E-book
16.38
drukowana A5
32.63
drukowana A5
Kolorowa
61.61
Osobiste walki Demonów

Bezpłatny fragment - Osobiste walki Demonów

„InnI” Tom 3


Objętość:
192 str.
ISBN:
978-83-8126-808-0
E-book
za 16.38
drukowana A5
za 32.63
drukowana A5
Kolorowa
za 61.61

Wewnętrzna walka Demona

Rozdział 1

Marielle


Kiedy zaczęła się moja historia, miałam dwanaście lat. Byłam wyrzutkiem, który wiecznie był sam.

Dopóki nie spotkałam Jego.

Przeżyliśmy trochę na początku naszej znajomości. Ale wszystko zaczęło się od tego, że uratował mnie przez wpadnięciem pod koła samochodu, przez co stałam się jego dłużniczką.

Koniec końców wyszło jednak na to, że to On miał większy dług u mnie.

Jakby teraz się nad tym zastanowić, to dochodzę do wniosku, że to wcale nie nasze długi wobec siebie nas połączyły — tylko wszystko pomiędzy.

Oraz pewien ważny szczegół, o którym wiedzieli tylko nieliczni.

Dante był reinkarnacją Demona. Jednej z istot, które niegdyś żyły na świecie, przekazując swoje moce następnym pokoleniom ludzi. Ja byłam córką jednego z takich demonów — mój tata był ogromnym, demonicznym Wilkiem o czysto srebrnej sierści.

Kiedy to wszystko się zaczęło, jeszcze o tym nie wiedziałam. Ani nie miałam pojęcia, że mój na początku jeszcze przyjaciel, również nosi w sobie ową spuściznę krwi.

Jak się jednak okazało, Dante był wyjątkowy — i nie mówię tego dlatego, ponieważ był taki dla mnie.

Dante miał w sobie krew demona, który tak naprawdę — technicznie mówiąc — nie był demonem.

On był Smokiem.

Istoty te potrafiły przybrać zarówno swoją właściwą — „gadzią” — smoczą formę, jak i w większym stopniu ludzką. Jak się niedawno dowiedziałam, charakterystyczną cechą smoków były rogi, które mieli w ludzko-demonicznej postaci. Przybierały ją po to, by nikt nie poznał, czym tak naprawdę są.

Kiedy podarowałam Dantemu na czternaste urodziny naszyjnik ze smokiem, był tak samo przerażony, jak i szczęśliwy. Przerażony, że poznałam jego sekret, oraz szczęśliwy, że to zaakceptowałam.

Od tamtego czasu minęły trzy lata — jutro zaczynałam pierwszą liceum. Nie mogłam uwierzyć, że miałam już szesnaście lat i zaczynałam kolejny etap „ku dorosłości”.

Pamiętam jeszcze jak to było, gdy przyjechałam z rodzicami tu, do Irlandii i poszłam do ostatniej podstawówki. Nie minął miesiąc, gdy okrzyknięto mnie mianem: „Dziwaczna Marielle”.

Jednak dzięki Dantemu, znanemu bardziej jako „zbyt idealne ciacho”, te trzy lata gimnazjum były dla mnie szczęśliwe — najszczęśliwsze ze wszystkich lat chodzenia do szkoły. Nie dlatego, że wszyscy nagle mnie polubili — tylko dlatego, że miałam Jego.

Ostatni rok gimka był dla mnie trochę trudniejszy. Dante był ode mnie o rok starszy, przez co był w innych budynkach, przeznaczonych dla uczniów liceum.

Jednak nie było przerwy, byśmy się nie widzieli. Czasem bywało tak, że coś zatrzymywało go dłużej w klasie — zawsze wtedy czekałam na niego na jednej ławce na terytorium szkoły. Nic nie umiałam poradzić na to, że zawsze, gdy tak czekałam, czułam smutek — przerwy były jedynym czasem, gdy mogliśmy razem spędzić choć trochę czasu i nawet te kilka minut bez niego były dla mnie trudne. Na szczęście zawsze pędem przychodził i rekompensował mi to z nawiązką.

Dotknęłam swoje usta i spojrzałam w okno swojego pokoju. Przez ostatnie trzy lata Dante i ja całowaliśmy się coraz częściej, a nawet czasem szedł troszkę dalej — całował moją szyję lub lizał ją delikatnie, sięgając do mojej brody językiem, by potem znów mnie pocałować, aż niemal mdlałam z przyjemności.

Sama jednak nie robiłam nic takiego. Bałam się. Bałam się, że jeśli zacznę…

To Ja stracę nad sobą kontrolę.

Jego mama ostrzegła mnie już w nasze pierwsze wspólne wakacje, żebym — gdy przyjdzie czas — nie odmawiała mu przyjemności. Żebym jak nadejdzie ta chwila nie uciekła przed jego potrzebami, które zarówno będę jego, jak i jego demonicznej strony.

Myślałam do tej pory, że jeśli będę sama też inicjować pocałunki, że będę go bardziej kokietować, to wystarczy… Jednak czułam, że od pewnego czasu Dante… jakby na coś czeka. Jednak nic nie mówił. Wiedziałam, że dla takich jak on pierwsze zbliżenie z partnerem jest niezwykle ważne. Dowiedziałam się jakiś czas temu, że może coś namieszać we krwi i zarazem mocy takiej osoby. Zdawałam sobie sprawę, że oboje jeszcze nie jesteśmy gotowi na ten ostateczny krok, jednak… powinniśmy się jakoś przygotować na niego.

Nie miałam pojęcia co robić, dlatego poszłam do osoby, która przeżywała — i przeżyła — dokładnie to, co ja teraz.

— Mamo? Śpisz? — zapytałam, zaglądając do sypialni rodziców.

— Nie — zobaczyłam, że czyta książkę. — Wejdź.

— Gdzie tata? — zapytałam, wchodząc do pokoju i zamykając za sobą drzwi.

— Jest w garażu, coś kręci przy samochodzie. Coś nie tak?

— Ja… — zaczęłam. — Chciałam zapytać… O… — zrobiłam się czerwona. Nie znosiłam tego odruchu u siebie. — Czy zanim się z tatą pierwszy raz kochałaś, zauważyłaś, że coś jest inaczej? — wypaliłam jak z karabinu, nim całkiem stchórzyłam.

Mama przez chwilę patrzyła na mnie i pomyślałam, że mnie nie zrozumiała, jednak po chwili zamknęła książkę i usłyszałam pełne ulgi:

— Dzięki Bogu.

— Co? — nie rozumiałam.

— Już się bałam, że poszłaś z tym do Astry — wyjaśniła.

Astra była mamą Dantego i również miała w sobie demoniczną krew.

— Usiądź — mama poklepała miejsce obok siebie.

Zrobiłam to, a ona zaczęła głaskać mnie po ramieniu.

— Czyli zaczynacie rozmyślać o pierwszym razie?

— Nie, nie rozmawialiśmy o tym — powiedziałam. — Jednak… mam wrażenie, że on na coś czeka — wyznałam i dodałam: — Nie sądzę, żeby jednak chodziło od razu o to…

— Wiem o czym mówisz — przerwała mi.

Spojrzałam na nią, a ona zaczęła:

— Powiem ci z własnego doświadczenia i z tego, co mi opowiadała Astra na temat tego, jak było u nich. Pozwoliła mi, na wypadek, gdybyś chciała znać wersję obu stron.

— Czyli wiedziała, że o to zapytam.

Mogłam się tego spodziewać.

— Tak — przyznała i zaczęła opowiadać: — No cóż, sprawa wygląda mniej więcej tak: Astra powiedziała mi, że osoba z demoniczną krwią, dopiero gdy odnajdzie partnera, zaczyna „wybudzać” potrzeby swojego demona — czy też dokładniej, to odnaleziony partner je budzi. Powiedziała mi, że ten „proces” bywa bardzo różny u różnych osób — wszystko zależy od tego, jakiego demona ktoś w sobie ma, jednak początek zawsze jest ten sam. Powoli rosnące potrzeby bliskości. Pamiętam, jak było ze mną i twoim tatą. On… tak naprawdę poszliśmy do łóżka dopiero wtedy, gdy sama to zainicjowałam, a i to nie było tak naprawdę łatwe. Demony są troszkę jak małe dzieci, cieszą się drobnym przyjemnościami. Jednak jesteście już w takim wieku, że pocałunki mogą wam nie wystarczyć. Podejrzewam, że Dante czeka na twój kolejny ruch. Będzie cierpliwy, jednak niedopieszczony zacznie się robić uciążliwy. Pamiętam, jak obraziłam się na twojego ojca, gdy po dwóch latach bycia razem nie poprosił mnie ani razu, bym się z nim kochała. Byłam zła, nawet wściekła — zastanawiałam się nawet przez moment, że ma problemy tam na dole i go wcale nie podniecam, ale… jak się okazało, że jego Wilk czeka, aż będę w pełni gotowa na nich, niemal zjadłam go łyżeczką — rozpłynęła się, na co ja tylko rzekłam:

— Mamo, to zdecydowanie za dużo informacji.

— Och, no tak — chrząknęła, chowając uśmiech. — Tak czy siak, masz odpowiedź. On nie powie ci, czego chce, chyba że go bezpośrednio spytasz lub sama mu nie powiesz, czego pragniesz. Nie dotknie cię również sam z siebie, dopóki jego demon nie uzna, że jesteś na to gotowa.

— To brzmi, jakbym sama miała wszystko zrobić — wymamrotałam.

Ona jednak uśmiechnęła się.

— Nie sądzisz, że to w pewien sposób słodkie?

— Słodkie? — zapytałam, zdziwiona, że użyła akurat tego słowa.

— No tak — odparła. — Powiedz mi, który facet w tych czasach potrafi kochać na tyle, by być tak cierpliwym i zadowalać się w pełni samą pieszczotą, dopóki jego ukochana nie będzie gotowa na ten ostatni krok?


Wracając do pokoju myślałam o tej rozmowie. Mama miała rację, nie istnieli ludzcy mężczyźni, którzy by się zadowolili samymi pieszczotami. Dante był demonem, lecz był także mężczyzną — a ja nawet nie pocałowałam go dalej niż w usta, mimo że odnaleźliśmy się trzy lata temu.

Fakt, byliśmy wtedy dziećmi. Jednak teraz już było inaczej — nawet w świetle prawa.

Weszłam do swojego pokoju, oświetlonego tylko światłem księżyca i od razu wyczułam znajomy zapach. Ten sam, który kupiłam mu na czternaste urodziny.

Kupiłam mu go dla niepoznaki i dałam przy wszystkich, by prawdziwy prezent przekazać mu, gdy będziemy sami — jednak i tak wybierałam go bardzo starannie. Ów zapach, gdy tylko go poczułam, od razu skojarzył mi się z Dantem.

I od tamtej pory używał tylko jego.

