E-book
27.3
drukowana A5
57.97
Jesteś... bo zawsze gdzieś będę...

Bezpłatny fragment - Jesteś... bo zawsze gdzieś będę...

część 2


Objętość:
235 str.
ISBN:
978-83-8126-407-5
E-book
za 27.3
drukowana A5
za 57.97

Chcieć więcej, niż się wie, że można chcieć,

To codzienna klęska tych, którzy kochają.

„Piasek”, Jonasz Kofta

Wprowadzenie

Wydarzenia tu opisane miały miejsce naprawdę, stąd też jakiekolwiek podobieństwa bohaterów do żyjących osób nie są przypadkowe. Jednakże wszystkie dane osobowe, a więc imiona i nazwiska, aliasy i adresy skrzynek pocztowych oraz numery telefonów zostały zmienione przez autora i nie należy ich łączyć ze światem rzeczywistym. Dialogi i myśli zawarte w książce pochodzą z oryginalnych wiadomości elektronicznych i nie zostały w jakikolwiek sposób zniekształcone, prócz fragmentów usuniętych ze względu na zbyt osobisty charakter ich wypowiedzi jak i tych, które nie miały jakiegokolwiek wpływu na przebieg akcji niniejszego utworu, co zostało zaznaczone.

Zakończenie tej historii jest czystą fikcją literacką, ale życie cały czas pisze jej ciąg dalszy…

Składam serdeczne podziękowania pewnej niesamowitej kobiecie, bez której katalitycznej roli książka ta nie powstałaby. To dzięki Jej pomocy, mentalnemu oddziaływaniu i duchowemu wsparciu, których od Niej doświadczałem, mogłem napisać tę książkę. To dzięki Niej zdołałem utrwalić jeden z piękniejszych fragmentów mojego życia.

Nigdy nie zwróciłaś się do mnie po imieniu, zawsze było to: Ty, Tobie, Tobą, Ciebie — zaimek II osoby liczby pojedynczej we wszystkich przypadkach odmieniałaś, a jednak…

…a jednak wiele Tobie zawdzięczam… nawet nie wiesz, jak wiele…

AUTOR

Marzec

Od: boggy26 <inforino@op.pl>

Do: Aszka <muszelka@o2.pl>

Temat: Marzec wita!

Data: Nie, 01 mar 2015 09:18


Hej,

Dzisiaj pierwszy dzionek marca, za trzy tygodnie wiosna, za oknem blask słońca oczy razi, a Ty śpisz jeszcze? Przetrzyj oczęta, załóż okulary i wyjrzyj na świat!

Wiem, wiem — skończyły się dni odpoczynku i do pracy pora wracać… :-(

Ale nie smuć się i nie zamartwiaj na zapas, bo przecież nie masz czym: żyjesz, więc ciesz się życiem, a jak nie potrafisz, to pomyśl o zmartwieniach innych ludzi, może to Ci pomoże?

Mam dla Ciebie miłą informację: zakończyłem wreszcie pisanie pierwszej części książki. Wbrew Twoim obawom uwzględniłem też Twój wybór i pierwszą część wieńczy wersja zakończenia, którą Ty zasugerowałaś. A więc ta drastyczna, w której ona zostaje pobita. Dodałem tam też kawałek, który wymyślałem w miarę pisania, bo jakieś mdławe lub też bezpłciowe mi się to wszystko wydawało. Jeszcze mnie to nie zadowala, ale w głowie mi huczy od nawału myśli, więc po obiedzie coś na chybcika wymyślę i dopiszę. Kiedy całość wydrukuję, dam Tobie do akceptacji. Ale zapewne potrwa to nieco, bo będę musiał tekst wygładzić na potrzeby potencjalnych czytelników. Obecnie jest on zbyt surowy w odbiorze. Chcę też gdzie niegdzie powplatać moje odkrywcze myśli, które mają za zadanie uatrakcyjnić całość.

Miłego dnia!

W.


Od: boggy26 <inforino@op.pl>

Do: Aszka <muszelka@o2.pl>

Temat: ODP: Re: Zaśnieżony_mail

Data: Pon, 02 mar 2015 00:52


Oj, Enjo, Enjo

Uśmiecham się w tej chwili mając przed oczami Twój mail oznajmiający powrót z zimowiska. Bo w dwóch słowach zawarłaś odpowiedzi na moje dwa teksty, a jednocześnie rozwiałaś moje obawy.

W moim esemesie napisałem: „Pamiętaj — wróć cała”, a w mailu: „wróć szczęśliwa”. Twoja odpowiedź to:

>> wróciłam cała i szczęśliwa <<

Ot, cała Ty :-)))

W.


Od: boggy26 <inforino@op.pl>

Do: Aszka <muszelka@o2.pl>

Temat: Unieś głowę

Data: Pon, 02 mar 2015 18:31


Witaj, apetyczna „dwójeczko”!

