,,Stat Crux dum Volvitur Orbis” (,,Krzyż stoi, choć kręci się świat”)
Wszystkie mury kruszeją,
nastały mroczne dni,
które całują się namiętnie
wśród kamiennych tablic
ze złudnym, słabym oraz
bladym blaskiem księżyca.
A ja nadal kocham
naiwne myśli…
Nadal łudzę się, że
jesienny wiatr zaśpiewa
najczystszą serenadę.
Może gdybym usłyszał tę pieśń,
to byłbym milszy wszechświatowi?
O naiwny ja!
O naiwny ja!
O naiwny ja!
Bóg pragnie zbawić
nas z niewiedzy ziemskiej…
Czemu nie oświetli nas
w każdą noc listopadową?
Czemu nie opowie o swej pełnej naturze?
Czemu dopiero poznajemy ją,
jak kładziemy się do zimnych łóżek?
Bo za bardzo wszystkiego pragniemy…
Wielka tajemnica…
a jest na wyciągnięcie ręki.
A w tej tajemnicy
stoi Matka Boleściwa.
Nie odwraca wzroku,
choć zna smak łez,
których nie można zatrzymać.
Patrzy na nasze drogi
jak na krzyże, które niesiemy.
Jej obecność nie usuwa bólu,
lecz sprawia, że pamięć o nim
nie ginie w ciemnościach.
Ona trwa,
abyśmy wiedzieli,
że każde serce,
choć drży,
może jeszcze wybrać światło.
W każdym tyknięciu zegara
czai się drwina z minionych słów…
Gdy zasypiam, noc mnie obserwuje,
nie po to, by czuwać,
lecz by notować każdy lęk.
Milczy, ale w tym milczeniu jest obietnica,
że cierpienie ma jeszcze wiele do powiedzenia.
Nowa droga
Z radością, życzliwością, szacunkiem
oraz miłością rozmawiam z Tobą
Boże.
Uzdrowiłeś mych bliskich,
nauczyłeś moje ręce rzeźbić
w najgrubszym marmurze,
wysłuchałeś mnie, gdy
byłem w potrzebie…
Poprowadziłeś moje klany
do zwycięstwa,
gdy najechały nas
wahadło, słodki gaz, pleśń,
tkacze nieczystości…
Nie pozwoliłeś na zagładę
mojego świata…
Obudziłeś lirę do życia,
która swym śpiewem ukoiła
moje nerwy.
Świst wiatru przemieniłeś
w głos podobny do lutni.
Otaczające mnie słowa
przerobiłeś w
rdzeń mojej energii…
Popiół został rzucony na
moje ciemne fale.
Przypomniało mi się,
że moje ciało umrze,
ale moja energia i wypowiedziane
słowa pozostaną…
Każde zapisane zdanie…
Rozpoczyna się po raz wtóry
cykl nowej drogi ducha.
Należy z godnością
naszykować się na obchody
Świętej Nocy!
Rzeka
Nasz świat charakteryzuje się pluralizmem.
Jest bardzo tajemniczy i tworzy
raz za razem nowe zagadki dla myślicieli…
Nic, co jest materialne, nie jest trwałe.
Jedynie energia duszy jest nieśmiertelna.
Przenika wraz z Bogiem każdą istotę żywą…
Pan Jezus wylał swą krew jako daninę za nas.
A może w tym jest
jeszcze więcej głębi niż ci się wydaje?
Po co umartwiasz się?
Po co boisz się kogoś
kto jest nad wszystkim?
Czemu pośrednik ma ci pomóc odkupić ciebie,
jak już został dług spłacony?
Czemu nie starasz się zachować
prawdziwej równości, która została
ustanowiona przez Boga?
Gdy odpowiesz na te wszystkie pytania,
wtedy rzeki staną się jaśniejsze,
bo łzy spłyną z ich nurtów,
bo ciężar winy odejdzie w zimę…
Anioły
Od kilku lat nawiedzały
świat okropne burze.
Pioruny nienawiści
pieściły każdą sferę życia…
Cały lud zaczął
wołać Pana o litość
i łaskę.
Żeby zesłał miłość…
Po czym
Bóg dał aniołom księgi,
pozdrowił ich ciepłym gestem
i zesłał ich do ludzi.
