E-book
21.84
drukowana A5
68.03
drukowana A5
Kolorowa
103.02
Pamiętnik

Bezpłatny fragment - Pamiętnik

Dziennik, zapiski.


Objętość:
474 str.
ISBN:
978-83-8189-861-4
E-book
za 21.84
drukowana A5
za 68.03
drukowana A5
Kolorowa
za 103.02

ANTHONY, ALEKSANDROS, AGNIESZKA,

dedykuję tę książkę

z miłością, dla WAS.

Pamiętnik
22 stycznia 2020

Pamiętnik, to zapis myśli, pragnień, wydarzeń z codziennego życia. Historii, tajemnic, wstydliwych uczynków, jak „szkielety” z szafy, powierzonych niemym kartkom papieru. Kajecik ukryty głęboko w schowku nam tylko znanym. W dzieciństwie, napuszony” słowami cioci typu, „ucz się dziecko, ucz, bo nauka to potęgi klucz”. Koleżki z ławki szkolnej, „dwa serca złączone, klucz rzucony w morze”. . Przez ż z morzem i sercem przebitym krzywą strzałą. W młodości łzawe zapiski o rozstaniu z chłopakiem zmuszonym wyjechać do Izraela na stałe, z którym nie mogliśmy się rozstać przez połowę nocy. Pragnieniu posiadania spódnicy w koła wiszącej przez rok na wystawie w Cepelii. Braku łąki, lasu, Argosa, w obcym, wielkim mieście. Może złym wyborze zawodu, męża, „grzechu” popełnionym pochopnie w chwili uniesienia. Strachu o dziecko, niemocy, słabości tak trudnej do pokonania. Po latach milczenia obszerne zapiski o tęsknocie za córką, niedającej spać w upalne noce. Lądzie oblanym dookoła oceanem, dzikich plażach, gdzie luz, blues, pub i busz królowały wraz z wolnością na tej ogromnej, rozciągającej się dookoła, ziemi. Teraz pamiętniki schowały się do lamusa, wyparte przez wypasione telefony, w których listy, wiadomości, złości i pragnienia wyraża się przez dotknięcie palcem. Wyschło pióro, pożółkł papier, sekrety rozpłynęły się jak mgła w wirtualnej przestrzeni, gotowej przyjąć każdy „zapis odarty z bliskości, czułości, romantyzmu, obojętnym falom zupełnie nieznanego. Król facebook i królowa telefonia zawładnęły całkowicie naszą nieco przestarzałą z wrażliwości, duszą. Znikł jak kamfora nasz staroświecki, prywatny, dyskretny, pełen tajemnic, zawstydzony kartkowym strojem i ciepłym nastrojem, pamiętnik..

