Pagórki drogą na wzgórza
„Stary człowiek nie może …”
Zbysław Śmigielski
róże herbaciane
róże herbaciane
w bukiecie urodzinowym ci daruję dziś
bo to twoje urodziny
22 róże herbaciane z orchideą
pomiędzy nimi
wiem że wolałabyś frezje
bo bardziej je kochasz od róży
lecz kwiat jest kwiatem
a królową kwiatów jest róża
ozdoba róży jest przecudna
orchidea złocisto-purpurowa
wiem jesteś podobna do frezji
o różnokolorowych płatkach drobnych kwiatów
jesteś jak królewna śnieżka
uśmiechnięta i radosna
zbudzona ze snu
do życia
kochana
przez wielu bliskich
i przyjaciół
życzenia dla twojego serduszka
są jak płatki róży szkarłatnej
delikatne i subtelne
to nic że róża ma kłujące kolce
tacy są ludzie wokół ciebie
oni też mają kolce w swoich słowach
ale w sercu kochają i podziwiają
subtelność orchidei
takie życzenia przesyłam
w dniu twoich urodzin
co tylko sobie życzysz
najcudowniejszego
najwspanialszego
ze swoich marzeń i snów
aby ci się spełniło
25.01.2006 Wiedeń
jak łza na deszczu
jak na deszczu łza
ten świat nie znaczy nic
jak na niebie obłok
tak czas nie znaczy nic
jak w lesie drzewo
zielone z czasem suche szare ponure
także to nie znaczy nic
taka jest natura
i kolej rzeczy nam przypisanych
prawem dziecka jest żyć
prawem dziecka jest być kochanym
prawem ludzi jest kochać
kochać to co jest dobre
najmniejsze z najmniejszych
kocha i jest kochane
prosto i bez słów
bez łez kłamstw
oczami i ustami
sercem i dłońmi
19.01.2006 Wiedeń
pijany kochaś
pod niebem pochmurnym z wzrokiem zamglonym
umysł przyćmiony
snuje się ledwo ciągnąc za sobą nogi
noga za nogą
przytrzymując się przypadkowych uchwytów
z kieszeni łachmanu
wystaje napoczęta butelka
nie myśli nie widzi
pijanym wzrokiem tocząc naokoło
szuka kogo można zaczepić
albo zwyzywać czy na łyka zaprosić
nie martwi się o najbliższych
najważniejsza jest jego kochanka
wódeczka
im więcej tym lepiej
cały czas dobrze czuć szwung
lekkość na duchu
przyjść do chałupy legnąć się w wyrko
pospać do pracy chodzić nie musi
bo i po co od tego są frajerzy
nie to jest najważniejsze
ważne jest być z tą jedyną kochanką
od rana do wieczora
od wieczora do rana
09.02.06 Wiedeń
marzenia i sny
mam ciebie
niewolnico miłości u boku mego
dla siebie tylko samego
co rusz się upominam o pocałunki i pieszczoty
drobnymi kroczkami
kroczę ścieżką tajemną i czarowną
uśmiechając się tajemniczo
do swoich marzeń i myśli gdzie marzenia i sny
tam zawsze jesteś ty
skąd wiem że nie są takie same
te marzenia i sny
ty mi powiesz szeptając do ucha
sekrety tych snów i marzeń
a gdyby nawet tylko myśli…
to jest bardzo dużo
a co one kryją w sobie
to ty i ja tylko o tym wiemy
buziaczki czy pieszczoty
w gwiazdach jesteśmy tylko my
maleńkie drobiny
czy marząc i śniąc
można żałować tego co było
czego żałujesz w swoim życiu
16.02.2006 Wiedeń
życie i śmierć
nieodłączni towarzysze
doli i niedoli każdego
żyjącego stworzenia
od zarania istnienia
czy ktoś chce czy nie
choćby był najmądrzejszy
czy może nawet najbogatszy
choćby urodził się królem
kostucha i tak przyjdzie
gwiazdka i krzyż
każdemu jest przypisane
becik i wieko trumienne
obecni na chrzcie
nieobecni na pogrzebie swoim
mówi się dobrych zabiera szybko
złych zostawia na długo
a i tak to samo spotka każdego
czy dobry czy zły
życie skromne i biedne
śmierć zabiera niepostrzeżenie
czasem nagle niespodziewanie
czasem spokojnie dostojnie
życie przepełnione przepychem
bogactwami wszelakimi
a w następstwie zapomnienie
bo kostucha i tak zabierze
żyć nie umierać
marzenie każdego
27.02.2006 Wiedeń
kocham cię
wszyscy mówią o miłości
czułe słowa…
co rusz słychać
kocham cię…
układamy słowa pięknych wierszy
brzdąkamy serenady pod oknami
zalotnie zaglądamy w oczy
uśmiechamy się serdecznie
kupujemy najpiękniejsze kwiaty
najcudniejsze prezenty wymyślamy
zapraszamy na czarowne randki
by za chwilę ujrzeć
łzy rozpaczy
oczy bijące gromy
usta zaciśnięte grymasem
wściekłości czy bezradności
gdzie podziało się zauroczenie
gdzie podziało się zaufanie
gdzie podziała się miłość
po co było mówić
kocham cię
20.02.2006 Wiedeń
małe słowa
dzień jak co dzień
rozmowy o sprawach wielkich i małych
w pracy w domu na spotkaniach
z bliskimi albo ze znajomymi
jedni patetycznie inni skromnie
prosto dobitnie małymi słówkami
zaznaczają swoją obecność na świecie
delikatnie spokojnie z umiarem acz dostojnie
jedni krzyczą inni spokojnie szeptają
cichutko małymi słówkami
dają znać o sobie
szeptają do ucha umiłowanej
zaklęcia miłosne
tuląc do snu dziecko zmęczone
modlą się w cichości ducha
04.02.2006 Wiedeń
zegar
„oddam zegar w dobre ręce”
chodzi i zatrzymać się nie może
stary drewniany z kukułką
czy z kurantem
popękany
miejscami lakier odchodzi
ale tika statecznie powolnie
albo bimba donośnie
świadek czasu i wydarzeń
cichością i potulnością
odmierza nasze życie
prostymi ruchami
zębatek i kołowrotków
dusza starca jest wyrozumiała
wymierza równo czas
jaki przeżyliśmy
sprawiedliwy jak nikt
cierpliwością nikt mu nie dorówna
choroba żadna się go nie ima
jak każdego z nas
rdza i korniki jak zadbany
mu nie straszne
straszni mu tylko niszczycielscy ludzie
sami w sobie
są jego wrogiem
17.03.2006 Wiedeń
śnieżna białka
gęsto zarośnięta
zdziczałe strome podejścia
zakosami w niezmąconej ciszy
puszczańskie dostojeństwo
starych jaworów jesionów buków
zarośnięte źródełko na polanie
przed chatką czarna plama
wypalona przez lata
pamietająca śpiewy i brzdąkania gitary
