Prolog. Dlaczego zacząłem liczyć czas
Nie zacząłem od roku 2028. Nie zacząłem też od próby wyznaczenia daty końca świata. Najpierw było spotkanie z Chrystusem, potem coraz głębsze czytanie Biblii, a dopiero później pytanie, które z czasem przestało dawać mi spokój: czy Bóg pozostawił w Piśmie i historii strukturę czasu, którą można rozpoznać?
Moje nawrócenie poprzedziło wydarzenia 2020 roku o kilka miesięcy. Kiedy świat wszedł w pandemię, głosiłem Ewangelię na ulicach Warszawy. Ludzie, którzy jeszcze niedawno nie chcieli rozmawiać o Bogu, nagle pytali o śmierć, przyszłość i sens. Widziałem, jak kryzys potrafi otworzyć człowieka na pytania, które w spokojnych czasach łatwo odsuwa się na później. To doświadczenie zostawiło we mnie przekonanie, że eschatologia nie może być religijną fascynacją katastrofą. Jeśli czas jest krótki, właściwą odpowiedzią Kościoła jest przede wszystkim Ewangelia.
W 2023 roku podczas modlitwy zrodziło się we mnie mocne przekonanie o zadaniu misyjnym: budowaniu ludzi, wspólnot i narzędzi zdolnych nieść Ewangelię Królestwa dalej, niż mógłby to zrobić jeden człowiek. Nie traktuję tego osobistego doświadczenia jako dowodu dla czytelnika. Stało się ono raczej impulsem do badania Pisma, historii i chronologii. Pytania duchowe zaczęły prowadzić mnie do bardzo konkretnych danych.
Pierwszym była data narodzenia Jezusa. Powszechny kalendarz nie rozpoczyna się dokładnie od roku Jego narodzin. Jeżeli Herod Wielki zmarł przed Paschą 4 r. p.n.e., Jezus musiał urodzić się wcześniej. Na niebie 7 r. p.n.e. wydarzyła się potrójna koniunkcja Jowisza i Saturna, która od czasów Johannesa Keplera należy do najpoważniej dyskutowanych hipotez Gwiazdy Betlejemskiej. Potem pojawiły się kolejne punkty: piętnasty rok Tyberiusza, czterdzieści sześć lat przebudowy Świątyni, wiek Jezusa określony przez Łukasza jako „około trzydziestu lat” oraz starożytny spór o długość Jego publicznej służby.
Z tych danych zaczęła wyłaniać się sekwencja: 7 r. p.n.e. — narodzenie, około 27 r. n.e. — początek działalności, okolice 28 r. n.e. — Pascha i Krzyż. Wtedy spojrzałem na pierwsze zdanie hebrajskiej Biblii:
„Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię.”
(Rdz 1:1, UBG)
W tekście masoreckim jest to siedem słów i dwadzieścia osiem liter. 7 i 28. Samo podobieństwo liczb nie tworzy chronologii. Chronologia pojawiła się wcześniej. Dopiero potem pierwsze zdanie Biblii zaczęło wyglądać jak niezwykła klamra.
Następnie przyszła liczba 1948. W tradycyjnej chronologii żydowskiej Abraham rodzi się w roku 1948 od stworzenia świata. W roku 1948 naszej ery powstaje Państwo Izrael. Ezechiel opisuje rozproszony dom Izraela, który zostaje zgromadzony i przyprowadzony do swojej ziemi. Jezus mówi o figowcu wypuszczającym liście i o pokoleniu, które „nie przeminie”. Psalm 90 podaje siedemdziesiąt lat i — w szczególnej sile — osiemdziesiąt. 1948 +80 = 2028.
Druga linia prowadzi od Krzyża. Psalm 90 i 2 List Piotra zestawiają tysiąc lat z jednym dniem, a Ozeasz mówi o ożywieniu „po dwóch dniach”. Jeżeli Pascha Chrystusa przypada w 28 r. n.e., dwa tysiące lat prowadzą ponownie do 2028 roku.
Wtedy 2028 przestał być dla mnie pojedynczą liczbą, a stał się punktem przecięcia kilku linii. Nie próbuję wyznaczać dnia ani godziny powrotu Chrystusa. Chcę pokazać te zegary możliwie prosto i zapytać, czy razem wskazują sezon, którego Kościół nie powinien zlekceważyć.
„A ta ewangelia królestwa będzie głoszona po całym świecie na świadectwo wszystkim narodom. I wtedy przyjdzie koniec.”
(Mt 24:14, UBG)
Dlatego ostatecznym tematem tej książki nie jest data. Jest nim Król, który przychodzi, i żniwo, które ma zostać zebrane przed Jego powrotem.
Rozdział 1. Gwiazda, która wskazuje na 7 rok p.n.e.
Rok 7 p.n.e. nie pojawił się w tej książce dlatego, że pasuje do roku 2028. Jest dokładnie odwrotnie. Najpierw trzeba ustalić możliwy czas narodzenia Jezusa, nie wiedząc jeszcze, dokąd doprowadzi nas dalsza chronologia. Ewangelia Mateusza daje pierwszą i bardzo konkretną granicę:
„A gdy Jezus urodził się w Betlejem w Judei za dni króla Heroda, oto mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy”.
(Mt 2:1, UBG)
Jezus urodził się za życia Heroda Wielkiego. To oznacza, że popularny rok 1 naszej ery od początku staje się problematyczny. Jeżeli przyjmiemy najczęściej stosowaną chronologię śmierci Heroda, król zmarł w 4 r. p.n.e. Narodziny Jezusa muszą więc zostać przesunięte przynajmniej kilka lat wstecz. Ale Mateusz zostawia jeszcze jeden ślad. Nie na ziemi. Na niebie.
„Gdzież jest ten król Żydów, który się urodził? Widzieliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przyjechaliśmy, aby oddać mu pokłon”.
(Mt 2:2, UBG)
Mędrcy nie przyjechali do Judei dlatego, że przeczytali ogłoszenie o narodzinach dziecka w Betlejem. Zobaczyli zjawisko, które zinterpretowali jako znak narodzenia króla Żydów. I właśnie tutaj astronomia zaczyna mówić.
Niebo roku 7 p.n.e.
W 7 r. p.n.e. Jowisz i Saturn spotkały się na niebie nie raz, lecz trzykrotnie. Według współczesnych obliczeń koniunkcje nastąpiły około: 27 maja, 6 października, 1 grudnia 7 r. p.n.e. Wszystkie trzy wystąpiły w obrębie gwiazdozbioru Ryb. Nie jest to współczesna próba dopasowania komputerowej symulacji do Ewangelii. Astronomiczne wystąpienie tej potrójnej koniunkcji jest dobrze udokumentowane; badanie A. J. Sachsa i C. B. F. Walkera opublikowane w czasopiśmie Iraq podaje właśnie te trzy daty na podstawie nowoczesnych obliczeń. Zwykłe wielkie koniunkcje Jowisza i Saturna powtarzają się średnio co niespełna dwadzieścia lat. Potrójna koniunkcja jest czymś innym. Dochodzi do niej wskutek pozornego ruchu wstecznego planet widzianych z Ziemi: Jowisz zbliża się do Saturna, mija go, następnie wskutek retrogradacji pozornie zawraca, spotyka go ponownie i po zmianie kierunku dochodzi do trzeciego spotkania. W 7 r. p.n.e. obserwator nie zobaczył więc jednego krótkiego błysku. Przez wiele miesięcy oglądał niezwykły układ dwóch jasnych planet, które wielokrotnie zbliżały się do siebie w tej samej części nieba.
To ma znaczenie dla tekstu Mateusza. Herod nie pyta mędrców jedynie, co zobaczyli. Pyta ich o czas.
„Wtedy Herod wezwał potajemnie mędrców i dowiadywał się dokładnie o czas ukazania się gwiazdy”.
(Mt 2:7, UBG)
Nie mamy więc w Ewangelii wyłącznie punktowego wydarzenia astronomicznego. Mamy zjawisko posiadające określony czas pojawienia się, który dla Heroda był na tyle ważny, że później wykorzystał uzyskaną informację przy ustalaniu wieku dzieci, które chciał zgładzić. Potrójna koniunkcja z 7 r. p.n.e. dobrze pasuje do takiego obrazu, ponieważ nie była zdarzeniem trwającym kilka minut. Była procesem rozciągniętym na miesiące.
