Miałem cel, który pogrążał mnie,
każdego ranka budziłem się,
nie wiedząc, kim jestem.
Każda chwila gdzieś umykała
na butelki dnie.
Nie miałem sił, by walczyć z tym,
więc znów poddałem się.
Ciemność opętała mnie.
Zabić wszystko w sobie chciałem,
znów plątałem słowa bezbarwnie.
Płacząc jak brzdąc, nic nie rozumiałem,
a wszystko wydawało się normalne.
Kończę gdzieś na samym dnie kłamstw,
gdzie wszystko staje się zrozumiałe,
ale i tak przerasta mnie.
Miałem kiedyś plan, by zdobyć szczyt,
lecz zdobyłem tylko kolejne braki czasu.
Poczułem, że mogę zmienić wszystko,
a znów zamiotłem życia smak.
Teraz w samotności odtwarzam stary zarys,
by zrozumieć, co straciłem dla was.
I tak kolejny raz piję za was,
by oddalić przyszłość.
W krainie samotności
Zaspokajasz pragnienia
w środku urojonego świata.
Wytwarzasz ludzkie odruchy,
by widzieli, że jeszcze czujesz.
Nakładasz szarą maskę,
by ukrywać czarne łzy.
Wszystko zmienia się.
Czy obudzisz się?
Dławisz się,
odczuwasz ból przeszłości.
Wszystko rozsypuje się.
Wokół kłamstwa,
brak zaufania.
Chociaż modlisz się,
i tak nikt nie słucha Cię.
Wokół mrok,
a cierpienie jak ciepły pocałunek.
Tylko cicha noc
wzbudza w Tobie radość.
Szarość głaszcze lekko,
układając Cię do snu,