E-book
27.3
drukowana A5
51.06
Jesteś... bo zawsze gdzieś będę...

Bezpłatny fragment - Jesteś... bo zawsze gdzieś będę...

część 3


Objętość:
151 str.
ISBN:
978-83-8126-802-8
E-book
za 27.3
drukowana A5
za 51.06

Chcieć więcej, niż się wie, że można chcieć,

To codzienna klęska tych, którzy kochają.

„Piasek”, Jonasz Kofta

Wprowadzenie

.

Wydarzenia tu opisane miały miejsce naprawdę, stąd też jakiekolwiek podobieństwa bohaterów do żyjących osób nie są przypadkowe. Jednakże wszystkie dane osobowe, a więc imiona i nazwiska, aliasy i adresy skrzynek pocztowych oraz numery telefonów zostały zmienione przez autora i nie należy ich łączyć ze światem rzeczywistym. Dialogi i myśli zawarte w książce pochodzą z oryginalnych wiadomości elektronicznych i nie zostały w jakikolwiek sposób zniekształcone, prócz fragmentów usuniętych ze względu na zbyt osobisty charakter ich wypowiedzi jak i tych, które nie miały jakiegokolwiek wpływu na przebieg akcji niniejszego utworu, co zostało zaznaczone.

Zakończenie tej historii jest czystą fikcją literacką, ale życie cały czas pisze jej ciąg dalszy…

Składam serdeczne podziękowania pewnej niesamowitej kobiecie, bez której katalitycznej roli książka ta nie powstałaby. To dzięki Jej pomocy, mentalnemu oddziaływaniu i duchowemu wsparciu, których od Niej doświadczałem, mogłem napisać tę książkę. To dzięki Niej zdołałem utrwalić jeden z piękniejszych fragmentów mojego życia.

Nigdy nie zwróciłaś się do mnie po imieniu, zawsze było to: Ty, Tobie, Tobą, Ciebie — zaimek II osoby liczby pojedynczej we wszystkich przypadkach odmieniałaś, a jednak…

…a jednak wiele Tobie zawdzięczam… nawet nie wiesz, jak wiele…


AUTOR

2016

Do: eM Aszka <+48964375910>

01-01-2016 01:21

Enjo! Witaj w nowym roku! Niech Ci się wiedzie jak najlepiej! Całuję w oba policzki :-)


Do: WP <+884765799>

01-01-2016 01:25

Samych dobrych dni w Nowym Roku!


Od: boggy26 <inforino@op.pl>

Do: Aszka <muszelka@o2.pl>

Temat: To Twój Dzień!

Data: Nie, 03 sty 2016 10:54

Załączniki: 1; Content-Type: audio/mp3; filename=„Rod Stewart & Michael Buble — Winter wonderland.mp3”


Hej,

Wstał piękny dzień i słońce pięknie rozświetliło świat zmrożony… Od razu poczułem przypływ sił witalnych. Włączyłem RMFMAXXX, by resztki snu odgonić. Ale przez cały ten czas Twoja postać snuła się między moimi zwojami mózgowymi. Chciałem z Tobą podzielić się moją radością z dnia dzisiejszego. Może jakoś uda mi się mój stan ducha przekazać w formie życzeń. A więc…

Bądź radosna, bądź uśmiechnięta, niechaj słońce ściele promieniste dywany pod Twoimi stopami, niechaj burze omijają Cię z daleka, łagodne powiewy niechaj pieszczą sploty Twoich włosów i oby w Twoich ciepłych oczach jak najmniej łez smutku było, a jeśli będziesz płakać to tylko z radości…

W załączniku przesyłam coś na czasie, bo zahacza o temat świata w pięknej zimowej scenerii (to z koncertu bożonarodzeniowego Roda Stewarta z 2012 r., który był powtarzany w te święta). Co prawda brakuje śniegu w najbliższym otoczeniu, ale myślę, że spory mróz, zmrożone kałuże i promienie słońca w nich się odbijające zrekompensują brak białego puchu. No i jest to Twój Dzień! Tak sobie wymyśliłem wpatrując się w Twoją twarz na fotografii :-) I z tej okazji zaraz zapalę sobie kadzidełko.

Miłego dnia, a jest on dłuższy od najkrótszego dnia w roku o całe s-i-e-d-e-m minut :-)

PS. Sporadycznie tylko zaglądałem na Twój profil facebookowy (ostatnio chyba w październiku), a teraz w ogóle nie mogę Cię znaleźć (musiałem założyć inne konto, by trafić na Twój ślad). Jeśli to Twoja sprawka, to paskudnie postąpiłaś.

W.


Do: eM Aszka <+48964375910>

05-01-2016 21:27

Dobry wieczór. Napisz, proszę, czy pojutrze, a więc w czwartek, będziesz na dyżurze?


