E-book
7.88
drukowana A5
24.53
Poemata i poematki

Bezpłatny fragment - Poemata i poematki


Objętość:
78 str.
ISBN:
978-83-8440-259-7
E-book
za 7.88
drukowana A5
za 24.53


Moim Dzieciom

Poemata

Błękitna kropka

Dobrze jest poczuć na nowo zadziwienie światem — rzekł filozof — podróże kosmiczne uczyniły dzieci z nas wszystkich.

Ray Bradbury


Błękitna kropka —

kleks na plakacie wszechświata,

oświetlony Słońcem —

odpryskiem światła,

iskierka w wirze

czterystu miliardów

innych słońc

naszej Drogi z mleka Hery,

jednej z dwóch bilionów

innych odległych dróg

sprzed czternastu miliardów lat.


Moja droga jest blisko,

wiedzie do sklepu,

prowadzi do lasu,

biegnie nad morze.

Zbieram przydrożne słowa,

by je ocalić od zapomnienia.

Czterysta miliardów słońc

wśród dwóch bilionów kosmicznych dróg

w ciągu miliardów lat…

Gdzie jest Homera ślad?

Zatarł się i zbladł.

Stara Miłosna, 2024

Język I

Z Juliusza Słowackiego

Cóż to za język,

który jest tak giętki,

że mówi więcej

niżbym sama chciała?

Zdrajca mojej pierwszej osoby

liczby pojedynczej

żeńskiego rodzaju.

Należy mi się przecież

ta odrobina tajemnicy.

Uppsala, 1993

Język II

Cóż to za język, którego giętkość

pęka jak struna, kiedy ma wyrazić

odcienie śniegu…

A jego prędkość?

Czy jest dość prędki?

A jego smutek?

Czy jest dość prawdziwy?

Cóż to za język, który wciąż się wije

w formach, odmianach i gdzieś mi ucieka?

Z przyjaciela staje się wrogiem.

Obraca świat przeciwko mnie.

Z wroga staje się przyjacielem,

godzi mnie ze światem.

Pozwala się posiąść.

Posiadam go.

Należy do mnie.

Muszę go na zawsze obłaskawić.

Uppsala, 1994

Bóg, kura i ja

Czemu kurę, mój Boże, przeznaczasz na rzeź?

Czemu mnie rozgrzeszasz z zabijania kury?

Mały mój przyjaciel Hindus

pochyla się nad nią zatroskany.

Jego Bóg każe mu ją ocalić.

I od mojego talerza,

do którego zapraszasz słowami:

Bierzcie i jedzcie

odwraca się z odrazą.

Boże, mój Boże, powiedz,

czym różnię się od lwa?

Zabijam jak on, by żyć.

Czemu więc ja, a nie on,

mam zasiąść u Twego boku?

A jeśli…

Jeśli stworzyłeś mnie

na swój obraz i podobieństwo,

to boję się Ciebie

jak boję się siebie i lwa.

Chciałeś bym był doskonały,

a jestem ułomny

na ciele i na umyśle.

A jeśli stworzyłeś mnie takim

z rozmysłem…

To nie zawaham się nazwać Cię:

Prowokatorem.

A przecież prowokacja to grzech.

Czy mam Cię więc rozgrzeszyć, czy ukarać?

Uppsala, 1995

Mihi arbor vitae

Rośnie nade mną drzewo i patrzę zdziwiona

na jego stare, zgięte i wielkie ramiona.

Konary grube, szorstkie, u nasady silne,

a gałązki cieniutkie, ułożone w linie.

I zdzieram warstwy kory niczym twardą zbroję,

i odkrywam kolejno ułożone słoje.

Przed świątynią zebrani pokorni i cisi

jawią się moim oczom wierni mariawici.

Głębiej, w podcieniach chałup pachnących ziołami

słychać głos mennonitów do Boga z modłami.

Zwabieni snem wolności, przybysze z daleka

tu, gdzie nieokiełznana rządziła się rzeka.

Zostały po nich szare, nagrobne kamienie

bez napisów, bez krzyży leżą w trawie nieme.

Jeszcze głębiej opłotki herbowych zaścianków,

włościańskich skromnych chałup i szlacheckich ganków.

Kiedyś żywe, a dzisiaj zastygłe zdrewniałe,

w drzewie życia zamknięte, do cna oniemiałe.

Sięgam dalej: nazwiska, nieznane imiona,

które dały mi życie, gdy męskie ramiona

objęły moją babkę przed pięciuset laty.

Jakiś herb i upadek, zamiast dworów chaty.

Kowal Wojciech za żonę miał z domu szlachciankę,

Antoni z Olęderką dzielił się zaściankiem.

Sok jak krew od stuleci miesza się, przelewa,

choć opadły już liście z prastarego drzewa.

Stara Miłosna, 2025

Moja Szwecja

Za co cię pokochałam?

Za północny wiatr?

Za sosny strzeliste,

na których mróz siadł?

Za chłód, za urodę, za wodę?

Za brzeg skalisty, za morze?

Za las, za wybuch światła?

Za miękkość traw w pełni lata?

Za słońce jasne i chłodne?

Za letni brak nocy?

Za wiosenny szał życia?

Za jasność o północy?

Za wszystkie te pytania,

co się kłębią w głowie

i za to, że mi na nie

nikt nigdy nie odpowie…

Uppsala, 1996

Szwedzka wiosna

Za długo się czeka na wiosnę,

za długo

w tym kraju splamionym szarugą.

