E-book
19.11
drukowana A5
29.93
Papusza

Bezpłatny fragment - Papusza

Granice przynależności


5
Objętość:
109 str.
ISBN:
978-83-8126-137-1
E-book
za 19.11
drukowana A5
za 29.93

Wstęp

Zmieniały się miejsca i ludzie, nie zmieniały: tradycje, przyzwyczajenia, obyczaje, rytuały i stereotypy, nierzadko na jej niekorzyść. Gdzie zaczynały się, a gdzie kończyły granice przynależności Papuszy do poszczególnych grup (Polaków, chrześcijan, Romów, kresowian, kobiet…)? Jakich przestrzeni i ludzi potrzebowała? Jak wśród nich się odnajdywała i poruszała? Które były pozornym azylem, a które więzieniem? To pytania, które zadałem sobie już na początku, i które otworzyć mi miały drogę do poznania tej wyjątkowej postaci.


Część pierwszą poświęciłem zagadnieniom, które uznałem za podstawowe i wprowadzające do opowieści o przynależności i wykluczeniach Papuszy (a także Romów w ogóle). Na podstawie dostępnych wypowiedzi Bronisławy Wajs, zarejestrowanych i udostępnionych przez Archiwum Polskiego Radia, odnotowywałem cechy jej usposobienia i stan pamięci (oraz to, do czego nostalgicznie, choć z niekrytą przyjemnością, wracała, za czym tęskniła). Droga ta prowadziła przez Kresy, od uroków bliskich poetce przestrzeni, po specyfikę mowy i relacje międzyludzkie. Zmiany spowodowane wybuchem drugiej wojny światowej i konieczność ucieczki, wreszcie zagłada, odcisnęły bolesne piętno na młodej Papuszy i jej bliskich. Zdawałem sobie sprawę, jak ważną postacią w dyskusji o poetce jest Jerzy Ficowski. Przytoczyłem kilka wypowiedzi żony tłumacza, chcąc poznać i zrozumieć motywacje także jego zachowań. Zakończyłem wątkami szaleństwa i choroby, będącymi kolejnymi powodami wykluczenia.


W drugim rozdziale analizie poddałem wszystkie utwory ze zbioru Lesie, ojcze mój, wydanym po raz pierwszy w roku 1990, kiedy Papusza już nie żyła; składającym się z wierszy powstałych w latach 1950—1953 i w roku 1970. Interpretacje służyć miały charakterystyce stylu, cech oralnych wierszy, z których każdy stanowił mały, zamknięty i indywidualny świat. Chciałem znaleźć odpowiedzi na pytania związane nie tylko z miejscem Papuszy w świecie/światach poetyckich, ale i jej potrzebami, pragnieniami i tęsknotami. Wyłonił się interesujący portret psychologiczny kobiety zmieniającej się, dojrzewającej, walczącej i silnej, a przy tym prostej i niewymagającej wiele od innych, od życia. Cieszącej się prostotą. Przywołałem także komentarze i głosy krytyczne związane z recepcją publikowanych pieśni. Analizowałem problemy związane z pamięcią i tożsamością, czyli tym, co przy rekonstrukcji (auto)biografii najważniejsze.


Przyjrzałem się także sytuacji Cyganów na Kresach przed drugą wojną światową, w jej trakcie i tuż po niej. Zainteresowały mnie także kolory, którymi poetka malowała swoje wiersze — okoliczności ich użycia, cele i efekty. Autobiograficzny charakter zbioru Lesie, ojcze mój pomógł mi także w zestawieniu i porównaniu prac Jerzego Ficowskiego i Angeliki Kuźniak — to swoisty podział na trzy różne głosy (echa). Szukałem dla Papuszy odpowiedniego, bezpiecznego miejsca, do momentu, w którym zdałem sobie sprawę, że bardziej od miejsca, potrzebowała ludzi, kontaktu i obcowania.


Trzecia część tej książki skupia się na narracjach (auto)biograficznych utrwalonych w dokumentach oraz ożywianych w filmach. Dokładnie analizuję i oceniam (szczególnie wartość merytoryczną) filmy: Papusza z 1974 w reżyserii Mai Wójcik i Ryszarda Wójcika, Historia Cyganki z 1992 roku na podstawie scenariusza i w reżyserii Grega Kowalskiego oraz Papuszę Joanny Kos-Krauze i Krzysztofa Krauze z 2013 roku. Krytycznie odwołuję się także do wybranych recenzji tej fabularyzowanej biografii. Rozdział zamykają miejsca i przedmioty upamiętniające poetkę w Gorzowie Wielkopolskim, miejscu, z którym związana była przez trzydzieści lat.


