E-book
20.48
drukowana A5
45.84
drukowana A5
Kolorowa
72.51
Opowieści różnej treści

Bezpłatny fragment - Opowieści różnej treści

osiemnaście miesięcy z życia Lukrecji


Objętość:
267 str.
ISBN:
978-83-8104-204-8
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 45.84
drukowana A5
Kolorowa
za 72.51

Wstęp

Postanowiłam wydać w formie książki zapis niezwykłego okresu w moim życiu, który spędziłam w swoim rodzinnym mieście.

Są to opowiadania pisane na gorąco, w których opowiadam jak wyglądało moje życie w tym czasie. Czym się zajmowałam, jak realizowałam swoje różne pasje.

To obraz mnie w czasie czterech pór roku i podczas zmian, które z każdym dniem następowały. Zaledwie wspominam tutaj w niektórych opowieściach o procesie tranzycji, który w tym czasie przechodziłam. Nie ma tutaj myśli przewodniej, dlatego opowiadania są na bardzo różnym poziomie. Żeby ubarwić tą nietypową historię, postanowiłam zamieścić zdjęcia ilustrujące poszczególne opowiadania.

Klamra, jaką postanowiłam przyjąć w tej książce, zawiera się pomiędzy momentem, gdy wróciłam z Niemiec krótko przed śmiercią mamy i chwilą, gdy odebrałam klucze do mojego własnego mieszkania, co wiązało się z opuszczeniem mojego rodzinnego miasta już na zawsze.

Książka ta może być w pewnym stopniu traktowana jako kontynuacja „Lukrecji w ciele Krzyśka”, ale jej forma powoduje, że jest zupełnie inna, niż poprzednia. Przede wszystkim nie odkrywam już siebie, ale próbuję pokazać, jak żyję po odkryciu tego, kim jestem.

Kolejna książka będzie już klasyczną w swojej formie opowieścią. Nawiązywać będzie do tego samego okresu, co „Opowieści…", ale skupi się na tych wątkach, które tutaj są tylko zasygnalizowane. W ten sposób książka ta stanie się trzecią częścią, która zakończy przedstawianie całego procesu stawania się w pełni świadomą kobietą. I tylko one trzy pozwolą prześledzić i zrozumieć jak najpełniej tę drogę, którą przeszłam by „odkryć i zrozumieć siebie” oraz by stać się sobą.

Trzecia i ostatnia część mojej autobiografii ukaże się jesienią 2017 roku.

Żegnaj mamo

Pogrzeb Mamy

Wracałam z Niemiec nie mając pojęcia, że zmierzam do początku kolejnego etapu w moim życiu.

Mama była ciężko chora, ale nie wiedziałam, jak ciężko.

Dopiero pierwsza wizyta w szpitalu uzmysłowiła mi, że być może będę musiała zmienić całe swoje dotychczasowe życie.

Bardzo szybko zrozumiałam, że nawet, jak mama wyjdzie ze szpitala, ja będę musiała zamieszkać z rodzicami, bo Ona sama nie będzie mogła być a na pomoc ojca nie ma co liczyć.

To stawiało pod znakiem zapytania moją pracę w Niemczech. Jednak nie myślałam o tym. Skupiłam się na sytuacji z mamą.

Niestety, szybko okazało się, że mama ze szpitala już nie wyjdzie. Jej śmierć wyznaczyła kierunek mojego życia na najbliższy rok i dwa miesiące, kiedy zmarł mój ojciec.

Jego śmierć, tak jak w przypadku śmierci mamy, ponownie rozpoczęła kolejny etap.

Straszny Dwór

W holu Strasznego Dworu

Aśkę poznałam w 2014 roku. Okazało się, że nasze rozmowy, mimo że nie było ich wiele, są zawsze bardzo ciekawe i inspirujące.

Wracając z Niemiec, wiedziałam, że spędzę sporo czasu w Chodzieży, więc umówiłam się z Asią i pewnego popołudnia zabrała mnie do malowniczo położonego stylowego lokalu nad Jeziorem Strzeleckim. Bardzo mnie urzekł wystrój wnętrza, więc nie mogło być inaczej, tylko Asia wzięła mój aparat i zrobiła mi mini sesję.

