Prolog
Nie szukałem nauczycieli.
To oni się pojawiali.
Wchodziłem do sal, gabinetów, korytarzy.
Patrzyłem, słuchałem, czasem zadawałem pytania.
Najczęściej wystarczało patrzeć.
Każdy z nich uczył inaczej.
Każdy czegoś pilnował.
Czegoś się bał.
Czegoś nie widział.
Nie oceniam ich.
Nie opisuję wyjątków.
Piszę o rolach, które się powtarzają.
Może spotkałeś ich w swojej szkole.
Może sam którymś byłeś.
Może nadal jesteś.
A może jeszcze pamiętasz,
po co w ogóle się zaczyna.
Nota autorska
Z „Małym Księciem” dorastałam.
Towarzyszył mi od dzieciństwa i wracał w różnych momentach mojego życia.
Czytałam go wiele razy.
Zawsze inaczej.
W zależności od tego, kim akurat byłam.
Z czasem zaczęłam widzieć w nim nie tylko opowieść o dziecku, ale także portrety dorosłych.
Ich role, lęki, schematy i zagubienia.
Kiedy pracuję w szkole, te postacie wracają do mnie szczególnie mocno.
Nie jako bohaterowie literaccy, ale jako ludzie, których spotyka się na co dzień.
Ta książka nie jest próbą opowiedzenia „Małego Księcia” na nowo.
Jest zapisem mojego patrzenia na szkołę przez pryzmat lektury, do której wciąż wracam.
Bo są książki, które rosną razem z nami. I takie, które za każdym razem pytają o coś innego.
Szkoła
W szkole zawsze ktoś biegnie.
Nie wiadomo dokąd.
Jedni wchodzą, drudzy wychodzą.
Ktoś jedzie na wycieczkę, ktoś wraca wcześniej.
Ktoś szuka plecaka.
Ktoś szuka dzieci.
Nie ma dzwonków.
A jeśli są, nikt już nie pamięta, co oznaczają.
Na korytarzu mijają się pomysły.
Każdy niesie jakiś w rękach.
Nikt nie wie, gdzie je odłożyć.
Ktoś biegnie na dyżur.
Ktoś inny już z niego wraca.
Ktoś mówi, że zaraz zaczyna.
Ktoś, że już powinno się skończyć.
Drzwi się otwierają i zamykają.
Plany się zmieniają.
Terminy przesuwają.
Wszyscy są zajęci.
Wszyscy bardzo się starają.
Tylko czasem mam wrażenie,
że nikt nie pamięta,
po co to wszystko.
Uczeń
Przyszedł rano.
Jak wszyscy.
Usiadł tam, gdzie mu kazano.
Nie za blisko.
Nie za daleko.
Miał być gotowy.
Na wszystko.
Sprawdzano, czy pasuje.
Do klasy.
Do planu.
Do tempa.
Czy nie odstaje.
Czy nie przeszkadza.
Czy da się go wpisać.
Kiedy mówił za dużo, było źle.
Kiedy mówił za mało, też.
Kiedy płakał, trzeba było uspokoić.
Kiedy się śmiał, uciszyć.
Miał się dostosować.
Do reszty.
Do większości.
Do normy.
Mówiono, że to dla jego dobra.
Kiedy nie pasował, szukano dla niego miejsca.
Innej ławki.
Innej klasy.
Innego rozwiązania
Jeśli pasował — zostawał.
Jeśli nie — przesuwano go dalej.
Nikt nie zapytał,
kim jest.
Zapytano tylko,
czy się zgadza.