zapisane gdzieś tam
w jaworowych liściach i słojach
tylko zapisane karty księgi
kamienie i runo
pamiętają ten
gwar do białego świtu
dreptaka z twardymi wyrami i kozą
nocna cisza odbita w gwiazdach
zanikła z odchodzącym duchem
puszczy jaworowej
puszczy śnieżnej białki
przyjaciołom ze szlaków turystycznych
12.03.2006 Wiedeń
banalna sytuacja
odłożyłaś słuchawkę
tyle cię było
poleciałaś swoimi ścieżkami
za swoimi sprawami
pośpiesznie
zadzwonisz jak znajdziesz czas
znowu sam z myślami
wpatrzony w okno na świat
czym się zająć
wyczekiwać
na oklaski albo telefon
na spacer jak słóńce zajdzie
iść spać jak zając pod miedzą
może pogotować w kuchni
czy w szpargałach pogrzebać
rachunki przeglądać
dużo tego
za niebo zakryte
słońce schowane
za wodę do zmywania brudów
prąd wypalony
spać można bez opłat
morfeusz nie pobiera
wena poszła na spacer sama
zostałem z przywarami i nałogami
13.03.2006 Wiedeń
była
„była cicha i piękna jak wiosna
żyła prosto zwyczajnie”
świtem patrzyła gdzie iść na spacer
czy na łąkę czy pod las
aleją kasztanową nie chodzimy
już dawno wszyscy razem
iglaki wyrosły duże i ładne
nikt takich nie ma na ulicy
dzika róża znowu odrosła wyrosła
tak jak lipa ścięta do połowy
gdzie byłem jak mnie nie było
muzyki słuchałem samotnie
wiosny przemijały jedna za drugą
lato przeszło niepostrzeżenie
jesień nadchodzi powoli statecznie
ciepło z kominka będzie zimne
12.03.2006 Wiedeń
rozmowa z dr.
mych liter złożonych rząd
tylko gdzie one są
wiesz chyba nie stąd
przeszła mi myśl przez głowę
jednym uchem weszła drugim wyszła
moim oczom znowu wróci blask
ale jest taki wiatr…
ty mnie uszczęśliwiasz
cieszę się że mogę z tobą rozmawiać
wyciągasz mnie z ruchomych piasków
jestem pewny że twój wiatr wrócił
i znowu ci w głowie zawrócił
twój wiatr przekroczył próg
stał się znowu sobą
bo odrzucił lęk
myśl sobie co tylko chcesz
co ci twoja dusza powie
serce podpowie
wyobraźnia wymyśli
oczy wypatrzą
odchodzisz niepewna
wracasz stęskniona
żeby znowu iść skłócona
sama z sobą
tęsknisz kochasz
nie wiesz o tym
szminkę mi podajesz na tacy
14.03.2006 Wiedeń
wiosenny spacer
poprzez wzgórza i doliny
wiosną
pojadę do swojej dziewczyny
gdzieś daleko na krańce świata
tam gdzie słońce wstaje promienne
ujrzę kochanie moje w drzwiach
strojnie ubraną i oczekującą
mnie radośnie
z nadzieją na licu
spacerem po ogrodzie
zaczniemy spotkanie
pomiędzy kiściami kwiatów
opadających z gałęzi drzew
pomiędzy trawami i paprociami
szukać będziemy
wiosennych elfów i duszków
strzegących tajemnic ogrodowych
zakochując się w świeżych
barwach i zapachach
wszystkiego co nowe
kolorowe i radosne
głoszące o słońcu na niebie
że wiosna przyszła
zostanie z nami
do lata
21.03.2006 Wiedeń
dzika różo
nie jestem jasnowidzem
czarodziejem tym bardziej
ty sprawiłaś
że moje
marzenia i sny
pragnienia
chcą kochać
prosto bez słów
bez lęku i kłamstw
kochać oczami i myślami
kochać ustami i dłońmi
kochać duszą i sercem
wszystko dam
wszystko zrobię
abyś tylko żyła jak cudny kwiat
chcę całować cię jak motyl
kochając jak piorun
świadomy tego
że dotykać mogę cię tylko
moim słowem pisanym
wymarzonym w dzień
wyśnionym nocą
spragniony
całym swoim jestestwem
gdziekolwiek byś była
05.03.2006 Wiedeń
krótkie słowo
wiecie jak wkurza takie wypytywanie
śledztwo za zdechłym słowem
krytykowanie czegoś co się nie rozumie
bo za niskie progi myślowe
zadufanie w swojej niewiedzy
na temat wszystkiego co nasz otacza
myślenie że będąc laureatem wie się
dużo więcej o prostych rzeczach
dziwnie elokwentnie nazwanych
sztucznie brzmiącymi słowami i składniami
a to takie proste nazywać rzeczy
po imieniu myśleć prosto zwyczajnie
nie encyklopedycznie czy słownikowo
tematyka dowolna i nieograniczona
różnymi nakazami i zakazami kogoś tam
ignoranta który pozjadał wszystkie rozumy
albo kogoś kto za każde słowo ma zapłacone
dziwność uczucia że jest się gorszym
w wysławianiu swoich myśli i myśleniu
gorszymi kategoriami myślowymi i innymi
fałszywa pokorność albo fałszywa
umiejętność rozumowania inteligentnego
banalność słów przegadanych tematów
nie wniesie nic nowego bo i po co
są lepsi w te klocki słowne i myślowe
tylko kto to czyta ja tego nie wiem
12.03.2006 Wiedeń
przyjaciel
umarł przyjaciel
kadzidło wyrzucił
pozostawił tylko ogarek zgaszony
zwiędłą róże herbacianą
kupkę popiołu
w puszce blaszanej
łzy i myśli poszarpane
w samotności wieczoru
01.04.2006 Wiedeń
domowe ognisko
spokój domowego ogniska
uleciał dymem
spalenizny
ku gwiazdom
ciszę rozświetla blask
pomiędzy łukami
budzący wspomnienia
minionych czasów
przesyconych zapachem potu
i zwiędłych kwiatów
choleryczność słów wypowiedzianych
bezgłośnie zapada w kaniony
szarych komórek bezwolnej
pamięci jak niebyłe obrazy
koszmarów sennych
żar paleniska tłumiony chłodem
wiosennej nocy przypomina
puste zamiary
spełniane na życzenie
niechciane a wymuszone życiem
06.04.2006 Wiedeń
hieny poezji
chadzają różnymi ścieżkami
jak na hieny przystało
ani mądre ani głupie
zwykłe szakale w ludzkiej skórze
czyhają na słabeuszy piszących
o swoich myślach i odczuciach
o tym co dobre i miłe sercu
o słabościach ludzkiego życia
nie zjadają bo nie zjadliwe
dla nich są te słowa napisane
śmiech hien i szakali rozbrzmiewa
w swojej głupocie żałośnie
siebie uważają za coś wielkiego
jedynego w swoim rodzaju dzikim
innych wykpią ośmieszą niszcząc
kruchą delikatność myśli i uczuć
udając przymilnie przyjaciół fałszywych