Kolejny raz okazało się, że Asia jest bardzo wnikliwa i otwarta, więc nasza rozmowa była bardzo ciekawa i poruszała wiele tematów. Nie było pytań bez odpowiedzi i to chyba w szczerej rozmowie jest najważniejsze. Właśnie Asia była pierwszą osobą, z którą zupełnie jeszcze nieświadomie tworzyłam wzór postępowania z moimi przyszłymi rozmówcami. szczerość, otwartość, empatia, brak tematów tabu i pełne zrozumienie dla drugiej strony, dla trudności, jakie musiały być pokonane, by mogła powstać przyjemna dla obu stron relacja.

Tak naprawdę dopiero teraz zdaję sobie w pełni, ile tamta rozmowa w Strasznym Dworze mi dała…

Trans Wieczorek

Trans-wieczorkowa kreacja

Nie miałam okazji być na wielu, ale każdy z nich wspominam z radością.

Tym razem, dosłownie kilka dni po powrocie z Niemiec, mimo trudnej sytuacji rodzinnej, pojechałam do Warszawy. Więcej, zrobiłam sobie w salonie kosmetycznym paznokcie i makijaż, żeby zaprezentować się jak najbardziej zjawiskowo. Zabrałam moje nowe szpilki Cat Walk i wyruszyłam w drogę. Oczekując na otwarcie klubu, spędziłam trochę czasu w pobliskiej kafejce, gdzie dokończyłam przygotowania i zrobiłam pierwsze zdjęcia.

Prawie nikt nie wiedział, że przyjadę, dlatego, gdy pojawiłam się na sali, oznakom radości i zaskoczenia nie było końca. Doskonale się bawiłam, i jak się miało okazać w przyszłości, był to mój ostatni Trans Wieczorek…

Come Back

Szalona noc w Come-Back

To miejsce w procesie odkrywania siebie bardzo wiele dla mnie znaczyło. Nie wiem, czy bez atmosfery tam panującej, zrobiłabym te pierwsze, jakże ważne kroki.

Mimo trudnej sytuacji rodzinnej, musiałam odreagować, tym bardziej, że ostatnie wiele miesięcy w Niemczech także dało mi w kość.

No i chciałam pokazać swój nowy wizerunek.

Spotkałam wielu przyjaciół, ale jednocześnie przekonałam się, że ten rodzaj zabawy już nie jest dla mnie. Pewnie dlatego okazało się, że to była moja ostatnia wizyta w tym miejscu.

Zapewne od czasu do czasu pojawię się tam, gdy będę miała okazję, ale...nie bardzo już wtedy w to wierzyłam…

Prezenty od Mamy

Sukienki od Mamy

...Mama odeszła tak nagle i niespodziewanie…

Gdy już powoli życie wracało do normalności, musiałam zrobić porządki.

Większość Mamy ubrań trafiła do Czerwonego Krzyża, ale najpierw zrobiłam ich przegląd i wybrałam parę, które postanowiłam zostawić dla siebie. Żeby sprawdzić, jak się prezentują, zrobiłam sobie sesję przymiarek, dzięki której dokonałam jeszcze paru korekt.

Zaniosłam do krawcowej dwie sukienki i dwie bluzki. Jedna z nich, po zwężeniu i skróceniu stała się moją ulubioną, którą, jak się okazało w niedalekiej przyszłości, często miałam na sobie. Inna po identycznych zabiegach uratowała już niedługo moją stylizację na sesję a la Mona Liza do sesji dla wywiadu w prasie lokalnej.

Jedna z bluzek okazała się wspaniałym wyborem na bardzo upalny dzień, podczas którego odbywał się konkurs Miss Trans.

Kolejna okazała się świetną tuniką do legginsów.

