E-book
11.03
drukowana A5
64.3
drukowana A5
Kolorowa
95.58
O mądrości i głupocie

Bezpłatny fragment - O mądrości i głupocie

z rozwagą


Objętość:
353 str.
ISBN:
978-83-8440-935-0
E-book
za 11.03
drukowana A5
za 64.3
drukowana A5
Kolorowa
za 95.58


„Błądzić jest rzeczą ludzką, lecz trwać w błędzie — głupotą.”

SENEKA

Wszystkim którzy wbrew tłumowi przy mądrości obstają…

Przy pracy nad tekstem autor korzystał z pomocy AI — w szczególności przy tworzeniu okładki i korekcie tekstu. Za treść odpowiada autor.

Wstęp

Proszę Państwa, coś się ze światem porobiło. Nie twierdzę od razu, że źle. Może nawet bardzo dobrze. Ale dziwnie — to na pewno. Świat przyspieszył, zakręcił się, nabrał obrotów. Jedni mówią, że to rozwój. Inni, że postęp. Jeszcze inni twierdzą, że tak właśnie musi być, bo przecież żyjemy w XXI wieku, a nie przy świecy łojowej.

A jednak człowiek czasem staje, patrzy wokół i myśli: czy to wszystko naprawdę idzie w dobrą stronę?

Najbardziej zdumiewa mnie pewien podział. Nie ten polityczny — te znamy aż za dobrze. Nie ten ekonomiczny — ten też nie jest nowy. Chodzi o podział subtelniejszy, trudniejszy do uchwycenia, ale za to coraz wyraźniejszy.

Ludzie jakby zaczęli się rozchodzić w dwie strony.

Próbowano ten podział nazwać elegancko. Język ostatnio pracuje na trzy zmiany. Wymyśla, poprawia, aktualizuje. Czasem nawet komputerowy korektor buntuje się i podkreśla coś na czerwono, jakby chciał powiedzieć: „Proszę mnie w to nie mieszać”. Ale zostawmy język w spokoju. On i tak ma ciężko.

My zrobimy coś ryzykownego. Nazwiemy rzeczy po imieniu.

Nazwiemy te dwie grupy mądrymi i głupimi.

Tak, wiem. Brzmi ostro. Może nawet niegrzecznie. Ale proszę nie zamykać książki w tym miejscu. To nie jest akt oskarżenia ani próba ustawienia się po właściwej stronie barykady. To tylko robocze uproszczenie. Czasem trzeba użyć grubszego ołówka, żeby szkic był widoczny.

Granicy między tymi światami wyznaczać nie będziemy. I to z bardzo prostego powodu — ona bywa ruchoma. Potrafi przebiegać nie tylko między ludźmi, ale w obrębie jednego człowieka. Rano możemy być rozsądni i wyważeni, w południe impulsywni, a wieczorem… no cóż, wieczorem lepiej niektórych decyzji nie wspominać.

Niektórzy twierdzą, że wszystkiemu winna technologia. Świat przyspieszył tak bardzo, że wielu nie zdążyło przestawić biegów. Kiedyś człowiek miał czas, by pomyśleć, zanim coś powiedział. Dziś mówi, a dopiero potem zastanawia się, co właściwie powiedział — i to nie zawsze.

Inni mówią, że głupota to stały element ludzkiego wyposażenia. Coś jak cień. Zawsze jest, tylko czasem krótszy, czasem dłuższy. Raz pada pod nogi, raz wyciąga się przed nami i udaje przewodnika.

Paweł miał wrażenie, że głupota ostatnio nabrała odwagi. Kiedyś siedziała w kącie i nie wychylała się zbytnio. Dziś wchodzi na środek sceny, bierze mikrofon i przemawia z przekonaniem. A co najbardziej zaskakujące — znajduje słuchaczy. I najgorsze — ci słuchacze przyjmują ją z otwartymi rękami jakby od dawna na nią czekali.

To właśnie zaniepokoiło Nikodema.

Nikodem to człowiek ciekawy. Wścibski — ale w dobrym znaczeniu tego słowa. Lubi wiedzieć, dlaczego coś się dzieje. Nie jest agresywny, nie jest zawistny. Raczej cierpliwy obserwator. Ma też jedną szczególną cechę — wierzy, że wiedza ma sens tylko wtedy, gdy pochodzi od ludzi mądrych.

Paweł, jego przyjaciel, jest nieco bardziej pragmatyczny. Czasem patrzy na Nikodema z lekkim uśmiechem, kiedy ten wpada na kolejny pomysł. A pomysły bywają… nietypowe.

Tym razem Nikodem powiedział: skoro teraźniejszość wydaje się tak zagmatwana, może trzeba zapytać przeszłość. Bo może my nie wymyślamy niczego nowego. Może to już było. Może ktoś kiedyś widział podobne zjawiska i potrafił je opisać.

I tu pojawił się Einstein.

Nie będziemy wchodzić w równania. Wystarczy jedno — Albert Einstein pokazał, że czas nie jest tak prosty, jak wydawało się naszym dziadkom. Czas potrafi się zginać, rozszerzać, zależeć od prędkości i grawitacji. Czas potrafi się również cofać, co ukryte zostało w równaniu Einsteina. A skoro tak, to czemu nie potraktować go odrobinę swobodniej — przynajmniej literacko?

Skoro tak, to może cofniemy się do czasu, kiedy na kuli ziemskiej istniała jeszcze potężna wyspa Atlantyda — a może to był nawet kontynent?

Nikodem uznał, że podróż w przeszłość jest możliwa. Jeśli nie fizycznie, to przynajmniej myślowo. A podróż myślą bywa skuteczniejsza niż niejeden lot międzykontynentalny.

Pozostało pytanie — dokąd?

Po długim studiowaniu map i jeszcze dłuższym studiowaniu wyobraźni wybór padł na miejsce osobliwe. Takie, którego dziś nie ma na mapach, ale które żyje w pamięci ludzkości. Na wspomnianą już Atlantydę.

Wyspę ludzi mądrych. Podobno żyli w harmonii. Nie prowadzili wojen. Nie kłócili się bez potrzeby. Nie budowali swojej wielkości na cudzym upokorzeniu. Brzmi to niemal podejrzanie idealnie — a właśnie dlatego warto sprawdzić.

Nikodem i Paweł postanowili odwiedzić mistrza Tycherósa. Zadać mu kilka prostych pytań. Skąd bierze się głupota? Dlaczego bywa tak zaraźliwa? Czy można ją leczyć? A może trzeba ją po prostu rozpoznać, zanim się rozrośnie?

Nie chodzi o to, by kogokolwiek piętnować. Każdy z nas miewa momenty, w których mówi coś z przekonaniem, a potem sam się dziwi. Każdy z nas bywa pewny siebie bardziej, niż pozwalają na to fakty. I każdy z nas może kiedyś odkryć, że przez chwilę stał po niewłaściwej stronie.

W pierwszej części książki przyjrzymy się głupocie. Jej objawom, mechanizmom, skutkom. Nie będziemy prowadzić badań laboratoryjnych. Raczej spokojną obserwację. Tak jak lekarz rodzinny, który nie krzyczy na pacjenta, tylko mówi: proszę usiąść, zobaczmy, co się dzieje.

W drugiej części zajmiemy się mądrością. Bo choć bywa dziś w defensywie, nie zniknęła. Mądrość ma tę osobliwą cechę — nie spieszy się. Nie walczy o popularność. Nie potrzebuje oklasków. Ale kiedy przychodzi moment próby, to właśnie ona okazuje się najbardziej użyteczna.

Nie głupota jest opiewana w poematach. To mądrość budzi podziw filozofów, poetów i świętych. Święty Paweł z Tarsu pisał o wierze, nadziei i miłości — a bez mądrości trudno je właściwie rozumieć.

Czy głupota zwycięży? Bywa głośna. Bywa pewna siebie. Czasem nawet triumfuje. Ale historia uczy, że nie ona buduje cywilizacje. Ona może narobić hałasu — mądrość buduje fundamenty.

Ta książka nie jest więc oskarżeniem. Jest próbą rozeznania.

A jeśli podczas lektury ktoś pomyśli: „To chyba trochę o mnie” — to znaczy, że podróż się rozpoczęła.

Bo granica między mądrością a głupotą nie biegnie przez mapy świata.

Granica między mądrością a głupotą nie biegnie przez świat — biegnie przez każdego z nas.

Można więc wyprowadzić takie oto twarde myśli:

„Najgroźniejsza nie jest głupota cudza — lecz ta, której w sobie nie rozpoznaliśmy.”

„Świat nie przegrywa przez głupców — przegrywa wtedy, gdy głupota uznana zostaje za normę.”

I. Na tropach głupoty

1. Z wizytą u mistrza Tycherósa na Atlantydzie

Atlantyda około 10 tys. lat temu


Atlantyda — dom Mistrza Tycherósa

Rozmowy w domu mistrza Tycherósa

Jak postanowili, tak zrobili. W jednej chwili nasi przyjaciele — Nikodem i Paweł — znaleźli się przed przepięknym pałacem z kolumnami od frontu. W drzwiach stał człowiek. Kłaniał się im i przyjaznym ruchem ręki zapraszał do środka.

Obaj stali przez chwilę oszołomieni, rozglądając się dookoła. A on wciąż się uśmiechał. I wciąż zapraszał.

Pierwszy odezwał się Paweł: — Nikodemie, nie uważasz, że oni tu na nas czekają? Chyba ktoś ich o naszym przybyciu powiadomił!

— Myślę, że mistrz Tycherós doskonale o nas wie i oczekuje nas. Zapewne to sprawa naszej teleportacji — o której tak mało jeszcze wiemy — natomiast oni wiedzą o wiele więcej. O ile nie wszystko.

— Popatrz, Nikodemie, nie widzę tu ani jednego samochodu ani nawet nikogo jadącego rowerem!

Spojrzeli na siebie — i wybuchnęli śmiechem…

Weszli do środka. Służący ruszył przed nimi, wskazując drogę. Po chwili znaleźli się w ogromnym pomieszczeniu. Wszystkie ściany zastawione były regałami z książkami.

Ale nie były to zwykłe książki. Takich nie widzieli nigdy. Wielkie tomy, kolorowe oprawy ze skóry zwierzęcej, złocone napisy. Ta masa ksiąg robiła wrażenie niemal przytłaczające. Poczuli ciężar wiedzy zgromadzonej wokół nich.

Mistrz już czekał. Stał przy wielkim stole, zwrócony w ich stronę. Ciągle uśmiechając się odezwał się jako pierwszy:

— Witam szanownych gości przybyłych z tak odległych czasów i miejsca mnie osobiście nieznanego, bo nigdy tam nie byłem, chociaż wiem, gdzie znajduje się na mapie Europy, którą tu widzicie.

— Witamy cię, mistrzu Tycherosie, i pozdrawiamy. Ja nazywam się Nikodem, a to mój przyjaciel Paweł.

— O! Nosicie imiona dobrze znane w naszych czasach. Wielu wielkich ludzi je nosiło. Twoje imię, Nikodemie, pochodzi od „nike” — zwycięstwo — oraz „demos” — lud. A więc „zwyciężający dla ludu”. — Pozwolisz, mistrzu, że ja przełożę na nasz język twoje imię — „mający szczęście”.

Tycherós klasnął w dłonie i roześmiał się szczerze:

— Brawo! Tak jest. Widzę, Nikodemie, że coś o mnie wiesz. Tak, mam szczęście — lecz głównie dzięki tym księgom i umiejętności ich czytania.

Klaśnięcie było zapewne sygnałem dla służby. Weszło kilku ludzi, niosąc jadło i napoje. Dopiero teraz wszyscy zasiedli do stołu.

Paweł odezwał się spokojniej: — Mistrzu, opowiedz nam o waszym ludzie, który zamieszkuje tę okolicę.

— Dobrze, opowiem. Słuchajcie uważnie. Częstujcie się naszymi owocami i popijajcie napoje — takich nie znacie. Ja także coś zjem, aby was ośmielić.

Mistrz mówił powoli. Każde zdanie ważył.

— Najważniejsze jest to, że jesteśmy ludźmi spokojnymi. Miłujemy pokój i wiedzę. Wielu z nas nie używa nawet słowa „wojna”, bo nie wie, co ono oznacza. Od najmłodszych lat uczymy się i opisujemy to, co poznajemy.

Stąd niektórzy posiedli zdolności, które wy znacie z ksiąg biblijnych. Potrafią przepowiadać to, co ma nastąpić. Być może świat jest zaprogramowany od dawna. A może wszystko istnieje jednocześnie — w kompletnej całości — a my widzimy jedynie fragment. Człowiek widzi w czasie, bo tylko takie ma zdolności. Choć są wyjątki.

Prorokowanie to zaledwie podglądanie — jak przez dziurkę od klucza. Wielu mędrców mówi o Wielkiej Inteligencji, Wielkim Rozumie. Nazywają Go Bogiem.

Ja również posiadam te zdolności — wy nazwalibyście je jasnowidzeniem — lecz wspieram je obserwacją i wiedzą z ksiąg. Z tego, co wiem, wy także obserwujecie rzeczywistość w swoich czasach. I przybyliście porozmawiać o zjawisku zwanym głupotą ludzką. Czy tak?

Nikodem ocknął się pierwszy: — Tak, mistrzu. Chcielibyśmy usłyszeć wszystko o głupocie — od czasów najdawniejszych. Może tam znajdziemy jej źródło.

— Tak myślałem. Będę mówił długo, ale możecie przerywać. Otóż głupota istniała zawsze. Grecy nazywali ją amathia — nieznajomością dobra i zła. Platon uważał ją za źródło błędnych decyzji. Arystoteles odróżniał głupotę od braku wiedzy — widział w niej niezdolność logicznego myślenia.

