E-book
13.65
drukowana A5
32.07
Piraci 3

Bezpłatny fragment - Piraci 3

Eliksir Życia i Kamień Zagłady


Objętość:
142 str.
ISBN:
978-83-8126-374-0
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 32.07

Dla moich kochanych rodziców
Elżbiety i Ryszarda

Dla mojego cudownego

braciszka Mateusza

i najsłodszej siostrzyczki Kasi,

uwielbiam Was!


Dla ukochanego Dawida —

Dziękuję za motywację. Kocham najmocniej.

Rozdział I — Sen

Noc na bezkresnym oceanie była nieziemsko piękna. Gwiazdy świeciły najjaśniej jak tylko umiały, wydawały się takie duże, było je doskonale widać, jakby wisiały przyszyte do materiału nieba na wyciągnięcie ręki i nic tej nocy nie mogło przyćmić ich uroku.

Księżyc zawieszony był blisko tafli wodnej, jakby unosił się na niej lekki jak piórko, jego pełnia wyglądała magicznie. Nadawał on morzu niesamowity, odbity od Słońca z drugiego końca świata blask taki, że woda rozproszona dywanem pod nim błyszczała mieniąc się złotym pyłem.

Noc która zazwyczaj kojarzy się ludziom z mrokiem i zdecydowanie bardziej preferują oni dzień, dziś stała się oznaką nieskazitelnego piękna…

Kapitan John stał za swoim ukochanym, cedrowym sterem i rozglądał się wkoło, wielbiąc w duszy piękno barwnego świata, jaki rozpościerał się przed nim. Kochał to uczucie, gdy mógł w samotności pomyśleć o życiu i śmierci, poczuć świadomość potężnego oceanu i porozmawiać z nim, radować się dumnie każdą chwilą przy sterze. Pirat przypomniał sobie teraz o swojej dawno temu umarłej ukochanej Izabelli. To ona dała mu syna Philipa, który stał się odważnym i inteligentnym mężczyznom, syn był dla kapitana najważniejszy na świecie. John wspominał wydarzenia z przeszłości. To, gdy poznali żonę Philipa, księżniczkę Rose. Czasy kiedy walczyli z Czarnymi Piratami, syrenami, wiedźmą Kre, Czarną Wdową… Potem znowu przypomniał sobie Izabellę. Pamiętał każdą rysę twarzy miłości swojego życia. Chciał cofnąć czas i powiedzieć jej to czego nie zdążył wcześniej powiedzieć, pokazać jej te rzeczy, których nigdy nie zdążył nigdy pokazać, usłyszeć jej delikatny głos. Tak bardzo jej mu brakowało… Prócz niej nie istniały dla niego już żadne inne kobiety. John mimo tego, że na zewnątrz słynął z tego, iż jego wierna załoga bała się kapitana, to w środku był wrażliwy dzięki wielkiej miłości, która nigdy w nim nie zasnęła.

Niepostrzeżenie obok kapitana stanął niski pirat, który bardzo szczęśliwy popatrzył na ocean, księżyc i gwiazdy.

— O! Witaj Max! — powitał go serdecznie brodziaty John z jedną sprawną nogą. Druga była zastąpiona drewnianą protezą.

— Ahoj panie kapitanie! Jeśli pan chcę to stanę przy sterach. Chce pan kapitan sobie odpocząć? — zapytał pirat, który nie wyglądał na sporo młodszego od Johna, pewnie między nimi było kilka lat różnicy. Max był grubiutki i malutki, miał na oku założoną czarną przepaskę i uwielbiał to co każdy prawdziwy pirat, czyli rum! Zwykle miał w ręce jedną butelkę i popijał sobie raz po raz. Był przyjacielem Johna, doskonale się rozumieli w wielu dziedzinach.

— Nie towarzyszu. Zostanę przy sterze. Dzisiejsza noc jest taka piękna. Budzi we mnie wspomnienia przeszłości. — powiedział kapitan.

— Yyy… Tak? Może łyczka? — Max podał Johnowi butelkę wyśmienitego rumu.

— Oj przyjacielu! A może troszeczkę. — zaśmiał się John i spróbował trunku.

— Dzięki temu lepiej widzę, nawet myślę, że coś za dużo tych gwiazdek… — powiedział, licząc ciała niebieskie powyżej swojej głowy.

— Nie przesadzaj! Dziś naprawdę na niebie roi się od gwiazd! — powiedział kapitan i popatrzył na czerwonego na policzkach towarzysza dodając:

— Chyba jednak przesadziłeś… Wyczerpiesz nasze cenne zapasy rumu! — zaśmiał się John.

— Przepraszam panie kapitanie! Ograniczę… — zawstydził się Max.

— Dobrze. Teraz idź, wytrzeźwiej a potem się wyśpij. — zaproponował John.

— Oczywiście. Myślę nawet, że ten pomysł jest bardzo dobry. — zgodził się Max, pożegnał się ładnie i odszedł a przy sterze pozostał znowu sam kapitan. Raz jeszcze obudziły się w nim wspomnienia.

Tymczasem jego przystojny, czarnowłosy syn o imieniu Philip i jego piękna żona o błękitnych oczach i złotych, długich włosach Rose, spali sobie spokojnie w swojej kajucie. Zakochani przeżyli już z sobą tyle ciekawych i niebezpiecznych przygód, na szczęście zawsze wszystko kończyło się dobrze. Księżniczka a zarazem piratka, młoda Rose była ubrana w zwiewną, jasną koszule nocną. Kropelki potu spływały po niej jak ranna rosa z zielonego liścia. Piękna kobieta zanurzona była w niespokojnym, dziwnym śnie. Blask księżyca wbijał się przez małe okienko w kajucie wprost na jej gładką twarz.

Rose śniła jakiś okropny koszmar, który nie dawał jej spokoju! Widziała ludzi w ciemnych, bordowych, długich płaszczach, kapturach, które całkowicie zakrywały ich twarze. Ona leżała na kamiennym stole, przykuta ciężkimi łańcuchami. Dziwni ludzie nucili jakąś smutną pieśń modlitewną pod nosem, a w ich rękach paliły się pochodnie.

W zimnym, kamiennym pomieszczeniu w, którym wszyscy się znajdowali wszystko było tajemnicze, nic nie było pewne. Piratka nie wiedziała gdzie jest, z kim jest, ani nawet po co. Wołała o pomoc, lamętowała, ale nikt nie zwracał na nią uwagi. Jeden z mężczyzn w bordowym płaszczu powiedział spokojnie:

— To już twój koniec Rose. Tak właśnie kończy kobieta, która kiedyś uratowała świat od zła. Philip również zginanie, świat zostanie zniszczony, jak obiecałem. Nie mogę pozwolić, by było inaczej. Chyba mnie rozumiesz? Możesz zniszczyć część zła, jednak nigdy nie pozbędziesz się całego i ono zawsze się odrodzi tyle, że ze wzmożoną siłą. Nie da się uratować świata… Tak jest stworzony. — i wtedy do ciemnego pokoju inni ludzie w bordowych płaszczach wprowadzili ledwo żywego pirata, męża Rose.

