Żeby w końcu wypowiedzieć to, co przez tak długi czas bolało
w ciszy.
* * *
Zanim przeczytasz pierwszy list…
Nie wiem, kim jesteś. Nie wiem, ile masz lat, gdzie mieszkasz, jak wygląda Twoje życie.
Nie wiem, czy się uśmiechasz, czy właśnie próbujesz ukryć łzy.
Wiem jedno. Jeżeli nasze drogi się spotkały, to chciałabym przez chwilę iść obok Ciebie.
To nie jest poradnik.
Nie znajdziesz tu gotowych odpowiedzi ani przepisów na szczęście.
Nie umiem powiedzieć, jak żyć.
Sama przez wiele lat próbowałam znaleźć odpowiedzi na pytania, które wracały do mnie każdego dnia.
Dlaczego boli?
Dlaczego tęsknimy?
Dlaczego jedni zostają z nami na zawsze, a inni odchodzą?
Dlaczego czasami tak trudno odnaleźć samego siebie?
Wydawało mi się, że kiedyś wszystko zrozumiem.
Dzisiaj wiem, że nie na każde pytanie trzeba znaleźć odpowiedź. Niektóre pytania uczą nas po prostu żyć.
Te listy rodziły się powoli. Nie powstały jednego dnia. Każdy z nich jest zatrzymaną chwilą. Myślą, która nie chciała odejść. Wspomnieniem.
Czasami łzą a czasami uśmiechem. Znajdziesz tutaj ból, bo był częścią mojego życia.
Znajdziesz samotność, strach i bezsilność. To też było moją częścią. Znajdziesz też ludzi, których kochałam.
Zwyczajne chwile, które dopiero po latach okazały się niezwykłe. Nasze życie nie składa się wyłącznie z wielkich wydarzeń.
Najczęściej tworzą je krótkie rozmowy.
Zapach domu. Czyjś uśmiech. Cisza. Spacer. Kubek ciepłej herbaty.
I obecność drugiego człowieka.
Dlatego te spotkania są takie zwyczajne.
Nie próbują nikogo przekonać.
Nie oceniają.
Nie uczą. Po prostu są. Może odnajdziesz w nich kawałek własnej historii.
A może nie. To też będzie w porządku. Jeżeli jednak podczas czytania choć raz pomyślisz:
„Ja też tak kiedyś czułam…” albo:
„Ja też za kimś tęsknię…”
to znaczy, że nie pisałam ich tylko dla siebie.
Od początku wiedziałam, że chcę, aby te listy powstawały się w piątki. Piątek zawsze wydawał mi się dniem szczególnym. To chwila pomiędzy tym, co już było, a tym, co dopiero nadejdzie. Choć niekoniecznie to jest główny powód. Ale są pewne rzeczy, które chcę zachować tylko dla siebie.
Teraz jest dobry moment, żeby na chwilę się zatrzymać. Spojrzeć wstecz. I spojrzeć w siebie.
Nie musisz czytać tej książki od razu. Możesz przeczytać jeden list. Zamknąć książkę.
Pomyśleć. Wrócić za tydzień. Tak właśnie powstawała. Powoli. Bez pośpiechu.
Jeśli więc jesteś gotowy, usiądź obok mnie.
Nie obiecuję, że będzie łatwo.
Obiecuję tylko, że każde słowo napisałam szczerze.
A resztę pozostawiam już Tobie.
Każda droga zaczyna się od miejsca,
w którym już nie potrafimy udawać.
Piątek, 4 września
Jest piątek.
Tylko tego dnia potrafię do Ciebie pisać.
Dzisiaj przynoszę tylko siebie. Bez odpowiedzi.
Nie wiem, od czego zacząć.
Od bólu, który od dawna noszę w sobie, czy od pytań, które nie przestają wracać. Może to wcale nie jest takie ważne.
Mam wrażenie, że jedno nie istnieje bez drugiego. Jedno i drugie idzie ze mną tą samą drogą.
A jednak jest pytanie, które wraca najczęściej:
dlaczego tak bardzo cierpię?
Dlaczego tak bardzo boli?
Nie pytam o to dlatego, że uważam się za wyjątkową. Wiem, że nie jestem jedyną na tym świecie, która cierpi. Każdy niesie coś, czego nie widać. Wciąż nie umiem zrozumieć, dlaczego mnie to spotkało.
Mam wrażenie, że cierpienie wybrało mnie na swojego partnera. Idzie obok mnie, choć nigdy go o to nie prosiłam. Są dni, kiedy prawie o nim zapominam.
Potem wraca.
Cicho. Jakby nigdy nie odchodziło.
Najtrudniejsze do zaakceptowania jest to, że nie wiem dlaczego, bo gdybym znała powód, może łatwiej byłoby mi to wszystko unieść. Ale odpowiedzi nie przychodzą. Zostają tylko pytania.
I chaos — towarzyszy mi każdego dnia.
Próbuję poukładać swoje myśli, ale one wymykają mi się z rąk. Jedna myśl pociąga za sobą następną i nagle nie wiem już, od czego to wszystko się zaczęło.
