E-book
20.48
drukowana A5
51.06
PLAN

Bezpłatny fragment - PLAN


Objętość:
287 str.
ISBN:
978-83-8221-056-9
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 51.06

— Tylko o mnie nie zapomnij, jak już będziesz sławna!

— Nigdy w życiu — podekscytowana Alicja obiecała koleżance i obie dziewczyny zaczęły głośno piszczeć z radości. W dłoniach kurczowo trzymały karty pokładowe oraz paszporty. Ich lot z Warszawy do Los Angeles właśnie rozpoczynał ostatnią odprawę.


Miasto aniołów czekało.


— Nie mogę uwierzyć, że minął już miesiąc — westchnęła Ewa do koleżanki, która właśnie weszła do mieszkania. Odchyliła się w tył w swoim fotelu i przetarła zmęczone od laptopa oczy.

— Ja też — przytaknęła Alicja, kładąc torebkę na szafce przy drzwiach. — Jesteśmy tu już 30 dni i do niczego nie doszłyśmy, a z tym tempem, to może z nim pogadam za rok.

— Ej, ej, ej! Jak to nic. Osiągnęłyśmy już całkiem sporo — uspokajała koleżankę zamykając na chwilę laptopa.

— Yhym. Czyli co dokładnie? — zapytała podminowana. Dłońmi zaczęła rozmasowywać skronie próbując pozbyć się okropnego bólu głowy, który nie opuszczał jej od południa.

— Przecież widujesz go codzienne, a samo to już dużo znaczy — oznajmiła rzeczowo Ewa. — Mamy również jego numer telefonu. Nie żadnego menadżera, coacha czy Bóg tam wie kogo, tylko do niego samego, więc nie gadaj, że to jest nic. Wiesz jak ciężko było go zdobyć?

— Oj przecież, że wiem. Tylko… — Alicja usiadła w fotelu na przeciw i kontynuowała. — Sądziłam tylko, że wszystko będzie sié działo szybciej, że nabierze tempa, podczas gdy ja, czuję jakbyśmy stały w miejscu.

— Całkowicie ciebie rozumiem, też miewam chwile zwątpienia, ale mamy super plan i musimy się go trzymać ­– przypomniała. — Mam ci go pokazać? Nie możemy się z niczym spieszyć.

— Tak wiem — ciężko westchnęła czując wewnętrznie totalny dół. Chciało się jej płakać i nic nie mogła na to poradzić. Sytuacją zaczynała ją przerastać.

Ewa przyglądała się koleżance w milczeniu. Szczupła, wysoka brunetka o niemożliwie pięknych rysach twarzy, z łatwością mogła mieć każdego, a ona się uparła na Victora, przeciętnie wyglądającego aktora. Fakt w ciągu ostatnich lat wskoczył do szeregu najlbardziej popularnych gwiazd Hollywood, ale nie zmienia to faktu, że oczy Ewy widziały przystojniejszych mężczyzn.

— Zjemy coś? — zaproponowała krótkowłosa Ewa. — Zrobiłam twój ulubiony bigos, wersja oczywiście oszczędna, bo prawie bez mięsa, ale smakuje niemal tak samo — uprzedziła przesadnie radośnie i odłożyła laptopa na podłogę. Wstając wyciągnęła rękę w stronę koleżanki. — Zaufaj mi, zjesz coś i od razu wszystko nabierze kolorów, jak po najleprzych pigułkach. Jeszcze zobaczysz różowe słonie chodzące po ścianach — zażartowała głośno się śmiejąc. Chciała poprawić koleżance humor za wszelką cenę.

— Wiedziałam, że źle gotujesz, ale żeby aż tak? Halucynacje po bigosie? — Alicja posłuchała się niechętnie i razem poszły do ciasnej kuchni. Pomieszczenie wyglądało jakby ktoś planując mieszkanie przypomniał sobie o kuchni na samym końcu i wcisną ją w jeden z kątów mini salonu.

Trzy jasnozielone szafki z kremowym blatem, służyły do wszystkiego. Począwszy od przygotowywania jedzenia, poprzez stół aż do miejsca gdzie leży wyciągnięte z pralki pranie. Obok stała najmniejsza lodówka świata, na której w cudowny sposób zainstalowano kuchenkę elektryczną na dwa palniki.

Alicja stała pod ścianą pozwalając Ewie podgrzać obiad. Wiedziała, że nie ma powodu by być w dołku, a za parę dni sytuacją zacznie się rozkręcać na dobre, ale tego dnia miała ciężki dzień w pracy. Jej ostatnia klientka wprost nie mogła uwierzyć, że ona nie robi tatuaży tylko obsługuje klientów. — Przecież to skandal! — wykrzyknęła, kiedy sam właściciel salonu zaproponował jej inny termin, gdyż do końca dnia nikt nie zdąży wykonać jej wymyślnego pomysłu. Groziła oczywiście, że nigdy więcej tu nie przyjdzie oraz, że wszędzie będzie wystawać negatywną opinię na temat salonu, ale na szczęście, szef Nick, pozostał nieugięty.

