Wstęp
Od początku dziejów Bóg objawiał ludziom swoją wolę przez proroków, apostołów i świętych, przypominając niezmienną prawdę Ewangelii oraz wzywając do nawrócenia. W historii Kościoła pojawiały się również prywatne objawienia, które — jeśli zostały rozeznane i uznane — nie dodają niczego do Objawienia zawartego w Piśmie Świętym i Tradycji, lecz pomagają wiernym głębiej przeżywać wiarę i odpowiadać na wyzwania swoich czasów. Tekst, który Czytelnik trzyma w dłoniach, przedstawia wizję i orędzie o Maryi, Pogromczyni duchów piekielnych, napisane w formie duchowej medytacji i wezwania do odnowy życia. Ukazuje Najświętszą Maryję Pannę jako pokorną Służebnicę Pańską, która mocą swojego Syna depcze głowę starodawnego węża, prowadząc wiernych ku zwycięstwu Chrystusa nad grzechem, śmiercią i mocami ciemności. Niech więc niniejsze orędzie będzie zachętą do gorliwej modlitwy, pokuty, życia sakramentalnego oraz zawierzenia się Jezusowi przez ręce Maryi. Niech przypomina, że prawdziwe zwycięstwo nad złem nie dokonuje się ludzką siłą, lecz łaską Boga, udzielaną tym, którzy z pokorą otwierają swoje serca na Jego miłosierdzie. Każdy czytelnik jest zaproszony, aby z roztropnością, w świetle nauki Kościoła oraz pod opieką Ducha Świętego, rozważyć treść przedstawionej wizji. Jeżeli przyniesie ona większą miłość do Boga, wierność Ewangelii, cześć dla Najświętszej Maryi Panny oraz pragnienie świętości, wówczas spełni swój najważniejszy cel.
Maryjo, Pogromczyni duchów piekielnych, módl się za nami, abyśmy wytrwali przy Chrystusie aż do końca i osiągnęli wieczne zwycięstwo w Królestwie Bożym. Amen.
Inicjator Wspólnoty Modlitewnej Szafarzy Bożego Miłosierdzia o sobie, swoich snach, wizjach i Głosie Boga w duszy
Pokój i Miłosierdzie, teraz i na wieki. Amen.
Umiłowani,
nie jestem prorokiem ani człowiekiem, który uważa się za godniejszego od innych. Jestem zwyczajnym grzesznikiem, który każdego dnia doświadcza własnej słabości i potrzebuje Bożego Miłosierdzia. Gdyby Bóg patrzył na moje zasługi, nigdy nie odważyłbym się mówić ani pisać o sprawach duchowych. Jeżeli jednak zechciał posłużyć się moją nędzą, mogę jedynie odpowiedzieć: „Oto jestem, Panie, niech stanie się Twoja wola.” Od wielu lat Bóg prowadzi mnie drogami, których sam nigdy bym nie wybrał. Czyni to nie tylko przez wydarzenia codziennego życia, lecz także przez sny, wewnętrzne poruszenia duszy i chwile głębokiej modlitwy. Nie każdy sen jest od Boga i nie każda myśl rodząca się w sercu pochodzi z nieba. Dlatego staram się wszystko rozeznawać w świetle Pisma Świętego, nauki Kościoła oraz z pokorą przedstawiać Bogu to, czego sam nie rozumiem. Najgłębszym doświadczeniem mojego życia jest Głos Boga rozbrzmiewający w głębi duszy. Nie są to słowa słyszane uszami ani widzialne obrazy, lecz wewnętrzne poznanie, które przychodzi z niezwykłym pokojem, światłem i mocą. Gdy Bóg przemawia, serce napełnia się bojaźnią, a jednocześnie niewypowiedzianą miłością. Człowiek wie, że dotyka tajemnicy większej od siebie. Zdarzało się, że Pan ukazywał mi również wizje. Nie były one owocem mojej wyobraźni ani pragnień, lecz przychodziły niespodziewanie. Jedne trwały krótką chwilę, inne pozostawiały w duszy światło, które prowadziło mnie przez wiele miesięcy. Ich celem nigdy nie było zaspokojenie ciekawości, lecz wezwanie do nawrócenia, modlitwy i większej ufności wobec Boga. Nie pragnę, aby ktokolwiek budował swoją wiarę na mojej osobie. Człowiek przemija, lecz Chrystus pozostaje ten sam wczoraj, dziś i na wieki. Jeżeli w tym, co opisuję, jest dobro, pochodzi ono wyłącznie od Boga. Jeżeli zaś pojawi się jakikolwiek błąd, jest on owocem mojej ludzkiej słabości. Dlatego proszę każdego, kto będzie czytał te świadectwa, aby czynił to z roztropnością, pokorą i modlitwą. Niech wszystko będzie rozeznawane w świetle Ewangelii oraz nauczania Kościoła. Prawdziwy głos Boga zawsze prowadzi do większej miłości Jezusa Chrystusa, do wierności Kościołowi, do życia sakramentalnego, pokuty i czynów miłosierdzia. Jeżeli Pan zechce posłużyć się tymi zapisami, aby choć jedna dusza powróciła do Niego, cała chwała należy wyłącznie do Boga Ojca †, Syna † i Ducha Świętego †.
