drukowana A5
Kolorowa
122.13
Pink Floyd — czyli Kobieta

Bezpłatny fragment - Pink Floyd — czyli Kobieta


Objętość:
499 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2
Format:
145 × 205 мм
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-8440-434-8

Wstęp

Historia muzyki popularnej pełna jest zespołów, które wykraczają poza ramy czystej rozrywki. Istnieją jednak nieliczne formacje, których twórczość funkcjonuje nie tylko jako zbiór utworów, lecz jako spójny, wielopoziomowy przekaz kulturowy — opowieść rozpisaną na lata, albumy, symbole, okładki, dźwięki i cisze. Do tej wąskiej grupy bezsprzecznie należy zespół Pink Floyd.


Od ponad pół wieku muzyka Pink Floyd prowokuje słuchaczy do pytań: dlaczego te utwory układają się w ciągi narracyjne, dlaczego motywy szaleństwa, pamięci, lęku, alienacji i czasu powracają z obsesyjną regularnością, dlaczego kolejne płyty sprawiają wrażenie rozdziałów jednej, większej historii?


Oficjalna historiografia zespołu — biografie, wywiady, encyklopedie rocka — proponuje odpowiedzi wygodne, fragmentaryczne i często sprzeczne. Mówi się o przypadkach, inspiracjach, narkotykach, konfliktach personalnych, o „artystycznym chaosie” i „geniuszu chwili”. Ten projekt wychodzi z założenia, że takie wyjaśnienia są niewystarczające.


Bo nawet jeśli tłumaczą jak ta muzyka powstawała, wciąż nie odpowiadają na pytanie, dlaczego działa w tak niezwykły sposób. Dlaczego nie starzeje się jak większość rockowej twórczości swojej epoki. Dlaczego wciąż domaga się interpretacji, a nie tylko nostalgii. I wreszcie — dlaczego kolejne albumy Pink Floyd sprawiają wrażenie elementów większej całości, zamiast autonomicznych dzieł.


Ta książka opiera się na prostym, choć konsekwentnym założeniu: twórczość Pink Floyd można czytać nie jako zbiór piosenek ani nawet jako serię albumów, lecz jako proces.


Proces wewnętrzny, rozciągnięty w czasie, zapisywany dźwiękiem zamiast słów. Proces, który bliższy jest pamiętnikowi niż manifestowi, bliższy introspekcji niż komentarzowi społecznemu.


Pamiętnik rządzi się własnymi prawami. Nie musi być linearny. Nie musi być obiektywny. Pełen jest powrotów, obsesji, powtórzeń i luk. Jedne wydarzenia zostają w nim wyolbrzymione, inne zepchnięte na margines. Czas nie płynie w nim zgodnie z kalendarzem, lecz zgodnie z emocją. I dokładnie tak funkcjonuje muzyka Pink Floyd.


Powracające motywy — czasu, dzieciństwa, ciała, lęku, winy, izolacji, przemocy, utraty kontroli — nie są tu dekoracją ani przypadkowym zbiorem tematów. One tworzą strukturę świadomości, w której kolejne utwory są jak zapisy chwilowych stanów, a kolejne albumy jak etapy wewnętrznej drogi. Słuchacz nie tyle „poznaje historię”, ile zanurza się w cudzym doświadczeniu przeżywania świata.


Dlatego niniejsza książka nie próbuje odpowiadać na pytanie, „co autor miał na myśli”. Tak postawione pytanie zakłada bowiem jednorazowy akt twórczy i jednoznaczny sens. Tymczasem Pink Floyd to twórczość, która powstawała latami, w zmiennych konfiguracjach osobowych, emocjonalnych i kulturowych, a jej sens nie jest punktem, lecz trajektorią.


Celem tej pracy jest uważne czytanie tej trajektorii: album po albumie, utwór po utworze, motyw po motywie. Bez pośpiechu. Bez potrzeby natychmiastowego domykania interpretacji. Z założeniem, że znaczenie nie zawsze ujawnia się wprost, a często istnieje pomiędzy: między dźwiękami, między tekstami, między okładkami, a nawet między ciszą jednego utworu a początkiem następnego.


Nie jest to książka biograficzna, choć biografia będzie się w niej nieustannie pojawiać.


Nie jest to też klasyczna analiza muzyczna, choć muzyka pozostaje jej fundamentem. To próba spojrzenia na dorobek Pink Floyd jak na zaszyfrowaną autobiografię — nie jednego człowieka, lecz określonego sposobu doświadczania rzeczywistości.


Jeśli ta interpretacja ma sens, to dlatego, że muzyka Pink Floyd wciąż potrafi wywoływać poczucie niepokoju i rozpoznania jednocześnie. Jakby opowiadała historię, której nigdy w pełni nie przeżyliśmy, a mimo to ją pamiętamy. I być może właśnie dlatego nie daje się jej słuchać obojętnie.

Pink Floyd — Nazwa zespołu

Bardzo interesującą kwestią jest nazwa zespołu — Pink Floyd, który podobnie jak to ma miejsce w przypadku Led Zeppelin, pozostaje jak dotąd we mgle niedomówień i mylnych skojarzeń. By rozwikłać tę zagadkę należy skupić się nie na tym, co oficjalnie na ten temat wiadomo, co wynika z definicji celowego „wyprowadzania w pole” amatorów zbyt łatwych wniosków, ale dokładnie przefiltrować poszczególne części składowe nazwy zespołu — Pink i Floyd. Najpierw jednak bardzo ciekawe etymologiczno-prehistoryczne początki nazwy zespołu

Grupa powstała wiosną 1965 w Londynie, początkowo pod nazwą Sigma-6. Tworzyli ją studenci wydziału architektury London Polytechnical School: Roger Waters (gitara, śpiew), Richard Wright (gitara, śpiew), Nick Mason (perkusja), Clive Metcalf (gitara basowa), Keith Noble (śpiew) i Juliette Gale (śpiew). Początkowo zespół pozostawał pod silnym wpływem popularnej wówczas muzyki Rytm’n'blues, jednakże już wtedy nie stronił od muzycznych eksperymentów, takich jak wplatanie w utwory fragmentów muzyki poważnej. Formacja bardzo często zmieniała nazwę (T-Set, Tea Set, The Screaming Abdabs, The Architectual Abdabs) oraz skład.

(link) — https://pl.wikipedia.org/wiki/Historia_grupy_Pink_Floyd

Zacznijmy od samego początku:

„Gdy Barrett przybył w 1964 roku do Londynu, by rozpocząć studia malarskie w Camberwell Art School, natychmiast otrzymał od Watersa propozycję wstąpienia do zespołu. Zespół — początkowo nazwany Sigma 6 — przeżywał wówczas, jak i potem, częste zmiany składu oraz nazwy. Kiedy do zespołu dołączył Syd Barrett, grupa występowała pod nazwą The Tea Set. Gdy okazało się, że będą grali koncert z innym zespołem o takiej samej nazwie, Barrett zaproponował nazwę The Pink Floyd Sound.”

(link) — https://pl.wikipedia.org/wiki/Syd_Barrett

The Tea Set powszechnie tłumaczy się jako: Zestaw do herbaty. Zapewne Syd uśmiałby się z takiej trywialnej i mało oryginalnej nazwy zespołu. Rozkładając tę nazwę na części można wydedukować mało widoczną, ale jednak poszlakę, która wiedzie do próby zrozumienia tego co, on wiedział, ale czego z wiadomych powodów w tamtym czasie nie mógł otwartym tekstem powiedzieć.

Herbata — plotka lub osobiste informacje należące do kogoś innego; czerpak; aktualności. Rozlać herbatę o tym, co się stało w klubie.

(link) — http://www.urbandictionary.com/define.php?term=tea

Po pierwsze. Nazwa zespołu: „The Tea Set” została przemianowana z „Sigma 6” tylko i wyłącznie dzięki interwencji Syda Barretta.


Po drugie. Jego okultystyczne zamiłowania i artystyczny geniusz nie pozwoliłyby mu, jak sądzę, na danie zespołowi tak trywialnej nazwy. Potwierdzeniem tego, iż taki był gnostycki zamysł dania takiej, a nie innej nazwy zespołu, jest kolejna transformacja nazwy na: „The Screaming Abdabs”, „The Architectual Abdabs”, co w dalszej kolejności także rozkminię.


Po trzecie. Łącząc to „podprogowe” znaczenie określenia Tea, z jakże „normalnym” znaczeniem: set — zestaw, zbiór, komplet, można domyślać się, iż motywem przewodnim całej artystycznej działalności zespołu będą tematy związane z intymnymi wręcz przeżyciami jakiejś konkretnej osoby, będzie to wręcz jak najbardziej osobisty pamiętnik — czego dowody przedstawię w kolejnych wpisach. Inna „antyczna” nazwa zespołu: „The Architectual Abdabs” — także jest nazbyt dosłownie rozumiana. Zacząć tu należy od sprostowania powszechnie powtarzanej błędnej informacji:

Artykuł niejakiej Barbary Walters, zamieszczony w gazetce Politechniki Regent Street (dziś Uniwersytet Westminster) to prawdopodobnie pierwsza wzmianka prasowa o grupie, z której uformował się później zespół Pink Floyd. […] Wiele biograficznych publikacji na temat historii Pink Floyd powiela błędną informację o nazwie The Architectual Abdabs, jaką zespół rzekomo miał się posługiwać przez pewien czas w swojej pre-działalności. To nieporozumienie. Faktyczna nazwa brzmiała po prostu The Abdabs (pol. przerażenie, nerwy), a domniemany przedrostek architectual wywiedziono od powyższego artykułu.

(link) — http://skibek.pl/ciemnastrona/index.php…

Zatem mamy tu następną podpowiedź wiele mówiącą o tym, jakich to „rewelacji” należy się spodziewać w tym powyżej wspomnianym (The Tea Set) „wiwisekcyjnym pamiętniku”: abdabs — przerażenie, nerwy, co mam nadzieję udowodnić za pomocą mojej dokładnej interpretacji wszystkich kolejnych płyt i utworów zespołu.


No i na koniec nazwa oficjalna i powszechnie znana nazwa zespołu — czyli Pink Floyd.

Kiedy Tea Set zorientowali się, że nie są jedynym zespołem o tej nazwie, Barrett zaproponował zmianę na The Pink Floyd Sound, od dwóch muzyków grających bluesa — Pinka Andersona i Floyda Councila. Ostatecznie zespół zdecydował się na skrócenie nazwy do Pink Floyd na prośbę menadżerów grupy, Petera Jennera i Andrew Kinga.

(link) — https://pl.wikipedia.org/wiki/Pink_Floyd

Może tak, może nie, a może być może. Opierając się na takich „informacjach”, można bardzo łatwo wpaść w meandry pobieżnych wniosków. Ja jednak dalej będę trzymał się „okultystycznej nici” i posługując się miejskim słownikiem slangu i mowy potocznej stwierdzę, iż po raz kolejny użyty został tutaj gnostycki rodzaj przekazu.

Pink — Różowy to blady odcień czerwieni, nazwany na cześć kwiatu o tej samen nazwie. Po raz pierwszy został użyty jako nazwa koloru pod koniec XVII wieku. Według badań przeprowadzonych w Europie i Stanach Zjednoczonych, kolor różowy najczęściej kojarzy się z urokiem, uprzejmością, wrażliwością, czułością, słodyczą, dzieciństwem, kobiecością i romantyzmem. Połączenie różu i bieli kojarzy się z czystością i niewinnością, natomiast połączenie różu i czerni łączy się z erotyzmem i uwodzeniem.

link — https://en.wikipedia.org/wiki/Pink


Floyd — Osoba, która jest tak fajna, że ludzie muszą dać im wszystkie jego / jej miłość. Koleś, nick jest tak cool. On jest całkowity Floyd.

(link) — http://www.urbandictionary.com/define.php?term=floyd

Łącząc te dwie różne definicje: pink i floyd, które bynajmniej nie zostały zapożyczone od nazwisk Pinka Andersona i Floyda Councila, można wydedukować bardzo ważny wniosek, który jednakże wydawać się może jak na obecną chwilę nazbyt śmiały i nie do końca zrozumiały, ale po zaznajomieniu się z interpretacją poszczególnych utworów zespołu Pink Floyd, będzie można dopiero wtedy zrozumieć nieprzypadkowość takiego, a nie innego wyboru.


Otóż biorąc pod uwagę wszystko to, co powyżej pisałem o: The Tea Set: (zestaw osobistych informacji — motywem przewodnim całej artystycznej działalności zespołu będą tematy związane z intymnymi wręcz przeżyciami jakiejś konkretnej osoby, będzie to wręcz jak najbardziej osobisty pamiętnik), a także o: The Screaming Abdabs, The Architectual Abdabs: (przerażający, nerwowy krzyk) — to za pomocą ostatecznej wersji nazwy zespołu — Syd Barett doprecyzowuje, iż będzie to pamiętnik jakieś konkretnej, raczej neurotycznej kobiety — Pink Floyd: (dziewczęcy różowy kolor, fajna osoba).


O jaką kobietę chodzi? To już kwestia następnych rozdziałów.

Logo zespołu Pink Floyd

Tematem głównym tego rozdziału jest logo zespołu Pink Floyd z roku 1985. Aby wytłumaczyć, jaka tajemnica kryje się w tym logo, potrzebne będzie przypomnienie sobie tego, jaka archetypowa wiedza zakodowana została w nazwie tego zespołu.

Pink — Różowy to blady odcień czerwieni, nazwany na cześć kwiatu o tej samej nazwie. Po raz pierwszy został użyty jako nazwa koloru pod koniec XVII wieku. Według badań przeprowadzonych w Europie i Stanach Zjednoczonych, kolor różowy najczęściej kojarzy się z urokiem, uprzejmością, wrażliwością, czułością, słodyczą, dzieciństwem, kobiecością i romantyzmem. Połączenie różu i bieli kojarzy się z czystością i niewinnością, natomiast połączenie różu i czerni łączy się z erotyzmem i uwodzeniem.

link — https://en.wikipedia.org/wiki/Pink


Floyd — Osoba, która jest tak fajna, że ludzie muszą dać im wszystkie jego / jej miłość. Koleś, nick jest tak cool. On jest całkowity Floyd.

(link) — http://www.urbandictionary.com/define.php?term=floyd

Łącząc te dwie różne definicje: pink i floyd, które bynajmniej nie zostały zapożyczone od nazwisk Pinka Andersona i Floyda Councila, można wydedukować bardzo ważny wniosek, który jednakże wydawać się może jak na obecną chwilę nazbyt śmiały i nie do końca zrozumiały, ale po zaznajomieniu się z interpretacją poszczególnych utworów zespołu Pink Floyd, będzie można dopiero wtedy zrozumieć nieprzypadkowość takiego, a nie innego wyboru.


Biorąc pod uwagę wszystko to, co wcześniej pisałem o:

The Tea Set — (zestaw osobistych informacji — motywem przewodnim całej artystycznej działalności zespołu będą tematy związane z intymnymi wręcz przeżyciami jakiejś konkretnej osoby, będzie to wręcz jak najbardziej osobisty pamiętnik), a także o: The Screaming Abdabs, The Architectual Abdabs (przerażający, nerwowy krzyk) — to za pomocą ostatecznej wersji nazwy zespołu — Syd Barett doprecyzowuje, iż będzie to pamiętnik jakiejś konkretnej, raczej neurotycznej kobiety — Pink Floyd: (dziewczęcy różowy kolor, fajna osoba).

Logo zespołu Pink Floyd z 1973 roku zawiera w sobie ciekawą wiedzę. Najważniejszą cechą jest różowy kolor, który jest preferowany przez kobiety.

P — profil kobiecej głowy / twarzy

K — kosmyk włosów

F — korpus ciała, nogi i ręce z profilu

D — pośladki

Logo zespołów: Pink Floyd oraz Led Zeppelin — czyli Jedność przeciwieństw: Kobiety i Mężczyzny

Logo zespołów Pink Floyd i Led Zeppelin nie są jedynie przypadkowymi znakami graficznymi ani prostymi elementami identyfikacji wizualnej. Wpisują się one w znacznie głębszy porządek symboliczny, oparty na archetypach obecnych w kulturze od tysięcy lat. Aby zrozumieć ich sens, należy spojrzeć na nie nie przez pryzmat muzyki, lecz ikonografii, psychologii jungowskiej oraz uniwersalnej symboliki płci.


Logo Pink Floyd z 1973 roku (stosowane m.in. w okresie The Dark Side of the Moon) operuje miękką linią, kolorem oraz profilem, co już samo w sobie wpisuje się w klasyczne przedstawienia pierwiastka żeńskiego. Różowy kolor nie jest tu przypadkowy — w psychologii barw od dawna kojarzony jest z empatią, emocjonalnością, wrażliwością i cielesnością. To barwa ciała, skóry, krwi krążącej tuż pod nią — a więc życia i biologii, nie zaś konstrukcji czy technologii.


P — profil kobiecej głowy/twarzy, K — kosmyk włosów, F — korpus ciała, nogi i ręce z profilu, D — pośladki


Natomiast wydłużony kształt sterowca — logo zespołu Led Zeppelin personifikuje najważniejszy atrybut męskości, jakim jest fallus. Worek mosznowy reprezentowany jest przez fragment wieży, do której właśnie cumował sterowiec. Równie istotna jest imitacja męskich włosów łonowych — kłęby dymu wydobywjące się ze sterowca podczas pożaru.

Potwierdzeniem tych moich wniosków są graficzne loga obu zespołów, które w swojej „podprogowej” symbolice dość „perfidnie” nawiązują do: atrybutów męskości — public hair, kształt sterowca — phallus, scrotum (Led Zeppelin), oraz atrybutów kobiecości — różowy kolor loga, profil kobiecej twarzy — z lewej strony, kosmyk włosów — z prawej (Pink Floyd).


To, co zostało zakodowane w ich logotypach około pięćdziesięciu lat temu, jest formą podprogowego komunikatu, który oddziałuje niezależnie od świadomości odbiorcy. Właśnie dlatego te zespoły stały się tak trwałymi ikonami kultury — nie tylko dlatego, że tworzyły dobrą muzykę, ale dlatego, że dotykały archetypów głęboko zapisanych w ludzkiej psychice.


Ostatecznie najistotniejsze nie jest to, jak fani interpretowali twórczość obu zespołów ani jakie narracje narosły wokół nich z czasem. Liczy się to, że ich symbolika została zaprojektowana na poziomie znacznie głębszym niż estetyka czy marketing. Była to świadoma lub półświadoma próba zapisania uniwersalnej wiedzy o płci, energii i równowadze — wiedzy, która działa nie poprzez argument, lecz poprzez obraz.

Jedność przeciwieństw

Zestawienie utworów pochodzących z pierwszych dwóch płyt zespołu Pink Floyd, z trzema pierwszymi płytami zespołu Led Zeppelin, w wizualny sposób pokazuje jak wielkie podobieństwo łączy oba te zespoły. Nie jest to przypadkowe podobieństwo. Jak już wspominałem, wiedza zaszyfrowana w poszczególnych okładkach płyt i utworach tych zespołów, stanowi opowieść o perypetiach życiowych dwojga osób. O kogo chodzi? W tym miejscu nie czas na wyjaśnienia — jesteśmy dopiero na początkowym etapie tego muzycznego eposu.


Najważniejszym wyróżnikiem początkowych utworów obu zespołów jest logiczno-historyczne kontinuum o początkach powstania Życia na Ziemi, a także o wszystkich najważniejszych wydarzeniach historycznych, jakie miały miejsce, tak w dalekiej przeszłości, jak i tych zupełnie aktualnych. Na temat kolejnych płyt — tych już niezwiązanych z historią powszechną, będzie jeszcze sposobność powiedzieć, teraz porównanie pierwszych płyt obu zespołów.


Pink Floyd: The Piper at the Gates of Dawn / Led Zeppelin: I, II

1. Astronomy Domine — Projekcja inteligencji / 1. Good Times Bad Times — Powstanie Układu Słonecznego

2. Lucifer Sam — Księżyc / 2. Babe I’m Gonna Leave You — Powstanie Księżyca

3. Matilda Mother — Era panowania dinozaurów / 5. Your Time Is Gonna Come — Okres panowania dinozaurów

4. Flaming — Świt nowych czasów / 6. Black Mountain Side — Po zagładzie dinozaurów

5. Pow R. Toc H. — Ewolucja Człowieka / 8. I Can’t Quit You Baby — Ewolucja Człowieka

6. Take Up Thy Stethoscope And Walk — Łączność / 1. Whole Lotta Love — Byt transcendentny

7. Intersteller Overdrive — Zerwanie kontaktu / 3. The Lemon Song — Skutki nadmiernej ciekawości

8. The Gnome — Judaizm / 5. Heartbreaker — Judaizm

9. Chapter 24 — Chrześcijaństwo / 6. Living Loving Maid (She’s Just a Woman) — Chrześcijaństwo

10. Scarecrow — Islam / 7. Ramble On — Islam

11. Bike — Czasy nowożytne / 8. Moby Dick — Średniowieczna masakra


Pink Floyd: A Saucerful of Secrets / Led Zeppelin: III

1. Let There More Light — Odkrycie Ameryki / 1. Immigrant Song — Odkrycie Ameryki

2. Remember a Day — Pionierzy Dzikiego Zachodu / 2. Friends — Pionierzy Dzikiego Zachodu

3. Set the controls for the heart of the sun — Deklaracja Niepodległości / 3. Celebration Day — Deklaracja Niepodległości

4. Corporal Clegg — Film Petera Grahama Scotta: Capitain Clegg / 4. Since I’ve Been Loving You — Etos pracy, wytrwałości i oszczędności, 5. Out on the Tiles — Wyjście z cienia na polityczne salony

5. A Saucerful of Secrets — Hiroszima i Nagasaki / 7. Tangerine — Hiroszima i Nagasaki

6. See-Sow — Za Żelazną Kurtyną / 8. That’s the Way — Za Żelazną Kurtyną

7. Jugband Blues — Martin Luther King / 9. Bron-Y-Aur Stomp — Koniec z dyskryminacją


Powyższe zestawienie nie ma na celu dowodzenia „inspiracji” jednego zespołu drugim ani też sugerowania jakiejkolwiek rywalizacji artystycznej. Jest ono próbą pokazania, że obie dyskografie od samego początku funkcjonują jak dwa równoległe strumienie tej samej opowieści, opisujące ten sam ciąg zdarzeń, lecz z dwóch przeciwstawnych perspektyw.