Do: WP <+884765799>

05-01-2016 23:24

.?@=£


Do: eM Aszka <+48964375910>

05-01-2016 23:57

.?@=£ — czy mam się z tego śmiać? To dialekt mandaryński, suahili czy może slang Aborygenów? Nie chwytam znaczenia, kontekstu ani podtekstu. Mam zły dzień, nie do śmiechu mi dzisiaj, a Ty jeszcze szyfrem nadajesz niczym rasowy wywiadowca. Może faktycznie w kontrwywiadzie powinnaś pracować?

@ — — > — :-)


Fragment z pamiętnika:

„6 stycznia 2016 r., środa

Dzisiaj mija rok od dnia, w którym wyznałem Enjo, że ją kocham. Wiele się zmieniło od tamtego wieczora, bardzo wiele. I to na gorsze. Do dzisiaj nie mogę dać Jej prezentu pod choinkę, nie wiem nawet, czy jutro ma dyżur i czy mogę Jej kupić kwiaty — tulipany jak w ub. roku. Ale tu jest też dużo mojej winy, zachowuję się niezbyt dojrzale, stosuję podchody niczym nastolatek. Jednak Ona nie chce, bym się afiszował z moim uczuciem i prezentami. Więc jak mam się zachowywać?

Spadł wreszcie śnieg, a właściwie to naprószył i jest go całkiem sporo. Ciekawe, że to właśnie dzisiaj się stało — rok po”.


Do: eM Aszka <+48964375910>

06-01-2016 20:14

@ — -> — @ — -> — @ — -> —

@ — -> — @ — -> — @ — -> —

@ — -> — @ — -> — @ — -> —

@ — -> — @ — -> — @ — -> —

12 róż z pewnej okazji :-* :-)


Fragment z pamiętnika:

„7 stycznia 2016 r., czwartek

Po dializie poszedłem na Rynek, dlatego skróciłem ją o pół godziny, nie chciałem, aby zamknięto kwiaciarnie. Kupiłem czerwoną różę. Wróciłem, zaraz po wejściu do szpitala przełożyłem kwiat do reklamówki z prezentem świątecznym, poszedłem na oddział, wywołałem przez Renatę Ewelinę na korytarz i dałem jej prezent wigilijno-imieninowy wraz z różą. Ta z okazji roku od wyznania. Ale pomyliłem daty: to miało miejsce 8 stycznia a nie 6, jak myślałem. A kolejny raz, tym razem z bukietem kwiatów, miało to miejsce dwa dni później, czyli 10 stycznia, a nie 8. Wybrałem 7 stycznia tego roku, bo myślałem, że to jest dzień między tymi datami, a powinienem wybrać 9 stycznia. Wszystko mi się pokręciło.

Wyszła z sali jak zwykle z uśmiechem szerokim i od razu zastrzegła: „Nie będę z tobą rozmawiać”. „Dobrze, nie chcesz, to nie musimy rozmawiać, dla mnie najważniejsze jest to, że wreszcie mogę dać tobie prezent wigilijny, przecież nie będę go nosił do następnych świąt”. Podziękowała i będąc już przed drzwiami pokoju socjalnego odwróciła się i powiedziała: „A ty naucz się liczyć: nie 12 róż a 13”. Chodziło o mój SMS z dnia wczorajszego, w którym owe 12 różyczek wysłałem: ja myślałem o styczniu, Ona datę skojarzyła z 6 grudnia”.


Od: Wiesław Paprocki <inforino@op.pl>

Do: Aszka <muszelka@o2.pl>

Temat: 12, 12, 12…

Data: Czw, 07 sty 2016 18:22


Aszeńko urocza,

To Ty się pomyliłaś. Trzy razy liczyłem po opuszczeniu oddziału i za każdym razem dochodziłem do liczby 12 (chodzi o ilość różyczek we wczorajszym esemesie wysłanych). Może masz co innego na myśli niż ja? Ja myślałem o 6 stycznia, kiedy wyznałem, że Cię kocham. Powtórzyłem to dwa dni poźniej. A dzisiaj jest 7 stycznia, idealnie między obiema datami.

Prawdopodobnie Ty miałaś na myśli 6 grudnia: różę, czekoladki i wiersz. No i się po-my-li-łaś.

Kiedy wczorajszego ranka zobaczyłem śnieg za oknem, od razu skojarzyłem to z wczorajszo-jutrzejszą rocznicą. I z samego rana zostałem tym podbudowany i powiedziałem sobie, że to jest znak, abym się wreszcie z tyłkiem ruszył i zrobił coś z podarkiem, który od dwóch tygodni targam w plecaku.

Dzisiaj specjalnie po dializie poszedłem na Rynek po tulipany. Zajęło mi to zaledwie 20 minut. Okupiłem to bólem głowy, zapomniałem, że jestem pacjentem i nie powinienem się forsować, ale nie chciałem, aby znowuż coś mi się nie udało, co sobie zaplanowałem. Dlatego poprosiłem o sesję krótszą o pół godziny, abym zdążył przed zamknięciem kwiaciarni. Wiedziałem, że po moim wyjściu z sali nie będziesz się mnie już spodziewać. No i w ten sposób dopiąłem swego :-).