— Philip? Ukochany! Philipie, czy ty żyjesz? — wołała zrozpaczona księżniczka, ale ten nie miał siły by coś odpowiedzieć. Widać było, że został mocno pobity i był torturowany. Na znak mężczyzny w płaszczu, wybrany człowiek z tłumu podszedł do Philipa i czekał na sygnał, aby wbić mężczyźnie nóż do gardła. Rose krzyczała, jej strach był ogromny! Potem mężczyzna w płaszczu wziął głęboki oddech, jakby chciał nawdychać się zapachem zwycięstwa i zwrócił się do Rose:

— I tak już nie masz po co żyć. Wiesz, że on nie ma szans na przeżycie. Dzielnie walczyłaś, ale niestety ci się nie udało… Myślę, iż teraz to już powinno być ci wszystko jedno? Masz za dobre serce jak dla nas, może gdybyś była inna to zostałabyś jedną z nas, ale niestety… — skończył. Piratka patrzyła na niego ze strachem w oczach, chociaż zazwyczaj była bardziej odważna. Mężczyzna kazał jednemu ze sług zabić Philipa. Rozkaz został wykonany ostrym narzędziem, wbitym w szyję mężczyzny. Mąż Rose nawet nie zdążył jej nic powiedzieć. Kobieta nie mogła już na to patrzeć, płakała jakby właśnie w tej chwili skończył się świat. Mężczyzna lekko się podśmiechując wziął do ręki pozłacany, piękny nóż ze złotą figurką smoka na rękojeści i wbił go w Rose, która zdążyła jeszcze usłyszeć bicie swojego wystraszonego serca. Kobieta momentalnie przebudziła się z koszmaru. Nad nią stał już Philip, który starał się ją uspokoić, głaskając jej mokre włosy.

— Kochanie, co ci jest? — zapytał.

— Ja… Ja nie wiem… — ledwo wydusiła z siebie piratka.

— Już dobrze! To był tylko zły sen! — przytulił ją ukochany.

— Ten sen był bardzo… prawdziwy i przerażający! Bałam się… — popłakała się kobieta, ściskając coraz mocniej męża.

— Spokojnie moje kochanie. — szeptał jej do ucha, jak kołysankę Philip.

Potem Rose opowiedziała mu dokładnie swój dziwny sen i pobiegła sprawdzić do sąsiedniej kajuty czy jej małe dzieci są bezpieczne. Ponad cztery lata temu Philipowi i Rose urodziły się wymarzone bliźniaki Anna i William.

Dziewczynka była niezwykle wesoła, miała jasne włosy i oczy po matce, lubiła stać przy sterze z dziadkiem Johnem. William był inni niż siostra: ciemnooki, ciemnowłosy, cały ojciec. Było to bardzo ruchliwe dziecko, jakby rządne przygód.

Rose sprawdziła pokój swoich dzieci, ale one smacznie spały. Błąkającą się kobietę dostrzegł John.

— Co jest, Rose? — zapytał słodkim głosem.

— Nie, nic. Nie mogę zasnąć. — uspokoiła go długowłosa piratka i wróciła do męża, jednak cały czas myślała o okropnym koszmarze.

Rozdział II — Serene

Kolejny dzień przeleciał tak szybko jak najszybszy ptak. Rose kolejny już raz miała dziwny koszmar, identyczny jak kiedyś. Sen o ludziach w bordowych płaszczach i o śmierci, lecz twarzy tych ludzi nie mogła nigdy zobaczyć mimo, że próbowała z całych sił.

John bacznie kierował swój okręt do Serene, czyli miasta które niegdyś piraci uratowali z rąk niebezpiecznej Czarnej Wdowy i w którym Rose kiedyś była księżniczką a teraz była sławną bohaterką. Już zza horyzontu było widać tą piękną wyspę. Piraci dobili do jej portu spokojne i dumnie. Wszyscy ludzie ich znali i cenili. To było jedynie poważane księstwo na świecie, w którym głównymi bohaterami byli piraci.

Zazwyczaj wśród normalnych, cywilizowanych ludzi piraci nie byli tak mile przyjmowani jak w Serene, to znaczy traktowani jak najwięksi bohaterowie, ale załoga Johna zasłużyła sobie na to swymi zasługami dla tego pięknego królestwa i jego mieszkańców. Przyjaciele rzadko dobijali do portu, ale akurat kończyły im się zapasy a byli blisko Serene, więc skorzystali okazji.

Rose i jej dzieci, które miały już ponad cztery latka bardzo cieszyli się na przybycie do małego królestwa, Rose zobaczy swego kochanego, dorosłego brata, Edwarda.

Mieszkańcy małej wyspy pozwolili piratom na pobyt w Serene tak długo, jak tylko by chcieli. Cieszyli się na ich widok mimo, iż słowo pirat może kojarzyć się ze słowem oszust, czy też złodziej. Gdy tylko król Edward i jego żona Sara dowiedzieli się o przybyciu przyjaciół, od razu planowali wystawić jakąś elegancką kolację.

Piraci udali się do pałacu, gdzie Rose spotkała przepiękna niespodzianka. Po kilku latach piratka zobaczyła swego drugiego praktycznie przyrodniego braciszka, Wiktora. Niby nie łączyły ich więzy krwi, ale kochali się jak idealne rodzeństwo. Mężczyzna zmienił się nie do poznania! Wyglądał bardzo poważnie i dostojnie się ubierał, widać było, że już nie w głowie mu były młodzieńcze wygłupy sprzed lat. Nie był zadowolony na widok piratów, co widać było w jego przenikającym spojrzeniu, ale mimo tego Rose powitała go bardzo gorąco, rzucając mu się na szyję.

— Braciszku, tak bardzo za tobą tęskniłam! — zawołała ze łzami w oczach. Wiktor wydawał się znismaczony i próbował uwolnić się z uścisków siostry.

— Co ci jest? Tak długo cię nie widziałam! Mamy sobie tyle do powiedzenia. — uśmiechała się nadał Piratka, spoglądając spokojnie na brata. Wiktor milczał jak grób.

— Hej! — zawołała jeszcze głośniej Rose, próbując wydusić cokolwiek z brata. Piraci patrzyli ze zdziwieniem na młodszego brata króla Edwarda. Nigdy chłopak tak dziwnie się nie zachowywał a poza tym przecież nikt nie uległ by urokowi jasnowłosej, pięknej księżniczki. W końcu coś odpowiedział, jakby z przymusu.

— Tak… Witam cię… — burknął i odwrócił się na pięcie. Rose zastanawiała się co mu jest, próbując go zatrzymać, było jej bardzo przykro, ale Philip powstrzymał ją, mówiąc spokojnie:

— Daj mu trochę czasu. Może ma jakiś zły dzień… Chodź kochanie, powitamy Sarę i Edwarda! Oni na pewno bardziej się ucieszą na nasz widok! — nalegał mąż. Rose zgodziła się, ale zastanawiała się nad tym co stało się jej bratu. Król Edward i jego żona Sara, wraz z małą dziewięcioletnią dziewczynką o nadanym jej przez nowych rodziców nowym imieniu Aleksandra (tą dziewczynką, która straciła całą rodzinę i którą uratowali podczas bitwy z Czarną Wdową i przyjęli jako swoją) i małym, kilkumiesięcznym synkiem Stefanem powitali przyjaciół.

— Witajcie! — wykrzyknął wesoło Edward, przytulając małą Annę i Williama a potem rzucając się na ukochaną siostrę.

— Mój Edwardzie! — odpowiedziała wzruszona Rose.

— Co to masz na rękach Saro? Synek już się urodził! Jest przeuroczy! — powiedział szczerze Philip witając się z królową i jej dzieckiem.

— Tak. To Stefan, przyszły król Serene. — przedstawił malutkiego chłopca Edward a potem wziął na ręce małą Aleksandrę.

— A to nasza królowa! — uśmiechnął się do długowłosej, ciemnowłosej dziewczynki z wielgaśnym uśmiechem na ustach.

— Witaj kochanie! — uśmiechnął się John.

— Wasze dzieci też podrosły! Anno i Wiliamie witamy w Serene! — powiedział wujek Edward.

— Wspaniale. — zaśmiał się Philip. Król Edward popatrzył na siostrę i dostrzegł smutek w jej błękitnych oczach.