Kepler patrzy wstecz
Na początku XVII wieku do tej samej zagadki doszedł Johannes Kepler. W grudniu 1603 roku obserwował w Pradze koniunkcję Jowisza i Saturna. W następnym roku w tej części nieba pojawiła się niezwykle jasna „nowa gwiazda” — zjawisko, które dzisiaj znamy jako supernową z 1604 roku, nazywaną również Gwiazdą Keplera. Zainteresowany układem planet Kepler zaczął obliczać wcześniejsze wielkie koniunkcje i dotarł do czasów narodzenia Chrystusa. Odkrył, że w 7 r. p.n.e. Jowisz i Saturn utworzyły potrójną koniunkcję, a wkrótce potem w ich pobliżu znalazł się także Mars. Warto tutaj być dokładnym, ponieważ popularne opracowania często upraszczają pogląd Keplera. Nie sprowadzał on całej sprawy do zdania: „Jowisz i Saturn były Gwiazdą Betlejemską”. Jego rozumowanie było bardziej złożone. Doświadczenie z lat 1603—1604 skłoniło go do przypuszczenia, że podobny układ planet w czasach Jezusa mógł być związany z pojawieniem się niezwykłej gwiazdy. Niezależnie od tego, czy przyjmiemy jego interpretację fizyczną, jego obliczenie dotyczące potrójnej koniunkcji 7 r. p.n.e. zostało potwierdzone przez późniejszą astronomię.
Jeszcze ciekawszy jest fakt, że niebo tego okresu nie było nieznane astronomom Wschodu. Zachował się babiloński almanach astronomiczny dotyczący lat 7/6 p.n.e., pokazujący, że ruchy planet były obserwowane i obliczane przez ludzi należących do właśnie tej tradycji astronomicznej, z której mogli wywodzić się Mateuszowi magoi. Mateusz nazywa przybyszów:
μάγοι — magoi.
Nie pisze, że było ich trzech. Nie nazywa ich również trzema królami. Liczba trzy weszła do tradycji przede wszystkim poprzez trzy rodzaje darów: złoto, kadzidło i mirrę. Sam tekst przedstawia ich jako mędrców przychodzących ze Wschodu. Byli więc ludźmi, którzy patrzyli w niebo i przypisywali obserwowanym zjawiskom znaczenie. I zobaczyli coś, co skłoniło ich do wyruszenia w podróż. Nie powiedzieli Herodowi:
„Widzieliśmy interesujące planety”.
Powiedzieli: urodził się król Żydów.
Gwiazda nie musiała wyglądać jak światło z bożonarodzeniowej kartki
Tu pojawia się ważny problem. Kiedy współczesny człowiek słyszy „Gwiazda Betlejemska”, często wyobraża sobie ogromny, niezwykle jasny obiekt zawieszony bezpośrednio nad stajenką. Mateusz nie daje nam takiego obrazu. Najpierw mędrcy widzą gwiazdę na Wschodzie i na podstawie jej znaczenia wyruszają w drogę. Kiedy przybywają do Judei, nie jadą od razu do Betlejem. Jadą do Jerozolimy. To logiczne. Jeżeli narodził się „król Żydów”, gdzie należy go szukać? W stolicy. Na dworze królewskim. Dopiero w Jerozolimie Herod zwołuje naczelnych kapłanów i nauczycieli ludu i pyta ich, gdzie według proroctwa ma narodzić się Chrystus. Odpowiedź pochodzi nie z astronomii, lecz z Pisma: Betlejem. To rozróżnienie jest niezwykle istotne. Niebo doprowadziło mędrców do Judei. Pismo doprowadziło ich do Betlejem.
Gwiazda nie zastąpiła objawienia biblijnego. Znak rozpoczął drogę, ale miejsce wskazało Słowo. Po wyjściu z Jerozolimy Mateusz opisuje kolejne zachowanie gwiazdy:
„A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, prowadziła ich, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było dziecko”.
(Mt 2:9, UBG)
To właśnie słowa „prowadziła” i „zatrzymała się” są jednym z najmocniejszych zarzutów wobec czysto planetarnego wyjaśnienia. Planety nie schodzą nisko nad konkretny dom i nie wskazują jego dachu jak świetlny reflektor. Ale starożytny język obserwacji nieba nie musi oznaczać tego, co przedstawia współczesna ilustracja. Planety obserwowane z Ziemi posiadają momenty pozornego zatrzymania, gdy kończą ruch w jednym kierunku i rozpoczynają retrogradację albo ją kończą. Co interesujące, opublikowana w 2026 roku analiza astronomiczna potrójnej koniunkcji z 7 r. p.n.e. zbadała właśnie zgodność ruchu Jowisza z opisem Mateusza. Autorzy stwierdzili, że konfiguracja może być zgodna zarówno z długotrwałym „prowadzeniem”, jak i z fazą pozornego zatrzymania planety. Nie dowodzi to, że Jowisz był Gwiazdą Betlejemską, ale pokazuje, że język Mateusza nie jest automatycznie niezgodny z zachowaniem obserwowanego ciała niebieskiego.
Pozostaje jeszcze kwestia kierunku. Betlejem leży na południe od Jerozolimy, więc każdy model astronomiczny musi się zmierzyć również z tym szczegółem trasy. Właśnie dlatego nie wystarczy znaleźć „jakiegokolwiek ciekawego zjawiska” w pobliżu daty narodzin Jezusa. Zjawisko musi pasować do całej narracji. I tutaj 7 r. p.n.e. pozostaje poważnym kandydatem — ale nie jedynym.
Herod daje nam granicę
Najważniejszy niezależny świadek nie znajduje się jednak na niebie. Jest nim Herod. Józef Flawiusz opisuje ostatnie tygodnie jego życia niezwykle szczegółowo. Wspomina bunt związany ze złotym orłem umieszczonym przy Świątyni, egzekucję buntowników i dodaje: tej samej nocy nastąpiło zaćmienie Księżyca. Niedługo później choroba Heroda gwałtownie się nasiliła. Król udał się do gorących źródeł w Kallirroe, wrócił do Jerycha, kazał zabić własnego syna Antypatra i pięć dni później sam zmarł. Józef podaje również długość jego panowania: trzydzieści siedem lat od momentu, gdy Rzymianie ogłosili go królem, oraz trzydzieści cztery lata od śmierci Antygona. Następnie, już po śmierci Heroda, Józef opisuje zbliżającą się Paschę i zamieszki za rządów Archelaosa. To właśnie zestawienie zaćmienie → śmierć Heroda → Pascha stało się podstawą klasycznej chronologii umieszczającej śmierć króla wiosną 4 r. p.n.e.; tradycyjnie za zaćmienie z relacji Józefa uznaje się zaćmienie Księżyca z 13 marca 4 r. p.n.e.
Istnieją badacze proponujący późniejszą datę śmierci Heroda, przede wszystkim 1 r. p.n.e., ale nie jest nam ona potrzebna. Wręcz przeciwnie. Rok 7 p.n.e. doskonale mieści się przed standardowo przyjmowaną śmiercią Heroda w 4 r. p.n.e. To bardzo ważne dla naszego dochodzenia. Nie musimy zmieniać powszechnie stosowanej chronologii Heroda, aby zrobić miejsce dla narodzin Jezusa w 7 r. p.n.e. Mamy trzy lata przestrzeni. I Mateusz pokazuje, że takiej przestrzeni możemy potrzebować.
„Do dwóch lat”
Po rozmowie z mędrcami Herod podejmuje decyzję przerażającą:
„kazał zabić wszystkie dzieci, które były w Betlejem i całej okolicy, w wieku do dwóch lat, stosownie do czasu, o którym się dokładnie dowiedział od mędrców”.
(Mt 2:16, UBG)
To zdanie jest chronologicznie niezwykle cenne. Herod nie ograniczył rozkazu do noworodków. Ustalił granicę: dwa lata i mniej. I Mateusz natychmiast wyjaśnia dlaczego: zrobił to na podstawie czasu ukazania się gwiazdy, który wcześniej ustalił podczas rozmowy z mędrcami. Nie oznacza to, że Jezus miał dokładnie dwa lata. Herod mógł celowo przyjąć szeroki margines bezpieczeństwa. Oznacza natomiast, że popularny obraz mędrców stojących przy żłobie tej samej nocy co pasterze nie wynika z Mateusza. Gdy mędrcy przybyli, tekst mówi:
„Kiedy weszli do domu, zobaczyli dziecko z Marią, jego matką…”
(Mt 2:11, UBG)
Dom. Nie scena narodzin opisana przez Łukasza. Dziecko. I rozkaz Heroda obejmujący okres aż do dwóch lat. Możliwy jest więc następujący przebieg wydarzeń: znak astronomiczny zostaje zauważony wcześniej, mędrcy interpretują jego znaczenie, przygotowują wyprawę, podróżują do Judei, pojawiają się w Jerozolimie, a dopiero następnie docierają do Jezusa. Jeżeli pierwsze znaczące zjawisko pojawiło się wiosną 7 r. p.n.e., a następne koniunkcje jesienią i zimą tego samego roku utrzymywały uwagę obserwatorów nieba, otrzymujemy naturalne okno dla procesu, który nie musiał wydarzyć się w ciągu jednej nocy.