Pink Floyd i Led Zeppelin jawią się tu nie jako przypadkowi uczestnicy historii rocka, lecz jako nośniki archetypowej narracji, w której kobieta i mężczyzna, intuicja i siła, pamięć i działanie, ciemność i światło tworzą jedną, nierozerwalną całość. Dopiero dalsze rozdziały pokażą, że ta jedność przeciwieństw nie kończy się na pierwszych płytach, lecz stanowi fundament całego tego muzycznego eposu.


To zestawienie nie rości sobie prawa do ostatecznych interpretacji ani do zamykania znaczeń w jednoznacznych formułach. Jest raczej zaproszeniem do innego sposobu słuchania — takiego, w którym płyty nie są jedynie zbiorami utworów, lecz rozdziałami większej całości, a kolejność i struktura mają znaczenie równie istotne, jak dźwięk sam w sobie. W tym sensie pierwsze albumy Pink Floyd i Led Zeppelin nie otwierają tylko historii dwóch zespołów, lecz ustanawiają ramy narracji, która będzie się rozwijać dalej, coraz bardziej oddalając się od historii powszechnej, a coraz wyraźniej zbliżając do historii osobistej.

Syd Barrett

Cała twórczość zespołu Pink Floyd: muzyka, teksty, jak również i okładki poszczególnych płyt (co w przypadku zespołu Led Zeppelin również było integralną wartością przekazu), jest jedną wielką i ogromną „górą informacji”. Stojąc u jej podnóża, kontemplujemy się tylko jej widokiem — każdy widzi tylko jednowymiarowy jej artystyczny aspekt, jednakże, by stwierdzić wielkość i piękno tej symbolicznej góry, powinno się wejść na jej szczyt, by z tego niedostępnego jak na razie poziomu, ujrzeć i zrozumieć całe jej, niedostępne ludziom nizin, wielowymiarowe — „perspektywiczne” przesłanie.


Powyższe zdania brzmią może nazbyt patetycznie, ale już po pobieżnym (niedawno) zapoznaniu się z tekstami utworów zespołu Pink Floyd, powyższe wnioski wydają mi się nad wyraz stosowne. Większość moich następnych wpisów będzie poświęconych udowodnieniu tego nad wyraz emocjonalnego stwierdzenia.


Nie piszę tego bez przyczyny, albowiem to uczucia, afekty, nastroje i namiętności będą odgrywały pierwszoplanową rolę w tym „teatrze” psychologicznej retrospekcji, jakim są teksty zdecydowanej większości utworów. Czyje to będą uczucia, o kogo chodzi, (jak pokazuje przykład rozkodowanych tekstów Led Zeppelin — zapewne będzie tu chodziło o jakąś konkretną osobę), to na ten moment jest jeszcze za wcześnie na jakiekolwiek odpowiedzi.


By do tego typu pytań jakoś merytorycznie się odnieść, najpierw muszę dokonać koniecznego wstępu, jakim będzie zapoznanie się z biografią jednej z najważniejszych postaci zespołu Pink Floyd, (w jego początkowej fazie), jaką był — Syd Barrett.


Nie ma potrzeby ani miejsca na dokładny rys historyczny — z tym każdy musi zapoznać się sam, korzystając z wielu dostępnych źródeł. Ja, jak się rzekło, skupiam się w tym wpisie na odstającym od normalności zachowaniu jednego z założycieli zespołu, którego wpływ na ich „dyskografię” był bezdyskusyjny.


Jeśli chodzi o meritum zagadnienia, to chciałbym stwierdzić, iż korelacja twórczości Led Zeppelin i Pink Floyd polega właśnie na inicjacyjnym imperatywie dwóch najważniejszych postaci tych zespołów, jakimi byli: Jimmy Page i Syd Barrett. O tym pierwszym dużo było przy okazji dekodowania twórczości Zeppelinów, teraz kolej na Syda.

„Roger Keith „Syd” Barrett (ur. 6 stycznia 1946 w Cambridge, zm. 7 lipca 2006 tamże) — brytyjski piosenkarz, gitarzysta rockowy, malarz. Członek Pink Floyd, uważany za jednego z najwybitniejszych przedstawicieli psychodelicznego rocka. […] Syd Barrett od dzieciństwa przyjaźnił się z dwiema osobami, które spotkał później w zespole Pink Floyd — Rogerem Watersem oraz Davidem Gilmourem. Z tym drugim zżył się szczególnie podczas nauki w College of Arts and Technology. Spędzali mnóstwo czasu, ucząc się razem gry na gitarze oraz wspólnie występując. […] Zarówno dwa wcześniejsze single, jak i następny — Apples and Oranges — były dziełem Syda Barretta. Barrett stał się twórcą większości wczesnego materiału zespołu, w tym tego umieszczonego na ciepło przyjętym przez krytykę The Piper at the Gates of Dawn. Spośród 11 piosenek na płycie osiem było autorstwa, a kolejne dwie współautorstwa Barretta. […] W okresie tuż przed wydaniem płyty The Piper at the Gates of Dawn pojawiły się pierwsze oznaki zmian w osobowości Barretta. […] Pojawiło się wiele spekulacji na temat psychicznego stanu Syda Barretta. Wielu uważa, że cierpiał na schizofrenię. Niektórzy posądzali go o zespół Aspergera. Dobrze wiadomo o eksperymentach Barretta w latach 60. z narkotykami psychodelicznymi, zwłaszcza LSD. W powszechnej opinii to narkotyki spowodowały lub przynajmniej przyspieszyły rozwój choroby…

(link) — https://pl.wikipedia.org/wiki/Syd_Barrett

Wszystko fajnie. Barrett był narkomanem, chorym psychicznie człowiekiem, ale to tylko część prawdy, wcale nie ta najważniejsza.


Z książki autorstwa Juliana Palaciosa: „Syd Barrett i Pink Floyd: Mroczny świat” dowiadujemy się rzeczy istotniejszej, która moim zdaniem miała, ma, tak kardynalnego znaczenia wpływ, iż błędem byłoby to przeoczyć. Więcej nawet, jest to dowód potwierdzający moją powyżej zaprezentowaną tezę, mówiącą o tym, iż to te „podprogowe” wartości miały pierwszorzędne znaczenie w genezie tak powstania, jak i całej twórczości liderów obu zespołów.

Syd mieszkał u nas — mówi Seamus O’Connell. — Miał kawalerkę. Moja mama stworzyła tam mieszkanie dla lokatorów, pomieszkiwało u niej sporo znajomych. To było naprawdę straszne miejsce, ale miało klimat. Syd zaczynał się interesować okultyzmem, którym zajmowała się moja mama. Wróżyła z tarota.

Zainteresowanie okultyzmem wezbrało w Barrettcie bardzo szybko. Spędził wiele nocy rozmawiając z Ellą O’Connell o astrologii, runach i innych podobnych zagadnieniach. Siedząc w zadymionym pokoju pośród arrasów stworzonych przez Ellę i jej byłego męża, zaczytywał się w „Encyklopedii okultyzmu”.

Ella podarowała Barrettowi pierwsze wydanie opublikowanej w 1929 roku powieści Aleistera Crowleya „Moonchild” (rozdział 18 nosi tytuł The Dark Side of the Moon — „Ciemna strona księżyca”). Księżycowe dziecię opowiada historię młodej kobiety uwięzionej przez magika, reprezentującego białą magię, i wplątanej w wojnę czarodziejów. Za sprawą magika dziewczyna zachodzi w ciążę z eterycznym księżycowym dzieckiem i walczy z okultyzmem.

Barrett siedział w obskurnym pokoju i czytał: „Czyn wedle swej woli będzie całym Prawem”.

I wszystko teraz staje się jasne. To jest ta poszukiwana NIĆ, wiodąca do „labiryntu” Jimmiego Page’a. Informacje zawarte w pierwszym cytacie dobitnie świadczą o tym, iż pozostali członkowie zespołu Pink Floyd niejako „kontynuowali” dzieło rozpoczęte przez Syda Barretta.


To właśnie w tym miejscu drogi Pink Floyd i Led Zeppelin przestają się jedynie „przecinać”, a zaczynają biec równolegle, prowadząc do tego samego symbolicznego centrum. Dalej nie będziemy już mówić o przypadkach, inspiracjach czy zbiegach okoliczności — lecz o świadomej kontynuacji.

1. The Piper at the Gates of Dawn

Okładka pierwszej płyty zespołu Pink Floyd

Czas na okładkę pierwszej płyty zespołu Pink Floyd. By móc zmierzyć się z tym tematem, niezbędny był ten nieco przydługi wstęp, na który składa się z niezwykła i niestety zupełnie nieznana i niedoceniana postać Syda Barretta, jak również moje „podprogowe” tłumaczenie nazwy zespołu, no i wreszcie „rozkminiony” tytuł ich debiutanckiego albumu. Jednakowoż by móc dokładnie zrozumieć przesłanie jakie przyświecało twórcom tego „kodu” wysłanego w „muzyczną czasoprzestrzeń”, należy wiedzieć cokolwiek więcej na ten temat.


Cóż zatem do tego dodać by uniknąć niepotrzebnego błądzenia w labiryncie mylnych wniosków, czy też, co bardziej irytuje, ignoranckiego przekonania, iż wszystko co jest dziełem tego zespołu jest tylko i wyłącznie kolejną, jedną z wielu, artystyczną wizją jakichś „naćpanych” rockmenów.


Moim zdaniem pierwsza płyta zespołu Pink Floyd: The Piper at the Gates of Dawn w swojej formie jak i treści w zadziwiająco bliźniaczy sposób nawiązuje do początkowego etapu twórczości Zeppelinów, natomiast okładka ich debiutanckiego dzieła w artystyczno-wizjonerski sposób tą kwestię szyfruje.


By to stwierdzić nie trzeba wiele wysiłku. Porównując okładkę aktualnie omawianej płyty z okładką trzeciej płyty zespołu Led Zeppelin, to widać pewne podobieństwa, a wszelki sceptycyzm szybko „ucichnie” wraz z zapoznaniem się tekstami poszczególnych utworów obu tych zespołów.


Podobnie rzecz się ma z ilustracją zamieszczoną na odwrocie płyty Floydów. Cóż ta dziwna postać może symbolizować, jakiej treści można oczekiwać — mając cały czas w pamięci, iż nie jest to tylko „przypadkowa” artystyczna wizja jakiegoś „przypadkowego” artysty. Na fakt, iż nie jest to tylko „zwykła”, jedna z wielu, szybko zapomniana ilustracyjka, naprowadza poniżej wyrażona opinia — ostatnie zdanie cytatu.

„Trudno uwierzyć, że od wydania tego albumu minęło już prawie pół wieku. Zespół, którego ówczesny spiritus movens miał w niedługim czasie zapuścić się zbyt głęboko w świat narkotyków, tym dziełem pchnął rocka w nowe rejony psychodelii. Eksperymentalnej, miejscami transowej muzyce towarzyszy zdjęcie mające oddawać halucynogenne wizje. Standardem owych czasach było zamieszczanie na okładce fotografii zespołu. Że Pink Floyd nie miało jeszcze wyklarowanej wizji artystycznej, to uznano to za oczywistość (zdjęcia grupy na okładkach z lat 70. już się nie pojawiały). EMI wybrało pierwszego z brzegu swojego fotografa po czym zostawiono mu wolną rękę, nie przykładając specjalnej wagi do opakowania płyty.

Vic Singh nie dysponował zbyt dużym budżetem, a chciał na zdjęciu uchwycić oniryczny charakter muzyki. Zamiast wydawać pieniądze na postprodukcję użył podarowanej przez przyjaciela, niejakiego Georga Harrisona, soczewki-pryzmatu zakładanej na obiektyw (jeden jak i drugi do tej pory nie widział dla niej żadnego zastosowania). Fotograf zalecił muzykom, żeby założyli na sesję jak najjaskrawsze ciuchy i zaprosił do studia. Przyszli, wypalili z nim parę jointów i zapozowali.


Barrettowi bardzo spodobało się przedsięwzięcie, wykonał nawet zdjęcia próbne przez pryzmat, a po sesji namalował grafikę na tylną okładkę. Dla tych, którym psychiatra notuje na czerwono odpowiedź do zadania „powiedz, co widzisz na rysunku”: to powyżej to nie mutant z radioaktywnych bagien, tylko zwykły obrys grupy tańczących ludzi.

http://okladki.net/okladki/show/134-pink-floyd--the-piper-at-the-gates-of-dawn

Tak jak awers okładki symbolizować ma szeroko rozgałęzioną i „chaotyczną” ewolucję — co jest jedną z głównych zasad tego procesu zmian zachodzących w czasie, tak rewers jest ideogramem, który personifikować ma te zmiany w dosłownym tego słowa znaczeniu. Jest to zawarty w jednym symbolu cały proces jaką przeszła istota człekokształtna — są tam nałożone na siebie wszystkie wcześniejsze stadia rozwojowe istoty człekokształtnej, z której, w wyniku ewolucyjnych zmian, „wykrystalizował się” Człowiek nam współczesny. I to jest cała „tajemnica” tej okładki, czego potwierdzeniem są wszystkie utwory na niej zamieszczone.


Dlatego też sprowadzanie tej okładki do efektu psychodelicznej fantazji epoki jest poważnym uproszczeniem. Nie mamy tu do czynienia z chaosem ani przypadkową wizją, lecz z wizualnym zapisem procesu — ruchu od form pierwotnych ku uświadomionej postaci człowieka. Awers i rewers płyty pełnią funkcję znaku i mapy zarazem, wprowadzając słuchacza w narrację, która dopiero w muzyce rozwija się w pełni. W tym sensie The Piper at the Gates of Dawn nie zamyka żadnej historii, lecz świadomie ją otwiera.

1. Astronomy Domine — Projekcja inteligencji

Już w inauguracyjnym utworze pierwszej płyty zespołu Pink Floyd jest tyle znaków i tropów, że aż „głowa boli” — że tak kolokwialnie powiem. Dla niewprawnego „oka i ucha” wydaje się on nieco trywialny — jakieś śmieszne pip pip na początku, a później nie do końca zrozumiały tekst. W tym miejscu po raz kolejny muszę nawiązać do odkodowanej przeze mnie „twórczości” zespołu Led Zeppelin, a konkretnie do tego, iż w prawie każdym elemencie ich dzieła natrafić można na tego typu „przeszkody”, czy to w postaci tekstów poszczególnych piosenek, czy jak również i okładek.


By z tymi zakodowanymi informacjami jakoś sobie poradzić zmuszony byłem korzystać z „podpowiedzi”, czyli musiałem sięgnąć do informacji źródłowych (cytatów, linków), dzięki którym mogłem w jakiś minimalny, ale jednak, wiarygodny sposób, udokumentować moje „przypuszczenia”. Takoż i ma się z twórczością aktualnie omawianego zespołu. Większość moich wniosków poprzedzona będzie wiele mówiącym wstępem. Na początek kilka informacji wprowadzających do rozwikłania kolejnego „węzełka” gordyjskiego. By cokolwiek zrozumieć należy rozpocząć od rozkodowania określenia — Dan Dare.

Dan Dare to brytyjski bohater komiksów science fiction, stworzony przez ilustratora Franka Hampsona, który napisał również pierwsze historie. Dare pojawiał się w komiksie Eagle w serii Dan Dare, Pilot of the Future od 1950 do 1967 roku (a następnie w przedrukach) oraz był emitowany w formie słuchowiska siedem razy w tygodniu w Radiu Luxembourg (1951–1956). Akcja opowieści rozgrywała się pod koniec lat 90. XX wieku, jednak dialogi i sposób bycia bohaterów przypominają brytyjskie filmy wojenne z lat 50. Dan Dare bywa opisywany jako „Biggles w kosmosie” oraz jako brytyjski odpowiednik Bucka Rogersa.

(link) — https://en.wikipedia.org/wiki/Dan_Dare


Buck Rogers to fikcyjna postać space opery, stworzona przez Philipa Francisa Nowlana w noweli Armageddon A.D., a następnie pojawiająca się w wielu różnych mediach. W utworze Armageddon 2419 A.D., opublikowanym w sierpniowym numerze magazynu pulpowego Amazing Stories z 1928 roku, imię bohatera brzmiało „Anthony”. Kontynuacja zatytułowana The Airlords of Han została opublikowana w marcowym numerze z 1929 roku. […]

Postać po raz pierwszy pojawiła się jako Anthony Rogers, główny bohater Armageddon 2419 A.D. Nowlana. Urodzony w 1898 roku Rogers jest weteranem Wielkiej Wojny (I wojny światowej) i do 1927 roku pracuje dla American Radioactive Gas Corporation, badając doniesienia o niezwykłych zjawiskach zgłaszanych w opuszczonych kopalniach węgla w pobliżu doliny Wyoming w Pensylwanii. 15 grudnia, gdy przebywa na jednym z niższych poziomów kopalni, dochodzi do zawału. Wystawiony na działanie radioaktywnego gazu Rogers zapada w „stan zawieszonej animacji, wolny od niszczących procesów katabolicznych i bez jakiegokolwiek widocznego wpływu na sprawność fizyczną czy umysłową”. Rogers pozostaje w tym stanie przez 492 lata.

Rogers budzi się w roku 2419. Sądząc, że spał jedynie kilka godzin, przez kilka dni błąka się po nieznanych lasach (które niemal pięć wieków wcześniej były Pensylwanią). Zauważa osobę ubraną w dziwne stroje, która znajduje się pod atakiem…

(link) — https://en.wikipedia.org/wiki/Buck_Rogers

Jeśli powiem, że jest to nawiązanie do cykliczności Wszechświata — do ponownego odradzania się Życia w skali makro (ewolucja) i mikro oczywiście (człowiek), to zapewne jest to jeszcze zbyt mało przekonywujące, że tak delikatnie powiem. Dlatego też poniżej kolejne argumenty na potwierdzenie tegoż. Tytuł utworu: Astronomy Domine.

„Astronomy Domine” to piosenka angielskiego zespołu rockowego Pink Floyd. Piosenka, napisana i skomponowana przez pierwszego wokalistę / gitarzystę Syda Barretta, była pierwszą piosenką debiutującą na albumie The Piper at the Gates of Dawn (1967). Główny wokal został śpiewany przez Barretta i keyboardzisty Richarda Wrighta. Tytuł roboczy był „Astronomia Domine (Astral Chant)”. „Domine” (wołacz od „Pana” w łacinie) jest słowem często cytowany w gregoriańskich śpiewów.

(link) — https://en.wikipedia.org/wiki/Astronomy_Domine

Początkowe dźwięki pip pip, jak i cały utwór, jednoznacznie nawiązują w swojej stylistyce do tych kosmicznych klimatów jakie znamy z najsłynniejszego filmu Stanleya Kubricka. By się o tym przekonać trzeba raczej niewiele — należy się z tym utworem zapoznać.


Tak tytuł utworu — Astronomy Domine (Pastor Astronomii), a także tytuł roboczy — (Astral Chant), czy też słynny monolit z filmu Stanleya Kubricka — to aż nadto by stwierdzić, iż nie jest to banalny utwór, jakich wiele przed nim i po nim nagrano. Na taki wniosek z pewnością jest jeszcze za wcześnie, ale wszystkie te wspomniane poszczególne „dowody pośrednie” ukierunkowują w stronę definicji „inteligentnego projektu”, z tym, iż ja nie do końca bym się z nią identyfikował, a bardziej z tym co wynika z określenia — „projekcja inteligencji”, ale to już temat na inne „opowiadanie”.


Sam tekst utworu również nie jest przypadkowy. Zawarty jest w nim większy, niż można by się tego spodziewać, sens.


Druga scena,

Walka w błękitach niegdyś znanych,

W dół spływając,

Dźwięk rozbrzmiewa,

W lodowatych wód podziemiach […]

Gwiezdna trwoga,

Znaki rażą i trzepoczą,

Błyski, błyski, błyski, huk (BANG! BANG!)


Wszystkie te wyrażenia stanowią opowieść o procesie tworzenia się naszego wszechświata od samego początku, którego nota bene „nie było”, ponieważ czas naszego wszechświata liczony jest od wielce umownego BIG BANG-u. Początkiem naszego Wszechświata był kolaps „poprzedniego”, który jest immanentną częścią naszego, zaś wraz końcem naszego Wszechświata zacznie się następny i tak w nieskończoność.

2. Lucifer Sam — Księżyc

No to początkowe etapy powstania Wszechświata mamy już za sobą. Czas na kolejne bardzo ważne wydarzenie. Bajki o kocie Barretta (Sam), jego dziewczynie (Jeny Spires) i inne temu podobne historie są po to właśnie, by cała ta „opowieść” miała bardzo trywialny charakter. No i dobrze, tak miało być, a że jest inaczej, to już inna kwestia. W tym przypadku kolejną podpowiedzią jest poniżej zamieszczony cytat, który dokładnie wyjaśnia wpływ „Lucifera” (Księżyca) na opadanie i podnoszenie się poziomu wody w oceanie.


Lucyfer Sam, syjamski kot

Zawsze siedzi tuż przy tobie

Ciągle obok ciebie

Tego kota nie mogę pojąć!

Jennifrer Gentle, ty czarownico

Ty po lewej stronie

On po prawej

O, nie!

Tego kota nie mogę pojąć!

Lucyfer idzie do moerza

Bądź klawym kocim marynarzem

Pływy morskie (przypływy i odpływy) — regularnie powtarzające się podnoszenie i opadanie poziomu wody w oceanie. Obrót Ziemi powoduje, że w ciągu doby w danym miejscu zmienia się siła przyciągania Księżyca i Słońca (siła pływowa). Wielkość pływów zależy od wielu czynników takich jak kształt wybrzeża (duże pływy w zatokach), głębokość morza, zmienna pozycja Słońca i Księżyca w stosunku do Ziemi, co jest połączone z rotacją Ziemi. Najsilniejsze pływy (syzygijne) występują, gdy wpływy Słońca i Księżyca dodają się do siebie (tj. gdy Księżyc, Ziemia i Słońce znajdują się w linii prostej — w trakcie pełni oraz w nowiu Księżyca).

