E-book
5.05
drukowana A5
12.92
Obrazki z wystawy

Bezpłatny fragment - Obrazki z wystawy


Objętość:
50 str.
ISBN:
978-83-8189-686-3
E-book
za 5.05
drukowana A5
za 12.92

Wstęp

Czy to była noc? Wydaje mi się, że tak. Nie spałem w oczekiwaniu, w podnieceniu, w niepewności. Gdybym spał, to wszystko mogłoby mi się przyśnić. I się nie stać. Ale się stało — poja­wiła się niepozorna, cicha istotka. Od razu wpuściła ko­rzonki w serce i duszę. Od razu zawłaszczyła sobie jedno i drugie. I od tego momentu zawsze byłem jakby po­dwójnie — jakbyśmy mieli wspólne zmysły — jeden rozum i jedno spojrzenie, tyle że z dwóch perspektyw. I chociaż udowadniam sobie na każdym kroku, że to wszystko się nie wydarzyło, zawsze przegrywam ze sobą. Wygrywa Ona. Bo tak naprawdę nikt nie jest sam w sobie — tak my­ślę. Zawsze znajdzie się tam ktoś jeszcze, kwestia tylko, jak bar­dzo temu komuś da się dojść do głosu.

Być może jestem już tylko zwyczajnym wariatem. Nie zażywam żadnych proszków, bo nikt nigdy nie postawił mi konkretnej dia­gnozy, a może powinien? Powiedzieć prosto i brutalnie: „Jesteś sam. Nie oszukuj się. Musisz być i myśleć samo­dzielnie”. Nikt tego nie zrobił i dlatego jest, jak jest. Zja­wiła się Ona, nad ranem, było mokro i zimno, bo właśnie zaczynała się panoszyć jesień. Miałem jedenaście lat, a jej czas dopiero zaczynał biec. I nigdy, chociaż powinie­nem, nie ustąpiłem mu kroku. Teraz, mimo iż każdego dnia coraz bardziej dojrzewam do tego, że Jej nie ma, cały czas mocno Ją czuję, ponieważ chcę. I dla­tego ten tomik jest taki, a nie inny.

A dlaczego właśnie „Obrazki z wystawy”? Przy­zwyczailiśmy się do społecznościowych portali, gdzie pokazujemy siebie i najbliższych, zapraszamy do współdzielenia naszych pasji, fantazji, oferujemy się — każ­dego dnia, post za postem, zdjęcie za zdjęciem, relacja za relacją. To właśnie „Obrazki” z naszych wystaw. A w tym tomiku pokaże kilka z mojej. I z Jej. Bo była i jest mi najbliższa. Bo tyle jest Jej we mnie, że nie wiem już, ile zostało tam mnie samego. Czy w ogóle coś zo­stało. Bo tak strasznie dużo złego wydarzyło się podczas całego Jej bycia, a ja tak okrutnie się z tym obszedłem.

Część I
Jej obrazki

wdzięczna

rozsypałeś suche igliwie

pokaleczyło stopy

oczy


trujący zapach żywicy

i martwych insektów

nie chciał okrzepnąć


nie nauczyłeś mnie chodzić boso

po truchłach

ani patrzeć przez szkielety skrzydeł

a mimo to jestem ci wdzięczna

odnalazłam wreszcie

ten właściwy ból

mój kochany

nasz dywan więcej nie zniesie

tyle razy prany trzepany suszony

tyle spektakularnych bitew

z roztoczami

choć zżyliśmy się z nimi

mimo że znoszenie ich wzroku

nie czyni ubranym


gdy wyprowadzały swoich pupili

zostawały rozmazane tropy

na szczęście bez krwi utajonej


ty mój kochany

boisz się mieć odciski

wynająłeś sprzątaczkę

ale musiałam się jej pozbyć

nie szanowała twojej prywatności

z mojej uczyniła społecznościowy portal


traciłam nadzieję na spokój

sądziłam że sytuacja jest beznadziejna

aż do wczoraj

mam w końcu wymarzony odkurzacz

nie zdajesz sobie sprawy

mój kochany

jak łatwo jest dać się wciągnąć

(od)znaczenia

nakarm mnie — łaknącą

napalm mnie — wojującą


pragnącą — napój

karcącą — nabój


mnie pyskacza — zakrzycz

mnie grzesznicę — zakrzyż


bezwolną zamęcz

bezbronną zamiecz


i już nie graj ze mną w znaczenia

Demona

jestem opętana

mój demon to złożoność

podobna zaburzeniom dysocjacyjnym


nadałam mu imię Taksonome

co innego mogłam zrobić?

będąc jednocześnie

eukariontem

naczelną człekokształtną

właściwą małpą

strunowcem kręgowcem

żyworodnym łożyskowcem

człowiekowatym ssakiem

rozumnym człowiekiem

a do tego kobietą

można szukać pomocy

jedynie u egzorcysty

tkanka

na początku zabrakło słów

ewoluowałam w twoją matkę


odeszła


byłam kolegami

wódką w pawlaczu

odrzuconą płodnością


teraz jestem

stepperem

by stóp twoich uniżenie dotykać

skakanką

by ciepła twoich dłoni doznawać

karimatą

byś miał na czym polegać

co dzień przez kwadrans

w równym tempie


podziwiam twój upór by pozbyć się tkanki

i wciąż ewoluuję

twoje pięć minut

ocieram zmęczoną twarz

wczoraj byłam gotowa

wywrócić ją na drugą stronę

obnażyć się bezpowrotnie

zakasać uczucia jak rękawy

splunąć w myśli


pogubiłam narzędzia


zwaliłam to na boga

on niańczy wiarę i nadzieję

mnie pozostała pewność

że ktoś ciągle czai się

za wejściowymi drzwiami

że będę odbierać tylko głuche telefony


dla bezpieczeństwa

roztarłam wszędzie autoportret

teraz skulę się w maleńką pigułkę

embrion gwałtu

połykana zwracana zakosztuję bycia artystką


potem zacznie się twoje pięć minut

bądź gotów

będę cię drzeć z siebie pasami

pierwszy list

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 5.05
drukowana A5
za 12.92