Zima
11 stycznia 2020

Zima, to chłodna, wyniosła, kapryśna dama w sukni z nieskalanej bieli i koronie wysadzanej gwiazdkami z brylantowych zamrożonych łez. Czasami mieszka w zamku na biegunie północnym, ma siedliska na szczytach niebosiężnych gór, lub chwilowo przebywa nie wiadomo gdzie. Razem z dziadkiem mrozem porusza się karetą pomiędzy wzburzonymi chmurami, rozsiewając zamęt, strach i chłód. Bywa, że się spóźnia, zwleka z przyjściem do lądów, gdzie pora jej rządów, a potem podstawia nogę wiośnie odwlekając z odejściem z kraju, gdzie wszyscy mają jej serdecznie dość. Wiele lat temu zerwałam z nią kontakty i się nie widujemy. Teraz ośmielam się ją prosić, — jako urodzona w czasie jej srogiego panowania, gdy zamarznięte soki rozsadzały konary drzew, — aby przybyła łaskawie do mojego kraju i opamiętała się. Czekają na nią zmęczone pracą pola, aby je okryła kołderką z puchu i ułożyła je do snu. Rolnikom należy się odpoczynek przy piecu, bez straszenia wichurami zrywającymi dachy domów, proszę nie siej spustoszenia, zimo, pohulaj lepiej z wiatrakami, im energii brak. Poskrom bakterie, wirusy rozpanoszone ciepłem, lodowatą szczepionką i wybij je do cna. Dzieciom nie szczędź saneczkowych szaleństw, łyżwiarzom ślizgawek. Niecierpliwym bałwanom może też swoje pięć minut szczęścia daj? Gołe gałęzie drzew nakryj płaszczem śniegu, po co ma je szczypać mróz. Zbłąkanych w mroku nie przytulaj, bajkowych zwidów nie obiecuj im, bo ci potem będzie wstyd. Z księżycem się nie targuj, pozwól mu oświetlać drogę zakochanym, zaglądać do okien tym, co lubią marzyć, układać wiersze i mrzonkami żyć, czy śnić. Z nudów może pomaluj ludziom szyby w oknach w gwiazdkowe, cudne wzory, niech się budzą w baśniowej krainie wśród firanek utkanych z parującej mgły. Nakaż mu, żeby się nie popisywał minusami pan siarczysty mróz, bo niektórym ciepłego kąta brak. Wieczorami twórz nastrój wokół, sypnij hojnie lekkimi jak piórka płatkami śniegu, czyń piękniejszym bielą, ląd. Lubisz się czasami zdenerwować i zmienić świat w sopel lodu, bo ci miłości w zimnym sercu brak. Tylko błagam, wiosną, jak będziesz odchodzić i słonko obejmie twoje lodowate serce, nie płacz, uciekaj, bo możesz spowodować potop na ziemi i skrzywdzić nas. Do mnie cię nie zapraszam, bo byś się roztopiła w mig. Lubię cię i tęsknię za tobą chwilami, może jeszcze, kiedyś, uda mi się spotkać cię..

Zdjęcie: Marysia Jasek

Nowy Rok
29 grudnia 2019

Nowy Rok, to nabrzmiałe od pragnień, życzeń, błagań i nadziei słowo, więc i ja piszę do Ciebie jeszcze przed rozpoczęciem otwarty list, w imieniu wielu z nas. Próbuj zażegnać, proszę, światowe konflikty i wymieć szerzące się wokół zło. Podoba ci się ta bezwzględna rywalizacja, deptanie drugiego człowieka, przemoc? Bo mnie wcale nie, więc może zrób coś z tym, powstrzymaj ten chory trend. Przygaś nienawiść między ludźmi, miłość wyślij na pierwszy front, niech z otwartym sercem, dobrem naprawia ten świat. Miłosierdziem otocz dzieci, Kasi z parteru przywróć ojca, Maćkowi bezpieczny dom, innym dzieciństwo bez strachu i łez. Moją przyjaciółkę, prześladowaną chorobami natchnij wiarą w wyzdrowienie, chęcią do życia, aby nie załamała się. Chorym przywróć zdrowie, zapewnij im należną opiekę. Niektórych bezdusznych opiekunów ześlij na pustynię, może ich opamięta brak wody i sypiący w oczy piach. Troskliwym dodaj siły, w nagrodę ludzki szacunek, pomyślność, wdzięczność i godziwy byt. Bezradnych, biednych odziej, nakarm, przywróć im godność i wiarę w siebie. Słabym, uzależnionym dodaj otuchy, pomóż im się odbić od dna, proszę Cię. Wytęp okrucieństwo wobec ludzi, zwierząt, przyrody, to przeraża nas. Opamiętaj bezmyślnych, pazernych, przed zaśmiecaniem otoczenia, produkcją plastiku, wycinaniem drzew. Wśród betonów się podusimy, steroidy, konserwanty, sztuczna żywność powoli już zabijają nas. Głupim użycz rozumu, mądrym poleć używanie go do szlachetnych celów, budowania normalnego świata. Smutnym przywróć uśmiech z nadzieją, że przyjdą lepsze dni. Bądź łaskaw dla starych, bezradnych, samotnych, oni przecież kiedyś z mozołem budowali dla nas lepszy świat. Uszczknij grosza tym, którym się „przelewa”, sypnij go tam, gdzie bieda piszczy aż strach. „Utrzyj” nosa arogancji, bucie, cwaniactwu, od którego burzy nam się krew. Tych, co poniżają bliźnich ukarz potknięciem, niech doznają tego, co to znaczy tracić godność i grunt. Zmiłuj się nad nękaną suszą, pożarami, upalną Australią, otwórz zachmurzone wrota, ześlij spragnionej, popękanej ziemi i bohaterskim strażakom, DESZCZ. Pomyśl o tym, proszę, gdy ucichnie sylwestrowy szał, śpią jeszcze obolałe od szampana głowy. Kiedy w opustoszałych rankiem ulicach, zbudzi się otulony śnieżnym puchem, świat, w twój pierwszy, Noworoczny dzień? Napraw, co możesz, ześlij ulgę skrzywdzonym, wrażliwym duszom. Rozsiej wokół ziarna dobra, spokoju, sprawiedliwości. Każdemu z nas coś w prezencie od życia daj. Bądź hojny, proszę, obdarz nasze serca miłością, do bliźniego też. Pospiesz się, nie zapomnij, że masz przed sobą tylko 365 dni. Kłaniam Ci się nisko, nie odpisuj mi, masz przed sobą