Zamknęłam cicho drzwi i stałam tak w ciemności, nie zapalając światła.

— Wiem, że tu jesteś — powiedziałam w mrok pokoju i po chwili zadrżałam, gdy objęły mnie od tyłu w talii jego ręce, przyciskając do siebie mocno.

— Witaj aniele.

Jego głos, gdy się poznaliśmy, był jeszcze głosem chłopca. Teraz jednak, po mutacji, którą najwyraźniej przeszedł już do końca, jego głos stał się całkiem inny — głęboki, gardłowy.

Kiedy go słyszałam przychodziły mi do głowy tylko dwa słowa: Czysty seks.

— Co tu robisz? — szepnęłam, patrząc ciągle przed siebie i zakrywając jego ręce na swoim brzuchu. — Miałeś podjechać po mnie rano.

Jego twarz była w moich włosach i poczułam, jak uśmiecha się w nie.

— Nie umiałem wytrzymać — wyznał cicho — Siedziałem przed domem przez dobrą godzinę po ciemku i myślałem o swojej pięknej partnerce, próbując przekonać samego siebie, że wytrzymam bez niej do jutra. Jednak świadomość, że mam aż tyle czasu czekać na twój dotyk, twój zapach… — wziął głęboki oddech i nęcąco westchnął koło mojego ucha. — Uznałem, że po co się katować i przyszedłem.

Przez cały czas miałam półprzymknięte oczy i wsłuchiwałam się w rozkoszne brzmienie jego głosu, ciesząc się twardością jego ciała przyciśniętego do moich pleców.

Moje milczenie chyba jednak wzbudziło jego niepewność, bo zapytał:

— Mari? Jesteś zła, że przyszedłem?

Wtedy zaśmiałam się cichutko.

— Nie — i oparłam się o niego cała, wtulając w to rozkoszne, ciepłe ciało. — Cieszę się, że przyszedłeś — wyznałam nadal cichym głosem. — Ale wiesz, że nie możesz zostać.

— Wiem — przyznał, lecz zacieśnił trochę uścisk. — Ale zanim pójdę, pocałuj mnie, dobrze? Tak dla mojego zdrowia psychicznego.

Znów stłumiłam śmiech.

— Na twój łeb nic nie pomoże — odparłam, lecz obróciłam się do niego, patrząc do góry. Obok niego zajaśniał ognik jego mocy, oświetlając twarz, która, niegdyś chłopięco piękna, teraz była po prostu męsko seksowna.

Jego rysy twarzy straciły łagodność i stały się dość ostre. Jednak i usta i oczy pozostały takie, jakie uwielbiałam — miękkie, ciepłe, pełne dobroci.

I bezsprzecznie rozpustne, gdy tak teraz na nie patrzyłam.

Uniosłam się na palce i pocałowałam go delikatnie, by zaraz polizać jego usta i wsunąć język między jego wargi. Te rozwarły się z delikatnym westchnięciem i po chwili lizałam z rozkoszą ich wnętrze, delikatnie pocierając swoim językiem o jego własny.

Smak Dantego zawsze przyprawiał mnie o palpitacje — był silny i bardzo wyrazisty… jak jakaś niespotykana przyprawa.

Nasze języki pocierały się o siebie coraz bardziej zajadle, a gdy nagle pogłębiłam mocno pocałunek, usłyszałam jego jęk — pełen prawdziwej, niekłamanej rozkoszy.

Rozmowa z mamą i niegdyś panią Astrą pojawiły się w mojej głowie.

Nie przestając go całować i lizać wnętrza jego ust otworzyłam oczy — jego własne były zamknięte, z czego się teraz cieszyłam, bo wiedziałam, że gdyby zobaczył wyraz moich oczu spaliłabym się ze wstydu.

Przesunęłam delikatnie ręce z jego piersi w górę, do jego szyi i oplotłam go nimi. Nie zareagował i nic dziwnego, bo to robiłam dość często.

Jednak gdy zaczęłam sunąć dłońmi w dół po jego piersi i znów w górę, by potem dać je do tyłu i zacząć ugniatać i głaskać jego silne plecy, nagle jego ręce wokół mnie zacisnęły się mocniej, a jedna dłoń zsunęła się nisko na moją talię.

— Mari, chcę cię dotknąć — wysapał gwałtownie i praktycznie bez tchu w moje usta.

— Gdzie? — zapytałam tylko.

— Tu — i powoli, tak, bym mogła w razie czego się odsunąć, zaczął wsuwać dłoń na mój pośladek.

Gdy ścisnął go delikatnie, poczułam od razu, jak wilgoć zbiera mi się między nogami. Przywarłam do niego mocno — nie kontrolowałam tego i bardzo mnie ten odruch zaskoczył.

— Nie podoba ci się? — usłyszałam jego szept.

Ja jednak wykrztusiłam prosząco:

— Nie przestawaj.

Wtedy poczułam, jak delikatnie masuje mój pośladek — po chwil jego druga ręka zajęła się drugim.

— Jesteś taka cudownie miękka — szepnął mi do ucha a ja poczułam, że zaczynam drżeć. — Rozkoszna, seksowna — wtedy złapał mnie mocno za pośladki, aż podskoczyłam zaskoczona i przycisnął do siebie.

Od razu poczułam, że jego penis napiera na mój brzuch.

— Dante — wydyszałam prosząco.

Choć jeśli miałam być szczera, nie wiedziałam do końca o co proszę.

Zobaczyłam jednak, jak ten zaciska powieki.

— Mów do mnie — poprosiłam i wyznałam: — Wiem, co teraz przechodzisz.

Spojrzał na mnie przygnębiony.

— Ja… nie jestem jeszcze gotowa na ostatni krok — wyznałam zgodnie z prawdą, mimo, że te pieszczoty naprawdę mi się spodobały. — Ale wiem też, że ty nie jesteś także — dodałam, widząc wyraz jego oczu. — Jednak… możemy próbować… innych rzeczy — zawstydzona próbowałam to wytłumaczyć. — Chcę by ten czas między nami był nie tylko koniecznością — spojrzałam mu zaczerwieniona w oczy. — Chciałabym…

— Kocham cię Marielle — przerwał mi delikatnie, znów mnie tuląc. — Jesteś pewna? — zapytał. — Byłem przygotowany, by samemu jakoś sobie z tym poradzić.

— Chcę ci pomóc… — przytuliłam go mocno. — Chcę, by to był początek…

Odchylił mi głowę i spojrzał w oczy, patrząc przez chwilę badawczo. Po chwili zobaczyłam jego uśmiech, lekko zawadiacki.

— Ostrzegam, że mam pełno pomysłów, które możemy wprawić w życie bez ostatniego kroku.

— Domyślam się — zakręciłam z uśmiechem oczami. — Od zawsze był w tobie zboczeniec.

Zaśmiał się cicho, jednak zaraz spoważniał.

— Marielle mówię serio. Jeśli mi pozwolisz, jeśli raz pozwolisz mi na jakąkolwiek przyjemność z tobą, będę chciał jej więcej. Nawet może się zdarzyć, że mój smok przejmie częściową kontrolę. A ten to już nie wiem co wymyśli — dodał.

Patrzyłam na niego przez chwilę i w ciszy złapałam go za rękę, uniosłam ją do swojej twarzy i pocałowałam.

— Mari… — zamarł, gdy wsadziłam sobie delikatnie jego palec do ust.

Czułam na twarzy rumieniec, jednak to co robiłam… podobało mi się to. Otoczyłam jego palec językiem i lekko podgryzałam, by po chwili miętosić go jak lizaka w buzi.

Jego jęk wypełnił moje uszy — po chwili poczułam, jak dotyka znów mój pośladek, miętosząc go dłonią tak, jak ja jego palec w swoich ustach.

Zaraz znów całowaliśmy się głęboko i bardzo mokro.

Jednakże kroki za drzwiami wyrwały mnie z tego amoku.

Oderwałam się od niego i wyszeptałam:

— Idź już kochanie. Jutro też jest dzień.

Przez chwilę dyszał z zamkniętymi oczami. Gdy w końcu się odezwał, jego głos był dość mocno stłumiony:

— To okrucieństwo kazać mi spadać, gdy posmakowałem taki kawałek raju.

— To wyobraź go sobie smakować każdego dnia i stopniowo dostawać go coraz więcej.

Wtedy spojrzał na mnie tymi pociemniałymi, pięknymi oczami.

— Przyrzekasz?

— Na całą moją miłość do ciebie.

Rozdział 2

Dante


Kiedy czekałem rano na Mari, czułem się dość dziwnie. Choć słowo „dziwnie” nie jest odpowiednim określeniem — nie byłem pewny, czy w ogóle istniało słowo, które mogło określić mój stan, ponieważ byłem zarazem pobudzony wewnętrznie, jak i po prostu niespokojny po wczorajszym wieczorze. Na dodatek po tym, jak wróciłem do domu, nie mogłem w ogóle spać.

Przez to wszystko czułem się jak wrak człowieka — szczęśliwy wrak człowieka, który otrzymał coś cennego.

— Witaj Dante — pani Charlotte wyszła z domu, pod którym czekałem, oparty o czarnego peugeota najnowszego typu. — Widzę, że prawko się przydaje — uśmiechnęła się.

Odwzajemniłem uśmiech.

— Tak — przyznałem.

Inni pierwsze co zwróciliby uwagę na samochód, a nie pytali mnie oględnie z tak ciepłym uśmiechem, czy cieszę się z prawa jazdy.

— To dobrze, twoja mama powiedziała mi, że zdałeś za pierwszym razem.

Kiwnąłem głową.

Wtedy uśmiechnęła się trochę złośliwie.

— Shawn był zazdrosny — wyznała konspiracyjnym szeptem. — On zdał za drugim.

Zachichotałem, zaglądając w stronę domu. Pan Shawn był świetny, jednak czasem bałem się go jak cholera.

— Wiesz Dante… — zaczęła nagle. — Tyle dni już jeździsz tym autem… a jeszcze nigdzie nie zabrałeś Marielle — rzekła nagle z ubolewaniem.

Zamarłem — jej ton był aż nadto znaczący.

— Chciała, bym ją gdzieś zabrał? — zapytałem prędko.

Wtedy ona zakręciła oczami.

— Żartujesz? — zapytała, a ja odetchnąłem. — Mówimy o Marielle, ona prędzej sama by cię gdzieś wyciągnęła niż prosiła, byś ją gdzieś zabrał.

Od razu zapaliła mi się w głowie lampka.

— Hm… — zacząłem. — W takim razie może ją gdzieś zabiorę? Nie ma pani nic przeciwko? — grałem, tak jak ona.

— To świetny pomysł — rzekła z autentycznym zaskoczeniem, jakbym naprawdę sam na to wpadł. — Może pójdziecie na pizzę? Po drugiej stronie jeziora jest nowa pizzeria. Świetne miejsce na randkę.

