E-book
20.48
drukowana A5
35.63
Paradise Mafia

Bezpłatny fragment - Paradise Mafia


Objętość:
147 str.
ISBN:
978-83-8245-446-8
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 35.63

Rozdział 1

Marita

Wczoraj moja klasa skończyła studia, więc dziś jest z tego powodu impreza na plaży. Nie chciałam iść, ale postanowiłam się wybrać. To była moja pierwsza impreza i chciałam ubrać się ładnie, ale nie za bardzo by było idealnie.

Niestety jestem z tych nieśmiałych i jak to każdy mówi kujonek. Nie mam przyjaciół ani chłopaka za to książkę i zeszyt z którym się nie rozstaję. To mój prawdziwy przyjaciel.

Chłopaka miałam, ale okazało się, że założył się z kumplami o to, że mnie przeleci. Na szczęście w porę się dowiedziałam podsłuchując rozmowę akurat tamtego dnia uznałam, że chce to zrobić z nim, jednak wyszło jak wyszło. Szczerze cieszę się, że tego mi nie odebrał. Całe życie wychowywał mnie tata. Moja mama zmarła przy porodzie i nie mogłam jej poznać. Tak mówił tato, a czy to jest prawda to nie wiem. Zawsze unikał tematu.

Za miesiąc obchodzę urodziny i tylko tata złoży mi życzenia. Nie zależy mi na tym, jestem tylko ja i on. Nie mamy rodziny. Nikt też specjalnie się nami nie przejmował.

Dziesięć lat temu otworzył swoją restaurację, która pozwalała nam żyć na poziomie. Jakieś sześć lat temu restauracja dostała pięć gwiazdek i została uznana za najlepszą i najbardziej rodzinną restauracje w mieście. Tato był szczęśliwy, a mimo to i tak poświęcał mi tyle samo uwagi i tym sposobem staliśmy się bogaci.

Wstałam dziś o godzinie dziesiątej. W końcu mogłam sobie pozwolić i nie przejmować się tym, że spóźnię się na zajęcia.

Usłyszałam pukanie do drzwi.

— Córcia wstawaj zrobiłem śniadanie — głowa taty wyłoniła się z za drzwi.

— Za godzinę zejdę — powiedziałam a tato wyszedł.

Wstałam z łóżka i ruszyłam do garderoby. Wyciągnęłam z szuflady bieliznę, a z półki spodnie.

Jakiś tydzień temu postanowiłam, że zmieniam swój styl, ale od wakacji i nie będę już kujonką. Dlatego idę na tą imprezę pokaże im, że się zmieniłam.

Wyciągnęłam cropp top i ruszyłam do łazienki, która była obok garderoby. Rozebrałam się do naga i na puściłam do wanny wody. Weszłam i usiadłam. Najpierw umyłam swoje blond włosy, a następnie ciało i później położyłam się w wannie.

Kiedy woda zaczęła robić się chłodna wyszłam, wytarłam się i ubrałam w przygotowane wcześniej ciuchy. Rozczesałam i wysuszyłam włosy, które postanowiłam zostawić rozpuszczone.

Wzięłam kosmetyczkę, za chwilę miałam zrobić swój pierwszy i pełniejszy makijaż. Ręce mi się trzęsły, ale podołałam zadaniu i mogłam podziwiać moje dzieło w lustrze.

Miałam na sobie biały cropp top i dżinsy biodrówki. Zazwyczaj chodziłam w dresie i ukrywałam moja figurę.

Zeszłam na dół na śniadanie. Tato przygotował tosty i sok pomarańczowy. Zjadłam i postanowiłam iść do siebie. Dwa dni temu zapisałam się do fryzjera, żeby podciąć końcówki a za jakieś trzy godziny mam wizytę u kosmetyczki. Będę robiła paznokcie żelowe.

Wzięłam moją nową torebkę od Chanel do której schowałam telefon, portfel i klucze. Żegnając się z tatą ruszyłam do fryzjera.

U fryzjera siedziałam jakieś półtora godzin, ale myślę, że było warto.

Miałam jeszcze półtora godziny do kosmetyczki i postanowiłam pojechać do centrum handlowego.

Ruszyłam do sklepu Gucci. Tam zaczęłam rozglądać się za sukienką na imprezę. Nic nie mogłam znaleźć, aż zobaczyłam ją. Była przepiękna i akurat w moim rozmiarze. Zapytałam Panią ekspedientkę czy są jeszcze te sukienki i okazało się, że była tylko ta na manekinie, miałam szczęście, bo był to akurat mój rozmiar. Wzięłam ją i poszłam przymierzyć.

Sukienka była granatowa z wycięciami i wysadzana diamentami.

Nie zastanawiałam się długo i od razu wsadziłam ją do koszyka. Miałam jeszcze sporo czasu, więc postanowiłam kupić jeszcze kilka sukienek.

Poszłam do kasy, ale przypomniało mi się, że nie mam butów. Mimo to nie wracałam się, bo nie było czasu. Zapłaciłam i to nie małą sumę, następnie ruszyłam do wyjścia do samochodu i odjechałam do salonu kosmetycznego.

Siedziałam chyba z godzinę, ale efekt był niesamowity.

Wsiadłam do mojego Mustanga, którego dostałam rok temu od taty na urodziny, ale dopiero dziś do niego wsiadłam. Niby miałam prawo jazdy, bo zrobiłam miesiąc przed osiemnastką.

Wsiadłam pod tym samym centrum handlowym i ruszyłam do środka. Pokierowałam się do sklepu Chanel. Kupiłam kilka par szpilek, jedne buty na koturnie i jedne normalne na co dzień.

Znów wyszła nie mała sumka, ale mogłam sobie na to pozwolić. Za miesiąc kończę dwadzieścia dwa lata. Zauważyłam też ostatnimi czasy, że tata coraz bardziej z każdym dniem jest smutniejszy. Czasami myślę, że coś się stało, ale zaprzecza. Sama nie wiem co mam robić. Postanowiłam pochodzić jeszcze po sklepach.

Do domu wróciłam o szesnastej, bo o dziewiętnasta jest impreza. Weszłam do salonu.

— Hej tato. — powiedziałam zwracając na siebie jego uwagę. Widziałam szok na jego twardy po czym za nie mówił, a następnie się uśmiechnął.


— Wyglądasz pięknie córcia. — powiedział tata wstając i podchodząc do mnie.

— Dziękuję — powiedziałam — a no właśnie — coś mi się przypomniało — dziś jest o dziewiętnastej impreza zakończenia szkoły i na nią idę, wrócę około pierwszej — oznajmiłam zmieszana. Nigdy nie prosiłam taty ani nie wychodziłam na imprezę, więc było mi głupio mówić, że wrócę później.

— Jasne. Nie przejmuj się, wróć o której będziesz tylko chciała. Jesteś dorosła. Tylko uważaj na siebie okey? — powiedział.

— Dobrze w takim razie idę się przygotować i o dziewiętnastej wychodzę — miałam wyjść ale usłyszałam tatę.

— Córeczka tylko uważaj i żadnych facetów — pomachał palcem.

— Tato jestem już duża. Czemu odkąd skończyłam szesnaście lat pilnujesz bym nie miała chłopaka i umarła jako dziewica? — westchnęłam i zrobiłam się czerwona z zażenowania. Nawet tato był zmieszany.

— Ja po prostu się martwię skarbie. — powiedział i poszedł do swojego biura. Westchnęłam i poszłam na górę.

Rozebrałam się w swoim pokoju i poszłam pod szybki prysznic. Włosów nie myłam, bo zrobiłam to rano. Żelem do intymnych okolic o zapachu truskawki umyłam się a następnie żelem o zapachu kiwi umyłam swoje ciało. Ogoliłam się i opłukałam. Wyszłam wycierając się ręcznikiem i weszłam do pokoju. Z garderoby wciągnęłam bieliznę a na nią nałożyłam nową sukienkę wysadzaną diamentami.

W szkole widząc jak się ubieram myśleli, że jestem biedna, a studia mam ze stypendium, a prawda była taka, że mój tato przepłacał za studia i starałam się mieć jak najlepsze oceny, by go nie zawieść. Udało się, a za pięć miesięcy chcę otworzyć swój własny biurowiec. Wiem, że stać mnie i tato mi w tym pomoże. Kiedy szłam na biznes i menadżer oznajmił, że po szkole będę mogła otworzyć swoje biuro a on mi pomoże. Nawet specjalnie odkładał pieniądze, które dostałam po zakończeniu szkoły.

Wracając po nałożeniu sukienki związałam włosy i zaczęłam się malować. Makijaż był dosyć mocny.

Po skończeniu makijażu rozpuściłam włosy i założyłam nowe buty.

Była godzina osiemnasta czterdzieści i postanowiłam już wychodzić. Chwyciłam jeszcze torebkę chowając portfel, klucze, telefon i wyszłam. Zeszłam na dół i poszłam do kuchni.

— Tato ja już wychodzę. — powiedziałam, gdy go zauważyłam. Spojrzał na mnie. Widziałam w jego oczach dumę.