Rzymianie także ją piętnowali. Seneka pisał o niewłaściwym używaniu rozumu. Cyceron uważał ją za groźną dla państwa. Juwenalis wyśmiewał ludzką naiwność.

Paweł podniósł rękę. — Chciałbym, abyś rozwinął problem głupoty społecznej. Politykę widzimy jak na dłoni.

Mistrz uśmiechnął się lekko. — Słusznie. Politycy promieniują głupotą i często noszą ją z dumą. Ale głupota społeczna bywa groźniejsza, bo jest mniej widoczna.

Poprawił się w fotelu.

— W starożytności nie używano tego terminu, lecz opisy zjawiska są wyraźne. Ślepe podążanie za tłumem. Demagogia. Emocje zamiast rozumu.

W Grecji Platon krytykował demokrację, w której lud ulega mówcom. Arystofanes wyśmiewał łatwowierność Ateńczyków. Herodot pokazywał, jak ideologia pcha narody ku wojnie.

W Rzymie było podobnie. Juwenalis drwił z „chleba i igrzysk”. Cyceron ostrzegał przed pochlebcami. Seneka ganił pogoń za bogactwem.

Goście spojrzeli na siebie znacząco. Mistrz to zauważył.

— A więc znacie to również z waszych czasów — powiedział z lekkim uśmiechem. — Prześladowania filozofów. Zabobony. Mania podbojów. To wszystko powraca.

Zamilkł na chwilę.

— Głupota społeczna objawia się łatwowiernością, brakiem krytycyzmu, uleganiem emocjom. Brzmi znajomo?

— A czy jakieś powiedzenia przetrwały do dziś? — zapytał Nikodem.

Mistrz i tym razem roześmiał się bardzo serdecznie.

— Owszem. „Panem et circenses”. „Historia magistra vitae est”. „Vox populi, vox Dei”.

Minęły tysiące lat, a słowa te nadal pasują do rzeczywistości. Głupota wraca jak bumerang. Zmienia tylko maskę.

Rozmowa stawała się coraz głębsza. Gdy padły nazwiska współczesnych tyranów, Nikodem i Paweł poczuli ciężar historii.

Na koniec mistrz powiedział bardzo spokojnie:

— W starożytności głupota miała mniejszy zasięg. Dziś — dzięki technice — może ogarnąć świat w jednej chwili. To jest różnica.

Zapadła chwila ciszy.

Zarówno Nikodem, jak i Paweł wyczuli, że zbliża się pora obiadu. Postanowili więc zapytać o możliwość zwiedzenia miasta. Mistrz zgodził się z radością, lecz zaznaczył, że potrzeba na to całego dnia.

Na razie — jeszcze przed obiadem — poprosili o krótki spacer po okolicy.

Spacer po mieście i okolicach

Zanim udali się do jadalni, mistrz zaproponował krótki spacer po mieście. Dom mistrza Tycherósa, od którego zaczęli tutejszy pobyt, znajdował się przy końcu ulicy, choć nie na samym jej krańcu — była to główna ulica miasta. Wyruszyli więc nią przed siebie.

To, co Nikodem i Paweł zobaczyli, wprawiło ich w osłupienie. Po obu stronach ulicy, która była typowym spacerniakiem, stały piękne domy z licznymi złoconymi kolumnadami, a środkiem szli ludzie — w jedną i w drugą stronę. Niemal wszyscy kłaniali się mistrzowi Tycherosowi, uśmiechali się do niego przyjaźnie, a on odwzajemniał te gesty z godnością i spokojem.

Początkowo obu gości dziwiły ogromne ilości złota użyte do zdobienia kolumn i fasad. Paweł zauważył:

— Popatrz, Nikodemie, ile tu złota na tych murach. To przecież tylko zwykła ozdoba. Nie rozumiem tego. Cenne złoto używają do tak prostych rzeczy. — Tak, widzę to. Też mnie to zastanawia. Ale w końcu do czego innego potrzebne im jest złoto? Nie mają tu żadnych specyficznych urządzeń, więc używają go głównie do zdobień. Tak sobie to tłumaczę. A nasze kobiety do czego używają złota? Czyż nie do ozdób? Przecież to samo.

— W zasadzie masz rację — dodał z uśmiechem Paweł.

Po krótkim spacerze nieco odżyli, bo dotychczasowa dyskusja była lekko wyczerpująca. Następnie udali się na obiad.

W trakcie posiłku mistrz Tycherós odezwał się tymi słowy:

— Zapewne zauważyliście, drodzy przyjaciele, że podczas naszego spaceru byłem nieco zamyślony. Rozwiązywałem wtedy pewien problem związany z waszym tu przybyciem. Teraz wam go wyjawię wraz z rozwiązaniem. Otóż początkowo sądziłem, że przybywacie jedynie z chęcią rozmowy. Jednak już po pierwszych waszych pytaniach zauważyłem, że przyjechaliście po wiedzę — i to po dużo wiedzy. Postanowiłem więc, że co do dalszej części naszego spotkania najpierw przekażecie mi wszystkie wasze pytania. Mój skryba je spisze, a potem ja mu podyktuję odpowiedzi. On zapisze je w waszym języku, a następnie przekażę wam gotowy tekst. Rozumiem, że problem głupoty interesuje was w takiej formie, w jakiej spotykacie się z nim obecnie w waszym kraju europejskim.

— To na pewno, mistrzu, ale ciekawi nas również sytuacja z waszych obecnych czasów oraz z tych, które upłynęły aż do naszych dni — wtrącił Nikodem.

— Ależ oczywiście, na wszystko odpowiem. Stary już jestem i nie wyjeżdżam tak wiele, aby spotykać się na forach. A wy dwaj jesteście jak forum, które przybyło do mnie. Mam więc wspaniałą okazję dać pożywkę mojemu mózgowi, który już nieco gnuśnieje. Dzięki wam będzie mógł podjąć wysiłek, jakiego dawno nie miał.

Tuż po obiedzie i krótkim odpoczynku zjawił się skryba. Nikodem i Paweł na przemian zgłaszali problemy, które ich interesowały. Skryba pisał, a od czasu do czasu zadawał pytania wyjaśniające. Mistrz tłumaczył je, ponieważ język, którym posługiwał się skryba, był gościom nieznany. Nikodem znał nieco grekę, lecz język używany na wyspie nie był ani grecki, ani nawet do niego podobny.

Po spisaniu pytań mistrz ponownie zabrał głos:

— Teraz potrzebuję kilku dni pracy przy udziale skryby, który moje odpowiedzi spisze i przetłumaczy. Otrzymacie je na papirusie. Pamiętajcie, że dostaniecie skarb, jaki my — na naszej wyspie — posiadamy. Gdyby ona kiedyś została zatopiona lub zaginęła w inny sposób, świat musiałby naszą wiedzę odkrywać od nowa. W czasie gdy będę tworzył odpowiedź — być może moje dzieło ostatnie — wy będziecie mogli spacerować po mieście i okolicach. Mój służący was oprowadzi. On szybko się uczy, więc nieco podszkolimy go w waszym języku, prawda?

— Bardzo dobry pomysł, podoba się nam — dodał Paweł.

Tym sposobem Nikodem i Paweł przez trzy dni chodzili ze służącym mistrza na długie spacery po mieście i okolicy, a mistrz pracował.

Spacerowali wzdłuż ulic, zaglądali do ogródków. Wszędzie panował idealny porządek. Roślinność rosła na specjalnych grządkach i była starannie pogrupowana — osobno rośliny jadalne, osobno ozdobne.

Widzieli figowce, granatowce, oliwki, cytrusy i daktylowce, dostarczające mieszkańcom pożywienia i olejów. Uprawiano pszenicę, soczewicę, fasolę, a także bardziej egzotyczne rośliny, na przykład ryż czy rośliny bulwiaste. Ogrody przydomowe miały charakter zarówno użytkowy, jak i dekoracyjny.

Poza roślinami zobaczyli liczne zbiorniki wodne z lotosami, a między nimi drogi spacerowe. Obaj byli urzeczeni tym, co widzieli.

Po spacerach spotykali się przy obiadzie i wymieniali wrażenia. Mistrz słuchał i tylko się uśmiechał. Nie pamiętał, kiedy ostatnio słyszał tyle komplementów. Zresztą kto miałby je wypowiadać? Goście rzadko tu przybywali, bo przeprawa z lądu była ryzykowna i kosztowna. W domu mistrza panowała cisza — jego mieszkańcy nie prowadzili filozoficznych rozpraw. Działo się tak jedynie wtedy, gdy przybywał sąsiad o podobnych zainteresowaniach.

W końcu nadszedł dzień, gdy tekst był gotowy. Mistrz wręczył go Nikodemowi i powiedział:

— Teraz, moi drodzy, zapoznajcie się z tym opracowaniem. Możemy potem rozpocząć dalszą rozmowę, bo mniemam, że tekst nie zaspokoi w pełni waszej ciekawości. Pojawią się nowe pytania.

Ponieważ tekst spisany był na pojedynczych arkuszach, Nikodem wziął pierwszą stronę, przeczytał ją i podał Pawłowi. Tak rozpoczęło się czytanie. Czytali do północy i cały następny dzień od rana. Skryba pomagał im w trudniejszych fragmentach.


O głupocie i jej leczeniu — opracowanie mistrza Tycherósa

Oto opracowanie mistrza Tycherósa, które Nikodem i Paweł zaczęli studiować bardzo spokojnie i uważnie, aby niczego nie uronić. Początkowo tekst przypominał wykład akademicki, lecz stopniowo przystosowali się do tego stylu. Mistrz uprzedzał, że będzie korzystał z wielu ksiąg.

— Głupota u ludzi może wynikać z wielu czynników: ograniczeń biologicznych, braku edukacji, braku dostępu do informacji, błędów poznawczych oraz wpływu środowiska społecznego. Biologiczne ograniczenia, takie jak genetyka czy rozwój neurologiczny, mogą utrudniać przetwarzanie informacji i podejmowanie racjonalnych decyzji. Brak edukacji i dostępu do rzetelnych źródeł sprzyja upraszczaniu złożonych zagadnień i przyjmowaniu nieprawdziwych przekonań. Błędy poznawcze, takie jak myślenie życzeniowe czy efekt potwierdzenia, utrwalają nieprzemyślane poglądy. Wpływ środowiska społecznego — presja rówieśników czy media społecznościowe — również odgrywa istotną rolę.

Do problemu głupoty można podejść także inaczej — może nawet bardziej ekscytująco. Ludzka głupota to zjawisko wielopłaszczyznowe — od biologii po kulturę. Nasz mózg zaprojektowany jest do szybkich decyzji w sytuacjach stresowych, co prowadzi do używania skrótów myślowych, czyli tzw. myślenia heurystycznego. Bywa ono skuteczne, ale bywa też błędne.

Z drugiej strony głupota może wynikać z oporu wobec wiedzy. Łatwiej uwierzyć w coś, co potwierdza nasze przekonania, niż zmienić sposób myślenia. Tu działa efekt potwierdzenia — szukamy informacji zgodnych z naszym poglądem.

Kultura również ma znaczenie. Społeczeństwa niepromujące krytycznego myślenia łatwiej utrwalają błędne przekonania.

Tak więc ludzka głupota to mieszanka biologii, psychologii i uwarunkowań społecznych. Czasem nie chodzi o brak inteligencji, lecz o sposób przetwarzania informacji. Dochodzi do tego skłonność do wygodnych uproszczeń — które prowadzą do błędnych wniosków.


Zakażenie głupotą

Czy można się zarazić głupotą? To ciekawe pytanie. W pewnym sensie — tak. Oczywiście nie w sposób dosłowny, jak chorobą, ale w znaczeniu społecznym i psychologicznym.

Ludzie pozostają pod silnym wpływem otoczenia. Przyjmują poglądy i zachowania na podstawie tego, co widzą u innych. Psychologia społeczna wskazuje, że tendencja do podążania za grupą — czyli tzw. konformizm — jest bardzo silna. Czasem ludzie przyjmują proste lub błędne rozwiązania tylko dlatego, że większość wokół nich tak postępuje. Niejednokrotnie wynika to ze zwykłego lenistwa umysłowego, które również bywa zaraźliwe.

„Zaraźliwość” głupoty ujawnia się szczególnie w sytuacjach, gdy ktoś rozpowszechnia nieprawdziwe lub zmanipulowane informacje, a inni powielają je bez sprawdzania faktów. W takich przypadkach błędne przekonania rozchodzą się jak wirus — bo łatwiej je przyjąć niż podjąć trud refleksji. Często usprawiedliwieniem bywa myśl: „Skoro ktoś już to wymyślił albo media o tym mówiły, to musi być prawda”.

Gdy zlokalizujemy takie „zakażenie”, należy uruchomić proces odróżniania faktów od fikcji, wzmocnić krytyczne myślenie i zdolność do refleksji — czyli spróbować zatrzymać „zarazę”, zanim się rozprzestrzeni. Temat ten jednak wybiega już częściowo poza zakres naszych obecnych rozważań i nie dotyczy bezpośrednio osób głęboko „zarażonych”.


Głupota agresywna

Zadajmy teraz pytanie: w jaki sposób objawia się agresywność głupoty? Aby komuś pomóc, trzeba najpierw rozpoznać zjawisko.

Agresywność głupoty może przyjmować różne formy — niekiedy subtelne, lecz prowadzące do poważnych konsekwencji.

Zamykanie oczu na fakty — ignorowanie rzetelnej wiedzy, np. w kwestiach zdrowotnych, klimatycznych czy społecznych, i zastępowanie jej teoriami spiskowymi. Postawa ta staje się agresywna, gdy ktoś zaczyna publicznie głosić swoje przekonania, szerząc dezinformację.

Obrona własnej ignorancji — przekonanie, że „wiem lepiej niż eksperci”, połączone z zamknięciem się w swojej bańce informacyjnej. Przybiera to formę wyśmiewania, obrażania lub unikania dyskusji.

