E-book
13.65
drukowana A5
29.66
Piraci

Bezpłatny fragment - Piraci

Serce Oceanu i Wyspa Umarłych


Objętość:
161 str.
ISBN:
978-83-8126-105-0
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 29.66

Książkę tę pragnę zadedykować mojej
Jedynej Prawdziwej i Wiecznej Miłości — Dawidowi, dzięki któremu moje życie stało się piękniejsze i dużo bardziej ciekawsze. To dzięki Tobie mam codziennie motywację
by wstać i działać, a także by cieszyć się życiem

Kocham Cię najmocniej.

To z Tobą mogę podzielić się swoimi pomysłami i zawsze we mnie wierzysz.

Dziękuję też moim cudownym rodzicom,

Matiemu — zawsze pomocnemu, zdecydowanie najlepszemu bratu pod Słońcem,

Kasi — najlepszej i najsłodszej siostrzyczce jaka tylko istnieje.

Rozdział I — Okruchy przeszłości

Dzień zapowiadał się nad wyraz pochmurnie. Stado ciemnych obłoków gromadziło się nad pozbawionym życia miastem. Coraz ciemniej, coraz mroczniej, coraz zimniej od przybyłego z nad gniewnego oceanu wiatru. Z każdą chwilą stawał się on coraz mocniejszy. Uderzał on o fale z taką siłą, że zdawało się, iż skazane są one na wielki ból. Resztki promieni słońca zniknęły gdzieś za horyzontem, stało się to tak nagle, wręcz niepostrzeżenie. Nad całym miasteczkiem wysokie drzewa i niskie krzewy zaczęły energicznie falować, niektóre sprawiały wrażenie jakby kładły się na ziemi, modląc się i całując ją a potem odtrącane przez nią wracały na swoje miejsce i to naprzemiennie powtarzało się.

Wiatr był już tak potężny, że porywał dachy słabszych budynków, wybijał szyby w oknach rzucając na nie wszelkie przedmioty znalezione na swojej drodze i niszczył wszystko w pobliżu. Zaczął też siąpić drobniutki deszczyk, ale bardzo szybko zamienił się on w dziką ulewę. Padał na drogę, łąki, pobliskie pola, drzewa, kwiaty, domy, plażę, ocean. Tworzyły się coraz większe kałuże. To już nie była tylko ulewa, na ciemnym niebie pojawiły się bowiem lśniące pioruny. Co kilka sekund rozdzierały niebo, dając mocne światło. Były one niezwykle przerażające. Silny deszcz bębnił o szyby i dachy, jakby chciał wedrzeć się do środka budynków. Woda wystąpiła z przepełnionych przydrożnych rowów i płynęła już szarą ulicą. Z rynien spływały wzburzone strumienie ulewy. Wyglądało jakby sznury świeżej, rwącej rzeki oplątywały niegdyś przeciętne budynki.

Po kilkudziesięciu minutach strasznej burzy błyskawice i pioruny osłabły, deszcz powoli ustawał a ciemne chmury szybko oddalały się w kierunku zachodnim, na niebie znowu pojawiły się promienie słońca — tworząc kolorową, przepiękną tęczę. Wyglądało to niezwykle magicznie! Tęcza, drobny deszczyk, odchodzące w dal ciemne chmury… Krajobraz katastroficzny przerodził się w piękny, zapierający dech w piersiach. Ludzie powoli zaczęli wychylać swoje buzie zza okien.

W tym czasie w małej, niechlujnej, przeciekającej od deszczu izbie niedaleko portu, na nędznym łóżku zbitym ze starych desek powoli umierała kobieta. W jej ciemnych oczach widać było jak bardzo jest słaba i jak cierpi. Czoło miała całe mokre od bólu, przykryte wilgotną szmatą, która łagodzić miała jej wysoką gorączkę a jej ciemne, kręcone włosy były pomierzwione. Widać było, iż dawno ich nie rozczesywała, prawdopodobnie z braku sił. Na sobie miała skromną sukienkę o bordowym odcieniu. Mimo swojego młodego wieku wiedziała, że już nie wiele czasu jej pozostało… Choroba bezlitośnie ją wykańczała. Ból jaki przeżywała był tak wielki, że nie dało się opisać go żadnymi słowami. Kobiecie na imię było Izabella, ale znajomi wołali na nią Bella.

