E-book
8.19
drukowana A5
20.66
drukowana A5
kolorowa
43.5
Odcienie miłości

Bezpłatny fragment - Odcienie miłości

Zbiór wierszy i opowiadań o miłości


5
Objętość:
93 str.
ISBN:
978-83-8155-950-8
E-book
za 8.19
drukowana A5
za 20.66
drukowana A5
kolorowa
za 43.5

Miłość jest tęsknotą po utraconej połowie nas samych.

/ Milan Kundera

Wstęp

„Odcienie miłości” to zbiór wierszy i opowiadań, w których Czytelnik odnajdzie różne oblicza tego pięknego uczucia. Miłość to nie tylko szczęście, radość, ale też tęsknota, łzy, smutek, cierpienie.

Miłość jak się okazuje może mieć zadziwiające odcienie — tyle ile znajdziesz ich w palecie kolorów, a nawet więcej. Kto kochał i kocha ten zna smak tego uczucia i nigdy go nie zapomni.


Zapraszam Cię do świata pełnego miłości i wzniosłych uczuć, wrażliwości, czułości, gdzie szczere i otwarte serce jest drogowskazem na wyboistej drodze do szczęścia i spełnienia.


„Miłość to bicie dwóch serc w jednym rytmie.”


„Miłość jest jak uśmiech losu, który wszystko zmienia.”


Marianna Góralska

Zbiór wierszy

W zakochaniu

W zakochaniu łatwo o ciszę,

gdy wewnętrznym blaskiem płoną oczy.

Wznieść się pod niebo także łatwo i

góry przenosić.


Tak lekko splatają się dłonie,

uśmiech błądzi, gdzieś na ustach jak motyl,

delikatnym skrzydłem w drżenie serce

wznosi.


Wierzymy w nieśmiertelność uczuć,

nierozerwalność więzów miłości,

w dobroć świata i ludzi.

W róże kwitnące na chodniku.


Nawet we śnie widzimy się razem.

Pielęgnujemy piękno każdej chwili,

czas się dla nas zatrzymał.

Wciąż jesteśmy młodzi,

tak samo zakochani.


Wciąż śnimy tylko dobre sny.

Z miłości

umierać z miłości

można wiele razy

za pierwszym razem

jej utrata ma gorzki smak

jak rozgryzione ziarnko pieprzu

pestki grejpfruta

czarna kawa

z każdą kolejną utratą

opadają kolory warstwa po warstwie

zostaje tylko szarość

lepka

gęsta

zawiesista

jak wyciąg z belladonny strach rozszerza źrenice

życie smakuje zbyt upojnie

gdy pijesz sok z Papaver rhoeas

kropla za kroplą

znikasz pod powierzchnią

nieistnienia

Na dnie szuflady

gdzieś na dnie szuflady

śpią fotografie z dawnych lat

w kolorze sepii zatrzymane

wspomnienia


układają się w wyblakłe plamy

które zaciera czas

odległe dźwięki

tamtych szczęśliwych chwil


powracają czasem

niczym kadr z niemego filmu

choć świat się zmienił

uczucie wciąż trwa


niezmienne

zatrzymane w kadrze

sprzed lat

Nigdy nie umrze

kłosy zbóż się złocą

— kołysane przez wiatr

czerwień maków plamą się rozlewa

twój uśmiech taki pogodny

— taki tylko dla mnie


zieleń spojrzenia nasyciła trawy

spójrz

— świat wydaje się być taki cichy

spokojem wypełniać

ciebie i mnie


ta chwila

— bezcenny skarb

chciałabym ją zachować jak fotografię

niech trwa w naszej pamięci


— na nowo się odradza

choćby nazwano ją zwyczajną

— nigdy nie umrze

Kochać ciebie

Kochać ciebie to wznosić się wysoko

aż pod niebo.

Tęczą jasnych barw rozświetlać spojrzenie,

usta wypełniać delikatnym szeptem.


Kochać ciebie to poznawać nowe

kolory i kształty. Na nowo

w geometryczne wzory łączyć

ciała i dusze.


Kochać ciebie to żyć najpiękniej.

W miłości

„Miłość dodaje otuchy,

jak promień słońca po deszczu”

/W. Szekspir/


W miłości tkwi wielka siła, zdolna przenosić góry.