Alicja pierwszy raz miała kontakt z tak nieuprzejmą osobą, dlatego nie była jeszcze odporna na ludzką głupotę i wszystko brała do siebie.

— Gotowe — oznajmiła Ewa wyrywając Alicją ze stanu otępienia, w którym była przez chwilę. Stała oparta o futrynę przyglądając się jak Ewa nakłada im solidne porcje wprost z patelni, po czym obie wróciły do salonu gdzie zajęły się jedzeniem. Ciasna kuchnia bez okna oraz składane krzesełka wędkarskie, nie zachęcały do spożywania w niej jakiegokolwiek posiłku.

— Dzwoniłam dzisiaj do domu. Moja mama była przedwczoraj u twojej — odezwała się Ewa, kiedy jej talerz był już niemal pusty.

— I co tam u nich? — zapytała Alicja mając pełną buzię jedzenia. Kolejna porcja bigosu już czekała na widelcu.

— Przemek cię szuka — oznajmiła. — Był u ciebie parę razy.

— A temu, co się stało? Po miesiącu sobie przypomniał?

— Na to wygląda. Chyba w końcu się zorientował, że nie jesteście już parą — zaśmiała się. — Jak dla mnie on nigdy nie był za bystry, ale w końcu to sportowiec, więc czego się spodziewać — dodała i pokój się wypełnił dziewczęcym śmiechem. — Czyli nic mu nie powiedziałaś o swoich planach?

— Co niby miałabym mu powiedzieć? Że rzucam wszystko i lecę do stanów, bo zamierzam żyć teraz w Hollywood?

— No coś w ten deseń — wyjaśniła uśmiechając się zaczepnie. — Już widzę jego minę. Uniesione do góry brwi w wyrazie głębokiego zaskoczenia i szeroko otwartą buzią jak u ryby.

— Hahaha. Na pewno tak by było, jeżeliby załapał oczywiście, bo czasem to ciężko z nim było — powiedziała Alicja patrząc na Ewę, która wciąż parodiowała chłopaka.

— Ja nie wiem jak ty z nim tyle wytrzymałaś? Cztery lata to szmat czasu.

— Jakoś to było. Mało gadania, dużo seksu.

— A z Victorem to mogłabyś? — dopytywała się zaciekawiona. Dziewczyny znały się od przedszkola, więc mogła pytać o wszystko.

— Łuuu! Z nim to mogłabym z pięć razy dziennie — wyjaśniła bez skrępowania i rozmarzonym wzrokiem spojrzała na koleżankę. Uśmiech pojawił się na jej twarzy. — On jest taki boski po prostu — westchnęła rozmarzona. — Już ja bym z nim poszła w takie tango…

— No ładnie. Tylko dzieciaka od razu nie zmajstruj, bo cały nasz plan weźmie w łeb — przypomniała Ewa odstawiając pusty talerz na podłogę obok laptopa. — Musimy jak najszybciej skombinować chociaż mały stolik, bo tak dalej nie idzie żyć, wszystko leży na ziemi — oznajmiła.

— Jutro się tym zajmę po bieganiu.

— Super. To co? Może nałożysz różowy top? — zapytała, prawie że flirtownie.

— Już? — Alicja zaskoczona tak nagłą propozycją koleżanki, aż zmarła w pół ruchu i trochę bigosu spadło jej na koszulę.

— Czas najwyższy, by zacząć działać, a za tydzień zarzucamy przynętę — oznajmiła wesoło patrząc jak twarz koleżanki zaczyna się zmieniać. Wyraz zadowolenia mówił sam za siebie, co sądzi o tej propozycji. Tak, mogą sobie przecież pozwolić na małą ekspozycję biustu Alicji.

— Serio? Tak serio, serio? — nie dowierzała. — Mogę w końcu ubrać się w coś bardziej seksownego niż szorty i koszulka rozmiaru xxl?

— Kiedy ty w ogóle taką miałaś na sobie? Wszystkie były L — ki, a czasem to i M — ki.

— Ale wisiały na mnie podobnie — rzuciła wesoło zaczesując włosy w niedbały kok na czubku głowy. Cała podekscytowana zaczęła planować jutrzejszy poranek. — To co, może jakieś legginsy do tego?

— Nie przeginaj. On ma ciebie zacząć zauważać, a nie rzucić się na ciebie w krzakach.

— Oj no weź, prooooszę… — błagała koleżankę by ta nagięła ich plan i pozwoliła jej ubrać się w coś bardziej zwracającego uwagę.

