E-book
13.65
drukowana A5
32.07
Piraci 3

Bezpłatny fragment - Piraci 3

Eliksir Życia i Kamień Zagłady


Objętość:
142 str.
ISBN:
978-83-8126-374-0
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 32.07

Dla moich kochanych rodziców
Elżbiety i Ryszarda

Dla mojego cudownego

braciszka Mateusza

i najsłodszej siostrzyczki Kasi,

uwielbiam Was!


Dla ukochanego Dawida —

Dziękuję za motywację. Kocham najmocniej.

Rozdział I — Sen

Noc na bezkresnym oceanie była nieziemsko piękna. Gwiazdy świeciły najjaśniej jak tylko umiały, wydawały się takie duże, było je doskonale widać, jakby wisiały przyszyte do materiału nieba na wyciągnięcie ręki i nic tej nocy nie mogło przyćmić ich uroku.

Księżyc zawieszony był blisko tafli wodnej, jakby unosił się na niej lekki jak piórko, jego pełnia wyglądała magicznie. Nadawał on morzu niesamowity, odbity od Słońca z drugiego końca świata blask taki, że woda rozproszona dywanem pod nim błyszczała mieniąc się złotym pyłem.

Noc która zazwyczaj kojarzy się ludziom z mrokiem i zdecydowanie bardziej preferują oni dzień, dziś stała się oznaką nieskazitelnego piękna…

Kapitan John stał za swoim ukochanym, cedrowym sterem i rozglądał się wkoło, wielbiąc w duszy piękno barwnego świata, jaki rozpościerał się przed nim. Kochał to uczucie, gdy mógł w samotności pomyśleć o życiu i śmierci, poczuć świadomość potężnego oceanu i porozmawiać z nim, radować się dumnie każdą chwilą przy sterze. Pirat przypomniał sobie teraz o swojej dawno temu umarłej ukochanej Izabelli. To ona dała mu syna Philipa, który stał się odważnym i inteligentnym mężczyznom, syn był dla kapitana najważniejszy na świecie. John wspominał wydarzenia z przeszłości. To, gdy poznali żonę Philipa, księżniczkę Rose. Czasy kiedy walczyli z Czarnymi Piratami, syrenami, wiedźmą Kre, Czarną Wdową… Potem znowu przypomniał sobie Izabellę. Pamiętał każdą rysę twarzy miłości swojego życia. Chciał cofnąć czas i powiedzieć jej to czego nie zdążył wcześniej powiedzieć, pokazać jej te rzeczy, których nigdy nie zdążył nigdy pokazać, usłyszeć jej delikatny głos. Tak bardzo jej mu brakowało… Prócz niej nie istniały dla niego już żadne inne kobiety. John mimo tego, że na zewnątrz słynął z tego, iż jego wierna załoga bała się kapitana, to w środku był wrażliwy dzięki wielkiej miłości, która nigdy w nim nie zasnęła.

Niepostrzeżenie obok kapitana stanął niski pirat, który bardzo szczęśliwy popatrzył na ocean, księżyc i gwiazdy.

— O! Witaj Max! — powitał go serdecznie brodziaty John z jedną sprawną nogą. Druga była zastąpiona drewnianą protezą.

— Ahoj panie kapitanie! Jeśli pan chcę to stanę przy sterach. Chce pan kapitan sobie odpocząć? — zapytał pirat, który nie wyglądał na sporo młodszego od Johna, pewnie między nimi było kilka lat różnicy. Max był grubiutki i malutki, miał na oku założoną czarną przepaskę i uwielbiał to co każdy prawdziwy pirat, czyli rum! Zwykle miał w ręce jedną butelkę i popijał sobie raz po raz. Był przyjacielem Johna, doskonale się rozumieli w wielu dziedzinach.

— Nie towarzyszu. Zostanę przy sterze. Dzisiejsza noc jest taka piękna. Budzi we mnie wspomnienia przeszłości. — powiedział kapitan.

— Yyy… Tak? Może łyczka? — Max podał Johnowi butelkę wyśmienitego rumu.

— Oj przyjacielu! A może troszeczkę. — zaśmiał się John i spróbował trunku.

— Dzięki temu lepiej widzę, nawet myślę, że coś za dużo tych gwiazdek… — powiedział, licząc ciała niebieskie powyżej swojej głowy.

— Nie przesadzaj! Dziś naprawdę na niebie roi się od gwiazd! — powiedział kapitan i popatrzył na czerwonego na policzkach towarzysza dodając:

— Chyba jednak przesadziłeś… Wyczerpiesz nasze cenne zapasy rumu! — zaśmiał się John.

— Przepraszam panie kapitanie! Ograniczę… — zawstydził się Max.

— Dobrze. Teraz idź, wytrzeźwiej a potem się wyśpij. — zaproponował John.