— Dobrze, baw się dobrze. — powiedział tata, a ja wyszłam. Wsiadłam do samochodu i ruszyłam spod domu.

Rozdział 2

Marita

Zaparkowałam mojego Mustanga przy plaży zwracając uwagę osób, które już tam były. Wyszłam mając na głowie kapelusz, a na nosie okulary i torebkę przewieszoną przez ramię. W samochodzie przed wyjściem zmieniłam obcasy na sandałki i to była dobra decyzja.

Zamknęłam samochód pilotem, odwróciłam się i poczułam się niezręcznie. Wszyscy patrzyli w moją stronę i szeptali coś do siebie. Starałam się nie zwracać uwagi mimo, że miałam ochotę uciekać.

Jestem na tej imprezie od godziny. Teraz siedzę sobie przy stole z nowo poznanym chłopakiem i świetnie się z nim dogaduje. Byłam na parkiecie już chyba z pięć razy. Przeważnie byli to chłopcy z mojej klasy albo z wyższej. Mimo to czułam się dziwnie, bo gdzie pójdę koło kogo przejdę tam słyszę szepty.

Kiedy poznałam Davida jest lepiej, bo nie jestem sama i mam z kim pogadać. Śmiejemy się i swobodnie rozmawiamy, a tematy nam się nie kończą. Nawet spróbowałam drinka.

Wiem, że to dziwne. Mam dwadzieścia dwa lata i pije pierwszy raz drinka. Drinka pije pierwszy raz, ale czasami robiłam sobie takie wieczory, że siadałam przed telewizorem z winem, przekąskami i puszczałam romansidła. Piłam nawet piwo z tatą, ale nie chciałam nadużywać dobroci taty. Mimo, że jestem pełnoletnia i wiedziałam, że mam swoje zdanie to po prostu było mi głupio usiąść obok i się napić. Sama też nie chciałam, żebym miała z kimś to lepiej.

Siedziałam tam jeszcze z jakieś trzy godziny i postanowiłam wracać. Głupia byłam, bo nie pomyślałam, że jak przyjadę to będę musiała wracać a jestem swoim samochodem. Postanowiłam zadzwonić po taksówkę. Po piętnastu minutach przyjechałam, a ja mogłam podać Panu adres. Kiedy mnie podwiózł, podziękowałam i zapłaciłam i ruszyłam do domu.

Byłam po pięciu drinkach, a mimo to weszłam do domu jak najciszej umiałam. Ściągnęłam sandałki i po cichu szłam po schodach do swojego pokoju. Tam się rozebrałam i poszłam do łazienki. Po szybkim prysznicu wyszłam owinięta ręcznikiem. Dziwne miałam wrażenie jakby ktoś mnie obserwował. Zignorowałam to uczucie bo z pewnością to przez alkohol i poszłam do garderoby. Założyłam majtki i koszulkę. Położyłam się na łóżko i po chwili już spałam.

Wstałam o godzinie dwunastej i odezwał się mój pierwszy kac. Złapałam się za głowę przez ten ból. Na szafce obok stała szklanka z wodą, a obok była tabletka. Wzięłam tabletkę i popiłam wodą. Pewnie to sprawka taty. Później mu podziękuję.

Wstałam z łóżka i poszłam od razu się przebrać. Ubrałam krótkie spodenki, różowy cropp top i do tego ubrałam adidasy.


Zeszłam na dół, tato już dawno był w pracy, a na stole stały kanapki i na nich karteczka.

„Smacznego kochanie. Kocham cię. Tata”

Stała też moja ulubioną herbata malinowa, bo kawy nie lubię. Zapach prawdziwej kawy kocham, ale jeśli chodzi o smak to jest wręcz przeciwnie. Nienawidzę go.

Zjadłam śniadanie i poszłam do salonu. Siadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Była pierwsza gdy usłyszałam, że otwierają się drzwi frontowe co było bardzo dziwne, bo tato pracuje jeszcze trzy godziny.

— Jestem córeczko. — usłyszałam głos taty.

— W salonie — odkrzyknęłam. — Co tak wcześnie wróciłeś? — zapytałam kiedy wszedł do salonu.

— A chciałem spędzić trochę czasu z moją małą córeczką. Zjadłaś śniadanie? — powiedział i zapytał.

— Tak. Dziękuję. A gdzie jest Bety? — zapytałam.

— Ma dziś wolne bo zjemy na mieście. Rano jak wychodziłem przyszła Mika i posprzątała. O której wstałaś?

— O dwunastej, a i dziękuję za tabletkę i szklankę wody. Miałam strasznego kaca.

— Ale… ja nic takiego nie robiłem.

— Co? — zapytałam ze zdziwieniem.

Spojrzałam na tatę był jakiś dziwny. Skoro to nie on to kto? Wydaje mi się, że tato może coś wiedzieć, bo jest dziwny.

Odgoniłam tą myśl i wróciłam do rozmowy z tatą.

— To co idziemy coś zjeść?

— Pewnie. Ubieraj się i idziemy.

— Tylko torebkę wezmę. — powiedziałam i poszłam do pokoju po torebkę. Spakowałam potrzebne mi rzeczy czyli telefon, portfel, chusteczki i klucze na wypadek.

Zeszłam na dół a tato czekał już przy drzwiach. Wyszliśmy i poszliśmy do samochodu. Wyjechaliśmy z podjazdu, a pod restauracją byliśmy dziesięć minut później.

Nie była to nie wiadomo jaka restauracja. Bardziej normalna knajpka. Zamówiłam kebab i cole, a tato frytki i też cole.

— Jak wczorajsza impreza?

— A dobrze się bawiłam. Nie sądziłam, że będzie fajnie patrząc na to, że była tam moja klasa.


— Wystarczy, że pokazałaś się, że jesteś pewna siebie i to wystarczyło.

— Mo dokładnie.

Naszą rozmowę przerwał telefon taty.

— Halo.

— …

— Nie mogę teraz. To coś ważnego?

— …

— Okey zaraz będę.

Rozłączył się i spojrzał na mnie.

— Muszę jechać. To z pracy, mają jakieś problemy. Ja idę zapłacić.

Pożegnałam się z tatą upierając się, że dam radę wrócić sama do domu i może jechać. Zjadłam na spokojnie i poszłam wolnym spacerkiem do domu.

Wróciłam, usiadłam na kanapie i postanowiłam pooglądać telewizję. Muszę sobie jak najszybciej coś znaleźć. Mam za dużo czasu wolnego.

Poszłam do biblioteczki i wybrałam sobie jakąś książkę, którą zaraz zaczęłam czytać.

Tydzień minął mi bardzo szybko. Jest godzina siedemnasta i wracam właśnie do domu z centrum.

Weszłam do pomieszczenia, a w samym salonie zobaczyłam trzech typów w garniturach i mojego ojca.

— Co tutaj się dzieje?

— A nic robię z panami interesy. To są inwestorzy.

— Aha rozumiem.

— Zrobisz nam kawy?

— Jasne.

Z tym słowem udałam się do kuchni w celu zaparzenia napoju.

Gdy miałam już gotowy napój ruszyłam do salonu z tacką. Położyłam na stoliku czując na sobie wzrok wszystkich.

Jeden z nich był wysoki, dobrze zbudowany o zielonych oczach, ale łysy. Drugi z nich był niski, miał piwne oczy i był blondynem, a trzeci był chyba najprzystojniejszy. Miał czarne jak smoła włosy. Oczy czarne praktycznie można się w nich przejrzeć. Do kompletu była zapuszczona bródka, a widać było, że pod garniturem kryją się mięśnie.

— Dobrze, w takim razie jak nic się nie dzieję to ja pójdę do siebie.

Powiedziałam i miałam już wychodzić kiedy jeszcze raz spojrzałam na nich i spaliłam buraka. Jak najszybciej znalazłam się w swoim pokoju.

Thomas

Patrzyliśmy i czekaliśmy, aż dziewczyna zniknie w swoim pokoju.

— Miałeś wszystko dopilnować, a jak widzę to nawet nie umiesz zrobić. — wydarłem się. Usłyszeliśmy dźwięk telefonu domowego. Tom wstał i podszedł do komody i odebrał.

— Halo?

— …

— Pewnie już wołam… Marita

Zawołał Tom, a po chwili pojawiła się najpiękniejsza kobieta.

— Tak tato?

— Dzwoni pani Fink. Pyta się czy nie zajmiesz się jej córką za dwie godziny.

— Pewnie tylko pójdę się ubrać. — powiedziała i poszła na górę. Zakończył rozmowę przez telefon i wróciliśmy do rozmowy.

— Więc co mi powiesz?

— Przecież była inna tydzień temu tylko zmieniła wygląd.

— Przecież wiesz, że miał nikt na nią uwagi nie zwracać, a na imprezie wszyscy się na nią patrzyli jakby kombinowali jakiej pozycji mają z nią spróbować. Nie chcesz wiedzieć jaki byłem wściekły.

— Rozumiem, zrobię wszystko by tylko nie wychodziła z domu.

— Nie ja ją szybciej zabiorę do mnie.

