E-book
13.65
drukowana A5
28.9
Płatki migdałka

Bezpłatny fragment - Płatki migdałka

Wiersze wybrane z lat 2012—2018


5
Objętość:
154 str.
ISBN:
978-83-8155-212-7
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 28.9

„Zaraz zrobimy kawę. Wprawdzie nie mam kawy, filiżanek i pieniędzy, ale od czego jest nadrealizm, metafizyka, poetyka snów…”

Tadeusz Różewicz

Proces twórczy

Jedynie nocą

Bezpiecznie schowana

W mroku

Gwiezdnym pyłem

Otulona

Mocniej czuję

Bardziej drżę

Wrażliwością

Tylko wtedy

Wylewam wnętrze

Na biały papier

Słowo wstępu

Dziękuję Ci, że czytasz te słowa. Co prawda, pisałam do szuflady, ale odnalazł się klucz, a słowa są jak motyle — nie chcą mieszkać w szufladach.


Wiersze umieszczone w tym tomiku to płatki migdałka, którymi pragnę się z Tobą podzielić. Zerwij jeden, schowaj do kieszeni i niech Ci towarzyszy.


Życzę Ci dobrego czasu spędzonego na lekturze. Słowa mają moc. Niech zatem zamienią deszcz w słońce i dreszcz — wzruszeń i emocji w różnych odcieniach, a dosypane do kawy niech spowodują, że zatrzymasz się na chwilę i spojrzysz na świat inaczej, a może zachwycisz się światem?


Poezja jest dla mnie najpiękniejszą formą dialogu (bo płynie z serca do serca). Porozmawiamy?