— Ali, różowy top na razie wystarczy. Lekko zwróci jego uwagę, ale nie aż tak, by zaczął cię później rozpoznawać na ulicy — wyjaśniła. — Poza tym, zaczniemy cię ubierać już bardziej odpowiednio.

— Czyli jak dokładnie?

— Jutro różowy, bardziej obcisły top, by w końcu zobaczył zarys twego biustu, ale za to, te same luźne spodenki i oczywiście zielone słuchawki. To twój znak rozpoznawczy — mówiła energicznie jakby właśnie wygłaszała ważną mowę na spotkaniu partyjnym. — Następnego dnia również tylko opięty top, ale za to później będziesz mogła nakładać krótsze szorty.

— Jednocześnie? — niedowierzała swemu szczęściu. Rozradowana zupełnie straciła apetyt i zostawiła niedokończony obiad na talerzu.

— Nosz gdzież jednocześnie, na przemian. Odstawić się będziesz mogła dopiero po spotkaniu.

— Yh, ty to zawsze coś wymyślisz…

— Ja po prostu trzymam oczy na naszym celu głuptasie — wyjaśniła rzucając w koleżankę włochatą poduszką, na której wcześniej postawiła sobie gorący talerz z jedzeniem.


***

— No i? Gapił się czy nie? — zapytała Ewa do słuchawki telefonu. Zawsze przechodziła od razu do tematu nie tracąc czasu na coś tak nieistotnego jak „cześć”.

— Nie wiem, nie widziałam — odparła szczerze Alicja. Od całych dwóch minut siedziała w swoim ulubionym, miękki fotelu przy oknie w jednej z lokalnych kawiarni i jej koleżanka doskonale o tym wiedziała, 7:13 czas na kawę i mały deser.

— Jak to? Nie widziałaś jego oczu? — niedowierzała.

— Nie, bo zawsze nosi okulary przeciwsłoneczne.

— A z twarzy, z mimiki? Nic?

— Oh! Toż ci mówię, że nic. Jakby było"coś” to bym ci o tym powiedziała — tłumaczyła wyraźnie zszokowanej koleżance. — Wiesz okulary, zarost no i dzisiaj jeszcze miał kaptur, więc nic nie mogłam dojrzeć przez te pół sekundy jak się mijamy.

— A to on w ogóle? — zapytała rzeczowo Ewa. — Może to zwykły menel, a ty się nim tak podniecasz.

— On — oznajmiła krótko biorąc łyk kawy. Przyjemny, gorzki smak napoju prawie poparzył jej język, ale wytrzymała.

— No dobra, skąd to wiesz? — zapytała wciąż leżąc w swoim łóżku. — Ma jakiś znak szczególny? Blizna? Tatuaż?

— Ma tatuaż osy na wewnętrznej stronie przedramienia. Tak przy zgięciu ręki.

— Okej, okej. To już przynajmniej coś. Widzisz go codziennie i raczej dokładnie, tak? — dopytywała się lekko zaniepokojona.

— Właściwie to tylko raz go widziałam. Na początku. — Cisza w słuchawce mówiła aż nadto, co jej koleżanka właśnie sobie myśli. — Siedzimy tu już ponad miesiąc, a może w ogóle to nie Victor?! Oczywiście między słowami byłoby pełno wulgaryzmów, dlatego Alicja zaczęła się tłumaczyć sama. — Bo my się mijamy po tej stronie, na której on ma tatuaż i nic nie widzę gdyż jest od środka przedramienia.

— No dobra, to zrobimy tak, jutro mam wolne i go sprawdzamy tak na maxa, bo jak to nie on, to tylko tracimy czas.

— Wiem — westchnęła Alicja mając mieszane uczucia. Z jednej strony cieszyła się, że Ewa tak dobrze to zniosła, ale z drugiej obawiała się, co jeśli to jednak nie będzie on? Gdzie teraz znajdą prawdziwego Victora?


***

Siódma rano. Poniedziałek.

Mały, ciemno granatowy ford stał zaparkowany pod północnym wyjściem z parku. Siedząca w nim młoda kobieta, najwyraźniej nie należała do grupy rannych ptaszków, gdyż raz po raz ziewała i wciąż tarła palcami oczy by się dobudzić. Piękne, poranne słońce również na nią nie działało.

— Kurczę Ewka obudź się do jasnej ciasnej, bo jak dziś coś przegapisz, to będziesz musiała wstać ponownie jutro. — Mówiąc to energicznie poszczypała się po policzkach i spojrzała w lusterko. — Tak, teraz to wyglądam bosko po prostu — powiedziała smętne do samej siebie. Widok policzków równie czerwonych jak włosy, stanowczo nie był tym, jaki chciałaby widzieć, ale z pewnością dopełniał wyglądu. Napuchnięte, zaspane oczy bez żadnego eyelinera czy sztucznych rzęs zmusiły ją do raptownego zamknięcia lusterka dzięki, czemu zobaczyła jak Victor wbieguje do parku.