przesiąkniętych do cna w każdym słowie
piołunem różnie zwanym nieraz
mówią indygoo lub inaczej nocny ranger
z piekła rodem się wywodzą często
na polowanie chodzą mrucząc pod nosem
wuwa lub odwrotnie wokudyr co brzmi
całkiem przyzwoicie może powiecie
a to tak nie jest naprawdę w życiu
zwierzęta są lepsze nie w ludzkim
odzieniu bo są sobą w każdym calu
a ci nie są nawet zwierzętami
12.04.2006 Wiedeń
oj tam …
zdania wypowiadane bez emocji
bez pośpiechu w wieczornym mroku
przy blasku ognia z kominka ciepłem
ogrzewający wspomnień czas
blask oczu wyrażający emocje
bardziej niż słowa i myśli
chęć uchwycenia odpływających chmur
blasku słońca w dłonie aby
poczuć jego ciepło w sercu
wyczuć pęd myśli
szybszy niźli spojrzenia podobnej
do blasku promienia słonecznego
złapać błyskawicę w locie
poczuć jak parzy ciało i duszę
paląc nabrzmiałe myśli
poczuć na sobie dotyk wiatru czasu
wsłuchać się w jego szum cichy
odpłynąć z nim w dal
wypowiedzieć niewypowiedziane słowa
skryte w myślach duszy cichej
16.04.2006 Wiedeń
wyczekiwanie
siedzę i czekam sam nie wiem na co
czy to grzech albo przestępstwo
kto mi powie
wyczekuję zachęty zaproszenia może chce
oklasków klakierów albo coś innego
sam nie wiem
nadsłuchuję czy telefon zadzwoni
sprawdzam pocztę każdego rodzaju
po co okaże się
bezruch bezczynności dobija swą
monotonią pozorny spokój jest jak
cisza przed burzą
niewesołe myśli przelatują przez mój
nienaruszony obszar pełen energii
kto potrafi ją wykorzystać
wypite kawy wypalone papierosy
zapisane stronnice życia kto to
będzie liczył i czytał
19.04.2006 Wiedeń
burza
niebo było lekko zachmurzone
nagle walnęło niespodziewanie
grom z jasnego nieba
pierwsze krople zaczęły
uderzać o szyby
wichura zajeczała swoją siłą
gwałtownie pociemniało w swoim gniewie
nawet blasku nie dając
latarnie chcąc pomóc ludziom
zapaliły swoje oczy
ludzie parasole wyczarowali
ci co umieli czarować
reszta jak strachy na wróble
mokła w ulewnym deszczu
błysk i uderzenia nagły odgłos
dochodzi do świadomości
z opóźnieniem czasowym
oczy mrużą się ze strachu
postać kuli się odruchowo
wstrząsana pomrukiem cichnącym
alarmy zaczynają wyć w niebogłosy
poruszone dźwiękiem
bogów i nieba
spokój i cisza zapadła
rześkie powietrze napełnia płuca
wiosenną świeżością
emocje minęły bezpowrotnie
strach i obawy uleciały gnane wiatrem
27.04.2006 Wiedeń
erem
pali się cybuch fajki nocy
żarzy się ogień rozmowy
w ciszy płoną twoje oczy
przenikające przez
chłód ziemi
od twojego ciała
szeptem tule ciebie
prostotą słow ziemi
leżącej u twych stóp
zaglądaqm w puste kąty
kurzem już przykryte
niepotrzebne rupiecie
domokrążca zabrał
albo w piecu spaliłem
popiół w polu rozrzuciłem
obraz został
świeży jak trawa po deszczu
środkiem rozdarty
zmierzam do przeznaczenia
w pyle drogi życia
kwartalne słupy odmierzają
przebyty kurz zmywany
wiosenno-jesiennym deszczem
szaty nowe równomiernie
przemieniają się w łachmany
oczy kiedyś niebieskie
teraz wyblakłe
skronie pokryte siwizną
03.04.2006 Wiedeń
kawa i zarost
idę zrobić kawę
kanony tego nie zabraniają
i tak są obojętne
na ludzkie uczucia i myśli
może pies z kulawą nogą
mi podpowie co dobre a co złe
w tym galimatiasie codziennym
romeo and juliet zapomnieli
o bożym świecie myślą tylko
o miłości swojej
bezdomny szuka schronienia
przed deszczem w uchu igielnym
krawca wielkomiejskiego
w wiadomościach podali nowinę
kto jest najpopularniejszym
głupcem z politykierów
a ja i tak nie zgolę zarostu
trzydniowego bo lusterko i tak
prawdy mi nie powie
26.04.2006 Wiedeń
rejs
wypływam
własnym okrętem skojarzeń
w rejs nie znany pod prąd
rzeki bez powrotu
do myśli utraconych
zasłuchany
w fal grzebieni granie
melodii zapomnienia i wspomnienia
podążam
wiatrem przelotnym gnany
róży wiatrów nie posłuszny
omijam porty i zatoki bez ujścia
wpatrzony w horyzont własny
30.04.2006 Wiedeń
naiwność
„naiwność ma cenę śliczności”
rozbieranie z odzienia
czy ubieranie w słowa
co ważniejsze
co lepsze i dla kogo
czarowanie uśmiechami i spojrzeniami
przekupywanie prezentami
odgadywanie zachcianek mojej pani
jak sprawić żebym to ja był
tym kaprysem czy marzeniem sennym
poruszającym zmysły i wyobrażenie
na podobieństwo wulkanu
gdzie nikt inny nie ma wstępu
do naszego raju na ziemi
królowa nefretete czy afrodyta
a może najzwyklejsza kobieta
na lala malowana
taka zwykła a jednak inna
25.04.2006 Wiedeń
narzuta
narzucam się tobie
każdym gestem rąk i nóg
nie mówiąc o uśmiechu
czy delikatnym spojrzeniu
może wydaje ci się że
jestem wścibski napastliwy
a może inaczej to nazwiesz
kto ciebie tam zresztą wie
podsuwam tobie moją ideowość
czy mówię ci jak masz myśleć
albo jak masz coś robić
chociaż nieraz by się zdało
pokazuję różne różności
w codziennym życiu naszym
nieraz szlag mnie trafia
albo zazdrość mnie skubie
ale nic to takiego wielkiego
normalność moja na tym polega
że poboli trochę i przejdzie
do historii życia mojego
11.04.2006 Wiedeń
sny
słodkim dopełnieniem snów moich
chciałem żebyś była
nie fatamorganą na pustyni
budowaliśmy zamek na plaży
woda go zmyła przypływem porannym
nie pomogły dyplomy i doradcy
stałem się samotnym ogrodnikiem
w zarośnietyn ogrodzie zapomnienia
w twojej pamięci podzielonej szufladkami
statki po obiedzie do dziś stoją
zapomniały smak rosołu domowego
pieczystego z deserem sernikowym
koszule krawaty garnitury
mole już dawno przerobiły na sieczkę
poduszek mam z tego aż pieć