(link) — https://pl.wikipedia.org/wiki/P%C5%82ywy_morskie

O tym, że Barrett w tym utworze koduje informacje o Księżycu, przekonać się można dzięki innym poszlakom:

Lucyfer [z łac.– niosący światło; lucem biernik od lux (światło) + ferre (nieść)].

link — https://pl.wikipedia.org/wiki/Lucyfer

Koty są zwierzętami aktywnymi nocą. Nie więc dziwnego w tym, że zwłaszcza nocą, kiedy są najbardziej rozbudzone i ochocze do zabaw, domagają się naszej uwagi głośnym miauczeniem.

Czarownice (i nie tylko) pracują z cyklem księżycowym, rozumianym najczęściej jako: księżyc rosnący — pełnia — księżyc malejący — nów. Wiemy kiedy koncentrować energię na tym, co chcemy rozwijać, a kiedy na tym, czego chcemy się pozbyć. Z reguły czujemy przypływ twórczych mocy podczas pełni, a wycofujemy się ze świata podczas nowiu.

link — https://www.podksiezycem.pl/2019/04/ksiezyc-w-zyciu-czarownicy_19.html

Reasumując, cały ten utwór to jedna wielka „apoteoza” naszego ziemskiego satelity — Księżyca.


Na koniec warto zauważyć, że w tej „apoteozie” Księżyc przestaje być jedynie ciałem niebieskim, a staje się mediatorem między kosmosem a codziennością: reguluje rytmy oceanów, snu, wyobraźni i mitu. Barrett, ukrywając go pod maską kota, czarownicy i pozornie banalnej opowieści, pokazuje, że to, co naprawdę fundamentalne, działa najskuteczniej wtedy, gdy nie domaga się uwagi wprost. Księżyc siedzi „tuż przy tobie” — cichy, konsekwentny, nie do pojęcia — i właśnie dlatego jego wpływ jest tak wszechobecny i nieuchronny.

3. Matilda Mother — Era panowania dinozaurów

Tekst tego utworu w wymowny sposób informuje o tym kto niegdyś panował na Ziemi i nie chodzi tu bynajmniej o jakiegoś króla czy dynastię. Cały czas trzymając się wcześniej powziętej konwencji kontinuum czasu, nie jest trudnym stwierdzić, iż jest to „opowieść” o dominującej grupie kręgowców, która panowała przez stosunkowo długi okres, a kresem jego panowania był impakt meteorytu około 65 milionów lat temu.

Matilda Mother

There was a king who ruled the land.

His majesty was in command.

With silver eyes the scarlet eagle
Showers silver on the people.

Oh Mother, tell me more.

Why’d'ya have to leave me there
Hanging in my infant air
Waiting?
You only have to read the lines
They’re scribbly black and everything shines.

Across the stream with wooden shoes
With bells to tell the king the news
A thousand misty riders climb up
Higher once upon a time.

Wandering and dreaming
The words have different meaning.

Yes they did. For all the time spent in that room
The doll’s house, darkness, old perfume
And fairy stories held me high on
Clouds of sunlight floating by.

Oh Mother, tell me more
Tell me more. Aaaaaaaah

Tekst z: https://www.tekstowo.pl/piosenka,pink_floyd,matilda_mother.html

Oczywiście chodzi tu o panowanie dinozaurów i aby to stwierdzić nie trzeba wiele — należy tylko z uwagą przyjrzeć się warstwie muzycznej utworu. Pompatyczny nastrój, ociężałe tempo przypominające marsz stada ogromnych gadów. Interpretacja poszczególnych wersów powinna udowodnić te moje powyższe twierdzenie.


Matilda Mother

Był sobie król, który rządził krajem.

Jego wysokość była u władzy.

Ze srebrnymi oczami i szkarłatnym orłem — Jak wyglądały (mogły wygladać) ówczesne mezozoiczne gady nietrudno stwierdzić. Dowodem tego są wyniki badań naukowych, co skutkuje coraz dokładniejszymi opisami, ilustracjami, a nawet filmami — któż nie widział filmu „Park Jurajski” Stevena Spielberga.


Srebrne prysznice na ludzi.

Oh, matko, opowiedz mi więcej.

Dlaczego chcesz mnie tu zostawić

Wiszącego w moim niemowlęcym powietrzu

Czekającego? — Zapewne chodzi tu o „rywalizację” gadów z gadami ssakopodobnymi, z których wyewoluował człowiek. Gady ssakopodobne na swoją szansę, na ewolucyjny skok, musiały długo czekać.


Ty masz tylko przeczytać linijki

Są nabazgrolone na czarno i wszystko jasne.

Poprzez strumień drewnianymi butami

Z dzwonkami, aby przekazać królowi wiadomości

Tysiąc mglistych jeźdźców wspina się

Wyżej pewnego razu.

Błądzący i śniący

Wyrazy mają odmienne znaczenia. — No i gady ssakopodobne doczekały się. Około 65 milionów lat temu olbrzymi asteroid spadł na Ziemię.


Syd Barrett dobitnie podkreśla, iż prawdziwego sensu znaczenia tak tego wyrażenia, jak i większości innych, należy się domyśleć.


Właśnie tak.

Przez cały czas spędzony w tym pokoju

Domek lalek, ciemność, stare perfumy — Wersy te kodują informacją o okresie „niewoli” — dominacji gadów.


I opowieści o wróżkach trzymały mnie wysoko

Na przesuwających się chmurach światła słonecznego

Oh, matko, opowiedz mi więcej.

Opowiedz mi więcej.

Aaaaaaaah


Matylda — imię żeńskie pochodzenia starogermańskiego, oznaczające kobietę silną i odważną w walce: macht (siła, władza) i hiltia (walka) — personifikuje dominującą rolę gadów, natomiast Mother — wiele mówi o wspólnym, ewolucyjnym pochodzeniu obu gromad: gadów i gadów ssakokształtnych.


Dodam tylko, iż utwór Matilda Mother Floydów tożsamy jest w swoim wydźwięku z Your Time Is Gonna Come zespołu Led Zeppelin.

4. Flaming — Świt nowych czasów

Po raz kolejny podkład muzyczny stanowi bardzo ważne dopełnienie libretta utworu. Już początkowy fragment (dokładnie 15 sekund) wiele wyjaśnia. Są to odgłosy pradawnego świata jaki po zagładzie dominującego gatunku rozprzestrzeniał się w eocenie, oligocenie, miocenie. Można sobie wyobrazić jaki popłoch wśród „podwładnych” wywoływał przerażający ryk dominującego drapieżnika Smilodona.


Ciąg dalszy utworu dokładnie opowiada dalsze losy rodzaju Homo, do którego należy również człowiek rozumny.


Sam pośród obłoków, wszystkie błękitne.

Leżąc na puchu.

Yippee! Ty mnie nie widzisz,

Lecz ja ciebie tak,

Leniuchując na mglistej rosie.

Siedząc na jednorożcu.


Moja interpretacja tytułu utworu odnosi się do jednej z epok rozwoju życia na Ziemi — Eocenu.

„Nazwa pochodzi od połączenia greckich słów eos — jutrzenka i kainos — nowy (w nieformalnym tłumaczeniu: „świt nowych czasów”). Eocen zawdzięcza swą nazwę faktowi, że w czasie jego trwania pojawia się wiele występujących do dziś rzędów ssaków, a także niektóre istniejące nadal rodziny.”

(link) — https://pl.wikipedia.org/wiki/Eocen

Tytuł tego utworu: Flaming (ognisty, płonący) w zamyśle jego autorów nawiązywać ma, jak sądzę, do tego, iż człowiek za pomocą ognia utorował sobie dominującą rolę w otaczającym go, nieprzyjaznym mu świecie.


Klimat i nastrój tej piosenki jest bardzo podobny do utworu instrumentalnego: Black Mountain Side, z pierwszej płyty zespołu Led Zeppelin.

5. Pow R. Toc H. — Ewolucja Człowieka

W tym przypadku mamy do czynienia z utworem instrumentalnym, z tego też względu wszelkich dowodów świadczących o gnostyckim charakterze Pow R. Toc H. należy szukać w warstwie muzycznej. Tak wokal jak i efekty specjalne mają za zadanie wywołać wrażenie, iż oto jesteśmy w samym środku jakiegoś lasu tropikalnego, a zewsząd otaczają nas odgłosy dzikiej i nieujarzmionej przyrody z wyraźnie zaznaczonymi odgłosami jakie wydają istoty człekokształtne.


W tle usłyszeć można dźwięki bardziej nam znajome, takie jakie można usłyszeć z ust sukcesora (czyli człowieka rozumnego), całego szeregu emanacji rodziny ssaków naczelnych. Dowodem na to, iż w tym kierunku należy skierować tok myślenia jest poniższy cytat:

Pow R. Toc H.” został przemianowany na „Różową dżunglę” w części „The Pink Jungle” in the „Journey”. Pink Floyd wykonał piosenkę na żywo w latach 1967–1969.

(link) — https://en.wikipedia.org/wiki/Pow_R._Toc_H.

Tytuł utworu także ma swoje „nieprzeciętne” znaczenie. To kolejna zakodowana informacja o ewolucyjnych korzeniach całej naszej człekokształtnej rodziny, z której się wywodzimy.

Toc H (TH) jest międzynarodowym ruchem chrześcijańskim. Nazwa stanowi skrót od Talbot House, przy czym „Toc” oznacza literę T w alfabetach sygnałowych używanych przez armię brytyjską podczas I wojny światowej.

Talbot House był ośrodkiem wypoczynku i rekreacji dla żołnierzy, założonym w grudniu 1915 roku w Poperinge w Belgii. Jego celem było promowanie chrześcijańskich wartości, a nazwę nadano mu na pamiątkę Gilberta Talbota, syna Edwarda Talbota, ówczesnego biskupa Winchesteru, który zginął pod Hooge w lipcu 1915 roku.

Założycielami byli starszy brat Gilberta, Neville Talbot, pełniący wówczas funkcję starszego kapelana wojskowego, oraz wielebny Philip Thomas Byard (Tubby) Clayton. Talbot House funkcjonował jako „Klub dla Każdego” (Every Man’s Club), otwarty dla wszystkich żołnierzy bez względu na stopień wojskowy. Był on pomyślany jako alternatywa dla „rozwiązłego” życia rozrywkowego oferowanego przez miasto.

(link) — https://en.wikipedia.org/wiki/Toc_H

Pow R (pow’r) — moc, siła, władza — koduje informację zdecydowanie niekorzystną do życia dla słabych i bezbronnych wtedy jeszcze hominidów — świat dzikich zwierząt.


Toc H (Talbot House) „Every Man’s Club” — jest informacją o rodzinie hominidów, która swój byt musiała dopiero sobie wywalczyć używając swojej najgroźniejszej broni jakim był ich coraz szybciej ewoluujący mózg.


Utwór: Pow R. Toc H. zespołu Pink Floyd, ma to samo przesłanie co: I Can’t Quit You Baby z pierwszej płyty zespołu Led Zeppelin.

6. Take Up Thy Stethoscope And Walk — Łączność

Tym razem tekst piosenki jest tak „zakręcony”, iż by rozwikłać jakiego to okresu w historii człowieka dotyczy, posłużę się porównywalnym z Floydami, utworem zespołu Led Zeppelin — How Many More Times.


Zgodnie z definicją dramatu muzycznego w piosence: How Many More Times — bardzo ważne są poszczególne tematy muzyczne, które odwzorowują tamten „biblijny dramat”.


Początek utworu do 3:37 minuty — to „przestrogi Boga”, od 3:38 do 5:15 minuty — dramatyczny „głos Boga” — (specjalna modulacja dźwięku smyczkiem po gryfie gitary), który stwierdził fakt naruszenia „umowy” (spożycia zakazanego owocu), wypędzenie z Raju, od 5:16 minuty do 7:03 — trzeba się wziąć do pracy — zbieractwo-łowiectwo, od 7:04 minuty do końca — rolnictwo i hodowla.


Początki egzystencji człowieka współczesnego polegała na ekspansji wszelkich dostępnych im terenów — wzrost ilości populacji. Zbieracko-łowiecki tryb życia zastąpiła uprawa roli oraz hodowla zwierząt. Jeśli chodzi o: Take Up Thy Stethoscope and Walk — to pozostaje jeszcze tytuł i to dzięki niemu będzie można, choć w minimalny sposób, „uwiarygodnić” moje „przypuszczenia”. Zacznijmy od samego początku.

Stetoskop (z gr. στήθος, stēthos — pierś, wnętrze i σκοπή, skopé — oglądać), inna nazwa to fonendoskop — przyrząd diagnostyczny stosowany w medycynie, służący do osłuchiwania pacjenta, głównie jego klatki piersiowej, serca, jamy brzusznej.

(link) — https://pl.wikipedia.org/wiki/Stetoskop

Stetoskop — to oczywiście celowo zastosowana przenośnia, mająca za zadanie zwrócić uwagę na fakt bezpośredniej łączności (oglądać wnętrze) „dopiero co narodzonego” człowieka rozumnego z jego transcendentnym „opiekunem”. Stetoskop jest w rzeczy samej synonimem tego wszystkiego co zawiera się w określeniu: „antena mózgowa”.


Piosenka ta koduje nadzwyczaj przełomowe wydarzenie w całej historii powstania, ewolucji i rozprzestrzeniania się człowieka współczesnego, odkąd tylko uzyskał świadomość potęgi swojego umysłu. Dominacja nad pozostałymi gatunkami (eksterminacja Neandertalczyka) jest niczym w porównaniu z tym, iż człowiek uzyskał, (dostąpił) również świadomości istnienia bytu transcendentnego.

7. Intersteller Overdrive — Zerwanie kontaktu

Znów utwór instrumentalny i tak jak w przypadku Pow R. Toc H. ukrytego sensu należy szukać w warstwie muzycznej oraz w tytule. Jak to cały czas twierdzę, wszystkie poszczególne utwory zespołu Pink Floyd mają swoje odpowiedniki w piosenkach Zeppelinów, dlatego też, zamiast po raz kolejny rozkodowywać co autor chciał powiedzieć, za pomocą prostego w sumie zabiegu — porównania, „udowodnię” wzajemną korelację twórczości obu zespołów.


Jeśli chodzi o: Intersteller Overdrive, to można bez obaw o pomyłkę dostrzec wzajemne podobieństwo z: What Is and What Should Never Be — zespołu Led Zeppelin. Z oczywistych powodów należy zwrócić szczególną uwagę na warstwę muzyczną obu tych utworów. Niech „przemówi” sama muzyka. I tak: Intersteller Overdrive — od początku aż do minuty 2:20 jest tożsamy z: What Is and What Should Never Be — od początku utworu do minuty 3:30. Zatem nie wysilając się zacytuję odpowiedni fragment wpisu, jaki już przy okazji omawiania twórczości Led Zeppelin zamieściłem.


Utwór What Is and What Should Never Be — to ciąg historii związanej z bytem transcendentnym. Kontakt — dialog został nawiązany, sądzę iż w obie strony. Człowiek uzyskał, (dostąpił) tej świadomości, co nauka opisuje jako myślenie symboliczne. Chwilami spokojna, chwilami groźna melodia. Prośba i ostrzeżenie zarazem. Skąd my to znamy? Z Biblii — Księga Rodzaju — prośba i ostrzeżenie zarazem, skierowane do nowo narodzonego (uświadomionego) człowieka. Słuchając tego utworu — proszę zwrócić uwagę na newralgiczny jego moment w 3:30 minucie — wiatr przestał wiać (łączność w obu kierunkach została zerwana).


Utwór Zeppelinów zaraz potem się kończy, natomiast Intersteller Overdrive trwa dalej. Zatem koduje jeszcze jakąś informację. Jaką? Odpowiedzią na to pytanie są następne utwory zespołu Led Zeppelin. I tak pomiędzy 2:20 a 8:39 jest to opowieść znana z: The Lemon Song, natomiast pomiędzy 8:40, aż do końca — to nawiązanie do: Thank You.


Nieposłuszeństwo stało się faktem. Nie można zrywać owocu z drzewa życia (Genesis 3.22). Cytryna ma gorzki smak i gorzko smakował skutek zawodu, jakiego doświadczył nasz „Opiekun”. Jak to przedstawia religia — wiadomo z Biblii. W mojej interpretacji mordercza podłoga — to symboliczne określenie trudnych początków egzystencji pierwszych twórców wiedzy tajemnej, zakodowanej w postaci jaskiń i megalitycznych budowli. Maksymalny efekt osiągnięty za pomocą minimalnych, jakże prymitywnych środków.


Thank You — to piękne wyznanie miłości i wiecznego już oddania. Dziękuję ci „Opiekunie” za wszystko, za twój trud, za twoje poświęcenie, zrozumiałem swój błąd, teraz idę swoją drogą, idę naprawić swój błąd. Może to moje poświęcenie, ten mój trud spowoduje, iż mi, synowi marnotrawnemu, wybaczysz. Bardzo mi przykro.


Cóż więcej dodać? Wszystko jest kwestią interpretacji. Zapewne, ale znacznie ważniejszą kwestią w tym momencie jest to, kto kogo naśladował? Czy mamy tu w takim razie do czynienia z plagiatem? Jeśli nie, to o co w tym wszystkim chodzi?


Sadzę, że rzecz jest daleko bardziej skomplikowana i tajemnicza zarazem niż to się osobom postronnym wydawać może. W tym miejscu należało by sobie przypomnieć kto jest podmiotem lirycznym całej odkodowanej przeze mnie twórczości zespołu Led Zeppelin — (brodaty mężczyzna).


Dodając do tego to co w pierwszym wpisie dotyczącym zespołu Pink Floyd zamieściłem jako tezę główną, mówiącą o tym, iż mamy tu do czynienia z kobietą (pamiętnik neurotycznej kobiety), to wnioski wydają się być oczywiste, jednakże nie jest to moment by je akurat teraz artykułować.


Czy każdy z tych zespołów tworząc swoje dzieła wiedział o tym co ich „kompatybilni konkurenci” mają na myśli? Czy się ze sobą kontaktowali? Czy w ogóle nagrywając swoje utwory robili to z pełną świadomością drugiego symbolicznego znaczenia, czy też wszystko odbywało się na zasadzie przypadku? Tego typu pytań można zadać sobie znacznie więcej. Poprzestając na tych tylko najbardziej istotnych i niejako ucinając dalsze dywagacje, dodam, iż poprzez fakt, że ich twórczości się „uzupełniają” to mamy tu do czynienia z czymś naprawdę wyjątkowym i ezoterycznym.

8. The Gnome — Judaizm

W poprzednim wpisie dekodującym Intersteller Overdrive twierdziłem, że wszystkie poszczególne utwory zespołu Pink Floyd mają swoje odpowiedniki w piosenkach Zeppelinów. Czas na kolejną parę „bliźniaczych” utworów. Jak nietrudno sprawdzić, następnym utworem na drugiej płycie zespołu Led Zeppelin po Thank You jest Heartbreaker, któremu przyporządkowałem pierwszą z trzech wielkich religii monoteistycznych.


Jeśli chodzi o obecnie omawiany utwór The Gnome, to posługując się samym tylko tekstem trudno jest udowodnić jego korelację z Judaizmem, a to z tego powodu, iż jest on niezwykle enigmatyczny. Jednak bez obaw, twórcy tej szarady w swojej przenikliwości przewidzieli, że brak przekonywujących argumentów mógłby narazić potencjalnych deszyfrantów na dyskomfort nieefektywnego poszukiwania. Jest jeden, w miarę rozsądny trop, który wiedzie do rozwikłania tej zagadki. Jest nim, jakże by inaczej, sam tytuł: The Gnome, ale aby to stwierdzić należy wziąć pod uwagę to, o czym na ten temat „prawdopodobnie” wiemy.

Piosenka opowiada historię gnoma o imieniu Grimble Gromble, noszącego szkarłatną tunikę. Tekst miał rzekomo „przyjść [Barrettowi] do głowy spontanicznie” w jego wczesnym, wyjątkowo twórczym okresie. Według doniesień utwór czerpie również inspirację z twórczości J. R. R. Tolkiena. „The Gnome” znalazł się na stronie B amerykańskiego singla Pink Floyd „Flaming” (Tower 378), który nigdy nie został wydany w Wielkiej Brytanii.

(link) — https://en.wikipedia.org/wiki/The_Gnome


Według badacza Tolkiena Johna Rateliffa, autora dwutomowej historii Hobbita opublikowanej w 2007 roku, Tolkien czerpał inspirację z tekstów hebrajskich oraz historii Żydów przy tworzeniu krasnoludów. Jako rzemieślnicy wygnani z zasobnej ojczyzny, krasnoludy posługiwały się zarówno językami narodów, wśród których żyły, jak i — we własnym gronie — językiem inspirowanym hebrajskim, opracowanym przez Tolkiena. […]

Ponad trzy dekady po opublikowaniu Hobbita Tolkien mówił o związku żydowsko-krasnoludzkim w wywiadzie dla BBC. „Nie zamierzałem tego w ten sposób, ale kiedy ma się takich ludzi na głowie, trzeba ich jakoś uczynić odmiennymi, prawda?” — powiedział Tolkien w wywiadzie z 1971 roku. „Krasnoludy oczywiście dość wyraźnie — czy nie powiedzielibyście, że pod wieloma względami przypominają Żydów? Ich język jest semicki, oczywiście, skonstruowany tak, by był semicki. Hobbici to po prostu wiejscy Anglicy” — dodał.

(link) — https://www.timesofisrael.com/are-tolkiens-dwarves-an-allegory-for-the-jews/

Dla każdego, kto choć trochę zna historię powszechną, wiadomym jest, jakich niedogodności doznawali przedstawiciele tego „ludu wybranego” ze strony goszczących ich władców i społeczeństw. Niestety nie była to sielanka. Dlatego też to oczywiste pejoratywne porównanie jest, znowu niestety, ale na miejscu. Wynika to z judeofobizmu, a jakie były tego przyczyny, tego już w tym miejscu nie zamierzam opisywać — jest to zbyt odległa tematyka od tego bloga.