— Oczywiście. Myślę nawet, że ten pomysł jest bardzo dobry. — zgodził się Max, pożegnał się ładnie i odszedł a przy sterze pozostał znowu sam kapitan. Raz jeszcze obudziły się w nim wspomnienia.

Tymczasem jego przystojny, czarnowłosy syn o imieniu Philip i jego piękna żona o błękitnych oczach i złotych, długich włosach Rose, spali sobie spokojnie w swojej kajucie. Zakochani przeżyli już z sobą tyle ciekawych i niebezpiecznych przygód, na szczęście zawsze wszystko kończyło się dobrze. Księżniczka a zarazem piratka, młoda Rose była ubrana w zwiewną, jasną koszule nocną. Kropelki potu spływały po niej jak ranna rosa z zielonego liścia. Piękna kobieta zanurzona była w niespokojnym, dziwnym śnie. Blask księżyca wbijał się przez małe okienko w kajucie wprost na jej gładką twarz.

Rose śniła jakiś okropny koszmar, który nie dawał jej spokoju! Widziała ludzi w ciemnych, bordowych, długich płaszczach, kapturach, które całkowicie zakrywały ich twarze. Ona leżała na kamiennym stole, przykuta ciężkimi łańcuchami. Dziwni ludzie nucili jakąś smutną pieśń modlitewną pod nosem, a w ich rękach paliły się pochodnie.

W zimnym, kamiennym pomieszczeniu w, którym wszyscy się znajdowali wszystko było tajemnicze, nic nie było pewne. Piratka nie wiedziała gdzie jest, z kim jest, ani nawet po co. Wołała o pomoc, lamętowała, ale nikt nie zwracał na nią uwagi. Jeden z mężczyzn w bordowym płaszczu powiedział spokojnie:

— To już twój koniec Rose. Tak właśnie kończy kobieta, która kiedyś uratowała świat od zła. Philip również zginanie, świat zostanie zniszczony, jak obiecałem. Nie mogę pozwolić, by było inaczej. Chyba mnie rozumiesz? Możesz zniszczyć część zła, jednak nigdy nie pozbędziesz się całego i ono zawsze się odrodzi tyle, że ze wzmożoną siłą. Nie da się uratować świata… Tak jest stworzony. — i wtedy do ciemnego pokoju inni ludzie w bordowych płaszczach wprowadzili ledwo żywego pirata, męża Rose.

— Philip? Ukochany! Philipie, czy ty żyjesz? — wołała zrozpaczona księżniczka, ale ten nie miał siły by coś odpowiedzieć. Widać było, że został mocno pobity i był torturowany. Na znak mężczyzny w płaszczu, wybrany człowiek z tłumu podszedł do Philipa i czekał na sygnał, aby wbić mężczyźnie nóż do gardła. Rose krzyczała, jej strach był ogromny! Potem mężczyzna w płaszczu wziął głęboki oddech, jakby chciał nawdychać się zapachem zwycięstwa i zwrócił się do Rose:

— I tak już nie masz po co żyć. Wiesz, że on nie ma szans na przeżycie. Dzielnie walczyłaś, ale niestety ci się nie udało… Myślę, iż teraz to już powinno być ci wszystko jedno? Masz za dobre serce jak dla nas, może gdybyś była inna to zostałabyś jedną z nas, ale niestety… — skończył. Piratka patrzyła na niego ze strachem w oczach, chociaż zazwyczaj była bardziej odważna. Mężczyzna kazał jednemu ze sług zabić Philipa. Rozkaz został wykonany ostrym narzędziem, wbitym w szyję mężczyzny. Mąż Rose nawet nie zdążył jej nic powiedzieć. Kobieta nie mogła już na to patrzeć, płakała jakby właśnie w tej chwili skończył się świat. Mężczyzna lekko się podśmiechując wziął do ręki pozłacany, piękny nóż ze złotą figurką smoka na rękojeści i wbił go w Rose, która zdążyła jeszcze usłyszeć bicie swojego wystraszonego serca. Kobieta momentalnie przebudziła się z koszmaru. Nad nią stał już Philip, który starał się ją uspokoić, głaskając jej mokre włosy.

— Kochanie, co ci jest? — zapytał.

— Ja… Ja nie wiem… — ledwo wydusiła z siebie piratka.

— Już dobrze! To był tylko zły sen! — przytulił ją ukochany.

— Ten sen był bardzo… prawdziwy i przerażający! Bałam się… — popłakała się kobieta, ściskając coraz mocniej męża.

— Spokojnie moje kochanie. — szeptał jej do ucha, jak kołysankę Philip.

Potem Rose opowiedziała mu dokładnie swój dziwny sen i pobiegła sprawdzić do sąsiedniej kajuty czy jej małe dzieci są bezpieczne. Ponad cztery lata temu Philipowi i Rose urodziły się wymarzone bliźniaki Anna i William.