mrok już zapadł spać pora nadchodzi
majaki czy koszmary czekają
a ja mam słodkie sny
25.04.2006 Wiedeń
zakaz
jestem pod wrażeniem
twojej dokładności
wyczucia smaku
spojrzenia i gesty są wymowne
są jak napisane kreską wiersze
widziałem tam ciebie
więc byłaś kimś
naprawdę ważnym
nawet jeśli
to nie wyobrażałem
sobie ciebie tak
mówisz że dałem ci siłę
wiarę w siebie
we własne umiejętności
nikomu innemu się nie pokazałaś
mi pokazałaś wszystko
więc chyba dałem ci coś więcej
nie widziałem cię żywą moimi oczami
nie dotknęłem cię ani nie pocałowałem
nie poczułem zapachu ciała
nie poczułem ciepłoty
ale czuję twoją duszę
słyszę bicie serca
oddech spazmatyczny
czy przyspieszony
chcę mieć to wszystko
nikt ci nie zabroni
zrobisz i tak co będziesz chciała
27.04.2006 Wiedeń
poranna cisza
wstaję tak żeby nie obudzić
śpiących kwiatów w doniczkach
niech śpią jeszcze posłucham nut
zapisanych przez ptaki na drutach
rozwieszonych pomiędzy szczytami gór
w dolinach jeszcze mrok błyszczy
poranne parskanie słońca
wzmaga apetyt na codzienność zapisaną
w kalendarzu zdarzeń jednorożca
plany i marzenia nabiorą koloru
muszę mieć tylko krótkie rękawy
płaszcz z flaneli łąk kwiecistych
opasanej ramą ulic i chodników
dziś nie będę malarzem landszaftów
zajmę się kwadratowymi kwiatami
z kamienia i betonu barwy szarej
13.05.2006 Wiedeń
dzwony życia
komu bije mocniej serce odgłosem dzwonu
tobie czy mi posłuchajmy
razem przy blasku księżyca i gwiazd
która gwiazda z nieskończoności nieba
jest twoją gwiazdą świecącą dla mnie
w noc gwiaździstą zawsze ją znajdę
poranne rosy i promienie słoneczne
budzą ze snu a ty już wędrujesz po
kuchni szykując śniadanie rodzinie
normalne nie wymyślone mleko i bułki
z masłem czy dżemem kanapki do pracy
jak zwykle z wędliną dobrego smaku
dzieci dorosły na swoje poszły same
gospodarzą decydują co dobre i złe
już nie wstajesz o rosie porannej
śniadanie parę pastylek szklanka wody
gdzieś okulary zgubiłem nie będzie
prasówki codziennej a może ty poczytasz
wieczór samotny został tylko w ciszy
już nie powiesz mi dobranoc sam sobie
szepnę coś jak by bajkę do snu
20.05.2006 Wiedeń
górski oddech
pójdę w góry zmęczenie
zawiesić na sęku jawora
policzę ciche spojrzenia
dorzucę drew do ognia
ucałuję źródło tajemne
przy dreptaku narodzone
oddech zaparty uwolnię
myśli napełnię kolorami
04.05.2006 Wiedeń
granica
przekraczana w każdej sytuacji
mimowolnie bez zastanawiania się
nad konsekwencjami lub przyczynami
granica jawy i sennych marzeń
choćby zwykły przypadek najścia
policjant powie po zatrzymaniu
mandat się należy i punkty polecą
spojrzę w oczy mrugnę i powiem
a może by tak inaczej załatwić
kochanka w negliżu oczekuje pieszczot
prychać będzie jak kocica bo ja
leniwie obrócę się na drugi bok
smacznie udając zasypianie
koleś z nudów przywędruje z flaszką
wódeczki w kieszeni z nadzieją na
dobre towarzystwo do wypitki a ja
powiem z psem muszę wyjść na spacer
można by mnożyć sytuacje ale po co
tak czy siak wybieramy zawsze gorsze
rozwiązanie czy wyjście z sytuacji
15.05.2006 Wiedeń
mama
niejedna żyje wszędzie na świecie
różny wiek niejednym imieniem nazwana
każdemu przypisana od urodzenia
bez możliwości wyboru czy zmiany
karmi piersiami oseska co z niego wyrośnie
nikt tego nie wie ona tym bardziej
tyłek i łzy ociera bez obrzydzenia
klapsa przyłoży jak taka jest potrzeba
dogląda podpowiada uczy przyjacielem jest
nieraz tatę musi zastępować bo go brak
matka która kocha jak nikt inny na świecie
sercem ogarnia każdego dnia i nocy
wykorzystywana do wszystkiego co potrzebne
szyja kręcąca głową prezydent rodziny
na starość często zapomniana zostawiona
sama sobie w swojej matczynej miłości
piękna w prostocie miłości matczynej
nie o urodę chodzi tylko o serce matki
niepowtarzalne niewymienialne jednorodne
czy ktoś potrafi dorównać tej miłości
25.05.2006 Wiedeń
melodia
zagram ci
najcudniejszą melodię
jaką nikt jeszcze nie słyszał
nuty pozbierałem w polu
pomiędzy kłosami zbóż
płatkami kwiatów polnych
w lesie pomiędzy liśćmi
przy wtórze wiatru szemraniem
poruszającego szelest potoków
pomiędzy kamieniami i mchami
dodałem odgłosy dawnych dziejów
nie zapominając o tęsknocie
cicho mruczącej w sercu
swoją balladę równomiernie
pulsując jak gwiazdy na niebie
przy towarzyszeniu blasku
księżyca i przepływających
chmur dających krople deszczu
które opadając na żar ogniska
skwierczą dodając uroku
melodii ziemi ojczystej
dla obcego nie znanej
07.05.2006 Wiedeń
obrazki
pustka w cytadeli marzeń sennych
rozmiar piędziesiąt i siedem
nie pomaga ketonal tym bardziej
że szatan czarny wątrobę męczy
dymek relaksu snuje się leniwie
zdrewniałe knykcie powykręcane
przewracają kartki w poszukiwaniu
chluśniem bo uśniem robaczki
obrazki szarych komórek myślowych
ulatują z każdym oddechem zegara
klockami rozsypując się w ogrodzie
bez warzywniaka i rabatów kwiecistych
03.05.2006 Wiedeń
po co
po co pisać listy miłosne
czy listy pochwalne gloryfikacje
twojego ego czy twojego postepowania
zachowania względem mojej osoby
nie jesteś moim sobowtórem
bądź mi przyjacielem
bądź sobą i miej własne zdanie
stań się moim ideałem
nie baw się w klakiera
masz chęć całować i kochać
to kochaj i całuj
bądź najczulszą kochanką w nocy
najlepszą kucharką w dzień
bądź balsamem na rany
stań się ukojeniem zszarganych nerwów
podaj dłoń weź mnie pod rękę
jak będziemy szli na spacer
uśmiechnij się i spojrzyj w oczy
normalnie z radością
