E-book
6.83
drukowana A5
23.7
Opowiadania ze świata Króla Myśli

Bezpłatny fragment - Opowiadania ze świata Króla Myśli


Objętość:
107 str.
ISBN:
978-83-8189-426-5
E-book
za 6.83
drukowana A5
za 23.7

Słowo wstępne

Opowiadania ze świata Króla Myśli są uzupełnieniem fabuły. Nie należy ich czytać przed zapoznaniem się z pierwszym tomem powieści.

Opowiadania powstały niezależnie od powieści Król Myśli, są jednak z nią ściśle powiązane. Ich akcja rozgrywa się na Planecie Zaziantego, na której mają miejsce sceny opisane w Królu Myśli. Opowiadania opisują wydarzenia, do których doszło na długo przed pojawieniem się na Planecie głównego bohatera powieści, choć nie jest to do końca prawdą.

Opowiadaniem Skryba, lekko uchyliłem drzwi do świata Króla Myśli, publikując je już wcześniej w internecie.

Opowiadania Celadon, Mara i Rozpadlina rozwijają krótkie ledwie zaznaczone w powieści wątki.

WiedźmaSzarm uzupełniają powieść, przedstawiając epizody z życia kilku bohaterów, o których to epizodach nie ma mowy w Królu Myśli, a które są pewnego rodzaju wyjaśnieniem, uzupełnieniem fabuły.

Zupełnie innym jest opowiadanie Powrót. W wypadku tego opowiadania jako autor pozwolę sobie milczeć, czekając na informacje zwrotne od czytelników.

Skryba

Zanurzał się głębiej i głębiej. Jego osobisty asystent wyświetlał coraz większą liczbę informującą o głębokości, na jakiej się znajdował. Kiedy osiągnął dziesięć surtów, czyli głębokość odpowiadającą dziesięciu długościom jego ciała, asystent zaczął wyświetlać czerwoną lampkę, którą Amon widział przed oczami na wysokości jednej czwartej pola widzenia z lewej strony. Komunikaty asystenta kiedyś wyświetlały się dokładnie w samym środku pola widzenia, co okazało się niebezpieczne, gdyż przesłaniały często ważny obraz, docierając do mózgu zamiast tego, na co patrzył człowiek. Skutkowało to licznymi wypadkami, często ze skutkiem śmiertelnym, a czego jak czego, ale śmierci NUR nie cierpiał. Udoskonalił więc osobistego asystenta i jego poprawioną wersję wszczepił do mózgów wszystkich stworzonych przez siebie ludzi. Kiedy Amon dotarł do piętnastu surtów jego osobisty asystent sprawił, że lampka zaczęła mrugać. Pulsujące czerwone światło, co udowodniono, przeprowadzając wiele eksperymentów, dostrzegane było nawet przez roztargnionych lub zamyślonych. Celem asystenta było, ostrzec człowieka przed grożącym mu niebezpieczeństwem. NUR dbał o swoje stworzenia, starał się, by nie doświadczali oni śmierci. W tym właśnie celu, w oparciu o swoją boską wiedzę i moc oraz technologie, które opracował wraz z ludźmi, stworzył dla każdego z nich elektronicznego, osobistego asystenta, którego w postaci maciupkiego implantu wszczepił do mózgów wszystkim ludziom. Asystent oprócz funkcji ostrzegawczych pełnił wiele ról od kalendarza po nawigatora, organizatora, informatora, edukatora, aż do komunikatora między ludźmi. Każdy posiadacz asystenta miał prawo wyłączyć funkcję, która nie odpowiadała jego charakterowi lub upodobaniom. Nikt jednak nie mógł wyłączyć funkcji ostrzegawczych. NUR konstruując implant zadbał o to osobiście. Asystenta rozwijano i udoskonalano, dzięki czemu stawał się on coraz bardziej przydatny ludziom. Co ciekawe, ostrzegał ich także przed nadmiernym wykorzystywaniem go, eliminując przypadki uzależnienia, nie dopuszczając do rozleniwienia, dbając o to, by ludzie byli samodzielni i nie poddawali się sterowaniu.

Kiedy Amon zbliżał się do głębokości dwudziestu surtów, jego asystent mrugał mu przed oczami już dwoma czerwonymi lampkami i krzyczał mu do uszu ostrzeżenia. Amon uśmiechnął się.