Uniżony sługa Sług Boga mojego, wasz brat w wierze, Inicjator Wspólnoty Modlitewnej Szafarzy Bożego Miłosierdzia
br. Wiesław.
Przygotowanie do Orędzia
Wizja Maryi, Pogromczyni duchów piekielnych jako Niewiasty z lilią i różańcem. — przygotowanie pierwsze
Pewnej burzliwej nocy podczas snu ujrzałem Niewiastę pełną światła i pokoju. Nie było w Niej lęku ani niepokoju, lecz majestat płynący z całkowitego zjednoczenia z Bogiem. Nad Jej głową jaśniał wieniec dwunastu gwiazd, znak Jej królewskiej godności oraz zwycięstwa, którego źródłem jest Jezus Chrystus. Maryja stała na złotym sierpie księżyca, a pod Jej stopami wił się starodawny wąż — duch pychy, kłamstwa i buntu przeciw Bogu. Jego oczy pałały nienawiścią, lecz był bezsilny wobec świętości Tej, która od pierwszej chwili swego istnienia została zachowana od grzechu. Maryja była brzemienna. W tej tajemnicy zrozumiałem, że niesie światu nie tylko nadzieję, ale samego Zbawiciela. Tam, gdzie piekło przynosi śmierć, Ona przynosi Życie. Tam, gdzie szatan rozsiewa rozpacz, Ona ukazuje zwycięstwo Chrystusa. W prawej dłoni trzymała wysoką zieloną łodygę z trzema białymi liliami. Kwiaty promieniały światłem nie z tego świata. Usłyszałem głos:
„Trzy kwiaty lilii oznaczają Trójcę Przenajświętszą — Ojca, Syna i Ducha Świętego. Z Ojca pochodzi odwieczny plan zbawienia, Syn zwyciężył grzech i śmierć przez swoją Ofiarę, a Duch Święty uświęca dusze i prowadzi je do pełni życia. To moc Boga w Trójcy Jedynego pokonuje piekło.”
Łodyga lilii przebijała głowę starodawnego węża. Zrozumiałem, że nie jest to broń ziemska, lecz znak, iż świętość Boga, objawiona w Trójcy Przenajświętszej, miażdży moc szatana. Wąż konał nie dlatego, że został pokonany ludzką siłą, ale dlatego, że wobec Boga jest całkowicie bezsilny.
W lewej dłoni Maryja trzymała różaniec. Każde jego ziarenko zdawało się jaśnieć jak perła nieba. Wtedy usłyszałem ten sam głos:
„Różaniec jest modlitwą ludzi pokornych. Kto rozważa życie mojego Syna i trwa w łasce Bożej, ten odbiera piekłu władzę nad swoim sercem.”
Maryja nie patrzyła na pokonanego węża. Jej wzrok był skierowany ku niebu. W ten sposób została mi ukazana prawda, że cała Jej moc pochodzi od Boga i że zawsze prowadzi ludzi do Jezusa, nigdy do samej siebie.
Wtedy Maryja przemówiła:
„Nie lękajcie się duchów piekielnych, lecz trwajcie przy moim Synu. Szatan jest głośny, lecz jego panowanie jest krótkie. Kto żyje Ewangelią, karmi się Ciałem Chrystusa, kocha Boga całym sercem i wytrwale odmawia różaniec, ten należy do zwycięskiego Królestwa Boga. Jestem Pogromczynią duchów piekielnych, ponieważ Bóg uczynił wielkie rzeczy swojej Pokornej Służebnicy. Wszystko, czym jestem i co czynię, pochodzi od Trójcy Przenajświętszej.”