I marzec jak luty

i czapki i buty,

i słońce tak nisko

jak martwe ognisko.

I ptaki jak czarne nuty

rozpięte na śniegu,

choć wiosna już w biegu,

nie zważa na świat lodem skuty.

Uppsala, 1996

Mieć szczęście

Mieć szczęście —

urodzić się po wojnie.

Słyszeć spokojny rytm miasta,

patrzeć w ciche niebo,

czuć zapach letniej ziemi,

wolnej od zapachu krwi.

Bez lęku biec do lasu,

bez obaw kąpać się w jeziorze,

bez strachu patrzeć,

jak czerwone strużki soku

sączą się

z dojrzałych wiśni.

Mieć szczęście —

umrzeć przed wojną.

Stara Miłosna, 2025

Moja własność

Wynajęty dom, w którym mieszkam

i wynajęty las, na który patrzę.

Wynajęte słońce wciska się

przez wiosenny brud wynajętych okien.

Wynajęte drzwi skrzypią.

Wynajęta podłoga ugina się

pod ciężarem moich kroków.

Służalcza i sprzedajna jej deska

ugnie się i przed tobą,

i przed nim, i przed każdym.

A może ma do mnie żal,

że jej nie wykupię?

Że jej nie uwolnię od cudzych butów?

Jak to się stało,

że jej nie posiadam?

Czyż mój pradziad nie posiadał

wszystkich sosen i świerków i buków?

Czy nie jego były dęby,

które przed tysiącami lat

wydały nasiona?

A z tych nasion,

czy nie wyrastały wciąż nowe drzewa?

A z tych drzew nowe deski i domy?

Kiedy straciłam do ciebie prawo

desko dębowa, stole

i dachu nad głową?

Uppsala, 1995

Blanche i Marie

P.O. Enqvistowi,

Marii Skłodowskiej i Blanche


Zaczarowałeś mnie baśnią.

Widzę Blanche w smugach

niebieskiego światła,

światła w pracowni Marie.

Widzę Blanche bez rąk.

Kadłubek ociosany

przez niebieskie promienie,

ocalony dla życia,

by chronić polską Marie,

zakochaną Marie,

zaszczutą Marie.

Blanche — strzęp kobiety,

który wspiera posąg — Marie.

Tak mogło być.

Tak było.

Gdzie jest grób Blanche?

Chciałabym podarować jej kwiaty.

Gdzie mam go szukać?

Nikt nie wie. Nie pamięta.

Jest tylko grób Marie,

w panteonie chwały.

Jej pamięci strzegą

śmiercionośne promienie.

A Blanche?

Ta królowa histeryczek,

powiernica Marie,

Wenus z Salpêtrière?

Odfrunęła.

Wykonała lot nad kukułczym gniazdem

i zniknęła z pamięci.

Stara Miłosna, 2025

Brat

Wernerowi Aspenströmowi


Oprócz niego miała jeszcze córkę.

Ona też odwiedzała brata

na oddziale X.

Przemierzała

długą drogę

przez szpitalny dziedziniec,

schodami na górę,

wysoko do piekła.

Kto powiedział,

że piekło jest na dole?

Mijała drzwi bez klamek,

zamykała oczy,

słyszała szepty i krzyki,

kroki w tę i z powrotem.

Nie słyszała skarg.

Otwierała oczy.

Widziała podrapane ściany

ze śladami krwi,

dłonie kurczowo zaciśnięte

na wymiętej pościeli.

Nie pytała „Jak się czujesz?”

i „dlaczego Bóg

stworzył oddział X?”

Stara Miłosna, 2025

Choinka

Okaleczona, w rogu pokoju

patrzy żywicznym okiem,

mruży iglaste rzęsy.

Wynieście ją!

Odłamcie gałęzie!

Już nie pachnie!

Już się sypie!

Cicha i ciemna, bezwonna.

Cięte kwiaty też umierają w wazonach.

Nieruchoma.

Poza wiatrem, poza ziemią,

poza złotym promieniem słońca.

Cięte kwiaty też…

Niepotrzebna.

Zajmuje miejsce.

Wynieście ją.

Uppsala, 1996

Damiens

Wysłali cię:

w cztery strony świata

w strzępach,

w zimowy styczniowy dzień.

Każda część

ciągnięta przez konia

w paradnym zaprzęgu.

Spalili:

resztki po tobie,

twoje szaty,

twój dom.

Ziemię spod twoich stóp

wypalili do cna.

Twoje prochy

rozpędzili na cztery wiatry.

Wiatr posłusznie zdmuchnął

twoje ślady

i rozniósł po świecie.

Kat posłusznie zmył

twoją krew,

której nie zdążyła wessać ziemia.

Nie wiedzieli, że sieją.

Nie wiedzieli, że nawożą.


Nie wiedziałeś,

że jesteś ziarnem.

Nie wiedział tego

awanturnik Casanowa,

filozof Woltaire,

nie wiedzieli

gapie na Place de Grève,

sprzedawcy obwarzanków,

jarmarczni akrobaci,

uliczni żebracy.

Nie wiedzieli do czasu,

aż po latach

w równie zimowy styczniowy dzień

odwrócili bieg historii

na Placu Rewolucji.

Stara Miłosna, 2025

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 7.88
drukowana A5
za 24.53