Moim Dzieciom
Poemata
Błękitna kropka
Dobrze jest poczuć na nowo zadziwienie światem — rzekł filozof — podróże kosmiczne uczyniły dzieci z nas wszystkich.
Ray Bradbury
Błękitna kropka —
kleks na plakacie wszechświata,
oświetlony Słońcem —
odpryskiem światła,
iskierka w wirze
czterystu miliardów
innych słońc
naszej Drogi z mleka Hery,
jednej z dwóch bilionów
innych odległych dróg
sprzed czternastu miliardów lat.
Moja droga jest blisko,
wiedzie do sklepu,
prowadzi do lasu,
biegnie nad morze.
Zbieram przydrożne słowa,
by je ocalić od zapomnienia.
Czterysta miliardów słońc
wśród dwóch bilionów kosmicznych dróg
w ciągu miliardów lat…
Gdzie jest Homera ślad?
Zatarł się i zbladł.
Stara Miłosna, 2024
Język I
Z Juliusza Słowackiego
Cóż to za język,
który jest tak giętki,
że mówi więcej
niżbym sama chciała?
Zdrajca mojej pierwszej osoby
liczby pojedynczej
żeńskiego rodzaju.
Należy mi się przecież
ta odrobina tajemnicy.
Uppsala, 1993
Język II
Cóż to za język, którego giętkość
pęka jak struna, kiedy ma wyrazić
odcienie śniegu…
A jego prędkość?
Czy jest dość prędki?
A jego smutek?
Czy jest dość prawdziwy?
Cóż to za język, który wciąż się wije
w formach, odmianach i gdzieś mi ucieka?
Z przyjaciela staje się wrogiem.
Obraca świat przeciwko mnie.
Z wroga staje się przyjacielem,
godzi mnie ze światem.
Pozwala się posiąść.
Posiadam go.
Należy do mnie.
Muszę go na zawsze obłaskawić.
Uppsala, 1994
Bóg, kura i ja
Czemu kurę, mój Boże, przeznaczasz na rzeź?
Czemu mnie rozgrzeszasz z zabijania kury?
Mały mój przyjaciel Hindus
pochyla się nad nią zatroskany.
Jego Bóg każe mu ją ocalić.
I od mojego talerza,
do którego zapraszasz słowami:
Bierzcie i jedzcie
odwraca się z odrazą.
Boże, mój Boże, powiedz,
czym różnię się od lwa?
Zabijam jak on, by żyć.
Czemu więc ja, a nie on,
mam zasiąść u Twego boku?
A jeśli…
Jeśli stworzyłeś mnie
na swój obraz i podobieństwo,
to boję się Ciebie
jak boję się siebie i lwa.
Chciałeś bym był doskonały,
a jestem ułomny
na ciele i na umyśle.
A jeśli stworzyłeś mnie takim
z rozmysłem…
To nie zawaham się nazwać Cię:
Prowokatorem.
A przecież prowokacja to grzech.
Czy mam Cię więc rozgrzeszyć, czy ukarać?
Uppsala, 1995
Mihi arbor vitae
Rośnie nade mną drzewo i patrzę zdziwiona
na jego stare, zgięte i wielkie ramiona.
Konary grube, szorstkie, u nasady silne,
a gałązki cieniutkie, ułożone w linie.
I zdzieram warstwy kory niczym twardą zbroję,
i odkrywam kolejno ułożone słoje.
Przed świątynią zebrani pokorni i cisi
jawią się moim oczom wierni mariawici.
Głębiej, w podcieniach chałup pachnących ziołami
słychać głos mennonitów do Boga z modłami.
Zwabieni snem wolności, przybysze z daleka
tu, gdzie nieokiełznana rządziła się rzeka.
Zostały po nich szare, nagrobne kamienie
bez napisów, bez krzyży leżą w trawie nieme.
Jeszcze głębiej opłotki herbowych zaścianków,
włościańskich skromnych chałup i szlacheckich ganków.
Kiedyś żywe, a dzisiaj zastygłe zdrewniałe,
w drzewie życia zamknięte, do cna oniemiałe.
Sięgam dalej: nazwiska, nieznane imiona,
które dały mi życie, gdy męskie ramiona
objęły moją babkę przed pięciuset laty.
Jakiś herb i upadek, zamiast dworów chaty.
Kowal Wojciech za żonę miał z domu szlachciankę,
Antoni z Olęderką dzielił się zaściankiem.
Sok jak krew od stuleci miesza się, przelewa,
choć opadły już liście z prastarego drzewa.
Stara Miłosna, 2025
Moja Szwecja
Za co cię pokochałam?
Za północny wiatr?
Za sosny strzeliste,
na których mróz siadł?
Za chłód, za urodę, za wodę?
Za brzeg skalisty, za morze?
Za las, za wybuch światła?
Za miękkość traw w pełni lata?
Za słońce jasne i chłodne?
Za letni brak nocy?
Za wiosenny szał życia?
Za jasność o północy?
Za wszystkie te pytania,
co się kłębią w głowie
i za to, że mi na nie
nikt nigdy nie odpowie…
Uppsala, 1996
Szwedzka wiosna
Za długo się czeka na wiosnę,
za długo
w tym kraju splamionym szarugą.