Wiem, że już Ci przeszedł „podziw i przerażenie” moją wiedzą, ale gdybyś podniosła głowę i spojrzała na Księżyc — tuż obok niego zobaczysz naszego starego znajomego, czyli Jowisza. Bez obaw — niczym Cię dzisiaj nie porazi. Oba obiekty ujrzysz z kuchni lub sypialni. A po przeciwnej stronie nieboskłonu, widocznym z Twojego balkonu, wprost razi blaskiem przepiękna Wenus. Gdybyś wysiliła wzrok, to tuż poniżej, ceglastą barwą błyszczy Mars.

To tyle moich „mądrości”. Bywaj…

W.


Fragment z pamiętnika:

„03 marca 2015 r., wtorek

Dzisiaj widziałem Ewelinę po raz pierwszy po urlopie. Przez trzy tygodnie nosiłem w plecaku prezent dla niej. Zastanawiałem się, czy dać go 10 marca, w drugą małą rocznicę, ale Eweliny mogło wtedy nie być (jak się później okazało, miałem rację). Nie było jakoś sposobności, by przywołać ją do łóżka, również konto w komórce było już nieważne, więc kiedy ubrałem się po dializie na korytarzu, wróciłem na salę i pozostawiłem kopertę z prezentem na biurku opartą o jej kubek. Podszedłem do niej (odłączała akurat pacjenta) i szepnąłem do jej: „Zostawiłem coś na biurku oparte o twój kubek”. „Dobra” — odpowiedziała”.


Od: boggy26 <inforino@op.pl>

Do: Aszka <muszelka@o2.pl>

Temat: Perełka

Data: Śro, 04 mar 2015 10:56


Enjo,

Dziwna cisza zapanowała z Twojej strony. Cisza, aż w uszach szumi i słychać bicie serca. Spodziewałem się jakiegoś gwałtownego ruchu od Ciebie wczoraj, a tu nic… Źle znoszę takie przedłużające się chwile, więc postanowiłem tę ciszę przerwać i wysłać ten tekst.

To, co poniżej zamieściłem, pisałem wczorajszego wieczora.

Dobry wieczór, Aszeńko!

Może to głupi pomysł z mojej strony, ale piszę te słowa w odpowiedzi na Twój przewidywany ruch po otrzymaniu koperty z zawartością. Nie wiem, czy to będzie esemes, czy mail czy też słowna reprymenda mnie spotka. Bo tego, że będziesz na „nie”, jestem pewien.

Już o tym pisałem, ale powtórzę: dla mnie jest rzeczą normalną, że jeżeli się kogoś kocha, to myśli się o nim, martwi, tęskni, pamięta o pewnych rocznicach, obdarowuje drobiazgami, kwiatami. Ale w Twoim przypadku kwiaty sprawić mogą kłopot, więc… jest jak jest :-). Dlatego też, by zapobiec Twojej nerwowej reakcji i wrzuceniu prezentu do mojego plecaka, czym mi nie tak dawno groziłaś, skreśliłem dzisiaj odręcznie kilka wersów, byś nieco „złagodniała” w wyrażaniu emocji i wraz z prezentem umieściłem w kopercie.

Czy poczuwasz się do rewanżu? Nie po to dałem Tobie ten drobiazg srebrny, byś się rewanżować musiała. A ponieważ więź między nami jest uczuciem jednokierunkowym, więc i formy jej wyrażania też są tylko w jednym kierunku wysyłane. Nic na to nie poradzę…

Mam prośbę do Ciebie. […] Nie wiem, jak wyglądała Twoja przeszłość, ale nie chciałbym, abyś porównywała mnie do Twoich byłych. Piszę tak, ponieważ nie wierzysz w szczerość moich słów. Kiedy mówię Tobie, że jesteś ładna, to jesteś ładna. Kiedy piszę, że masz piękne oczy, to te oczy są piękne. Kiedy zaś mówię, że Cię kocham, to tak jest. Ty zaś, nie przyzwyczajona do słów pokrywających się z rzeczywistymi intencjami, także i mnie umieściłaś w jednym worku z pewnymi osobami — wyznawcami dualizmu w uczuciach, zwolennikami powiedzenia „czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal” i korzystających z „okazji”. Być może zagalopowałem się nieco i może się mylę, ale — o czym już też pisałem — nie chcę ukrywać moich myśli przed Tobą. Czasami nie napiszę wszystkiego, ale nie będę Cię okłamywał. Gdzieś wyczytałem, że prawda boli tylko raz, kiedy ją słyszymy, natomiast kłamstwo za każdym razem ból powoduje, kiedy je sobie przypomnimy. Może nie w tym kontekście, ale coś w tym jest…

Jeszcze jedno wyjaśnienie muszę złożyć. Jakoś stosunki między nami ochłodziły się. Ja trochę, a nawet sporo, odsunąłem się od Ciebie medialnie — nie zabieram Ci czasu esemesami i maile straciły na wartości — ale to nie znaczy, że nastąpił regres moich uczuć i marzeń z Tobą w tle, nic z tych rzeczy. Po prostu odeszło ze mnie napięcie, jakie wcześniej towarzyszyło mojemu zaangażowaniu uczuciowemu, po tym, jak powiedziałem, że Cię kocham. Ponadto straciło na impecie Twoje zainteresowanie nową osobą, która tak nagle zaistniała w Twoim ułożonym życiu i nieco innego spojrzenia na świat wniosła. Ja zaś nie chcę się narzucać na siłę. Straciłbym i tę cząstkę Ciebie, która jest mi przychylna.