Reasumując, sądzę, iż tytuł utworu: The Gnome ma związek z Judaizmem, a potwierdzenia tego należy szukać w tekście utworu. Wersy wyszczególnione kolorem czerwonym wiele mówią o kanonach wiary i historii tej grupy ludzi. Tradycja, oczekiwanie Mesjasza, Ziemia Obiecana, wieczna tułaczka, Restytucja: Styl życia, jedzenia, wyczekiwanie na swój czas, A następnie pewnego dnia — hura!, Pojawiło się inne rozwiązanie dla krasnala, Styl życia, znaleźć cel wędrówki, A następnie, pewnego dnia — hura!


Z czystej formalności dodam tylko, iż utwór: The Gnome zespołu Pink Floyd jest tożsamy w swojej zakodowanej treści z utworem: Living Loving Maid (She’s Just a Woman), pochodzącym z drugiej płyty zespołu Led Zeppelin.

9. Chapter 24 — Chrześcijaństwo

Zgodnie z historycznym kontinuum, następną wielką religią monoteistyczną jest Chrześcijaństwo. Odnalezienie najbardziej charakterystycznych cech tej wielkiej Religii w utworze zespołu Pink Floyd: Chapter 24 jest już dziecinnie proste — należy z uwagą przyjrzeć się wszystkiemu temu, co sobą reprezentuje rozdział 24 starochińskiej księgi I Ching.

Heksagram 24 zwany 復 (fù), „Powracający”. Wariacje: „zwrot”. Wewnętrzny trygram: ☳ (震 zhèn) wstrząs = (雷) grom, zewnętrzny trygram: (坤 kūn) pole = (地) ziemia.

(link) — https://pl.wikipedia.org/wiki/Heksagramy_Yijing#Heksagram_24


Ten powitalny heksagram oznacza powrót do radości, intymności, pasji i celu. Światło powróciło i przebija ciemność. Chodzić z wysoką głową, wiedząc, że fala się odwróciła, a ta miłość wzrasta. Jak zimowe przesilenie, jest to czas nowych początków i możliwości. Nadszedł czas prawdziwego zdrowia i możliwości. Twoja ciężka praca się opłaci. Miłość, energia i możliwość są w powietrzu. Bądź świadomy zmian w tej chwili. Niektóre rzeczy muszą kończyć się na inne rzeczy, aby rozpocząć. Punkt zwrotny został osiągnięty.

(link) — http://www.ifate.com/love-i-ching-reference/hexagram-24-the-turning-point.html

Opis tego heksagramu „pasuje” do tego wszystkiego, co wiemy o tej objawionej religii, która wzięła swój początek od Jezusa z Nazaretu, o czym zapewne wiedział sam Syd Barrett — co teraz nie jest już tajemnicą.


Utwór: Chapter 24 — zespołu Pink Floyd jest tożsamy w swojej zakodowanej treści z utworem: Living Loving Maid (She’s Just a Woman) — zespołu Led Zeppelin.

10. Scarecrow — Islam

Najbardziej enigmatyczny ze wszystkich utworów pierwszej płyty zespołu. Trzeba mieć dużą dozę wyobraźni, by dostrzec w nim podprogowy przekaz Syda Barretta. Wersy zaznaczone dużą literą informują, z jaką wielką religią mamy tym razem do czynienia.


Zielony kolor, jak powszechnie wiadomo, jest kolorem Islamu, a czarny kolor to być może nawiązanie do tego, iż czarny turban oznaczał pochodzenie z rodu proroka Mahometa. Tylko kilka wieków potęgi Islamu ma swoje odzwierciedlenie w wersie:


Czarny i zielony strach na wróble jest smutniejszy niż ja

Ale teraz pogodził się ze swoim losem,

Bo życie nie jest okrutne — jemu to nie przeszkadza.


Odgłosy końskich kopyt, orientalna muzyka w końcowej części utworu to dodatkowe informacje o burzliwej historii tej części świata.


Utwór: Scarecrow — zespołu Pink Floyd jest tożsamy w swojej zakodowanej treści z utworem: Ramble On — zespołu Led Zeppelin. Taka interpretacja wpisuje się w symboliczny język Syda Barretta, który często ukrywał sensy w pozornie prostych obrazach. Strach na wróble może tu oznaczać cywilizację po okresie ekspansji — trwającą, lecz pogodzoną z utratą dawnej potęgi. Zestawienie Scarecrow z Ramble On Led Zeppelin podkreśla wspólny motyw mitu i historii jako poetyckiego echa minionych światów, a nie dosłownego komentarza religijnego czy politycznego.

11. Bike — Czasy nowożytne

Wszystkie wydarzenia historyczne, które były tematem głównym dotychczas opisywanych utworów zespołu Pink Floyd, układają się w jeden przyczynowo-skutkowy łańcuch wydarzeń, gdzie trudno jest wyszczególnić jakiś jeden punkt zwrotny w całym tym procesie. Na potrzeby historii uzgodniono jedną taką datę, która oddzielałaby czasy starożytne od tych bardziej cywilizowanych. Tą datą umowną jest data narodzenia Chrystusa, która wyznacza czas naszej ery. Wszystko jest kwestią umowną. W różnych cywilizacjach, kulturach i religiach ta data umowna jest inaczej wyznaczana. Nie w tym rzecz.


Utwór Chapter 24 w swojej symbolicznej warstwie koduje informacje o Chrześcijaństwie, a dzięki wiedzy na temat jak należy interpretować heksagram 24 starochińskiej księgi I Ching, wiemy, iż tym punktem zwrotnym jest właśnie hipotetyczna data narodzin Jezusa.


Jaki to ma związek z obecnie omawianym utworem? Poniżej zamieszczone wersy tekstu informuje, iż my także, zgodnie z Floydowskim kontinuum, przechodzimy już do czasów nowożytnych. (od wielkiego wybuchu, czasu dinozaurów, ewolucji człowieka, czasu kształtowania się wielkich religii).


Znam pokój pełen muzycznych nut

Parę rymów, trochę brzęku,

Większość to mechanizmy zegara.

Chodźmy do drugiego pokoju i nakręćmy je.


Solowy popis gry na perkusji w utworze instrumentalnym: Moby Dick w zadziwiająco podobny sposób ujmuje ten temat.


Jest egzemplifikacją wielkiego niebezpieczeństwa — epoki wojen, które na przestrzeni wieków (od czasów najdawniejszych po wczesne średniowiecze) przewalały się przez wszystkie regiony i kontynenty ówczesnego świata. Powstawanie i upadek wielkich mocarstw, wojny krzyżowe, wojny religijne, inkwizycja, eksterminacja heretyków, najazdy Mongołów, wędrówka ludów, i wiele innych przykładów świadczących o nieustannej walce między uczuciami a rozsądkiem. Era wczesnośredniowiecznych wojen to jedna wielka masakra.


Inna kwestia. Jeśli chodzi o tekst utworu, to nie chodzi w nim o dziewczynę, rower, koszyczek, płaszcz — wszystko to należy rozumieć jako nad wyraz swobodną przenośnię, natomiast podmiotem lirycznym w tym przypadku jest sam „Pielgrzym wśród tubylców” — czyli Monolit, którego wszędzie pełno… Opatrzność… Jaźń… Inteligencja… patrz siódma płyta zespołu Led Zeppelin — Presence.

The Piper at the Gates of Dawn — Podsumowanie płyty

Debiutancka płyta Pink Floyd, wydana w 1967 roku, jest eksperymentalnym, psychodelicznym arcydziełem, które łączy muzykę rockową, kosmiczne improwizacje i poetyckie wizje. Każdy utwór opowiada fragment historii ludzkości, począwszy od powstania wszechświata, poprzez epoki prehistoryczne, ewolucję człowieka, dominację wielkich religii, aż po czasy nowożytne.


1. Astronomy Domine — Początek wszechświata

Utwór wprowadza słuchacza w kosmiczny wymiar i symbolizuje narodziny wszechświata. Nastrój i warstwa muzyczna przywodzą na myśl tworzenie się gwiazd i planet.


2. Lucifer Sam — Księżyc

Opowieść o kocie Lucyferze symbolizuje cykle księżycowe i ich wpływ na przyrodę i człowieka. Tekst i muzyka kodują nocną aktywność i rytmy natury.


3. Matilda Mother — Era dinozaurów

Symbolizuje dominację gadów i ewolucję życia na Ziemi. Pompatyczny, marszowy nastrój muzyki przypomina wielkie stada prehistorycznych stworzeń.


4. Flaming — Świt nowych czasów

Odwołuje się do Eocenu, epoki, gdy pojawiły się liczne rzędy ssaków. Tytuł symbolizuje dominację człowieka dzięki ogniowi i stopniowe zdobywanie środowiska.


5. Pow R. Toc H. — Ewolucja człowieka

Instrumentalny utwór odzwierciedla rozprzestrzenianie się człekokształtnych w naturze. Nazwa koduje walkę hominidów o przetrwanie i rozwój ich inteligencji.


6. Take Up Thy Stethoscope and Walk — Łączność

Przenośnia stetoskopu symbolizuje bezpośrednią łączność człowieka z jego transcendentnym opiekunem. Utwór ukazuje świadomość własnej potęgi umysłu.


7. Intersteller Overdrive — Zerwanie kontaktu

Instrumentalny utwór ilustruje zerwanie dialogu między człowiekiem a bytem transcendentnym. Muzyka oddaje nieposłuszeństwo i konsekwencje utraty kontaktu.


8. The Gnome — Judaizm

Historia krasnala Grimble Grumble symbolizuje trudne losy Żydów i ich wytrwałość w oczekiwaniu na Mesjasza. Utwór odnosi się do tradycji i historii ludu wybranego.


9. Chapter 24 — Chrześcijaństwo

Odwołuje się do heksagramu 24 I Ching, symbolizującego powrót światła i nowy początek. Utwór koduje wartości chrześcijaństwa i znaczenie narodzin Jezusa.


10. Scarecrow — Islam

Symbolizuje Zielony i Czarny Strach na Wróble, odnosząc się do kolorów i historii Islamu. Utwór odzwierciedla burzliwą historię i przetrwanie tej religii.


11. Bike — czasy nowożytne

Przenosi słuchacza do nowożytności, symbolizując przejście od starożytności do cywilizacji współczesnej. Instrumentalna część utworu obrazuje epokę wojen i przemian kulturowych, a symbolika roweru i „drugiego pokoju” odnosi się do postępu i odkryć człowieka.

2. A Saucerful of Secrets

A Saucerful of Secrets — Okładka płyty

Druga płyta zespołu Pink Floyd: A Saucerful of Secrets, podobnie jak: The Piper at the Gates of Dawn, w swoim przesłaniu zawiera równie niebagatelne treści, a przekonać się o tym może każdy zaznajomiąc się z okładką płyty. Jest tam nagromadzona tak duża ilość wiedzy — niedostępnej profanom, iż zupełnie mnie nie dziwi ten dość enigmatyczny tytuł.


By dokonać egzegezy doniosłości znaczenia okładki, potrzebne jest małe wprowadzenie w postaci cytatu.

Parę razy zastanawiałem się, co konkretnie przedstawia ilustracja, ale nie dostrzegałem w niej nic szczególnego. Jakiś mistyczno-kosmiczny kolaż. Może ze względu na spaczone kolory, może ze względu na mały format mojej cyfrowej okładki, przeoczyłem, że oprócz zdjęcia zespołu, wmontowane są w nią też inne ilustracje. Dopiero zakup fizycznej płyty i dłuższe szperanie w internecie pozwoliły mi zidentyfikować dwie z nich, stanowiące główną część kolażu.

Pierwsza to scena pochodząca z Marvelowskiego komiksu Strange Tales (nr 158/1967 — rysunki: Severin Marie). Doctor Strange (taki mało u nas znany, ale z pewnością super — bohater) przyjmuje wizję od pana o wdzięcznej ksywie „Living Tribunal”. Na okładce wprawdzie dymki wymazano (niedokładnie — spójrz na dolną część okładki), ale jest to ważka chwila — Kosmosowy Magik właśnie oznajmia Doktorowi, że zamierza prewencyjnie zniszczyć ziemię, bo stanowi ona zagrożenie dla świata. Sądząc po tym, że na okładce pozostawiono sylwetki bohaterów, projektantów nie interesował tylko kosmiczny motyw korali planet, ale również samo przeciwstawienie się tych dwóch sił. Założę się, że do tej pory nie zwróciłeś(aś) uwagi na obecność komiksowych postaci.

Żeby rozszyfrować drugi obrazek musimy się cofnąć aż do roku 1583 — jest to stworzona przez Johanna Daniela Myliusa (alchemika i kompozytora) rycina do dzieła „Opus medico-chymicum — Przeciwieństwa w makro- i mikrokosmosie”. W wydaniu Pink Floyd w oczy rzuca się głównie postać maszerującego przez las brodatego dziada. Dla wtajemniczonych okazuje się on być Hermafrodytą trzymającym w ręku dwa topory (Careful with that axe…). Nad jego głową unosi się zodiak, a przy odrobinie dobrej woli można w koronach drzew zaobserwować symbole pierwiastków.

(link) — http://okladki.net/okladki/show/136-pink-floyd–a-saucerful-of-secrets

Aby wyjaśnić, jaka treść wyłania się z tego nieco skomplikowanego „komiksowego” rebusu, należy wziąć pod uwagę także i pozostałe jego elementy — czyli w graficznym skrócie pokazane poszczególne etapy formowanie się naszej planety (z pewnością nie chodzi tu o sznur korali planet), postacie członków zespołu w jakiś naczyniu lub soczewce, cztery inne naczynia, które przypominają swoim kształtem pojemniki na odczynniki chemiczne.


No i wreszcie postać z ryciny do dzieła Johanna Daniela Myliusa „Opus medico-chymicum”. Wszystkie elementy tego kolażu mają swoje symboliczne znaczenie — ich umiejscowienie na okładce płyty nadaje mu dodatkowy „podprogowy” wydźwięk.


Nie jest to odpowiedni czas ani miejsce, by dokładnie i dogłębnie rozkodować wszystkie elementy tego rebusu, jakie ukrywają się w szczegółach tej okładki, ale najogólniej jak tylko można, stwierdzić należy, iż mamy tu do czynienia z kwintesencją wiedzy — jak do tej pory ukrytej we mgle semiotycznych symboli.


Tak więc moim zdaniem, dwie główne postacie tego rebusu personifikują dwie antagonistyczne siły Dobra i Zła, których symbolikę porównać można do dwóch głównych, wzajemnie napędzających się sił, dzięki którym możliwe jest zjawisko Cykliczności Wszechświata. Kosmosowy Magik symbolizuje Negatywną część Megacyklu, a Doktor Strange — Pozytywną.


Patrząc na okładkę zgodnie z logiką Diagramu Ofitów — czyli od prawej do lewej, najpierw mamy: Pozytywną część Megacyklu — czyli Doktora Strange.


Składa się ona z dwóch elementów: cztery naczynia, które swoim kształtem przypominają pojemniki na odczynniki chemiczne (Wielki Wybuch, formowanie się Wszechświata, powstanie Życia na Ziemi), a także: postać człowieka z ryciny do dzieła Johanna Daniela Myliusa „Opus medico-chymicum” (Ewolucja Człowieka).


Całą rycinę Johanna Daniela Myliusa należy pojmować jako punkt przełomowy w historii naszego Wszechświata oraz co zrozumiałe w historii Człowieka.


Teraz czas na negatywną część Megacyklu. Na okładce płyty jest to jakieś naczynie lub soczewka, a w nim postacie czterech członków zespołu, (Prunikos — to czas, w którym Bóg będzie w Człowieku, a Człowiek w Bogu — Królestwo Boże, Gwiazda Dawida, Piramidion, Nirwana itp. — najpiękniejsza i najbardziej oczekiwana chwila, kiedy to spotkają się ci, którzy odeszli i odejdą, z tymi, którzy byli i będą), oraz w graficznym skrócie pokazane są poszczególne etapy formowanie się naszej planety — tym razem należy patrzeć na element tej grafiki „w odwrotnym” kierunku — kolaps (będziemy musieli przejść „Gehennę” i spadniemy do „Tartaru”). Cóż to oznacza? Ano to, że Lewiatan — kosmiczny wąż, w końcu ukąsi własny ogon i skończy się „Mega — Życie”.


Patrząc od prawej do lewej, to ostatnim elementem rebusu okładki jest postać Magika chcącego zniszczyć Ziemię — jest to oczywiście personifikacja negatywnej części Megacyklu.

Inna rycina Johanna Daniela Myliusa z „Opus Medico-Chymicum” z 1618 roku — w kwintesecjonalnej formie koduje informacje o cykliczności Wszechświata — o Pozytywnej i Negatywnej części Megacyklu:

„Occultum fiat manifestum et vice versa. Aqua cum igne tandem in gratiam redit” („Ukryte staje się widoczne i odwrotnie. Woda z ognistym blaskiem pasji w końcu wraca do łaski”).


Potwierdzeniem powszechności wiedzy o Cykliczności Wszechświata — a zaszyfrowane w symbolu Mężczyzny i Kobiety, (rozumianych jako dwie antagonistyczne sobie wartości: Pozytywna i Negatywna, Dobra i Zła), jest wszystko to, co ustalić można w prawidłowym zrozumieniu wszystkiego tego, co niesie sobą gnoza antycznego Egiptu i Mezopotamii.


Interpretacyjna personifikacja obu tych „tajemniczych” cywilizacji uwidacznia narracją mojej tezy, iż chodzi tu o dwie antagonistyczne i komplementarne sobie „siły”: Mężczyznę i Kobietę — czyli dwie skrajności Cyklu Wszechświata.

1. Let There More Light — Odkrycie Ameryki

Jak to już w innym miejscu pisałem, osnową libretta trzeciej płyty zespołu Led Zeppelin są sprawy i wydarzenia związane z historią powstania i rozwoju Stanów Zjednoczonych. Zgodnie z założeniem mówiącym o tym, iż bliźniaczym odpowiednikiem Zeppelinów jest zespół Pink Floyd, nie będzie więc stanowiło to już żadnego problemu odkodowanie tematyki i treści wszystkich poszczególnych utworów, jakie znajdują się na płycie: A Saucerful of Secrets. Na początek tekst „źródłowy”.


Teraz, teraz, teraz nadszedł czas — czas

Czas by być — być — być świadomym!

Ojciec Cartera ujrzał go tam…

I poznał rolę ujawnioną mu…

Przez iskrzącą się duszą Hereward’a The Wake’a…

Hereward the Wake (znany również jako Hereward Outlaw lub Hereward the Exile, ok. 1035 — c. 1072) był liderem lokalnej opozycji wobec podboju Normanów w Anglii z XI w. Baza ta, prowadząc bunt przeciwko władcom Normanów, znajdowała się w Isle of Ely i według legendy przemierzał The Fens, obejmując North Cambridgeshire, Southern Lincolnshire i West Norfolk, prowadząc popularną opozycję przeciwko Wilhelmowi Zdobywcy.

(link) — https://en.wikipedia.org/wiki/Hereward_the_Wake

Za cały komentarz powinno wystarczyć porównanie tekstu: Let There More Light zespołu Pink Floyd z tekstem Immigrant Song zespołu Led Zeppelin.


Jak nietrudno zauważyć w obu tych tekstach ich autorzy, za pomocą odniesień do nordyckich podbojów i najazdów w symboliczny sposób nawiązują do prapoczątków (około X wieku), europejskiego zainteresowania się terenami leżącymi na zachód od Grenlandii.


Poniżej zamieszczony fragment tekstu utworu Let There More Light opowiada o czasach wikingów.


Daleko, daleko, daleko stąd — ąd!

Ludzie usłyszeli go mówiącego — mówiącego:

Ja odnajdę drogę — drogę!

Nadejdzie dzień — dzień!

Coś się dokona…

Aż w końcu potężny statek:

Zstępując w płomieniach…

Nawiązał kontakt z ludzką rasą w Mildenhall!


Dla porównania odpowiadający mu fragment utworu Led Zeppelin: Immigrant Song.


Pochodzimy z krainy lodu i śniegu,

Z krainy polarnego dnia, gdzie biją gorące źródła

Młot bogów (Thor — bóg burzy i piorunów)

Będzie prowadził nasze statki ku nowym lądom

Do walki śpiewają i krzyczą hordy naszych

„Walhalo, nadchodzę”


Poniżej zamieszczony fragment tekstu utworu Let There More Light wiele mówi o najważniejszym i przełomowym wydarzeniu jakim, było odkrycie Ameryki.


O, jejku, mam coś na oku — oku!

Coś na niebie — niebie!

Czekając tam na mnie…

Zewnętrze wrota powoli otworzyły się!

Dało się słyszeć westchnięcia załogi!

Dlatego, że ujawniła się w promiennych szatach…

Lucy na niebie!


Wyjaśnienia wymaga słowo-klucz: „Lucy in the sky”. Jest to oczywiście nawiązanie do piosenki zespołu The Beatles „Lucy in the Sky with Diamonds”, ale jest to nazbyt płytkie skojarzenie, należy sięgnąć daleko głębiej.


Chodzi tu oczywiście o fakt przełomowego odkrycia archeologicznego i odnalezienie najbardziej kompletnego szkieletu, jednego z pierwszych hominidów chodzących na dwóch nogach — Lucy.

Lucy, właściwie AL 288—1 (inne imię, nadane w języku amharskim: Dinqineš / Dinkenesh, oznaczające „Jesteś piękna” lub „Jesteś wspaniała”) — szkielet żeńskiego osobnika Australopithecus afarensis odkryty 24 listopada 1974 roku w dolinie rzeki Auasz w okolicach wsi Hadar w Kotlinie Danakilskiej w regionie Afar w Etiopii. Wiek szkieletu określono na ok. 3,2 mln lat na podstawie zawartości izotopów argonu i potasu.

link — https://pl.wikipedia.org/wiki/Lucy_(paleoantropologia)

Ma to, jak najbardziej paralelny związek z odkryciami wikingów, no i w rzeczy samej do odkrycia Ameryki przez Krzysztofa Kolumba, który „odkrył” nową ziemię i zamieszkałych tam ludzi.

