E-book
1.37
drukowana A5
21.83
Poezje wyszeptane

Bezpłatny fragment - Poezje wyszeptane

część druga


Objętość:
90 str.
ISBN:
978-83-8155-985-0
E-book
za 1.37
drukowana A5
za 21.83

2011-02-26

Niczym fale przypływów księżycem zauroczeni,

Raz w lenistwo, a innym razem w energię motywowani,

Ku przyszłym dniom zmierzamy,

By to w pył, a innym razem w Feniksa się przeradzamy

Czegoś mi brak

1994 08 10

Czegoś mi brak

Ale czego

Umysł owładnął handryczny znak

Szukam spokoju samotnego


Nagle coś w sercu drgnęło

Jakby kolejny skończony czas

Smutkiem serce umysł objęło

Zatęsknił mi się nagle las


Kolejny dzień pośród kątów mieszkania

Przelewający czarę goryczy

Daremne wyjścia poszukiwanie

Ucieczki spod miejskiej smyczy


Ileż to dni przeminęło

Ile miesięcy bez owocu pisania

Dlaczego pisanie się we mnie zacięło

Cóż za góra nie do sforsowania


Nędzne jak zwykle to moje pisanie

Bo gdzież mnie do Mickiewicza

Być może nie jest to powołanie

Ale dziedzictwo Lwowskie mnie podsyca


Dla mnie stracona już nadzieja

By zostać KIMŚ pośród świata

Ale może nim Tomek zmężnieje

Jego talent pod chaty wzlata


Nędznym pisarzem

I ojcem marnym

Jeszcze bywam czasami kpiarzem

Lecz częściej starym zrzędą swarnym


Siedzę i dumam o niczym

Gdy wokół tyle kwiatów

Zastanawiając się nad pytaniem zasadniczym

Z czym chciałem wyruszyć ku światu


Gdzie przebudowy i walka z głodem

Przeciwstawienie wielkiej pustyni

Tylko żony oczy obdarzą chłodem

A już zajmuję się rzeczami innymi


Kocham swą żonę i syna

Bo oni dla mnie wartość mają

Coś się kończy coś innego rozpoczyna

Może me dzieci więcej zdziałają

Wyspa szczęścia

1993 01 31

Ocean swe fale przelewa

Wietrzyk przetrzepuje drzewa

Słońce nad szarym światem świeci

Jesteśmy szczęśliwi beztroscy jak dzieci


Pośród swego rajskiego ogrodu

Z dala od wojny głodu

Na wspaniałej wyspie szczęścia

Podziwiamy słońca złotego wzejścia


Wodospady grają wspaniałą muzyką

Kwiaty napawają woń liryką

Strumienie szemrzą miłością

Motyle barwne działają czułością


Całuję Twe usta ukochane

Przygarniam Twe ciało rozgrzane

Kocham Cie kobieto mego życia

Ciebie potrzebuję do bycia


Twego ciała i twej miłości

Twych dłoni i ich czułości

Twych zalotnych oczu zielonych

Mych pieszczot piersi spragnionych


Jesteś najwartościowszym kwiatem

Który mnie łączy jakby z zaświatem

Dzięki któremu mam potrzebę tworzenia

Dla którego mam potrzebę istnienia


Jesteś dla mych warg kroplą wody

Dla uszu melodią życiowej osłody

Dla mych dłoni harfą najdźwięczniejszą

Dla życia kobietą najpiękniejszą


Jesteś w mym życiu niezbędna

Dzięki Tobie mych pomysłów studnia bezdenna

Twe ciało mym ukojeniem

Szczęście twe moim pragnieniem


Chciałbym dla ciebie znaleźć wyspę szczęścia

Oddać me władanie w twą dłoń życzliwą

Chciałbym by gwiazda szczęścia nad tobą świeciła

Byś przy mym boku szczęśliwą była


Podaj swą dłoń — utońmy w marzeniach

Utkwijmy w pieszczotliwych dążeniach

Utulę cię w mym życiu w swe ramiona

Bo kocham cię Tyś jest dla mnie stworzona

Mój ogród

1992 06 14

W jakim trudzie go stwarzałem

Ile z siebie tam pozostawiałem

Cieszy mnie każda roślina

W nim ma wyobraźnia ożywa


Jak na drzewka odkładałem

Agrest porzeczki sam rozmnażałem

Ścieżki zagony sam wytyczyłem

Pierwsze i dalsze siewy poczyniłem


Cieszyły krzewy bujnym rozkwitem

Kwiaty napawały oczy zachwytem

Barwy motyli i trzmieli

Zapylających kwiaty facelii


Co raz to nowsze rośliny

Rozśpiewane kolorowe ptaszyny

Nowe kolorowe jak kwiaty ule

Zawsze myślałem o mym ogrodzie czule


W wolnych chwilach w miarę możności

Ma skromna osoba w nim gości

Motycząc siejąc czy rozmnażając

