Dla Ciebie. Za wszystkie chwile, które stały się wierszami.
***
I dla tych, którzy stali się już wspomnieniami.
Wciąż koloruj mój świat
„Ratuj mnie!”
Bo znów wśród głębi fal
Twych oczu płynę.
Ratuj mnie! Bo utonę.
Dotykiem Twych policzków,
czerwienię się, peszę i płonę.
Wewnątrz.
Ratuj mnie! Bo myśli me żarliwe.
Ratuj mnie, bo spłonę.
Ust krwistych czerwienią,
napełniam kolejnych kielichów dna.
Ratuj mnie! Bo serce me wciąż
jest Ciebie spragnione.
„Zwyczajnie”
Chciałbym Cię zabrać na randkę,
pójść do parku, by wypić kawę
i zjeść jabłko — tak po prostu.
Wspomnienia Twe pochłaniać
i sycić swe oczy
oczyma Twoimi — tak prosto i nienachalnie.
A potem sprowadzić Cię
na złą drogę — przy sobie.
Tak zwyczajnie.
„Bracka w deszczu”
Na rynku o północy,
w deszczu latarni skąpani,
tańczmy!
Tańczmy!
Niech ludzie patrzą,
zazdroszczą stukotów,
jakie obcasy oddają,
kłócąc się z kostką brukową.
Tańczmy!
Dłoń moja talię Twą oplata,
by Sukiennice stały się drogą do ołtarza.
By w końcu,
dwunastą godziną dnia,
tak wyczekiwaną,
był hejnał naszych serc.
Tańczmy!
* * *
W miłości początkowo koloryzujemy uczucia. To piękne i naturalne. Niech paleta barw zawsze będzie pełna
Jak książkę chciałbym Cię czytać
„Lektura pt. „kobiecość””
Jak książkę chciałbym Cię czytać,
kartka po kartce, linijka po linijce.
Zachwycać fakturą Twej skóry.
Błądzić dłonią — od kropki do kropki.
Uwzględnić każdy przecinek —
dokładnie i burzliwie.
Kończąc pierwszy rozdział,
zaczynać drugi — pożerać stronę za stroną.
Ustami szeptać Ci do ucha,
cytaty namiętne
i rozkoszować się diabelskim kontekstem.
A gdy już przeczytam,
od deski do deski
przewracać kartkę za kartką
położyć obok