— Uwielbiam to — powiedział sam do siebie. Wiedział, że ignorując ostrzeżenia asystenta będzie musiał odbyć nieprzyjemną rozmowę z NURem, ale nurkowanie na bezdechu, było od zawsze jego pasją, której nie potrafił się oprzeć. Na Planecie Cienia, z której pochodził, mnóstwo było głębokich jezior i mórz, zalanych wodą jaskiń, których głębokość sięgała nawet setek surtów. Zawsze, kiedy wracał na Planetę Cienia i miał czas dla siebie, oddawał się swej pasji bez reszty. O tym, że zszedł kiedyś na głębokość stu trzydziestu pięciu surtów wiedział tylko on i zapewne NUR, przed którym niczego nie można było ukryć. Amon nie miał jeszcze wtedy wszczepionego asystenta. Mając tego świadomość nie obawiał się rozmowy ze swoim bogiem, który przecież znał zdolności i osiągnięcia swojego stworzenia. Już po wynalezieniu asystenta Amon z nadzieją czekał na wezwanie od boga, licząc na to, że uda mu się uprosić swego stwórcę, by ten zmienił mu ustawienia w opcji bezpieczeństwa pod wodą i pozwolił mu na oddawanie się swojej pasji bez konieczności stawania przed bogiem, jako ten, który narusza boskie prawo. Nie doczekał się.

Zbiornik wody pitnej, w którym teraz się zanurzył, był osadzony pośrodku międzywszechświatowego statku kosmicznego, którego Amon Lakrimoza był kapitanem.

Statek wybudowany na Planecie Cienia, był cudem techniki ludzkiej, połączonej z wiedzą i mocą boga NURa. Odległości, jakie pokonywał podczas swoich rejsów były niewyobrażalne. Potrafił przemieszczać się nie tylko w obrębie jednej galaktyki, nie tylko w obrębie jednego Wszechświata, lecz potrafił latać pomiędzy wszystkimi wszechświatami, stworzonymi przez bogów stwórców. Jego napęd był oparty na mocy grenduli, których NUR ponownie przyjął do swojej służby, jeszcze przed tym, zanim pojawił się Król Myśli. Grendule, będąc istotami duchowymi, które bogowie stwórcy stwarzali na początku swych dzieł, jako swoje narzędzia, były ze swej natury uczynne i chętne do wykonywania różnych zadań. Statek, noszący imię legendarnego dowódcy Armii Cienia Derdusa Kredusa, zwany w skrócie DK, był wyposażony w wiele systemów, opartych na boskiej technologii NURa. Wprawdzie wszystko, co było potrzebne do latania i zapewnienia komfortu, bezpieczeństwa i warunków pracy załogi, mogły dostarczyć grendule, to jednak NUR, przewidując mało prawdopodobny, ale jednak możliwy bunt duchowych stworzeń, wyposażył swój kosmiczny pojazd we w pełni zautomatyzowane, oparte o komputery z rdzeniem z kwasu dezoksyrybonukleinowego systemy. O ile do buntu grenduli nigdy nie doszło, to jednak załoga statku w swoich codziennych czynnościach chętnie z tych systemów korzystała, demonstrując tym samym swoją niezależność od grenduli i jednocześnie potwierdzając swoją przydatność podczas rejsu. Jednym z systemów DK był system alarmowy, połączony z osobistymi asystentami członków załogi. Ignorujący ostrzeżenia przed śmiercią płynące od asystenta, Amon nie mógł zignorować alarmu, który informował go o utracie połączenia z bazą czyli z NURem. Amon latał DK od bardzo długiego czasu. Podczas różnego rodzaju misji mających przeróżne cele: od poszukiwania minerałów, na kontakcie z innymi cywilizacjami kończąc, zdarzały się różnorakie awarie, mniejsze i większe, które astronauci usuwali przy pomocy grenduli. Do zerwania kontaktu z bazą niemniej nie doszło nigdy. Dowódca był świadomy tego, że sytuacja jest nadzwyczajna, a będąc odpowiedzialnym, nie zlekceważył jej. Wynurzył się z wody i powoli nie narażając się na omdlenie, spowodowane nagłym zmianom średnicy tętnic, które towarzyszą zawsze wymianie dwutlenku węgla na tlen, wziął kilka powolnych, głębokich oddechów. Kiedy doszedł do wniosku, że nic mu już nie grozi, ubrał się i pobiegł korytarzem na mostek kapitański, jak nazywali tu centrum dowodzenia statkiem, w którym znajdowały się monitory, wyświetlające na głosowe życzenie załogi dowolne informacje, jak również klawisze, suwaki i dźwignie pozwalające włączyć lub wyłączyć, czy też wyregulować różne systemy. Załoga DK nazywała je sterownikami.

— Co się stało? — zapytał wchodząc na mostek.

— Straciliśmy łączność z NURem — odpowiedział mu łysy osiłek, na którego gołej skórze głowy widoczne były jak w lustrze odbicia lamp oświetlających pomieszczenie.

— Wiem o tym, Girdonie. Mnie bardziej interesuje przyczyna niż skutek, o skutku zostałem już powiadomiony.