— Alicja? — wywołała przez telefon koleżankę.

— Tak? Co się dzieje?

— Sikorka wleciała do klatki — oznajmiła Ewa sięgając do siedzenia pasażera po lornetkę.

— Ale mówisz szyfrem — roześmiała się wesoło nie zmieniając tempa swego biegu. Zielony zestaw słuchawkowy pasował idealnie do tego typu rozmów.

— Victor albo i też nie, ma dzisiaj na sobie tylko koszulkę, więc nie powinno być ci ciężko coś zobaczyć.

— Łuhu! Nie sądziłam, że aż tak szybko ściągnie spodnie, ale już niech mu będzie, przynajmniej sobie popatrzę — zażartowała przeskakując nad większym kamieniem.

— Ej skup się! — upomniała koleżankę obserwując ją z dystansu. — Jak to naprawdę jest on, to wkrótce będziesz sobie mogła patrzeć, lizać, gryźć cokolwiek tam chcesz, ale do tego czasu pełen profesjonalizm. Pamiętaj!

— Tak jest! — Alicja zasalutowała w powietrzu w stronę koleżanki, co rozbawiło obie dziewczyny.

Do „spotkania” pozostało jeszcze niecałe cztery minuty. Victor okrążał właśnie dużą fontannę, o tak wczesnej porze jeszcze niewłączonej, a Alicja zbiegła z mostku, pod którym płynęła średniej szerokości rzeka. Przed nią ostatnia prosta w cieniu wysokich drzew.

— Gotowa? — zapytała szeptem poddenerwowana Ewa.

— A jakżeby inaczej.

— Super, to wóz albo przewóz. Teraz się wszystko okaże, tylko nie zapomnij o zamianie stron, bo znowu nic nie zobaczysz.

— Nic się nie bój, pamiętam.

Wysoki mężczyzna w ciemnych szortach addidasa oraz luźnej, białej koszulce, pojawił się na przeciw Alicji delikatnie później niż zazwyczaj.

Dzielący ich dystans był na tyle duży, iż dziewczyna mogła sobie na spokojnie obserwować jak obiekt jej westchnień zbliża się do niej rytmicznie.

Tego dnia wyglądał na odrobine bardziej zadbanego, przede wszystkim przystrzygł swoją brodę oraz zaczesał swoje ciemno blond włosy w gładki kucyk. Do tego oczywiście nałożył swoje ulubione okulary przeciwsłoneczne z niebiesko — żółtymi szkłami. Tego dnia wyglądał po prostu bosko, jak podsumowała później Alicja do koleżanki.

— Ej!? Co on zrobił? — zapytała zaskoczona Ewa obserwując całe zajście przez lornetkę.

— No i kurczę mamy problem. On przebiegł na swoją stronę! Co mam teraz zrobić? Przebiec po trawie żebym była od zewnętrznej? — zapytała cicho niepewna.

— Nie, nie powinnyśmy zwracać na siebie uwagi — ostrzegła. — Gdybyś teraz znowu zmieniła tor, to on na pewno zacząłby się zastanawiać.

— On? To ja się zastanawiam, czemu tak zrobił?

— Nie wiem, może ma lepszy profil z twojej strony? Może nie widzi na jedno oko? Nie ważne, biegnij jak gdyby nigdy nic i zobaczymy jak to będzie. Spokojnie. Trzymaj rytm.

Alicja posłusznie biegła swoim torem udając, że właśnie mijany przez nią mężczyzna nic dla niej nie znaczy. Lekki bieg, spokojny oddech, przyjemny, delikatnie uśmiechnięty wyraz twarzy — tak miała się prezentować w tym właśnie jednym momencie.

Ich półsekundowe „spotkanie” dobiegło końca, ale Ewa na wszelki wypadek wolała jeszcze poczekać zanim zada koleżance nurtujące ją pytanie, zupełnie tak jakby Victor będąc już tak daleko od Alicji mógł cokolwiek usłyszeć.

— Okej, widziałam coś na jego przedramieniu — odezwała się Alicja zbliżając się do wyjścia z parku.

— To znaczy? Tatuaż osy?

— Być może, kształt był nawet podobny i we właściwym miejscu, ale szczegółów nie dojrzałam.

— Boże! Ja to załatwię — odparła zdenerwowana Ewa — Musimy być całkowicie pewne. — Zakończyła rozmowę i zaczęła szukać kartki oraz długopisu. Autograf rozwieje ich wątpliwości całkowicie. Dla pewności spojrzała jeszcze raz przez lornetkę na wysokiego mężczyznę w biegu, miała jeszcze kwadrans.

Kiedy Alicja w napięciu oczekiwała telefonu od koleżanki, ta właśnie wracała do samochodu. Otworzyła drzwi i usiadła za kierownicą rzucając zmięty, niepodpisany paragon na siedzenie obok.