— Co? Była umowa, że z dniem 22 urodzin…

— ale była umowa, że będzie wyglądać tak jak wyglądała a są jeszcze trzy tygodnie. — wyciągnąłem argument. Chłopaki jutro ma być u mnie cała i zdrowa. Macie na to cała noc, a ty ją spakuj.

Powiedziałem i nie czekając na noc wyszedłem. Jutro już będę z moją księżniczką. Nie mogę się doczekać, aż wezmę z nią ślub i zapłodnię. Będziemy cudowną rodziną. Już ja i to zadbam.

Wróciłem do domu, a moich zaufanych ludzi wysłałem by obserwowali Maritę i od razu kiedy będzie szła w jakimś mało zaludnionym miejscu, a za jakąś godzinę jej ojciec przywiezie jej walizki.

Po kierowałem się schodami w górę i poszedłem do łazienki pod szybki prysznic. Było już późno więc nie ubierałem się. Łazienkę miałem w pokoju, a zazwyczaj spałem nago. Marita będzie musiała się przyzwyczaić kiedy już ją w sobie rozkocham. Położyłem się i długo nie mogłem spać myśląc o tym, że jutro już będzie przy mnie moja kobieta. Zasnąłem nad trzecią ranem.

Marita

Wracałam właśnie do domu od przyjaciółki taty. Zajmowałam się jej dzieckiem. Jest samotną matką i kelnerką u ojca w restauracji. Czasami pomagam jej z synkiem.

Szłam ciemna uliczką. Jedna z niebezpiecznych. To tu odbywają się różne porachunki, tu stoją prostytutki i tu są gangi jak i dilerzy, ale tedy był skrót do domu. Była już druga w nocy, kiedy drogę zajechał mi czarny wan.

Serce zaczęło mi bić jak szalone. Nie wiedziałam co się dzieje, kiedy poczułam jak odpływam. Przed tym usłyszałam:

— Szef będzie zadowolony.

Powoli zaczęłam otwierać oczy i od razu jak najszybciej je zamknęłam, kiedy oślepiło mnie światło. Pomrugałam kilka razy by przyzwyczaić oczy. Kiedy to się stało mogłam się rozejrzeć po pomieszczeniu.

Leżałam na ogromnym łóżku a nade mną był baldachim. Pokój wyglądał niczym komnata w zamku. Przeważał tu kolor złoty. Złota pościel, złoty baldachim. Na przeciwko łóżka stała toaletka do makijażu, obok były drzwi, a po następnej stronie były kolejne. Po lewej było okno ze złotymi zasłonami, a pod nim biurko.

Na przeciw okna, a po prawej stronie łóżka były drzwi wejściowe. Skąd się domyśliłam? Były ogromne i masywne i z pewnością ciężkie.

Wstałam z łóżka i ruszyłam do jednych drzwi. Były otwarte, a za nimi łazienka. Kolejne drzwi okazały się być dwu piętrową garderobą.

Wyszłam i ruszyłam do ogromnych drzwi. Szarpałam za klamkę kilka razy, ale nie ustąpiła. Przestałam i próbowałam przypomnieć sobie co się stało w nocy. Wnioskuję z tego, że za oknem jest dzień.

Nagle wspomnienia z nocy uderzyły we mnie że zdwojoną siłą. Ciemna uliczka, czarny wan i porwanie. Poczułam coś mokrego na twarzy. Były to moje łzy. Nie mogłam się otrząsnąć. Dotarło do mnie, że zostałam porwana.

Usiadłam na łóżku i podkuliłam nogi pod brodę i objęłam je rękoma. Nie wiem ile tak siedziałam, sekundy, minuty albo godziny. Postanowiłam wstać i poszukać czegoś co mogłabym wykorzystać by się z stąd wydostać.

Podeszłam do okna i rozejrzałam się po terenie. Widok zawierał dech w piersiach. Wnioskując po wysokości znajduje się na piętrze. Sam dom jest ogromy i wysoki. Teren pokrywała zieleń. Było pełno drzew i między nimi kamienne ścieżki w niektórych miejscach. Wyglądały jak uliczki co pięknie się komponowało z zielenią.

— pan Thomas czeka na panienkę w jadalni…

Rozdział 3

Marita

— Pan Thomas czeka na panienkę w jadalni. — usłyszałam, odwróciłam się, w drzwiach stała starsza pani koło pięćdziesiątki.

— Kto to?

— To pan domu. Czeka na panienkę w jadalni. Mam zaprowadzić panienkę na śniadanie.

Wyszłam za nią i zeszliśmy schodami w dół. Schody były wielkie, a na samym dole od schodów był przepiękny salon. Kobieta poszła prosto do drzwi a po prawo był ogromny salon. Poszłam za kobietą. Otworzyła drzwi i czekała aż wejdę.

Za drzwiami była duża jadalnia z dużą ilością miejsc, a na samym ich szczycie siedział on. Ten sam facet, który był w moim domu. Podszedł do mnie i wyciągnął rękę uśmiechając się przy tym nieziemsko. Podałam rękę, a on ją uniósł do ust i pocałował.

— Witaj piękna — powiedział, a ja nie wiedziałam czemu.

— Tak witaj, a mogę się zapytać co ja tutaj robię?

— Ależ naturalnie. Mieszkasz, bo jesteś moją kobietą i nie długo żoną.

— Co?! Nie to się nie dzieje naprawdę. Ty żartujesz i mnie wypuścisz prawda?

— Nie wypuszczę dopóki się nie przyzwyczaisz i będziesz miała zakodowane w tej swojej ślicznej główce, że jesteś moją i zawsze będziesz. Dobra więc zabierajmy się za śniadanie.

Powiedział i zasiadł do stołu. Kazał usiąść mi obok i jeść. Tylko, że jak se pomyślę, że mnie porwał to nie chce mi się jeść.

— Nie chce.

— Czemu? — westchnął.

— Bo nie. Chcę do domu. Porwałeś mnie i więzisz. Tato jak zobaczy, że nie wróciłam do domu to wezwie policję i zaczną węszyć. — powiedziałam, a on zaczął się śmiać.

— Porwałem to fakt, ale gdybym cię więził leżała byś teraz w jakieś obskurnej, zimnej i ciemnej piwnicy, a co do twojego ojca nie był bym tego taki pewien, a teraz jedz.

Skończył mówić i zaczął znów jeść.

— No widzę, że nie masz zamiaru jeść — powiedział kiedy zobaczył, że nie będę jadła. Wzruszyłam ramionami. — Trudy ułóż to wszystko na tackę. — rozkazał głosem nie znoszącym sprzeciwu, aż się w wzdrygnęłam. Wstał od stołu i pociągnął mnie za łokieć w stronę schodów. Lekko popchnął mnie przed siebie i kazał iść. Zrobiłam to i nie wiem dlaczego. Może to, że się bałam i nie wiedziałam jakie ma zamiary.

Doszliśmy do tego samego pokoju, gdzie się obudziłam.

— Zapraszam mi lady — otworzył drzwi i pokazał ręką środek pokoju. Weszłam i usłyszałam trzask aż podskoczyłam. — teraz omówimy zasady.- powiedział i usiadł na łóżku.

— Jakie zasady? — zapytałam drżącym głosem.

— Zacznijmy od tego, że ty mi się nie sprzeciwiasz, a ja jestem dla ciebie miły. Możesz poruszać się po całym domu, ale po za domem możesz wyjść dopiero ze mną. Na pewno rozumiesz. Na śniadaniu, obiedzie i kolacji masz schodzić do jadalni.- drzwi się otworzyły a przez nie weszła kobieta z tacą. Postawiła ja i wyszła. — nie jestem gwałcicielem dopóki się nie zgodzisz na sex to nic ci nie do tknę w żaden inny sposób. A teraz żebyś nie wyszła przez jakiś czas będziesz zamykana tu i otwierana na jedzenie. — wyszedł i zamknął drzwi. Po chwili usłyszałam jak przekręca klucze.

Podbiegłam do drzwi i zaczęłam w nie uderzać i wołać pomocy. Niestety nikt nie otwierał. Uderzałam w nie tak z około godziny, ale dom jest ogromny i nie ma szans, że ktoś usłyszy, a tym bardziej otworzy. W końcu wszyscy w tym domu pracują dla tego buca.

Zaczęłam zastanawiać się nad ucieczką, ale po chwili na myśli doszłam do pewnych wniosków. Do o koła domu na pewno są ochroniarze. Kamery są z pewnością w całym domu jak i mieszkaniu.

Teraz już wiem skąd kojarzę nazwisko Lawrence. W szkole się o nim mówiło i było głośno. To gangster, który nie ma litości. Taki ktoś jego pokroju nie pozwolił by uciec zwykłej dziewczynie.

Usiadłam zrezygnowana na łóżku i siedziałam może z godzinę. Strasznie mi się nudziło więc postanowiłam się położyć. Wystarczyło przyłożyć głowę do poduszki i mogłam się rozkoszować przyjemnym snem. Choć na chwilę.