bardzo pracowity czas..

Święta
23 grudnia

Święta, to dla wielu ludzi i dla mnie szczególne, odróżniające szarą codzienność od pełnych blasku świec, choinki, spotkań, odpoczynku i prozy życia, dni. Z dzieciństwa utkwił mi w pamięci wtedy wstydliwy, niepotrzebny nam dzieciom — wydawało mi się — wigilijny zwyczaj podania sobie rąk, przeproszenia domowników, przed kolacją za „niecności” uczynione bliskim, wybaczenia, pojednania się. Nabrał on teraz ogromnej ważności w skłóconym świecie, dusznym od nienawiści, nieporozumień, zła. Natchnieni dobrą wolą otwórzmy serca na bliźnich, życzliwość, zrozumienie, tolerancja niech przewodzą nam. Wyciągmy z lamusa przestarzałe MIŁOSIERDZIE, wywodzące się z miłości jedno z najpiękniejszych ze słownika życia, słów. Otrzepmy je z kurzu, czyńmy je w praktyce gdzie się tylko da. Nie wstydźmy się łez, uścisków, czułych gestów, dobrych uczynków, obdarzajmy nimi bliźnich hojnie nie tylko w te świąteczne dni. Samolubność, obojętność wypędźmy precz, na mróz. Pamiętajmy o samotnych, podzielmy się opłatkiem, jedzeniem też. O dziadkach, stetryczałej, złośliwej ciotce, której w życiu się źle powiodło, dobrem i miłością dzielmy się. Tutaj nie zapomnijmy o strażakach, którzy w upał, suszę, wiatr, piątek, czy święta gaszą teraz pożary. Ratują ludzkie życie, zwierzęta, domy, piękny busz, narażając się. Rodakom życzę śniegu za oknami, a na niebie gwiazd. W domu ciepła, zgody, rodzinnych spotkań, rozmów, ucztowania w blasku choinkowych świec, zgody, przyjaźni, czułych słów, radości i spokoju. Wszelkiego dobra, zdrowia, spełnienia nawet i niebotycznych marzeń, pragnień życzę każdemu w ten piękny, świąteczny czas.

Tu i tam
14 grudnia

Nachodzą takie myśli, w grudniu..

To park tuż przy moim domu. Chodzę, patrzę na te drzewa i myślę sobie, gdzie ja zawędrowałam? To przecież inny świat. Przyjechałam tutaj tylko odpocząć na kilka miesięcy. Zatrzymał mnie tu Człowiek na wiele długich lat. Oderwałam moich bliskich od ich korzeni, historii rodziny, mnie tylko znanych miejsc. Urodzeniem tutaj to ich ziemia, język, słońce, ich świat. Nie znają dziadków, dramatów rodzinnych, lasu, zapachu zboża, bzu, srogiej zimy, brzóz. Zubożały jest ich świat bez tamtego dziedzictwa. Teraz widzę, jak ważne są dla człowieka miejsca, które nie odchodzą, wiecznie w nich trwają tamte wydarzenia, szkoła, dzieciństwo, morwy, zapachy, rozpacz, nad obtartym kolanem, płacz.

A tutaj, wszystko, co dla mnie przybrane, nienasiąknięte moją przeszłością, to ich normalny, znany świat.