Dziewczynka była niezwykle wesoła, miała jasne włosy i oczy po matce, lubiła stać przy sterze z dziadkiem Johnem. William był inni niż siostra: ciemnooki, ciemnowłosy, cały ojciec. Było to bardzo ruchliwe dziecko, jakby rządne przygód.

Rose sprawdziła pokój swoich dzieci, ale one smacznie spały. Błąkającą się kobietę dostrzegł John.

— Co jest, Rose? — zapytał słodkim głosem.

— Nie, nic. Nie mogę zasnąć. — uspokoiła go długowłosa piratka i wróciła do męża, jednak cały czas myślała o okropnym koszmarze.

Rozdział II — Serene

Kolejny dzień przeleciał tak szybko jak najszybszy ptak. Rose kolejny już raz miała dziwny koszmar, identyczny jak kiedyś. Sen o ludziach w bordowych płaszczach i o śmierci, lecz twarzy tych ludzi nie mogła nigdy zobaczyć mimo, że próbowała z całych sił.

John bacznie kierował swój okręt do Serene, czyli miasta które niegdyś piraci uratowali z rąk niebezpiecznej Czarnej Wdowy i w którym Rose kiedyś była księżniczką a teraz była sławną bohaterką. Już zza horyzontu było widać tą piękną wyspę. Piraci dobili do jej portu spokojne i dumnie. Wszyscy ludzie ich znali i cenili. To było jedynie poważane księstwo na świecie, w którym głównymi bohaterami byli piraci.

Zazwyczaj wśród normalnych, cywilizowanych ludzi piraci nie byli tak mile przyjmowani jak w Serene, to znaczy traktowani jak najwięksi bohaterowie, ale załoga Johna zasłużyła sobie na to swymi zasługami dla tego pięknego królestwa i jego mieszkańców. Przyjaciele rzadko dobijali do portu, ale akurat kończyły im się zapasy a byli blisko Serene, więc skorzystali okazji.

Rose i jej dzieci, które miały już ponad cztery latka bardzo cieszyli się na przybycie do małego królestwa, Rose zobaczy swego kochanego, dorosłego brata, Edwarda.

Mieszkańcy małej wyspy pozwolili piratom na pobyt w Serene tak długo, jak tylko by chcieli. Cieszyli się na ich widok mimo, iż słowo pirat może kojarzyć się ze słowem oszust, czy też złodziej. Gdy tylko król Edward i jego żona Sara dowiedzieli się o przybyciu przyjaciół, od razu planowali wystawić jakąś elegancką kolację.

Piraci udali się do pałacu, gdzie Rose spotkała przepiękna niespodzianka. Po kilku latach piratka zobaczyła swego drugiego praktycznie przyrodniego braciszka, Wiktora. Niby nie łączyły ich więzy krwi, ale kochali się jak idealne rodzeństwo. Mężczyzna zmienił się nie do poznania! Wyglądał bardzo poważnie i dostojnie się ubierał, widać było, że już nie w głowie mu były młodzieńcze wygłupy sprzed lat. Nie był zadowolony na widok piratów, co widać było w jego przenikającym spojrzeniu, ale mimo tego Rose powitała go bardzo gorąco, rzucając mu się na szyję.

— Braciszku, tak bardzo za tobą tęskniłam! — zawołała ze łzami w oczach. Wiktor wydawał się znismaczony i próbował uwolnić się z uścisków siostry.

— Co ci jest? Tak długo cię nie widziałam! Mamy sobie tyle do powiedzenia. — uśmiechała się nadał Piratka, spoglądając spokojnie na brata. Wiktor milczał jak grób.

— Hej! — zawołała jeszcze głośniej Rose, próbując wydusić cokolwiek z brata. Piraci patrzyli ze zdziwieniem na młodszego brata króla Edwarda. Nigdy chłopak tak dziwnie się nie zachowywał a poza tym przecież nikt nie uległ by urokowi jasnowłosej, pięknej księżniczki. W końcu coś odpowiedział, jakby z przymusu.

— Tak… Witam cię… — burknął i odwrócił się na pięcie. Rose zastanawiała się co mu jest, próbując go zatrzymać, było jej bardzo przykro, ale Philip powstrzymał ją, mówiąc spokojnie:

— Daj mu trochę czasu. Może ma jakiś zły dzień… Chodź kochanie, powitamy Sarę i Edwarda! Oni na pewno bardziej się ucieszą na nasz widok! — nalegał mąż. Rose zgodziła się, ale zastanawiała się nad tym co stało się jej bratu. Król Edward i jego żona Sara, wraz z małą dziewięcioletnią dziewczynką o nadanym jej przez nowych rodziców nowym imieniu Aleksandra (tą dziewczynką, która straciła całą rodzinę i którą uratowali podczas bitwy z Czarną Wdową i przyjęli jako swoją) i małym, kilkumiesięcznym synkiem Stefanem powitali przyjaciół.

