E-book
23.63
OBYŚ DOM BUDOWAŁ

Bezpłatny fragment - OBYŚ DOM BUDOWAŁ

Poradnik Niefachowy


Objętość:
699 str.
ISBN:
978-83-8455-207-0

Witam!

Życie jest tak okrutnie szybkie, że zanim się spostrzegłem minęło już 5 miesięcy od magicznego momentu, gdy przekonałem swoją PP (zwaną również Żoną) że IT"S NOW OR NEVER czyli TRZEBA BUDOWAĆ.


No, może trochę szarżowałem z tym never ale skutek odniosłem i można było przystąpić do wyboru projektu. Finalnego zresztą, bo po 15 miesiącach wertowania katalogów bolały m nie już palce i oczy


A skoro czas biegnie tak szybko to chociaż część wrażeń chciałbym zapisać dla siebie no i dla Forumowiczów. Może coś się przyda, a może po prostu ktoś z nudów to przeczyta. No ja na pewno tu zajrzę jeszcze parę razy


Przy okazji — lektura dzienników na forum to dla mnie jedna z najprzyjemniejszych rzeczy w tym całym „budowaniu”


Wtręt historyczny:


już w zimie 2002/2003 zaczęliśmy polowanie na działkę, które zakończyło się nabyciem w marcu 2003 kawałka pola. Co najciekawsze po wyprawach w poprzek gminy (w której mieszkamy od 1999) kupiliśmy działkę jakieś 700 metrów od obecnego lokum


Plan był taki: kupić i niech leży a my spokojnie akumulujemy rezerwy na „kiedyś tam jak nam się zachce”


No i się w końcu zachciało…


W zasadzie nie piliło nas tak bardzo, bo mieszkamy w segmencie na ładnym osiedlu, bolesne doświadczenia z walki z upadającym developerem jeszcze w miarę pamiętamy, potem wykańczanie półsurowego stanu, potem wykańczanie półsurowego osiedla itp. itd.


potem robiłem wieczorowo-weekendową szkołę, w międzyczasie pojawiło się dwóch juniorów — SAMO ŻYCIE


Decyzja o nowym domu wynika z prostego faktu, że segment jest ładny, ale malutki, podobnie jak ogródek + z czasem zachciało nam się większej przestrzeni, pokoi dla dzieci i sąsiadów nie przez ścianę, ale przez płot


Tak więc w październiku zapadła najważniejsza decyzja: STARTUJEMY.


Więcej mi nie było trzeba — już w listopadzie udało się nam uzgodnić jaki projekt obojgu się podoba (Seweryna Archipelag) — oczywiście przeglądaliśmy go z 50 razy wcześniej, ale któregoś dnia dopiero olśniło, że w 90% spełnia dyskutowane oczekiwania… w końcu jak się buduje drugi dom to trzeba popuścić wyobraźni


uff… widzę, że nie będzie łatwo z tym pisaniem, rozciąga się mimo woli — w następnym odcinku:


Jak się nie rozwieść przy wyborze technologii!


cdn…


18 Marca 2005 ·

Piątek, deszczowo, ma być mróz w nocy…

a ja myślami na naszym polu a nawet w naszym domu! Na polu będę jutro z rana brodził z p. geologiem w poszukiwaniu wód gruntowych


Wielkie dzięki za komentarze! Poczułem się strasznie miło…

Obiecany odcinek brazylijski

Po wyborze projektu wybraliśmy się do biura, gdzie go sprzedają i w zasadzie nie marudząc klepnęliśmy wybór, przechodząc do tzw. rozmowy ogólnej. To wtedy właśnie usłyszałem Pierwsze Pamiętne Zdanie: „z papirologią jak z ciążą — trzeba liczyć 9 miesięcy!” właśnie minęło 4,5…i MAM NADZIEJĘ, że jestem w połowie


Zaraz potem usłyszałem też Drugie Pamiętne Zdanie „A z czego państwo chcą budować, bo my promujemy Nową Technologię” No i się zaczęło…


Nowa Technologia okazała się być: Ekologiczna, Zdrowa, Najcieplejsza, Trwała no a przede wszystkim NAJSZYBSZA! *


Jak w takich warunkach można nie wpaść w zachwyt?! Mi się udało, bo temat miałem nieco przemyślany, ale PP złapało po prostu z zaskoczenia i bez osłony. Wychodziła zauroczona pomysłem zamieszkania we własnym domu w ciągu 3 miesięcy…


Po cichutku przyznam, że nawet ja poczułem dreszcz emocji, kiedy pomyślałem, że można w tajemniczy sposób przeskoczyć czas


Nic to, na razie poprosiłem o konkretną ofertę i wycenę (czujnie obok Nowej technologii zażyczyłem Stary Ytong — dla porównania) i upłynęło parę dni.


W międzyczasie zacząłem zgłębiać temat Nowej Technologii i coś przeczuwając pogłębiać wiedzę o ytongu. Znacie ten etap na pamięć — kiedy wypieki wychodzą na twarz jak pierwszy raz człowiek się dowiaduje o współczynniku U i tajemniczych Warstwach ścian


I jakoś tak, im więcej się dowiadywałem tym bardziej byłem NIE zdecydowany na Nową Technologię. Chyba nie mam duszy pioniera. Co tam chyba. Na pewno!


No i przyszły wyceny a ja usiadłem dwa razy. Raz jak przeliczyłem wszystkie zera. Dwa jak zobaczyłem, że Nowa jest droższa


Temat w zasadzie dla mnie się skończył w tym momencie.


ale


zaniedbane przeze mnie zauroczenie PP w tym samym międzyczasie urosło do rozmiarów Pewności i Zdecydowania. Kwestia ceny została podsumowana: no tak, jak Nowa to przecież musi kosztować! Nieśmiało zacząłem wyrażać pierwsze wątpliwości (przez te moja nieśmiałość to same w życiu mam problemy). No i się doigrałem: im bardziej byłem przeciw, tym bardziej PP stawała za


Nastał stan czuwania — okolice Świąt, duch życzliwości, prezenty… świąteczne nerwy, dzieci weszły w 5 fale chorowania (licząc od października), rok się kończył. Generalnie temat zszedł z planu pierwszego, ale czułem, że nie jest dobrze.


Z nowym rokiem poczułem nowy przypływ energii. Poczułem, że to jest TEN ROK. I dosłownie od pierwszego roboczego dnia stycznia rzuciłem się na temat budowy jak wygłodniały


Trzeba wybrać technologie, bo nie ruszymy projektem! No to proszę — znalazłem idealne rozwiązanie: poprosiłem o Konfrontację (kurczę człowiek się uczy przy tych komisjach śledczych!) z wykonawcą Nowej Technologii + przygotowałem listę Podstępnych Pytań. Chociaż co tam w nich podstępnego było: punkt po punkcie moje wątpliwości poparte solidnymi dowodami. No rafa po prostu na której rozbije się mrzonka o Cudzie Budowania w Nowej.


Wydawało mi się.


Spotkanie zakończyło się moja totalna porażką. Firma zaprzeczyła moim twierdzeniom, PP poczuła się dotknięta moją napastliwością w dyskusji z wykonawcą (no bo przyznam szczerze, że na chwilę przestałem być nieśmiały jak usłyszałem kilka wg mnie nieprawdziwych twierdzeń) i wyszło na to, że w sporze Ja vs Fachowiec przegrałem sromotnie


Nastała era Ponurego Zawieszenia Tematu tzn., skoro nie Nowa, to żadna


Nie były to łatwe dni…


ale że budować TRZEBA (to przekonanie nawet na moment we mnie nie osłabło to wziąłem się jeszcze solidniej za temat technologii i w ciągu 2 tygodni wykonałem multum rozmów, spotkań i lektur z użytkownikami i wykonawcami Nowej i Starej technologii. Efektem był spuchnięty na 10 stron raport porównawczy wszystkich plusów i minusów dla obu pomysłów z konkluzją, że Nowa tak: ale tylko jeśli 30% taniej, jeśli na max 20 lat, i jeśli się nie boimy paru niespodzianek po drodze. Wszystkie punkty nie pasują do naszej koncepcji budowy. Czyli Ytong wygrywa.


Zrezygnowany przekazałem Raport do rąk własnych PP i zapadłem w Zimowe Oczekiwanie.


No i jakoś tak po kolejnym tygodniu padło tak Wytęsknione Zdanie „skoro Ty tak bardzo nie chcesz w Nowej to budujmy w Ytongu”!!!!! !


Oj :)


w następnym odcinku:


jak miłe dyskusje z architektem okazały się Pułapką na Hohonie!


Rozwiązanie brzmi: Kronopol.


Nic mi to nie mówiło aż do pytania o konstrukcję: a to po prostu „stary dobry” SZKIELET tyle że mniej drewniany a bardziej OSB-owy


obiecany odcinek Puchatkowy (myśl misiu, myśl!)


Dyskusje z architektem naprawdę były miłe! W zasadzie bez żadnych pieniędzy (choć zadeklarowaliśmy już, że projekt bierzemy) omawialiśmy zmiany, zastanawialiśmy się nad papierologią, dyskutowaliśmy o możliwościach nadzoru architekta itp. kwestie. Unosił się nad nami duch porozumienia i wzajemnej dobrej woli. Kawa była serwowana do woli, godziny pracy dostosowane do naszych możliwości…


Aż nadeszła ta wiekopomna chwila, kiedy padło hasło — technologia wybrana, możemy „brać się” za projekt.


No to się wzięliśmy: w krótkim czasie odbyliśmy dwa wielogodzinne spotkania, żeby ustalić jakie zmiany nam się widzą konieczne. I jakoś tak na koniec drugiego z tych spotkań zupełnie z rozpędu podpisaliśmy podsuniętą umowę na tzw. adaptację.


Bez przymusu.


Bez negocjacji.


Bez informacji.


Koszt — drugie tyle co za projekt.


ale


ADAPTACJA — to znaczy (jak rozumowaliśmy) że z jednej strony wchodzi taki sobie byle jaki Typowy projekt a z drugiej wychodzi ten super Nasz Domek.


A nawet Miś o bardzo Małym Rozumku pewnie próbowałby przeczytać do końca te wszystkie paragrafy… a my dokończyliśmy dopiero jak do skrzynki mailowej zawitał nowy list od architekta.


Z wyceną zmian.


Ze słoną wyceną.


Rzekłbym wręcz — z wyceną, która pokrywała to co już mieliśmy zapłacić, to co wypiliśmy w biurze, koszty godzin nadliczbowych i jeszcze 50%


wszystko wyjaśniła lektura umowy o adaptację — taki mały, przedostatni akapit. „wycena z pkt 1 NIE ZAWIERA wynagrodzenia za zmiany w projekcie”


A co w takim razie dostajemy jako adaptację? Mapkę nr 1 do odrolnienia, mapkę nr 2 do zagospodarowania działki (tzn. mapki to ja osobno kupiłem, dostajemy malunki). Aha i podpis architekta na TYPOWYM projekcie.


I jak już para opadła, kurz osiadł, wyceny zanalizowaliśmy to pozostała tylko jedna myśl. Ci państwo już na nas zarobili. Dajmy zarobić teraz komu innemu. I zadamy wszystkie Głupie Pytania zanim cokolwiek podpiszemy.


I nawet rozumiem ten model biznesowy


Bo jak już mamy te adaptację to robienie zmian gdzie indziej jest dość kłopotliwe.


ale na wszelki wypadek robimy je gdzie indziej


w następnym odcinku:


Jak nauka nie poszła w las — czyli piszemy Zapytanie Ofertowe do wykonawców!


Wielkanoc za pasem, Wiosna w powietrzu, budowa nadal tylko na papierze


cóż można robić w tak pięknych okolicznościach przyrody…

Piszemy Zapytanie Ofertowe

Z ta całą budową to jest jakoś tak, że co parę dni budzę się zlany potem, bo nagle przypomina się kolejny kawałek układanki, który wymaga odpowiednio wcześniejszego przygotowania, żeby docelowo wszystko zgrało się w czasie


Tak też któregoś dnia obudziłem się z przekonaniem, że to już Najwyższa Pora oderwać się od rysunków, planów, gazet ze zdjęciami. Czas zmierzyć się z Prawdziwym Światem Budowlanym. Przecież ten dom musi ktoś postawić.


Ja nie (bo zajęty od 8 do 18)


PP też nie (bo jeszcze bardziej zajęta Chłopcami)


Chłopcy za mali co by cegły dźwigać, choć chęci to mają aż w nadmiarze


Trzeba znaleźć Fachowca i zapytać o Cenę. Łatwo powiedzieć.


Jak zacząłem pisać o co chcę się zapytać to zatkałem się już na I pytaniu: co to znaczy zbudować dom: stan surowy, zamknięty, wykończony, jak? A co z ogrodzeniem? A co z rzeczami, których nie ma w projekcie (ręku, dgp)? Co z Vatem? A co z.….


Naczytałem się historii o miłych i przesympatycznych budowlańcach i atrakcyjnych kosztorysach. Przeważnie ze strasznie zaskakującym końcem. Dla inwestora.


Wniosek tylko jeden:


trzeba od razu pokazać kto tu Rządzi — niech Oni od razu wiedzą, że nie mają do czynienia z Frajerem i człowiekiem Nieprzygotowanym. Niech czują Respekt


Jak pomyślałem tak zrobiłem — do listy pytań dołożyłem sporą porcję przemyślnych warunków zabezpieczających: ostatnie 10% dopiero po pół roku, kary umowne za każdy tydzień 10%, wszystko wg umowy, zero zaliczek, inspektor nadzoru na każdym etapie itd.


I poszło w świat


Na razie jedną z firm musiałem dodatkowo namówić na złożenie oferty, bo odpadli po przeczytaniu oczekiwań. Inni odesłali tylko życzenia powodzenia. Tylko jedna nie komentuje. Chyba szykują jakąś Bombę


Mam jeszcze trochę czasu, na razie nie wymiękam. W końcu kapitalizm to kapitalizm — liczę na magię konkurencji


Jestem chyba Łakomym Kąskiem — generalne wykonawstwo na taki nie najmniejszy dom + otoczenie.......no niech się trochę o mnie pobiją


Jak nie zemdleję po otrzymaniu kosztorysów to napiszę następny odcinek:


Koszmar z ulicy… Projektowanej, czyli jak uzgodnić co poeta w Urzędzie miał na myśli


Nie zemdlałem jeszcze. Chyba na Święta chcieli mnie oszczędzić i nic nie przysłali.


Za to spotkałem się z jednym z oferentów na neutralnym gruncie miejskim, żeby uzgodnić tzw. pozycje wyjściowe. Czyli on powiedział co sądzi o moich planach, ja powiedziałem co sądzę o jego zastrzeżeniach. Oferta za tydzień. Pełna kultura. Pewnie przez te Święta


A skoro do śniadania wielkanocnego jeszcze kilkadziesiąt godzin więc dreszcze zdążą minąć pora na obiecany…

Koszmar z ulicy Projektowanej, czyli poezja Urzędnicza

Zaczęło się niewinnie, tak jak każe każdy Podręcznik Reżyserski Koszmarków. Uradowany cały odebrałem Warunki Zagospodarowania dla swojej działki. Całe 5 stron pisaniny + mapka + analiza. Tzn. analizy nie było, ale kazali podpisać, że jest, bo to taki nieistotny załącznik i gdzieś tam go mają w Urzędzie.


Kto by się z urzędem kłócił w takiej chwili.


Kłócić się musiałem dopiero w innym urzędzie kilka tygodni później, gdzie udowodniono mi Winę Nieposiadania Całości Dokumentacji. Mogło być tragicznie. Na szczęście był wtedy Dzień Kobiet i udało mi się jakoś obłaskawić Ważną Panią.


No to do dzieła. Pierwsze czytanie już w aucie na parkingu. Kurczę — gmina się zgadza na mój dom.


Drugie czytanie w robocie nooo, dużo tych paragrafów.


Kolejne czytania w domu jejku, zaczynam czuć się niepewnie.


No bo jak chcę POS a tu wpisali szambo — to co teraz?


Bo działka budowlana (wg aktu) a tu piszą, że trzeba odrolnić!


i takie tam różności, które pracowicie wygrzebywałem i analizowałem. M.i. też taki zapis „przed uzyskaniem PNB projekt techniczny wjazdu należy uzgodnić z zarządca drogi”


O kurka


— projekt techniczny wjazdu?


— zarządca drogi?


a ja myślałem, że dom będę budował…


Następnego dnia pędem do p. Urzędnik w gminie. Nerwy na wierzchu, uśmiech przez zęby i pytanko — jak to rozumieć???


Pani Urzędnik — pełny luz — A planuje Pan zabudować podjazd przed bramą?


Moja czujna odpowiedź — No jasne, że nie


— No to nic nie trzeba robić, bo chodzi tylko o uzgodnienie jakbym planował coś robić na drodze publicznej…


UFFF… temat z głowy, zapominam.


ale


jakoś po paru tygodniach zagęściło się na Forum i Docelowy Współmieszkaniec Gminy zadał to właśnie pytanie na łączach. Uspokoiłem kontrolnie, że jakby co to sprawdzałem i ogóle spokój


No ale On TEŻ SPRAWDZAŁ. I dostał wręcz przeciwną odpowiedź. I to w tym samym pokoju. I TO OD TEJ SAMEJ PANI URZĘDNIK. Z komentarzem, że załatwienie to tylko ok 2 miesięcy.


To ten moment, gdy serce ścina lód. Skurcz Przerażenia wykrzywia twarz


Oddycham już tylko z przyzwyczajenia


Jak się otrząsnąłem to za telefon. Niestety Pani Urzędnik nie odbiera telefonu. Taki ma styl.


Trudno, będę atakował skrzydłami.


Wydział Infrastruktury (2 podejścia, drugie trafione nowa Pani Urzędnik się poczuwa do dyskusji) — a gdzie jest linia rozgraniczająca? -a która to? — a ma Pan mapkę, bo ja nie mam (- przypomnę Pani z Infrastruktury!)


…10 minut poszukiwania linii na mojej mapce z jej telefonu….


SUKCES — linia w granicy. Pani potwierdza, że jak brama w granicy to ONI jako gmina nic do tego nie mają


ale


Pani SIĘ WYDAJE, że to trzeba w Zarządzie Dróg Miejskich no bo droga miejska.


Wtręt — mowa cały czas o tym kawałku pola koło mojego kawałka pola, które od lat jest projektem gminnej ulicy m.i. przechodząc przez pobliskie zamknięte osiedle…


Głęboki oddech i dzwonię. Trzy podejścia i już ich mam. Czyli sekretariat Inżyniera Ruchu Dla Całej Stolicy (PIRDCS) — hoho nie byle co


Pani Sekretarka;


— zapraszamy, wzór podania damy, prosimy 2mapki, pan Inżynier zaopiniuje…


— ale...czy ja na pewno MUSZĘ?


— to ja przełączę do Pana Inżyniera…


PAN Inżynier Ruchu Dla Całej Stolicy — i nawet taki ma głos właśnie: Władczy i Zarządczy.


— OCZYWIŚCIE ŻE TO KONIECZNE. JAK PAN SOBIE WYOBRAŻA. ŻE TAK SOBIE PAN BĘDZIE Z DZIAŁKI WYJEŻDŻAŁ?!?!?!?


…tak sobie wyobrażałem o ja naiwny


pokornie podziękowałem pytając o możliwy termin rozpatrzenia (jak już mapki zrobię). PIRDCS ocieplił głos dodając coś na kształt pocieszenia:


— NO WŁAŚNIE ROZPATRUJĘ POŁOWĘ LUTEGO…


...mamy koniec marca


Musiałem ochłonąć, wyjść na dwór, zaczerpnąć powietrza, walnąć kawę z colą. Pozbierałem zdziesiątkowane dywizje Pewności i Optymizmu.


Ostatni manewr. Atakuję centrum dowodzenia.


Centralne Biuro Architekta — to tam, gdzie spłyną moje podania i błagania.


— Czy w PNB muszę dostarczyć tzw. Opinię Komunikacyjną?


— Hmmm… (Pan Urzędnik zamyśla się)


— Hmmm…(Nadal się zamyśla)


— /#0 (Zasłania słuchawkę) na szczęście niedokładnie i słyszę jego Ogólne Pytanie do Kolegów Urzędników — CZY MY POTRZEBUJEMY OPINIE KOMUNIKACYJNĄ DO PNB???


— chyba nie


— raczej nie


— bez usług nie

HURRA. NIE MAM USŁUG W DOMU

Tylko ja i Rodzina. Totalnie Prywatnie.


Co za ulga. A więc istnieje ŁASKA URZĘDNICZA. Może to z okazji Świąt???


Wesołych Świąt!!!!


ps. — i niech nikt nie wyciąga mi tego posta z zakładki Prawo i Pieniądze, że są gminy, gdzie tego wymagają


w następnym odcinku:


Kopię sobie Dziurę, czyli po co nam geologia


30 Marca 2005 · 713 wyświetleń

I znowu po świętach


Na pocieszenie to oznacza, że można znowu spokojnie rzucić się na tematy budowlane. Gorzej, że zaczyna męczyć mnie poczucie kurczącego się czasu a rosnącej ilości rzeczy do zdecydowania/ustalenia/załatwienia, że nie wspomnę o płaceniu


więc dla kolejnego pocieszenia: Wiosna idzie, to pewne!


ale historycznie rzecz ujmując:


Dziura, czyli geologia


Miało być tak że szambo. Nawet się nie zastanawialiśmy nad tematem. Wszyscy przecież mają.


Wszyscy ci co nie mają ustawowej rury do Bałtyku


Ale okazało się (zaczynam się już powoli przyzwyczajać, że przy budowaniu NIC nie jest przesądzone) że NIE wszyscy mają.


Niektórzy mają POS.


Albo oczyszczalnię.


Gdzieś po tygodniu dotarło do mnie, że to to samo


Hohoho — im więcej o POS tym szersze uśmiechy moje i PP. Lać bez umiaru i wszystko ładnie wsiąka? Działki nam starczy — niech wsiąka! A przede wszystkim — brak GÓWNOPIJEK!


ps. — określenie Gównopijki pojawiło się w naszym domu z inicjatywy Starszego z Chłopców (tego już wygadanego 4 latka!) — musieli to już przerabiać w przedszkolu…


Słowo od razu się przyjęło


Skoro więc takie to proste to biegiem po Mądre Gazety a potem do Pani Urzędnik — i mailem ją i telefonem. Okazało się, że wszystko można.


Jak się spełni odpowiednie warunki, oczywiście


I w zasadzie wszystko już mieliśmy obgadane, nawet umówioną wizytę w firmie produkcyjnej. Prawie model już uzgodniony. Miejsce wyznaczone. I z inną Panią Urzędnik też uzgodnione, że jak się wyrobimy to od razu do PNB wrzucamy.


Trzeba tylko wody gruntowe pomierzyć. I oferta za pierwszą dziurę to 450 netto. I 150 za drugą. Ale z obietnicą, że jedna pewnie wystarczy.


Ale bałem się, że nie wystarczy. I nie podobało mi się to netto.


Następna oferta była bardziej obiecująca. 550 netto za dwie do trzech dziur!


Lepiej, ale nie najgorzej.


Aż w tej euforii spadających cen wynegocjowałem w trzecim podejściu 450 za 2 dziury. Brutto dla mnie


Super deal. Tak myślałem do czasu jak zobaczyłem o co chodzi.


Kawałek rury z wgryzakiem. Jeden pan geolog do wgryzania. Drugi pan geolog do notowania. Całe 15minut roboty licząc z przejazdem ode mnie z domu. 5 minut na pogaduchy. Plus piękne opracowanie z rysunkiem. I PIECZĄTKĄ. Za 450.


Szkoda tylko że wody mam na 1,5 metra. Dokładnie tyle co potrzeba miejsca POD drenażem co powinien być minimum 60 cm pod ziemią (a kto wie czy nie metr!).


A jak poczekaliśmy te 5 minut to wody nawet podskoczyły na 1,30 i pięknie gwizdały w gwizdku geologa.


Gwizdały na Triumfalny Powrót Szamba.


I po to nam właśnie geologia:


żeby rozwiewać Złudne Nadzieje. I zostawić ładny rysunek. Za 450


w następnym odcinku:


Boląca głowa PP, czyli gdzie jest standard???


9 Kwietnia 2005 · 756 wyświetleń

Daaaawno już nic nie pisane było…


ale też i powód był najpoważniejszy na świecie.


A dziś pokrzepiony po miłym spotkaniu i znowu myślami w domu (tym właśnie rysowanym na papierze) mogę zmierzyć się z kolejnym Ważnym Odcinkiem naszej drogi budowlanej, czyli

Dlaczego PP boli głowa

Wybór projektu był drugim Milowym Krokiem na tej drodze (ścieżyna to czy autostrada się okaże???). Poszło jak już wspomniałem całkiem gładko. Nie liczę tych wcześniejszych 15 miesięcy wertowania katalogów.


Oficjalnie i dla Potomnych wybraliśmy go już w miesiąc po decyzji o budowie


Ależ się nam spodobał!


Wszystko po prostu: dół z miejscem dla rodziców (nas czyli) — takie fajne że można biegać naokoło przez sypialnię, łazienkę i garderobę (już ja wiem kogo tam będę ganiał ), salon z oknami od góry do dołu (bo kto by tam wtedy myślał o wycenach za te niezmierzone ilości tafli i szprosów), klatka ze schodami co maja aż 17 stopni ( dziwna cyfra — okazało się że za nic nie dają się wyprostować na dwubiegowe!), pomieszczenie gospodarcze co może pomieścić i hobby i saunę i piec i ping ponga i najważniejsze: Dziurę z łazienki na górze. Dziura jako Odkrycie Epokowe została jednogłośnie przegłosowana jako element obowiązkowy dla każdego projektu jaki byśmy wybrali.


Góra może mniej ekscytująca, bo niby tylko sypialnie i łazienka. Na pierwszy rzut oka. Bo na drugi cały smak pokazuje przez swoje niesamowite Wole (albo i BaWole) Oko z balkonem. I drugie malutkie, nad garażem.


Miałem je już wywalić jako zbytek (kto to będzie przez nie wyglądał niby!) ale zostało. Z litości albo Do Pary. Choć takie malutkie.


Wiem, wiem. To znaczy jeszcze nie do końca, bo wyceny trwają.


Ale coś tam podejrzewam


I w zasadzie projekt jest tak piękny, że nic w nim nie zmienialiśmy.


Prawie.


Takie tam tylko. Drobiazgi.


Dziury nie było z góry, to dorobiliśmy.


Spiżarka o długości 3,5 metra i szerokości metr. Trzeba było przekręcić o 90 stopni, żeby nie umierać ze Śmiechu przy każdym wejściu.


Wtedy się wejście do gabinetu gdzieś zapodziało.


Znaleźliśmy, ale kosztem okna.


Schody zabiegowe za nic się nam nie podobały. Kiedyś to nawet zdradziłem na Forum, dlaczego. Już pisałem raz Zręb Testamentu spadając z takich w środku nocy a skoro górę zasiedlą Dzieci, zabiegowe wypadają.


Długo leciały w tym wypadzie.


W końcu się udało znaleźć rozwiązanie na dwubiegowe. No, szczerze mówiąc Trzy biegowe. Ale bez zabiegów.


I już nic więcej nie zmienialiśmy!


W tym pomieszczeniu


Po 4 miesiącach od pierwszej rozmowy o zmianach. Jednej zmianie architekta. Nie liczę bezpłatnych porad Znajomych. Już byliśmy w ogródku…, czyli w salonie i kuchni.


