Rozdział I
Chrystianizm
Od śmierci Hegemona Śródziemnomorskiego Ptolemeusza I Cezariona minęły trzy dekady.
August był już człowiekiem w średnim wieku.
Był pełen trwałości swego rodu, miał bowiem dwóch spadkobierców syna i wnuka.
Państwo przeżywało swój złoty wiek.
Kwitł handel, miasta się rozwijały, kultura wzniosła się na wyżyny.
W pewnym momencie do Augusta przybył posłaniec z prowincji Judea.
— Panie, sytuacja w Judei jest poważna.
— O co chodzi? — spytał hegemon.
— Jakiś nikomu nieznany cieśla naucza o Królestwie Bożym, twierdzi, że istnieje tylko jeden bóg i podważa nasze prawa. — wyjaśnił.
August nie odpowiedział przez dłuższy czas.
W końcu rzekł.
— Na pewno jego zwolennicy są nieliczni.
— Mylisz się panie. — posłaniec pokręcił głową. — Zdobywa coraz więcej zwolenników, jeśli czegoś nie zrobimy wybuchnie bunt.
— Bunt przeciwko komu? — spytał ironicznie.
Posłaniec nie odpowiedział.
W końcu August wyjął papirus i napisał na nim krótki list.
— Zanieś to temu człowiekowi. — powiedział. — Chcę się na prawdę przekonać, czy jego idee są zagrożeniem dla jedności hegemonii, czy możemy je wykorzystać.
— Oczywiście mój panie. — powiedział.
Gdy wyszedł, August spojrzał na mapę imperium.
Granice były majestatyczne.
Brytania na północy, Mezopotamia na wschodzie.
— Jeśli imperium mojego ojca ma przetrwać, nie mogę pozwolić, by jeden cieśla i jego pomysły zrujnowały wszystko.
…
Następnego dnia posłaniec opuścił Jerozolimę.
Nie jechał jednak z rozkazem aresztowania, nie niósł też dekretu nakazującego uciszenie nauczyciela. Miał jedynie list opatrzony pieczęcią Hegemona.
Przez kilka dni szukał człowieka, o którym coraz częściej mówiono wśród mieszkańców Judei.
W końcu go znalazł.
Nie w pałacu.
Nie wśród możnych.
Nie w otoczeniu żołnierzy.
Był wśród zwykłych ludzi.
Posłaniec zatrzymał się i spojrzał na zgromadzonych.
— Jestem wysłannikiem Augusta, Hegemona Śródziemnomorskiego. — powiedział.
Ludzie zamilkli.
Niektórzy cofnęli się ze strachem.
Nauczyciel jednak pozostał spokojny.
— Jestem Jezusem z Nazaretu. — odpowiedział.
Posłaniec zsiadł z konia.
— Mam dla ciebie wiadomość od mojego pana.
Podał mu zwinięty papirus.
Jezus spojrzał na pieczęć.
— Pragnie wiedzieć, czy twoje nauki są zagrożeniem dla jego państwa.
Zapadła cisza.
Po chwili Jezus spojrzał na posłańca.
— A czego boi się twój pan?
Posłaniec zmarszczył brwi.
— Jest władcą największego państwa, jakie widział świat.
— To nie odpowiedziałeś na moje pytanie.
Mężczyzna milczał przez chwilę.
— Władca boi się chaosu. Wojny. Buntu.
Jezus spojrzał na ludzi wokół.
— Ja nie uczę ich wojny.
— Więc czego uczysz?
— Miłości Boga i bliźniego.
Posłaniec spojrzał na niego z niedowierzaniem.
— To wszystko?
— To wystarczy.
…
Tego wieczoru w Jerozolimie posłaniec spisał raport.
Nie rozumiał człowieka, którego spotkał.
Nie miał armii.
Nie miał bogactwa.
Nie miał urzędów.
A jednak ludzie słuchali go bardziej niż wielu namiestników.
…
Kilka tygodni później August otrzymał odpowiedź.
Przeczytał ją samotnie w swojej komnacie.
„Nie znalazłem wodza ani buntownika. Nie znalazłem człowieka, który planuje przejąć władzę. Znalazłem nauczyciela, który mówi o królestwie niepodobnym do żadnego znanego nam królestwa.”
August odłożył papirus.
Królestwie niepodobnym do żadnego znanego królestwa.
Te słowa pozostały w jego głowie.
Spojrzał na posąg ojca stojący w sali.
Cezarion stworzył państwo, które miało połączyć ludzi różnych narodów.
A teraz pojawił się ktoś, kto twierdził, że istnieje królestwo większe niż wszystkie państwa.
August westchnął.
— Po raz pierwszy od trzydziestu lat… — powiedział cicho. — Nie wiem, czy mam do czynienia z wrogiem.
Spojrzał ponownie na mapę.
— Czy z przyszłością.
…
Spotkali się w Jerozolimie, stolicy dawnego królestwa żydowskiego.
— A więc to ty jesteś tym nauczycielem. — mruknął August zsiadając z konia.
Jezus patrzył na niego spokojnie.
Po chwili odezwał się.
— Nie zamierzam zniszczyć ci królestwa.
— Ciekawe. — odparł August. — Mówisz jakbyś nie nauczał o królestwie wspanialszym niż wszystkie inne.
— To królestwo nie jest z tego świata. — odparł Jezus.
— Zakładam więc, że należy do boga, o którym mówisz.
— Oczywiście. — powiedział Nazaretańczyk.