Nawet w najbardziej pochmurny dzień,

miłość potrafi roztoczyć wokoło blask,

rozświetlić źrenice szczęściem.


Miłość uskrzydla. W jej ramionach

można odnaleźć spokój i bezpieczną przystań.

Tylko ona nadaje sens naszemu życiu.

Wschodzi słonecznym uśmiechem na twarzy.


Jest jak promień słońca po ulewnym deszczu.

Nadzieją ożywia serce. Miłość przychodzi

niespodziewanie i na zawsze odmienia

nasz świat.

Miłość

Miłość jest namiętnym westchnieniem,

płomieniem,

żarem palącym wnętrze,

wnikającą pod skórę energią,

rozlewa się jak rzeka

rozkoszne dreszcze przynosząc

z deszczem pocałunków

Z morza muszla szumiąca tkliwością,

w milczeniu syci głodne oczy,

ust spragnione wnętrze,

miękko układa różane płatki powiek,

nocą jak drżące z chłodu pisklę wyrywa się,

tłucze o ściany serca,

pragnąc więcej czułości,

więcej i więcej.

Świat w dłoni

podaj mi rękę

podążaj za mną w nieznane krainy

gdzie płowe grzywy traw migoczą w słońcu

oddychaj

jak westchnienie wiatru

i kropla deszczu głucho uderzająca

o ziemię — bądź


w twoich oczach pełno światła

które płonie wewnętrznym blaskiem

dłonie — czułością wezbrana rzeka

uderzają falami o skórę

cichą pieszczotą

aksamitną w dotyku


spoglądasz

jak słońce z nieba wysoko nade mną zawieszony

w stałości uczuć niezmienny

jak najcieplejszy kolor na palecie malarza

powlekasz miodem serce

a ja oddaję tobie

cały mój świat

zamknięty w dłoni


Oddaję tobie mój świat…

Oda do miłości

o miłości wyczekiwana

przyjdź

do serca wkradnij się po cichu

nadaj spojrzeniu błysku

ust dojrzałą wiśnię

zostaw drżącą w oczekiwaniu

na pocałunek

uchyl tajemnicy

daj zasmakować w pożądaniu

nim słowo kocham

spłynie ledwie szeptem

Siła miłości

płomień

pali się jasnym blaskiem

w twoim spojrzeniu

nigdy

nie gaśnie

M i ł o ś ć

Pragnę

pragnę

zamieszkać w twoich oczach

usta do ust przytulić

zetrzeć z nich niepewność


pragnę

skraść ci jeden uśmiech

rozlewający się ciepłem

na sercu


pragnę

być kołysana

w stalowym uścisku ramion

dłoni palących żarem


pragnę

długich wieczorów bliskości

w tkliwości zamkniętych słów

— kocham.

Jak zapach rozmarynu

przenikasz

wszystkie warstwy naskórka

wnikasz do serca

spadł wszechświat

w głowie wirują

płomienne słowa

jak zapach rozmarynu

wejdź w moją skórę

stańmy się jednym słońcem

niech świat

da nam spokój

Ta miłość

płonęła

jak płatki róży

zachód słońca

szkarłatną łzą

płynęła przez twarz

usta składały sylaby w słowa elementarne

niknęły w natłoku codziennych spraw

odbite światła

latarnia wskazuje drogę

do ciebie

każdą iść będę

choćby po szkle

Dobrze, że jesteś

tyle w tobie uśmiechu

na co dzień

słonecznych ciepłych słów


nieba w spojrzeniu

od kiedy dzielę z tobą świat na pół

życie to istny cud

który zdarza się raz


a miłość warta jest cierpienia

dla tych chwil szczęścia

warto być

tu i teraz


usłyszeć — dobrze, że jesteś!

W czerwień ust

idę boso

wprost do twoich źrenic

rozszerzonych pożądaniem

czekaj aż zanurzę się w nich po szyję

po koniuszki palców

w czerwień ust

O miłość

znajdź mnie

choćbyś musiał

przejść tysiąc dróg

złam wszystkie zasady

spraw że świat nabierze barw

uśmiech ozdobi wargi

tylko nigdy nie mów

że nie warto walczyć

o miłość

Zbyt ulotna

miłość

jest uczuciem zbyt ulotnym

nieuchwytnym

ledwie mgnieniem

płomieniem

delikatnym motylem

stanem półprzejrzystym

świetlistym

kroplą deszczu

barwną kałużą

poranną rosą

trwa zbyt krótko

znika

nim wypowiesz głośno

— kocham!