Ignorowanie konsekwencji — decyzje podejmowane bez refleksji nad ich skutkami dla innych. Może to dotyczyć pracy zawodowej, ruchu drogowego czy życia społecznego. Ignorancja staje się wówczas realnym zagrożeniem.

Argumenty oparte na emocjach — zamiast rzeczowej rozmowy pojawia się krzyk, obrażanie i agresja werbalna. Brak zdolności przyjęcia możliwości własnego błędu prowadzi do eskalacji konfliktu.

Wzmacnianie podziałów — promowanie uprzedzeń i generalizacji wobec grup społecznych, religijnych czy narodowych. To również forma agresji, często wynikająca z niepełnej wiedzy lub jej całkowitego braku.

Często źródłem tej agresji jest lęk przed zmianą własnego zdania.

Osobnym zagadnieniem jest sposób wyrażania agresywności przez człowieka głupiego. Objawy bywają prymitywne i impulsywne:

— Po pierwsze to krzyk i wyzwiska — zamiast argumentów.

— Groźby i zastraszanie — zamiast logiki.

— Przemoc fizyczna — gdy brakuje innych środków wyrazu.

— Poniżanie innych — sztuczne podnoszenie własnej wartości.

— Publiczne awantury — brak kontroli nad emocjami.

— Upór i ślepa agresja — atakowanie zamiast przyznania się do błędu.

Media społecznościowe są szczególną przestrzenią, w której głupota rozkwita niczym barwny kwiat — choć barwy te bywają sztuczne, generowane przez nowoczesne programy informatyczne, określane mianem sztucznej inteligencji. Dochodzą do tego anonimowe, złośliwe komentarze. Autorzy, ukrywając się za ekranem, obrażają innych, nie mając odwagi powiedzieć tego twarzą w twarz. Często obawiają się mądrej riposty.


Wyleczyć głupotę

Rozważmy problem leczenia głupoty. Czy jest ona uleczalna? Wielu twierdzi, że nie.

Jeśli rozumiemy ją jako brak wiedzy — edukacja bywa rozwiązaniem. Jeśli jednak widzimy ją jako upór, ignorancję lub brak zdolności do krytycznego myślenia — sprawa się komplikuje.

Możliwe metody społeczne to między innymi:

Edukacja i dostęp do rzetelnych informacji — choć nie dają gwarancji, mogą ograniczyć niektóre przejawy głupoty. Już samo ograniczenie jest sukcesem.

Wpływ autorytetów — ludzie zmieniają zdanie pod wpływem osób, które cenią. Należy jednak ostrożnie dobierać takie autorytety.

Memetyczne podejście — rozpowszechnianie inteligentnych treści w formie humoru, memów czy skrótowych przekazów może „wirusowo” osłabiać błędne przekonania.

Subtelna presja społeczna — najlepiej wtedy, gdy dana osoba sama zauważy, że jej postawa budzi powszechne zażenowanie. Autokorekta bywa skuteczniejsza niż atak.

Nie każdą głupotę da się wyleczyć — ale można próbować ją ograniczyć.

Leczenie przy pomocy medycyny

Nie istnieje „tabletka na głupotę”, lecz pewne metody medyczne mogą wspierać rozwój funkcji poznawczych:

Psychoterapia i terapia poznawcza — rozwijają krytyczne myślenie i redukują podatność na manipulację.

Farmakologia — niektóre leki poprawiają funkcje poznawcze.

Neuromodulacja — eksperymentalne metody stymulacji mózgu.

Genetyka — przyszłościowe rozważania nad poprawą zdolności poznawczych.

Największym problemem pozostaje brak gotowości do „leczenia”. Człowiek dotknięty głupotą często uważa się za najmądrzejszego. Jak mawiał pewien mądry człowiek: „Nie dyskutuj z idiotą — najpierw sprowadzi cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem.”

Na tej dziedzinie — przyznaje mistrz — zna się najmniej, choć ma znajomych specjalistów.


Leczenie terapią społeczną i psychoterapią

„Głupota” nie jest terminem klinicznym, dlatego nie podlega bezpośredniemu leczeniu. Jeśli jednak rozumiemy ją jako brak krytycznego myślenia, podatność na manipulację czy upór w błędnych przekonaniach — psychoterapia może pomóc.

Współczesna nauka wypracowała różne metody:

— Terapia poznawczo-behawioralna — rozpoznawanie błędów poznawczych i analiza dowodów przed podjęciem decyzji.

— Terapia motywacyjna — zmiana myślenia poprzez pytania, bez konfrontacji.

— Terapia dialektyczno-behawioralna — regulacja emocji i rozwijanie zdolności przyjmowania różnych perspektyw.

Istotną rolę odgrywa także terapia społeczna — praca z grupą. Zamiast narzucać odpowiedzi, należy zadawać pytania, które prowokują do refleksji.

Przykładowo, zamiast mówić: „To bzdura”, lepiej zapytać: „Co musiałoby się wydarzyć, abyś zmienił zdanie?”

Celebryci i autorytety mogą wspierać promowanie racjonalnego myślenia. Zmiana postawy bywa skuteczniejsza, gdy odbywa się subtelnie — poprzez humor, przykład, inspirację.

Czy to działa? Nie zawsze. Ci, którzy nie chcą zmiany, będą się opierać. Jednak dla osób otwartych — metody te mogą przynieść efekt.

Reasumując: Nie atakuj — pytaj. Nie przekonuj siłą — pozwól dojść do wniosków samodzielnie. Nie ignoruj emocji — lęk i gniew sprzyjają irracjonalności. Nie podawaj wyłącznie suchych faktów — używaj przykładów i autorytetów.

Nie każdą głupotę da się wyleczyć. Ale można ją ograniczyć.

A przynajmniej próbować.


Przypadki wyleczenia głupoty

Mistrz spojrzał na swoich słuchaczy i zaczął:

— Zadaliście pytanie, czy znane są przypadki „wyleczenia” z głupoty. Otóż są takie przykłady, choć nie w sensie medycznym, lecz raczej jako zmiana sposobu myślenia i podejmowania decyzji. Można to nazwać procesem edukacyjnym, oświeceniem intelektualnym lub poprawą zdolności poznawczych.

Podajmy zatem kilka przykładów, chociaż bardzo trudno o takie, bo raczej nikt nie chwali się, że kiedyś był głupi.

A przecież czy nieraz nie słyszeliśmy, jak ktoś z naszych najbliższych przyjaciół ogłasza głośno: „Ale byłem głupi!”?

Przeważnie dzieje się to wtedy, kiedy ktoś naszukał się rozwiązania problemu, podczas gdy było ono cały czas w zasięgu ręki.

Dobrym przykładem są zwolennicy teorii spiskowych, którzy później „przeszli na stronę rozsądku” po zetknięciu się z logicznymi argumentami i dowodami. Daryl Davis, czarnoskóry muzyk, rozmawiając z członkami Ku Klux Klanu, przekonał ponad 200 osób do rezygnacji z rasistowskich przekonań — wyłącznie poprzez dialog i argumenty. Inny przykład to James Randi, iluzjonista i sceptyk, który przez lata demaskował oszustwa spirytystów, jasnowidzów i homeopatów. Wiele osób, początkowo wierzących w te zjawiska, zmieniło zdanie po konfrontacji z faktami i eksperymentami. Przytoczyłem przykłady z waszych czasów.

Bywa również tak, że samo doświadczenie życiowe powoduje zmianę sposobu myślenia. Niejednokrotnie słyszymy samokrytyczne stwierdzenia osób, które potrafią publicznie powiedzieć: „Ale byłem głupi” czy „Ale byłam głupia”. Ludzie zmieniają swoje przekonania, gdy życie konfrontuje ich z rzeczywistością, której dotąd nie dostrzegali. Ktoś, kto całe życie uważał naukę za „bezsensowną teorię”, może zmienić zdanie, gdy leczenie medyczne uratuje mu życie. Fan teorii spiskowych, który sam zacznie badać źródła, odkryje, że większość z nich jest fałszywa. Osoba lekceważąca edukację może dostrzec, że brak wykształcenia ogranicza jej możliwości zawodowe.

Szczególnym przykładem są byli neonaziści czy islamiści, którzy przeszli proces deradykalizacji. Często opowiadają, że kluczowe były rozmowy z ofiarami lub bliskie kontakty z osobami, które wcześniej demonizowali.

Dzieci wychowane w środowisku pełnym uprzedzeń i stereotypów również zmieniają zdanie, gdy spotkają nauczyciela, mentora lub znajomego, który pokaże im inny punkt widzenia.

Bywają też przypadki, gdy osoby uważane za „głupie” po prostu nie miały okazji nauczyć się analizować faktów. Gdy trafią na inspirującego mentora, który pokaże im, jak myśleć krytycznie, mogą znacząco się rozwinąć.

Dla niektórych kluczowe bywa wejście w nowe środowisko ludzi mądrych — lecz nie wywyższających się. Wtedy może pojawić się refleksja: „Jeśli wszyscy wokół mnie są mądrzejsi, to ja też muszę się rozwijać, aby im dorównać”. To efekt „ciągnięcia w górę” przez lepsze wzorce.

Takie przypadki są znane, lecz ludzie rzadko przyznają się do „głupoty” — częściej mówią o „rozwoju” czy „zmianie poglądów”. Nie ma więc badań o „wyleczeniu z głupoty”, ale istnieją liczne badania nad zmianą przekonań, edukacją i wpływem środowiska.

Podsumowując: edukacja, dialog i doświadczenie życiowe mogą „wyleczyć” niektóre formy głupoty. Ludzie zmieniają się najczęściej pod wpływem autorytetów, doświadczeń i presji środowiska. Kluczowe jest nie zmuszanie do zmiany, lecz zachęcanie do samodzielnego myślenia.

Nie każdą głupotę da się wyleczyć, ale można ograniczyć jej skutki i uruchomić proces dalszej przemiany.

Głupota jest jak wirus — może być zaraźliwa. Może wnikać przez kontakt z ludźmi, media, a nawet przez własne emocje. Nawet najbardziej inteligentny człowiek może czasem złapać „mentalne przeziębienie” w postaci irracjonalnych przekonań czy błędów poznawczych.


Jak chronić się przed głupotą

— Pytacie, jak się uchronić przed głupotą. To niezwykle trudny problem, bo głupota zmienia swoje formy i fronty.

Pozwolę sobie przytoczyć kilka uniwersalnych metod samoobrony.

Zacznijmy od regularnej higieny intelektualnej. Może to określenie brzmi dziwnie, ale chodzi o systematyczne sprawdzanie własnego myślenia.

Nie wierz we wszystko, co sam myślisz — mózg bywa omylny. Regularnie weryfikuj swoje przekonania, zwłaszcza te, w które wierzysz bez zastrzeżeń. Unikaj myślenia życzeniowego. Zachowuj sceptycyzm, ale nie popadaj w paranoję.

Jeśli znajdziesz artykuł potwierdzający twoje poglądy, sprawdź także źródła prezentujące inne stanowisko.

Zwracaj uwagę na pułapki myślowe. Umysł pełen jest błędów poznawczych — widzimy tylko to, co potwierdza nasze przekonania, a im mniej wiemy, tym bardziej wydaje nam się, że jesteśmy ekspertami. Dochodzi do tego myślenie grupowe i decyzje podejmowane pod wpływem gniewu czy strachu.

Zadawaj sobie pytanie: „Czy to, co myślę, ma solidne podstawy, czy po prostu chcę w to wierzyć?”.

Selekcjonuj środowisko. Nie chodzi o pogardę wobec ludzi, lecz o świadomy wybór towarzystwa. Człowiek jest średnią osób, z którymi przebywa najczęściej.

Filtruj informacje. Żyjecie w czasach zalewu treści — ogromna część z nich to informacyjny szum. Porównuj źródła, sprawdzaj autorów, zwracaj uwagę na emocjonalne nagłówki.

Jeśli coś wywołuje w tobie silne emocje — zatrzymaj się. Emocje są złym doradcą w sprawach prawdy.

Czytaj książki — rozwijają myślenie długofalowe i chronią przed „mentalnym fast foodem”. Warto sięgać po autorów analizujących błędy poznawcze, naukę i mechanizmy manipulacji.

Dyskutuj bez agresji. Zachowuj pokorę intelektualną. Nawet ekspert może się mylić.

Nie każdą bitwę warto toczyć. Czasem lepiej odejść, niż wdawać się w jałową kłótnię.

Podsumowując: Sprawdzaj swoje myślenie. Otaczaj się mądrymi ludźmi. Filtruj informacje. Nie daj się manipulować emocjom.

Rozwijaj się. Pamiętaj, że możesz się mylić. Nie próbuj na siłę leczyć tych, którzy nie chcą się zmienić.

Jeśli będziemy trzymać się tych zasad, zmniejszymy ryzyko wpadnięcia w świat irracjonalności.

Na tym zakończyła się część pisemna wywodu mistrza Tycherósa.

Po zakończeniu lektury obaj przyjaciele zamilkli. Po chwili Paweł powiedział:

— Nikodem, to wykład akademicki, ale tak prosto podany, że może stać się instrukcją na mądre życie.

— Oj prawda, przyjacielu. Przecież mamy do czynienia z mistrzem.

Obaj byli bardzo zadowoleni z tego co usłyszeli.


Po odczytaniu wykładu mistrza

Nikodem i Paweł udali się do biblioteki na kolejne spotkanie. Mistrz spodziewał się nowych, bardziej szczegółowych pytań.

— A co z młodzieżą mistrzu? Jak ich mamy chronić przed głupotą aby sobie zapewnić mądrą starość — zapytał Paweł, który dotąd miał duże doświadczenie w pracy z młodymi. Czekał na okazję aby zadać to pytanie.