że jestem koło ciebie
przytul jak małego chłopczyka do siebie
porozmawiaj o wszystkim i o niczym
albo zostaw w ciszy przemyśleń
samemu sobie
08.05.2006 Wiedeń
poezja ślepca
ciemność wokoło panuje
dźwięk melodii tylko słychać
bardzo delikatny leciutki
walc coś jakby
blaue danube
w tle słychać szum płynącej
rzeki ciekawe jakiego
koloru jest płynąca woda
nie zatańczę bo …
sama zatańcz walca
ja posłucham tylko
nic więcej
przysiądę na brzegu
wsłuchany w ciche tony
własnych myśli
09.05.2006 Wiedeń
ślepiec
oczy ślepca za dużo widziały
zatrzasnęły się bezpowrotnie
nie widzą ptaków w locie
ani myszy uciekającej przed kotem
nie widzą śmiechu dzieciństwa
ślepiec słyszy
tylko radość codzienną
kolory są tylko w wyobraźni
zapamiętane o ile zapamiętane
śmiało patrzy w jasność słoneczną
bez obawy że starci wzrok zagubiony
nie znajdzie złotej monety na szczęście
czerń i biała laska jako berło
07.05.2006 Wiedeń
to i tamto
stara bieda nie ugryzie bo zęby
zjadła na innych mówiąc im dzień
dobry myślą z zamówienia sennego
prawda w oczy będzie kłuła zawsze
ubierając płaszcz kłamstwa podanego
w złotej zastawie ozdobionej diamentami
błysk oka poruszanego głową widzi
każdy kto jest ślepcem udającym
się na wojnę z własnymi myślami
zwis męski zastąpiony muchą wisząca
na ścianie nie pomoże alpiniście
wspiąć się na szczyty możliwości
15.05.2006 Wiedeń
twoje dłonie
malowałaś szkice miłości ołówkiem
zatemperowanym czy po prostu węglem
pędzlem malowałaś akwarele mieszając
farby na palecie barwników różnych
dłonie błądziły w ciemności szukając
ciepłoty ciała pieszcząc usta i skronie
dotykając moich dłoni z czułością
słuchałaś bicia serca tętniącego głucho
nie nosiłaś pierścionka ani obrączki
które chciałem ci podarować żebyś na
paluszkach je nosiła za późno kupiłem
odeszłaś nawet nie przymierzając czy pasują
nigdy nie udało mi się pocałować cię
w rączkę jak gentelmen to całuje schowałaś
dłonie głęboko żeby nikt ich nie całował
a tym bardziej nie oglądał twoich dłoni
18.05.2006 Wiedeń
wędrowna przyjaźń
kto ją zna jak na imię ma gdzie
spotkać można nikt tego nie wie
wędruje po świecie jak cygańska
ballada wesoła i radosna przygoda
zapuka do każdego ułomnego niezłomnego
chce czy nie zapyta co słychać jak
się czujesz czy pomoc potrzebna
prawdę w oczy powie i pójdzie dalej
bo prawda nieraz gorzka bywa i boli
w oczy kole i przyjaźń ginie przez to
kto słabej wiary jest wątpiący w nią
jak cierń wyrywa i wyrzuca daleko
nieraz mąż przyjacielem nie jest
ale przyjaciel mężem kochankiem
zawsze może być często bywa nawet
że wiek roli swej nie odgrywa wcale
piszę do ciebie przyjacielu nieznany
wędruj po świecie samotnie i radośnie
odwiedzaj dobrych i złych przyjaciół
nie zapominaj o nikim kto tego wart
25.06.2006 Wiedeń
wywiad o kamieniu
głęboko przykryty dywanem ziemi
śpi i odpoczywa czekając czasu
eksploatacji złoża górniczego
kamień różnej maści i koloru
najpopularniejszym jest granit
barwy szarawej kolorem odcieni
ziarnisty porowaty twardy długo
wytrzymały nigdy nie płaczący
kostki i kosteczki z niego robią
płyty i płyteczki różnego kształtu
wartość swoją zna i ceni się bardzo
kto go polubi i kupi nie pożałuje
ogrody ogrodzenia schody i tarasy
dekoruje formy wymyślone naśladuje
sprawnymi rękoma położony leży długo
krzywdy nie robiąc czasem opowiada
co się wydarzyło całe wieki temu
kto przechodził po nim jaki władca
klękał pokłony bijąc kamieniarstwu
cuda różne widział kto słucha kamienia
04.05.2006 Wiedeń
barwy ziemi
czerwona róża rozkwitnie w ogrodzie
maki przyozdobią czerwienią łany zbóż
kłosy dojrzewać będą w słonecznym żarze
przy muzyce wędrownych ptaków śpiewaków
liście malowane wiatrem i deszczem letnim
zaczną zmieniać barwy powoli opadając
dywanem na alejki którymi spacerowaliśmy
z dłońmi splecionymi i spojrzeniami cichymi
wieczny wędrowiec odmierzając czas
gasił będzie światło dzienne coraz szybciej
zdobiąc dywany nocnych marzeń mgiełkami
kolorowych świateł przewodników samotnych
nocny władca snów i nieba upomni się
o daniny sennych marzeń każdego z nas
wyplatając sieć rybacką na niebie dla
łowcy samotnych i zapomnianych serc
06.06.2006 Wiedeń
bezimienny
nie nazwany żadnym imieniem
można by powiedzieć po prostu
nikt zrodzony z myśli i marzeń
bez ciała za to z duszą i sercem
skąd przychodzi kto go zna
kto wie jak wygląda o czym myśli
kto króluje w jego snach ciemnych
czym się żywi kiedy ma apetyt
dokąd idzie gnany wiatrem słów
pisanych w myśli swego istnienia
uderzeniami serca odmierza czas
hieroglifami spojrzeń ogląda świat
20.06.2006 Wiedeń
żal człowieka
uśmiech spuszczony z łańcucha biegnie
do płotu zasad i rygorów życia o świcie
krople łez opadają samotnie na bruzdę
codziennej skiby chleba powszedniego
zegary słońce i księżyc odmierzają czas
snu i pracy przez ból i zmęczenie ciała
zużytego do granic wszechświata dalekiego
znanego tylko z marzeń dziecka małego
dojrzewanie płodów ziemi ogranicza zimno
kamiennych grud rzucanych pod nogi oraczowi
w mokrą ziemię ojców naszych krwią uzyznionych
głodną ciał pochowanych każdego dnia
żal pocałunków nie danych nikomu kochanemu
snów zapomnianych w noc pieszczot tajemnych
ucieczka przed przeznaczeniem czy przed sobą
na kraniec świata niszczonego własną ręką
28.06.2006 Wiedeń
sierpniowe skarpety
palcem pokazywane żeby nie zmarzły stopy
przemoczone deszczem letniego popołudnia
szare bure i kudłate z bawełny albo wełny
