Bocian
Wielkie poruszenie w trawie —
bocian przyszedł na śniadanie!
Dziób czerwony, długie nogi —
małe żabki pełne trwogi.
Chociaż miały dziś zebranie,
zakończyły naradzanie
i w pośpiechu uciekają,
w gąszczu roślin się chowają.
Zieleń łąki je zasłania,
nasłuchują klekotania.
A on chodzi zamyślony,
rannym słońcem zachwycony!
Miło w trawie spacerować,
letnim dniem się rozkoszować.
I nie w głowie żab szukanie —
woli inne jeść śniadanie.
Pchełki
Zarządziła dzisiaj mama:
— Wykąpiecie psinkę z rana,
tylko zróbcie dużo piany,
żeby pchły pouciekały.
Alarm podniósł się na grzbiecie:
— To największa powódź w świecie!
Jeśli czegoś nie zrobimy,
zaraz się tu potopimy!
Zamoczone do połowy
łapią zestaw ratunkowy.
Prędko ponton nadmuchują
i do środka się pakują.
Woda burzy się i toczy,
coś zaczyna szczypać w oczy.
Skąd się wzięły te bąbelki?
Dość już mają pchły udręki!
Szampon pieni się obficie,
tutaj mają „pieskie życie”.
Więc tobołki zabierają,
innej psinki poszukają.
Spóźnione śniadanie
Raz ślimak zaprosił
żółwia na śniadanie —
chętnie przygotuje
jakieś smaczne danie.
Może młode listki
zalewane sosem?
Nakrywa do stołu
i mruczy pod nosem:
— Żółw jest dość powolny.
Zdążę ugotować
i miskę z jedzeniem
na czas przygotować.
A w tym czasie żółwik
w łóżku się przeciąga,
leniwie na zegar
wiszący spogląda.
— Czasu mam w nadmiarze,
ślimak opieszały.
Nim zrobi śniadanie,
zejdzie ranek cały.
Na zegarze ósma
dawno już minęła,
niespokojny ślimak
na żółwika czeka.
Wyszedł mu naprzeciw,
wypatruje w dali.
Gdzieś w połowie drogi
wreszcie się spotkali!
Żółw się zaczerwienił,
koledze tłumaczy:
— Żółw ma żółwie tempo,
ślimak się ślimaczy.
W naturze już mają
powolne działanie.
Doszli na kolację
zamiast na śniadanie!
Kto tak cyka?
Rano pieska obudziło
świergotanie obok budy.
Myślał, że to kwoki gdaczą,
zdenerwował się na kury.
Więc ujadał im okropnie,
aż się w końcu nadąsały.
Podreptały do kurnika,
lecz świergoty nie ustały.
Skąd dobiega to cykanie?
Piesek pędem wpadł do budy,
powyrzucał wszystkie rzeczy,
nawet kołdrę i poduchy.
Obwąchiwał każdą deskę,
w każdą szparę nos swój wpychał.
Nie mógł znaleźć winowajcy,
ze zmęczenia ledwo dychał.
A wieczorem, po porządkach,
gdy już leżał na kanapie,
świerszcz pomachał mu z komody,
gdzie ogrzewał się przy lampie.
Miś gapa
W wieżowcu osiem pięter,
miś na ostatnim mieszkał.
Gdy wracał z zakupami,
na drzwiach była karteczka:
NAPRAWA POTRWA TYDZIEŃ
AWARIĘ WINDY MAMY
ZA WSZYSTKIE UTRUDNIENIA
SERDECZNIE PRZEPRASZAMY
Po schodach misiu wchodzi,
zasapał się grubasek.
Przeszkadza mu sadełko
i kosz pełen kiełbasek.
Gdy dotarł do mieszkania,
rozpaczał, jak to będzie —
miś chudy być nie może,
a tuszy mu ubędzie!
Zmuszony był codziennie