Oczy schorowanej dziewczyny były wypełnione słonymi łzami, którymi patrzyła na załamanego mężczyznę siedzącego przy jej łóżku i ściskającego jej dłoń. Słychać było też głośny płacz dziecka, który dobiegał z drewnianej kołyski stojącej przy drzwiach pokoiku. Leżał w niej mały, bezbronny chłopczyk, także o niezwykle ciemnych włosach i ślicznej buźce.

Mężczyzna przy łóżku cierpiącej Izabelli wydawał się oprócz tego, że załamany nade wszystko bardzo zamyślony. Jego czarne oczy wypełnione były żałością, miał gęsty zarost, który oddawał wyraziste rysy jego zasmuconej teraz twarzy, zniszczone ubranie, które wskazywało na to, iż odbył jakąś długą podróż. Niski głos wysokiego mężczyzny wypełniony był goryczą. Mężczyzna nie miał też nogi, a w jej miejscu znajdowała się drewniana proteza.

— Nie umieraj… — mówił starając się być twardy — Proszę… Nie zdążyłem… Przepraszam. Nie wiedziałem, że tak się to skończy… Chciałem dobrze. Kocham cię Izabello. Musisz żyć, ze względu na mnie i naszego cudownego synka… Popatrz na niego. Jakie ma śliczne oczka… Dokładnie takie jak ty. I ten mały nosek — też po tobie! Bello, bez ciebie nasze życie nie ma sensu… Ja… Ja sobie nie poradzę. Przepraszam za wszystko… Gdybym wtedy nie odjechał… Kocham cię… — mówił przez łzy wielki kapitan John. Jego ukochana położyła mu na usta palec jakby chciała go uspokoić. Pirat nigdy nie płakał, ponieważ to nie przystało dorosłemu mężczyźnie, a na dodatek był znanym wojownikiem i duma mu na to nie pozwalała, ale dziś miał do tego pełne prawo. Jogo ukochana umierała, a przecież ta kobieta była całym jego światem. Dzięki niej John zapominał o wszystkich troskach, problemach, nieprzyjemnościach i o otaczającym go złu całego świata. Kto by pomyślał — zakochany pirat?! Ale tak, to była szczera prawda. Nikt na wyspie tak nikogo nie kochał jak John kochał Izabellę. Mógłby oddać za nią życie, gdyby tylko tak można było.

— To już koniec ukochany… — szeptała cicho Izabella, aby nie wysilać się za bardzo z powodu bólu i dodała: — Opiekuj się naszym małym skarbem. Niech wyrośnie z niego silny, zdrowy i mądry chłopak, wychowuj go dobrze. Kocham go najbardziej na świecie wiesz o tym, więc spełnij to moje ostatnie życzenie! — poprosiła resztką sił. Potem zaczęła ściągać piękny szafirowy pierścionek z palca, był to prezent zaręczynowy od Johna.

— Gdy kiedyś mój kochany synek się zakocha to daj mu ten pierścień, aby podarował go swojej wybrance… Wiem, że to był twój prezent dla mnie, ale wiesz… mi się już nie przyda… Malec będzie miał po mnie pamiątkę… Powiedz mu, że go kocham i zrób z niego wielkiego człowieka… Niech będzie dobrym człowiekiem… — uśmiechnęła się spokojnie, jakby cieszyła się, że może przed śmiercią popatrzeć w oczy swojej jedynej, prawdziwej miłości.

— Przepraszam… — odparł John drżącym głosem — Gdybym cię wtedy nie zostawił… Nigdy sobie tego nie wybaczę! Jak mogłem?

— Przestań! Już dawno ci wybaczyłam ukochany. Miało być inaczej, ale życie… Takie jest życie… Kocham was! — mówiła spokojnie — Zawsze będę przy was obecna… Wyobrażajcie sobie, że jestem jak ciepły wiatr na słonecznej plaży… Nie musicie mnie przecież widzieć, ale będziecie mnie czuć. Nigdy was nie opuszczę. Opiekuj się… — To były ostatnie słowa młodej i ciężko chorej kobiety. John przytulił jej delikatne ciało mocno do piersi i zaśpiewał jej do ucha kołysankę, którą kiedyś nucił jej na plaży podczas pierwszych miłosnych spotkań w blasku księżyca.