Thomas

— Zapytałem się do jasnej cholery, skąd wiedzieliście o przemycie. — krzyczałem i uderzyłem pięścią w stół przed sobą.

— Choć byście mnie torturowali to i tak nic nie powiem. — warknął na mnie.

— Okey — wziąłem jeden z noży przed sobą ze stołu. Widziałem strach w jego oczach. O tak i oto mi chodziło czekam tylko aż pęknie. — Powiesz mi czy chcesz stracić palce? Masz dziesięć szans by powiedzieć mi skąd wiedzieliście o przemycie. — powiedziałem spokojnie. — Więc jaka decyzja?

— Dobra powiem! — krzyknął kiedy chciałem odciąć jednego z palców.

— Dobry chłopak, więc słucham. — powiedziałem i zasiadłem przy stoliku, by wysłuchać historii.

— No bo macie podsłuch w samochodzie. — kurwa jak?! — No i to co jest tam mówione wiemy. Wiemy też, że do domu byśmy się nie dostali, więc musiał starczyć nam samochód. — skończył odpowiadać na moje nieme pytanie.

— Cole zrób z nim co tylko będziesz chciał. Możesz używać wszystkiego. — powiedziałem i wyszedłem. Muszę zobaczyć co u mojej księżniczki.

Wszedłem na górę po schodach i ruszyłem na koniec korytarza. Odliczyłem drzwi i wszedłem do środka.

Na łóżku od razu zobaczyłem ją. Spała i była taka beztroska. Podszedłem do łóżka i od garnąłem włosy z pięknej twarzyczki dziewczyny. Zaczęła się przebudzać. Nie chciałem jej wystraszyć więc za nim się obudziła wyszedłem.

Marita

Spałam może z jakieś dwie godziny dopóki nie poczułam czyjejś obecności i dłoni na moim policzku. Podniosłam głowę i zamrugałam kilka razy.

Usiadłam na łóżku i postanowiłam wstać. Poszłam do łazienki się umyć. Była godzina dwunasta a za dwie godziny będzie obiad z tego co mi mówiono. Prysznic zajął mi piętnaście minut.

Ubrałam się dopiero w garderobie. Widząc bieliznę aż się przeraziłam. Same koronki albo stringi. Faceci. Ubrałam czarno czerwoną bieliznę z koronką i na to spodenki i koszulkę, którą wsadziłam w spodenki. Na spodenki do około dałam pasek.

Mówiono mi, że mogę chodzić po domu, a mimo to zamknął mnie. Jednak coś mnie tknęło i po cichu otworzyłam drzwi.

Moja reakcja była natychmiastowa. Zdziwiłam się, ale i ucieszyłam. Może to jest dla mnie szansa na ucieczkę. Mimo to nie chwaliłam dnia przed zachodem słońca.

Założyłam płaskie sportowe buty i wyszłam z pokoju zamykając cichutko drzwi.

Szłam po cichu na korytarzu aż do samego szczytu schodów. Na razie nikogo nie spotkałam. Zeszłam schodami na dół i tu też nikogo nie widziałam. Po lewo były ogromne drzwi główne.

Ruszyłam w stronę drzwi. Otworzyła je również cicho i tak samo zamknęłam. Miałam ruszyć, ale zobaczyłam, że zbliża się ochroniarz.

Zaczęłam się rozglądać za jakąś deska ratunku. Jakieś pięć metrów ode mnie zobaczyłam krzak. Może nie był duży, ale starczył by się schylić i by nikt mnie nie zobaczył.

Schowałam się za krzakiem. Udało mi się nim nie zatrzasnąć z czego byłam zadowolona. Spojrzałam na zegarek na szczycie domu. Mam jakąś godzinę za nim zobaczą, że zniknęłam.

Odwróciłam się i na moje szczęście przy płocie stała drabina. Tylko zawsze jest jakieś ale. Przy krzaku w którym się schowałam zatrzymał się ochroniarz a drugi do niego dołączył. Zachciało im się pogaduszek.

Po dwóch minutach jeden z nich odszedł, a drugi odwrócił się tyłem do mnie. Postanowiłam skorzystać z okazji.

Ruszyłam biegiem, a mimo to skulona do drabiny. Zaczęłam się na nią wdrapywać. Udało mi się przejść przez mur. Dobrze, że tu stał kontener a jeszcze lepiej, że nakryty.

Zeszłam na niego a następnie na chodnik. Rozglądnęłam się i okazało się, że jestem gdzieś na obrzeżach Nowego Yorku.

Zobaczyłam nie daleko taksówkę. Podbiegłam w tamtą stronę.

— Przepraszam — powiedziałam przez otwarte okno od strony pasażera. — Może mnie pan podwieźć w pewne miejsce? — zapytałam.

— Pewnie, wsiadaj. — powiedział. Wykonałam polecenie. — A gdzie podwieźć?

— Lotnisko. — odpowiedziałam. Kierowca ruszył.

Pewnie zastanawiacie się czemu lotnisko, a nie do taty. Oni się znają i pierwsze co zrobią będą szukać akurat tam.

— Już jesteśmy.

— Ile mam zapłacić?

— 21 dolarów.

Dałam wyznaczoną kwotę i wyszłam z taksówki. Zawsze mam przy sobie kwoty gotówki na wszelki wypadek. Tato śmiał się ze mnie, że mimo wszystko trzymam kasę w staniku. Wszystko mi zabrali a w staniku nie grzebali.

Wmieszałam się w tłum i ruszyłam do kasy.

— Poproszę bilet na najbliższy lot.

— Chwileczkę — zaczęła coś szukać w komputerze. — Dobrze, najbliższy lot jest do Honolulu i odprawa jest za pięć minut. — spojrzałam się na zegarek. Dwadzieścia minut. Dam radę.

— Poproszę.

— To będzie 256 dolarów.

Dostałam swój bilet i ruszyłam do bramki, gdzie znajdowali się wszyscy najbliższy.

Stałam w kolejce jako druga więc szybko dostałam się do samolotu. Kiedy wzbił się w górę odetchnęłam z ulgą. Udało mi się. Udało mi się uciec.

Sprawdziłam jeszcze raz czy mam przy sobie kartę płatniczą. O tej karcie nikt nic nie wie, więc nie będzie jej sprawdzał. No i ma fałszywe dane. Praktycznie te same co podałam przy kupowaniu biletu.

Poczułam jak ktoś potrząsa moim ramieniem. Otworzyłam oczy.

— Zaraz lądujemy. — powiedziała stewardesa i odeszła. Dziesięć minut później samolot zaczął ładować.

Przed chwilą zameldowałam się w hotelu i siedzę w pokoju.

Nie miałam nic przy sobie więc postanowiłam iść na zakupy ale najpierw muszę załatwić sobie nowy telefon. Wyszłam z pokoju i zamknęłam go chowając kartę od pokoju i kredytową w staniku. Ruszyłam na dół schodami.

Sam hotel przypominał bardziej motel. Miał wygody, ale nie rzucał się w oczy, bo był mały i był dla osób takich co chcą odpocząć. Wyszłam na ulicę i ruszyłam przed siebie. W oczy rzucił mi się sklep RTV więc skierowałam się do niego.


Wybrałam telefon dotykowy marki Huawei. Nie chciałam jakiegoś luksusowego. W kiosku do kupiłam jeszcze kartę SIM i usiadłam niedaleko w parku na ławce. Uruchomiłam telefon i kartę. Włączyłam GPS i wpisałam centrum handlowe.

Było prawie dwa kilometry od miejsca w którym jestem więc skorzystam z taksówki.

Pod centrum znajdowałam się jakieś trzydzieści minut później. Zapłaciłam kierowcy i ruszyłam do budynku.

Weszłam do sklepu i zrezygnowałam z butów bo starcza mi te co mam więc od razu poszłam do działu z ciuchami.

Nie wiedziałam ile tu będę więc wzięłam trzy sukienki, pięć par spodenek, cztery pary legginsów i kilka bluz, swetrów jak i koszulek. Zapłaciłam przy kasie i wyszłam. Zgłodniałam, więc poszłam do KFC.

Zamówiłam jakiegoś hamburgera i cole no i jakieś frytki. Po zjedzeniu postanowiłam wrócić do hotelu.

Od razu gdy wróciłam poszłam pod prysznic się odświeżyć. Po dwudziestu minutach wyszłam i założyłam bieliznę i leginsy i koszulkę.

Po tym się położyłam i mogłam spać już spokojnie.

Rozdział 4

Thomas

Dwadzieścia pięć minut po wylocie samolotu…

— Trudy pójdź po Maritę i przyprowadź na obiad.

— Dobrze.

Usiadłem na swoim miejscu u szczytu stołu i czekałem na moją Maritę. Po chwili do kuchni weszła Trudy. Tylko, że była sama i przestraszona.

— Panie Lawrence. — jąkała się.

— Co się stało? Gdzie Marita?

— Nie ma jej.

— Jak to nie ma?! — podniosłem lekko głos.

— Drzwi były otwarte a gdy weszłam jej nie było.