Po tych słowach wizja napełniła mnie głębokim pokojem. Zrozumiałem, że ostatnie słowo nie należy do szatana, lecz do Boga. Maryja nie zatrzymuje człowieka przy sobie, ale nieustannie prowadzi go do Jezusa Chrystusa — jedynego Pana, Zbawiciela i Króla wieków. Po przebudzeniu zapisałem, ale nie przywiązywałem do tego wielkiej uwagi, gdyż ostatnio duże śniło mi się.
Wizja Maryi, Pogromczyni duchów piekielnych jako Dziewicy Apokaliptycznej. — przygotowanie drugie
Kilka miesięcy po pierwszym śnie, gdy z wielką uwagą rozważałem słowa Apokalipsy św. Jana Ewangelisty, zatrzymałem się nad opisem Niewiasty obleczonej w słońce. W tej samej chwili, w głębi mojej duszy, usłyszałem wyraźny, pełen pokoju Głos:
„Tak przedstawia się Maryja — Pogromczyni duchów piekielnych i Przewodniczka dusz czyśćcowych.”
Słowa te przeniknęły całe moje wnętrze. Nie wzbudziły we mnie lęku, lecz głęboki pokój i zdumienie. W jednej chwili przypomniał mi się sen, który otrzymałem kilka miesięcy wcześniej. Dotąd nie rozumiałem w pełni jego znaczenia. Teraz poszczególne obrazy zaczęły układać się w jedną całość. Zrozumiałem, że Bóg stopniowo odsłania przede mną symbolikę tej wizji. Maryja została mi ukazana jako Dziewica Apokaliptyczna — Niewiasta wierna Bogu, całkowicie zjednoczona z Trójcą Przenajświętszą, depcząca moc starodawnego węża i prowadząca dusze ku zwycięstwu swojego Syna, Jezusa Chrystusa. Od tej chwili obraz ten pozostał głęboko wyryty w moim sercu. Wielokrotnie powracałem do dwunastego rozdziału Apokalipsy, prosząc Ducha Świętego o światło i łaskę właściwego zrozumienia tego, co zostało mi ukazane. Nie pragnąłem tworzyć własnych wyobrażeń, lecz z pokorą odczytywać to, co — jeśli taka była wola Boża — zostało mi dane zobaczyć i usłyszeć. To, co przedstawiam na kolejnych stronach, jest świadectwem tego duchowego doświadczenia. Oddaję je pod rozeznanie Kościoła, wiedząc, że wszelka prawda pochodzi od Boga, a jedynym celem tej wizji jest prowadzenie dusz do Jezusa Chrystusa przez wstawiennictwo Najświętszej Maryi Panny.
Wizja Maryi, Pogromczyni duchów piekielnych jako Przewodniczki dusz czyśćcowych. — przygotowanie trzecie
Kolejnym znakiem naprowadzającym był następny sen jakieś sześć albo siedem tygodni potem. Pamiętam, iż noc była wyjątkowo upalna. Nie mogłem zasnąć. Myśli kłębiły się w mojej głowie niczym dym unoszący się z komina w deszczowy dzień. W sercu odczuwałem niepokój, dlatego zacząłem odmawiać Koronkę do Bożego Miłosierdzia, prosząc Jezusa o pokój. Podczas modlitwy zasnąłem. We śnie ujrzałem rozległe pole pełne białych lilii. Bił od niego niezwykły pokój i światło. Po obu stronach pola rozciągały się gęste cierniowe zarośla. W ich kolczastych gałęziach byli zaplątani ludzie. Niektórzy wołali o pomoc, inni trwali w milczeniu, jakby cierpliwie oczekiwali na wybawienie. Wtedy usłyszałem w głębi duszy Głos Boga:
„To są wszystkie dusze oczekujące oczyszczenia.”
