E-book
9.56
drukowana A5
19.07
Od niechcenia

Bezpłatny fragment - Od niechcenia


Objętość:
65 str.
ISBN:
978-83-8126-471-6
E-book
za 9.56
drukowana A5
za 19.07

Zbyt wiele w wyobraźni

Chyba zbyt wiele sobie wyobrażałem

Chyba zbyt wiele nocy nie przespałem

Myślałem po zmroku, marzyłem za dnia

O historii łączącej małe serca dwa

W pełni swego szczęścia i złotej obrączce

Razem rozpaleni w miłosnej gorączce

Tak to widzę w głowie, w takim scenariuszu

Ale ty zakochana w jakimś tam Mariuszu

Za kilka wiadomości, za kilka twych uśmiechów

Gotów byłem spełnić bagaż pełen grzechów

Ale to nie prawda, za daleko zabrnąłem

Biegłem tak szybko ze aż się potknąłem

Tyle pytań na języku

Tyle słów na wiatr rzuconych

Tyle płaczu oraz krzyku

Gorzkich łez nie poskromionych

Taka słodka a nie śmiała

Nie odpowie na pytania

Czemu jednak mnie nie chciała?

Czemu nie chce zakochania?

Tego nigdy się nie dowiem

Tego nigdy nie odgadnę

Wnet zamilknę, nic nie powiem

Nawet gdy na dno upadnę

Za kare pokuta

Głęboko rozmyślam kim ostatnio się stałem

Myślę nad sensem mojego istnienia

Myślę o wszystkich których kochałem

Myślę też o tych których już nie ma

Marzę o dniu… Dniu zwycięstwa i spokoju

Marzę o jednej rzeczy która się nie spełni

Kiedy staniesz w drzwiach w śnieżnobiałym stroju

Przy blasku księżyca gdy będzie świecił w pełni

I tak z dnia na dzień szukam odpowiedzi

Dlaczego tak drogo przyszło mi zapłacić

Za kare pokuta, zadana przy spowiedzi

Zdobędę miłość życia, aby potem ją stracić

I będę cierpiał do końca swoich dni

Jak wszyscy ludzie którym nie pomogłem

Pisałem tylko wiersze atramentem z krwi

Nic więcej nie zrobiłem, dlatego ze nie mogłem

Na lodzie

Życie ma swój etap w którym tylko rani

Przy każdej okazji wciąż ci docina

I nie znajdziesz nigdzie żadnej przystani

Bo przeciwko tobie jest nawet rodzina

Czujesz się samotny, za ideałem stęskniony

Wszyscy dookoła swego zdania pewni

Przez najbliższych tobie okropnie skrzywdzony

Zawiedli cię bliscy, a najbardziej krewni

Wyrzucili cię na bruk, zostawili na lodzie

I teraz już nic nie masz do stracenia

Czy będziesz coś jadł, czy może żył w głodzie

Dla twojej rodziny to nie ma znaczenia

W wyobraźni

Łóżko, poduszka i wygodny ciepły koc

Myślami wraz z tobą w spowitą mrokiem noc

Inne problemy odeszły już stąd

Odpowiedzi szukam na mój głupi błąd

Widuje cię co dzień, adoruje marzeniami

Szukam twej uwagi różnymi sposobami

Lecz ty mnie nie widząc i nie słysząc głosu

Pogrążasz mój świat w otchłani chaosu

Zboczony z kursu mojego przeznaczenia

Odczuwam w sercu dreszcz zauroczenia

Mijam ciebie wzrokiem z żalem w swym umyśle

Spalony na starcie nic już nie wymyśle

I tak co dzień w moich myślach

Poprzez nić naszej przyjaźni

Wciąż przytulasz i całujesz

Usta w mojej wyobraźni

Do dziś Czuje smak namiętny

Choć na prawdę nie realny

To miłością przesiąknięty

W znacznym stopniu neutralny

I choć chciałbym tego więcej

Choć cię pragnę z całej siły

To zbyt słabe jest me serce

By pokochać jak twój były

Może kiedyś będziesz moja

Może kiedyś się poznamy

To już jakaś paranoja

Że przyszłości swej nie znamy

Znów powrócisz w sferę marzeń

Gdzie zostaniesz bardzo długo

Jak ocean pełny zdarzeń

Kryjąc dno, swą mętną smugą

Będę kochał całym sobą

Będę wciąż przy tobie blisko

Sercem zawsze będę z Tobą

Oraz zrobię dla nas wszystko

Ty też masz swoją wartość

Spoglądasz w lustro i kogo tam widzisz?

Dlaczego obrazu swojego się wstydzisz?