Tak więc powyższe kwestie wyraziłem chyba bardzo jasno. I nie wracajmy już do tego i do rozpatrywania dlaczego tak się to ostatecznie potoczyło, dobrze? Przecież moje uczucie do Ciebie nie osłabło ì trwa nadal. Każdy Twój esemes, list czy telefon z wielką radością powitam, bo to przypomni mi szalone wariactwo, jakie w eterze wywoływaliśmy naszym notorycznym komunikowaniem się. Zostały mi z tego okresu zapiski, które — jak wiesz — próbuję w formę książki przekształcić. Może się uda. Byłoby pięknie, bo to był cudowny okres mojego życia.

Pewnie tego dzisiaj nie wyczułaś, ale wreszcie napatrzyłem się na Ciebie wystarczająco długo, by przywołać Twoją twarz po zamknięciu oczu :-). Nareszcie! A włosy teraz masz rzeczywiście brązowe, ale jeszcze w styczniu, kiedy na nie „wpadłem”, były mocno ciemne, przecież się nie mylę, prawda?

Piszę wieczorem, więc życzę spokojnej nocy, mimo pory, którą ten mail trafi do Ciebie.

W. :-*


Od: Aszka <muszelka@o2.pl>

Do: Intrygujący <inforino@op.pl>

Temat: Re: Perełka

Data: Śro, 04 mar 2015 15:42


Witaj!

Nie godzę się na tak drogie prezenty!!! Poza tym ponownie stawiasz mnie w trudnej sytuacji i jeszcze zwracasz uwagę i zainteresowanie pozostałego personelu i pacjentów. Już dosyć głośno jest o Tobie na oddziale, gdzie rozpisujesz się do innych koleżanek…

— a moje zachowanie, nie zawsze wiem z czego wynika, ale jest takie, a nie inne…

Miłego wieczoru.


Fragment z pamiętnika:

„07 marca 2015 r., sobota

Dochodziłem do głównego wejścia szpitala, gdy rozległ się dzwonek mojej komórki.

— Tak, słucham?

— Gdzie teraz jesteś? — to była Ewelina.

— O, to ty… Cześć. Właśnie dochodzę do szpitala.

— To przychodź od razu na salę i kładź się do łóżka.

— Dobrze. Hej.

Miałem przydzieloną nerkę w rogu sali, obok zlewu. Tam, gdzie kiedyś promienie słoneczne rozbłysnęły tysiącami złotych iskier na meszku jej rąk. Podłączała mnie Ewelina. Po raz pierwszy zauważyłem, że ma polakierowane paznokcie. Nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem. I nijak pojąć nie mogę dlaczego?”.


Od: boggy26 <inforino@op.pl>

Do: Aszka <muszelka@o2.pl>

Temat: Dzisiejszy dzień…

Data: Nie, 08 mar 2015 07:58


Dzień dobry,

Życzę Ci, aby cały dzisiejszy dzień był dla Ciebie przepełniony słonecznym blaskiem i zapachem bergamotki :-)

W.


Od: "muszelka@o2.pl" <muszelka@o2.pl>

Do: inforino@op.pl

Temat: Re: Dzisiejszy_dzień…

Data: Nie, 08 mar 2015 08:06


Dziękuję bardzo!


Od: "muszelka@o2.pl" <muszelka@o2.pl>

Do: inforino@op.pl

Temat: Re: Dzisiejszy dzień…

Data: Nie, 08 mar 2015 22:17


— hmmm ciekawa jestem dlaczego zapachem bergamotki…, może w tym przypadku bardziej trafny byłby smak…; -)


Od: boggy26 <inforino@op.pl>

Do: "muszelka@o2.pl" <muszelka@o2.pl>

Temat: ODP: Re: Dzisiejszy dzień…

Data: Nie, 08 mar 2015 23:36


Oj, joj, joj…

Co to się stało, że Aszka maila sama z siebie wysłała? Widać nudzimy się wielce i nie mamy nic ciekawego do roboty? Ale i tak się cieszę :-). Z braku laku…

Bergamotka… do dnia bardziej pasuje zapach niż smak. A bergamotka dlatego, bo od pewnego czasu piję herbatę marki Tetley zaprawianą bergamotką właśnie i jej zapach wprawia mnie w dobre samopoczucie. Myślałem więc, że i Tobie sprawię tym przyjemność… Słoneczny blask przesłałem z okazji 8 marca, a zapachu bergamotki z innej okazji życzyłem, ciekaw jestem, czy jeszcze pamiętasz z jakiej?