— Co jest? — spytał zdziwiony.

— Ze mną? Nic, ale co jest z Wiktorem? Był jakiś taki oschły w stosunku do mnie. Tak dawno go nie widziałam a… — zdenerwowała się piratka.

— Powiem ci… na osobności. — odparł smutno król.

— Dobrze. Powiesz mi przy dzisiejszej kolacji. — rzekła stanowczo Rose.

— Tak. — Edward dał znak głową.

— Nie ma was dużo. — dostrzegła Sara.

— Tak, gdyż reszta już szykuje zapasy na kolejny rejs. Jutro wypływamy, nie ma co zastać się na lądzie. — oznajmił John.

— Jak to? Tak krótko tu zabawicie? Macie jakiś cel?

— Tak. Trzeba przecież rabować i takie tam, jak to prawdziwi piraci. Poza tym szukamy drobnych skarbów, na które natrafiłem w swoich mapach. — uśmiechnął się kapitan.

— Dobrze. Skoro tak… Teraz przyszykujcie się na kolację! — powiedziała Sara bardzo przyjaźnie.

— Chętnie, już zapomniałam zapachu wspaniałej, pałacowej kąpieli! — ucieszyła się Rose i piraci rozeszli się po swoich komnatach starannie przygotowanych przez służbę króla i królowej. Rose i Philip poszli do pokoju byłej księżniczki, w którym się poznali a dziećmi zajęła się miła służąca. W pokoju Philip zapytał swej żony:

— Rose, czy dobrze ci ze mną?

— Oczywiście! — odpowiedziała kobieta gładząc się po złotym pukle włosów związanych w warkocz.

— Wiesz, niby już dawno o tym rozmawialiśmy i mówiłaś, że nie, ale mimo wszystko wydaje mi się kochanie, że tęsknisz za życiem w pałacu.

— Tęsknię za swoimi braćmi, a za pałacem może tak, ale tylko troszkę. Teraz jest mi znacznie lepiej. Otaczam się cudownymi ludźmi, nie denerwuję się głupimi błahostkami i mam wiele przygód. Kocham cię i chcę być zawsze tam gdzie ty! Na statku jest mi bardzo dobrze, pamiętaj o tym! Nie zamieniłabym tego życia na żadne inne! — powiedziała Rose i przytuliła męża. Philip także uśmiechnął się do ukochanej i przyjął namiętny pocałunek swej wybranki serca. Jego ręka powędrowała niżej i wsunęła się pod sukienkę żony. To było bardzo miłe kilka chwil. Później kobieta skorzystała z gorącej kąpieli. Trzeba było przygotować się na wyśmienitą kolację. Ubrana w rubinową suknię Rose myślała o Wiktorze i martwiła się.

— Muszę się dowiedzieć o co mu chodzi… — pomyślała. Philip nie mógł odnaleźć się w nowych, pięknych ubraniach, które nastroiły mu młode, flirtujące służące. Mężczyzna nie zwracał na nie jednak swojej uwagi.

— Wyglądasz ślicznie! — dodawała mu otuchy Rose, głaszcząc go po policzku.

— Żartujesz? — zdenerwował się Philip.

— Jeszcze trochę! Zrób to dla mnie! Przynajmniej nie masz peruki. W niej wyglądał byś śmiesznie! — uśmiechnęła się księżniczka i zabrała męża na ucztę.

Na sali nie było wielu piratów, przeważała arystokracja, ciekawa zobaczyć słynnych piratów. Rose dostrzegła w tłumie Edwarda.

— Braciszku! Miałeś mi coś powiedzieć. — przypomniała. Młody król zrobił dziwną minę i wziął siostrę do jednego z wolnych pomieszczeń.

— Jesteś pewna, że nie chcesz wrócić do gości? Dawno ich nie wiedziałaś a wielu chce cię poznać… — mówił brat, próbując zwlekać z obiecaną rozmową.

— Chcę, abyś mi powiedział co stało się Wiktorowi! Dlaczego go tu nie ma? — rozejrzała się Rose. Edward wziął głęboki oddech i zaczął opowiadać.

— Widzisz, Wiktor bardzo się zmienił odkąd zniknęłaś z Serene. Do momentu ataku Czarnej Wdowy jeszcze dało się to jakoś znieść, ale od kilku lat twój brat stał się niemożliwy.

— Nie rozumiem Edwardzie… Czy on jest zły za to, że stałam się jedną z piratów? Że wyszłam za Philipa? Obwinia mnie za atak Czarnej Wdowy?

— Tak, mniej więcej tak.

— Co?

— Wiktor tego nie pojmuje, nienawidzi piratów podobnie jak kiedyś ojciec. Ja przyznam ci się szczerze też na początku nie mogłem sobie poradzić z tym wszystkim. Nienawidziłem piratów, ale gdy ich bliżej poznałem i zobaczyłem, że są w porządku to zmieniłem zdanie. Wiesz, byłaś z nimi szczęśliwa. — rzekł król.

— Ja tak na prawdę przez cały czas byłam jedną z nich… Przecież mój prawdziwy ojciec był piratem. Wiktor tego nie wie?

— Wie Rose. Kochamy cię i baliśmy się o ciebie. On też. Ale nie może sobie poradzić z tym, gdzie teraz żyjesz, z kim i przede wszystkim kim teraz jesteś. — oznajmił Edward, spoglądając w oczy Rose.

— Mi jest dobrze z piratami. Wiktor jest na mnie taki zły? — spytała piratka a zarazem księżniczka.

— Nienawidzi piratów, zabrali nam ciebie, później wyszłaś za jednego z nich, okazało się, że w sumie masz w sobie krew piratów, potem uratowali Serene przed Kre, Czarną Wdową a jego wtedy tu nie było. Teraz tu piraci są bohaterami a to źle działa na stosunki z sąsiednimi wyspami i państwami, gdyż najchętniej wszystkich by wypatroszyli… Tylko Serene jest dla was miłe. Wiktorowi też bardzo się to nie podoba, najchętniej by to zmienił. Myślę, że już coś kombinuje. To mój brat, ale trochę się martwię.

— Przestań Edwardzie! Muszę z nim porozmawiać. — oznajmiła piękna Rose.

— Dobrze. Chcę ci tylko powiedzieć, że Wiktor nie życzy dobrze piratom i nie wiem czy powinniście tu przypływać. Przynajmniej na razie… To dla was niebezpieczne… Boję się o ciebie. — powiedział Edward i ucałował siostrę w czoło. Rose zamyśliła się. Czyżby jej młodszy brat jej nienawidził? Dziewczyna wyszła do gości, na wielką salę balową, gdzie nie bawiła się już za dobrze. Olśniewała swoim wyglądem, ale nie mogła przestać myśleć o tym co powiedział jej król. Wraz z Philipem poszła do swojego pokoju, aby pomyśleć.

— Nie lubię takich zabaw. — powiedział zmęczony Philip, tuląc się do ukochanej.

— Kiedyś to była moja codzienność… Nie są takie złe, tylko akurat ta była koszmarna. Nie było na niej Wiktora… — zasmuciła się piratka.

— Dlaczego?

— Nie może na nas patrzeć. Nienawidzi piratów.

— Co?

— Tak powiedział mi Edward. Nie mam siły…

— Nie przejmuj się. — pocieszał ją Philip.

— Muszę ci coś powiedzieć. Rozmawiałam z Edwardem i powiedział, iż piraci nie będą już tu tak mile widziani… Wiktor wmawia ludziom, że wcale nie jesteśmy bohaterami. Król podejrzewa, że zbiera sojuszników… Martwi się o nas! Prosi byśmy odczekali jakoś czas. Ale ja myślę, że muszę wyjaśnić wszystko z Wiktorem. On nie rozumie… — zasmuciła się kobieta i z jej oczu popłynęły łzy.