Dlaczego nie rok 6, 5 albo 2 p.n.e.?
Hipoteza 7 r. p.n.e. nie jest jedyną astronomiczną propozycją. Wskazywano między innymi możliwe zjawisko kometarne lub nową gwiazdę około 5 r. p.n.e., szczególny układ planetarny w 6 r. p.n.e., a także niezwykle bliską koniunkcję Jowisza i Wenus w 2 r. p.n.e. Astronom Bradley Schaefer bronił na przykład modelu związanego z horoskopem z 17 kwietnia 6 r. p.n.e., rozwijając wcześniejszą hipotezę Michaela Molnara. Nie mamy więc prawa powiedzieć:
„Astronomia udowodniła, że Jezus urodził się w 7 r. p.n.e.”
Nie udowodniła. Ale możemy powiedzieć coś znacznie bardziej konkretnego: W 7 r. p.n.e., w okresie zgodnym z panowaniem Heroda, wydarzyła się rzeczywista i rzadka potrójna koniunkcja Jowisza i Saturna, znana astronomii babilońskiej i później niezależnie obliczona przez Keplera. To już jest fakt. Dalej pytamy, czy fakt pasuje do Mateusza. I tu zgodności zaczynają się układać. Mamy mędrców ze Wschodu zainteresowanych znakiem na niebie. Mamy zjawisko obserwowalne przez wiele miesięcy. Mamy królewską interpretację znaku. Mamy Heroda pytającego dokładnie o czas jego pojawienia się. Mamy dziecko, które podczas wizyty mędrców nie musi być już noworodkiem. Mamy rozkaz zabicia dzieci do dwóch lat. Mamy wreszcie śmierć Heroda kilka lat później, około 4 r. p.n.e. Żaden z tych elementów nie wymaga roku 1 n.e.
Wszystkie mieszczą się natomiast w modelu rozpoczynającym się około 7 r. p.n.e. Rok 7 p.n.e. nie jest więc liczbą wyciągniętą z numerologii. Jest historyczno-astronomiczną hipotezą narodzin Chrystusa, która istniała długo przed powstaniem tej książki. Dopiero później stanie się coś znacznie bardziej niezwykłego. Jeżeli Jezus narodził się około 7 r. p.n.e., trzeba przesunąć również Jego wiek w chwili rozpoczęcia publicznej służby. Łukasz zostawił dla niej datę. Jan zostawił drugą. Jedna związana jest z cesarzem Rzymu. Druga ze Świątynią w Jerozolimie. I oba zegary prowadzą nas w okolice tego samego miejsca: 27 roku naszej ery.
Rozdział 2. Dwa zegary prowadzące do 27 roku
Łukasz, opisując początek działalności Jana Chrzciciela, nie pozostawia wydarzenia w chronologicznej próżni. Zapisuje nazwiska ludzi, których można umieścić na osi historii:
„A w piętnastym roku panowania cesarza Tyberiusza, gdy Poncjusz Piłat był namiestnikiem Judei, Herod tetrarchą Galilei, jego brat Filip tetrarchą Iturei i ziemi Trachonu, a Lizaniasz tetrarchą Abileny; za najwyższych kapłanów Annasza i Kajfasza doszło słowo Boże do Jana, syna Zachariasza, na pustyni.”
(Łk 3:1—2, UBG)
Najważniejszym elementem chronologicznym jest piętnasty rok Tyberiusza. August zmarł 19 sierpnia 14 r. n.e. Jeżeli lata Tyberiusza liczyć wyłącznie od objęcia przez niego samodzielnej władzy po śmierci Augusta, jego piętnasty rok wypada w latach 28—29 n.e. To najczęściej spotykana rekonstrukcja chronologiczna. Sprawa nie jest jednak tak prosta, jak mogłoby się wydawać. Tyberiusz nie pojawił się nagle jako władca imperium w sierpniu 14 roku. Już wcześniej przez lata był przygotowywany na następcę Augusta. Po adopcji w 4 r. n.e. posiadał władzę trybuńską i uprawnienia prokonsularne, a w 13 r. n.e. jego imperium proconsulare zostało rozszerzone tak, że obejmowało ten sam zasięg co władza Augusta. Historyk rzymskiego pryncypatu Garrett Fagan opisuje jego pozycję w tym okresie jako faktycznego co-princepsa — współuczestnika najwyższej władzy.
Rzymskie źródła potwierdzają wyjątkową pozycję Tyberiusza jeszcze przed śmiercią Augusta. Swetoniusz opisuje nadawanie mu kolejnych uprawnień i rolę następcy, którego znaczenie stale rosło. Dlatego w badaniach nad Łk 3:1 od dawna istnieje drugi kierunek interpretacji: czy Łukasz musiał liczyć „panowanie” Tyberiusza dopiero od chwili śmierci Augusta, czy mógł posługiwać się wcześniejszym punktem związanym z jego rzeczywistym udziałem we władzy? Nie da się tego rozstrzygnąć jednym zdaniem. Sam Łukasz nie podaje sposobu rachuby. Istnienie wcześniejszej współwładzy Tyberiusza jest faktem historycznym; twierdzenie, że właśnie od niej Łukasz liczył piętnaście lat, jest już rekonstrukcją. W zależności od przyjętego punktu startowego proponowano daty wcześniejsze niż standardowe 28/29 n.e. I właśnie dlatego Łukasz nie powinien być naszym jedynym zegarem. Jan zostawił drugi.
Czterdzieści sześć lat
Na początku działalności Jezusa dochodzi do konfliktu w Świątyni. Jezus wypędza sprzedających i wymieniających pieniądze. Żydzi żądają od Niego znaku. Jezus odpowiada:
„Zburzcie tę świątynię, a w trzy dni ją wzniosę.”
Na co słyszy:
„Wtedy Żydzi powiedzieli: Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a ty ją w trzy dni wzniesiesz?”
(J 2:19—20, UBG)
Jan chwilę wcześniej podał również moment roku:
„A ponieważ zbliżała się Pascha żydowska, Jezus poszedł do Jerozolimy.”
(J 2:13, UBG)
Mamy więc liczbę: 46 lat oraz konkretną porę: Pascha. Potrzebny jest jeszcze początek liczenia. Dostarcza go Józef Flawiusz. W Dawnych dziejach Izraela pisze, że Herod podjął wielkie przedsięwzięcie przebudowy Świątyni w osiemnastym roku swojego panowania. Chronologicznie prowadzi to do około 20/19 r. p.n.e. Współczesne badania chronologii Herodowej również umieszczają początek przedsięwzięcia na przełomie 20 i 19 r. p.n.e. I teraz wykonujemy jedyne potrzebne działanie:
20/19 p.n.e. +46 lat = 27/28 n.e.
Trzeba pamiętać o braku roku zerowego. Po 1 r. p.n.e. następuje bezpośrednio 1 r. n.e. Andrew Steinmann, analizując właśnie J 2:20 i chronologię Józefa Flawiusza, wylicza, że czterdzieści sześć lat od rozpoczęcia prac pod koniec 20 lub na początku 19 r. p.n.e. prowadzi do końca 27 lub początku 28 r. n.e.; ponieważ scena Jana rozgrywa się podczas Paschy, naturalnym punktem staje się wiosna 28 roku. To jest znacznie mocniejszy punkt chronologiczny, niż może się wydawać. Jan nie pisze:
„Minęło mniej więcej pół wieku”.
Podaje: czterdzieści sześć lat. A Józef Flawiusz, piszący niezależnie od Ewangelii Jana, podaje początek przebudowy. Dwa starożytne teksty można więc na siebie nałożyć. Początek Świątyni Heroda: 20/19 p.n.e.; 46 lat później: 27/28 n.e.; Pascha: początek 28 n.e. Jeżeli scena z J 2 należy do wczesnego okresu działalności Jezusa — a tak przedstawia ją Jan — rozpoczęcie Jego publicznej służby w 27 r. n.e. staje się chronologicznie naturalne. Jezus rozpoczyna działalność, zostają powołani pierwsi uczniowie, odbywa się wesele w Kanie, następuje krótki pobyt w Kafarnaum, a później Jezus udaje się na Paschę do Jerozolimy. Nie potrzeba pomiędzy tymi wydarzeniami wielu miesięcy. Model wygląda więc bardzo prosto: 27 n.e. — początek działalności; wiosna 28 n.e. — Pascha z J 2.
I właśnie w tym miejscu wracamy do daty narodzin z poprzedniego rozdziału.
Trzydzieści trzy lata
Po opisie chrztu Jezusa Łukasz zapisuje:
„A Jezus miał około trzydziestu lat.”