Nie możesz przecież tak łatwo się poddać

Nie możesz życia walkowerem oddać

Popatrz teraz na mnie. Spójrz głęboko w me oczy

Historia w nich zaklęta potrafi zaskoczyć

Nie jedną już łzę słoną zrodziły

Nie jedno szczęście ze mną dzieliły

Życie czasem bywa pokręconą fabułą

Czasem też dla innych jest one lekturą

Czytają je całe, a potem oceniają

Choć tak naprawdę dobrze nas nie znają

Nasza twarz to nie okładka, po niej się nie ocenia

Walcz o to co kochasz i o swoje marzenia

Wygnany w świat

Kroczysz sam, po wybojach dróg własnych

W nieznane zdążasz, nie obchodzi cię cel

Zmęczony marszem w warunkach nie jasnych

Przez całą ojczyznę, spod gór aż po Hel

Z tobołkiem na plecach wygnany w świat

Z opuszczoną głową, bezwładną z rozpaczy

Twojego szczęścia przekwitł już kwiat

I stałeś się nikim, już nic nie znaczysz

I nawet ciemnych ulic… Niczego się nie boisz

Wspominasz tylko te wszystkie piękne chwile

Na rozdrożu życia własnego teraz stoisz

Przestało cię cieszyć, przestało być miłe

Za plecami przeszłość, nie znane przed tobą

Świat runął w gruzach, musisz się wynosić

Tęsknisz za jedyna bliską ci osobą

Którą jako jedyną o wszystko możesz prosić

Serce z kamienia

Po co to wszystko? Po co to cierpienie?

Czy cieszy cię teraz moje utrapienie?

Czy czujesz się dumna łżąc mi w żywe oczy?

Czy obchodzi cię los jaki mną potoczy?

Co ze mną będzie? Gdzie się podzieje?

Czy na to ze kocham masz jeszcze nadzieje?

Niestety już do serca mego nie zapukasz

Słowami ze tęsknisz, już mnie nie oszukasz

Znikniesz na zawsze, potępiona w mej duszy

Serca z kamienia nic już nie wzruszy

Pryśniesz jak czar trwający nie długo

Pamięć po tobie pokryje gęstą smugą

Smuga goryczy pełnej rozpaczy

Lecz serce moje ci tego nie wybaczy

Odepchnie w cień, zamieni w nie istnienie

Postać twa odejdzie w głębokie zapomnienie

I lodem obłoży serce opuchnięte

Ciosami i ostrzem twoim dotknięte

By znów je ochłodzić a potem oblodzić

Byś już nigdy nie mogła, dusz naszych pogodzić

Rozstanie

Historia się zaczęła, gdy byłem z nią blisko

Skończyła natomiast, gdy straciłem wszystko

Wartość w moim życiu stanowiła ona

Piękna, Skromna i napalona

Gotowa na wszystko by dać mi co trzeba

Jej dotyk to mały kawałek nieba

Wspólne noce, wspólne dni

Całym światem była mi

14 lutego — dzień zakochanych

Dla mnie falą bólu i nocy nie przespanych

Dla niej najszczęśliwszy w tym jej skromnym życiu

Nowy chłopak, nowa miłość, a ja w bez użyciu

Usunąć się w cień, tyle mi zostało

Ale tej dziewczyny zapomnieć się nie dało

Na słowa „kocham” nie reagowała

Już kogoś innego w swych marzeniach miała

Wszystkie jej znajome ten fakt potwierdziły

Wszystkie „odpuść” mi mówiły

„Daj sobie spokój, usuń się”

„Daj jej żyć, nie łódź się”

Taka jest prawda. Okrutna i dotkliwa

Że moja miłość z innym jest szczęśliwa

Rachunek Sumienia

Staram się zmienić, lecz się nie udaje

Patrzę na siebie i nie wierzę kim się staje

Spoglądam w głąb siebie szukając odpowiedzi

By dowiedzieć się prawdy jak na świętej spowiedzi

Czy było warto? Czy dobrze postąpiłem?

Czy swoimi czynami nikogo nie zraniłem?

Czas odkryje błędy jakie popełniłem

Sumienie zaś krzywdy jakie wyrządziłem

Gdzie jest los którego potrzebuje?

Gdzie jest grzech za który pokutuję?

Każdego dnia dawałem ci tak wiele

A ty patrząc w oczy nazwałaś mnie „zerem”

Krótka miłość, wierszy stos

A rany w sercu nie zagoił los

Uczuć moc, emocji płomień

Gęste, słone łzy, zalewające skronie

Dzięki temu życie jest bardziej złożone

Rozum mądrzejszy, a serce skrzywdzone

Przyjaźń jest jak dobre wino

Nie idź za mną gdyż nie umiem prowadzić

Nie idź przede mną gdyż mogę zostać w tyle

Nie słuchaj plotek, że mogę cię zdradzić

Posłuchaj swego serca, chodź przez krótką chwile

Kim bym był bez przyjaciela?

Wymazanym snem z mych powiek

Jak wtorkowi jest niedziela

Tak odległy był mi człowiek

Jednak los sprawił, że cię poznałem

Zwykły przypadek. Zbieg okoliczności

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 9.56
drukowana A5
za 19.07