E-book
7.88
drukowana A5
12.86
drukowana A5
Kolorowa
32.77
Pan Tuptuś i jego mieszkańcy

Bezpłatny fragment - Pan Tuptuś i jego mieszkańcy

Bajka dla dzieci do czytania i do spania


Objętość:
31 str.
ISBN:
978-83-8440-869-8
E-book
za 7.88
drukowana A5
za 12.86
drukowana A5
Kolorowa
za 32.77

1. Początek butów dzięki podróżom Pana podróżnika

Pan Podróżnik długo podróżował po świecie, jego kolejna podróż zakończyła się w na Nowej Zelandii, z której wracając do domu w Europie zahaczył o Australię. Tam zamieszkał, dziwnym trafem, blisko starej grupy mieszkańców- Aborygenów. Dużo ze sobą rozmawiali, tańczyli, ogólnie był to piękny czas dla Pana Podróznika.


Gdy zbliżał się czas opuszczenia Australii Aborygenowie postanowili dać nowemu przyjacielowi coś na pamiątkę i wymyślili, że będą to ich specjalne buty, które powinny ułatwić podróżowanie, bo buty były specjalne, robione i szyte ręcznie z tajemniczych, znanych tylko Aborygenom materiałów.

Po wielu latach podróży Pan podróżnik ze zmęczenia i starości umarł i zostawił mały domek na skraju polany. Nikt w nim już nie mieszkał, czasem tylko przyjeżdżała dawna znajoma, która miała ten domek jako letniskowy, więc przyjeżdżała kilka razy w roku. Lubiła jeść, zwłaszcza z nudów, ciastka, ogólnie słodycze, trochę warzyw, a ponieważ była straszną bałaganiarą, resztki wszędzie się walały.


Walały się też inne rzeczy należące wcześniej do Pana Podróżnika, między innymi te pamiątkowe buty, które mimo lat wyglądały wyjątkowo ładnie, miały ozdoby aborygeńskie i takie tam specjały. Stały sobie gdzieś pod szafką w sieni niby zgodnie, jak to bliźniacy.


Poróżnił ich sposób spędzania dalszego życia, jeden miał już dość chodzenia po świecie- uznał, że już wystarczająco świat zna, czas na ustatkowanie się, zwłaszcza, że dla Pana Tuptusia podróż skończyła się wraz ze śmiercią Pana Podróżnika. Pomyślał”Może uda się ponosić kogoś w domu i obejściu”.


Drugi z bliźniaków miał dość siedzenia w starym, zaniedbanym i opuszczonym przez wszystkich-takie miał wrażenie, domu. Miał nadal siłę i chęć na szorowanie bruków, traw i czego tam jeszcze, nawet kałuż. I tak zrobił, pewnego zimnego poranka opuścił dom i tyle go widzieli...Gdy ostatnie echa kroków brata-bliźniaka ucichły na mroźnym bruku, w starym domu zapadła ciężka cisza.

Pan Tuptuś został sam w kącie przedpokoju, czując każdą rysę na swojej skórze i każdy brakujący szew. Myślał o Panu Podróżniku i o tym, że jego czas wędrówek dobiegł końca. Chciał po prostu być komuś potrzebny tutaj, na miejscu.

Wtedy w progu pojawili się Timo i Kobo. Nie szukali przygód na krańcach świata, szukali miejsca, które mogliby nazwać swoim.

Timo: (rozglądając się po zakurzonych kątach) — Spójrz na to, Kobo. Wszyscy stąd uciekli, a przecież te ściany wciąż stoją mocno. To nie jest opuszczone miejsce, to jest miejsce, które czeka.

Kobo: (przesuwając dłonią po starym blacie) — Masz rację. Wystarczy rozpalić w piecu i wygnać ten chłód. Możemy tu zrobić świetną chatę. Solidną, prawdziwą.

Wtedy ich wzrok padł na Pana Tuptusia. Samotny but wyglądał, jakby prosił o szansę.

Timo: — Patrz, ktoś tu jednak został. Pan Tuptuś. Skoro on nie uciekł w świat, to znaczy, że to dobre miejsce, by się ustatkować.

Kobo: — Panie Tuptusiu, skoro Twój brat woli szorować bruki, to może Ty zostaniesz z nami? My nie planujemy nigdzie odchodzić. Potrzebujemy kogoś, kto zna ten dom od podszewki. Kogoś, kogo można ponosić w obejściu, gdy będziemy naprawiać to wszystko dookoła.

Pan Tuptuś poczuł, jak w jego wnętrzu znowu robi się cieplej. Nie musiał już gonić za horyzontem.

Timo: — No to postanowione. Robimy tu naszą bazę. Prawdziwy dom. Ty, ja, Kobo i Pan Tuptuś. Zaczynamy od sprzątania.

2. Odkrycie w Cichym Domu

Dom milczał, ale to nie była martwa cisza. Była w niej jakaś ukryta siła, skumulowana w kącie przedpokoju, gdzie spoczywał Pan Tuptuś. Choć na pierwszy róg oka wyglądał na nieco zmęczonego latami wędrówek z Panem Podróżnikiem, to przy bliższym poznaniu jego skóra miała dziwny, niemal niemożliwy blask. Ręce aborygeńskich mistrzów zaklęły w te materiały coś, czego czas nie potrafił zniszczyć.

Timo i Kobo weszli do środka, szukając miejsca na swoją nową chatę. Nie widzieli brudu ani zniszczeń, widzieli duszę tego miejsca.

Timo: (zatrzymując się nagle przed Panem Tuptusiem) — Kobo, spójrz na niego. On wcale nie wygląda na martwy przedmiot. Czujesz to? To ciepło, które od niego bije?

Kobo: (pochylając się nisko) — Masz rację. To nie jest zwykła skóra. To materiał, którego nie zna żadna fabryka. Zobacz te sploty… jakby żyły pod palcami.

Wtedy stało się coś niesamowitego. Gdy tylko Timo i Kobo zdecydowali, że tu zostają, Pan Tuptuś delikatnie drgnął. To nie był ruch wywołany przeciągiem. To było przebudzenie.

Timo: (z zachwytem) — On żyje! On nas słucha! Panie Tuptusiu, skoro Twój brat bliźniak wybrał szorowanie bruków, to może Ty zostaniesz sercem naszej nowej chaty?

Kobo: — Nie musimy tu nic naprawiać. Ten dom i ten but są doskonałe takie, jakie są. Musimy tylko nauczyć się ich słuchać.

Pan Tuptuś, choć zmęczony, poczuł nową energię. Tajemnica jego pochodzenia, te wszystkie aborygeńskie pieśni zaszyte w podeszwie, zaczęły cicho rezonować w murach starego domu. Okazało się, że Timo i Kobo nie wprowadzili się do pustego budynku — wprowadzili się do żywego organizmu, którego Pan Tuptuś był najważniejszą częścią.

Timo: — No to zaczynamy. My zamieszkamy w Tobie, Panie Tuptusiu, a Ty w nas. Zrobimy tu najlepszą chatę na świecie.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 7.88
drukowana A5
za 12.86
drukowana A5
Kolorowa
za 32.77