(Łk 3:23, UBG)
Greka brzmi:
Καὶ αὐτὸς ἦν ὁ Ἰησοῦς ὡσεὶ ἐτῶν τριάκοντα
Kluczowe słowo to:
ὡσεὶ — hōsei
czyli „około”, „mniej więcej”. Łukasz nie napisał, że Jezus miał dokładnie trzydzieści lat. Nie napisał również „w trzydziestym roku życia”. Podał wiek przybliżony. Jeżeli narodziny Chrystusa umieścimy w 7 r. p.n.e., wtedy w 27 r. n.e., przy uwzględnieniu braku roku zerowego, dochodzimy do około 33 lat życia Jezusa. To nie stoi w sprzeczności ze słowami Łukasza. Trzydzieści trzy lata mieszczą się w naturalnym sensie określenia „około trzydziestu”, szczególnie że autor nie próbuje w tym miejscu podać dokładnego dnia urodzenia Jezusa. I teraz wcześniejsza data narodzin zaczyna mieć konsekwencje. Gdyby Jezus urodził się około 1 r. p.n.e. lub 1 r. n.e., wiek „około trzydziestu” przy rozpoczęciu działalności około 27—29 r. wyglądałby niemal dokładnie. Ale jeżeli urodził się w 7 r. p.n.e., zgodnie z chronologią Heroda i hipotezą astronomiczną przedstawioną wcześniej, to Jezus rozpoczynający działalność około 27 r. nie jest trzydziestolatkiem.
Jest mężczyzną mającym około trzydziestu trzech lat. Łukasz pozostawił wystarczająco szerokie określenie, aby taki wiek był możliwy. A Jan pozostawił liczbę czterdziestu sześciu lat, która niezależnie prowadzi nas właśnie w okolice tego czasu.
Co rzeczywiście pokazują oba zegary?
Tyberiusz i problem punktu startowego
Chronologia Łukasza jest cenna właśnie dlatego, że nie powstała po to, aby zaspokoić ciekawość późniejszych badaczy. Ewangelista umieszcza Jana Chrzciciela w sieci nazwisk i urzędów: Tyberiusz, Piłat, Herod Antypas, Filip, Lizaniasz, Annasz i Kajfasz. To sposób pisania historyka, który chce zakotwiczyć opowiadanie w realnym świecie. Problem polega na tym, że starożytne systemy liczenia lat panowania nie zawsze działały tak samo. Rok objęcia władzy można było potraktować jako pierwszy rok, jako rok akcesyjny poprzedzający pierwszy pełny rok albo liczyć panowanie od wcześniejszego współudziału w najwyższej władzy. Dlatego samo wyrażenie „piętnasty rok Tyberiusza” nie jest tak mechaniczne, jak wygląda w nowoczesnym kalendarzu.
Po śmierci Augusta 19 sierpnia 14 r. n.e. Tyberiusz stał się jedynym cesarzem. Gdy od tego punktu liczymy jego panowanie w sposób najczęściej przyjmowany przez współczesnych historyków, docieramy do lat 28—29. Tę rachubę trzeba postawić na stole jako pierwszą, bo jest najprostsza i ma silne oparcie w rzymskiej chronologii. Jednocześnie Tyberiusz jeszcze przed śmiercią Augusta nie był zwykłym prywatnym obywatelem oczekującym na sukcesję. Otrzymał uprawnienia, które czyniły go partnerem i następcą princepsa. W 13 r. jego imperium prokonsularne zostało rozszerzone, a źródła opisują go jako człowieka faktycznie współuczestniczącego w zarządzaniu imperium. To właśnie stąd bierze się wcześniejsza rachuba spotykana w części literatury.
Nie trzeba rozstrzygać sporu przez samo powtarzanie słowa „współregencja”. Ważniejszy jest skutek metodologiczny: Łk 3:1 daje zakres, a nie samotny punkt absolutny. Jeżeli czytelnik przyjmie wyłącznie rachubę od 14 r., przesunie początek działalności Jana ku 28/29. Jeżeli dopuści wcześniejszy punkt związany z faktycznym udziałem Tyberiusza we władzy, otwiera się możliwość 27 roku. Właśnie dlatego potrzebny jest drugi, niezależny zegar. Gdy dwie linie chronologiczne dochodzą do podobnego miejsca z różnych stron, argument staje się silniejszy niż pojedyncza interpretacja jednego tytułu cesarskiego.
Świątynia Heroda nie była jedną budową zakończoną jednego dnia
Słowa z J 2:20 trzeba czytać na tle charakteru przedsięwzięcia Heroda. Nie była to zwykła naprawa starego budynku. Herod rozpoczął monumentalną przebudowę kompleksu świątynnego, która obejmowała sanktuarium, dziedzińce, platformę, portyki i kolejne elementy całego założenia. Józef Flawiusz przekazuje, że zasadnicza część sanktuarium powstała stosunkowo szybko, ale prace przy całym kompleksie trwały długo. Z Dziejów Apostolskich i późniejszych przekazów wynika zresztą, że Świątynia Heroda pozostawała wielkim przedsięwzięciem jeszcze długo po rozpoczęciu służby Jezusa.
To sprawia, że zdanie „czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię” może być rozumiane na więcej niż jeden sposób. Może wskazywać na czas, jaki upłynął od rozpoczęcia przedsięwzięcia, albo opisywać długość procesu budowy rozumianego jako dzieło pozostające w toku. Właśnie na tym tle pojawiają się współczesne dyskusje gramatyczne nad J 2:20. Nie zmieniają one faktu podstawowego: liczba czterdzieści sześć jest zaskakująco konkretna i naturalnie łączy się z początkiem herodiańskiej przebudowy około 20/19 r. p.n.e.
Jeżeli scena należy do Paschy 28 r., otrzymujemy bardzo eleganckie nałożenie tekstu Jana na Flawiusza. Jeżeli ktoś wybierze inną rekonstrukcję, chronologia przesunie się o rok lub kilka lat. Dlatego nie traktuję J 2:20 jak matematycznego stempla, który kasuje wszystkie pozostałe dane. Traktuję go jak historyczny punkt kontrolny. To ważna różnica. Punkt kontrolny nie wymusza wyniku, ale mówi nam, czy proponowana oś czasu mieści się w realiach epoki. Rok 27 jako początek działalności i Pascha 28 jako moment kluczowy mieszczą się w tych realiach.
Nie należy udawać, że Łk 3:1 sam w sobie jednoznacznie dowodzi roku 27. Przy standardowym liczeniu panowania Tyberiusza od śmierci Augusta piętnasty rok wypada około 28/29 n.e. Wcześniejsza pozycja Tyberiusza jako współuczestnika władzy otwiera możliwość wcześniejszej rachuby, ale pozostaje przedmiotem dyskusji. Znacznie ciekawsze jest to, co dzieje się po dodaniu Jana. Józef Flawiusz umieszcza rozpoczęcie przebudowy Świątyni około 20/19 p.n.e. Jan podaje 46 lat. To prowadzi do 27/28 n.e. Scena następuje podczas Paschy, więc najbardziej naturalnym terminem jest wiosna 28 roku. Działalność Jezusa musiała rozpocząć się wcześniej. Wtedy 27 rok pojawia się nie jako liczba potrzebna do późniejszej teorii, lecz jako realny kandydat wynikający z chronologii samego tekstu Jana. A przy narodzinach w 7 r. p.n.e. Jezus ma w tym czasie około 33 lat.
Otrzymujemy więc sekwencję: 7 p.n.e. — narodzenie 27 n.e. — około 33 lata, początek działalności Pascha 28 n.e. — czterdzieści sześć lat Świątyni I właśnie tutaj zaczyna się najważniejszy problem całej chronologii Jezusa. Jeżeli Pascha z drugiego rozdziału Jana przypada na 28 rok, a Jezus ma wypełnić obraz Baranka Paschalnego w czasie krótkiej publicznej służby, pojawia się pytanie: czy Jego droga od chrztu do Krzyża mogła zamknąć się w jednym proroczym roku? Odpowiedź prowadzi do słów, które Jezus sam odczytał w synagodze w Nazarecie:
„Abym głosił miłościwy rok Pana.”
I do starożytnego sporu, o którym dzisiaj prawie się nie mówi. Jak długo naprawdę trwała publiczna służba Jezusa?
Rozdział 3. Rok Baranka — czy Jezus umarł w 28 roku?
Jeżeli Jezus rozpoczął publiczną działalność około 27 r. n.e., pozostaje pytanie decydujące dla całej chronologii: jak długo trwała Jego służba? Popularny obraz zakłada około trzy i pół roku. W znacznej mierze wynika on jednak z liczenia świąt Paschy w Ewangelii Jana. Synoptycy nie przedstawiają działalności Jezusa w taki sposób. Ich narracja może zostać odczytana jako znacznie krótsza. Co więcej, bardzo wczesne chrześcijaństwo znało pogląd, według którego Jezus głosił jeden rok. I ten pogląd nie powstał współcześnie.