Uśmiechnąłem się szeroko. Nic nie potrafiłem na to poradzić — kochałem tę kobietę jak własną matkę.

— Dziękuję za podpowiedź.

— Tylko wróćcie przed północą — rzuciła na odchodne, machając do mnie ręką.

Północ… wiele mogło się zdarzyć do północy — pomyślałem. — Do tego randka…

Nagle zdałem sobie sprawę, że nigdy tak naprawdę nie wyszliśmy we dwoje do miasta jak normalna para. Zawsze byliśmy z naszymi rodzinami lub siedzieliśmy raz u niej, raz u mnie.

Kiedy Marielle w końcu wyszła z domu i zobaczyła moją twarz, aż zamrugała.

— Czy ty coś brałeś? Jakieś działające na demony używki?

— Nie, czemu pytasz? — zapytałem radośnie.

— Bo wyglądasz, jakbyś był na haju — uznała, patrząc na mnie podejrzliwie.

— Nie jestem. Po prostu się cieszę, że jest taki piękny dzień jak dziś.

W odpowiedzi podeszła do mnie i przyłożyła mi rękę do czoła.

— Nie masz gorączki — zmrużyła oczy, przyglądając się moim. — Oczy też normalne.

— Mówię ci, że jestem po prostu szczęśliwy — nie mogłem opanować radości w głosie.

Wtedy nagle jej oczy rozszerzyły się.

— Chyba nie po wczo… — zamilkła gwałtownie.

Wtedy uśmiechnąłem się czarująco.

— Po „wczo”? Jakie „wczo”?

Zakręciła na to oczami i bez słowa weszła do samochodu. Zamknąłem za nią, odpaliłem samochód i ruszyliśmy do szkoły.


W trakcie jazdy moją uwagę przykuł pewien szczegół. Marielle siedziała obok mnie, a jej długie nogi opinała krótka spódniczka. Zauważyłem ją od razu jak wyszła z domu, ale teraz, gdy siedziała obok mnie, ze spódniczki do kolan, stała się nagle spódnicą do połowy ud, tak, że widziałem wyraźnie duży fragment jej zgrabnych nóg.

Poczułem, jak zaczyna swędzić mnie lewa ręka, więc mocno zacisnąłem ją na kierownicy.

— Dante? — odezwała się nagle.

— Tak? — zapytałem.

Czułem, że ogarniają mnie coraz mroczniejsze myśli — jak sięgam do jej nóg by gładzić uda i poczuć dotyk jej nagiej skóry.

— Ładnie wyglądam?

Zacisnąłem zęby. Czemu musiała zapytać akurat o to? Bałem się, że jak się odezwę, głos będzie mi drżał z pragnienia.

Wtedy poczułem na sobie jej wzrok.

— Wszystko okej? Jesteś na mnie zły? — zapytała cicho.

— Nie — wycedziłem i to był mój błąd.

— Przecież widzę, że tak — odparła od razu. Po co w ogóle się odzywałem?! — Co zrobiłam? Przed chwilą byłeś aż zbyt szczęśliwy, a teraz wyglądasz, jakbym cię wnerwiła na maksa!

— To nie ty — zdołałem powiedzieć, próbując nad sobą zapanować.

— A więc co jest? — nie dawała za wygraną. Nagle poczułem, że pojawia się jej prawdziwa natura: głos stał się pełen kochanej przeze mnie troski. — Dante co się dzieje? Boli cię coś? Brzuch?

— Nie, nic mi… — wtedy nachyliła się do mnie, opierając dłoń o moje udo.

— Powiedz mi… — szepnęła przejęta, a ja gwałtownie zjechałem na pobocze drogi i zatrzymałem samochód.

Dyszałem, a ona patrzyła na mnie coraz bardziej zmartwiona. Chciałem wyjść z auta by choć trochę ochłonąć, jednak nim wyszedłem złapała mnie mocno za ramię.

— Dante! — jej głos był pełen tłumionych łez.

— Kurwa — przekląłem, lecz wróciłem do poprzedniej pozycji, zamykając z powrotem drzwi. — Przepraszam Marielle. Przepraszam, cholera jasna przepraszam.

— Co się stało? — zapytała ponownie, a ja zamknąłem na moment oczy i w końcu wyznałem:

— Ty się stałaś.

Zamrugała, jednak milczała.

— Pytałaś się mnie, czy ładnie wyglądasz. Boże, czy ty się słyszysz? — zapytałem. — Ładnie? Ty miałabyś wyglądać ładnie? Przecież ty wyglądasz jak dziewczyna z playboya, tylko ubrana.

Gwałtownie zalała się rumieńcem, lecz nadal się nie odzywała.

— Do tego… — kontynuowałem. — Po wczorajszym jestem cały czas nakręcony, w ogóle nie mogłem spać w nocy. A teraz ty, taka piękna i seksowna siedzisz przede mną z…

— Z? — zapytała w końcu cicho.

Zerknąłem na nią, ale zaraz odwróciłem wzrok.

— Twoje nogi — powiedziałem i poczułem szóstym zmysłem, że na nie spojrzała.

Milczała chwilę.

— Coś z nimi nie tak?

Jej pytanie wycisnęło ze mnie mocno zduszony śmiech.

— Boże. Nie tak? Marielle… zasłoń trochę uda, bo moja kontrola zaczyna bardzo szybko opadać.

Znów chwilę milczała, jednak wyczułem, że się poruszyła.

— A co chcesz zrobić, że twoja samokontrola opada? — zapytała cicho.

Oparłem czoło o kierownicę z zamkniętymi oczami.

— Pragnę cię dotknąć — wyznałem. — Chcę dotknąć twoje uda i gładzić je.

Nie musiałem na nią patrzeć, by wiedzieć, że delikatnie zadrżała.

Milczeliśmy jakiś czas, gdy nagle złapała mnie za rękę. Nim się połapałem, co się dzieje, wyczułem pod palcami jej ciepłą, nagą skórę. Zadrżałem na to wrażenie, lecz otworzyłem spokojnie oczy i nie odrywając głowy od kierownicy, spojrzałem na nią.

Była czerwona, ale patrzyła na mnie z równie wielkim spokojem, co ja na nią.

— Więc na co czekasz? — zapytała.

Wyprostowałem się, przypatrując jej twarzy. Nie widziałem w niej ani krzty wahania. Wziąłem głęboki oddech i spojrzałem na swoją dłoń, ułożoną na jej udzie, bardzo blisko granicy spódnicy.

— Powiedz, kiedy mam przestać — poprosiłem tylko, już o nic nie pytając i zacząłem delikatnie gładzić jej udo, jeżdżąc po nimi opuszkami palców. Zaraz jednak — nie mogąc się oprzeć — położyłem na nim całą dłoń i zacząłem głaskać całą powierzchnią, sięgając wpierw do jej kolana, na którego — zanim podążyłem dłonią na jej łydkę — ułożyłem rękę.

Spojrzałem na nią, czekając na jej przyzwolenie.

Gdy kiwnęła w ciszy głową, schyliłem się bo móc pieścić łydkę. Moja twarz znalazła się automatycznie bliżej jej uda i zakrytej niedaleko kobiecości, od której od razu poczułem znajomy zapach jej podniecenia.

Zamknąłem oczy i bezwiednie schyliłem się mocniej. Poczułem, że wzięła głęboki oddech, lecz nadal milczała, nie powstrzymując mnie.

Zacząłem powoli się unosić, a wraz ze mną moja ręka, która przebyła całą drogę od jej łydki, przez kolan i z powrotem do uda.

Ułożyłem ją tam z powrotem, blisko krawędzi jej spódnicy i ścisnąłem udo patrząc na jej twarz.

Przybliżyłem do niej usta, czując jak jej krew szybciej krąży pod moimi palcami.

— Czy mogę? — zapytałem cicho.

Wtedy zaczęła otwarcie dyszeć i pocałowałem ją bez słowa.

Całowałem ją, delikatnie liżąc wnętrze jej aksamitnych ust, cały czas uciskając jej udo, by po chwili przesunąć je na drugie i również zacząć masować.

Po minucie odsunąłem się delikatnie, a z jej ust dobył się rozkoszny, bezradny jęk.

— Podoba cię się to? — szepnąłem, choć znałem odpowiedź.

Chciałem, by to powiedziała.

— Tak — przyznała ochryple.

Wtedy zabrałem rękę z jej ud, ująłem delikatnie jej policzek i pocałowałem ją po raz ostatni.

— Spóźnimy się na rozpoczęcie.

Patrzyła mi chwilę w oczy, dysząc cicho. W końcu kiwnęła głową.

Odpaliłem samochód i ruszyliśmy dalej.

Marielle milczała przez dłuższą chwilę, próbując dojść do siebie. Jednak w pewnym momencie zapytała:

— Czy… — delikatnie odchrząknęła. — Czy tego chciałeś?

— Tak — wyznałem. — To było cudowne.

— Cudowne? — jej śmiech był zduszony. — A co ja mam powiedzieć?

Spojrzałem na nią, parkując niedaleko szkoły.

— Czyli… będę mógł to robić częściej?

Westchnęła cicho i powiedziała, sprawiając mi swoimi słowami ogromną przyjemność:

— Tak, jeśli tylko będziesz chciał.

Rozdział 3

Marielle


Nie musiałam długo czekać, by sytuacja, która tak bardzo mnie rozpaliła, pociągnęła za sobą następną, gdyż w czasie jednej z przerw, gdy jedząc siedzieliśmy obok siebie na szkolnej ławce, zauważyłam, że Dante spogląda co chwilę w dół, na swoje stopy. Niestety aż za dobrze wiedziałam, że mogło oznaczać to wszystko, łącznie z jakimś niebezpieczeństwem, dlatego zapytałam go cicho z zaniepokojeniem:

— Co się dzieje?

Zerknął na mnie i nachylił się do mojego ucha. Wyszeptał:

— Zaglądam za sznurkiem?

— Sznurkiem? — nie miałam pojęcia, o czym on mówi.

— Tym, który związuje mnie z tobą coraz ciaśniej — wyjaśnił mi cicho, a ja poczułam, jak narasta we mnie ciepło. Odsunął się odrobinę i spojrzał mi w oczy. — Aż w końcu… — specjalnie zawiesił głos, ale ja i tak spaliłam buraka.

— Zbok — powiedziałam tylko, lecz moje serce waliło jak dzwon.

— Jesteś brudna — rzekł nagle, a ja zaskoczona zaczęłam wycierać twarz.

— Gdzie?

Wtedy dotknął moje czoło.

— Tutaj — i uśmiechnął się seksownie. — Twoje brudne myśli zaraz wyjdą ci uszami.

Wtedy uniosłam dłoń, położyłam na jego twarz i odsunęłam go na długość ręki.

— A kysz siło demoniczna.

— O nie — rzekł nagle i po chwili ciągnął mnie gdzieś.

