Motto:
“Każda wielka podróż kiedyś się kończy. Ale są takie drogi, które prowadzą nas z powrotem do miejsca, gdzie po raz pierwszy uwierzyliśmy w magię.”
Powrót do domu
Słońce powoli chowało się za zielonymi wzgórzami otaczającymi Krzeczyn Wielki. Ciepłe promienie malowały złote plamy na polach zbóż, a wiatr kołysał wysokie trawy, jakby chciał opowiedzieć historię wszystkim, którzy tylko potrafili słuchać.
Przed niewielkim domem z czerwonym dachem siedziała Lara. Miała już swój ulubiony plecak, ten sam, który towarzyszył jej podczas wielu niezwykłych wypraw. Choć był trochę bardziej wytarty niż kiedyś, wciąż krył w sobie wspomnienia o Krainie Sennych Marzeń, kosmicznych podróżach, tajemniczym Labiryncie Czasu i wszystkich przyjaciołach spotkanych podczas wcześniejszych przygód.
Obok dziewczynki, z łapkami wyciągniętymi przed siebie, leżał Lolek. Piesek przymrużył oczy, ale jego uszy poruszały się przy każdym dźwięku. Doskonale wiedział, że kiedy Lara patrzy tak zamyślona na zachodzące słońce, wydarzy się coś niezwykłego.
— Myślisz, że to już koniec naszych podróży? — zapytała cicho Lara.
Lolek przekrzywił głowę i cicho zaszczekał.
— Hau!
Dziewczynka uśmiechnęła się.
— Właśnie takiej odpowiedzi się spodziewałam.
Od dawna nic magicznego się nie wydarzyło. Ogród pachniał lawendą, ptaki wracały do gniazd, a świat wydawał się zwyczajny. A jednak Lara czuła w sercu dziwne drżenie, jakby ktoś niewidzialny delikatnie wołał ją po imieniu.
Nagle nad starym dębem stojącym na skraju ogrodu rozbłysła maleńka, srebrzysta iskra.
Potem druga.
I trzecia.
Świetliste punkciki zaczęły wirować wokół drzewa niczym tańczące świetliki. Powietrze wypełnił cichy dźwięk przypominający melodię graną przez wiatr.
Lolek błyskawicznie zerwał się na równe łapy.
— Hau! Hau!
— Widzę je… — wyszeptała Lara.
Światła zaczęły układać się w wir, który z każdą chwilą stawał się coraz większy. Z jego środka powoli opadło coś niewielkiego.
Dziewczynka ostrożnie podeszła bliżej.
Na miękkiej trawie leżała koperta.
Nie było na niej znaczka ani adresu.
Widniało tylko jedno zdanie zapisane złotymi literami:
„Dla Lary i Lolka. Czas wrócić tam, gdzie zaczęła się magia.”
Dziewczynka spojrzała na swojego wiernego przyjaciela.
— Myślę… że czeka nas jeszcze jedna podróż.
Lolek poruszył ogonem tak energicznie, że aż wzbił w powietrze kilka stokrotek.
Lara ostrożnie otworzyła kopertę.
W środku znajdowała się kartka, która była zupełnie pusta.
Przynajmniej przez chwilę.
Bo gdy ostatni promień zachodzącego słońca dotknął papieru, zaczęły pojawiać się pierwsze świecące litery…
I właśnie wtedy Lara zrozumiała, że ta wyprawa będzie zupełnie inna niż wszystkie poprzednie.
Nie miała prowadzić ich do najdalszej krainy świata.
Miała zaprowadzić ich do początku.
List, którego nikt nie podpisał
Lara delikatnie rozłożyła kartkę. Jeszcze przed chwilą była zupełnie biała, lecz teraz złote litery pojawiały się jedna po drugiej, jakby pisało je samo światło.
Dziewczynka i Lolek wstrzymali oddech.
Na papierze ukazały się słowa:
„Droga Laro, Drogi Lolku.
Jeżeli czytacie ten list, oznacza to, że nadszedł właściwy czas. Przemierzyliście odległe krainy, poznaliście niezwykłych przyjaciół i odkryliście tajemnice, o których inni mogą tylko marzyć. Ale żadna z tych podróży nie była najważniejsza.
Najważniejsza dopiero się zaczyna.
