E-book
13.65
drukowana A5
92.8
drukowana A5
Kolorowa
145.14
Odczarowanie

Bezpłatny fragment - Odczarowanie

Czyli dogmaty religii w świetle ustaleń nauki


Objętość:
822 str.
ISBN:
978-83-8155-755-9
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 92.8
drukowana A5
Kolorowa
za 145.14

Wydanie 2.5.7

Wstęp

„Życiową misją człowieka jest także nieustannie

i niezmordowanie, zastępować przekonania

nieuzasadnione, przekonaniami uzasadnionymi.”

Miroslav Plzak

Rozważania nad fenomenem, jakim jest wiara milionów ludzi w istnienie nadprzyrodzonych i niewytłumaczalnych sił trwa nieprzerwanie od wieków. W zależności od głoszonych przekonań oraz miejsca i czasu ich upublicznienia możliwe było nałożenie ewentualnych konsekwencji na śmiałków poddających w wątpliwość całość lub część przekonań religijnych. Nawet współcześnie weryfikacja podstaw religii i religijności jest często uważana za zbyt daleko idącą ingerencję w obszar prawnie chroniony lub przynajmniej za działania dalece nietaktowne. Prowadzi to niejako do wymuszonej akceptacji obszaru mającego ogromny wpływ na życie miliardów ludzi.

Czy zatem zagadnienia religii można poddać surowemu osądowi nauki? Czy poszczególne twierdzenia i dogmaty można wpleść w tryby bezdusznego wnioskowania i analizy uzyskanych wyników? Na styku religia i nauka dominuje przekonanie, że są to zupełnie rozdzielne obszary, że religii nie da się zweryfikować naukowymi metodami. Sprzeciw wobec takiego postawienia sprawy legł u podstaw dalszych rozważań tego opracowania. Religię da się i należy badać, a argumentów za tym dostarcza nam sama religia, która niejako wkracza w obszar nauki twierdząc o stanie faktycznym rzeczywistości. To religia poprzez opisy ze swoich świętych ksiąg podaje konkretne wydarzenia jako historyczne, jako zaistniałe na tym świecie. Morze Czerwone w końcu miało rozstąpić się na tym świecie, a nie gdzieś w zaświatach. Jezus miał rzekomo chodzić po tafli konkretnie określonego zbiornika wodnego, a jego zmartwychwstanie miało być konkretnym wydarzeniem mającym swój czas i miejsce w historii, a nie jedynie metaforyczną opowieścią. Nawet Katechizm Kościoła Katolickiego odważnie nazywa najbardziej abstrakcyjne opisy z Księgi Rodzaju faktem, który miał miejsce na początku historii człowieka” (KKK pkt. 390). Tak więc, jeżeli chcemy twierdzić, że tak właśnie było i podawać to jako fakt historyczny musimy poddać to weryfikacji. Sam kościół sięga do narzędzi naukowego poznania. W swoich procedurach bada w pełni naukowymi metodami cuda przypisywane kandydatom na przyszłych świętych. Jednocześnie wiara stała się już tak silnym, powszechnym i wpływającym na codzienne funkcjonowanie całych społeczeństw zjawiskiem, że wręcz nie może pozostawać poza obszarem naukowej weryfikacji. Jeżeli zgadzamy się z przyznaniem religii silnej roli w kształtowaniu bieżącej rzeczywistości od polityki poprzez kształtowanie prawa po stosunki międzyludzkie i międzynarodowe to musimy o niej możliwie jak najwięcej wiedzieć.

Poszukując dowodów nie postępujemy wszakże wbrew woli kościoła. Pierwszy Sobór Watykański przeklął w końcu tych co twierdzą, że Boga nie da się poznać rozumem, a i samo Pismo Święte jaki i wypowiedzi hierarchów Kościoła zalecają rozumowe badanie natury Boga. W treści Biblii znajdziemy zarówno powoływanie się na ludzki rozum (Ps 14: 2), zdrowy rozsądek (2 P 3: 1), doświadczenie (Syr 2: 1), naukę (Syr 6: 18), zapiski historyków (Ezd 6: 2), udane próby eksperymentalnej weryfikacji Boga (np. 1 Krl 18: 21 — 41, Sdz 6: 39 — 40), opis eksperymentu weryfikującego prawdziwość jednego z bożków (Dn 14: 11 — 22), wprost wskazane oczekiwanie dowodów jak i badanie Pisma „czy istotnie tak jest” jak w nim zapisano (Dz 17: 11). W Księdze Izajasza Bóg nawet sam niczego nie przyjmuje na słowo, a wręcz wprost oczekuje by przedstawić mu dowody mówiąc: „Przedstawcie i przytoczcie dowody (…)” (Iz 45: 21), a nawet: „Przedłóżcie waszą sprawę sporną, mówi Pan, podajcie wasze mocne dowody” (Iz 41: 21).