Ruszyłem schodami w górę biegiem do pokoju Marity. Wbiegłem wściekły do pokoju. Wszystko było tylko nie było jej i butów.

— Max jedziemy do Toma — krzyknąłem i zbiegłem szybko po schodach na dół.

— Co się stało? — przybiegł szybko na moje wezwanie.

— Marita zniknęła. Jedziemy do Toma! — krzyczałem i ruszyłem do samochodu a Cole’owi kazałem spróbować namierzyć Maritę.

Siadłem na siedzeniu pasażera a Max ruszył z podjazdu w stronę domu Toma.

Max ledwo zaparkował a ja wybiegłem z auta i ruszyłem do drzwi nie pukając otworzyłem je z hukiem.

— Gdzie ona jest?! — wydarłem się na wejściu. Szybkim krokiem ruszyłem do salonu.

— Co się stało? — zapytał Tom.

— Uciekła! Gdzie ona jest?! — krzyczałem.

— Nie wiem. — mówił.

— Do cholery mów gdzie ona jest!

— Nie wiem.

— Max przeszukaj dom!

Rozkazałem i sam zacząłem rozglądać się po pomieszczeniach. Najpierw poleciałem do jej pokoju i sprawdziłem wszystkie na piętrze. Zszedłem na dół gdzie sprawdzał Max.


— Nie ma.

— Cholera! — wydarłem się. — Jedziemy do bazy może oni coś mają! — rozkazałem i wyszliśmy. Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy do domu, który jest też bazą.

Jechaliśmy tak szybko jak się dało. Wpadłem do domu i ruszyłem do Cole” a, który jest hackerem i miał ją namierzyć.

— Masz coś? — wpadłem do jego pokoju.

— Zacząłem od lotniska. Ostatnim biletem, który został zakupiony jest pięć minut przed odprawą jakieś pół godziny temu do Honolulu, ale na całkiem inne nazwisko.

— A jakiee? — za ciekawiłem się.

— Ana Cunis — powiedział a mi się chciało śmiać.

— Ana to jej drugie imię a Cunis to nazwisko zmarłej matki. — powiedziałem.

— Ale jakim cudem miała pieniądze i to sporo skoro zdołała zapłacić ponad 200 dolarów za bilet.


Dwie godziny po wylądowaniu samolotu…

— Szefie. — odezwał się Cole.

— Tak?

— Jakieś pięć minut temu została użyta karta z tym imieniem i nazwiskiem w Honolulu. Jest też zarejestrowanie w hotelu.

— Dobra lecimy tam…


Piąta rano na drugi dzień…

Prywatny samolot już wylądował i samochodami ruszyliśmy do hotelu gdzie prawdopodobnie znajduje się Marita.

Zarejestrowałem się pod również fałszywym nazwiskiem i kiedy dostałem pokój ruszyłem do niego. Dopłaciłem by być na tym samym piętrze.

Byłem w swoim pokoju i wystarczyło mi czekać. Położyłem się z nadzieją, że zasnę.

Marita

Była ósma rano więc ruszyłam pod prysznic. Zajął mi pół godziny i ubrałam bieliznę, a na to sukienkę z paskiem w talii.

Buty założyłam i postanowiłam się przejść do parku, który był niedaleko.

Wyszłam z pokoju zamykając drzwi i schowałam karty i ruszyłam na dół, a następnie do wyjścia. Na dworze przy stanęłam i zaczęłam się rozglądać mając dziwne uczucie.

Serce zaczęło mi bić kiedy go zobaczyłam. Stal tyłem do mnie. postanowiłam wykorzystać okazję i wrócić do pokoju jak najszybciej.

W pokoju spakowałam wszystkie rzeczy do torebki, po którą wracałam się wczoraj. Dobrze, że była pojemna i nie miała dużo rzeczy.

Posprzątałam z grubsza w pokoju i zeszłam do recepcji.

— Chciałabym wymeldować się z pokoju — powiedziałam szybko.

— Chwileczkę. — usłyszałam.

— Spieszę się.

— Dobrze karta czy gotówką?

— Kartą.

Zapłaciłam i wyszłam z hotelu. Zauważyłam taksówkę niedaleko. Już miałam wsiadać. No właśnie miałam.

— Wybierasz się gdzieś? — usłyszałam za sobą. Przymknęłam oczy z nadziei, że to sen i otworzyłam po czym się odwróciłam. Cała nadzieja, że to sen odleciały razem z myślą o tym, że kiedykolwiek będę wolna i zostawi mnie w spokoju.

— Tak, jak najdalej od ciebie. — powiedziałam. Widziałam szok. Pewnie myślał, że się nie odezwę.

— O nie kochanie. Ty wracasz ze mną i to po dobroci, bo nie chcesz wiedzieć co się stanie gdy się wkurzę. — zacisnął szczękę. Objął mnie w pasie i podniósł odchodząc ze mną w stronę czarnego samochodu. Mimo wyrywania się nie udało mi się i w końcu się poddałam.

Wrzucił mnie na tylne siedzenie, a po dwóch stronach usiadło dwóch facetów. Thomas usiadł na miejscu pasażera a czwarty z nich siedział za kierownicą.

— Skoro wiesz gdzie mieszkamy nie będziesz usypiana ani nic z tych rzeczy. — odezwał się Lawrence.

Założyłam ręce na piersi i naburmuszyłam się i jak to ja strzeliłam focha. Usłyszałam jak cała czwórka wybuchła śmiechem widząc moją minę i to, że zachowałam się jak małe dziecko, któremu odmówiono zabawkę czy wyjście z koleżanką.

— Oj no skarbie nie smuć się, teraz powiem coś co cię pocieszy. Od dziś śpisz w moim pokoju. — powiedział z uśmiechem.


— Jak to ma mnie pocieszyć?


— Wiesz chciałem poczekać, ale tam pod moim okiem nie odważysz się wyjść. — Do końca drogi na lotnisko się nie odezwał ani razu.

— Wysiadać — dał rozkaz i wszyscy wyszli oprócz mnie.

— A dla panienki specjalne zaproszenie? — Zapytał koleś, który siedział za kierownicą.

— Wysiadaj i nie rób scen. — powiedział zirytowany Thomas.

— Ja jeszcze nic nie powiedziałam. — zaprotestowałam.

— Dobra wysiadaj. Teraz idziemy kupić bilety razem, a następnie przez odprawę i po dobroci nikt ma się nie skapnąć, że coś jest nie tak. — powiedział i złączył nasze palce. Próbowałam wyrwać swoją dłoń, ale ścisnął mocniej i pociągnął do środka lotniska.

Rozdział 5

Marita

Samolot wylądował w Nowym Yorku jakieś jedenaście godzin później.

Znów to samo tylko, że teraz siedzę w pokoju tego dupka. Znów zamknięta. Teraz nie wolno mi wychodzić na korytarz ani chodzić po domu do odwołania. Nagle drzwi się otworzyły.

— Mam dla panienki obiad — powiedziała kobieta. Chyba miała na imię Trudy.

— Dziękuję — powiedziałam. Kobieta się uśmiechnęła i wyszła zamykając drzwi na klucz.

Od razu zabrałam się za jedzenie. Na obiad było ziemniaki, kurczak pieczony i surówka. Do tego dostałam sok pomarańczowy. Zjadłam a do pokoju wszedł Thomas. Nie odezwał się do mnie. Zamknął drzwi, schował klucz i położył się na łożu. Postanowiłam się odezwać.

— Gdzie mam spać?

— Jak to gdzie na łóżku.

— Jeśli myślisz, że będę spać z tobą to się grubo mylisz.

— Będziesz spać że mną w łóżku i bez dyskusji. — powiedział głosem nie noszącym sprzeciwu. — i jest coś jeszcze co musisz wiedzieć. — dodał.

— Niby co?

— Śpię całkowicie nago i nie zamierzam tego zmienić. — no to jestem w dupie.

— To tym bardziej nie będę spała w tym łóżku. — powiedziałam szybko.

— Co ty robisz? — zapytał patrząc jak biorę koc z fotela i jedną z dwóch poduszek.

— Zamierzam spać na podłodze.

Zaczęłam rozkładać koc tak by móc na nim spać i się nim przykryć. Położyłam się na poduszce i chwila minęła, a już spałam.


Zaczęłam otwierać oczy. Na dworze było ciemno co oznacza, że jest noc. Musiałam usnąć po obiedzie. Podniosłam się do siadu i zauważyłam, że leżę na łóżku. Dziwne bo kładłam się na podłodze. Poczułam rękę na brzuchu i jak coś wbija mi się w udo. Odwróciłam się i już wiedziałam kto to.

Rękę miał prze rzuconą przez mój brzuch a jego członek wbijał mi się w udo. Spojrzałam na zegarek była pierwsza w nocy, więc postanowiłam iść dalej spać. Nie mogłam zasnąć jeszcze przez jakąś godzinę, o rozpraszała mnie myśl o tym, że obok mnie leży nagi chłopak i jego członek wbija się w moje udo. Zasnęłam.