— Witajcie! — wykrzyknął wesoło Edward, przytulając małą Annę i Williama a potem rzucając się na ukochaną siostrę.

— Mój Edwardzie! — odpowiedziała wzruszona Rose.

— Co to masz na rękach Saro? Synek już się urodził! Jest przeuroczy! — powiedział szczerze Philip witając się z królową i jej dzieckiem.

— Tak. To Stefan, przyszły król Serene. — przedstawił malutkiego chłopca Edward a potem wziął na ręce małą Aleksandrę.

— A to nasza królowa! — uśmiechnął się do długowłosej, ciemnowłosej dziewczynki z wielgaśnym uśmiechem na ustach.

— Witaj kochanie! — uśmiechnął się John.

— Wasze dzieci też podrosły! Anno i Wiliamie witamy w Serene! — powiedział wujek Edward.

— Wspaniale. — zaśmiał się Philip. Król Edward popatrzył na siostrę i dostrzegł smutek w jej błękitnych oczach.

— Co jest? — spytał zdziwiony.

— Ze mną? Nic, ale co jest z Wiktorem? Był jakiś taki oschły w stosunku do mnie. Tak dawno go nie widziałam a… — zdenerwowała się piratka.

— Powiem ci… na osobności. — odparł smutno król.

— Dobrze. Powiesz mi przy dzisiejszej kolacji. — rzekła stanowczo Rose.

— Tak. — Edward dał znak głową.

— Nie ma was dużo. — dostrzegła Sara.

— Tak, gdyż reszta już szykuje zapasy na kolejny rejs. Jutro wypływamy, nie ma co zastać się na lądzie. — oznajmił John.

— Jak to? Tak krótko tu zabawicie? Macie jakiś cel?

— Tak. Trzeba przecież rabować i takie tam, jak to prawdziwi piraci. Poza tym szukamy drobnych skarbów, na które natrafiłem w swoich mapach. — uśmiechnął się kapitan.

— Dobrze. Skoro tak… Teraz przyszykujcie się na kolację! — powiedziała Sara bardzo przyjaźnie.

— Chętnie, już zapomniałam zapachu wspaniałej, pałacowej kąpieli! — ucieszyła się Rose i piraci rozeszli się po swoich komnatach starannie przygotowanych przez służbę króla i królowej. Rose i Philip poszli do pokoju byłej księżniczki, w którym się poznali a dziećmi zajęła się miła służąca. W pokoju Philip zapytał swej żony:

— Rose, czy dobrze ci ze mną?

— Oczywiście! — odpowiedziała kobieta gładząc się po złotym pukle włosów związanych w warkocz.

— Wiesz, niby już dawno o tym rozmawialiśmy i mówiłaś, że nie, ale mimo wszystko wydaje mi się kochanie, że tęsknisz za życiem w pałacu.

— Tęsknię za swoimi braćmi, a za pałacem może tak, ale tylko troszkę. Teraz jest mi znacznie lepiej. Otaczam się cudownymi ludźmi, nie denerwuję się głupimi błahostkami i mam wiele przygód. Kocham cię i chcę być zawsze tam gdzie ty! Na statku jest mi bardzo dobrze, pamiętaj o tym! Nie zamieniłabym tego życia na żadne inne! — powiedziała Rose i przytuliła męża. Philip także uśmiechnął się do ukochanej i przyjął namiętny pocałunek swej wybranki serca. Jego ręka powędrowała niżej i wsunęła się pod sukienkę żony. To było bardzo miłe kilka chwil. Później kobieta skorzystała z gorącej kąpieli. Trzeba było przygotować się na wyśmienitą kolację. Ubrana w rubinową suknię Rose myślała o Wiktorze i martwiła się.

— Muszę się dowiedzieć o co mu chodzi… — pomyślała. Philip nie mógł odnaleźć się w nowych, pięknych ubraniach, które nastroiły mu młode, flirtujące służące. Mężczyzna nie zwracał na nie jednak swojej uwagi.

— Wyglądasz ślicznie! — dodawała mu otuchy Rose, głaszcząc go po policzku.

— Żartujesz? — zdenerwował się Philip.

— Jeszcze trochę! Zrób to dla mnie! Przynajmniej nie masz peruki. W niej wyglądał byś śmiesznie! — uśmiechnęła się księżniczka i zabrała męża na ucztę.

Na sali nie było wielu piratów, przeważała arystokracja, ciekawa zobaczyć słynnych piratów. Rose dostrzegła w tłumie Edwarda.

— Braciszku! Miałeś mi coś powiedzieć. — przypomniała. Młody król zrobił dziwną minę i wziął siostrę do jednego z wolnych pomieszczeń.

