NOC ŚWIĘTOJAŃSKA
.
O Nocy Świętojańskiej…
…którą też mianują nocą Jana Chrzciciela, Kupalnocką czy Nocą Kupały szerzej rzec wpierw potrzeba, albowiem nie jest to zwyczaj lichy ani przypadkowy, lecz głęboko w czasie zakorzeniony i w porządku świata umocowany.
Przypada ona na dni, gdy słońce najwyżej nad ziemią stoi, a droga jego zda się najdłuższa i najmocniejsza, tak iż światło długo nie ustępuje, a noc ledwie cieniem się staje.
W tej to porze człowiek od dawien dawna dostrzegał osobliwość czasu, który jakoby na chwilę zatrzymuje swój bieg. Dzień nie chce się skończyć, noc nie śmie w pełni nadejść, a granice między jednym a drugim zdają się rozmyte. Przeto i zwyczaj czuwania się ugruntował, nie tyle z potrzeby działania, ile z pragnienia uczestnictwa w tej przemianie, która nie jest widzialna wprost, lecz odczuwalna w samym trwaniu.
Nie jest noc ta tylko wspomnieniem świętego, jeno także przypomnieniem ładu stworzenia, w którym wszystko ma swój czas: wzrost i pełnię, a potem powolne ustępowanie. Albowiem gdy dzień dochodzi swego szczytu, już w nim samym zawiera się początek odmiany, i od tej chwili światło, choć jeszcze silne, zaczyna się cofać, a noc z wolna odzyskuje należne jej miejsce.
═══✧ ❍ ✧ ═══
Jako granica…
...przeto noc ta świętojańska bywa pojmowana, nie ostra i widoczna, lecz łagodna i niemal niedostrzegalna, gdzie jedno przechodzi w drugie bez gwałtu. A człowiek, który tej nocy nie śpi, jakby bliżej tego przejścia się znajduje i bardziej świadomie je przeżywa.
Zwyczaj ten nie nakazuje niczego nadzwyczajnego: nie przymusza do wielkich czynów ani nie ustanawia praw twardych. Raczej zaprasza do pozostania dłużej na jawie, do rozmowy spokojnej, do milczenia, do patrzenia ku niebu i ku ziemi, które tej nocy zdają się trwać w szczególnej zgodzie. Jest to czas, w którym ludzie zbierają się razem nie dla zgiełku, lecz dla samej obecności, która nabiera większej wagi niż słowa.
Noc ta bywa też rozumiana jako przypomnienie o kruchości wszelkiej pełni. Bo oto gdy światło osiąga swój kres, zarazem przestaje się pomnażać. I choć zmiana ta nie jest gwałtowna, jednak nieodwracalna. Tak i w życiu ludzkim: co dochodzi swego szczytu, nie może trwać w nim bez końca, lecz musi ustąpić, by uczynić miejsce nowemu porządkowi.
Niektórzy widzą w tej nocy także wezwanie do czujności ducha, by nie przeoczyć chwil, które choć ciche, mają wielkie znaczenie. Bo nie zawsze to, co najważniejsze, przychodzi z hukiem i znakiem widzialnym. Często dzieje się to w ciszy i niemal bez świadków. A Noc Świętojańska jest właśnie takim czasem, gdy wielkość ukrywa się w prostocie.
═══✧ ❍ ✧ ═══
Zwyczaj czuwania…
...przeto tej nocy nie jest próżny ani pusty, lecz niesie w sobie sens głęboki: jest zgodą człowieka na rytm świata, przyjęciem tego, że wszystko ma swój czas i miarę. Kto tej nocy trwa na jawie, ten jakby mówił: „nie chcę być tylko przechodniem czasu, lecz chcę go pojąć, choćby w niewielkiej mierze”.
I choć w różnych miejscach różnie tę noc obchodzą, to jednak wspólne pozostaje jedno: świadomość, iż jest to chwila szczególna, w której światło i ciemność stoją najbliżej siebie, a człowiek — jeśli tylko zechce — może dostrzec więcej niż zwykle. Nie przez oczy, lecz przez skupienie i obecność.
Tak tedy Noc Świętojańska trwa nie tyle w czynach, ile w znaczeniu; nie tyle w obrzędach, ile w pamięci o porządku rzeczy. I choć przychodzi raz do roku, to przypomina o tym, co trwa nieustannie: o przemianie, o cyklu, o tym, że każda pełnia nosi w sobie początek zmierzchu, a każdy zmierzch zapowiedź nowego światła.