We wtorek jest dziesiąty. Gdybyś była na nocnej zmianie, chciałbym Tobie radość sprawić (taką mam nadzieję) dwoma tulipanami. Dlaczego w nocy? Bo mogłabyś mieć je przez noc obok siebie i nikt by ich nie widział, a nad ranem mogłabyś się ich pozbyć. Tego dnia też jest małe święto, właściwie niedużachna rocznica. Nie piszę „nasza”, bo to byłoby chyba nieco na wyrost określenie, ale moja na pewno. Tak jak i dzisiejszego dnia. Lubię takie „filigranowe” uroczystości, o których nikt nie wie, tylko osoby wtajemniczone. Zawsze miały dla mnie jakiś urok i niosły serdeczne przesłanie.

W sobotę leżałem na tym samym łóżku, na które padł kiedyś promień słoneczny, kiedy mnie podłączałaś i ponownie widziałem Twoje ramiona tysiącami złotych włosków pokryte… Nie będę pisał, co odczuwałem, Dwójeczko…

Czy ten przezroczysty lakier, którym paznokcie pokryłaś, to też perłowy jest? :-)

Dobranoc, moja muzo… (w myślach dodałem jeszcze kilka ciepłych słów…)

W.


Od: "muszelka@o2.pl" <muszelka@o2.pl>

Do: inforino@op.pl

Temat: Re: ODP: Re: Dzisiejszy dzień…

Data: Pon, 09 mar 2015 14:32


Hej!

Nie będzie mnie w pracy jutro. Ewelina


Od: boggy26 <inforino@op.pl>

Do: "muszelka@o2.pl" <muszelka@o2.pl>

Temat: Dwa tulipany

Data: Wto, 10 mar 2015 14:54

Załączniki: 1; filename=„dwa tulipany.jpg”;


Hej,

Aszeńko, skoro Ciebie nie będzie, to i tulipanów nie będzie. Nie ma Ciebie realnej, tylko w moich myślach i w wyobraźni, więc i kwiaty, dla uczczenia pewnego wydarzenia sprzed dwóch miesięcy, przesyłam w postaci zbioru bitów. Nie wiem, jak taka forma wyrażania uczuć podoba się Tobie, ale doceń choć to, że praca nad tym pomysłem zajęła mi 3 godziny — od jedenastej, kiedy tylko z wanny się wynurzyłem, do czternastej. Dlatego też do szykowania obiadu przystąpiłem spóźniony o pół godzinki :-(.

Radosnego dnia Tobie życzę i miłego całego tygodnia :-)

W.


Od: Aszka <muszelka@o2.pl>

Do: Intrygujący <inforino@op.pl>

Temat: Re: Dwa tulipany

Data: Wto, 10 mar 2015 15:42


Dziękuję :-)


From: Kartki4you <admin@kartki4you.pl>

To: boggy26 <inforino@op.pl>

Subject: Ktoś wysłał Ci ekartkę

Date: Tue, 10 Mar 2015 13:09

Reply-To: muszelka@o2.pl


Z okazji dzisiejszego święta Mężczyzn życzę Ci przebojowości, lotów pod chmurami i spełnienia marzeń.

Aszka


Od: boggy26 <inforino@op.pl>

Do: Aszka <muszelka@o2.pl>

Temat: ODP: Re: Dwa tulipany

Data: Wto, 10 mar 2015 18:16


Enjo,

Dziękuję za kartkę 4you :-). Najpierw sądziłem, że mnie uprzedziłaś w sprawie naszej mini rocznicy, a tu okazało się, że to życzenia z okazji święta facetów… To dla mnie tak egzotyczne jak Dzień Kota, bo i coś takiego wymyślono :-D. Dziękuję, że pamiętałaś i za życzenia :-)

Bywaj. W.


Od: boggy26 <inforino@op.pl>

Do: "muszelka@o2.pl" <muszelka@o2.pl>

Temat: Zamiast smsa

Data: Pią, 13 mar 2015 08:59


Dzień dobry,

Dawno do Ciebie nie pisałem, bo jakoś tak się porobiło… Odzywam się bez żadnej przyczyny, ot tak, z potrzeby bycia blisko Ciebie.

Przeczytałem ponownie powyższe zdanie — głupie. Przecież powód, dla którego próbuję moje myśli Tobie przekazać, jest bardzo ważną przyczyną.

Ten mail piszę w miejsce esemesa, bo 5 marca minął termin ważności mojego 3-miesięcznego konta, więc nic nie mogę wysyłać z komórki. Na razie konta nie aktywuję, gdyż jakoś rozpłynął się, wraz z upływającym czasem, okres lawinowego zarzucania się esemesami. Szkoda. Prawdę powiedziawszy — nie mam pojęcia dlaczego? Chyba się na mnie nie pogniewałaś?

Dzisiaj jest 13 marca. Mija więc już miesiąc od dnia, w którym wyjechałaś na podbój śnieżnych szlaków :-). A już za tydzień przywita nas wiosna… Popatrz, to niesamowite, jak szybko czas mija. Tylko ja bezustannie trwam w swoim uczuciu… Pewnie to głupio zabrzmiało, bo idealnie wręcz wpisuje się w Twój wymysł, że obsypuję Cię komplementami i ciepłymi słówkami bez pokrycia. Zapewniam jednak, że tak nie jest.