Miłościwy rok Pana
Po chrzcie i kuszeniu Jezus wraca do Galilei. W Nazarecie wchodzi do synagogi i odczytuje fragment Izajasza:
„Duch Pana nade mną, ponieważ namaścił mnie, abym głosił ewangelię ubogim, posłał mnie, abym uzdrawiał skruszonych w sercu, abym uwięzionym zwiastował wyzwolenie, a ślepym przejrzenie, abym uciśnionych wypuścił na wolność;
Abym głosił miłościwy rok Pana.”
(Łk 4:18—19, UBG)
Grecki tekst ostatnich słów brzmi:
κηρύξαι ἐνιαυτὸν κυρίου δεκτόν
kēryxai eniauton Kyriou dekton
Słowo ἐνιαυτός — eniautos oznacza rok, roczny cykl czasu.
Jezus zamyka księgę i mówi:
„Dziś wypełniły się te słowa Pisma w waszych uszach.”
(Łk 4:21, UBG)
Nie mamy więc wyłącznie zapowiedzi przyszłego czasu łaski. Jezus odnosi tekst Izajasza bezpośrednio do własnej misji. Około roku 200 Klemens Aleksandryjski zrobił dokładnie to samo połączenie chronologiczne. W pierwszej księdze Stromatów pisał, że Chrystus miał głosić tylko jeden rok, i jako podstawę przytoczył właśnie słowa o „miłościwym roku Pana”. To świadectwo jest niezwykle ważne. Nie dlatego, że Klemens musi mieć rację w każdym szczególe swojej chronologii. Jego obliczenia dotyczące Augusta i Tyberiusza są trudne i nie wszystkie dają się harmonijnie przełożyć na współczesną rachubę. Znaczenie Klemensa jest inne: na przełomie II i III wieku w Kościele istniała już wyraźna interpretacja, według której publiczna służba Jezusa trwała około jednego roku. Nie jest to pomysł wynaleziony po dwóch tysiącach lat, aby dopasować Krzyż do roku 28.
Baranek jednoroczny
Istnieje jeszcze jeden obraz, którego nie sposób pominąć. Podczas pierwszej Paschy w Egipcie Bóg nakazał Izraelitom:
„Wasz baranek ma być bez skazy, jednoroczny samiec. Weźmiecie go spośród owiec albo kóz.”
(Wj 12:5, UBG)
Baranek miał być: bez skazy i jednoroczny. Paweł później używa języka, którego nie można pomylić:
„Chrystus bowiem, nasza Pascha, został ofiarowany za nas.”
(1 Kor 5:7, UBG)
Chrystus nie jest tylko porównany do jakiegokolwiek zwierzęcia ofiarnego. Jest nazwany: naszą Paschą. Jan Chrzciciel przedstawia Go jako Baranka Bożego. Ewangelia Jana buduje opis śmierci Jezusa w sposób wyraźnie paschalny. Paweł identyfikuje Go z Paschą. Exodus wymaga natomiast baranka jednorocznego i bez skazy. Możliwość typologiczna jest więc bardzo konkretna:
jednoroczny baranek → około jednego roku publicznej misji Baranka Bożego → Pascha → ofiara.
Klemens Aleksandryjski nie argumentował z Wj 12:5, lecz jego interpretacja Łk 4:19 pokazuje, że już starożytni chrześcijanie dostrzegali chronologiczne znaczenie „roku Pana”. Ireneusz z Lyonu potwierdza istnienie tego poglądu jeszcze mocniej — właśnie dlatego, że z nim walczy. W Adversus Haereses pisze o ludziach twierdzących, że Jezus „cierpiał w dwunastym miesiącu” po swoim chrzcie i że głosił przez jeden rok. Sam Ireneusz tę koncepcję zdecydowanie odrzucał. To paradoksalnie daje nam bardzo cenne świadectwo historyczne. Pod koniec II wieku spór nie dotyczył tego, czy ktoś w ogóle znał jednoroczną chronologię. Taka chronologia istniała. Ireneusz uważał ją za błędną. Klemens uważał ją za prawidłową. Mamy więc nie późnośredniowieczną spekulację, lecz rzeczywisty spór wczesnego Kościoła o długość służby Jezusa.
Co ciekawe, własna propozycja Ireneusza jest dla współczesnego czytelnika jeszcze bardziej zaskakująca. Na podstawie J 8:57 — „Nie masz jeszcze pięćdziesięciu lat” — uważał, że Jezus przekroczył czterdziesty rok życia i zbliżał się do pięćdziesięciu. Nie istnieje więc coś takiego jak jednolita „chronologia Ojców Kościoła”, którą można po prostu przyjąć bez badania. Już w II wieku istniały radykalnie różne poglądy.
Problem Jana 6:4
Jednoroczna służba natychmiast zderza się jednak z jednym zdaniem:
„A zbliżała się Pascha, święto żydowskie.”
(J 6:4, UBG)
W Ewangelii Jana Pascha pojawia się w J 2:13, następnie w J 6:4, a później przed męką w J 11:55. Jeżeli wszystkie trzy wzmianki odnoszą się do kolejnych Pasch i jeżeli Jan opisuje je w ścisłym porządku chronologicznym, służba Jezusa musiała przekroczyć dwa lata. To jest najmocniejszy tekst przeciw krótkiej chronologii. Nie ma sensu go omijać. Co więcej, najstarsza tradycja rękopiśmienna Jana nie daje mocnej podstawy do prostego usunięcia J 6:4. Papirusy P66 oraz P75 należą do najstarszych zachowanych świadków Ewangelii Jana, a współczesne wydania krytyczne zachowują ten werset. Jeżeli więc chcemy badać jednoroczną służbę, znacznie poważniejsze pytanie brzmi nie:
„Czy możemy wykreślić J 6:4?”
lecz:
„Czy układ wydarzeń w Ewangelii Jana zawsze jest ścisłą osią chronologiczną?”
Tu pojawia się niezwykle ważny przykład. Jan umieszcza oczyszczenie Świątyni na początku działalności Jezusa: J 2. Mateusz, Marek i Łukasz umieszczają to wydarzenie podczas ostatniego pobytu Jezusa w Jerozolimie, bezpośrednio przed Jego śmiercią. Współczesna literatura naukowa traktuje tę różnicę jako jeden z najbardziej oczywistych problemów chronologicznych pomiędzy Janem a Synoptykami. Udo Schnelle stwierdza wręcz, że historyczne miejsce oczyszczenia Świątyni należy najprawdopodobniej do końca działalności Jezusa, a Jan przeniósł je na początek ze względu na konstrukcję teologiczną swojej Ewangelii. Jeżeli było jedno oczyszczenie Świątyni, Jan nie zachował w tym miejscu kolejności wydarzeń Synoptyków. To ma ogromne znaczenie. Właśnie podczas tej sceny pada przecież liczba: 46 lat. Jeżeli wydarzenie historycznie należy do ostatniej Paschy Jezusa, liczba czterdziestu sześciu lat może być zegarem prowadzącym nie tyle do początku służby, ile bezpośrednio do Paschy Jego śmierci.
I wtedy 27/28 r. n.e. staje się jeszcze ważniejszy.
28 czy 29?
Tutaj dochodzimy do najtrudniejszego miejsca całego modelu. Wczesne źródła chrześcijańskie nie wskazują jednomyślnie na rok 28. Klemens Aleksandryjski znał tradycje umieszczające mękę w szesnastym roku Tyberiusza. Tertulian podaje jeszcze bardziej konkretny punkt. Pisze, że męka Chrystusa nastąpiła podczas konsulatu: Rubelliusa Geminusa i Fufiusa Geminusa. Ten konsulat przypada na 29 r. n.e. Rzymską datację potwierdza również Tacyt, który rozpoczyna odpowiednią część Roczników właśnie od konsulatu Rubelliusa i Fufiusa, obu noszących przydomek Geminus. Laktancjusz zachował tę samą tradycję: Chrystus został ukrzyżowany podczas konsulatu „dwóch Geminów”. A więc: Klemens — jednoroczna służba. Tertulian — konsulat Geminów. Laktancjusz — konsulat Geminów. Ireneusz — świadectwo, że jednoroczna chronologia była już przedmiotem sporu. To bardzo wczesny materiał. Ale prowadzi nas przede wszystkim do granicy 28/29, nie do prostego i bezspornego „28”.
I właśnie tutaj trzeba rozdzielić dwie rzeczy. Pierwsza to długość służby. Dla krótkiej służby istnieje rzeczywiste wczesnochrześcijańskie świadectwo. Druga to dokładny rok Krzyża. Tutaj starożytne świadectwa konsularne wskazują mocniej na 29 r., podczas gdy rekonstrukcja oparta na czterdziestu sześciu latach Świątyni może doprowadzić nas do 27/28 r., zależnie od sposobu rachuby i od miejsca, w którym historycznie umieścimy oczyszczenie Świątyni. Nie jest to drobna różnica. Dla tej książki jeden rok zmienia równanie:
28 +2000 = 2028 na 29 +2000 = 2029.