— Jesteś pewna, że nie chcesz wrócić do gości? Dawno ich nie wiedziałaś a wielu chce cię poznać… — mówił brat, próbując zwlekać z obiecaną rozmową.

— Chcę, abyś mi powiedział co stało się Wiktorowi! Dlaczego go tu nie ma? — rozejrzała się Rose. Edward wziął głęboki oddech i zaczął opowiadać.

— Widzisz, Wiktor bardzo się zmienił odkąd zniknęłaś z Serene. Do momentu ataku Czarnej Wdowy jeszcze dało się to jakoś znieść, ale od kilku lat twój brat stał się niemożliwy.

— Nie rozumiem Edwardzie… Czy on jest zły za to, że stałam się jedną z piratów? Że wyszłam za Philipa? Obwinia mnie za atak Czarnej Wdowy?

— Tak, mniej więcej tak.

— Co?

— Wiktor tego nie pojmuje, nienawidzi piratów podobnie jak kiedyś ojciec. Ja przyznam ci się szczerze też na początku nie mogłem sobie poradzić z tym wszystkim. Nienawidziłem piratów, ale gdy ich bliżej poznałem i zobaczyłem, że są w porządku to zmieniłem zdanie. Wiesz, byłaś z nimi szczęśliwa. — rzekł król.

— Ja tak na prawdę przez cały czas byłam jedną z nich… Przecież mój prawdziwy ojciec był piratem. Wiktor tego nie wie?

— Wie Rose. Kochamy cię i baliśmy się o ciebie. On też. Ale nie może sobie poradzić z tym, gdzie teraz żyjesz, z kim i przede wszystkim kim teraz jesteś. — oznajmił Edward, spoglądając w oczy Rose.

— Mi jest dobrze z piratami. Wiktor jest na mnie taki zły? — spytała piratka a zarazem księżniczka.

— Nienawidzi piratów, zabrali nam ciebie, później wyszłaś za jednego z nich, okazało się, że w sumie masz w sobie krew piratów, potem uratowali Serene przed Kre, Czarną Wdową a jego wtedy tu nie było. Teraz tu piraci są bohaterami a to źle działa na stosunki z sąsiednimi wyspami i państwami, gdyż najchętniej wszystkich by wypatroszyli… Tylko Serene jest dla was miłe. Wiktorowi też bardzo się to nie podoba, najchętniej by to zmienił. Myślę, że już coś kombinuje. To mój brat, ale trochę się martwię.

— Przestań Edwardzie! Muszę z nim porozmawiać. — oznajmiła piękna Rose.

— Dobrze. Chcę ci tylko powiedzieć, że Wiktor nie życzy dobrze piratom i nie wiem czy powinniście tu przypływać. Przynajmniej na razie… To dla was niebezpieczne… Boję się o ciebie. — powiedział Edward i ucałował siostrę w czoło. Rose zamyśliła się. Czyżby jej młodszy brat jej nienawidził? Dziewczyna wyszła do gości, na wielką salę balową, gdzie nie bawiła się już za dobrze. Olśniewała swoim wyglądem, ale nie mogła przestać myśleć o tym co powiedział jej król. Wraz z Philipem poszła do swojego pokoju, aby pomyśleć.

— Nie lubię takich zabaw. — powiedział zmęczony Philip, tuląc się do ukochanej.

— Kiedyś to była moja codzienność… Nie są takie złe, tylko akurat ta była koszmarna. Nie było na niej Wiktora… — zasmuciła się piratka.

— Dlaczego?

— Nie może na nas patrzeć. Nienawidzi piratów.

— Co?

— Tak powiedział mi Edward. Nie mam siły…

— Nie przejmuj się. — pocieszał ją Philip.

— Muszę ci coś powiedzieć. Rozmawiałam z Edwardem i powiedział, iż piraci nie będą już tu tak mile widziani… Wiktor wmawia ludziom, że wcale nie jesteśmy bohaterami. Król podejrzewa, że zbiera sojuszników… Martwi się o nas! Prosi byśmy odczekali jakoś czas. Ale ja myślę, że muszę wyjaśnić wszystko z Wiktorem. On nie rozumie… — zasmuciła się kobieta i z jej oczu popłynęły łzy.

— Kochanie…

— Kiedyś to był mój dom. Wiktor nienawidzi piratów i Edward boi się, że jesteśmy w niebezpieczeństwie. Wypływamy w południe, po rozmowie z moim bratem. Wezmę jeszcze z biblioteki kilka książek. Chcę nauczyć Annę i Williama wiele ciekawych i mądrych rzeczy.

— Dobrze. Nie martw się już. Śpij spokojnie Rose. Wszystko się ułoży. — powiedział pirat, który był naprawdę bardzo zmęczony i mało co słyszał z wypowiedzi ukochanej żony.

Tej nocy Rose miała taki sam sen jak zwykle. O ludziach w płaszczach i śmierci…

— To musi być jakaś przestroga… — zamyśliła się cała mokra z nerwów.