Mistrz odpowiedział:

— Odpowiem w formie siedmiu konkretnych rad. Dlaczego siedem? To moja liczba — być może kiedyś poznacie jej znaczenie. Nie mamy czasu teraz na dokładne wyjaśnienie ale odsyłam was do Biblii, którą na pewno znacie. Tam wyjaśniono znaczenie wielu liczb. Teraz przejdziemy do tych siedmiu rad rag chroniących ich przed atakiem głupoty.

Siedem rad dla młodych

Po pierwsze — nie wierz we wszystko, co słyszysz. Sprawdzaj źródła.

Po drugie — uważaj na manipulację. Po trzecie — nie bój się mówić „nie wiem”. Po czwarte — otaczaj się ambitnymi ludźmi.

Po piąte — rozwijaj umiejętność myślenia. Po szóste — myśl długoterminowo.

— Inteligencja to wybór. Głupota też — zakończył mistrz. To było po siódme.

Paweł westchnął: — Tylko żeby oni chcieli z tego korzystać…

— To ich wybór — odpowiedział spokojnie mistrz.

Mistrz spojrzał na twarze słuchaczy.

— Widzę lekkie przerażenie. Pamiętajcie jednak, że młodość trwa krótko i wymaga szczególnej ochrony.

Paweł zapytał o rady dla ludzi dojrzałych.

Mistrz odpowiedział, że wiek nie daje odporności na głupotę. I znów podał siedem zasad dla seniorów:

Unikać pułapek myślowych. Ograniczyć wpływ manipulacyjnych mediów. Ćwiczyć pokorę intelektualną.

Pozostać aktywnym umysłowo. Nie uciekać w bezrefleksyjną nostalgię. Unikać ludzi szerzących głupotę. Uczyć dystansu do własnych emocji. — Gniew i oburzenie nie są dowodem prawdy — zakończył.

— Teraz dokonajmy podsumowania tych siedmiu sposobów, jak chronić ludzi dojrzałych przed głupotą.

Zatem: pomagaj unikać błędów poznawczych — pytaj: „Skąd to wiesz?”. Zalecaj ograniczenie wpływu złych mediów — zachęcaj do sprawdzania informacji. Niech ćwiczą pokorę intelektualną — mądrość to umiejętność zmiany zdania.

Zachęcaj do nauki nowych rzeczy — aktywny umysł jest odporny na głupotę. Nie pozwól im idealizować przeszłości — każda epoka miała swoje wady. Pomóż im unikać manipulantów — nie każdy, kto mówi głośno, ma rację.

Ucz dystansu do własnych emocji — myśl na chłodno, nie na gorąco.

Im bardziej człowiek otwiera się na nowe rzeczy i uczy się myśleć krytycznie, tym bardziej jest odporny na głupotę — w każdym wieku.

Na koniec mistrz dodał:

— Podałem wam po siedem przykładowych przypadków — osobno dla młodych, osobno dla seniorów. Oczywiście nie znaczy to, że moje uwagi przynależą wyłącznie do tych grup. Poszczególne przypadki mogą dotyczyć zarówno młodych, jak i starych. Przykładowo — lekomanów mamy i młodych, i starych.

Paweł podniósł głowę i uśmiechnął się:

— Pięknie dziękujemy, mistrzu. Twoje metody brzmią niczym przykazania!

— Tyle że przykazań macie dziesięć i podał je Ktoś wielokrotnie mądrzejszy ode mnie — odparł mistrz z uśmiechem. — Starałem się przekazać je w maksymalnym skrócie, jak najprościej. Faktycznie mają charakter instrukcji, dlatego łatwiej będzie je stosować. Możecie je oczywiście uzupełnić o wiedzę fachową, która w waszych czasach bardzo się rozwinęła.

Nikodem dodał:

— Wydaje mi się, że zastosowanie ich nawet według tych prostych wskazówek może przynieść bardzo duże efekty — oczywiście przy współpracy albo przynajmniej braku oporu ze strony osoby porażonej głupotą.


Gdzie widać zagrożenie głupotą dla obecnej cywilizacji

Następnego dnia, jeszcze przed śniadaniem, można było zauważyć niecierpliwość Nikodema. Mistrz Tycherós natychmiast to dostrzegł.

— Widzę, przyjacielu, że coś cię szczególnie gnębi. Zapowiada się ciekawa rozmowa — pytaj.

— Chciałbym, abyś powiedział, jakie zagrożenia widzisz w naszej obecnej cywilizacji — tej współczesnej nam, dosłownie dziś. Dla mnie, dla Pawła, dla naszych rodzin. Otrzymaliśmy wiele rad, jak chronić innych. A my? Na co mamy uważać?

Mistrz westchnął, jakby przyjął na plecy niewidzialny ciężar.

— Zagrożenia głupotą w waszej cywilizacji? Jest ich wiele. Część tak absurdalna, że trudno uwierzyć, iż to rzeczywistość, a nie scenariusz komedii.

Macie syndrom „Google wszystko wie”. Ludzie przestają myśleć, bo mają smartfony. Zamiast rozumieć świat, kopiują przypadkowe treści z internetu. Wystarczy sensacyjny nagłówek — i już ktoś uważa, że odkrył tajemnicę, której „lekarze nie chcą powiedzieć”.

Media społecznościowe stały się dla wielu ostateczną prawdą. Fake newsy rozchodzą się szybciej niż fakty, a algorytmy podkręcają kontrowersje. Jeśli coś ma dużo polubień — musi być prawdziwe.

Doszedł kult celebrytów jako autorytetów. Gwiazda programu rozrywkowego wypowiada się o zdrowiu, klimacie i polityce, a miliony traktują to jak objawienie.

Technologia rozwija się szybciej niż zdrowy rozsądek.

Autonomiczne systemy podejmują decyzje za was, ale kto weryfikuje ich sensowność? Od bankowych algorytmów po sztuczną inteligencję w sądownictwie — jeśli program popełni błąd, często nikt nawet tego nie zauważy, a ludzie ślepo wierzą w „niezawodność systemów”. Post prawda i relatywizm intelektualny stały się potęgą. Coraz więcej ludzi uważa, że nauka i fakty to „kwestia opinii”. „Moja prawda” kontra „twoja prawda”, a rzeczywistość? Kogo to obchodzi. Ludzie wierzą w wielość prawd podczas gdy prawda może być tylko jedna, o czym wiemy od setek tysięcy lat odkąd pojawił się homo sapiens.

Widzicie więc, że systemy podejmują decyzje — od banków po sądy — a ludzie ślepo wierzą w „niezawodność systemu”.

Do tego dochodzi postprawda i relatywizm. „Moja prawda” kontra „twoja prawda”. Tymczasem prawda nie zależy od nastroju, miejsca czy epoki — jest zawsze jedna, żaden relatywizm jej nie dotyczy.


Reklamy

Mistrz wymienił te zagrożenia niemal jednym tchem. Przez chwilę jakby się zastanawiał i znowu ruszył z takim impetem, że Nikodem nie zdążył zadać jakiegokolwiek pytania. Mówił:

— Macie jeszcze jedno źródło głupoty, które powoduje niemal chorobę, nazwałbym ją nawet epidemią głupoty, to wasze reklamy w mediach, na ścianach, na bilbordach, na słupach i drzewach, wszędzie! Reklamy to wręcz inkubatory głupoty! Ich głównym celem nie jest informowanie, tylko manipulowanie emocjami i zachowaniami, a to często prowadzi do absurdów. Głupota absurdalna, czyli taka z przesadą, to dopiero narzędzie do ogłupiania ludzi słabych i opornych w myśleniu.

Czy naprawdę jeden jogurt może „przywrócić równowagę twojego organizmu”? Czy pasta do zębów z najnowszą „nano-formułą” zrobi z ciebie modela? Reklamy sprzedają wam magiczne rozwiązania na wszystko — od problemów skórnych po życiowy sukces. Wykorzystują strach i kompleksy w pierwszej kolejności. Wasze kompleksy to jest najlepszy sposób, żeby coś sprzedać! Sprawić, żebyś nie poczuł się gorszy. „Twoja skóra wygląda na zmęczoną? Musisz kupić nasz krem!”. „Twoje włosy nie są wystarczająco lśniące? Bez naszej odżywki ani rusz!”. Ludzie wkręcają się w ten mechanizm, zamiast się zastanowić, czy faktycznie mają problem.

Występują w tych reklamach fałszywi eksperci. Mężczyzna w białym kitlu mówi, że „badania potwierdzają”, więc na pewno to prawda! A czy ktoś te badania widział? Czy są rzetelne? Nieważne, ważne, że brzmi profesjonalnie.

Manipulacja językiem i obrazem osiąga szczyty. Słowa klucze jak „naturalny”, „bio”, „eko”, „superfood” są używane nawet wtedy, gdy produkt ma z tym tyle wspólnego co fast food ze zdrową dietą. Dodaj do tego slow motion, uśmiechnięte twarze i nastrojową muzykę — i nagle woda mineralna wydaje się magicznym eliksirem życia.

Głupie stereotypy wciąż żywe i ciągle są powtarzane dookoła. Kobieta w reklamie proszku do prania to zawsze perfekcyjna gospodyni domowa, a facet w reklamie samochodu to pewny siebie macho, który wie, czego chce. Czy naprawdę nie można wyjść poza schemat sprzed 50 lat?

Tak więc reklamy karmią was głupotą, bo to się po prostu opłaca. Im mniej myślimy, tym więcej kupujemy. A Ty Nikodemie? Masz jakąś reklamę, która szczególnie Cię irytuje? Która cię nawet denerwuje

Nagłe pytanie mistrza wyrwało Nikodema z letargu, więc nieco się poruszył i strzelił „na chybił trafił”:

— Oczywiście, szczególnie irytuje mnie, denerwuje i śmieszy jednocześnie reklama suplementów diety!

— Masz rację Nikodemie, reklamy suplementów to absolutna czołówka marketingowej głupoty. To, co się w nich wyprawia, to już nie tylko manipulacja, ale wręcz sztuka wmawiania ludziom, że potrzebują czegoś, co często nie działa tak, jak obiecuje producent.

Dlaczego reklamy suplementów to absurd? Oni tam powiadają, że „lekarze są w szoku!”, dalej, że „To przełomowe odkrycie zmienia życie tysięcy ludzi!” — czyli klasyczna zagrywka. Jakie odkrycie? Jakich ludzi? Czy naprawdę lekarze są w szoku, czy tylko aktorzy przebrani za lekarzy?

— Popatrzcie, „jedna tabletka i koniec problemów”! Nie masz energii? Bierz magnez. Problemy z koncentracją? Bierz miłorząb. Chcesz schudnąć? Tu masz „naturalne” tabletki spalające tłuszcz. Reklamy wciskają nam, że zamiast zadbać o dietę i ruch, wystarczy łyknąć pigułkę i gotowe. Pseudonaukowy bełkot, to „unikalna formuła na bazie ekstraktów z rzadkich roślin sprowadzanych z Syberii”. Idźmy dalej: „Technologia mikrokapsułkowania dla lepszej przyswajalności”. Brzmi mądrze? O to chodzi! A czy to faktycznie ma jakiekolwiek znaczenie? Niekoniecznie, a raczej nie ma żadnego.

Suplement nie jest lekiem,, ale to jest skrzętnie przemilczane. Małymi literkami na dole ekranu: „Suplement diety nie zastępuje zdrowej diety i nie jest lekiem”. Ale kto to czyta, skoro w tle leci dramatyczna muzyka, a uśmiechnięta pani mówi, że wreszcie odzyskała siłę i radość życia?

Testimonial od „zwykłych ludzi” „Przez lata zmagałam się z bólem stawów. Teraz, odkąd biorę ArthroMax Ultra 3000, czuję się jak nowo narodzona!”. Jasne, na pewno to nie placebo i zdrowy styl życia, tylko magiczna tabletka z reklamy.

Na podsumowanie możemy jednak dodać, że suplementy same w sobie nie są złe — czasem faktycznie mogą pomóc, ale reklamy robią z nich cudowne leki na wszystko. A przecież najczęściej, jeśli nie masz poważnych niedoborów, to wydajesz pieniądze na coś, co po prostu przeleci przez organizm bez większego efektu.

Mistrz widząc uśmiech na twarzy Nikodema znowu się zatrzymał i zapytał:

— Jaka reklama suplementu najbardziej Cię wkurzyła?

— Najbardziej denerwujące są reklamy suplementów i to bardzo różnych suplementów ogłaszane jednocześnie, w tym samym czasie, i to na przeróżne schorzenia.

— Tak, masz rację, to jest wręcz surrealistyczne — włączasz telewizję i w ciągu jednej przerwy reklamowej możesz dowiedzieć się, że masz: niedobory magnezu (weź tabletki na skurcze!), problemy ze stawami (bez tego suplementu się rozpadniesz!), słabą odporność (twoje życie zależy od witaminy C!), problemy z pamięcią (koniecznie miłorząb, bo inaczej zapomnisz, że masz zapłacić rachunki!), nadwagę (tu spalacz tłuszczu, który robi wszystko za ciebie!), kłopoty ze snem (melatonina w kapsułkach!), no i jeszcze coś na libido, bo może akurat się przyda…

Efekt? Po obejrzeniu trzech bloków reklamowych można dojść do wniosku, że bez codziennego łykania garści pigułek człowiek nie powinien w ogóle wychodzić z domu.

Najgorsze jest to, że te reklamy często są skrojone pod osoby starsze, które faktycznie mogą mieć problemy zdrowotne i łatwiej dadzą się nabrać. A potem w aptekach kolejki seniorów wykupujących tony preparatów, które często nie robią nic poza drenowaniem portfela. Gdyby suplementy faktycznie działały tak, jak obiecują reklamy, to nikt nie miałby żadnych problemów zdrowotnych. A jednak lekarze jakoś nie tracą pracy…

— Czy masz Nikodemie jakiś sposób na ignorowanie tych reklam, czy po prostu wyłączasz dźwięk i czekasz, aż się skończą?