Niestety — tulipanów nie było. Ale wybrałem różę w kolorze, który będzie mi się zawsze z Tobą kojarzył. Kupiłem tylko jedną, gdyż nie wiedziałem, czy w ogóle do mnie wyjdziesz. Teraz żałuję, że nie kupiłem całego wiaderka; -)

Acha — różyczka wiesz z jakiej jest okazji, dołączona narta z kadzidełkami o zapachu morskiej bryzy jest na imieniny (nie wiem, czy kadzidełka rzeczywiście morską atmosferę oddają), a koperta i to, co wewnątrz niej udało mi się pomieścić, na wigilię.

No to trochę się napisałem. Siedzę, jak dawniej, na swoim starym miejscu w hallu. Ale już kończę. Życzenia już wcześniej przesłałem, więc upominki bez życzeń zostały wręczone.

Mogę tylko ogólnie życzyć spokojnej nocy i miłych snów. I uważaj na zewnątrz, bo można się dzisiaj łatwo przewrócić.

Do następnej dializy, urocza złośnico; -)

W.


Do: eM Aszka <+48964375910>

07-01-2016 22:46

Enjo, mam nieco mieszane uczucia co do flakonika. Kasia przyniosła latem mnóstwo fiolek-testerów. Pośród nich jedna była większa. Kiedy na nią spojrzałem — oniemiałem. Mademoiselle! Przecież to Twój ulubiony zapach! Od razu ją schowałem z myślą o wigilii. Doceń to, że nad złotą kokardką, w którą ten prezencik ubrałem, biedziłem się DWIE GODZINY, bo wciąż mi się rozsypywał ów splot misterny.


Fragment z pamiętnika:

„8 stycznia 2016 r., piątek

Wieczorem, o 21.50, spojrzałem na zegar zastanawiając się, o której godzinie przed rokiem to się stało? Przejrzałem esemesy wówczas pisane. O 21.51 wysłałem wiadomość do Enjo i — to już sobie przypomniałem — w tym momencie usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi oddziału i postać Jej pojawiła się w hallu. Minutę później było już po wyznaniu. A więc dzisiaj spojrzałem na zegar w tej samej minucie. Niesamowite”.


Do: eM Aszka <+48964375910>

08-01-2016 00:20

Enjo, dałem plamę…:-( Przeglądam smsy sprzed roku i… Nie wiem, jak mogłem się tak pomylić? 8 I wyznałem, co czuję do Ciebie, a nie 6., a scena z tulipanami miała miejsce dwa dni później czyli 10 I. Tak więc pospieszyłem się o 2 dni. Stąd to zamieszanie z różami, skojarzyłaś je z 6 XII. Przepraszam! :(


Od: Wiesław Paprocki <inforino@op.pl>

Do: Aszka <muszelka@o2.pl>

Temat: Tulipanowa rocznica

Data: Sob, 09 sty 2016 15:03


Hej,

Muszę w ten sposób przekazać ostatnie wieści. Nie wiem, czy odbierzesz ten mail na czas, mogłabyś w jakikolwiek sposób dać znać, kiedy treść dotrze do Ciebie.

Naprawiłem pomyłkę. Udało mi się wydedukować, że jesteś dzisiaj w szpitalu. Poszedłem więc na Rynek do mojej kwiaciarni (stąd moje spóźnienie) i pani na mój widok od razu odezwała się: „Mam tulipany dla pana”. Rozejrzałem się, ale bez skutku. Okazało się, że są jeszcze nierozwinięte, więc kielichów nie było widać.

Pani zapewniła, że po dwóch dniach już będą ładnie się prezentować, a po trzech będą piękne. Jakoś to do mnie nie przemawiało, ale kiedy zaproponowała mi, bym wziął jeden za darmo do domu i sprawdził, uwierzyłem.

Kupiłem ich pięć: trzy żółte i dwa czerwone. Kupiłem też czekoladki z odrobiną alkoholu. Jeśli je zjesz od razu, alkohol powinien zadziałać i przejdzie Ci dzisiejsza niechęć do moich podchodów.

Nie będę Cię już dzisiaj angażował i stawiał w niecodziennej sytuacji (a może i denerwował), dlatego i kwiaty i słodycze musisz sama wziąć. Umieściłem je w Waszym pokoju socjalnym. Tulipanki stoją na parapecie w słoiku z wodą, obok nich w czarnej reklamówce znajduje się opakowanie z czekoladkami.

To tyle na dzisiaj. Spokojnego popołudnia. Wieczoru też w spokoju spędzonego Ci życzę. Nocy także… I ogólnie spokoju :-)

Acha — przedwczoraj pierwszy raz od wielu miesięcy widziałem Twoją twarz z bliska i podtrzymuję to, co powiedziałem Tobie przed rokiem w połowie stycznia, gdy obmywałaś nerkę obok mnie: piękniejesz każdego dnia :-).

W.


Fragment z pamiętnika:

„9 stycznia 2016 r., sobota:

Zadzwoniłem na komórkę Enjo, ale nie odbierała. Była więc w pracy. Ale gdzie? W Toruniu oddziałowa powiedziała, że jej nie ma. Była więc na miejscu. Wyszedłem z domu już o 11.30, aby kupić kwiaty i bombonierkę. Przez to dializę rozpocząłem o 13.40.