Nagle przyparł mnie do ściany budynku i mocno wbił się w moje usta. To już nie był delikatny pocałunek. On mnie wchłaniał, zagarniał całą, aż zostałam jęczącym z rozkoszy kawałkiem ciała, które pragnie jedynie, by je dotykał. Jednak kiedy znów poczułam jego dłoń na pośladku — tak jak za tym pierwszym razem — przywarłam do niego niekontrolowanie, pragnąc być bliżej niego.

Nie bałam się, że ktoś nas zobaczy — Dante umiał rozpościerać coś w rodzaju osłony, której nikt nie mógł przejrzeć. Ani tak naprawdę wyczuć, że ktoś w ogóle tu był. Dla wszystkich naokoło byliśmy po prostu kawałkiem scenografii lub częścią powietrza, ale my dla siebie…

— Dante — wydyszałam w pewnej chwili drżąco. — Nie tutaj.

Bez słowa wtulił twarz w zgięcie mojej szyi, a ja odwzajemniłam uścisk, przyciskając również w milczeniu policzek do jego głowy.

Bo i żadne słowa nie były nam tak naprawdę potrzebne.


Dante obwieścił mi po szkole, że zabiera mnie na pizzę. A ja nie miałam zielonego pojęcia dlaczego.

— Bo nigdy nie byliśmy razem od tak, we dwoje — wyjaśnił mi, gdy o to zapytałam. — Zawsze spędzamy czas z rodzicami albo w domu. — Nagle złapał mnie za rękę i wyznał namiętnym szeptem, jakiego jeszcze u niego nie słyszałam: — A ja chcę wyjść z tobą i pokazać światu, jak piękną i seksowną mam ukochaną. — Po czym dodał już normalnie: — To będzie nasza pierwsza prawdziwa randka.

Nie mogłam się nie zgodzić, gdy tak przedstawił sprawę, jednak był pewien problem:

— Ale rodzice myślą, że wrócę do domu.

— Mamy czas do północy. Twoja mama… pozwoliła ci ze mną być do tej pory. Zamrugałam zaskoczona, na co on nachylił się do mnie mocno, tak jak zawsze i spytał tonem skazańca:

— Nie uczynisz mi tej przyjemności?

Wtedy uśmiechnęłam się — nie mogłam się powstrzymać.

— No dobrze. Jeśli będzie dobra ta pizza, to może uznam, że nie był to stracony czas — i wsiadłam do samochodu, obserwując jak idzie do mnie z szerokim uśmiechem.


Kiedy weszliśmy do nowo otwartej pizzerii za jeziorem, okazało się, że w środku są niemal same pary.

Usiedliśmy przy jednym z okien — naprzeciw siebie — i niemal od razu dostaliśmy menu.

— Dla par polecamy pizzę zakochanych — odezwała się kelnerka, jeszcze zanim przejrzeliśmy kartę.

— A z czym jest? — zapytał Dante.

Kobieta wymieniła kilka składników, na co stwierdziliśmy równocześnie.

— Bierzemy, ale bez oliwek.

I od razu zaczęliśmy się śmiać.

Gdy kelnerka odeszła, Dante oparł łokcie o stolik, położył głowę na pięści i patrzył na mnie ze szczęśliwym wyrazem twarzy.

— Kocham cię, wiesz?

Wtedy ułożyłam się tak samo jak on i wyznałam:

— Wiem. A Ty wiesz, że Ja kocham ciebie?

Jego oczy błyszczały radością.

— Coś mi się kiedyś obiło o uszy — przyznał.

— Świnia — rzekłam pieszczotliwie, na co odparł:

— Oink.

Pizza okazała się bardzo dobra i jedliśmy, jakby świat miał się zaraz skończyć. Gdy został ostatni kawałek, zmierzyliśmy się bez słowa wzrokiem.

— Mówiłeś, że mnie kochasz — powiedziałam z wyrzutem.

— Tak, a ty odparłaś, że też mnie kochasz.

— Na co ty odpowiedziałeś, że tylko „obiło ci się to o uszy”, podczas, gdy ja od razu to zaakceptowałam. Żądam rekompensaty za taką zniewagę.

I sięgnęłam po kawałek. Jednak ten drań był szybszy i nim mrugnęłam okiem wgryzał się w ostatni trójkąt najpyszniejszej pizzy, jaką w życiu jadłam.

— Hej! To nie fair! Ja tak nie umiem.

On jednak tylko ostentacyjnie zaczął żuć, wręcz jęcząc z przyjemności.

— Zemszczę się — obiecałam mu wkurzona.

Wtedy spojrzał na mnie złośliwie, przełykając pizzę.

— Skoro aż tak chcesz, to poproś — może się podzielę.

Prychnęłam.

— W twoich snach.

— Nie, w moich snach robisz coś innego — wyznał i po chwili siedział obok mnie. — Skoro obiecujesz mi krwawą zemstę, to chyba muszę się podzielić — zobaczyłam, jak obejmuje ustami kawałek pizzy i nachyla się nade mną.

Zaczerwieniłam się, wiedząc doskonale, czego chciał, dlatego udając oburzenie odwróciłam wzrok. Wtedy nagle dobiegły mnie szepty:

— Co za strata, taki facet…

— Ja na jej miejscu porządnie bym się zastanowiła, nim odmówiła takiemu gościowi.

— Ej, może skorzystajmy z okazji. Podejdźmy i zaproponujmy mu…

Wtedy spojrzałam na Dantego, który nadal siedział w tej samej pozycji. Nie odwracał wzroku, jednak wiedziałam, że też to słyszał.

Spojrzałam mu w oczy, próbując przekazać, co chcę zrobić. Jak zwykle odczytał mnie bez problemu i zobaczyłam jak uśmiecha się do mnie seksownie, wyciągając pizzę z pomiędzy ust.

Gdy dziewczyny ruszyły w naszą stronę, nagle odezwał się:

— Dobrze aniele. Wygrałaś. Poddaję się. Ale w zamian… to Ty nakarmisz Mnie.

Uśmiechnęłam się leciutko.

— Cieszę się, że w końcu to do ciebie dotarło — powiedziałam niskim tonem, którego ćwiczyłam ostatnio przez lustrem i posłałam mu spojrzenie spod rzęs.

Zaskoczyłam go. I widać było, że dość mocno. Zabrałam delikatnie pizzę z jego ręki i odgryzłam wolno kawałek, patrząc mu w oczy — resztę włożyłam między wargi, nachylając się do niego.

Zauważyłam kątem oka, że dziewczyny zamarły.

Dante przysunął się i odgryzł wystający kawałek zaraz przy moich ustach. Zjadł go bardzo powoli i szepnął, jednak dość głośno, by dziewczyny usłyszały:

— Nie pojadłem. Chyba musisz podzielić się też resztą.

I bez słowa pocałował mnie namiętnie, jednocześnie wydobywając z moich ust kawałek pizzy.

— Mmm… — zamruczał, zjadając go. — Pyszna pizza — wyznał. — Ale ty… — złapał moja twarz w dłonie i rzekł mrocznym, gorącym tonem: — Ty jesteś jeszcze pyszniejsza.

I pocałował mnie tak, jak chyba jeszcze nigdy. Nasze pocałunki zwykle były dość długie, jednak on całował mnie i całował, i całował, coraz głębiej i głębiej, a ja czułam, że zaraz oszaleję. Byłam coraz bardziej mokra między nogami — moja kobiecość pulsowała w takt bicia mojego serca, które ponownie zostało opanowane przez mroczne, rozkoszne myśli.

Kiedy niemal pozwoliłam sobie, by zjechać dłonią w dół jego ciała, on oswobodził delikatnie moje wargi i niemalże z czcią pozostawił na nich ostatni, tak bardzo delikatny pocałunek, że poczułam łzy pod powiekami.

— Kocham cię Aniele — szepnął zdyszany i mocno mnie przytulił.

Szczęśliwa zamknęłam oczy.

Nigdy nie kochałam go bardziej niż w tej jednej chwili.


Po wyjściu z pizzerii postanowiliśmy trochę po rozglądać się po mieście. Dante mocno złapał mnie za rękę i spacerowaliśmy tak ze splecionymi dłońmi, cisząc ładną pogodą. W pewnym momencie dostrzegłam, jak kobiety na niego patrzą i poczułam coś na kształt satysfakcji.

Patrzcie sobie. Możecie.

Ale on należy do Mnie.

Z tą myślą po raz kolejny uświadomiłam sobie, że od pewnego czasu czułam się trochę dziwnie. Miałam wrażenie, że odkąd pierwszy raz go pocałowałam te trzy lata temu, w moim ciele, w moim umyśle coś powoli narasta. I z biegiem czasu staje się coraz bardziej zaborcze i coraz bardziej dumne.

To coś nie wątpiło w jego uczucie ani trochę, mimo tego wszystkiego co mi się przytrafiło aż do momentu, gdy go poznałam.

Ludzie zwykle odsuwali się ode mnie lub po lekkim poznaniu traktowali jak dziwoląga, z którym nie chcieli mieć nic wspólnego.

Jednak… teraz tak myśląc uświadomiłam sobie, że w Jego zapewnienia nigdy nie wątpiłam. Odkąd go poznałam, ani razu nie poczułam tego uczucia, tego strachu.

Nawet teraz, spacerując z nim po mieście i widząc tyle pożądliwych spojrzeń kierowanych w jego stronę, moja nie zachwiana pewność, że on nigdy na nikogo nie spojrzy jak na mnie, zadziwiła mnie samą.

Coś we mnie… pragnęło, by Wszyscy wiedzieli, że on jest tylko Mój.

I wpadłam na pomysł.

Puściłam jego rękę i bez słowa objęłam go w talii, wkładając rękę do tylnej kiszeni jego jeansów.

Od razu poczułam, że przeszył go delikatny dreszcz. Spojrzałam do góry — patrzył na mnie jak na kawałek słodkiego ciasteczka, jednak gdy się nachylił, pocałował mnie tylko w głowę. Po chwili owinął rękę wokół mojej talii i — pewnie dlatego, że nie miałam kieszeni w spódnicy — zaczepił kciuk o szlufkę nad moim pośladkiem, a resztę dłoni położył tak, by móc czuć jego ruchy.

Spacerowaliśmy tak dość długo, zaglądając do sklepów, kiedy nagle Dante zatrzymał się przed jakimś.

Wpatrywał się w coś i zobaczyłam, że stoimy przed Jubilerem.

— Chodź — pociągnął mnie do środka.

Rozejrzałam się po wnętrzu, a Dante poszedł do ekspedienta.

Po chwili Dante podszedł do mnie z parą bardzo ładnych, wiszących, złotych kolczyków.

— Myślisz, że spodobają się twojej mamie?

— Pewnie — odparłam, ale zaraz dodałam: — Tyle, że ona nie ma teraz urodzin.

— To w ramach podziękowań — rzekł tajemniczo.