Lub po prostu piękno przyrody podziwiając


Czy zbieram plony piękną jesienią

Czy zimą kiedy rośliny drzemią

Czy wiosną kiedy przychodzi czas życia

Zawsze w mym ogrodzie przyroda mnie zachwyca

Czy możliwa jest przyjaźń

1992 06 14

Czy możliwa jest przyjaźń bez współżycia

Czyż nie wystarczą wspomnienia, przeżycia

Dlaczego właśnie do tego dochodzi

Oni ze sobą śpią bo przecież są młodzi


Wiem to zakrawa na anormalność

Brak mi pożądania gdzie ma zachłanność

Jestem zdrowy i całkiem normalny

Może zbyt romantyczny Zbyt normalny


Kiedyś kogoś chyba kochałem

Wiele łez przez nią wylałem

Zostawiła mnie dla nałogowego pijaka

Bo nie wykorzystałem okazji Ot życiowa pokraka


Minęły lata Inne zaistniało uczucie

Lecz znów sponiewierało mnie życie

Ja wytęskniony służyłem w Mar Woju

A ona z innym zabawiała się w pokoju


Głęboko to dotknęło mą duszę

Po tej czy tamtej pozostawały katusze

A może tylko do trzech razy sztuka

Może tym razem los mnie wysłucha


Ciągle było mi brak przyjaźni — uczucia

Aż pojawiłaś się Ty pośród mego życia

Czy i tym razem los mi figla spłata

Czy znów za me starania jednaka zapłata

Knieja

1993 02 23

Wiewiórki z gałęzi śnieg strącają

To się bawią — to pożywienia szukają

Dzięcioł na sośnie zajadle kuje

Lekarz drzew — korników poszukuje


Pomiędzy maliny lis posznurował

To się pokazywał — to się chował

Kluczył pomiędzy nawisami

Szukał za pożywnymi myszami


Na głogu Jemiołuszki dyskutowały

W dyskusji smakowite kąski wybierały

Tu i tam Sójki się przyłączyły

Na spółkę z Gilami świergoliły


Dziki z tupotem las przemierzały

Do jednej ze swych stołówek się udawały

Prowadziła stara Samura sroga

Wypatrując przesmyków i zagrażającego wroga


Na przestworzy jastrząb zakwili

Wszystko się chowa nie czekając ni chwili

Tylko te większe zwierzęta nic sobie nie robią

Dalej kopytami w śniegu za paszą skrobią


Żubr wzbił obłoki pary

Prowadząc stado w puszczański las stary

Majestatycznie powoli kroczyły

Szeroki szlak po sobie pozostawiły


Ledwie na zaprzęg spoglądnęły

Ogryzaniem młodnika osinowego się zajęły

Sanie dzwoniąc przesuwały się powoli

Do paśników gdzie pełno paszy i soli


Robiłem zdjęcia — uwagi wyrażałem

Ciebie obejmowałem — często całowałem

Ty się tuliłaś uciekając od mrozu ostrego

Na oczach lasu puszczańskiego


Czy kiedyś w puszczańskie ostępy się wybierzemy

Może kiedyś naprawdę taki kulig przeżyjemy

A na razie tulmy się w marzeniach

Czekając na realizację w życiowych dążeniach


Chciałbym ci życie lasu przedstawić

Na pamiątkę drzewo dębu zasadzić

Chcę cię utulić w swych ramionach serdecznych

Przeżyć przy twym boku wiele przygód bajecznych

Zima

1992 12 24

Pochyliły się brzozy oszronione

Ciężarem okiści przygarbione

Zbielały pod szadzi kożuchem

Ścisnął mróz — jakby uderzał obuchem


Cisza wokoło trwa nocy

Wiatr nie ma ni tchnienia mocy

Wokoło wszystko spopielało

Jak gdyby po prostu skamieniało


Gałązki świerkowe oszronieniem pogrubione

Niczym jodłowe

Migają światełka barw gamą

Opanowała zima Polskę całą


Przeskoczył prze drogę szarak zziębnięty

Przyśpieszył kroku kłusak wypoczęty

Sarny na polu głowy zwracają

Trudne dni teraz przeżywają


Zajechaliśmy do lasu w kłębach pary

Powitał nas dąb królewski — stary

Chwilę pomyszkowaliśmy po lesie

Posłuchali jakie wieści jego szmer niesie


Do paśnika karmę włożyli

Spokojnych świąt zwierzynie pożyczyli

W objęciu chwilę podumali

Przytuleni w pocałunku trwali


Jakże różne w życiu wigilie bywały

Różne jadłospisy i nastoje miały

Który to już raz choinka do domu wędruje

A rodzinka kolędy wyśpiewuje


Wybrałaś drzewko ośnieżone

Na ofiarę świąt przeznaczone