No i oparliśmy się. O Drzwi i Okna.


Pierwszych nie było ogóle. Taki projekt


Nie ma drzwi między salonem a hallem i kuchnią.


No a mi się zamarzyło, żeby były. Bo jakby mi się zachciało jednak zamknąć???


Dziury w ścianach takie, że można tylko jedno, żeby nie popsuć tak zwanego Efektu Wizualnego (ps. — ja nie wiem, czy ufać Tym Architektom jednak!).


Drzwi suwane. Na maksa. 4 Skrzydlate Potwory. W sumie będzie ze 3,4 metra długości! I podwójne kasety. Ufff….


Obiecuję w tym miejscu, że Uprzejmie Doniosę jak to zrobię


A Okna? Drzwi, jak rzekłem nie było. Za to Okien w bród. Nawet więcej niż ścian. Aż mnie to zaniepokoiło w pewnym momencie. Cztery ściany, w tym trzy z Okien?


Okazało się, że jednak dwie zostały w środku z cegieł, sam nie wiem, jak się uchowały…


Dla porządku więc musieliśmy Poigrać i z Oknami. Troszkę obcienkować. Sprawdzić jakie wymiary są w Standardzie Produkcyjnym. Okazało się, że każda firma lubi swój własny standard. A Kumpel wyjaśnił — szkoda czasu na rysowanie 2 centymetry tam czy z powrotem — na budowie i tak dopasujesz.


Trochę jednak musieliśmy pokreślić — No bo czego będzie się ten kominek w środku trzymał, jak mu choć kawałka porządnej ściany nie zrobimy!


No i Klamka zapadła. Dyspozycje wydane, Architekt tworzy Wersje do Druku… nic już nie będziemy zmieniać…


Tyle tylko co na budowie


No i kto zgadnie Dlaczego PP głowa boli????


w następnym odcinku:


Dlaczego kataster nam nie grozi albo wypisz się z rejestru


13 Kwietnia 2005 · 803 wyświetleń

Historyczny Dzień! A w zasadzie Noc.


Nasz Młodszy pierwszy raz w swoim Życiu przespał Całą Noc w swoim łóżku! Pożegnanie Cycusia wreszcie zadziałało


A poza tym to jest mi strasznie miło, że Czytelnicy się niepokoją o następne odcinki.


Zakasałem więc rękawki i pracuję.

Kataster Nadciąga, czyli Wypis z rejestru

Wszyscy Budujący to doskonale wiedzą, że Wypis z Rejestru jest nieodzownym kawałkiem papieru w drodze budowlanej. Jednak dla Nowicjuszy ten Zamysł Legislatora nie jest od razu tak oczywisty.


Bo niby dlaczego mam w gminie prosić o potwierdzenie, że jestem właścicielem ziemi, skoro mam umowę i kwitek zapłaty. AKT wręcz, nie tam jakąś zwykłą umowę!


Nawet więcej — z Sądu po paru miesiącach przyszedł Wyciąg z Księgi, gdzie poza strasznie miłymi słowami o tym, że to właśnie JA i PP mamy tę ziemię, był jeszcze dopisek: do wiadomości Różne Urzędy. W tym Gmina.


A jednak…


Wypis mieć należy i kropka.


Znalazłem w końcu argument praktyczny. Łatwiej jedną kartkę kserować i zostawiać po kolei w Różnych Urzędach niż te kilkanaście stron Aktu (akurat taki gruby nam się trafił!).


Świeżo więc Pouczony lekturą Warunków Zabudowy pobiegłem do okienka, gdzie wypisy dają. Obsługa zupełnie jak za czasów Kaczyńskiego. Miło, uprzejmie, terminowo. Już nie trzeba biegać po piętrach i Przeszkadzać Urzędnikom. Teraz mamy 18 okienek na parterze i sami Uprzejmi tu pracują


Wypis kosztuje jakieś 12 złotych i 37 groszy. Albo podobnie. Ważne, żeby końcówka była Nieokrągła. W końcu Państwo nie może naciągać Obywateli. Jak coś kosztuje 7 groszy to 7, a nie 10


Zapłacone, obiecane, że maksimum za 2 tygodnie będzie. Idealnie wręcz, bo jedziemy akurat na 2 w góry, przewietrzyć nasze Chorowite Dzieci. No i pojechaliśmy…


Gmina postanowiła być Najmilszą Gminą i zaskoczyć szybkością działań. Zadzwonili w góry, że już jest! Mogę odbierać choćby zaraz


Jak tylko dopłacę jeszcze 4 złote i 2 grosze


Tyle trzeba dopłacić, jak się bierze wypis na KOGOŚ INNEGO.


— Jak to? — jestem zrelaksowany, bo przecież góry, ferie, rodzina zamknięta w Jaskini Solnej


— No nie jest Pan Właścicielem.


— ???!!!!


— Zgodnie z Rejestrem właścicielem jest pan X.


— Ale ja kupiłem to od niego 2 lata temu!


— Nic nie poradzę taki mamy zapis.


— Ale ja płacę podatki od 2 lat za tę ziemię!


— Hmmmmmm… wie Pan, finansowe okienko to po drugiej stronie sali, to my tego nie wiemy… OOOO


Wiedziałem. Wiedziałem, że trafię na Paradoks Biurokracji prędzej czy później. Ale żeby tak od razu?!


Choć przecież nawet te podatki płacę z Własnej Nieprzymuszonej Woli. Czując się nieswojo po roku oczekiwania, pojechałem i okazałem akt BEZ PRZYMUSU. I jeszcze mi podziękowano! Zero karnych odsetek! Panienka z Okienka naprawdę była wdzięczna i wyznała, że mają „problemy z Bazą Danych”.


No i okazało się, że naiwnie zakładałem, że problem się skończył jak sprawę podatków załatwiłem…


Najgorsze, że jak jeden element systemu nie działa to normalnie już się tego nie załatwi. Bo wypis dostać jest bardzo łatwo. Ale wypis POPRAWIĆ — oooo, to już jest Wyzwanie.


Najpierw z tych swoich ferii wykonałem serie Irytujących telefonów po gminnych pokojach. W sytuacjach awaryjnych obsługa okienkowa nie działa. Musiałem Irytować Urzędników na ich gruncie pokojowym. Coś tam udało się ustalić po 3 dniach. Pocieszeniem jest to, że na końcu listy połączeń Jedna Pani Urzędnik poczuła się Odpowiedzialna i obiecała Szybką Ścieżkę.


Po powrocie więc czym prędzej pobiegłem do wskazanego pokoju. Aż za wcześnie przybiegłem, więc karnie musiałem odczekać czas Śniadania. Kto by się awanturował w takiej chwili, gdy Urzędnik chce pomóc!


Potem już tylko okazałem kopię aktu. I oryginał, żeby się wrył w pamięć Pani Urzędnik. I przy mnie Pani Urzędnik udała się do Szafy, żeby przewertować jeszcze raz Bazę Danych.


Czyli pudła z kwitami z Sądu.


Dużo pudeł.


Niekoniecznie zamknięte.


Z grubsza opisane na boku.


Nadal tam mnie nie było.


A Pani Urzędnik szczerze wyznała:


— no wie Pan jak to jest, przyszło pewnie kiedyś, rzucił ktoś na stertę dokumentów i zginęło…


— No tak — rzekłem Przebaczająco.


W sumie przecież na końcu dostałem to co chciałem.


Jeszcze tylko dwa razy musiałem przyjechać w czasie pracy, Przypomnieć się i samemu popchnąć papier między trzema pokojami.


I teraz Gmina, czyli Państwo wie Kto Co Ma.


I tak im dłużej myślę tym bardziej się boję…


To może po to ten cały Wypis jest potrzebny????


Żeby się Baza Danych samo-naprawiała???


A przecież z tej bazy będą musieli spisać WINNYCH do Katastru!


Ale zaraz, zaraz…


…w tym tempie aktualizacji to jeszcze potrwa na moje oko jakieś 25 lat


A poza tym…


Śpijcie spokojnie — jak będzie przeprowadzka w gminie to znowu się Zgubimy!!!!


Następnym razem:


Granica, czyli Sami swoi!


15 Kwietnia 2005 · 777 wyświetleń

Dziś nasz Starszy, gdy wszystko już było gotowe do wyjścia do przedszkola nagle zmienił zdanie:


— Mamo, nosek mówi do brzuszka „tuż, tuż”!


— No i?


— A brzuszek mu odpowiada „Chcę kaszkę”!


no i znowu się spóźnili…


To taki drobiazg Przedweekendowo-Piątkowy


a co z naszą budową??? Opowieści ciąg dalszy nastąpi:

Gdzie granica, czyli Sami swoi!

Człowiek ma taką dziwną skłonność, żeby zapominać o przykrościach. To się nawet jakoś nazywa w psychologii — wiem, że się nazywa, bo mam Przyjaciółkę co psychologię zrobiła. Całą! Teraz za 450 złotych pracuje w szpitalu, żeby mieć uprawnienia…. Piękny Kraj.


No i ja już prawie zapomniałem, że miałem raz taki przykry Temat do (psycho)Analizy.


Ale po kolei…


Co robiliście w Lany Poniedziałek?


Nienormalni lali Nieswoich Niestandardowymi Wiadrami na przystankach.


Każdy normalny też lał. Ale Swoich lał. Z użyciem standardowych narzędzi Polewczych typu Pistolet. Co my byśmy bez Babci i Dziadka zrobili! Nie mieliby (śmy) Nasi Chłopcy Półmetrowych Pistoletów na wodę…


Tymczasem ja zamiast oddać się Morderczej Rozrywce umknąłem z ostrzału pod hasłem wykonania Zadania Strategicznego. Dostać się na działkę w celu pomiarów. Tak się bowiem złożyło, że przy okazji odwiertów wodonośnych utkwił mi w pamięci jeden bolesny szczegół. Podejrzanie krótka droga od jednej dziury w działce do drugiej. Mierzyłem bardzo starannie przygotowanymi Krokami. A druga dziura wypadła prawie w granicy Sąsiada....hmmmm…


Temat do Analizy rozplenił się w świadomości akurat w okresie świątecznym. Przecież mapka pokazuje 26 metrów szerokości. Odmierzyłem od granicy 5 metrów na pierwszą dziurę. Druga była 15 metrów dalej. 15 +5? No za nic nie chce wyjść z zapasem 6 metrowym!


No to pięknie — 6 metrów różnicy z Sąsiadem! W Samych Swoich za Trzy Palce trzeba było uciekać do tej Hameryki…


Najgorsze w tej sytuacji było, że niby działka niedaleko, a pójść nie ma, kiedy. I jeszcze te Święta! Zamiast spędzać je na działce, to jeździmy po rodzinie!


W rezultacie Zadanie Strategiczne okazało się i Misją Komandosa. Bo jedyny wolny termin pojawił się w poranek w Lany Poniedziałek! Poranek!!! Kiedy właśnie szaleją Nienormalni!!!


Czasem to jednak myślę, że przesadzam z tą ostrożnością. No, ale muszę z tym jakoś żyć i Moi Najbliżsi też


PP poklepała pocieszająco po plecach — UDA SIĘ!


A JAK NIE? — tego nie powiedziałem. Pomyślałem tylko.


Nie zwlekając i Trzymając Fason wyglądam zza drzwi. Lewa wolna. Prawa nie widać. Wystawiam kawałek. Nic. Wyglądam. Po prawej znika Grupa Inicjatywna Z Wiadrem. To ja w lewo. Niby zrelaksowany, bo to własne osiedle, młodzi chyba znają, nie będą sobie tyłów robić.


Zaraz, zaraz…


Ale Młodzi dziś to mogą nie wiedzieć, że nie Wypada, a taki dzień co Wypada!


Szybko wprowadziłem małą poprawkę do planów — nie będę fatygował Boskich Hermesowych Nóg. Pojadę te 600 metrów samochodem!


UDAŁO SIĘ! Nikt nie gonił…


Na miejscu luzik. Pole. PUSTE pole. Można pracować. Najpierw Narzędzia…


Mapka, Długopis, Miarka. Krawiecka. Całe 150 centymetrów.


No to idziemy Skokami Krawieckimi. Od słupka do słupka. Przez górki, dołki i chaszcze. Dla Pewności dwa razy. I jeszcze kontrolnie raz.


A skoro już tam byłem to pomierzyłem i ten dłuższy bok też (wg mapki 56 metrów). Żeby nie wracać znowu z tym centymetrem, jak mi się przypadkiem jakieś podejrzenia rozplenią….


NO I ZGADZA SIĘ! WSZYSTKO!


Tylko ten mój Starannie Odmierzony Krok się nie zgadzał…


W sumie — jednak to dobrze, że znowu zmarnowałem trochę czasu na Niepotrzebne Zamartwianie. Tej Ulgi wypełniającej po sprawdzeniu nie sposób przecenić........bo przecież psychologia jasno wskazuje:


POZYTYWNE BODŹCE to podstawa Zdrowego Życia!


Następnym razem:


Spotkanie na Szczycie, czyli Sąsiedzi


22 Kwietnia 2005 · 674 wyświetleń

Ależ szybko leci czas na wiosnę!


Aż poleciał z nim jeden nasz p. Architekt tak daleko, że papiery na PNB złożymy przez to dopiero po długim weekendzie


to ten sam z odcinka nr 3 — NIC SIĘ NIE POPRAWILI


w tzw. międzyczasie odbywam tournée po lokalach kawiarnianych wciskając Przygodnym Wykonawcom xero projektu i z Miną Kota w Butach Puszka-Okruszka umawiam się na kosztorysy….


Jak człowiek chce wydać te kilkaset tysięcy to trzeba się nieźle za tym nachodzić


ale to wszystko tytułem wstępu, jedziemy dalej z historią

Spotkanie na Szczycie, czyli Sąsiedzi

Sąsiad jak wiadomo to Najważniejszy Człowiek na Świecie.


Zaraz za rodziną. Czasem nawet przed. Bo jak trzeba wyjechać i Pasterskie Czujne Oko jest niezbędne — to prościej Sąsiada prosić niż Rodzinę


W przypadku domu to jeszcze więcej łączy z Sąsiadem!


1) Jest ich najwyżej trzech


2) Wspólny płot


3) Wspólne grillowanie (nawet jak każdy we własnym ogródku)


4) Wspólne poczucie, że ma się Fajnego Sąsiada


To ostatnie to jak z Małżeńską Miłością — należy Pielęgnować i Dbać, żeby nie ostygło. Za to należycie podlewane daje Morze Satysfakcji.


No może nie to samo dokładnie Morze. Ale też warto.


I najważniejsze — raz stracone, ciężko odzyskać


Z tych więc powodów bardzo nas interesowało Kto to będzie za płotem. Jako Młodzi i Dynamiczni (roboczo definiujemy ludzi na MiD do 40, potem pojawia się kategoria Młody, ale Już Doświadczony) postanowiliśmy wziąć Sprawy we własne ręce zamiast zdawać się całkowicie na Los Człowieka. Namówiliśmy więc Teściów na działkę obok. OK., sprawa jasna, wiemy czego się spodziewać


Drugi bok pozostaje Tajemniczą Pustynią — nie wiemy nawet czy ma Właściciela. Na razie wiatr hula wraz z próbami podziału na działki. Poczekamy, zobaczymy.


Pozostał Trzeci Bok. I tu pierwsza miła niespodzianka: Sąsiad sam się ogłosił, któregoś dnia dzwoniąc z Radosną Nowiną — TO JA!


Pierwsze Koty za nieistniejące Płoty — Znamy się ze słyszenia


Potem nastąpił Pierwszy Kontakt Wizualny. Zlot na polu pt. musimy ustalić Zbiórkę na Pana od wodociągu i gazociągu. Wykonałem Ogląd.


Pokoleniowo pasuje. Mniej więcej nasz stopień Zaawansowania Życiowego. Krótka konwersacja potwierdziła, że jest Młodym Dynamicznym z Żoną i Dzieckiem. Synem, który już się zastanawia czy będzie miał Kolegów na nowym miejscu. Uspokoiłem, że minimum Dwóch!


Potem nadeszła mroczna pora Budowlanego Nicnierobienia i na kilka ładnych miesięcy kontakt zanikł.


Do czasu kolejnego niespodziewanego telefonu i to na same Święta Bożego Narodzenia:


— Najlepsze Życzenia! Potrzebuję podpisy!!!


Okazało się, że Sąsiad będąc zadeklarowanym Niezdecydowanym i Nieprzekonanym w kwestii budowy doszedł już w tym Nicnierobieniu do Pozwolenia na Budowę! A ponieważ jednocześnie wykonał kilka ruchów formalnych w tym przepięknym okresie zmiany prawa, nagle po roku powstał jakiś Monstrualny Rów Prawny w który wpadł razem ze swoimi dokumentami.


Nic nie zrozumiałem.


Ważne było, że jak szybko nie pozbiera podpisów przyszłych Sąsiadów to wydarzy się Katastrofa!


Podpisaliśmy więc. Dla pewności pełnym imieniem i nazwiskiem


Był wdzięczny


A Dobry Uczynek od razu się zwrócił! Sąsiad wprowadził w Tajemnice Gminnych Korytarzy i podał namiary do Pani Urzędnik która teoretycznie pisze nam Warunki Zabudowy. Teoretycznie, bo jak nie zadzwonimy i nie pogadamy to może jeszcze je pisać ze 3 miesiące! Zadzwoniłem bez zwłoki — WZ było już po 4 tygodniach.


Oj polubiłem Sąsiada już


Tak więc po 1, 5 roku znajomości grunt został przygotowany na SNS.


Spotkanie Na Szczycie.


Wysłałem oficjalne zaproszenie:


2+2. Sami dorośli. Neutralny grunt. I na cały obiad!


Spotkanie bardziej niż się udało.


Po pierwsze był dobry obiad.


Po drugie wreszcie była okazja, żeby przestać się „Panować i Panić”.


Po trzecie pokazaliśmy sobie Zdjęcia Dzieci.


Po czwarte okazało się, że Drogi Życiowe podobne do tego stopnia, że wszyscy mieszkamy na Białołęce, a obaj z Sąsiadem cierpimy pod Butem Francuskiego Kapitału. Z tym że ja uparcie nie zamierzam uczyć się francuskiego


Z tym Cierpieniem to może przesadziłem jednak.


Ale Francja Elegancja to też nie jest


I jeszcze do tego od słowa do słowa Uzgodniliśmy Położenie Śmietnika — a jak wiadomo to generalnie Śmierdząca Sprawa


I jakby nie dość było tych Pozytywnych Wrażeń to jeszcze w krytycznym momencie Sąsiad zawłaszczył rachunek. I nie dał sobie odebrać!!!


Oczywisty powód, że musimy się re-umówić na następny lunch.


Podsumowując, dobrze jest!


I teraz należy tylko Podlewać i Pielęgnować, Podlewać i Pielęgnować, Podlewać…


Następnym razem:

Zapuszczam Żurawia, czyli wizyta domowa

26 Kwietnia 2005 · 717 wyświetleń

Ależ się narobiło


im bardziej pytam o cenę tym mniej odpowiedzi dostaję


odpadł mi znowu jeden potencjalny wykonawca, rzutem na taśmę w weekend podpisał dwie inne umowy i oferuje termin na koniec września


z drugiej strony papiery na PNB jeszcze nie poszły, więc czasu nadal trochę jest


korzystam więc jak mogę, a mianowicie


Zapuszczam Żurawia


Mam trochę Koleżanek


Żona wie


i tak jakoś przy okazji służbowego lunchu (oho temat na następny odcinek się kłania!) padło Magiczne Hasło „Kończę Dom”


Wyczulone ucho wychwyciło ton Nostalgii przemieszanej z Ulgą.


Jak Było? — to ja.


Nie pytaj! —


Na szczęście chodziło tylko o chwilowy brak czasu, bo opowieść wymaga Wgryzienia w Szczegóły wraz z Analizą Uwarunkowań i Szkicem Sytuacyjnym


Lunch nam się skończył z tego wszystkiego w połowie Tematu. Może i lepiej — w końcu była tam jeszcze jedna Koleżanka. Na jej nieszczęście nie zainteresowana Budowlanką.


Wiecie doskonale jak to jest — gdy człowiek zagłębiony w Temacie wpadnie na Drugiego Takiego


Temat kontynuowaliśmy via maile i telefony.


Służbowe oczywiście


Jednocześnie rozjeżdżaliśmy się w czasie inwestycji — bo ja coraz bliżej rozpoczęcia, Koleżanka coraz dalej od skończenia. Zacząłem zadawać coraz więcej Szczegółowych, Dogłębnych i Analitycznych pytań.


Nie wszyscy mnie za nie lubią


Czasem rzeczywiście ciężko wytrzymać


Ale nie da rady inaczej. Sami wiecie. I tak zostaje mnóstwo wątpliwości i Skoki do Wody bez przygotowania.


Jak już mi się odechce to dam znać, na razie Drążę


No i tak przy kolejnym Wierceniu w Pamięci dowierciłem się do Rewelacji: Koleżanka ma i świetlik, i grzejniki w podłodze i okna P4 i przede wszystkim drzwi suwane! Wszystko co sobie wymyśliliśmy z PP!


Uzyskanie Zaproszenia było kwestią chwili


Skład docelowy lekko się zmienił, bo miał być Komplet, czyli ja, PP, Chłopcy — ale ostatnie podmuchy zimy zawiały Młodszego, więc pod Cel podjechaliśmy w ściśle wyselekcjonowanym Składzie. Only the Strongest. Tata i Pierworodny. Razem mamy 40 lat doświadczenia


Zadania rozdzielone. Filip obstawia Córki, ja Matkę. Córki zupełnie przypadkowo w tym samym wieku. Filipa i swoim nawzajem.


Zaraz po przywitaniu z plecaka wypadła mi kamera


MOGĘ???


Mogłem


Wszystko jest na tym filmie. Muszę powiedzieć, że to jeden z lepszych obrazów dokumentalnych jakie widziałem. W każdym razie według mnie


Te pełne napięcia zatrzymania kadru na zawiasach… długie powłóczyste najazdy na okna…20 krotny zoom wpijający się w czeluści grzejników podłogowych… Uczta dla Oczu


Filip też nie narzekał na brak Emocji. Dwie Siostry wzięły go w obroty tak skutecznie, że nawet Grę Planszową chciał ze sobą zabrać. Na pamiątkę oczywiście. Ale spróbujcie coś zabrać Kobiecie. A co dopiero Dwóm naraz!


Obiecałem mu, że kupimy taką do domu.


Grę.


Choć Siostrę też chce mieć


Parę weekendów jeszcze przede mną zanim bodowa wystartuje. Już odhaczam na liście następne Gwiazdy do Filmu…


następnym razem


Logistyka Ekwilibrystyka, czyli Sztuka Rozciągania Czasu


6 Maja 2005 · 825 wyświetleń

No i proszę.


Maj.


Już.


Dziś to Maj Specjalny. Ten w którym właśnie dziś złożyłem wniosek o Pozwolenie na Budowę. Wstępna Pani Kontroler na Hali zaakceptowała te 2 kilo oprawionego papieru.


teraz uaktywniam monitoring telefoniczny w celu śledzenia Urzędniczej drogi moich 2 kilo papieru


A tymczasem w Odległej Galaktyce rozpoczyna się właśnie wykład z tematu:

Logistyka — ekwilibrystyka, czyli jak rozciągnąć Czas

Budowa domu to nic prostszego. Należy jedynie posiadać (w kolejności wydarzeń): Chęć, Pieniądze i Czas.


Wszyscy to mają. Albo mają mieć. Albo chociaż mają Nadzieje mieć.


Chęć nie wymaga szczególnych umiejętności czy starań. Sama się pojawia. Czasem nawet Znienacka.


Pieniądze jak wiadomo Szczęścia nie dają. Ale Dom to już tak.


I nawet Kodi jakieś tam Pieniądze musiał zaangażować. Choć jak wiadomo robił to tylko dlatego żeby nie załamać do reszty Pozostałych. Żeby(śmy) nie uwierzyli do końca, że można zbudować Dom w Wolnych Chwilach i bez Pieniędzy…


Na szczęście z Pieniędzmi jest tak, że mają je banki. I dają Tym co chcą zbudować Dom. I nie proszą o zwrot wcześniej niż za 25 lat. Do tego jeszcze dają Franki, które jak wiadomo są Pieniądzem Obrzydliwie Bogatych Szwajcarów i każdy kto ich używa też może się tak Poczuć. Stąd ten wysyp Frankowych kredytów w Polsce, kraju Wiecznych Pesymistów i Mistrzów Improwizacji…


Mamy więc już 66% Ingrediencji potrzebnych do budowy Domu.


Pozostał Drobiazg.


Pomijany jakoś w większości opracowań na Nudne tematy o materiałach, współczynnikach, wykonawcach, instalacjach, dokumentach itp.


Czy Ktoś tu mierzy Czas???


Znam ludzi co go zabijają z Nadmiaru. Znam takich co go Marnują z upodobaniem. Znam też takich co próbują go Cofać przy pomocy Szybkorękich Lekarzy.


Znam takich. W gazetach o nich piszą. Czasem w telewizji pokazują.


Osobiście jakoś nie spotkałem.


Nie miałem Czasu


Normalny Człowiek wstaje rano i od razu zużywa Czas z nadmiarem. Dzieci, Korek, Praca, Korek, Kolacja, Dzieci, Noc…. Weekend pozostaje na porządkowanie Spraw Domowych. I lektury Budowlane


Czas dla Dzieci to Czas Wyjątkowy. Taki Specjalny który pozwala cofnąć się o jakieś 30 lat do tyłu. Z drugiej strony to taki Czas który wyjątkowo szybko Przemija. Pod groźbą Przegapienia nie wolno z niego rezygnować!


A dokładnie w Tym Samym Czasie w (nie)Odległej Galaktyce kłębią się Armie urzędników, wykonawców, architektów i Paru jeszcze Mieszkańców Dziwnych Planet. W normalnym życiu nikt ich nie zauważa.


Co innego, gdy zaczyna się budować Dom….


Wtedy należy nabyć umiejętności Zapętlania Czasu. Prosta rzecz. Każdy członek załogi Star Treka to umie.


Ziemianie też się nauczyli.


Dajmy na to — jesteśmy umówieni z architektem na omówienia Wyrafinowanych Zmian w Projekcie — z urzędnikiem na wyjaśnienie Niezwykłych Znaków w Zwojach Warunków zabudowy — z wykonawcą na przedyskutowanie kwestii Roli Próżni w Balansowaniu Kominem…


Zaczynamy: wieziemy Dzieci do Przechowalni. W Korku uzgadniamy telefonicznie z Małżonkiem o co nam chodzi w powyższych kwestiach. I że się nadal kochamy.


Część najważniejsza procedury: w pracy z Całych Sił ściskamy Czas teoretycznie 8—10 godzinny do 5 Czarnych Dziur.


Następnie Symulujemy Obecność poprzez niezamykanie drzwi i pilny ponaglający mail do Współpracowników wysłany przed wyjściem i błyskawicznie Teleportujemy się do Urzędu, który przyjmuje dokładnie w tym samym 8 godzinnym Czasie.


Ponowny przelot przez Biuro (tu następuje lekka zmiana aranżacji na Biurku sugerująca, że Krążymy wokół w celach OgólnoBiznesowych) i lądujemy u architekta. Zmiany, zmiany, zmiany.


Powrót do biura tak aby zdążyć na Ostentacyjne Wyjście po Godzinach.


Korek.