Temu przyglądał się zza drzwi pokoiku przyjaciel Johna — Richard cierpiał on przecież tak samo, był on bowiem bardzo wrażliwy. Podszedł do przyjaciela poklepał go po ramieniu i powiedział:

— Wszystko się ułoży. Przynajmniej się pożegnałeś… Ty zyskałeś chociaż całego i zdrowego synka. A ja? Nawet nie powiedziałem Elizabeth jak ja kocham! Mojej ukochanej już tu nie ma. — zezłościł się.

— Richard… — łzy popłynęły z oczu pirata.

— Ten łajdak, który mi to zrobił gorzko za to zapłaci! Zabrał mi wszystko co miałem! Jedyną kobietę, które kochałem i córkę. Muszę je odnaleźć! Mam nadzieję, że nie jest za późno. — powiedział bezdźwięcznie Richard i wyszedł, nie mogąc znieść straty swojej i swojego najlepszego przyjaciela. Stanął nad brzegiem oceanu, przyklęknął i zawołał głośno: — Odnajdę was! Przyrzekam!

Od teraz życie przyjaciół miało się zmienić. Kiedyś żyli normalnie, jak prawdziwi piraci a dziś dowiedzieli się tylu nowych rzeczy… Nagle stali się ojcami i niestety niespełnionymi mężami. Doświadczeni przez los John i Richard byli bardzo młodzi i jak inni mieli jeszcze wczoraj swoje piękne marzenia. Niektóre z nich były niesamowite i naprawdę trudne do zrealizowania: chcieli zostać kapitanami pirackich okrętów, największymi rozbójnikami na wszystkich wodach. Pragnęli przygód! Od dziecka marzyli, by znaleźć pełne kufry skarbów, poznać niezwykłe postacie mieszkające na pełnych morzach i oceanach.

Piraci poznali się bardzo dawno temu w niewielkiej wiosce Bastillani, gdy zaczęli prowadzić bitwy,,na miecze” z drewna w wieku czterech lat. Żyli bez ojców, nawet ich nie znali, gdyż ci również byli piratami, więc mali chłopcy wiedzieli jakie to straszne być sierotami. Ich matki były zwykłymi, wiejskimi kobietami a także najlepszymi przyjaciółkami, po prostu poznały się pewnego dnia na targu i odkryły, że świetnie się rozumieją, widziały swych ukochanych tylko raz a potem ślad po piratach zaginął.

Dzieci wychowywały same, ale robiły to najlepiej jak umiały. Richard i John dorastali w podobnych warunkach co bardzo ich zbliżyło do sobie i stali się najlepszymi przyjaciółmi. Razem broili, uciekali przed zdenerwowanymi matkami, które z przerażeniem patrzyły jak dzieci skaczą po dachach i zaczepiają starsze kobiety wrzucając im do dekoltów ropuchy, kradli też chleb i dawali go małym, głodnym dziewczynkom, które patrzyły na nich z podziwem jak na bohaterów, budowali też stateczki z drewna i kartek papieru. Posiadali wspólne marzenia i oboje, jak ich ojcowie zostali piratami. Mieli to po prostu we krwi, mimo iż ich matki chciały dla nich innej przyszłości. Obiecali im jednak, że będą dbali o swoje dzieci, gdyby czasem mieli je w przyszłości i nie zostawią potomstwa na pastwę losu, jak ich ojcowie mimo, że zostaną sławnymi morskimi rozbójnikami. Mali chłopcy i ich marzenia… Lata mijały a John i Richard dorastali. Szybko opuścili dom i osiągnęli swój cel — zostali prawdziwymi piratami.

John miał zawsze powodzenie u kobiet. Był niesamowicie przystojny, szarmancki a do tego bardzo niegrzeczny, co przyciągało młode panny. Jego ramiona były tak silne, że podnosił on nawet najcięższe drewniane kłody, ciało miał opalone a do kontrastu nosił śnieżno białą koszulę, która zwykle była rozpięta, brązową kamizelkę, skórzany pas przy którym miał swoje uzbrojenie — pistolet i szpadę. Zamiast jednej nogi miał drewnianą protezę, ponieważ kiedyś pogryzł go potężny rekin. Na szczęście uratował go najlepszy przyjaciel. John był bardzo odważny, niczego się nie lękał, sprytny, często postępował bez zastanowienia, nie mógł usiedzieć w jednym miejscu. Mimo tego, że uwielbiał dziewczyny, nigdy żadnej nie darzył szczerym uczuciem, bawił się nimi… dopóki nie poznał tej jedynej. Nie kochał nikogo dopóki nie poznał Izabelli. Ona odmieniła jego życie. Mógłby oddać za tą kobietę swoje życie, ale Bella zachorowała i nie było dla niej żadnego ratunku.