Nie była pewna, co ma sądzić o sytuacji, która właśnie miała miejsce. Zdezorientowana odpaliła papierosa i porządnie się nim zaciągnęła. — No i co teraz? Co kurwa teraz? — zapytała samą siebie ponownie przykładając papierosa do wąskich ust. Cicha wibracja oraz piosenka Rihanny „We found the love” otrzeźwiły Ewę na tyle, by mogła zacząć myśleć jak zawsze. Odpaliła silnik i przejechała dwie ulice dalej, gdzie zaniepokojona Alicja siedziała próbując dodzwonić się do koleżanki.

Zaparkowała samochód bardziej machinalnie niż świadomie, po czym weszła do przytulnej kawiarni z kolorowymi światełkami — bombkami zawieszonymi pod sufitem. Odnalazła koleżankę bez trudu i ciężko usiadł na przeciwko.

— Boże drogi Ewka, co się dzieje? Wyglądasz jakbyś spowodowała wypadek samochodowy i nie ogarniała sytuacji — oznajmiła Alicja widząc koleżankę.

— Czy jest możliwość by ten twój Victor miał dziewczynę? — zapytała patrząc prosto w duże, niemożliwie błękitne oczy przyjaciółki.

— Wszystko jest możliwe, ale z tego co wiem to nikogo teraz nie ma.

— Chyba raczej ma, bo po naszej ostatniej rozmowie postanowiłam pójść i poprosić go o autograf, ale przy wyjściu z parku jakaś mulatka podeszła do niego. Przytulili się i razem wsiedli do jej limuzyny. Wiesz o co tu chodzi?

— A jak wyglądała? — zapytała zaciekawiona.

— Bez szpilek chyba mojego wzrostu, ale ciężko dokładnie powiedzieć. Poza tym krótkie jak u chłopaka włosy, kręcone, ciemny blond albo jasny brąz jak wolisz. Takie, że kolorem niemal zlewały się z jej cerą.

Alicja słuchając Ewy chwyciła za leżący na stoliku telefon i zaczęła przeglądać Internet. W jej głowie pojawił się obraz kobiety podobnej do rysopisy, ale musiała to sprawdzić. — No coś jeszcze? Jak była ubrana, jakiej marki miała limuzynę, sama prowadziła? Ktoś jeszcze był z nimi w samochodzie?

— Sama i nikogo innego nie widziałam. Co miała na sobie… Jasne obcisłe dżinsy i bluzkę, która bardziej przypominała same sznurki, bo widać jej było niemal cały biust, a dodam, że nie miała na sobie stanika.

— Haha. To już chyba wiem o kogo chodzi — zaśmiała się Alicja i sięgnęła po kawałek swego ciasta. Rozbawiona czekała na wyświetlenie strony, po czym zwróciła się do Ewy pokazując w jej stronę telefon

— To ona?

— Tak. Skąd wiesz? Kto to? — pytała zszokowana tak szybką i trafną odpowiedzią na jej rozterki.

— To Beatte. Jego menadżerka.

— Tylko? Tak go przywitała, że mi samej zrobiło się gorąco — odparła zdenerwowanym tonem, jakby to była wina Alicji. Oparła się na siedzeniu i wyjrzała przez duże okno. Zamyśleni ludzie pędzili przed siebie albo sprawdzali coś na telefonach.

— Niby coś tam kiedyś było między nimi, ale zerwali z dobre trzy lata temu. Podobno ona chciała ślubu oraz dzieci, a on wołał skupić się na karierze.

— I co? Teraz tylko razem pracują? Przecież to chore.

— Chore czy też nie, ale po niej miał parę innych dziewczyn, więc chyba zrozumiała, że go straciła.

— Nie byłabym tego taka pewna — powiedziała rozdrażniona. — Kolejna przeszkoda, a miało być tak pięknie i prosto.

— Takie jest życie, a poza tym i tak będzie mój, zobaczysz.

— Hm… Wiem, ty zawsze dostajesz to, czego chcesz — przyznała wciąż nie patrząc na koleżankę, która kończyła właśnie swój czekoladowy deser. — Czyli to na pewno on, tak?

— Na sto procent — przytaknęła z pełną buzią.

— W takim razie ruszamy z planem. Jeszcze dziś do niego zadzwonię i umówię nas na sobotę — oznajmiła wstając.

— Serio? Mówisz poważnie?

— A na co mamy dłużej czekać, aż któraś laska się koło niego zakręci? Wystarczy, że pracuje ze swoją byłą. Kto wie, co oni razem wyprawiają.

— Jej! — wykrzyknęła podekscytowana Alicja również wstając.

— A ty co robisz? Powinnaś pobyć tu jeszcze z pół godziny. Musimy się trzymać planu.