2. Remember a Day — Pionierzy Dzikiego Zachodu

Remember a Day


Remember a day before today
A day when you were young. Free to play alone with time
Evening never came.
Sing a song that can’t be sung
Without the morning’s kiss
Queen — you shall be it if you wish
Look for your king
Why can’t we play today
Why can’t we stay that way
Climb your favorite apple tree
Try to catch the sun
Hide from your little brother’s gun
Dream yourself away
Why can’t we reach the sun
Why can’t we blow the years away
Blow away
Blow away
Remember
Remember

Tekst z: https://www.tekstowo.pl/piosenka,pink_floyd,remember_a_day.html

Pamiętasz dzień dawno temu

Dzień gdy byliśmy młodzi

Na tyle wolni by bawić się z czasem

Wieczór nigdy nie nadchodził (Pierwsze angielskie kolonie na Roanoke)


Śpiewałaś piosenki, które nigdy nie będą wyśpiewane

Bez porannego pocałunku

Mogłaś być królową gdybyś tylko chciała

Wypatrującą swego króla (Pielgrzymi purytanie ze statku Mayflower)


Dlaczego teraz nie możemy się bawić?

Dlaczego nie możemy żyć jak dawniej? (Dzień Dziękczynienia)


Wejdź na swoją ulubioną jabłoń

Spróbuj złapać słońce

Ukryj się przed pistolecikiem młodszego brata

Odleć daleko w snach (Indian Removal Act z 1830 roku)


Dlaczego nie możemy złapać słońca?

Dlaczego nie możemy cofnąć tych lat? (Migracja osadników na szlaku oregońskim)


Nie trzeba wiele wysiłku, by stwierdzić, iż odkodowana przeze mnie tematyka, oraz co ważniejsze, wszystkie szczegóły utworu: Remember a Day, niemal idealnie korelują z drugim utworem z trzeciej płyty zespołu Led Zeppelin: Friends.


Dodając do tego kontekst historyczny i symboliczny, utwór jawi się jako nostalgiczna podróż przez początki kolonizacji Ameryki, przypominając o radościach i trudach pionierskiego życia, a także o nieuchronnych zmianach i stratach, które były udziałem tych, którzy przetarli szlaki na Dzikim Zachodzie. W warstwie muzycznej Remember a Day odzwierciedla zarówno wrażliwość artystyczną Syda Barretta, jak i ducha odkrywczych przygód, który przewija się także w twórczości Led Zeppelin.

3. Set the Controls for the Heart of the Sun — Deklaracja Niepodległości

Set the Controls for the Heart of the Sun


Little by little the night turns around
Counting the leaves which tremble at dawn
Lotuses lean on each other in yearning
Under the eaves the swallow is resting
Set the controls for the heart of the sun
Over the mountain watching the watcher
Breaking the darkness
Waking the grapevine
one inch of love is one inch of shadow
Love is the shadow that ripens the wine
Set the controls for the heart of the sun
The heart of the sun…
Witness the man who raves at the wall
Making the shape of his question to Heaven
Whether the sun will fall in the evening
Will he remember the lesson of giving
Set the controls for the heart of the sun
The heart of the sun…

Tekst z: https://www.tekstowo.pl/piosenka,pink_floyd,set_the_controls_for_the_heart_of_the_sun.html

Krok po kroku ustępuje noc

Przeliczając listki drżące o świcie

Nowicjusze wspierają się na sobie w tęsknocie

Za wzgórzami gdzie odpoczywa jaskółka (Herbatka bostońska)


Ustaw stery na serce słońca

Za górą obserwując obserwatora

Przełamując ciemność budząc winorośl

Cal miłości to cal cienia

Miłość jest cieniem, w którym dojrzewa wino (Wojna o niepodległość Stanów Zjednoczonych)


Ustaw stery na serce słońca

Zobacz człowieka, który bredzi pod murem

Układa swoje pytania do nieba

Czy słońce spadnie wieczorem?

Czy zapamięta lekcje dawania?

Ustaw stery na serce słońca (Thomas Jefferson — Ojcowie założyciele Stanów Zjednoczonych)


Podobnie jak w przypadku poprzedniego rozdziału, cała tajemnica trzeciego utworu „ukrywa się” w didaskaliach. Jest to następny ważny, jeśli nie najważniejszy Dzień w historii całego demokratycznego świata — czyli Deklaracja Niepodległości Stanów Zjednoczonych.


Utwór: Set the Controls for the Heart of the Sun — w swojej symbolice koduje te same wydarzenia, jakie zakodowane są w piosence: Celebration Day — z trzeciej płyty zespołu Led Zeppelin.


W warstwie muzycznej utwór ujawnia głęboką medytacyjną rytmikę, gdzie powtarzający się motyw perkusyjny i hipnotyczne tło instrumentów tworzą atmosferę oczekiwania i triumfu, odzwierciedlając emocjonalny wymiar historycznych wydarzeń, które zmieniły oblicze świata.

4. Corporal Clegg — Film Petera Grahama Scotta: Capitain Clegg

Jaka jest oficjalna wersja dotycząca tytułu tego utworu, można się dowiedzieć ze słów samego Rogera Watersa, ale jak to bywało w przypadku zespołu Led Zeppelin, tego typu „wyjaśnienia” są tak prawdziwe, jak prawdziwe jest UFO.

Kapral Clegg jest o moim ojcu i jego ofierze w II wojnie światowej. Jest trochę sarkastyczny — idea nogi drewnianej jest czymś, co wygrałeś w wojnie, jak trofeum.

(link) — https://en.wikipedia.org/wiki/Corporal_Clegg

Zapewne fakt taki — dotyczący jego ojca, miał miejsce, ale biorąc pod uwagę kontinuum miejsca i czasu (jesteśmy po drugiej stronie oceanu, w momencie, gdy państwo amerykańskie dopiero co się ukonstytuowało), to na wydarzenia związane z drugą wojną światową jest jeszcze za wcześnie.


Potwierdzeniem tego, że nie o tę wojnę chodzi, jest kwestia bliźniaczego podobieństwa poszczególnych utworów zespołu Pink Floyd z utworami Led Zeppelin, a jeśli o tych ostatnich chodzi to akurat w tym momencie historii Stanów Zjednoczonych, nastał czas intensywnej pracy i tworzenia pozycji, jakie to państwo miało wkrótce osiągnąć.


W ciągu kilkudziesięciu kolejnych lat po zakończeniu wojny domowej USA rozwinęły się w największą potęgę przemysłową świata. Od czasów rządów Jamesa Monroe główną doktryną polityki amerykańskiej administracji był izolacjonizm (doktryna Monroe — brak zainteresowania sprawami europejskimi i ograniczenie strefy wpływów do obu Ameryk).


Wszyscy następni prezydenci uważali, że należy zamknąć Amerykę przed wpływami Europy i ograniczyć się do roli arbitra pomiędzy wszystkimi krajami Nowego Świata. Dopiero Thomas Woodrow Wilson, w obliczu wypowiedzenia przez Niemcy nieograniczonej wojny podwodnej, zerwał z tą doktryną (6 kwietnia 1917) i wypowiedział im wojnę. Od tego momentu Stany Zjednoczone wyszły z cienia partykularyzmu i wykorzystując swą pozycję polityczną i gospodarczą, zapewniły sobie pozycję światowego lidera i promotora demokratycznych wartości. Stany Zjednoczone zaczęły być postrzegane jako żandarm narodów, a bardziej prześmiewczo — pełnił funkcję światowego szeryfa, albo policjanta.


Biorąc zatem pod uwagę wiedzę powziętą z zdekodowanych utworów zespołu Led Zeppelin, skłonny jestem stwierdzić, iż tytuł oraz oczywiście libretto Corporal Clegg, odnosi się właśnie do tego nieco żartobliwego synonimu. Wszystko powyższe to ważne wprowadzenie, teraz czas na meritum zagadnienia.


Utwór Corporal Clegg w zamierzony sposób kompensuje całą historię Stanów Zjednoczonych, począwszy od Deklaracji Niepodległości, aż do czasu osiągnięcia przez to państwo statusu światowego przywódcy, tak gospodarczego, jak i politycznego. Zespołowi Led Zeppelin zajęło to trochę więcej czasu, a konkretnie są to czwarty i piąty utwór trzeciej płyty: Since I’ve Been Loving You — czyli etos pracy, wytrwałości i oszczędności, oraz Out on the Tiles — czyli wyjście z cienia na polityczne salony.


Biorąc pod uwagę historyczne kontinuum oraz jak do tej pory niemal identyczną tematykę wszystkich utworów Floydów z tymi, jakie nagrał zespół Led Zeppelin, dochodzę do wniosku, iż źródeł poprawnego rozumienia tytułu aktualnie omawianego utworu należy szukać nie w mglistych i zmyłkowych zapewnieniach Rogera Watersa, a w niemal identycznie brzmiącym tytule filmu (jak i oczywiście jego zawartości), którego kanwa była podstawą do zaszyfrowania bardzo ciekawych informacji.


Chodzi mi o film Capitain Clegg w reżyserii Petera Grahama Scotta — w Stanach Zjednoczonych znany jako Night Creatures. link do filmu — http://www.dailymotion.com/video/x1x47iy


Zbieżność tytułów: filmu Petera Grahama Scotta — Capitain Clegg oraz utworu zespołu Pink Floyd: Corporal Clegg jest tropem wiodącym do rozwiązania tego, pozostającego już od tylu lat w mroku tajemnicy, rebusu.


Po wtóre, już w pierwszych sentencjach filmu pojawia się jakże interesująca data 1776 — data wykonania wyroku na pewnym piracie. Nie bez przyczyny ma to związek z datą ogłoszenia Deklaracji Niepodległości.


Postać groźnego i nieustępliwego kapitana Colliera ma swoją symboliczną konotację z tym, jak postrzegane są i jaką rolę w świecie pełnią Stany Zjednoczone. Fakt występowania w filmie pirata z jedną drewnianą nogą — ma oczywisty związek z drewnianą nogą kaprala Clegga z tekstu piosenki.


Sama postać kapitana Clegga (wielebny dr. Blyss) również nawiązuje do historii światowego policjanta — zwłaszcza początkowy fragment filmu. Ostatnia scena filmu Petera Grahama Scotta — śmierć pirata-wielebnego kapitana Clegga jest zapowiedzią następnego utworu zespołu Pink Floyd — ale to już inna historia.


Reasumując. Autorzy utworu Corporal Clegg, nadając mu taki, a nie inny tytuł, mieli na uwadze podobieństwo tytułu z filmem Scotta Capitain Clegg, na co wskazują wyrywkowe fragmenty filmu, jak i główne jego postacie: kapitan Clegg — osądzający i skazujący pirata, oraz nieustraszony kapitan Collier prowadzący z powodzeniem śledztwo.

5. A Saucerful of Secrets — Hiroszima i Nagasaki

Utwór instrumentalny, składający się z czterech części:


I. Something Else (3:57)

II. Syncopated Pandemonium (3:07)

III. Storm Signal (1:34)

IV. Celestial Voices (3:19)


Jak do tej pory unikałem osobistych komentarzy na temat treści poszczególnych utworów, ale tym razem nie mogę sobie tej przyjemności odmówić. Przystępując do dekodowania dyskografii zespołu Led Zeppelin, zupełnie nie zdawałem sobie jeszcze wtedy sprawy, iż podobnego efektu należałoby się spodziewać w twórczości Pink Floyd.


Więcej nawet, moja znajomość utworów tego ostatniego zespołu była bardzo fragmentaryczna. Dodając do tego moją raczej podstawową znajomość języka angielskiego, to oczywistym wydaje się wniosek, że to, co teraz piszę na temat Floydów, jest dla mnie sporym zaskoczeniem — jest podróżą w nieznane.


Wszystko to jest niczym w stosunku do tego, iż po kilku latach przerwy w zajmowaniu się „wiedzą tajemną” Zeppelinów, po raz kolejny idę prawie tym samym bliźniaczym śladem i co dziwniejsze, wszystkie kolejne zakodowane utwory zespołu Pink Floyd, a posteriori potwierdzają niemal w stu procentach trafność moich wszystkich interpretacji!


I jeszcze jedna uwaga, tym razem odnosząca się do aktualnie omawianego utworu. Jak bardzo utwór: A Saucerful of Secrets tożsamy jest utworowi: Tangerine zespołu Led Zeppelin, to nawet i ja do tej pory jestem w lekkim szoku. To oczywiście mały eufemizm z mojej strony, ale mimo wszystko jest to tak bardzo niespotykane i tajemnicze, że na wyrażenie wszystkich moich wrażeń na ten temat aż brakuje odpowiednich słów.


Zatem nie zwlekając, należy rzeczony utwór bardzo uważnie i niemal skrupulatnie odsłuchać i porównać go z tym wszystkim, co już, dekodując utwór Zeppelinów, na ten temat napisałem. Teraz jednak trochę informacji na temat poszczególnych części tego instrumentalnego utworu.

„A Saucerful of Secrets” (początkowo w pierwszych wystąpieniach zespołu znany jako „The Massed Gadgets of Hercules”) stało się podstawowym punktem koncertów Pink Floyd od 1968 do 1972 r. […] Chociaż piosenka jest wymieniona na wszystkich nagraniach albumu jako „Tajemnice sekretów”, niektóre przesłuchania Ummagummy dzielą ten kawałek na cztery różne sekcje.

Pierwsza część „Something Else” została zarejestrowana jako „Richard’s Rave Up”, gdy utwór został nagrany w EMI Studios. Druga część została nagrana jako „Nick’s Boogie”, zanim została zmieniona na „Syncopated Pandemonium”, a ostatnia część zatytułowana „Celestial Voices”.

(link) — https://en.wikipedia.org/wiki/A_Saucerful_of_Secrets_(song)

Jak nietrudno zauważyć, pierwsza wersja tytułu tego utworu: The Massed Gadgets of Hercules pasuje do mojej koncepcji mówiącej o tym, iż jest to synonim wybuchu bomby jądrowej, jaka miała miejsce w Hiroszimie i Nagasaki. Olbrzymia chmura w kształcie grzyba, czy też nawiązując do kontekstu — maczuga Herkulesa.


Teraz warto przyjrzeć się tytułom poszczególnych części tej „upiornej suity”:

„Something Else” (Coś Innego, 0:00—3:57, powolne wejście cymbałów i organy z echem)

„Syncopated Pandemonium” (Synkopowane Pandemonium, 3:57—7:04, pętla perkusyjna, wściekła partia cymbałów, skrzecząca gitara)

„Storm Signal” (Alarm Przeciwburzowy, 7:04—8:38, dzwony i organy)

„Celestial Voices” (Niebiańskie głosy, 8:38—11:56, bas, organy, melotron i chórki)

(link) — https://pl.wikipedia.org/wiki/A_Saucerful_of_Secrets_(utw%C3%B3r)

Pierwsza część „Something Else” zarejestrowana jako „Richard’s Rave Up”.


W początkowej sekwencji tej części — słychać nadlatujący samolot — bombowiec „Enola Gay”, a zaraz potem pikującą w dół śmiercionośną bombę — „Little Boy”. Nie zamierzam wdawać się w dywagacje, na temat jakie były historyczne uwarunkowania użycia tej śmiercionośnej broni, ale niezaprzeczalnym jest fakt, iż był to wyjątkowy i na całe szczęście jedyny tego typu przypadek w historii. Dlatego też zrozumiałym teraz jest tytuł tej części — rzeczywiście było to coś innego — Something Else. Inna kwestia. Wcześniejsze określenie „Richard’s Rave Up” — można rozumieć jako przygotowanie do akcji — szczytowego momentu dzikiej imprezy. Rave Up — „A wild or vigorous musical performance” — ma swoje odzwierciedlenie w warstwie dźwiękowej pierwszej sekcji utworu.


Druga część została nagrana jako „Nick’s Boogie”, zanim została zmieniona na „Syncopated Pandemonium”.


Ta część to jedno wielkie pandemonium wybuchu bomby jądrowej. Synkopa — to rodzaj zaburzenia metro-rytmicznego w toku utworu, natomiast Boogie — to powtarzający się rytm lub wzór używany w bluesie. link — https://en.wikipedia.org/wiki/Boogie


Jeśli te skrótowo zdefiniowane określenia muzyczne potraktujemy jako semiotyczną, a więc zaszyfrowaną informację, to mając na uwadze kontekst wydarzeń (wybuch bomb jądrowych w Hiroszimie i Nagasaki), okaże się nam cały geniusz twórców tej wielopiętrowej szarady. Zaburzenia metrowo-rytmiczne — fazy wybuchu bomby jądrowej. Powtarzający się rytm — dwie bomby.


Trzecia część utworu: Storm Signal.


Jest dokładnym synonimem kolejnej fazy wybuchu bomby jądrowej — oczywiście chodzi tu o falę uderzeniową.


Ostatnia część zatytułowana Celestial Voices.


Jest informacją o równie groźnej (jak fala uderzeniowa) fazie wybuchu — czyli o promieniowaniu przenikliwym i skażeniu terenu. Niebiańskie głosy — to opowieść o skutkach, tych natychmiastowych i tych, jakie jeszcze przez wiele lat po wybuchu odczuwali mieszkańcy obu tych miast. Muzyka oddaje ten nastrój w bardzo sugestywny sposób: beznadziejna rozpacz, żal, smutek.

6. See-Saw — Za Żelazną Kurtyną

Z każdym następnym utworem tej płyty mam coraz mniej kłopotów z wyjaśnieniem, jak należy je interpretować i do jakiego okresu w naszej historii je przyporządkować, a to z tej przyczyny, iż cały czas korzystam z „pomocy” rozkodowanej już przeze mnie dyskografii zespołu Led Zeppelin.


Poprzedni instrumentalny utwór był tak sugestywny, iż nie trzeba było go nawet jakoś specjalnie tłumaczyć. W przypadku aktualnie omawianego utworu od strony muzycznej niestety nie ma czego oczekiwać — nie ma w nim prawie żadnej podpowiedzi, no może poza faktem, iż jest on niesamowicie nudny, co stwierdził nawet jego autor Richard Wright — „The Most Boring Song I’ve Ever Heard Bar Two”.


W moim stwierdzeniu — „prawie”, zawarta jest pewna aluzja, iż mimo wszystko jest to jakiś punkt „zaczepienia”, dzięki któremu można cokolwiek na tej podstawie zacząć budować. Jeśli poprzednie utwory miały swoich odpowiedników, to zgodnie z prawem serii także i ten powinien mieć. Wystarczy sprawdzić i wyszukać jakieś potencjalne podobieństwa. Ja takowych doszukuję się w tekście utworu.


Postacie Brata i Siostry personifikują niezwykle ciekawy okres w historii, kiedy to po zakończeniu drugiej wojny światowej cały ówczesny świat (a Europa w szczególności), podzieliły się na dwa rywalizujące ze sobą bloki, systemy ideologiczno-polityczne, których symbolem była Żelazna Kurtyna.


Kogo uosabia Brat, a kogo Siostra — tego już chyba tłumaczyć nie trzeba, ale aby nie było żadnych niedomówień, powiem tylko, iż cały demokratyczny świat pozostający po drugiej (prawej) stronie huśtawki — wywindował swoje prawa obywatelskie i dobrobyt do góry, natomiast ci członkowie tej samej demokratycznej przed wojną rodziny, którzy doznali na skutek wojny takich samych krzywd, pozostali podwójnie skrzywdzeni przez los i pozostali „zdołowani” przez nieludzkiego i niedemokratycznego „czerwonego kolosa”. Zrozumiałym teraz okazuje się ten smutny nastrój tego utworu.


Na koniec, pozostaje mi jeszcze tylko formalność. Smutny w swoim przesłaniu utwór zespołu Led Zeppelin: That’s the Way — ujmuje ten temat w równie metaforyczny sposób co: See-Saw.

7. Jugband Blues — Martin Luther King

Po raz kolejny nie pozostaje mi nic innego jak wyrazić swój podziw nad geniuszem twórców tej płyty. Nota bene, zespołowi Led Zeppelin, również się ta sława należy. To wprost niewiarygodne, jak w tak prostej i nieskomplikowanej formie można zawrzeć tak skomplikowaną w sumie treść. Jakich wydarzeń tym razem jesteśmy świadkami? Znając moją interpretację bliźniaczego utworu zespołu Led Zeppelin: Bron-Y-Aur Stomp, z pewnością nie będzie trudno to stwierdzić.


Otóż ni mniej, ni więcej, jesteśmy w samym centrum haniebnych w sumie wydarzeń — segregacji rasowej w Stanach Zjednoczonych, których najznakomitszym symbolem jest postać Martina Luthera Kinga. Odsłuchując ten utwór minuta po minucie, można w nim odnaleźć wszystkie najbardziej charakterystyczne i przełomowe fakty z historii tego okresu.


I tak począwszy od początku do 2:22 minuty — to w esencjonalny sposób przedstawiona cała historia nieludzkiego traktowania, wykorzystywania i w końcu dyskryminacji czarnych niewolników w Ameryce. Można tam wyszczególnić poszczególne fazy tego zjawiska, z tym iż autorzy tego utworu skupili się na najbardziej dramatycznym i przełomowym momencie tej epopei, jakim była walka o zniesienie dyskryminacji rasowej w połowie lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku.


Początek utworu to jeszcze raczej spokojny „protest song”, który jest podsumowaniem doznanych krzywd i upokorzeń — od początku do 1:06 minuty.


Następnie zauważyć można narastający dźwięk orkiestry jazzowej, stylu muzycznego, którego najznakomitszymi wykonawcami byli w tamtych latach oczywiście Afroamerykanie.


Od 1:07 minuty jest jeszcze raczej spokojnie, ale tempo muzyki powoli wzrasta, by dalej przerodzić się w kakofonię niepokojącego i drażliwego dźwięku. Jest to w muzyczny sposób zilustrowany cały przebieg wydarzeń, jakich początkiem był protest Rosy Parks, która wbrew prawu odmówiła przeniesienia się na tylne miejsce w miejskim autobusie (1 grudnia 1955r.). Dalej jest już tylko głośniej.