— Jak my wszyscy — stwierdziła blondwłosa piękność, która nie zważając na to, że jest okropnie spocona po ciężkim treningu na siłowni, przybiegła do centrum dowodzenia, natychmiast kiedy informacja do niej dotarła.

Amon Lakrimoza, Girdon Ferdugen i Soura Pentus stanowili trzyosobowe dowództwo DK, odpowiedzialne za wszystko, co działo się na statku oraz za realizację celu wyprawy nakazanego im przez NURa.

— Za kontakt z NURem odpowiedzialne są grendule — stwierdził łysy. Amon zbył to „odkrycie” lodowatym wzrokiem.

— Echo! — krzyknął, spoglądając w sufit. Zaraz po tym, jak kapitan wymówił imię grendula, pojawiła się przed nim twarz astrala, widoczna na tle pulpitu w formie pomarszczonego powietrza, jakie można zobaczyć nad płonącym ogniskiem.

— Co się dzieje?

— Próbujemy to ustalić, kapitanie.

Amon zrobił wielkie oczy, jego twarz spoważniała.

— Jeśli wy nie wiecie, to znaczy, że mamy potężny problem. Soura, idź się wykąpać, nie wiadomo, kiedy teraz będziesz mogła to zrobić. Pospiesz się, będziesz nam bardzo potrzebna.

— Tak jest, kapitanie — powiedziała na odchodne. Kapitan wcisnął duży czerwony guzik, znajdujący się pośrodku pulpitu sterowniczego. Rozległy się sygnały alarmowe.

— Girdon, podaj mi naszą lokalizację — rozkazał siadając na kapitańskim fotelu. Na jego oparciu znajdował się wbudowany ekran dotykowy. Amon położył na nim dłoń. Analizując jego parametry na podstawie temperatury ciała i składu potu, komputer w krótkim czasie przygotował dla niego koktajl energetyczno — odżywczy, który został mu natychmiast podany na tacy, wysuwającej się z podłogi obok fotela.

Kapitan wypił mały łyczek. Słodki smak koktajlu uzmysłowił mu, że problem z jakim przyjdzie mu się wkrótce zmierzyć nie będzie dotyczył samych tylko grenduli. Kapitan uświadomił sobie właśnie, że awarii uległy systemy DK. Nigdy, ku jego niezadowoleniu komputery nie serwowały mu słodkich pokarmów, które uwielbiał. Za każdym razem otrzymywał jedzenie i picie albo kwaśne albo gorzkie. Chcąc rozkoszować się czymś słodkim, zmuszał różnymi sposobami, czasem żartem, czasem przekupstwem, a najczęściej pozorowanym rozkazem innych członków załogi, aby się z nim zamienili swoją racją żywnościową. Miał przy tym w nosie, że załoga dała mu przydomek „Kwaśny”.

— Ostatnia nasza zarejestrowana lokalizacja — odezwał się Girdon, kładąc rękę na ekranie dotykowym swojego fotela — to rubieże Wszechświata bogini Bemy. Tej, której nie udało się stworzyć inteligentnej formy życia. — Girdon podniósł swój koktajl i podsunął go kapitanowi, który delikatnym ruchem głowy dał mu do zrozumienia, że jest wdzięczny za ten gest, odmawiając jednocześnie przyjęcia podarunku. Upił przy tym swojego koktajlu, z miną świadczącą o jego wybornym smaku.

— Czyli jesteśmy w miejscu, do którego nie zmierzaliśmy. — Syreny alarmowe postawiły w tym czasie całą załogę na nogi. — Jak to wytłumaczysz, Echo?

— Wytłumaczenie jest proste, kapitanie — odezwał się grendul, który wciąż pozostawał na mostku kapitańskim, będąc jednocześnie wśród grenduli, które analizowały sytuację, próbując znaleźć najlepszy sposób na wyjście z kryzysu — dostaliśmy się pod działanie jakiejś obcej, możliwe, że wrogiej nam siły.

Na mostku kapitańskim pojawiła się Soura, pachnąca świeżością i roztaczająca wokół siebie pozytywną energię.

— Co straciłam?

— Na razie nic — wzrok Girdona wpadł w pułapkę, nie mogąc się oderwać od biustu Soury. — Wiemy tylko, że znajdujemy się we Wszechświecie Bemy.

— Odwiedzamy wszystkie wszechświaty z naszą opowieścią o Królu Myśli, tak jak rozkazał nam NUR. We Wszechświecie Bemy nie ma ludzi, nie mamy tu komu opowiedzieć tej niezwykłej historii. Po co grendule nas tu przywiodły, w jakim celu? — Soura spojrzała na Echo.