Słońce jest już w miarę wysoko i świecić ma przez cały dzień. Życzę Ci więc i słonecznego, i ciepłego i miłego piątku. Mimo iż to trzynasty (tfu, tfu). Całuję… :-)

W.


Od: Aszka <muszelka@o2.pl>

Do: Intrygujący <inforino@op.pl>

Temat: Re: Zamiast smsa

Data: Pon, 16 mar 2015 23:07


Dobry wieczór,

nie, nie jestem obrażona.

Tak czasami sobie siedzę i myślę (zdarza mi się) mógłbyś być zatrudniony w jakimś tygodniu jako pan dobra rada — odpowiem, skomentuję, napiszę wszystko czego odbiorca będzie oczekiwał; -)

Pozdrawiam Ewelina


Od: boggy26 <inforino@op.pl>

Do: Aszka <muszelka@o2.pl>

Temat: ODP: Re: Zamiast smsa

Data: Wto, 17 mar 2015 19:00


Dzień dobry,

Kiedy wysyłałaś swój mail późnym wieczorem, ja już spałem, a odebrałem go wczesnym rankiem. Byłem mile zaskoczony — mail od Aszki? Tak rzadko to się zdarza ostatnio. Ale to radosne uczucie szybko minęło, gdy list przeczytałem. […]

— Nie pisałem „obrażona” ale „zła”. Dla mnie to różnica istotna :-).

— Widzisz, jak się zmienia osąd innych ludzi: najpierw „jestem przerażona i zachwycona Twoją wiedzą”, „liryka, epika — to wszystko, co piszesz, mnie zachwyca”, „Twoje zdania są piękne” itp. komplementy, a teraz ironicznie „pan dobra rada” :-)]

— „odpowiem, skomentuję” — jeśli do mnie piszesz, to odpowiadam, jeśli poruszasz jakiś temat, to komentuję. To chyba zwyczajowe zachowanie, w ten sposób ludzie porozumiewają się.

— „napiszę wszystko czego odbiorca będzie oczekiwał” — tu mnie zaskoczyłaś i nie wiem o co Tobie chodzi. Przecież wiele razy mylnie interpretowałem Twoje słowa, na co reagowałaś wykrzyknikami w swoich kontrach pod moim adresem kierowanych, bo oczekiwałaś innych reakcji z mojej strony. A może ów tajemniczy „odbiorca” jednak oczekuje słów, w których go komplementuję, co często robię? Ale przecież nie wierzysz w prawdziwość moich ciepłych słów ku Tobie kierowanych.

[…]

— A więc i Ty mnie oceniasz „czasami, kiedy tak siedzisz i myślisz” :-)… A kiedyś zarzuciłaś mi, że ja to robię w stosunku do Ciebie. Przecież ja już dawno pisałem, że każdy obserwuje, wyciąga wnioski i ocenia innych wedle siebie. Wszyscy to robią wokół, Ty też, z tą różnicą, że Ty rzadko dzielisz się tymi przemyśleniami (chyba że się rozzłościsz na mnie, to wtedy całą litanię zarzutów formułujesz), odwrotnie niż ja, i pewnie przez to myślisz, że jesteś uczciwa wobec mnie, a ja to drań, bo moje myśli, które nie są Tobie przychylne, przedstawiam w mailach.

Teraz uważam, że niepotrzebnie otworzyłem się przed Tobą. Gdybym od początku wiedział, że „nie jesteś i nie mieszkasz sama”, a nie dopiero w przeddzień Bożego Narodzenia, to nie dzieliłbym się moimi przemyśleniami i wspomnieniami z przeszłości. A jeśli już, to nie tak żywiołowo i dozowałbym informacje o sobie bardziej przemyślnie, na Twój sposób. Ale Ty nic nie wspominałaś na ten temat, nie zająknęłaś się ani słówkiem, a Twoje telefony pozwalały żywić nadzieję, że jesteś sama…

[…]

Nie wiem, czy taka forma odpowiedzi Tobie odpowiada, obawiam się, że znowu potraktujesz mnie negatywnie, ale skoro masz takie a nie inne odczucia wobec mojego sposobu prezentowania myśli, przemyśleń, to trudno — taka już jesteś i taki masz charakter. Kocham Cię taką „skażoną” właśnie, mimo iż początkowo zachłysnąłem się Tobą „dziewiczo czystą” i wszystkiego nie wiedziałem o Tobie. Pewnie znowu zareagujesz uwagą, że Cię oceniam, a przecież Twoje opisy odnoszące się do mnie w sali dializ, (bodajże „lewitujący twardziel”, czy tak? :-) ) to też była ocena (starałem się zmienić swoje zachowanie, nie wiedziałem, że tak jest ono odbierane).

[…]

Aby nie powtarzać wytartych słów: brakuje mi Ciebie jak tęczy po burzy. I nie jest to żadne gołosłowie. Brak mi Ciebie i tyle. Nie jestem tworem cyfrowym i nie wystarcza mi sam kontakt na odległość, słowami pisanymi podtrzymywany, tęsknię za Twoją fizyczną obecnością w moim życiu, a że jest to niemożliwe, dlatego wciąż będę Ci słał pocałunki kwiatami przeplatane, a wieczorami gwiazdy będą Ci je przekazywać, kiedy tylko ku nim swoją twarz obrócisz. I nie masz na to wpływu mimo swoich kontaktów ze światem magii :-).