— Aha — powiedziałam, a on poszedł zapłacić.

Nie wiedząc, co ze sobą zrobić, oglądałam biżuterię ze srebra, bawiąc się naszyjnikiem z pierścionkiem, którego dostałam od niego już lata temu, kiedy nagle usłyszałam zduszone:

— Ten pierścionek — zobaczyłam niskiego, starszego faceta, z ulokowanymi na czole wielkimi okularami jubilerskimi. Niemal ślinił się, patrząc na moją szyję. — Idealna imitacja „smoczego oka”. Powiedz dziecko, skąd go masz?

— Um… dostałam kiedyś — wyznałam trochę zdziwiona.

Nie sądziłam, że ten pierścionek ma jakąś nazwę.

— Mogę zobaczyć? — zapytał przejęty.

Nie miałam zamiaru zdejmować naszyjnika, dlatego po prostu podeszłam i podsunęłam mu do ręki — na szczęście łańcuszek był długi.

— Mój Boże… — rzekł nagle, patrząc na niego przez okulary. — Mój Boże — jego głos był zduszonym szeptem. — To oryginał. To prawdziwy pierścień „smocze oko”. Dziecko… — spojrzał na mnie przejęty, a że jego oczy były nadal zakryte tymi dziwnymi okularami, wyglądał co najmniej dziwnie. — Czy ty w ogóle wiesz, co nosisz na szyi?

— Yyy…

— Ten pierścień według starych legend został stworzony przez prawdziwego, żyjącego smoka. Stworzył go z pomocą własnej łuski, która miała być podstawą pierścienia, oraz kamieni, które zbierał w swoim leżu, a które miały być barwą związaną z jego naturą. Podobno złączył to wszystko z pomocą swojego magii, by dać go ukochanej kobiecie.

Byłam w takim szoku, że patrzyłam tylko na niego zbaraniała.

— Ten pierścień… Gdyby dał ci go prawdziwy smok, a ty przyjęłabyś go od niego, oznaczałoby to, że w tym momencie stałaś się jego.


Kiedy wybiła godzina dwudziesta, ja nadal byłam przez to wszystko oszołomiona i zdezorientowana. Akurat siedzieliśmy z Dantem na ławce, a mi cały czas kotłowały się po głowie dalsze słowa jubilera.

„- Oczywiście jest to legenda, nie prawda, ale gdyby była… Stałabyś się jego narzeczoną. Podobno nieliczne pierścienie „Smoczego Oka”, które istnieją do dzisiaj, są uważane same w sobie za uosobienie prawdziwej miłości”.

A potem zaczął gadać o tym, żebym mu go odsprzedała. Facet był niespełna rozumu, jeśli myślał, że po tym co usłyszałam ktoś go jeszcze kiedykolwiek dotknie poza mną i Dantem.

A mówiąc już o nim…

— Marielle, co ten facet ci nagadał? — zapytał w końcu podirytowany. — Odkąd wyszliśmy ze sklepu cały czas milczysz, a jak spojrzałem na faceta niemal płakał… Co mu zrobiłaś?

Prychnęłam, kiedy usłyszałam to głupie pytanie.

— Odmówiłam mu.

— Czego? — zapytał podejrzliwie i nagle wstał. — Idą go zabić — oznajmił, a ja złapałam go mocno za koszulę.

— Zero zabijania — powiedziałam. — I nie o to chodzi. Nie wszyscy są takimi zbereźnikami jak ty.

Wtedy kucnął przede mną i położył dłonie na moje kolana.

— A więc o co chodziło?

Postanowiłam się nie kryć i po prostu podłożyłam palec pod pierścionek, wysuwając go do przodu.

— O to.

Spojrzał na pierścionek, potem na mnie i znów na pierścionek. W jednej chwili ujrzałam zmianę w jego spojrzeniu.

— Chciał go odkupić? — zaśmiał się zgrzytliwie. Bardzo dawno nie słyszałam tego śmiechu — śmiechu pełnego kłamstw. — No cóż, jest troszkę wart — przyznał.

— Wart? — zapytałam, postanawiając, że na razie skupię się na najważniejszym. — Dlatego, że jest zrobiony z bardzo kosztownego białego złota z autentycznymi szafirami i szmaragdami?

Jubiler powiedział mi o tym, gdy zaczął proponować cenę za niego. Legenda legendą, jednak pierścień poza wartością historyczną był także cholernie kosztowny.

— No proszę, wydało się — jego słowa, ton, wszystko było podszyte coraz większym kłamstwem. — Teraz się nie dziwię, że niemal płakał.

— Nie dlatego płakał — wyznałam od razu.

Wtedy poczułam, jak jego ręce na moich kolanach zaczynają się trząść. Zaczął lekceważąco:

— To pewnie było mu żal, że…

— Dante — przerwałam mu. — Powiedział mi.

— „Powiedział”? Co powiedział? Co ten koleś niby mógł wiedzieć? — zaczął nagle opryskliwie.

— Powiedział, że ten pierścionek nazywa się „Smocze Oko”…

— No tak — przyznał do razu trochę spokojniej. — Jest dość rzadko spotykany, podobno nie ma ich wiele. Chyba nie myślałaś, że to prawdziwe smocze oko? — próbował zażartować.

— Nie — przyznałam, jednak zaczęłam powtarzać słowa jubilera. — Zrobiony z łuski smoka. — Na te słowa zesztywniał. — I kamieni z jego leża. Stopiony w jedność z pomocą smoczej magii.

Wtedy wstał gwałtownie i obrócił się do mnie tyłem, zaciskając pięści.

— Dlaczego? — zapytał nagle. — Dlaczego tak cię obchodzi to co mówił? Nawet jeśli to prawda, to czemu tak naciskasz?

— Bo powiedział coś jeszcze — wyznałam cicho.

Nie odwracał się, więc wstałam. Staliśmy pod lampą, naokoło było już prawie ciemno. Ale ja widziałam go tak wyraźnie jak nigdy.

— Powiedział, że smok stworzył go dla ukochanej. I że jakbym przyjęła go od prawdziwego smoka, od tamtej chwili stałabym się tylko jego.

Zerwał się wiatr, jakby w odpowiedzi na targające mną emocje, poruszając moimi włosami, które przesuwały mi się po ramionach.

— Dante… czy to prawda? — zapytałam go. — Czy ja… przyjmując go od ciebie już wtedy…

— Co? Przypieczętowałaś swój los? — zapytał nagle wściekłym głosem.

— Ja… — zaczęłam, lecz wtedy obrócił się do mnie — jego oczy jarzyły się mocą jego smoka.

Rozdział 4

Dante


Byłem zły na tego jubilera i to tak bardzo, że mój smok się przebudził. W rzeczywistości jednak byłem najbardziej zły na siebie.

Spojrzałem na nią Marielle, która zobaczywszy oczy moje go smoka cofnęła się.

— Jestem wściekły — rzekłem, czując, że aż drżę ze zdenerwowania. — To ja miałem ci powiedzieć. Cholera, Ja miałem!

— D… — usłyszałem cichy szept w momencie, gdy znów cofnęła się powoli.

Na ten widok aż zagrzmiałem:

— Nie cofaj się przede mną!

Zamarła i dostrzegłem łzy w jej oczach — opamiętałem się i poczułem jak ostatnia świnia.

— Przepraszam… aniołku, przepraszam… — zachwiałem się i padłem przed nią na kolana. — Przepraszam!

Schyliłem się mocno, niemal dotykając głową ziemi.

— Nie chciałem by to wyszło w ten sposób — wyznałem, czując jak złość zastępuję przerażenie i rozpacz. — Chciałem poczekać, upewnić się… ale najzwyczajniej spieprzyłem to. Gdy dałem ci ten pierścionek… wiedziałem co robię. Jednak byłem zdesperowany — bałem się, że cię stracę i to tak mocno, że postanowiłem związać cię ze sobą w jedyny dla mnie możliwy sposób. Od początku czułem do ciebie aż za wiele, jednak nie wiedziałem wtedy, że jesteś moja partnerką — mój smok zaś musiał poznać cię od razu. Lata mijały, a ja czułem coraz bardziej, że muszę ci to wyjaśnić, jednak bałem się, że źle to zrozumiesz, że… — wtedy poczułem, jak łzy spływają mi po policzkach, a potem kapią na ziemię. — Przepraszam.

Klęczałem tak, bojąc się poruszyć, bojąc odetchnąć… bojąc, że ona ucieknie.

Jednak po chwili wyczułem, że podchodzi do mnie. I pojawił się jeszcze większy strach — strach przed tym, co zaraz usłyszę.

— Wstań — wychrypiała.

Bezradnie pokręciłem głową — nie mogłem. Nie miałem odwagi by choć na nią spojrzeć.

Poczułem, że się poruszyła i dostrzegłem jej kolana zaraz naprzeciwko mnie — musiała klęknąć. Jednak to jej dalsze działania mną wstrząsnęły — przytuliła twarz do mojej głowy i od razu wyczułem zapach jej łez.

Milczała jednak, roniąc je w absolutnej ciszy.

— Marielle — poprosiłem w końcu. — Odezwij się.

— Czy ja naprawdę jestem twoja? — zapytała.

A ja wyznałem:

— Tak. — Nie umiałem kłamać. Nie jej.

— Czy… — zaczęła. — Czy ta część z narzeczoną… czy ona…

— Jeszcze nie — zacisnąłem mocno powieki. — Jest to jedyna rzecz, jakiej jeszcze nie zrobiłem. Dlatego założyłem wtedy pierścionek na łańcuszek. Chciałem… chciałem, gdy wyjaśnię ci wszystko… założyć ci go na palec — wyznałem z bólem. — Ale teraz… nie wiem nawet, czy mogę cię o to prosić.

Jej płacz się wzmógł, jednak nagle usłyszałem:

— Chcesz… chcesz, mieć za żonę taką jędzę jak ja?

Otworzyłem ciągle mokre oczy i wpatrzyłem się w ziemię, czując coś w sobie — w Niej.

Te słowa…

— A czy ty chciałabyś takiego dupka jak ja? — zapytałem, łapiąc się ostatniej nadziei.

Tymczasem płacz — o ile mógł — stał się jeszcze większy.

— Ale my nie możemy… — wyszeptała, a ja poczułem smagnięcie przeraźliwego bólu. Resztki nadziei znikały jak…

— Jesteśmy jeszcze niepełnoletni — wychlipała, drżąc na całym ciele. — Kto nam udzieli ślubu?

— Marielle — wyszeptałem, czując się, jakbym znalazł się we śnie. — A gdybyśmy… gdybyśmy jeszcze poczekali… — Nie wierzyłem, że to się dzieje. — Przyjęłabyś pierścionek… a potem wyszła za mnie?

— Nie chcę nikogo innego — chlipała dalej, tuląc moją głowę coraz mocniej. — Nie chcę. Chcę ciebie z twoim smokiem, chcę… mieć z tobą w przyszłości dzieci — wyznała, a mi puściły hamulce.

