Przedmowa
Drogi Czytelniku,
oddaję w Twoje ręce drugi tom moich wierszy — wybór, choć mocno okrojony, utworów powstałych między kwietniem 2024 a grudniem 2025 roku. To zapis myśli — ulotnych i jednocześnie uporczywych, w których słowo próbowało nadążyć za emocją, obrazem, światłem i cieniem.
Niektóre z tych tekstów zrodziły się z dialogu, jaki prowadziłam z malarstwem. Część utworów stanowi zatem próbę poetyckiego przetłumaczenia wizji zapisanych pędzlem — może to echo, może nawiązanie, może rodzaj przekładu intersemiotycznego.
Dlatego w tym miejscu pragnę wyrazić swoją wdzięczność tym, których dzieła były dla mnie źródłem inspiracji. Dziękuję Halce Palenicy, Małgorzacie Asman, Romie Trzeckiej, Jackowi Rozmiarkowi i Marcinowi Jachowi — za obrazy, które poruszyły moją wyobraźnię, zatrzymały spojrzenie, uruchomiły słowa.
Szczególne podziękowania kieruję do Pana Krzysztofa Karewicza — artysty, którego twórczość jest mi szczególnie bliska i jego prace najczęściej powracają w mojej myśli poetyckiej.
Tomik ten jest nie tylko zbiorem słów. To liryczna opowieść rozpięta na przestrzeni czasu, pełna kluczy do drzwi ukrytych, zapomnianych, ważnych… a czasem wcale niepotrzebnych.
Z pozdrowieniami
Agnieszka Kuchnia-Wołosiewicz
Za cienką linią
Za cienką linią horyzontu
podobno inne życie jest.
Domy schowane gdzieś za Słońcem —
dobiega stamtąd dziwny szept.
Mówią, że w dali, za Księżycem,
girlanda krętych dróg się pnie.
Za mostem posplatanych spojrzeń
ktoś wzdycha, tocząc ze mną grę.
Czasami mam niespójne myśli —
pytam, dlaczego wybrał mnie.
Może pożyczył moją głowę,
układa w niej kolejny wiersz…
Gdybym mogła ją zawrócić
Bywa, że zbyt szybko mówię: “Żegnaj”,
jak ta rwąca rzeka burzę most;
chociaż tęskny stumyk we mnie płynie,
wiem… nie cofnę wody — mówiąc wprost.
Gdybym jednak mogła ją zawrócić,
w ptasi śpiew zamienić tamten gniew;
ukołysać fale rozognione
i wygładzić liście szumnych drzew…
Może kiedyś w lustrze cichej toni
kręgiem się rozejdą moje łzy.
Będą w nich widzieli zakochani
coś, co czasem w sercach im się tli…
Jezioro Białe
Gdy nad Jeziorem Białym tańczą
wieczorne myśli w szarej mgle,
odpływam lekko cichą łodzią
do świata, który wzywa mnie.
W tucholskie lasy i jeziora —
srebrzystą wodą lśni ich brzeg;
do miejsc, gdzie serce zostawiłam
i usta, dłonie, i czyjś szept.
Tam, gdzie wiatr wieje od północy,
w którą wypełnia niebem gwiazd
najdalsze zakamarki wspomnień —
choć już minęło tyle lat…
Ocean myśli
Oceanie moich myśli —
zachodzących i wschodzących;
mleczna drogo pełna życia,
chmur bezwiednie wędrujących.
Niemal dnia każdego — prawie —
gładzę twe wzburzone fale,
byś mógł zasnąć choć na chwilę,
cicho przysiąść gdzieś przy skale.
Lecz wiatr burzy taflę wody —
nawet najdelikatniejszy.
Każdy powiew kradnie oddech —
jakby znowu… po raz pierwszy.