Kulminacyjnym momentem tych protestów było zamordowanie lidera ruchu praw na rzecz praw obywatelskich i zniesienia dyskryminacji rasowej — Martina Luthera Kinga, co ma swoje odniesienie w utworze — dokładnie w minucie 2:22 nagle dźwięk się urywa…


Fakt zamordowania PASTORA KINGA ma swoje wielce symboliczne odniesienie w tekście utworu — w postaci krzyżyków: +++++++. Niestety nie są to zwykłe krzyżyki…


Od minuty 2:29 aż do końca utworu — nagła zmiana klimatu. Jest to już oczywiście czas żałoby, ale też i czas refleksji. No, a potem to już historia o tym uczy, jakie były konsekwencje tej walki. To, co zwraca uwagę, to wersy utworu po „przerwie” +++++++.


Można w nich rozpoznać słowa samego pastora Kinga, które już po wsze czasy będą symbolem walki o równouprawnienie Afroamerykanów — I Have a Dream.

A Saucerful of Secrets — Podsumowanie płyty

Druga płyta zespołu Pink Floyd, „A Saucerful of Secrets”, to muzyczne arcydzieło pełne tajemnic, symboliki i kosmicznych inspiracji. Album łączy w sobie psychodelię, eksperymenty instrumentalne i refleksję nad historią oraz ludzką kondycją. Pod względem tematyki, każdy utwór jest precyzyjnie zakodowany i często powiązany z wydarzeniami historycznymi, co tworzy spójny narracyjny i symboliczny ciąg.


1. Let There Be More Light — Odkrycie Ameryki

Utwór opowiada o odkryciach geograficznych i historycznych na przełomie średniowiecza, w tym o kontaktach z nowymi ziemiami. Odwołuje się do wizji kosmicznych, odkryć archeologicznych oraz analogii do wikingów i Krzysztofa Kolumba. Symbolika „Lucy in the sky” łączy przeszłość ludzkości z początkiem nowej ery odkryć.


2. Remember a Day — Pionierzy Dzikiego Zachodu

Ten utwór przenosi słuchacza do czasów pierwszych kolonii amerykańskich, pielgrzymów i osadników na Dzikim Zachodzie. Tekst i nastrój odnoszą się do trudów pionierskiego życia, migracji osadników i związanych z tym przemian społecznych. Muzyka jest nostalgiczna, odzwierciedlając tęsknotę za wolnością i dzieciństwem.


3. Set the Controls for the Heart of the Sun — Deklaracja Niepodległości

Symboliczny utwór odnoszący się do walki o niepodległość Stanów Zjednoczonych i idei Ojców Założycieli.


Atmosfera i tekst nawiązują do heroizmu, przemyśleń i przemian epoki kolonialnej. Dźwiękowo buduje mistyczny klimat, w którym historia łączy się z kosmiczną refleksją.


4. Corporal Clegg — Film Capitain Clegg i historia USA

Utwór powiązany jest z tytułem filmu Petera Grahama Scotta „Capitain Clegg” i symbolizuje ewolucję Stanu amerykańskiego od czasu Deklaracji Niepodległości po osiągnięcie roli światowego lidera. Tekst i narracja przedstawiają historię w formie humorystycznej i metaforycznej. Muzyka akcentuje proces budowania potęgi i odpowiedzialności politycznej.


5. A Saucerful of Secrets — Hiroszima i Nagasaki

Instrumentalna suita w czterech częściach: „Something Else”, „Syncopated Pandemonium”, „Storm Signal” i „Celestial Voices”. Każda część symbolizuje kolejne etapy katastrofy nuklearnej, od wybuchu bomby po falę uderzeniową i promieniowanie. Utwór jest pełen napięcia, eksperymentów instrumentalnych i metaforycznych znaczeń.


6. See-Saw — Za Żelazną Kurtyną

Refleksyjny utwór opowiadający o podziale świata po II wojnie światowej i powstaniu dwóch rywalizujących bloków ideologicznych. Postacie Brata i Siostry symbolizują demokratyczny Zachód oraz blok Wschodni. Muzyka oddaje smutek, rozczarowanie i nierówności tamtej epoki.


7. Jugband Blues — Martin Luther King

Prosty, a zarazem głęboko symboliczny utwór opisujący walkę o równość rasową w Stanach Zjednoczonych. Dotyka dramatycznych wydarzeń segregacji i protestów, kulminując w symbolice zamordowania pastora Kinga. Muzyka i struktura oddają proces protestu, napięcie i refleksję po tragedii.

3. More

More — Okładka płyty

Czas na omówienie kolejnej płyty zespołu Pink Floyd. Zgodnie z przyjętą przeze mnie zasadą „na pierwszy ogień” idzie okładka. Jak to już wspominałem ukrytej przed postronnymi wiedzy, należy szukać nie tylko w tekstach i muzyce zespołu, ale także i w okładkach, które stanowią integralną część ich przesłania. W tym miejscu mała dygresja.


Autorem większości projektów graficznych wykorzystanych przez zespół był kolega Rogera Watersa ze szkoły Cambridgeshire High School for Boys — Storm Torgerson. Jest to informacja bardzo istotna, ponieważ podejrzewam, iż ta ich współpraca miała swoje „drugie dno” w postaci dokładnych informacji od członków zespołu, co ma się na owych okładkach znajdować — jakie ukryte treści ma zawierać.

Cofnijmy się do Cambridge lat 60. Do lokalnej Cambridgeshire High School for Boys uczęszcza młody Roger Barrett. Dwie klasy wyżej uczy się jego imiennik, Roger Waters. Na razie żadnej grupy muzycznej nie ma w planach. Jeden trochę gra na gitarze, drugi czasem przychodzi go posłuchać, ale póki co bardziej interesuje się sportem. Waters gra w drużynie Rugby razem z innym kolegą ze szkoły, Stormem Thorgersonem. Storm też nie ma zapędów muzycznych. Muzykiem nie jest i nie będzie (w późniejszych wywiadach żartuje, że nie rozróżnia nawet dwóch stron gitary). Za parę lat ma za to zainteresować się fotografią i razem z innym przyjacielem poznanym w Cambridge założyć studio graficzne Hipgnosis. Wtedy też odezwie się do niego Waters, pytając, czy zająłby się okładkami zyskującego coraz większą popularność zespołu.

(link) — http://okladki.net/artykuly/show/33-okladkologia-pink-floyd-i

Przed przystąpieniem do rozszyfrowania jaka to treść „ukrywa się” w okładce trzeciej płyty zespołu Pink Floyd, dobrze jest przypomnieć sobie co po okresie „historycznego” kontinuum, było tematem czwartej płyty ich „kolegów” z zespołu Led Zeppelin.


Wszystkie wcześniejsze utwory w dyskografii zespołu Led Zeppelin miały swoich konkretnych (historycznych) adresatów. Czwarta płyta zespołu również posiada adresata — ale w tym zawiera się jej oryginalność, iż nie jest to zbiór osób i faktów historycznych z nimi związanych, ale wszystkie utwory dotyczą i opisują konkretne wydarzenia z życia jednej tylko osoby. Poszczególne teksty zawarte na czwartej płycie zespołu, opisują kolejne etapy życia „brodatego mężczyzny” — jest swoistym „pamiętnikiem”.


Jeśli poszczególne utwory dwu poprzednich płyt Floydów wykazywały większą lub mniejszą kompatybilność z utworami Zeppelinów, to na zasadzie logiki należy oczekiwać kontynuacji tak formy, jak i — co ważniejsze — treści, co w efekcie powinno dać odpowiedź na zasadnicze pytanie o zasadność mojego założenia, mówiącego o bliźniaczym „dorobku” obu tych zespołów.


Biorąc pod uwagę, że cała twórczość zespołu Led Zeppelin jest opowieścią o życiu „brodatego mężczyzny”, a jak to wynika z mojego rozumowania, etymologia nazwy zespołu Pink Floyd ma zdecydowanie żeńskie konotacje, to na zasadzie kontrapunktu można sobie dopowiedzieć komu poświęcona jest płyta More.


The Tea Set (zestaw osobistych informacji) — jest podpowiedzią, iż motywem przewodnim całej artystycznej działalności zespołu Pink Floyd będą tematy związane z intymnymi wręcz przeżyciami jakiejś konkretnej osoby. Będzie to wręcz jak najbardziej osobisty pamiętnik. The Screaming Abdabs, The Architectual Abdabs (przerażający, nerwowy krzyk) — to za pomocą ostatecznej wersji nazwy zespołu Syd Barett doprecyzowuje, iż będzie to pamiętnik jakiejś konkretnej, raczej neurotycznej kobiety: Pink Floyd (dziewczęcy różowy kolor, fajna osoba).


Wiedząc teraz, co będzie osnową płyty: More, można teraz spokojnie przyjrzeć się wszystkim poszczególnym jej utworom i porównać je z utworami z czwartej płyty: Led Zeppelin. Doszukując się ewentualnych (lustrzanych) podobieństw, będzie można w minimalny, ale jednak sposób potwierdzić słuszność moich założeń (kontinuum czasu). Pierwszym takim dowodem pośrednim jest właśnie okładka płyty, na której można dostrzec sylwetki dwu osób: kobiety i mężczyzny — jest to oczywiście kadr z filmu Barbeta Schroedera.


Perypetie pary głównych bohaterów mają niewielki związek z życiorysami pary z dyskografii obu „naszych” zespołów, ale sam fakt ich spotkania (tego filmowego) ma jednak swoje przełożenie w rzeczywistości. Jak na obecną chwilę, to stwierdzenie wydaje się nad wyraz enigmatyczne, ale dopiero po dokładnym zaznajomieniu się z tym, jak ja to wszystko „widzę”, będzie można sformułować jakieś generalne wnioski.

1. Cirrus Minor — Czas żałoby

Jak już wspomniałem, tematem aktualnie omawianej płyty są losy pewnej kobiety. Czas na przedstawienie wszystkich najważniejszych stron z jej „pamiętnika”. Tak jak to było w przypadku czwartej płyty zespołu Led Zeppelin, opowieść ta ma walory bardzo osobistej „spowiedzi”, z tego też powodu nie o wszystkim będzie można powiedzieć i ze szczegółami opisać. Będą to tylko najważniejsze i przełomowe wydarzenia, które niczym kamienie milowe zaznaczyły ślad w jej życiorysie.


Jak zwykle tytuł utworu w syntetyczny sposób zapowiada, co będzie tematem utworu. Cirrus — chmura pierzasta, występująca w górnej troposferze. Minor — w tłumaczeniu z łaciny — mniejszy, ale biorąc pod uwagę muzyczny kontekst, to chodzi tu pewnie o tryb molowy.

Skala molowa (z łac. mollis — miękki), zwana też minorową (z łac. minor — mniejszy, odnosi się do tercji małej zawartej między I a III stopniem skali) — siedmiostopniowa skala z charakterystycznym półtonem między stopniami II i III. Skale molowe i oparte na nich fragmenty utworów muzycznych mają smutne brzmienie, w odróżnieniu od skal durowych.

(link) — https://pl.wikipedia.org/wiki/Skala_molowa

Tak więc nie chodzi tu o „małą chmurkę”, ale o smutne brzmienie — o smutny nastrój utworu. Potwierdzeniem tego, iż w tym kierunku należy skierować tok myślenia jest. chociażby nomen omen „klimat” utworu, (żeby to stwierdzić, należy z nim się zapoznać), a także, co równie ważne, tekst, którego jednoznaczność nie podlega dyskusji — cmentarz, groby, wierzba płacząca.


Wszystko powyższe „skutkuje” wnioskiem, iż mamy tu do czynienia z niezwykle dramatycznym, a w konsekwencji smutnym, momentem w życiu pewnej osoby, której, jak to wcześniej założyłem, poświęcona jest zasadnicza część dyskografii zespołu Pink Floyd, a jest to, nie mniej nie więcej, tylko czas żałoby po kimś, kto był bardzo blisko z nią związany.


O kim mowa, o jaki okres chodzi, to nie jest aż tak istotne, ważniejszą kwestią jest to, iż był to, jak to wynika z kolejności zamieszczonych na płycie utworów, pierwszy bardzo ważny i jak się okazuje niezwykle traumatyczny moment w życiu głównego „podmiotu lirycznego”.


To niezwykle smutne wydarzenie, z którym musiała zmierzyć się ta kobieta w pierwszym — młodzieńczym etapie jej życia, miało dla niej kardynalnego znaczenia skutki, z którymi później będzie musiała się zmagać przez całe swoje dorosłe już życie. Temat ten jest tak delikatnego i osobistego asortymentu, iż niewskazanym byłoby go kontynuować. Najważniejszym w tym wszystkim jest informacja o raczej nieszczęśliwym, początkowym, (początkowych), momentach w życiu „naszej” kobiety, który mógł mieć (neurotyczny) wpływ na sposób odbierania przez nią otaczającej ją rzeczywistości.


W tym miejscu należy wspomnieć o pierwszym utworze z czwartej płyty zespołu Led Zeppelin: Black Dog — czyli rok 1978. Tak data, jak i wszystko to co na ten temat „ustaliłem” ma ogromne znaczenie dla rozpatrywanego tu tematu. Jest to pierwszy utwór Zeppelinów z tej płyty i tak jak w przypadku pierwszego utworu płyty: More — Floydów, opowiada on o pierwszych przełomowych chwilach w życiu głównej postaci ich dyskografii — tym razem jest to mężczyzna. Mamy zatem pierwsze momenty z życia dwóch osób, dwóch „podmiotów lirycznych”, będących w centrum uwagi dwóch bliźniaczych zespołów.


Cóż dodać jeszcze, wszystko składa się w jedną całość — wszystkie „pogubione” elementy puzzli składają się w jeden obraz. W efekcie czego można pokusić się o wniosek, iż dwoje głównych bohaterów filmu Barbeta Schroedera, których sylwetki rozpoznać można na okładce płyty More — mają wiele wspólnego z (brodatym) mężczyzną i (neurotyczną) kobietą, których spotkanie miało miejsce w pierwszym etapie ich życia.


Jak to zwykle z okładkami bywa, należy zwrócić uwagę na ten filmowy kadr — jest w nim zawarta większa myśl, większe przesłanie, które będzie można bardziej wyraziście sformułować dopiero po zapoznaniu się z całością płyty.

2. The Nile Song — Nowe miejsce pobytu

Czas na następny przełomowy moment w życiorysie naszego głównego „podmiotu lirycznego”, którym przypomnę jest „neurotyczna kobieta”, i jak podkreśliłem, będzie to najcięższego asortymentu „kamień milowy”, który ciążyć jej będzie przez wiele lat.


Tak się „przypadkowo” składa, iż podobnego ciężaru gatunkowego kamień został „powierzony” również głównej postaci znanej z dyskografii zespołu Led Zeppelin. To wprost niespotykane, jak bardzo los tych dwojga osób splotło jedno fatum, jedno przeznaczenie, które niczym helisa DNA, co jakiś czas daje o sobie znać w postaci „podobnych” utworów.

Andy Kellman z AllMusic ogłosił, że »Nile Song« jest »jednym z najcięższych piosenek, jakie zespół kiedykolwiek nagrał«. Progresja akordów to seria modulacji, począwszy od A, a następnie rośnie cały krok z każdym powtórzeniu, na rowerze przez sześć różnych kluczy, wracając do punktu wyjścia A i kontynuuje ten wzór jako piosenka zanika. styl piosenka została opisana jako heavy metalu i hard rocka.

(link) — https://en.wikipedia.org/wiki/The_Nile_Song

Bardzo ważna informacja zawarta jest w tytule utworu: The Nile Song. Jest to adres nowego miejsca pobytu „neurotycznej kobiety” po okresie traumatycznego dzieciństwa, w którym przyjdzie jej (przyszło) zmierzyć się z nowymi problemami życiowymi. Co ciekawe, w tekście znaleźć można pewne sformułowania, które opisują stan nastroju nie tylko głównej postaci, (której został poświęcony ten utwór), ale także jej męskiego „lustrzanego” alter ego, co czyni ten utwór jeszcze bardziej symbolicznym i wielowymiarowym.


Przypomnę, iż w życiu „brodatego” mężczyzny w drugim utworze nagranym na czwartej płycie zespołu Led Zeppelin: Rock and Roll — nastał czas bezideowego kręcenia się w kółko, ale w porównaniu z tym, jaki los czekał tę kobietę, można się tylko domyślać, iż również nie był to łatwy czas — „one of the heaviest songs the band ever recorded”.

3. Crying Song — Uśmiech przez łzy

Sposób, w jaki zatytułowany jest ten utwór: Crying Song, jest wskazówką mówiącą o tym, iż jest on kontynuacją utworu The Nile Song. Tak jak poprzedni wpis poświęcony był miejsce pobytu „podmiotu lirycznego”, tak tym razem zespół Pink Floyd całą swoją uwagę skupił na emocjonalnych odczuciach owej osoby. Zbyt wiele na ten temat nie da się więcej napisać, (nawet nie powinno), albowiem jest to kwestia, która dotyczy jak najbardziej osobistych emocjonalnych odczuć, a tego typu wiwisekcje, nie są miłe dla nikogo.


Utwór ten zinterpretowałem jako: „uśmiech przez łzy”, ponieważ jak to wynika z tekstu oraz z niezwykle nastrojowej, niemal „płaczliwej” aranżacji, główną postać tej płyty — „neurotyczną kobietę”, czekały bardzo nieciekawe czasy w jej nowym miejscu pobytu.


Trzeci utwór „lustrzanej” czwartej płyty zespołu Led Zeppelin zatytułowany jest The Battle of Evermore. Czy ma on jakikolwiek związek z Crying Song? Odpowiedzi na to pytanie należy szukać między wierszami poszczególnych utworów. Sądzę, że lustrzane odbicie w tym przypadku jest, tak jak to było we wszystkich poprzednich przypadkach, jak najbardziej zauważalne, a słowo klucz utworu The Battle of Evermore: „Bring it back” jest tego najistotniejszym potwierdzeniem.

4. Up the Khyber — Awantura

Tym razem mamy do czynienia z utworem instrumentalnym, z tego też powodu zinterpretowanie, o jaki okres życia w tym symbolicznym życiorysie „neurotycznej kobiety” chodzi, jest zdecydowanie utrudnione, jednakże nie jest niemożliwe. Jak to już we wcześniejszych wpisach starałem się to udowodnić, „gnostyczne” treści zaszyfrowane zostały przez ich twórców wielowątkowo: w symbolice okładek, tekstach poszczególnych utworów, a także i w ich linii melodycznej czy w nastroju samego utworu. Tym razem ukrytego sensu tego utworu, moim zdaniem, należy doszukiwać się w tytule.


Po pierwsze:

Tytuł to niegrzeczny żart, ponieważ „Khyber” w cocneyowskim slangu jest nawiązaniem do „Khyber Pass” co oznacza tyłek. Może też nawiązywać do filmu Carry On Up the Khyber z 1968 roku.

(link) — https://en.wikipedia.org/wiki/Up_the_Khyber

Po drugie:

Carry On… Up the Khyber — Awantura w Khyberze — opis filmu: Indie, rok 1895. Sir Sidney Ruff-Diamond, gubernator zarządzający północno-zachodnią prowincją Kalabar, nie stroni od rozrywek i hucznych zabaw. Podczas rozgrywek sportowych żonie gubernatora wpada w oko wróg jej męża, Khasi, najbogatszy i najbardziej wpływowy radża w północnych Indiach. Tymczasem szlaku na przełęczy Khyber, bramy do Indii, dzień i noc strzegą oddziały sławnego pułku Górali Szkockich, zwanych przez tubylców „szatanami w spódnicach”. Khasi planuje przypuścić na nich atak i raz na zawsze wypędzić z Kalabaru.

(link) — http://www.filmweb.pl/film/Awantura+w+Khyberze-1968-38172/descs

W powyższym cytacie zaznaczyłem to, co moim zdaniem zespół Pink Floyd przemycił z filmu do swojego utworu.


Sama fabuła filmu nie jest aż tak istotna, ale wątek, w którym występują Khasi, żona gubernatora, czy też sam gubernator, dla rozpatrywanego tu problemu węzłowego jest ważny. Najważniejszy w tym wszystkim jest wątek ataku wroga męża gubernatora na jego żonę, z wyraźnym podkreśleniem tej „nikczemnej” czynności, jakim jest akt ataku.


Biorąc powyższe pod uwagę, zrozumiałe stają się teraz (rzeczywiste już) kłopoty głównej „aktorki” dyskografii Floydów, które stały się przyczyną jej problemów z zaburzeniami nerwicowymi. „Szatan w spódnicy” — to jakże enigmatyczne określenie powzięte z filmu dobrze pasuje do stanu mentalnego, w jakim znalazła się owa kobieta w jej niezbyt szczęśliwym okresie życia. Zostało to doskonale zaprezentowane w niezwykle dramatycznym i żywiołowym podkładzie muzycznym, do którego teraz należałoby tylko dodać tekst.


Aby to uczynić, należy z całą wnikliwością przypomnieć sobie wszystkie wcześniejsze etapy z życia naszej „neurotycznej kobiety”, jakimi są trzy wcześniejsze utwory zamieszczone na płycie: More.


Cirrus Minor — dotyczył niezwykle dramatycznego momentu z dzieciństwa owej kobiety. Początkowe fragmenty tego utworu w całości wypełnia błogi nastrój śpiewających ptaszków — to raczej szczęśliwe dzieciństwo. Niestety, w dalszej części w ten szczęśliwy czas wkrada się, a potem całkowicie zdominuje nastrój sakralno-żałobno-traumatyczny.


The Nile Song — to czas przełomowych i bardzo ciężkich decyzji, których skutkiem była zmiana miejsca zamieszkania. Niestety owe „baśniowe wyspy” z tekstu tego utworu wkrótce okazały się tylko złudną iluzją.


Crying Song — utwór ten w swoim nastrojowym klimacie przypomina kołysankę.


Jest to instrumentalny podkład pod następny etap w życiu neurotycznej kobiety, który stanowił konsekwencję zmiany miejsca pobytu, jak również błędnych decyzji matrymonialnych, które zaowocowały macierzyńskimi obowiązkami.