Rozdział III — Dziwna staruszka

Z samego rana piraci przygotowywali swój ogromny statek do kolejnej podróży w głąb oceanu. Większość załogi i tak była już gotowa do drogi, gdyż spali na łajbie i nie chcieli iść na wytworne przyjęcie, wstydząc się swojego prostego zachowania a z drugiej strony męczyło ich zachowanie wyniosłej arystokracji. Nawet John pilnował okrętu i po uroczystej kolacji wrócił na swój skarb, czyli na piracki statek.

Rose zabrała dzieci i poszła z nimi do centrum Serene, na odbywający się tam targ, na którym można było kupić dosłownie wszystko. Wcześniej próbowała dostać się do swojego młodszego brata Wiktora, ale już nie było go w pałacu. Nikt nie wiedział gdzie znajduje się mężczyzna. Kobieta udała się na targ, ponieważ chciała kupić książki, których bardzo jej brakowało, jakieś ubrania, trochę żywności dla dzieci.

Piratka ledwo przeciskała się przez potężny tłum, na targu w Serene. Gdy stanęła z dziećmi w trochę mniej zatłoczonym miejscu, zapytała z uśmiechem na twarzy:

— Żyjecie kochani? Nie zgnieciono was?

— Oj tak, mamusiu! — odparła mała Anna, William nie miał czasu na odpowiedź, wpatrywał się w śliczne dziewczynki w warkoczykach przechodzące obok niego. Rose tylko uśmiechała się w głębi duszy, patrząc na synka.

— To co teraz robimy? Idziemy do dziadka? — spytała Anna.

— Nie kochanie, teraz idziemy coś kupić. Nie podoba wam się na stałym lądzie? — spojrzała na dzieci Rose.

— Jest dobrze. Co kupić?

— Książki, ubrania… Nie wiadomo kiedy znowu zobaczymy suchy ląd. — powtórzyła księżniczka i wzięła swe kochane dzieci za ręce. Na targu nikt nie poznawał tego, iż Rose jest księżniczką, piratką i ich bohaterką. Wszyscy skupieni byli na zakupach i nowych okazjach. Dziewczyna kupiła trochę żywności i ubrań a teraz przeglądała jedną z książek przygodowych.

— Panienka umie czytać? — zapytał bardzo zdziwiony sprzedawca.

— Trochę… — Rose skłamała, bo przecież naprawdę czytała bardzo dużo, ale bała się, iż wtedy wszyscy rozpoznają ją. Przecież to zazwyczaj tylko księżniczki i bogate panny umiały czytać a gdyby ją rozpoznano to… nikt tego nie wie.

Nagle piratka usłyszała czyjś lament, obejrzała się za siebie i zobaczyła starą i samotną kobietę, która wołała o pomoc a wszyscy omijali z daleka. Rose zrobiło się jej żal i dała znak dzieciom, żeby szli za nią do staruszki.

— Przepraszam, co z panią? Co się stało? — zapytała była księżniczka za którą stała mała Anna i William. One trochę obawiały się dziwnej kobiety, która zainteresowała się matka.

Staruszka popatrzyła na Rose i wydawało się jak gdyby poznała jej cudowne, błękitne oczy, jakby ją znała od dawna. Najpierw kobieta uśmiechnęła się, ale zaraz na jej twarzy zapanował smutek. Starsza pani zaczęła lamentować.

— Proszę się uspokoić! — prosiła Rose.

— Daj mi coś do jedzenia… — odparła staruszka. Piratka bez zastanowienia wyciągnęła z koszyka, który nosiła piękne i dorodne jabłko.

— Dziękuję moje dziecko! Jesteś jednak dobrą osobą… Inni omijali mnie szerokim łukiem… — podziękowała staruszka. Rose uśmiechnęła się i popatrzyła na kobietę, która dodała jeszcze:

— Jesteś inna. — staruszka mówiła to zgrzytającym głosem a ubrana była w zniszczone łachmany i nagle jakby na chwile zapadła w trans. Po prostu urwał się z nią kontakt. Staruszka siedziała cichutko i medytowała.

— To co widzę nie jest dobre… Nie chcę żeby cię to spotkało…

— Ale co, proszę pani? — spytała piratka. Dzieci przestraszyły się dziwnej kobiety.

— Masz na imię Rose… Czekałam na ciebie… Znam cię… — uśmiechnęła się staruszka i upadła na twardą ziemię twarzą. Rose szybko pomogła kobiecie i zdziwiona zapytała:

— Skąd pani wie jak mam na imię?

— Długa historia. Czekałam na ciebie! Chcę ci chodź trochę pomóc! Chcę pomóc twoim dzieciom! Muszę pomóc Tobie!

— Ale w czym?

— Długa historia! Nie powiem więcej nic! — staruszka była przedziwna. Jakby żyła w swoim świecie.