Richard, przyjaciel Johna także szczycił się siłą, odwagą lecz i niezwykłą mądrością. Zawsze wszystko miał przemyślane i obliczone jak tylko umiał. Kierował się w życiu nauką. Jego jasne, długie, proste włosy zawsze odbijały złociste światło słoneczne, posiadał przepaskę na oku, ponieważ kiedyś walczył z dzikimi ptakami, zostawiony na środku oceanu przywiązany do dryfujących beczek i wydzióbały mu je. Opaska jednak dodawała mu tylko wdzięku! Wszyscy go znali, gdyż dokonywał wielu rabunków i innych pirackich sztuczek. Już wiele razy groziła mu śmierć. Zawsze zdołał uciec. Wymyślał wspaniałe plany, które zwykle ratowały wszystkich z opresji. Richard po prostu myślał logicznie i lubił się uczyć, poznawać nowe rzeczy. Którejś nocy Richarda i Johna zastał straszliwy sztorm, który zniszczył ich cały okręt! Ich załoga nie była wielka, ale wśród nich przeżył tylko przyjaciele, którzy zdążyli dopłynąć do najbliższego brzegu na dryfującej desce. Coś nad nimi czuwało, aby przeżyli… Dotarli do wyspy Serene, małego spokojnego państewka. Umierający, dopiero co ocierający się o śmierć leżeli na brzegu piaskowej wysepki.

Dostrzegły ich dwie spacerujące piękne przyjaciółki, ubrane w zwiewne, białe suknie i zaopiekowały się nimi, chociaż wiedziały, iż to piraci i najprawdopodobniej według obowiązującego prawa zostaliby skazani na tak zwany stryczek. Jeśli ktoś by się dowiedział o tym co zrobiły kobiety to groziła by za to całej czwórce kara. Dziewczyny wiedziały tatuaże na ramieniu Johna i na plecach Richarda, które wskazywały na częste przekraczanie granic prawa. Piękne kobiety zachwyciły się mężczyznami a nazywały się one Izabella i Elizabeth.

Izabella miała ciemne, długie włosy, ciemną cerę i piękne, piwne oczy. Wyglądała jak anioł. Jej serce było bardzo dobre, zawsze wszystkim pomagała, lubiła czytać dzieciom bajki, kochała zwierzęta, a szczególnie kotki i nigdy nie kłamała. Dziewczyna nie lubiła się stroić, ale i tak we wszystkim wyglądała ślicznie. Elizabeth natomiast miała czysto morskie — błękitne oczy, jasne jak słońce, krótkie włosy i delikatną skórę koloru mąki, skontrastowała się ze swoją koleżanką. Żaden mężczyzna nie mógł przejść obok niej obojętnie i nawet na nią nie spojrzeć. Miała pełno adoratorów, gdyż wyglądała jak morska nimfa.

Kobiety od razu zakochały się w nowo poznanych piratach a przyjaciele odwzajemniali to uczucie zaraz po odzyskaniu przytomności, postąpili wbrew pirackim zasadom. Na wyspie mężczyźni doszli do sił i byli gotowi do kolejnych wyzwań. Pierwszy raz się naprawdę zakochali. Kochankowie spędzali z sobą dużo czasu, jednak w końcu musieli się chwilowo rozstać. Richard i John postanowili znaleźć magiczny naszyjnik Serce Oceanu, aby załatwić swoim pięknym narzeczonym wielkie bogactwo a sobie sławę wśród reszty piratów i spełnić swoje marzenie. Wtedy każdy chciał zdobyć ten niesamowity klejnot a oni byli już blisko! Mieli mapy segregowane przez lata, tropy poprzedników i hart ducha. Kobiety zgodziły się na tę propozycję, mimo wielkiego ryzyka, ale po ich powrocie mieli się już nigdy nie rozstawać z ukochanymi, pobrać się i żyć długo i szczęśliwie.

