WSTĘP
Każdy z nas ma w życiu moment, w którym musi podjąć kluczową decyzję. Jedni zostają tam, gdzie są, bo boją się zmian. Inni decydują się zaryzykować i zacząć wszystko od nowa. Ja należałem do tej drugiej grupy.
W swoim rodzinnym kraju prowadziłem własny tartak i zajmowałem się stolarstwem. To była moja pasja, konkretny fach i sposób na życie. Wiedziałem, jak ciężką pracą budować coś od podstaw. Kiedy jednak zdecydowałem się na wyjazd do Polski, zabrałem ze sobą jedną walizkę, wielkie marzenia i zaledwie 300 euro w kieszeni. Nie znałem dobrze języka, nie miałem znajomości, gotowego planu na życie ani gwarancji, co przyniesie jutro. Rzeczywistość na miejscu okazała się znacznie trudniejsza, niż sobie wyobrażałem, ale miałem ze sobą coś najważniejszego: swoje doświadczenie, chęć do pracy i głębokie przekonanie, że własnymi rękami można zbudować lepszą przyszłość.
Początki w Warszawie były twardą szkołą życia. Każdy dzień stawiał nowe wyzwania. Przez lata pracowałem jako stolarz, później wszedłem w produkcję betonowych tralek, kolumn i balustrad. Z czasem założyłem własną firmę. Nie było łatwo — bywały momenty, kiedy brakowało klientów, kiedy trzeba było zawiesić działalność i wyjechać do innej pracy, żeby zarobić na dalszy rozwój i utrzymać płynność.
Nigdy jednak nie zrezygnowałem ze swojego celu. Przełomem okazał się pomysł na produkcję betonowych figurek ogrodowych. Zacząłem skromnie, od kilkudziesięciu używanych form i wyjazdów na targi. Dzisiaj moja marka współpracuje z klientami indywidualnymi, sklepami ogrodniczymi i odbiorcami hurtowymi. To wszystko powstało krok po kroku, bez kredytów, dzięki wytrwałości, uczciwości i konsekwencji.
Napisałem tę książkę nie po to, by chwalić się sukcesem. To nie jest podręcznik napisany przez profesora czy teoretyka z uniwersytetu. To historia człowieka, który przez całe życie pracował własnymi rękami. Wiem, jak to jest przyjechać do obcego kraju i zaczynać od absolutnego zera. Wiem, jak to jest martwić się o jutro, ale wiem też, jak wygląda pełna droga od pierwszej wypłaty na etacie do własnego, stabilnego biznesu.
Na tych stronach dzielę się swoimi doświadczeniami, błędami i porażkami, ale przede wszystkim praktycznymi rozwiązaniami, które sprawdziły się w boju. Opowiem Ci o technologii produkcji figurek z białego cementu, o kulisach handlu na targach, budowaniu relacji z klientami, mądrym inwestowaniu zarobionych pieniędzy i prowadzeniu firmy na własnych zasadach.
Nie twierdzę, że moja droga jest jedyną właściwą, ale chcę Ci pokazać jedno: nie musisz być bogaty ani idealny, żeby zacząć. Trzeba po prostu mieć odwagę zrobić pierwszy krok.
Jeśli po przeczytaniu tej książki choć jedna osoba uwierzy w swoje możliwości, podejmie decyzję i zmieni swoje życie, uznam, że warto było spisać tę historię.
Zapraszam Cię do mojego świata. Twoja własna droga zaczyna się właśnie teraz.
Jak to się wszystko zaczęło?
Po przyjeździe do Warszawy szybko znalazłem pracę w stolarni, która zajmowała się produkcją mebli z litego drewna. Nie bałem się ciężkiej pracy — stolarstwo znałem od wielu lat, dlatego od pierwszego dnia starałem się pokazać, że można na mnie liczyć.
Mój pierwszy dzień w Polsce zapamiętałem z jeszcze jednego powodu. Zepsuł mi się telefon. Musiałem wymienić euro na złotówki i kupić najprostszy telefon z klawiaturą. Nie było mnie wtedy stać na nic lepszego. Był 2012 rok i każdy wydany grosz miał dla mnie ogromne znaczenie.