— Kochanie…

— Kiedyś to był mój dom. Wiktor nienawidzi piratów i Edward boi się, że jesteśmy w niebezpieczeństwie. Wypływamy w południe, po rozmowie z moim bratem. Wezmę jeszcze z biblioteki kilka książek. Chcę nauczyć Annę i Williama wiele ciekawych i mądrych rzeczy.

— Dobrze. Nie martw się już. Śpij spokojnie Rose. Wszystko się ułoży. — powiedział pirat, który był naprawdę bardzo zmęczony i mało co słyszał z wypowiedzi ukochanej żony.

Tej nocy Rose miała taki sam sen jak zwykle. O ludziach w płaszczach i śmierci…

— To musi być jakaś przestroga… — zamyśliła się cała mokra z nerwów.

Rozdział III — Dziwna staruszka

Z samego rana piraci przygotowywali swój ogromny statek do kolejnej podróży w głąb oceanu. Większość załogi i tak była już gotowa do drogi, gdyż spali na łajbie i nie chcieli iść na wytworne przyjęcie, wstydząc się swojego prostego zachowania a z drugiej strony męczyło ich zachowanie wyniosłej arystokracji. Nawet John pilnował okrętu i po uroczystej kolacji wrócił na swój skarb, czyli na piracki statek.

Rose zabrała dzieci i poszła z nimi do centrum Serene, na odbywający się tam targ, na którym można było kupić dosłownie wszystko. Wcześniej próbowała dostać się do swojego młodszego brata Wiktora, ale już nie było go w pałacu. Nikt nie wiedział gdzie znajduje się mężczyzna. Kobieta udała się na targ, ponieważ chciała kupić książki, których bardzo jej brakowało, jakieś ubrania, trochę żywności dla dzieci.

Piratka ledwo przeciskała się przez potężny tłum, na targu w Serene. Gdy stanęła z dziećmi w trochę mniej zatłoczonym miejscu, zapytała z uśmiechem na twarzy:

— Żyjecie kochani? Nie zgnieciono was?

— Oj tak, mamusiu! — odparła mała Anna, William nie miał czasu na odpowiedź, wpatrywał się w śliczne dziewczynki w warkoczykach przechodzące obok niego. Rose tylko uśmiechała się w głębi duszy, patrząc na synka.

— To co teraz robimy? Idziemy do dziadka? — spytała Anna.

— Nie kochanie, teraz idziemy coś kupić. Nie podoba wam się na stałym lądzie? — spojrzała na dzieci Rose.

— Jest dobrze. Co kupić?

— Książki, ubrania… Nie wiadomo kiedy znowu zobaczymy suchy ląd. — powtórzyła księżniczka i wzięła swe kochane dzieci za ręce. Na targu nikt nie poznawał tego, iż Rose jest księżniczką, piratką i ich bohaterką. Wszyscy skupieni byli na zakupach i nowych okazjach. Dziewczyna kupiła trochę żywności i ubrań a teraz przeglądała jedną z książek przygodowych.

— Panienka umie czytać? — zapytał bardzo zdziwiony sprzedawca.

— Trochę… — Rose skłamała, bo przecież naprawdę czytała bardzo dużo, ale bała się, iż wtedy wszyscy rozpoznają ją. Przecież to zazwyczaj tylko księżniczki i bogate panny umiały czytać a gdyby ją rozpoznano to… nikt tego nie wie.

Nagle piratka usłyszała czyjś lament, obejrzała się za siebie i zobaczyła starą i samotną kobietę, która wołała o pomoc a wszyscy omijali z daleka. Rose zrobiło się jej żal i dała znak dzieciom, żeby szli za nią do staruszki.

— Przepraszam, co z panią? Co się stało? — zapytała była księżniczka za którą stała mała Anna i William. One trochę obawiały się dziwnej kobiety, która zainteresowała się matka.

Staruszka popatrzyła na Rose i wydawało się jak gdyby poznała jej cudowne, błękitne oczy, jakby ją znała od dawna. Najpierw kobieta uśmiechnęła się, ale zaraz na jej twarzy zapanował smutek. Starsza pani zaczęła lamentować.

— Proszę się uspokoić! — prosiła Rose.

— Daj mi coś do jedzenia… — odparła staruszka. Piratka bez zastanowienia wyciągnęła z koszyka, który nosiła piękne i dorodne jabłko.

— Dziękuję moje dziecko! Jesteś jednak dobrą osobą… Inni omijali mnie szerokim łukiem… — podziękowała staruszka. Rose uśmiechnęła się i popatrzyła na kobietę, która dodała jeszcze:

— Jesteś inna. — staruszka mówiła to zgrzytającym głosem a ubrana była w zniszczone łachmany i nagle jakby na chwile zapadła w trans. Po prostu urwał się z nią kontakt. Staruszka siedziała cichutko i medytowała.

— To co widzę nie jest dobre… Nie chcę żeby cię to spotkało…

— Ale co, proszę pani? — spytała piratka. Dzieci przestraszyły się dziwnej kobiety.

— Masz na imię Rose… Czekałam na ciebie… Znam cię… — uśmiechnęła się staruszka i upadła na twardą ziemię twarzą. Rose szybko pomogła kobiecie i zdziwiona zapytała:

— Skąd pani wie jak mam na imię?

— Długa historia. Czekałam na ciebie! Chcę ci chodź trochę pomóc! Chcę pomóc twoim dzieciom! Muszę pomóc Tobie!

— Ale w czym?

— Długa historia! Nie powiem więcej nic! — staruszka była przedziwna. Jakby żyła w swoim świecie.

— Nie rozumiem pani…

— Smutny będzie twój los… Teraz wszystko się układało, ale się skończy… — zasmuciła się kobieta a Rose słuchała z niedowierzaniem tego co mówi starsza pani.

— Rose te sny… Te sny są kluczem… Widzisz to co będzie… — przerwała — Widzisz przyszłość. Masz takie dobre serce! — zapłakała kobieta. Rose zlękła się. Staruszka znała jej sny? Co to miało znaczyć? One się wydarzą?

— Niech pani mi powie co teraz będzie? Chyba te sny nie są prawdziwe? — zdenerwowała się Rose.

— Te koszmary nawiedzają cię od pewnego czasu, każdej nocy! Czyż nie? Spełnią się… chyba, że oszukasz przeznaczenie…

— Nic nie rozumiem… — spochmurniała piratka.

— Zrozumiesz. Proszę, to dla ciebie. — powiedziała staruszka, wyciągając owinięty chustami nóż o nie małych rozmiarach, wyglądał raczej jak większy sztylet.

— Po co mi to? — spytała Rose.

— To za pomoc. Dla bezpieczeństwa. Długo go tu trzymałam, tylko dla ciebie! Tylko tym sztyletem możesz zabić to czego zabić się nie da! Wygląda niepozornie… Ale jest czymś wielkim! — poinformowała piratkę, starsza pani.

— Ledwo panią znam! Kim jesteś? — zapytała była księżniczka i zdenerwowała się słysząc tyle nowinek.

— Twoim przyjacielem… Jeszcze się zobaczymy, ale uważaj na siebie i proszę, nie poddawaj się chociażby nie wiem co się działo!

— Nic nie rozumiem! Oświeć mnie kobieto! — prosiła Rose, ale starsza pani tylko głaskała ją po długich, złotych włosach i uśmiechała się. Nagle, gdy Rose popatrzyła na zdziwione dzieci, staruszka zniknęła! Rozpłynęła się, jakby we mgle i nie było widać po niej ani śladu.