═══✧ ❍ ✧ ═══
O żywiołach…
...wspomnieć koniecznie należy, gdy o tejże Nocy Świętojańskiej dalej rozważać chcemy. W tym czasie jakoby bliższe się człowiekowi stają i wyraźniej swą naturę ukazują. Albowiem ogień, woda, powietrze i ziemia — cztery porządki świata — nie są tej nocy milczące, lecz zdają się przemawiać, każdy na swój sposób, a razem tworzą jedność, której zwykle się nie dostrzega.
Naprzód o ogniu rzec trzeba, który jest znakiem światła i przemiany. W czasie, gdy słońce najdłużej nad światem panuje, ogień ziemski jawi się jako jego odbicie i przypomnienie. Nie chodzi tu o żar niszczący, lecz o płomień żywy, który oczyszcza i rozprasza mrok. Przeto i pojmowany bywa jako znak odnowy, jako coś, co spala to, co zbędne, a pozostawia to, co trwałe. W nim człowiek widzi siłę, która nie tylko niszczy, lecz także przygotowuje miejsce dla nowego.
Dlatego ogniska nim palone tej nocy nie są jedynie dla ciepła ani dla światła, lecz znaczenie w sobie niosą głębsze i starsze niż sam zwyczaj. Są one jakby znakiem obecności siły, która trwa od początku, a która w płomieniu najczytelniej się ukazuje. Kto na nie patrzy, widzi nie tylko drewno, które się spala, lecz także przemianę, która dokonuje się na jego oczach: to, co było twarde i ciężkie, staje się lekkie i ulotne, a zarazem oddaje ciepło i jasność. Przeto ogień tej nocy bywa pojmowany jako świadectwo, iż nic nie ginie bez śladu, lecz przechodzi z jednej postaci w drugą. A człowiek, siedząc przy nim lub stojąc w jego blasku, łatwiej pojmuje, że i w nim samym zachodzą podobne przemiany — jedne widzialne, inne ukryte. I choć płomień drży i zmienia się bez ustanku, to jednak trwa, dopóki ma czym się żywić, jakby przypominając, że wszelka siła potrzebuje źródła, a każda jasność — podtrzymania.
Po nim woda, która zdaje się przeciwieństwem ognia, lecz w istocie jego dopełnieniem. Woda niesie chłód i ukojenie, ale też głębię i tajemnicę. W Noc Świętojańską bywa pojmowana jako żywioł przejścia i oczyszczenia innego rodzaju — nie przez spalanie, lecz przez obmycie. To, co ogień oddziela, woda łagodzi. To, co ogień przemienia gwałtownie, woda czyni powoli i cicho. Przeto oba te żywioły razem wskazują, iż przemiana świata nie jest jednorodna, lecz ma wiele dróg.
Dlatego nad wodą tej nocy człowiek zatrzymuje się chętniej niż zwykle, jakby przeczuwał, iż w jej spokojnej powierzchni kryje się coś więcej niż tylko odbicie nieba. Woda bowiem nie tylko przyjmuje obraz, lecz go przemienia, łagodząc to, co ostre, i pogłębiając to, co płytkie. Patrząc w nią, widzi się nie tylko świat zewnętrzny, ale i jakby cień własnych myśli, które w ciszy łatwiej się układają. Przeto woda tej nocy bywa pojmowana jako zwierciadło nie tyle rzeczy, ile samego trwania — przypomnienie, że wszystko płynie, a jednak nie ginie, lecz zmienia swój bieg. I jak nurt nie zatrzymuje się nigdy, choć zdaje się spokojny, tak i życie ludzkie nie stoi w miejscu, choć chwile ciszy dają złudzenie zatrzymania. A kto nad wodą tej nocy przystaje, ten jakby bliżej pojmuje, że przemiana nie zawsze bywa gwałtowna — częściej jest cicha, głęboka i nieustanna.
Powietrze zaś, choć niewidzialne, tej nocy nabiera szczególnej obecności. To ono niesie ciepło dnia ku nocy, a chłód nocy ku dniowi, jakby było pośrednikiem między tym, co jawne, a tym, co ukryte. W nim rozchodzą się głosy, w nim też rodzi się cisza, która tej nocy ma większą wagę niż zwykle. Powietrze przypomina o tym, co ulotne, a jednak konieczne — o oddechu, bez którego nie ma życia, choć rzadko się nad nim zastanawiamy.