Na tablicy dyżurów nie figurowało Jej nazwisko. To mnie zbiło z tropu. 5 tulipanów i wiśnie w czekoladzie zostawiłem w pokoju socjalnym. Wszedłem na salę, a za kontuarem siedzi Dorota i… Enjo. Była sobota, a w soboty nie ma oddziałowej i na tablicy wisiał spis personelu z piątku. Poprosiłem Ją o wyjście ze mną na korytarz, ale z uśmiechem odmówiła i kazała mi się położyć na łóżku. Wysłałem więc mail, już po podłączeniu przez Dorotę, że czeka podarek i że ma mi dać znać, że wiadomość przeczytała.

Po dializie podszedłem do niej, akurat pacjenta podłączała, by zapytać, czy odebrała mail? Musiała wyczuć moje myśli, bo odezwała się pierwsza: „Przecież powiedziałam, że przeczytałam”. „Acha, nie wiedziałem, przepraszam”. Dopiero po odejściu przypomniałem sobie, że przecież nic mi nie mówiła, nie napisała, ani też znaku żadnego nie dała”.


Do: eM Aszka <+48964375910>

12-01-2016 11:37

Dzień dobry, Enjo! Wbrew przygnębiającej śnieżno-błotnistej szarości za oknem, życzę Ci słonecznego dnia. Niestety, nie mam kontaktów ze światem magii i czarów, ale może życzenie spełni się? Czy tulipanki rozwinęły płatki i próbują dorównać Twojej urodzie? Pięknego dnia :)


Do: WP <+884765799>

12-01-2016 23:35

Tulipany pozostały w większych pąkach…, po pęknięciu widać barwy. Dziękuję! Taka krótka, na pewno pozbawiona taktu informacja- nie lubię i nie jadam żadnych cukierków z alkoholem — nie znoszę połączenia czekolady i wódki czy likieru. Wszystko co orzechowe lub migdałowe jest rozkoszą dla mojego podniebienia. Dobrej nocy!


Do: eM Aszka <+48964375910>

12-01-2016 23:53

Dziękuję za wiadomość. Nie liczyłem na nią, ale podświadomie oczekiwałem :) Teraz pojmuję Twoją radość na widok raffaelo, ale z takiej okazji chciałem coś innego i jak zwykle dałem ciała :( Tak więc nie ma co przesadzać z dogadzaniem. Trochę mi smutno z powodu tulipanków, ale to zapewne Twoja uroda je przytłacza. Dobranoc J


Fragment z pamiętnika:

„13 stycznia 2016 r., środa:

Wczoraj wieczorem po raz pierwszy od wielu miesięcy zasypiałem radosny, bez chmury złych myśli zatruwających moją głowę. A to wszystko sprawił sms od Enjo. Odpowiedziała na mój sms przed południem wysłany. I to dała odpowiedź w formie, jakiej nie można użyć wobec każdej osoby”.


Od: Wiesław Paprocki <inforino@op.pl>

Do: Aszka <muszelka@o2.pl>

Temat: Wszystko i nic

Data: Pią, 15 sty 2016 14:12


Dzień dobry, Aszko

Dzisiaj z rana zapaliłem kadzidełko… Na opakowaniu napisane było, że rozjaśnia umysł, odgania złe emocje, usuwa złe myśli… Może tak się też stało, bo zacząłem o Tobie myśleć… Wczoraj wieczorem, po powrocie ze szpitala, też zachciało mi się powdychać aromat wraz z dymem kadzidlanym rozpraszający się po mieszkaniu.

We wtorek wieczorem, po raz pierwszy od wielu miesięcy, zasypiałem spokojnie, bez chmury złych myśli zatruwających mój umysł. A to wszystko sprawił sms od Ciebie (jak widzisz, cieszą mnie nawet takie drobiazgi). Dałaś mi w nim odpowiedź w formie, jakiej nie można użyć wobec każdej osoby. Istotnie, była ona — jak napisałaś — mało taktowna. Ale wiedziałaś, że się nie obruszę, bo trochę o sobie wiemy, więc możesz sobie pozwolić na pewną dozę szczerości. Dziękuję za zwróconą uwagę i przyjmuję ją z pokorą :-)

[…]

Masz piękne usta. Nie mogę o tym naocznie przekonać się, z powodu braku bliższych spojrzeń i możliwości spokojnego nasycenia się takim widokiem, ale udało mi się pozyskać zdjęcie, w które mogę wpatrywać się i wchłaniać (właśnie tak — wchłaniać) Twój obraz. Stąd wiem, że masz piękne usta. […]

Dzisiaj jest piętnasty stycznia. To właśnie tego dnia, ale przed dwunastoma miesiącami, powiedziałem do Ciebie: „Z każdym dniem jesteś ładniejsza”. Odpowiedziałaś mi przez sms: „Skąd ci się to bierze?”. To był bardzo miły dzień, pamiętam to. A Ty byłaś cały czas uśmiechnięta. I następna dializa też miło upłynęła. A może to trwał efekt mojego wyznania sprzed tygodnia?