— Gdzie ona jest? — zamyśliła się Rose ze łzami w oczach. Kobieta bała się, iż dziwna staruszka może mieć rację i te okropne sny się spełnią!

— Mamo, co ci jest? — zapytała Anna.

— Nic skarbie! Chodźmy szybko, bo tatuś nam odpłynie! — uśmiechnęła się sztucznie Rose, aby zataić przed dziećmi swój niepokój.

— Tatuś nas nie zostawi! — oburzył się Will.

Piraci byli gotowi do odpłynięcia. Nagle Philip dostrzegł zmartwienie w oczach swojej ukochanej.

— Co ci jest? Nie porozmawiałaś z Wiktorem? — spytał bardzo grzecznie.

— Nic… Nie rozmawiałam z nim, nie ma go w pałacu… Nie wiem czy czekać na niego czy lepiej odpłynąć… — powiedziała, ale pirat tylko pokiwał głową i Rose zaczęła opowiadać o dziwnej staruszce spotkanej na targu. Philip zaciekawił się tym wszystkim co przydarzyło się jego ukochanej:

— To bardzo dziwne… Skąd ona cię znała? Jak mogła na ciebie czekać na rynku? Nie mówiłaś mi o koszmarach… A ona wiedziała! Trzeba by było się nad tym wszystkim poważnie zastanowić… — zakończył.

Pirat pocałował swą najdroższą żonę i pocieszał ją jak tylko mógł, tuląc do piersi. Przed wypłynięciem na wielką wodę piraci pożegnali Edwarda i Sarę, oraz tych mieszkańców wyspy, którzy pamiętali ich zasługi. Rose chciała zobaczyć się z Wiktorem, swym braciszkiem, ale ten nie mogła na niego czekać w nieskończoność a mogło nie być go dni, ale i miesiące czy nawet lata. Mężczyzna nie tłumaczył się z niczego starszemu bratu, więc robił co chciał. To bardzo zasmuciło Rose. Piraci wypłynęli z portu. Tej nocy Philip dał Rose prześlicznego kwiatka, koloru jej oczu, którego kupił w Serene.

— Nie jest duży, ale ma swoje nadprzyrodzone piękno, tak jak ty i twe cudowne oczy, które są dla mnie wszystkim. Kocham cię!

— Dziękuję. To najpiękniejszy prezent jaki kiedykolwiek dostałam! — uśmiechnęła się Rose i tą noc spędzili bardzo namiętnie, ciesząc się swoją obecnością w przytulnym łóżku.

— Rose powiedz mi coś ładnego… — poprosił Philip, głaszcząc stopę ukochanej.

— Kobieta wyszeptała mu do ucha:

Już czysta ciemność zawładnęła światem

gwiazdy rozjaśniały na niebie,

spoglądając na złoty księżyc.

Ludzie udali się na upragniony sen,

a ja podchodzę do Twoich ust.

Skradam się do nich jak kot.

Twój odurzająco słodki oddech

łaskocze mnie subtelnie w policzek,

Schodzę powoli po szyi, prosto do Twojego serca.

Zaczyna kręcić się mojej duszy w głowie,

wariuje, jakby zaraz miało wyskoczyć.

Twoje usta spoczęły na moim ramieniu,

dokładnie wycałowujesz mi wszystko co posiadam.

Pali nas ogień pożądania, pragnienia bliskości.

Zdjąłeś już buty i swój czarny płaszcz,

Rozgościłeś się w moim sercu.

Objęcia stają się coraz bardziej drapieżne,

Szarość odeszła w cień, nastała era miłości

a Ty stałeś się powodem mego niewyspania…

Chociaż na chwilę piratka zapomniała o smutkach, lecz w nocy znów miała ten sen… Znowu obudził ją straszny koszmar. Rose przebudziła się z krzykiem a Philip próbował ją uspokoić, przytulając do snu i całując w czoło.

Rozdział IV — Wybuchowe charaktery

Ta noc jednak nie była udana dla Rose, mimo wszystkich wysiłków Philipa. Rose znowu miała koszmar, był tak samo straszny jak pozostałe a może i straszniejszy, bo kobieta wiedziała, że może naprawdę się przytrafić, jeśli nie odmieni się przeznaczenia. Już od kilku dni Philip musiał budzić krzyczącą przez sen dziewczynę. Pirat wyobrażał sobie co ona przeżywała… Nawet John był tym wszystkim przerażony. Chciał pomóc córce najlepszego przyjaciela i żonie swojego syna, ale nie mógł. Nie umiał.

— To nie wygląda dobrze…. — powiedział do Philipa, parząc na Rose, która zanurzała wzrok w głębi oceanu.

— Masz rację tato, ale nie umiem jej pomóc. — odpowiedział syn bardzo cicho.

— Może Katharina by coś poradziła? — pomyślał John.

— Ojcze, przecież ona ma tyle spraw na głowie, musi dbać o Wyspę Umarłych i przenosić ich dusze na drugą stronę. Poza tym Rose na pewno nie chciałaby się jej na razie narzucać. Wczoraj powiedziała, abym dał jej trochę czasu, ona myśli, że jej przejdzie. Myśli, że jej sny znikną… Nie wierzy im, albo nie chce… Zobaczymy. — powiedział Philip bardzo smutno.

— Mam nadzieję, że ma rację, ale jeśli nie to płyniemy do Kathariny. — rzekł John a Philip zgodził się.

Katharina była przyjaciółką piratów, zawsze służyła pomocną dłonią i ratowała ich z opresji. Miała niezwykła moc Serca Oceanu i była bardzo młodą nieśmiertelniczką o anielskich rysach twarzy. Nieśmiertelność dał jej magiczny naszyjnik, który zyskała dzięki starciu z Panem życia i śmierci. Nie miałaby go gdyby nie pomoc Rose i załogi Johna. Młody Philip podszedł do swej ukochanej i pocałował ją w policzek, tak jakby nasycał się jej obecnością. Rose zamknęła oczy i przeniosła się w inny świat. Byli tacy zakochani… Ich miłość nigdy nie traciła na wartości.

— Kochanie… — zaczął Philip — Nie wiem co ci jest. Boję się.

— Te sny, ta kobieta… — zaczęła wymieniać młoda księżniczka, ale pirat zatkał jej usta, całując ją.

— Zrobię wszystko czego zażądasz, byle byś była bezpieczna i szczęśliwa.

— Przecież jestem szczęśliwa, z tobą! — podkreśliła piratka.

— Tak, ale chodzi mi o to, że musimy wyjaśnić te sny i kim była ta staruszka, która cię przestraszyła oraz co to za sztylet ci podarowała! — powiedział pirat. Rose uśmiechnęła się, że mimo wszystko mąż nie poddaje się i chce jej pomóc. Dziewczyna podziękowała mu i poszła do swojej kajuty, aby się położyć, gdyż nagle zaczęła ją strasznie bolec głowa.

Philip zgodził się i pocałował ją na dobranoc a sam został w kuchni z Johnem i rozmawiali. Kobieta zaś pogrążyła się w głębokim śnie. Niespodziewanie John podczas przechadzki po okręcie dostrzegł zbliżający się obcy statek. Nieznajomy pojazd nie był piracki, musiał być to okręt jednego z braci Rose, ponieważ na to wskazywała flaga na maszcie, więc piraci nie obawiali się niczego. Philip pomyślał sobie tylko skrycie:

— Czego oni tu chcą? Może coś stało się w Serene? Ale dopiero tam byliśmy i Edward nic nie mówił… — mruknął do siebie.