Ponownie zapewniamy Małżonka o Trwających Uczuciach i uzgadniamy Menu Obiadowe. Poruszamy też kwestię Użycia Magicznej Pizzy z Dowozem, aby poszerzyć Czas domowy. Sprawdzamy czy mamy na to jeszcze miejsce w Pasie (….asteroid)


Najgorsze nadchodzi, gdy Czas Dzieci należy zamienić na Czas Wykonawców. Żadne sztuczki nie chcą zadziałać.


A potem to już się Człowiek przyzwyczaja.


Ale — nic za darmo: jak się raz zacznie te Sztuczki z Czasem to nie można przestać. Czas mści się okrutnie mnożąc Bardzo Ważne Sprawy w tempie geometrycznym. To my go znowu Zapętlamy. To On znowu mnoży… I tak się ścigamy nie do końca wiedząc jak i po co się to wszystko zaczęło…


Chyba po tym wszystkim będę musiał zażyć jakąś Terapię Odzwyczajającą. Odzwyczajającą od poczucia Braku Czasu. Tak żeby przestać się czuć nieswojo, gdy nagle pojawia się taka Chwila, że nikt nic ode mnie nie chce i mam za dużo Czasu…


Następnym razem:

Bajka o Nowoczesnym Domu

14 Maja 2005 · 693 wyświetleń

Czas się zaczyna Zapętlać… jeszcze nie wiem czy to Czarna Dziura czy Kosmiczne Przyspieszenie


I żeby powstrzymać Smętne myśli usiadłem, żeby napisać bajkę…. bo jak wiadomo — Bajki Pocieszają


O nowoczesnym Domu


Pomyślałem sobie kiedyś: Po co nam Dom?


Głupich pytań nie ma. Tak oficjalnie przynajmniej, bo ja parę w zżyciu słyszałem


No ale To Pytanie nie jest głupie.


Ono jest Strategiczne.


Strategia (bardzo krótki wykład — obiecuję) to podstawowa zasada naszych Ruchów. Czy to umysłowych czy to fizycznych. Bardziej umysłowych. Taka Myśl Przewodnia.


Generalnie dobrze wiedzieć O Co Nam Chodzi.


Niby to proste.


Życie. I cała Reszta (copyright dzięki Woody!)


Ale Ręka w górę ilu z nas czuje, że to Rozumie?


Z tych rozmyślań wychodzi, że Ważną/bardzo częścią tego właśnie Życia jest Dom. Bo gdzie nie spojrzeć Jakiś stoi…


Ale po co nam ten Dom, to już Rzecz Tajemnicza…….


I właśnie tu zaczyna się Bajka.


Bierzemy sobie ten Nasz Wyimaginowany Dom do Wyimaginowanej Ręki i tak sobie Wymyślamy Bajkowy Świat…


Jak budować to nie po to przecież, żeby w jakiejś Dziupli mieszkać.


Z drugiej strony Precz Carringtonowie, przecież jesteśmy Normalni.


Średnio wychodzi jakieś 200—250 metrów. Tej Normalności. Jakoś nie chce mniej…


Co dalej? Ściany i podłoga już są. Teraz Środeczek. O Tu postawimy krzesełko. ZARAZ ZARAZ… a może by tak się Ogrzać najpierw? No to lecimy po tytułach artykułów: kominek, dgp, płaszcze wodne, Bicze, maski, smycze.eeee STÓJ! — spadłem chyba do innej Przeglądarki


No to wrzuciliśmy już Grzanie.


No to potrzebne teraz Chłodzenie.


Żebyśmy się nie (z)Grzali


Wentylacja grawitacyjna, okna rozszczelne, mechaniczna, częściowo mechaniczna, wywiewno-nawiewna… JEJU… ja chyba nie miałem tych zajęć w Szkole


Niech będzie, że mechaniczna wywiewno-nawiewna (brzmi bez sensu, ale praktycznie). No i ten — jak mu tam — Reku. Perator.


Znaczy Odzysk Ciepła.


I może nawet WC.


Tzn. GWC.


Taka dziura w Ziemi do Przedmuchiwania Naszym Powietrzem.


Czyli — HOHO — jesteśmy Ekologiczni, Oszczędni i Nowocześni.


Albo nie


Jeden Architekt się uparł, że to żadna oszczędność tylko Wręcz Odwrotnie.


Tylko jedno mogłem na to poradzić.


Pozbyłem się Architekta.


Będzie Reku.


Co tam jeszcze, żeby bardziej… Oszczędzić.


Solary!


Volare?


Nie, nie, nie, nie…


Takie Dachowe Pokrywy, które z Bliska wcale nie są Oknami. Łapią Słońce


Ciekawe czy Piękne Zachody też???


Po analizie Solary zawisły nad Krawędzią Niezdecydowania. Wyszło, że zwrócą się za jakieś 15 lat. No góra 25…


Się jeszcze Zobaczy.


Dobra, Grzanie, Chłodzenie jest. Co by tu jeszcze… Zaoszczędzić?


Jakoś zabrakło pomysłów. Ale i na to jest Sposób. Polecę tylko po stronach Kolorowych


Na pewno znajdę z 15 Najlepszych, Najtańszych, Niezawodnych a przede wszystkim Niezbędnych Rzeczy do Domu.


W końcu chcę być Nowoczesny. A Tacy to przecież najlepsi Targetowi Klienci. Znaczy na Celowniku


To może Wannę za 57 tysięcy? Na zdjęciu niby jak zwykła. Ale przecież Niezwykła. Bo dlaczego by miała tyle kosztować?


Tylko jak ja to Pokażę Zwiedzającym........chyba powieszę tabliczkę z ceną. I przykażę Domownikom, żeby nie chlapali! Najlepiej w ogóle nie Używali…


No i wpadłem. Prosto do Kuchni. Tutaj Sprawa też prosta. Lodówka na 250 kilo jedzenia i dwa Skrzydła (żeby do SuperHiper jeździć tylko co tydzień a nie co 3 dni a potem Blat z Prądem co nie Parzy. Cud. Nowoczesność, znaczy.


Potem może jakieś Wytryski w Zmywalce. I ZmywaRce. Chyba umywam ręce…


Zostają jeszcze same Drobiazgi.


Egzotyczne Drewno do Mokrych Pomieszczeń.


Odblaskowe Farby do Sypialni.


Udawana Surowa Cegła do Salonu.


Jeszcze bardziej Egzotyczne Drewno gdzieniegdzie.


Plazma. Albo dwie.

LCD.

Trochę komputerów.

Porozrzucane laptopy.

Palmtopy w przedpokoju na Wychodne.

GPS, żeby się w ogródku nie zgubić

Odkurzacz co sam się Łasi do Stóp.

Drugi co ma Dziurkę Zasysającą gdzieniegdzie (no to akurat to Małe, ale Cieszy i Śmieszy).

coś tam jeszcze Ważnego miało być w tym Domu…

mam na końcu klawiatury….

zaraz, zaraz…

gdzieś zapisałem na rogu…

O…

Znalazłem.

„Zabrać Rodzinę”

ps. — następnym razem Łącze Chętnie Przyłączę…

20 Maja 2005 · 823 wyświetleń

Wymiana Spostrzeżeń z Wykonawcami weszła w decydującą fazę.

Mam nadzieję przynajmniej.

Weekend mamy mieć Słoneczny.

Mam nadzieję również.

Ech, położyć się na trawie, zamknąć oczy, trzymając zębami butelkę piwa… i to zaraz obok Nowego Domu

No rozmarzyłem się a tu trzeba się najpierw przyŁączyć…

więc

Łącze Chętnie Przyłączę

Łącze.


Dziwne słowo.


Im dłużej je wymawiam, tym mniej mi się podoba.


Wije się i plącze.


To Łącze.


Za to podoba się jednemu Panu co się Łączami zajmuje. Zadzwonił do mnie któregoś pięknego dnia Wiosennego z zadziwiającą informacją:


— Zrobię Panu Łącze!


— Ale...eee — zastanowiłem się (na Głos zresztą)


— Czy my się znamy?


— Znam Sąsiada!


To zmienia postać Rzeczy. Pozostał drobiazg do wyjaśnienia.


— A jakie Łącze?


— No jak to jakie (HAHA — taki śmiech razem z mówieniem, strasznie dziwna umiejętność) — WSZYSTKIE!


No to sprawa się zrobiła Poważna. Nie dość, że nie znam Człowieka, to jeszcze mi zrobi Wszystkie Łącza. NO ŻAL NIE SKORZYSTAĆ


Oferta z gatunku ALL INCLUSIVE.


Znaczy Płacę i Wymagam. W tym wypadku: Płacę i Czekam.


Oj poczekam trochę.


Zasadniczo do Domu potrzeba: Wody, Gazu i Prądu.


Niektórzy się obchodzą bez gazu.


Bez Prądu raczej nie spotkałem Odważnych.


Za to bez Wody… czasem czuć


Sprawa się komplikuje, kiedy się przyjrzeć. Każdy kawałek dostarcza inny Dostawca. Czyli niby konkurencja.


A gdzie tam!


Każdy kawałek dostarcza inny Dostawca co ma lokalny monopolik. Czyli możemy sobie ponegocjować np. termin odbioru zapytania o Chęć Obsłużenia. i już. A Odważni to nawet potrafią Wyrazić Oburzenie w biurze u Dostawcy. Ryzykowne, acz podnosi na chwilę Poczucie Własnej Wartości.


Zapytanie o Chęć Obsłużenia to taki papier, który musi swoje tygodnie (przeważnie cztery) odleżeć w szufladzie.


Potem się go wyjmuje i stempluje z podpisem. Albo bez.


Stempel w biurokracji ważniejszy.


Jak już ten papier mamy to możemy udać się na Poszukiwanie Projektu i Wykonawcy. Panuje teraz moda na Konkurencję.


Na moje pytanie czy Wszechmiejskomocny Wodociąg (67 złotych 23 grosze za odpowiedź o Chęć Obsłużenia) wskaże mi wykonawcę, zostałem Pouczony:


— O nie! Teraz mamy Konkurencję i Wolny Rynek!


Całe szczęście. Mogę spokojnie iść na ulicę i wziąć Kogokolwiek.


Choć jaskółki ćwierkały (specjalnie tak w obcym języku, żeby Niepowołani nie zrozumieli) że Ci Przypadkowo Wybrani Wykonawcy co się znają z Wszechmocnymi Dostawcami przeważnie jakoś szybciej robią.


Nie wiem o co im mogło chodzić?


Projekt wodny należy po sporządzeniu umieścić w odnośnej Szufladzie. Tym razem Gminnej. Oni tam patrzą i patrzą i patrzą. Jakiś miesiąc. Albo aż zapamiętają.


Potem już tylko mówią, ile za zgodę.


OK. woda rozpracowana.


A teraz — Zechciejmy się może przez chwilę Nagazować.


Występują tu dwa Krytyczne Odcinki. W wersji Pechowej trzy.


Pierwszy to ten od Rury w ulicy do Skrzynki.


Drugi to ten od Skrzynki do wnętrza Domu.


Pechowy to ten od Bardzo Dalekiej Rury w ulicy do Skrzynki


Z powodów bliżej przeze mnie niezgłębionych Oba Krytyczne Odcinki wymagają odrębnej Obsługi. Dwa projekty i Dwa Pozwolenia na Budowę.


Z ciekawostek to Wszechmiejskomocna Gazownia pisze, ile kosztuje ten kawałek do Skrzynki. Mniej Więcej.


To znaczy: kiedyś pisali Mniej a teraz Więcej. Ktoś im wytłumaczył, że w ten sposób podnoszą Satysfakcję Klienta. Proszę bardzo: Psychologia w służbie Człowieka — już niedługo dojdzie do tego, że w drzwiach będzie witał nas Osobisty Doradca od Nagazowania!


Fajny ten pomysł z Podwojeniem Zabawy. Objawia się w konieczności zaplanowania gazów z wyprzedzeniem półrocznym. Minimum.


To taka wskazówka dla Początkujących. Za darmo.


A co z moimi Łączami?


Pan All Inclusive był strasznie napalony. Podał cenę i był gotów robić choćby zaraz. Ale jak usłyszał, że PNB dopiero na stole projektowym, wycofał się na Pozycję Oczekującą. Mam go tam cały czas.


Nadmiar Czasu wywołany nagłym atakiem Gorączki pchnął mnie do sprawdzenia czy cena podana ma jakieś zaczepienie w REALU.


Ciężko pisać o szczegółach.


Miałem nawrót Gorączki. Zgubiłem się gdzieś między Projektantem Wody a Wykonawcą Gazu.


Potem się okazało, że Wykonawca był tak naprawdę Projektantem, który zna Wykonawcę.


Część podawała ceny netto, część brutto.


Jeden nawet Bez Pytania zaczął od „Chętnie Robię Bez Faktury”. Zbił mnie z tropu. Prowokator? Agent US?


Ale przynajmniej wiedziałem, że mówimy o cenach Brutto


Na końcu podsumowałem Zapiski. Dodałem. Opodatkowałem. Podzieliłem. Dodałem Wartość Czasu.


Podarłem i sprawdziłem jeszcze raz.


A jednak.


Pan All Inclusive o dziwo nadawał z REALU.


Więc najwyższy czas Podążyć za Białym Królikiem…


A już niedługo… pogadanka obyczajowa Kultura Osobista, czyli Przesądy Precz


10 Czerwca 2005 · 740 wyświetleń

Hej hej


Wróciłem.


Na chwilkę.


Biegam i załatwiam WSZYSTKO NA RAZ


a zwłaszcza Szukam Wykonawcy


Wyrzuty sumienia z powodu Braku Opowieści urosły mi do rozmiarów wykraczających poza obecne lokum, więc kilka wrażeń kulturalnych zamieszczę, jak obiecałem poniżej.


A Hipka oczywiście pozdrawiam.


I wybaczam wejście do dziennika.


Pamiętam, że też przeżywałem swój Pierwszy Post.


to prawie jak… no może nie… tylko troszeczkę


Ale się Przeżywa


Tylko już Tak Więcej Nie Rób


to a propos

Kultura Osobista

Jest takie domniemanie, że Kulturę Osobistą należy posiadać i stosować.


A nawet, że należy ja stosować Zawsze.


W zamian dostaje się Odpowiednią Porcję Kultury od strony, z którą mamy przyjemność się Wymieniać.


Tyle teoria.


Przyłóżmy ją do prac Budowlanych.


Na początku się mówi „Dzień dobry”. Po co?


Tego nie wiadomo dokładnie. Niektórzy nie uznają tej procedury. Dzień jest jaki jest i nie tego po co komentować.


W zasadzie przeważnie do odpowiedzi poczuwa się tylko Pan Kierownik. Chyba że siedzi wysoko i nie słyszy.


I lepiej nie podchodzić, bo z góry Różne Rzeczy lecą.


I wyrazy.


Ciężkie też.


Tak też po Przywitaniu można zagaić „Jak tam praca?”


Znowu Nietrafione i Niepotrzebne pytanie.


Praca jest. Pan za to płaci.


To już lepiej zagaić „Jak tam z terminem — wyrobicie się?”


To przeważnie rozwiązuje Języki.


Też Pan Kierownik jest delegowany do Konwersacji, ale za to pojawia się Elokwencja.


PK Otwiera mi oczy na Surowy Los Pracownika Budowlanego w kilku celnych uwagach podsumowując Wyjątkowo Złą Pogodę, Nieterminowe Hurtownie, Ostatnią Podwyżkę Czynszów, Pogrzeb w Rodzinie.


Czasem można też usłyszeć o kwestii wyjątkowo Niekorzystnych Sondaży Wyborczych, które kompletnie Demotywują Człowieka.


Bo po co to wszystko?


Żeby Populiści wygrali!???


Oj — z terminem Będzie Ciężko…


Przy tak dynamicznej Rozmowie nie zawadzi Wykazać się. Że się czytało, widziało i rozmawiało. Czyli coś tam wiemy o Budowaniu i sobie nie damy wcisnąć Byle Czego.


„Te fundamenty to powinny stać niby 4 tygodnie, ale JAK WIADOMO można już po 2 stawiać ściany, hehe!”


„Panie! Kto by czekał tyle. Przecież terminy! 3 dni i jedziemy!”


No nic. Nie udało się.


Następnym razem wyślę Żonę — to się dopiero będzie Działo!


Kobieta na budowie powoduje Pewien Popłoch. Co za tym idzie Zamieszanie. Ergo — robota nie idzie tak dobrze jak powinna.


Jest na to jedno tylko Wyjście.


Ignorować


Zbywać Półsłówkami. Może się Odczepi. Gorzej jak zagadnie Człowieka tak bezpośrednio i jeszcze chce, żeby odpowiedzieć.


Coś tam się burknie wtedy, że „To my to z mężem ustalimy…”


I niespiesznie trzeba chwycić młotek, żeby Dać do Zrozumienia, że Tu się Pracuje. A jak tu pracować z Kobietą na Budowie? Kiedy cały czas trzeba uważać, żeby nie dać się przyłapać na wyrazach Powszechnie Uznanych za Obraźliwe które są Nieodzowne do Komunikacji Międzyludzkiej na Budowie… no i co: od razu robota zwalnia.


A tymczasem Mąż… dzwoni do kolejnego Wykonawcy.


— Witam, to ja, umawialiśmy się na dziś na spotkanie!


— Aaaa… a jak nazwisko?


— Tak


— Oj, wie Pan — Strasznie Zaganiany jestem. Zapomniałem!


— No teraz to już wiem. A ma Pan dla mnie chociaż te ofertę?


— Aaaa… a co to miało być? Bo wie Pan — teraz sezon, dużo tego się szykuje, Człowiek zapomina. Haha.


— Rury.


— No mam. Tylko że została w biurze, a ja w terenie. Haha.


— To o której do tego Biura dzwonić?


— No od czwartej to już będę…


Dzwonię o czwartej. Czwartej pięć też dzwonię. I czwartej piętnaście.


Komórka ciągle mi to samo Odpowiada. Pan zaginął.


Kilka magicznych sztuczek i docieram do telefonu stacjonarnego.


— Jestem umówiony z szefem na telefon.


— Oj, no jest szef — ale na placu — wie pan, akurat Dostawa!


— to kiedy?



Za jakieś 1,5 godziny już go miałem na telefonie.


Szkoda, że pomylił mnie z kim innym. Z tym dla kogo ta oferta tam była gotowa. Dla mnie będzie jutro. I spotkamy się tam, gdzie dziś.


Haha.


Zemszczę się


Za te wszystkie niedotrzymane terminy. Niedostarczone wyceny. Nieodpowiedziane telefony.


Za Karę będę dzwonił do Gminy co godzina z pytaniem jak tam moje papiery!


A co!


I za trzecim razem to już nawet nie będę mówił „Dzień Dobry!”


A potem pojadę Akurat, gdy będą wychodzić. Stanę w drzwiach i powiem:


Albo robicie teraz, albo Nikt nie Wychodzi!


I wyjmę z plecaka Gnata… i porozmawiamy Kulturalnie!


…i tu się obudziłem…


…właśnie wstawał Kolejny Dzień do wypełnienia spotkaniami, rozmowami, planami na drodze do Upragnionej Budowy. I ruszyłem napełniony samymi tylko Kulturalnymi Uczuciami…


ps. — a jak już trochę usiądę to zabiorę się za Techno Thriller EKSTERMINATOR, czyli jak wybierałem Wykonawcę…


22 Czerwca 2005 · 698 wyświetleń

Ha.


Tak sobie piszę i piszę.


Aż nadeszła Pora na Eksterminatora…

EKSTERMINATOR — part 1 (Phantom Menace)

Męczyło to mnie nieprzytomnie.


Po nocach się śniło.


O poranku goniło do świątyni Czuwania i Mocy.


Im bardziej papirologia się zaawansowywała tym bardziej gniotło, że — Ktoś ten bajz… znaczy Budowę musi prowadzić!


Zacząłem od Przygotowań. Jak zwykle zresztą. Mam ten sposób na Życie. Nie dać się zaskoczyć! Na wszelki wypadek Przemyśleć 10 różnych wariantów. I jeszcze z 5. Awaryjnych.


Żona trochę czasem się Irytuje. Ja też zresztą.


Czas Przygotowań koniecznie chce zabić Entuzjazm, wzbudzić Niepewność, poszarpać Nerwy.


Bo jak można przewidzieć Wszystko???


Nie można.


Uczę się tego już z 15 lat — przedtem jakoś było spokojniej. Za socjalizmu wizja przyszłości była Prosta, Szara i Jednolita. A ja miałem być Kolejarzem — bo czy może być fajniejsza praca niż jeżdżenie Spalinówkami!


Potem się dopiero tak porobiło Dziwnie — co chwila pojawia się Możliwość, Szansa a nawet Okazja. Ciągle coś trzeba Wybierać. Ciągle zastanawiać czy To Najlepsze Wyjście. Nie daj boże Dojść do wniosku, że nie. I to Po Fakcie.


Nic dziwnego, że zawód Psychoanalityka rozwija się w zawrotnym tempie. Kto by pisał do tych wszystkich Kolorowych Gazet z poradami!


Mój Profil Psychiczny ma jednak Pewną Zaletę. Zauważyłem ją wcale niedawno i wcale nie sam (Kocham tę Moją PP)


Mimo skłonności do Mirmiłowania, Mnożenia Potencjalnych Zagrożeń i Niedosypiania — jak Mi Się Chce — to Straszny jestem!


Prę do przodu jak… no nie wiem w zasadzie. Czołg to na pewno nie. Czołgista Raczej. Powoli, ze skrętami, cofaniem, głową pochyloną pod pociskami. Co jakiś czas robię Wrażenie, że mi Nie Zależy. Ale jednak — się czołgam!


W końcu jestem Rak i trochę tyłem, ale jednak do Przodu!


Poza tym z takiej okazji — Domu — moje Planowanie i Przemyśliwanie było ze wszech miar Uzasadnione. W końcu Dom to Dom. Kawał tematu.


Więc się wziąłem jak powyżej.


Oczywiście, najpierw zrobiłem Plan.


Plan był dość prosty:


1. Zrobić Plan.


2. Odpytać Znajomych.


3. Zrobić Listę Potencjalnych


4. Zrobić Plan Pytań


5. Wysłać


6. Pozbierać Oferty


7. Najlepszych Skonfrontować


8. Ogłosić Zwycięzcę


To jeden z bardziej udanych Planów.


Długo nad nim pracowałem, żeby był Taki.


Krótki.


I od razu wyszedł mi punkt Pierwszy do odfajkowania. Nie ma to jak Dobre Planowanie


Potem zacząłem Nękać Znajomych. Trochę opornie szło. Okazało się, że mój wariant tj. Wykonawca Generał nie jest zbyt popularny.


Podstawowy wariant to: inwestor jeździ za materiałami i szczęśliwy zbiera Mityczne Upusty do kieszeni, Oni robią (Oni się biorą przeważnie z Okolicy albo z Ukrainy albo wreszcie z Gór), a kluczowa postać to Kierownik. W tej opcji Kierownik to prawdziwy Ekonom — Nadzorca. To On goni, sprawdza i raportuje.


A ja tymczasem w Planie na najbliższe parę lat nie mam Urlopów Budowlanych. Zostały tylko wypoczynkowe z Rodziną.


Zaawansowane Ściskanie Czasu pozwala na etapie projektowym się rozdwoić i załatwiać papierologię, ale Zaopatrzenie to już inna Waga.


Robiłem to raz przez pół roku wykańczania obecnego lokum. Ja jeździłem po hurtowniach, ja szukałem i uzgadniałem ekipy do poszczególnych robót, ja odbierałem efekty prac.


Aha, i zaglądałem czasem do roboty. Fajna robota i fajne czasy to były.


Tylko takie budowanie nie fajne było. Efekty moich odbiorów do dziś mnie straszą….


I Dzieci nie było. Jeszcze


I robota dziś już nie jest taka fajna, żeby można było do niej tylko zaglądać…


Stąd tez Generał potrzebny. Z własnym Zaopatrzeniem i Logistyką.


A ja będę organizował Finansowanie i Plac Bitwy — znaczy Budowy


Taki Wariant Zaciężny!


Mimo oporów Lista Potencjalnych Wykonawców w końcu powstała. Miała być wyłącznie z polecenia...ale w ostatniej chwili wskoczyło też na nią parę Firm Skąd Inąd. Czyli z internetu. Straszna ta Sieć. Wszystko tam jest. Nawet mój Dom


PS — czy wyobrażam sobie życie bez internetu i komórki?


Jasne, że wyobrażam. Nawet pamiętam takie.


Ale gdyby dziś te wynalazki mi wyłączyli to bym z budowy zrezygnował pewnie jeszcze na jesieni… z powodu totalnego Braku Informacji i Komunikacji.


No i co Byśmy w Pracy Robili???


c…d…n…


23 Czerwca 2005 · 675 wyświetleń

c…d…n…

EKSTERMINATOR — Part 2 (Attack of the Clones)

Po liście Firm znowu pojawił się Mój Ulubiony Punkt — Plan Pytań.


Czyli Czego ja w zasadzie Chcę?


Oj…


Nie sztuka powiedzieć, że Dom.


Nie sztuka poprosić o oferty.


Sztuka powiedzieć Jaki Dom i jakie Oferty mnie interesują.


Wspominałem już na Łamach, co to się działo, jak zrobiłem Zaproszenie do Oferty i wysłałem...nie wszyscy Potencjalni to przetrwali


Wszystko dlatego że wymyśliłem sobie, że najlepiej od razu pokazać się z Jak Najgorszej Upierdliwej i Nieustępliwej Strony przed Dostawcą.


Jak to mówią spece od HR– Pierwsze Wrażenie można zrobić Tylko Raz


Potem dopiero można będzie Popuścić.


Po zamieszkaniu.


Zresztą powodami rezygnacji Panów PW (Potencjalnych Wykonawców) nie były tylko Wszelkie Możliwe Gwarancje, Kary i Wymogi terminowo-wykonawcze jakie tam wpisałem — choć nawet Własna Żona wzdrygnęła się na widok Naszych Oczekiwań! — a to przecież Ona jest Tą która w naszej Rodzinie ma Realnie NajTrzeźwiejsze Spojrzenie na Świat


Niektórzy po prostu mieli już Randki poumawiane.


Inni nie puszczali się z Ytongiem.


Jeszcze Inni nie dawali za 7%…


Tak więc po Wstępnej Selekcji lista się odchudziła do jakiś pięciu firm.


Wstawała Wczesna i Niepewna Wiosna, gdy przystąpiłem do Fazy Obróbki Cenowej.


Skonstruowałem Wyciąg z Projektu w jego ówczesnej wersji tj. bez zmian. Zmiany, jak wspominałem w Bólach rodziły się na drugim końcu miasta, jak najdalej od Oryginalnych Autorów projektu i ich Polityki Cenowej.


Wyciąg okazał się niewystarczający dla PW. Moje niedopatrzenie.


Z mojego punktu widzenia widok elewacji i 2 rzuty wydawały się załatwiać sprawę postawienia domu. Wykonawcy jednak poczuli się Niedoinformowani


Sprawę załatwił całodobowy punkt obsługi xero — zerwaliśmy grzbiet i wszystko co tam w środku było poszło na przemiał do Maszyny! Można było ruszać z Wycenami…


W Planie ten punkt brzmiał — Pozbierać Oferty.


Zbyt skromnie to ująłem.


Należałoby raczej „Wyrwać informacje” lub „Wybłagać Odpowiedź”.


Strasznie oporny ten Lud Budowlany w dzieleniu się Sekretami.