Biorąc pod uwagę kontekst tych trzech utworów oraz ich moją interpretację, dopiero teraz można dokonać kolejnej egzegezy tego fragmentu z życia kobiety. Niestety, tak nastrój, jak i dramatyczne tempo tego utworu zapowiada Awanturę. Jest to awantura pomiędzy „szatanem w spódnicy” a jej wrogiem, którego owa kobieta raz na zawsze wypędza z Kalabaru. To nieco poetycko zakamuflowane stwierdzenie należy przełożyć na jakże trywialne stwierdzenie, iż chodzi tu etap w życiu kobiety, kiedy to walcząc o swoją godność, ostatecznie „pozbywa się” przyczyny swoich małżeńskich kłopotów.


Instrumentalny utwór: Up the Khyber — jest opowieścią o dramacie, walce, wyzwoleniu.


Na koniec równie ważna sprawa — z jakim utworem z czwartej płyty zespołu Led Zeppelin należy utożsamiać kłopoty jej żeńskiego odpowiednika? Odpowiedź na to pytanie nie jest zbyt skomplikowana — jest to równie „trudny” okres dla „brodatego mężczyzny”, a zawiera się w tym wszystkim, co na ten temat pisałem przy okazji dekodowania utworu Misty Mountain Hop, a także Four Sticks.

5. Green Is the Colour — Nadzieja na lepszy czas

Po raz kolejny w tytule utworu zawarta jest cała tajemnica, jak należy go interpretować, a w tym konkretnym przypadku, w jakim stanie emocjonalnym znajdowała się (no bo przecież jest to pamiętnik) kobieta, której doświadczenia związane z jej „relacjami z mężczyznami” zazwyczaj kończyły się nad wyraz nieciekawie.


Powszechnie wiadomo, że kolor zielony jest uważany za kolor nadziei i taki też nastrój zaczął dominować w jej stanie psychofizycznym. Równie ważny jest tekst utworu, w którym zaznaczyłem istotne fragmenty.


Z tekstu wynika, iż po okresie „fascynacji” przyszło otrzeźwienie, w konsekwencji czego nastąpił czas walki o swoją godność i wyzwolenie się z toksycznego związku (dwóch związków). Wszystko to znowu wydaje się bardzo enigmatyczne i takie na tym etapie niech pozostanie.


Pozostaje jeszcze kwestia lustrzanego odbicia losów „neurotycznej kobiety” z jej męskim alter ego, a mianowicie z jakim utworem w dyskografii zespołu Led Zeppelin należałoby go utożsamiać. W poprzednim wpisie łączyłem utwory Floydów z dwoma utworami i tym razem też tak będzie, a są to: Going to California oraz When the Levee Breaks.


Utwory obu zespołów, opowiadając o wydarzeniach z życiorysu tak różnych postaci, z konieczności muszą z danym problemem zmierzyć się w inny sposób, ale akcenty (po których poznać tożsamość losów pary bohaterów) pozostają niezmienne.


Na przykład, wersy z Going to CaliforniaWhen the Levee Breaks jednoznacznie wskazują na doświadczenia emocjonalne, próby zmian i wyzwania życiowe, z którymi musieli zmierzyć się zarówno kobieta, jak i jej męskie lustrzane alter ego.

6. Cymbaline — „Już czas, więc obudź mnie”

Aby wyjaśnić, jak należy interpretować kolejny „kamień milowy” w życiorysie „neurotycznej kobiety”, niezbędny jest mały wstęp.


Jak już wspomniałem, symboliczna linia życia (dla lepszego zrozumienia użyłem porównania z helisą DNA) głównych bohaterów dyskografii Led Zeppelin i Pink Floyd już raz się przecięła, czego dowodem są utwory: Black Dog (pierwszy zespół) oraz Cirrus Minor (drugi zespół). Kiedy to spotkanie nastąpiło — nie jest tajemnicą. Biorąc tę informację za podstawę do dalszych rozważań, a także to, co na wstępie przy okazji dekodowania „tajemnicy” okładki płyty More pisałem, iż ten kadr z filmu Barbeta Schroedera opowiadający o spotkaniu dwojga młodych ludzi przekłada się na rzeczywiste i realne już ich losy, to wnioskiem oczywistym wydaje się stwierdzenie, iż nastąpiło ponowne przecięcie się tych linii życia — ponowne spotkanie mężczyzny i kobiety.


Czy istotnie tak było, czy możliwe jest, że to właśnie te wydarzenia będą osnową libretta kolejnych utworów zespołu Pink Floyd? Wcześniej w utworach Led Zeppelin opisywałem linię życia mężczyzny, czas na dokładniejszą analizę dalszego ciągu drugiej dyskografii.


Jak do tej pory wszystkie poszczególne utwory płyty More miały swoje „lustrzane odbicie” w czwartej płycie Zeppelinów. No ale płyta dobiega już do swojego końca, a do omówienia jest jeszcze kilka utworów z aktualnie omawianej płyty. Spokojnie, jest kontynuacja.


Linia życia w tym miejscu nie urywa się, ta przysłowiowa helisa ma swoje przecięcie, a będzie nią historia opowiedziana za pomocą płyty Houses of the Holy.


Kolej na przypomnienie, w jaki sposób zinterpretowałem tytuł tej płyty, oraz jaka wiedza kryje się w jej okładce, a ma to niebagatelne znaczenie dla tematu głównego tego wpisu.


W koncepcji twórców utworu Houses of the Holy jest, będzie miejscem spotkania się dwóch różnych „grup” — „Lordów”, którzy obecnie przebywają w innym „stanie skupienia”, oraz „Izby niższej”, która w rzeczy samej jest niższa, jednakże stan jej skupienia jest jak najbardziej stały — lecz do czasu, kiedy nasza klepsydra, w dolnej pozycji, osiągnie swoją maksymalną wagę.


Zatem, tak jak to było w przypadku pierwszej płyty Pink Floyd, której „odpowiednikiem” były dwie pierwsze płyty Zeppelinów, także i tym razem dwie płyty: czwarty z kolei krążek, oraz Houses of the Holy będą tożsamościowo przyporządkowane płycie More.


Mając już wszystkie te wyjaśnienia za sobą, tym łatwiej będzie można przystąpić do dekodowania utworu Cymbaline, któremu bardzo blisko jest do pierwszego utworu piątej płyty zespołu Led Zeppelin, którym jest The Song Remains the Same.


Wiedząc już, jak bardzo pokrętnymi drogami trzeba zmierzać, by dojść do prawdy, proponuję za podstawę do dalszych rozważań wziąć pod uwagę kolejny cytat:

Cymbelin (ang. Cymbeline— komedia autorstwa Williama Shakespeare’a, napisana około 1609 roku. […] Przegląd treści: Posthumus, człowiek nisko urodzony, ale o wielu zaletach, w sekrecie poślubił Imogen, córkę króla Cymbelina. Ten, rozzłoszczony na wieść o tym, wygnał Posthumusa z królestwa. Iachimo, żołnierz armii rzymskiej, zakłada się z Posthumusem o to, że uda mu się nakłonić Imogen do cudzołóstwa. Imogena, która dowiaduje się o tym od sługi Posthumusa, wyjeżdża na zachodnie wybrzeże Brytanii. Tam poznaje dwóch mężczyzn.

Nie wie jednak, że w rzeczywistości są jej braćmi. Okłamują ją, mówiąc, że Belarius, król Brytanii, konspirował z Rzymianami, przez co musiał go obalić Cymbelin. W odwecie Belarius porwał synów Cymbelina, aby ci nie mogli zasiąść na tronie. Książęta byli wychowani przez opiekunkę, którą nazywali matką.”

(link) — https://pl.wikipedia.org/wiki/Cymbelin

Tytuł sztuki Szekspira nieco różni się od tytułu utworu zespołu Pink Floyd — to fakt, ale te dwa zdania podkreślone w powyższym cytacie, dość dobrze trafiają w „klimat” dyskografii obu „naszych” zespołów, a osoby nazwane tam z imienia i ich skomplikowane losy nieprzypadkowo mają wiele wspólnego z perypetiami pary głównych bohaterów, tak filmu More, jak i co ważniejsze ich rzeczywistych odpowiedników, jakimi są „brodaty” mężczyzna i „neurotyczna” kobieta.


Aby dopatrzyć się podobieństw, trzeba wiele „wyobraźni”, to prawda, ale jak to już na początku tej przygody z deszyfrowaniem ukrytej wiedzy tłumaczyłem, wiedza ta nie mogła być „ani łatwa, ani przyjemna”, by nikt postronny zbyt wcześnie sobie z nią nie poradził. To, iż faktycznie puzzle te rozsypane zostały w tak skuteczny sposób, to już zasługa członków obu zespołów, ale myślę, że sposób, w jaki ja to interpretuję, jest zgodny z ich wizją.


Podobnie jak to miało miejsce w przypadku utworu The Nile Song, w tekście Cymbaline można znaleźć pewne sformułowania, których „autorem” nie jest podmiot liryczny całej płyty, ale jej „lustrzane” męskie alter ego:


Bo już czas,

Cymbelinie,

Czas już Cymbelinie,

Więc obudź mnie.


Wersy te bezpośrednio nawiązują do artystycznej wizji twórców kolejnego utworu zespołu Led Zeppelin, czyli The Rain Song.

7. Party Sequence — „Potrzebuję twojej miłości”

Po raz kolejny mamy do czynienia z utworem instrumentalnym, co skutkuje ograniczonym zasobem informacji, dlatego też, by poradzić sobie z tym rebusem, koniecznym jest prawidłowa interpretacja jego tytułu. Sekwencja — to uporządkowany ciąg znaków, symboli, nazw, zdarzeń, stanowiący strukturę układu systemu. Występowanie kolejnych elementów wynika z określonej reguły lub formy. Party — to raczej impreza — na co wskazuje utwór.


Aby dalej ruszyć z tematem, należy wziąć pod uwagę także przewijający się przez wszystkie utwory motyw przewodni, czyli linie życia kobiety i mężczyzny, które kiedyś już się spotkały.


Łącząc te informacje w całość, można dojść do wniosku, iż następnym ważnym etapem w biografii tak głównej bohaterki tej płyty, jak i jej „lustrzanego odbicia” (ilustracja płyty More), będzie chęć nawiązania (ponownego) kontaktu, a nie będzie to pojedyncza próba, ale cała sekwencja znaków i symboli, które będą elementami struktury większego planu.


Głównym instrumentem tego utworu są bongosy — czyli instrument kubański składający się z dwóch na stałe połączonych bębenków. Sądzę, iż instrument ten akurat w tym utworze został użyty nieprzypadkowo. Odgłos bongosów ma wiele wspólnego z dźwiękiem, jaki wydaje instrument perkusyjny: Tam-tam — używany w Afryce jako instrument sygnalizacyjny, służący do przekazywania wiadomości na duże odległości.


W tym konkretnym utworze jego twórca, Roger Waters, zakodował informacje o tym, że pomiędzy brodatym mężczyzną i neurotyczną kobietą nastąpił okres rozmowy na odległość za pomocą znaków i symboli.


Czy tak było w istocie, czy taki był zamysł autorów tego utworu, tego w tym momencie nie sposób ustalić, ale jest jeszcze dyskografia zespołu Led Zeppelin i to w niej można szukać potwierdzenia. Kolejnym utworem po The Rain Song z płyty Houses of the Holy jest: Over the Hills and Far Away.


Wszystkie utwory z piątej płyty zespołu Led Zeppelin — Houses of the Holy — opowiadają o przyszłych, kolejnych wydarzeniach z historii życia „brodatego mężczyzny”. Po czasie bezczynności w ckliwej „brei” (The Rain Song), nadchodzi czas na działanie Over the Hills and Far Away. No tak, ale czy jest to aktywne działanie ze strony głównego bohatera — „brodatego mężczyzny”, czy raczej wyczekiwanie na jakiś konkretny krok ze strony jego interlokutora? Pierwszy wers piosenki jednoznacznie ukierunkowuje: masz miłość, której potrzebuję — „you got the love I need”.

8. Main Theme — Zapowiedź ponownego spotkania

Kolejny utwór instrumentalny. To, na co zapowiadało się od kilku utworów — czyli ponowne przecięcie się linii życia pary głównych postaci płyty, nomen omen, More, stało się faktem. Jak wskazuje na to tytuł tego utworu, będzie (było) to bardzo ważne „ukoronowanie” ich oczekiwań.


Utwór ten grany jest na początku filmu Barbeta Schroedera, gdy jedna z głównych postaci tego filmu: Stefan, czeka na kogoś, kto zabierze go po drodze do Paryża.


Utwór: The Crunge zespołu Led Zeppelin — stanowi sugestywne „libretto” do utworu Main Theme.

Houses of the Holy, The Crunge.

Chciałbym opowiedzieć wam o czymś wspaniałym
Nie będę używał nazwisk — Ale ona jest dobrym przyjacielem
Nie powiem ci skąd ona jest
Gdybym ci powiedział, nie przyszedłbyś tu więcej
Nie powiem ci, co powinienem zrobić
A teraz pozwolisz, że opowiem ci o mojej dziewczynie, Otwieram gazetę i co widzę
Widzę moją dziewczynę patrzącą się na mnie i kiedy ona chodzi, Ona chodzi i kiedy ona mówi, ona mówi
I kiedy tylko w oczy mi popatrzy, jest moją maleńką
Chcę żeby była moja, powiedz mi mała, Co chcesz żebym zrobił
Czy chcesz żebym cię kochał, Gdy innego faceta kochasz też
Nie nazywajcie mnie panem Pitiful
Nie, ja nie potrzebuję szacunku od nikogo, nie 
Ja nie powiem wam żadnych tajemnic
Nie powiem wam nic więcej
Ona jest moją maleńką, tylko wam powiem, jak bardzo ją kocham
I ona jest kobietą, którą naprawdę pragnę kochać
I pozwólcie mi powiedzieć więcej: ona jest moim skarbem
Mieszka tuż obok
Ona jest jedyną kobietą, jedyną kobietą, jaką znam
Wiem, że nie powiem wam tej jedynej rzeczy, Którą właściwie powinniście wiedzieć, Ona jest moją i kocham ją bardzo
To ona sprawia, że kręci mi się w głowie
I to ona posiada tę miłość, która potrafi wypełnić świat
Ona jest taką dziewczyną, że chce mi się skakać i krzyczeć
Ona jest taką dziewczyną, która mówi mi
O co w tym wszystkim chodzi
Przepraszam
Och, czy mogę przeprosić
Próbuję odnaleźć most… Czy ktoś tu widział most?
(Czy widziałeś most?)
Nie widziałem żadnego mostu!

Bardzo znamienny jest fragment tekstu, który sugeruje, że forma komunikacji i sposób przekazywania informacji w życiu bohaterów ewoluuje wraz z czasem: „Otwieram gazetę i co widzę?”. Czasy się zmieniają — to i forma komunikacji jest z oczywistych względów nowocześniejsza.


W tym momencie nie chodzi o szczegóły tekstu, ale o symbolikę instrumentalnej narracji. Main Theme można interpretować jako punkt kulminacyjny, w którym linie życia obu bohaterów ponownie się stykają, a oczekiwania i nadzieje, budowane przez wcześniejsze utwory, znajdują swoje przestrzenne i emocjonalne odzwierciedlenie.


Jest to moment niezwykle ważny, bo pokazuje, że po wszystkich perypetiach, zmianach miejsc, emocjonalnych trudach i próbach wyzwolenia się, bohaterowie zbliżają się do siebie — nie poprzez słowa, lecz poprzez symboliczny dźwięk, rytmy i linie instrumentalne, które stają się ich wspólnym językiem. To także znak, że narracja muzyczna może wyrażać więcej niż słowa — jest pomostem między emocjami, czasem i przestrzenią, łącząc wszystkie wcześniejsze etapy życia bohaterów w spójną całość.

9. Ibiza Bar — „Dancing days”

Poprzednie utwory, niczym „kamienie milowe” na symbolicznej drodze życia, opowiadały o najważniejszych, nierzadko przełomowych wydarzeniach z życia kobiety, tak też jest i w tym przypadku. Jeśli chodzi o: Ibiza Bar — to jest to zakodowana informacja mówiąca o emocjonalnych, a także i fizycznych wrażeniach z czasu ponownego spotkania pary głównych bohaterów obu dyskografii: Led Zeppelin — brodatego mężczyzny oraz Pink Floyd — neurotycznej kobiety.


Po raz kolejny tytuł, jak i sam „klimat” utworu, podpowiada o jakich wydarzeniach mowa. Ibiza — to bardzo wakacyjna i zarazem rozrywkowa wyspa na hiszpańskich Balearach, natomiast samo określenie Bar — nie wymaga tłumaczenia — jest to miejsce, gdzie rozrywkę można „podkręcić” za pomocą alkoholu.


„I żyję tam gdzie żyłem- na półce, tak jak inni

Epilog przypomina żałobną pieśń

Weź swą kamerę, wykorzystaj mnie znów

I stwórz mi ten świat…”


Cały tekst tej piosenki jest zapisem reminiscencji z tego spotkania. Jakie są to wrażenia i czego dotyczą, tego można samemu się domyślić — w pewnych sytuacjach o szczegółach nie wypada mówić, ale znowu, opierając się na podpowiedzi, jaką jest dyskografia zespołu Led Zeppelin (Dancing Days), można mimo wszystko dojść do konkretnych wniosków.

10. More Blues — Smutny czas rozłąki

Utwór instrumentalny. Im bliżej końca płyty, tym coraz bardziej oddalamy się od łatwo sprawdzalnej przeszłości i przekraczając niewidoczną acz nieuchwytną mgiełkę teraźniejszości, powoli wkraczamy w domenę nieznanej nikomu przyszłości. Wszystkie kolejne wpisy tracą walor pamiętnika na rzecz (niedefiniowalnej) części linii czasu, która dopiero jest przed nami.


Utwór More Blues jest zapisem jak najbardziej aktualnych wydarzeń — zapisem stanu emocjonalnego (czy obojga głównych „aktorów” tej płyty — można przyjąć, że tak), po okresie intensywnych wrażeń.


I tak po okresie radosnego spotkania, nadszedł czas na następny rozdział w życiu „neurotycznej” kobiety, a także — co zrozumiałe — „brodatego” mężczyzny. Jest to smutny czas rozłąki, i dokładnie tak, jak słychać to w utworze, jest to czas bluesa — muzyki nostalgii, zawieszenia, emocjonalnego wybrzmiewania tego, co było, i niepewności tego, co dopiero nadejdzie.


Utwór zespołu Led Zeppelin — D’yer Mak’er, co symptomatyczne, utrzymany jest w bardzo zbliżonym, melancholijnym klimacie. To kolejny dowód na to, że lustrzane linie życia bohaterów obu dyskografii, choć chwilowo się rozchodzą, nadal pozostają ze sobą w ścisłej emocjonalnej korelacji.

11. Quicksilver — Żałobny czas

Quicksilver to utwór instrumentalny o bardzo przygnębiającym nastroju. Jak to już wcześniej bywało, informacji wiodących do rozszyfrowania „gnozy” poszczególnych utworów należało szukać w ich tekstach, w muzycznym podkładzie, czy też w ilustracjach okładek płyt. Owych dodatkowych informacji dostarczały także tytuły piosenek. Także i w tym przypadku podpowiedzi należy szukać we właściwej interpretacji tytułu aktualnie omawianego utworu.


Jak wiadomo, rtęć jest jedynym metalem występującym w normalnych warunkach w stanie ciekłym. Zatem można powiedzieć, iż jeśli chodzi o warunki metaliczne — jest metalem przejściowym. Idąc dalej tym tropem, za pomocą daleko idącej analogii można przyrównać ten metal do człowieka, który również jest jedynym w swoim rodzaju „metalem przejściowym”.


Nie wchodząc w bardziej eschatologiczne dywagacje, wiadome jest, iż człowiek ma ciało i duszę. Ciało, jak wiadomo, jest śmiertelne, natomiast dusza — jest wieczna. Człowiek nie umiera, a jedynie zmienia swój „stan skupienia” — a stąd już niedaleko do stwierdzenia, iż jest w istocie „metalem przejściowym”.


Dysponując tekstem źródłowym w postaci dyskografii zespołu Led Zeppelin, można dokonać istotnego uzupełnienia w tych miejscach, gdy mamy do czynienia z utworami instrumentalnymi, ponieważ wszystko to, co dotyczy życiorysu „brodatego” mężczyzny, ma niepodważalny związek z życiorysem „neurotycznej” kobiety.


To moje niezwykle syntetyczne porównanie właściwości rtęci do człowieka ma swoje potwierdzenie w tym wszystkim, co zakodowane zostało w utworze No Quarter zespołu Led Zeppelin.


Uważam, iż tematem głównym tego utworu jest śmierć, czas żałoby. Wielce znamienny jest fragment utworu — efekt oscylatora — który, jak sądzę, imituje proces „przejścia” człowieka do innego stanu skupienia.


Utwór Quicksilver jest kolejnym okresem — „kamieniem milowym” — w życiu neurotycznej kobiety, a także i, co zrozumiałe, jej męskiego helistycznego odpowiednika — „brodatego” mężczyzny. Z faktu, iż na tym utworze nie kończy się życiorys głównej postaci tej płyty, można wnioskować, iż doświadczenia związane z tym, co koduje sobą efekt oscylatora, w żadnej mierze jej (ich) nie dotyczą.

12. A Spanish Piece — Czas fiesty

A Spanish Piece to utwór, którego tytuł od razu wskazuje na radosny, świąteczny nastrój — czas fiesty. Jak już przy okazji dekodowania More Blues pisałem, im bliżej końca płyty, tym coraz bardziej oddalamy się od łatwo sprawdzalnej przeszłości i przekraczając niewidoczną, acz nieuchwytną mgiełkę teraźniejszości, powoli wkraczamy w domenę nieznanej nikomu przyszłości. Wraz z tym wszystkie kolejne wpisy tracą walor pamiętnika na rzecz (niedefiniowalnej) części linii czasu, która dopiero przed nami.