Mimo tych trudności nie narzekałem. Wiedziałem, że to dopiero początek. Każdy dzień był kolejnym krokiem do zbudowania nowego życia. Wierzyłem, że ciężką pracą i cierpliwością osiągnę cel, który sobie wyznaczyłem.
Pracowałem w stolarni przez pół roku. W tym czasie zdobyłem nowe doświadczenie i uważnie obserwowałem, jak funkcjonuje ta branża w Polsce.
Po sześciu miesiącach zrozumiałem, że aby odnieść sukces w stolarstwie, nie wystarczą tylko umiejętności i chęci do pracy. Potrzebne są nowoczesne maszyny, odpowiedni warsztat, zaufani pracownicy oraz duży kapitał. Często trzeba także korzystać z kredytów i podejmować ryzyko związane z prowadzeniem własnej firmy.
Wiedziałem, że mając w kieszeni zaledwie 300 euro, nie jestem jeszcze gotowy na taką inwestycję. Musiałem znaleźć inną drogę. Nie zrezygnowałem ze swoich marzeń, ale postanowiłem zrobić krok w innym kierunku — takim, który pozwoli mi zacząć od zera i stopniowo budować swoją przyszłość.
Każdego dnia, jadąc do pracy, po drodze mijałem zakład produkcyjny. Zawsze zwracałem uwagę na to, co się tam działo. Widziałem, jak pracownicy produkowali betonowe rury i inne elementy z betonu. Z początku tylko się temu przyglądałem, ale z czasem moja ciekawość była coraz większa.
Pewnego dnia porozmawiałem z jednym z pracowników. Opowiedział mi o pracy i o zarobkach. Byłem zaskoczony. W 2012 roku stawka wynosiła około 15 zł za godzinę. To były bardzo dobre pieniądze.
Dla porównania, jako stolarz zarabiałem 12 zł za godzinę, a zwykły pracownik w wielu firmach otrzymywał około 10 zł za godzinę.
To dało mi do myślenia. Zacząłem zastanawiać się, dlaczego praca przy produkcji betonu jest lepiej wynagradzana i jakie możliwości daje ta branża. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że właśnie ten moment zmieni kierunek mojego życia.
Nie czekałem długo. Postanowiłem pójść do tej firmy i porozmawiać z właścicielem. Powiedziałem, że mam doświadczenie w pracy fizycznej, nie boję się nowych wyzwań i jestem gotów szybko się uczyć.
Po rozmowie dostałem pracę.
Okazało się, że firma nie produkowała betonowych rur, jak wcześniej myślałem. Specjalizowała się w produkcji elementów architektury ogrodowej i budowlanej: kolumn, tralek, balustrad, donic oraz innych wyrobów z betonu.
Był to dla mnie zupełnie nowy świat. Każdego dnia poznawałem nowe technologie, uczyłem się przygotowywania form, mieszania betonu i całego procesu produkcji. Zrozumiałem, że beton to materiał, z którego można stworzyć nie tylko fundamenty czy ściany, ale również piękne i trwałe elementy dekoracyjne.
Nie przypuszczałem wtedy, że właśnie ta praca stanie się początkiem mojej nowej drogi zawodowej.
Pracowałem z pełnym zaangażowaniem. Każdego dnia starałem się wykonywać swoje obowiązki jak najlepiej i szybko uczyłem się nowych rzeczy.
Po dwóch tygodniach właściciel poprosił mnie do siebie. Powiedział:
— Sergij, jesteś bardzo dobrym pracownikiem. Widzę, że jesteś pracowity i odpowiedzialny. Niestety muszę cię zwolnić.
Byłem zaskoczony. Zapytałem, dlaczego.
Odpowiedział:
— Moi stali pracownicy sezonowi wrócili do pracy. Współpracuję z nimi od ponad dwudziestu lat i nie mogę ich zostawić bez zatrudnienia. Mam nadzieję, że mnie zrozumiesz.
Nie miałem do niego żalu. Rozumiałem jego decyzję. Podziękowałem za szansę i odszedłem z podniesioną głową. Ta sytuacja nauczyła mnie, że w życiu nie wszystko zależy od naszej pracy i zaangażowania. Czasami okoliczności są silniejsze od nas. Najważniejsze jest jednak to, aby się nie poddawać i szukać kolejnej szansy.