Wstała bardzo wcześnie. Nikogo nie było w pokoju. Weszłam do garderoby tam zostawiłam wczoraj ciuchy. Naszykowałam sobie leginsy i koszulkę a następnie bieliznę. Niestety mam samą koronkę lub stringi. Wybór był oczywisty.

Ruszyłam pod prysznic. Szybko go wzięłam, bo za dwadzieścia minut ma być śniadanie. Ubrałam się i wyszła odświeżona do pokoju. Ktoś zapukał, a do środka weszło dwóch facetów.

— Mamy odprowadzić panienkę na śniadanie.- odezwał się jeden z nich.

— Serio? Nie mógł sam przyjść? — zapytałam nie oczekując odpowiedzi. Wyszliśmy na korytarz i po kierowaliśmy w dół po schodach. Wpłacili mnie do jadalni zostając na zewnątrz.

— Witaj księżniczko.

— Ta hej. Nie jestem księżniczką. — założyłam ręce na piersi jak małe dziecko. Thomas się zaśmiał.

— Zapraszam do stołu. — powiedział odsuwając mi krzesło. Usiadłam z lekkim wahaniem.

— To jest jakaś twoja gra. Prawda?

— Ależ nie. Jestem miły. — no prawda dla mnie nie był ani zły ani niemiły czy oschły. Był miły, uśmiechnięty. Serio? Dziewczyno to mafioso on nie umie być miły chyba, że prowadzi jakąś swoją grę.

— Eh jedźmy. Im szybciej zjemy tym szybciej się rozejdziemy. — widziałam jak zaciska szczękę.

— Chcesz wina? Może będziesz mniej marudna. — powiedział z jadem w głosie. O i zaczyna pokazywać swoje oblicze.

— Czemu nie. — powiedziałam a on wstał i podszedł do barku z którego wyciągnął najlepsze włoskie wino.

Nalał nam do kieliszek i zabraliśmy się za śniadanie. Jajecznica była przepyszna. Lepszej nie jadłam.

— Chcesz jeszcze wina?

— Nie to za wcześnie jak dla mnie.

— Ale nigdzie nie idziesz bo nie masz gdzie i jak — powiedział złośliwie. — Ja też nic ciekawego nie mam więc wypijemy razem. — dodał.

— No dobrze może będę bardziej rozluźniona jak wypije trochę. — powiedziałam.

— W takim razie idź do salonu a ja zaraz przyjdę. — powiedział.

— Dobrze — powiedziałam i wyszłam.


— Thomas kazał mi iść do salonu — powiedziałam. Spojrzeli się na mnie chyba nie wierząc mi.

— Ja pójdę się zapytać. — powiedział jeden z nich i wszedł do jadalni a po chwili wrócił. — Jasne.

Ruszyłam do salonu. Usiadłam na kanapie przed telewizorem i czekałam aż przyjdzie pan i władca.

Po paru minutach przyszedł z dwiema butelkami wina. Oho trzeźwa stąd nie wyjdę. Rozłożył kieliszki na stoliku przed nami i nalał do nich wina.

— Dziękuję — powiedziałam przyjmując z jego rąk kieliszek.

— Chcesz jeszcze? — zapytał po trzecim kieliszku, a w zasadzie czwartym.

— Chcesz mnie spić, a później wykorzystać? — powiedziałam poważnie, ale długo to nie potrwało, bo wybuchłam śmiechem. Byłam nieźle wstawiona.

— O niczym tak nie marzę — powiedział i się zaśmiał.

— Dobra starczy tego idę do pokoju śpiąca się zrobiłam. — powiedziałam dopinając i wstałam.

— To może cię odprowadzą chłopaki. — również wstał.

— Serio? Myślisz, że w takim stanie ci ucieknę? Jestem pijana i się przyznaje, bo nie jestem z tego typu co powie, że nie. — westchnęłam i ruszyłam w stronę schodów. Nagle straciłam grunt pod nogami i przywitałam podłogę. Mój krzyk rozniósł się po domu.

Po chwili Thomas pomagał mi wstać. Rozejrzałam się co było przeszkodą i okazało się, że to dywan.

— Co się stało? — zapytał spanikowany.

— Potknęłam się i bach. — powiedziałam na co zaczął się śmiać.

— Jesteś cała chociaż? — zapytał rozbawiony.

— Tak. Tylko boli mnie noga. — poskarżyłam się. Nagle znów nie czułam gruntu pod nogami. Za piszczałam a mężczyzna wchodził po schodach.

— Co ty robisz? — krzyknęłam i śmiałam się.

— Niosę cię, by nóżki cię nie bolały. — powiedział i się uśmiechnął. To był szczery uśmiech. Ma śliczne dołeczki a jego oczy. Jego oczy są hipnotyzujące. W odcieniach niebieskiego i szarego. — Już jesteśmy. — z myśli wyrwał mnie jego głos. Otrząsnęłam się. Co to było?

Rozdział 6

Marita

— Co ty robisz? — usłyszałam kiedy wychodziłam z garderoby.

— Idę do wanny.

— Mogę iść z tobą? — zapytał z tym swoim uśmieszkiem.

— Będę zaszczycona. — powiedziałam. Widziałam jak jego mina się zmieniła. No co? Uważacie, że zwariowałam? Facet mnie porwał a ja mu proponuję wspólną kąpiel w wannie. Tak zwariowałam, ale jestem pijana możecie mi wybaczyć.

— Serio mówisz? — wciąż nie dowierzał.

— Idziesz czy nie? Zaraz się rozmyśle. — powiedziałam i on już był w środku i się rozbierał. Stałam tam jak głupia. Pierwszy raz jestem w takiej sytuacji i nie wiem co mam robić.

— Rozbierasz się?

— Yyy co mówiłeś? Zamyśliłam się. — powiedziałam a on się zaśmiał.

— To może Ci pomogę. — zaczął do mnie podchodzić. Stałam tam sparaliżowana. Nie wiedziałam co się dzieje. Mężczyzna był już w samych spodniach i mogłam podziwiać jego klatę, która swoją drogą jest pokaźna. Spojrzałam się w górę i napotkałam jego cudowne spojrzenie. Stop. O czym ty kobieto myślisz?

— Czemu nie — odwaga znów wróciła i nie wierzę, że na domiar włączył mi się flirt, bo aż go zapragnęłam. Jestem nie obliczalna po alkoholu. Piłam ostatni raz.

Thomas wpił się w moje usta całując delikatnie i niepewnie. Zaczęłam oddawać pocałunek. Naparł bardziej na moje usta bardziej władczo co od razu mi się spodobało i starałam się nadążyć pogłębiając pocałunek.

Nie miałam już na sobie koszulki, a zaraz do niej na podłodze wylądował stanik. Nie czułam krępacji. Domyślam się, że to zasługa alkoholu. Przeniósł się z pocałunkami na szyję, a następnie piersi. Wziął jeden sutek do buzi i zassał go. Odchyliłam głowę do tyłu przez przyjemność jaką mi dawał. Jęknęłam z rozkoszy co spodobało się chłopakowi, bo na piersiach poczułam jak się uśmiecha.

Pomógł mi ściągnąć leginsy i majtki. Ściągnął swoje spodnie i bokserki. Poczułam jak osuwa mi się grunt pod stopami. Thomas niósł mnie do wanny jak pannę młodą. Nawet nie zauważyłam kiedy nalał wody. Usiadł, a mnie posadził między swoimi nogami.

Siedzieliśmy tak może z pięć minut. Byłam oparta o jego klatkę i miałam zamknięte oczy. Poczułam jak ręce jeżdżą mi po brzuchu i nagle pocałunki na karku. Nie chciało mi się otwierać oczu. Było tak przyjemnie.

Thomas

Zacząłem zjeżdżać ręką z jej gładkiego brzuszka coraz niżej całując kark Marty. Miała zamknięte oczy. Najwyraźniej jej to nie przeszkadza. Szkoda tylko, że to przez alkohol. Nie chce jej wykorzystać tylko sprawić przyjemność. To nie mi ma być dobrze tylko jej, a że sobie podotykam to tylko Thomasa.

Przejechałem palcem po całej długości jej cudownej przyjaciółki. Usłyszałem jęk, który mogłem usłyszeć już wcześniej. To będzie mój ulubiony dźwięk, a następny to będzie płacz dziecka lub jak powie tak.

Zacząłem jeździć palcami po jej kobiecości. Jęczała więc wiedziałem, że jest jej przyjemnie. Jeździłem i naciskałem na czuły punkcik. Wyginała swoje ciało i napierała na moje palce by lepiej czuć. Wsadziłem jednego palca w jej wnętrze. Zajęczała jeszcze głośniej. Wsadziłem tego palca i wyciągałem. Po chwili dołączyłem drugi. Tym razem jej jęki roznosiły się po całej łazience, a jest spora. Jedną rękę położyłem na cudownej jednej piersi i zacząłem ściskać sutek. Poczułem jak się zaciska na moich palcach. Doszła na moich palcach z głośnym jękiem. To mój ulubiony widok.

— To… — zaczęła. — to było coś — powiedziała. Chyba nie wiedziała co powiedzieć.