— W pół godziny to ja zdążę oblecieć dwa sklepy. Bo chyba nie sądzisz, że mam w co się ubrać na tak ważne spotkanie.

— Boże, ty to się nigdy nie zmienisz — westchnęła i razem opuściły Le Choc, ulubioną kawiarenkę okolicznych mieszkańców, a teraz również i Alicji.


***

Sobota, 14:15

Kolejny upalny dzień sierpnia doskwierał Ewie tego dnia jakoś bardziej niż zazwyczaj. Łatwo się denerwowała i była dziwnie niespokojna. Nie potrafiła się skupić na dłużej niż parę sekund i to dodatkowo ją irytowało. Może to przez niewyspanie, a może, chociaż nawet przed samą sobą by się do tego nie przyznała, obawiała się jak zaraz potoczą się ich losy? Życie Alicji oraz jej, za parę chwil może ulec całkowitej zmianie i ona nie ma na to już aż takiego wpływu, jaki by chciała mieć. Fakt, zgodziła się na tak szalony pomysł koleżanki, by rzucić wszystko i podbić Hollywood, ale wówczas myślała, że chodzi jej bardziej o szkołę aktorską i castingi, a nie uwiedzenie oraz usidlenie top aktora. I ona dała się na to namówić? Powinna była jej odmówić, miała przecież dobrą posadkę w banku z wizją wcześniejszych awansów, a tymczasem co robi ze swoim życiem? Pracuje w podrzędnej restauracji w dodatku w połowie nielegalnie i musi się jeszcze dzielić swoimi napiwkami. Koszmar jakiś! Przyjaźń też powinna mieć swoje granice! –pomyślała poddenerwowana i odwróciła głowę od okna. Ruch na ulicy jeszcze bardziej ją nakręcał.

W głowie raz po raz słyszała napomnienia typu „uspokój się” oraz „opanuj się”, ale pozostawała na nie głucha i nic nie mogła na to poradzić.

Nieświadomie poprawiła czarną, skórzaną bransoletkę na lewej ręce i sięgnęła do wysokiej szklanki z mrożoną kawą. Lody waniliowe zaczynały się już roztapiać dając sygnał, iż można pić. Zassała przyjemny, gorzko — słodki napój i spojrzała na wchodząca do kawiarni dziewczynę.

Spokój, który wówczas poczuła zagłuszył wszystko, złość, rozterki oraz rozdrażnienie… Na powrót była w domu.

Smukła brunetka spojrzała na nią tylko raz, po czym skierowała się w stronę baru.

Tego dnia, wyjątkowo, kawiarenka była pełna ludzi i gdyby nie znaczek rezerwacji na trzech wysokich krzesłach przy barze, to i ona nie miałaby gdzie usiąść.

Z gracją zajęła pierwsze miejsce i oparła swe długie nogi na metalowym szczeblu drugiego. Modne sandały w cielistym kolorze oraz dżinsowe szorty z lekko podwiniętymi nogawkami, podkreślały każdy centymetr jej niezwykle zgrabnych, długich nóg.

Wolno położyła zielone słuchawki, niemy znak rozpoznawczy, na blat baru, na co barman tylko skinął porozumiewawczo głową mówiąc zdawkowe „witam”.

— Boniu jak gorąco — powiedziała cicho Ewa do zestawu mówiącego, który pozwalał siedzącej przy barze Alicji słyszeć każde słowo koleżanki. Słuchawka w jej uchu pasowała idealnie, a na dodatek nikt jej nie widział spod rozpuszczonych, gęstych włosów. To, że nie mogła niczego odpowiedzieć, gdyż wyglądałaby dziwnie mówiąc publicznie do samej siebie, to inna historia.

Alicja spojrzała na zegarek, 14:54. Jeszcze sześć minut do umówionego, fałszywego spotkania. Dziwiło ją to, że nie czuła się ani trochę zdenerwowana, wręcz odwrotnie, chciała to wszystko mieć już za sobą i czekać na jego ruch.

Barman John, postawił wysoki, szklany kubek z gorącą czekoladą oraz bitą śmietaną na przeciw Alicji i już nabierał w płuca powietrza by coś zagadać, kiedy rozległ się dźwięk tłuczonego szkła przy jednym ze stolików pod ścianą. Niepocieszony sięgnął po zmiotkę i szufelkę, po czym ruszył w kierunku stolika nr 5.

— Chyba przyjechał — oznajmiła Ewa widząc jednocześnie jak siedząca niedaleko niej para, wstaje i zwalnia stolik. Dziewczyna szybko myśląc, poderwała się z miejsca i rzuciła na znaczek rezerwacji, który wciąż jeszcze leżał obok Alicji, by następnie, niczym prawdziwa błyskawica, postawić go na pustym stoliku. Zanim ludzie zorientowali się w sytuacji, Ewa siedziała z powrotem na swoim miejscu.