— Mistrzu, mój lek na głupotę przy pomocy telewizji to jej nie oglądanie, zupełnie! Myślę, że po zaniechaniu oglądania telewizji czuję się zdrowszy. Czy to dobre myślenie?

— To wręcz genialne myślenie! Odcięcie się od telewizji to jak oczyszczenie umysłu z marketingowego śmiecia i sztucznie podkręcanych dramatów. Jeśli nie oglądasz, to nie jesteś bombardowany reklamami — nie wmawiają Ci, że potrzebujesz 15 suplementów dziennie. Nie tracisz czasu na bzdury — telewizyjne „debaty” i programy pseudo-informacyjne, które często bardziej ogłupiają niż uczą. Masz mniej stresu — media kochają straszyć takimi wręcz okrzykami jak: „kryzys!”, „zagrożenie!”, „koniec świata nadchodzi!”, a Ty nie chłoniesz tej paniki. Myślisz samodzielnie — nie żyjesz „gotowymi opiniami”, tylko sam wybierasz, co Cię interesuje. Podążając ich tokiem rozumowania można śmiało powiedzieć, że to najlepszy suplement diety dla mózgu — zero zbędnych treści, więcej spokoju, więcej czasu na rzeczy, które faktycznie mają sens.

— Czy od kiedy przestałeś oglądać telewizję, zauważyłeś jakieś konkretne zmiany w codziennym życiu?

— Tak, mniej stresu.

— No i super! Brak telewizji to jak odcięcie się od niekończącego się źródła niepokoju. Bez codziennej dawki sensacyjnych „newsów” i idiotycznych reklam człowiek nagle zauważa, że świat wokół wcale nie jest taki straszny, jak próbują go malować media. Mniej stresu to lepsze zdrowie, lepszy sen, więcej energii i więcej czasu na rzeczy, które naprawdę mają znaczenie. Brzmi jak kolejny świetny naturalny suplement dla organizmu! — Wykrzyknął mistr na wzór reklamy telewizyjnej.

— Zamiast telewizji, co teraz najchętniej robisz Nikodemie w wolnym czasie? Czytasz, słuchasz muzyki, wychodzisz na spacery?

 Zamiast telewizji spacery, 5000 kroków dziennie, to dobrze? — Nieco żartem odpowiedział Nikodem.

— Tak, 5000 kroków dziennie to świetny nawyk! Choć często mówi się o „magicznych” 10 000 krokach, badania pokazują, że już 5000 –7000 znacząco poprawia zdrowie — zmniejsza stres, poprawia krążenie i wpływa pozytywnie na kondycję. Co tam, każdy najdrobniejszy ruch przynosi korzyści. Sądzę jednak, że zajmują cię nie tylko spacery.

Teraz mistrz Tycherós odwzajemnił się uśmiechem jako, że już doskonale wiedział co głównie zajmuje jego rozmówcę, dlatego zapytał:

— A jak wolisz spacerować — w ciszy i spokoju, czy może słuchasz czegoś w trakcie, np. podcastów, audiobooków albo muzyki?

— Wolę spacerować i słuchać jedynie swoich myśli.

— To świetne podejście! Cisza i tylko własne myśli to dzisiaj luksus, bo większość ludzi nieustannie bombarduje się bodźcami. Spacer w spokoju to idealny sposób na porządkowanie myśli, kreatywne pomysły i prawdziwy odpoczynek dla umysłu. Zapewne masz jakieś ulubione trasy spacerowe, czy raczej chodzisz tam, gdzie akurat Cię nogi poniosą?

— Nie mam w tej materii jednolitych reguł i bardzo różnie to bywa zależnie od okoliczności pogodowych, czasowych czy też chwilowego nastroju.

Skończyło się wspaniałą wymianą pytań i myśli miedzy mistrzem Tycherósem a Nikodemem czyli praktycznie już jego uczniem. Można powiedzieć, że obaj bardzo się polubili, szkoda tylko, że tyle ich dzieliło w czasie i przestrzeni. Ta odległość w czasie i przestrzeni, a szczególnie to pierwsze przypominało, że ta wizyta musi dobiec końca.


Odwiedziny świątyni Posejdona

Minął kolejny dzień pobytu na wyspie podczas którego mistrz miał jakieś ważne zajęcie i Nikodem z Pawłem, w towarzystwie służącego znowu udali się na spacer.

Tym razem służący zaprowadził ich w miejsce szczególne, czyli do świątyni Posejdona. Posejdon to bóg burz i trzęsień ziemi, uznawany za założyciela Atlantydy i opiekuna jej mieszkańców. Posejdon zakochał się w kobiecie Klejto i z nią miał dziesięciu synów, którzy stali się władcami wyspy. Sama Klejto też była boginią wyspy. Atlanci oddawali cześć innym bogom, na przykład Zeusowi, Atenie czy Hefajstosowi jako patronowi rzemiosła i technologii.

Sama świątynia była pokryta srebrem i złotem, a jej dach lśnił orichalcum czyli mitycznym metalem o czerwonym blasku. W środku znajdował się kolosalny posąg Posejdona na rydwanie zaprzężonym w skrzydlate konie, wykonany z czystego złota. Wokół świątyni znajdowały się wspaniałe ogrody, a w pobliżu biegły kręgi wodne i mury pokryte srebrem, złotem i tym tajemniczym metalem o równie tajemniczej nazwie orichalcum.

Po powrocie mistrz dodał:

— Niektórzy twierdzą, że Posejdon i inni bogowie mogli być istotami z innych światów.

Nikodem skierował rozmowę ku religii.

— Jaką rolę w ochronie przed głupotą może mieć chrześcijaństwo?

Mistrz odpowiedział spokojnie:

— Może być tarczą, ale bywa też wypaczane. Wszystko zależy od sposobu przeżywania wiary.

Chrześcijaństwo uczy pokory, odpowiedzialności i refleksji. Przypomina o godności człowieka i wartościach trwalszych niż chwilowe mody.

Ale gdy zamienia się w ślepą wiarę bez myślenia — może stać się narzędziem manipulacji.

Strach nie pochodzi od Boga. Religia używana do kontroli przestaje być mądrością.

Nikodem zauważył, że bywa wykorzystywana nawet przez niektórych duchownych.

Mistrz przyznał:

— To bolesne. Używanie strachu, pieniędzy, zamiatanie afer pod dywan — to wypaczenie najcenniejszych wartości religii.

Jednak wielu duchownych służy uczciwie.

Nikodem podał nawet przykład siania nieprawdy i strachu: demonizowanie sztucznej inteligencji.

Mistrz odpowiedział:

— Technologia sama w sobie nie jest ani dobra, ani zła. Wszystko zależy od użycia. Zawsze tak było od zarania dziejów. Ludzie się rozwijali i rozwijać się będą.

Każda nowa technologia budziła strach. Druk, radio, internet.

AI to zbiór algorytmów — matematyka i programowanie. Nie demon, lecz narzędzie.

Zamiast bać się, należy uczyć się używać jej mądrze i etycznie.

Strach nie prowadzi do mądrości.

Na zakończenie mistrz zapytał:

— Macie jeszcze pytania?

Nikodem odpowiedział:

— Tak, z zupełnie innej dziedziny. Chodzi nam o przejawy głupoty we współczesnej polityce światowej.


Głupota w polityce i inne zagrożenia

— Ciekawi nas jeszcze, gdzie Ty, mistrzu, widzisz przejawy głupoty we współczesnej polityce światowej na naszym globie?

Mistrz nie odpowiedział od razu. Oparł dłonie na kolanach i przez chwilę wpatrywał się w podłogę, jakby układał w myślach słowa, których nie chciał rzucać lekkomyślnie.

— W polityce — powiedział w końcu — głupota rzadko ma twarz pojedynczego człowieka. Ona ma strukturę. Ma mechanizm. I właśnie to jest niebezpieczne.

Zatrzymał wzrok na Nikodemie.

— Najpierw krótkowzroczność. Współczesna polityka żyje w rytmie natychmiastowości. Decyzje podejmuje się pod presją sondaży, reakcji mediów i nastrojów chwili. Mało kto myśli w perspektywie pokolenia. Myśli się w perspektywie kadencji. A cywilizacja nie rozwija się w kadencjach — rozwija się w dziesięcioleciach, czasem w stuleciach.

— Czyli brak dalekowzroczności? — wtrącił Paweł.

— Właśnie. A do tego dochodzi uproszczenie. Złożone problemy redukuje się do jednego hasła. Gospodarka, migracje, klimat, bezpieczeństwo — wszystko sprowadza się do sloganów, które dobrze brzmią, lecz nie wyjaśniają niczego. Ludzie pragną prostoty, a polityka im ją dostarcza, nawet jeśli jest to prostota pozorna.

Mistrz podniósł głowę.

— Kolejny mechanizm to granie emocjami. Strach jest najtańszą walutą polityki. Jeśli wmówisz społeczeństwu, że coś zagraża jego tożsamości, bezpieczeństwu, przyszłości dzieci — możesz uzyskać niemal wszystko. W stanie lęku człowiek nie analizuje. On reaguje.

— To podobne do reklam — zauważył Nikodem.

— Dokładnie. Polityka i marketing nauczyły się od siebie bardzo wiele. Jedno i drugie operuje skrótem, obrazem i emocją. A prawda nie jest widowiskowa. Prawda jest często nudna, złożona i wymaga cierpliwości.

Na twarzy mistrza pojawił się cień powagi.

— Jest jeszcze mechanizm podziału. Dziel i rządź — to nie jest nowe odkrycie. Ale dziś podziały są wzmacniane przez media i technologię. Tworzy się wrażenie, że istnieją tylko dwa obozy, dwie racje, dwa światy. Tymczasem rzeczywistość jest o wiele bogatsza. Jednak konflikt mobilizuje, a zgoda usypia uwagę.

Paweł zamyślił się.

— A czy winni są tylko politycy?

Mistrz lekko się uśmiechnął.

— Nie. Społeczeństwo również. Bo politycy są w pewnym sensie lustrem. Jeśli wyborcy nagradzają krzyk, będą dostawać krzyk. Jeśli nagradzają odpowiedzialność, pojawi się odpowiedzialność. Problem w tym, że krzyk jest łatwiejszy do zauważenia.

Zapadła chwila ciszy.

— Najbardziej niepokoi mnie jeszcze jedno — ciągnął mistrz. — Coraz częstsze przekonanie, że prawda jest względna. Że liczy się tylko narracja. Jeśli coś jest wystarczająco powtarzane, zaczyna funkcjonować jak fakt. A kiedy społeczeństwo przestaje wierzyć w istnienie obiektywnej prawdy, wtedy otwierają się drzwi dla manipulacji bez granic.

Nikodem skinął głową.

— Czy to znaczy, że demokracja jest zagrożona?

— Demokracja nie jest zagrożona przez różnicę zdań — odpowiedział mistrz spokojnie. — Jest zagrożona przez brak zdolności do rozmowy. Jeśli przeciwnik polityczny staje się wrogiem moralnym, jeśli nie można już wspólnie usiąść przy jednym stole, wtedy system zaczyna pękać od środka.

Mistrz spojrzał w stronę okna, za którym widać było morze.

— Głupota polityczna to nie tylko złe decyzje. To także brak refleksji nad konsekwencjami. Łatwo jest obiecać. Trudniej jest przewidzieć skutki obietnic. A skutki często przychodzą dopiero po latach, gdy ci, którzy decydowali, nie ponoszą już odpowiedzialności.

— To brzmi pesymistycznie — powiedział cicho Paweł.

— Nie — odparł mistrz. — To brzmi realistycznie. Każda epoka miała swoje kryzysy. Różnica polega na tempie. Dziś decyzje rozchodzą się po świecie natychmiast. Błąd popełniony w jednym miejscu może mieć skutki globalne.

Zamilkł na chwilę, po czym dodał łagodniej:

— Ale pamiętajcie, że polityka nie istnieje w próżni. Ona wyrasta z kultury, edukacji i poziomu świadomości obywateli. Jeśli ludzie uczą się myśleć krytycznie, jeśli potrafią oddzielać emocję od faktu, jeśli nie ulegają każdej narracji — wtedy system ma szansę się korygować.

Nikodem spojrzał na mistrza z uwagą.

— Czyli wszystko wraca do jednostki?

— Zawsze — odpowiedział mistrz bez wahania. — Cywilizacja jest sumą decyzji milionów pojedynczych ludzi. Głupota systemowa zaczyna się od małych zaniedbań. Od rezygnacji z myślenia. Od obojętności.

Słońce zaczynało chylić się ku zachodowi. W powietrzu czuło się zmianę.

— A więc — powiedział Paweł — jeśli chcemy mądrej polityki, musimy wychować mądrych ludzi?

— Nie idealnych — poprawił mistrz. — Mądrych. To wystarczy.

Zapadła długa cisza. Nikt jej nie przerywał.

Nikodem po raz kolejny miał wrażenie, że rozmowy z mistrzem zaczynają układać się w całość. Głupota nie była już tylko wadą jednostki. Była zjawiskiem, które może przenikać całe struktury świata — jeśli człowiek przestanie czuwać.

A jednak, mimo ciężaru tematu, nie czuł rozpaczy. Czuł raczej odpowiedzialność.

Mistrz powoli wstał.

— Myślę — powiedział spokojnie — że na dziś wystarczy. Pamiętajcie: cywilizacja nie upada dlatego, że ma problemy. Upada wtedy, gdy przestaje je rozumieć.

I tym razem nikt nie odpowiedział.

Bo każde słowo było już powiedziane.

Nazajutrz temat jednak wrócił. Chyba mistrz musiał wiele przemyśleć po naszym pytaniu.

— Mówiąc szczerze, to czekałem na to pytanie o politykę dlatego wracam do niego.