Tylko ta cisza z Twojej strony tak mi bardzo doskwiera…

Dobrej nocy, Aszeńko…

Całuję… W.


Od: boggy26 <inforino@op.pl>

Do: Aszka <muszelka@o2.pl>

Temat: blask słoneczny

Data: Śro, 18 mar 2015 07:21


Hej!

Przepraszam, to przez ten blask słoneczny i niesamowitą energię, jaka z każdym fotonem spływa na nas… Tak chce się żyć!… Dzisiaj moje emocje tylko w takich słowach znajdują ujście: Kocham Cię, Aszeńko!

I to wszystko na dzisiaj :-(

A może nie?…; -)

W.


Od: boggy26 <inforino@op.pl>

Do: Aszka <muszelka@o2.pl>

Temat: Wieczorna „rozmowa”

Data: Śro, 18 mar 2015 23:13


Dobry wieczór, Księżniczko…

:-) Uśmiecham się teraz, bo przypomniałem sobie, jak wczesną jesienią zeszłego roku zadzwoniłaś do mnie w sprawie dializy, a ja przywitałem Panią słowami: „Dzień dobry, księżniczko”, na co Pani, niestety, nie zareagowała.

Miałem dzisiaj przesłać pewien tekst, ale za dnia czasu nie miałem wolnego na to, a teraz zmęczony jestem i leżę już w łożu z baldachimem. Sączę wino czerwone grzane, które posługująca u mnie mniszka przygotowuje co wieczór (ładna bestyjka…), a druga, równie urocza, splata moje włosy w warkoczyki, po czym rozplata je i ponownie biedzi się nad misternym splotem. To znakomicie relaksujący zabieg. I jedna i druga czynność działają na mnie wybitnie usypiająco, więc nie mogę obiecanego tekstu wysłać.

A cały dzisiejszy dzionek spędziłem wybitnie pracowicie: pierwsze śniadanie już po szóstej zjedzone, mail do Ciebie (owszem — krótki, ale dużo czasu zajęło mi komponowanie go tak, by Cię treścią nie uraził), pranie, II śniadanie, e-book, obiad (ziemniaki trzeba było obrać, ugotować, filety rybne z cebulką usmażyć, wymyślić jakąś surówkę z tego, co było w lodówce i poza nią), zmywanie po obiedzie, książka (pisanie), szukanie w sieci informacji do artykułu, kolacja, sprzątanie po kolacji, książka (tym razem — dla odprężenia — czytanie). A i tak nie dałem już rady umyć podłogi w kuchni. Prawdę mówiąc, to nie chciało mi się już. Chociaż muszę przyznać, że po obiedzie godzinkę zmarnowałem: położyłem się z tabletem na wersalce i… świadomość moja odleciała w niebyt… Najważniejsze dla mnie, że obie książki pchnąłem mocno w przód i że kuchnia wieczorem była czysta.

A jak Waszej Wysokości dzisiejszy dzień minął? Czy równie pracowicie w swoich komnatach Księżna sobie poczynała jak Jej uniżony sługa? Czy też Jej Wysokość swą niespożytą energię ku uczynkom charytatywnym w szpitalu wykonywanym skierowała?

No, proszę — dwudziesta trzecia się zbliża. Nawet nie wiem, kiedy czas mija podczas pisania do Ciebie. Że też nie można go jakoś zagiąć lub nagiąć. Naiwnie myślałem, że chociaż dzisiaj wcześniej powieki zamknę i wyśpię się, a tu jak zwykle… […]

Miłego wieczoru nie życzę, bo to już nie ta pora. Zapewne śpisz już lub szykujesz się do snu i swój diadem brylantami wysadzany do sejfu wkładasz… Życzę więc spokojnej nocy, łagodnych marzeń sennych i snu odprężającego, tak abyś jutrzejszego słonecznego ranka obudziła się z myślą: „jak cudownie jest żyć!”.

Dobranoc więc, urocza Aszko…

W.


Od: boggy26 <inforino@op.pl>

Do: Aszka <muszelka@o2.pl>

Temat: A jednak słońce!

Data: Czw, 19 mar 2015 11:09


Dzień dobry, Aszeńko

Jak widzisz, dzień ponownie w promieniach słonecznych stanął. Tak jak wczoraj przewidywałem. Wiesz, brakuje mi Twoich spontanicznych esemesów, więc w ich miejsce wysyłam moje przemyślane maile.

Jestem już i po śniadaniu i po prasowaniu tego, co wczoraj wyprałem. Muszę teraz wyjść do miasta, po czym zamelduję się w szpitalu koło południa. Ponieważ minęła właśnie jedenasta, kończę pisanie, aby zdążyć.

Do zobaczenia więc, Enjo, lub do najbliższego kontaktu elektronicznego. :-*

W.