Podniosłem się i przytuliłem ją mocno do siebie, a ona wczepiła się we mnie, szukając ze mną bliskości.

Podniosłem się z nią na rękach i usiadłem na ławce, sadowiąc ją na swoich kolanach.

Przez ponad godzinę nie robiliśmy nic innego, tylko tuliliśmy się do siebie mocno.

— Marielle — poprosiłem w pewnym momencie cicho. — Spójrz na mnie.

Wzięła głęboki, drżący oddech, tuż przy mojej skórze i spojrzała na mnie przez nadal wilgotne oczy.

— Wyjdziesz za mnie?

Usłyszawszy to zaczęła śmiać się przez łzy.

— A czy Goku i ChiChi się pobrali?

Też się zaśmiałem. Goku i ChiChi byli postaciami z japońskiego anime zwanego Dragon Ball. Gdy po raz pierwszy przyjechała do mnie do domu te trzy lata temu, miała na sobie koszulkę z tej serii.

Dzięki temu od razu złapaliśmy kontakt — oboje byliśmy fanami tej „animacji” i czasami nawiązywaliśmy do niej w czasie rozmów, przypominając sobie tamten dzień… i wiele późniejszych.

— Tak — przyznałem i zdjąłem pierścionek z jej łańcuszka.

Zapiąłem go w ciszy z powrotem na jej szyi, a potem drżącą ręką ująłem jej dłoń, wkładając na palec pierścień.

Kiedy to robiłem obiecałem jej:

— Jednak ja mam zamiar być lepszym mężem i ojcem, niż on kiedykolwiek mógłby być.

Rozdział 5

Marielle


Powoli zbliżała się północ, księżyc wisiał już wysoko, a my nadal nie ruszaliśmy się z miejsca, siedząc ciągle na tej samej ławce.

Ławce, która stała się dla nas magiczna.

W pewnej chwili jednak, gdy spojrzeliśmy na tarczę parkowego zegara, odkryliśmy, że jest już dwadzieścia po jedenastej — trochę smutni uświadomiliśmy sobie, że musimy się ruszyć i jechać powoli do domu.

Wracaliśmy do samochodu przytuleni, otuleni dodatkowo cieniami nocy – przez całą drogą dotykałam pierścionek na palcu. Doskonale znałam jego kształt, każde wgłębienie i zawarty na nim szlachetny kamień – jednak dotykałam go tak, jak jeszcze nigdy wcześniej, upewniając się, że tam jest. Po prostu nie potrafiłam uwierzyć, że jedno z moich marzeń spełniło się tak nagle i tak szybko.

— Wiesz… — zaczął Dante, przerywając między nami tą intymną ciszę. — Pamiętasz, gdy trzy lata temu powiedzieliśmy sobie, że mamy wobec siebie długi?

— Ty masz swoje spłacać do końca swoich dni, tak ustaliliśmy — rzekłam od razu, na co zachichotał:

— Tak. Jednak ja miałem trzy, które miałaś spełnić.

— Tak — dobrze to pamiętałam. — Powiedziałeś mi dwa, a trzeci uznałeś, że powiesz później.

— To było właśnie to — wyznał i uniósł do ust moją dłoń z pierścionkiem. — To było moje ostatnie życzenie. — Splótł nasze palce.- Chciałem, byś została — jak już będziemy pełnoletni — moją żoną.

Patrzyłam na niego w ciszy.

— Nie wierzysz mi? — zapytał rozbawiony, widząc mój wzrok.

— Wierzę — odparłam od razu. — Tylko… myślałam… że to będzie coś trochę innego — wyznałam.

Wtedy przystanął, nadal trzymając mnie za rękę.

Kiedy spojrzałam na niego, jego oczy było pełne powagi i tej wielkiej, zawartej w nim dojrzałości, która czasami ukrywała się za jego beztroskim zachowaniem.

— Chciałbym tego — wyznał mi od razu, jak zwykle czytając we mnie jak w książce. — Nawet nie wiesz, jak bardzo pragnę cię dotykać, pieścić… — podszedł do mnie bliżej i swoją wielką, ciepła rękę przyłożył do mojego policzka. — Jednak nigdy nie chciałem, by było to jednym z długów. Nie chciałem nigdy na ciebie naciskać. Chcę byś przyszła do mnie z własnej, nieprzymuszonej woli. I dlatego, że również tego chcesz.

Czułam, jak przez jego słowa moje ciało się rozgrzewa, jak bardzo pragnie tego, o czym mówi. Jednak…

— Nie potrafię tego pojąć — wyznałam.

— Czego? — głaskał mnie kciukiem pod okiem.

— Tego jak bardzo jesteś cierpliwy — wyjaśniłam. — Tego, że kochasz mnie aż tak… Trzy lata temu nie uwierzyłabym, że ktokolwiek i kiedykolwiek będzie dla mnie taki. Taki cierpliwy, ciepły, kochający… Dante, nawet nie masz pojęcia, jak bardzo się cieszę, że cię spotkałam.

Pokonałam ostatnie kilka centymetrów między nami i wtuliłam się w jego pierś.

— Chciałabym, byś wiedział, że jesteś dla mnie najważniejszy — wyszeptałam. — Nigdy… nigdy nie kochałam kogoś tak jak ciebie. I coś we mnie cały czas mówi mi, że już nigdy nie pokocham w ten sposób. Dlatego… — spojrzałam do góry, opierając brodę o jego pierś — ...proszę cię, nie bój się mnie już. Nie potrafię tego do końca wyjaśnić, nie potrafię dać ci tego, co ty mi, ale… — przykrył moje usta palcem, skutecznie mnie uciszając.

— Mari, o czym ty mówisz? — zapytał łagodnie. — Gdybyś wiedziała… gdybyś choć trochę potrafiła sobie wyobrazić, jak bardzo jestem ci wdzięczny, jak wiele dałaś i dajesz mi każdego dnia… wtedy nigdy byś nawet nie pomyślała, że dajesz „za mało”. Boże, aniołku… odkąd cię poznałem, nigdy nie zwątpiłem w to, że mnie kochasz. Nawet wtedy, gdy trzy lata temu rzucono na mnie zaklęcie… ja nie byłem pogrążony w strachu, że przestaniesz mnie kochać, tylko dlatego, że nie zaakceptujesz mojej demonicznej natury. Nigdy, nawet przez moment nie wątpiłem w twoje uczucie. To właśnie dlatego tamto zaklęcie aż tak na mnie zadziałało — bałem się, że twoja miłość cię złamie i będziesz przeze mnie jeszcze bardziej cierpieć.

Przesunął dłoń i pogładził mnie delikatnie palcem po ustach.

— Marielle, zadam ci jedno pytanie, dobrze? Tylko jedno. Czy jeśli poczekam — a mogę czekać długo — to czy pewnego dnia, pozwolisz mi stać się z tobą jednym? — Nie musisz o to pytać — wyznałam cicho, drżąc na całym ciele. — Nie tylko ty… pragniesz, by to się stało.


Po tej rozmowie staliśmy jeszcze przez chwilkę, jednak w końcu poszliśmy do samochodu.

Przez całą drogę powrotną trzymaliśmy się za ręce. A ja… ja cały czas drżałam, zerkając na niego co chwilę. Wyglądał na bardzo spokojnego i zarazem biła od niego autentyczna przyjemność — domyślałam się, że to przez to, co się wydarzyło.

Gdy byliśmy już niedaleko mojego domu zerknęłam na deskę rozdzielczą, by sprawdzić, która godzina — okazało się, że było jeszcze piętnaście minut do północy. Nie chciałam… nie chciałam się z nim jeszcze rozstawać — nie w chwili, gdy mogłam nadal się nim cieszyć.

— Zatrzymaj samochód — powiedziałam.

Zerknął na mnie lekko zaskoczony, ale zrobił to.

— I zgaś światła.

Bez słowa zgasił silnik i otoczył nas mrok.

Milczeliśmy, lecz Dante czekał — wiedziałam bardzo dobrze, że wyczuwał moje emocje, to, że jestem pobudzona i przejęta.

W pewnym momencie zapytał cicho:

— Chcesz wody? Czuję, że jesteś spragniona.

— Tak — przyznałam. Sięgnął do schowka, który był naprzeciw mnie, ale ja złapałam jego rękę, zanim go choćby dotknął. — Ale… to nie na taki napój mam teraz ochotę — wyznałam namiętnie i po prostu przyciągnęłam go do siebie.

— Mari — wyszeptał, gdy zaczęłam całować go po twarzy. — Mari…

Zamilkł, gdy w końcu go pocałowałam, wdzierając od razu język w jego usta i spijając jego smak.

Oraz nasze śliny jak wygłodniała.

Po raz pierwszy poczułam, że tak bardzo przejmuję inicjatywę. I czułam, że on się temu podaje.

Całowałam go dokładnie tak, jak on mnie — mocno, mokro, głęboko i coraz głębiej, aż jego ciche jęki wypełniły moje uszy.

Kiedy w końcu oswobodziłam jego usta, po raz pierwszy usłyszałam aż tak gwałtowny jęk protestu.

— Jeszcze — wydyszał, przyciągając mnie z powrotem. — Jeszcze — wręcz zabłagał, a ja w odpowiedzi pocałowałam go ponownie, pragnąc się do niego przytulić, poczuć jego twarde, silne ciało tuż przy swoim.

Jednak krępował mnie pas.

Z pełną premedytacją, wręcz drżąc z potrzeby dotykania go, odpięłam go i po prostu wsunęłam się na jego uda, oplatając go swoimi własnymi. Od razu poczułam, jak kładzie swoje wielkie, gorące ręce tuż pod krawędzią spódnicy, na moje nagie uda.

Przytuliłam się do niego bliżej, całując jego chyba po raz pierwszy aż tak uległe i spragnione moich pieszczot usta. Ugryzłam go w pewnym momencie w dolną wargę i pociągnęłam delikatnie.

Gwałtownie przełknął ślinę, drżąc w moich objęciach.

— Dante, czego pragniesz? — wyszeptałam. — Ty dziś w tym miejscu dałeś mi wiele przyjemności. Teraz moja kolej.

Pokręcił głową.

— Zaczynam pragnąć coraz więcej — wyznał. — Ja…

— Choć trochę — szepnęłam. — Wiem… że u takich jak ty pragnienia rosną powoli. Jednak wiem też, że pocałunki już ci nie wystarczają, czuję to.

— Pieściłem cię… — rzekł i przełknął ślinę. — Jeśli mogę jeszcze raz…

— A myślisz, że dlaczego siedzę ci na kolanach? — szepnęłam nęcąco. — Dotknij mnie.

Poczułam, jak jego dłonie mocno łapią moje pośladki i zaraz ugniatają je przez materiał spódnicy.