Dlatego rok 28 nie może zostać przyjęty tylko dlatego, że późniejszy wynik wygląda niezwykle. Musi zostać wywalczony przez chronologię.
Najtrudniejszy test roku 28: kalendarz Paschy
Do tej pory badaliśmy rok 28 przede wszystkim od strony chronologii Świątyni, długości służby Jezusa i świadectw wczesnego Kościoła. Jest jednak jeszcze jeden test, którego nie wolno pominąć: dzień tygodnia. Ewangelie łączą śmierć Jezusa z dniem przygotowania przed szabatem. W tradycyjnej rekonstrukcji oznacza to piątek. Jan przedstawia śmierć Jezusa w ścisłym związku z przygotowaniem do Paschy, natomiast Synoptycy opisują Ostatnią Wieczerzę językiem paschalnym. Niezależnie od rozwiązania różnicy między tymi ujęciami, piątkowy charakter ukrzyżowania należy do najmocniej zakorzenionych elementów tradycyjnej chronologii męki.
Właśnie tutaj astronomia stawia rokowi 28 poważny opór. Colin J. Humphreys i W. G. Waddington zrekonstruowali możliwe daty czternastego dnia miesiąca Nisan w latach 26—36 n.e. na podstawie obliczeń astronomicznych i warunków widoczności pierwszego sierpa Księżyca z Jerozolimy. W ich tabeli 14 Nisan w 28 r. n.e. przypada na wtorek, 30 marca. Dla modelu, w którym Jezus umiera w piątek w dniu 14 Nisan, jest to oczywista trudność. W tej samej rekonstrukcji piątek 14 Nisan pojawia się w 30 i 33 roku, dlatego te dwie daty od dawna dominują w astronomicznych propozycjach datowania Krzyża.
Trzeba jednak rozumieć, co takie obliczenie oznacza. Astronomia potrafi bardzo dokładnie wyznaczyć koniunkcję Księżyca ze Słońcem. Pierwszowieczny kalendarz żydowski nie był jednak ustalany przez komputerowy algorytm. Początek miesiąca zależał od obserwacji młodego sierpa, a widoczność mogła zostać opóźniona przez warunki atmosferyczne. Dlatego rekonstrukcje dopuszczają pewien margines. Margines nie jest jednak dowolny. Przesunięcie o jeden dzień jest czymś zupełnie innym niż przesunięcie wtorku aż na piątek. Nie można więc uczciwie powiedzieć, że problem znika tylko dlatego, że kalendarz był obserwacyjny.
Ten punkt zmienia ciężar dowodu. Rok 28 nie może być broniony wyłącznie przez zestawienie 46 lat Świątyni z Paschą. Musi również odpowiedzieć na pytanie, jak rozumieć relację między żydowskim kalendarzem, dniem przygotowania i chronologią Ewangelii. Możliwe rozwiązania wymagałyby zakwestionowania któregoś z elementów standardowej rekonstrukcji: dokładnego dnia miesiąca, tradycyjnego piątku, sposobu interkalacji albo założenia, że oficjalny kalendarz jerozolimski był jedynym kalendarzem używanym w tle narracji. Każda z tych dróg jest możliwa do dyskusji, ale żadna nie może być wprowadzona tylko dlatego, że potrzebujemy roku 28.
Co ciekawe, problem kalendarza pokazuje również ograniczenia świadectw patrystycznych. Tertulian i Laktancjusz zachowują tradycję konsulatu dwóch Geminów, czyli roku 29, lecz samo wskazanie roku nie rozwiązuje pytania o zgodność dnia tygodnia z Paschą. Wczesne źródła dowodzą więc przede wszystkim, że chrześcijanie bardzo wcześnie próbowali osadzić mękę w konkretnej chronologii rzymskiej. Nie tworzą jednego, bezbłędnego kalendarza, który można bez dalszej analizy przenieść do współczesnej tabeli dat.
Rok 28 pozostaje interesujący z innych powodów. Czterdzieści sześć lat Świątyni prowadzi w okolice 27/28. Istnieje starożytne świadectwo jednorocznej działalności Jezusa. Klemens łączy tę krótką służbę z „miłościwym rokiem Pana”. Typologia jednorocznego Baranka tworzy spójny obraz paschalny. Jeśli zaś oczyszczenie Świątyni z J 2 historycznie należy do ostatniej Paschy, jak przedstawiają je Synoptycy, liczba 46 może znaleźć się bardzo blisko końca ziemskiej misji Jezusa. To są rzeczywiste argumenty. Kalendarz księżycowy jest rzeczywistym kontrargumentem.
Dlatego w tej książce 28 rok nie będzie przedstawiony jako data udowodniona astronomicznie. Przeciwnie: standardowe rekonstrukcje astronomiczne są jednym z najsilniejszych argumentów przeciw niemu. Moja propozycja brzmi wężej: 28 pozostaje niekonwencjonalną hipotezą chronologiczną, którą warto badać, ponieważ spotyka się z kilkoma niezależnymi liniami tekstowymi i historycznymi. Jeśli jednak nie potrafi przejść testu całego materiału, równanie 28 +2000 nie może być traktowane jako pewnik.
To rozróżnienie jest kluczowe dla dalszej części książki. Jeżeli Krzyż przypadł w 29 roku, dwa tysiące lat prowadzi do 2029. Jeżeli w 30 — do 2030. Rok 2028 nabiera znaczenia tylko wtedy, gdy wcześniejszy punkt startowy jest obroniony. Nie wolno więc zaczynać od 2028 i cofać się do daty, która daje pożądany wynik. Chronologia musi działać w przeciwną stronę: najpierw źródła, potem data, dopiero na końcu równanie.
Dlaczego 28 pozostaje w grze
Trzy Paschy Jana — i jeden zasadniczy problem
Każda próba obrony krótkiej służby Jezusa musi uczciwie przejść przez trzy miejsca Ewangelii Jana. Pierwsza Pascha pojawia się w J 2:13. Druga wzmianka znajduje się w J 6:4. Trzecia, bezpośrednio związana z męką, pojawia się w J 11:55 i prowadzi do rozdziałów opisujących ostatni tydzień Jezusa. Jeśli wszystkie trzy wzmianki odnoszą się do trzech kolejnych świąt obchodzonych w kolejności narracji, publiczna działalność Jezusa przekracza dwa lata. To prosty rachunek i właśnie dlatego J 6:4 jest najmocniejszą przeszkodą dla modelu jednorocznego.
Nie ma podstaw, aby rozwiązać trudność jednym ruchem i ogłosić J 6:4 późniejszym dopiskiem. Werset posiada bardzo mocne świadectwo rękopiśmienne i pozostaje w współczesnych wydaniach krytycznych Nowego Testamentu. Poważna argumentacja musi więc zostawić go w tekście. Pytanie przenosi się gdzie indziej: czy Jan konstruuje swoją Ewangelię jako dziennik wydarzeń ułożonych zawsze w ścisłej kolejności, czy czasami podporządkowuje porządek materiału celowi teologicznemu? Oczyszczenie Świątyni pokazuje, że to pytanie jest realne. Synoptycy lokują je u kresu działalności Jezusa. Jan umieszcza je na początku.
Można przyjąć dwa oczyszczenia Świątyni i zachować oba porządki jako odrębne wydarzenia. Można też przyjąć jedno oczyszczenie, którego Jan świadomie użył na początku Ewangelii jako znaku programowego: Jezus przychodzi do domu Ojca, zapowiada zburzenie i wzniesienie Świątyni swego ciała, a już w drugim rozdziale czytelnik otrzymuje klucz do całej historii męki i zmartwychwstania. Druga możliwość jest dobrze znana w egzegezie. Jeśli Jan potrafi przestawić tak centralną scenę, sam fakt kolejności świąt nie może być traktowany bez dyskusji jako mechaniczny kalendarz.
To nie dowodzi jednorocznej działalności. Otwiera jedynie przestrzeń, w której świadectwo Klemensa, „miłościwy rok Pana” z Łk 4 oraz typologia jednorocznego baranka mogą zostać rozważone bez natychmiastowego odrzucenia. W tej książce właśnie o to chodzi: nie o usunięcie niewygodnego wersetu, lecz o sprawdzenie, czy model dłuższej służby jest jedynym możliwym sposobem uporządkowania Jana.