Dlatego wśród powietrza już letniego człowiek chętniej wychodzi z domostw i pod otwartym niebem przebywa, jakoby pragnął pełniej uczestniczyć w tym, co go otacza, a czego w zamknięciu doświadczyć nie może. Powietrze tej nocy jest łagodne, niosące jeszcze ciepło dnia, a zarazem przynoszące ochłodę nadchodzącej nocy, i w tym właśnie połączeniu objawia się jego natura pośrednia. Przeto i zwyczaje tej pory sprawowane bywają na zewnątrz, nie pod dachem, lecz w przestrzeni otwartej, gdzie nic nie oddziela człowieka od nieba ani od ziemi. Tam rozmowy brzmią inaczej, cisza ma większą głębię, a każde tchnienie zdaje się pełniejsze i bardziej świadome. Powietrze niesie głosy i je rozprasza, łączy ludzi, a zarazem pozostawia każdego w jego własnym skupieniu. I tak, będąc niewidzialne, staje się obecne przez samo odczucie — jako przypomnienie, iż to, co najpotrzebniejsze, nie zawsze daje się uchwycić, lecz zawsze można tego doświadczyć.
Na koniec ziemia, która wszystko przyjmuje i wszystko podtrzymuje. W czasie przesilenia letniego ukazuje ona pełnię swej mocy: rodzi, wydaje, karmi. Jest spokojna i stała, a zarazem nieustannie przemienia się pod powierzchnią. W niej zawiera się pamięć cyklu, który nie zaczyna się ani nie kończy w jednej chwili, lecz trwa nieprzerwanie. Ziemia przypomina, iż wszelka przemiana, choć widzialna w świetle i cieniu, ma swe źródło głęboko i niepostrzeżenie.
Dlatego zrodzone z ziemi zioła i kwiaty tej nocy nabierają znaczenia szczególnego, jakoby w pełni swego czasu przemawiały ciszej, lecz wyraźniej niż zwykle. Nie są one tylko ozdobą ani przypadkowym darem natury, lecz znakiem jej obfitości i dojrzałości, która w tej porze osiąga swój kres. Z nich to splatane bywają wianki, nie dla samej tylko piękności, lecz jako wyraz porządku i jedności — bo wiele oddzielnych łodyg i kwiatów łączy się w krąg, który nie ma początku ani końca. W tym splocie zawiera się myśl o ciągłości i powracaniu, o cyklu, który nie ustaje, choć jego części się zmieniają. Ziemia zaś, która je wydała, pozostaje cicha i niewzruszona, jakby przypominając, iż wszelka obfitość ma swe źródło w tym, co trwa i podtrzymuje, choć samo nie domaga się uwagi. A człowiek, biorąc w dłonie taki wianek, niesie ze sobą nie tylko to, co widzialne, lecz i pamięć o tym, że wszystko, co żyje, wyrasta z jednego początku i ku niemu się skłania.
Wianki te łączą ponadto wszystkie żywioły w jedno: wyrosłe z ziemi, oświetlone ogniem, puszczone na wodzie rozświetlają i wypełniają powietrze swoim artomatem…
Tak tedy cztery żywioły tej nocy nie stoją osobno, lecz splatają się w jedność: ogień wznosi się ku górze, woda spływa ku dołowi, powietrze krąży między nimi, a ziemia wszystko w sobie mieści. Człowiek zaś, będąc pośród nich, może dostrzec, iż sam także podlega temu porządkowi — że w nim jest i żar, i chłód, i tchnienie, i trwałość.
I dlatego Noc Świętojańska bywa pojmowana nie tylko jako czas w kalendarzu, lecz jako chwila, w której żywioły przypominają o swej obecności, a człowiek, jeśli zechce, może się z nimi na nowo pojednać. Nie przez czyn wielki, lecz przez uważność i zgodę na to, co jest.
Bo jak ogień nie trwa bez paliwa, woda bez źródła, powietrze bez przestrzeni, a ziemia bez czasu, tak i człowiek nie trwa bez porządku, który go przekracza, a zarazem podtrzymuje. A noc ta jest jakby cichym napomnieniem, by o tym nie zapominać.
═══✧ ❍ ✧ ═══
FOLKOWA NOC ŚWIĘTOJAŃSKA
✶ O Nocy Świętojańskiej we Wszechświętem, jako ją goście, gospodarze i pieśniarze obchodzą ✶
Na ziemiach dolnośląskich, w Gminie Oleśnica, we wsi zwanej Wszechświęte, co roku, gdy słońce w rok najwyżej na niebie staje, a noc najkrótsza nad światem się rozpościera, lud zbiera się na święto dawne, a przecie od nowa ożywione — Noc Świętojańską. W tym miejscu obchodzoną jako „Folkowa”.
Nie jest to jeno biesiada ani zwykłe spotkanie, lecz obrzęd i widowisko zarazem, gdzie przeszłość z teraźniejszością ręce splata. Wydarzenie to od lat kilku w gminnym kalendarzu miejsce swe znalazło, jako przegląd pieśni a cappella, gdzie głos ludzki — czysty, niepodparty instrumentem — staje się najdoskonalszym narzędziem wyrazu.
═══✧ ❍ ✧ ═══
✶ O początkach i idei ✶