Przed rozstaniem piraci ofiarowali swoim ukochanym piękne pierścienie, które znaleźli kiedyś na dnie morza, w zatopionym okręcie. To były prześliczne prezenty. Potem piraci wypłynęli na pełne morze. Nie wiedzieli jednak, że ich wybranki serca są już z nimi w ciąży. Ukrywały to, gdyż wiedziały, że ta podróż jest ważna, że to spełnienie marzeń ich narzeczonych, ale bardzo cieszyły się ze swojego stanu.

Pod nieobecność piratów syn króla Serene — Ludwik przejeżdżając przez miasteczko zakochał się w pięknej — Elizabeth, a raczej zauroczył się nią i zapragnął jej. To uczucie nie było odwzajemniane. Elizabeth kochała tylko i wyłącznie Richarda. Gdy książę dowiedział się o ciąży dziewczyny i zrozumiał, że takiej nie będzie mógł przedstawić ojcu porwał ją, więził, później oszukał wszystkich, że to z nim jest w ciąży i zmusił biedną Elizabeth do małżeństwa, był to pewnego rodzaju mezalians, jednak kobieta była bogatą szlachcianką. Kobieta przeżywała katorgi tęskniąc za ukochanym i marzyła tylko o tym, aby znów spotkać swojego pirata. Co dziennie wychodziła na brzeg oceanu i wysyłała listy w butelce, jednak ani jeden nie dotarł do pirata. Po kilku miesiącach przyszedł czas rozwiązania. Poród okazał się bardzo ciężki.

— Proszę nazwij ją Rosaline… — powiedziała do Ludwika. Ten zgodził się. Imię Rosaline pochodziło od łacińskich słów rosa (róża) i lilium (lilia), ponieważ były to ulubione kwiaty Elizabeth. Kobieta wiedziała, że jej ukochany pirat będzie pewien, iż to jego córka, obiecała przecież Richardowi wierność do końca życia.

Mała dziewczynka miała matczyne, niebiańskie oczy i niesamowitą urodę, odróżniała się od innych małych panienek.

Elizabeth urodziła dziewczynkę, przeżyła ciężki poród, ale niestety nie wytrzymała już więzienia króla Ludwika. Rzuciła się z najwyższej wieży do oceanu. Nie przeżyła tego. Może i dla jednych byłoby to nieodpowiedzialne zachowanie, ale Elizabeth była bardzo słaba emocjonalnie, Ludwik nie był dobrym mężem, terroryzował kobietę, zdradzał i bawił się nią, jednak mała Rose jakby odmieniła go. Mimo całego zła w sercu spodobała się mu mała dziewczynka i zaczął traktować ją jak prawdziwą córkę i chciał dla niej wszystkiego co najlepsze.

Nikt nie znał prawdy co do małej księżniczki, oprócz Ludwika, ale ten pokochał Rosalinę i chciał by dziecko żyło w luksusie i szczęściu. Traktował ją jak córkę i wychowywał na księżniczkę, dostojną pannę z manierami. Ludwik wierzył, iż Rose to jego własne dziecko mimo, że miał oprócz niej później jeszcze dwóch młodszych o kilka lat synów Wiktora i Edwarda, ponieważ ożenił się powtórnie z inną kobietą księżniczką Marakuncji, która zmarła, gdy Rose miała już 15 lat, kobieta również bardzo kochała dziewczynkę tak, że mimo, iż Rose nie była dzieckiem królewskim została z pośród wszystkich dzieci najmocniej otaczana miłością.

Po kilku długich miesiącach John i Richard powrócili po długiej wyprawie niestety bez naszyjnika, klejnotów i sławy do swych ukochanych, ale zastali tylko chorą Izabellę i małe dziecko w kołysce. Kobieta miała ciężko chore płuca, nie było dla niej ratunku. Męczyła się już od ładnych kilku tygodni i na dodatek jeszcze ciąża była dla niej wielkim wysiłkiem, ale wierzyła, że jej ukochany wróci i zajmie się dzieckiem. Tylko myśl o synku nie dawała jej usnąć w spokoju. Chciała by mały był bezpieczny.

Przed śmiercią kobieta opowiedziała piratom historię swoją i to co spotkało Elizabeth, przynajmniej to co wiedziała, gdyż od kiedy zabrał ją król nie wiedziała co działo się z przyjaciółką. Opowiedziana historia zaszczepiła w Richardzie wielką wolę zemsty, która potem trwałą w nim niezaspokojona przez lata.