Do kawiarni wszedł wysoki, lekko przypakowany mężczyzna po trzydziestce. Ubrany był elegancko, ale nie przesadne. Jasne, beżowe spodnie oraz ciemnoniebieska koszula pasowały do siebie idealnie, jednocześnie uwydatniając jego atuty. Ewa teraz zobaczyła, dlaczego Alicja tak naciskała akurat na niego. Szerokie barki, umięśnione ramiona oraz wzrost mówiły same za siebie. Nic dziwnego, że stał się top aktorem w pięć lat.

Alicja przyglądała mu się przez chwilę w barowym lustrze i serce zaczęło jej bić szybciej. Victor we własnej osobie stoi tuż za nią!

Mężczyzna nie ruszając się z miejsca, zdjął najmodniejsze tego sezonu okulary przeciwsłoneczne i zaczął rozglądać się po kawiarni.

Po lewej była kobieta z trójką dzieci, starsza para, mężczyzna czytający gazetę, samotna dziewczyna w stylu soft metal oraz jeszcze jedna para. Nikt, kto mógłby w jakikolwiek sposób pasować do tak dobrej oferty reklamowej, jaką mu zaproponowano.

Po środku siedziały same nastolatki oraz wczesna młodzież plus jeden stolik zarezerwowany, a po prawej był już tylko bar. Dwa miejsca były wolne, zaraz obok siedziała dziewczyna czytająca książkę i trzech facetów wyraźne gapiących się na nią.

— Też raczej nie bardzo — stwierdził w myślach, czując zaskoczenie. Kobieta, z którą rozmawiał brzmiała tak jakby tylko on mógłby zostać twarzą marki jej perfum i chciała podpisać z nim kontakt jak najszybciej, najlepiej jeszcze przez telefon, a tym czasem nikogo takiego tutaj nie widzi. Spojrzał na zegarek, prawie 15, no cóż, poczeka.

— Idzie w twoją stronę. Nie jest pewien gdzie ma usiąść. Patrzy się na twoje nogi –relacjonowała Ewa do ucha koleżanki. Alicja jak na zawołanie zabrała nogi ze szczebla drugiego krzesła i usiadła prosto zakładając nogę na nogę. Wzięła do ręki kubek z gorącą czekoladą i upiła parę łyków przez słomkę nie odrywając spojrzenia od książki.

Victor usiadł zaraz obok niej. Barman razem z potłuczonym szkłem wszedł za bar i opróżnił szufelkę, po czym umył ręce i podszedł do nowego klienta.

— Coś podać? — zapytał ciężkim, basowym tonem.

— Hmmm… Latte — odparł Victor wyciągając przed siebie ręce. Wolno, w geście relaksu położył je na ciemnym blacie baru i ponownie sprawdził czas. 15, a jej wciąż nie ma — pomyślał zaczynając się irytować. Nie lubił jak ktoś się spóźnia, a jeszcze bardziej jak nie zadzwoni i nie uprzedzi. Toż to jest czysta ignorancja.

— Zerka na ciebie. Zrób coś z włosami — rozkazała Ewa bacznie obserwując każdą, nawet najmniejsza reakcją aktora.

Alicja odstawiła kubek z czekoladą niebezpiecznie blisko krawędzi, nie na tyle jednak by mężczyzna miał powód by ingerować. Uśmiechając się do książki przyłożyła flirtownie dłoń do szyi i zaczęła bawić się kosmykiem włosów, okręcając go wokół palca.

— Dobrze, dobrze. Patrzy się — relacjonowała koleżance. — Teraz zarzuć je w bok by lepiej widział twój profil.

Alicja usłuchała i tej propozycji, przeczesując falujące się włosy wyćwiczonym gestem, tak by wszystkie były trochę w nieładzie i po jednej stronie. Drugą dłoń położyła luźno na udzie, dobrze wiedziała, że jego wzrok tam powędruje.

— Proszę bardzo, pana latte — wtrącił się John w niemy flirt Alicji. Na blacie została postawiona mała, wpół przezroczysta filiżanka.

Na gładkiej, białej powierzchni kawy, w bliżej nieznany Victorowi sposób, został wydrukowany napis „TO JEST TWÓJ SZCZĘŚLIWY DZIEŃ!”.

— Oczywiście… — westchnął i wsypał do środka półtorej łyżeczki cukru, po czym zaczął energicznie mieszać, tak by z napisu nic nie zostało. — 15:10 i wciąż jej nie ma! Nawet nie raczy zadzwonić!

— Coś mina mu zrzedła. Zaśmiej się, tylko subtelnie — zaproponowała Ewa nie spuszczając z nich oka.