Podążcie ścieżką, którą znacie od zawsze, choć nigdy wcześniej jej nie dostrzegliście. Zaprowadzi was tam, gdzie narodziła się pierwsza opowieść.
Nie bójcie się wracać. Największe odkrycia czekają najbliżej domu.
Do zobaczenia.
Przyjaciel.”
Lara przeczytała list jeszcze raz.
— „Przyjaciel”… Ale kto?
Lolek obwąchał kartkę. Zamiast zapachu atramentu wyczuł coś zupełnie niezwykłego — woń leśnego mchu, świeżego deszczu i kwitnących konwalii.
Piesek cicho zaszczekał.
— Hau…
— Ty też to czujesz?
Lolek skinął łebkiem.
Nagle złote litery zaczęły powoli znikać.
Nie rozpływały się jednak bez śladu. Zamieniały się w maleńkie świetliste drobinki, które uniosły się nad kartką i popłynęły w stronę starego dębu rosnącego przy ogrodzie.
— Chodźmy za nimi! — zawołała Lara.
Dziewczynka zarzuciła plecak na ramiona, a Lolek pobiegł przodem. Świetliste iskierki tworzyły wijącą się w powietrzu wstęgę.
Poprowadziła ich do drzewa.
To właśnie pod nim Lara wiele lat wcześniej znalazła swój pierwszy błyszczący kamień — ten, od którego zaczęły się wszystkie niezwykłe przygody.
— Pamiętasz? — uśmiechnęła się.
Lolek radośnie zamachał ogonem.
Dziewczynka uklękła przy pniu.
Kora starego dębu wyglądała dokładnie tak samo jak zawsze.
Prawie.
Bo po chwili zauważyła niewielki znak.
Był wyryty bardzo głęboko i przypominał wir złożony z gałązek, gwiazd i liści. Lara nie pamiętała, by kiedykolwiek wcześniej go widziała.
Wyciągnęła dłoń.
Gdy tylko dotknęła tajemniczego symbolu, ziemia delikatnie zadrżała.
Spod korzeni rozległ się cichy, niski pomruk.
Kilka suchych liści uniosło się w powietrze.
Lolek cofnął się o krok.
Przed nimi powoli rozsunęły się korzenie dębu.
Ukazały kamienne schody prowadzące w głąb ziemi.
Z ciemności biło łagodne, złociste światło.
Lara spojrzała na swojego wiernego przyjaciela.
— Myślę, że właśnie znaleźliśmy początek naszej ostatniej podróży.
Lolek odważnie postawił pierwszą łapę na kamiennym stopniu.
— Hau!
Dziewczynka uśmiechnęła się.
— Jak zawsze… razem.
Trzymając w dłoni tajemniczy list, zeszli na pierwszy stopień.
Za ich plecami korzenie starego dębu powoli zamknęły wejście.
Przed nimi rozciągał się korytarz, którego ściany świeciły tysiącami maleńkich kryształów.
A gdzieś bardzo daleko, w głębi podziemnej drogi, zabrzmiał pojedynczy dzwoneczek.
Jakby ktoś od dawna czekał na ich przybycie.
Ścieżka prowadząca do pierwszej tajemnicy
Kamienne schody prowadziły coraz głębiej pod ziemię. Nie było tam ani zimno, ani ciemno. Ściany korytarza lśniły tysiącami drobnych kryształków, które rozświetlały drogę miękkim, złocistym blaskiem. Każdy krok Lary i Lolka odbijał się cichym echem, jakby samo miejsce szeptało do nich dawno zapomniane historie.
— Nigdy wcześniej tu nie byliśmy… — powiedziała Lara, rozglądając się z zaciekawieniem.
Lolek obwąchał kamienną posadzkę i zamerdał ogonem. Zapach był niezwykły — mieszała się w nim wilgoć jaskini z aromatem sosnowego lasu i świeżo skoszonej trawy. Jakby cały świat spotkał się właśnie tutaj.
Po chwili schody skończyły się, a przed nimi pojawiła się wąska ścieżka wyłożona jasnymi kamieniami. Każdy z nich świecił delikatnym światłem, które gasło za ich plecami i zapalało się przed nimi, wskazując drogę.
— Wygląda na to, że ścieżka sama wie, dokąd mamy iść — uśmiechnęła się Lara.
Nagle usłyszeli cichy śpiew.