kolorowe pasiaste w kwiatki polne ozdobione
leżą sobie cicho i spokojnie w szufladzie
starej komody czasy dziadków pamiętającej
czasem mole je odwiedzą albo myszka szara
zgubi drogę w plątaninie swoich korytarzy
nowe ładnie złożone parami z etykietą kupna
stare pozwijane w trąbkę żeby nie pomylić
lewa z prawą prawa z lewą gdzieniegdzie z łatką
cerowaną dziurę zakrywa odciski drażniąc
ubrać trzeba je wreszcie bo palce marzną
i uszy więdną od ciągłego słuchania buczenia
jednostajnego ubierz skarpety bo znów
rozchorujesz się i będzie bida z nędzą w domu
łaciate niebo nad głową i smarkaty nos mówią
że czas się wreszcie zebrać i białe skarpetki
do czarnych spodni ubrać tak żeby też pasowały
do adidasów lub sandałów wycieczkowych dla picu
14.08.2006 Wiedeń
ciche pytania
obudzisz mnie o poranku czy sam mam wstać
pocałujesz na dzień dobry czy mam tylko
sobie wyobrazić poranne powitanie przed
wyjściem w szarą codzienność pracy i znoju
zegar bije porannym dźwiękiem pięć razy
świt zagląda przez okno swoim blaskiem
obolałe kości podnieść trzeba samemu
jak zwykle to bywa o tej porze dnia każdego
śniadanie zrobione własnymi rękoma inaczej
smakuje niż twymi zgrabnymi paluszkami
ale cóż na to poradzić mogę nic sam muszę
sobie przygotować poranne przysmaki zjadliwe
smętne melodie grane w radio przypominają
każde chwile radości i uśmiechów wspólnych
cisza opada po zamknięciu drzwi domowych
wyjście na cały dzień do kochanek budowlanych
16.08.2006 Wiedeń
bezdroża
wędrując bezdrożami marnego żywota skradam się pod
twoje domostwo gdzie mieszka serce skryte za parawanem
udawanej miłości pukam cicho lecz stanowczo i długo
czekając odpowiedzi nucę pieśń miłości nieziemskiej
pieśń o tobie najmilsza mi istoto padołu ziemskiego
coś cudnie rozkwitła jak najpiękniejszy kwiat pośród
ogrodów codzienności szarej i smutnej rozświetlasz
blaskiem swoim uśmiech radości serca dla ciebie bijącego
nie będzie niespodzianki i zaskoczenia bo mnie znasz
doskonale jak własne dłonie spracowane rytmem dnia i nocy
codziennie ubierasz delikatne stroje które ja zdejmuje
]z ciebie dotykiem myśli niesfornej gdy przychodzi noc
gorąca i tęskniąca wyjdziesz z wanny pełnej zapachów
aromatycznych i zmąconych afrodyzjakami wszelkiego
typu i rodzaju płocha w swej nagości wtulisz się cicho
lubieżnie w gołe ramiona kochanka nocnego jedynego
promieniami oświetlona mgławicą nocy otulona podniecona
myślą czarowną ukazując piersi kształtne dziewicze
smugą cienia biodra okryjesz zawstydzenie rozkoszy
sama dodając niby ambrozji do uczty kochanków dwoje
tętno pulsując czas będzie odmierzać wzlotów i upadków
uniesień rytmicznych powolnych i subtelnych aż do szczytu
wzniosłego w swoim majestacie zarazem pokornego sługi
dwojga nas kochanków sobie przeznaczonych gdzieś w myśli
28.09.2006 Wiedeń
wiatr w oczy
drzewa się uginają gubiąc liście
owoce poruszone wiatrem opadają z drzew
ścieląc się w trawie jaśniejszymi plamami
kwiaty gubią płatki kolorowe każdy inny
twarze lekko poczerwieniałe od smagającego
wiatru uchylamy się przed szpilkami wietrznymi
oczy podrażnione podmuchem podnoszonego
pyłu wszelkiego rodzaju drobin i kurzawki
powierzchnia wody marszczy się nieustannie
poruszana podmuchem Ajolosa władcy wiatru
nenufary nurzając się w bryzie wodnej
swoją żółcią zamykają kielichy kwiatostanu
gorąca kawa dopiero co zaparzona na wietrze
w parę sekund zimna się staje i nie smakuje
jak powinna smakować latawce wysoko się unoszą
zapowiadając jesienne słoty deszczowe i chłodne
oczy bolą od ciągłego patrzenia prosto w wiatr
lub prosto w jasne niebo słońcem ozłocone jak
słoneczniki wystawiają się twarzą do słońca
aby zebrać jak najwięcej ciepła przed zimą
11.09.2006 Wiedeń
purpura jesiennego nieba
wczesnym rankiem obudzony niebo inne jakieś
nie to wiedeńskie choć podobne to rodzinne swojskie
ujrzałem kolorem jesiennym mnie powitało czerwień
brąz i purpury nakładały się na siebie oznaki wiatrów
niebo jaśniejsze dzień roboczy rozpoczęty na budowie
przenikliwe zimnisko do szpiku kości przenika szybko
samowolnie bez uprzedzeń samowładnie panuje nad ciałem
ciepło lubiącym słońce i błękit nieba szanującym
dłonie zgrabiałe zimnem opanowane na dodatek kamieniem
obciążone dają mała pociechę myślą skrupulatnie
skłebionym nad tym co się działo i dzieje ciągle wokoło
jedni smęcą się powoli ze znurzenia lub niewyspania
wszechwładni budowlani na papierach i za biurkami
już chwalą się co to oni zbudowali jaki nakład sił
i pieniędzy ponieśli mimo że są tylko wyrobnikami
takimi samymi jak wielu innych ręcznie pracujących
a najlepsi z najlepszych po weekendowej imprezie
przeklinają pondziałkowy nastrój i pogodę mówiąc
jak papauga „nie lubie poniedziałków” lepiej było
w domu na zapiecku siedzieć udając milionerów
23.10.2006 Wiedeń
moja jesień
wyszła z szarości opłotków
stawiając pierwsze kroki
na złotych liściach
tka pajęczyny
łapiąc w nie ostatni całus słońca
to ona
smukła jak wiosna
letnia jak sukienka
odziana w kolory tęczy
rosi płaczem
w kałużach lustra
przegląda listy
lecące z pobliskich drzew
szronem o poranku
wita nagością stóp
niepowtarzalna
co roku inna
a jednak ta sama
moja jesień
15 listopada 2005 Wiedeń
deszczowe rysy …
kroplami znaczone niby rysikiem
szkic zakreślony widoku martwego
szarością pogłębia rozmyślania
nad czasem minionym nieodwracalnie
blekot słów niezrozumiałych pustych
sypie się jak liście z drzew jesienią