Patrzyłem z wielkim przejęciem na to niezwykłe miejsce. Nagle dostrzegłem Kobietę ubraną w długą szatę. Jej twarz promieniowała pokojem i dobrocią. W prawej dłoni trzymała różaniec. Podeszła do starszej kobiety, która była mocno zaplątana w ciernie. Nie wyciągała jej siłą. Delikatnie podała jej różaniec. Gdy starsza kobieta uchwyciła go z ufnością, ciernie zaczęły same ustępować i tracić swoją moc. Powoli została wyprowadzona z cierni na pole pełne białych lilii. Choć we śnie nie usłyszałem Jej imienia, w głębi serca wiedziałem, że jest to Najświętsza Maryja Panna. W tym samym momencie ponownie usłyszałem Głos Pana:
„Modlitwa płynąca z czystego serca, ofiarowana za dusze oczekujące oczyszczenia, nie ginie. Bóg w swoim miłosierdziu przyjmuje ją i udziela im pomocy według swojej świętej woli.”
W tej chwili sen dobiegł końca. Obudziłem się z głębokim pokojem serca. Długo rozważałem jego znaczenie, dziękując Bogu za to doświadczenie i prosząc, aby nauczył mnie gorliwiej modlić się za wszystkich zmarłych oczekujących pełni zjednoczenia z Nim. Po jakimś czasie zapomniałem o tym. Gdyby nie moje notatki, to pewnie dziś bym już o tym nie pamiętał i nie powiązał z tym co przyszło później.
Wizja Maryi, Pogromczyni duchów piekielnych walczącej z wężami. — przygotowanie czwarte
Niespełna miesiąc później miałem kolejny sen. — Był to bardzo pracowity dzień. — Wieczorem byłem tak zmęczony, że zasnąłem niemal natychmiast. Początkowo śniły mi się zwyczajne wydarzenia z minionego dnia. Po pewnym czasie przebudziłem się na krótką chwilę, po czym ponownie zasnąłem. Wtedy rozpoczął się sen, którego fragmenty do dziś pozostają żywe w mojej pamięci. Ujrzałem siebie klęczącego w kościele przed ołtarzem. Panowała cisza, a ja trwałem na modlitwie. Nagle zauważyłem, że z ołtarza wyłania się postać Kobiety. Szła powoli w moją stronę. W dłoni trzymała długą zieloną łodygę zakończoną trzema białymi liliami. Dolna część łodygi była ostro ścięta i przypominała grot włóczni. Nie odczuwałem wobec Niej lęku. Przeciwnie — Jej obecność napełniała kościół niezwykłym pokojem. Nagle ciszę przerwał szelest i syk. Z różnych stron świątyni zaczęły wyłaniać się węże. Były małe i ogromne, ciemne i jasne, grube i cienkie. Pełzały po posadzce, filarach i stopniach prowadzących do ołtarza. Ogarnął mnie paraliżujący strach. — Od dzieciństwa panicznie boję się węży. — Chciałem uciekać, lecz nie mogłem się poruszyć. Pozostałem na kolanach, wpatrując się w to, co działo się przede mną. Wtedy Kobieta uniosła łodygę lilii. — Nie było w Niej gniewu ani gwałtowności, lecz niezwykły majestat i pewność.- Gdy ostrze łodygi dotykało kolejnych węży, natychmiast traciły swoją siłę i znikały. Żaden z nich nie był w stanie zbliżyć się do Niej ani przekroczyć miejsca, w którym stała. W tej chwili zrozumiałem, że nie walczy Ona własną mocą. Zwycięstwo, którego byłem świadkiem, pochodziło od Boga. Trzy białe lilie na szczycie łodygi przypominały, że źródłem tego triumfu jest Trójca Przenajświętsza — Ojciec, Syn i Duch Święty. Czułem że już to gdzieś widziałem. Choć we śnie nie padło ani jedno słowo, w głębi serca zostało mi dane poznać, że Kobietą tą jest Najświętsza Maryja Panna, która mocą swojego Syna depcze wszelkie dzieła zła i prowadzi wiernych do zwycięstwa nad grzechem. W tej samej chwili cały kościół napełnił się światłem. Węże zniknęły, a w moim sercu pojawił się pokój, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczyłem. Obudziłem się głęboko poruszony. Przez długi czas rozważałem znaczenie tego snu. Zrozumiałem, że największą ochroną przed złem nie jest ludzka siła, lecz trwanie przy Bogu, życie Jego łaską oraz ufne oddanie się Jezusowi przez wstawiennictwo Najświętszej Maryi Panny. Zapisałem szybko, aby nie zapomnieć. Sny mają do do siebie że ulatują.