Nie był to głos człowieka ani ptaka. Brzmiał jak melodia płynąca z samego serca ziemi.
— Słyszysz? — zapytała dziewczynka.
Lolek nastawił uszy i cicho zaszczekał.
— Hau…
Szli ostrożnie przed siebie, aż dotarli do ogromnej komnaty. Jej sklepienie przypominało nocne niebo. Wśród błękitnych skał migotały tysiące maleńkich światełek, zupełnie jak gwiazdy.
Pośrodku komnaty rosło niewielkie drzewko.
Nie było podobne do żadnego drzewa, jakie Lara widziała wcześniej.
Jego pień miał srebrzysty kolor, gałęzie przypominały delikatne kryształy, a zamiast liści rosły na nich maleńkie kartki papieru.
Każda z nich poruszała się lekko, choć w komnacie nie było nawet najmniejszego podmuchu wiatru.
— Co to za drzewo? — wyszeptała Lara.
W tej samej chwili jedna z kartek oderwała się od gałęzi i powoli opadła wprost na jej dłonie.
Widniało na niej tylko jedno zdanie:
„Każda opowieść zaczyna się od odwagi, by zrobić pierwszy krok.”
Dziewczynka uśmiechnęła się.
— To prawda…
Kiedy przeczytała słowa na głos, drzewko rozbłysło ciepłym światłem.
Z jego gałęzi posypały się dziesiątki świetlistych listków, które zaczęły wirować wokół Lary i Lolka niczym złote motyle.
Nagle z przeciwległej strony komnaty dobiegł ich cichy stukot.
Ktoś zbliżał się powoli.
Z mroku wyłoniła się niewielka postać ubrana w zielony płaszcz z kapturkiem. Miała długą, srebrną brodę, pogodny uśmiech i laskę wykonaną z gałęzi starego dębu.
Nie wyglądał groźnie.
Wręcz przeciwnie.
Jego oczy błyszczały życzliwością.
Staruszek skłonił się z szacunkiem.
— Witajcie, Laro i Lolku. Czekałem na was bardzo długo.
Dziewczynka zrobiła krok naprzód.
— Kim pan jest?
Nieznajomy uśmiechnął się jeszcze szerzej.
— Jestem Strażnikiem Pierwszej Tajemnicy. Pilnuję miejsca, do którego trafiają tylko ci, którzy potrafią wierzyć sercem. Wielu szukało tej drogi, lecz tylko wy odnaleźliście ją dlatego, że nigdy nie przestaliście marzyć.
Lolek ostrożnie podszedł do staruszka.
Ten pogłaskał go po głowie.
— Witaj, dzielny przyjacielu. Bez ciebie żadna z tych podróży nie mogłaby się wydarzyć.
Piesek radośnie zamachał ogonem.
Strażnik spojrzał na Larę.
— Przed wami jeszcze długa droga. Ale zanim poznacie odpowiedź na wszystkie pytania, musicie odnaleźć pierwszą z trzech Tajemnic Magii.
Staruszek uniósł swoją laskę.
Ściana komnaty zadrżała.
Powoli rozsunęła się, ukazując wejście do wąskiego korytarza, nad którym złotymi literami widniał napis:
„Tylko ci, którzy pamiętają swoje pierwsze marzenie, odnajdą dalszą drogę.”
Lara ścisnęła pasek plecaka i spojrzała na Lolka.
— Gotowy?
Piesek szczeknął radośnie.
— Hau!
Razem przekroczyli próg tajemniczego przejścia, nie wiedząc jeszcze, że właśnie zbliżają się do miejsca, w którym po raz pierwszy narodziła się magia wszystkich ich niezwykłych przygód.
Drzwi ukryte pod starym dębem
Korytarz był cichy. Nie panowała w nim jednak cisza, która budzi niepokój, lecz taka, która pozwala usłyszeć własne myśli. Lara i Lolek szli powoli za migoczącymi światełkami, które unosiły się tuż nad kamienną ścieżką.
Po kilku minutach przejście rozszerzyło się. Ich oczom ukazały się ogromne, drewniane drzwi. Wyglądały, jakby wyrzeźbiono je z jednego kawałka starego dębu.
Lara zamarła.
— To niemożliwe…
Na środku drzwi widniał dokładnie ten sam znak, który chwilę wcześniej zobaczyła na korze drzewa rosnącego w ogrodzie.
Wir z gałązek.