pomieszane kolorami wyobraźni ludzkiej
świeże i zeschnięte od ubytku słońca
wiosenna jesień zapanowała w ogrodach
deszczowym płaszczem okrytych namokłych
od nadmiaru potoku łez niebiańskich
za chęć do życia pogodnego w słońca blasku
21 maj 2008 Brzezie
narodziny
delikatność małego serduszka
stworzona miłością dwojga
leciutki bicie ledwo słyszalne
ciepło matczynego łona
niedogodności codziennego życia
jednak miłością pielęgnowane
powolne rozwijanie małego ciałka
z dnia na dzień
z miesiąca na miesiąc
aż wyłoni się z matczynego jestestwa
nowy maleńki człowieczek
dar niebios płód miłości dwojga
jaki będzie
czy taki jak ojciec
czy taki jak matka
maleńka słodka istotka
bezbronna
ufnie tuląca się do matczynej piersi
mały osesek
chłopiec czy dziewczynka
niebieskooki czy niebieskooka
cudowność nowo narodzona
upaja radością rączki delikatne
nóżki małe
usteczka kwilące
oczka śpiące
co tu kryć
kochane od chwili poczęcia aż po śmierć
kochane bo kochać
jest darem najwyższego
kochane maleństwo
29 stycznia 2006 Wiedeń
szkic
malowaniem pędzlem na niebie zaczynam dzień
pochmurny jak nocne życie zdziczałe kłębiaste plamy
pociemniałe od smutku lub gniewnych myśli
brak słonecznych przebłysków poprzez skołtunione
warstwy nagromadzonego rozczarowania gromadzonego
przez dzieje perły łez bogów nierówno opadają nam
na życiorys tak pokręcony jak korzeń drzewa wisielców
mandragory opuszczony w swojej samotności namiętnie
tłuką pięścią-pędzlem w niebiańskie płótno rozpięte
mniemam że tylko dla mnie duchem się stan w doczesności
mieszając jaskrawość z ponurością pomiędzy ciemnymi
plamami wytworu dziwnego w swoim kształcie wieczornych
barw nie dojrzę w tępocie doczesnej
bom ubogi ani malarz pokojowych landszaftów
ani kreślarz prognoz stereotypowych
21 marzec 06 Wiedeń
kasa
robić nie widzieć końca
mieć kasę na wydatki
czy tylko na pokaz innym
kolorowe czy papierowe
rzecz nabyta i przebyta
zdrowia za nie nie kupisz
miłości tym bardziej nie
więc po co mi ona potrzebna
a może
jedzenie kupić za tą niby kasę
głodnych nakarmić napoić
ubogim dać przyodziewek
ciepły kąt na stare lata
a sobie co
bluza z napisem na plecach
„wio koniku pociągowy”
szybciej więcej mocniej
ciągnij chomąto życia swego
11.04.2006 Wiedeń
jesienne trio
bezwolny wiatr unosi jesienne dymy
kołysze resztkami liści na drzewach
bez pytania zagląda w kąty zostawiając ślady
swojego panowania o słotnej porze
płomienie wieczornych zachodów odeszły
w mgielne opary przyciągając chłodne
mżawki unoszone duchem zbliżającego się
czasu mrozów i szkliwionych widoków
chyłkiem umykają godziny gaszą światła dni
okrywając mrokiem aureole świateł życia
bawiąc się kolorami zmienia barwy natury
jak malarz maluje nowe panoramy w oknach
2010 Wiedeń
woda życia
czystość wody wypijam
jednym haustem połykając
żeby tylko nie zadławić
gorzkich łez zadowolenia
codziennie spijanego ze smakiem
drzew iglastych z wyciętego lasu
gdzieś tam w puszczy dalekiej
kamieniem nie dorzucisz
okiem ślepego cyklopa
zobaczyć nie dojrzysz
tanecznym krokiem matrosa
wejdę pomiędzy nagie drzewa
leżące pokotem
jak łan zboża ubity ulewą
ziarna na wagę złota
zbieram i maluję moimi myślami
pastelem przyciemnie
słońcem rozjaśnię
dziecięce twarzyczki roześmiane
z rączkami do mnie wyciąganymi
czekając na drobnostki
radości pospolite
przez drwali
zabranych do domu na rozpałkę
pod kuchnią żeby strawę
dla łakomych uważyć
brudną wodę używając
22.03.2006 Wiedeń
płacz róży
pąk zamknięty dla gapiów
płatki delikatne pokryte
zamszową purpurą ciemną
promień ciepłem poranka
pieści delikatnie pobudzając
do życia rozchylasz płatki
jak ramiona wołaniem w świetle
pragnieniami ciepła i pieszczot
kropel porannej rosy chłodnej
zapach różany rozsyłasz wokoło
odurzając wdychanym oddechem
18.04.2006 Wiedeń
sen nocy wiosennej
sen nocy wiosennej kończy się już
powoli poranek zagląda w okna
bladym świtem i cichutkim odgłosem
budzących się skrzydłolotnych
zanikającym świerkaniem świerszcza
w trawie zwilżonej rosa poranna
pierwsze promienie leciutko pieszczą
twarzyczkę przytuloną do podusi
chrapki leciutko unoszą się czując
zapach świeżo zaparzonej aromatycznej
kawy o smaku czekolady brazylijskiej
pomieszanej z zapachem porannego wypieku
pieca chlebowego i jajecznicy na cebulce
zamknięte powieki zaczynają leciutko drgać
pod wpływem jaskrawości codziennej
duże piwne oczka otwierają się zdziwieniem
ze czas już rozpocząć codzienność
spojrzenie skierowane ku twarzy
czarnej madonny patronki ukochanej
włosy koloru lnu leciutko poruszone
nagłym ruchem zafalują delikatnie jak
delikatna fala przypływu porannego
usta leciutko poruszając się
wymawiają modlitwę do anioła stróża
w podzięce za piękny sen i z prośba
o opiekę na cały nowy dzień
19.02.2006 Wiedeń
pocałunek
pierw delikatnie
pierwszy piąty
a potem dłonie znajdują dłonie
czują ciepło ciała delikatnego
każde drżenie nerwów
pocałunki gorące
usta nabrzmiałe wilgocią
ochota spijania tego drżenia
tej delikatności
podniesione tętno w skroniach
przyspieszone bicie serca
całować nie jest grzechem
przy blasku ognika świec
gdy ciało błyszczy leciutko jaśniejszą poświatą
gładkością swą przygarnia usta całujące
ramiona piersi
dotknięcia zmysłowe
delikatnie jak powiew wiatru nadmorskiego
o świcie ponad falami
czy zadrży czy uniesie się zmysłowo
ponad tą chwilę czarowną
28.04.2006 Wiedeń
Górskie szczyty
„Wszystko co najlepsze jeszcze czeka!”
