mnie przytulona

Kocham twoją wrodzoną rezolutność

Niekiedy podziwiam siejącą wątpliwość i bałamutność


Ale wierzę że będziesz szczęśliwa

Że ma bliskość nie będzie aż tak uciążliwa

Nawet jeżeli to się stało

Choć trochę kłopotów nam spowodowało


To jednak mam pewność przyszłości

Zdrowy i szczęśliwy człowiek do nas zagości

Najwyżej przyśpieszy to nasze wyczekiwanie

Potęgując jeszcze nasze zakochanie

Następny dzień

1993 04 13

Następny dzień w oparach powstaje

Ptasi chór swój koncert daje

Następny tydzień wśród niepewności

Jakie zdarzenie w mym życiu zagości


A tu słońce wspaniale dogrzewa

A mnie coraz bardziej krew zalewa

Kocham i tylko ty się liczysz

Milcz serce zbytnio w udręce krzyczysz

Znów problemy

1993 04 15

Będę się oddawał normalnemu pisaniu

Jak mi się wydaje memu powołaniu

Będę tworzył nowe baśnie

Wykorzystując w nich me życiowe waśnie


Dla ciebie stworzę fantazji dziwy

Będzie tam zło i starzec dobrotliwy

Będą słowa mojego uczucia do ciebie

W jasyr oddam ci całego siebie


Kocham cie ma miła

Pewnie także żeś się za mną stęskniła

Kocham twe usta unoszące mnie nad problemami

Całują cię tęskniąc za pieszczotami

Jakieś opory

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 1.37
drukowana A5
za 22.6