Wkład w badania nad biografią i skromną twórczością Papuszy mieli do tej pory, m.in. Jerzy Ficowski, który poświęcił jej rozdziały kilku prac cyganologicznych, gorzowianie Leszek Bończuk i Krystyna Kamińska oraz autorzy pomniejszych tekstów, korzystających z pośrednich źródeł wiedzy o Bronisławie Wajs. Najbogatszy zbiór materiałów, autorskich analiz i najbardziej kompetentne kompendium wiedzy o poetce to wydana w 2011 roku książka Magdaleny Machowskiej, zatytułowana Bronisława Wajs. Papusza. Między biografią a legendą. W swojej rozprawie doktor nauk humanistycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego zrekonstruowała biografię — faktyczną i możliwą, opisała autobiografię mówioną z uwzględnieniem narracji Papuszy na tle narracji kresowych i problematyzowaniu tożsamości; wnikliwie zbadała i omówiła portrety: pamiętnikarski, epistolograficzny i poetycki Papuszy oraz ikonografię Cyganów, będących tematem dziewiętnastowiecznych obrazów i grafik oraz pocztówek. Prześledziła pokrótce ikonograficzne wzorce przedstawień Cyganów w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej czy przełom w prezentacji ich wizerunku po 1989 roku.


Dotąd wydano trzy tomiki wierszy: Pieśni Papuszy (Papušakre Gila, Wrocław 1956, dołączono pieśni oryginalne), Pieśni mówione (Łódź 1973), Lesie, ojcze mój (Warszawa 1990, 2013). Poetkę wyróżniono Lubuską Nagrodą Kulturalną (1958), Nagrodą Kulturalną „Nadodrza” (1978) i Nagrodą Gorzowską (1978). Poznanie biografii Bronisławy Wajs — poetki cygańskiej, odkrytej w drugiej połowie XX wieku przez Jerzego Ficowskiego — okazało się nie lada wyzwaniem.

Historia przynależności,
historia wykluczenia

Rekonstrukcja biografii Papuszy opiera się na śladach pozostawionych przez samą poetkę — na nagraniach audio i wideo oraz w zapisanych relacjach świadków, bliskich, towarzyszy jej wędrówek… ludzi, którzy obok niej żyli lub zaledwie mieli z nią styczność. Zawsze jest to przekaz fragmentaryczny, nierzadko pełen niejasności, raczej subiektywny. O czym innym mówi młoda, dwudziestoletnia Papusza na ocalałych kawałkach pamiętnika, a co innego pamięta stara, schorowana kobieta. Wydaje się, że rekonstrukcja późnej autobiografii mówionej, powinna dać obraz najdotkliwszych doświadczeń, tych przyjemnych i traumatycznych. Jak wiarygodne są te żywe wspomnienia, anegdoty? Ile mówią o poetce, ile po prostu o kobiecie? O których zapiskach warto pamiętać kreśląc jej portret?


Już kwestia narodzin, choć będących faktem, stała się dla badaczy problematyczna przez umowność, co do daty i miejsca. Przyszła na świat jako Bronisława Wajs 17 sierpnia 1908 (na nagrobku poetki i w ankiecie Związku Literatów Polskich) lub 30 maja 1910 roku (Słownik encyklopedyczny. Literatura polska) w Lublinie albo Grodnie, przynależna grupie etnicznej Polska Roma. W pamiętniku zapisała, że nie znała ojca, widziała go w wieku pięciu lat, tuż przed tym, jak wywieziono go na Syberię, gdzie zmarł. Pozostał bezimienny, a o dziadkach nie wspominała nigdy.