Od: boggy26 <inforino@op.pl>

Do: Aszka <muszelka@o2.pl>

Temat: A jednak słońce! ciąg dalszy…

Data: Czw, 19 mar 2015 14:28


Hej,

Byłem w mieście na deptaku i kupiłem trochę ciasta (o czym będzie dalej), po czym zjawiłem się w szpitalu zaraz po południu, a dokładnie — o 12.10. Wszedłem nawet na teren oddziału, ale panowało jakieś małe zamieszanie w okolicy Waszego pokoju socjalnego (były obie sprzątaczki i wyszła do nich salowa i wydawało mi się, że jakieś uwagi ma co do ich pracy), więc zrobiłem w tył zwrot i wróciłem do domu. Tak więc niezły spacer sobie zaordynowałem, tym bardziej, że całą drogę szybkim krokiem pokonałem.

Najważniejsze zostawiłem na koniec. Dzisiaj jest 19 marca, mija więc równo rok od dnia mojej pierwszej dializy. Wspominałaś niedawno, że właśnie Ty uczestniczyłaś w tym „misterium” :-). Ja, niestety, nic nie pamiętam i nie wiem dlaczego. Zapamiętałem jedynie postać lekarki nachylonej nade mną i coś majstrującej przy mojej szyi, a po przeciwległej stronie łóżka, na tle drzwi (scena odbywała się w sali dializ ostrych) stała któraś z pielęgniarek (wychodzi na to, że Ty). Ale nie pamiętam żadnych twarzy, żadnych głosów, wszystko jakieś rozmyte i bezgłośne niczym w niemym filmie. Nic więcej nie mogę sobie przypomnieć, tak jakbym był pod działaniem jakiegoś środka odurzającego.

Tak więc męczysz się ze mną już rok i masz w tej rocznicy swój udział. I to udział jakiego się nikt z nas nie spodziewał: ani Ty, ani ja. Doprawdy, życie pisze scenariusze jak w najlepszych filmach. Tylko, że to nie film, a jak najbardziej realna sytuacja.

Wracam do głównego wątku… Ciasto — marcello i wuzetka oraz torcik czekoladowy — kupiłem z okazji rocznicy. W końcu „roczek” trzeba jakoś uczcić. Ale bez obaw — nic specjalnego, w rodzaju babeczek lub innych ciasteczek przeznaczonych wyłącznie dla Ciebie, nie kupiłem. Tym razem, zgodnie z Twoim życzeniem, nie wyróżniłem Cię i pozostaniesz bezimienną bohaterką imprezy. Jeżeli, oczywiście, na niej będziesz.

Jest czternasta i nagle poczułem się zmęczony, jakiś senny. Dlatego kończę już mail. Acha, obiecanego od dwóch dni tekstu dzisiaj też nie wyślę, nie chce mi się jakoś do niego wracać. Może w szpitalu wróci mi ochota, chociaż tam chciałbym dalej książkę przygotowywać. Zobaczymy.

A na dworze piękna, wiosenna aura, na działkach krokusy kwitną, pączki na bzach nabrzmiewają, bazie już oczy cieszą, młode krwawniki zielenieją, a na piach drzew, po ich słonecznej stronie, kowaliki zbite w gromadki wygrzewają się… A kilkanaście dni temu widziałem kwitnącą leszczynę. Tak więc wiosna nadciąga.

I tymi wiosennymi zwiastunami kończę pisanie do Ciebie rozczesując Twoje włosy słonecznymi promieniami, by przeniknęły ich blaskiem :-).

W.


Od: boggy26 <inforino@op.pl>

Do: Aszka <muszelka@o2.pl>

Temat: Ale impreza :-(

Data: Czw, 19 mar 2015 17:39


Cześć,

Wiesz co, Enjo, dałem takiej pięknej dupci, jak Twoja. Przepraszam za te słowa, ale…

Mariola zadzwoniła o 15.45, że mogę przyjść na dializę na 16.20. Dodała jeszcze, że jeśli się nie zgodzę, to do kogo innego zadzwoni. Akurat pisałem odwołanie do rektora UKW w Bydgoszczy i siedziałem przy komputerze, więc powiedziałem, że mogę być na 16.30. Zgodziła się zaczekać 10 minut. Tu pismo, tam szpital, na dodatek obiad stygł… O pół do siedemnastej ruszyłem taksówką, by zdążyć na czas. Dopiero idąc korytarzem przypomniałem sobie, że w pośpiechu zapomniałem o tym, co miałem przynieść z okazji mojej rocznicy. Mariola zasugerowała przeniesienie uroczystości na sobotę lub za kwadrans jazdę ambulansem do domu i z powrotem. Po chwili wahania zrezygnowałem z jazdy do domu, bo L. od razu domyśliłaby się, że mam karton pełen ciasta dla pielęgniarek. Tak więc najbliższa okazja teraz to sobota, ale to już chyba z okazji pierwszego dnia wiosny. Zresztą nie wiem, czy ciasto wytrzyma?