Choć zostałem zwolniony, nie zapomniałem o tej firmie. Przez dwa tygodnie zdążyłem poznać proces produkcji i zrozumiałem, jak działa ta branża. Wiedziałem już, że właśnie z betonem chcę związać swoją przyszłość.
Od razu zapytałem właściciela, czy jego syn założył nową firmę produkującą podobne wyroby betonowe.
— Słyszałem, że pana syn założył własną firmę produkującą podobne wyroby z betonu. Czy szuka pracowników?
Spojrzał na mnie i odpowiedział:
— Tak, możesz do niego pójść. Ale o wszystkim zdecyduje on. Jeśli powie „tak”, będziesz u niego pracował.
Nie zastanawiałem się ani chwili. syn był na miejscu. Tego samego dnia dostałem pracę. Wiedziałem, że to może być moja kolejna szansa. Byłem gotowy udowodnić, że potrafię ciężko pracować i szybko się uczyć.
Pomyślałem, że to może być dla mnie kolejna szansa. Nie bałem się zaczynać od nowa. Każde doświadczenie traktowałem jak lekcję, a każda zamknięta droga prowadziła mnie do następnej. Czasami właśnie jeden krok i jedna rozmowa mogą zmienić całe życie.
Następnego dnia od samego rana rozpoczęły się przygotowania do wyjazdu. Ładowaliśmy na tira wszystkie potrzebne narzędzia, formy oraz gotowe wyroby — kolumny, tralki, balustrady i donice. Wszystko miało trafić na nowy teren i jednocześnie stanowić reklamę.
Okazało się, że jedziemy do innego miasta, oddalonego o około 300 kilometrów od Warszawy. Dla mnie była to kolejna nowa przygoda. Nie wiedziałem jeszcze, co mnie tam czeka, ale byłem gotowy na każde wyzwanie.
Podczas podróży myślałem o tym, jak szybko zmieniło się moje życie. Jeszcze kilka tygodni wcześniej byłem stolarzem, a teraz jechałem montować betonowe elementy i poznawać zupełnie nową branżę. Czułem, że uczę się czegoś, co w przyszłości może okazać się bardzo ważne.
Przez kolejne dwa tygodnie pracowałem razem z ekipą z Warszawy. Byli to doświadczeni i życzliwi ludzie. Przyjęli mnie dobrze, a ja starałem się dawać z siebie wszystko.
W tym czasie wykonaliśmy całą zaplanowaną pracę. Zamontowaliśmy kolumny, tralki, balustrady i pozostałe elementy betonowe. Na zakończenie przygotowaliśmy również ekspozycję z naszych wyrobów, która miała służyć jako reklama firmy i przyciągać nowych klientów.
Po zakończeniu prac ekipa wróciła do Warszawy. Ja postanowiłem porozmawiać z synem właściciela. Powiedziałem, że chciałbym zostać i pracować u niego na stałe. Docenił moje zaangażowanie i odpowiedział:
— Dobrze, zostajesz. Od dziś będziesz pracował w mojej firmie.
Byłem bardzo szczęśliwy. Po raz pierwszy od przyjazdu do Polski poczułem, że znalazłem swoje miejsce. Nie wiedziałem jeszcze, że ta decyzja będzie miała ogromny wpływ na moje dalsze życie i przyszłość.
Tak wyglądało moje życie przez następne miesiące. Pracowałem przez miesiąc lub półtora przy produkcji i montażu wyrobów betonowych. Kiedy kończyliśmy zlecenie i przygotowywaliśmy odpowiednią ilość towaru, wracaliśmy do Warszawy.
Otworzyłem działalność gospodarczą. Sprzedawałem owoce i warzywa na targach w Warszawie. Gdy kończyła się praca przy produkcji betonu, zajmowałem się handlem.
Po miesiącu lub półtora znów wracaliśmy do produkcji wyrobów betonowych. Przygotowywaliśmy nowe zamówienia, wyjeżdżaliśmy na kolejne realizacje, a po ich zakończeniu ponownie wracaliśmy do Warszawy.