Gwiazdy.
Liście.
I niewielki błyszczący kamień.
— To ten sam symbol — powiedziała cicho.
Strażnik Pierwszej Tajemnicy podszedł do drzwi.
— Nie ten sam… To jego początek.
Dziewczynka spojrzała na niego z zaciekawieniem.
— Co to znaczy?
Starzec położył dłoń na drewnie.
— Dąb rosnący przy waszym domu i te drzwi były kiedyś jednym drzewem. Dawno temu, gdy świat był jeszcze bardzo młody, rosło ono dokładnie w miejscu, gdzie dziś stoi Krzeczyn Wielki.
Lolek uniósł uszy.
— Hau?
— Tak, przyjacielu — uśmiechnął się Strażnik. — To właśnie z tego drzewa narodziła się pierwsza iskra magii.
Lara przypomniała sobie wszystkie niezwykłe wydarzenia ze swoich wcześniejszych wypraw.
— Czy dlatego każda nasza przygoda zaczynała się właśnie w pobliżu starego dębu?
— Dokładnie tak.
Starzec wyjął z kieszeni niewielki, okrągły klucz.
Nie był wykonany z metalu.
Wyglądał jak splecione ze sobą światło i drewno.
— Drzwi otwierają się tylko wtedy, gdy ktoś niesie w sercu trzy skarby.
— Jakie?
— Odwagę.
Życzliwość.
I wyobraźnię.
Lara spojrzała na Lolka.
— Chyba mamy wszystkie trzy.
Piesek radośnie zaszczekał.
— Hau!
Strażnik wsunął klucz do zamka.
Nie usłyszeli jednak charakterystycznego kliknięcia.
Zamiast tego rozbrzmiał delikatny śpiew ptaków, szum liści i śmiech dzieci.
Powoli drzwi zaczęły się otwierać.
Za nimi rozciągała się ogromna dolina skąpana w porannym świetle, choć przecież przed chwilą był wieczór.
Pośród zielonych łąk płynęła błękitna rzeka.
Rosły tam drzewa o złotych koronach, kolorowe kwiaty kołysały się na lekkim wietrze, a nad nimi fruwały motyle o skrzydłach przypominających tęczę.
W oddali widać było niewielkie miasteczko z domkami o dachach w kolorze miodu.
Powietrze pachniało jabłkami, miętą i świeżym chlebem.
— Jak tu pięknie… — wyszeptała Lara.
— Witajcie w Dolinie Początków — powiedział Strażnik.
— Czy to tutaj zaczęła się magia?
Starzec skinął głową.
— Tak. Ale nie tylko magia.
To tutaj narodziły się pierwsze opowieści. Każda piękna historia ma swoje źródło właśnie w tym miejscu.
Lara zauważyła coś jeszcze.
Na środku doliny stała kamienna fontanna.
Nie płynęła z niej woda.
Z jej wnętrza unosiły się setki maleńkich, świecących liter.
Każda litera wirowała w powietrzu, łącząc się z innymi w słowa, zdania i krótkie opowieści.
Jedne znikały po chwili.
Inne odpływały wraz z wiatrem ponad doliną.
— Co to jest? — zapytała z zachwytem.
Strażnik uśmiechnął się.
— To Źródło Opowieści. Każda dobra historia bierze tu swój pierwszy oddech. Potem wyrusza w świat, by odnaleźć swojego autora i swoich czytelników.
Lolek patrzył zahipnotyzowany na wirujące litery.
Nagle jedna z nich podleciała do jego nosa.
Była to złota litera L.
Piesek kichnął.
— Apsik! Hau!
Lara roześmiała się serdecznie.
W tej samej chwili litera rozbłysła i przemieniła się w maleńką gwiazdkę, która usiadła na obroży Lolka.
Strażnik spojrzał na nich z dumą.
— Dolina was rozpoznała.
A to oznacza, że jesteście gotowi na spotkanie z kimś, kto pamięta pierwszy dzień tej niezwykłej historii.
— Z kim? — zapytała Lara.
Starzec wskazał ścieżkę prowadzącą ku niewielkiemu wzgórzu.
Na jego szczycie stała samotna, okrągła wieża z białego kamienia.
Jej okna świeciły ciepłym światłem, choć wokół nie było nikogo.