A tak w ogóle to odeszła mi ochota na takie rzeczy po dzisiejszej wpadce. Jedyna miła rzecz, jaka mnie dzisiaj spotkała, to honorarium za artykuł, które wpłynęło na konto. Tydzień przed terminem! Ciekawe, kiedy ukaże się następny tekst.

Do soboty więc, Aszeńko. A może będziesz dzisiaj na nocnej zmianie? W każdym bądź razie do spotkania.

W.


Fragment z pamiętnika:

„19 marca 2015 r., czwartek

Tak, jak przypuszczałem, Aszka przyszła na nocny dyżur. Przed dwudziestą podeszła do mojego łóżka i, dając do zrozumienia, że czytała maile, z uśmiechem powiedziała:

— To ciasto naprawdę się zepsuje.

W pierwszej chwili nie zrozumiałem o czym mówi.

— Proszę?.

— To ciasto naprawdę się zepsuje — powtórzyła.

— Ach… no nie wiem? Może jednak nie?”.


Od: boggy26 <inforino@op.pl>

Do: Aszka <muszelka@o2.pl>

Temat: Wieczorne dopowiedzenie

Data: Czw, 19 mar 2015 22:33


Najpierw coś napiszę, a później wytłumaczę się z tego, dobrze?

Moja Kochana Enjo!

Teraz wytłumaczyć się z tych słów w nagłówku muszę. Kiedy po dializie wchodziłem po schodach do domu, już myślałem o mailu do Ciebie. I pomyślałem, że skoro Tobie miłość wyznałem, to przecież mogę tak się do Ciebie zwracać. Myślę, że choć raz na jakiś czas pozwolisz mi na to…

Ucieszyłem się, gdy zobaczyłem Cię dzisiaj w szpitalu. Kiedy zagadnęłaś o cieście zostawionym w domu, powiedziałaś to z uśmiechem, który od razu rytm serca mi zaburzył. Niesamowicie emocjonalnie na Ciebie reaguję, mimo karencji w kontaktach.

Kiedy wyszedłem ze szpitala, wzrok, jak zwykle, do góry skierowałem. A tam — mnóstwo gwiazd! Jeżeli rankiem będą jeszcze widoczne, zerknij na którąkolwiek, może coś poczujesz :-). Jowisz także tkwił przyklejony w tym samym miejscu, w którym zastałem go pamiętnego wieczora. Ale wiesz co? Kiedy po drodze spojrzałem w prawo, ku Twojej posiadłości, nisko nad horyzontem widniała Wenus, a to przecież bogini miłości. Planeta wisiała wprost nad Twoim domem, tak jakby chciała mi pokazać drogę do Ciebie i zasygnalizować: „widzisz, tutaj mieszka twoja muza, nie zapominaj o słowach do niej kierowanych i przy niej trwaj”. Wiem, wiem — już swoje piórka stawiasz na sztorc i myślisz, że mi zaczyna ponownie wracać zwariowany etap uczucia i zaczynam ponownie głupoty pisać, a już miałaś ze mną spokój… Nie, to nie tak. […] Chciałem w taki nieco kiczowaty sposób tylko zasygnalizować pewien fakt, bo czyż nie wydaje się on niesamowity? Tak, jakbym otrzymał pewien znak… A od kogo? To już tajemnicą nocnego nieba pozostanie.

No dobrze, skoro już swój emocjonalny stosunek do Ciebie wyraziłem, to teraz poważnie, bez emocji (chociaż myśląc o Tobie trudno, aby rozumu nie mąciły) piszę tak: jesteś moją jedyną kochaną kobietą na świecie. […] I chciałbym, aby ten stan pozostawania na uwięzi Twojego uroku trwał, dopóki żyć będziemy.

Życzę Ci spokojnej nocy, aby Twoje czekoladowe oczy wypoczęły w wigilię wiosny. Tak, tak — to już jutro! Kiedy oczęta otworzysz, już będzie trwać wiosna :-). A później Wielkanoc i malowanie jajek (podobno szpitalne izby przyjęć są wtedy przepełnione przez męskich zwolenników tej tradycji :-D ).

Całuję Cię…

W.


Od: boggy26 <inforino@op.pl>

Do: Aszka <muszelka@o2.pl>

Temat: Pierwszy dzień wiosny

Data: Pią, 20 mar 2015 10:28


Aszeńko,

Witam Cię w pierwszy wiosenny dzień, tak słoneczny po gwiaździstej nocy, chociaż lekko na zachodnim nieboskłonie chmurami naznaczony. Ciekawe, czy chmurność nieba pozwoli dzisiaj na obserwowanie zaćmienia Słońca, które właśnie się rozpoczęło?

Przyznaję, że jest mi ciężko wytrzymać w ciszy medialnej z Tobą. Niby jesteś tak blisko, nieraz na wyciągnięcie ręki zaledwie, ale jednocześnie tak daleko… Tym bardziej jest mi ciężko. Pewnie dlatego nie potrafię powstrzymać się od pisania do Ciebie. Wtedy z Tobą rozmawiam. Dziwne to wszystko może się wydawać, prawda? Jak całe moje dotychczasowe życie.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 27.3
drukowana A5
za 57.97