Richard doszedł do prawdy i wiele razy próbował odzyskać córkę, ale bez żadnych skutków, chodź najlepiej ze wszystkich władał bronią białą i każdy się go bał. Dziewczynka była bardzo mocno strzeżona i nikt bez zgody króla nie mógł się do niej dostać. Mało kto znał w ogóle jej imię, ponieważ Ludwik dbał o stu procentowe bezpieczeństwo małej. Rosaline dorastała i była bardzo mądrą, piękną królewną, która jednak miała w sobie coś z piratów, a dokładnie z tatusia, gdyż wszędzie było jej pełno, była w gorącej wodzie kąpana. Kochała przygody i z natury była bardzo zwinna, szybka, odważna! Miała też dobre serce a z jej twarzy nigdy nie znikał promienny, różowy uśmiech.

Nowy król kochał małą Rose, dlatego nie mógł pozwolić, aby ta poznała prawdę a tym bardziej poddani, gdyż królewna musiałaby zostać ogłoszona bękartem, albo trzeba byłoby ją zabić a on przecież kochał,,swoje” dziecko, król myślał więc nad jakimś wspaniałym rozwiązaniem tej sprawy z Richardem, który ciągle włamywał się do pałacu, rozgłaszał pobliskiej ludności, że Rose jest jego, ale wtedy wieśniacy brali go za chorego psychicznie wariata. Po długich poszukiwaniach, przy pomocy swojej kompanii Ludwik zabił Ricka: najpierw podstępem zwabił go do pałacu, aby pokazać mu córkę i prawie sprytny pirat porwał maleńką wtedy córeczkę, ale nie udało się, został złapany i potem powieszono go na dziedzińcu. Mężczyzna nigdy nie widział swojej jedynej córki dłużej niż kilka minut, a król pozostał spokojny o siebie i dziewczynkę… Teraz naprawdę nikt miał nie znać jego tajemnicy.

John z kolei nie zrezygnował z bycia piratem, zabrał synka na własny statek, gdzie chłopiec nauczył się piratować, walczyć, żyć. Młody mężczyzna nie wiedział o wydarzeniach z przeszłości, John jednak często opowiadał mu o matce, nie wiedział co stało się z Richardem, myślał, że córeczka jego przyjaciela zginęła jak i Elizabeth a gdy usłyszał o zabójstwie Richarda przez króla wściekł się, jednak bał się, że jego przyjaciel naprawdę oszalał i chciał porwać królewską córkę. Było mu go żal a nie był wstanie pomścić przyjaciela ze względu na to, iż jemu też mogłaby grozić śmierć a wtedy malec zostałby sam.

John nigdy nie próbował znaleźć swojemu synkowi nowej matki, nie zapomniał o swojej ukochanej Izabelli. Przeciwnie, coraz częściej o niej myślał i przypominał sobie jej słowa o wietrze. Często siadał wieczorami na dziobie statku, patrzył w gwiazdy, bo wiedział, że jedną z nich na pewno jest jego ukochana i delektował się powiewem wiatru dotykającym jego policzki.

Może i jego szczęście z Izabellą trwało krótko, ale było prawdziwe. Od jej śmierci nie pieścił już ust innej kobiety, mimo, że ona na pewno chciałaby szczęścia swego ukochanego. Bardzo zabolała go śmierć swego największego skarbu. Rzadko, kiedy piraci są tak uczuciowi.

Jego synkiem — Philipem opiekowała się później Katharine — przyjaciółka a zarazem czarodziejka, która także wiele w życiu przeszła mimo, że była tak bardzo młodą osobą, bo miała zaledwie dwadzieścia kilka lat. Dzięki niej chłopiec wyrastał na wspaniałego człowieka, nauczyła go czytać, pisać i wielu innych rzeczy, których John nauczyć by nie umiał. Kapitan John nie chciał by jego syn się kiedykolwiek zakochał, ponieważ bał się, iż przeżyje to, co on na własnej skórze — śmierć ukochanej, która wyciśnie w jego duszy piętno smutku i jeszcze się nie pozbiera. Gdyby nie mały chłopiec, John nie miałby już dla kogo żyć. Wszystko musiało się teraz jakoś ułożyć… Kapitan wiedział, że musi starać się wychować syna tak, jak mu poleciła jego ukochana. Kochał go i zamierzał o niego dbać, uczyć miłości i otaczać go opiekom.