— Cała załoga na swoich miejscach, kapitanie — zakomunikował chorąży Miergus Terentius, wchodząc na mostek. Był to średniego wzrostu mężczyzna o długich kasztanowych włosach, splecionych w coś w rodzaju warkocza. Jego umięśnione ciało budziło respekt i zazdrość u innych członków załogi.

— Jakie rozkazy kapitanie? — Amon Lakrimoza słysząc to pytanie spojrzał na Echo.

— Pokryjcie DK magią ochronną, chcę mieć pewność, że nic nam nie grozi.

— Zrobiliśmy to, kiedy zorientowaliśmy się w naszym położeniu — odparł z satysfakcją grendul.

— W takim razie zróbcie to jeszcze raz — warknął ze złością kapitan. Grendul przez chwilę był lepiej widoczny na tle pulpitu, co świadczyło o jego zdenerwowaniu.

— Tak jest, kapitanie — odpowiedział z szacunkiem w głosie.

— Miergusie, niech strzelcy zajmą stanowiska i załadują broń.

— Robi… — chorąży nie dokończył. Statek wpadł w turbulencje i to tak duże, że trójka dowódców ledwo utrzymała się na swoich fotelach. Miergus przewrócił się i poturlał w stronę wyjścia.

— Co się dzieje? — zapytał ze spokojem, ale i zdziwieniem kapitan. W tym momencie statkiem coś nagle wstrząsnęło, tak jakby DK z czymś się zderzył. Ludzie pospadali z krzeseł, a ci którzy stali w większości się przewrócili.

— Wpadamy w czarną dziurę! — z przerażeniem krzyknęła Soura.

— Grendule zostają! — krzyknął pewnym głosem kapitan.

— To wbrew przepisom! — zaprotestował Echo.

— Gówno mnie obchodzą przepisy! Zostajecie!

— Nie możemy! Kto was później znajdzie, jeśli zostaniemy?

— Zostajecie, bo taki wydałem wam rozkaz i nie mam ochoty na polemikę. Tylko Szybicz wraca do bazy i niech ściągnie posiłki. Reszta zostaje, będziecie nam potrzebni. DK nie ma żadnego innego napędu poza wami, a mam przeczucie, że za czarną dziurą czeka nas jeszcze daleka podróż.

Echo wbrew sobie przekazał rozkaz kapitana setce grenduli, która towarzyszyła DK. Podróż przez czarną dziurę była trudna zarówno dla grenduli, jak i dla ludzi. Dwa rodzaje organizmów, jedne duchowe, drugie organiczne, w inny sposób odczuwały niedogodności tej podróży. Ludziom skakało ciśnienie, mieli arytmię serca, lub tachykardię, w skrajnych wypadkach ich serca zatrzymywały się na dłuższą chwilę. Grendule przeżywały coś zgoła innego, to materializując się, to znów wracając do stanu duchowego. Trudno określić, jak długo trwała podróż ważne, że czarna dziura w końcu wypluła DK, który wyleciał z niej z ogromną prędkością, lecąc wprost na zderzenie z nieznaną mgławicą gwiazd. Wszechświat, w którym się znaleźli był zupełnie inaczej skonstruowany od znanych im wszechświatów, stworzonych przez bogów stwórców. Przede wszystkim był niebotycznie potężny, przekraczający wielokrotnie swym rozmiarem wszystkie znane im wszechświaty łącznie. Po przeżyciach w czarnej dziurze, jako pierwszy ocknął się kapitan, który widząc na ekranie zbliżającą się mgławicę gwiazd i obawiając się kolizji z jakimś ciałem niebieskim, włączył antygrawitację. System antygrawitacyjny opracowany przez NURa zapewniał DK bezkolizyjne przemieszczanie się po kosmosie, odbijając statek od silnych pól grawitacyjnych ciał niebieskich. Jego uruchomienie wymagało każdorazowo poinformowania boga stwórcy danego Wszechświata i uzyskania od niego zgody na taki zabieg. Antygrawitacja DK była silna i to do tego stopnia, że wpływała na orbity ciał niebieskich obok których statek przelatywał. Większość bogów stwórców była już na tyle doświadczona, a ich Wszechświaty na tyle ustabilizowane, że wyrażali zgodę na włączenie tego systemu. Byli jednak tacy bogowie, którzy bali się, by ich nie unormowany do końca Wszechświat nie uległ zachwianiu i nie zgadzali się na to. Tych z reguły proszono o przetransportowanie międzywszechświatowego DK na granicę swojego Wszechświata. Bogowie stwórcy zgadzali się na to z ochotą, mając pewność pozbycia się intruza. Amon wiedział, że złamał swoją decyzją wszelkie nakazy i zakazy, ale bezpieczeństwo ludzi i grenduli, którymi dowodził było dla niego ważniejsze ponad wszystko. Poza tym zupełnie nie wiedział gdzie jest, tym samym nie miał pojęcia kogo prosić o zgodę. Miejsce, w którym się znaleźli różniło się od ich świata… Wszystkim!