— Mmm… — zamruczałam od razu.

Naprawdę lubiłam, kiedy tak robił, a gdy zapytał szeptem:

— Dobrze ci?

Nie mogłam odpowiedzieć inaczej niż „Tak”. Jednak ja też chciałam sprawić mu przyjemność więc powiedziałam:

— Teraz ja chcę dać ci przyjemność.

— Mari… — zaczął, lecz ja szepnęłam:

— Przyjemność, za przyjemność.

— … Dobrze. Rozepnij mi koszulę — powiedział nagle cicho, wbrew pozorom dość zdecydowanym tonem. — Chcę poczuć na sobie twój dotyk.

Moje ręce dość mocno drżały, przez co miałam pewien problem z rozpinaniem, ale to oczekiwanie, to pragnienie, by go dotknąć, było zarazem torturą, jak i słodyczą.

W końcu rozpięłam ostatni guzik i przesunęłam materiał koszuli no boki, by odsłonić jego męską, niebywale silną pierś. Po chwili moje ręce już na niej były, wyczuwając ukrytą w nim moc, a gdy zaczęła go pieścić odkryłam, że jego skóra jest rozkosznie gorąca i gładka pod moimi palcami.

Moje ruchy były wpierw trochę niepewnie, lecz po chwili poczułam, jak żyjąca we mnie kobieta budzi się do życia. Zaczęłam gładzić jego tors całymi dłońmi, oraz drapać lekko jego skórę paznokciami.

Kiedy natknęłam się na jego sutek, poczułam gwałtowną suchość w ustach.

— Nie ruszaj się — szepnęłam już bardzo rozpalona.

— Ma… — jego dalsze słowa zniknęły w jęku przyjemności, gdy polizałam jego sutek i po chwili wessałam go do ust.

— To sen, prawda? — wydyszał w pewnej chwili, gdy wypuściłam jego sutka z ust i znów zajęłam torsem. — Czuję cię na mnie, czuję, jak mnie dotykasz… — jego ręce znów zaczęły pieścić moje uda i pośladki, przyciągając bliżej, aż praktycznie się na nim położyłam.

Zajęczałam cicho — było mi tak dobrze…

— Marielle… Marielle, prawie północ — odezwał się nagle, lecz go zignorowałam.

Polizałam znów jego sutka. Byłam w jakimś amoku, liczył się dla mnie tylko on i dawaniu mu przyjemności.

Nagle przycisnął mnie mocniej do siebie, tak, że nie mogłam już wykonać żadnego ruchu, nie wspominając o tym, że zrobiło mi się bardzo niewygodnie. Wydyszał:

— Marielle, jeśli się nie uspokoisz, mój smok zaraz weźmie kontrolę. I muszę cię zawieźć do domu, bo twój ojciec utnie mi jaja.

Chciałam zaprotestować, jednak wtedy wyszeptał:

— Skarbie było cudownie. Nie będę mógł zasnąć w nocy — wyznał cicho. — Nie masz pojęcia, jak bardzo boli mnie, że musisz wracać do domu. Jednak… to nic straconego. Jutro znów się zobaczymy. I jutro znów… pozwolimy sobie na trochę więcej.

— Obiecujesz? — wydyszałam tylko.

— Tak.

— … Więc dobrze. Ale… — zaczęłam — ...chcę tylko jeszcze jedno, zanim wrócisz do domu i będziesz kazał mi na siebie czekać do rana.

— Co byś chciała?

— Ja… dotykałam cię w nowe miejsce — zauważyłam.

— I było cudownie — wyznał cicho, patrząc mi w oczy. — Nigdy nie czułem takiej przyjemności.

— Ja też chcę ją poczuć — wyznałam cicho i trochę się uniosłam. — D...Dotknij mojej piersi — poprosiłam.

Od razu poczułam jak bierze głęboki oddech.

— Ty mała kusicielko. Siedzisz mi na kolanach w króciutkiej spódnicy — ja sam zostałem przed chwilą wylizany przez ciebie po całej klacie. Na dodatek zbliża się godzina, gdy mam cię oddać do domu, a ty nęcisz i kusisz mnie dalej, bym sam załatwił sobie stryczek.

Miał rację, jednak nie mogłam nic poradzić na smutek, który mnie ogarnął. Bez słowa zeszłam z jego kolan.

Dante — również milcząc — odpalił samochód i po chwili parkowaliśmy przed moim domem.

Wyszłam bez słowa z auta rozczarowana tym, że w końcu mnie nie dotknął.

Kiedy się żegnaliśmy pocałował mnie delikatnie — był to pocałunek tak inny od tych ostatnich, pełnych gorączki naszych ciał…

— Do jutra — szepnął i odjechał.


Do łóżka, jak się okazało, udałam się dopiero po drugiej w nocy. Mama zobaczyła pierścionek na moim palcu i wyjaśniłam jej i ojcu, że się zaręczyliśmy.

Kiedy tak słuchałam ich szczęśliwej paplaniny, polepszył mi się humor, lecz gdy w końcu poszłam do pokoju, byłam już bardzo zmęczona.

Jak się jednak okazało to nie był koniec tej nocy. Jak tylko przekroczyłam próg swojego pokoju, od razu poczułam w powietrzu Jego zapach.

— Dante? — szepnęłam, gdy zamknęłam za sobą drzwi i zaraz poczułam za sobą jego twarde ciało i obejmujące mnie silne, ciepłe ramiona. — Myślałam, że wróciłeś dawno do domu.

— Bo wróciłem — wyszeptał mi do ucha. — Jednak nie mogłem pozbyć się sprzed oczu twojej smutnej miny, gdy się żegnaliśmy. Więc wróciłem.

Jego ręce bez słowa przesunęły się i dotknęły mnie pod pachami.

— Nadal tego chcesz?

Od razu poczułam wilgoć między nogami.

— Uhm…

Jego ręce w absolutnej ciszy przesunęły się na mój biust w rozmiarze C i delikatnie go ścisnęły.

Zadrżałam, czując jego ręce obejmujące mój biust przez bluzkę i cienki staniki. Zaraz jednak zaczął je przyjemnie ugniatać i tarmosi.

— Przyjemność, za przyjemność — usłyszałam wtedy własne słowa.

— Co mam zrobić? — szepnęłam, ogarnięta przez coraz mocniejszy ogień.

Nachylił się do mojego ucha i powiedział namiętnie:

— Zdejmij bluzkę.

Moje oczy się rozszerzyły.

— Pragnę dotknąć twojej nagiej skóry — szeptał dalej tym tonem, tonem, który rozbudzał mnie jak nic innego.

Kochałam brzmienie jego głosu.

Drżąc, odsunęłam się od niego lekko i bez słowa zdjęłam bluzkę. Zaraz poczułam jego dotyk na swoim brzuchu, talii… a potem jego ręce znalazły się na staniku.

— Odwróć się do mnie — poprosił cicho.

Zrobiłam to zarumieniona i usłyszałam jego głęboki, chrapliwy głos:

— Jesteś taka piękna. Taka piekielnie seksowna… i zarazem jest w tobie tyle niewinności.

Poczułam jego usta na obojczyku, a potem te zsunęły się niżej, aż do mojego rowka między piersiami, gdzie na chwilę się odsunął. Po chwili wtulił się tam i polizał ów zakątek. Na ten dotyk gwałtownie zadrżałam i objęłam jego głowę.

— Mam przestać? — wyszeptał.

Ale ja tylko pokręciłam głową nie puszczając go.

Jego ręce nagle znalazły się na zapięciu mojego stanika.

— Mari, powiem to raz — odezwał się cicho. — Nie posunę się dalej niż pieszczenie twoich piersi. Jednak jeśli zacznę, musisz być przygotowana na to, że następnym razem już nie będę wypytywał. Nawet nie wiesz, jak bardzo mnie kusisz. Jeśli raz dotknę to miejsce, wiem, że będę chciał je dotykać częściej, o wiele częściej i nie będę już pytał o to czy mogę. Po prostu sprawię, że będziesz błagać mnie o to, bym posuwał sie dalej.

Jego słowa, ton, brzmienie głosu… przez to wszystko drżałam jak liść, ciągle obejmując jego głowę i samej będąc przez niego objęta. Jednakże, kiedy się odezwałam, byłam pewna swoich słów jak żadnych wcześniej:

— Dante, chcę tego. Chcę czuć twoje dłonie, usta… wszystko — wyszeptałam, przełykając trochę ciężko ślinę. — Dlatego… nie męcz mnie już i po prostu mnie dotknij — poprosiłam.

Rozpiął mi stanik w absolutnej ciszy, a ja nie wyczułam w nim żadnego wahania.

Zdjął ze mnie ostatnią przeszkodę górnej części mojego ciała i spojrzał na mój biust. Wydał jedno głębokie westchnięcie i po chwili nachylił się, całując moją lewą pierś. Od razu znów przytuliłam go do siebie — to było dość dziwne uczucie… lecz przyjemne. Poczułam jego dłoń na mojej prawej pierś, drugą zaś złapał i przytrzymał mnie za pośladek. Jego usta i język były całkowicie skupione na mojej lewej piersi i już bardzo twardym sutku.

Kiedy go przygryzł z moich ust dobył się dość głośny jęk i od razu zatkałam sobie usta.

Przez chwilę nasłuchiwałam, jednak Dante przez cały ten czas nawet na moment nie zostawił moich piersi, przez co czułam, że rośnie we mnie coraz większa potrzeba, a wilgoć między nogami zaczyna nabierać na sile.

Było jednak jeszcze jedno — była druga w nocy, a ja czułam się po prostu zmęczona.

W pewnym momencie, gdy poczułam, jak mimo przyjemności zamykają mi się oczy, Dante w końcu wypuścił spomiędzy swoich ust mój nabrzmiały sutek i bez słowa zaniósł mnie do łóżka.

— Śpij skarbie — szepnął, gdy przykrył mnie kołdrą i pogłaskał po włosach.

— Przyjemność, za… — nie dokończyłam, bo odpłynęłam.

Jednak i tak usłyszałam jego zadowolony, pełen męskiej satysfakcji głos:

— O własną przyjemność ubiegnę się wkrótce.

Rozdział 6

Dante


Nie mogłem spać, a jeszcze dokładniej — nie potrafiłem.

Gdy poranne słońce zajrzało do mojego pokoju, ja nadal leżałem w tej samej pozycji, co gdy w nocy padłem na łóżko.

Moje dłonie nie mogły zapomnieć dotyku jej miękkich piersi — palce wręcz natarczywie przypominały mi kształt sutków, które ściskałem między palcami.

Moje usta ciągle pamiętały ich smak.

Zacisnąłem gwałtownie powieki.

Cholera. Cholera.

Moje potrzeby budziły się przez ostatnie trzy lata bardzo wolno, jednak teraz przyspieszyły z siłą huraganu.

Ta kobieta… Boże, to już nie była mała, słodka Marielle, moja dziewczyna.

