Ridero

Książka powstała w inteligentnym systemie wydawniczym Ridero
Utwórz swoją książkę bezpłatnie!

piękna historia miłości

Justyna Dziekan

Autor książki

O książce

O książce

Stał nad łóżkiem jeszcze parę chwil, zanim postanowił wyjść. Wlepił swe spojrzenie w nagie plecy dziewczyny, przez moment chciał je pocałować, jednak szybko porzucił swój zamiar. Nie mógł burzyć idealnego obrazu- właśnie taki chciał zapamiętać. Kieszeń chłopaka zaczęła wibrować. Wyszedł do pustej, zimnej kuchni. W krótkiej chwili obudził wszystkie przyciski swojego telefonu, pierwszym tego dnia efektem ich pracy było stanowcze przeczenie. Podszedł do okna, musiało być już koło ósmej, zgraja wiecznie zmarzniętych dzieciaków opuściła już przystanek. Zostały tylko dwie dziewczyny w wiecznie za krótkich, błyszczących kurteczkach, nagle obie zaczęły mocno gestykulować. Podjechał brudny, żółty autobus, i po chwili na przystanku został już tylko kosz, ogłoszenie o zaginięciu jamnika i nieaktualny rozkład jazdy. Chłopak oparł się o lodówkę, patrząc na kolorowe magnesy w kształcie leśnych owoców poczuł na karku jej oddech. — Chciałeś mi uciec? — Chciałem cię zapamiętać. — Jak to, zapamiętać? — Zapamiętać cię tego poranka- pocałował ją. Usiadł na kuchennym blacie, przysunął z parapetu paczkę papierosów i szybkim ruchem odpalił jednego. — Rodzice zostawili Ci jakieś pieniądze? — Tak, ale zostało tylko dwadzieścia złotych, z resztą i tak dzisiaj wieczorem wracają- zbliżyła się do niego i wyjęła zębami papierosa z paczki leżącej między nogami chłopaka- zostaniesz do tego czasu? — Jeśli dalej będziesz bez ubrania — odpowiedział z przyklejonym uśmiechem, zbliżając wargi do jej czoła. — A gdy będę pod prysznicem usłyszę zamykające się drzwi, jak miesiąc temu- odwróciła się i strzepała popiół do doniczki. — Jakiś miesiąc temu oddałem plakat Jamesa Deana bratu, więc sama widzisz, nie musisz się już tego obawiać. — Ale koszulkę nadal nosisz- chwyciła jego nadgarstek i położyła dłoń na swojej większej piersi. — Chcesz tę koszulkę? — chłopak bezbłędnie wycelował niedopałkiem papierosa do kosza, wolna dłoń dotknęła włosów dziewczyny. — Chcę- pochyliła się na wysokość kuchennego blatu i po chwili nie pamiętali już swoich nazwisk i adresów, a poranek znów stał się nocą. Na Przystanku zatrzymał się bus zmierzający w kierunku mniejszego miasta. Nikt nie wsiadł. Kiedy zniknął za szkołą, dziewczyna pierwsza przerwała milczenie: — Nie uwierzyłeś mi wtedy, prawda? — Chciałem. — Nieprawda, zawsze musiałeś mieć jakiś powód, by móc jeździć bez celu tymi pieprzonymi tramwajami. — Rozmawialiśmy już o tym, momentami sobie z tym nie radziłem, jednak sam tego nie kreowałem — sięgnął po papierosa. — A mi się wydaje, że doskonale sobie z tym radziłeś, a właśnie teraz nie potrafisz się odnaleźć i dlatego zaraz stąd uciekniesz- wyszła do pokoju. Chłopak wstał, zgasił paierosa, zaczął nerwowo przeszukiwać kieszenie. Wyłożył na stół ich zawartość — telefon, klucze, portfel i kupon totolotka. Wszedł do przedpokoju, pomyślał o torbie, przeszukał wszystkie przegródki, parę sekund zatrzymał się na ostatniej i wyjął zmiętą, zżółkniętą kartkę. Wrócił do kuchni. Ubrana dziewczyna pojawiła się w drzwiach: — Czego szukałeś? — To już nieważne, przypadkiem znalazłem coś znacznie dla mnie ważniejszego — stał tyłem do drzwi, patrzył na pogięty kawałek papieru. — Co to takiego? — podeszła do chłopaka, objęła go i zerknęła przez ramię- ty to rysowałeś? — Nie, to rysunek mojej siostry, malowała go w przedszkolu, przedszkolanka kazała narysować im panią wiosnę, panią zimę i panią miłość- uśmiechnął się — Ta