Według rozkazu Bożego
zaczęły podsuwać ludziom
różnorodne teksty…
Po pewnym czasie
pojęto, że
mądrości były spisywane
przez różnych ludzi, a przez
wieki tłumaczone na
ojczyste języki…
Liczy się to,
żebyśmy odnaleźli
swą harmonię i dzielili się
nią ze światem.
Wtedy anioły zamknęły
swe księgi
i rozpoczął się nowy rozdział
pisany ręką ziemską…
Piekło
Na krańcu świata, gdzie stygnie wiatr północy,
gdzie piasek pustyni w popiół się złoci,
stoi brama z kości i z nefrytu, a strzeże jej Cerber…
Majestatyczny pies mimo bólu walczy o każdy płomień…
Za bramą płynie Styks, który prowadzi
zapomniane mogiły do stolicy…
Wśród zapomnianych podążają znani ludzie.
Ich wszystkich wita Weles,
każdą duszę liże czule jak niedźwiedzica
swoje niedźwiedziątka i stara się walczyć o każdą duszę
jak ojciec o swe dzieci…
Niestety nie jest to równa walka
i nie ma szans na wygraną…
Dusze zmierzają do głębi piekła.
A tam Boruta razem z innymi czartami chowają się w dołach.
Ludzie biczują zwierzęta i dzieci aż
do ostatniej kropli krwi…
Po czym każą poszkodowanym
budować pałace obsydianowe i do tego każą
ciężarnym i chorym nosić po tysiąc kilogramów srebra
do czarnych ogrodów.
Aniołowie rozkładają ręce i nastawiają lica
do cierpiących duszyczek…
Aniołowie próbują tańcem wywołać zimny deszcz,
który zgasi ogień piekielny, a on i tak się odradza…
To wszystko udowadnia, że sam człowiek
jest w stanie rozpętać najgorsze piekło…
Samotność
Samotność nie pyta o pozwolenie
na przebywanie w domu.
Siada przy stole i rozkłada karty.
Jest nieobliczalna
z każdą nową kolejką pokera…
Swoją obecnością wciąga w trans,
który więzi w kratach mgły…
Wielu ludzi wpada w jej szpony…
Wymęczy brudnymi
zagrywkami po czym zaczyna
moralizować swoje ofiary.
Bywa, że pociąga za sobą sznur skojarzeń…
Często ktoś z innego środowiska
musi to zakończyć,
aby utopić niepotrzebne myśli…
Śmierć
Mówią, że jest to rzecz naturalna…
Kolej losu…
Dość często przy obrzędach pochówku
żałobnicy mieszają się z dawnymi płaczkami,
aby uczcić jedną pieśnią zmarłego.
Jednym głosem…
Jedną symfonią…
Nie było mi dane spędzić
wielu lat z dziadkami.
Towarzystwo było znikome…
Większość siedziała na ławeczkach w ogrodzie Boga…
Moja jedyna babcia nauczyła mnie,
że w tym świecie trzeba mieć dobrą dykcję,
żeby nie wchodzić między wrony i krakać jak one…
Dużo też nie pamiętam po upływie kilkunastu lat.
Dzieliło nas wiele mil…
Może ja byłem wyrodnym wnukiem?
Tego nie wiem, nie będę zastanawiał się nad tym,
bo najsprawiedliwszy może tego dokonać Bóg…
Wiele mam błędów na swoim koncie,
które wypalają mi żyły…
Czas dorastania jest ciężki,
zaczynamy nosić brzemię…
Szkoła doskwiera jak słońce na suchą skórę,
obowiązki jak bat cios za ciosem… coraz mocniej…
Pierwsze miłości, zdrady, niepewności, strach…
Wśród nich stoi wyprostowana śmierć razem ze swoją kosą.
Naznaczyła moją babcię…
Przy mnie nie umiała otworzyć swoich okien,
włączyć wentylacji, krzątać w kuchni…
Oczy bledsze, usta jak pustynia,
skóra krucha jak pergamin starych ksiąg…
Dziś w mojej głowie pozostaje jedno zdanie po mojej babuni…
,,Bądź kimś kto nie będzie kłamał
i pomoże ludziom w dojściu do prawdy!”
Jezioro
Dziś wszedłem na sam środek
zamarzniętego jeziora.
Spotkałem się tam z dzieckiem…
Miało podkrążone i szare powieki,
a z oczu tryskała zieleń oraz brąz.
Ono zaczęło na mnie krzyczeć:
Dlaczego mnie nie kochasz!?