było minęło
zielona dolina myśli i słów
odkryta przypadkiem w uroku
krajobrazu dzikiej natury
w odległej krainie niezbadanej
dotyki z uczuciem prowadzone
subtelnie smakowane owoce
zakazane z ogrodów rajskich
codziennie odwiedzane spacerem
unoszone spojrzenia spłoszone
sprzeczką o drobiazgi codzienne
samotność wieczorów wtulona
w poduszkę przed snem w ciszy
zapach ciała zapomniany rankiem
puste ramy obrazów w pamięci
ukrywane w zdaniach szeptanych
powolnie było minęło niema
odrzucone niepotrzebne do życia
zmartwiałe jak konar uschniętego
drzewa samotnie stojącego w polu
zostawione same bez wzajemności
22 kwietnia 2011 Wałbrzych
wtorkowe złudzenia
podnoś cztery litery czas brać się za działanie
koniec udawania połamańca czy kaleki
dzień już się obudził i wstał z nocnych pieleszy
pogodny z lekkim chmurami na widnokręgu
stara flanela jeszcze ciepła po dniu wczorajszym
wyczekiwała całą noc na przydatność w ciągu dnia
spodnie nawet nie poszargane trochę przybrudzone
udawaniem jaki to wielki fachowiec je używa
skarpety nawet nie sierpniowe dopiero kupione
nie przypominają owijki czy onucy kopalnianej
kolor prawie czarny żeby nie było widać brudu
o zapachu nie będę wspominał szkoda nosa
kolory prawie zielone ale jakoś pobladłe na początku
zamiast błękitu nieba coś nijakiego koloru się pokazuje
niby ma być słonecznie ale plotki podają że to kłamstwo
jak będzie to się okaże w ciągu dnia całego
11 czerwca 2024 Wałbrzych
stronice życia
zapisane strony poblakłe ze starości
ważne sprawy wymyślone na poczekaniu
drobiazgi codzienne spotkane po drodze
sekrety znane tylko jednej osobie
daty przypisane pomijane na każdym kroku
adresy zapisane w notesie ku pamięci
numery telefonów zastrzeżone dla wielu
wiedza zgromadzona w jednym miejscu
cisza wokoło z braku towarzystwa
spacery odbyte bez planowania
zamiary wyznaczone na mapie
w naturze zmienione pod wpływem chwili
dzień po dniu odmierzany klepsydrą
krople potu jak ziarna piachu opadają
bez uczucia zadowolenia ze zwycięstwa
pokonanie własnego ego cichym charakterem
06 czerwca 2024 Wałbrzych
pamięć
kalejdoskop obrazów zapisanych gdzieś w pamięci
niby film krótkometrażowy odzywa się nocami
jako majaki lub ciepłe wspomnienia z dzieciństwa
hołubione albo zagrzebane pod poduszkę
w ciszy za zamkniętymi powiekami przewijają się klatki
urywane sceny zapamiętane przez mgielną powłokę
występując jako główny bohater niby filmu akcji
czasami zmieniając scenariusz reżyserski
wspomnienia nigdzie nie zapisane odzywają się
kiedy same tego chcą bez pozwolenia
straszą obrazami a niekiedy tulą jak maminsynka
ocierając nawet gorzkie łzy wspomnień starych
nawracający rachunek sumienia dyktowany przez ego
bez gumki wymazującej niechciane sytuacje czy zdarzenia
akcentujący zapamiętane słowa gniewu czy radości
teraz już nieaktualne w wyniku przewrotności czasu
10 czerwca 2024 Wałbrzych
rozmowa z cieniem
znowu mnie obudziłeś przed bladym świtem
bez potrzeby znęcasz się na mnie bólem głowy
od rana zanudzasz swoimi kaprysami z piwnicy
marudzisz o byle co szukając powodu do życia
przypominasz co rusz jaki to brzydki jestem
zarośnięty jak zaniedbany trawnik na jesień
bez chwalenia dolewasz oliwy do ognia swojego
upierdliwie zasłaniasz się a to że zimno za oknem
nawet kawa poranna ma inny smak jakiś taki zepsuty
przecież cukru dołożyłem aż dwie pełne łyżeczki
woda górowała się długo na ogniu ledwo widocznym
w ciszy porannych zasp napadanego śniegu w nocy
koncert skarg i zażaleń albo i życzeń wymyślasz
tak żeby inni widzieli i ze śmiechu pękali co rusz
papieros wypalony bez pośpiechu jak fajka pokoju
kolekcja prochów codziennych połknięta dla spokoju
28.11.2025 Wałbrzych
milczek
światła pogasły w milczeniu przed świtem
roztańczony wiatr hula po polu własnym rytmem
przewracając resztki jesienne z miejsca na miejsce
szykując połacie pól na śnieżne dywany bieli
cisza delektując się aromatem porannej kawy
obudzona z nocnego letargu w oczekiwaniu dnia