— Tam mieszka Kronikarz Magii — powiedział cicho. — Jest jedyną istotą, która pamięta nie tylko wszystkie wasze podróże… ale także tę, której jeszcze nie przeżyliście.
Lara poczuła przyjemny dreszcz.
Spojrzała na wiernego Lolka.
— Chyba czas poznać kolejną tajemnicę.
Lolek szczeknął z takim entuzjazmem, że echo poniosło jego głos po całej Dolinie Początków.
I ruszyli w stronę białej wieży, nie wiedząc, że za jej drzwiami czeka odpowiedź na pytanie, którego Lara jeszcze nawet nie zdążyła zadać.
Strażnik Zapomnianej Doliny
Droga do białej wieży prowadziła przez miękką, szmaragdową trawę. Każdy krok Lary i Lolka sprawiał, że spod ich stóp wyrastały drobne, błękitne kwiaty. Gdy tylko oddalali się o kilka kroków, kwiaty znikały, jakby chciały zachować tę ścieżkę tylko dla nich.
— Ta dolina naprawdę jest niezwykła… — powiedziała Lara, schylając się, by dotknąć jednego z kwiatów.
Płatki były ciepłe.
Nie pachniały jak zwykłe kwiaty.
Unosił się z nich delikatny zapach starych książek, miodu i letniego deszczu.
Lolek radośnie pobiegł kilka kroków przed Larę, lecz nagle zatrzymał się i cicho zawarczał.
— Wrr…
Dziewczynka natychmiast podeszła do niego.
Na środku ścieżki siedziało niewielkie stworzenie.
Było wielkości zająca.
Miało puszyste, srebrzyste futerko, długie uszy i ogromne bursztynowe oczy.
Na szyi nosiło maleńki dzwoneczek.
— Jakie jesteś śliczne! — uśmiechnęła się Lara.
Stworzonko ukłoniło się.
— Witajcie, Podróżnicy.
Lara aż otworzyła szeroko oczy.
— Ty… mówisz?
— W Dolinie Początków każdy, kto ma dobre serce, potrafi usłyszeć głos jej mieszkańców.
Lolek ostrożnie podszedł bliżej.
Nieznajomy uśmiechnął się.
— Nie bój się, wierny przyjacielu. Znam cię od dawna.
— Skąd?
— Widziałem każdą waszą podróż.
Lara spojrzała zdziwiona.
— Kim jesteś?
Stworzonko poprawiło dzwoneczek.
— Nazywam się Migotek. Jestem opiekunem ścieżek prowadzących do Zapomnianej Doliny.
— Zapomnianej?
— Tak. Dawno temu każde dziecko wiedziało, jak tutaj trafić. Z biegiem lat ludzie coraz bardziej się spieszyli. Przestali słuchać śpiewu ptaków, przestali patrzeć w gwiazdy i uwierzyli, że magia istnieje tylko w bajkach.
Migotek westchnął.
— Wtedy drogi do doliny zaczęły znikać.
Lara spuściła wzrok.
— To smutne.
— Ale nie bezpowrotne — odpowiedział pogodnie. — Dopóki choć jedno dziecko wierzy w dobro, przyjaźń i wyobraźnię, Dolina Początków będzie istnieć.
Lolek zamachał ogonem.
Migotek roześmiał się.
— Wiedziałem, że cię polubię.
W tej samej chwili rozległ się niski pomruk.
Niebo nad doliną na krótką chwilę zasnuły szare chmury.
Świetliste litery unoszące się nad fontanną zaczęły wirować szybciej niż wcześniej.
Strażnik Pierwszej Tajemnicy spojrzał w stronę wzgórz.
Na jego twarzy po raz pierwszy pojawił się niepokój.
— On się obudził…
— Kto? — zapytała Lara.
Starzec milczał przez chwilę.
— Cień Zapomnienia.
Lolek nastawił uszy.
— To nie jest potwór — wyjaśnił Strażnik. — Nie ma zębów ani pazurów. Jest znacznie groźniejszy.
— Dlaczego?
— Bo sprawia, że ludzie zapominają o tym, co najpiękniejsze. O marzeniach. O dzieciństwie. O przyjaźni. O tym, że dobro zawsze ma znaczenie.
Lara ścisnęła pasek plecaka.
— Możemy go zatrzymać?
Strażnik spojrzał na nią z łagodnym uśmiechem.