Rozdział II — Nieproszony narzeczony

Pierwsze promyki wschodzącego słońca obudziły śpiącą księżniczkę, która uśmiechnęła się na widok tak pięknego krajobrazu za oknem a później zaczęła wpatrywać się w kremowy sufit swej olbrzymiej sypialni. Nagle wbiegła ruchliwa służąca o imieniu Lilly. Była ona stosunkowo niska, wesoła, miła i zawsze chętna do pracy. Służąca królewna Rose były jak siostry i najlepsze przyjaciółki, bez względu na pochodzenie. Nie dzieliła ich duża różnica wieku, ani jakieś szczególne poglądy oprócz tego, że jedna była wykształcona a druga nie. Młodziutkie kobiety zawsze się dogadywały.

— Witaj Rosaline! Panienko, musisz dziś wyglądać olśniewająco! — krzyczała potrzepana Lilly -Zgadnij kto przyjedzie na śniadanie?! — spytała spragniona szybkiej odpowiedzi, jednak nie czekała na nią tylko dodała pośpiesznie: — Nasz przystojny gubernator, Bill Silver! — i westchnęła głośno. Królewna zrobiła kwaśną minę, jakby właśnie zjadała całą cytrynę.

— Iiii?! To nie jest dla mnie nikt ważny, to przyjaciel ojca. Załatwiają razem interesy. Nie muszę się dla niego stroić kochaniutka! — rozzłościła się Rose i zaczęła się przeciągać na łózku, jakby chciała jeszcze trochę pospać.

— Oj musisz! To ideał na męża! Ty powinnaś już szukać swego wybranka! Chcesz zostać starą panną?! Co? Bill jest uroczy, piękny, delikatny, wrażliwy, namiętny, czuły, odważny, mądry… — broniła Billa służąca, pomagając ubrać Rosaline w gorset do czerwonej sukni z małymi, śnieżnymi falbankami.

— Skąd ty to wiesz? Nie znasz go prawie. Ja potrzebuję innego mężczyzny… Prawdziwego faceta. Nie wiem jeszcze jaki ma dokładnie być, ale wiem, że gdy takiegoż poznam od razu będę to wiedziała. A nawet jeśli się dłużej zastanowię to nie musi mieć samych nienagannych cech, wystarczy żeby był dla mnie idealny. Wystarczy mi, że na jego widok serce będzie biło mi tak mocno, iż prawie wyrwie się z mej piersi — mówiła teatralnie- I gdy tylko na mnie popatrzy, ja powolutku się oderwę od otaczającej mnie rzeczywistości, gdy się do mnie uśmiechnie to z pewnością wyląduję w centrum samego nieba. I na samą iskierkę jego dotyku pojawi się we mnie stado malutkich motylków, podarowanych przez samego boga miłości — Erosa. A na dźwięk jego głosu będę poiła się melodią tak piękną, że moja dusza obmywałaby się w najsłodszym miodzie tej zieli. I patrząc na niego wiedziałabym, że jest mi wszystkim i nie wahałabym się oddać za niego życie. Tylko jego oczy byłyby kluczem do mego serca. Będę już na zawsze tylko tego mężczyzny. Wiem, że gubernator nie jest złym człowiekiem, dokonał wiele w swoim życiu i w ogóle, ale… -zamyśliła się- nie kocham go i nie czuję by mogłoby się to kiedyś zmienić. Możemy się najwyżej przyjaźnić. Wiesz, ja wierzę w romantyczną miłość.

— Przestań! Poetka się znalazła… Jesteś zbyt wybredna! Bill posiada wszystkie wymarzone cechy! — Oburzyła się Lilly i w pokoju zapadła cisza. Rose nie chciała się dłużej kłócić, machnęła ramionami i chwilę odczekała, popatrzyła przez okienko na wspaniały widok rozciągającego się jak wielkie prześcieradło oceanu.

Dziewczyna miała swój pokoik bardzo wysoko, gdyż ojciec już dawno temu przeznaczył go dla swojej córki. Rosaline była wtedy niemowlakiem a król mówił, że zrobił to by nie groziła jej żadna krzywda. Rose już przyzwyczaiła się już do tej,,opiekuńczości”. W sumie kochała ojca, który dbał o nią bardziej niż o kogokolwiek innego.