Nadszedł czas na końcową część zawartości aktualnie omawianej płyty More. Dla przypomnienia — jest to swoisty „pamiętnik” z życia neurotycznej kobiety. W tym miejscu bardzo istotną kwestią jest prekognicyjna wartość utworów zespołu Pink Floyd. Czy tak było w istocie, czy mamy tu do czynienia ze zjawiskiem nadzwyczaj nieprawdopodobnej przypadkowości, każdy sam musi sobie odpowiedzieć.


Tak jak poprzedni utwór z tej płyty: Quicksilver — miał zdecydowanie negatywne przesłanie, tak: A Spanish Piece opowiada o mających nastąpić w życiu neurotycznej kobiety zdecydowanie radośniejszych chwil. Cokolwiek miałoby to znaczyć, będzie to czas fiesty, na co wskazuje kontekst poprzedniego utworu z tej płyty: Ibiza Bar — oraz wcześniejsza interpretacja całej narracji.


Potwierdzeniem takiego znaczenia tego utworu jest analogia do utworu: The Ocean z piątej płyty zespołu Led Zeppelin — Houses of the Holy, który w swojej symbolice jest tożsamy z A Spanish Piece z płyty More.

13. Dramatic Them — „Finis coronat opus”

Ostatnie fragmenty tego instrumentalnego utworu w sugestywny sposób kodują informację o tym, że tak jak każda, nawet najdłuższa droga ma swój kres, tak też i ta główna „życiowa rola” naszej tytułowej postaci — neurotycznej kobiety w jej „teatrze życia”, też kiedyś dobiegnie końca.


W tym miejscu ponownie warto przypomnieć, iż przedstawione interpretacje wszystkich poszczególnych utworów zamieszczonych na płycie More dotyczą najważniejszych momentów w życiu pewnej konkretnej kobiety. Jak wielokrotnie starałem się udowodnić, wszystkie te „kamienie milowe” w jej „curriculum vitae” mają swoje bliźniacze „odpowiedniki” w postaci podobnych życiowych perypetii „brodatego” mężczyzny — głównej postaci z dyskografii zespołu Led Zeppelin. Wielokrotnie przyporządkowywałem piosenki obu zespołów do siebie. Moim zdaniem nie ma mowy o pomyłce — obie te postacie łączą podobne losy, w podobnym czasie, niczym niewidzialna podwójna helisa DNA.


Jak, dlaczego i w jaki sposób wiedzieli o tym i postanowili przekazać nam o tym członkowie obu zespołów: Pink FloydLed Zeppelin, oraz wszyscy inni biorący udział w tym nieprawdopodobnym projekcie — tego w tym momencie nie mam zamiaru roztrząsać — może sami zainteresowani wypowiedzą się na ten temat. Dodam tylko, iż utwór Dramatic Them nie ma swojego odpowiednika na płycie zespołu Led Zeppelin: Houses of the Holy, albowiem płyta ta kończy się utworem The Ocean. Kwestie związane z ostatecznym odejściem na „wieczny spoczynek”, zespół ten zamieścił na innej płycie — ale to już zupełnie inna kwestia.

More — Podsumowanie płyty

1. Cirrus Minor — Czas żałoby

Pierwszy utwór płyty More symbolizuje dramatyczny moment z dzieciństwa kobiety — początkowo błogi nastrój szczęśliwego dzieciństwa, który wkrótce zostaje zakłócony przez traumę i poczucie straty.

Odpowiednik: Black Dog (Led Zeppelin) — wprowadza analogiczny ciężar psychologiczny w życiu męskiego alter ego, sygnalizując początek trudnej i złożonej historii.


2. The Nile Song — Nowe miejsce pobytu

Tutaj obserwujemy przełom w życiu kobiety — decyzję o zmianie miejsca pobytu i stawieniu czoła nowym problemom. Utwór jest ciężki, niemal metalowy, co symbolizuje intensywność emocjonalnych doświadczeń.

Odpowiednik: Rock and Roll (Led Zeppelin) — opowiada o okresie bezideowego kręcenia się w kółko, co kontrastuje z dramatyzmem kobiecego doświadczenia.


3. Crying Song — Uśmiech przez łzy

Ten utwór odzwierciedla emocjonalne skutki przeprowadzki — niepewność, smutek i momenty wewnętrznej walki. Klimat kołysankowy sugeruje melancholijną introspekcję.

Odpowiednik: The Battle of Evermore (Led Zeppelin) — poprzez słowa „Bring it back” sygnalizuje powrót do wcześniejszych doświadczeń i emocji, stanowiąc męski odpowiednik kobiecego refleksyjnego stanu.


4. Up the Khyber — Awantura

Instrumentalny utwór, który koduje dramatyczny okres życia kobiety — walkę o godność i wyzwolenie z małżeńskich problemów.


Tytuł sugeruje zarówno zagrożenie, jak i pewien absurdalny humor sytuacji.

Odpowiednik: Misty Mountain Hop / Four Sticks (Led Zeppelin) — odzwierciedlają podobne trudności męskiego bohatera, które powtarzają się w jego życiu.


5. Green Is the Colour — Nadzieja na lepszy czas

Po trudnych doświadczeniach kobieta wchodzi w okres nadziei i otrzeźwienia — walczy o swoją godność, wyzwalając się z toksycznych relacji. Kolor zielony jest symbolem odrodzenia.

Odpowiedniki: Going to CaliforniaWhen the Levee Breaks (Led Zeppelin) — męskie postacie stają przed podobnymi wyzwaniami, ucząc się poprzez doświadczenie i stratę.


6. Cymbaline — „Już czas, więc obudź mnie”

Utwór ilustruje ponowne spotkanie kobiety i jej męskiego alter ego. Klimat narracyjny nawiązuje do powrotu do wspólnych wydarzeń, budując scenę dla kontynuacji ich historii.

Lustrzany odpowiednik: The Song Remains the Same (Led Zeppelin) — podobny moment spotkania i introspekcji w życiu mężczyzny.


7. Party Sequence — „Potrzebuję twojej miłości”

Instrumentalny utwór symbolizuje chęć nawiązania kontaktu i komunikacji między bohaterami po okresie rozłąki. Bongosy tworzą rytm sygnalizacyjny, nawiązując do wymiany emocji i informacji na odległość.

Odpowiednik: Over the Hills and Far Away (Led Zeppelin) — wskazuje na oczekiwanie i subtelne inicjowanie kontaktu.


8. Main Theme — Zapowiedź ponownego spotkania

Instrumentalny utwór będący kulminacją poprzednich wydarzeń — ponowne przecięcie się linii życia bohaterów. Symbolizuje kulminację emocjonalnych oczekiwań i początek wspólnych doświadczeń.

Odpowiednik: The Crunge (Led Zeppelin) — odpowiada rytmicznie i narracyjnie momentowi spotkania w historii mężczyzny.


9. Ibiza Bar — „Dancing days”

Utwór opisuje wspólne radosne chwile bohaterów — ponowne spotkanie, lekkość życia i świętowanie. Ibiza symbolizuje wakacyjną atmosferę i beztroskę, a bar — miejsce interakcji i zabawy.

Lustrzany odpowiednik: Dancing Days (Led Zeppelin) — analogiczna radość i powrót do momentów beztroski u mężczyzny.


10. More Blues — Smutny czas rozłąki

Instrumentalny utwór przedstawia okres melancholii i rozłąki. Po radosnym spotkaniu bohaterowie muszą zmierzyć się z emocjonalną próżnią i tęsknotą.

Odpowiednik: D’yer Mak’er (Led Zeppelin) — podobny klimat smutku i refleksji, przeżywany przez męskie alter ego.


11. Quicksilver — Żałobny czas

Nastrojowy, instrumentalny utwór o przygnębiającym charakterze, symbolizuje konfrontację z przemijalnością i nieuchronnością zmian. Rtęć jako „metal przejściowy” staje się metaforą transformacji życia i ducha.

Odpowiednik: No Quarter (Led Zeppelin) — odzwierciedla czas żałoby i introspekcji mężczyzny, z efektem oscylatora symbolizującym przejście do innego stanu skupienia.


12. A Spanish Piece — Czas fiesty

Ostatni instrumentalny utwór płyty More sygnalizuje radośniejsze chwile w życiu kobiety — czas fiesty i celebracji. Poprzednie napięcia ustępują miejsca swobodzie i optymizmowi.

Odpowiednik: The Ocean (Led Zeppelin) — podobny motyw radości i celebracji w życiu mężczyzny, pełen wolności i ekspresji.


13. Dramatic Them — „Finis coronat opus”

Ostatni utwór albumu zamyka narrację kobiety. „Finis coronat opus” — symbolizuje kres jej „życiowej roli”. Dźwięk instrumentów przechodzi w dramatyczną ciszę, co symbolizuje zakończenie całej historii i jej refleksyjny charakter.

Odpowiednik: brak bezpośredniego odpowiednika na Houses of the Holy — zakończenie wątku męskiego bohatera przeniesione zostało na inną płytę zespołu Led Zeppelin.

4. Ummagumma

Ummagumma — Okładka płyty

Po raz kolejny pozwolę sobie na chwilę prywaty, chociaż nie jest to ani przyjemne, ani łatwe — muszę to z siebie wyrzucić. Otóż peregrynując po „historycznym” kontinuum pierwszych dwóch płyt, robiłem to z pełną świadomością i zaangażowaniem, a że tematyka była neutralna, przychodziło mi to z łatwością.


Z dekodowaniem następnej płyty było już trudniej — była to, parafrazując tytuł książki Irvinga Stona, „udręka i ekstaza”, gdyż wszystko, co dowiedzieć się można z „podprogowego” przekazu tej płyty, nie było zbyt przyjemne ani dla głównej postaci epopei, ani dla mnie teraz.


Mimo to było to pewna forma ekstatycznej przyjemności, gdyż odkrywałem „dziewicze” tereny, których nikomu wcześniej nie śniło się zobaczyć.


Kiedy zapoznałem się z płytą Ummagumma, moje wrażenia stały się jeszcze bardziej surrealistyczne. Serce się kraje na czworo, a winy nie można przypisać nikomu — może tylko prześmiewczemu fatum, że jest takie bezwzględne. Jednakowoż ważny jest cel główny — prawidłowa interpretacja wszystkiego, co zostało zakodowane w okładkach i utworach. Chodzi o to, by dać świadectwo prawdzie jakakolwiek by ona nie była, gdyż nie po to kompilatorzy obu dyskografii pracowali nad tym projektem, aby przekaz miał tylko jednowymiarowo — rozrywkowy charakter muzyczny.


By nie przedłużać tego wstępu, wypadałoby w końcu przejść do zasadniczej części tego wpisu, a będzie to bardzo ważna i wielowątkowa opowieść o tym, jakim to geniuszem wykazali się twórcy graficznej oprawy aktualnie omawianej płyty. To wprost niewiarygodne jak wiele treści można zmieścić w jednym projekcie graficznym, jakim jest okładka płyty. Jest to zapewne zasługa studia graficznego Hipgnosis (nomen omen), ale także i członków zespołu Pink Floyd, którzy (jak sądzę) brali aktywny udział w tworzeniu tej okładki i z pewnością mieli niebagatelny wkład w jej powstanie.

Album był pierwszym albumem wydanym przez zespół na płycie Harvest. Na okładce widoczny jest efekt Drosta z grupą, z obrazem wiszącym na ścianie pokazującym tę samą scenę, z wyjątkiem tego, że członkowie zespołu zmienili pozycje. Okładka oryginalnej płyty LP różni się między wydaniami brytyjskimi, amerykańskimi / kanadyjskimi i australijskimi. Wersja angielska ma album Gigi oparty o ścianę bezpośrednio nad literami „Pink Floyd”. Podczas rozmowy w księgarni Borders w Cambridge w dniu 1 listopada 2008 r., W ramach projektu „City Wakes”, Storm Thorgeson wyjaśnił, że album został wprowadzony jako czerwony śledź do wywołania debaty i że nie ma zamierzonego znaczenia.

(link) — https://en.wikipedia.org/wiki/Ummagumma

Opinia Thorgersona mówiąca o tym, iż album Gigi nie ma żadnego znaczenia — jest właśnie tym, od czego powinno się zacząć wszelkie próby zrozumienia doniosłości tematu. Jest to oczywiście pokrętna i z daleka wyczuwalna fałszem manipulacja, a że prostota takiej argumentacji jest zazwyczaj najskuteczniejsza, to nic w tym dziwnego, że na tak naiwne tłumaczenie nabrali się równie naiwni jego słuchacze.


Album Gigi jest punktem wyjścia do analizy, ponieważ historia Gigi w filmie Vincente Minnellego — pod tym samym tytułem, opowiada o losach podobnych do tych, które spotkały „neurotyczną kobietę”, główną bohaterkę dyskografii Pink Floyd.


Film „Gigi” powstał na podstawie książki Colette: Akcja dzieje się w Paryżu przełomu XIX i XX wieku. Gaston, młody zamożny playboy, poznaje Gigi — beztroską, inteligentną i niezależną dziewczynę. Rodzina Gigi przygotowuje ją na rolę kurtyzany, ale Gigi odrzuca te oczekiwania i zachowuje swoją tożsamość. Gaston początkowo chce traktować Gigi powierzchownie, ale w końcu rozpoznaje w niej prawdziwą miłość i proponuje małżeństwo. Film kończy się szczęśliwym ślubem Gigi i Gastona, podkreślając temat wolności, indywidualności i wyboru w życiu.


Fabuła tego filmu stanowi punkt wyjścia do sformułowania wniosku, że losy Gigi są tożsamościowo zbieżne z doświadczeniem „neurotycznej kobiety”. Innymi słowy: filmową Gigi oraz Floydowską kobietę, łączy jednakowy los, co prawda tylko w pewnym określonym okresie, ale fakt tej zbieżności z pewnościa znany był twórcom tej płyty — co czyni całą tę sytuację nadzwyczaj tajemniczą.


O kogo chodzi, w tym momencie nie jest to rzeczą istotną, ważniejszym jest fakt korelacji jej życiorysu z jej lustrzanym „męskim” alter ego — ma to swoje przełożenie w ilości płyt albumu Ummagumma. Pierwsza część — koncertowa „zadedykowana” jest mężczyźnie, druga studyjna — koduje informacje o kobiecie.


Na bliższe zapoznanie się utworami zamieszczonymi na płytach będzie jeszcze czas, teraz kolej na następny ciekawy element wystroju (płytowego) pomieszczenia, w którym stoją co rusz zmieniający się członkowie zespołu Pink Floyd, a mianowicie jest to pusty baniak na wino, na szkle, którego widać niewyraźną sylwetkę fotografa na tle okna. Mam takie wrażenie, że jest to symboliczna wizualizacja drugiej ważnej postaci obu dyskografii.


I tak jak płyta Gigi sygnalizuje o tym, jakie będą, były losy kobiety, tak zaledwie odbicie na szklanym baniaku jest zapowiedzią, jakie będą, były losy męskiego aspektu tej podwójnej „helisy” — a jaki był jego życiorys, o tym można się dowiedzieć z moich wpisów, które poświęcone były zespołowi Led Zeppelin.


Kolejnym ciekawym elementem szyfru okładki płyty Ummagumma są — cztery fraktalne wersje jednego głównego obrazu przedstawiającego czterech członków zespołu w czterech różnych pozach. Na okładce widoczny jest „efekt Droste” z obrazem wiszącym na ścianie pokazującym tę samą scenę, z wyjątkiem tego, że członkowie zespołu zmienili pozycje.


Tak jak płyta Gigi, czy też odbicie postaci na baniaku na wino, miały swoje drugie symboliczne dno, tak te cztery fraktalne wersje okładki, (oraz czterej, zmieniający swoje pozycje, członkowie zespołu), nieprzypadkowo w taki, a nie inny sposób zostały przez studio graficzne Hipgnosis skompilowane. Stanowią zaszyfrowaną informację.


Być może chodzi tu o to, że każdy z artystów przygotował swój własny materiał na płytę studyjną. Może tak, a może i nie. Nie jest to droga, którą bym podążył. Moim zdaniem cztery zmniejszające się fraktalnie obrazy symbolizować mają perspektywę upływu czasu — od największego, czyli najważniejszego okresu w życiu każdego człowieka, jakim jest dzieciństwo, młodość, aż do coraz krótszych etapów, czego symbolicznym odzwierciedleniem jest to co sobą wizualizuje, chociażby klepsydra.


W nadzwyczaj skrótowy i symboliczny sposób nawiązuje to do kontinuum czasu, o którym to zjawisku i jego wpływie na twórczość obu zespołów: Led Zeppelin i Pink Floyd wielokrotnie już wspominałem.


Równie ważne są postacie członków zespołu: ich zmieniające się sylwetki — na każdym obrazku inna osoba. Na głównym planie postać siedząca na krześle w pokoju, dalej siedząca na ziemi, następnie postać stojąca, a w końcu leżąca z nogami uniesionymi ku górze.


Moim zdaniem symbolizować to ma poszczególne zmienne koleje losu osoby, której poświęcona jest ta płyta. Każdy obraz symbolizuje kolejne etapy życia człowieka — od dzieciństwa, przez młodość, aż do dorosłości i starości. Zmieniające się sylwetki członków zespołu podkreślają zmienność losu — zarówno kobiety, jak i jej męskiego odpowiednika. Najmniejszy obrazek to kopia okładki Saucerful of Secrets, co sugeruje ciągłość historii i powiązania między płytami.


No tak, ale album składa się z dwu płyt i jak to już „zaproponowałem”, jeden — koncertowy koduje losy mężczyzny, natomiast drugi — studyjny kobiety.


Nie ma w tym żadnej sprzeczności, jak to postaram się udowodnić, wszystkie utwory zamieszczone na obu tych płytach opowiadają o czterech „lustrzanych” etapach życia mężczyzny i kobiety — i w tym tkwi cała tajemnica tych czterech fraktalnych obrazów, czterech członków zespołu, których sylwetki mają cztery różne pozycje.


Podwójny album Ummagumma jest peregrynacją po życiorysie obojga głównych bohaterów bliźniaczych zespołów.


Jeśli z awersu okładki płyty Ummagumma można wydedukować tyle ciekawych informacji, to należy założyć, że i rewers także zawiera jakieś „podprogowe” przesłanie. Coś mi się „zdaje”, że oficjalna wersja jest nazbyt „łatwa”, by była prawdziwa.

Na tylnej okładce roadies Alan Styles, (który pojawia się również w „Alan’s Psychedelic Breakfest”) i Peter Watts są pokazywani na sprzęcie zespołu, wytyczonym na drodze kołowania na lotnisku Biggin Hill. Koncepcja ta została zaproponowana przez Masona, z zamiarem powielania „wybuchłych” rysunków wojskowych statków powietrznych i ich ładunków, które były wówczas popularne.

(link) — https://en.wikipedia.org/wiki/Ummagumma

Wygląda na to, że sprzęt ułożony w literę V jest kolejnym symbolicznym elementem szyfru okładki, ma jakieś konkretne przesłanie. Jakie? O tym w podsumowaniu płyty.


Podsumowanie symboliki okładki

Awers i cztery fraktale — etapy życia bohaterów, od dzieciństwa po dorosłość.

Album Gigi — wskazuje na analogię między filmową postacią a „neurotyczną kobietą”.

Odbicie na baniaku na wino — zapowiedź losów męskiego aspektu „podwójnej helisy”.

Rewers ze sprzętem muzycznym ułożonym w kształcie litery V — możliwe ukryte przesłanie, które jest zaszyfrowaną informacją.


Płyta Ummagumma jest więc peregrynacją po życiorysie obojga głównych bohaterów i wizualnym komentarzem do ich losów, zarówno muzycznie, jak i symbolicznie. Pierwsza część (koncertowa) dotyczy mężczyzny, a druga (studyjna) — kobiety.

Ummagumma — Tytuł płyty

Tytuł albumu rzekomo wywodzi się z cambridge’owskiego slangu oznaczającego seks, powszechnie używanego przez przyjaciela Pink Floyd i okazjonalnego roadie zespołu, Iaina „Emo” Moore’a, który mawiał: „Wracam do domu po trochę ummagumma”. Według Moore’a to on sam wymyślił to określenie.

(link) — https://en.wikipedia.org/wiki/Ummagumma

Tytuł płyty to kolejna bardzo ważna informacja dla zrozumienia kontekstu całej płyty. W tym przypadku właśnie motyw seksualny będzie odgrywał pierwszoplanową rolę, a wszelkie aspekty relacji towarzyskich będą stanowiły otoczkę narracji losów głównej animatorki tych wydarzeń — czyli „neurotycznej kobiety”, a także i „brodatego mężczyzny”.


Jak to w następnych wpisach, przy okazji omawiania poszczególnych utworów, postaram się „udowodnić”, że zmienne koleje losu zostały przez autorów tej płyty zaszyfrowane w zdecydowanej większości w warstwie instrumentalnej. Potrzebna zatem będzie duża doza wyobraźni, no i oczywiście muzyczne ucho.


Sądzę, że autorzy płyty Ummagumma tym dziwnym tytułem nawiązują do wszystkiego tego, co sobą „reprezentuje” indyjski traktat na temat seksualności i zachowań seksualnych — czyli Kamasutra. Dokonali tu nadzwyczaj swobodnej parafrazy tytułu, ale właśnie ten seksualny motyw jest tym tropem, za którym należy podążać, by trafić do sedna problemu. Kamasutra nie skupia się tylko i wyłącznie na pozycjach seksualnych, ale dokonując wszechstronnej analizy współżycia seksualnego, dostarcza zarazem wielu informacji na temat kultury i życia społecznego w dawnych Indiach.


W podobny sposób należy potraktować poszczególne utwory na płycie zespołu Pink Floyd — liczyć się będzie nie tylko seksualny aspekt rozpatrywanych utworów, ale także, a może i przede wszystkim, ich emocjonalny kontekst.


Tytuł Ummagumma to zatem klucz do całego albumu, sugerujący, że przy analizie muzyki i okładki trzeba patrzeć wielowymiarowo — na warstwę muzyczną, wizualną i symboliczno-emocjonalną. To właśnie dzięki temu można zacząć odkrywać „podprogowe” przesłania zespołu, które wykraczają daleko poza zwykłą interpretację muzyczną.

1. Astronomy Domine — Początkowa faza wpływu męskiego hormonu

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.