E-book
16.38
drukowana A5
18.54
Ogród wewnętrzny

Bezpłatny fragment - Ogród wewnętrzny


5
Objętość:
33 str.
ISBN:
978-83-8189-795-2
E-book
za 16.38
drukowana A5
za 18.54

Ambaras

Dlaczego zaczął się czas?

Kiedy nastąpiło nasze rozdzielenie?

Tu powstaje zasada,

że życie jest rezultatem odejmowania.


Dlaczego czas jest liczbą,

która zna jedynie działania ujemne?

Nic nie da się zatrzymać.

Jaki sens ma ogień, skoro wkrótce zapadnie ciemność?


Chciałabym podarować Ci pamięć.

Ogromną bezładną siłę.

Przyjdzie znienacka,

pozostawjając na ciele części zdania.

Czas ucieka

Ile pustych jest miejsc w ciele.

Porzuconych na zawsze pomieszczeń.

Piwnic.

Pokoi, z których dawno wyniesiono meble.


Nikt już tam nie mieszka.

Materia rozpada się.

Powstaje czarna dziura.

Niespodziewanie,

w trakcie rozmowy,

wytwarza próżnię.


Ciało, któremu coś odebrano,

w miejscu wolnym,

montuje mechanizm zegarowej bomby.

Segregacja

Naprawianie świata rozpoczeliśmy od koszy

do których wrzucaliśmy ten cały bajzel

zbierany od najdalszej pory

Śmieci z tych wszystkich lat

najlepszych i najgorszych

Były papiery poświęcone na słowa

którymi próbowałam zamazać przepaść

To co było żywe lecz obumarło

Produkowane pomiędzy nami odpadki

strzępy fotografii, te wszystkie wspomnienia

o których nie chcę już pamiętać

Powoli rozkładają się jak martwe ciała

Pierwsza zasada

Przeczytałeś gdzieś kiedyś

Że ludzie umierają

Wtedy gdy ich imię zostaje wypowiedziane

Już po raz ostatni

Więc dochodzę do wniosku

Że te tragedie które widziałeś

Nie są wcale takie straszne

Więc może

Dedal i Ikar wcale nie umarli

Wypowiadasz ich imiona

Nawet 3000 lat po tym wypadku

Jak jest z tobą

Upadasz nie mając skrzydeł

Najbardziej samotne miejsce jest tu

Wśród ludzi

Czy będziesz w stanie usłyszeć

Wołanie o pomoc

Kiedy ktoś wykrzyczy imię

Możesz łatwo zgubić się w tłumie

Więc może już dawno nie żyjesz

Jak zginąć to wcale

Rozdarta od środka zasłona

Ktoś zrzucił z nieba garść złotych gwiazd

Podjudza martwy tłum

Który woła igrzysk i chleba

Dzień przeradza się w noc

Sensacja w obliczu agonii

Sami siebie prowadzą na rzeź

Kolce róż przykładając do skroni

Nie ma przerwy na reklamę

Nikt nie wyjdzie teraz z domu

W tle słychać ptaków śpiew

Upiększony obraz Armagedonu

Dławią się własnym zapatrzeniem w siebie

Leżąc jak zwierzęta

Bóg nie kazał się opamiętać

Sami z sobą mają wejść do nieba

Niby ktoś coś szeptał o pomocy bliźnim

Ale bez przesady, to jeszcze nie teraz

Racja istnienia

W ciemności dostrzec można płomień podpalonych róż

Drewniany stół jak sztaluga artysty

Martwa sztuka

Blada jak płótno twarz młodej dziewczyny

On jedynie musnął sine usta

Jeszcze dziś nosić będzie ją na rękach

Romantyczny kochanek

Zgubił sztylet, pistolet i naboje

Nikt nie pozna tego rodzaju śmierci

W rozpaczy pozostawiony sam sobie

Z miłości skazujesz się na hańbę Boga


Martwe ciało więzi w sobie duszę

Chociaż nie chcę żyć muszę

Jak martwa

Odejdź i zakochaj się raz jeszcze

Mnie już nie ma

Nie odmawiaj posłuszeństwa przeznaczeniu

Serio, co dalej?

A może skończę doktorat

I na sympozjum naukowym

Wygłoszę elaborat

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 16.38
drukowana A5
za 18.54