Bądź przy mnie blisko

Bądź

gdy słońce zachodzi

i chłód ogarnia serce.


Trwaj.

Blisko tak jak nie był jeszcze nikt,

w odległej gwieździe gdzieś

w przestworzach.


Znajdź mnie.

I schowaj, w czułych ramionach miłości.

Jak w studni bez dna, ukryj przed światem

jak nigdy nikt.


/inspiracja „Bądź przy mnie blisko”

Haliny Poświatowskiej/

Kochać to żyć najpiękniej.

Całuj

przyjdź w miłość moją

jak w noc

w serce wypełnione oczekiwaniem

jak uśmiech

wzejdź na moich ustach

rozlej się gorącem

przykuj spojrzeniem do moich ust

oddechem w oddech

po koniuszki palców

po świt

…całuj

Nigdy nie umrze

gdybyś kiedyś zapytał jaka jest miłość

powiedziałabym, że jest jak pierwiosnek

rozkwita na wiosnę


niesie zapach bzów


wznosi się pod niebo uskrzydlona nadzieją

nie zlęknie się nagłych burz

nie przemoknie na deszczu

nie zwieje jej silny wiatr


ukorzeniać się będzie

rozrastać w sercu

pielęgnowana czułością

tkliwością


nie umrze

choćbyś ją zabił

odrodzi się

choćbyś się jej wyrzekł

będzie ci wierna

Kiedy lato

kiedy lato chyli się ku końcowi

twoje spojrzenie dojrzewa owocem

granatu

zbieram jego ziarna

co do jednego

żeby jesienią zasiać na żyznej ziemi

moich ust

Siła dawnych uczuć

listy od ciebie

niczym białe żurawie z origami

ulotne są i tak bardzo nietrwałe

jak nasze uczucie


mija kolejny rok

ogród zakwitł forsycjami

kamieniste ścieżki

zapomniały ślady naszych stóp


tęsknotą pisane linijki

goryczy smak w ustach

na niesprawiedliwość losu,

który rozdzielił nas oceanem


każdego ranka wkładam żółtą sukienkę

tak bardzo ją lubiłeś

z nadzieją witam kolejny dzień

a później smutek zagarnia serce


miałeś być zawsze przy mnie

a został mi tylko od ciebie list,

który i tak przecież w kominku spłonie

a wraz z nim wspomnienie o tobie

Malinowy

malinowy kobierzec

pełen smaków

zapachów

omdlewa kwieciem

obejmując woalem wonnym

malin kiść

masz lepkie od soku palce

i wzrok roziskrzony

oblizując łakomie wargi

myślisz o mnie tęsknie


miód zlepił nasze serca…

Róża

róża

mieni się purpurą

kolczaste palce wyciąga po miłość

— jej symbolem jest

czerwień i cierpienie

są jak siostry syjamskie

— nierozłączne


róża

kwiat o złamanym sercu

barwie zachodzącego słońca

niemy świadek płomiennych uczuć

wierna przyjaciółka miłości

Wszędzie miłość

między ustami — miłość

pośród kwiatów — miłość

w skrzydłach ptaków

i w wiatru szeptach

— miłość

między dłońmi — miłość

pośród oddechów — miłość

w kroplach deszczu

i w pocałunkach słońca

— miłość

i tylko jedna przyszłość

ty

O miłości

Miłość nigdy nie jest prosta

zwykle zjawia się nieoczekiwana

wspina się na palcach pożądania

by dosięgnąć ust

nie potrzebuje wyszukanych wyznań

słowa stają się zbędne

a gdy już jest

nigdy nie pozwala o sobie zapomnieć

istnieje od wieków

i istnieć będzie jeszcze długo po nas

w wieczność zamienia każde drżenie

najlżejszy dotyk

taka znajoma bliska

a jednocześnie wciąż na wyciągnięcie ręki

zdaje się być nierealna

a jednak przychodzi do każdego

na zawsze odmieniając świat

i serce.