W Nowym Testamencie przeczytamy natomiast: „Odrzekł mu Jezus: ”Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego” (J 18: 23), oraz: ”(…) i bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia (…)” (1 P 3: 15), jak i najbardziej bezpośredni przekaz: „(…) noszę was wszystkich w sercu jako tych, którzy mają udział w mojej łasce: zarówno w moich kajdanach, jak i w obronie Ewangelii za pomocą dowodów” (Flp 1: 7).

Papież Pius X pozostawił nam natomiast następujące przesłanie:

„Boga można z pewnością poznać światłem rozumu naturalnego, jak również udowodnić jego istnienie.”

papież Pius X

Dodatkowo jeśli zgodzimy się z tym, że wielu ludzi wręcz osobiście doznaje objawień, bo oto ujrzeli boską postać lub usłyszeli głos przemawiający wprost do nich to już nie możemy twierdzić, że jest to poza zasięgiem i zainteresowaniem nauki. Ludzki mózg w swoich licznych połączeniach neuronowych odebrał uznany za realny dźwięk i obraz zatem jest to już jak najbardziej pole działań nauki.

Dlatego niezależnie od tego czy Bóg istnieje czy też nie, jest sens o nim rozmawiać i go analizować. Jeżeli Bóg istnieje to odpowiedź jest prosta ale jeżeli nie istnieje to tym bardziej należy o nim rozmawiać bo istnieją ludzie, którzy uważają że on istnieje i podejmują w oparciu o to cały szereg decyzji od ekonomii poprzez prawo i medycynę po celibat i zamknięcie się za murami klasztorów. Uzasadnionym jest oczekiwanie aby idee o istotnych konsekwencjach dla życia zwykłych ludzi poparte były co najmniej równie mocnymi argumentami.

Przedstawione zostaną różne wyniki badań ludzi, którzy na przestrzeni lat przyglądali się zagadnieniom wiary. Przykładając „szkiełko i oko” do tematu, który uznawany jest za tabu, odkrywali różne nieznane nam tajniki tego zagadnienia. Dowiemy się, m.in. że uczucia duchowe można np. sztucznie wywoływać odpowiednio stymulując nasz mózg, przyjrzymy się również efektom pracy takich znakomitości świata nauki jak Sigmund Freud czy Karol Darwin. Poszukamy ponadto naturalnych, czysto biologicznych i ewolucyjnie uzasadnionych mechanizmów zdolnych do wytworzenia wierzeń. Prześledzimy wyniki prac prymatologów, zoologów, ewolucjonistów i paleontologów by podążając ścieżką wytyczoną przez ich badania i odkrycia odszukać w bezrefleksyjnych prawach natury źródeł naszej moralności. Każda z tych ścieżek, która rozpoczynając się na stanowisku archeologicznym wiodąc poprzez dociekania biologów i obserwacje zoologów dowiedzie nas w końcu do wniosków, które odnajdą swój finał w dociekaniach neurologów, psychologów i wreszcie filozofów. Wszystko to po to by na końcu wykazać, czy w meandrach nieświadomych procesów możliwe było wytworzenie świadomego, emocjonalnego i moralnego gatunku?

Religia, z pewnością w ogromnej mierze wpłynęła na kształt naszej obecnej cywilizacji ale nie ma pewności czy była w ogóle niezbędna by postęp cywilizacyjny nastąpił. Mamy w końcu w historii ogrom przypadków grup i całych społeczności, (np. Australijscy Aborygeni czy Amerykańscy Indianie), które pomimo wypracowania rozbudowanych systemów wierzeń nie dopracowały się cywilizacji opartej na technologii. Dodatkowo z badań opublikowanych w 2019 r. na łamach „Nature” wynika, że wielokrotnie w historii dziejów ludzkości, powstanie złożonego społeczeństwa następowało jeszcze przed opracowaniem przez nie postaci moralizującego bóstwa.