Położyło cicho koronę swoją

Żegnając się z leśną ostoją


Za to jedno setki innych zasadzimy

Drzewa w lesie pomnożymy

Drzewa i krzewy oraz pnącza

Kolorowa plątanina bajkowy las tworząca


Ochoczo wałach do domu ruszył

Jeszcze raz ten widok zimowy cię wzruszył

Objąłem cię — z uśmiechem pocałowałem

Jestem szczęśliwy że cię spotkałem


Tak przytuleni trwaliśmy w milczeniu

Uczestnicząc w zimowych arcydzieł tworzeniu

Czeka nas kolacja w rodzinnym gronie

Kolejny raz miłość wyznając tobie

Sól życia

1993 01 31

Twe usta ucałowane

Włosy wietrzykiem rozwiane

Dusza miłości spragniona

Mocno mnie tulące ramiona


Ile wierszy dla ciebie stworzyłem

Ilu słów do budowy użyłem

Ile nocy spędziłem w pragnieniu

Ile dni przebrnąłem w dążeniu


Przez tyle lat cię szukałem

Czego od świata oczekiwałem

Ile razy utknąłem na bezdrożu

Zanim spotkałem cię przy morzu


Jak nie umiałem w to uwierzyć

Że tylko z tobą mogę życie przeżyć

Jak nadal szczęścia szukałem

Już istniejącego do siebie nie dopuszczałem


Ile nocy musiałem spędzić w samotności

Zanim zaznałem smaku twojej miłości

Ileż nocy pragnąłem ciebie

Dając w zamian całego siebie


Czy ma głupota to sprawiała

Że znalazłszy ciebie — nadal szukała

Chciałbym by zrealizowały się me marzenia

Urzeczywistniły rodzinne dążenia


Czy jesteś do tego przygotowana

Być co noc była w mych ramionach utulana

Czy wystarczy ci cierpliwości

By sprostać tej skomplikowanej miłości


Może to nie miłość jest skomplikowana

Nie nasze potrzeby miłość zagmatwała

Ale skomplikowane niepotrzebnie życie

Gdzie się szuka wątpliwego szczęścia w dobrobycie


Chciałbym byś zawsze się uśmiechała

Byś dookoła szczęście rozsiewała

Byś była niczym słońce na niebie

Bym cie mógł utulić w życiowej potrzebie


Kocham cię z wielką miłością

Pieszczę twe ciało z żarliwością

Chcę byś była bardzo szczęśliwa

A dla mnie jak ta sól żywa

Gdyby postawić

1993 04 27

Coraz szybsze i szybsze samochody

Wkraczają jak koszule do mody

Mkną po ulicach małolaty

A policjanci oszczędzają mandaty


Ten się zajmuje samochodami

Tamten fascynuje ciuchami

Tamtego interesuje szpanowanie

A mnie pociąga zwykłe pisanie


Gdyby postawić sznur samochodów

Najnowszych marek — wspaniałych kolorów

A gdzieś obok małego kucyka

To ku niemu me oko pomyka


On będzie moim zainteresowaniem

To jego obdarzę swym zaufaniem

Cóż mi po martwych dymiących maszynach

Czy po niezdolnych do miłości dziewczynach


Obce kobiety mnie nie interesują

Ich powabne kształty mnie nie zajmują

Mnie interesuje twa dusza i ciało

I pragnę by z tobą mi się w życiu układało


Mkną samoloty po nieboskłonie

Co poniektórzy z radości klaszczą w dłonie

A ja patrzę na to z politowaniem

Nie tęsknię w ogóle za lataniem


Niech latają po niebie ptaki

Niech się wojną interesują żołdaki

Mnie wystarcza moje zaangażowanie

I na tych kartkach dla ciebie pisanie


A piszę o wszystkim — czyli o niczym

O ziemi — o śpiewie słowiczym

O degradacji środowiska naturalnego

I o potrzebie wzajemności serca twego


O swej romantycznej duszy

O Bartłomieja zaczarowanej kuszy

O słynnym skrzacie Dobromirze

O przygodach zesłańców w Pamirze


Cudownym ogrodzie na górskim szczycie

Twych oczach promieniujących w zachwycie

O dziwnym diable z dobroci słynącym

I jakoś swojsko Boruta się zwącym


O Kaprze który walczy z grabieżcami

Pani co się rozkochuje pomiędzy ogrodami

Rangersa przygody wraz z zakończeniem

Są moim do sławy dążeniem


Wilczy zew wśród gór się rozchodzi

Okręt walczy pośród wód powodzi

Na cudnej wyspie ludzie świat zmieniają

I tobie w dani swe osiągnięcia dają


A ja swą miłość w tobie opieram