Przepraszam za ten nostalgiczny ton, ale nieraz potrzebuję zapomnieć o codzienności i wpadam we wspomnienia. Skoro codzienność jest tak okrutna, muszę się jakoś ratować przed popadnięciem w marazm: wspomnieniami, kadzidełkami, spacerami samotnymi, pisaniem wierszy, artykułów, utrwalaniem wspomnień i pisaniem do Ciebie…

Tak, mało urozmaicony żywot prowadzę. I nie zadowala mnie taki stan rzeczy, chciałbym czegoś więcej… Chciałbym w cholerę (przepraszam) rzucić dializy i ruszyć w Polskę. Żywić się w barach, sypiać w hostelach i schroniskach, zatrzymywać czas na zdjęciach i opisach na bieżąco czynionych, pytać ludzi co ich cieszy, a co denerwuje. I chciałbym czytać mądre książki, tzw. literaturę drogi: Hemingway, Stachura i inni tacy… chciałbym się uczyć, bo tak mało wiem o astronomii, geologii, biologii, medycynie… jestem wciąż głodny wiedzy. Tymczasem muszę mieszkać z osobą, której nienawidzę i ona mnie też… kiedy widzi mnie nad książką lub piszącego coś w tablecie, nie przepuści okazji, by mi dogryźć. Jedyne spokojne godziny, kiedy mam spokój i mogę oddawać się czemuś pożytecznemu to czas dializ i dni, kiedy L. jest w pracy (a teraz jest na zwolnieniu lekarskim, w domu ciśnienie jest wysokie, wystarczy jedna iskra, by nastąpił wybuch). Ale tego czasu mam mało na wszystko, czym chciałbym się zająć. Obecnie piszę dwa opowiadania, jeden artykuł i projektuję okładkę do książki. Cały grudzień brałem udział w wirtualnych wykładach z astronomii przez internet (na koniec stycznia miał być egzamin), ale musiałem z czegoś zrezygnować, bo nie miałem czasu na to wszystko. Zrezygnowałem z wykładów :-(

Kończę, bo głód mi doskwiera, jeść też muszę, nad czym boleję, bo czas cenny marnotrawię przez to, szkoda, że nie potrafię wzorem roślin fotosyntezować substancji odżywczych :-D

Do następnego widoku Twojej jedynej w swoim rodzaju bluzy w kolorze trudnym do jednoznacznego określenia. Pewnie jest on tak bogaty w różne określenia, jak bogata jest Twoja osobowość.

Zauważyłem, że włosy masz ciemniejsze :-)

Do zobaczenia…

W.


Do: eM Aszka <+48964375910>

20-01-2016 16:09

Pozdrawiam z wprost bajecznie ośnieżonych Solanek!


Od: Wiesław Paprocki <inforino@op.pl>

Do: Aszka <muszelka@o2.pl>

Temat: Mail ze śnieżynkami w tle

Data: Śro, 20 sty 2016 10:36


Dzień dobry, Enjo,

Poranny widok za oknem tak mnie ucieszył, a jednocześnie wzruszył, że musiałem odreagować i podzielić się z kimś moim stanem duchowym. Z kim, jak nie z Tobą? To poniżej napisałem ad hoc, więc jest to — przyznaję — kanciaste i szorstkie. No i, na ile Cię poznałem, pewnie jeszcze dodasz od siebie coś uszczypliwego. Ale co mi tam, wszak prawdziwa cnota krytyk się nie boi :-)

Zanurz się teraz na chwilę w fale „poezji” :-D


W powietrzu śnieżynki się unoszą

z wielką gracją i rozkoszą

podrygują, podskakują

i swym tańcem mnie radują

Znam śnieżynkę z krwi i kości

która sprawia moc radości

gdy idąc kołysze włosami

i podrzuca pośladkami,

choć zmrożona chłodem wieje

na jej widok wciąż głupieję…

A za oknem ciągle sypie z ołowianego nieba

tak niewiele, bym wzruszył się, potrzeba…


Pięknego dnia w śnieżnej scenerii :)

(ciekawe, że kiedy skończyłem pisanie, niebo przestało sypać śniegiem — czyżby i w górze uznano, że moje pisanie to gniot? :-D)

W.


Od: Wiesław Paprocki <inforino@op.pl>

Do: Aszka <muszelka@o2.pl>

Temat: Śnieżne wspomnienia

Data: Czw, 21 sty 2016 16:03

Załączniki: 6; Content-Type: image/jpeg; filename=„2016-01-20 ÷ 25.jpeg”


Hej, hej, hej Aszko!