Nawet jeśli weźmiemy pod lupę kultury i cywilizacje którym jednak się udało to okaże się, że nie jest to takie jednoznaczne. Przez całe wieki głębokiej religijności, wykresy takich parametrów jak średnia oczekiwana długość życia, śmiertelność dzieci, przyswajane kalorie czy PKB per capita były w zasadzie płaskie i niewzruszone utrzymywały się na fatalnych dla ludzi poziomach. Poprawa nastąpiła dopiero w ostatnich 200 latach wraz z nadejściem i rozkwitem epoki oświecenia. Przez całe milenia rozwój ludzkości w czynił niewielkie stopniowe postępy i „wystrzelił” dopiero wtedy gdy dominować zaczęła myśl oświeceniowa, a społeczeństwa stały się nie bardziej, a mniej religijne. Parametry jakości ludzkiego życia wyraźnie poprawiły się i to pomimo drastycznego wzrostu populacji w dokładnie tym samym czasie. Jesteśmy w końcu gatunkiem któremu 200 tys. lat zajęło uzyskanie 1 mld przedstawicieli i zaledwie 200 lat dodanie kolejnych 7 mld.

W dalszej części przebrniemy przez dogmaty wiary jaki i sięgniemy do źródła ukazując najbardziej kontrowersyjne, najtrudniejsze w interpretacji i tym samym przemilczane w naukach fragmenty Biblii takie jak przykazanie z Księgi Kronik:

„Będzie skazany na śmierć każdy, kto by — mały czy wielki, mężczyzna czy kobieta — nie szukał Pana, Boga Izraela.”

(Druga Księga Kronik 15: 13)

Jak również:

„Jeśli usłyszysz w jednym z miast, które Pan, Bóg twój, daje ci na mieszkanie, że wyszli spośród ciebie ludzie przewrotni i uwodzą mieszkańców swego miasta mówiąc: ”Chodźmy, służmy obcym bogom!”, których nie znacie — przeprowadzisz dochodzenia, zbadasz, spytasz, czy to prawda. Jeśli okaże się prawdą, że taką obrzydliwość popełniono pośród ciebie, mieszkańców tego miasta wybijesz ostrzem miecza, a samo miasto razem ze zwierzętami obłożysz klątwą. Cały swój łup zgromadzisz na środku placu i spalisz ogniem — miasto i cały łup jako ofiarę ku czci Pana, Boga twego. Zostanie ono wiecznym zwaliskiem, już go nie odbudujesz.”

(Księga Powtórzonego Prawa 13: 13—17)

Biblijny Bóg nie ograniczał się wyłącznie do deklaracji i przekazywania wytycznych. Znajdziemy też liczne jego działania i interwencje jak chociażby wówczas gdy ukarał dzieci za szydzenie z proroka:

„Stamtąd poszedł do Betel. Kiedy zaś postępował drogą, mali chłopcy wybiegli z miasta i naśmiewali się z niego wzgardliwie, mówiąc do niego: ”Przyjdź no, łysku! Przyjdź no, łysku!” On zaś odwrócił się, spojrzał na nich i przeklął ich w imię Pańskie. Wówczas wypadły z lasu dwa niedźwiedzie i rozszarpały spośród nich czterdzieści dwoje dzieci.”

(Druga Księga Królewska 2: 23 — 24)

Jak również wówczas gdy posłużył się Mojżeszem do dokonania zbrodni, podając nawet dokładną liczbę ofiar:

„(…) Tak mówi Pan, Bóg Izraela: ”Każdy z was niech przypasze miecz do boku. Przejdźcie tam i z powrotem od jednej bramy w obozie do drugiej i zabijajcie: kto swego brata, kto swego przyjaciela, kto swego krewnego”. Synowie Lewiego uczynili według rozkazu Mojżesza, i zabito w tym dniu około trzech tysięcy mężów.”