Czasem czuję się tak, jakbym zgubiła samą siebie i nie potrafiła odnaleźć drogi powrotnej.
Pewnie dlatego piszę.
Bo to, co wypowiedziane, przestaje tak bardzo ciążyć.
To, co zapisane, nie domaga się już z taką siłą, by nieść je samotnie.
Kartka nie ocenia.
Nie przerywa.
Nie odwraca wzroku.
Przyjmuje wszystko — nawet to, czego ja sama jeszcze nie potrafię przyjąć.
Tutaj nie muszę udawać, że jest dobrze. Nie muszę być silna. Mogę napisać dokładnie to, co czuję, nawet jeśli sama tego jeszcze nie rozumiem.
Może o to chodzi, żeby w końcu wypowiedzieć to, co przez tak długi czas bolało w ciszy. Chyba najpierw trzeba odważyć się nazwać to, co boli.
Nie wiem, czy mi odpiszesz, ale będę dalej pisać.
Dzisiaj tyle potrafię.
Piątek.
Piątek, 11 września
Jest piątek.
Tylko tego dnia potrafię do Ciebie pisać.
Dzisiaj przynoszę pustkę.
Nie umiem jej opisać.
Nie ma koloru. Nie ma kształtu. Nie wydaje żadnego dźwięku.
A jednak potrafi wypełnić cały dzień.
Budzę się rano i przez chwilę wydaje mi się, że wszystko jest takie jak kiedyś. Potem wraca. Cicho. Bez pytania. Siada obok mnie i zostaje do wieczora.
Najgorsze jest to, że inni jej nie widzą.
Widzą mnie.
Uśmiecham się. Rozmawiam. Robię zakupy. Odpowiadam na pytania.
Nikt nie widzi, ile wysiłku kosztuje mnie zwykły dzień.
Najgorsze nie są nawet łzy.
Najgorsze jest to, że czasami nie potrafię już płakać.
Jakby we mnie wszystko zamilkło.
Dzisiaj tyle potrafię.
Piątek.
Piątek, 18 września
Jest piątek.
Tylko tego dnia potrafię do Ciebie pisać.
Dzisiaj przynoszę milczenie.
Kiedyś lubiłam rozmawiać.
Dzisiaj często nie mam nic do powiedzenia.
Nie dlatego, że brakuje mi słów.
Brakuje mi siły, żeby je wypowiedzieć.
Są pytania, na które odpowiadam uśmiechem. Są rozmowy, które kończę szybciej, niż bym chciała. Są dni, kiedy najłatwiej jest powiedzieć: „Wszystko w porządku”, choć w środku nic nie jest na swoim miejscu.
Nie opowiadam o tym, co boli.
Nie dlatego, że nie chcę.
Tylko nie wiem, od czego zacząć.
A może dlatego, że boję się, iż nikt naprawdę nie zrozumie.
Zdarza się, że siedzę w ciszy i myślę, że ona mówi o mnie więcej niż wszystkie słowa, które mogłabym wypowiedzieć.
Milczenie przychodzi samo. Staje się łatwiejsze.
To nie tak, że nic nie czuję.
Czuję zbyt wiele.
Po prostu nie umiem jeszcze ubrać tego w słowa.
Dzisiaj tyle potrafię.
Piątek.
Piątek, 25 września
Jest piątek.
Tylko tego dnia potrafię do Ciebie pisać.
Dzisiaj przynoszę pytania.
Od dawna noszę je w sobie. Wracają każdego dnia.
Dlaczego właśnie tak?
Dlaczego jedni odchodzą tak wcześnie?
Dlaczego jedni potrafią kochać, a inni ranią?
Dlaczego cierpienie wybiera człowieka, który już nie ma siły?
Nie szukam już odpowiedzi w książkach.
Nie umiem znaleźć ich także w ciszy.
Pytania nadal są.
Nie znam odpowiedzi, i nie wiem, czy kiedykolwiek je poznam.
Dzisiaj tyle potrafię.
Piątek.
Piątek, 2 października
Jest piątek.
Tylko tego dnia potrafię do Ciebie pisać.
Dzisiaj przynoszę samotność.
Wokół mnie są ludzie. Rozmawiam z nimi.
Uśmiecham się.
Odpowiadam na pytania.
A jednak często czuję się sama.
To nie jest samotność, która bierze się z braku ludzi. Nikt nie widzi świata moimi oczami.
Nie potrafię przekazać tego, co dzieje się we mnie.
Może takich rzeczy po prostu nie da się opowiedzieć.
Są dni, kiedy najbardziej brakuje mi nie słów.
Brakuje mi zrozumienia.
Chciałabym, żeby ktoś usiadł obok.
Nic nie mówił.
Nie szukał rozwiązań.
Po prostu był.
Dzisiaj tyle potrafię.
Piątek.
Piątek, 9 października
Jest piątek.
Tylko tego dnia potrafię do Ciebie pisać.
Dzisiaj przynoszę bezsilność.
Są dni, kiedy robię wszystko, co potrafię.
I nic się nie zmienia.
Próbuję zrozumieć.
Próbuję wytrzymać.