Dlaczego odmówiłeś sobie tyle przyjemności!?
Co z twoim zachowaniem!?
Udowodnij, że mnie kochasz!
Wiem, że nie łatwe jest do opanowania złamane serce…
Zapomnij o niej…
No tak, jasne…
Wspierałem dziewczynę,
byłem gotów napisać tysiąc eposów homeryckich,
zbudować dom na skałach zapomnianych,
podarować jej nieśmiertelność,
a w jej głowie tylko blowjob, blowjob, blowjob…
Kurna, jak tak można?!
W jej oczach widzę tylko miliard różnych stron…
Boże obiecuję Ci, że zmienię coś w tę wyjątkową noc.
Bociany
Ile już orszaków mrozów
przywitałem?
Ile przywitałeś orszaków
gołoledzi?
Swoimi myślami doprowadziłem
spokojne dni do szaleństwa…
Ja się cenię,
a ci ceniący się nawet
nie rzucą czułego spojrzenia
na moją twarz…
Dosyć zbędnych kwiatów!
Wśród trzcin wysokich
tańczę z czaplami.
Świt łuska nas
poranną rosą.
Bociany przyleciały z
błogosławieństwami…
Przyniosły wesołą wiosnę...
Do Przyjaciela
Jest w Tobie coś dziwnego…
Ciągniesz do mnie jak do
utraconego skarbu, a potem
zakopujesz mnie w zapomnieniu…
Pomagam Ci podnieść się z ruin,
a Ty mnie obracasz w jeszcze
gorsze straty…
Wypluwasz kłamstwa i przekleństwa
w mą twarz…
Po czym udajesz, że nic się nie stało…
Nie będę do Ciebie mówił z dobrocią,
bo to bezczeszczenie dobrego
imienia Philii!
Hejter
Witaj w moich skromnych progach!
Chodź!
Usiądź ze mną przy oknie,
zaparzę herbatę,
przyniosę ciastka i pogadamy sobie…
A może wolisz kawę?
Umiesz wysłać mi anonimowo pogróżki.
Myślisz, że jestem kretynem?
Myślisz, że inni ludzie też są kretynami?
Tak uwielbiasz pisać…
Może pokażesz publice swój styl pisma?
Przecież szukasz tak bardzo aprobaty.
Szukasz tego czego pragniesz…
Próbujesz złem złagodzić wszystko,
co leży ci na wątrobie.
Liczysz każde słowo…
Coraz ciekawsze wymyślasz bajki z morałem.
A wiesz jak brzmi ta lekcja?
Szukaj siebie i odbuduj swój pałac,
a nie rujnuj innych twierdz.
Jak ja ci współczuję…
Palisz cudze mosty bez namysłu
przez widok swojego zrujnowanego miasta.
Ile kamieni toczy się w twej głowie?
Karmisz się odpadami zapakowanymi
w najwyższej jakości pudełka…
Czasem zaserwujesz sobie to gówno
w folii ze szczerego złota.
Karmisz się smogiem…
Zaloty
W Noc Kupały stoję nad rzeką,
bosy i smutny…
Wianki płyną,
wiele ich już wyłowiłem,
a każda właścicielka wymazała mnie
ze swojej pamięci…
Niby wszyscy jesteśmy z tej samej wsi,
a niektórzy traktują swoją osobę
jak najwyższą z najwyższych arystokracji,
która myśli tylko o pomnożonym złocie.
Szukają brzóz…
Inni chłopaki skaczą przez płomień,
żeby sprawdzić, czy los ich lubi.
Czy los zaprowadzi ich do ołtarzyka…
Ja bym przeskoczył całe ognisko życia,
byle wylądować obok dłoni
tej jedynej…
Obok takiej, która zrozumie mą całą postać.
Demony namalowane na murach
dworków królewskich mówią,
żebym jej się nie spodziewał…
Ona pójdzie za próżne zaloty.
Za próżne zaloty.
Za próżne zaloty.
Za próżne zaloty.
Że z takiej próżnej dziwki nic nie będzie,
a ja w to nie wierzę.
Nie szukam drugiej połówki,
bo żyję całym sobą!
Ja poszukuję takiej,
która w oknie mnie będzie wyczekiwać,
witać ciepłym słowem,
pokaże, że charakter i uczucia są ważniejsze
niż świecidełka i Bóg wie co jeszcze…
Wtedy poczuję spełnienie, pożądanie,