Chociaż zbyt często w utrapieniach ci doskwieram

Ale cię kocham pomimo charakteru upartego

Całuje usta pragnąc oddania bezwzględnego

Jeszcze tylko

1993 04 28

Jeszcze tylko dni parę

I pozostawię za sobą problemy stare

Cóż mnie obchodzić będą sąsiedzi

Niech sobie każdy na swoim siedzi


Od tego zakładu także będę z dala

Gdzie każdy robotę językiem odwala

A rządy głupie — niezorganizowane

A moje nerwy nadwyrężane


Lecz na miejsce starych nowe nastają

Inne wymogi przede mną stawiają

Chcesz się przeprowadzić — no dobra bracie

Ale skąd weźmiesz pieniądze w chacie


Wszak nie tak łatwo znaleźć pracę

Do tego gwarantującą dość dobrą płacę

A żyć z czegoś wszak potrzeba

Opłaty i żarcie nie spadnie z nieba


Do handlu jak wiesz się nie nadaję

Ze spekulantami także się nie zadaję

Po fuchach także bez sensu chodzić

Jedynie pisaniem mogę naszą kasę osłodzić


Ale czy to kogoś zainteresuje

Czy ktokolwiek w taką książkę zainwestuje

Gdy wszyscy wokoło na braki narzekają

Błędem byłoby myśleć że dla mnie wydają


Ryby zarobią na siebie same

Więc czym sforsować tę pieniężną tamę

Sadzonki także grosze przyczyniają

No mnie zawsze dobrze się udają


Nie mam talentu do sprzedawania

Ale za to mam do rozdawania

Ale przynajmniej jest z tego pożytek

Krzewy ozdabiają wcześniejszy nieużytek


Wiesz — czasami mam wątpliwości

Względem naszej wspólnej przyszłości

Czy sobie z tym wszystkim poradzę

I tak jak innym — sobie dobrze doradzę


Ale to świadczy o zaangażowaniu

O problemów rodzinnych pojmowaniu

Wolę być na wszystko przygotowanym

Nie lubię być przykro zaskakiwanym


Wszak życie nie polega na leniuchowaniu

Ale na rodzinnego szczęścia zapewnianiu

Na zapewnieniu sukcesu finansowego

I uszczęśliwienia serdecznego


Jak się sprawdzimy — ano zobaczymy

Jak zgrany duet ze sobą stworzymy

Jak nas pieniądze będą omijały

A może strumieniem będą napływały


Jak będzie szło domu utrzymanie

Czy trwać dalej będzie rozmiłowanie

Wierzę że tak — pomimo kłopotów

Życia pełnego upadków i wzlotów


Do pisania bardziej się przyłożę

Może akuratnie coś mądrego stworzę

Będę się starał być dobrym mężem

W uczucia uśmiech pocałunki szczodrym


Kocham cie żoneczko ma miła

I pragnę by twa przyszłość szczęśliwą była

A jak się nam przyszłość ukaże

Czy bardziej smutne czy spokojne twarze

Czy mnie kochasz

1993 02 05 — 08

Czy kiedykolwiek pragniesz mnie nocami

Czy we śnie szukasz za mymi ustami

Pragnąc mojej szczerej miłości

Rozkoszy wspólnej pośród czułości


Czy moje listy cokolwiek dla ciebie znaczyły

Czy moje pocałunki cię odurzyły

W coraz większej rozpalając potrzebie

Gdy tuliłaś mnie tak mocno do siebie


Czy znaczą dla ciebie coś moje wiersze

Te obecne i te pierwsze

Czy potrafisz dać coś oprócz swego ciała

Wybacz — decydując się na małżeństwo ca łaś się oddała


Oddałaś swe ciało i wspaniałą duszę

Wiedząc że swym uporem wszelkie bariery skruszę

I tak kochałbym cię nad życie

Miłując twe zimne uczucia w zachwycie


Tak jak garncarz urabia dłońmi glinę

Tak i ja rozpalę mą dziewczynę

On wyprowadza ze swych rąk przedmioty wspaniałe

Ja cię rozkochuję w miłości wytrwale


On podziwia walory przedmiotu martwego

Ja ciebie jako ciała coraz ukochańszego

Gdy jestem obok ty jesteś chłodna

Gdy cię pieszczę całujesz stając się pieszczot głodna


Więc pieszcząc utwierdzam cię w przekonaniu

Że twa miłość jest najwspanialsza we wspólnym trwaniu

A tym czasem trzymasz mnie z dala od swego domu

Spotykając się wieczorami cicho i po kryjomu


Ale kiedy w końcu wyjadę stąd

Pojmiesz swój karygodny błąd

Nigdy się już nie rozstaniemy

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 1.37
drukowana A5
za 21.83