Na obcym statku przyrodni brat Rose, Wiktor już szykował się na spotkanie z piratami. Jego oczy napełnione były nienawiścią. Obok królewicza stał mężczyzna w podeszłym wieku, który wyglądał przy chłopaku jak jego ojciec, który nie żył. Siwy mężczyzna uśmiechał się patrząc na statek Johna. Miał na sobie tylko czarne ubranie a na lewym ramieniu tatuaż — smoka, który był koloru bordowego. Wiktor spoglądał na niego i myślał sam do siebie.

— Mało o tobie wiem… — wykrztusił z siebie spokojnie.

— Nie przejmuj się. Resztę dowiesz się w swoim czasie. Bądź pewny jednego, chcę ci pomóc! Znaleźliśmy się, bo chcemy tego samego. — uśmiechnął się siwy człowiek. Mężczyzna ten miał na imię Drako i był czarownikiem, który dopiero zaczynał karierę, ale umiał więcej niżby kto przypuszczał! Był stosunkowo wysoki i pewny siebie, wydawało się, iż wie wszystko, dzięki jego elokwencji i siwej fryzurze. Jego oczy miały czarny kolor lecz gdy się ściemniało zmieniały go na czerwony. Nowo poznany człowiek był też szczupły i nie wyglądał na faceta miłego oraz uczuciowego. Kiedy statek Wiktora spotkał się ze statkiem Johna, Philip dostrzegli brata swej żony Wiktora, dziwnego mężczyznę i kilkoro uzbrojonych ludzi księcia.

— Witam! Co cię tu sprowadza? Jak nas znalazłeś? Rose chciała z tobą porozmawiać. Wiesz? — zapytał Philip, bardzo zdziwiony.

— Wiem, że nienawidzę piratów. Przypłynąłem, aby dać ostatnią szansę mojej siostrze a potem z wami skończyć. — zaśmiał się Wiktor.

— Co myśmy ci zrobili? Jaki ty jesteś szczery! Przykro mi, ale Rose już wybrała i chce żyć ze mną jako piratka. — powiedział bez stresowo Philip.

— Dobrze, więc oddaj mi swoje dzieci, proszę. Chociaż je można uratować. — poprosił Wiktor. John zaśmiał się tylko i krzyknął bardzo zły:

— Dzieci nie oddam, królewny też nie. Do widzenia! Wiktorze przemyśl swoje zachowanie! — oznajmił. Brat Rose zdenerwował się a siwy mężczyzna zaśmiał się i popatrzył na księcia, z którym rozmawiał chwilę szeptem tak, aby nikt nic nie usłyszał. Piraci stali zaś i czekali na jakiekolwiek słowa z ust Wiktora. To wszystko wydawało się dla nich bardzo dziwne…

Przecież kiedyś Wiktor kochał swoją siostrę i chciał jej szczęścia, a teraz nienawidzi ją, ponieważ jest piratką! Rose na szczęście nic nie wiedziała o spotkaniu Wiktora i Philipa, bo bardzo mocno spała. Dziewczyna miała inny sen, a mianowicie tym razem o smokach. Wszędzie je widziała! Te wielkie jaszczury zabijały i niszczyły. To był kolejny koszmar, ale wydawał się łagodniejszy.

Na pokładzie John stał się bardzo zdenerwowany. Nie wiedział co doprowadziło do spotkania się ze sobą tak wybuchowych charakterów. Niespodziewanie, po rozmowie z czarodziejem, Wiktor uśmiechnął się i powiedział:

— Jak chcecie. Ja i tak dopnę swego! Jeśli nie teraz to potem, nie macie szans!

— Zobaczymy. Acha i chyba ci się ostatnio w głowie poplątało! Powiedz temu siwemu, żeby cię wyleczył. — zaśmiał się Philip, zdenerwowany wcześniejszą rozmową.

— Nie zaczynaj! — krzyknął Wiktor. John przyglądał się w tym czasie czarodziejowi i wydawał się mu znajomy…

— Pożałujesz! — zabrzmiał głos zastępcy króla Edwarda. Nagle zaczął padać deszcz, to dzięki Drako, ale tylko Wiktor to wiedział. Piraci czekali na dalszy bieg wydarzeń.

— Od teraz poczujecie mój gniew! Dotknie on wszystkich, żaden pirat nie będzie niszczył tej planety! — krzyknął przyrodni brat Rose. Piraci dziwili się. Wiktor czuł się niezwyciężony odkąd spotkał go Drako i zaoferował przyjaźń, pomoc i namieszał mu w głowie, jednak książę tak naprawdę nic o nim nie wiedział… Siwy mężczyzna manipulował księciem tak, że ten znienawidził piratów jeszcze mocniej niż wcześniej, o wszystko ich obwiniał i chciał ich wyrznąć z powierzchni ziemi do ostatniego! Kochał jeszcze tylko Rose, ale jednocześnie nienawiść do niej była tak samo silna, gdyż była przecież córką pirata. Teraz młody książę chciał ochronić od piractwa dzieci siostry. Chłopak nie zdawał sobie sprawy z tego co robi! Po chwili uśmiechnął się:

— Przygotować działa! — rozkazał. Piraci popatrzyli na siebie.

— Czy on naprawdę zaatakuje? — pomyśleli piraci. John jednak był tego pewny. Z wielką zwinnością poprowadził statek do ucieczki przed gniewem Wiktora i jego rozrywką bombardowania pirackiego okrętu.

— Edward was ostrzegał! — przypomniał synowi John. Ten przyznał rację ojcu. Piraci walczyli z Wiktorem, ale gdy John zrozumiał, że nie mają szans z jego przewagą liczebną piraci wycofali się. Ledwo uciekli przed wielkim i silnym okrętem księcia, którego nie mieliby szans pokonać… Dobrze, że wiatr im sprzyjał.

Rose przeraziła się, że jej brat zaatakował okręt na którym przebywała.

— Co się dzieje? — zapytała zdenerwowana.

Rozdział V — Mroczne tajemnice

Philip i John uspakajali się jeszcze po spotkaniu z bratem Rose. Kapitan nie lubił porażek, ale wolał nie ryzykować mając na okręcie dwójkę małych dzieci.

— O co mu chodziło? Jakim cudem brat Rose mógł aż tak się zmienić? Zaatakował nas! Trzeba o tym powiedzieć Edwardowi. — mówił wściekły Philip.

— Może… Boję się, że szykuje się wojna… Skoro Wiktor aż tak nas nienawidzi, że nawet zebrał ludzi podobnych sobie do walki z nami… Chyba chcą oczyścić te wody z piratów. — wyszeptał smutno John. Philip zaglądnął do dzieci, które siedziały całe i zdrowe w swojej kajucie. Pirat poszedł też do Rose, która siedziała na skraju łóżka i płakała. Mężczyzna uświadomił sobie, że jego żona naprawdę bardzo cierpi. Nie dość, że atakują ją koszmary to jeszcze ukochany niegdyś brat atakuje statek z jej rodziną.

— Wszystko się ułoży… — powiedział Philip.

— Mam taką nadzieję…

— Dlaczego Wiktor to robi? — zapytała męża.

— Nie wiem…. — utulił ją mąż.

— On taki nie był. Nie wiem dlaczego tak się zmienił. To był wspaniały chłopak.

— Wszystko będzie dobrze! — uspokajał Philip.

— Wiesz, boję się, że jednak nie. Chyba nie… Musimy płynąc do Kathariny! Wiem, że o tym myślałeś, ale ja ci nie pozwoliłam. Tym razem się zgadzam — sami nie damy rady. Nie żartuję! — powiedziała przejęta piratka.

— Oczywiście. Jakbym to przewidział… John już zmieni kurs. — rzekł Philip.

Piraci płynęli teraz do czarodziejki, która mogła im bardzo pomóc. Rose ziewnęła.