Co po mnie pozostanie? Tam, daleko, rodzinne gniazdo, historia życia, miejsce urodzenia, może echo w czyjejś pamięci. Naderwana czasem, odległością, wątła nić. Tutaj, dom z cegieł i najbliżsi ludzie. Dla garstki sąsiadów będę znaną przez „chwilę”, mieszkającą na tej samej ulicy postacią, o której nie będzie pamiętał nikt. Taki jest rozdartego pomiędzy dwoma lądami emigranta los. Tu niezdolnego czasem „wrosnąć” w tę ziemię. Tam wydartego od korzeni — często dobrowolnie. Tutaj nie zdążyłam się zapisać i ugrząźć w pamięci ludzi. Tam, mnie zapomną z czasem i zgubią w wyblakłych wspomnieniach. Na nic nie narzekam, ani nie żałuję. Tak sobie wybrałam, albo tak mną pokierował los.

Kiedy odejdę, tutaj ukryta w cieniu słonecznego nieba będę zerkać na moich bliskich mknących samochodem przez spieczony ląd.

Tam, z pochmurnego nieba z nostalgią popatrzę na piaszczysty skrawek ziemi, na którym stała drewniana chałupka i wciąż szumiący, sosnowy las.

„Bordek”
4 grudnia 2019

Barbara, w dzieciństwie mała blondynka z zadartym noskiem, przymrużonym oczkiem, obserwowała w milczeniu normalny jeszcze wtedy świat. Drobna, ale wielka duchem myślicielka, humanistka znosiła do domu jeża, ptasie pisklęta, koty, których nie chciał nikt. Słynną Kacprową z wrednym charakterem, która za nic miała nas i psa. Odważna Basia umiała poskromić woźnicę, który konia bił, z piąstkami „weszła” w awanturę w obronie pokrzywdzonej, narażając się. Uparta, nie dała się przekonać do zmiany zdania, namówić na coś, co nie pasowało jej. Modlitwą „znaczyła” ścieżkę na podwórku, nie przestała, chociaż śmialiśmy się z niej. Z umysłem światłym, ciętym jak brzytwa, w nauce nie miała sobie równych, ale nie popisywała się, nie konkurowała, uważała to za zwykłą rzecz. Skryta, zamknięta w swoim ogromnie bogatym świecie, kryła talenty nie dbając o to, aby wykorzystać je. Kochała taniec, filmy, muzykę, ma słuch absolutny, o czym przez lata nie wiedział nikt. Przyjaźniłyśmy się od dziecięcych lat. Wybrałyśmy — daleko od domu — różne szkoły. Ją nęcił las, natura, cisza, mnie pociągał wielki świat, ciągoty do podróży miałam we krwi. Ona ich nie cierpi, osiadła w rodzinnym mieście, trudno ją z niego „wywlec” nawet na jeden dzień. Tęsknię za naszymi spacerami odbywanymi lata temu w śnieżną wigilijną noc, aż do stacji kolejowej, wyznawaniem tajemnic, rozmowami do późna w noc. Wędrówkami po leśnych ścieżkach latem. Libacjami, które nam się przytrafiały, świetne, „zakrapiane” uczty, też. Barbara jest niezawodna, ale nie nudna, ani napuszona. Nie da się przekupić, trudno ją namówić do „grzechu”, przekonać do zmiany zdania. Tyle razy mnie pocieszała, tkwiła przy mnie, gdy zawalił mi się na głowę świat, wylewałam przed nią wiaderka łez. Świadomość, że ją mam znaczy dla mnie tak wiele. Barbara ma wyjątkowe, specjalne miejsce w moim sercu, którego nie zajmie nikt.

Dzisiaj Ci dziękuję za wszystko, Barbaro. Bądź zdrowa, ciesz się życiem ile się tylko da. Nie „pękaj” w szwach, siostro kochana, niech będzie dla Ciebie dobry, łaskawy, każdy dzień, miesiąc, rok. Nie zmieniaj się, bądź sobą, ale bądź… Mocno ściskam Cię.