w środku to miłość? Dlaczego jest niebieska? — Kończyła ten obrazek w domu, spytała jaki kolor ma miłość, nie była pewna czy na pewno czerwony. — Malujesz podobnie do niej — zaśmiała się- Ale nie powiedziałeś… — Masz Niebieskie oczy — chłopak przerwał nagle dziewczynie, odwrócił się, schował rzeczy ze stołu i wyszedł z mieszkania. Zauważył ją, gdy tylko wszedł na most. Siedziała na poręczy, oparta była o słup. Na kolanach trzymała otwartą butelkę wódki. Twarz miała zwróconą w prawą stronę. Mętnym wzrokiem patrzyła w dal. Powoli ruszył w jej kierunku, bał się, że Iwona spadnie do wody. Starał się nie dopuszczać takich myśli do swojej głowy, ale tak strasznie się o nią bał. Oparł się o barierkę i tak jak ona spojrzał w dal. — Piękny widok. Nieprawdaż? — Powiedział po chwili milczenia. Starał się by w jego głosie nie było słychać zdenerwowania i napięcia. Nie spojrzała na niego, tylko dalej patrzyła się na zachodzące słońce. Ostatni taki piękny zachód ostatniego dnia października, pomyślała. — Jak mnie znalazłeś? — Zapytała go. Jej głos się trochę łamał, nie była zwyczajna picia i nie wiele potrzebowałaby zaczęło szumieć jej w głowie. — Nie było Cię w domu. U twojej przyjaciółki też Cię nie było.- Wziął z jej ręki butelkę i pociągnął solidnego łyka, po czym oddał jej butelkę.- A ostatnio lubiłaś tu przychodzić. Uśmiechnęła się. — Zawsze byłeś inteligentny.- Uniosła butelkę do ust i napiła się krzywiąc się trochę. — To przez niego to wszystko? — Zapytał po chwili. — Tak.- Odpowiedziała szybko. Już wiedział, że nie ma sensu dalej ciągnąć tej rozmowy, jeśli będzie chciała coś więcej powiedzieć to powie. Nie ma sensu naciskać. — , Czemu mnie szukałeś? — Bo martwię się o Ciebie.- Odpowiedział szybko. Iwona wybuchnęła spazmatycznym śmiechem.- Ty martwisz się o mnie? — Kolejny wybuch śmiechu i znów się napiła. Chłopak nie wiedział jak ma się zachować, w tym stanie humor dziewczyny był strasznie zmienny. Jeśli był by stanowczy mogłoby dojść do nieszczęścia, a tego nie chciał. — A czemu to szanowny pan się o mnie martwi? — Nachyliła swoją twarz w jego kierunku. Serc młodzieńca zabiło szybciej, z bliska była jeszcze piękniejsza. — , Bo nie zachowujesz się normalnie. — Czyżby? — Stanęła na barierce. Obróciła się. Młodzieniec o mało, co nie krzyknął. — Proszę Cię, przestań… Nie posłuchała, spacerowała po niej w tę i z powrotem nie robiąc sobie nic z tego, że mogłaby spaść. W jej oczach dało się zauważyć łzy. — Życie jest do bani.- Chłopak chciał coś powiedzieć, ale dziewczyna mu przerwała.- I nie mów mi, że jest inaczej. Zatrzymała się i odwróciła się do chłopaka plecami, wystawiła prawą nogę nad wodę i lekko się pochyliła. — A gdyby tak..- Była by skoczyła gdyby nie on w ostatniej chwili złapał ją w pasie i przyciągnął ją do siebie. Serce waliło mu jak oszalałe o mała, co Iwona nie popełniła samobójstwa. O mało, co jej nie stracił! Co by zrobił bez niej? Jak by wyglądało jego dalsze życie? Iwona przytuliła się do niego, nie mogła opanować płaczu. — Przepraszam.- Powiedziała przez łzy. — Cii. Mocniej ją przytulił. W tym momencie uświadomił sobie coś bardzo ważnego. Kochał ją. Kochał ją od chwili, w której ją poznał. Kochał od pierwszego uśmiechu. Kochał ją od pierwszej kłótni. Kochał ją… Był głupcem, że tak późno sobie to uświadomił. O mało, co jej nie stracił. Teraz tulił ją do siebie, patrząc na ostatni piękny zachód słońca ostatniego dnia października. — Kocham Cię.- Wyszeptał jej cicho do ucha.

O autorze

0 odpowiedzi

Poleć znajomym

Twoi znajomi mogą rozpowszechnić informację o Twojej książce,
bo jest to łatwe a Tobie sprawi przyjemność