— Kochanie, chcesz jeszcze spać? — zapytał ją mąż, biorąc jej dłoń w swoją.

— Na zewnątrz robi się ciemno i nie wiem dlaczego, ale bardzo jestem senna… — położyła się Rose. Philip zdziwił się, ale ucałował ukochaną i wyszedł z kajuty, aby ta mogła spokojnie zasnąć. Chłopak rozmawiał z Johnem, który zaczął dziwnie kaszleć. Brzmiał jak stary niedźwiedź. Jego kaszel był mokry i odksztuszał coś do chusty, którą miał przy sobie.

— Coś się stało? — zapytał

— Nie wiem, wszystko mnie boli, ale to nic! — zaśmiał się kapitan.

— Musisz odpocząć. Przecież ty tato nigdy nie chorujesz! — Philip zasmucił się.

Piraci płynęli do Kathariny.


Na okręcie Wiktora, ten rozmawiał już z czarnoksiężnikiem Drako.

— Nie czuję się lepiej po tym ataku… Nie udało nam się odbić statku. Mogliśmy wziąć więcej statków a nie tylko jeden. Fakt: mieliśmy więcej ludzi, wygralibyśmy, gdyby nam nie uciekli… — smucił się.

— Sprzyjał im wiatr. Jakby ktoś nad nimi czuwał. Przejdą ci wyrzuty sumienia młody książę! Tak jest na początku u każdego, ale potem to znika. Jeśli chcesz być jednym z nas, członkiem Drużyny Księżyca to musisz myśleć, robić a nawet czuć to co my! — powiedział Drako bardzo wesoło i zaczął przeglądać się w pięknym srebrnym lusterku. Książę popatrzył na niego chwilkę i zamyślił się.

— A co tobie zrobili piraci, że aż tak ich nienawidzisz? Kim dla ciebie są? Po co mi pomagasz? Jak chcesz się zemścić? Ja przynajmniej chcę im dać nauczkę, że zabrali mi siostrę, zmienili ją w jedną z nich i jeszcze całe Serene ich wielbi! Nie podoba mi się to. Tak nie może być na tym świecie. — powiedział Wiktor.

— Piraci są moimi wrogami od zawsze! Stworzyłem Drużynę Księżyca, aby zniszczyć Świat i… właśnie piratów.- powiedział Drako.

— Ale kim oni dla ciebie są? Za co, aż tak nimi gardzisz?

— John… John… John… to mój brat. — powiedział oschle Drako.

— Co? Jesteś jego bratem? Przecież on cię nie rozpoznał! Dlaczego chcesz go zniszczyć? — pytał coraz bardziej zaciekawiony Wiktor.

— Bo jest moją rodziną! Najbliższym mi człowiekiem, który pozostał przy życiu! — uderzył ręką o stół czarodziej i dokończył, aby nie przestraszyć młodego księcia:

— John mnie nie pamięta za bardzo, to nie przypadek. Byliśmy synami pirata i bardzo pięknej zwyczajnej kobiety, która miała wielkie serce… Hm… i głupie. — zamyślił się i usiadł — Ojciec nie miał dla nas czasu, ani chwilki, nawet go nie znaliśmy, potem kiedy miałem już z dwadzieścia lat dowiedziałem się, że ktoś go zasztyletował podczas jednej bitwy morskiej, ale matka opiekowała się nami jak tylko mogła. Chciała abyśmy wyrośli na dobrych ludzi… Niestety się jej nie udało! John miał kilka lat a tak broił, że się w głowie nie mieści! Jeszcze znalazł tego kolegę Richarda… Byli nie możliwi. Ja jestem rok młodszy od Johna. Jak ten mały brutal nie wyrwał kurom sąsiadki wszystkich piór, to skakał do morza lub niszczył wszystko wkoło! Matka straciła na nim mnóstwo nerwów. Ja zaś uczyłem się pilnie i starałem się być grzeczny… byłem głupi! Matka poświęcała cały swój czas Johnnemu, mimo tego wszystkiego co on robił ta kobieta otaczała go miłością bardziej niż mnie… Kochała go mocniej co czułem na każdym kroku… Tłumaczyła mi, że chce pomóc mojemu bratu, by się nie zagubił… Zagubił? Naprawdę dziwne wytłumaczenie… To mnie bardzo bolało!

Nasza matka miała wielkie serce, dlatego gdy uświadomiła sobie, że nasz ojciec pirat nie wróci cierpiała okropnie. Stała się inna… Nocami płakała w sumie w dzień także. Nie umiałem jej pocieszyć, ale John robił to znakomicie! Denerwowało mnie to.

Potem do miasteczka wprowadziła się dziewczyna o imieniu Jasmine, która miała 10 lat, więc mój brat miał 11 a ja również 10. Zakochałem się po raz pierwszy w życiu, oczywiście teraz nigdy bym się do tego nie posunął, ale wtedy byłem dzieckiem… Niestety w Jasmine zakochał się też John! Razem z Richardem zrywali dla niej kwiaty i bawili się, że ratują ją z opresji. Mnie nie chcieli wziąć do zabawy… Jasmine nie podobał się Richard, on był tylko kolegą jej ukochanego Johna. A swoją drogą nie dziwię się, że wszyscy za nią lataliśmy, gdyż ta dziewczyna miała niezwykłą urodę! Rude, związane w kucyk, długie włosy, które sięgały jej po rozpuszczeniu aż do bioder i zielone oczy, które są przecież tak rzadko spotykane…

Mówi się, iż ta która ma oczy koloru zielonego jest niepowtarzalna, niezwykła i tajemnicza… Wiesz Wiktorze? Co dzień zbierałem jej kwiaty, ale jakoś zawsze, gdy byłem już blisko jej chatki, chciałem jej je dać, to mój wstrętny brat już bawił się z nią na pobliskim drzewie myślę, że w piratów… On wielbił piractwo od najmłodszych lat. — zaśmiał się — Ta mała Jasmine uśmiechała się do mnie czasem, ale i tak nie chciała być moją dziewczyną. Nie mogłem tego znieść, że John zabierał mi zawsze całą miłość sprzed nosa!

Na dodatek matka zachorowała i umarła za kilka tygodni… To był najgorszy okres w moim życiu! Na łożu śmierci przytuliła mnie i Johna, powiedziała:

— Dbajcie o siebie, jesteście braćmi! Kocham was i nie chcę żeby coś was kiedykolwiek podzieliło… — potem zasnęła na wieczność. — zesmutniał Drako — Ja nie mogłem znieść, że nie mam nikogo, chociaż John się mną zajmował to ja uciekłem od niego. Nie uwierzysz, ale ten człowiek mnie szukał! Głupek! Ja odszedłem i go więcej nie widziałem. Błąkającego po ulicach znalazł mnie i przygarnął mnie pewien starzec, który w późniejszych czasach nauczył mnie magii, a ja chcę to wykorzystać przeciwko światu! — zaśmiał się Drako.

— A co z Johnem? A Jasmine? — zapytał Wiktor.

— John nie mógł znieść, że mnie stracił, dlatego stara się od zawsze wymazać mnie z pamięci. Obwinia się, że był złym bratem… A zawsze ciągło go do piractwa i ten jego przyjaciel Richard… zaciągnął się wraz z nim na piracki okręt. Nienawidzę go też za to, ponieważ zbezcześcił dobre imię naszej rodziny! Jasmine znalazła sobie jakiegoś porządnego mężczyznę z wyższych sfer, nie dziwię się jej, gdyż z taką urodą mogła zajść daleko! Do dziś jak o niej pomyślę to… Nie ważne. To była wspaniała dziewczyna, na pewno teraz jest jeszcze piękniejsza i mądrzejsza. — powiedział Drako.