— Nie rozumiem pani…

— Smutny będzie twój los… Teraz wszystko się układało, ale się skończy… — zasmuciła się kobieta a Rose słuchała z niedowierzaniem tego co mówi starsza pani.

— Rose te sny… Te sny są kluczem… Widzisz to co będzie… — przerwała — Widzisz przyszłość. Masz takie dobre serce! — zapłakała kobieta. Rose zlękła się. Staruszka znała jej sny? Co to miało znaczyć? One się wydarzą?

— Niech pani mi powie co teraz będzie? Chyba te sny nie są prawdziwe? — zdenerwowała się Rose.

— Te koszmary nawiedzają cię od pewnego czasu, każdej nocy! Czyż nie? Spełnią się… chyba, że oszukasz przeznaczenie…

— Nic nie rozumiem… — spochmurniała piratka.

— Zrozumiesz. Proszę, to dla ciebie. — powiedziała staruszka, wyciągając owinięty chustami nóż o nie małych rozmiarach, wyglądał raczej jak większy sztylet.

— Po co mi to? — spytała Rose.

— To za pomoc. Dla bezpieczeństwa. Długo go tu trzymałam, tylko dla ciebie! Tylko tym sztyletem możesz zabić to czego zabić się nie da! Wygląda niepozornie… Ale jest czymś wielkim! — poinformowała piratkę, starsza pani.

— Ledwo panią znam! Kim jesteś? — zapytała była księżniczka i zdenerwowała się słysząc tyle nowinek.

— Twoim przyjacielem… Jeszcze się zobaczymy, ale uważaj na siebie i proszę, nie poddawaj się chociażby nie wiem co się działo!

— Nic nie rozumiem! Oświeć mnie kobieto! — prosiła Rose, ale starsza pani tylko głaskała ją po długich, złotych włosach i uśmiechała się. Nagle, gdy Rose popatrzyła na zdziwione dzieci, staruszka zniknęła! Rozpłynęła się, jakby we mgle i nie było widać po niej ani śladu.

— Gdzie ona jest? — zamyśliła się Rose ze łzami w oczach. Kobieta bała się, iż dziwna staruszka może mieć rację i te okropne sny się spełnią!

— Mamo, co ci jest? — zapytała Anna.

— Nic skarbie! Chodźmy szybko, bo tatuś nam odpłynie! — uśmiechnęła się sztucznie Rose, aby zataić przed dziećmi swój niepokój.

— Tatuś nas nie zostawi! — oburzył się Will.

Piraci byli gotowi do odpłynięcia. Nagle Philip dostrzegł zmartwienie w oczach swojej ukochanej.

— Co ci jest? Nie porozmawiałaś z Wiktorem? — spytał bardzo grzecznie.

— Nic… Nie rozmawiałam z nim, nie ma go w pałacu… Nie wiem czy czekać na niego czy lepiej odpłynąć… — powiedziała, ale pirat tylko pokiwał głową i Rose zaczęła opowiadać o dziwnej staruszce spotkanej na targu. Philip zaciekawił się tym wszystkim co przydarzyło się jego ukochanej:

— To bardzo dziwne… Skąd ona cię znała? Jak mogła na ciebie czekać na rynku? Nie mówiłaś mi o koszmarach… A ona wiedziała! Trzeba by było się nad tym wszystkim poważnie zastanowić… — zakończył.

Pirat pocałował swą najdroższą żonę i pocieszał ją jak tylko mógł, tuląc do piersi. Przed wypłynięciem na wielką wodę piraci pożegnali Edwarda i Sarę, oraz tych mieszkańców wyspy, którzy pamiętali ich zasługi. Rose chciała zobaczyć się z Wiktorem, swym braciszkiem, ale ten nie mogła na niego czekać w nieskończoność a mogło nie być go dni, ale i miesiące czy nawet lata. Mężczyzna nie tłumaczył się z niczego starszemu bratu, więc robił co chciał. To bardzo zasmuciło Rose. Piraci wypłynęli z portu. Tej nocy Philip dał Rose prześlicznego kwiatka, koloru jej oczu, którego kupił w Serene.

— Nie jest duży, ale ma swoje nadprzyrodzone piękno, tak jak ty i twe cudowne oczy, które są dla mnie wszystkim. Kocham cię!

— Dziękuję. To najpiękniejszy prezent jaki kiedykolwiek dostałam! — uśmiechnęła się Rose i tą noc spędzili bardzo namiętnie, ciesząc się swoją obecnością w przytulnym łóżku.

— Rose powiedz mi coś ładnego… — poprosił Philip, głaszcząc stopę ukochanej.

— Kobieta wyszeptała mu do ucha:

Już czysta ciemność zawładnęła światem

gwiazdy rozjaśniały na niebie,

spoglądając na złoty księżyc.