Amon nakazał grendulom, by wykorzystując swe duchowe możliwości spróbowali policzyć galaktyki, mgławice, i gwiazdy. Grendulom zajęło to sporo czasu, a ostatecznego wyniku nie byli pewni.

— Zróbcie mapę przestrzenną, spróbujemy znaleźć centralne miejsce w tym… — tu się zawahał, — cudownym świecie — dokończył pełen zachwytu. Wszystkie dane wrzućcie do komputerów tak, abyśmy mogli zobaczyć to naszymi, ludzkimi oczami na monitorach.

— Nie uważasz kapitanie, że powinniśmy poszukać osoby, której jesteśmy gośćmi? — spytała Soura, w której głosie Amon wyczuł podziw i lekką obawę

Kapitan uśmiechnął się tajemniczo.

— Obawiam się, że nie będzie nam dane się z nim spotkać.

— Spróbujmy — nalegała.

— Souro, moim zdaniem, nie my o tym decydujemy. Jestem przekonany, że ten, którego z takim zachwytem podziwiasz, od dawna nas obserwuje.

— Skoro nas zaprosił, to w jakim celu się ukrywa?

— Nie ukrywa się. Po prostu nie jesteśmy w stanie go zobaczyć, a tym samym nie możemy z nim porozmawiać.

— Nie rozumiem.

— A ja chyba właśnie zrozumiałem — stwierdził Amon, w którego głosie brzmiał ten sam podziw, jaki słychać było u Soury.

— Miergusie, do mnie — rozkazał kapitan przyciskając przycisk na pulpicie. Chorąży zjawił się niemal natychmiast. — Każ strzelcom rozbroić działa i opuścić miejsca bojowe. — Miergus nie ukrywając zdziwienia, wykonał gest świadczący o tym, że zrozumiał rozkaz, po czym opuścił mostek.

— Jest już mapa zrobiona przez grendule — poinformował Girdon, wpatrując się w ekran z wyraźnym pełnym podziwu zdziwieniem. Soura i Amon spojrzeli na ekran.

— Gdzie my jesteśmy? — spytała drżącym głosem kobieta.

— Spróbujmy znaleźć odpowiedź na twoje pytanie — kapitan uśmiechnął się. Przez chwilę się zawahał, ale tylko przez chwilę. — Echo! — zawołał w sufit. Grendul pojawił się w jednej chwili. — Zabierzcie nas na rekonesans. Zobaczmy jak wygląda ten świat.

Ruszyli. DK zgodnie z wolą kapitana napędzany energią grenduli, przeleciał obok wielu supergromad i gromad gwiazd od Ryb zaczynając poprzez Perseusza, Taurusa, Ablla, Ophichusa, Wielką Niedźwiedzicę, Herkulesa, Koronę Północną, Wolarza, z jego podwójnymi gwiazdami, Warkocz Bereniki, Pannę, Lwa, Koncentrację Shapleya, Konstelację Centaurusa, Supergromadę Hydrę, minęli też widowiskowy Obłok Molekularny w Orionie, oraz Wielki Atraktor — olbrzymie skupisko gromad galaktyk, któremu Saura przyglądała się z uwagą, w końcu wlecieli w nieregularny, mający kształt zdeformowanej spirali Wielki Obłok Magellana. DK pokonywał wielkie odległości, w czym zasługę miały grendule. Gwiazdozbioru Pieca przez roztargnienie Soura i Girdon nawet nie zauważyli, zajmując się bardziej przyziemnymi sprawami damsko — męskimi. Taki sam los spotkał gwiazdozbiór Zegara. Mijali jeszcze wiele innych obiektów, które obserwowali i podziwiali. W końcu DK doleciał do Drogi Mlecznej. Cała podróż przebiegała spokojnie. Kapitan pozwolił załodze podziwiać ten cudowny Wszechświat na monitorach, rozmieszczonych w różnych częściach statku. Podczas podróży zarówno grendule, jak i ludzie przy pomocy przyrządów obserwacyjnych i pomiarowych zainstalowanych na DK próbowali rozwikłać liczne tajemnice niebotycznie wielkiego, cudownie zaprojektowanego i doskonale działającego Wszechświata.

— Ktoś tu chyba rozlał mleko — stwierdził, przyglądając się Drodze Mlecznej chorąży Miergus.