Justyna

Trzepot motylich skrzydeł

By mieć dokąd pobiec

Lecz nie szukać wiatru w polu

Ani siebie innej


Komuś w oczy spojrzeć

I powiedzieć

Masz kolor nieboskłonu


A potem oprzeć serce

O niewidzialne

I miłość zrozumieć


Wtedy ujrzeć motyla

We wschodzącym

Słońcu


Pobiec za nim

Złapać, by przytulić

I puścić wolno


Kochając

Po prostu ufać

Bo potem będzie za późno


Łez do pary

Przyjdzie szukać

Próżno

Moje imię

Mego prawdziwego imienia nie znajdziesz

Ani w dokumentach

Ani w akcie urodzenia

By je poznać i odkryć, szukaj…


Wśród kropel rosy na łące w wiosenny poranek

Wśród gwiazd na błękitnym niebie w letni wieczór

Wśród kolorowych, jesiennych liści opadających z drzew

Wśród delikatnych płatków śniegu w zimową noc


Szukaj go…

W nieśmiałych uśmiechach

W radosnych oczu spojrzeniach

W pokoju znanym z dźwięków Mozarta

W zapisanych piórem poezji kartach

W czułości, marzeniach, wrażliwości

W wierze, nadziei, miłości


Na ławce kościelnej służącej za podporę

W ramionach wyrażających pokorę

Szukaj go…

Ale gdy już znajdziesz

I tak nie zdołasz go zapisać

Stwarzanie świata

Chciałabym uciec tam,

gdzie jedna jaskółka czyni wiosnę,

gdzie wilkiem nie jest

człowiek dla człowieka

i nie zgotował mu tego losu,

gdzie nie ma tego złego,

co by na dobre nie wyszło

i gdzie woda cicha

zostawia brzegi w spokoju


I jeszcze tam, gdzie diabeł

nie mówi dobranoc,

w ogóle nic nie mówi

i się nie odzywa,

bo nikt go nie słucha

i nikt nie jest w gorącej wodzie kąpany,

bo co nagle, to wiadomo jak


Nie chcę uciekać na koniec świata,

lecz na jego początek

i tam zacząć od nowa i na przekór,

chwalić dzień przed zachodem słońca,

nie palić mostów,

wchodzić ciągle do tej samej rzeki,

lecz umieć już w niej pływać


Uciec tam,

gdzie nic nie musi zabijać,

żebyśmy mogli się wzmocnić

Uciec tam,

gdzie silny i dobry,

to nie dwóch różnych ludzi

Uciec tam,

gdzie są pytania pilniejsze

od pytań naiwnych

Wierzę

Cicho klęczę w kaplicy

W Jego Oblicze wpatrzona

Do modlitwy ręce składam

Dogłębnie poruszona


Dziękuję

Tak modlitwę zaczynam

Wdzięczna za Jego obecność

Zachwycam się świata pięknem

Nim szepnę …


Przepraszam

Za wiele moich błędów

Zadanych ran i grzechów

Żałując płaczę

I błagam


Proszę

Pozwól mi Cię kochać

Zostań w moim życiu

Bez Ciebie nic nie znaczę

I słyszę ciche — wybaczę…


Wierzę

Że przez wszystkie życia drogi

Kroczysz wraz ze mną

Mój Boże…

Odnalazłam Cię w sobie

Widoki

Podświetlone gałęzie drzew

Słonecznym brokatem w zieleni

I wody czystej w fontannie śpiew

Kryształkami się mieni

Z niej czerpie gołąb biały

Zaspokaja pragnienie

Oto znaki zawarte w przestrzeni

Stałość, prawda, w czystości sumienie


I okiem Księżyca patrzy Bóg

Przez gwiazdy się uśmiecha

W noc ciemną czuwa, byś żyć mógł

By była w Tobie nadzieja


I Słońcem Bóg prowadzi

Rozświetla Tobie drogę

Otula Cię promieni ciepłem

Byś zrozumiał — bez wiary nic nie mogę


W ciszy Bóg swą miłość wyraża

W niej jest obecny, w ciszy wciąż trwa

I czeka aż Ty w ciszy swego serca

Odpowiesz Jemu — Tak!

Z moich prywatnych rozmów

Tajemnica się wyszeptała,

wyraz stał się wyrazem wyrazu:

Mimo strachu przed ciemnością

lubię te wędrówki dawno po zachodzie słońca,

nocami przenoszę się do miejsca

między chmurą a gwiazdą, w marzenia

i piję kawę z księżycem,

smakuje wtedy jak niebo,

upita szczęściem szczerze wyznaję,

bez owijania w chmury i wykrzyknikowo,

że świat jest piękny!

A radość czerpię z deszczu, gwiazd,

dobrych ludzi i mleczka w tubce,

co daje efekt słoneczny

i nakłania do rozdawania promieni

Media

Prawy do lewego (nie pasuje),

a wszystko co lewe źle mi się kojarzy,

fakty pozbawione faktyczności,

obrazoburstwa zamiast obrazu,

mamy skrzydła, a zabraniają nam latać —

pomyślał ktoś bawiący się w dziennikarza,

ale i tak nie wzleci,

bo więcej wydechów niż wdechów w płuca

(więcej paplaniny, mniej czerpania wiedzy),

zero może być jednak ujemne,

ale kłamstwo nigdy nie stanie się prawdą

Tabernakulum serca

Spalę kartki pychą zapisane

i biały obrus poplamiony kłamstwem,

okruchy pachnącego chleba jednak zostawię,

wyrzucić je to jakby podeptać o miłości pamięć


Zakurzone gniewem firanki wypiorę

i okno otworzę na oścież,

by ciężkie powietrze lenistwa i zaniedbania

jak najszybciej przegonić


Zaproszę za to promienie słońca,

by były światłem i drogą,

a także śpiew ptaków i drzew,

co stworzyć skromną, lecz piękną melodię mogą


Pozbieram z podłogi odłamki szkła,

by nikogo już nie zranić,

podnosząc — każdy z nich ucałuję,

będą potrafili wybaczyć?


Na parapecie umieszczę białą lilię — myśli czyste,

zakopując głęboko w ziemi żal i krzywdę,

podlewać będę miłością, a nie lękiem,

by rozkwitały pełne ufności — piękne


Poprzesuwam meble,

by złą myśl, uczynek, zaniedbanie

zamienić na szczerą modlitwę,

tęsknotę za Bogiem i ludzi kochanie


Robię porządek,

by w moim sercu

zamieszkać mógł Bóg —

dla niego szykuję to mieszkanie


Wiem… nigdy nie będzie tak czysto,

że nieskazitelnie jak łza,

kolejny upadek ze mnie drwi, a mimo to

sam Pan Jezus zapukał do serca drzwi


Biegnę otworzyć z miotełką w dłoni i w rękawicach,

by sprzątać po swej niedoskonałości i niemocy

każdego dnia i każdej nocy,

aż nadejdzie pora czysta


Czy wiesz… że moje i Twoje serce to Tabernakulum?