— Więc po to stworzyłeś Drużynę Księżyca… To głupie, że chcesz za to się mścić na bracie… Przecież John jest twoją rodziną, widocznie przeżył to, że odeszłaś od niego po śmierci matki skoro wymazał cię z pamięci… — rzekł książę.

— Przestań! On nie zasługuje na miłość a mimo to, ma wszystko czego ja nie mam! Żyję nienawiścią do niego! On ma syna, wnuki, szczęście w życiu, miał kiedyś ukochaną osobę która zmarła, ale była jakiś czas i przeżył coś wielkiego, ma okręt, własna załogę, podobno teraz jakąś przyjaciółkę –czarodziejkę Katherinę… Ja mam tylko swą drużynę, ludzi z nienawiścią w sercu, ale tak naprawdę nigdy nie byłem szczęśliwy! Będę wesoły, gdy zniszczę szczęście innych! Już powoli to robię. — uśmiechnął się zły mężczyzna.

— Masz jakaś obsesję… Nie jestem, aż tak zły jak ty… — zamyślił się Wiktor.

— Tak, dlatego właśnie sprawiłem, że mój brat powoli umiera.

— Jak to?

— Po prostu złączyłem moc z członkami drużyny, którzy zebrali się przy kamiennym stole i… sprawiliśmy, że kapitan długo nie pożyje! Wysłaliśmy do niego śmierć! — zaśmiał się.

— Jak to? Zabijesz swojego brata? — zdziwił się książę.

— Tak, jasne. Już umiera. Pierwsze objawy to kaszel i ogromne bóle głowy. Potem będzie z nim już tylko gorzej! Ból nie pozwoli mu na nic, sam zacznie błagać o śmierć! Ale to będzie męczarnia! Powolna śmierć… — powiedział Drako.

— Nie wiem, jak ty mogłeś…

— Jeśli chcesz do nas dołączyć, musisz uczynić tak samo. Spokojnie, dziś się tego nauczysz na swojej siostrze!

— Na Rose? Ja… kocham ją mimo wszystko… — nie dokończył Wiktor, gdyż Drako mu przerwał ze złością w oczach.

— Nawet mnie nie złość. Wcześniej mówiłeś, że jesteś gotów do wszelakich poświęceń dla naszej sprawy. Więc jak? Twoja siostra już nie jest księżniczką, ona stała się jedną z piratów. Zdradziła twoją rodzinę! Nawet o was nie pamięta… Jest piratem! Nie bój się, dziś jej nie zabijesz. Chyba, że sprawy zajdą za daleko… Będzie dobrze, potem zabiorę cię do naszej Jaskini Księżyca, gdzie odprawiamy swe mroczne ceremonie. Zobaczysz, spodoba ci się! Zmyjesz z siebie brud. Obiecuję, że ci się spodoba! Nie przejmuj się Rose, przecież ona też cię zostawiła dla tego pirata i były król a prawdziwy twój ojciec na pewno ją bardziej kochał niż ciebie i Edwarda mimo, że nie była jego biologicznym dzieckiem to mógł oddać za nią życie. Oddał… Przez Rose nie masz ojca. — zaciemniał myśli Wiktora Drako. Potem uśmiechnął się i przygotowywał plan, na Rose.

Rozdział VI — Koszmarna noc

Na okręcie Johna, księżniczka Rose spała spokojnie i mocno jak suseł. Philip nie miał serce budzić ukochanej, wracając do kajuty po rozmowie z ojcem a przecież i tak na zewnątrz było już pawie ciemno. Piękny księżyc nadawał krajobrazowi nieskazitelne piękno, nieco silniejsze uderzenia fal pieściły okręt piracki bardzo czule i delikatnie.

Ciemnooki mężczyzna zasnął przy swojej ukochanej. Nagle dziewczyna zaczęła się niespokojnie kręcić po łóżku i wyraźnie denerwować lecz ciągle pogrążona była w głębokim śnie. Philip jednak nic nie dostrzegł, gdyż spał już bardzo mocno tak jak i reszta załogi, prócz sternika Maro który walczył z delikatnym kołysaniem okrętu, ale jego oczy również powoli stawały się coraz mniejsze.

Niespodziewanie Rose, która nadal pogrążona była we śnie wstała ze wspólnego łóżka i zatoczyła kółko obok niego mijając je, kobieta lunatykowała co przecież nigdy wcześniej się nie zdarzało. Pogoda zmieniła się i zaczął padać silny, niespokojny deszcz. Powoli przeistoczył się w coraz to mocniejszy sztorm.

Fale rwały statkiem na wszystkie strony, ale piraci jakby uśpieni przez kogoś magicznie nie odczuwali tego, z wyjątkiem lunatykującej Rose, która nie wiedząc czemu nie przebudziła się i wyszła z kajuty. Czasami przewracała się o przedmioty znajdujące się pod jej nogami, ale zawsze mężnie wstawała i szła dalej, przed siebie. Przeszła obok całej załogi i nikt jej nie zauważył! Nigdy nie było tak, że wszyscy śpią a tu taka niespodzianka! Rose poruszała się po okręcie z wielką lekkością. W końcu dotarła na zewnątrz pokładu, gdzie deszcz spływał na nią strumieniami. Rose od razu była cała mokra, jakby wpadła do oceanu. Na jej śnieżnobiałej koszuli nocnej nie było widać suchej nitki. Dziewczyna jednak mimo to wszystko nie przebudziła się ze snu. Fruwała wraz z wiatrem po pokładzie.

Rose śniło się, że jest w wielkim, dorodnym lesie wraz ze swymi braćmi — Edwardem i Wiktorem, a także jej zmarłym już dawno przyszywanym ojcem, królem Serene.

Obok lasu znajdowało się wielkie jezioro z wpływającym do niego małym wodospadem. Wszyscy byli we śnie jeszcze bardzo młodzi, w zasadzie Rose, Edward i Wiktor byli jeszcze dziećmi. W lesie toczyła się między nimi wspaniała zabawa. Dzieci goniły fruwające obok nich motyle i śmiały się do siebie, dobrze spędzając czas. Lunatykująca Rose zachowywała się jakby tam była naprawdę a nie tylko we śnie. Potykała się i upadała na mokrym pokładzie myśląc, że spada po zahaczeniu o śliskie kamienie, przewracała się, ale walecznie wstawała, gdyż dopingowała ją cała kochająca rodzina.

Pirat stojący przy sterze nie zauważył dziwnie zachowującej się Rose, mężczyzna patrzył w inną stronę i z trudem walczył z nasilającym się sztormem, który pobudził go. Kobieta szła dalej, do rufy okrętu. Starała się nie potknąć po drodze, chociaż na mokrym pokładzie nie było o takie łatwe… Nie wiadomo czemu, ale Philip ocknął się, jakby jakieś przeczucie go zmusiło sprawdzić czy Rose śpi obok. Mężczyzna zobaczył, że nie ma obok niego jego ukochanej żony i zdziwił się okropnie a nawet przestraszył się, ponieważ wiedział, że Rose nigdy nie opuszczała go w nocy.

Jednym, zwinnym ruchem wybiegł z kajuty w poszukiwaniu ukochanej. Chłopak spostrzegł, iż na pokładzie jest bardzo ślisko i panuje sztorm. Rozglądnął się pierw w środku okrętu. W kajucie dzieci nie znalazł żony, u załogi, w kuchni, u Johna… Nigdzie jej nie było! Potem wybiegł na zewnątrz i w nerwach przewrócił się prawie, ale niespodziewanie ujrzał Rose, która jakby tańczyła na rufie.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 32.07