Jeszcze inna okazała się w zestawieniu z legginsami z lycry, świetnym strojem Pani Jeziora…

Bardzo się cieszę, że mogłam pozostawić namacalny ślad. Nawet nie wiem, czy mama miała je wszystkie na sobie, ale były w Jej szafie i nadal tam są, z tym, że teraz to moja szafa…

Dziękuję Ci Mamo…

Jak zostałam lokalną gwiazdą

czyli jak pisać o osobach transseksualnych

W siedzibie redakcji podczas wywiadu

Dowiedziałam się od znajomych, że w naszej lokalnej gazecie pojawiła się krótka wzmianka o mnie. Po poszukiwaniach, bo minęły już prawie trzy tygodnie, i przy wsparciu przyjaciół, wreszcie przeczytałam ten materiał. I się zirytowałam. Wiem, że jestem osobą publiczną i nie mam nic przeciwko pisaniu o mnie, ale niech te teksty, nawet jeżeli są z cyklu „sezon ogórkowy trwa”, zawierają prawdę.

Mimo wojowniczych sugestii, postanowiłam zrobić po swojemu. Poszłam do redakcji. Powiedziałam o co chodzi i zostałam bardzo dobrze przyjęta. Wyjaśniłam, co mi nie odpowiada w tej notatce rozrywkowej i w kolejnym numerze zobaczyłam sprostowanie.

Okazje się, że nie zawsze warto od razu iść na wojnę. Wręcz przeciwnie. Tym bardziej, że dostałam propozycję udzielenia obszernego wywiadu połączonego z sesją fotograficzną. A to już coś, co bardzo mi odpowiadało. Fotograf wyszedł z propozycją, by zrobić mi portret w stylu portretów Mony Lisy. Ciekawe. Tylko co ja miałam założyć. Powrót z pracy, szybki przegląd szafy i ponownie się okazało, że miałam nosa zostawiając sobie parę mamy sukienek, bo akurat jedna z nich, po wizycie u krawcowej, zagrała w tej sesji i potem w wywiadzie. Sesja była w cukierni „Królewska”, która ma bardzo stylowe wnętrze. Mimo wręcz wariackiego tępa przygotowania, opracowania i wykonania sesji, Karol C. stanął na wysokości zadania. Miałam ze sobą własny aparat, więc poprosiłam Karola, by zrobił mi parę zdjęć jako taki swoisty backstage.

Jeszcze tego samego dnia wieczorem dostałam dwa zdjęcia, które są w moim portfolio.

Po sesji udaliśmy się do redakcji gazety na spotkanie z Anią, reporterką, z którą odbyłam długą rozmowę.

W ten sposób, mała rozrywkowa notatka, która na dodatek zawierała kilka poważnych błędów, doprowadziła do sesji foto i poważnego materiału.

A ja ponownie pojawiłam się na okładce tytułu prasowego.

I tak zostałam lokalną gwiazdą.

Festiwal Żeńska Forma

Bydgoszcz 20.06.2015

W niedzielę 21 czerwca 2015 roku wróciłam do domu, rozpakowałam się, zjadłam coś ciepłego, zrobiłam sobie kawę i weszłam na stronę bydgoskiego oddziału gazety wyborczej i zobaczyłam siebie na zdjęciu podczas bardzo żywiołowych warsztatów flamenco, które ilustrowało relację z Festiwalu Żeńska Forma.

Przeglądając dalej aktualności trafiłam na ten tekst (Agencja Gazeta), w którym znalazła się taka wzmianka :

„…Wśród gości klubu 1138, którzy pojawią się w Bydgoszczy, znalazła się Lukrecja Kowalska — Miss Trans 2012.

— Do konkursu Miss Trans zgłosiłam się, nie biorąc tego do końca na poważnie. Wygrałam, i to w jakiś sposób spuentowało moją wcześniejszą drogę — wyznała w Dzień Dobry TVN Kowalska…”

I ja zabrałam głos na Fanpagu wydarzenia na Facebooku pisząc na gorąco pierwsze wnioski z uczestnictwa w Festiwalu :

„...Najpierw odkrywałam, jak to jest być kobietą, teraz odkrywam, jak być kobietą nietuzinkową, nie poddającą się stereotypom o roli kobiety we współczesnym świecie. I do tego robię to w tak wspaniałym gronie i w tak cudowny sposób…”

Czwartek

Dostaję wiadomość prywatną na FB od znajomego z Bydgoszczy z pytaniem, czy nie zgodziłabym się przyjechać w sobotę na festiwal Kobieca Forma. Odpisałam, że tak, ale dopiero po pracy. Wtedy dostałam na maila informację o festiwalu od jednej z organizatorek. Agnieszka napisała mi, jakie cele przyświecają autorkom festiwalu. Bardzo szerokie spektrum pokazania kobiecości to było coś, co z wiadomych względów, bardzo mnie zainteresowało i z radością zgodziłam się wziąć udział w festiwalu.