— Podobnie jak u nas. — August spojrzał mu w oczy. — Każdy z naszych bogów ma swoje domeny.
Jezus przez chwilę patrzył przez chwilę na miasto.
— Istnieje tylko jeden bóg. — powiedział w końcu.
August uniósł lekko brew.
— Jeden bóg. — powtórzył. — Wiele ludów mówiło już podobne rzeczy.
— Nie chodzi o to, by dodać kolejnego boga do tych, których czczą ludzie. — odpowiedział Jezus. — Chodzi o to, że wszystko, co istnieje, pochodzi od Niego.
August spojrzał na miasto.
— Jesteś świadomy, że w moim państwie żyją ludzie setek narodów? — spytał. — Grecy, Rzymianie, Egipcjanie, Syryjczycy, Żydzi, Celtowie.
— Tak.
— I każdy z nich ma swoją historię, swoje świątynie, swoje obyczaje. Mój ojciec stworzył państwo, w którym mogą żyć razem.
Jezus spojrzał na niego spokojnie.
— A czy wszyscy ci ludzie są dla ciebie równi?
August milczał.
To pytanie było trudniejsze, niż się spodziewał.
— Są obywatelami Hegemonii.
— Ale czy są twoimi braćmi?
Hegemon odwrócił wzrok.
Przez całe życie słyszał słowa o jedności państwa.
O prawie.
O wspólnocie.
Ale nikt nigdy nie postawił tego pytania w taki sposób.
— Szczerze mówiąc nie wiem, jak mam odpowiedzieć.
— To zrozumiałe. — odpowiedział Jezus.
— Jestem przede wszystkim władcą. — August odwrócił się plecami do niego. — Moim obowiązkiem jest strzec pokoju.
Po czym dodał.
— Zrozum, nie chcę mieć w tobie wroga, ale…
Urwał.
— Wiem, że się boisz. — powiedział Jezus.
— Boję się nie tyle ciebie co konsekwencji twoich nauk.
— Moje nauki pomogą ci. — odparł Żyd.
— Niby jak?
— Pomyśl, twój ojciec zjednoczył najróżniejsze ludy w jednej kulturze, ja oferuję ci jedność w wierze.
August nie odpowiedział od razu.
Jezus mówił prawdę.
W Hegemonii istniało wiele różnych kultów, które nawzajem się wykluczały.
Jego nauki mogły przynieść stabilność pod względem religijnym i zakończyć chaos w postaci multum sprzecznych kultów i rytuałów.
August spojrzał na ludzi przechodzących ulicami Jerozolimy.
Żydzi modlący się w świątyni.
Grecy handlujący na targu.
Rzymscy żołnierze pilnujący porządku.
Egipscy kupcy zmierzający na wschód.
Cały świat jego ojca w jednym mieście.
— I właśnie tego się obawiam. — powiedział w końcu.
— Czego?
— Że ludzie nie będą chcieli jedności. Będą chcieli, aby ich jedność była jedyną prawdą.
Jezus spojrzał na niego spokojnie.
— Czy twój ojciec nie mówił kiedyś, że państwo nie może opierać się tylko na jednym ludzie?
August zamilkł.
Nie spodziewał się tego pytania.
— Mój ojciec stworzył Hegemonię, bo uważał, że Rzym, Grecja i wszystkie inne krainy mogą być częścią czegoś większego.
— A więc dlaczego boisz się, że ludzie będą szukać czegoś większego?
August odwrócił wzrok.
— Bo państwo potrzebuje prawa. Potrzebuje granic. Potrzebuje posłuszeństwa.
— A wiara?
— Tego właśnie nie wiem.
Po chwili spytał.
— Czy bóg, o którym mówisz pozwala nosić koronę?
— Bóg traktuje każdego władcę jako swego pomazańca. — odpowiedział Jezus. — Służyli mu Dawid, Salomon i Saul.
August wzruszył ramionami.
— Muszę to przemyśleć. — powiedział.
August przez chwilę milczał.
— Saul, Dawid, Salomon… — powtórzył. — Królowie Izraela.
— Tak.
— A jednak nawet oni odpowiadali przed Bogiem.
Jezus skinął głową.
— Każdy człowiek odpowiada przed Bogiem.
August spojrzał na niego uważnie.
— Nawet Hegemon?
— Nawet Hegemon.
Przez chwilę żaden z nich się nie odezwał.
August słyszał wiele razy, że władca odpowiada przed bogami.
Słyszał to od kapłanów, filozofów i doradców.
Ale zawsze było to związane z tradycją, rytuałem i państwem.
Tutaj po raz pierwszy ktoś powiedział mu coś innego.
Nie:
„Bogowie wspierają władzę.”
Tylko:
„Władza również podlega osądowi.”
— Tak jak mówiłem. — hegemon spojrzał mu prosto w oczy. — Muszę się zastanowić.
…
Po powrocie do Rzymu miał mieszane uczucia.
— W teorii mógłbym na tym skorzystać. — powiedział. — Ale jeśli władza jest sądzona, czy to nie odbiera mi legitymacji?
Nie było odpowiedzi.
Tylko milcząca sala tronowa.
— Jak mam pogodzić równocześnie ludność, która jest temu przychylna i arystokratów bojących się o swoją pozycje?
Pytanie zawisło nad komnatą jak miecz Damoklesa.
Wiedział tylko tyle, że albo wykorzysta jego nauki lub sam ich pomysł.
Rozdział II
Próba
Po kilku dniach August zwołał Radę Państwa.