(Księga Wyjścia 32: 27 — 28)

Chociaż można by podejmować próby doszukiwania się nietzscheańskich inspiracji niniejsze opracowanie było w dużej mierze pisane pod wpływem m.in. prac amerykańskiego filozofa Daniela C. Dennetta oraz profesora Richarda Dawkinsa z Uniwersytetu Oksfordzkiego czy publicysty Sama Harrisa. Wszyscy oni w swoich dotychczasowych publikacjach nie tylko surowym spojrzeniem weryfikowali zdolność do wyznawania przez ludzi wiary religijnej, ale prezentowali przede wszystkim postawę niezłomnego naukowca, który nieustannie poszukuje niepodważalnych dowodów na poparcie swoich tez. Podobnie jak i oni nie jestem w stanie przyjąć za ogólnie obowiązującą prawdę twierdzenia, które nie zostało wiarygodnie zbadane, potwierdzone i udowodnione. Nie ukrywam też, że spora część tej publikacji jak i jej podobnych zawiera jeszcze sporą dawkę twierdzeń, hipotez lub spekulacji stanowiących jednocześnie ciekawy punkt startowy wymagający dalszych badań i dociekań. Wynika to jednak z diametralnej różnicy w podejściu do prezentowanych treści. Wymagane jest bowiem podjęcie znacznie większego wysiłku badania i weryfikacji by powiedzieć, że coś wiem, niż że w coś wierzę. Systematyka ludzkich przekonań opisana jako „An organized collection of irrational nonsense” uwzględnia w końcu religię jako jedną z kategorii posiadającą części wspólne z pseudonauką, zagadnieniami paranormalnymi, teoriami spiskowymi i medycyną alternatywną.

Zanim przejdziemy do dalszych rozważań do wyjaśnienia pozostaje jeszcze jedna kwestia. Z uwagi na to że w tekście znajdą się liczne odwołania do różnych bóstw rozumianych niekiedy w przeróżny sposób niezbędne jest wskazanie na pewne rozgraniczenie. Za każdym razem gdy w tekście przywołany zostanie Bóg (pisany wielką literą) będziemy mieli na myśli konkretnego Boga opisanego w Biblii wraz z cechami jakie mu ona przypisuje, gdy natomiast pojawi się bóg (pisany małą literą) to w zależności od kontekstu będziemy mieli na myśli boga z wymarłych obecnie kultów i religii (np. mitologii) lub wręcz bardziej ogólny koncept filozoficzny jakiejś formy absolutu rozpatrywanego w zupełnym oderwaniu od jakiejkolwiek sformalizowanej religii.

„Czy nie starczy, że ogród jest piękny? Czy muszą w nim jeszcze mieszkać wróżki?”

Douglas Noël Adams

Część I

I. Prawdopodobne początki

„Ludzie szukają odpowiedzi na trudne pytania, a kiedy kończą się ich możliwości pojmowania, wtedy spekulują i tworzą mity”.

Noam Chomsky

Niepewność, jaką spotykamy w tytule tego rozdziału obrazuje przypuszczalny charakter początków religii. Możemy się wprawdzie domyślać jak to się wszystko zaczęło, ale do pewności nam jeszcze daleko. Archeologia dostarcza nam podstaw do tego by wyciągać wnioski i formułować teorie o początkach religii. Możemy dotrzeć do pierwszych symboli, czy przedmiotów wykorzystywanych w obrzędach, ale czy poznamy kiedyś, co myśleli ówcześni ludzie o otaczającym ich świecie? Co popchnęło ich do opracowania skomplikowanych systemów wierzeń? Tego możemy się obecnie jedynie domyślać.

Wyobraźmy sobie, żyjącego powiedzmy 10 tys. lat temu człowieka nieposiadającego żadnej wiedzy o otaczającym go świecie poza tą, którą sam zdobył w oparciu o własne doświadczenia i obserwacje. Nie miał on nawet szansy na zdobycie wiedzy w inny sposób gdyż nauka we współczesnym znaczeniu jeszcze nie istniała. Mógł on zatem jedynie obserwować, oceniać i dzielić się tymi obserwacjami z innymi ludźmi z jakimi przyszło mu żyć.