— Jeśli ten Wszechświat jest prawdziwy, jeśli jest rzeczywisty, to czym my jesteśmy? — zapytała niespodziewanie pełna zachwytu Soura. — Czy my w ogóle istniejemy, czy jesteśmy tylko wytworem czyjejś wyobraźni, która przez swoją doskonałość, daje nam złudne poczucie istnienia i świadomość, że żyjemy, że istniejemy?

Girdon spojrzał na nią.

— A może i ten Wszechświat jest także wytworem wyobraźni kogoś jeszcze bardziej doskonałego, jeszcze bardziej potężnego w swej mocy i wszystko, co obserwujemy, czym się teraz tak zachwycamy, w rzeczywistości nie istnieje? Może jest i tak, że i ta doskonalsza istota jest też tylko wyobraźnią kogoś jeszcze bardziej doskonałego i tak dalej, i tak dalej aż w nieskończoność?

Amon przysłuchiwał się tej dyskusji z uwagą. Wydała mu się ciekawa, ale nie miała dla niego większego znaczenia. Kapitan DK miał do wykonania zadanie i ono było dla niego ważniejsze od filozoficznych dysputów.

— Echo, czy namierzyliście już jakieś tutejsze formy życia?

— To ciekawe, kapitanie…

— Co jest ciekawe?

— Tu jest mnóstwo życia — przyznał ze zdziwieniem grendul — ale to życie jest jakieś inne.

— Co to znaczy inne?

— Nie wiem, nie potrafię tego wyjaśnić, przekracza, to moje zdolności poznawcze.

Kapitan oparł się o fotel, zamknął oczy i przez chwilę nie odzywał się.

— Znajdźcie inteligentną, organiczną formę życia. — Rozkazał w końcu, kierując polecenie nie wiadomo czy do grenduli, czy ludzi, po czym wstał i skierował się do wyjścia.

— Dokąd idziesz, kapitanie? — spytała Soura.

— Na spacerniak, muszę się przejść.

— Mogę iść z tobą?

— Wydałem rozkaz. Weź się w końcu za jakąś konkretną robotę. Ostatnio za dużo sobie dogadzasz.

Sourę na te słowa przeszył dreszcz. Wiedziała dobrze, co miał na myśli kapitan. Spodziewała się, że jej próżność w końcu zostanie obnażona. Przyznać wszakże musiała, że jej częste wizyty na siłowni i dyskusje na tematy przyziemne z członkami załogi nie wnosiły niczego pozytywnego do społeczności obecnej na DK. Już wcześniej miała tego świadomość i prawdę mówiąc, planowała to zmienić, tak by nikt nie zauważył, że uprzednio marnowała czas i energię na zajęcia mające na celu tylko zwrócenie uwagi na siebie. Nie przewidziała, że kapitan zmusi ją do zmian w tak mało wyszukany sposób. Postanowiła udowodnić swoją wartość. Do tej pory wykorzystując osobistą niepospolitą urodę potrafiła w kontaktach z ludźmi osiągać nawet więcej niż planowała. Teraz postanowiła udowodnić, że nie tylko urodą i erudycją może budzić zachwyt i szacunek u ludzi. Otworzyła w komputerze starą, prymitywną, nie używaną już dziś aplikację, której używali pionierzy podczas prób sporządzenia map wszechświatów, stworzonych przez bogów stwórców. Mapy w tej aplikacji oprócz prymitywnego w jakości obrazu, pokazywały coś jeszcze, a mianowicie siły — także grawitacyjne — działające na ciała kosmiczne. Obraz w aplikacji był przez to mało czytelny, ale doświadczony użytkownik potrafił z tego obrazu wyczytać dużo więcej niż z doskonałych graficznie map. Soura będąc dzieckiem dużo czasu spędziła grając w grę opartą na nieużywanej już wtedy, przestarzałej aplikacji. Girdon przyglądał się jej z politowaniem.

— Echo, mam do ciebie wielką prośbę — powiedziała nie patrząc na grendula.

— W czym mogę ci pomóc, księżniczko? — Soura Pentus nazywana na DK księżniczką ze względu na swoją urodę i nietuzinkowy, nieco wyobcowany sposób bycia, miała w rzeczywistości prawo do tytułu książęcego. Grendule o tym pamiętały, na ludziach nie robiło to wrażenia.

— Mógłbyś przydzielić mi jednego z was, jako mojego pomocnika? — spojrzała na pomarszczoną twarz grendula.

— Wiesz dobrze, że nie mogę.

— Przyjmij go na służbę — zarechotał drwiąco Girdon.

— Jeśli takie będzie życzenie księżniczki, przydzielę jej służącego — stwierdził z powagą Echo.

— A zatem takie jest moje życzenie. Chcę Promienia.