Dlaczego rok 29 jest poważnym konkurentem
Rok 29 nie jest drobną przeszkodą stojącą pomiędzy teorią a pożądanym wynikiem. Ma własne starożytne świadectwo. Tertulian wiąże mękę Chrystusa z konsulatem Rubelliusa Geminusa i Fufiusa Geminusa, a ten przypada na 29 r. n.e. Laktancjusz zachowuje tę samą tradycję „dwóch Geminów”. Klemens Aleksandryjski zna natomiast rachuby związane z szesnastym rokiem Tyberiusza. Oznacza to, że wczesne chrześcijaństwo zachowało pamięć, która bardzo mocno skupia się na granicy 28/29, ale nie daje jednogłośnego świadectwa na rzecz dokładnie 28 roku.
To właśnie dlatego ostateczny argument za 28 rokiem musi być kumulatywny. Jedna linia prowadzi od przebudowy Świątyni i czterdziestu sześciu lat. Druga od możliwego początku działalności około 27. Trzecia od tradycji krótkiej służby. Czwarta od typologii Paschy. Każda osobno pozostawia pytania. Razem tworzą model, który jest możliwy i spójny, choć konkurencyjny wobec częściej przyjmowanych dat 30 lub 33 oraz wobec wczesnej tradycji 29 roku.
To uczciwe postawienie sprawy jest dla całej książki kluczowe. Jeśli rok 28 ma później stać się początkiem dwutysiącletniego zegara, nie wolno mu dawać przywileju tylko dlatego, że 28 +2000 daje 2028. Najpierw musi przetrwać badanie historyczne. Dopiero potem wolno sprawdzić, czy liczba 28 pojawia się również w innych miejscach konstrukcji.
Są jednak dwa powody, dla których nie zamykam tej sprawy na roku 29. Pierwszy to J 2:20. Jeżeli przebudowa Świątyni rozpoczęła się około 20/19 r. p.n.e., czterdziesty szósty rok prac prowadzi w okolice 27/28 r. n.e. Jeżeli oczyszczenie Świątyni historycznie miało miejsce podczas ostatniej Paschy, jak przedstawiają je Synoptycy i jak przyjmuje część badaczy, wtedy otrzymujemy bezpośrednią możliwość umieszczenia ostatniej Paschy Jezusa właśnie w tym przedziale. Drugi powód jest bardziej podstawowy. Współczesna nauka sama nie posiada daty śmierci Jezusa, którą można traktować jak bezdyskusyjnie ustalony fakt. Najpopularniejsze są dziś 30 i 33 r. n.e., ale Helen Bond po przeanalizowaniu argumentacji stojącej za precyzyjnym datowaniem stwierdziła, że zachowany materiał nie pozwala z pełnym bezpieczeństwem ustalić konkretnego dnia i roku, a historycznie najpewniej możemy mówić o śmierci Jezusa w okresie Paschy w szerszym przedziale.
To nie dowodzi roku 28. Pokazuje natomiast, jak trudne jest dokładne przełożenie danych ewangelicznych, kalendarza żydowskiego i rzymskiej chronologii na jeden współczesny rok. Dlatego w naszej rekonstrukcji rok 28 pozostaje hipotezą wymagającą jeszcze jednego elementu. Nie liczby. Nie symbolu. Tekstu. Musimy rozstrzygnąć, czy Ewangelia Jana rzeczywiście wymaga wieloletniej działalności Jezusa, czy też jej struktura świąt i wydarzeń została częściowo podporządkowana teologii autora. Dopiero wtedy będziemy mogli ostatecznie zdecydować pomiędzy: 28 i 29. Jedna rzecz jest już jednak jasna. Pogląd, że Jezus głosił około jednego roku, nie jest nowoczesnym wynalazkiem. Klemens Aleksandryjski znał go i przyjmował. Ireneusz znał go i zwalczał. A jego biblijnym centrum były dokładnie te słowa, które Jezus wypowiedział na początku swojej misji:
„Abym głosił miłościwy rok Pana.”
(Łk 4:19, UBG)
Jeżeli Chrystus jest naszą Paschą, a pierwotny baranek Paschy miał być bez skazy i jednoroczny, wtedy możliwość jednorocznej służby nie jest przypadkową sztuczką chronologiczną. Jest typologią wpisaną w samą historię Wyjścia. A jeśli ostateczna Pascha Jezusa rzeczywiście przypadła na rok 28, następny rozdział pokaże coś, czego nie można było skonstruować z kalendarza rzymskiego ani z astronomii. Pierwsze zdanie hebrajskiej Biblii składa się z: siedmiu słów i dwudziestu ośmiu liter.
Rozdział 4. Siedem słów. Dwadzieścia osiem liter
Pierwsze zdanie Biblii jest jednym z najbardziej znanych zdań w historii:
„Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię.”
(Rdz 1:1, UBG)
W języku polskim nie widać jednak struktury, która pojawia się w tekście hebrajskim:
בְּרֵאשִׁית בָּרָא אֱלֹהִים אֵת הַשָּׁמַיִם וְאֵת הָאָרֶץ
Bereszit bara Elohim et haszamajim we’et haarec. Tak brzmi Rdz 1:1 w tradycyjnym hebrajskim tekście. Wystarczy rozdzielić zdanie na wyrazy:
בְּרֵאשִׁית — Bereszit
בָּרָא — bara
אֱלֹהִים — Elohim
אֵת — et
הַשָּׁמַיִם — haszamajim
וְאֵת — we’et
הָאָרֶץ — haarec
Siedem słów. Nie potrzeba żadnej interpretacji, aby to zobaczyć. Taki jest po prostu tekst Rdz 1:1. Ale dopiero drugi krok sprawia, że to zdanie staje się niezwykłe. Usuńmy znaki samogłoskowe i akcenty, pozostawiając hebrajskie litery:
בראשית ברא אלהים את השמים ואת הארץ
I policzmy.
בראשית
6 liter
ברא
3 litery
אלהים
5 liter
את
2 litery
השמים
5 liter
ואת
3 litery
הארץ
4 litery
Razem:
6 +3 +5 +2 +5 +3 +4 = 28
Pierwsze zdanie Biblii składa się więc z: 7 słów i 28 liter. To właśnie w tym miejscu chronologia przedstawiona w poprzednich rozdziałach zaczyna spotykać się z Bereszit. Narodzenie Chrystusa umieściliśmy około: 7 r. p.n.e. Jego ofiarę badamy w okolicy: 28 r. n.e. A pierwsze zdanie Biblii posiada strukturę:
7 → 28.
Nie trzeba wykonywać żadnego skomplikowanego działania. Nie trzeba sumować wartości liter, mnożyć gematrii ani przestawiać kolejności wyrazów. Liczby znajdują się na powierzchni tekstu. Siedem słów. Dwadzieścia osiem liter. Bereszit — początek. Szczególne znaczenie ma również samo pierwsze słowo:
בְּרֵאשִׁית — Bereszit
„Na początku”.
Od niego pochodzi hebrajska nazwa całej Księgi Rodzaju — Bereszit. To właśnie od tego słowa pochodzi tytuł tej książki: Od Bereszit do 2028. Dlaczego? Ponieważ setki stron dalej w Biblii prorok Izajasz zapisuje zdanie, które może być kluczem do sposobu odczytania początku:
„Zapowiadam od początku rzeczy ostatnie i od dawna to, czego jeszcze nie było.”
(Iz 46:10, UBG)
Hebrajski jest jeszcze bardziej zwarty:
מַגִּיד מֵרֵאשִׁית אַחֲרִית
magid me-reszit acharit Dosłownie:
„ogłaszający od początku koniec”.
W Rdz 1:1 mamy:
בְּרֵאשִׁית — be-reszit
„na początku”.
W Iz 46:10:
מֵרֵאשִׁית — me-reszit
„od początku”.
Rdzeniem obu konstrukcji jest to samo słowo:
רֵאשִׁית — reszit
początek. Izajasz zestawia je z:
אַחֲרִית — acharit
końcem, tym, co ostateczne. To zestawienie jest sercem całej konstrukcji:
RESZIT → ACHARIT
POCZĄTEK → KONIEC
A więc właśnie pierwszy werset Biblii staje się miejscem szczególnego zainteresowania, jeśli szukamy wzorca łączącego początek historii z jej końcem. I tam znajdujemy: 7 oraz 28.
Siódemka
Co właściwie liczymy w hebrajskim tekście?
Gdy mówimy o dwudziestu ośmiu literach Rdz 1:1, potrzebna jest precyzja. Hebrajski tekst biblijny zapisuje spółgłoski jako właściwe litery alfabetu. Znaki samogłoskowe i akcenty, które widzimy we współczesnych wydaniach tekstu masoreckiego, są systemem późniejszej tradycji pisarskiej i nie są liczone jako odrębne litery wyrazów. Dlatego rachunek wykonuje się na zapisie spółgłoskowym: בראשית ברא אלהים את השמים ואת הארץ.