Pamiętasz mój mail z lutego ub. r. (Boże, jak dawno to było…)? Przesłałem wówczas kilka fotografii z ośnieżonych Solanek. Na jednej z nich widniał mały bałwan, właściwie — bałwanek, którego na potrzebę chwili ulepiłem. To miała być Twoja postać, ale z powodu zziębniętych dłoni, wyszła ona nieco kanciasto. Nawet włosy stworzyłem ze źdźbeł trawy wygrzebanych spod śniegu (spacerujący ludzie pewnie myśleli, że korzonków na obiad szukam :-D), a i gawrony obsiadły mnie wokół, spodziewając się zapewne, że zahibernowanych dżdżwnic im dostarczę). Mimo moich starań, by jak najwierniej Twoją świetlaną postać przedstawić, dostrzegłaś w śnieżnej rzeźbie podobieństwo do mnie. Hm…

Wczoraj tak pięknie śnieg sypał, że nie mogłem wytrzymać i trzy godziny spędziłem na spacerze. Wróciłem głodny, zziębnięty, zmęczony, ale jakże zadowolony. Taki samotny pobyt z przyrodą dobrze robi: umysł uspokaja, pozytywnie nastraja, uczy pokory wobec życia. No i myśli moc generuje. Różnorakich myśli… Wybrałem porę, w której ludzie raczej w domach przesiadują (13—16), więc nikt mi nie przeszkadzał.

I wpadłem na pomysł, by tym razem bardziej się postarać i ponownie użyłem moich zdolności plastycznych, by stworzyć podobiznę Twoją. Bardzo się starałem, ale dłonie szybko mi zgrabiały, więc wyszło, jak wyszło. W miejsce włosów z trawy na głowie bałwanki kapelusik położyłem i jej główkę zalotnie przechyliłem. A efekt… no cóż. Sama go ocenisz na przesłanej fotce.

Jak pisałem, na wietrze i mrozie zgrabiały mi dłonie. I to jak! Straciłem w nich czucie i nie mogłem kurtki zapiąć (co chwilę wyjmowałem z jej wnętrza smartfon). Znikąd pomocy… Strach mnie ogarnął, że sam za chwilę w rzeźbę lodową się zamienię. Pozostało mi tylko jedno!

Zrzuciłem kurtkę, udało mi się wydostać z bluzy, bez czucia w palcach nie mogłem rozpiąć koszuli, więc zacząłem ją szarpać i po kilku sekundach rozprysnęły się guziki. Została tylko T-koszulka. Zsunąłem buty, udało mi się rozpiąć pasek u spodni, suwak też i zostałem tylko w skarpetkach. Gdybym zsunął jeszcze gatki, byłby to klasyczny streaking, ale głodne gawrony, które obsiadły okoliczne drzewa, i ich długie dzioby przyhamowały moje zapędy, bo mogły wziąć moje dyndające przyrodzenie za zachętę do konsumpcji… Rzuciłem się na śnieg i stoczyłem z górki rowerowej, po czym ruszyłem biegiem na przełaj przez zmrożone i pokryte kopnym śniegiem łąki i pola w kierunku wieży ciśnień. Obiegłem ją ze trzy razy i ruszyłem w drogę powrotną. Dobiegłem do sterty moich ubrań rozgrzany jak po wyjściu z sauny. Zacząłem się ubierać, ale w tym czasie moje odzienie nieco zamarzło, przez co miałem pewne trudności i odłamał się jeden rękaw koszuli. Reszta była w miarę okay.

No dobrze. Kończę, bo jeszcze dzisiaj nic pożytecznego nie zrobiłem, muszę wziąć się za tłumaczenie tekstu, z którego art. dla WiŻ powstaje, s którego objętość nieco mnie przytłacza. Do tego to angielszczyzna amerykańska, na dodatek słownictwo techniczne.

Wczorajszą aurę uwieczniłem na zdjęciach, przesyłam kilka. Acha — czy te liche tulipanki wreszcie pokazały pełnię swojego piękna, czy też trafiły wcześniej do śmieci?

I jeszcze coś — czy kadzidełka rzeczywiście zapach morskiej bryzy do domu wnoszą? A może inny zapach preferujesz, albo w ogóle dymu kadzidlanego nie cierpisz? No i czy ten dymek nie szkodzi noskowi albo płuckom Waszej Miłości :-D?

W.


Od: Ewelina Mrożek <muszelka@o2.pl>

Do: Wiesław Paprocki <inforino@op.pl>

Temat: Urodziny

Data: Pon, 25 sty 2016 23:45

Content-Type: image/jpeg; filename="image1.jpeg”

Niech się spełnią wszystkie marzenia!!!


Od: boggy26 <inforino@op.pl>

Do: Aszka <muszelka@o2.pl>

Temat: Odp: Urodziny

Data: Wto, 26 sty 2016 10:27


Bardzo Ci dziękuję za życzenia. Ale dlaczego mnie postarzyłaś i wysłałaś mail urodzinowy przed północą, kiedy niczym tonący brzytwy trzymałem się jeszcze pięćdziesiątki? Takiej naciągniętej do granic możliwości, ale jednak.

Gdyby istotnie miały spełnić się moje wszystkie marzenia, to nie wiem, czy byłabyś z tego faktu zadowolona; -)

Torcik od Ciebie w przesłanej grafice jest przepiękny, szkoda, że nie jadam takich rzeczy. I te serca, którymi został przyozdobiony… No właśnie, czy to jakiś kod sygnałowy od Ciebie? :-) OK., OK., już przerywam kontynuację tego wątku, ja nic nie analizuję, to tylko tak żartem napomknąłem.