Potem w jej życiu pojawił się ojczym, Jan Wajs, alkoholik i karciarz. Choć najwcześniejsze doświadczenia w kontaktach z mężczyznami kojarzyły się jej ze strachem i uległością, pod koniec życia do dzieciństwa wracała z czułością, jej słownictwo w znaczącym stopniu nacechowane było pozytywnie, pełne zdrobnień i spieszczeń (lalunia, bliziutko, mamusia, tatuś, koniczek — koń, woziczek — wóz). Opowiadała o wilkach, które zaszły jej drogę, którym spojrzała w zielone oczy i nie bała się ich dotknąć, pogłaskać. Zdaje się, jakby za pomocą najwcześniejszego wspomnienia świadomie konstruowała obraz Cyganki, nierozerwalnie związanej z naturą, potrafiącej ją ujarzmić, będącej jej częścią w sposób tak wyjątkowy, jak wyjątkowe były jej opowieści. To historie z lasów, z życia w taborze:

Pełne swego bostwa, pełno swego szczęścia. A dziś mieszkanie mamy, chwała Bogu. Tak jak dla ptaszka, dobre ludzie zrobili dobre mieszkanie. Ale ptaszek się nie zadawalnia tym. Jeśli dzisiaj by był koń i wóz, ja nie pytałabym, czy to ładne mieszkanko, czy nie — bodaj na dwa-trzy dni wyjechałabym i posiedziałabym tam pod tym drzewkiem, czy raz na dzień bym zjadła, jakoś by mnie to lepiej, bo ja widzę przestrzeń, niebo, ja widzę wszystko, wolne i to wszystko takie śliczne. Nigdy, nigdy nie zapomnę o swoich włóczęgach! Jestem dumna z nich bardzo i ze swego życia.

Niezwykłe było to, co wydawało się tajemnicze, co młoda dziewczynka mogła odkryć, co dzikie i bliskie jednocześnie (w otoczeniu fauny i flory tamtejszych przestrzeni — kresowych lasów, pól czy dróg). Wyznając „posiedziałabym tam pod tym drzewkiem” zdaje cofać się do konkretnego miejsca i zapamiętanego czasu, przez co powtórna realizacja jej największych pragnień staje się niemal niemożliwa, nie ulokujemy jej w przyszłości (sama tego nie potrafi), ponieważ wartość ma dla niej to, co dawno doświadczone (namacalnie, zmysłowo, duchowo).


Papusza, odkąd zamieszkała w Gorzowie Wielkopolskim, podkreślała, że nie jest jej źle (choć początki były dla niej trudne), chciała oddać jedynie nostalgiczne wspomnienia, których „nie można wydrążyć ze serca”. Prostota i swoista skromność to cechy bliskie Bronisławie Wajs. Śpiewała często, choć utrzymywała, że nie potrafi:

Nie wszystko jest piękne na świecie. (…) Tylko życie naturalne jest też piękne. Rajskie, żywe życie szczęśliwe. W piosence jest jakiś sentyment, smutek, rzewność, i wyjrzy jakieś natchnienie życiowe. I tak wszystko jest. I tak samo z człowiekiem. Trzeba się pogodzić, na wszystko trzeba powiedzieć: tak dobrze, tak dobrze, tak dobrze. Nie trzeba się smucić, nie trzeba. Śmiać się, to jest życie i zdrowie.

W wypowiedziach, dostępnych dziś w Archiwum Polskiego Radia, narracja cygańskiej poetki zmieniała się w zależności od tego, o czym opowiadała. Zdaje się, jakby piosenki dalej brzmiały w jej głowie, nawet gdy ona nie poruszała już ustami: „O, w nocy spać nie mogę, to jest moja piosenka”. Interpretacja ta może wydawać się zbyt śmiała, mamy jednak do czynienia z jednostką, na swój sposób, wyjątkową. Cyganką, która we wczesnych latach zdobyła podstawową edukację, nauczyła się pisać i czytać, co wówczas wstrząsało fundamentami tej skrajnie patriarchalnej społeczności. Ceną były kradzione kury, a nauczycielką — żydowska sklepikarka. Pragnienie nauczenia się alfabetu, czytania i pisania, choć przyczyniło się do wykluczenia i przeklęcia, świadczyło o sile tej kobiety. Jak wyjątkowa była i za jak wyjątkową sama mogła się uważać? Powrócę do tego zagadnienia w dalszej części pracy.


Papusza mówiła nie tylko o tym, co barwne i przyjemne, choć tworzenie pewnej iluzji było nieodłącznym elementem jej narracji. W swoich wypowiedziach zwracała uwagę na kontakty z innymi ludźmi, podkreślała, że była bardzo lubiana i szanowana. „Łażenie” po wiosce i wróżenie przypominało włóczęgę, która bez wątpienia została jej w pamięci. Był to jeden ze sposobów zarabiania pieniędzy, choć zajmowała się tym rzadko. Pytała także: „No jak nie umiem w polu robić, to co mnie robić?”. Choć nie wiedziała, co to wiersz, pisała. Nie dla ludzi, jak mówiła, a dla siebie:

Zaraz coś sobie pisałam, ale nie umiałam. Ale — umiałam tam a be ce — a do szkoły nie chodziłam. Ja nie pisała dla ludzi, dla siebie wszystko! O, tak sobie pisała. Gdyby ja była miała nauki, ja bym była się poduczyła, wielkim człowiekiem była bym. A tak ja się wstydzę pokazać ze swoimi wierszykami! Co to — dziecinne takie.