— Myhy — mruknąłem w jej szyję.

— A ty? — zapytała cicho.

— Co ja? — bawiła mnie jej nieśmiałość.

— No ty też masz swoje potrzeby. Nie chcesz bym ja… Ci pomogła?

— Nie kochanie. To ty miałaś czuć się dobrze. — powiedziałem szczerze.

— Jesteś pewny? — zapytała.

— Tak jestem pewny. — pocałowałem ją w głowę i zaczęliśmy się myć. Wyszliśmy z wanny i się wytarliśmy. Miała się zacząć ubierać, ale jej nie pozwoliłem i wziąłem ją na ręce i wbiegłem do sypialni. Położyłem ją na łóżku i zamknąłem drzwi. Było dopiero po południu i nie chciałem by ktoś wszedł nie proszony. Położyłem się na łóżku i przykryłem nas kołdrą. Objąłem Maritę w pasie plecami do siebie czyli na łyżeczkę. Poczułem jak dziewczyna oddycha miarowo czyli znaczy, że spała już wiec i ją spokojny mogłem iść spać.

Obudziłem się gdy ktoś natarczywie walił do drzwi. Nie chętnie się podniosłem zły na tego kto śmie mi przeszkadzać. Uchyliłem drzwi i myślałem, że mam zwidy.

— Czego chcesz? — warknąłem.

— No jak to czego? Ciebie kotku. — powiedziała przesłodzonym głosem.

— Przecież już ci to mówiłem z nami koniec. — westchnęłam.

— Nie rób sobie żartów głuptasie. — zanim zauważyłem wyminęła mnie i weszła do środka.

— Co tu się dzieje? — odezwała się zaspana Marita. Oj nie dobrze.

— Co to za wywłoka robi w twoim łóżku?! — zaczęła krzyczeć.

— No właśnie w moim łóżku i nie powinno cię to obchodzić i nie jesteśmy razem a teraz wynoś się. — z każdym zdaniem coraz bardziej u nosiłem głos. Kątem oka wiedziałem, że Marita zaczyna się mnie bać i zakrywać swoje piękne ciało.

— Jeszcze mnie popamiętacie. Już ja tego dopilnuję.- wyszła odgrażając się i trzaskając drzwiami.

— k-kto to? — usłyszałem cichy głosik.

— Nikt ważny. Nie chcę tego, ale musimy się ubrać i iść na obiad bo był dwie godziny temu a na pewno jesteś głodna.

Marita

Wstałam z łóżka i poszłam do garderoby. Czułam się nie zręcznie zwłaszcza, że pamiętam co wydarzyło się parę godzin temu.

W garderobie ubrałam bieliznę i sukienkę a do tego sandałki na płaskiej podeszwie. Nie miałam kosmetyków, więc się nie malowałam.

Kiedy skończyłam do garderoby wszedł całkiem nagi Thomas. Zarumieniłam się przypominając sobie co się wydarzyło między nami. Zaczął się ubierać. Rozczesałam włosy zostawiając je rozpuszczone, bo nic nie miałam do spięcia ich.

— Kim była ta dziewczyna? — zapytałam kiedy miałam wyjść.

— To...kiedyś z nią sypiałem ale miesiąc temu zerwałem nasz układ i pomyślała, że między nami była miłość no i teraz zrobiła mi awanturę, że ją zdradzam. Wariatka. Rzuciłem ją kiedy zobaczyłem, że ma gotową suknię ślubną i myślała, że się pobierzemy. Zrobiła sobie nadzieję, której ja jej nie złożyłem to tyle. — skończył i w tym czasie skończył się ubierać. — Idziemy? — kiwnęłam głową na tak.

Thomas miał na sobie biały T-shirt i jeansy. Zeszliśmy na dół do jadalni. Usiedliśmy, a Trudy podała do stołu na znak Thomasa. Był kurczak z warzywami. Darowaliśmy sobie wino do obiadu i tym razem chciałam sok pomarańczowy więc Thomas uznał, że też się napije soku. Zjedliśmy więc musiałam iść do pokoju.

Jeden z jego ludzi musiał mnie zaprowadzić i zamknąć pokój, bo Thomas musiał coś załatwić. Westchnęłam i ruszyłam przodem a jak się nie mylę chłopak imieniem Cole odprowadził mnie do pokoju. Ma też ponoć dotrzymać mi towarzystwa.

— U siądź ja zaraz przyjdę. — powiedział i wyszedł zamykając drzwi na klucz. Nie wiem ile czekałam, ale zaczęło mi się nudzić. Nie miałam kompletnie nic, nawet telefonu dla zabicia czasu. — Już jestem. — otworzył drzwi z impetem wchodząc szczęśliwy. Kiedy zobaczyłam co sprawia, że jest szczęśliwy wybucham śmiechem. Okazało się to planszówką. Tak zwykła planszówka. — Gramy? — od razu się zgodziłam i to nie z nudów a z tego, że dawno nie grałam w tą grę.

— Ostatni raz grałam w to z moją siostrą — powiedziałam przybita.

— Czemu po smutniałaś? — zapytał z troską.

— Zaginęła gdy miałyśmy po jedenaście lat. — powiedziałam.

— Miałyście?

— No tak byłyśmy bliźniaczkami. Ale to rozmowa na inny raz. Nie chcę o tym mówić. — powiedziałam. Cole rozłożył grę i zaczęliśmy grać. Niestety chłopakowi nie szło dobrze i się wściekał. No cóż tak to już była jeden jest lepszy, a drugi gorszy, albo to mój szczęśliwy dzień.

Po grze zaczęliśmy plotkować. Dowiedziałam się, że był zmuszony by dołączyć do mafii. Miał szesnaście lat i żył na ulicy a Thomas mu pomógł razem z Maxem, dlatego on tu jest bo mu ufają. Ma też chorą babcie, która potrzebuje leków, a są bardzo drogie. Kiedy on żył na ulicy ona o niczym nie wiedziała, bo była w Hiszpanii a teraz są razem. Szkoda mi się go zrobiło, ale ma dobry koniec. No może nie do końca.

Też opowiedziałam mu co nie co, ale okazało się, że wszystko wie i ma tyle samo lat. Pomijał niektóre fakty, ale zmuszać go nie będę by mi mówił. Że chce to powie.

Opowiedział mi mnóstwo historia ze swego życia ale to już bardziej tych śmiesznych o opałach jakie robił z kolegami. Nie mogłam się przestać śmiać. Pierwszy raz się nie martwiłam i żyłam chwilą. Nie martwiłam się problemami.

Rozdział 7

Thomas

— Witaj Thomas — uśmiechnął się prześmiewczo.

— Czego chcesz? — powiedziałem przez zaciśnięte zęby.

— Tego co każdy. — miał na swojej twarzy ten uśmieszek, który pragnąłem ściągnąć.

— Nie ma mowy. Jest moja. — wysyczałem.

— To się jeszcze okaże. — uśmiechnął się i wyszedł z restauracji. Nigdy nie pozwolę jej tknąć.

Uregulowałem rachunek i również wyszedłem. Nie mogłem jechać jeszcze do domu. Musiałem załatwić coś na mieście.

Po półgodzinnej jeździe zatrzymałem się obok zaułka. Nikt praktycznie tedy nie chodzi. Zacząłem zbliżać się do wyznaczonego miejsca.

Czekałem, a facet spóźniał się już dwadzieścia minut. Miałem dość, nie lubię spóźnialskich. Nagle usłyszałem jakieś krzyki. Pobiegłem w tamtą stronę.

Zobaczyłem faceta, który kopał kobietę. Musiałem zareagować. Co jak co, ale kobiet się nie bije. Wyciągnąłem z za marynarki pistolet i wy celowałem w mężczyznę. Padł. Podbiegłem i pomogłem kobiecie wstać. Kiedy spojrzałem na jej twarz. Zaniemówiłem. Byłem w szoku, ale to niemożliwe.

Marita

— Cole? — zeszłam na dół do salonu, gdzie siedział chłopak chyba z Maxem.

— Tak? — odwrócili się.

— Macie jakieś książki? — zapytałam.

— Tak chodź cię zaprowadzę. — powiedział i poszedł w stronę schodów, po czym zaczął się wspinać. Doszedł do końca korytarza i otworzył drzwi. — Tu masz bibliotekę.

— Dzięki — uśmiechnęłam się, a on odszedł zostawiając mnie samą.

No właśnie zapomniałam. Przez kilka dni od tamtego dnia rozmawiałam z Thomasem i od dziś mogę chodzić po domu gdzie chcę. Zauważałam, że Thomas stara się przy mnie nie wybuchnąć co jest trudno, bo lubię go wkurzać.

Poszukałam jakieś książki aż w końcu znalazłam książkę, którą dawno chciałam przeczytać. Siedziałam tak dopóki ktoś nie zasłonił mi oczu. Przyznam szczerze, że się wystraszyłam.

Odwróciłam się a osobą okazał się Thomas.

— Hej księżniczko. — uśmiechnął się.

— Nie mów tak do mnie.

— Dobrze kochanie. — znów się uśmiechnął.