Ten rytm powtarzał się przez dłuższy czas. Dzięki temu zdobywałem coraz większe doświadczenie. Uczyłem się nie tylko produkcji betonu i montażu, ale także obserwowałem, jak prowadzi się własną działalność, jak rozmawia się z klientami i jak organizuje pracę. Każdy dzień był dla mnie cenną lekcją przedsiębiorczości.
Tak minęły dwa lata. Pracowałem, zdobywałem doświadczenie i z każdym miesiącem coraz lepiej poznawałem branżę betonową.
Pewnego dnia rozmawiałem z moim młodym szefem. W trakcie rozmowy powiedział mi coś, czego nigdy nie zapomnę.
— Wiesz — powiedział — kiedy zakładałem firmę, mój ojciec dał mi jedną radę. Powiedział: „Jeśli chcesz mieć pieniądze, pracuj w betonie. Rób wyroby betonowe. Będziesz miał wszystko. Wybudujesz dom i nigdy niczego Ci nie zabraknie.”
Te słowa zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Nie były to tylko zwykłe zdania. Wypowiedział je człowiek, który przez wiele lat prowadził firmę i wiedział, o czym mówi.
Od tamtej chwili coraz częściej myślałem o swojej przyszłości. Zrozumiałem, że beton może być nie tylko moją pracą, ale także drogą do spełnienia marzeń i zbudowania własnego życia.
Słowa, które usłyszałem od mojego szefa, nie dawały mi spokoju. Myślałem o nich każdego dnia. Zrozumiałem, że jeśli chcę kiedyś osiągnąć sukces, muszę zacząć budować coś własnego.
Nie wydawałem pieniędzy na zbędne rzeczy. Każdą zarobioną złotówkę odkładałem i inwestowałem w przyszły biznes. Kupowałem potrzebne narzędzia i materiały. Wieczorami oraz w wolnym czasie sam wykonywałem formy do produkcji wyrobów betonowych. Przygotowywałem się krok po kroku, bo wiedziałem, że bez solidnych podstaw nie da się zbudować stabilnej firmy.
Równocześnie szukałem odpowiedniego miejsca do wynajęcia. Chciałem znaleźć halę lub plac, gdzie będę mógł rozpocząć produkcję. Nie było to łatwe, ale nie traciłem wiary.
Po paru miesiącach przygotowań powiedziałem sobie: „To jest ten moment. Czas zacząć.”
Nie wiedziałem, czy odniosę sukces. Wiedziałem tylko jedno — jeśli nie spróbuję, przez całe życie będę się zastanawiał, co by było, gdybym miał odwagę zrobić pierwszy krok.
W końcu znalazłem miejsce do wynajęcia. Znajdowało się około 300 kilometrów od Warszawy, ale odległość nie miała dla mnie znaczenia. Liczyło się to, że mogłem rozpocząć własną działalność.
Przyjechałem na miejsce i od razu zabrałem się do pracy. Kupiłem betoniarkę oraz paletę cementu. Miałem już przygotowane własne formy, które wcześniej wykonywałem wieczorami i w wolnym czasie.
To był początek mojej firmy. Nie miałem nowoczesnych maszyn ani dużego kapitału. Nie zatrudniałem pracowników. Byłem sam, ale miałem coś znacznie cenniejszego — doświadczenie, wiarę w siebie i ogromną determinację.
Patrząc na betoniarkę i pierwszą paletę cementu, pomyślałem: „Od dziś pracuję na własne nazwisko. Wszystko zależy ode mnie.”
To był jeden z najważniejszych dni w moim życiu. Właśnie wtedy marzenie zaczęło stawać się rzeczywistością.
Od pierwszego dnia pracowałem od świtu do późnego wieczora. Sam przygotowywałem mieszankę betonową, zalewałem formy, rozformowywałem gotowe wyroby i dbałem o ich jakość. Produkowałem kolumny, tralki, balustrady oraz inne elementy betonowe.
Wiedziałem jednak, że sam dobry produkt nie wystarczy. Klienci muszą najpierw dowiedzieć się o mojej firmie. Dlatego postanowiłem zainwestować w stronę internetową. Był to dla mnie duży wydatek, ale potraktowałem go jako inwestycję w przyszłość.
Na stronie pokazałem zdjęcia swoich wyrobów i zamieściłem dane kontaktowe. Wierzyłem, że prędzej czy później klienci zaczną do mnie dzwonić.