— Z przyjemnością wykonam twoje życzenie, jaśnie pani — odparł z taką samą powagą Echo. Girdon skurczył się w fotelu. Jego uwięzione w biuście Soury oczy, powędrowały wyżej. Girdon ujrzał skupione, pełne powagi i determinacji oblicze księżniczki. Szybko zorientował się jaki popełnił błąd, nie doceniając jej.

— Może i ja ci się do czegoś przydam? — zapytał nieśmiało.

— Obserwuj to, co robię i nie szczędź słów krytyki, jeśli uznasz, że błądzę. W ten sposób szybciej osiągniemy cel. Nie będzie łatwo znaleźć tu ludzi.

Girdonowi ta rola odpowiadała. Promień pojawił się niemal natychmiast. Księżniczka rozkazała mu, aby poleciał w przestrzeń.

— Dane, które zbierzesz, wszystko, co zobaczysz wysyłaj do Sfery.

— Do tej starej aplikacji? — zapytał z radością grendul.

— Tak. Pamiętasz jeszcze, jak to się robi?

— Jasne, że pamiętam. My, grendule mamy dobrą pamięć.

— Do dzieła zatem, Promyczku — mrugnęła lewą powieką do grendula.

Czas mijał, w Sferze powstawał coraz dokładniejszy obraz Wszechświata, jeszcze pełen białych plam, ale już z zaznaczonymi najważniejszymi obszarami. Soura analizowała głośno myśląc dane spływające od grendula. Girdon zgodnie z obietnicą poddawał krytyce jej wnioski. Cała trójka Soura, Girdon i Promień oddali się swej pracy bez reszty. Soura zrezygnowała nawet z wizyt na siłowni, a Girdon porzucił wszystkie inne swoje ulubione, bądź wykonywane z rozkazu zajęcia. Kapitan widząc ich wysiłek i zgraną współpracę, był z nich wręcz dumny. Rozdzielił ich zajęcia pomiędzy innych członków załogi. Czas mijał, mapa Wszechświata była coraz dokładniejsza, a mimo to nie było widać celu.

— Chyba mieliśmy pecha i weszliśmy na wszystkie ścieżki prowadzące donikąd — stwierdziła w pewnym momencie Soura. Usłyszał to Amon, który ze słów swojej zastępczyni wywnioskował, że są już bardzo blisko celu.


Tymczasem Promień zaczął przekazywać coraz dokładniejsze dane o Drodze Mlecznej.


Galaktyka była spiralna, z charakterystyczną poprzeczką. Zawierała według wstępnych szacunków do 400 miliardów gwiazd. Miała średnicę około 100 000 do 120 000 lat świetlnych i grubość ok. 1000 lat świetlnych. Poruszała się w kierunku Supergromady Lokalnej, jak nazwała ją Soura. Ta zaś wraz z badaną galaktyką, przyciągana była przez Wielki Atraktor, czyli olbrzymie skupisko galaktyk, które jak zauważyła Soura, były zgrupowane w gromady i supergromady. Oddziaływanie grawitacyjne między Galaktyką a Wielkim Atraktorem, czyli olbrzymim skupiskiem gromad galaktyk powodowało, że Galaktyka poruszała się w kierunku jego centrum z prędkością ponad dwóch milionów kilometrów na godzinę. Soura skupiła swą uwagę na tej Galaktyce. Zauważyła, że ma ona kształt, który przypominał jej dysk, którym rzucała na duże odległości, będąc jeszcze w szkole, czym budziła zachwyt u kolegów i koleżanek. Ten dysk różnił się od jej sportowego tym, że miał pośrodku soczewkowate zgrubienie. Soura zauważyła, że Galaktyka ma coś na kształt ramion. Dla swoich potrzeb wymyśliła naprędce dla nich nazwy: Ramię Strzelca, Ramię Łabędzia, Ramię Perseusza (ta nazwa przyszła jej do głowy nie wiadomo skąd) i Ramię Tarczy. Poza tymi czterema ramionami, w miarę jak spływały kolejne dane od Promienia, Soura odkryła mniejsze ramiona, których postanowiła tymczasowo nie nazywać. Badanie struktury Galaktyki było utrudnione nawet dla grendula, z uwagi na duży pył kosmiczny. Soura, ku swojemu zaskoczeniu zauważyła, że dysk otoczony jest kulistym halo, składającym się ze starych gwiazd oraz z około 200 gromad kulistych. Promień halo Galaktyki według jej wstępnych wyliczeń wynosił aż 300 000 lat świetlnych. W Centrum Galaktyki znajdowała się supermasywna czarna dziura, podobna do tej, w którą wpadł DK. W centralnej części poprzeczki Galaktyki Soura zaobserwowała pierścień, przypominający kształtem symbol nieskończoności z dwoma płatami skierowanymi na boki.