Ludzie udali się na upragniony sen,

a ja podchodzę do Twoich ust.

Skradam się do nich jak kot.

Twój odurzająco słodki oddech

łaskocze mnie subtelnie w policzek,

Schodzę powoli po szyi, prosto do Twojego serca.

Zaczyna kręcić się mojej duszy w głowie,

wariuje, jakby zaraz miało wyskoczyć.

Twoje usta spoczęły na moim ramieniu,

dokładnie wycałowujesz mi wszystko co posiadam.

Pali nas ogień pożądania, pragnienia bliskości.

Zdjąłeś już buty i swój czarny płaszcz,

Rozgościłeś się w moim sercu.

Objęcia stają się coraz bardziej drapieżne,

Szarość odeszła w cień, nastała era miłości

a Ty stałeś się powodem mego niewyspania…

Chociaż na chwilę piratka zapomniała o smutkach, lecz w nocy znów miała ten sen… Znowu obudził ją straszny koszmar. Rose przebudziła się z krzykiem a Philip próbował ją uspokoić, przytulając do snu i całując w czoło.

Rozdział IV — Wybuchowe charaktery

Ta noc jednak nie była udana dla Rose, mimo wszystkich wysiłków Philipa. Rose znowu miała koszmar, był tak samo straszny jak pozostałe a może i straszniejszy, bo kobieta wiedziała, że może naprawdę się przytrafić, jeśli nie odmieni się przeznaczenia. Już od kilku dni Philip musiał budzić krzyczącą przez sen dziewczynę. Pirat wyobrażał sobie co ona przeżywała… Nawet John był tym wszystkim przerażony. Chciał pomóc córce najlepszego przyjaciela i żonie swojego syna, ale nie mógł. Nie umiał.

— To nie wygląda dobrze…. — powiedział do Philipa, parząc na Rose, która zanurzała wzrok w głębi oceanu.

— Masz rację tato, ale nie umiem jej pomóc. — odpowiedział syn bardzo cicho.

— Może Katharina by coś poradziła? — pomyślał John.

— Ojcze, przecież ona ma tyle spraw na głowie, musi dbać o Wyspę Umarłych i przenosić ich dusze na drugą stronę. Poza tym Rose na pewno nie chciałaby się jej na razie narzucać. Wczoraj powiedziała, abym dał jej trochę czasu, ona myśli, że jej przejdzie. Myśli, że jej sny znikną… Nie wierzy im, albo nie chce… Zobaczymy. — powiedział Philip bardzo smutno.

— Mam nadzieję, że ma rację, ale jeśli nie to płyniemy do Kathariny. — rzekł John a Philip zgodził się.

Katharina była przyjaciółką piratów, zawsze służyła pomocną dłonią i ratowała ich z opresji. Miała niezwykła moc Serca Oceanu i była bardzo młodą nieśmiertelniczką o anielskich rysach twarzy. Nieśmiertelność dał jej magiczny naszyjnik, który zyskała dzięki starciu z Panem życia i śmierci. Nie miałaby go gdyby nie pomoc Rose i załogi Johna. Młody Philip podszedł do swej ukochanej i pocałował ją w policzek, tak jakby nasycał się jej obecnością. Rose zamknęła oczy i przeniosła się w inny świat. Byli tacy zakochani… Ich miłość nigdy nie traciła na wartości.

— Kochanie… — zaczął Philip — Nie wiem co ci jest. Boję się.

— Te sny, ta kobieta… — zaczęła wymieniać młoda księżniczka, ale pirat zatkał jej usta, całując ją.

— Zrobię wszystko czego zażądasz, byle byś była bezpieczna i szczęśliwa.

— Przecież jestem szczęśliwa, z tobą! — podkreśliła piratka.

— Tak, ale chodzi mi o to, że musimy wyjaśnić te sny i kim była ta staruszka, która cię przestraszyła oraz co to za sztylet ci podarowała! — powiedział pirat. Rose uśmiechnęła się, że mimo wszystko mąż nie poddaje się i chce jej pomóc. Dziewczyna podziękowała mu i poszła do swojej kajuty, aby się położyć, gdyż nagle zaczęła ją strasznie bolec głowa.

Philip zgodził się i pocałował ją na dobranoc a sam został w kuchni z Johnem i rozmawiali. Kobieta zaś pogrążyła się w głębokim śnie. Niespodziewanie John podczas przechadzki po okręcie dostrzegł zbliżający się obcy statek. Nieznajomy pojazd nie był piracki, musiał być to okręt jednego z braci Rose, ponieważ na to wskazywała flaga na maszcie, więc piraci nie obawiali się niczego. Philip pomyślał sobie tylko skrycie:

— Czego oni tu chcą? Może coś stało się w Serene? Ale dopiero tam byliśmy i Edward nic nie mówił… — mruknął do siebie.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 32.07