I marzec jak luty
i czapki i buty,
i słońce tak nisko
jak martwe ognisko.
I ptaki jak czarne nuty
rozpięte na śniegu,
choć wiosna już w biegu,
nie zważa na świat lodem skuty.
Uppsala, 1996
Mieć szczęście
Mieć szczęście —
urodzić się po wojnie.
Słyszeć spokojny rytm miasta,
patrzeć w ciche niebo,
czuć zapach letniej ziemi,
wolnej od zapachu krwi.
Bez lęku biec do lasu,
bez obaw kąpać się w jeziorze,
bez strachu patrzeć,
jak czerwone strużki soku
sączą się
z dojrzałych wiśni.
Mieć szczęście —
umrzeć przed wojną.
Stara Miłosna, 2025
Moja własność
Wynajęty dom, w którym mieszkam
i wynajęty las, na który patrzę.
Wynajęte słońce wciska się
przez wiosenny brud wynajętych okien.
Wynajęte drzwi skrzypią.
Wynajęta podłoga ugina się
pod ciężarem moich kroków.
Służalcza i sprzedajna jej deska
ugnie się i przed tobą,
i przed nim, i przed każdym.
A może ma do mnie żal,
że jej nie wykupię?
Że jej nie uwolnię od cudzych butów?
Jak to się stało,
że jej nie posiadam?
Czyż mój pradziad nie posiadał
wszystkich sosen i świerków i buków?
Czy nie jego były dęby,
które przed tysiącami lat
wydały nasiona?
A z tych nasion,
czy nie wyrastały wciąż nowe drzewa?
A z tych drzew nowe deski i domy?
Kiedy straciłam do ciebie prawo
desko dębowa, stole
i dachu nad głową?
Uppsala, 1995
Blanche i Marie
P.O. Enqvistowi,
Marii Skłodowskiej i Blanche
Zaczarowałeś mnie baśnią.
Widzę Blanche w smugach
niebieskiego światła,
światła w pracowni Marie.
Widzę Blanche bez rąk.
Kadłubek ociosany
przez niebieskie promienie,
ocalony dla życia,
by chronić polską Marie,
zakochaną Marie,
zaszczutą Marie.
Blanche — strzęp kobiety,
który wspiera posąg — Marie.
Tak mogło być.
Tak było.
Gdzie jest grób Blanche?
Chciałabym podarować jej kwiaty.
Gdzie mam go szukać?
Nikt nie wie. Nie pamięta.
Jest tylko grób Marie,
w panteonie chwały.
Jej pamięci strzegą
śmiercionośne promienie.
A Blanche?
Ta królowa histeryczek,
powiernica Marie,
Wenus z Salpêtrière?
Odfrunęła.
Wykonała lot nad kukułczym gniazdem
i zniknęła z pamięci.
Stara Miłosna, 2025
Brat
Wernerowi Aspenströmowi
Oprócz niego miała jeszcze córkę.
Ona też odwiedzała brata
na oddziale X.
Przemierzała
długą drogę
przez szpitalny dziedziniec,
schodami na górę,
wysoko do piekła.
Kto powiedział,
że piekło jest na dole?
Mijała drzwi bez klamek,
zamykała oczy,
słyszała szepty i krzyki,
kroki w tę i z powrotem.
Nie słyszała skarg.
Otwierała oczy.
Widziała podrapane ściany
ze śladami krwi,
dłonie kurczowo zaciśnięte
na wymiętej pościeli.
Nie pytała „Jak się czujesz?”
i „dlaczego Bóg
stworzył oddział X?”
Stara Miłosna, 2025
Choinka
Okaleczona, w rogu pokoju
patrzy żywicznym okiem,
mruży iglaste rzęsy.
Wynieście ją!
Odłamcie gałęzie!
Już nie pachnie!
Już się sypie!
Cicha i ciemna, bezwonna.
Cięte kwiaty też umierają w wazonach.
Nieruchoma.
Poza wiatrem, poza ziemią,
poza złotym promieniem słońca.
Cięte kwiaty też…
Niepotrzebna.
Zajmuje miejsce.
Wynieście ją.
Uppsala, 1996
Damiens
Wysłali cię:
w cztery strony świata
w strzępach,
w zimowy styczniowy dzień.
Każda część
ciągnięta przez konia
w paradnym zaprzęgu.
Spalili:
resztki po tobie,
twoje szaty,
twój dom.
Ziemię spod twoich stóp
wypalili do cna.
Twoje prochy
rozpędzili na cztery wiatry.
Wiatr posłusznie zdmuchnął
twoje ślady
i rozniósł po świecie.
Kat posłusznie zmył
twoją krew,
której nie zdążyła wessać ziemia.
Nie wiedzieli, że sieją.
Nie wiedzieli, że nawożą.
Nie wiedziałeś,
że jesteś ziarnem.
Nie wiedział tego
awanturnik Casanowa,
filozof Woltaire,
nie wiedzieli
gapie na Place de Grève,
sprzedawcy obwarzanków,
jarmarczni akrobaci,
uliczni żebracy.
Nie wiedzieli do czasu,
aż po latach
w równie zimowy styczniowy dzień
odwrócili bieg historii
na Placu Rewolucji.
Stara Miłosna, 2025