— Thomas — warknęłam.

— No dobrze myszko. Co robisz?

— Czytam książkę a ty co robiłeś?

— Miałem spotkanie na mieście i tyle.

— Thomas?

— tak?

— Kiedy mnie stąd wypuścisz? — zapytałam z nadzieją.

— Nigdy. Czemu nie możesz pojąć, że jesteś moja? — z każdym słowem się unosił.

— A dlaczego ty nie rozumiesz, że ja chcę do domu? — również się uniosłam.

— Teraz tu jest twój dom. — warknął i wyszedł trzaskając drzwiami. Westchnęłam i odłożyłam książkę na stolik i zostawiłam na stronie gdzie czytałam i włożyłam na wszelki wypadek tekturę. Wyszłam z biblioteki wkurzona i postanowiłam iść do kuchni.

— Cześć — w kuchni była Trudy.

— Dobry w czymś pomóc

— Nie widziałaś może Thomasa?

— Wyszedł przed chwilą wściekły jak osa. — powiedziała.

— Dzięki. — powiedziałam i wyszłam biorąc sobie owoc.

Ruszyłam na górę i wzięłam ubrania, po czym poszłam pod prysznic. Jeśli Thomas myśli, że będę za nim biegać to się myli. On jest porywaczem, a ja więźniem to zacznę się tak zachowywać. Ciekawa jestem jak długo wytrzyma. Mam zamiar być najbardziej pewna siebie, która się niczego nie boi i walczy.

Umyłam się i uczesałam włosy. Założyłam bieliznę i ubrania. Było już późno więc ubrałam piżamę. Wyszłam z łazienki odświeżona i postanowiłam się przenieść do innego pokoju. Musiałam znaleźć tylko Cole „a.

Długo szukać nie musiałam bo wyszłam z pokoju a on przechodził.

— O! Cole miałam cię szukać. Pokłóciłam się z Thomasem, więc on wyszedł z domu. Chcę dziś spać w innym pokoju a jak najdalej od tego.


— To nie jest dobry pomysł.

— Proszę, nie chce z nim spać.

— On jak się dowie zrobi nam piekło.

— Obiecuję, że jak coś wezmę to na siebie. — błagałam go.

— No dobrze. — westchnął. Z trudem ale ubłagałam.

— Poczekaj chwile tylko wezmę parę rzeczy. — Zostawiłam chłopaka na korytarzu i wzięłam kilka ubrań kosmetyki do kąpieli.

— Już jestem.

— Chodź za mną. — Ruszył, a ja poszłam za nim. Mijałyśmy kilka par drzwi. Cole po kolei tłumaczył, kto mieszka w domu i w którym pokoju. Jak na mafie trzy osoby to mało, ale wyjaśnił mi, że mają bazę gdzie indziej i jest ich znacznie więcej.

— A co tam jest? — mój wzrok przyciągały drzwi o których nie wspomniał Cole więc sama się zapytałam.

— A yyy Thomas widział jak ktoś pobił kobietę, a ona widziała jak on go zabija i widziała za dużo więc musiał ją zabrać ze sobą.

— I co z nią zrobi? Bo nie ratował jej by ją zabić.

— Nie wiem prawdopodobnie albo zatrudni w domu albo odda do burdelu… o tu jest pokój najdalej od twojego kochasia.

— To nie jest mój kochaś. — warknęłam i weszłam do środka. — Dzięki.

— Spoko, ja będę szedł bo mam sprawy. To cześć.

Kiedy sobie poszedł ja się położyłam i wystarczyło tylko przyłożyć głowę do poduszki i odpłynęłam.

Powoli zaczęłam otwierać oczy. Wzrok miałam zamazany, więc pomrugałam chwilkę by wzrok był lepszy. Słuch mi się wytężył i usłyszałam z korytarza jakieś krzyki. Oho Bestia wróciła i trzeba się z tym zmierzyć.

Wyszłam zaspana na korytarz. Tak jak sądziłam Thomas darł się na cały dom, a wszyscy biegał dookoła. W tedy jego wzrok padł na mnie. Pobiegł szybko.

— Gdzieś ty do cholerny była?! — krzyknął.

— Spałam w tamtym pokoju. — odpowiedziałam spokojnie.

— A czemu nie w naszym?! — cały czas był wkurzony.

— Nie, to twój pokój. Nie będziemy spali razem.

— O nie już do pokoju i będzie kara. — warknął.


— Nie.

— Coś ty powiedziała? — znów się unosił. Moje wargi poszły lekko w górę, bo udaje mi się go wkurzyć.

— Nie. — powiedziałam pewna swych słów. Odwrócił się do mnie tyłem.

— Wszyscy schodzić i nie wchodzić na górę przez dwie godziny! — wydał się na cały korytarz. Cała pewność że mnie zeszła. Kątem oka widział, że nie jestem już taka pewna siebie i uśmiechnął się pod nosem. Cholera.

Kiedy nikogo nie było odwrócił się do mnie przodem. Wziął mnie przewiesił przez ramię i ruszył w stronę pokoju. Piszczałam i biłam pięściami w jego plecy, ale to nic nie dawało. W końcu mnie postawił chciałam wybiec, ale mnie powstrzymał. Zamknął drzwi na klucz i nie uwierzcie gdzie go schował…

Nie zrobiłeś tego. — powiedziałam oburzona.

— Zrobiłem, a teraz ściągaj spodnie i majtki. — powiedział głosem nie znoszącym sprzeciwu.

— Nie zrobię tego.

— Albo zrobisz albo sam to zrobię. — warknął.

— Nnnie odważysz się.

— Już nie jesteś taka pewna siebie co? — uśmiechnął się pobłażliwie. — Ściągaj spodnie i majtki. — warknął. Nie posłuchałam się go. Wstał szybko z łóżka i podszedł do mnie. Przerzucił mnie przez ramię i zpowrotem usiadł na łóżku. Położył mnie na brzuchu u siebie na kolanach.

Zaczął ściągać mi spodnie i majtki. Wierciłam się, ale to nic nie pomogło. Poczułam pieczenie na prawym pośladku. Jęknęłam z bólu. Znów uderzenie w kolejny pośladek. Znów i znów. Nie miałam siły więc leżałam spokojnie. Łzy ciekły mi po polikach z tego bólu i upokorzenia. Postawił mnie na podłodze.

— Podciągnij spodnie i majtki. — powiedział. Zrobiłam to i spojrzałam na niego. Teraz miał widok na łzy spływające po mojej twarzy. Podszedł do mnie i położył ręce na policzkach ścierając z twarzy łzy.

— Teraz będziesz wiedziała, że ze mną się nie zadziera. — powiedział i złożył krótki pocałunek na moich ustach ścierając łzy. Nie miałam siły się bronić.

— Daj klucz — powiedziałam cicho.

— To wyciągnij go. — powiedział z pewnym siebie uśmieszkiem. Myśli, że tego nie zrobię? Hmm.

Podeszłam i nie zastanawiając się włożyłam rękę w spodnie. Thomas wciągnął powietrze. Niestety klucza tam nie było co oznaczało… o nie. Spojrzałam się z mordem w oczach na niego. Najwyraźniej w świecie go to rozbawiło.

Odchyliłam bokserki i włożyłam rękę. Jękną, a ja cała się spięłam. Poczułam jak jego członek się podnosi. Udało mi się chwycić klucz i szybko zabrałam rękę. Usłyszałam jęk niezadowolenia, co wywołało u mnie satysfakcję. Podbiegłam do drzwi szybko je otwierając i wybiegłam na korytarz. Słyszałam jego śmiech i sama się zaśmiałam.

Usłyszałam jak się zbliża. Wybiegłam do salonu, gdzie siedzieli Cole i Max. Odwróciłam się tylko na chwilę i poczułam jak lecę, ale ktoś zamortyzował upadek. Otworzyłam oczy i wiem już na kim leżałam. Leżałam na Thomasie. Zaśmialiśmy się i usłyszeliśmy śmiech za nami. To byli Max i Cole. Perfidnie się z nas śmiali. Thomas przybrał obojętny ton i powiedział.

— Następnym razem nie wasz się uciekać. — warknął chłodnym tonem. I wrócił dupek, a było tak fajnie. Podniosłam się i zwiększając głowę poszłam na górę.

Skierowałam się do pokoju, który dał mi Cole. Usiadłam na łóżku. Po pół godzinie ktoś zapukał. To była Trudy z obiadem. Zostawiła tace i wyszła. Był łosoś na parze. Do tego jakąś surówka i sok. Nie miałam ochoty jeść. Położyłam się na łóżku i leżałam jakiś czas nie wiedząc co ze sobą zrobić.

Po dwóch godzinach leżenia ruszyłam pod prysznic, ale skorzystałam z wanny. Nalałam wody i spieniłam, było pełno piany. Rozebrałam się i weszłam do wody. Leżałam jakąś godzinę dopóki woda nie zrobiła się zimna, a piana nie zaczęła znikać. Umyłam szybko ciało pamiętając o każdym zakamarku tym małym i tym większym łącznie z głową.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 35.63