Jeden z Potencjalnych dzwonił do mnie w zasadzie co tydzień, żeby Zapewnić, że Już w zasadzie Ma Tę Ofertę.


Ja mu na to, że Ja w zasadzie cały czas nie.


On odbijał, że właśnie jutro, najdalej pojutrze wysyła.


Po 4 tygodniach zrezygnowałem.


W zasadzie to On też.


Przestał dzwonić. Chyba dobrze.


Drugi z Potencjalnych życzył Powodzenia.


I tyle.


Nie dodał nawet czy podtrzymuje wcześniejszą Ofertę.


Zadumałem się nad Podejściem Biznesowym. Niby OK, bo pozytywne (mógł nie życzyć). Ale Specyficzne.


Trzeci Potencjalny zajął Stanowisko. Podał Cenę Wstępną. Pojechałem na spotkanie. Fajnie się zapowiadało.


Gdyby nie:


1) przyjął mnie Brat Który Nie Znał mojej sprawy


2) zaczął mnie zniechęcać do budowy, przynajmniej w ytongu…


Oj, poczułem się niepewnie.


Na szczęście :) już za 3 dni zadzwonił Ten Właściwy Brat.


Życzył Powodzenia, bo właśnie skończyły im się wolne terminy na wakacje.


Oj…


c…d…n…


24 Czerwca 2005 · 891 wyświetleń

c…d…n…

ESTERMINATOR — part 4 (a New Hope)

ps. — part 3 pominąłem — wiecie to i tak nudne było — jak on tym vaderem został i pozabijali innych jedi…


A tymczasem w Odległej Galaktyce…


Papierologia nabierała z wolna rozpędu, na prawo i lewo obiecywałem, że w lipcu startujemy a tu: jakieś dwie lewe oferty w zasadzie nieaktualne, multum zmarnowanego czasu na Spalone Kontakty, Plan się sypie….


To był dołek psychiczny. Mirmiłowanie i Niedosypianie się nasiliło…


No i te Ceny-Wyceny.


Generałowie uparcie nie chcieli się dopasować do poziomów podawanych przez Szczęśliwych Forumowiczów. Stan surowy za 30 tysięcy? Troszeczkę przecierałem oczy, poprawiałem i jeszcze raz przecierałem. Albo to Górale, albo Ukraińcy, albo Szaraki. Albo mówimy o Domach Sześcianach z 2 spadowym dachem… który buduje Cała Nasza Rodzina w Darmowe Weekendy i Wieczory


Po czwartej ofercie, która potwierdzała Ogólny Poziom Wycen pogodziłem się z faktem, że jednak wybrałem Piękny Dom. Nic więc dziwnego, że Pięknie trzeba za niego zapłacić.


Oczywiście Plan nie mógł Nie Uwzględniać finansowania. Jak już rozpiszę Przetarg — Banki się o mnie Pozabijają.


Taki mam Plan. Chytry!


Chyba.


Kryzys Psychiczny (jak to Kryzysy przeważnie robią) ustąpił jak tylko Dałem Mu Szansę!


Oficjalne Oferty dojechały, uformowała się Czołówka Peletonu i zaczął się Czas Wyjaśniania i Porównywania. Przygotowanie do Pojedynku Mistrzów.


Ich Dwóch i Ja.


Ja w roli Pięknej Nieznajomej na Balkonie.


Czekający (-ca) aż Okrwawiony Zwycięzca wedrze się Triumfalnie, żeby Podpisać Cyrograf.


Tylko jak tu (ich) pojedynkować jak najpierw trzeba na wspólny Ring przywieźć! A jeden pisze: opcjonalnie Kierownik Budowy za 4 tys., a drugi podaje „w kosztach jest Kierownik”. Jeden podaje szlichty zakładkowo z dylatacją, a drugi po prostu „wg projektu”. Jeden wycenił Kotłownię, drugi tylko Pół (zapomniał, że Piec jeszcze trzeba wstawić)


Etap wstępny to doprowadzenie do Porównywalności Ogólnej. Etap Zaawansowany to Morze Szczegółów.


Dorken czy Korotop. Bryza czy Wavin. Schiedel czy Presto.


Jeszcze gorzej, że jeden podaje Cenę total za etap, a drugi dzieli na materiały i robociznę i sprzęt.


Ach te wieczne Budowlane Sekrety


Na kolejne Stanowcze Prośby w końcu dostałem rozrysowany schemat, ile w cenie jest czego. Połowa to materiały, 30% robocizny. Reszta to tzw. Rzuty i Narzuty.


I Zyścik. Nie zysk.


Taki Mały!


Aż ciężko uwierzyć…


Ten PW miał jeden Niezaprzeczalny Atut — Szefa Sprzedawcę. I to szkolonego z Dyplomami.


No do Rany przyłożyć i leczy jak Łzy Feniksa!


Kultura, Klasa, Słownictwo.


Prawie wszystko na czas.


Drugi PW tego Atutu akurat uparcie nie miał.


Nic nie było na czas.


Miał inny Atut — Dobre Pochodzenie. Z polecenia.


No i ewidentnie był Budowlany.


Wyszło to wyraźnie w rozmowach budowlanych.


PW1 mówił dobrze, ale tylko tyle co miał napisane przez Wspólnika-Inżyniera.


PW2 mówił wszystko z głowy.


Ach, gdybym ja jeszcze był Specjalistą Budowlanym to moglibyśmy tak rozmawiać godzinami…


A tak to, ze ściągami i poradami z forum starałem się Zrozumieć co się kryje pod niezrozumiałymi nazwami i punktami. No i jakie Materiały są w ofercie.


Czyli oczywiście znaleźć Dziury w Całym.


Tylko jak Cały jest w obcym budowlanym języku to Dziury też


Siłą i Godnością Osobistą trzeba było narzucić Standard. Doprowadzić do wspólnego Mianownika — tak to mówił Pan w Szkole, gdy już NajBledszy chwiałem się przy tablicy.


Molestowany Excel w końcu podzielił, odjął, wymnożył.


I dopiero Pokazał Cuda.


Zwłaszcza Cud na Dachu.


Różnica wyniosła jakieś 70%! Po namyśle PW nr 1 spadła do 30%. Zastanawiające, ale Kierunek jak najbardziej Słuszny!


Przed-ostatnia Tura to Zachęta do Promocji. Marże piękna i potrzebna rzecz dla biznesu, ale nadszedł czas na sprawdzenie Jak Bardzo Chcą mój dom zbudować.


Kiedy Oni szlifowali Oferty po raz ostatni, żeby pokazać Co Tam Mają Najlepszego — ja szlifowałem Umowę.


Ze sterty poradników pozbierałem tzw. Światłe Porady jakie zapisy powinny najlepiej chronić inwestora i Przejechałem się po proponowanych zapisach.


Znowu Pewna Różnica wystąpiła między PW2 a PW1 — jedna umowa miała najwięcej zapisów o obowiązkach Wykonawcy, a druga wręcz przeciwnie. Najwięcej było o prawach Wykonawcy. W końcu tez Człowiek więc i Prawa musi mieć. Ale żeby aż Tyle!


Czerwona czcionka poszła w ruch…


Równolegle lepiłem Harmonogram Prac a zwłaszcza Płac. Bo ogólna zasada nie wzbudziła kontrowersji: jaka Praca taka Płaca. Ale różnica między Mną a PW była taka, że Oni by chcieli Najpierw więcej Płacy a ja Najpierw więcej Pracy.


Nie wiem Kiedy ja to zrobiłem. Ścisnąłem Czas tak bardzo, że w pewnym momencie wstając rano nie wiedziałem jaki to dzień tygodnia. Miesiąc też niedokładnie. Dobrze, że mam w pracy komputer


I stało się.


Jak zwykle Konspiracyjnie, jak zwykle skryty przed oczami Agentów w śródmiejskiej Dżungli spotkałem się z obydwoma Finalistami, żeby Odkryć Karty.


Specjalnie na tę okazję założyłem długo ćwiczoną Kamienną Twarz. Mam na szczęście prace która pozwoliła mi się już dawno oswoić z dużymi kwotami, inaczej bym jeszcze więcej Nie Spał po nocach


Spotkania odbyły się po kolei.


Najpierw PW 1.


Następnego dnia PW 2.


Na końcu Podsumowanie Zarządcze dla PP.


Konkurs na Budowę Seweryny Rozstrzygnięty


Wygrał PW2. Ten Budowlany z Pochodzeniem.


Mimo że mówią, że Pochodzenie to nie wszystko. Ale w Punktach wyPunktował Konkurencję. W zasadzie w każdym z 3 kryteriów.


Cena, Umowa, Harmonogram.


CO TERAZ???


Żarty się skończyły, umowa klepnięta, pole obejrzane


więc


w Te Pędy

...............JEDZIEMY NA URLOP!

I na 2 tygodnie chcę Zapomnieć o Budowie!


Haha.


Taaaaaa


Też tak myślę…


........sam nie wiem co się będzie działo dalej…


ale na pewno i nieodwołalnie o tym UPRZEJMIE DONIOSĘ


14 Lipca 2005 · 642 wyświetleń

Ale pogoda!

aż się nie chce z biura wyjść


Uprzejmie Donoszę, że to wszystko Prawda — nad polskim morzem pogoda idealna. Nawet woda w Bałtyku po 5 dniach przestała odmrażać różne wkładane do niej części


Taki właśnie pozytywnie nastawiony wróciłem w niedzielę, złapałem swój rowerek i z całych urlopowych sił popedałowałem na działeczkę.


Dom stoi!


szkoda, że to nadal Sąsiada…


u nas.........trawa po Pas!


ale, ale… co ja widzę — Ktoś zdeptał Moja Trawę!


Narychtowałem w te pędy Sprzęt Archiwizujący Wrażenia Wizualne (w skrócie KAMERA) i zapuściłem się w chaszcze.


Oczywiście wystawiając co jakiś czas Peryskop, żeby nie stracić Azymutu.


Czy czegoś tam. Albo wiedzieć, gdzie jest Drzewo — przypomnę — Drzewo to Punkt Kontrolno-Widokowy — jedyne w okolicy


Nic nie widzę, nic nie widzę, nic nie widzę............Auuuuuuu!


Ten Ktoś wbił kołki!


Podstępnie tak.


Ledwo nad ziemię wystają


i zaraz za pierwszym jest drugi


To na Tych co Zwinnie przeskoczą nad Pierwszym!


OK, odznaczyłem w Pamięci Podręcznej i ruszyłem dalej.


Nic i nic i nic.


Dopiero na Dalekiej Północy. Czyli jakieś 15 metrów dalej.


Znowu Dwa Kołki.


I dalej to już zupełnie nic. Trzy razy krzaki trzepałem.


No fajnie, znaczy, że Prace Ruszyły — można Pić! Dlatego chyba nikogo nie ma….


ale co to Q JEST?


Miał być Dom wytyczony… a tu ktoś Poletko pod Ogórki mi szykuje


Z tych nerw to aż musiałem się Napić…


…a rankiem Smutnego Dnia Powrotu z Urlopu złapałem Wykonawcę (nazwijmy go na potrzeby merytoryczne BB*) na Telefoniczną Spowiedź


PLAN jest taki — Kołki to Punkty Orientacyjne. Według nich geodeta wyrysował co tam w którą stronę ma lecieć i to w trzech wymiarach.


Podobno.


I zaraz jak BB ruszy z Frontem, to wszystko się zamieni w wytyczne.


Podobno.


Jakoś mnie nie przekonał do końca.


Jeszcze mniej mnie przekonał po tym jak porozmawiałem ze swoim PINem. Czyli Panem Inspektorem Nadzoru.


W Jego ustach wytyczanie to kawał Odpowiedzialnej i Uważnej Roboty.


A tu?


Cztery Kołki?????


…właśnie…


szykuję więc swoją Znaną Skądinąd Miarę Krawiecką na Wizję z BB na miejscu. Popatrzę, jak rysuje według mapy przy mnie. Żeby potem mi łazienka w szambie nie wypadła. Albo odwrotnie.


Jedno tylko mnie zastanawia.


Takie piękne Drzewo przecież.


I nigdzie się nie rusza.


To po co On te Kołki wbijał jeszcze???


następnym razem


Prądu Ci u nas Dostatek


* a kto ma Dzieci ten dobrze Wie, co dokładnie znaczy BB


14 Lipca 2005 · 739 wyświetleń

No tak się RozOchociłem jakoś przez Nurniego, że chyba coś z Tym muszę zrobić.


Cóż można począć z takim nadmiarem Energii, Ochoty i Zamiarów!?


Oj, no wiem przecież, ale nic z tego…. Samotność Mężczyzny jest okrutna.


A więc — pomogę Sobie Sam!


Napiszę kolejny Odcinek mojej Brazyliany…………


I to zupełnie Niespodziewany, bo nie ten obiecany….

Wielka Wsypa Białego Królika

Pamiętacie Pana All Inclusive?


Zaczaił mi się na Pozycji Wyczekującej na wiosnę, więc co jakiś czas czule o nim myśląc Delektowałem się tym momentem, gdy wreszcie złapię Słuchawkę i czule wyszepczę: Teraz z tym Gazem!


Tak też zrobiłem — jak tylko PNB spłynęło z Wyżyn Gminnej Łaski popędziłem do telefonu.


— Pan All Inclusive?!


— Słucham.


— No to jedziemy z tym Białym Królikiem!


— ……….a Mianowicie???


Oj chyba nie czytał mojego dziennika!


Wybaczam.


Chwilowo.


— Haha. Taki żarcik. Wodę i gaz robimy! — to ja.


— Haha. Świetnie. Ale jest taki drobiazg — cena się zmieniła. — to on.


— Haha. Taki żarcik! — i znowu ja.


Mnie rozbawił tym. No jak u Barei normalnie. I nawet głos podobny do Gołasa!


Tego głosu właśnie użył:


— No nie żarcik. …


Taaa. Jakoś rzeczywiście.


Coś nieśmieszny. Ten Błazenek……..


Reszta rozmowy przebiegła już w innej tonacji.


— Wie Pan, no ten Kaczyński to narobił!… — no i tu się posypało parę przymiotników ze słuchawki.


Nie cytujemy, bo to przecież pewny Uczestnik Drugiej Tury Październikowej


Krótko podsumowując, On to (Kaczyński a nie All Inclusive) sprawił, że Dramatycznie w ciągu tych kilku tygodni podrożały usługi geodezyjne.


Rzeczywiście.


30% wzrosły ceny całości usługi. U pana All inclusive.


I nie Bez Kozery litery się zmniejszyły.


Nie lubię, jak ktoś rżnie Głupa. Albo mnie.


Nie żegnałem się czule. I wyrzuciłem numer z Mej Pamięci. A worek Żółciowy natychmiast nabrał objętości!


Bo pan All inclusive łgał jak najęty. Żadne ceny się nie zwiększyły. Wiem, bo zaraz tradycyjnie sprawdziłem w Innych Źródłach.


Po prostu mój Były ulubiony pan poczuł Świeżą Niewinną Krew i zamarzyło mu się wycisnąć Frajera w Białym Kołnierzyku.


Głupio zrobił.


Bo jakby wyciskał 10% to pewnie bym się zgodził.


Jednak pieniądze to nie wszystko, a oferta total bardzo mi się podobała. Wolałbym ten czas z Rodziną pobaraszkować.


A tak to trzasnąłem słuchawką.


To znaczy — trzasnąłbym.


Ale bateria w telefonie wypada jak tak robię


Więc tylko z całej siły wcisnąłem ten Kasujący Przycisk. Żeby nie kusiło.


Ech……..


Ale…


za to teraz wiem już dokładnie co, ile kosztuje. Jestem w połowie tematu załatwiania formalności, wszystko w odrębnych kawałkach. I na razie kosztowo to jakieś 15% tego co krzyczał pan All inclusive. Dam znać, jak zamknę temat. I nawet już mi złość przeszła.


I tylko jeden szczegół tej misternej Intelektualnej Rozgrywki nie daje mi spokoju.


Skąd on wiedział o tym moim Białym Kołnierzyku???!!!!!


21 Lipca 2005 · 753 wyświetleń

Ha!


Korzystając z Nowej Świeckiej Tradycji dziś znowu Nieplanowany odcinek.


Ten o prądzie coś nie ma szczęścia. Zdezaktualizował się w obliczu rozpoczętych działań Zaciężnych.


Gdzieś tam w stopie dokleję zaraz link do albumu, żeby historię wreszcie Uwiarygodnić. Ile tylko da radę nasza słaba bateryjka w aparacie będę uwieczniał Postępy.


Ale do rzeczy…

Tajemnice Poziomu Zero

Jak wokół wiadomo — nie mogłem się doczekać wgryzienia w glebę. W zasadzie byłem jedyny w tym oczekiwaniu.


PP przyjęła Założenie Strategiczne — umowa jest, projekt jest, termin jest — czyli można spokojnie żyć i nie stresować się Każdą Cegiełką. To zostawia mnie


Nasz wykonawca też się nie stresował. Ma taki Specjalny Uspokajający Ton.


— Dzień Dobry! To Ruszamy?! — to ja Śmiejący i Optymistyczny


— Dzień Dobry. Jasne — BB zrównoważony i Panujący na Sytuacją.


— To tak jak umówione było — jutro!??? — ja, ledwo panujący nad Radosnym Uśmiechem


— Tak, tak — spokojnie — ruszamy, ale nie jutro.


— ?! — lekki świst uchodzącego Podniecenia (chyba słyszalny)


— Czekamy na ekipę — Wyjaśniająco BB — wie Pan, zależy mi… (zawieszenie głosu)


— Aaaaa — to ja Pokorny — aaale kiedy????


— Za tydzień.


— Aaaaaa — pojawia się Smutek (słyszalny)


— No wie Pan… jak tak bardzo zależy to mogę kogoś (wyraźne skrzywienie w głosie) zorganizować, ale ja bym wolał poczekać…


No i co robić w takim Momencie????!!!


Ja się łapię w tę Atmosferę Profesjonalizmu, Spokoju i Pewności. Potrzebna tylko chwila autoPsychozy, rozmowa z Wewnętrznym Dzieckiem, które podskakuje niecierpliwie…


— No tak, no tak — to jasne — przecież nie będziemy brać Byle Kogo! — to Dorosły Ja


— Ale OBIECAŁEŚ! — to też Ja


— Zrozum, skoro BB (a On się Zna — przecież dlatego go wybraliśmy!) wyraźnie sugeruje, że ta ekipa to jest to, to ja rozumiem. Trudno nie zając, tydzień nie dramat.


— Ale OBIECAŁEŚ!!! —


No i rozmawiaj tu z Takim!


Musiałem go w końcu przekupić Wypadem na Zakupy Płytowo-DVD!


Tydzień minął.


Żeby go Ładnie zakończyć, umówiłem się z BB na polu. Umówiłem się też z taką tam, Malutką Nadzieją, że oprócz BB zobaczę też ekipę z Kontenerem.


Kontener stanowi Czynnik Krytyczny. Kontener to Widoczny Znak, że Budowa już tu jest. Nawet jak ludzi nie ma to jest On. Wiadomo, że kiedyś do niego wrócą. A przy okazji tez może trochę pobudują


Im bliżej pola, tym mniej Nadziei.


BB jest. Kontener jest. Nadal ten u Sąsiada.


Mimo wszystko spędziliśmy z BB Upojną Godzinę na Pogawędce Budowlanej. Czyli ja czytałem z kartki co tam mi po głowie chodzi (Komin, Komin!) a On … kiwał głową, zapisywał coś na marginesie projektu i wstukiwał do telefonu. Jednym słowem (no góra trzema) — Profesjonalnie Zarządzał Tematami.


Tydzień jak wiadomo zaczyna się w poniedziałek. I wtedy właśnie legendarna „ekipa” miała się „instalować”.


Ten Specyficzny Tydzień — Nasz Pierwszy Budowlany zaczął się we wtorek. Widać ekipa ma taka wprawę w instalowaniu, że poniedziałek był jeszcze Wolny. Tak sobie pomyślałem jak przybiegłem na pole (bo to jeszcze cały czas nie Plac Budowy przecież!) we wtorek o 7, żeby spotkać się z Panem Dziurkaczem.


Pan Dziurkacz jest niezbędny, aby wycisnąć z pola wodę. Woda jest niezbędna, aby się budować. Tak jak i Prąd.


Tyle teoria.


W praktyce Sąsiad dojechał do stanu surowego z więźbą i bez wody i bez prądu na działce. Magik czy co????


Ja tam poszedłem po najmniejszej linii oporu. Bez magicznych sztuczek Pan Dziurkacz z Panem Zszywaczem (ten skręcał Rury) wycisnęli co Trzeba. Na dowód przy odbiorze zaprezentowali dumnie 2 butelki pełne Wody. Do zalania. Uwierzyłem. Zapłaciłem.


W razie co jestem umówiony na Dokrętki.


Nie mogłem się za bardzo skupić na kwestii Wody, bo cały aż Drgałem i Podskakiwałem patrząc w tym momencie tylko w Jedną Stronę.


Na Cud Piękną Prężną Stalową KOPARĘ!!!


Tak! W końcu!!!


Okazało się, że to jednak był Magiczny Wtorek Kopanie się zaczęło!


Jak tylko się rozstaliśmy z Wodą, Całą Rodziną! (w końcu takiej Okazji nie mogłem Im Przepuścić!) pobiegliśmy w stronę Kanionu. Nazwijmy go bez ogródek Kolorado. Tak się właśnie czułem stojąc na krawędzi Wielkiej Dziury. Hej — przed nami wielka Przestrzeń…


Hej!? Taka Wielka??? A czemu taka?! I czemu z jednej strony ta Dziura jest Trochę Bardziej????!!! — ach te Wieczne Rozterki Dyletanta!


W braku BB postanowiłem Zasięgnąć Języka u Drugiego po BB, czyli nominalnego Kierownika Budowy. Czułem poniekąd już wcześniej jego Wyczekujący Wzrok na sobie. I rzeczywiście — wystarczyło podejść.


— No właśnie my tu o Panu rozmawiamy!


— Hmmm — tak Kontrolnie odpowiada Inteligentny Inwestor, żeby nie powiedzieć Za Dużo.


— Bo KTO Panu wyznaczył POZIOM ZERO???


Pytanie było Ciężkie. Może nawet Miażdżące.


Oprócz wzroku Kierownika spoczęły na mnie 3 Inne pary Oczu.


Dwie pary Panów z Ekipy co stali razem z Kierownikiem. Nic nie mówili.


Tylko Patrzyli.


Trzecia para była Najsłodsza.


To Filip który trzymając mnie za nogę Wielkimi Oczami patrzył zachwycony na Koparę. Na mnie spojrzał z ciekawości słysząc Wagę pytania. Dam Radę?


Ha, mimo Tremy (Pierwszy raz z Kierownikiem i to w Obstawie) miałem w zanadrzu Kilka Sztuczek. Ot na przykład:


— A CZEMU?


Filip uspokojony powrócił do studiowania Gracji Koparkowej. Tata sobie poradził! Sprytnie odwrócił Ciężar Dowodzenia Racji na drugą stronę zyskując więcej Czasu do namysłu.


Zadziałało. Kierownik wyraźnie spuścił z Tonu Pewnego Siebie, Ekipanci zaczęli studiować czubki butów.


— E, bo wie Pan, myśmy tu wypytali tych chłopaków od sąsiada i on ma poziom zero wyżej niż Pan…


— No i … — lekko zanęciłem, żeby Coś Zrozumieć.


— No i jak Panu postawimy tak jak jest to będzie Pan miał dom niżej od niego. Woda będzie lecieć na pana stronę!


Oho! Zaciekawił mnie. Jeszcze nie Przeraził.


— A ile to będzie niżej???


— 22 centymetry. SAM WYLICZYŁEM! —


Duma i Zadowolenie biła z tych słów. Bo też nie byle jaka to wiadomość. Powiedzieć, że coś jest nie tak to każdy potrafi. Ale powiedzieć Dokładnie co i ile, to już jest Właściwa Obsługa Klienta.


Oho! Przekonał mnie. Trzeba tu coś zrobić. Ale co???? Tylko jedna rzecz mi została:


— Ale co zrobić???? — sprawdzam u Źródła Wiedzy.


— No jak to? Podnieść i u Pana, tylko niech pan jeszcze dopyta sąsiada, jak to on planuje. I pan da znać do jutra!


Rzuciłem się na temat z właściwą sobie Dramaturgią.


Najpierw przyłapałem kręcącą się z pobliżu z oznakami Braku Euforii PP. Brak euforii wynikał z dwóch przyczyn: wiszący na niej Kacper, któremu udało się obsiknąć Trafnie Mamy bluzkę mimo Pieluchy oraz Rosnący WiatroDeszcz.


Jak już wspominałem jako Główny Motor tej Hecy z Budowaniem jestem zobowiązany Tryskać Optymizmem w obojętnie jakich warunkach. PP może więc zachowywać się jak Normalny Człowiek i nie musi wiedzieć co to jest poziom zero i gdzie go tam mamy. Mieć. Ja też w sumie niedawno się dowiedziałem


W połowie tłumaczenia jej O Co Chodzi, rzuciłem się na Sąsiada, który wyłonił się ze swojego Stanu Surowego. Należy dodać, że wskutek regularnego Podlewania i Pielęgnowania znamy się już nie tylko z widzenia Poziom zero wyznaczył mu jego Kierownik i myśli, że jest OK. Zwłaszcza że jak kiedyś się pojawi ulica to wszystko wokół nas ruszy w górę, więc żebyśmy nie zostali tak w dołeczku słusznie jest zawczasu się podnieść.


Uspokoił mnie.


Chyba nawet specjalnie starał się żebym się uspokoił. Nie widziałem się z Tamtej strony, ale jest możliwe, że wyraz Desperacji na mojej Twarzy robił wrażenie.


Desperacji.


Skoro tak to nie ma co się wahać. Zwłaszcza że i PP i Sąsiad są jednej myśli. Jeszcze tego samego dnia zadzwoniłem do Kierownika z potwierdzeniem. Podnosimy!


I trwałem w tym postanowieniu aż do rozmowy z BB. Był to znowu BB zrównoważony i Panujący na Sytuacją. Krótko wyjaśnił, że 22 cm to jednak nie była Cała Prawda. W zasadzie to nawet było jej mniej niż Pół. Cała jest taka, że Kierownikowi się nieco pomyliły różne rzeczy, które „chłopcy od sąsiada” tłumaczyli. Niewykluczone nawet że samym „chłopcom” się trochę pomyliło. Musieliby Sąsiadowi zasypać izolację ziemią. Zwykle się tego nie robi. Chyba że Złośliwie.


Więc dobrze jest jak jest. Dla spokoju Ducha i Przyszłej Drogi możemy dorzucić bloczek jak już fundamenty ruszą. 10 cm.


Uff.


Jednak niepokój pozostał.


Wniosek operacyjny na przyszłość — nie gadam z nikim poza BB. Innych tylko słucham i rejestruję w pamięci. Wątpliwości tylko z Szefem wyjaśniam. I tylko z nim ustalam co faktycznie robi Ekipa.


Bo osiwieję zanim dojedziemy do izolacji poziomej…


PS — Kontener pojawił się w środę. Ciemny, milczący i odrapany. A więc teraz to już Jasne. Zaczęło się!


26 Lipca 2005 · 830 wyświetleń

Do Tramwaju weszła Kontrol czyli Zalewa

Jak w prawdziwym filmie holiłódzkim — akcja Budowlana posuwa się do przodu bez przerwy na oddechy. Tylko te krótkie i urywane się mieszczą. Krzyki ewentualnie też.