Oczekiwanie

jest naszą porą

lubię sobie wyobrażać jak to będzie

kiedy już przyjdziesz w ramionach zamkniesz

sny zapełnisz słońcem i niebem


tkliwość zamknięta w pocałunkach

— tylko dla mnie

wschody słońca — nasz Eden

tylko my i cisza


szczęście znaczy tak niewiele

wystarczy patrzeć w twoje oczy

czuć bicie serca

to tak niedużo


a jest wszystkim dla mnie

Przyjdź

mógłbyś być tak blisko

jak blisko siebie są ziarna zbóż

w kłosie żyta


czekam zbyt długo

by dać ci odejść kiedy już będziesz

w czasoprzestrzeni ramion uwięzisz

jak w sidłach miłości nierozerwalnej


tak bardzo lubię życie

a życie bez ciebie to nie życie

to wyschnięty z tęsknoty konar drzewa

wołający o odrobinę wody


na pustyni w której trwam

bądź choćby fatamorganą

daj zakosztować miłości

tak bardzo wyczekiwanej


niech odmieni szare dni

nieobecność zamień w trwanie

pokochaj jak pierwszy raz

przyjdź

Róże i miłość

zobaczyłam pąki róż

wyrastające z twoich słów

miały giętkie łodygi

i drżące na wietrze liście

ich języki śpiewały miłosną pieśń

podążając za nią

dotarłam do wnętrza

twojego serca

chcę tam zostać

Skrzynka na listy

chciałabym uwolnić słowa

drżące niepewnością jesienne liście

niech wzlatują pod niebo bezkresem rozpostarte

niczym puste koperty wyrwane na wolność


w skrzynce na listy

zamieszkały czarne od tęsknoty

ptasie skrzydła

ich stukot o metalowe ściany

odbija się echem

tak podobnym do bicia mojego serca

zamkniętego w powłokach z mięśni


och, gdyby tak

wyrzucić z tej przeklętej skrzynki na listy

tłukące się głucho słowa

o ile było by lżej

przemierzać zwarte linie dni

ciągnących się jak rozpruty sweter

Szczęśliwe zakończenie

tylko mi trzeba twoich dłoni

ramion rozpiętych niecierpliwością


tkliwością wypełnionych pocałunków

tchnij w nie życie

a we mnie nadzieję


tylko nie przychodź zbyt późno

a jeśli już będziesz to ocal mnie przed samą sobą


odkryj mnie we mnie

pokochaj na przekór wszystkiemu

niech uwierzę w szczęśliwe zakończenie

Twój uśmiech

jesienią

spadły na ziemię

pocałunkami znaczone liście

chłodne pieczęcie

dwojga ust

wszystkimi kolorami

niebo

rozsiadło się w naszych złudzeniach

które przyniósł wczesny świt

zegar

zakładnik czasu

trzyma w żelaznym uścisku

wspomnienie płomiennych obietnic

w szklanej tarczy

zachował się odbity promień słońca

— twój uśmiech

W twoje dłonie

ty usta masz szorstkie

gdy w zagłębieniu między uchem a szyją

składasz przelotny pocałunek


złotem się mienią iskierki

w twoich oczach

tak dawno ich nie widziałam


a gdyby tak raz jeszcze

wszechświat zobaczyć z bliska

niczym jedna z maleńkich gwiazd rozbłysnąć


i spaść wprost w twoje dłonie…

Umiera z miłości

jest jedno słońce

gdzieś wysoko hen ponad korony drzew

ponad komin domu

i twój śmiech dzwoniący w ogrodzie

pełnym ciepłych barw


podrywa się serce głupie serce

a jednak to tylko cień na ścianie

pełza po firankach po ramie okna

poręczy łóżka


jest jedno słońce

jeden kwiat złamanego serca

zrzucając płatki osamotnienia

z dnia na dzień

…umiera z miłości

Wahanie

waham się

pomiędzy ciszą a szeptem

wkładam w usta kilka słów

tak trudno w niepewności

zaczynać i kończyć dzień


zegar staje się przekleństwem

cisza bliska


waham się

odejść to nigdy nie poznać miłości

zostać to zaufać jej sile

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 8.19
drukowana A5
za 20.66
drukowana A5
kolorowa
za 43.5