Victor siedział wyprostowany i najzwyczajniej w świecie popijał kawę, co wydawało się Ewie niezwykle intrygujące. — Te jego umięśnione ramiona tak delikatnie trzymają tą małą filiżankę… — pomyślała zaskoczona. — Czyżbym zaczynała widzieć w nim to, co Alicja? — zaśmiała się w myślach. Ogólnie ciemni blondyni nie byli w jej typie, ale Victor tego dnia wyglądał naprawdę dobrze. Przede wszystkim zgolił tą śmieszną kozią bródkę pozostawiając jedynie wąsy, a dłuższe włosy zaczesał gładko do tyłu, przez co jego piwne oczy jeszcze bardziej się odznaczały w tle jaśniejszej skóry.

Mężczyzna niemal kończył już swoją kawę, kiedy usłyszał obok siebie cichy, lecz dźwięczny śmiech. Ponownie spojrzał w prawo na wyjątkowo piękną kobietę. Jej twarz wydała mu się dziwnie znajoma, chociaż nie wiedział gdzie mógł ją wcześniej widzieć.

Pełne usta, górna warga na kształt serca, dolna lekko opuszczona i to wszystko w kolorze ciepłego różu. Nie, na pewno jeszcze ich nie całował — wywnioskował zadowolony. Piękne kości policzkowe, idealnie prosty nos niczym jak u prawdziwej księżniczki oraz roześmiane błękitne oczy w ciemnej oprawie. Jak on mógł je gdzieś przeoczyć? — zastanawiał się podekscytowany. — Tylko jak tu zacząć rozmowę, kiedy wciąż czekam na tą głupią babę od reklamy?

— Alicja, coś on jest nie teges. Patrzy się na ciebie, ale wygląda niepewnie. Zrób coś do cholery, bo odejdzie! — powiedziała cicho, lecz zdecydowanie Ewa.

— No oczywiście, „zrób coś”, tylko co? Mądrala — przemknęło Alicji przez myśl i ponownie zarzuciła włosami, tym razem obiema dłoni do tyłu. Małe szoł ukazujące jej koronkowy stanik poprzez rozpięcie koszuli było zupełnie przypadkowe, tak samo jak szturchnięcie stopą piszczeli Victora, kiedy przekładała nogę na nogę.

— Oh! Najmocniej przepraszam — powiedziała zaskoczona takim obrotem sytuacji. Pierwszy raz ich spojrzenia się spotkały i Alicja poczuła elektryczny dreszcz na skórze.

— Nic nie szkodzi — przemówił bardzo męskim głosem aktor i już gotów był rozpocząć rozmowę, kiedy ledwo, co skończył zdanie, a Alicja raptownie poderwała się z miejsca. Momentalnie chwyciła za otwartą książkę i zaczęła pakować ją do torebki.

— Coś się stało? Coś powiedziałem nie tak? — zapytał zszokowany jej reakcją. Ona była przerażona po jego słowach!

— Nnnie, nic — wyjąkała sięgając po zielone słuchawki leżące do tej pory po jej prawej, tak by Victor ich wcześniej nie widział i właśnie wtedy zdarzył się ustawiony wypadek. Alicja „niechcąco” przewróciła kubek z czekoladą na blat baru robiąc przy tym sporo hałasu oraz dwie duże plamy na jego jasnych nogawkach.

— O Jezus Maryja! — wykrzyknęła lekko przesadnie, a jej oczy zrobiły się jeszcze większe z udawanego przerażenia. — Ja, ja, ja zapłacę za czyszczenie — zaoferowała jąkając.

Victor wstał z miejsca i zaczął rozglądać się za chusteczkami, ale niczego nie mógł znaleźć, więc spojrzał ponownie na przestraszoną piękność przed nim. Przerażona Alicja drżącymi dłońmi parokrotnie zaczesywała włosy za uszy prosząc by zostawił rachunek w barze, a ona go odbierze w wtorek. Jej oczy się zaszkliły stając się kryształowo niebieskimi, wzbudzając w nim poczucie winy. To przez niego ta mała księżniczka będzie płakać! — wyrzucał sobie aż niespodziewanie dziewczyna wybiegła z kawiarni nie pozwalając mu dojść do słowa.

— Ej! Zaczekaj! — krzyknął i bez namysłu rzucił się za nią chwytając za jej przedramię w drzwiach baru. Szczerze przerażona Alicja zaczęła się z nim szarpać. Przecież ona musi mu uciec by go sobą zaintrygować! Nie może stanąć i gadać jak miliony innych dziewczyn przed nią. Trzeba zarzucić przynętę i na jej wybawienie pojawiła się Ewa. Cała nieznośnie wręcz radosna i podekscytowana, zaczęła prosić Victora o autograf oraz wspólne zdjęcie. Wymachując przed nim telefonem podskakiwała tuż obok. Aktorowi nie pozostało nic innego jak puścić rękę dziewczyny, która zniknęła niezwłocznie za rogiem.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 51.06