Naprawić świat
21 listopada 2019

Myślę sobie, jakby tu naprawiać ten skomercjalizowany, skłócony do nieprzytomności, zawistny, depczący słabego, bezbronnego, łaskawy dla bezczelnych z twardymi łokciami i sercami, świat. Czas, zawstydzony naszymi niecnymi poczynaniami goni przez pola jak szalony, boi się przystanąć, odetchnąć, oglądnąć za siebie. Skraca nasze szanse naprawienia błędów i opamiętania się. Wrażliwość okopała się w załomkach duszy, ślepnie, głuchnie na cierpienie maluczkich. Staromodna, wyszydzana przez „wszechmocnych”, zagrożona linczem przez manipulowany frazesami tłum. Ja, naiwna, staroświecka, bojąca się myszy, ciemności, śmierci zwołam kilku „słabeuszy” z motykami i wyruszę na prywatną wojnę ze złem. Będę pisała listy do urzędów tym mniej sprawnym literowo i dopominała się dla nich praw i rzetelności w załatwianiu spraw. Wysłucham pijanego, przegranego, pomogę mu się podnieść z kolan. Może mnie wyśmieje, „ochrzani”, a może nie? Przymknę oko na złośliwość sąsiadki, której przeszkadza wydobywający się z komina niewłaściwy dym, lub deszczówka wkraczająca potokiem na jej niżej położony ląd. Zaproszę ją na krótki spacer, przecinek w samotności, która nęka ją — wspomagana trudnym charakterem — przez wiele lat. Wybaczę komuś tamte, kłujące jak cierń, słowa, bolące mnie do dziś. Nie wdam się w dyskusje polityczne, wybory i wierzenia religijne są dla mnie i kraju, w którym żyję, tabu, prywatne i nikomu do nich nic. Na szczęście — bo mogliby za reakcję uwięzić i mnie — nie spotkałam tutaj dręczonego kota, czy porzuconego z łańcuchem na szyi psa, tutaj grożą za to srogie kary. Zareaguję na czyjś krzyk, czy płacz. Nie będę obojętna na żaden objaw dziejącego się ludziom wokół zła. Nie jestem bohaterką, nie wybieram się na barykady, przemoc fizyczna to nie to. Spodziewam się nabyć na tej drodze wiele duchowych guzów, szyderstwa, kpin. Będę ponadto, uniosę dumnie głowę, nie dam się. Nie mogę już dłużej milczeć i patrzeć obojętnie na to, co się dzieje z nami, ludźmi. Zacznę naprawę od siebie, jeżeli uda mi się pomóc jakiemuś człowiekowi, to już będzie coś. Brak mi w sobie zacięcia działacza gotowego na przysłowiowy stos. Ale będę tępić chamstwo i bronić tych mniej uprzywilejowanych losowo. Nie zamierzam pasować się na świętą, „grzechy” wcale nie omijają mnie. Tylko jak patrzę na to co się teraz dzieje gubię wiarę w człowieczeństwo i buntuję się…