Człowiek ten obserwuje niewytłumaczalne z jego punktu widzenia obiekty i zjawiska naturalne jak deszcz, burza, błyskawica, wiatr, ogień, słońce. Są to dla niego siły i zjawiska, których początków ani mechanizmów działania nie jest w stanie poznać ani zrozumieć, większości z nich nie jest w stanie sam wywołać, ale one istnieją. Zatem ktoś lub coś musi je wywoływać, jest to jakaś siła zapewne potężniejsza od niego samego. Większość jej przejawów działa na niewyobrażalną dla niego skalę. Lepiej więc nie drażnić tej siły, a może nawet warto oddać jej hołd. Tak zapewne zrodziły się pierwsze bóstwa, które często odpowiadały konkretnym zjawiskom naturalnym np. bóg słońca, morza, wiatru czy dzierżący w dłoni pioruny grecki bóg Zeus. Aby uzyskać przychylność tak potężnych sił zaczęto prowadzić znane do dziś pewne formy „podlizywania się” jak składanie ofiar, danin czy budowanie okazałych świątyń.

Tak przedstawiona historia obrazuje prawdopodobny początek wykluczający rzeczywiste istnienie jakiejkolwiek siły nadprzyrodzonej, a potwierdzający jedynie dobrze już znane siły przyrody. Reszta została dopowiedziana przez ludzi, którzy nie mieli możliwości poznać prawdziwych przyczyn obserwowanych zjawisk. Tak więc, początki mogły wynikać z niewiedzy oraz chęci wytłumaczenia sobie niezrozumiałego świata, a nie istnienia Boga tworząc tym samym tzw. iluzję wiedzy. Nie przeszkadza to dziś jednak człowiekowi wielbić niewidzialnego Boga i niszczyć jak najbardziej widzialną przyrodę.

Istnienie Boga daje łatwą odpowiedź na nasuwające się trudne pytania. Nasz hipotetyczny człowiek zadziwiony siłami natury zapytany skąd się biorą te groźne błyskawice nie odpowie już „nie wiem”, ale „to Bóg je zsyła”. W takiej sytuacji udało mu się wytłumaczyć, niekoniecznie zgodnie z prawdą, przyczyny obserwowanych zjawisk. Pragnienie uporządkowania w głowie chaosu pcha nas w stronę wiary w cud, opatrzność itp. Taki stan rzeczy uspokaja oraz daje poczucie kontroli nad zjawiskami przyrody, ponieważ zawsze można poprzez dary i obrzędy wpłynąć na decyzję Boga. Jest to owo „praktyczne” wykorzystanie religii, co m.in. mogło przyczynić się do jej upowszechnienia. Poprzez rytuały, ofiary z ludzi lub zwierząt starano się przebłagać Boga lub zyskać jego względy. Rdzenni mieszkańcy Ameryki wierzyli, że tańcząc rytmicznie mogą wpłynąć na pogodę wywołując np. tak oczekiwany deszcz.

Uczucie kontroli nad zjawiskami, na które faktycznie nie mamy żadnego wpływu badał w 1948 roku behawiorystyczny psycholog B.F. Skinner. Efekt przesądności był przez niego weryfikowany na przykładzie gołębi. Eksperyment polegał na tym, że w zupełnie losowych momentach i całkowicie niezależnie od zachowania ptaków uruchamiał się sygnał dźwiękowy, a gołębiom podawany był przysmak. Z czasem obserwowane ptaki zaczęły się dziwnie zachowywać, zaczęły wykonywać coś w rodzaju tańca kręcąc się i nienaturalnie wyginać. Mechanizm karmienia przez cały czas działał losowo jednak najwyraźniej ptaki skojarzyły fakt jego działania z własnym zachowaniem uzyskując w ten sposób złudzenie kontroli nad jego działaniem. Tańce i wygibasy miały rzekomo wpłynąć na tajemnicze urządzenie, by te obdarowało je kolejną porcją wyczekiwanego przysmaku. Fakt podawania kolejnych dawek pokarmu nie był w żaden sposób powiązany z zachowaniem gołębia, tak naprawdę mógł on jedynie rozłożyć się wygodnie i czekać na kolejną porcję, a efekt byłby dokładnie taki sam. W ten sposób udało się w warunkach laboratoryjnych odtworzyć złudzenie kontroli nad w pełni autonomicznymi zjawiskami.

Czy tylko zwierzęta wykazują taką podatność? Inny badacz, dr. Koichi Ono z uniwersytetu w Tokio postanowił to zweryfikować i wykonał podobny eksperyment na ludziach. Efekt był zaskakująco podobny do tego uzyskanego w eksperymencie Skinnera. Okazało się, że badani ludzie, w podobnych warunkach, również automatycznie wypracowali pewne schematy zachowań, swoiste rytuały, aby uzyskać złudzenie kontroli nad chaotycznymi i losowymi zjawiskami.