Głupota w polityce to temat-rzeka, a współczesny świat dostarcza nam aż nadto przykładów. Można ją dostrzec na wielu poziomach — od absurdalnych decyzji po czystą propagandę i spektakle dla mas.

Liderzy coraz częściej przypominają celebrytów niż mężów stanu. Politycy wolą robić „viralowe” zagrania, niż zajmować się realnymi problemami. Ważniejsze są dobre zdjęcia, chwytliwe slogany i agresywne wpisy w mediach społecznościowych niż konkretne działania. W efekcie ludzie zaczynają traktować politykę jak reality show. Zamiast pytać, czy dany polityk ma sensowny program, pytają, czy dobrze wypada przed kamerą i czy potrafi przyciągnąć uwagę.

Przed wyborami wszystko jest proste. Naprawimy wszystko, wszystkim damy podwyżki, obniżymy podatki i jeszcze dołożymy emerytom. Po wyborach przychodzi codzienność i diametralna zmiana retoryki: sytuacja okazała się trudniejsza, niż myśleliśmy. Politycy wiedzą, że mogą obiecać niemal wszystko, bo pamięć wyborców bywa krótka, a rozliczalność — iluzoryczna. Największa głupota polega jednak na tym, że ludzie wciąż dają się na to nabierać. A przecież wielu z nich wie, że to są kłamstwa. Wiedzą również ci, którzy je wypowiadają.

Zamiast zdrowego rozsądku rosną skrajności. Pojawiła się polityka zero-jedynkowa. Albo jesteś „nasz”, albo jesteś wrogiem. Nie ma miejsca na debatę, na niuanse, na wspólne poszukiwanie rozwiązań. Każdy temat staje się polityczny — klimat, zdrowie, nauka, kultura. Wszystko zamienia się w pole walki. Społeczeństwa dzielą się coraz głębiej, ludzie przestają ze sobą rozmawiać, a politycy tylko na tym zyskują.

Populizm stał się niemal codziennością. Zamiast rozwiązywać problemy, łatwiej jest wskazać winnego. To przez jednych, to przez drugich, to przez jakąś grupę, którą łatwo obarczyć odpowiedzialnością. W ten sposób podsyca się emocje, buduje lęk i złość, ale realnych zmian brak. Strach jest wygodnym narzędziem, bo w stanie lęku człowiek nie analizuje — reaguje.

Toczą się wojny i konflikty, które przynoszą cierpienie zwykłym ludziom. Historia pokazuje, że wojna rzadko się opłaca, a jednak politycy wciąż w nią brną. Ktoś zaczyna konflikt w imię bezpieczeństwa, ktoś inny w imię obrony wartości, a giną niewinni. Ktoś mówi o pokoju, a jednocześnie pompuje miliardy w przemysł zbrojeniowy. Zamiast rozwiązywać problemy, tworzy się nowe, jeszcze bardziej skomplikowane.

Istnieją też zagrożenia, które są widoczne od lat, lecz bywają odkładane na później. Kryzysy klimatyczne, narastające nierówności społeczne, problemy zdrowotne — to wszystko wymaga poważnej refleksji i długofalowych decyzji. Tymczasem łatwiej jest zajmować się bieżącym wizerunkiem, kolejną kampanią, kolejnym hasłem. Problemy narastają, a polityka kręci się wokół samej siebie.

Głupota w polityce nie jest zjawiskiem nowym. Nowe jest jedynie tempo jej rozprzestrzeniania się i widoczność. Dziś każdy błąd, każda manipulacja, każda absurdalna wypowiedź obiega świat w kilka minut. To nie tylko problem polityków. To problem całych społeczeństw, które pozwalają, by polityka zamieniała się w teatr.

Kiedy rozmowa zeszła na porównanie z okresem sprzed drugiej wojny światowej, mistrz zatrzymał się na chwilę. Powiedział, że wszystko zależy od tego, jak zdefiniujemy głupotę. W latach trzydziestych XX wieku poziom wykształcenia był niższy, dostęp do informacji ograniczony, a propaganda kontrolowana przez nieliczne ośrodki władzy. Dziś edukacja jest powszechna, a dostęp do wiedzy niemal nieograniczony. Teoretycznie powinniśmy być mądrzejsi.

A jednak sama wiedza nie jest jeszcze mądrością. Można znać fakty i nie umieć ich analizować. Można mieć dostęp do rzetelnych źródeł i wybierać te, które potwierdzają nasze uprzedzenia. Można mieć tytuł naukowy i jednocześnie szerzyć propagandę. Dawniej manipulacja była scentralizowana. Dziś może ją tworzyć każdy — polityk, celebryta, anonimowy użytkownik internetu. Dezinformacja stała się chaotyczna i trudniejsza do wykrycia.

Czy więc zmądrzeliśmy? Technicznie tak — mamy więcej wiedzy. Praktycznie — niekoniecznie. Wciąż ulegamy prostym hasłom, wciąż wierzymy w mit „złotych czasów”, wciąż szukamy łatwych rozwiązań na złożone problemy. Mechanizmy manipulacji pozostały podobne, zmieniły się tylko narzędzia.

Rozmowa zeszła również na przyszłość. Czy głupota się zmniejszy? Mistrz nie był tu optymistą ani pesymistą bezgranicznym. Powiedział, że głupota nigdy nie zniknie, bo jest częścią ludzkiej natury. Może zmieniać formę, może przybierać nowe maski, ale zawsze będzie obecna. Technologia i edukacja dają szansę na mądrzejszy świat, lecz nie gwarantują go. Sztuczna inteligencja może pomagać w wykrywaniu manipulacji, ale może też służyć do jej tworzenia. Im bardziej wyrafinowane narzędzia, tym bardziej subtelna może stać się dezinformacja.

Najbardziej realistyczny scenariusz jest taki, że głupota nie zniknie, lecz będzie musiała konkurować z rosnącą wiedzą. Od nas zależy, która z tych sił okaże się silniejsza. Jeśli ludzie przestaną myśleć samodzielnie i całkowicie oddadzą się algorytmom, głupota może wejść na wyższy poziom. Jeśli jednak wzmocnimy edukację, nauczymy się krytycznego myślenia i odpowiedzialności, jej pole działania będzie ograniczone.

Mistrz dodał jeszcze jedną myśl, która zabrzmiała szczególnie poważnie. W historii kryzysy gospodarcze najczęściej były skutkiem wojen, konfliktów lub wielkich załamań systemowych. Dziś istnieje realna możliwość, że do poważnego kryzysu może doprowadzić sama głupota — złe decyzje podejmowane pod wpływem emocji, krótkowzroczności i braku odpowiedzialności. To byłoby nowe doświadczenie dla ludzkości. Głupota jako czynnik gospodarczy.

Na koniec zapytał, czy świat zmądrzeje, czy raczej czeka nas era „supergłupoty”. Odpowiedzi nie dał jednoznacznej. Historia pokazuje, że ludzie uczą się na błędach, ale zwykle dopiero wtedy, gdy odczują ich skutki. Być może potrzeba wstrząsu, aby nastąpiło otrzeźwienie. Być może wystarczy spokojna, konsekwentna praca nad edukacją i kulturą dialogu.

Mistrz Tycherós zadał pytanie skierowane do naszych czasów: czy zmądrzeliśmy, czy wpadamy w te same pułapki.

Nie czekając na odpowiedź któregokolwiek z gości, dalej kontynuował swój wywód:

— W latach trzydziestych ludzie byli podatni na propagandę — Hitler i Stalin zbudowali swoje imperia na manipulacji i emocjach. Dziś wiemy, jakie błędy popełnili ludzie przed II wojną. Ale wciąż widzimy te same mechanizmy manipulacji. Populizm rośnie — ludzie nadal wybierają polityków, którzy obiecują proste rozwiązania.

Rozmowa zakończyła się bez ostatecznego werdyktu. Bo przyszłość nie jest zapisana. Głupota nie jest przeznaczeniem, ale też nie jest łatwa do pokonania. Zależy od każdego człowieka, od każdej decyzji, od każdej chwili, w której wybieramy między wygodnym uproszczeniem a trudnym myśleniem.

I może właśnie to jest najważniejsze — że wybór wciąż należy do nas.

Głupota stała się na tyle ważnym faktem, że należy ją brać pod uwagę przy takich rozważaniach — to jest bardzo zły sygnał.

Przede wszystkim wyraża się ona w politycznym populizmie, kiedy to politycy obiecują cuda, ignorując ekonomię. Ludzie wolą prostych liderów z łatwymi rozwiązaniami zamiast tych, którzy mówią niewygodną prawdę. Przykładem może być rozdawnictwo pieniędzy bez pokrycia, które prędzej czy później prowadzi do inflacji i kryzysu gospodarczego.

Idźmy dalej. Wiadomo przecież, że dezinformacja bardzo często powoduje irracjonalne decyzje. Fake newsy prowadzą do nierozsądnych inwestycji. Ludzie wierzą w magiczne kryptowaluty, w piramidy finansowe, w szybkie i łatwe zyski, a potem tracą oszczędności całego życia, bo uwierzyli w prostą obietnicę błyskawicznego wzbogacenia się. Niszczone jest zaufanie do nauki i ekspertów. Ludzie przestają wierzyć ekonomistom, lekarzom, naukowcom. W efekcie zamiast działań opartych na faktach pojawia się chaos i niekompetencja w zarządzaniu gospodarką, co również prowadzi do kryzysu.

Technologię przeciwstawia się zdrowemu rozsądkowi albo w miejsce krytycznego myślenia wstawia się gotowe rozwiązania automatyczne. Ludzie zaczynają tracić zdolność samodzielnej analizy i podejmowania decyzji. Jeżeli sztuczna inteligencja steruje giełdą, a ludzie ślepo jej ufają, wystarczy jedna awaria systemu i katastrofa finansowa gotowa.

— Jak sądzisz, mistrzu, czy po kryzysie ludzie ochłoną? — zapytał Nikodem.

— Sądzę, że tak, ale tylko na chwilę. Historia daje nam takie przykłady. Po wielkich kryzysach — jak Wielki Kryzys 1929 roku czy kryzys z 2008 — ludzie chwilowo stawali się bardziej ostrożni i zaczynali szukać bardziej racjonalnych rozwiązań. Na pewien czas odchodzili od populizmu i irracjonalnych decyzji.

Ale potem historia się powtarza. Ludzie zapominają o błędach przeszłości i wpadają w te same pułapki. Nowe pokolenia nie pamiętają kryzysu, więc popełniają te same błędy.

Wniosek nasuwa się prosty: kryzys może otrzeźwić ludzi, ale nie na zawsze. Głupota wraca — w nowej formie i czasem ze zdwojoną siłą.

— Jak myślicie, drodzy przyjaciele, jaki kryzys będzie punktem zwrotnym? Gospodarczy, społeczny czy technologiczny?

Paweł nie zastanawiał się długo.

— Myślę, mistrzu, że to będzie kryzys społeczny i technologiczny, połączony z przeszacowaniem efektów tak zwanego zielonego ładu.

— To bardzo prawdopodobna kombinacja — odparł mistrz. — Kryzys społeczny, technologiczny i gwałtowna transformacja energetyczna mogą stworzyć mieszankę wybuchową.

Społeczeństwa już dziś są podzielone jak nigdy wcześniej. Jedni będą ślepo wierzyć w nowoczesne technologie i ekologię, inni będą je całkowicie odrzucać. Różnice między bogatymi a biednymi mogą się jeszcze pogłębić. Zielona transformacja i nowe technologie są kosztowne, a zwykli ludzie mogą odczuć ich ciężar.

Czysta energia i troska o środowisko to cele szlachetne, lecz ich realizacja w zbyt szybkim tempie może doprowadzić do poważnych napięć gospodarczych. Jeżeli tradycyjne źródła energii będą ograniczane szybciej, niż powstaną realne alternatywy, ceny wzrosną, przemysł może osłabnąć, a niezadowolenie społeczne narastać. Przymusowe zmiany, zakazy i restrykcje mogą wywołać bunt.

Do tego dochodzi technologia. Sztuczna inteligencja, automatyzacja, cyfrowe waluty — zamiast pomagać, mogą zwiększyć kontrolę nad ludźmi. Coraz większa zależność od systemów cyfrowych sprawia, że wystarczy poważna awaria, by zapanował chaos. Rządy mogą wykorzystywać argument dobra wspólnego czy dobra planety jako uzasadnienie dla ograniczania swobód obywatelskich.

— Niezbyt optymistyczna wizja — zauważył Paweł. — Co się stanie potem?

Mistrz zamyślił się.

— To sytuacja nowa w historii ludzkości. Sztuczna inteligencja jest narzędziem, którego dotąd nie było. Dlatego nie odpowiem jednoznacznie. Widzę dwa scenariusze.

Pierwszy — optymistyczny. Społeczeństwa wyciągną wnioski i znajdą równowagę między ekologią, technologią a wolnością. Zielone technologie staną się bardziej dostępne i efektywne. Sztuczna inteligencja będzie służyć ludziom, a nie nimi rządzić. Tak powinno być, ale stanie się to dopiero wtedy, gdy większość społeczeństw naprawdę zrozumie, jak działa ta technologia.

Drugi — pesymistyczny. Może nastąpić bunt społeczny i radykalizacja. Mogą wybuchnąć poważne protesty, a nawet konflikty. W ich następstwie może powstać system technokratyczny, w którym decyzje będą zapadać ponad głowami obywateli. Gospodarka może się zachwiać, zanim powstaną realne alternatywy dla starych rozwiązań.

Wniosek jest taki, że kryzys wydaje się prawdopodobny, lecz jego skutki zależą od tego, czy ludzkość zdoła nad nim zapanować. Czy potrafi wykorzystać technologię jako narzędzie wyjścia z kryzysu, czy pozwoli, by stała się ona źródłem nowych zniewoleń.