— Właśnie dlatego tutaj jesteście.
Migotek podbiegł do niewielkiego kamiennego słupka stojącego przy ścieżce.
Na jego szczycie leżało małe, drewniane pudełko.
— To należy teraz do was.
Lara ostrożnie je otworzyła.
W środku znajdowało się maleńkie pióro.
Nie przypominało ptasiego.
Było utkane ze światła.
Mieniło się wszystkimi kolorami tęczy.
— To Pióro Pierwszej Opowieści — wyjaśnił Migotek. — Nie służy do pisania atramentem.
— A do czego?
— Do zapisywania tego, czego nie wolno światu zapomnieć.
Dziewczynka delikatnie wzięła pióro do ręki.
Natychmiast rozbłysło.
Na chwilę zobaczyła przed oczami obrazy wszystkich swoich wcześniejszych przygód.
Świąteczne spotkania.
Krainę Sennych Marzeń.
Kosmiczne wyprawy.
Ogród Magicznych Kwiatów.
Labirynt Czasu.
Dalekie podróże.
Wakacyjne przygody.
A pośród nich zawsze był Lolek.
Zawsze obok.
Zawsze gotowy pomóc.
W oczach Lary pojawiły się łzy wzruszenia.
— Dziękuję, przyjacielu — powiedziała cicho, głaszcząc pieska po głowie.
Lolek wtulił pyszczek w jej dłoń.
Migotek uśmiechnął się.
— Tego właśnie szuka Dolina. Nie odwagi wojowników ani siły olbrzymów.
Tylko serca, które pamiętają dobro.
Strażnik wskazał na białą wieżę.
Jej najwyższe okno rozbłysło złotym światłem.
— Kronikarz Magii już wie, że przybyliście.
Ale pamiętajcie…
Nie odpowie na wszystkie pytania.
Najważniejszą odpowiedź będziecie musieli odnaleźć sami.
Lara spojrzała na wieżę, a potem na Lolka.
— Idziemy?
Piesek szczeknął radośnie.
— Hau!
I razem ruszyli ku białej wieży, nie przypuszczając, że za jej drzwiami czeka księga, w której zapisane było nie tylko to, co już przeżyli… lecz także to, co dopiero miało się wydarzyć.
Mapa narysowana światłem
Wieża wyglądała z bliska jeszcze piękniej niż z oddali. Jej ściany z białego kamienia lśniły delikatnym blaskiem, jakby były oświetlane od środka. Nie było na nich ani jednej rysy, choć sprawiały wrażenie starszych niż najstarsze drzewa świata.
Przed wejściem rosły dwa ogromne drzewa o srebrzystych liściach. Ich gałęzie splatały się wysoko nad drzwiami, tworząc naturalny łuk przypominający otwartą księgę.
Lara zapukała.
Raz.
Drugi.
Trzeci.
Przez chwilę nic się nie wydarzyło.
Nagle drzwi otworzyły się bez najmniejszego skrzypnięcia.
— Zapraszam.
Głos był spokojny i ciepły.
W środku panowała niezwykła cisza. Wysokie regały sięgały aż po sklepienie wieży. Nie było na nich zwykłych książek.
Każda miała inny kształt.
Jedne przypominały liście.
Inne kamienie.
Niektóre wyglądały jak zamknięte muszle, a jeszcze inne świeciły niczym gwiazdy.
Pośrodku okrągłej sali stał starszy mężczyzna w długim, granatowym płaszczu. Miał śnieżnobiałe włosy i oczy tak błękitne, że Lara odniosła wrażenie, jakby odbijało się w nich całe niebo.
Na jego szyi wisiał srebrny klucz.
— Witajcie, Laro i Lolku.
Lolek podszedł pierwszy i ostrożnie powąchał jego dłoń.
Nieznajomy uśmiechnął się.
— Dziękuję. To najlepsze powitanie, jakie mogłem otrzymać.
Lara ukłoniła się grzecznie.
— Czy pan jest Kronikarzem Magii?
— Tak mnie nazywają.
— Czy naprawdę zna pan wszystkie nasze przygody?
Starzec skinął głową.
— Każdą.
Wyciągnął rękę.
Z najwyższej półki powoli zleciała gruba księga oprawiona w zieloną skórę.
Na okładce złotymi literami widniał napis:
„Lara i Lolek”
Dziewczynka aż zamarła.