To była Marielle, moja narzeczona i najprawdziwsza, nieznośnie seksowna kobieta.

Kiedy to się stało? Kiedy poza miłością zacząłem czuć aż tak wielką potrzebę dotykania jej? Przecież zawsze tuliliśmy się do siebie. Zawsze całowaliśmy. Cholera, nieraz przez te lata spaliśmy lub leżeliśmy razem w jednym łóżku.

Tymczasem teraz, na samą myśl, że znalazłaby się tutaj, obok mnie, a ja miałbym ją po prostu przytulić… Nie potrafiłbym — zdałem sobie sprawę. — Zacząłbym pieścić każde miejsce, jakie tylko pozwoliłaby mi dotknąć, Wszystkie, które już do tej pory zbadałem… i wiem, że o te miejsca nawet bym się nie zająknął. Pozwoliłbym sobie działać, czerpiąc z tego jak najwięcej przyjemności i nawet jeśliby się opierała, to sprawiłbym, że po chwili błagałaby mnie, bym nie przestawał. Wręcz pragnąłem słyszeć jak prosi mnie, bym ją kochał na każdy możliwy sposób.

Tak myśląc o tym wszystkim poczułem, jak mój penis drży w bokserkach, pęczniejąc coraz bardziej, aż zobaczyłem, jak unosi pościel, gotowy i przeraźliwie twardy. Bez słowa przykryłem go dłonią i zacząłem delikatnie masować, wyobrażając sobie, że to jej ręka…

O nie.

Poderwałem się gwałtownie i wbiegłem do łazienki naprzeciwko mojego pokoju, po czym wszedłem w bokserkach pod prysznic, wypuszczając na siebie lodowato zimną wodę.

Stałem tak, drżąc pod nią z zimna, dopóki pożądanie całkowicie nie opadło.

Cholera, jak mogłem? Jak mogłem pragnąć, by zaczęła mnie tam dotykać? Dlaczego u licha tak szybko? Do tej pory chciałem jej dotyku gdzie indziej, chciałem by — tak jak wczoraj — całowała i lizała mnie po klatce piersiowej. Tego chciałem.

Pragnąłem też dotknąć jej nagich piersi. Boże, gdy tylko mnie o to poprosiła, myślałem, że zwariuję. Bałem się jednak tego trochę, ponieważ mój smok po jej pieszczotach wychylał się coraz bardziej.

Dlaczego więc tam wróciłem? Dlaczego sam się na to skazałem? Teraz…

Musiałem ochłonąć. Musiałem jej powiedzieć, że powinniśmy zastopować na kilka dni.

Bo jeśli nie… To zostanę strawiony przez własne pożądanie.

Rozdział 7

Dante


Byłem zerem, i to tak wielkim, że nawet sam nie zdawałem sobie z tego do tej pory sprawy. Szacunek do samego siebie? Przestał istnieć.

Od tamtej nocy — najpiękniejszej nocy mojego dotychczasowego życia, kiedy oświadczyłem się Marielle i poszliśmy zarazem trochę dalej w naszych uczuciach — minął tydzień, a ja zdałem sobie sprawę, że z każdym dniem od tamtej nocy stawałem się coraz bardziej opryskliwy.

Zaczęło się od tego, że gdy tamtego ranka zjawiłem się po nią, ledwo ją ujrzawszy powiedziałem, by mnie nie dotykała. Na jej troskliwe: „Co się stało?” — odparłem, że musimy przystopować. Od razu zauważyłem, że jest jej przykro, jednak powiedziała, że mnie rozumie i nie chce na mnie naciskać.

I tak mijały kolejne dni. Cały możliwy czas spędzaliśmy razem, tak jak zawsze, jednak postanowiłem jej nie dotykać z obawy, że mój smok będzie chciał przejąć kontrolę. Jednocześnie czułem, że z każdym dniem robię się coraz bardziej nieprzyjemny i sfrustrowany — przez te uczucia byłem tak skupiony na sobie, że nawet nie widziałem, jak bardzo ją ranię, co dotarło to do mnie dopiero po tym tygodniu. Po całym, cholernym tygodniu.

Siedzieliśmy na swojej ławce — tej, którą zawsze zajmowaliśmy razem kiedy w szkole była przerwa — jednak nie jak zawsze przytuleni do siebie, tylko kawałek od siebie. Teraz jak o tym myślę wiem, że był to dystans, jaki sam między nami stworzyłem.

— Chcesz? — zapytała mnie tamtego dnia, wyciągając w moją stronę kostkę białej czekolady.

Od razu moją głowę zaatakowała wizja, gdy byliśmy w pizzerii, a ja wyciągnąłem z jej ust kawałek pizzy. Przez samo wspomnienie tego mój głos stał się bardzo nieprzyjemny:

— Nie, nie chcę — i spojrzałem na swoją kanapkę.

To wtedy, jak się okazało, dopełniłem czary.

Jej ręka opadła bezwładnie, po czym wstała bez słowa i odbiegła ode mnie. Spojrzałem za nią, nie wiedząc — cholera, nie wiedząc! — co się właściwie stało. Dopiero zasłyszane szepty dały mi zarys tego, co zrobiłem:

— O kurczę, naprawdę problemy w raju — odezwała się jedna z dziewczyn, która stała w grupce z koleżankami nie tak daleko ode mnie.

— Tak, widziałyście to? Wcale jej się nie dziwię, że odbiegła. Jakby na mnie tak spojrzał i warknął, też bym uciekła.

— Zauważyłyście, że to nie pierwszy raz?

— Tak, już z tydzień tak ją traktuje.

— Szkoda jej trochę. Cały czas tacy szczęśliwi, a raptem obrót o sto osiemdziesiąt stopni.

Słuchałem tak, czując się coraz gorzej, jednak to ostatnie słowa sprawiły, że poczułem się jak kawał gówna.

Do grupki podeszła jedna z ich koleżanek i powiedziała:

— Ta blondi od Dantego znowu ryczy w łazience. Zaś po niej pojechał?

— Oby tylko — rzuciła jedna z nich. — Tak na nią warknął, że biedna uciekła. Jak za nią nie przepadam, tak teraz mi jej po prostu żal.

W tamtym momencie wstałem w i ruszyłem do szkoły, by ją znaleźć, lecz wtedy dobiegło mnie:

— Dante? Hono na moment — był to mój wuj — Alex, który pracował w szkole jako nauczyciel lekcji WF.

— Nie mogę teraz — odparłem, jednak on, zamiast mnie jak zwykle olać, złapał mocno moją rękę.

— Idziesz ze mną — stwierdził bardzo rzadkim u niego, wręcz zatrważająco twardym tonem.

Zaciągnął mnie do budynku, w którym były akcesoria szkolne do lekcji WF i kazał usiąść na jakimś pudle. Stanął nade mną, patrząc na mnie z coraz większym gniewem widocznym na twarzy — jego oczy jednak ciągle były przede mną ukryte.

— Dante — wtedy zrobił coś jeszcze bardziej dla niego nietypowego. Wyjął papierosa z ust i zdeptał go, mierząc mnie bardzo dobrze wyczuwalnym wściekłym spojrzeniem zza okularów. — Co ty do diabła wyprawiasz?

— Wujku…

— Czy ty zdajesz sobie sprawę z tego, co robisz? Czy ty w ogóle masz pojęcie, jak się zachowujesz?

Zły wbiłem wzrok w jego buty.

— Wiem, że jestem trochę nieprzyjemny, ale…

— Trochę? — nigdy nie słyszałem tyle złości w jego głosie.

Nagle złapał mnie za koszulę i z siłą swojej bestii uniósł mnie tak, że moja twarz znalazła się przy jego. Przerażony widziałem, jak przez złość jego spojrzenie zaczyna przenikać przez okulary.

— Ty cholerny smarku! Powinieneś wisieć za jaja za to co robisz!

— Ja… — zacząłem, lecz przerwał mi wściekle:

— Wiesz co się teraz dzieje? Dziewczyna, którą podobno strasznie kochasz, która podobno jest dla ciebie najważniejsza, której podobno się oświadczyłeś, po raz kolejny w tym tygodniu płacze sama w jakimś kącie. A dlaczego? Bo zachowujesz się, jakby ci się znudziła! Jakby była pierwszą lepszą, którą odstawiłeś w kąt!

I rzucił mną z furią o ziemię.

Dobrze wiedziałem, że gdybym był człowiekiem, miałbym teraz złamane ramię.

— Przez tyle lat byliście szczęśliwi — wręcz zasyczał, a mi przed oczami mignął zarys jego zębów, które skrzętnie przed wszystkim ukrywał. — Zawsze razem, tyle przeszliście, a ty traktujesz ją jak kawał gówna, co przykleił ci się do podeszwy!

— To nie… — chciałem wyjaśnić, ale nie dał mi dojść do słowa.

— Powiedz Dante, co ona ci zrobiła? Znudziłeś się? Marielle z pewnością tak myśli. Traktujesz ją gorzej niż psa. Jeździsz po niej na każdym kroku, lekceważysz…

— Przestań! — nie mogłem tego dalej słuchać, przerażony tym, że miał rację.

Sama jego furia mówiła za siebie, na dodatek to co mówił… aż zbyt łatwo przychodziły mi do głowy moje własne zachowanie. Nie potrafiłem pojąć, że tak bardzo bałem się samego siebie, że spowodowałem to wszystko.

— Co, boli? — zapytał nadal wściekły. — Myślisz, że Ciebie boli? Rozmawiałem wczoraj z Marielle. Tą zawsze uśmiechniętą Marielle, która wypłakiwała mi się na ramieniu. Nigdy nie widziałem jej tak rozbitej, a tylko się spytałem, co się dzieje. Nie opowiedziała mi, ale nie musiała. Nigdy nie widziałem, by kiedykolwiek tak płakała.

Wtedy i ja się popłakałem.

Przypomniałem sobie każdą chwilę ostatniego tygodnia. To, jak zawsze jej odwarkiwałem, to, jak omijałem jej dotyk… zupełnie, jakby był dla mnie wstrętny, a nie kochany, oraz to jak odrzucałem ją każdego dnia.

Boże… co ja narobiłem?


Załamany płakałem przez jakiś czas. Po tym, gdy się w końcu trochę uspokoiłem, wuj zadał mi jedno pytanie: Dlaczego? A ja wyjaśniłem mu wszystko. Co czułem, o potrzebach mojego demona… Jednak nie pocieszył mnie. Usłyszałem za to:

— Jak mogłeś wybrać akurat taką metodę? Jak mogłeś z premedytacją ją ranić? Nadal jesteś smarkaczem. Myślisz tylko o sobie.

Chciał odejść i zostawić mnie, ale odezwał się, dobijając mnie jeszcze bardziej:

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 16.38
drukowana A5
za 32.63
drukowana A5
Kolorowa
za 61.61