Analogiczny eksperyment przeprowadził Derren Brown. Ochotnicy zostali w nim poinformowani, że otrzymają nagrodę pieniężną gdy tylko uzbierają 100 punktów. Żaden z nich jednak nie wiedział za co te punkty będą przyznawane. Punkty tak naprawdę były przyznawane w sposób losowy, uczestnicy skojarzyli jednak moment ich przyznania z aktualnie wykonywaną czynnością, po czym powtarzali ją w nadziei, że przybliży to ich do tak oczekiwanej nagrody.

Wróćmy jednak do naszego poszukującego człowieka. Na początku, gdy długość życia człowieka nie przekraczała powiedzmy 30 lat mógł on nawet przypuszczać, że żyłby wiecznie gdyby ciężkie warunki jego egzystencji (głód, wypadki, groźne zwierzęta) brutalnie mu tego życia nie odbierały. Można to nazwać swoistą formą „raju nieśmiertelności”. Z czasem jednak przyszła refleksja, a on sam zaczął poszukiwać odpowiedzi na nurtujące go pytania. Odpowiedź „nie wiem” była z oczywistych względów niewystarczająca, co pchnęło go do wymyślenia nieprawdopodobnego Boga, którego istnienie dawało odpowiedzi, których tak bardzo potrzebował. Dlatego też prawdziwych źródeł naszej wiary nie doszukiwałbym się w zawiłych dogmatach, prastarych zapisach czy też przekazywanych tradycjach lecz zupełnie poza nimi w stuleciach i tysiącleciach rozwoju ludzkiej natury sięgającej paleolitu.

Co nasz człowiek żyjący 10 tys. lat temu mógł myśleć o śmierci? Co dzieje się z jego bliskimi i co stanie się z nim samym? Wizja absolutnego końca w momencie śmierci wydawała się niezwykle okrutna, potrzebna była koncepcja dająca nadzieję, że coś nas jeszcze czeka. W ten oto sposób zapewne wyglądało powstanie pierwszych koncepcji życia po życiu, koncepcji niemających żadnych podstaw naukowych, ale jakże przydatnych i kojących. Jeżeli ludzie poszukiwali tego typu ukojenia to cała koncepcja padła na podatny grunt do rozprzestrzenienia się i dalszego rozwoju.

Dlaczego religijne cuda zdarzały się kiedyś, a dziś już nie? Otóż „zdarzają się” tylko dziś już ich tak nie interpretujemy w myśl zasady, że świat bez wiedzy jest pełen cudów. To co kiedyś przypisywano Bogu dziś już rozumiemy i przypisujemy prawom fizyki czy zjawiskom meteorologicznym. Niektóre z nadnaturalnych zjawisk opisanych na kartach Biblii, o ile w ogóle nie były fikcją literacką, można przypisać dobrze poznanym dziś zjawiskom naturalnym. W Księdze Wyjścia czytamy np.:

„A Pan szedł przed nimi podczas dnia, jako słup obłoku, by ich prowadzić drogą, podczas nocy zaś jako słup ognia, aby im świecić, żeby mogli iść we dnie i w nocy.”

(Księga Wyjścia 13: 21)

To co kiedyś interpretowano jako Boga w postaci „słupa obłoku” i „słupa ognia” prowadzącego za dnia i w nocy dziś zinterpretowali byśmy raczej jako zupełnie naturalne zjawisko jakim jest wybuch wulkanu. Chwile dalej odnajdujemy kolejny fragment, który przybliża nas do naturalnej, a nie cudownej interpretacji zaobserwowanych obłoków:

„Góra zaś Synaj była cała spowita dymem, gdyż Pan zstąpił na nią w ogniu uniósł się dym z niej jakby z pieca, i cała góra bardzo się trzęsła.”

(Księga Wyjścia 19: 18)

W Księdze Jozuego Izraelici pomylili wręcz opady gradowe z boską interwencją przypisując Bogu celowe rzucanie kamieniami w wycofujące się już wojska.

„Gdy w czasie ucieczki przed Izraelem byli na zboczu pod Bet-Choron, Pan zrzucał na nich z nieba ogromne kamienie aż do Azeki, tak że wyginęli. I więcej ich zmarło wskutek kamieni gradowych, niż ich zginęło od miecza Izraelitów.”