Dopiero co z rękami pod głową zalegałem na trawce spoglądając na Koparę a już na sobotę BB wyznaczył Pierwszy Krytyczny Punkt Kontrolny (czyli w skrócie PeKaPeKa). Będziem Ławy Lać!


Po prawdzie PeKaPeKa to bardziej ja wyznaczyłem a BB jak to BB — robił swoje.


A ja po lekturach wielu Poradników i Samouczków (Jak być Pięknym i Bogatym i Zdrowym, czyli Zostań Politykiem — może nie na temat, ale Strategiczne i Rozwojowe) oraz po lekturze forum i dyskusjach z PINem postanowiłem, że Ławy trzeba obejrzeć w Towarzystwie.


Właśnie.


PIN.


Pan Inspektor Nadzoru.


Ja się na budowaniu nie znam. Powiem więcej. W ogóle się nie znam.


Ten Stan Świadomości osiągnąłem już dawno temu przy wydatnej pomocy Rodzonego Ojca. Ponieważ Dominującą Koncepcją wychowania było Wykierować na Ludzi Miastowych, generalnie zniechęcał mnie do Prac Fizycznych. To taki dość popularny tok postępowania — jak będę miał Dwie Lewe Ręce to z tej desperacji pójdę na studia. Generalnie nazwałbym ten kierunek „Hodowla Inteligenta”.


— No jak Ty trzymasz ten Młotek???!!


— Daj ten worek, bo jeszcze sobie Coś zrobisz!


— Ty Lepiej zostaw to Fachowcom!!!


Tak więc urosłem przekonany, że Trud Fizyczny i Wiedza Praktyczna to domena zarezerwowana dla Fachowców. Do dziś pozostało głęboko zakorzenione przekonanie, że To Wszystko to są straszne Sztuczki Tajemne (wężykiem Jasiu wężykiem!). Copperfield przy tym to betka. Co on tam niby — że polatał przez jakieś kółka czy wykręcił ludzi tyłem do Statui Wolności?


Spróbował by się z Kolankiem od Zlewu. Albo i z Wieszaniem Żyrandola co ma 1,5 metra średnicy i 15 tysięcy Sztucznych Pereł na Drucikach! I to wszystko Ręczna Robota — Ojciec do dziś lubi tak sobie jakiś Drobiazg machnąć na boku.


Najgorszy ten Kult Fachowca. Jak tylko widzę jakiegoś to zaraz mi się wydaje, że on to Naprawdę Się Zna.


I muszę sobie od razu aplikować Ostrzeżenie! Zasada może być tylko Jedna Agencie Mulder.

TRUST NO ONE

A tu Domu mi się zachciało!


Oczywiste więc że w Planie (przypomnę — Misterny i Makiaweliczny Plan, którym ogarniam Chaos Budowlany poprzez wyznaczenie wielu PeKaPeKa i zadanie sobie Wielu Niepotrzebnych Pytań) musiało się znaleźć miejsce na Fachowca.


Ale po mojej stronie.


Czyli Pana Inspektora Nadzoru.


Zasada numer jeden — Ktoś dobrze mi znany musi go polecić.


Zasada numer dwa — Pod groźbą eksmisji nie może się Kolegować z Wykonawcą!


Idąc tym tropem rozumowania PINa miałem długo przed wykonawcą. Pan Inspektor Nadzoru jest definitywnie Starym Budowlańcem. A nawet już Emerytowanym.


Ma wszystkie papiery i co najważniejsze Pieczęć, którą może Przywalić. I do tego budował wszystko co się Nie Rusza. Nawet mój Koszmarny Sen o Nowoczesnej Technologii. Jeszcze go chwalił, że się szybko stawia!


Z innych osiągnięć to wymienił Szambo. Taki popularny projekt co go wszyscy wrzucają do PNB jako standard. Machnął go kiedyś tam w jakimś Instytucie Budowlanym. Śmierdząca Sprawa a jednak zrobił!


Podsumowując mój dogłębny proces Rekrutacji PIN — spełnił oba wymagane przeze mnie warunki.


W kwestii przydatności PIN — z góry założyłem, że płacę za samopoczucie. Bo fachowości raczej nie mam, jak zweryfikować. Tym niemniej jednak…


PIN po lekturze projektu zwrócił uwagę na poszerzenie środkowej ławy.


Krótka historia wyglądała tak że architekt nr 1 — ten od zmian — zasugerował to głupim pytaniem „A ta czemu jest Węższa?” a architekt nr 2 — ten od adaptacji i Reprezentant Autora — w ramach odpowiedzi milcząco poszerzył.


PIN skwitował to krótkim podsumowaniem — nie było potrzeby, bo widać, że więźba tu mniej obciąża!


Uznałem, że była to Najbardziej Merytoryczna Uwaga w tym Towarzystwie. I ucieszyłem, że mam takiego PINa. Merytorycznego i Spostrzegawczego.


Co do ławy. BB poszedł Tokiem Rozumowania architektów. Widać wszyscy cenią w przyrodzie symetrię :)


No bo niby Czemu ma być Węższa?


I właśnie na tym Etapie zarządziłem PeKaPeKa.


Zlot Umysłów i Triumwirat Mocy.


BB — w roli Sprawcy.


PIN — w roli PIN.


Ja — Obserwator i Rejestrator.


Według najlepszych zasad wspomnianego holiłódzkiego scenariusza zajechaliśmy Naszymi Hummerami na Plac (zwracam uwagę na subtelną zmianę Nazewnictwa Dawnego Pola). Oczywiście wzniecając tumany kurzu i Przerażenie na twarzach Wykonawców. Naszych i Sąsiada.


Tak właśnie to sobie wyobrażałem.


PIN zgrabnie wyskoczył ze swojego Polonezowozu i z Marsową Miną wyjął z bagażnika Teczkę.


Dokładnie tak to sobie wyobrażałem.


Nie spoufalać się. Unikać Kontaktu wzrokowego. Tylko oszczędne gesty i Merytoryczne Pytania.


W końcu przecież to Kontrol!


Celem PeKaPeKa było skontrolowanie czy Można Lać.


Oczywiście BB jako Stary Wyjadacz tylko Udawał Przerażenie.


Dobrze wie, że to cieszy Inwestora. W końcu po co brałem tego PINa? Ja i tak mam Sercowe Przeżycia przez Budowę, więc chodzi o to, żeby i Wykonawca nie czuł się jak na Wakacjach.


BB więc po wstępnym Przedstawieniu oddał Sprawę w ręce Kierownika. Czyli oddał Kierownika w ręce Inspektora.


W postawie zasadniczej odbyło się Odpytywanie.


Sprawdzanie znajomości Projektu.


Krótki pokaz Kręcenia Drutów.


Sprawdzenie zapisów Dziennika Budowy.


Potem krótkie Tournée z Przewodnikiem Szlakiem Wilczych Dołów. Ostre wiraże po krawędzi Salonu. Wizyta w Kuchni. Przelot do Komina w kotłowni. W końcu zasłużony relaks w Łazience.


Ostatni etap to Konsylium w składzie BB, Kierownik i PIN. Ostatnie odpytywanie z tematu betonu i certyfikatów. Oj, następnym razem chyba będzie Kartkówka!


W końcu z Teczki wyłoniła się Pieczęć. PIN zapisał w Dzienniku; „Lać pozwalam!”.


I Przywalił z całej siły.


Na Placu zapadła cisza.


Delektowaliśmy się tą chwilą.


Przynajmniej ja.


NO.


Patrzyłem z podziwem. Jednak stare sprawdzone metody są najlepsze.


Z obu stron zresztą. Kierownik posunął się nawet do Umizgania….


— Oj, widać, że z pana to STARY BUDOWLANIEC!


To chyba Umizganie było…???


PIN oczywiście nie skomentował.


Jest ponad takie Pochwały.


Ma misję od Inwestora.


Kontrolować i nie odPuszczać.


Po starannie wyczekanej chwili PIN zgrabnie wskoczył do swojego Polonezowozu i wykręcił na Pożegnanie.


Do zobaczenia!


I w rezultacie — jak to Filip ujął w rozmowie telefonicznej z Babcią -„Babciu, mamy już Zalewę Naszego Domu!”


A ja już lecę sprawdzić jaki mamy w Planie DeKaPeKa (Drugi Krytyczny…)!


PS — Myślałem, że taka Udana Kontrola nam wyszła — a tu … na samym wyjściu PIN i BB się do siebie Uśmiechnęli! Jeszcze się mi tu Zakolegują!!!


27 Lipca 2005 · 857 wyświetleń

OKNA — Klęska Urodzaju albo Dramat Dobrobytu

Okien się nam zachciało.


Straszne ilości.


Z każdej strony jedno albo i siedem.


Projekt też swoje zrobił. Okien było Jeszcze więcej niż chcieliśmy.


Może oni to robili przez copy&paste?


Jedna elewacja to w zasadzie same balkony.


Zafrasował nas ten w łazience przy rodzinnej sypialni. Oczywiście sypialni z Balkonem.


Może chodzi o Dodatkowy Obieg Powietrza? Otwieramy Balkon w Łazience i w Sypialni i w Salonie, żeby mieć Czerpnię. Otwieramy szybę w kominku, żeby śmigające powietrze się Zgrzało. I proszę — mamy REKU.


Może tak być.


Ale nie musi.


Jak się buduje własny Dom to właśnie po to, żeby Komfortowo sobie Tupnąć nogą. A nie chcę!


Balkon zlikwidowany, został wygląd na świat z łazienki. Będę sobie odsłaniał siedząc na Tronie i delektował zapachem… Wiosennego Ogrodu.


Dla odmiany w pobliskiej Garderobie planowany Wygląd na Świat poszedł do kosza.


Po pierwsze nijak nie chciał się spasować z wyobrażeniem o zabudowie garderobianej.


Po drugie kto by tam wyglądał na Zimną Północ z przebieralni.


Po trzecie jak wiadomo z Północy ciągną Hordy Pohańców albo i Wikingów (to znaczy pociągnęli już parę razy w historii, więc Wiecie… a nuż im się znowu zachce???) a takie okno Kusi z Daleka.


Jak mawiają Starożytni Rosjanie — Sicher ist Sicher.


Sunąc ruchem Skoczka mijamy zakręt i lądujemy w Kotłowni. Tu dla odmiany dokonaliśmy Cudownej Przemiany. Drzwi na Okno.


Drzwi były dla nas Zupełnie Niezrozumiałe. Przecież mamy już. I to duże, wejściowe. Jakby mało było to obok jeszcze Garażowe.


A tu Z Boku — może to był pomyślany Dom JaśniePański — wejście dla Służby i Dostaw (bo takie Jaśnie to sobie zakupy robi od razu 2-tonówką!)???


Nie dorośliśmy do tego jeszcze — drzwi zniknęły. Pojawiło się małe okno. Ciężko przemyślane. Patrz punkt garderobiany. Ci Pohańcy…


Przeważył jednak pogląd, że będzie głupio przebywać w 20 metrowym pokoju bez okien. Chociaż… po ostatnich wybrykach Juniorów w oczach PP pojawił się Złowieszczy Błysk. Taki duży pokój...bez okien… klameczkę się wymontuje…. ściany obłożymy materacami… oj Kusi!


Ale nie — ryzyko Wyfrunięcia Dachem okrakiem na Piecu Gazowym byłoby nadal zbyt wielkie!


Zostało okno a na wszelki wypadek zaraz pod nim ustawię swoje Grające Graty. Jak się jakiś Pohaniec przedrze przez okno to Znienacka wpadnie i bez wątpienia Narobi Rabanu. A wtedy wypuścimy na niego Naszą Bestię. Znaczy Kotkę. I nie bez Kozery ma na imię Brzydal! Każdy Pohaniec padnie na kolana Wzruszony na widok tej Przepięknej Zdziwionej Mordeczki… (cały czas mowa o Kocie, ja będę nadciągał dopiero jak Ona się upora ze swoją Częścią!).


W garażu Sprawa była krótka — zabrakło nam Ogródka.


Dosłownie jakieś Durne 25 centymetrów. I jeszcze 5 cm, bo się Okazało, że Reprezentant Autora Projektu adaptujący nie zauważył, że okap nieco dłuższy. Na upartego to Kto By To Sprawdził… ale jednak.


Działka tak akuratnie ułożona, że z południa i północy Na Styk. Minus te tam centymetry.


Więc wespół w zespół — stanęło na Luksferach.


Ciekawa nazwa.


Luk — to pewnie od Lukania na zewnątrz.


Sfera — to od Kopernika. Niebieska.


Czyli że niby co — Luknij se na Gwiazdę?


Dziwne.


Ale może się tylko czepiam.


Luksfery przesunęły dom na północ, przez co nasza Ukochana Południowa Kuchnia będzie dalej od płotu.


Od słońca może też…


Z garażu skokiem Konika lądujemy przy Ubikacji. Ta to będzie Fajoska. Długość 2,8 metra. Szerokość 1 metr.


Oczywiście dla Gości.


Po namyśle i braku Lepszych Pomysłów została. Po dobrych imprezach będziemy tam sukcesywnie upychać Sztywnych. Z braku miejsca nikt nie upadnie a prześpi się więcej na raz. Rano od razu umywalka pod ręka. Nada się.


Dla wyglądania zaprojektowano Oko. Całe okrągłe. I małe. Nikt nie ucieknie Bez Płacenia


W gabinecie prostactwo. Zwykłe okno z widokiem na Wjazd. Będę pełnił tu moja Ulubioną Rolę Odźwiernego (spytajcie w Grupie Tarchomin-Białołęka). Poza tym oczywiście w razie Potrzeby będę miał najbliżej do Ulicy. Jeszcze nie wiem po co. Ale i tak będę miał.


No i wreszcie. Słoneczne Południe! Luz, lenistwo, plaża, napoje… i Kuchnia.


Wszyscy mi to mówili.


PIN mi to powiedział zanim jeszcze zajrzał w projekt.


Sam to sobie mówiłem.


Tylko Broń Boże, żeby Kuchnia Nie Była Od Południa!


No i mamy. Kładłem ten projekt pod Każdym Kątem. Kupiłem nawet blok, żeby wzorem Whispera machnąć Makietę (a propos — blok mam tanio do oddania — nieruszony!).


Nic nie pomogło.


Kuchnia szczerząc zęby za każdym razem wystawiała Wdzięki do Słońca. Jedyny Robialny wariant zamienny to przesunąć ją do Gabinetu. Bo pomysł Kotłowni połączonej z Salonem jakoś się nie chciał przyjąć. Ale mimo Pociągu do Jedzenia (Taki Nałóg od Urodzenia!) nie zdecydowałem się na Deptak Jedzeniowy przez gabinet w drodze z kuchni do jadalni w salonie.


Zostaje tylko zainwestować w Zaciemnienie i Wychłodzenie. Okap 85 cm. Rolety na oknie. No i wentylacja. Jak nie poradzi, będzie i Klima. Bo okno Kuchenne to nie byle co. Kawał Bydlaka. 230 na 150. Jak Biceps Pudzia.


Do tego kawałek na dole usztywniony odrębnym szprosem co by nie zawadzał o blaty. I jeszcze na Trzy kawałki dzielony.


Nikt tego nie mógł jakoś zrozumieć, jak zacząłem dzwonić do ewentualnych Dostawców.


Nie mam daru Jasnego Tłumaczenia.


Mógłbym mieć.


Niestety dominuje Chęć Opowiedzenia Wszystkiego Naraz z dodaniem Tła Historycznego i ewentualnych Rozważanych Wariantów Awaryjnych z Domieszką Wątpliwości.


Taki dar mam.


Zrozumieli dopiero jak rysunki dostali. I od razu spoważnieli. Zobaczyli, że trafił się Rozwojowy Klient.


(z podręcznika Dostawcy — def. Klient Rozwojowy — Nie rozumie na co się porwał. My mu tego nie tłumaczymy, wyjaśniamy tylko znaczenie słowa „niestandardowy” dodanego przy wycenie).


Na dole to już w Zasadzie wszystko.


Nie licząc 10 tafli w salonie. W sumie jakieś 17 metrów kwadratowych.


Mówiłem, że Się nam zachciało.


W ramach Deseru jeszcze Drobiazg. Woli Balkon. Albo Bawoli Kon. Albo Balkon w Bawolim Oku.


To Oko to jest dopiero Oko. Jak cały Bawół.


To Miejsce Odosobnienia PP.


Tam będzie spędzać ten cały czas który jej zostanie po spędzaniu z Resztą Rodziny.


A jak się znudzi to wyjdzie na Bawoli Kon. Ja wyjdę na Swój Gabinetowy Parapet.


I będzie jak w romantycznych Czasach Narzeczeństwa.


Cudnie.


Ech… rozmarzyłem się. I rozpisałem oczywiście.


A sprawa prosta jak Drut. Albo jak Drewno. Zapytanie poszło do 10 firm. Więcej nie szukałem. Bo im bardziej szukałem tym Więcej ich Tam było.


A tak przy PreSelekcji Forumowej jakiś tam zakres Sensownych Nazw się pojawił.


Przy kolejnej PreSelekcji wypadli ci co im się Nie Chce maili odbierać.


Zaplusowali Ci co im się chce nie tylko Odebrać, ale jeszcze Zgłosić Zainteresowanie, ewentualnie Przymilić. Może to Ci co mają Podręczniki o Klientach.


Reklam nie będzie. W końcu nie bez kozery wątek o oknach Przyspawany na Samym Szczycie Forum. Tam są Pikantne Szczegóły z Nazwami.


Na dziś to mamy Kolorowy Zawrót Głowy. Bo wiemy co nam się podoba. Wiemy, ile co kosztuje.


Nawet już wiemy, jak wygląda MIKROWCZEP…


Teraz Wabią nas Rabatami i Upustami.


Coś Przeczuwam.


Zbliża się.


Niech no tylko będzie w zasięgu Ręki.


Klepniemy z Całych Sił — tak żeby w końcu Zapadła.


Nasza DROGA DECYZJA.


i już.

28 Lipca 2005 · 713 wyświetleń

Nie bardzo wiem o Co Chodzi.

Wylewa się ze mnie Strumieniami.

To chyba te Powracające Upały.

Trudno.

Strumień skierowałem na ekran.

Lepiej korzystać, póki nie wyschnie…

Czynnik Społeczny, czyli Łączy nas coraz Więcej.

Jest taki Stary Obyczaj, żeby rozmawiać przy obiedzie.


To znaczy Dzieciom się wciska oczywiście że przy jedzeniu Się Nie Mówi.


Ale już przy pierwszej tzw. Okazji Rodzinnej wszystkie Dzieci (nawet te maleńtasy z wózka!) widzą, że to w żywe oczy oszustwo. I Szlag je Trafia na takie Wychowanie


Bo Wszyscy Duzi gadają!


A jak nie mówią, to tylko gdy przełykają.


Bo już Pobór do Jamy absolutnie nie stanowi przeszkody w pędzeniu Lekkiej i Nieprzymuszonej Konwersacji o życiu. Albo i nie.


— Słyszałaś, że Stefan umarł?! — to ciotka z rogu, atakując śledzia


— Nie no, przecież był tu w zeszłym roku!??? — szczerze zadziwiona ciotka zza Dzbana żuje grzybka


— Ale, ale to nie ten chyba! — babcia obok Bolsa w zmaganiach ze skrzydełkiem — ten to w szpitalu leży dopiero!


Po wyjaśnieniu kwestii Stefana, przeskok niewielki na Tych co się jeszcze Trzymają.


— Ależ się ta Hanka posunęła — prawdziwy smutek wycieka z tych słów Wuja, razem z sosem majonezowym. Nieco spoceni obaj, bo latoś duszno jakoś.


— No patrz Heniek! A taka z niej była przecież… — głos zawiesza Stryjeczny Brat Dziadka nad Kieliszkiem Absolutnego Odświeżacza Pamięci.


— Oj była… — przyłącza się do Zawieszenia Teść. I sprawdza w kieliszku czy to, aby nie pora Tury Objazdowej.


Gdzieś w poprzek tej Komunikacji Stałych Bywalców odbywają się Panele przygodne. Wymiana dwóch zdań podczepionych pod takie Evergreeny jak Pogoda, TeleNowele czy Papież. Nie Nasz już, ale tym bardziej podlega Ocenie Obiadowej.


Ale Prawdziwa Jazda to dopiero Budowanie!


Toż każdy coś tam wie. Może niedokładnie. Może nieaktualne. Ale za to z Całą Chęcią się podzieli. A przynajmniej pokiwa głową.


Chętniej jednak Przyłączy do dyskusji.


Jeśli oczywiście akurat nie przewodzi Podstolikowi Medycznemu. Ten ma zawsze pierwszeństwo. Ale już Niedługo. Gazety pisały przecież: Wszyscy już mają Kredyt Budowlany. Albo mają Zaraz Mieć!


Dom jednoczy Ludzi. Rodziny przede wszystkim.


Ale też i jednostki społeczne pogrupowane w instytucjach Przymusu Pośredniego. Czyli w Pracy.


Bo niby Nie Musisz Pracować.


A jakoś co rano w korku stoję… tylu wali do roboty. Akurat przez Mój Most.


Na co dzień tematy w pracy Zupełnie Fascynujące mamy. Co powie Balcerowicz. Albo inny Greenspan. Czy rzucą dziś na rynek więcej obligacji Zagraniczni. Czy złotówka Nasza Wszechmocna spadnie czy Wręcz Przeciwnie. No Bomba.


Z tym że po paru albo i nastu latach ciut się Człowiek zaczyna Nużyć. Nie to, żeby nudzić! Bynajmniej.


Wystarczy jeden taki dzień jak Wielkanoc, gdy kurs pędzi te 8 groszy w ciągu kilku godzin, żeby poczuć Świeżość Buzującej Krwi…


Rzecz w tym, że jednak na zwykły Co Dzień to Wszystko zaczyna pokrywać Rutyna. Mechaniczność i Przygarbienie. Chyba że to Nie Młodość działa? W każdym razie euforii brak.


Twarze w pracy też już nie ekscytują jak Dawniej.


Niektóre tylko mają Nieprzemijający Czar.


Szef zwłaszcza.


Wciąż mnie Rusza.


Poza szefem jednak nadal ciężko o Prawdziwą Adrenalinę. W końcu widujemy się wszyscy na co dzień.


Całe szczęście, że jest jeszcze Rodzina co zapewnia bieżący Twarzozmian i Uczucia Kwitnące.


Codzienna Kompania Pracownicza nie Kręci jednak tak jak na początku.


Ale, ale…. ostatnio Cóż się dzieje?


Nagle Odkrywam, że to nie pokój Pracowników było nie było Umysłowo Zdolnych, ale… tak, właśnie Budowlanych! Zagadnięci z Głupia Frant odkrywają Tajemnice Zaprawy. I Każdy ma pod ręką Archiwum fotograficzne.


Skarbiec zaiste Prawdziwy…


Mamy więc Nową Ekscytującą Płaszczyznę Porozumienia. Czasem tylko na chwilę, przelotem rzucone uwagi:


— Fi do kominka?!


— Poziom zero!?


— Drenaż?


Czasem — oczywiście Poza Oficjalnymi Godzinami Pracy — przewlekłe dyskusje o wyższości Gresu nad Terakotą. Albo i Nie.


Oficjalne godziny pracy to Wszystkie Te które poświęcamy na Uczciwą i Rzetelną Pełną Poświęcenia pracę. Oba Typy (Oficjalne i Te Drugie) jakoś się upychają pomiędzy 8 i 18…


Najważniejsze jest co innego. Znowu mamy motywację, żeby ze sobą Ochoczo Pogadać. I to Bez Przymusu!!!


Szefa w To nie wplątujemy.


Jakoś Nikt nie proponował.


On też nie.


Ale jestem pewien, że by się Przyłączył.


Jakby wiedział.


W końcu Też Budował Dom.


Czego i Wam życzę!


5 Sierpnia 2005 · 836 wyświetleń

Czy Stan Zero nie brzmi dziwnie?


Mamy go właśnie na budowie.


Tyle towaru poszło w ziemię.


a Stan Zero…


a przy okazji skojarzyła mi się Pewna Historia

Studzianki pancerne

Dziury ważna rzecz. A zwłaszcza Śmierdzące Dziury.


Potocznie zwane kanalizacją.


Miałem Ci ja kiedyś takie dwie w obecnym lokum. Dwie takie co zapamiętałem.


Jedna się nazywała Odpływ do Pieca. Odkryłem ją dość przypadkowo po zamieszkaniu — jako Młody i Niedoświadczony zamieszkałem po prostu któregoś dnia i już.


Dziura była wetkana w ścianę pod piecem i czymś tam zatkana. Zafrasowany zadzwoniłem do Fachowca od Pieca. Nie wiedział o co chodzi, bo on żadnej dziury tam nie wtykał.


Zadzwoniłem do Fachowca od Instalacji. Ten coś wiedział.


Wiedział do kogo zadzwonić, żeby się dowiedzieć.


Fachowiec od kanalizacji. Fachowcem był niewątpliwe chociażby z racji doświadczenia. Położył nam Całe Osiedle (a będzie ze 100 domów!).


Pewnie dlatego za cholerę nie pamiętał, żeby mi te Dziurę kładł. Za to rozsądnie zauważył, że prawdopodobnie jednak kładł. Skoro jest.


— Ale Po Co?


— No Panie, bo z pieca leci.


— Co??! — Chryste, a ja nic nie wiem!


— Woda leci.


— U mnie nie leci!


— Ale może.


Wtręt — czy też zauważyliście, że Fachowcy wyjątkowo Niechętnie ujawniają Wszelkie Informacje Noszące Znamiona Istotności???


— A kiedy może?


— Jak Pan zechce z pieca spuścić…


— Aha…


Nic nie wydobyłem więcej. Po co z pieca spuszczać wodę? Powróciłem do Fachowca od Pieca. Gdzieś w Czeluściach Wiedzy Fachowej wygrzebał, że „czasem się spuszcza”.


6 lat minęło i nic nie spuściłem. Dolać to dolałem ze 3 razy. Ale nie spuściłem.


Za to Dziurę miałem.


Nie dała o sobie zapomnieć. Zaraz po wprowadzeniu była Miła. Poczekała Tydzień dopiero wtedy Puściła Parę z Ust. Czyli Dała Czadu.


Nic nie pomagało. Torby, pakuły, plastry. W końcu wezwałem Fachowca, żeby zaczopował. Mimo to od czasu do czasu udawało jej się nadal Odezwać. Aż po 3 latach doznałem Iluminacji Dobromirowej.


Zmywarka!


W kuchni miejsca brak, odpływu brak. A Kotłownia tuz obok służy jako spiżarka. Ha!


Dziś służy też jako Zmywarka! A Dziura ani Piśnie od tej pory!!!


Druga Dziura była Podstępna.


Niewidzialna.


I Podstępna.


Najpierw udawała Dziurę od Brakującego Zlewu. Umówiła się z Nią, że Śmierdzą Razem, ale tak jakby tylko Zlewowa. Po miesiącu zlew dojechał więc Pretekst się skończył.


Przerzuciła się na Dziurę od Pieca. Tu się zeszło dłużej, ale w końcu też ją Dopadłem.


I Właśnie wtedy Się Okazało.


Że w kuchni Śmierdzi.


Tym jedynym w swoim rodzaju Słodko-Gorzkim Zapachem Życia Innych Ludzi.


Dobrze, że wtedy jeszcze paliliśmy. Węch chociaż trochę stępiony. Uciekliśmy do kominka i Zasępieni Paliliśmy do Upojenia.