Próbuję uwierzyć, że jutro będzie łatwiej. Wieczorem zostaje tylko zmęczenie.
Nie tym, co zrobiłam.
Tym, z czym kolejny raz nie potrafiłam sobie poradzić.
Niesamowicie trudno jest pogodzić się z tym, że są rzeczy, na które nie mam żadnego wpływu.
Mogę tylko patrzeć, jak dzieją się obok mnie.
I nic nie mogę zrobić.
To boli bardziej, niż chciałabym przyznać.
Dzisiaj tyle potrafię.
Piątek.
Piątek, 16 października
Jest piątek.
Tylko tego dnia potrafię do Ciebie pisać.
Dzisiaj przynoszę niezrozumienie.
Mówię, a jakbym mówiła w obcym języku.
Słowa wychodzą z moich ust.
A jednak nie docierają tam, gdzie powinny.
Słyszę: „Będzie dobrze.” „Musisz być silna.” „Nie myśl o tym.”
Wiem, że nikt nie chce mnie zranić.
Ale te słowa nie przynoszą ulgi.
Zostawiają jeszcze większą ciszę.
Nie oczekuję gotowych odpowiedzi.
Nie chcę, żeby ktoś naprawiał moje życie.
Chciałabym tylko, żeby ktoś przez chwilę spróbował zobaczyć świat z mojego miejsca.
Może wtedy nie musiałabym tłumaczyć tak wiele.
Dzisiaj tyle potrafię.
Piątek.
Piątek 23 października
Jest piątek.
Tylko tego dnia potrafię do Ciebie pisać.
Dzisiaj przynoszę maskę.
Wychodzę z domu. Uśmiecham się. Rozmawiam. Śmieję się wtedy, kiedy trzeba.
Niewiele osób zauważa, że ten uśmiech nie zawsze jest prawdziwy.
Nauczyłam się odpowiadać: „Wszystko dobrze.”
To krótkie zdanie kończy wiele rozmów.
Nikt nie dopytuje.
Może tak jest łatwiej.
Dla mnie.
Dla nich.
Męczy mnie udawanie, że nic się nie dzieje.
Wieczorem zdejmuję ten uśmiech razem z ubraniem.
I zostaję sama z tym, czego przez cały dzień nie chciałam nikomu pokazać.
Dzisiaj tyle potrafię.
Piątek.
Piątek, 30 października
Jest piątek.
Tylko tego dnia potrafię do Ciebie pisać.
Dzisiaj przynoszę czekanie.
Czekam. Na lepszy dzień.
Na spokojniejszy sen.
Na wiadomość, która coś zmieni.
Na ból, który wreszcie odpuści.
Mijają dni. Potem tygodnie.
A ja wciąż czekam.
Powoli przestaję wierzyć, że wszystko może się jeszcze odmienić.
Nie przestaję żyć.
Po prostu przestaję oczekiwać.
To chyba najbardziej mnie zaskakuje.
Nie ból.
Nie zmęczenie.
Tylko to, że człowiek potrafi przyzwyczaić się do cierpienia.
Dzisiaj tyle potrafię.
Piątek.
Piątek 6 listopada
Jest piątek.
Tylko tego dnia potrafię do Ciebie pisać.
Dzisiaj przynoszę strach.
Nie zawsze go widać. Czasami ukrywa się za spokojnym głosem i zwykłym dniem.
Boję się tego, czego nie znam.
Boję się kolejnych strat.
Boję się, że zabraknie mi siły, kiedy przyjdzie następny trudny moment.
Są chwile, kiedy chciałabym wiedzieć, co mnie czeka.
Chciałabym dostać odpowiedź, że wszystko będzie dobrze.
Ale życie nigdy mi tego nie obiecało.
Próbuję iść dalej, nawet wtedy, kiedy nie widzę całej drogi.
Nie jest to odwaga, o której czyta się w książkach.
To czasami tylko kolejny krok.
Jeden dzień.
Jedna chwila.
Jedno westchnienie.
Dzisiaj tyle potrafię.
Piątek.
Piątek, 13 listopada
Jest piątek.
Tylko tego dnia potrafię do Ciebie pisać.
Dzisiaj przynoszę zmęczenie.
Nie takie, które znika po odpoczynku.
To zmęczenie jest głębiej.
Jest po wielu latach, kiedy trzeba było być silną, choć w środku brakowało siły.
Po chwilach, kiedy trzeba było wstać i zrobić kolejny krok, nawet jeśli nie wiedziałam, dokąd idę.
Męczy mnie ciągłe tłumaczenie.
Męczy mnie udawanie, że wszystko jest dobrze.
Męczy mnie walka z rzeczami, których nie mogę zmienić.
Czasami chciałabym po prostu przestać na chwilę być dzielna.
Nie szukać rozwiązań.
Nie odpowiadać na pytania.
Usiąść i pozwolić sobie przyznać, że jest mi trudno.
Może zmęczenie też jest częścią tego, co noszę.
Może czasami nie potrzebuję kolejnej siły.
Potrzebuję tylko chwili, w której nie będę musiała jej udowadniać.
Dzisiaj tyle potrafię.
Piątek.