Rodzina
7 listopada

Rodzina, to miłość, lojalność, przyjaźń i wsparcie. Gniazdo, do którego się wraca z różnych świata stron. Cóż może być od niej ważniejszego na świecie? To nasze korzenie, geny, bagaż emocji, zachowań nawyków. Kolor włosów, uśmiech spojrzenie. Charakter, wredność, lub łagodność. To przynależność, z więzami krwi nie do rozerwania. Ogromna siła zdolna do poświęceń. Nasza tożsamość, miejsce, dom, historia. Z dziadkiem buntownikiem, wojennym bohaterem, miłośnikiem przyrody, tłumaczem, który nauczył nas „wyznawać” się na zegarku i mówił żyj po swojemu, innym też daj żyć. I tamtym, nieznanym, dziwakiem z wstydliwą chorobą, który się zamknął w depresji na pięterku i pogniewał na cały świat. Babcią, która odeszła tak młodo. Drugą, pobożną, dzielną, która przetrwała obóz, zmarła na tyfus i jest pochowana nie wiadomo gdzie. Wujkiem, z wybujałą fantazją kochającym wesela, tańce, pracę znacznie mniej i koniem Baśką dostarczającą go w nocy śpiącego pod sam dom. Ciocią, która powiedziała mężowi w dzień ślubu wynocha, bo miał dziecko z inną. A potem, żyła na „kocią łapę” z innym wujkiem przez dziesiątki lat. Piękną siostrą, jeszcze młodą, mającą apetyt na życie jak mało, kto, której serce zamilkło nocą, na obczyźnie. Może się też trafić wrażliwy alkoholik, nieporadny na brutalną codzienność, co zamknął się w dźwiękach muzyki i uciekł na tamten świat. Po ciotce melancholiczce dostały nam się szaro — bure oczy, kupiecki zmysł z zazdrością, co nam rujnowała związki, mąciła rozum i burzyła świat. Ojcem szorstkim, prawym aż do bólu. Matką, ciepłem, miłością gotową obdarzyć cały świat. Może po niej uwielbiamy taniec, cierpimy w cichości, kiedy jest nam bardzo źle. Kochające się rodziny łączy bliskość, oddanie, w nich można się wypłakać jak dokuczy los. Pochwalić sukcesami, poradzić się na rozstajnych drogach życia, w którą stronę iść. Jest, za kim zatęsknić, jest, do kogo wrócić, jest rodzinny dom, można pożyczyć na „chleb”. Nawet się pokłócić, pogniewać, świętym nie jest nikt. O rodzinę się walczy i za nią się ginie. Dopóki istnieje rodzina jest ostoja, porządek, sens i ład. Jak ona się rozpadnie, co będzie punktem odniesienia dla człowieka, wzorcem, hamulcem, wskaźnikiem? Na świecie zapanuje chaos, zachwieje się podstawa ludzkiego życia, zabraknie miłości, bliskości, odpowiedzialności. Legnie w gruzach zwariowany, odarty z uczuć, sztuczny, pusty, zimny, zmechanizowany do absurdu, świat.

W rocznicę
28 października 2019

Tyle lat już minęło, a wydaje się, że to było przedwczoraj… Było tak zimno w tej szpitalnej sali, z rozpaczy chciało mi się krzyczeć, łykałam z bezradności łzy.. Mroczno, wielkie, gęste drzewa za oknem strzegły dostępu słońcu, ciepłu, wiatrowi. Stamtąd już nie można było żywym wyjść. Kable i rurki nie pozwalały się do ciebie przytulić, uwięziły cię. Tkwiłeś pewnie w innym, nieznanym mi świecie, z którego pragnęłam zawrócić cię. Trzymałam cię za rękę i pytałam, pamiętasz jak między stopami ściskałam nieszczelny termos, z którego uciekała kawa, gdy samochód podskakiwał na wybojach, nocą, w buszu. Wracaliśmy wtedy do domu, żółwim krokiem, przez górskie ścieżki, w gęstą jak mleko mgłę. Samochód nam się zepsuł. Trzęsłam się ze strachu, a ty trzymałeś mnie za rękę, przytuliłeś i mówiłeś „nie bój się, dowiozę cię do domu i nigdy nie zostawię cię samej, zaufaj mi”. To teraz obudź się, proszę, przyrzekłeś. Wkrótce, może z bólu, żalu, stanęło ci serce. Nie odpowiedziałeś, opuściłeś mnie. Rozpacz z latami złagodniała, otorbiła się obolała w zakamarkach serca. Łzy osuszył czas. Samotność wciąż się kołacze pomiędzy chwilami smutku, wspomnień. Śladów twojego istnienia nie zatarł czas. Pamięć zapisała w myślach to, co na stałe połączyło nas. Tęsknota nie daje zapomnieć, dopada, kiedy tylko chce. W Zaduszki zapalę ci świeczkę na mogile, moim bliskim z kraju, też. Porozmawiam z tobą szeptem, przypomnę, co było, poproszę cię o opiekę. Zapłaczę z żalu nad tym, co minęło, ale wciąż w sercu tkwi. Odejdę spokojniejsza, że modlitwy i pragnienia zaniosą do nieba płomyki świec w ten najsmutniejszy w roku dzień spotkania dusz…

„Trzy Ogrody”
19 października

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 21.84
drukowana A5
za 68.03
drukowana A5
Kolorowa
za 103.02