Po ustaleniu niezbędnych szczegółów potwierdziłam, że zgadzam się i przyjadę. I bardzo się ucieszyłam, gdy moja zgoda wyraźnie sprawiła organizatorkom wielką frajdę.

Gdy zapoznałam się z programem festiwalu, zasmuciłam się, że nie mogę być w piątek i w sobotę od rana, tym bardziej, że bardzo byłam ciekawa warsztatów flamenco, które zaplanowane były na sobotnie przedpołudnie.

I cóż, marzenia się spełniają.

Ale najpierw muszę jeszcze opowiedzieć o wizycie w second handzie.

W czwartek zobaczyłam tą sukienkę.

Przymierzyłam, ale popełniłam błąd, bo nie zdjęłam obcisłej tuniki i nie podobał mi się efekt, chociaż sukienka bardzo mi się podobała. Zostawiłam ją. I wieczorem nie dawała mi spokoju. Jak rano w piątek jechałam do pracy, specjalnie pojechałam koło sklepu i zobaczyłam ja na manekinie. Wiedziałam, że prosto z pracy przyjadę tutaj, i jak jeszcze będzie, raczej na pewno bez niej nie wyjdę ze sklepu.

I tak się stało. W przymierzalni założyłam ją tak jak się należy, wyszłam, by zobaczyć się dobrze w lustrze. Byłam zachwycona. I kupiłam ją.

A w piątek okazało się, że sobotę mam wolną i mogę już rano jechać do Bydgoszczy. Napisałam o tym organizatorkom i bardzo się ucieszyły, tak fajnie, spontanicznie.

Teraz został do rozwiązania „mały” problem. W czym jechać?!

Pogoda zapowiadała się nieciekawie, więc nie musiałam się przejmować, że się ugotuję, więc wybór nasuwał się sam. Nowa sukienka, pasująca poza tym kolorem do mojej walizki. Praktycznie wybór był tylko jeden. Ale co do niej. Moje czerwone buty są zbyt niewygodne, by je założyć na tak długi wyjazd, i wtedy przypomniałam sobie o moich Mary Jane Funtasmy. W końcu eleganckie, stabilne, na platformie i w moim rozmiarze. Skoro mogłam się godzinami męczyć w o numer za małych, to w tych powinnam czuć się świetnie. Założyłam rajstopy, Mary Jane, sukienkę, spojrzałam w lustro i zadałam sobie pytanie, czy w warsztatach flamenco można będzie jeszcze wziąć udział, czy tylko oglądać....Bo ja teraz tym bardziej chciałam tańczyć.

Jako zestaw na zmianę zabrałam niebieską tunikę i liliowe legginsy, który to zestaw jeszcze w czwartek był głównym zestawem na wyjazd na festiwal.

Sobota

W sobotę wstałam o 4.30. Umyłam głowę, zrobiłam makijaż. I prawie spóźniłam się na pociąg, mimo że miałam 2 i pół godziny...Ach te modelki.

Bardzo podobał mi się widok w lustrze. Tym bardziej, że założyłam cieńsze rajstopy, niż planowałam początkowo, dzięki czemu moje nogi nabrały odpowiedniego połysku lycry. Wbrew obawom, nawet z walizeczką, szło mi się bardzo wygodnie i już wiedziałam, że to był dobry pomysł. Wiem, że będę musiała w przyszłości kupić czerwone buty, bo brakuje mi wygodnych, a ten kolor pasuje do wielu kreacji i dodaje tego pazura, który uwielbiam. I ponownie przekonałam się, że na nasze chodniki właśnie taka forma obuwia jest najlepsza. A biorąc pod uwagę budowę moich stóp, zaokrąglony przód, a nie szpic, też jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Widziałam już jakiś czas temu fajne jesienne botki w takim właśnie stylu, i chyba, jak już będę musiała kupować kolejne buty, pójdę właśnie w tym kierunku. Wygoda i elegancja.