Upojenie jednak (jak to zwykle Upojenie) trwało zbyt krótko. Nie było innego wyjścia. Wziąłem swój Umęczony Nos pod pachę i poszedłem na Łowy Wrednej Dziury.


Rezultat był Oszałamiający.


Podwójnie.


Po raz pierwszy, bo co innego Wstrzymywanie oddechu przy używaniu Kuchni a co innego Śledztwo z Otwartymi Skrzelami.


Po raz drugi, bo Znalazłem Poszlakę. Nie Dziurę.


Na to była zbyt Cwana.


Poszlaka jednak wskazała jednoznacznie.


Wali z komina wentylacyjnego. Dodatkowo Podstępnie przenosi przez Okap kuchenny.


Sam nie mogłem w to uwierzyć. Znowu zawezwałem Fachowców na Konsylium.


Diagnoza była prosta — musieli Panu za krótko wywiewkę zostawić w kominie!


Czyli odpowietrzenie kanalizacji zamiast wyprowadzić nad komin, Genialny Fachowiec od Wywiewek pozostawił gdzieś w połowie komina.


Powtórzę dla jasności:


Gdzieś w połowie komina. W Tej połowie, w której Nas nie ma. Bo my jesteśmy w tej Części Świata która leży na Zewnątrz Komina.


A ona nie.


Leżałem jakiś czas Umysłowo Nieruchomy.


Jak wiadomo Nie Ma Takiej Rury, której się nie da Odetkać.


Czyżbym jednak spotkał Taką Dziurę, której się nie da zatkać????


O nie!


Wraz z PP przerzuciliśmy kilkanaście Koncepcji.


Prucie Komina.


Zapuszczanie Siaty.


Zrzut Pakuła.


Gotowanie w Wiecznym Smrodzie.


Porwanie Fachowca od Wywiewki i Spuszczenie do Komina.


O, przy tej Koncepcji zabawiliśmy nieco dłużej!


Mimo wszystko jednak też się nie ostała….


Nadeszła Desperacja. Ostatni stan przed długo wyczekiwaną Powtórną Iluminacją Dobromirową.


W jednej szkole mnie uparcie uczyli co to Paradygmat. Jak już kiedyś zrozumiałem to teraz wreszcie wiem, że to co zrobiliśmy to było właśnie Złamanie Paradygmatu.


Popatrzyliśmy na sprawę z tak zwanej D… Strony. Czyli od naszej strony Komina. I spraw okazała się Dziecinna.


Poszedłem po mazidło, karton i rurki.


Wyszarpałem Rurę od Okapu z Komina. Wstawiłem Karton i Zamazałem Mazidłem. Rurki pomęczyłem aż się zmieściły z Rurze od Okapu i Obejściem podłączyłem do Drugiej Strony Komina.


Złamałem przy tym przepis o wentylacji, bo zatkałem Ostatni Wolny Otwór Oddechowy. Trudno. Żyjemy z tym do dziś.


A Wredna Dziura wali, ile wlezie, jak waliła. Tyle że już nas to… obchodzi Bokiem.


Tak się właśnie nauczyłem, że Dziury ważna rzecz.


Na naszą Nową Budowę byłem więc przygotowany. Rozrysowałem schematy operacyjne. Zapisałem przypominajki w telefonie. Wspomniałem o temacie jeszcze w Lesie — czyli zanim nawet umowa była klepnięta.


Nie ufając Sobie Wystarczająco — poszedłem na plan, żeby złapać na gorącym uczynku Pana Fachowca od Kanalizacji.


Pan Luzik.


Wszystko wie i wszystko rozumie. Zagadał mnie do tego kwestią Radomskiego i Warszawskiego Podwieszania Kibelka. Wybrałem Patriotycznie.


Na odchodnym postukałem znacząco w Plan. Rozumiemy się?


Pocieszył mnie żebym się Tak nie spalał, bo to dopiero Początek Budowy…


Następny raz to był już na betonie mojego Stanu Zero. Odpytując BB i Kierownika z mapy wpadłem na coś około środka Domu.


— A co to?


— Odpływ.


— Ale po co?


— Do pieca…


Ja im chyba coś jednak Spuszczę!!!


10 Sierpnia 2005 · 714 wyświetleń

Jak się Mury pną do góry….


Uff.


Zaraz, moment. Muszę Tchu nałapać…


Czy wiecie jaka jest najszybsza Technologia Budowlana?


Ktoś tam wspominał podobno o Szkielecie…


To pewnie dlatego że nie widział mojej ekipy pod wodzą BB w Operacji Y jak Ytong.


Mamy właśnie Tydzień Wizualizacji Pionowej. Znaczy ściany rosną. Znienacka i Dramatycznie.


Znienacka, bo w niedzielę był Tam nadal Stary Dobry Poziom Zero.


Obmacaliśmy go wspólnymi Siłami Grupy Tarchomin-Białołęka. Zaraz potem pobiegliśmy Spróbować się ze Styropianowym Domkiem Broncia. Nic się nie chciał Poddać! Nawet gdy Podstępnie wdarliśmy się na poddasze i Napięliśmy Wszystkie Mięśnie. Ani drgnęło!


Po takim wysiłku niezbędne było Piwo, Duże Piwo i Duże Orzeszki.


I Kawa. Kawę piła Dominika, żeby nam cieplej było, bo zaczęła się Sztormowa Pogoda. Jak to w sierpniu


Przy okazji uzgodniliśmy Plan podboju Paru Okolicznych Państw, bo mamy Bardzo Mobilną Grupę. W zasadzie to w pewnym momencie się Okazało, że już tylko ja i Broncio zostajemy, żeby tę naszą Białołękę Uprawiać.


I jeszcze będziemy doglądać Zaprzyjaźnionych Działek (w tym Młodego Dęba co chciałby być Bartkiem u Jane).


I tak właśnie było na naszym spotkaniu.


Miło było.


A zaraz potem Znienacka nadszedł Poniedziałek.


Zajechałem pod wieczór na Plan Akcji i zamarłem.


Jak byłem Mały i Nieletni to miałem takie Marzenie. Wielgachne Klocki Lego (lego to taki synonim Fajnego Kloca z Zachodu) do budowania Różności.


Zamek (Wakacje z duchami), Czołg (Czterej Pancerni), Podwodna Stacja (Delfin Um). Ostatecznie Ul z Mają.


I niech mi ktoś teraz powie, że nie Warto Marzyć. Troszeczkę poczekałem na ten Poniedziałkowy Wieczór i już.


Wielkie Białe Klocki Duzi Chłopcy układają w Zamek. Mój Zamek. Bo przecież wiadomo, że Mój Dom to Mój Zamek.


Mam nawet Działo!


Sterczy zaraz pod garażem — fi 150. I jak Wypali to Nie Ma Mocnych! Bez Gównopijki nie podchodź…


Po Euforycznym wieczorze z Zaczynem Zamkowym nadeszła niespokojna noc.


Wtorek.


Obudziłem się w Dramatycznym Nastroju.


Przy okazji — nie polecam Chińszczyzny na Noc…


Dramat jednak polegał na czym innym. Obudziłem się z jedną Natrętną Myślą.


Oni Tak SZYBKO BUDUJĄ!


I to co na papierze było tylko kreską teraz staje się Realną Betonową Ścianą!!! Gumką już tego nie ruszę!


Jeju…


Zawirowania CzasoPrzestrzeni trzymały mnie siłą z dala od budowy calutki dzień. Do tego Ogólnie Burzowa i Wiatrowa pogoda już o 9 wieczorem zaciemniła Sytuację. Dotarłem na miejsce już w Zmroku.


I w samochodzie Starego Kumpla. Starość na szczęście pozwoliła mu Udać się na Wizytę.


Najpierw z Nicości wyłonił się Kierownik.


Albo Ja albo On mieliśmy problemy z Rozpoznaniem. Dopiero Bezpośredni Kontakt Bojowy pozwolił przedrzeć się dalej w Nicość. Dobrze, że Dom cały Biały — udało się Trafić za pierwszym podejściem pod Przyszłe Drzwi!


A za drzwiami…. Cała Przestrzeń… EJ!


Gdzie Ta Przestrzeń się Zapodziała???


Jeszcze w niedzielę można było łyżwy zakładać i Kręcić Złoty Medal Igrzysk a teraz?!


Jakieś Murki, Dziurki i Sznurki!!!


Wiatrołap zaraz zamienia się w Hall, Hall skręca w ciasnawą kotłownię, Garaż...no powiedzmy — Trzyma Wymiar!


Ale już dla odmiany Mój Gabinet… to tylko szersza Kopia Pobliskiego WC!


Kuchnia.......hmmmm. Jakiś sznurek zamiast ściany działowej utrudnia Rozpoznanie. Aż go poszarpałem z tych Nerw! Sznurek znaczy. Kumpel czujnie uciekł do Sypialni. Hola, hola — wejście tylko po Identyfikacji Płci!


Sypialnia też tylko na sznurku, ale w tych Nicościach Mrocznych też jakoś niepozorna.


Mózg zmaga się z Dopasowaniem Mrocznej Rzeczywistości do Skali z rzutu A3 (po zeskanowaniu nawet A4)..


To jest niby ten nasz DUŻY DOM???


Uciekłem w Nicość, złapałem Piwo, Kabanosa z Kumpla lodówki i Zapadłem w Podły Nastrój. Z głośnika poleciały tego wieczoru Same Miażdżące Brzmienia…


Rano niecierpliwie zerwałem się do Boju.


Znowu Dramatyczny Nastrój.


Czyżbym nie polecał Kabanosa na noc!???


Nic to!


Rekreacja w Ośrodku Przymusowego Pobytu zaraz się kończy.


Świeżo Nabyta Miarka spoczywa w olstrach Wozu czekając na Ten Moment.


Zaraz tam będę.


Stanę od Frontu.


Jak John Wayne. Albo Travolta też!


Lekko zmrużę Oczy, przebierając Palcami......to Napięcie jest nie do Zniesienia… Będę Bezlitosny…


Ach, niech TO się już zacznie!


WIELKIE MIERZENIE.


Trzymajcie Kciuki!!!


Jak Przetrwam to tradycyjnie Uprzejmie Doniosę…


18 Sierpnia 2005 · 701 wyświetleń

Przetrwałem


A zresztą, co tam Będę Kręcił — byłem przekonany, że się Uda.


Ale tylko tak Po Cichutku…


Potem kilka dni Zupełnie Gdzie Indziej, czyli U Rodziny w Górach.


Oj, jak miło


Ale to tylko na chwile, bo przecież Niecierpliwie czekają na nas

Wizyty Gospodarskie, czyli Pańskie Oko

Dla Tych co nie pamiętają: Gospodarska Wizyta to Stały Element medialnej rzeczywistości Zamierzchłej Prehistorii. Zamierzchłość ta skończyła się 16 lat temu. Mimo to dziś wielu Obywateli zanosi ku niej tęskne wspominki.


Ja to nawet rozumiem. Sam mam parę fajnych wspomnień. Takich Dziecinnych


Magia Dzieciństwa polega na tym, że jest Piękne. Świat sprowadza się do Dużego Stołu w jadalni udającego namiot lub czołg, Młodszej Siostry co jest bardziej wygadana i się nie daje bić, bo oddaje no a potem jeszcze Kolegów na podwórku.


Wyścig Pokoju kapslami z plasteliną to Absolutny Hit. Jak dorosłem do tego etapu to poczułem, że Życie jest Piękne i na zewnątrz Domu.


A na zewnątrz Świat był generalnie Poukładany z kilkoma tylko nieprzystającymi Klockami. Na przykład Radio Wolna Europa strasznie trzeszczało czego nie mogłem zrozumieć jak i tego, że Tata tak uparcie go słuchał.


Poza tym Prądu brakowało czasem i to akurat, kiedy zima nadchodziła.


No i trzeba było stać w kolejce w zasadzie wszędzie. Najbardziej do sklepu z pustymi półkami po mięsie.


A taki stan wojenny pamiętam przede wszystkim jako dodatkowe 3 tygodniowe ferie. Do tego wieczorem leciał obowiązkowo film patriotyczny! O wojnie — czegóż można więcej chcieć w tym wieku…


Rodzina wpoiła mi podstawowy zasób Wiedzy Patriotycznej; była Wojna, Przyszli Ruscy, a teraz rządzą Czerwoni. Nie byłem pewien przez jakiś czas czy to też Ruscy, ale wszystko wyjaśnił Kod RWPG zdradzony przez Kolegów z Podwórka. Okazało się, że Czerwoni to Nasi, ale Przysłani przez Ruskich.* (pełny tekst Kodu RWPG zostanie ujawniony po 25 latach przez Dana Browna ).


W praktyce RWPG to była taka Dżentelmeńska Umowa, że Polska wysyła różne towary do Rosji i Okolic a w zamian dostaje Matriksowe Pieniądze, czyli Rubel Transferowy który generalnie do niczego nie służy. Można ewentualnie szukać dalszych chętnych na wymianę w naszym Bloku Wschodnim z Braćmi Słowiańskimi. No i Niemcami z NRD. Bo w RFN to już sami Źli mieszkali a zwłaszcza Hitlerowcy.


Taki mniej więcej krótki rys geograficzno-polityczny miałem włożony do głowy. I jakoś mi nie przeszkadzał specjalnie


Ważne było, że w tym całym Świecie obowiązywała jedna podstawowa Zasada — Świat jest Stabilny.


Rodzice pracują ku Chwale Ojczyzny, Dzieci się bawią, a na Święta jest Disney, Flinstoni i Amerykański Western (czyli jedyne co tak zwana Ameryka ma dobrego — choć NRDowski Winnetou ich mocno goni! ).


A najważniejsze, że na co dzień Telewizja we wszystkich Obu programach pokazuje jaki nasz Kraj jest Zasobny, Zadbany i Rozwijający się Wciąż.


I Specjalnie w celu tych Prezentacji Główny Sprawczy zwany Pierwszym Sekretarzem odbywa Wizyty Gospodarskie.


PS — Nikt nie mógł wtedy Oczywiście powiedzieć, że było to Jasne nawiązanie do Szlacheckiej Tradycji „Pańskie Oko konia tuczy”.


Po pierwsze nie było Panów tylko Towarzysze.


Po drugie nie było Konia tylko Koń Mechaniczny. Się go nie tuczy tylko ma.


Cała Para Telewizyjna więc szła w te Wizyty.


Wizyty były w Zakładach Pracy i (zwłaszcza!) na Budowach.


Dzieci były z kwiatami. Ewentualnie Robotnicy z kwiatami. Zatroskana, ale i Dobrotliwa mina Pierwszego. Za Pierwszym szedł Drugi. Potem Żona Pierwszego, bo Rodziną Kraina nasza Silna. Potem szedł Miejscowy. Potem trochę Złaknionego Tłumu z Ludu Pracującego Miast i Wsi…


No a przede wszystkim Były Efekty! Wydajność skakała ekstatycznie w zasadzie Natychmiast. Najdalej na drugi dzień było nam Wszystkim Lepiej. O czym (uprzejmie) Donoszono w Dzienniku. I rosły kolejne Fabryki, Drogi i Domy...........ech Magia po prostu. Jak tu nie Tęsknić???


Jak się dobrze zastanowić to Była to Pierwsza Magia Medialna.


Czyli coś co do dziś się pięknie rozwija. Wystarczy spojrzeć na Pierwszy Lepszy blok reklamowy. Łgarstwa aż Puchną Uszy i Oczy. Na szczęście jest Jedna Podstawowa Różnica.


Mamy wybór.


A czemu ja to wszystko sobie Przypomniałem?


Bo akurat wczoraj wieczorem po raz już Nie Wiem Który powędrowaliśmy z Kolejną Gospodarską Wizytą na naszą Budowę. Pretekstem była wizyta Rodziny (w tym tej Wrednej Młodszej Siostry co nadal się nie daje bić).


W zasadzie powiem szczerze — nie przyjmujemy już Gości, jeśli nie wybierają się na Budowę. Wszystkie Pańskie Oczy są nam Niezbędne.


Tym razem zebrała się Czwórka Dzieci z Potencjalnych Pięciorga (bo Najstarsza Córka Siostry odbywa Kolonie. Dobrowolnie.) Na miejscu stawili się:


— Dojrzała Pierwszoklasistka, która czujnie nadzoruje Najmniejszego Kapsla. Poza tym Cudnie Milczy.


— Rzeczony Najmniejszy Kapsel co jest Największym Cwaniakiem w tym Gronie. Boję się co będzie jak już się nauczy mówić.


— Pierworodny który od długiego czasu Pasował się na Rycerza więc bez miecza ani rusz, bo trza Anglików prać po krzakach.


— Najmłodsza Siostrzana Córa co tylko przez Pomyłkę nie jest Największym Hersztem Bandy w Tym Mieście. Nie jesteśmy zresztą tego Pewni. Mogła po prostu nie powiedzieć. W końcu jak się ma 4 lata to się już wszystkiego Rodzinie nie mówi.


Dzieci więc ruszyły Ławą.


A za nimi my.


Ja jako Pierwszy.


Mama jako Matka Pierwszego. Do dziś jestem Wdzięczny. Że jestem


PP jako Żona Pierwszego.


I wreszcie Młodsza Siostra w charakterze Ludu Pracującego Miast i Wsi.


Za Miejscowych robią okoliczni Psiarze ze swoimi hot dogami. W tych dniach my zresztą też mamy swoją Parówkę na Smyczy. Dziadkowie pojechali Moknąć w Alpach więc Fredek-Okrąglinek leżakuje u nas. Z Kocią się jakoś Dogadali, nie wnikam za ile. Ale Fredek wcina z Obu Misek…


Brakowało w zasadzie tylko Robotników z Kwiatami. W zastępstwie Kwiatek zerwała Hersztowa Córa i razem z korzeniami przyniosła swojej Mamie.


Efekty Wizyty Gospodarskiej się objawiły Natychmiast.


Nasz Dom ma już Oczy. Okrąglutkie Dwa Otwory po obu stronach drzwi wejściowych. I rozszalowane nadproża w tym mój Cudny Łuk w gabinecie. Ten jest Tylko Mój.


Ogólnie Dostępny to będzie ten Drugi w Kuchni.


Długie, najdłuższe Okoliczne nadproże nad garażem. Nie wiem i nie chcę wiedzieć jak to się Trzyma!


Wokół krążą Pogłoski, że zaraz Kładziemy Strop. Oj… będzie Sufit!


Nie mogliśmy wyjść aż do zmroku. Siostra z PP uparcie wracały do Salonu, czyli Kawałka Ściany z Wielkimi Dziurami. Bo PP nie widzi tu na razie miejsca na stół. A co to za Dom Bez Stołu!


Siostra starała się wesprzeć duchowo Przygnębioną PP. Ja też.


Przekonuję, że to miejsce się tylko przed nami ukrywa. Nie chce się Pokazać zanim podłóg nie zrobimy. A potem się Od Razu zmaterializuje!


Jestem Pewien, że to tylko Chwilowy Psikus a potem Będzie Dobrze.


Nie wiem, czy To działa. Staram się jak mogę. I wierzę w co mówię (na odwrót też)


Poza tym Kapsel Tradycyjnie przemoczył Pieluchę a Hersztowa dostała Sensacji Żołądkowych.


Czyli jednak Dom robi Wrażenie!


Albo chipsy z Ikei były jakieś drewniane….


Na sobotę PP zaprosiła Gości. W planie grill.


Oczywiście jak tylko wrócimy z Budowy!


PS 1– ja też o wszystkim Uprzejmie Donoszę w Dzienniku…!


PS 2 — już za chwileczkę kręcę Numer do PINa, bo Nadciąga DeKaPeKa…


PS 3 — dziś PP trochę Lepiej. Czyżby jednak Magia działała?


PS 4 — a jutro przyjeżdża Fachowa Ekipa Pomiarowa — będą brali Miary na nasze Okna!!!


19 Sierpnia 2005 · 752 wyświetleń

Oho.


Poczytałem ten swój ostatni wypiek i się Zadumałem.


Jakoś wspomnieniowo-kombatancki wyszedł.


To dla równowagi może coś Aktualnego…

Promocja, czyli Powariować się Można

Kredyt przy budowie to jak Wygódka. Toaleta znaczy.


Bo bez tego Ani Rusz.


Skutki tylko trochę Odwrotne.


W wygódce najpierw się Napina i Stęka a potem Lżej.


A tu Odwrotnie.


Ale i tak nadal Ani Rusz.


Gdzieś tak w Wolnej Okolicy po wyborze BB, czyli w połowie czerwca stwierdziłem, że Przelecę się po Ofertach. Kredytów.


Wygódka była już w umowie z BB.


Kontrolnie się przelecę, dla zdrowia i żeby po powrocie z Wakacji razem z budową mieć temat rozpoczęty.


Ale Trafiłem.


Jakiś Kociokwik promocyjny. Chyba przez ten kalendarz. Bo przecież nadjeżdża koniec Półrocza. Wszyscy Piszczą, żeby się wykazać.


Promocje po prostu Leżą i Kwiczą na każdym rogu.


Razem z nimi Sprzedawcy.


Jak na Targu dosłownie:


— Ludzie, Ludzie, zwariowałem! Prowizji nie biorę!


— Brać, nie przebierać, bo już tak więcej nie będzie!


— Pieniądze darmo oddam w Szybkie Ręce!


— Franeczki Gorące, prosto z Fabryki w Zurichu!


Się narobiło.


Najśmieszniejsze to mi się Wydały te Rozpaczliwe Krzyki o końcu Promocji.


Taaa. Że niby za tydzień się wycofają i w środku sezony Budowlanego Dadzą Klientom Mniej za Drożej?


Jakiś chyba Zmanierowany się robię przez te Rozważania, ale Tak jakoś Lekceważąco się Nic nie Bałem.


Pomyślałem sobie, że Stresu Ci u Nas Dostatek i nie będę Biegał 5 dni przed urlopem, bo mi Promocja ucieknie. Niech ucieka.


Zajrzymy za miesiąc do Okienka i zapytamy czy Już Znowu Zmiękli. Bo najdalej za miesiąc z Jaśnie Bankowej Centrali rozlegnie się Gniewne Pochrząkiwanie — „A Co Tam U Was tak sprzedaż Siadła od Lipca???!!!”


I pojechałem na Urlop.


Super było.


W Promocji cały czas Słońce — nad Bałtykiem!!!


A potem wróciłem.


I zajrzałem do Okienka. Oklejone Dużymi Zapowiedziami — Promocja. Ach ta Arogancja Klienta! Ale skoro tak to Czas na Łowy.


Zawodowe skrzywienie kazało mi organoleptycznie sprawdzić Kilka Zapowiedzi. Udałem się na Pogaduszki Telefoniczne a nawet Intymne Schadzki w pobliskich Salonach (Boże, toż to brzmi jak Szalona Katarzyna +Salony Masażu co najmniej…)


Ten nasz Kapitalizm rozwija się w zawrotnym tempie… bankowość walczy z branża masarską. Jeszcze trochę i wdrożą Promocję „Trzecia godzina Gratis” ........tzn. trzecia rata oczywiście


A propos — Wyrósł mi Akapit z Rozważaniami na temat jaka teraz dominuje Technologia Sprzedaży:


Nie tylko Frontem do Klienta. Nie tylko Klient Nasz Pan.


Oj, to ostatnie to lubię sobie powtarzać przed zaśnięciem… i czasem to nawet się Przyśni!


Kiedyś dominował trend — Chcę Jak Kowalski. Teraz zupełnie Odwrotnie. Takiego jak Ja to Nikt ma nie mieć.


I Oni (ci sprzedawcy) to doskonale wiedzą.


Szkolą się na Sekretnych Akademiach w podstępnej metodzie Podsuwania Najlepszych Kąsków. Co znaczy, że Lepiej Być Nie Może i Nikt Tak nie ma jak Ja.


Generalnie chodzi o to żebym w To uwierzył.


Bo w środku to jest nadal Stary Dobry Ford „Klient może mieć każdy kolor jaki chce. Pod warunkiem, że czarny”


Więc właśnie Klient może chcieć jaki Kredyt mu się zamarzy. Jak go bierze. A potem to już Tylko Bank ma Pole do Popisu.


Nazywa się to generalnie — Regulaminami.


W umowach aż się od nich Roi.


Jak już damy te 38 milionów Kredytów na Świetnych Promocyjnych Warunkach i wejdziemy na Hipoteki to nadejdzie pora Zaciąć Wędzisko


Zmienią się nieco Regulaminy. Pojawią się Nowe Niewielkie Opłaty. Albo te co są Się Zmienią.


Za wydruk.


Za wizytę.


Za aneks.


Za spłatę.


Za Gotowość do Udzielenia Nowego Kredytu, jakbym Chciał.


Tak jakoś mi się Przewiduje.


Tak jak z Kartami Kredytowymi. Generalnie w którymś momencie się Okazuje, że w Pokrętny Sposób Darmowa karta zamienia się w Ssącą Pijawkę. A na zachętę Bez Zamawiania pojawia się w Domu następna. A jak nie zrobię minimum 4 transakcji w miesiącu to Ujawnia się Order 66 i Bank ściąga Opłatę za Bezużyteczne Użytkowanie. Regulamin się zmienił.


Podobny mechanizm ostatnio odkryłem w Ofercie Kablowej. Dostałem Absolutnie Za Darmo 3 kanały Discovery, bo zgodziłem się na Polecenie Zapłaty na początku roku. Czyli się Nie Męczę tylko Firma czyści Konto


Jakoś tak w wakacje nagle ‘zdiscoverowałem” że urósł rachunek. Po cichutku i Bez Uprzedzenia.


Nieco Zajadły zadzwoniłem do TelePizzy.


To znaczy do Błękitnej Linii.


Nie, nie chodzi o Linię Przemocy.


Jeszcze nie.


Chodzi o to, że zanim się Przegryzłem przez Gąszcz Info-Help-Support Linii to już Byłem Zmęczony.


Ale nadal Zajadły.


Jak Oni to robią, że Zawsze odbiera Radosna i Pachnąca Panienka — a nigdy Obleśny Dziad??? — i to, gdzie bym nie zadzwonił to chyba Ta Sama… no aż Piszczy, żeby Mi Pomóc.


I strasznie jej Przykro, że nie może. Bo nie wie czy Ja to Ja.


Nawet po Indywidualnym Numerze Klienta. Nawet po adresach, nazwiskach Matki Dziadka Powstańca Styczniowego. No nie może!


Moja Wina. Jak mogłem Dzwonić z Pracy nie posiadając spisanego 14 cyfrowego Numeru Dekodera??!!!


Spokorniałem. Zadzwoniłem dopiero Potem, jak już go Miałem.


Ha, jakie to proste. Regulamin się zmienił.


Po okresie Promocji „jeśli Klient nie zgłosi rezygnacji z programu” to zaczyna Płacić Pełny Etat.


Klient rezygnuje.


Ale 2 abonamenty już poleciały, bo ten jeden co zauważyłem i ten jeden co właśnie się zaczął.


Wie Pan. Regulamin.


No.


Wiem.


Dlatego też właśnie Udałem się na Macanie Promocji do rzeczonych Salonów Bankowych.


I proszę!


Zupełnie jak uczą w Akademii — Klient Myśli — Ma.


Ja tu się zamyśliłem, że Regulaminy, a Oni mi — Promocja!


Właśnie jeden bank mi oferuje taką promocję, że zapisze w umowie, że Nigdy Przenigdy nie zapłacę za Aneks. I Zupełnie Bez Przymusu mówią, dlaczego — Bo Powszechny zapis, że wcześniejsza spłata jest darmowa się nieco zużył -. Klienci Jakoś zauważyli, że spłata jest darmowa, ale trzeba 50 złotych zapłacić za nowy aneks z ratami. Więc Teraz ten bank ma taką promocję, że Zapiszą w Umowie, że za Aneks to nigdy.