Wizja Maryi, Pogromczyni duchów piekielnych jako Nowej Ewy. — przygotowanie piąte
W uroczystość Narodzenia Pańskiego uczestniczyłem we Mszy Świętej. Z uwagą słuchałem homilii kapłana. W pewnym momencie mówił on o grzechu pierworodnym oraz o pokusie, której szatan poddał Ewę w ogrodzie Eden. Gdy rozważałem te słowa, moje myśli nagle przeniosły się do raju. Przestałem słyszeć głos kaznodziei. Oczami duszy ujrzałem ogród Eden pełen światła i pokoju. Pośrodku ogrodu rosło niezwykłe drzewo. Na jego gałęziach nie wisiały zwyczajne owoce, lecz owoce przypominające ludzkie serca. Biło od nich życie, jakby każde z nich przedstawiało ludzką duszę. Na jednej z najwyższych gałęzi siedział szatan. Wpatrywał się w dół z wyrazem pychy i pogardy. Nagle zerwał jeden z owoców i wyciągnął go w stronę stojącej przed nim Maryi.
Usłyszałem jego głos:
— Weź i zjedz. — Były to słowa łudząco podobne do tych, którymi zwiódł pierwszą Ewę.
Maryja nie odpowiedziała ani jednym słowem. Na Jej twarzy nie było lęku ani gniewu. Z niezwykłą pokorą przyjęła owoc do swoich dłoni. Następnie ucałowała go z wielką czcią, jakby oddawała go Bogu, od którego pochodzi wszelkie życie. W tej samej chwili, z mocą, której nie potrafię opisać, rzuciła owocem w kusiciela. Owoc ugodził go prosto w pierś. Rozległ się przeraźliwy krzyk. Konar, na którym siedział, zatrząsnął się, a diabeł runął w dół. Pod nim otworzyła się ciemna otchłań, która pochłonęła go wraz z jego krzykiem. Wtedy usłyszałem w głębi duszy Głos:
„Tam, gdzie pierwsza Ewa uwierzyła kłamstwu, Nowa Ewa pozostała wierna prawdzie. Tam, gdzie nieposłuszeństwo otworzyło drogę grzechowi, pokora i posłuszeństwo Bogu stały się znakiem zwycięstwa. Dlatego szatan drży przed Tą, która całkowicie należy do Boga.”
W tej samej chwili wizja zniknęła. Ponownie usłyszałem głos kapłana kończącego homilię, a moje serce napełnił głęboki pokój. Przez długi czas rozważałem znaczenie tego doświadczenia. Zrozumiałem, że nie było ono opowieścią o sile człowieka, lecz o zwycięstwie łaski Bożej. Maryja została mi ukazana jako Nowa Ewa, Pogromczyni duchów piekielnych, która przez swoje doskonałe posłuszeństwo Bogu wskazuje światu drogę do Jezusa Chrystusa — jedynego Zbawiciela człowieka.
Wizja Maryi, Pogromczyni duchów piekielnych wyszydzanej w kościele. — przygotowanie szóste
Po trzech latach powrócił do mnie sen o Tej, którą Bóg w mojej duszy nazwał „Pogromczynią duchów piekielnych”.
Zaraz po przebudzeniu zapisałem:
„Spałem krótko, ponieważ musiałem wcześnie wstać, aby zdążyć na autobus. Zbliżał się termin wygaśnięcia mojego dokumentu tożsamości, dlatego następnego dnia miałem załatwić wszystkie formalności. Nad ranem przyśnił mi się niezwykły sen.”
We śnie wszedłem do kościoła. Świątynia była wypełniona ludźmi. Wśród nich dostrzegłem wielu kapłanów. Panował hałas, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczyłem w domu Bożym. Ludzie głośno krzyczeli, wymachiwali rękami i wzajemnie się przekrzykiwali. Nie było tam modlitwy ani skupienia. Przed ołtarzem siedziała młoda Kobieta. Miała spuszczoną głowę. Jej postawa była pełna pokory i milczenia. Nie broniła się przed tym, co działo się wokół Niej. Ku mojemu zdumieniu tłum nie okazywał Jej szacunku. Ludzie wyśmiewali Ją, szydzili i kierowali ku Niej pełne pogardy słowa. Jeszcze bardziej zabolało mnie to, że również niektórzy kapłani śmiali się razem z tłumem, jakby nie dostrzegali Jej godności. Patrzyłem na to z bólem serca. Chciałem podejść bliżej, lecz nie mogłem zrobić ani jednego kroku. Czułem się bezsilny wobec tego, co oglądałem.