A Mary Jane sprawdziły się. Najpierw na stojąco w pociągu, potem 2 i pół godziny w autobusie. Godzinę czekania na dworcu w Bydgoszczy, gdzie większość czasu stałam lub chodziłam.

I warsztaty flamenco.

Ale nie uprzedzajmy faktów. Sukienka robiła takie wrażenie jak chciałam. I okazała się, mimo moich początkowych obaw, także bardzo wygodna i praktyczna.

No cóż, nie ma co ukrywać, że tym razem nie miałam szansy zniknąć w tłumie. Ale ja wcale tego nie chciałam.

Wreszcie z pomocą jednej z uczestniczek dotarłam do klubu 1138 i ku swemu zdumieniu dowiedziałam się, że jestem jedną z głównych atrakcji, stawianą na równi z innymi zaproszonymi gośćmi. Bardzo się ucieszyłam, że to, jak walczę o prawo do bycia sobą, jest w wielu kręgach tak wysoko cenione. Tutaj jest to dla mnie tym bardziej cenne, że to właśnie biologiczne kobiety, walczące o to, by mogły w otaczającym nas, zdominowanym przez męskie pierwiastki, świecie, zająć należne sobie miejsce, uważają mnie nie tylko za jedną z nich, ale wręcz werzą, że mogę w wydatny sposób wspomóc ich walkę. Czy może być lepsza manifestacja kobiecości dla osoby takiej jak ja?

Pierwsze były warsztaty flamenco.

Po lewej prowadząca warsztaty Dorota Dzięcioł

I wbrew obawom, nie zabrakło miejsca dla mnie na scenie. I okazało się, że moje buty doskonale pasują na takie warsztaty, a ja, stojąc na scenie, czułam się rewelacyjnie. Nie miałam pojęcia, jak wspaniałą kulturą jest flamenco, bo to nie tylko taniec. To cały spektakl, którego założenia trzeba poznać, by prawidłowo odebrać tą sztukę. Kilka prostych kroków, a jak trudno było je wykonać. Ach ta energia, ten ogień. Czas tak szybko leciał, że nagle okazało się, że to już koniec…

Został wielki niedosyt. Zapewne sobie od czasu do czasu w domu poćwiczę, by chociaż te parę podstaw, które zobaczyłam i poznałam, zachować, bo warto. Naprawdę.

Następnym elementem programu były warsztaty psychologiczne prowadzone przez Małgosię Ptaszkiewicz. Mała drobna dziewczyna o ogromnej energii.

Wiele cennych rozmów, opowieści, komentarzy, spostrzeżeń. Czułam, że to, co mówię, spotyka się ze zrozumieniem i przyjmowane jest z zaciekawieniem. Wiele pozytywnych komentarzy, słów zrozumienia, wsparcia i zdumienia. A na finał, gdy Małgosia poprosiła, by jedna z nas położyła się na rozwiniętym papierze i dała się obrysować, nie pozwoliłam się nikomu ubiec i zostałam utrwalona a potem bardzo ciekawie zilustrowano na mojej rysunkowej wersji związki ciała kobiety z naturą. To było niezwykłe widząc, jak robione są moje piersi, moje łono, dziecko w moim brzuchu… I działo się to zupełnie naturalnie. Zresztą od Agnieszki nie raz usłyszałam, że Ona wręcz nie rozumie, co ja próbuję powiedzieć, bo ja dla Niej i dla innych jestem po prostu jedną z nich, jedną z kobiet biorących udział w festiwalu. I tak naprawdę się czułam.

Po przerwie obiadowej był bardzo ciekawy wykład „Czy seksizm jest kategorią językową?” dr hab. Rafała Zimnego, językoznawcy, adiunkta w Zakładzie Stylistyki i Pragmatyki Językowej Instytutu Filologii Polskiej i Kulturoznawstwa Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 45.84
drukowana A5
Kolorowa
za 72.51