— A więc, mistrzu — zapytał Nikodem — będzie bunt czy ludzie przyjmą zmiany bez oporu?

— Odpowiem wam alternatywnie i boleśnie — odrzekł mistrz. — Jeśli władza postawi ostre warunki i skutecznie przestraszy ludzi konsekwencjami, bunt może nie nastąpić. Jeżeli jednak presja przekroczy granice wytrzymałości, wybuchnie sprzeciw, który przyniesie jeszcze poważniejsze skutki.

— Mistrzu — powiedział Nikodem — mój naród ma w swojej historii tyle nieszczęść, tyle okresów głodu, wojny i upokorzeń, że raczej przyjmie gorzkie warunki i buntu nie będzie.

Mistrz spojrzał na niego uważnie.

— Przypuszczałem, że tak odpowiesz. Macie w sobie zdolność zatrzymywania się tuż przed przepaścią. Znikaliście z mapy i wracaliście. Lecz nie szukajcie winowajców wyłącznie poza granicami. Szukajcie ich także wśród siebie, wysoko, tam gdzie sami ich wynieśliście.

Powiedział to z naciskiem i na chwilę uniósł rękę, jakby chciał podkreślić wagę słów. Po chwili opuścił ją i dodał cicho:

— Przepraszam.

To „przepraszam” było wyrazem szacunku.


Czas na przemyślenia i zadumę.

Wydawało się, że cała dyskusja w temacie ludzkiej głupoty, o tym poważnym defekcie ludzkiej natury, którym ona się jawi, dobiegła już końca. Obaj przyjaciele dobrze czuli się jako goście mistrza Tycherósa, jednak ich czas tutaj dobiegał końca, bo chyba wszystkie swoje pytania wyczerpali — tak im się przynajmniej wydawało.

Wiele się tu nauczyli, w wielu sprawach się utwierdzili i wielu dotychczasowych nawyków się pozbyli. Jakże wielkim błędem było myślenie, że wszyscy do których mówią też myślą. Chory na ospę jest naznaczony licznymi znakami na ciele i należy go raczej omijać, mający katar nawet nie chcąc obwieszcza to kaszląc i też nie należy się do niego zbliżać. Do obu można się zbliżyć ale już po ich wyzdrowieniu.

Natomiast człowiek porażony głupotą początkowo nie daje żadnych znaków, a nawet może wysyłać zupełnie błędne sygnały, bo przecież on bardzo dobrze czuje się w swojej głupocie i oczekuje jedynie aprobaty.

Nasi przyjaciele podróżnicy uświadomili sobie ponadto, że ludzka głupota to nie jest choroba dopiero ich czasów, że istniała od kiedy człowiek istniał, a im samym towarzyszy od dnia ich narodzin.

Skoro głupota tak się panoszy na świecie, to oznacza, że ma na to przyzwolenie albo istnieje jakiś cichy zakaz tępienia jej. To było jedno z ostatnich spostrzeżeń Nikodema i Pawła, był to wynik ich wieczornych rozmów, tych już po kolacji. Nawet zastanawiali się, czy nie zapytać o to mistrza.

Można było nawet wysnuć przypuszczenie, że głupota ma ciche przyzwolenie świata. Czy istnieje jakiś niepisany zakaz jej tępienia.

Mistrz przysłuchiwał się ich rozmowom i w końcu powiedział:

— Ja nie daję wam gotowych recept. Ja jedynie przekazuję to, co od dawna zapisane jest w księgach i w doświadczeniu świata. Patrzę z perspektywy czasu, a czas uczy pokory. Człowiek kształtuje świat, ale i świat kształtuje człowieka. Świat chętnie oddaje swoje tajemnice ludziom mądrym, którzy mu nie zagrażają.

Świat nie chce zatrzymywać swoich tajemnic dla siebie. Rozdaje je swoim przyjaciołom. A jego przyjaciółmi są ludzie, rośliny i zwierzęta. Wśród wielkich przyjaciół świata byli mędrcy i uczeni. Wrogami były ich czyny — wojny, fanatyzmy, systemy oparte na przemocy.

— Miejcie wątpliwości — dodał. — Pytajcie i próbujcie odpowiadać sami.

Paweł wspomniał wtedy o Einsteinie, który również ucierpiał przez ludzką głupotę.

— Prawdę jednak obronił — odparł mistrz. — A skoro już przy tym nazwisku jesteśmy, zaproponuję wam spotkanie z moim przyjacielem, Axiópistosem. To człowiek, który analizował przypadek Einsteina i opowie wam także o samej Atlantydzie.

— Oczywiście, mistrzu — odpowiedzieli zgodnie. — Każdy okruch wiedzy jest dla nas cenny.

— Dobrze — uśmiechnął się mistrz. — Umówię was. To człowiek godny zaufania. Zresztą ma to zapisane w swoim imieniu.

2. Spotkanie u mistrza Axiópistosa — o Einsteinie i różnych modelach demokracji

Jak mistrz obiecał, tak też się stało. Już na drugi dzień Nikodem i Paweł stanęli przed domem mistrza Axiópistosa. Gospodarz, powiadomiony o przybyciu gości, czekał już przed swym domem. Zobaczywszy zbliżających się przyjaciół prowadzonych przez służącego Tycherósa, wyszedł im naprzeciw i pierwszy rozpoczął powitanie:

— Witajcie, przyjaciele z dalekiej krainy. Mnie tutejsi nazywają Axiópistos (Αξιόπιστος)[tł.niezawodny]. Cieszę się, że zechcieliście odwiedzić wielkiego samotnika, czyli mnie. Mieszkam tu na uboczu, mało kto mnie odwiedza, więc tym serdeczniej was witam. Wiem już od mojego przyjaciela, z czym przybywacie i czego chcielibyście się dowiedzieć.

— Widzę, mistrzu, że macie tu doskonałe środki łączności, skoro już wszystko wiesz o naszych problemach — odpowiedział z uśmiechem Nikodem.

— Wy macie swoje urządzenia, które telefonami nazywacie. My takiej techniki nie potrzebujemy. Korzystamy z sił natury. Szeroko korzystamy z jej możliwości. Miejmy nadzieję, że i wy kiedyś do tego dojdziecie, bo to nie wymaga żadnych konstrukcji ani instalacji: słupów, drutów i kabli.

Ostatnie słowa wypowiedział żartem, który goście doskonale zrozumieli.

— Znamy wasze sposoby — odparł Nikodem. — Ale chcielibyśmy usłyszeć o człowieku, którego odkrycia przybliżyły nas do zrozumienia natury samej rzeczywistości. O Albercie Einsteinie.

Weszli do niedużego pomieszczenia, pełnego ksiąg, bardzo podobnego do pokoju Tycherósa. Usiedli wygodnie. Mistrz poprosił o sprecyzowanie pytania. Nikodem opowiedział o dniach chwały Einsteina, ale także o atakach, jakie go spotkały, zwłaszcza z powodu jego pochodzenia.

Axiópistos chwilę milczał, po czym rozpoczął:

— Skupię się nie na jego odkryciach, bo te znacie, lecz na ataku głupoty, z jakim się spotkał. Bo to był właśnie atak głupoty — choć oczywiście stały za nim konkretne osoby, które możemy nazwać siewcami głupoty.

Po ogłoszeniu teorii względności Einstein spotkał się z pomówieniami, próbami ośmieszenia i otwartymi atakami. Krytyka pochodziła zarówno ze środowiska naukowego, jak i politycznego, szczególnie w Niemczech, gdzie narastały nastroje antysemickie i nacjonalistyczne. Twierdzono, że jego teoria jest oszustwem, że nie ma związku z rzeczywistością. Oskarżano go o plagiat, o spekulację matematyczną oderwaną od świata.

Gdy argumenty nie wystarczały, sięgano po ośmieszanie. W prasie publikowano karykatury. Organizowano publiczne debaty mające na celu jego zdyskredytowanie. Pojawiały się oskarżenia, że to „żydowska fizyka”, przeciwstawiana tak zwanej „aryjskiej nauce”. Po dojściu Hitlera do władzy jego nazwisko znalazło się nawet na listach osób przeznaczonych do eliminacji.

Wielu dotychczasowych przyjaciół zniknęło. Niewielu stanęło w jego obronie. Einstein nie prowadził wielkiej kampanii obronnej. Powiedział tylko jedno zdanie: „Gdyby mieli rację, wystarczyłby jeden autor.”

Siedem lat później jego teoria została potwierdzona eksperymentalnie podczas obserwacji zaćmienia Słońca. Tym razem ogłaszali to inni naukowcy.

Mistrz trzymał w ręce portret Einsteina.

— Był jedną z pierwszych ofiar zjawiska, które dziś nazwalibyście poprawnością polityczną. Przypisuje mu się słowa: „Dożyliśmy czasów, w których ucisza się mądrych ludzi, żeby to, co mówią, nie obraziło głupców.”

Paweł skinął głową.

— Te słowa nie wymagają komentarza.

— Wymagają — odpowiedział spokojnie mistrz. — Bo są boleśnie aktualne.

I zaczął wyjaśniać.

We współczesnych społeczeństwach coraz częściej eliminuje się z debaty idee nie dlatego, że są błędne, lecz dlatego, że mogą kogoś urazić. W imię ochrony uczuć i tak zwanych bezpiecznych przestrzeni tłumi się głosy niewygodne, choć logiczne i uzasadnione. Rodzi się autocenzura. Ludzie boją się mówić prawdę, by nie zostać napiętnowani czy „anulowani”.

Dawniej autorytety były słuchane uważniej. Dziś ich głos ginie w hałasie mediów społecznościowych, emocji i uproszczeń. W miejsce dyskusji wchodzi oburzenie. W miejsce argumentu — etykieta.

Jeżeli społeczeństwo systematycznie ucisza ludzi mądrych, prowadzi to do stagnacji. Decyzje zaczynają być podejmowane pod wpływem nastrojów, nie wiedzy. Historia daje wiele przykładów. Prześladowania uczonych, tłumienie wolnej myśli w reżimach totalitarnych, wykluczanie z debaty osób prezentujących odmienne, lecz rzeczowe poglądy.

Nikodem przerwał:

— Mistrzu, czy jest z tego wyjście?

— Z każdej sytuacji jest wyjście — odpowiedział Axiópistos. — Potrzebna jest edukacja w zakresie krytycznego myślenia, otwartość na debatę i odwaga mówienia prawdy. Społeczeństwo musi nauczyć się, że obrażanie się na prawdę nie sprawia, że ona przestaje istnieć.

— A czy ochrona głupców przed krytyką nie jest zagrożeniem dla całej ludzkości? — dodał Paweł.

— Jest — odpowiedział mistrz bez wahania. — Jeżeli nie wolno krytykować błędnych poglądów, stają się one normą. Głupota przestaje być problemem — zaczyna dominować. Ludzie mądrzy milkną, bo nie chcą narażać się na ostracyzm. W przestrzeni publicznej zostają ci, którzy są głośniejsi, lecz mniej kompetentni.

Demokracja opiera się na otwartej wymianie idei. Gdy eliminujemy krytykę, tworzymy cenzurę. A cenzura, choćby pod pozorem dobra, zawsze prowadzi w stronę zniewolenia.

— Krytyka jest mechanizmem rozwoju — ciągnął dalej. — Bez niej nie ma korekty błędów. Jeśli ktoś nigdy nie słyszy, że się myli, nie ma powodu, by się zmieniać.

Spojrzał na obu przyjaciół.

— W świecie, w którym ważniejsze jest nieurażanie kogokolwiek niż mówienie prawdy, decyzje będą zapadać pod wpływem emocji. A emocje są zmienne. Rozum jest trwalszy.

— Reasumując — powiedział mistrz — chcę podkreślić, że ochrona ludzi niedouczonych przed krytyką nie tylko osłabia debatę publiczną, lecz stwarza poważne zagrożenie dla ludzi mądrych i całego społeczeństwa. Jeśli chcemy uniknąć degradacji intelektualnej, musimy bronić prawa do krytyki, nawet jeśli jest ona niewygodna. Przypominam wam raz jeszcze, że wy już kiedyś przez to przechodziliście. Władza tłumiąc krytykę doprowadziła do zubożenia i wówczas cały naród zaprotestował. Czy teraz, w kolejnym pokoleniu, ten naród jest zdolny do podobnego protestu? To wy wiecie najlepiej. Żaden mędrzec nie jest wam do tego potrzebny.

Nikodem uniósł głowę i przez moment ich spojrzenia się spotkały. Paweł siedział w zamyśleniu. Mistrz wyczuł, że zaraz padnie pytanie.

— Mistrzu Axiópistosie — zaczął Nikodem — rodzi się tu pewna sprzeczność. To przecież demokracja gwarantuje udział we władzy również ludziom mającym trudności w pojmowaniu rzeczywistości. Ich głos liczy się tak samo. Czy tu nie tkwi klucz problemu?

— To bardzo trafna obserwacja — odpowiedział mistrz spokojnie. — Demokracja w swojej istocie daje każdemu obywatelowi równy głos, niezależnie od jego wiedzy i kompetencji. W tym tkwi jej siła, ale i paradoks. Głos profesora uniwersytetu waży tyle samo, co głos osoby nieznającej podstaw funkcjonowania państwa. W efekcie populizm zyskuje przewagę. Łatwe hasła wygrywają z trudną prawdą.

Decyzje polityczne często opierają się na emocjach, nie na rozumie. Kampanie wyborcze buduje się na lękach i instynktach. Nie istnieją żadne mechanizmy weryfikacji kompetencji wyborców. Nikt nie musi wykazać się elementarną wiedzą, by współdecydować o losach państwa.

— Wyczuwam, że zapytacie, co z tym zrobić — dodał mistrz z lekkim uśmiechem.

— Właśnie o to chcemy zapytać — wtrącił Paweł.