Nie potrafiła określić, czym jest to, co stworzyła, nie była w stanie o tym mówić. Nie nazywała się poetką, a „cygańską dziewczyną spod krzaku, tam gdzie błyszczy księżyc, tam gdzie ognisko z daleka, gdzie kastety, gdzie Cyganki tańczą. W nocy. Przy ognisku”. Rozumiała jednak, że była Polką. Tę świadomość podkreślała niejednokrotnie, ślady takich zachowań odnajdujemy w reportażu Angeliki Kuźniak Papusza, m.in. w scenie, w sklepie, kiedy Polki kupowały poza kolejką. Towarzyszyły temu silne emocje, pobudzone niesprawiedliwością, raniły słowa o tym, żeby rządziła się w wyimaginowanej „Cyganii” (nazwy tej użył Ficowski w Cyganach na polskich drogach). Gdzie bowiem miała rządzić się Papusza, skoro wyraźnie mówiła „Ja urodziłam się w swojej Polsce, ja urodziłam się w swojej ojczyźnie, a ty mi masz prawo powiedzieć, żebym ja szła do swojej ojczyzny? Gdzie jest mój kraj?!”?


Gdzie dla Papuszy miejsce? To kolejne z krzywdzących poetkę wykluczeń, których nie potrafiła zrozumieć, na które musiała się zgodzić i które męczyło ją przez lata. Suma krzywd i doświadczeń zbudowała wyjątkowo empatyczną jednostkę — nadwrażliwą, osamotnioną, żyjącą iluzją czarno-białego świata:

Tylko mnie boli, kiedy widzę naprawdę ten skleszowany świat, te jamy, te rozdoły, że trzeba z nich wyjść i nie można i giną narody tam i nie mają pomocy. Mnie jakoś to boli. A czego mnie to boli? Bo ja jestem naprawdę jakaś taka dziwaczna, że mnie wszystko obchodzi. A to jest bardzo źle. Ja sama sobą nie jestem zadowolniona. Boli mnie po prostu czyjaś krzywda, czyjeś łzy. Nie mogę patrzeć. (…) A ja chcę po ludzku wszystko zaprowadzić, tak żeby naprawdę świat był szczęśliwy, żeby pamiętali, że była tam Papusza jedna gdzieś tam. Na świecie.

Joanna Talewicz­–Kwiatkowska w edytorialu jedenastego numeru „Dialogu pheniben. Kwartalnika Stowarzyszenia Romów w Polsce” nazwała wydanie książki Angeliki Kuźniak, pojawienie się filmu Joanny Kos-Krauze oraz Krzysztofa Krauzego i artystycznej wystawy Domy srebrne jak namioty w Zachęcie (15.10 — 15.12.2013 r.) wydarzeniami pomagającymi „przełamywać krzywdzące stereotypy, (…) złapać równowagę, budować normalność”. Kwartalnik został partnerem medialnym zarówno książki Papusza, jak i filmu o tym samym tytule oraz wydawnictwa płytowego z muzyką Jana Kantego Pawluśkiewicza (z dołączonymi nagraniami archiwalnymi z udziałem Bronisławy Wajs z Archiwum Polskiego Radia).


Czy Papusza była faktycznie wykluczona? Edward Dębicki, romski muzyk i kompozytor, „zapowiedział” w 2013 roku książkę Papusza. Historia prawdziwa, odpowiedź na historie przedstawione przez Kuźniak. Według muzyka Papusza nie była ani wykluczona, ani też bita przez męża. Rodzina miała do niej pretensje, ponieważ nie zawsze była szczera. Karolina Kwiatkowska–Stankiewicz pisze, że żal jej naiwności Papuszy, tego jak się odsłaniała. Społeczność romska nie była gotowa i oswojona z tego typu uzewnętrznianiem uczuć. Dodaje:

Dziś mamy wśród nas wielu różnych poetów: Izoldę Kwiek, Edwarda Dębickiego, Karola Parno Gierlińskiego… I wszyscy publikują. Piszą i nic się nie dzieje. Każdy rozumie, że pokazują w ten sposób naszą barwną i piękną kulturę. Myślę, że gdyby Papusza żyła współcześnie, byłaby jedną z nich.

