drukowana A5
33.02
Podróż do źródeł

Bezpłatny fragment - Podróż do źródeł

Wiersze


Objętość:
94 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-8273-082-1

Od autora

Podróż. To słowo nasuwa rozmaite skojarzenia. Od zwiedzania zabytków stolic Europy po przedzieranie się przez niedostępną dżunglę w Afryce. Od poszukiwania pary splątanych fotonów w stanie singletowym po wyprawę sondy Voyager do najdalszych zakątków Układu Słonecznego.

Dziś zapraszam Ciebie czytelniku do podróży przez moje wiersze. Do zaglądnięcia w siebie i poza siebie. Może nie zatrzymasz się na każdym przystanku. Jeśli jednak podczas tej podróży choć jedna dobra myśl urodzi się w Twojej duszy, będzie mi towarzyszyć spełnione zdumienie, a może zdumione spełnienie?


Początek podróży

27 marca 2021 r.

sobota, Braniewo

Matematyczna podróż dusz

dusze są jak półproste w matematyce

mają początek nie mają końca

rodzą się w Wielkim Wybuchu

miłości Nieskończonego


Osoby Boskie prześcigają się w tym

która pierwsza z nich pokocha duszę

choć ta ostatnia nic o tym nie wie

dopóki nie będzie świadoma że jest z Jestem


po narodzinach dusze podróżują

po własnych półprostych

w elipsie wszechświata

mijają chwile i lata świetlne

podczas których Nieskończony i dusze

spotykają się


ta sekunda w życiu Boga

kiedy On czeka na odpowiedź duszy

jest Jego wiecznością

Jego podróżą w czasie do duszy


od początku

kosmos jest pełen dróg do Nieskończonego

wszystkie proste i krzywe na Niego wskazują

nawet grawitacja co prostą zakrzywia


zakochana wspólnota dusz

zanurzona w miłości Boga

śpiewała Mu pieśń z Księgi:


Ja byłam przy Nim mistrzynią,

rozkoszą Jego dzień po dniu,

cały czas igrając przed Nim,

igrając na okręgu ziemi,

znajdując radość przy synach ludzkich


pewnego dnia dusza wybrała drogę

przez czarną dziurę

szukała szczęścia w światach równoległych

coraz szybciej oddalała się od światła

jak kometa opuszczająca Układ Słoneczny

w ciemności zgubiła drogę

grawitacja czarnej dziury ścisnęła ją

do rozmiarów supergęstego punktu


mijał czas

pół czasu

i połowa połowy czasu

a Nieskończony przemierzał kosmos

w poszukiwaniu duszy


odnalazł ją

w niezawodnym punkcie przecięcia

dwóch prostych prostopadłych Jezusa


tam każda półprosta

zawsze ma swój nowy początek

Przystanek: samotność

25 września 1995 r., 2055

poniedziałek, Braniewo

Listopadowy deszcz

było pięknie tak

jakby we śnie …

spojrzenia

niedomówienia

przyspieszone bicie serca …


a dziś nie potrafię pogodzić się z tym

że zamiast łez

pada listopadowy deszcz

że zamiast Ciebie

dotyka mnie

listopadowy deszcz


List od Ciebie

jest taki wiersz

ty o nim wiesz

pachnący kadzidłem

pisany do szuflady

w pokoju z wspólną fotografią na biurku

i oknem na dzwonnicę


czas zwinął go jak różaniec w pudełeczku

papier dawno pożółkł i pogniótł się

od stęsknionych dotyku dłoni


jest taki wiersz

dobrze że znasz jego treść

kiedyś przeczytamy go z podziałem na role

i oboje wybuchniemy śmiechem

życzliwym dla naszej niespokojnej

seksualności

Przystanek: bezprawie

1 lipca 1996 r.

Bezprawie

to mogło być dobre dziecko

chłopczyk albo dziewczynka

Mateusz, Jacek, Pawełek

Agnieszka, Kasia, Lucynka — – — – —

teraz jest już w ręku prawa

smutne bo bardzo samotne

i nawet tego nie wie

że się już nigdy nie pocznie

— — – — – — – — – — – — – — —


on mi wydawał się fajny

mówił że będę bezpieczna

że z kiosku prezerwatywa

musi być przecież skuteczna — – — – —

ja wcale nie jestem winny

chciałem by było nam dobrze

i nawet nie pomyślałem

że czasem może zajść w ciążę

— — – — – — – — – — – — – — – —


więc czemu zrywam się w nocy

i czuję niepokój serca

i drżą bezprawiem zranione

intymne moje miejsca — – — – —


więc czemu zrywam się w nocy

zbudzona krzykiem dzidziusia

które cichutko prosi

o miłość mamusię i tatusia

— — – — – — – — – — – — – —

Przystanek: nieprzyjaciel

31 października 1996 r.

czwartek, 2301

Mój nieprzyjaciel

mój nieprzyjaciel

jest jak burza

bez której nie ma

rześkiego powietrza

potrzebuję mojego nieprzyjaciela

i on mnie potrzebuje

by z gwałtownej ulewy

zmienić się na drobną mżawkę

Przystanek: monolog

28 lutego 1997 r.

piątek, po 1700

Wymarzone porwanie

obumarło moje pisanie

opadło jak zwiędły liść

rozsypały się słowa na literki

jak starego murku cegiełki


głodne słów rozmyślanie

wymagające żądanie


a gdyby tak ktoś mnie porwał

do słów lekkogłębokich lotu

ukończyłbym ten wiersz

bez kłopotu

Przystanek: choroba

18 kwietnia 1998 r., 1546

Braniewo

(Nie)stracona szansa

Cierpię na sztuki

na piętnaście zastrzyków

z głośną muzyką

a nie jak Ty po cichu.


Uprzyjemniam sobie

nieznośny aspekt życia

w małej niecierpliwości

ginie potrzebna tajemnica.


Ratuj piętnaście kroplówek

przemyj je duchem pokory

gorączką wypal co zbędne

i naucz bycia chorym.

Przystanek: impresje

20 stycznia 1997 r.

726 — 810

w pociągu z Braniewa do Gdańska

W stadzie fruwających sarenek

jest zima

patrzę na ośnieżone

drogi dachy łąki


lżej niż to czyni wiatr

na trawach drzewach

pokrytych szadzią

strącasz mój

jaskółczy

ukryty

zabezpieczający mnie

przyzwyczajony

niepokój serca


otwierasz na dobro

gdy przebiegam przez pole

w małym stadzie fruwających sarenek


15 — 17 kwietnia 1997 r.

Impresja

szłaś w czarnych rękawiczkach

choć świeciło kwietniowe słońce

niedawno stopniał śnieg

znalazłem w czarnych rękawiczkach

cudowny dotyk naszych postaci

byłem bliżej niż sięga szept


— — —


przyszłaś kiedy czekałem

zupełnie nie wiedziałem

że rozmawiałaś z przyjaciółką samotnością

tłumaczyłaś jej cicho i łagodnie

byśmy mogli wieczorem

usnąć przy sobie


— — —


5 maja 1998 r., 1145

Gdańsk — Wrzeszcz

DS — 2 U. G.

Kwietniowe impresje

Jest pierwszy kwietnia

dziewiętnasta osiemnaście,

przemykam półmglistą ścieżką

wśród starych drzew,

szumiących ze mną nostalgiczną,

harcerską piosenkę.


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.