To ważne także z innego powodu. W nowoczesnym hebrajskim można spotkać pełniejsze zapisy pewnych słów, na przykład formę אלוהים z dodatkową literą waw. W tradycyjnym zapisie masoreckim Rdz 1:1 występuje jednak אלהים. Liczenie musi więc opierać się na konkretnym tekście, a nie na dowolnej współczesnej ortografii. W przeciwnym razie wynik zależałby od tego, jak ktoś przepisze słowo w XXI wieku. Tutaj nie zależy: liczymy siedem wyrazów i ich tradycyjny zapis w tekście hebrajskim.
Rachunek jest prosty: 6 +3 +5 +2 +5 +3 +4. Razem 28. Nie ma potrzeby przypisywania literom wartości liczbowych ani budowania gematrii. Właśnie ta prostota odróżnia obserwację struktury od bardziej spekulacyjnych metod numerologicznych. Czytelnik może otworzyć tekst, policzyć wyrazy i litery i sprawdzić wynik samodzielnie.
Drugi element matematyczny także jest jawny: 28 jest siódmą liczbą trójkątną, ponieważ 1 +2 +3 +4 +5 +6 +7 = 28. Nie oznacza to automatycznie, że autor Rdz 1:1 zakodował datę ukrzyżowania. Oznacza natomiast, że relacja 7 → 28 jest realną własnością zdania i realną własnością elementarnej arytmetyki. Dopiero gdy chronologia Chrystusa niezależnie prowadzi od 7 r. p.n.e. do okolic 28 r. n.e., ta struktura zaczyna pełnić rolę niezwykłej klamry.
Liczba siedem przenika całą narrację stworzenia. Bóg kończy dzieło stworzenia w rytmie siedmiu dni. Siódmy dzień zostaje oddzielony od pozostałych. Później ta sama liczba powraca w szabacie, cyklach lat, świętach, siódemkach Apokalipsy i wielu innych strukturach Pisma. Nie jest więc zaskoczeniem, że pierwszy werset Genesis posiada siedem słów. Ale w naszej rekonstrukcji pojawia się jeszcze inne siedem. Jeżeli Jezus rzeczywiście urodził się w 7 r. p.n.e., liczba otwierająca strukturę pierwszego wersetu odpowiada dacie otwierającej Jego ziemskie życie. Nie twierdzimy, że hebrajskie słowa należy zamieniać na lata. Chodzi o coś prostszego. Najpierw astronomia i historia doprowadziły nas do roku 7 p.n.e. Dopiero później otwieramy pierwsze zdanie Biblii i odkrywamy, że jego podstawowa struktura rozpoczyna się również od 7.
A drugi element jest jeszcze bardziej interesujący.
Dwadzieścia osiem
Dwadzieścia osiem nie jest przypadkową liczbą również z czysto matematycznego punktu widzenia. Jest siódmą liczbą trójkątną. Liczba trójkątna powstaje przez sumowanie kolejnych liczb naturalnych:
1 = 1
1 +2 = 3
1 +2 +3 = 6
1 +2 +3 +4 = 10
1 +2 +3 +4 +5 = 15
1 +2 +3 +4 +5 +6 = 21
a następnie:
1 +2 +3 +4 +5 +6 +7 = 28
Czyli: 28 jest pełną sumą pierwszych siedmiu liczb. Siódemka i dwudziestka ósemka nie są zatem zupełnie niezależnymi wartościami. 28 jest matematycznym rozwinięciem 7. Można zapisać to tak:
7 → 28
a dokładniej:
Σ(1—7) = 28
Pierwsze zdanie Biblii posiada siedem słów, których łączna liczba liter wynosi dwadzieścia osiem. Jeżeli chronologia Chrystusa układa się:
7 p.n.e. → 28 n.e.
wtedy dokładnie ten sam porządek liczb znajduje się w pierwszym zdaniu Bereszit:
7 słów → 28 liter.
To jest sedno tego rozdziału. Nie gematria. Nie dziesiątki ukrytych kodów. Nie matematyczne akrobacje. Jedno zdanie. Dwie liczby. I chronologia życia Chrystusa. Od stworzenia do odkupienia W tym miejscu pojawia się głębszy wymiar całej konstrukcji. Rdz 1:1 opisuje początek stworzenia. Ewangelia opisuje dzieło odkupienia. Biblia nie przedstawia tych dwóch tematów jako całkowicie oddzielnych. Ten sam Bóg, który stwarza, później odnawia. To, co zostaje utracone w Genesis, zostaje ostatecznie odzyskane w historii odkupienia. W Genesis pojawia się życie, później śmierć. W Ewangelii Chrystus wchodzi w śmierć i ją pokonuje. Genesis rozpoczyna historię starego stworzenia. Nowy Testament prowadzi ku nowemu stworzeniu. Dlatego jeśli Bóg rzeczywiście „zapowiada od początku rzeczy ostatnie”, pierwsze zdanie Biblii jest naturalnym miejscem, w którym warto szukać architektury większej niż sama informacja o stworzeniu.
I właśnie tam znajdujemy strukturę odpowiadającą dwóm najważniejszym punktom chronologii ziemskiego życia Mesjasza: narodzenie — 7 ofiara — 28 Pierwsze wydarzenie to wejście Chrystusa w świat. Drugie — wykonanie dzieła, dla którego przyszedł.
7 → 28
Zapiszmy więc dotychczasową linię bez dodatkowych konstrukcji: 7 r. p.n.e. narodzenie Jezusa 27 r. n.e. początek publicznej działalności 28 r. n.e. Pascha i ofiara Baranka A teraz Rdz 1:1: 7 słów 28 liter W tym miejscu pojawia się pytanie, którego nie było na początku naszego dochodzenia: Dlaczego pierwsze zdanie Biblii posiada dokładnie taką strukturę liczbową, jaką zaczyna tworzyć chronologia Chrystusa? Gdybyśmy rozpoczęli od Rdz 1:1 i na podstawie siedmiu słów ogłosili, że Jezus musiał urodzić się w 7 r. p.n.e., argument byłby bardzo słaby. Ale droga była odwrotna. Najpierw pojawiła się potrójna koniunkcja Jowisza i Saturna. Herod. Chronologia Mateusza. Następnie Tyberiusz. Czterdzieści sześć lat Świątyni. Wiek Jezusa. Jednoroczny Baranek. Wczesnochrześcijańska tradycja krótkiej służby. Dopiero po przejściu tej drogi dochodzimy do pierwszego wersetu Biblii.
I widzimy:
7 → 28
To zmienia ciężar tej obserwacji. Następny zegar nie będzie miał związku ani z astronomią, ani z liczbą liter Genesis. Przeniesie nas do człowieka, od którego zaczęła się historia przymierza z narodem Izraela. Według tradycyjnej chronologii żydowskiej Abraham urodził się w roku: 1948 od stworzenia świata. Tysiące lat później na mapie świata ponownie pojawi się państwo narodu wywodzącego swoją historię od Abrahama. Rok będzie brzmiał:
1948
I od tego momentu do roku 2028 pozostanie dokładnie: 80 lat.
Rozdział 5. Abraham 1948 — Izrael 1948
W tradycyjnej chronologii żydowskiej Abraham urodził się w roku: 1948 od stworzenia świata czyli 1948 AM — Anno Mundi. Żydowskie opracowania chronologiczne podają ten rok wprost i przeliczają go na około 1813 r. p.n.e. To ważne rozróżnienie. 1948 AM nie jest rokiem 1948 p.n.e. Nie chodzi również o to, że żydowski rok 1948 odpowiada naszemu rokowi 1948 n.e. W roku 1948 n.e. kalendarz hebrajski wskazywał rok 5708. Państwo Izrael zostało ogłoszone 14 maja 1948 roku, czyli 5 Ijar 5708. Zbieżność znajduje się gdzie indziej. W jednej chronologii liczba 1948 oznacza narodziny człowieka, od którego rozpoczyna się historia narodu przymierza. W drugiej: 1948 oznacza ponowne pojawienie się tego narodu jako państwa. Abraham — 1948 AM. Izrael — 1948 n.e.
I właśnie dlatego ta liczba zasługuje na uwagę.
Człowiek, z którego miał powstać naród
1948 AM to nie 1948 rok przed Chrystusem
W tym miejscu łatwo o błąd, który potrafi zniszczyć cały argument w oczach uważnego czytelnika. Rok 1948 AM nie oznacza 1948 r. p.n.e. Skrót AM pochodzi od Anno Mundi — „roku świata” — i należy do tradycyjnego żydowskiego sposobu liczenia lat od stworzenia. W tej rachubie Abraham rodzi się w 1948 roku od początku świata, co odpowiada w przybliżeniu 1813 r. p.n.e. w kalendarzu używanym współcześnie. Nie zestawiamy więc dwóch tych samych dat kalendarzowych. Zestawiamy tę samą liczbę pojawiającą się w dwóch odmiennych systemach czasu.