Tylko, czy mogłaby być? Ukształtowana doświadczeniami osadzonymi w zupełnie innym czasie. Urodzona i wychowana, dla przykładu, w miejskim środowisku. Znająca las i rzekę tylko z opowieści matki. Pozbawiona wspomnień wojennych. Czy taka Papusza miałaby swoją legendę? Więc, czy byłaby Papusza Papuszą czy tylko sławną cygańską poetką? Domysły na temat tego, kim byłaby Papusza dziś pozostają w sferze naiwności, która albo to rozmija się z czasem, albo pomija miejsca, wydarzenia i ich konsekwencje. Zarówno warunki, jak i kultura romska (łącznie z obyczajowością życia) tamtych czasów nie pozwalają bezrefleksyjnie myśleć o zjawisku — „Papusza dziś”. Można to odnieść do prostej tezy: „Dziś Papusza nie miałaby wiele z tamtej Papuszy”. Także Roman Kwiatkowski, prezes Stowarzyszenia Romów w Polsce, nie uznaje wykluczenia poetki. Plotki na ten temat mieli tworzyć gadziowie. Papuszę określa jako „bardzo wrażliwą i bardzo wylewną” i przypisuje niemal mesjanistyczną rolę:

Papusza cierpiała, ale ktoś zawsze musi stać się ofiarą, żeby innym było lepiej. Zrobiła wielki krok do przodu — nie licząc się z tym, jakie będą tego konsekwencje. (…) Pamiętam, jak mówiono, że zdradziła język romski — ale żeby to do końca wszystko zrozumieć, trzeba by żyć w tamtych czasach.

Wykluczenie zostaje zaledwie zastąpione wyrazem „cierpienie”, a jego źródłem jest lęk w czasach niepewnych. Strach przed nieokreślonym, przedwcześnie wyobrażonym zagrożeniem, który dla Romów wierzących w rytuały, czarną magię czy diabełki (świadomie służące korzyściom materialnym pozyskiwanym od zabobonnych gadziów) był jakże naturalny. Jak czytamy dalej:

Romowie z trudem podnieśli się po stratach drugiej wojny światowej. Był strach, co teraz z Romami będzie. Szeptano nawet, że państwo otworzy dla nich specjalne obozy. (…) Dziś zwłaszcza młode pokolenie byłoby dumne z Papuszy, ze swojej poetki.

Kwiatkowski pochlebnie wyrażał się o reportażu Angeliki Kuźniak, który dostarczył mu wielu wzruszeń, oddając kulturze romskiej jej pamiętne tabory. Wyjątkowo optymistyczny obraz Papuszy wyłania się także ze wspomnień Dariusza Fedora (mowa o roku 1959):

Lubię, gdy Papusza opowiada o najlepszych latach swego życia. „W rozkoszach!” — mówi, zmysłowo wznosząc głos, a potem przeciąga zgłoski i pozwala swobodnie opaść intonacji w cichnący szelest. Trzema sylabami i delikatną modulacją oddaje emocje, wskrzesza przeszłość i porusza wyobraźnię. Czaruje. Mówi płynnie i ciekawie. Głos ma jasny i pewny, z lekkim zaśpiewem. Biją z niego radość, energia. Jest w nim rytm. Są słowa — refreny: zapalczywe „tak?”, bo przecież ma rację, albo pobłażliwe „proszę Pani”, bo przecież to oczywiste. I jest bunt. Gdy mówi o niesprawiedliwościach, wystukuje akcent palcem, a na koniec frazy uderza pięścią w stół — lekko, ale dobitnie. Lubię tę intonację, te rytmy, refreny, akcenty, ta melodyjność, frazy rozbudowane, skrócone. Toż to muzyka! Toż to poezja — mówiona, prawdziwsza!

Dwadzieścia lat później jej głos (rejestrowany na taśmie audio i filmowej) zmienia się. Nie pozostaje nawet echem energii dawnej Papuszy, teraz już zmęczonej. Pod koniec życia jest chora i zlękniona. Chciałaby jeszcze coś napisać. Miejskie powietrze wydaje się inne niż to, którym oddychała w lasach. Nie dla niej, nie dla wiewiórki, do której się porównuje: „Ona ma swoje marzenie… Swoje urojenie…”. Wszystko, co dobre i złe już za nią. Nie czuje się spełniona i szczęśliwa, dawno już się wypaliła.