Jeszcze raz dziękuję!

Do dzisiejszego zobaczenia!

W.


Fragment z pamiętnika:

„26 stycznia 2016 r., wtorek:

26 stycznia. Dzień moich urodzin. Dzisiaj kończę 60 lat. Przed dziesięciu laty, kiedy kończyłem lat 50, był to dla mnie szok. Dzisiaj aż tak bardzo tego nie przeżywam, ale zawsze powoduje to jakieś perturbacje duchowe, jakiś natłok myśli negatywnych… Nie wiem też, kiedy te 10 lat minęło? Kiedy czas mija, dni płyną, i płyną i płyną… Aż pewnego dnia człowiek budzi się i uświadamia sobie ni stąd ni zowąd, że wszystko jest już za nim i pozostają tylko wspomnienia.

Dzisiaj umyłem głowę, zgoliłem 3-dniowy zarost (gdyby nie to, że jest w 3/4 siwy, zostawiłbym go), zjadłem śniadanie i uzupełniłem wpis w pamiętniku. Chcę dzisiaj wyjść godzinę wcześniej i kupić jakieś ciasto w mieście do szpitala. Dzisiaj na dyżurze jest Enjo.

Wyszedłem wcześniej niż zazwyczaj — o 11.30. Na deptaku kupiłem ciasto, a na Wąskiej dwie świeczki: „6” i „0”. Oczywiście spóźniłem się o kwadrans na dializę. Ola zajęła się krojeniem ciasta, a później… weszła do sali ze świeczkami zapalonymi i podeszła do mnie do łóżka. A prosiłem wcześniej, aby tego nie robiła. Zdmuchnąłem tylko szóstkę, zero zostało. Brakło mi tchu czy co? Zdmuchnęła je Ola.

Mariola odłączała mnie i zagadnęła o to, jak się czuję jako solenizant? Za kontuarem siedziała Lena i też zagadnęła o to, jak mijają mi urodziny? Enjo już wczoraj przed północą mail z 5-wyrazowymi życzeniami przysłała, a dzisiaj wieczorem Dorota życzenia przez fejsa przekazała.

Ot, i tak minął mi dzisiejszy dzień”.


Od: boggy26 <inforino@op.pl>

Do: Aszka <muszelka@o2.pl>

Temat: 14 lutego…

Data: Nie, 14 lut 2016 13:00

Content-Type: image/jpeg; filename=„14 lutego 2016.jpeg”


Dzień dobry, Enjo!

Baaardzo długo nie pisałem :-( Dzisiaj jest znakomita okazja, by ten brak nadrobić — mamy przecież Święto Zakochanych :-)

Wczoraj odwiedziłem moją ulubioną kwiaciarnię, a właściwie kwiaciarenkę, i wybrałem kwiatek dla Ciebie. Miałem go ze sobą w szpitalu, ale musiałem wrócić z nim do domu. Nie wiem, czy wytrzyma do wtorku, bo do czwartku na pewno nie, więc muszę się odkryć: to jest nieduża różyczka. Ma nietypowy kolor i dlatego właśnie ją wybrałem: nie czerwoną, nie bordową, nie różową, nie herbacianą i nie białą, ale o barwie pośredniej między błękitem a fuksją. Przynajmniej ja tak to widzę. Przesyłam podobną w załączniku. Przesyłam też dwa utwory muzyczne na dzień dzisiejszy stosowne: Stand by me i Something stupid.

I na tym już kończę: muszę coś zjeść i czeka mnie prasowanie, mimo iż mamy niedzielę, ale muszę czymś czas wypełniać, by nie rozmyślać o dołujących rzeczach. O czym by tu jeszcze donieść?… Acha, jutro z rana mam się stawić u urologa, a na kwiecień mam obiecany wydruk artykułu w WiŻ. Kwiecień… do kwietnia jeszcze dużo czasu i nie wiadomo, jak się ów czas ze mną obejdzie…

Dzisiaj o 17.00 w Solankach na mostku zbierają się zakochani i puszczają w niebo lampiony. Piękny widok. Jeśli tego nie widziałaś, to polecam obejrzeć to wydarzenie. Oby tylko wiatr nie zepsuł uroczystości. Podobno w zeszłym roku zgromadziło się ok. tysiąca osób.

No dobrze, udanego walentynkowania (a ode mnie ucałowania; -) )

W


Od: Ewelina Mrożek <muszelka@o2.pl>

Do: Wiesław Paprocki <inforino@op.pl>

Temat: Brak tematu

Data: Nie, 14 lut 2016 20:12


Dziękuję! Niestety róża nie trafi w ręce potencjalnej właścicielki …


Od: boggy26 <inforino@op.pl>

Do: Aszka <muszelka@o2.pl>

Temat: Odp. w sprawie różyczki walentynkowej

Data: Pon, 15 lut 2016 17:41


Hej, Aszeńko!