Soura przyglądała się tej Galaktyce, nie wiedząc, co o niej myśleć.

— Kolejna droga donikąd? — jej rozmyślania przerwał Girdon.

— Być może — odparła od niechcenia, zaprzeczając w myślach samej sobie.

— Nie jest aż tak wielka, może przyjrzymy jej się od środka? — zasugerował kapitan, który pojawił się znikąd.

Soura spojrzała na Echo.

— Co ty na to?

— Ja jestem tu od wykonywania rozkazów, a nie od podejmowania decyzji.

— Wlećmy do jej środka — zdecydował kapitan.

Galaktyka okazała się przyjazna i wyjątkowo atrakcyjna. Sourę zapatrzoną w Sferę zainteresowała pewna gwiazda, krążąca po Galaktyce, niby z boku, niby niepozornie. Przyglądając się rozkładowi i ruchowi gwiazd oraz sił rządzących w galaktyce, księżniczka wydedukowała, że gwiazda ta musi być wyjątkowa. Postanowiła sprawdzić na czym polega ta wyjątkowość. Na rubieżach Układu Słonecznego Promień natknął się na małą sondę kosmiczną, do której pod podporami anteny przymocowano aluminiową, pokrytą złotem płytkę z wizerunkami kobiety i mężczyzny. Płytka zawierała też bardzo uproszczony schemat Układu Słonecznego, zawierający, co zauważył grendul dość istotny błąd. Znajdowały się na niej jeszcze inne informacje, których grendul nie potrafił z niczym skojarzyć.

— Miałam nosa! — Soura uśmiechnęła się i wyprostowała w fotelu, po raz kolejny aresztując wzrok Girdona, który wylądował na jej biuście.

— Możesz się nie gapić ciągle na moje cycki? — krzyknęła, udając oburzenie.

— Mogę, ale na mostku nie ma nic bardziej interesującego — odpowiedział bez zakłopotania mężczyzna.

— Jak nazywają tę planetę, z której pochodzi sonda? — Amon nie zwracał uwagi na zaloty swoich zastępców.

— Ziemia — odpowiedział mu Promień.

— Polećmy na nią. Echo, otocz nas zasłoną niewidzialności.

— Zrobi się, kapitanie.

Kiedy przybyli na Ziemię był początek sierpnia 2013 roku, o czym nie wiedzieli. Odwiedzili wiele krajów, podpatrując ludność, jej zwyczaje i osiągnięcia. Cały czas szukali odpowiedniego człowieka, któremu mogliby powierzyć zadanie opowiedzenia ludziom o Królu Myśli. Odwiedzili wielu pisarzy, dziennikarzy i scenarzystów filmowych, a nawet naukowców. Amon Lakrimoza ciągle kręcił nosem, ciągle miał jakieś zastrzeżenia. W końcu, znudzona już nieco tymi poszukiwaniami Soura wpadła na pewien pomysł.

— Może nie szukajmy go wśród ludzi uczonych i doświadczonych. W końcu i tak przekażemy tę historię w sposób, który będzie dla nich początkowo niezrozumiały.

— Co proponujesz?

— Przyjrzyjmy się zwykłym ludziom.

Kapitan niechętnie, ale zgodził się. Tym sposobem trafili nad mały zalew wodny, położony na skraju niewielkiej miejscowości, leżącej blisko środka Europy, niedaleko morza Bałtyckiego. Zatrzymali lot DK i przyglądali się człowiekowi, który stał na brzegu tego zalewu. Była z nim kobieta. W pewnym momencie człowiek ten zerwał się z miejsca, podbiegł do swoich wędek (o tym, że były to wędki, dowiedzieli się nieco później) i zaczął holować rybę. Załoga DK widziała z góry, jak wielki jest sum, z którym mierzył się człowiek. Nie wierzyli, że mężczyzna wygra ze zwierzęciem. Nagle Amon coś zauważył.

— Co robi ta kobieta? — zapytał zdziwiony.

— Jak to co? Nagrywa obraz i dźwięk prymitywną kamerą — odpowiedział Promień.

— Nagrywa wydarzenia z życia?

— Tak.

— Robi dokładnie tak samo, jak my robiliśmy, zanim jeszcze Król Myśli nie przybył nam z pomocą — stwierdził z radością kapitan.

— Z tą małą różnicą, że my nagrywaliśmy wszystko, a on tylko wybrane, najważniejsze fragmenty.

— Nieważne. Jest do nas podobny.

— Może to jemu powierzymy zadanie opowiedzenia ludziom z tej planety o Królu Myśli? — zaproponowała Soura.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 6.83
drukowana A5
za 23.7