Księżniczka ubrała się i wyszła z pokoiku, ale nie śpieszyła się aby zdążyć punktualnie na uroczyste śniadanie, szła bardzo powoli, gdy zauważyła kogoś ze służby zaczynała rozmowę. Po długim spacerze trafiła na salę, gdzie przy wielkim stole czekał już ojciec i wystrojony… gubernator. Miał on na głowie białą perukę, jak przystało na tamte czasy i specjalny strój. Jego oczy były łagodnie zielone a twarz jasna i przyjemna dla oka.

Gdy Rose weszła do wielkiej jadalni to obaj dostojni mężczyźni wstali i ukłonili się grzecznie, tak jak na panów wypada. Dziewczynę ten widok nie dziwił, szła dumnie i powoli jakby chciała pokazać, że jest najważniejsza na sali. Liczyła na to, że gubernatorowi zabraknie czasu na dłuższe pogawentki i sobie pójdzie, ale Bill patrzył na nią z podziwem, gdyż księżniczka Rosaline miała proste, długie i jasne włosy, idealnie niebieskie oczy, delikatnie bladą cerę i była najpiękniejsza w całym królestwie! Rose nigdy jeszcze nie spodobał się żaden mężczyzna, aż tak by go pokochała i chciała z nim spędzić resztę życia, czekała na tego jedynego, wiedziała jednak, że jest królewną Serene i będzie musiała wyjść za tego, którego wskaże jej ojciec, dla dobra królestwa a nie z prawdziwej miłości.

Dziewczyna była z charakteru trochę jak… mężczyzna! Lubiła się bić, uprawiać wszelkie sporty, szczególnie jeździć konno. Jej serce było pełne dobra i miłości do otaczających ją ludzi. Wszyscy ją kochali i nie mogli odgadnąć na kogóż to się dziewczyna podała, gdyż Ludwik był dla nich groźnym władcą.

— Córko moja droga! — Przemawiał król — Długo rozmawiałem z naszym gubernatorem i… -przerwał- A tak w ogóle to, dlaczego tak długo kazałaś na siebie czekać? Dziś to chyba twój rekord moja panno!

— Wiem ojcze. Przepraszam najmocniej! Spotkałam tyle życzliwych twarzy… — Rose przeprosiła. Król popatrzył na nią i wykonał gest głową, jakby chciał powiedzieć,,Moja mała niezdara…” Księżniczka popatrzyła na siedzącego po prawej stronie Billa i szybko skryła twarz w delikatnych, bladych dłoniach. Gubernator uśmiechnął się lekko i popatrzył z wielką słodyczą na cudowną dziewczynę. Był przystojnym i bardzo mądrym mężczyzną i bardzo bogatym… Tytuł i wielką fortunę odziedziczył po nie dawno zmarłym ojcu. Król wiedział, iż jego gość jest bogatszy od niego, bo przecież Serene było małą wyspą. Teraz jeszcze raz patrzył prosto na śliczną dziewczynę i posłał jej serdeczny uśmiech. Księżniczka udawała jednak, że zajmuje się spożywaniem posiłku i całkowicie nie zwraca uwagi na gościa. Bawiła się sztućcami, oglądała je i spoglądała w okno.

— Córko… — powiedział król lecz królewna przerwała mu szybko:

— Tak wiem ojcze! Dziś mam tyle zajęć. Francuski, Hiszpański, szermierka, jazda konno, malowanie, taniec… Ach! Co chcesz? Ojcze nie mam czasu, aby zająć się naszym gościem. Z całym szacunkiem gubernatorze, ale muszę dbać o swoje wykształcenie.

— Księżniczko Rosaline, przestań! O co ci chodzi? Nagle pamiętasz cały plan dnia? Ciekawe… Nie ważne, mam wspaniałą nowinę. Chciałem ci powiedzieć, że gubernator poprosił mnie o twoją rękę.- Zapadła cisza. Wszyscy obecni na sali patrzyli na reakcję księżniczki, której nagle wypadła z ręki filiżanka pełna gorącej herbaty. Stłukła się na setki kawałeczków! Bezruch- tak właśnie było najlepiej opisać tą chwilę.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 29.66