Aha.


Pokiwałem głową z namysłem, ale jakoś mi się Gadać nie chciało.


Poszedłem do komputera i wrzuciłem ich stronę. Na 24 lince wreszcie odnalazłem Regulamin. Tak był Przykryty Opisami Promocji.


Ciemno przed Oczami od Ilości Pozycji.


Wykreśliłem Aneks. Uff.


Zostało jeszcze tylko ze 3 strony Innych Potencjalnych Opłat.


Drugi bank dla odmiany Za Nic nie weźmie Prowizji. No za nic absolutnie. Promocja.


Z żadnej strony się nie chcieli Zagiąć.


Poszedłem do komputera…


Wyszło z porównania z innymi (z prowizjami) że są najdrożsi. Prowizja się Pogrubiwszy Schowała w Marży. Ze wstydu pewnie…


Jej. Chyba kupię temu Komputerowi jakiś Prezent. Tylko Co Lubią Komputery???


Tak go Pomolestowałem, że aż Czarno na Białej kartce wypluł dużo cyferek.


Pokazałem PP.


A Ona pyta — to po ile te Franki?


A ja na to — ale to Nasze Najpiękniejsze Złotóweczki.


A Ona na to — ale Po Ile te Franki?


A ja na to — Komputer. Do Nogi!


No i się Narobiło.


Przez te Wszystkie Lata, kiedy sam nie korzystałem radziłem wszystkim Przygodnym i Znajomym: Złota Zasada Kowalskiego — Nie po to bierzesz kredyt, żeby Spekulować tylko Dom budować — pożyczaj w tej walucie, którą zarabiasz.


A teraz…


Hau. Hau.


Hau.


Chyba wyślę jakieś Podanie o Pracę do Zurichu…


Oczywiście jak tylko Bank da się nabrać na ten kosztorys co im klecę na kolanie!


Zbieram się. Trzeba sprawdzić czy Wieniec się już Zakręcił!


Miłego weekendu…


22 Sierpnia 2005 · 707 wyświetleń

Wieniec się SKręcił.


Do tego jeszcze Pustaki. W salonie już Nie Można się opalać…


w oczekiwaniu na DeKaPeKa i Wielkie Lanie obiecane zaległości….

Prądu Ci u nas dostatek

Strasznie to zaległy Odcinek. Żeby jednak Pamięć Historyczna trwała dla Pokoleń co po nas, niezbędne jest zapisanie wrażeń z Prądu Macania.


Prąd był w cenie Hektara. Pełne Mnóstwo. Do aktu wpisane, że na działkę dowiozą najdalej na jesieni 2004 zamawiany Zestaw Mocy. Wszystko bierze na siebie Oryginalny Właściciel Ziemski. Zresztą dla pokazania, że nie żartuje to kupił sobie od siebie też jedną działkę w samym środku naszego Pola. I nie zwlekając już tam nawet mieszka Drugi Rok.


Musi mieć Duszę Pioniera razem ze Sztuką Przetrwania, bo …


Ale nie uprzedzajmy Faktów. Ani Wiadomości.


Miłe uczucie Posiadania Działki z Prądem trwało, podlewane przekonaniem, że Na Pewno nawet jak się opóźnią to i Tak zdążą przed naszą budową. Bo zanim My Ruszymy......to hoho. Albo i dłużej.


Tak też zrobiliśmy i Nic a Nic się nie stresowaliśmy, że Nic a Nic się nie dzieje.


Nawet nie zaglądaliśmy na Działkę.


Po co?


Piękno posiadania Ziemi polega na tym, że Tego Towaru nie da się wynieść.


Czas płynął.


Grupa Inicjatywna urządziła po roku Zebranie Polowe. Czyli Właściciele Ziemscy spotkali się na Polu, żeby pogadać, czy chcemy gaz i wodę mieć.


Chcieliśmy.


Grupa Inicjatywna wzięła się za Temat.


Zapłaciliśmy w terminie, nadal Się nie Stresując.


Przecież nawet jak się Opóźnią to Zanim My Ruszymy…


Hoho.


Tak Dokładnie było.


Opóźnili się.


I Ci od Prądu i Ci od Gazowody. Patrzyliśmy na to spokojnie i z Podziwem.


Spokojnie bo… wiecie — hoho.


Z podziwem, bo na Polu wyrósł Dom. Zaludnił go Były Potentat Ziemski, czyli Hektarowy Pan co sprzedał te wszystkie działki. Obecny Potentat Finansowy. Zamieszkał w swoim domu jakoś tak Jeszcze Zimą. Albo Wiosną Wczesną.


W każdym razie zamieszkał długo przed tym jak się Pan Najęty Wykonawca zabrał za gazowodociąg. Czyli że zamieszkał bez gazu i wody. Bez prądu też.


Można by rzec — Bardzo Blisko Natury ten nasz Gospodarz zamieszkał.


Ale…


jak się chce, to wszystko można.


Odkąd pamiętam (czyli od Maleńkości) generalnie myślałem, że nie można Różnych rzeczy.


Albo nie wypada.


A ja potem zacząłem rosnąć a lista Rzeczy maleć.


I z roku na rok Tych Rzeczy coraz mniej tam było. Co to myślałem, że się Ich nie robi.


Ciekawe Doświadczenie.


Czasem niemiłe.


A czasem bardzo Wręcz Odwrotnie i Satysfakcjonująco Się robi. Od Tych Rzeczy co myślałem, że się ich nie robi…


Wracając na nasze pole.


Opóźnili się wszyscy co mieli Przekopać, Pociągnąć i Nadmuchać.


Najbardziej ci od Pociągania Prądu.


Na jesieni 2004 to sobie Pociągali Herbatkę w Biurze.


Mieli dobry pretekst. Wszyscy go w tamtym roku używali przy okazji wszystkich Nawalanek.


Kaczyński się nazywał.


Musiał mieć Strasznie Czerwone Uszy cały rok od tego Obgadywania.


Tak czy Siak nic się nie robiło z Prądem.


Ciągnęła się w Międzyczasie Rura Gazowa i Wodna. Powoli i z Oporami.


Wiadomo.


Kaczyński.


A My… spokojniutko że HoHo.


Aż do listopada 2004.


Słowo się rzekło, projekt się Wybrał, Papierologia się Drgnęła.


A Prądu Ni Ma!


Nie panikowałem z Tego Powodu.


Od razu.


Miałem za dużo Innych Powodów.


Na prąd nadeszła Odpowiednia Pora.


Wiosną, gdzieś tam w rozgrzebaniu papierowo-projektowo-poszukiwawczym zacząłem miewać Pierwsze Skurcze.


Kobiety wiedzą, jak to jest. PP mi mówiła. Takie Ostrzegawcze.


Przy Filipie to nawet Cały Weekend takich Miała zanim się Chłopak zdecydował. W końcu był Pierwszy i musiał się zastanowić.


Kacper miał już Przetarte Drogi i tak nie marudził.


A ja…. zupełnie niespodziewanie zacząłem jakoś Rankami się Skurczać po wczesnej Pobudce.


Bo tak Dziarsko i Żwawo i z Pełnym Przekonaniem namówiłem PP do tego Budowania. Tak jak sam dokładnie czułem. Bo odkryłem, że Budowa Domu to też jedna z Tych Rzeczy co myślałem, że się nie da… a jednak. W ciągu budowlanym wszystko było OK. i im bardziej w las tym fajniej. Bo Bliżej Domu.


Poza tymi Cholernymi Rankami.


Każdy Poranny Skurcz miał swój Konkretny Powód.


Architekci nas nacięli, trzeba się Kłócić…


PP zakochała się w Najnowszej Technologii, trzeba Odkochać…


Potencjalny Wykonawca się Wypiął, trzeba szukać dalej…


Projektant w Norwegii, a gmina każe Poprawki na gwałt parafować, trzeba Kombinować Klona…


Wjazd na działkę Nie Trzeba uzgadniać, a może Trzeba…


I na prąd nadeszła Pora, gdzieś Około kwietnia.


…Budowa w Lipcu ma startować, a Prądu Ni Ma!!!!


Najgorsze w Porannych Skurczach jest to, że działa tylko jedno Lekarstwo.


Trzeba wstać i Brać się do Roboty…


…a może to jest właśnie w nich Najlepsze??????…


I tak przestałem HoHohać na to opóźnienie Prądu. Wziąłem się za Temat. Z Rozmachem zaatakowałem Grupę Inicjatywną.


Gdzie Prąd?!


Ciągnie się…


Na kiedy się Dociągnie???!!!


Na czerwiec.


Ufff…


odsapnąłem gdzieś do Maja. I znowu Atak.


Gdzie Prąd??!!


Ciągnie się…


Na Kiedy???!!!


Koniec Czerwca.


Hmmmm…


Posapując dojechaliśmy do Czerwca. Grupa Inicjatywna nie pytana Dała Sygnał. Prąd się Robi! Już w połowie czerwca Stawiają Skrzynki Rozdzielcze!


Ha!


Więc jednak się Opłacało Panikować!!!


Bo nigdy nie wiadomo czy by Stawiali bez Mojej Paniki…


W każdym razie Prąd Dojechał. Tak jak obiecano, tylko Prawie Rok Później. Ale za to zgodnie z umową za Darmo to znaczy w cenie już dawno zapłaconej.


Prawie.


Grupa Inicjatywna dała sygnał, że Już Można Się Umawiać z Elektrykiem na instalację Skrzynki z Licznikiem. Za 1000.


W Tamtej Cenie była tylko Skrzynka Rozdzielcza obok z której teraz Prąd Trzeba Przekonać do Skrzynki Prywatnej.


Przełknąłem to bez mrużenia. Na 3 tygodnie przed umówionym Odpaleniem Prac to już Wszystko mi Jedno. Byle zacząć po tych miesiącach Teoretyzowania.


Umówiłem się z Polecanym Elektrykiem. Miał Powalający Atut — był ze Stoenu. Wiedziałem, że to się Musi Jakoś Zwrócić.


Rzeczywiście.


Na początek Nie Przyszedł.


Zapomniał.


Poniedziałek, ósma rano, pole czerwcowe. Za kilkanaście dni wyjazd i powrót już na Budowę. Prąd wpisaliśmy w umowie z BB jako Mój Obowiązek.


A Elektryka nie ma.


Dobry początek tygodnia.


Udało się go zrobić w czwartek.


Niechcący akurat pojawił się też Sąsiad. Mamy wspólną Skrzynkę Rozdzielczą. Więc z sympatią Patrzył co tam Pan Elektryk w środku znajdzie.


Sympatia w pełni Uzasadniona.


Pan Elektryk znalazł Mu Prąd.


Mi nie.


Ani grama.


— O — zaczął zadziwiony — od Pana strony nie ma PANELA…


— OQ — wiele nie mówiłem, bo zadusił mnie Nagły Atak Paniki.


— Pan się nie martwi, to niecałe 200 zł kosztuje, Pan kupi, założę… — Ludzka Twarz Mistrza Prądu się objawiła


— OQ — atak mi nagle minął — ale to Stoen miał założyć!


— Hmmm — Ludzka Twarz się wydłużyła — to trzeba w takim razie przypilnować, żeby uzupełnili.


— Ale Kiedy, Jak, Kto, Gdzie??? — atak zupełnie mi minął, wszedłem w fazę Agresywnej Aktywności. Wizja Uzupełniania Paneli urosła do co najmniej Sierpnia. A może jednak kupić…, ale jednak Zapłacone!


— Oni na pewno będą robili Odbiór niedługo, trzeba tylko dać znać, że nie ma…. — uspokajająco koił Prądem. Ma wprawę. Może jakieś Kursy mają Pracy z Nerwowymi Klientami? A może po prostu Mu Wszystko Jedno.


Jednak chyba nieco Zadziwiony Desperacją Pan Elektryk w końcu obiecał, że Użyje Kontaktów — Przypominam — właśnie zaczyna się Zwracać Inwestycja w Pana Elektryka Prywatnie, ale ze Stoenu! Sprawdzi co i jak i kto i gdzie.


Mam zadzwonić Bladym Świtem następnego dnia. Koniecznie tak rano, bo potem cały Stoen robi Wypad z Baru. To znaczy Rusza w Teren.


Żaden Problem.


Przecież i Tak nie będę spał z Takim Skurczem co najmniej od 5,30…


Ledwo doczekałem do tej 7.00!


Nasz Dobrodziej daje Cynk. Prąd robił Ten i Ten. Ale.........Niech Pan Nie Mówi Skąd Pan Wie…


Aha. No dobra.


Dzwonię.


Za Trzecim Razem się Odbiera. Pan TeniTen?


Chyba tak.


Strasznie Zaspany. Albo z domu taki Niewyraźny.


Rozmowa się nam Rwie. Mimo to Wyłuszczam Problem. Panel miał Być a nie ma. Stoen musi dołożyć.


Chyba zły Początek.


— A Skąd Pan wie, że to Ja?! — czuję w Głosie Obawę albo Irytację… jak się Postawię z Tamtej strony słuchawki to może i nawet zrozumiałą… w końcu jest Blady Świt, kawa, gazetka, a tu Dzwoni ktoś i mówi, że Robotę Nawalili..............Na wszelki wypadek się Nie Stawiam z Tamtej Strony. Naciskam. I nie mówię Skąd Wiem…


Działa Połowicznie. Dostaję Skierowanie na Pana TamiTam. Bo to on będzie Odbierał Prace. I jak stwierdzi, że Nie Ma to Każe Dołożyć. Ale tylko wtedy. Bo teraz to już Panie nie ma Żartów. Stoen to przecież Ordnung und Sicherdienst!


Pan TamiTam dla odmiany chyba Zwyczajny takich Nerwowych Telefonów. Wszystko w porządku, nie ma co się Stresować. Jak nie ma, to się Dołoży.


Kiedy, kiedy???


Termin Odbioru na następny Wtorek. Ale żeby sprawdzić, bo się może przesunąć.


Nerwy Napięte jak Postronki. To już Ostatnie Dni przed wyjazdem. Do tego w Robocie Nie Przelewki. Zero Szans na wyrwanie w środku dnia na pole.


Że co — Bez Wyrwania???!!! Po Tym Wszystkim miałbym dopuścić Żeby Odbiór był Beze Mnie?!!!


Musiałem Dopuścić. Bez Roboty jednak byłoby ciężej niż Bez Prądu…


Więc wyjście tylko jedno. PP.


Moja Dzielna, Jedyna i Ukochana.


Nawet nie protestowała za bardzo.


W końcu Patrzy co się dzieje od paru miesięcy i Nie Poznaje Rodzonego Męża.


Nie mogła pozwolić by Skurcze się przerodziły w Ataki Desperacyjne. Poszła.


Oczywiście Uprzedziłem Pana TamiTam że Żona Oczekuje na Polu. Nie komentował.


Dzwonek o 10.


— No jestem!


— Co tam??!!!!


— Słoneczko, Ptaszki, Panowie Robotnicy chodzą…


— Daj znać!!!


Dzwonek o 10.30


— Co tam??!!!


— Wiesz co.......ci robotnicy to jakoś tak Tłumnie przechodzą koło Naszego Pola…


— Mam jechać???!!! — zaniepokoiłem się. W końcu to Dzikie Pole!


— Niee, ale wiesz...dobrze, żeby ten Stoen już przyszedł, bo nudno i gorąco…


— Daj znać!!!


Dzwonek o 11.00


— Już!


— Już??!!!


— Już!


— I co i co????!!!


— Śmiali się…


Oj, te Kobiety!!! Oj ten Stoen!!!


Okazało się, że Panowie ze Stoenu byli w niezłym Humorze. Postali sobie trochę z PP i pośmiali się Razem na mój temat. Że tak się przejmuję. A przecież jak Panela nie ma to się Włoży.


No, no! No!


Na odchodnym to jeszcze Pan TamiTam sobie zażartował dodatkowo, żeby Dziś w Ramach Rewanżu Obiadu Mężowi nie dawać. Bo dziś Żona w Polu Robiła…


Wszystko gra. Cieszyłem się z tych żartów jakbym tam był.


Bo jednak bez Osobistego Wkładu to nigdy nie wiadomo…


A PP Obiad i tak mi dała.


I Dom Buduję.


Z Prądem.


25 Sierpnia 2005 · 779 wyświetleń

DeKaPeKa wzięty, czyli Wielkie Lanie

My tu Gadu-gadu, Śmichy Chichy a tam BB szalał. Znaczy szalował.


W tym tygodniu akurat rodzina na ostatnim wyjeździe wakacyjnym na działce Babci i Dziadka. Jeżdżę sobie więc co rano i popołudniu troszeczkę do Gdańska i z powrotem........ale już od paru dni wiedziałem, że nadchodzi Drugi Kontrolny Punkt Krytyczny.


Lanie stropu.


Poprzedzone oczywiście Kontrolą PINa.


Wymiana informacji na linii BB-Mła-PIN posadowiła DeKaPeKa na środę 17.00.


Zacząłem Przygotowania.


Przegląd Forum. Przegląd prasy. Przegląd notatek.


Wszystko jasne.


Z pytań to w zasadzie mam same laickie i użytkowe. Przepusty na przykład.


Ale w sumie to już wiem. Pogadałem z Potencjalnymi Dostawcami różnych Gadżetów (dzięki Maluszek!) i wszyscy jak jeden Mąż Nie Chcieli, żeby im zostawiać jakieś dziury w stropach. Nie to nie. Zostawiłem w związku z tym dla Siebie jedną.


Za to Solidną.


Z górnej łazienki do Kotłowni będzie Dziura Brudów. Kawał Dziury jak sobie spojrzałem.


Brudy będą Fruwać Swobodnie.


Kierownik dorzucił się z Koncepcją, że przez Taką Dziurę to i Panienkę można Przemycić!


Roześmiałem się Oczywiście z Grzeczności, moja Najukochańsza PP!


Inna sprawa, że jak Juniorzy podrosną to Nigdy Nie Wiadomo..........co albo Kogo tam znajdziemy


Zajęła mnie też kwestia Lania po Laniu. Czyli Polewaniu. Zaznaczyłem w notatkach.


Potem Cichutko szepnąłem — a może będzie deszcz…


Usłyszeli.


Ktokolwiek by to nie był.


Tyle że nie Dosłyszeli wyraźnie daty. Albo Złośliwy jacyś.


Lunęło wczoraj o 16,30, gdy ugrzęzłem na Gdańskim. Z tyłu jeszcze słoneczko przygrzewa, a z przodu jakiś Armagedon nadciągnął. Jak puknęło w dach pierwszy raz to myślałem, że Zazdrośni Autobusowicze rzucili kamieniem. I zaraz dorzucili następne 1500…


A przecież ja Wyraźnie Myślałem o deszczu, ale PO ZALANIU STROPU!


Mimo To przeczołgałem się przez Rzekę i dotarłem na Plac jak trzeba, punkt 17.00.


Możemy Zaczynać!


Zaraz potem zadzwonił BB. Przepraszająco. Utknął, Lało, Nawalił. Wojna była.


Słowem — nie zobaczymy się Dziś. Ani z nim ani z Dziennikiem, który czule ze sobą wozi. Obiecał, że dowiezie po Stempel PINa gdziekolwiek by to nie było, ale następnego dnia.


Hmmm…


A akurat się Stęskniłem za Tym Echem, które się Niosło przez Pola poprzednim razem, gdy PIN Przywalił


Nic to.


Poradzimy sobie bez BB. Kierownik jest. Nieco zmoczony jak i reszta Domu.


Gorzej, że PINa nie ma. Czas mija.


Zajmuję więc intensywnie Fotografią Stanu Obecnego. Las, las, więcej lasu w Całym Domu. Nawet po tym deszczu Pachnie tak Leśnie. Tylko żeby mi tu Grzyby jakieś nie Wyrosły z rozpędu!


O Dziura! To tu będą schody


Kierownik zachęca do wizyty na tarasie Widokowym.


Łau… no TU TO SIĘ ODDYCHA!


Pierwszy Raz w życiu jestem na stropie. Do tego na Swoim. I nie zalanym.


To Trzy Pierwsze Razy w życiu naRaz!


Jest Super. Krążę pouczony po krawędziach Garów (jak je pieszczotliwie nazywa Kierownik) i zajeżdżam Wszędobylskim Zoomem do wszystkich Ciekawych Zakątków.


Na przykład Żebro Rozdzielcze.


Ile ja się namęczyłem zanim pojąłem Co To Jest!


Co najmniej tyle ile PP się namęczyła by pojąć, jak to jest, że belki i pustaki nie spadają na Głowy Przechodniów!


W końcu Oboje zrozumieliśmy.


Ale zrozumieć a zobaczyć to jest Różnica


Patrzę więc do Upojenia i Fotografuję. Przecież to już niedługo wszystko się Wchlupnie Pod Beton.


Patrzę sobie z góry na Przyszły Ogród.


No, powiedzmy szczerze Dziś go Jeszcze Nie Przypomina. Nic to. Skoczymy do Paryża, podpatrzymy jakieś ciekawe pomysły Aranżacyjne. Ponoć tam są jakieś Ogródki do Obejrzenia


Nazwiemy to potem „Ogródek Piwny im. Ludwika 17 Wytwornego” i będziemy sprzedawać Bilety…


Oj, dobrze, że się Zatrzymałem w tych Rozmarzeniach, bo jeszcze krok i by mnie na Kompost akurat Starczyło


Cyknąłem oczywiście Fotkę. Pokażę mu za parę lat, żeby wiedział jak Kiedyś Marnie Wyglądał.


Pobalansowałem na Przeciwległy Róg. Kawał tego stropu niewąski. Według Kierownika wejdzie ze 30 metrów betonu. No, no. Niech wchodzi i nie wychodzi!


No dobra! Wszystko już mam na aparacie. Nawet już odbyłem z Kierownikiem Lekką i Nieprzymuszoną Pogawędkę, z której dowiedziałem się, że Ładny Ten Nasz Dom.


Ha!


Przecież wiem! Ale miło Usłyszeć.


Czujnie przefiltrowałem Treść i Formę pochwały pod kątem brzmienia, układu słów i ogólnego Kontekstu. Bo może chodzi o to, żeby mnie tu zmylić i rozuprzejmić przed Odbiorem???


Nieee… wszystko Szczere!


No a PINa Nie Ma!


Z tych nudów to aż Lunęło na nas Znowu. I UWAGA, UWAGA!


Pierwszy Raz w Życiu schowałem się przed deszczem do swojego Nowego Domu!


Stanąłem sobie w Przyszłej Kotłowni, oparłem o ścianę i patrzyłem przez Przyszłe Okno na zadeszczony Świat.


Jeszcze mi miło jak sobie to przypomnę.


Chyba poczułem coś Dziwnego. Zaczynam się Wiązać z tym Naszym Domem.


Nasza Seweryna.


Ciepła i Miła w dotyku.


Chyba też się nie może Nas Doczekać!


Z Kolejnego Rozmarzenia i Szarej Nicości wyłonił się wreszcie Polonezowóz PINa.


Pomachał, że już jest. Ale że nie wychodzi, bo Leje. To mu pomachałem, że Wiem.


I tak sobie machaliśmy Jakiś Czas.


Wreszcie ustało. PIN przybrał Odpowiednią Minę i Ruszył.


W try miga i bez zwłoki wspiął się na Strop. Mimo wieku widać, że mu nieStraszne Chybotliwe Drabiny i Kołyszące Stropy.


Znowu miałem Okazję Podziwiać Zawodowca.


Kierownik jak zwykle w Postawie Zasadniczej referował.


— Jakie tu fi daliście?


— No 12… — PIN marszczy brwi na odpowiedź, więc Kierownik pośpiesznie dodaje — ale Właśnie się zastanawialiśmy czy nie 14…


— Ale to nie ma co się Zastanawiać! Co, numer zgubiliście?! — huczy PIN — jak blaszki trzeba było wygiąć to kto wydzwaniał?


— No taaaak… — Kierownik kiwa głową — to co poprawiamy?


— Poprawiamy!


PS — Jakie Blaszki??? Ale nic nie mówię, żeby Efektu nie psuć…


Dwa Żebra Rozdzielcze dalej nastąpiło Egzaminowanie z Metod Mocowania Balkonu. Kierownik zdał. Ale na celujący to jeszcze musiał dodatkowe pręty zakotwić.


Po półgodzinie PIN uznał, że wystarczy. W braku Dziennika Ogłosił Wszem i Wobec z Wysokości — Można Lać!


Byłem Ukontentowany. I uspokojony.


Bo jednak co PIN to PIN.


A ten mój to już w ogóle.


A na odchodnym to jeszcze Konspiracyjnie mi Rzucił: Dobrze Chłopaki budują!


Tak żeby Kierownik nie słyszał i nie Rozmarzył za Bardzo.


Słusznie.


Ja też Nikomu nie Powiem.


DeKaPeKa zrobiony. Dziś rano się Zalał.


A ekipa już się wzięła za wykopy pod tarasy… a już za niedługo ma się Zacząć Przygoda Pod Krokwiami!


26 Sierpnia 2005 · 736 wyświetleń

Dziś mi się zrobił Dzień Łącznościowca. Czy też raczej Przy-Łącznościowca…

Na Tropach Białego Królika albo Prywatna Droga Publiczna

Wakacje się Mają ku Końcowi. I właśnie Dwa Miesiące mijają, odkąd Uruchomiłem zupełnie Prywatną Inicjatywę w celu uzyskania Wody i Gazu od Łaskawców. Łaskawcy jak wiadomo, nie zrobią tego dla Zysku ani innych Przyziemnych Pobudek. Nie wiadomo dokładnie z jakiego Powodu, ale należy Posiadać Nadzieję, że zrobią.


Zupełna Prywatność inicjatywy, przypomnę wzięła się z faktu Nagłego Wzrostu Ceny oferty inwestora zastępczego. Nie lubię go od tamtej pory. Żeby jeszcze dodatkowo sobie Humor poprawić, a jemu Nie — podjąłem Ważką Decyzję.


Nie zapytam go już o nic. Nawet dla Porównania Cen.


Niech wie.


Nawet jak nie wie


Ja wiem.


No, znowu troszkę Pary upuściłem i można pisać spokojnie dalej.


Pan Projektant niespiesznie wziął się za Rysunki a ja przez niego Pouczony na Drogę udałem się do ZUD. Tam zupełnie Konspiracyjnie udzieliłem Pewnej Pani na korytarzu Pełnomocnictwa do dysponowania całym swoim majątkiem.


Albo nie.


Tylko tym co trzeba, żeby ZUD się wypowiedział, że dobrze te nitki na mapce wyglądają. Na mapce 1—1000. To nawet nie są nitki. Raczej mikro wczepy. Ale oni (ci geo…) to mają specjalnie Szkolone Oczy i widzą takie. Ich sprawa.


Pewna Pani okazała się być Zastępczą Personifikacją Pana Geodety, z którym ustaliłem wykonanie. Ja wiem.


Niejasne to i podejrzane.


Ja wiem.


Ale już przestałem się Dziwić. Stosuję podejście czysto Efektywnościowe. Miał być Pan, jest Pani. Nieważne. Na końcu ma być Pieczęć i Podpis ze zgodą…, czyli Pierwszy Niezbędnie Ważny Dokument.


Był już po 3 tygodniach.