„Dziękuję! Niestety róża nie trafi w ręce potencjalnej właścicielki …”

Och, jakże mi przykro z tego powodu. Przyjmij wyrazy współczucia; -) bo różyczka jest/była naprawdę wspaniała i ma się nijak do różyczki przesłanej z mailem (do różyczki jeszcze coś miałem, ale to się na pewno nie zepsuje :-) )

Zerknąłem dzisiaj na moją wczorajszą walentynkę i doznałem zawodu. Wczoraj, tworząc ją, starałem się, by była oszczędna w formie i tak też ją oceniłem. Dzisiaj stwierdziłem, że zbyt ponure to było. Chciałem troszkę serduszkami ozdobić przesyłkę, ale uznałem, że będzie ona zbytnio naciapciana :-). Mogłem chociaż bardziej radosną barwą datę potraktować, ale wyszło, jak wyszło… Postaram się poprawić przy najbliższej okazji.

Nie napisałaś, czy kadzidełka się sprawdziły, czy pachniało w domu morzem, czy lepszy byłby inny zapach? Kupiłem akurat te, ponieważ tylko do nich dołączona była narta, w której można kadzidełka mocować.

Stałem się rozleniwiony i jakoś ciężko mi się pisze teksty osobiste. Może to aura wpływ ma na to: taka ni to zimowa, ni to wiosenna, ni to jesienna; a może to tak powoli wiek daje znać o sobie? Teraz przypomniałem sobie coś — moje urodziny w szpitalu. Ola (dlaczego Ty nie wpadłaś na ten pomysł?) przyniosła mi do łóżka ciasto z zapalonymi świeczkami. Były zaledwie dwie, a udało mi się zdmuchnąć tylko jedną(!) — „6”.

Wracam do rozleniwienia… a więc ostatnio jakoś ciężko mi się pisze coś od siebie i nie wiem, o czym miałbym pisać. Czasami, kiedy czuję się potwornie samotny, wtedy notuję myśli, które powstają w moich zwojach mózgowych, a później zapisuję je w formie mniej lub bardziej poetyckiej. Poniżej znajdziesz moje teksty, które powstały w takich właśnie okolicznościach w różnym czasie (chociaż tyle po mnie zostanie…).

Dobrze zrozumiałem Twoją odpowiedź, że do czwartku nie spotkam Cię na dyżurze? Tylko nie unikaj, jak zwykle, odpowiedzi.

Do zobaczenia, Bursztynowa Czarodziejko i spokojnego wieczoru :-)

W


Pusto zrobiło się wokół mnie bez Ciebie

mimo tłumnych trotuarów

Postać Twoją tylko niczym fatamorganę pod powiekami mogę przywoływać

Nic i nikt próżni po Tobie nie zastąpi

Jesteś wszak niepowtarzalnym zjawiskiem

efemerydą, zorzy polarnej błyskiem

21 listopada 2015, sob.


Wracają do mnie dźwięki tamtych dni

wracają zapachy, wracają widoki

ale nie wracasz Ty

Choć grudzień grudniem pachnie

i święta tuż za progiem

choć coraz bliżej Nowy Rok

Ja nie odczuwam tej radości

życie bez Ciebie to wieczny mrok

30 listopada 2015 pon.


Jeżeli zgaśnie słońce na niebie, Ty mi mrok rozświetlisz

Jeżeli księżyca blask zniknie, Ty rozsrebrzysz noce zimowe

Jeżeli gwiazdy pogasną, blask Twoich oczu kierunek mi wskaże

03 grudnia 2015, czw.


zbyt późno Ciebie poznałem

zbyt późno miłość wyznałem

w oczach nie znalazłem zrozumienia

w sercu nie wzbudziłem pragnienia

moje usta zostały nienasycone

pragnienia — niespełnione

dotyk dłoni Twoich — nieznany

szept mój — niedosłyszany

27 grudnia 2015 nie., nad ranem


Od: Ewelina Mrożek <muszelka@o2.pl>

Do: Wiesław Paprocki <inforino@op.pl>

Temat: …

Data: Pon, 16 lut 2016 21:54


Niestety, a może i stety nie będzie mnie ani w czwartek, ani w sobotę, ani…


Od: Wiesław Paprocki <inforino@op.pl>

Do: muszelka@o2.pl <muszelka@o2.pl>

Temat: Odp: …

Data: Czw, 19 lut 2016 12:19


Hej,

No tak… dałaś przynajmniej życia znak :-)

Nie będzie więc Ciebie „ani…” Czy to znany, że ślady swoich krągłości ponownie na śnieżnych szlakach utrwalasz J? Jeżeli jest na czym utrwalać (bo co utrwalać — to jest; -) ), bo w naszej pięknej miejscowości pogoda ponura jak w norze szczura: od rana z ołowianego nieba pada mżawka przetykana rachitycznym snieżkiem. No i rankiem, tak do dziewiątej, było nieco szronu na samochodach i trawie.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 27.3
drukowana A5
za 51.06