Angelika Kuźniak wskrzesza ten dawny głos, zwraca go Bronisławie Wajs, jak gdyby wcześniej rozmawiała z nią twarzą w twarz: „Mamy więc do czynienia z tekstem reportersko-biograficznym we fragmentach symulującym bądź też rejestrującym (za sprawą licznych cytatów) przekaz oralny”. Takie miała zamiary, o czym mówiła w wywiadzie dla radiowej „Trójki” z 11 sierpnia 2013 roku. Jej Papusza to efekt ośmioletnich badań nad rozproszonym i fragmentarycznym materiałem; zderzenie z obcą kulturą, pełną niezrozumiałych zwyczajów i praktyk, niekiedy równie trudnymi do pojęcia, jak intrygującymi. Kuźniak rozpoczyna swój reportaż sceną dramatyczną, ale przesyconą magią, wyjątkowością — opisem umierania Dyźka, męża Papuszy i żałobą po nim.


Później wraca do niemal mistycznych narodzin, do pełnego niezwykłości dzieciństwa, pierwszych skradzionych kur — ceny za naukę czytania i pisania, poznawania abecadła oraz miłości w rozumieniu cygańskim, a więc od komplementów i zachwytów mężczyzny nad urokiem kobiety po wpisane w tradycję porwanie, poświęcenie się, oddanie i przynależność. Lidia Ostałowska w felietonie poświęconym książce dla „Gazety Wyborczej” dodaje:

Kiedy się urodziła, jej przyszłość wydawała się przesądzona. Las, tabor, cygański kodeks, mąż, dzieci, wróżby, troska, żeby nikt w rodzinie nie głodował. W Grodnie Papusza zobaczyła dzieci biegnące ze szkoły i postanowiła, że też nauczy się czytać. Po co Cygance książki i gazety? W taborze nieraz darli je na strzępy, a Papuszę lżyli. Była jeszcze dziewczynką, walczyła sama przeciw wszystkim. Pierwszy raz naruszyła wyznaczone normy.

Kuźniak opisuje smutek młodej dziewczyny, przedwcześnie wydanej za mąż, zdrady kojone uciechami życia codziennego — tańcem, występami z orkiestrą, pieniędzmi i złotem. Rozpoczyna opowieść o cygańskiej poetce bardzo intymnie.


Pisze o tym, jak kształtował się jej charakter wraz ze zmianami w zachowaniach Dyźka: „Z czasem stała się harda. Szybko prostowała plecy po każdym uderzeniu (…). Potrafiła nawyzywać i opluć. Straszyła pantoflem”. Uratowana przez młodego Witolda przed gwałtem i porwaniem przez Cyganów z rodziny Kwieków, pijanemu mężowi, który wrócił nocą nic nie powiedziała. Rozstanie z kochankiem przeżywała, rozchorowała się. Wiedziała, że utraciła szczere uczucie, pozostała bezsilna i osamotniona. Kuźniak w wywiadzie dla radiowej „Trójki” mówi o problemach natury psychicznej, mającymi początek w fiasku miłości do młodszego chłopaka, który ją opuścił, pozostawił ze starszym mężczyzną. Niepojęta staje się więc przynależność żony do męża, będąca wynikiem zwykłej powinności. Powinność ta, trwanie przy mężu (niemożność porzucenia, ucieczki od niego) brzmi tutaj jak naiwna wymówka. Strach przed czym lub przed kim paraliżuje Papuszę bardziej? Przed nowym i nieznanym czy tym, co ją więzi?


Kuźniak szczególnie dużo miejsca poświęca również wydarzeniom wołyńskim (to kolejny ukłon w stronę Papuszy i jej pamięci). Podaje etapy zagłady Cyganów za rosyjskim etnografem Nikołajem Biessonowem: trwające od 1941 roku zabijanie koczowniczych Romów przez Einsatzgruupen, ludobójstwo na tle etniczo-rasowym (od 1942) i związane z działalnością partyzantów (od 1943). Aspołeczność Cyganów i ideologię rasy doktor Sławomir Kapralski z Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk w Warszawie uważa za podstawowe powody eksterminacji. Cyganie uciekali przed Niemcami i Ukraińcami. Porzucali swoje wozy, ratunku szukając w lesie, żywili się tym, co znaleźli, także końmi, co musiało być dla nich jednym z najboleśniejszych doświadczeń, grzechem ciężkim.