Błyskawicznie teleportowałem go do Pana Projektanta, żeby mógł go użyć jak Tylko On potrafi. Wziął i się zapadł w wakacyjną pustkę pod hasłem „To zajmie jakieś 4 tygodnie. No góra 6”


Miałem co robić. Rozpoczęła się przecież Budowa Właściwa.


Co jakiś czas wykonywałem Kontrolne Telefony. Dowiadywałem się z nich szczegółów o tegorocznym Rozkładzie Urlopów Łaskawców.


Tak jak umówione Pan Projektant odezwał się po 4 tygodniach. Żeby powiedzieć, że może bym w międzyczasie w gminie załatwiał Drugi Niezbędnie Ważny Dokument, czyli zgodę na Dziury w Drodze. Bo, należy zauważyć, że kawałek tych wszystkich Rur musi utkwić za moją granicą, czyli We Wielkim Publicznym Świecie.


Chrząknąłem ze zdziwieniem, że trochę późno mi mówi, ale Pan Projektant uspokoił „Wie Pan, wakacje — i tak jeszcze ze 4 tygodnie się zejdzie zanim zrobimy te uzgodnienia” …


Wysmażyłem według wskazówek Pismo i załączniki. Złożyłem i już za 2 dni (!) Gmina zadzwoniła z Dobrą Wiadomością.


Tak przynajmniej wtedy myślałem.


Nie muszą dawać zgody! Przecież ta Publiczna Droga do Dziurawienia jest zupełnie Prywatna! Róbta co chceta. Nic nie musimy pisać.


Super!!! Też się ucieszyłem jak jakiś Niemyślący Inwestor.


Potem się jednak Zamyśliłem.


Po Pierwsze cofnąłem się do Odległego Czasu, gdy Drżący i Palpitujący wyjaśniałem kwestię Uzgodnienia Wjazdu z Drogi Publicznej! Jakoś wtedy nikt nie Poinformował mnie, że nie muszę. Dzięki.


Po Drugie pomny doświadczeń w temacie efektywności Przepływu Informacji wewnątrz Różnymi Działami Gminy pomyślałem, że Ta Świetna Informacja z pewnością jest nieznana tam, gdzie będę składał Kolejny Niezbędnie Ważny Dokument, czyli zgłoszenie budowy przyłączy. I każą dać papier z Właściwą Pieczęcią i Podpisem Różnego Działu Nr Jeden.


Tu Złamię jedność Opowieści — OCZYWIŚCIE ŻE KAZALI!… Kaczorze Donaldzie przybywaj i zniszcz tę Biurokrację!!!


Na szczęście czujnie Wyprosiłem to Pismo z Pieczęcią i Podpisem. Nie było łatwo, bo to Niestandardowa Prośba. Zamiast zgody chciałem, żeby napisać, że zgody nie trzeba. Trochę potrwało, ale się Udało. Dzięki.


Akurat w Samą Porę.


Łaskawcy powracali z Urlopów i Pan Projektant zadzwonił do mnie sam. Z Niedobrą Wiadomością. Przecież ta Publiczna Droga jest zupełnie Prywatna!


To jak Oni mogą (Łaskawie) tam się Wkopać??? Zgody nie ma na Przyłącze Gazowe w związku z powyższym.


Uchyliłem się Lekko, bo przecież nie Pierwsza to Kłoda Biurokratyczna którą Państwo mi rzuca Łaskawie. Pomyślałem sobie — Niemożliwe! A jak Niby zrobili ten cały gazociąg w drodze (tej samej!)? Do tego jeszcze przyłącze Sąsiada?!


Kazałem Projektantowi przycisnąć Łaskawców tymi Trudnymi Pytaniami. Ponieważ jednak Sukcesywnie wdrażam przy okazji Nowe Podejście Psychiczne — Nic Im Nie Ufam i Nic Mnie Nie Dziwi — sam sobie wydobyłem te Trudne Odpowiedzi.


Oczywiście, została ustanowiona odnośna Służebność Gruntowa dla wszystkich Łaskawców. Aktem notarialnym Dwa lata temu!


Zgodnie z założeniami wcale mnie Nie Zdziwiło, że Łaskawcy o tym nie wiedzą. Prędko posłałem im kopię Ich Własnego Dokumentu faxem. Pomogło.


I wreszcie Pan Projektant zaprosił do Odbioru całej Sterty Niezbędnie Ważnych Dokumentów. Usiadłem jak to zobaczyłem. Ale to był tylko Wstęp, bo teraz dostałem kolejne Pouczenie na Drogę.


Najpierw składam Zawiadomienie o Budowie Przyłącza. Obu w zasadzie.


Ważne — należy Pobrać Kopię z Pieczęcią, że się złożyło.


Z tą Kopią należy pojechać do Łaskawcy, żeby Dać Sobie w Rurę.


Taki Żarcik tylko.


U Łaskawcy należy złożyć Wszystko co się Ma i koniecznie Tę Kopię z Pieczęcią. Następnie Pokornie Prosić o Umowę Przyłączeniową.


Pokornie i z Ukłonami, bo oczywiście nie powinienem składać Tak Od Razu. Dopiero po miesiącu od Zawiadomienia. Pan projektant wyraźnie Dał do Zrozumienia, że trzeba będzie Obłaskawiać Łaskawcę z tego powodu.


Jeszcze nie wiem jak, ale… Zrobimy w przyszłym tygodniu Rozpoznanie Bojem. Ważne, żeby się Działo. Cokolwiek.


Co do Drugiej Sterty Ważnych Dokumentów to wszystkie składam jak Po Dom. Z przepisowym wnioskiem o Pozwolenie na Budowę. Z 65 dniowym Terminem. Ponoć robią szybciej. Tu się jakoś nie zmartwiłem ani nie ucieszyłem.


Nie miałem do Tego Głowy co właśnie wtedy Pan Projektant bowiem rzucił swobodnie:


— Wie Pan, a potem to gazownia ma 95 dni ustawowo na podłączenie…


— Ile??? Potem??? Poczem? — zdębiawszy zleksza splątałem mowę. Bo miałem Wizję, że Najmuję Umyślnego i robię wszystko sam a potem przekazuję– tak przecież z wodnym przyłączem ma być!


— Potem, czyli jak już podpiszą z Panem umowę przyłączeniową


— To może ja sam zrobię to łącze i Im Oddam??? (Pokornie Dziękując za Łaskawość Nagazowania) …


— Nie, nie. Prawo nie pozwala!


Zapłaciłem i Poszedłem. Wolno szedłem, żeby się Nie Spieszyć. Po co.


Nikomu w tym Biznesie się przecież Nigdzie nie spieszy. 95 dni + te 30 co pewnie zejdzie na podpisanie umowy. Toż to czasu jak Lodu. Akurat robota wypadnie na Drugi Dzień Świąt Bożego Narodzenia …


Taki Prezent. Od Świętego Łaskawcy.


Dzięki.


Ciąg Dalszy Na Pewno nastąpi… już ja Go Przypilnuję!


2 Września 2005 · 684 wyświetleń

Wewnętrzna Sprawa

Fajna jest taka budowa z Generałem.


Się buduje.


A my spokojnie, na luziku. Zajdziemy wieczorkiem albo i nie. Zajrzymy w weekend. Spacerek, słoneczko :)


Chłopcy się cieszą, Filip szatkuje Anglików z Czarnej Góry (znaczy Humusu — ale nie prostuję, bo na razie nie miałem siły mu wyjaśniać czemu ten kawałek ziemi to humus a te inne to nie), Kacper porządkuje teren. Znaczy zbiera kamyki i kawałki Betonu.


Podglądamy sobie Sąsiada przygody z Dekarzami.


Od czasu do Czasu zapędzimy jakąś wycieczkę rodziny i znajomych. W końcu muszą nas motywować westchnieniami i oklaskami.


No cudnie!


Ja tylko troszkę Zamieszania robię, kiedy obładowany audio-wizualno-pomiarowy (znaczy kamera, aparat, poziomica, miarka i rzuty) podejmuję Śmiałe wyprawy Discovery, żeby uwieczniać i mierzyć.


PP się już przyzwyczaiła. Ja też.


Do tego podśmiewania. Że niby taki Napalony jestem.


He.


Figlarna ta Moja PP.


Napalony.


No przecież że Tak.


Na Dom też.


Do tego jeszcze Wakacje. Jak wiadomo w wakacje się Wypoczywa. Nieźle się musieliśmy nalatać w tym roku, żeby wykonać plan Wypoczywania. Najpierw Morze nasze Morze. Potem Wizytacje Rodzinne Tam i Z Powrotem w Poprzek Kraju. Potem Działkowanie w Zupełnie Innym Miejscu. Uff.


PP już nawet przestała nerwowo reagować na Torby Podróżne z tego Przyzwyczajenia.


Bo Torby oznaczają Pakowanie.


Ja przeważnie w Terenie. Zawodowym albo Budowlanym.


Chłopcy wszędzie. Co gorsza chcą Pomagać.


Zapakować taką Ferajnę to prawdziwy Pokaz Sprawności i Siły. Pudzio by się zdziwił. Dajcie mu na Arenę naszych Bamboli i Się Okaże kto jest Prawdziwym Twardzielem. Jak się Rzucą do Całowania albo Rozpoczną Krwawą Walkę między nogami…


PP to wszystko ma w małym palcu. Tym, którym podnosi, żeby Uspokoić Rozpalony Tłum. Znaczy Bamboli i Mnie. Potem pokazuje Kierunek Drzwi i już nas tam nie ma. Teleportacja wynosi nas na Plac Zabaw.


Z dużym zamkiem z białych klocków.


I jest extra!


Aż znowu Nagle Wakacje się Skończyły.


Średni czas dojazdu do Pensjonatu Zarobkowego skoczył mi z dnia na dzień 2 razy razem z Ciśnieniem. Chyba muszę przestać Patrzyć na Drogę w czasie jazdy. Bo jak widzę co Tam się dzieje to Wyrywają mi się Syndromy Wścieklizny Drogowej.


Zaszczepiam sobie więc obowiązkowo przed wyjściem OdWściekacz. Trzy Wielkie Całusy od Filipa. Działa aż do Korka na Zakręcie Trasy Toruńskiej.


Najgorsze te pierwsze tygodnie powakacyjne. A potem ZDM uruchomi Remont Ronda Starzyńskiego i zacznę jeździć przez Nowy Dwór Mazowiecki. Niewiele będzie dłużej…


Razem z końcem wakacji podjąłem Nowe Inicjatywy Budowlane. Reku, klimatyzacja, Solary.


Ale najważniejsze — nadszedł Czas na Sprawy Wewnętrzne.


Bo cała reszta Domu się Przecież Schowa. Czy ja będę w ogóle wiedział, że tam w środku jest jakiś Ytong? Albo że Więźba to jest z drewna? Albo że taka fajna pomarańczowa Rura leci sobie w ścianie…


Ja to pewnie, że będę wiedział, bo wiecie — lubię te klimaty Budowlane Co więcej — zamierzam Zanudzać tymi Tematami wszystkich Przyszłych Odwiedzających.


Ale cała Normalna Reszta Rodziny i Znajomych to będzie Patrzeć w Zupełnie Innym Kierunku.


W kierunku Wnętrza.


I co tam Zobaczą?!


O...to jest Tajemnica.


Dla mnie, dla Chłopców. A nawet dla PP!


A tak jakoś Się Nam Zgadało, że to właśnie PP będzie Pierwszą Przewodniczącą Komitetu Wnętrzarskiego. Delikatnie przypominałem. Co jakiś czas. Żeby nie Stresować bez umiaru.


I już od paru miesięcy PP z Pewną Dozą Nieśmiałości zagłębia się w Kolorowy Świat Marzeń. Sterta gazet. Multum zdjęć.


Ja się dopasuję. Na szczęście (moje chyba) jestem Nie Bardzo Skomplikowany. Nie muszę się Smażyć w Niepewności rozważając czy Kolor bardziej czy mniej brązowy Będzie Lepszy. Jakoś nie dostrzegam Wszystkich Subtelnych Różnic. Albo meble. Ładne lubię. Ale nie biję się z Myślą, że klameczki wygięte będą mnie potem Prześladować swoim Niedobraniem z Podłogą.


No mam po prostu Dobrze.


Mam PP.


I mam tak że jak Ona wybierze to Mi się Podoba. Tak mniej więcej 75% a są Dni, kiedy 90%. Myślę, że to Rewelacyjny Wskaźnik Kooperacji.


PP też to we mnie lubi.


Muszę tylko w Odpowiednim Miejscu i Czasie podstemplować Jej Wybór swoją Opinią.


Bo PP ma jedną Słabość. No góra Dwie.


Uwielbia Symetrię. Czasem to utrudnia Proces Myślowy. Trzeba mnożyć wybór razy Dwa albo Szukać Pary.


Poza tym PP Zachwyca się Chętnie.


Więc jak zachwyci się na Stronie Piątej, to nie przestaje wertować tylko Zachwyca się na Stronie Szóstej. I też na następnych.


A Dom tylko Jeden budujemy.


Duży.


Ale nie aż tak, żeby ten Cały Zachwyt się zmieścił.


Więc Ile???


To jest Ta Tajemnica.


Potrzeba nam więc Przewodnika.


Postanowiliśmy Poznać Panią do Trójkąta.


Najlepiej Młoda, ale już z Doświadczeniem.


Podejście Klasyczne, ale z Niestandardowymi Pomysłami.


Gotowa na Długie Wysmakowane Sesje.


Pani co Zagłębi się w Nasze Wnętrze. Zabierze nas ze sobą w Tajemniczy Świat Imaginacji i delikatnie pomoże, żeby było Nam Tam Dobrze. Pani Wróżka. Ma wyczarować nasz nowy świat.


Oj, to delikatna sprawa. Trzeba przecież Tak Czarować żebyśmy nie poczuli się Zaklęci!


Właśnie jesteśmy po Pierwszej Randce.


Wrażenia na razie Pozytywne.


Pani pozwoliła nam mówić, potem sama opowiedziała trochę. Brzmi ciekawie. I tak jakoś od Niechcenia wyczarował Się na razie Luksferowy Róg w moim gabinecie.


Dla pogłębienia Magicznego Klimatu Pani Kelnerka dała naszemu stolikowi Zapaść się w Całkowitych Ciemnościach. A może to była Zemsta za Małe Zamówienie???


Poratowaliśmy się oczywiście Magicznymi Świeczkami.


Mimo wszystko jakoś nie mogliśmy już doczytać większości ważnych Cyferek na projekcie.


Ustaliliśmy więc datę Kolejnej Schadzki. Już z większą ilością Konkretnych Propozycji. Wtedy dopiero Podejmiemy decyzję. Czarujemy czy Szukamy dalej.


Magiczny nastrój tak mi się Udzielił, że już przed Północą zmaterializowałem się w zaparowanej Łazience, żeby zaprezentować PP Różne Koncepcje Kuchennych Drzwi. I stanowczo zagłosować za Luksferowym Rogiem.


PP machnęła Magicznym Palcem. Też Za.


No proszę. Idzie Piorunem.


Mamy już zrobione Pierwsze Decyzje.


Zostało jeszcze jakieś Pięćdziesiąt.


Czary po prostu.


PS — tak od Niechcenia zadzwoniłem wieczorkiem do BB, kiedy Działówki będą robione. Jak to Już???!!! W ostatniej chwili wstrzymałem!


Zaraz po pracy biegnę na Budowę. Trzeba czary przełożyć na centymetry i nadproża…


13 Września 2005 · 754 wyświetleń

ale się narobiło


nudy


Nudy

NUDY

Wszyscy gdzieś wyjechali.


PIN wyjechał do sanatorium. W razie potrzeby Nie Wróci przed końcem miesiąca. Wydobyłem kontakt na Zaufanego Zastępcę. Niby OK. Ale rozważam Represje i Odszkodowania za straty moralne. Zobaczymy jeszcze jak się Zastępca sprawi.


Kierownik wyjechał. Bliżej lub dalej. Nie wiadomo dokładnie.


Wyjechał tak tajemniczo, że nie zdążył podpisać kolejnej wersji Kosztorysu bankowego.


Będzie płacić. Nadgodziny. Albo karne odsetki jak kredyt się opóźni. Zobaczymy jeszcze jak się bank policzy.


Ekipa wyjechała. Na Drugą budowę. To jedna z tych Budów, które Ekipy zawsze nazywają Drugą. Jest gdzieś, lecz nie wiadomo, gdzie. Tam, gdzie ekipa.


BB wyjechał. Niedaleko. Do Tartaku.


Wrócił z Dobrą Wiadomością. Już niedługo Przygoda pod Wielką Krokwią.


Wyraziłem uprzejme zdziwienie. Niedługo już przecież minęło. Była o nim mowa jakiś tydzień wcześniej.


BB niezrażony wyjaśnił, że Niedługo się przedłużyło. Różne rzeczy się zdarzyły w Kraju i na Świecie.


W tartaku się transport nie zdarzył. Następny będzie Niedługo.


Hmm.


Wszystko niby jest OK. Termin umowny na Klejenie Plecionki jeszcze hoho. Przed nami.


Ale jednak.


Smaku narobili. Do stropu dojechali zanim z PP przyzwyczailiśmy się do myśli, że Się Buduje.


A teraz czekamy.


Hmm.


Co robić?


Stan budowy taki jakiś. Niezmienny.


W górę.


W środku coś się Rusza na boki.


Po zbliżeniu rusza się Dyżurny. Został w czasie wyjazdu, żeby Pilnować Kontenera. Z tych nudów to lepi działówki.


Powoli.


Ale skutecznie.


PP weszła z tej Okazji do Salonu. Poprawiło się. Jakoś ta działowa ściana poprawiła Proporcje. Może coś z niego jeszcze będzie.


Ha.


Mówiłem


Ja przeszedłem się po Innych Działach. Jeden z ulubionych to Kotłownia. Tu się będzie działo. Nie wiemy dokładnie, ale Planów od groma. Wchodząc więc zakładam taki Dreszczyk Oczekiwania. Pamiętacie z dzieciństwa. Kiedy nie wiadomo dokładnie co, ale już się człowiek cieszy.


Inny z ulubionych to Gabinet. PP się podśmiewa. Że niby taka Kiszka.


HoHo.


Jeszcze będzie się Przymilać, żeby wpuścić i dać Popatrzeć.


Tak będzie miło.


I ja tam będę.


W ogóle zauważam przy chodzeniu, że Lubię Nasz Dom.


Taki jeszcze surowy i otwarty. Ale już Coś w sobie Ma.


Obietnicę.


Porobiłem zdjęcia. Raz. Drugi. Trzeci.


Dyżurny zaczął kopać taras przed salonem.


Powoli.


Nudy.


Może więc Klinkier wybierzemy!


PP namierzyła Atrakcyjne Odcienie w pobliskiej hurtowni. Wybrała Dwa. Do wyboru.


Pojechaliśmy na Wspólne oględziny.


Od razu mi się spodobał. Ten pierwszy co i PP się bardziej.


Nie mówiłem?


90% wskaźnika Kooperacji.


10% poszło na dyskusję, że może za szybko się namyśliłem i Nie Przyjrzałem dokładnie temu drugiemu.


Klinkier więc wybrany.


Co robić?


Pomyślałem, że jak tak nic się nie dzieje to Pomyślę trochę.


Solary, Klima, Odkurzacz, Reku.


Im bardziej się przyglądamy solarowym wycenom, tym jakoś entuzjazm Nie Rośnie. Zwłaszcza jak czytamy dyskusje, ile to Potem Się Zaoszczędzi.


Solary wiszą więc na razie w Poczekalni. Chyba tylko schowamy w ścianach Odpowiednie Rurki Przyszłościowe. I jak się w Przyszłości zdecydujemy to Dokleimy resztę.


Solary więc Połowicznie przemyślane.


Klima nie wymaga Myślenia. Wiemy, że ma być.


Konkurs trwa. Wyceny słone jak solarne. Ale dyskusji nie ma. Wiemy jak Tam jest. Na Letnim Poddaszu.


A w nowym Domu poddasza będzie, że Hoho.


W jakiś piękny weekendowy dzień pojedziemy sobie porozmawiać z Oferentami.


Odkurzacz też zdecydowany. Też jeszcze wymaga rozmowy z Oferentami. Wybrać tego z Wybrzeża czy tego spod Miasta??? Szukam dobrego kryterium. Może kolor Baniaka w garażu??? Jak znajdę to się z PP zdecydujemy


Reku w Trakcie.


Spotkania i oferty wskazały na Skądinąd Znanego Dostawcę forumowego Nie spodobała nam się konkurencyjna koncepcja Wentylacji Wiązanej. Trochę leciałoby w ręku, trochę w grawitacji. I jeszcze te wentylatorki do kominków osobno podłączane.


Gwoździem Oferty była cena.


Dobiliśmy wieko.


Teraz praca Koncepcyjna ze Zwycięzcą. Mimo wcześniejszych zapewnień, że Nie Potrzebuje zadzwonił z kontrolnym pytaniem. Może jakiś przepust w stropie zostawimy?


Nie zostawimy. Zalany 2 dni wcześniej.


Hmm.


Stanęło więc na Użyciu Komina w Kotłowni. Przetkamy tam rurę, żeby wyssać Górę. Za to wszystko będzie schowane przed Oczami. Pójdzie po strychu i za ścianką kolankową i w stropie. Tylko w wiatrołapie musimy Rury puścić nad drzwiami. Trwają więc Prace Umysłowe nad koncepcją Zabudowy Sufitu.


Popycham też Kredyt. Nienerwowo. Powoli. Mamy czas.


Nic się na budowie szczególnego nie dzieje.


A jak budowa stoi to jakoś tak.


Nudno.


Co robić???


Wszyscy wyjechali.


Wyjechaliśmy też więc.


Pierwszy raz bez Chłopców. Oćwiczyli w tym czasie Niezastąpionych Dziadków. I ich komputer.


A my — z dawna obiecany Romantyczny Weekend. Było SuperŚwietnie. Od chodzenia dostaliśmy Pęcherzy i Bólu w Krzyżu. Nie ma lekko, jak się chce trochę Romantyzmu zwiedzić. Oczywiście i zdjęcia ogródków porobić na Wzór wokół własnego Chateau.


Wróciliśmy.


I czekamy.


Zacznie się coś?


19 Września 2005 · 687 wyświetleń

Łatwizna

Właśnie oficjalnie ogłoszono, że Prawie Wszystkich stać na Dom.


Tylko brać się i budować.


Sam tak wmówiłem PP już prawie rok temu.


Więcej nawet.


Sam Sobie wmówiłem!


Taka Łatwizna, że niby.


W zasadzie samo budowanie to rzeczywiście proste. Zwłaszcza dla Fachowców. Wiedza, Doświadczenie. W końcu to Fachowcy.


Ja też. Coś tam wiem. W końcu kilkanaście lat na rynku.


Szkoda tylko że nie Budowlanym.


Po to wynajęliśmy BB. Wiedza, doświadczenie, z polecenia.


Ma nam zbudować nasz Piękny Dom. I żeby był ciepły. I solidny. I taki miły. No nasz po prostu.


Do pary wynajęliśmy PINa. Wiedza, doświadczenie, z polecenia.


Żeby kontrolował BB. Żeby na pewno dom był ciepły. I solidny. I miły.


Czyli Wszystko pod Kontrolą.


Reszta to już tylko Psychika.


Jedni mają Mocną i Odporną. Problemy egzystencjalne spływają po nich bez trudu. Wiedzą, że Robią Dobrze. Cokolwiek by nie robili.


Fajnie mieć Taką.


Tak sobie myślę i przyglądam się tej Swojej.


Wątpiącej i Dyskutującej. Ze mną zwłaszcza. Dyskusje wewnętrzne potrafią być Strasznie Upierdliwe.


To nic. Przyzwyczaiłem się.


Gorsze to, że Niby Skończone powracają Znienacka.


Ytong taki najlepszy.


Cały Hektar przemyśleń. Dyskusji wewnętrznych. Zewnętrznych jeszcze więcej. Z PP to nawet przymusowa. Z raportem analitycznym na papierze. Żeby już nie było Żadnych Wątpliwości.


Wątpliwości Nie ma.


Znienacka tylko wraca Szarpiący Niepokój. Rozkładanie na czynniki PodPierwsze.


Bo to już Nieodwołalne. Jak już poszło to koniec. Dom stoi i świeci z daleka. Y jak Ytong.


Miękki, nasiąkliwy, jednowarstwowy.


Czy to na pewno Najlepszy Wybór?!


BB wybrany. Trzy miesiące nerwowej pracy Umysłowej. Jak ułożyć Pytania. Jak ocenić Kandydatów. Jak negocjować ostateczną cenę.


Uff. Wszystko za nami. Wybrany, ustalone.


Wątpliwości nie ma.


Tylko znienacka wyskakuje Niepokój…


Opóźniający, obiecujący, bezproblemowy.


Czy to na pewno Najlepszy Wybór??!!


PIN zaliczył Dwa Występy. Fundamentalny i Stropowy. Zaliczone oba.


Wątpliwości nie…


Tylko znienacka…


Nie ma błędów czy nie zauważył. A jak zauważył i nie powiedział. I jeszcze do sanatorium na 3 tygodnie pojechał….


Czy to na pewno Najlepszy Wybór???!!!


Budowa bez przystanków, rozpoczęcie w lipcu, zakończenie wiosną. Fajnie, szybko idzie, pogoda miła.


Tak było jeszcze do Przed Chwilą. Teraz Znienacka pochłodniało.


Okna zamówione. Nie powinni montować bez tynków i wylewek. Tynków i wylewek nie zrobią bez instalacji. Instalacji nie zrobią bez c.o., odkurzacza, elektryki. Elektryki nie zrobią bez decyzji co, gdzie. Decyzji nie zrobią (MY!) bez Decyzji.


Co Gdzie Kiedy. Listopad za chwilę.


Budowa w jeden sezon.


Czy to na pewno Najlepszy Wybór???!!!


C.O. klasycznie. Otwarty piec, grzejniki. Tak jak w obecnym lokum. Będzie dobrze.


Pompy ciepła nas Jakoś nie ruszają. Nie wierzymy albo nie chce nam się Sprawdzać.


Co innego kondensat. Jeden znajomy instalator bardzo zachwala. Oszczędności i w ogóle. Inny znajomy znajomego odradza. Niskie temperatury, za mało grzejników, trzeba by podłogówkę, kondensat jakiś taki Żrący podobno.


Otwarty czy Kondensat?


Wątpliwości…


Wiem, co nie budzi Wątpliwości.


Projekt. Nasza Sewerynka. Rozłożysty parter, pojemne poddasze.


Gabinet trochę jakiś wąski, salon bryka opornie przed stołem, okien więcej niż ścian…


Wątpliwości…


Odkurzacz, rekuperator, klimatyzacja. Wanny trójkątne, prysznice (nie)zwykłe, infraredy, łaźnie, podłogi egzotyczne, klinkier, glazura. Wyspa w kuchni czy kącik jadalny. Kominek zamknięty, okrągły, prostokątny, trójkątny. Pies teraz czy potem.


No jaki jest Najlepszy Wybór???!!! Ten NA PEWNO???!!!


No właśnie.


Dokładnie tak jak mówiłem.


Łatwizna.


I tej wersji będę się Trzymać!


26 Września 2005 · 702 wyświetleń

Białe Króliki i Drewniane Patyki

Zacząć od A czy od D?


Zacznę od D, bo trzeba ustabilizować poziom Oleju w Irytatorze.



Opowieść o Drewnianych Patykach.


Pogoda jaka jest, wszyscy widzą. Jak Drut. Jak Marzenie. Jak ideał Budowlany.


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.