Dlaczego zatem — Pan Jezus wciąż stoi na progu i kołacze?

Piekarnia dobra

Gdyby życie było piekarnią,

a człowiek każdy — piekarzem,

to nie byłoby już przykrych zdarzeń,

dzielilibyśmy się wzajemnie chlebem:


białą kromką nadziei,

złocistą skórką uśmiechu,

niezliczonymi okruchami miłości,

nawet piętką — spokojnego oddechu


Ach jak byłoby wspaniale!

Przypominać: bądź dobry tak jak chleb

konieczne nie byłoby wcale!

Bo Pan jest jak chleb dobry —

każdy wiedziałby doskonale


Otwórzmy zatem piekarnie,

by w codzienności, na każdym rogu,

w każdym zwyczajnym miejscu

Bogiem pachniało już na samym progu

i po naszym wyjściu

Oswojenie lęku

W ostatniej ławce kościoła

ze spuszczoną głową

i strachem w oczach

lęk siedzi i szeptem woła


Tak cicho, bo boi się opinii

ludzi, lecz nikt nie słyszy,

jedynie Pan Bóg pochyla się nad nim

i wszystko rozumie w tej ciszy


Dostrzega w oczach lęku pytanie:

— „pomożesz, bo sam już nie mogę”?

Czule ociera mu łzy, odpowiedź podaje:

— „moje dziecko, pomogę, zawsze Ci pomogę”


Podaje mu dłoń,

lęk z kolan wstaje,

już się nie boi,

bo razem podążają dalej

W samotności

W samotności

tak bardzo niekochanej,

niepragnionej,

niewyczekiwanej,

nazywanej beznadziejną

i ciężarem…

jest szansa

na spotkanie

drugiego człowieka

samego Boga

i siebie samej

po drugiej stronie…

wystarczy zrobić krok

Poranek

Bo tak cudownie wstać rano,

kiedy zaczyna świtać,

Tato szepnąć do Boga,

uśmiechem Go przywitać


Do stołu później zasiąść,

który nakryły Anioły,

przy talerzu umieściły Boże Słowo —

prawdę prostą jak kawałek chleba

…czy czegoś więcej w życiu nam trzeba?

Wschód — zachód

Słońce wschodzi z pośpiechem

niosąc światło i blask,

by być wyżej nieba i bliżej…

wskazując na hojność Jego łask


Zachodzi za to barwami,

zupełnie cicho, lecz pięknie,

zawsze tymi samymi torami

wraca na spoczynek niezmiennie


Zatrzymaj się i spójrz na horyzont,

patrz aż w zadziwieniu uklękniesz,

wtedy tę prawdę odkryjesz,

po co i dla kogo żyjesz

i jak to jest żyć pięknie


I tak jak słońce na niebie

odkryjesz swego życia tor właściwy,

że wszystko pochodzi od Boga

i wrócisz do niego szczęśliwy

Popatrz na Krzyż

Jesteś tak cenny, jak cenna była Krew Chrystusa

Jesteś zapisany w Jego sercu,

wyryty na Jego dłoniach

Tak bardzo, że posłał swego Syna na Krzyż —

Tak właśnie Pan Bóg Cię kocha

Nieskończona miłość

Jakie to niesamowite!

Zrozumiałam to, co do tej pory

tajemnicą było spowite


Pamiętasz o mnie,

a winy moje wciąż zapominasz,

stwarzasz we mnie nowe serce czyste,

brudnego nie wypominasz


Zsyłasz na mnie deszcz gwiazd,

a ja tak często nie zauważam

wspaniałych Twoich łask,

spadają na ziemię nieodkryte i bezimienne


Ty również codziennie

podnosisz mnie z upadków i kolan,

a ja tak często nie potrafię

upaść na kolana z powrotem i podziękować


Ile to razy czekałeś na mnie

ukryty w bieli Chleba,

a ja uparcie wmawiałam sobie,

że wiem, czego mi potrzeba


Jak wiele jeszcze razy

będziesz mi Ty —

Wszechmogący Bóg

usuwał niebezpieczeństwa spod nóg?