Każdego dnia patrzyłem na gotowe produkty i powtarzałem sobie, że sukces nie przychodzi z dnia na dzień. Buduje się go cierpliwością, ciężką pracą i odwagą do podejmowania decyzji. To była dopiero pierwsza cegła w fundamencie mojej firmy.
Dlaczego napisałem tą książkę
Dziś, po czternastu latach od przyjazdu do Polski w wieku 45 lat z 300 euro w kieszeni, mogę powiedzieć, że było warto.
Kupiłem własną działkę. Wybudowałem dwa niewielkie domy, każdy o powierzchni 65 metrów kwadratowych. Jeden z nich jest już wynajęty, a drugi jest praktycznie ukończony i wkrótce również będzie gotowy do zamieszkania.
Patrzę na to z ogromną satysfakcją. To nie jest efekt szczęścia ani przypadku. To rezultat wielu lat ciężkiej pracy, wyrzeczeń, nauki i odwagi, by zaczynać od zera.
Kiedy przyjechałem do Warszawy, miałem tylko marzenia, doświadczenie i 300 euro w kieszeni. Dziś mam własną firmę, własne domy i przede wszystkim świadomość, że wszystko, co osiągnąłem, zbudowałem własnymi rękami.
Jeśli moja historia nauczy Cię jednej rzeczy, niech będzie to ta: nie ma znaczenia, skąd zaczynasz. Liczy się to, dokąd zmierzasz i czy każdego dnia robisz choć jeden krok w stronę swoich marzeń.
To jest mój sukces. I wierzę, że każdy człowiek może zbudować swój własny „Świat Betonu” — nie tylko z cementu, ale przede wszystkim z odwagi, wytrwałości i ciężkiej pracy.
Dziś jeszcze lepiej rozumiem ludzi, którzy — tak jak ja kiedyś — przyjechali do obcego kraju. Zostawili swoje domy, rodziny i całe dotychczasowe życie. Wielu z nich przyjechało z nadzieją na lepszą przyszłość, często nie mając prawie żadnych pieniędzy.
Wiem, jak to jest zaczynać od zera. Wiem, jak to jest pracować dla kogoś za niewielkie wynagrodzenie tylko po to, żeby przeżyć i zapewnić rodzinie lepsze jutro. To nie jest łatwe życie. Wymaga odwagi, cierpliwości i ogromnego wysiłku.
Dlatego nikogo nie oceniam. Każdy niesie swój własny ciężar i walczy o swoje marzenia na swój sposób.
Jeżeli jesteś dziś na początku swojej drogi, pamiętaj, że obecna sytuacja nie musi decydować o całym Twoim życiu. To, gdzie jesteś dzisiaj, nie oznacza, że tam będziesz za pięć czy dziesięć lat.
Ja przyjechałem do Polski z 300 euro w kieszeni. Dziś patrzę na swoją drogę z dumą i wdzięcznością. Skoro mnie się udało, wierzę, że Tobie również może się udać — jeśli nie zabraknie Ci wiary, cierpliwości i ciężkiej pracy.
Właśnie dlatego napisałem tę książkę.
Nie po to, żeby chwalić się swoim życiem ani opowiadać o sukcesach. Napisałem ją po to, aby dodać odwagi ludziom, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji i myślą, że wszystko stracone.
Chcę pokazać, że zawsze można zacząć od nowa. Nie ma znaczenia, ile masz lat, z jakiego kraju pochodzisz ani ile pieniędzy masz w kieszeni. Najważniejsze jest to, aby uwierzyć w siebie, ciężko pracować i nie poddawać się po pierwszej porażce.
Mam nadzieję, że ta książka będzie dla Ciebie nie tylko historią mojego życia, ale także praktyczną pomocą i inspiracją. Chcę podzielić się doświadczeniem, błędami, które popełniłem, oraz decyzjami, które pomogły mi zbudować nowe życie.
Jeśli choć jedna osoba po przeczytaniu tej książki odważy się zrobić pierwszy krok i uwierzy, że może zacząć od nowa, to znaczy, że warto było ją napisać.
Życzę Ci odwagi, wytrwałości i wiary w siebie. Pamiętaj — każde wielkie osiągnięcie zaczyna się od jednego małego kroku.