W jednym z obrazów Papusza rezygnuje z obuwia zabitego mężczyzny, mimo iż: „Nogi mielimy sine, jakby pomalował, całe w bąblach, zdarte, zaropiałe. Palcy przymarzali do ziemi”. Jesienią 1943 roku choruje na dur brzuszny (tyfus), Cyganie szukają pomocy w kolejnych wioskach. To brutalne przerwanie sielskiej i beztroskiej wędrówki po Kresach, bez wątpienia początek przełomowych zmian w życiu cygańskiej poetki (bezsenne noce, obrazy powracające w snach):

My wyszli goli, bosy, oberwani, włosy do góry stali. Boże! Zgłodniałe, schłodniałe. W lesie, na polanie, blisko Włodzimierza, różne ludzi już byli, ze wszystkim: z krowami, z wozami. Dawali nam chleb. Kto tam był, jedno drugie łapało i tak z miłości całowało, bo przeżyli. Cyganie, jak się nie widzą tydzień, to płaczą, jakby nie widzieli się ze dwa lata. A co dopiero wtenczas.

Po wojnie Jerzy Ficowski postanowił opisać zbrodnie, które spotkały Cyganów. Dzięki ogłoszeniu w gazecie poznał mężczyznę zaprzyjaźnionego z taborem Papuszy, do którego dołączył z końcem lat czterdziestych XX wieku, kiedy Edward Czarnecki „Poruczniko” przedstawił go jako swojego bratanka. „Dostałem namiot, pierzynę, poduszkę i spisywałem, co się z nimi działo na Wołyniu”. Jerzy Ficowski, odkrywca poetki i tłumacz jej pieśni, poetyckich improwizacji, widział wejście Papuszy w krąg Cyganów muzykantów poprzez małżeństwo z Dionizym Wajsem, którego rodzina należała do Polskiej Romy, wywodzącej się z sasytka Roma, Cyganów niemieckich:

Tradycje muzyczne całej grupy Cyganów, w której skład weszła Papusza, wpłynęły z pewnością na jej bliższe zainteresowanie się pieśnią cygańską, umożliwiły poetyckie improwizacje do wtóru muzyki.

Przed wojną podróżowali po Wołyniu, Podolu, Wileńszczyźnie, by w końcu przenieść się na „Ziemie Odzyskane, od Szczecina po Dolny Śląsk”. Poznał ją latem 1949 roku w okolicach Stargardu, miała około czterdziestu lat:

Drobna to była Cyganeczka, o szczupłej, dziewczęcej figurze, wesoło patrzących oczach i bardzo smutnym uśmiechu. Na jej policzku, ciemnym jak lico Panny Częstochowskiej, widniała, podobnie jak na obrazie jasnogórskim, skośna blizna — od nasady nosa, biegnąca przez policzek, aż do szczęki.

Dla Jerzego Ficowskiego Papusza była „artystycznym zjawiskiem”, co zapisał w 1987 roku, w tekście, który posłużył jako wstęp w zbiorze Lesie, Ojcze Mój (Warszawa, 1990 i 2013). Stała się w jego mniemaniu świadomą twórczynią, piewczynią koczujących taborów, poetką Cyganką, której imię było znane i przetrwało w zbiorowej pamięci. Ficowski napisał ów tekst w roku, w którym umarła Bronisława Wajs. Ósmy lutego nazywa śmiercią Cyganki, a śmierci poetki szuka dużo wcześniej. W okresie milczenia, ukrycia się niemalże, porzucenia myśli o pisaniu; w zapominaniu o swych ambicjach i pracy włożonej w naukę.


Papuszę–poetę słowo pisane w pewien sposób miało ograniczać, zmuszać do „żmudnej, mozolnej czynności” poprzez brak muzyki czy wokalnej improwizacji, będących budulcem wielowiekowej cygańskiej pieśni ludowej:

Mimo tych trudności obciążających proces twórczy stworzyła jednak przecież wiersze, będące nie tylko bezcennym dokumentem, lecz także dziełem sztuki, już nie bezimiennym, zachowującym jeszcze cechy twórczości ludowej, świeżość prymitywu.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 19.11
drukowana A5
za 29.93