Słyszę jak szepczesz do mnie:

„Ja, Bóg pełen miłości

kładę przed Tobą dywan z pachnących róż”,

choć zasługuję na kolce


I tak często z brudnymi butami

na niego wchodzę,

Ty kochać mnie nie przestajesz,

łagodnie mówisz dalej:


„Nawet jeśli podepczesz, nie szkodzi,

gdy krok twój niepewny i chwiejny,

rozłożę dywanu miłości

kawałek kolejny”

Pościg

Czy potrzebna mi: na pewno żeby istnieć

kolejna rola,

że tak muszę, myślałam,

już nie gonię

Wspomnienie

Za nami utrzymał się spadający z oknem

Na niesprzyjającą z uwagi temperaturę,

To wspomnienie, widząc zbyt długo nieba —

pozostaje biały puch, śnieg

Wyobraźnia

Codziennie patrz na świat,

jakbyś nie widział go wcześniej

i nigdy już miał nie zobaczyć


Motyl to latający kwiat —

nie rzucaj cudu na wiatr,

samolot na niebie biały welon maluje,

który jak cukrowa wata smakuje


Spróbuj, nie bój się wyobrażeń

są one potrzebne — do spełnienia marzeń

Arkadia błękitu

Bądź niebem

Nieskazitelnym i przejrzystym

Zawsze blisko Boga

I pozwalaj patrzeć sobie w oczy

Głębiej

Bym mogła dostrzec w nich

Iskrę mądrości i dobra

Gdy wieczorem spojrzysz na nieboskłon

O pięknych gwiazdach pamiętaj

Noszą imiona Miłość, Wiara, Nadzieja

Które zaszczepiłeś w ludzkie serca

Posłuchaj jak z wdzięczności cicho szepczę:

Jakie to szczęście, że po prostu jesteś

Obyś zawsze miał swój kawałek nieba na ziemi

I był tym niebem dla innych ludzi

Niech radość i zachwyt z bliskości Boga

W naszych sercach codziennie się budzi

Odrzucenie

Dotykałam

Opuszkami palców

Było dzikie

Nieokiełznane

I drżało kolcami

Jak jeż

Chciałam odrzucić

Pozbyć się

Tak łatwo zamknąć oczy

Zmienić kierunek

Inny film przywołać

Zanim zrozumiałam

Że jest moje

I błaga o miłość

Grzech

Podniesie głowę

Rozpuści włosy

Zatrzepocze rzęsami

Uchyli ust

Czerwienią szminki

Splami koszulę

Cała ubierze się w grzech

Czerwony

I pójdzie

Przed siebie

I przejdzie

Po pasach

Na czerwonym świetle

Bezgraniczny ocean

Na stromym zboczu

Bezgranicznego oceanu

Upadła z bezsilności


Porywisty wiatr

Nie był w stanie rozwiać

Rozpaczliwych myśli


A szum wody

Nie zadziałał kojąco

Na poranioną duszę


Kapnęła łza do oceanu

Gdy ją odnajdzie

Przestanie kochać

Niemy krzyk

Ściany krzyczą

Słyszysz?

Dlaczego prawo głosu

miałoby zostać im odebrane?

Pęknięcie?

To nie plaster na ustach

Nie…

To usta otwarte

Chcące mówić

Krzyczą!

Ale nikt nie słucha

Pęknięcie, zdarta tapeta, szara plama

To słowa, szept, emocje

Nie słyszysz?

Naprawdę nie słyszysz jak krzyczą?

Ściana nie jest już ścianą

Ani murem, ani silną konstrukcją

Cii… słyszysz te strugi farby?

Łzy…

To ściana płaczu

Dekalog

Mam dla Was dziesięć prezentów —

powiedział Pan Bóg któregoś dnia

I w Swej wielkiej miłości

Kamienną tablicę nam dał

Pora, by je odpakować

I pięknie żyć spróbować,

I odtąd pamiętać co dnia:


Po dziesiąte i dziewiąte: wszystko już masz,

Bo Bóg hojnie Cię obdarował,

we wszystkie ze swoich darów i łask

Niczego Ci nie zabraknie, nie musisz się martwić,

niczego poza Bogiem innego nie pragnij


Po ósme: nauczył Cię Bóg pięknych słów,

znasz komplementy, zachwyty, pochwały,

znasz również treści modlitwy blask,

w słowniku, który dostałeś w prezencie

nie ma oszczerstw, obelg i kłamstw


Po siódme: Jesteś wspaniały,

lecz masz delikatne sumienie,

oczyścić je możesz w spowiedzi,

by nadeszło Zbawienie,

nie zabijaj w nikim tej nadziei


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 28.9