(Księga Jozuego 10: 11)

Zjawisko naturalne wobec braku wiedzy zostało zatem zinterpretowane jako nadnaturalne, a takie „cuda” zdarzają się i obecnie. Jest to jedynie przykład dlaczego współczesny świat nie jest już tak „magiczny” jak niegdyś. „Cuda” słyszenia głosów zdarzają się i obecnie lecz z ludzi takich nie czyni się już proroków. Gdyż „to nie cud rodzi wiarę, ale wiara rodzi cud.

Przypisywanie boskiej interwencji każdemu wydarzeniu twórcy Biblii doprowadzili aż do śmieszności. W Księdze Kapłańskiej znajdziemy taką oto opowieść:

„Potem Mojżesz wziął trochę oliwy namaszczenia i trochę krwi z ołtarza i pokropił nią Aarona i jego szaty, a z nim jego synów i ich szaty. Tak poświęcił Aarona z jego szatami i z nim jego synów z ich szatami. (…) Nadab i Abihu, synowie Aarona, wzięli każdy swoją kadzielnicę, nabrali do niej ognia, włożyli na niego kadzidło i ofiarowali przed Panem ogień inny, niż był im nakazany. Wtedy ogień wyszedł od Pana i pochłonął ich. Umarli przed Panem.”

(Księga Kapłańska 8: 30 i 10: 1—2)

Czy naprawdę tak trudno było skojarzyć, że ochlapując swe szaty łatwopalną oliwą i operując blisko ognia może dojść do zapłonu? Trzeba było przypisywać do tego całą legendę o niewłaściwym ogniu i gniewie Bożym? I czy my naprawdę musimy traktować to z pełną powagą? Czy naprawdę musimy wzbijać się na szczyty apologetycznych interpretacji i głębokich dociekań by odkryć tajemnicze przesłanie i nadać sens tego typu historiom?

Dlatego też Friedrich Nietzsche głosił śmierć Boga. Zdaniem tego filozofa niegdyś Bóg był „bardziej realny”. Poprzez niewłaściwe zrozumienie zdarzeń naturalnych, którym przypisywano cudowne, nadnaturalne przyczyny obecność Boga była postrzegana jako realna. Taki Bóg sprawiał złudzenie, że działał codziennie w naszym świecie więc i wiara w niego była dość naturalna. Choroba i śmierć była postrzegana jako kara od Boga, kara która spada na nas tu i teraz, którą obserwujemy co dnia. Któż nie obawiałby się tak „realnego” Boga z tak realnym działaniem i tragicznymi konsekwencjami? Dziś jednak dobrze znamy obserwowane zjawiska, znamy i leczymy choroby, które dziesiątkowały nas wieki temu. W takich warunkach Bóg staje się jedynie bytem czysto abstrakcyjnym.

Dwóch amerykańskich socjologów religii Rodney Stark i Roger Finke tak określili korzyści płynące z posiadania religii:

„Na czym jednak polegają korzyści: dlaczego w ogóle ludzie chcą mieć religię? Chcą ją mieć dlatego że religia jest jedynym budzącym zaufanie źródłem pewnego zadośćuczynienia, którego wszyscy zawsze pragną.

Jeżeli dodamy do tego fakt, iż podobne koncepcje powstawały w różnym czasie w różnych miejscach na naszym globie, to jest to raczej dowód na to, że ludzie niezależnie od miejsca po prostu są tacy sami, myślą i działają w podobny sposób oraz boją się tego samego. Wszyscy chodzimy, biegamy czy skaczemy w taki sam sposób bo mamy do dyspozycji taki sam układ kostny i mięśniowy oraz działają na nas te same prawa fizyki. Bóg nie był jedynym „wynalazkiem”, który powstał w ten uniwersalny sposób. Podobnie było chociażby z muzyką oraz z pismem, które powstały niezależnie w różnych miejscach w różnym czasie. Poszczególne alfabety różnią się oczywiście między sobą ale logika ich działania jest w zdecydowanej większości taka sama. Dowodem ludzkiej kreatywności w zakresie „produkcji” bóstw niech będzie zatem fakt, iż w książce wydanej pod redakcją naukową Andrzeja M. Kempińskiego zatytułowanej „Uniwersalny Leksykon Bóstw” znajdziemy ponad 22 000 haseł, a to nie są z pewnością wszyscy bogowie, w których z ogromną gorliwością wierzono na przestrzeni wieków. W samym tylko hinduizmie szacuje się, że występuje ok. 33 miliony tzw. bożyszczy.