Rozdział 1. Od czego zacząć?
Pierwsza sprzedaż na targu
Przez następne dwa lata moja firma rozwijała się coraz lepiej. Produkowałem kolumny, tralki i inne elementy betonowe, ale szybko zrozumiałem, że największą wartość ma również montaż.
Realizowaliśmy zlecenia od początku do końca — od wykonania wyrobów aż po ich profesjonalny montaż u klienta. Montowaliśmy kolumny, balustrady i inne elementy architektoniczne. Klienci byli zadowoleni, polecali nas kolejnym osobom, a pracy było coraz więcej.
Sam nie byłem już w stanie wszystkiego wykonać, dlatego zatrudniłem pierwszego pracownika do pomocy. Razem wykonywaliśmy kolejne zlecenia, a firma zaczęła się rozwijać. To był czas ciężkiej pracy, ale także czas, w którym zobaczyłem, że podjąłem właściwą decyzję.
Wtedy zrozumiałem jeszcze jedną ważną rzecz. Dobrze wykonany produkt jest bardzo ważny, ale jeszcze większe znaczenie ma profesjonalny montaż. To właśnie za wiedzę, doświadczenie i odpowiedzialność klient jest gotów dobrze zapłacić.
Przez około dwa lata firma rozwijała się bardzo dobrze. Działalność rozpocząłem w maju 2015 roku. Produkowaliśmy kolumny, tralki i balustrady, a także zajmowaliśmy się ich montażem. Pracy nie brakowało, a zlecenia przychodziły jedno po drugim.
W 2017 roku sytuacja zaczęła się jednak zmieniać. Zauważyłem, że zamówień jest coraz mniej. Na rynku pojawił się chwilowy zastój i coraz trudniej było zdobywać nowych klientów.
To był moment, w którym musiałem ponownie się zastanowić, co robić dalej. Wiedziałem już z własnego doświadczenia, że w biznesie nie można liczyć na to, że zawsze będzie tak samo dobrze. Trzeba obserwować rynek, wyciągać wnioski i szukać nowych możliwości.
Nie potraktowałem tego jako porażki. Uznałem to za kolejny etap mojej drogi i kolejną lekcję przedsiębiorczości.
Nie zamierzałem rezygnować z betonu. Wiedziałem, że ta branża ma ogromny potencjał. Musiałem tylko znaleźć nowy pomysł.
Zacząłem interesować się figurami ogrodowymi. Pojechałem do firmy, która produkowała formy do wyrobów betonowych — silikonowe, lateksowe i z żywicy. Były bardzo dobrej jakości, ale ich ceny były dla mnie zbyt wysokie. Na początku nie mogłem sobie pozwolić na taki wydatek.
Postanowiłem więc poszukać tańszego rozwiązania. Po pewnym czasie znalazłem używane formy. Kupiłem je za około 50 zł za sztukę. Były wśród nich krasnale ogrodowe, zwierzęta oraz inne dekoracje.
Łącznie kupiłem 37 form.
Dla wielu osób były to stare, używane formy. Dla mnie były początkiem nowego etapu. Widziałem w nich nie koszt, lecz szansę na rozwój firmy i zdobycie nowych klientów.
Jeszcze nie wiedziałem, że ta decyzja ponownie odmieni moje życie.
Kiedy miałem już formy, zabrałem się do pracy. Wykonałem około 40 figurek ogrodowych. Każdą z nich przygotowywałem z dużą starannością, bo wiedziałem, że od ich jakości zależy, czy klienci do mnie wrócą.
Nadszedł dzień pierwszej sprzedaży. Pojechałem na targowisko w niewielkim miasteczku. Nie znałem nikogo i nikt nie znał mnie. Organizator znalazł dla mnie małe miejsce na samym końcu targu.
Rozstawiłem swoje figurki i czekałem na pierwszych klientów.
To był dzień, którego nigdy nie zapomnę.
Sprzedałem tyle, że wróciłem do domu z 400 złotymi. W tamtym czasie były to dla mnie duże pieniądze. Żeby zarobić taką kwotę jako pracownik, musiałbym pracować pięć albo sześć dni.