Przez wieki powstawało i zanikało wiele bóstw od Zeusa, Dionizosa, Ateny, Ra i Ozyrysa po liczne współcześnie wielbione byty nadprzyrodzone ale żadne z tych postaci, które tylko przewinęły się na kartach historii oraz te, które osiągnęły globalny sukces nie uzyskały potwierdzenia swojego istnienia.

Obserwacja ludzkiej natury w połączeniu ze współczesną wiedzą o początkach kultów religijnych dowodzi, że ludzie mają w zwyczaju tworzenie sobie różnych bogów, bogiń, duchów, zjaw i potworów. Religie pojawiały się i rozwijały w różnych kulturach często odseparowanych od siebie (chociażby z powodów geograficznych) i dlatego różnią się od siebie jak czcionki w różnych alfabetach. Pomimo to odnajdziemy w nich wspólne schematy obrazujące raczej spójność natury ludzkiej — w końcu wywodzimy się z tej samej grupy, która z Afryki rozeszła się po świecie. W niemal każdej religii znajdziemy: wiarę w życie po śmierci, personifikację sił natury, mit o stworzeniu świata, niewidzialne lub z jakiegoś powodu niedostępne postaci np. duchy, anioły itp., układy z bogami (obrzęd/ofiara za dar/łaskę), rytuały, modlitwy, miejsca kultu (świątynie), magiczne przedmioty, magiczne gesty i słowa, kastę pośredników (kapłanów, szamanów), wpływ na lokalną kulturę, zachowania i ograniczenia społeczne.

Proces tworzenia nowych religii nie jest jednorazowym zdarzeniem z zamierzchłych czasów co więcej trwa nieustannie i obserwowaliśmy go już wielokrotnie. Kościół Mormonów ma zaledwie 200 lat, islam to już 1500 lat historii, luteranizm liczy sobie 500 lat. Filozof Daniel C. Dennett twierdzi, że poza kilkoma religiami o zasięgu globalnym nieustannie tworzą się nowe mniejsze religie, nawet po 2—3 dziennie i trwają nierozpowszechnione około dekady. Rozdrobnienie i wielość wierzeń sprawia, że niezależnie od tego jakiej religii jesteśmy wyznawcą to większość ludzi jest z pewnością wyznawcą innej.

W XVIII wieku Europejczycy dopłynęli do wysp południowego Pacyfiku. Spotkania podróżników z napotkanymi tam plemionami były tak naprawdę spotkaniami różnych kulturowo i cywilizacyjnie światów. Wyspiarskie plemiona zobaczyły przybyszy na ogromnych statkach, posługujących się nieznanym językiem, o dziwnej karnacji, niespotykanym ubiorze i posiadających przedziwne urządzenia. Wyjaśnienie tego dziwnego spotkania uzyskali poprzez przypisanie owym przybyszom cech boskich. Nie wypracowali koncepcji, tłumaczącej tego w inny sposób, nie uznali, że może to być „inne plemię” z wyspy, której jeszcze nie znają i które wypracowało odmienny ubiór i urządzenia dużo bardziej zaawansowane od ich własnych. Przypisali im automatycznie siły wyższe określając ich bogami lub półbogami.

Być może to był przypadek? Być może ludzie nie zawsze myślą tak samo i nie zawsze w podobnych warunkach tak samo tłumaczą sobie to co wydaje im się niewyjaśnione? Historia pokazuje jednak, że ten mechanizm tłumaczenia świata wielokrotnie zadziałał identycznie. Rdzenni mieszkańcy Karaibów przypisywali boskość Kolumbowi podczas pierwszych wizyt na przełomie XV i XVI wieku. Podobnie zachowywali się wobec Hernána Cortésa przybyłego do Ameryki na początku XVI wieku. W relacji Krzysztofa Kolumba ze spotkania z rdzennymi mieszkańcami Haiti czytamy:

„(…) wierzą niezbicie, że ja z moimi okrętami i moi ludzie zstąpiliśmy z nieba.”

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 92.8
drukowana A5
Kolorowa
za 145.14