Wtedy zrozumiałem, że podjąłem dobrą decyzję. Zobaczyłem, że ludzie chcą kupować moje wyroby i że przede mną otwierają się nowe możliwości. To dało mi jeszcze większą motywację do dalszej pracy.
Reinwestycje w biznes od pierwszego dnia
Od tego dnia wszystko zaczęło się rozwijać. Zacząłem jeździć na targi, giełdy i bazary w różnych miejscowościach. Z każdym wyjazdem poznawałem nowych klientów i coraz lepiej rozumiałem, czego szuka rynek.
Pierwsze zarobione pieniądze od razu inwestowałem z powrotem w firmę. Kupowałem nowe formy, tym razem już nowe, aby poszerzyć ofertę. Z każdym miesiącem miałem coraz więcej wzorów figurek ogrodowych i dekoracji betonowych.
Pracy przybywało tak szybko, że nie byłem już w stanie wszystkiego robić sam. Zatrudniłem dwóch pracowników. Po pewnym czasie okazało się, że to nadal za mało, więc przyjąłem do pracy kolejnych dwóch.
Firma rozwijała się z miesiąca na miesiąc. To był dowód na to, że warto inwestować zarobione pieniądze, słuchać klientów i nie bać się zmian.
Wtedy zrozumiałem jeszcze jedną ważną zasadę prowadzenia biznesu: kiedy firma zaczyna przynosić zyski, nie należy wydawać wszystkiego na własne potrzeby. Najpierw trzeba inwestować w rozwój, bo to właśnie rozwój daje szansę na jeszcze większy sukces.
Jednocześnie nie zrezygnowałem z tego, od czego zaczynałem. Nadal produkowaliśmy kolumny, tralki i balustrady oraz wykonywaliśmy ich montaż.
Firma rozwijała się w dwóch kierunkach. Z jednej strony produkowaliśmy figury ogrodowe i sprzedawaliśmy je na targach, giełdach i bazarach. Z drugiej strony realizowaliśmy zamówienia na elementy betonowe i ich montaż u klientów.
Pracy było bardzo dużo. Często od wczesnego rana do późnego wieczora nie było chwili odpoczynku. Każde nowe zlecenie dawało nam kolejne doświadczenie i pozwalało inwestować w rozwój firmy.
Patrząc na to z dzisiejszej perspektywy, wiem, że właśnie wtedy firma nabrała prawdziwego rozpędu. Ciężka praca, uczciwość wobec klientów i ciągłe inwestowanie sprawiły, że z roku na rok mogliśmy robić coraz więcej.
Dywersyfikacja działalności dała efekty
To okazało się jedną z najlepszych decyzji, jakie podjąłem.
Zrozumiałem, że nie można opierać firmy tylko na jednym rodzaju działalności. Zdarzało się, że brakowało dużych zleceń na kolumny, tralki czy balustrady. W takich okresach sprzedaż figur ogrodowych zapewniała firmie stały dochód. Każdego dnia przyjeżdżali klienci, kupowali nasze wyroby albo odbierali wcześniej złożone zamówienia.
Z czasem coraz więcej osób trafiało do naszej firmy. Na targach i giełdach poznawaliśmy nowych klientów. Pojawili się także odbiorcy hurtowi, którzy kupowali większe ilości towaru i dostarczali go do sklepów oraz swoich klientów.
Firma rozwijała się z roku na rok. To, co kiedyś zaczęło się od jednej betoniarki, kilku form i marzenia o lepszym życiu, stało się dobrze prosperującym przedsiębiorstwem.
Dziś firma nadal działa. Ja nie wykonuję już ciężkiej pracy fizycznej. Przez lata zbudowałem zespół ludzi, którym ufam. Największą odpowiedzialność za produkcję i codzienną pracę przejął mój zięć — młody, ambitny i pracowity człowiek. Jestem dumny, że mogę przekazywać swoje doświadczenie następnemu pokoleniu.
Dzisiaj moją rolą jest przede wszystkim planowanie, rozwijanie firmy i podejmowanie decyzji. To pokazuje, że ciężka praca z pierwszych lat nie poszła na marne. Dała mi możliwość zbudowania czegoś trwałego — firmy, która nadal się rozwija i daje pracę innym ludziom.
W następnym rozdziale