— Można próbować — odparł Axiópistos — ale wchodzimy na bardzo grząski grunt, aby nie naruszyć fundamentów wolności.

Najpierw edukacja obywatelska — ciągnął. To nie jest pomysł nowy, lecz ciągle niedostatecznie realizowany. Ludzie powinni rozumieć ekonomię, mechanizmy państwa, skutki decyzji politycznych. Słyszałem o pomysłach testów kompetencyjnych dla wyborców. W teorii brzmi rozsądnie, w praktyce groziłoby wykluczeniem i oskarżeniem o elitaryzm, a w konsekwencji buntem społecznym.

— Czy istnieją państwa próbujące innych modeli? — zapytał Paweł.

— Istnieją systemy, w których większy wpływ mają eksperci i technokraci. Są mechanizmy odpowiedzialności za obietnice wyborcze, obowiązek raportowania postępów. Ale kto miałby to wprowadzić? Ci, którzy już korzystają z obecnego systemu? Historia pokazuje, że to niezwykle trudne.

— Może zatem filtr dla kandydatów? — wtrącił Nikodem. — Może to ich należałoby weryfikować, nie wyborców?

Mistrz skinął głową.

— To bardziej realistyczne podejście. W końcu to nie wyborcy podejmują decyzje ustawodawcze, lecz wybrani przedstawiciele. Głupota u władzy jest groźniejsza niż głupota wśród obywateli. Problem polega na tym, że ci, którzy są u władzy, rzadko zgodzą się na mechanizmy ograniczające ich samych.

Można oceniać kandydatów według ich dotychczasowych działań, skuteczności, kompetencji. Jednak i to wymaga dojrzałości społecznej.

Zapadła chwila ciszy. Widać było, że temat został wyczerpany. Mistrz był jednak zadowolony z rozmowy.

— Wasze pytania świadczą o analitycznym myśleniu — powiedział. — Nie zadowalacie się powierzchownymi odpowiedziami. Szukacie mechanizmów, nie tylko krytyki. To cecha ludzi niezależnych.

Nikodem odpowiedział z pokorą:

— Niezależność myślenia kosztuje. Często oznacza samotność.

— Tak — przyznał mistrz. — Ludzie wolą schematy. Kto je podważa, budzi opór. Ale to właśnie tacy ludzie popychają świat naprzód. Einstein był jednym z nich.

W końcu Axiópistos przeszedł do ostatniego wątku — Atlantydy.

— Opowiem wam o naszej wyspie nie jako o legendzie, lecz jako o idei. W waszych czasach Atlantyda już nie istnieje. Zniknęła w jednej nocy. Stała się echem. Według Platona była potężnym królestwem, które upadło przez pychę. Być może była symbolem utraconej mądrości.

Jeśli Atlantyda oznacza harmonię między rozumem a naturą, jej spadkobiercami byli wielcy myśliciele: Sokrates, Seneka, a nawet Jezus. Każdy z nich mówił o świecie wyższym, o porządku moralnym przekraczającym doczesność.

— Zalecam wam spotkanie z Seneką — dodał mistrz. — A także podróż do Jerozolimy. Tam również odnajdziecie źródła idei, które próbujecie zrozumieć.

Nikodem podziękował. Mistrz, wyraźnie wzruszony, postanowił dokonać podsumowania.

— Operujemy słowem „głupota” — powiedział poważnie. — Ale musimy rozróżnić ludzi niewykształconych od ludzi głupich. Są ludzie prości, lecz uczciwi. Cisi, małomówni, wierni zasadom. Oni nie są przedmiotem naszych rozważań. Nasze rozważania dotyczą stanu umysłu niebezpiecznego dla innych — głupoty agresywnej, narzucającej się, krzykliwej.

Głupiec przyjmuje manipulację jako własne poglądy. Jest hałaśliwy. Łamie normy, wierząc, że cel uświęca środki. Tymczasem ludzie mądrzy, zbyt pobłażliwi, powstrzymują się od krytyki.

— I oto — mówił dalej — głupi ruszyli do ataku. Chcą nadawać ton wydarzeniom. Problem zaczyna się wtedy, gdy nie chcą już być w ogonie, lecz na czele.

Powtarzajcie to wszędzie — dodał. — Macie narzędzia, by zapisać nasze rozmowy. Niech służą przyszłym pokoleniom.

Na koniec dodał:

— Głupota to nie brak szkoły. To świadome odrzucenie rozumu. Można usprawiedliwić brak możliwości. Nie można usprawiedliwić lenistwa intelektualnego.

Po serdecznym pożegnaniu goście wrócili do domu Tycherósa. Ten przywitał ich z uśmiechem, jakby wiedział wszystko o ich rozmowie.

— Nikodemie — szepnął Paweł — czy tu nie działa telepatia?

Nikodem uśmiechnął się tylko.


Praktyczny przypadek uleczenia z głupoty — i to wcale nie cudowny. Jako dygresja.

Głupota towarzyszy człowiekowi zapewne od początków homo sapiens, odkąd ludzki mózg osiągnął poziom, który uczeni nazywają samoświadomością, a my — po prostu myśleniem. Można zaryzykować twierdzenie, że produktem ubocznym pracy mózgu stała się również głupota, czyli myśli zbyteczne, a nawet szkodliwe, nieprowadzące do wzrostu intelektualnego, lecz do stagnacji, a czasem do cofania się.

Można to porównać do obracającego się wału w doskonałym łożysku. Dążymy do tego, aby tarcie było minimalne. Jednak nawet w najlepszym materiale pojawi się choćby śladowe tarcie, które wytworzy ciepło — produkt niepożądany. Możemy ulepszać konstrukcję, lecz całkowicie tarcia nie wyeliminujemy. Być może podobnie jest z głupotą.

To porównanie nie ma charakteru naukowego. Ma jedynie przybliżyć naturę zjawiska, które występuje wyłącznie u człowieka. W przyrodzie nie znajdziemy głupoty. Zwierzęta mogą działać instynktownie, ale nie są głupie.

Skoro głupota jest nieodłącznym elementem ludzkiego życia, próba jej całkowitego wyeliminowania wydaje się nierealna. Ograniczenie jej do minimum — to już cel sensowny. Z takim założeniem Nikodem i Paweł ruszyli w swoją podróż. Spotkali mędrców Atlantydy, byli w Jerozolimie pierwszego wieku, rozmawiali z Seneką i z polskim królem Zygmuntem Starym. Wszystko to w przestrzeni wyobraźni, bo fizycy nie pokazali jeszcze sposobu praktycznej realizacji równania Einsteina. Skoro jednak człowiek otrzymał wyobraźnię, dlaczego miałby z niej nie korzystać?

Teraz jednak będzie coś innego. Opis autentycznego przypadku uleczenia się z głupoty. Samouleczenia.

Nie przypiszemy tej historii Nikodemowi ani Pawłowi. Opiszemy ją w trzeciej osobie, dla zachowania dystansu.

Był młody człowiek, uczeń szkoły średniej w Legnicy lat sześćdziesiątych, w mieście stacjonowania wojsk radzieckich. Młodzi chłopcy rozmawiali z żołnierzami, często ukradkiem — bardziej bali się oni niż młodzież. W tych rozmowach młody człowiek zrozumiał, że tak zwana przyjaźń polsko-radziecka jest fikcją. Rosjanie nie byli sojusznikami, lecz militarnym zwierzchnikiem.

Potem przyszedł marzec 1968 roku. Pałki milicyjne spadły na plecy młodego człowieka. Narodziła się nienawiść do władzy i pragnienie jej upadku.

Starsze pokolenie mówiło: nic się nie zmieni. Próbowaliśmy w 1956 roku. Tym razem jednak nastąpiła zmiana na szczycie. Pojawiła się nadzieja. Młody człowiek uwierzył, że system można naprawić od środka. Zaangażował się. Awansował zawodowo i politycznie. Wydawało się, że idzie ku lepszemu.

Minęło siedem lat. Radom. Dymiące autobusy. Pałki w ruchu. Wspomnienia wróciły. Przypomniały się rozmowy z Rosjanami. Przypomniały się książki Józefa Mackiewicza i jego słowa: „Z nimi się nie pertraktuje bez pistoletu na stole”.

Refleksja zaczęła narastać jak powódź. Jak to możliwe, że rząd robotniczo-chłopski bije robotników? Czy chłop może sprawować dyktaturę? Czy historia rabacji galicyjskiej była przykładem władzy ludu? A w ZSRR kto rządził? Stalin — były seminarzysta, później terrorysta.

Jeśli tak wygląda komunizm, to jest to system zbrodniczy — pomyślał młody człowiek. I wycofał się.

To było uleczenie z głupoty. Bez cudów. Bez objawień. Przez refleksję.

Nie wszyscy potrafili to zrobić. Niektórzy się załamali. Był nawet przypadek samobójstwa. Inni zmienili tylko barwy polityczne, nie zmieniając mentalności.

Wniosek jest prosty:

Jeżeli zauważysz, że idziesz błędną drogą — zawracaj natychmiast. Nie szukaj usprawiedliwień w dawnym środowisku. Oceniaj ludzi indywidualnie. Oddzielaj ziarno od plew. Inaczej nadal tkwisz w miejscu, które stało się śmietnikiem historii.


Post scriptum

Miał być koniec rozważań o głupocie. Jednak wydarzenia ostatnich lat zmuszają do komentarza.

W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych w Polsce panował mroczny komunizm. Ludzie czytali gazety, słuchali radia, ale darzyli te media ograniczonym zaufaniem. Natomiast bezgranicznie ufali rozgłośniom nadającym z Zachodu.

Jeśli coś powiedziało Radio Wolna Europa lub Głos Ameryki, przyjmowano to niemal jak prawdę z ambony.

Dziadek Franciszek, bez elektryczności w domu, miał radio na baterie. Wieczorami słuchał zachodnich audycji. W tle słychać było terkot zagłuszarek. Władza twierdziła, że to „agresywna propaganda”. Dla niego była to prawda.

Minęły lata. System upadł. Rozgłośnie nadal działały, nadając do krajów rządzonych przez dyktatorów.

I oto pojawiła się informacja, że nowo wybrany prezydent USA odciął im finansowanie, uzasadniając to walką z „agresywną propagandą”.

Słowo wróciło. To samo słowo, którym posługiwali się starzy komuniści.

Czy to przypadek? Czy ironia historii?

Nie chodzi nawet o same rozgłośnie. Chodzi o symbol. O decyzję podjętą przez kraj, który przez dekady uchodził za wzorzec demokracji.

Można zadać pytanie: ilu ludzi musi dziś zrewidować swoje poglądy? Jak patrzeć na wcześniejszych prezydentów? Jak ocenić dzisiejsze decyzje?

Drugi przykład — sposób przyjęcia zagranicznego przywódcy w Białym Domu. Widowisko, które wielu uznało za kompromitujące. To nie są drobiazgi. To sygnały.

Można oczywiście powiedzieć, że to tylko polityka. Ale gdy polityka zaczyna dryfować w stronę demonstracyjnej arogancji, granica między mądrością a głupotą staje się cienka.


Na koniec pytanie: po co tyle miejsca poświęcać głupocie?

Po to, aby ostrzec. Głupota wprowadzona na salony może wydawać się atrakcyjna, dynamiczna, skuteczna. Lecz bywa koniem trojańskim.

I kiedy wjedzie do miasta, może być już za późno.

— Reasumując — powiedział mistrz — chcę podkreślić, że ochrona ludzi niedouczonych przed krytyką nie tylko osłabia debatę publiczną, lecz stwarza poważne zagrożenie dla ludzi mądrych i całego społeczeństwa. Jeśli chcemy uniknąć degradacji intelektualnej, musimy bronić prawa do krytyki, nawet jeśli jest ona niewygodna. Przypominam wam raz jeszcze, że wy już kiedyś przez to przechodziliście. Władza tłumiąc krytykę doprowadziła do zubożenia i wówczas cały naród zaprotestował. Czy teraz, w kolejnym pokoleniu, ten naród jest zdolny do podobnego protestu? To wy wiecie najlepiej. Żaden mędrzec nie jest wam do tego potrzebny.

Nikodem uniósł głowę i przez moment ich spojrzenia się spotkały. Paweł siedział w zamyśleniu. Mistrz wyczuł, że zaraz padnie pytanie.

— Mistrzu Axiópistosie — zaczął Nikodem — rodzi się tu pewna sprzeczność. To przecież demokracja gwarantuje udział we władzy również ludziom mającym trudności w pojmowaniu rzeczywistości. Ich głos liczy się tak samo. Czy tu nie tkwi klucz problemu?

— To bardzo trafna obserwacja — odpowiedział mistrz spokojnie. — Demokracja w swojej istocie daje każdemu obywatelowi równy głos, niezależnie od jego wiedzy i kompetencji. W tym tkwi jej siła, ale i paradoks. Głos profesora uniwersytetu waży tyle samo, co głos osoby nieznającej podstaw funkcjonowania państwa. W efekcie populizm zyskuje przewagę. Łatwe hasła wygrywają z trudną prawdą.

Decyzje polityczne często opierają się na emocjach, nie na rozumie. Kampanie wyborcze buduje się na lękach i instynktach. Nie istnieją żadne mechanizmy weryfikacji kompetencji wyborców. Nikt nie musi wykazać się elementarną wiedzą, by współdecydować o losach państwa.

— Wyczuwam, że zapytacie, co z tym zrobić — dodał mistrz z lekkim uśmiechem.

— Właśnie o to chcemy zapytać — wtrącił Paweł.

— Można próbować — odparł Axiópistos — ale wchodzimy na bardzo grząski grunt, aby nie naruszyć fundamentów wolności.

Najpierw edukacja obywatelska — ciągnął. To nie jest pomysł nowy, lecz ciągle niedostatecznie realizowany. Ludzie powinni rozumieć ekonomię, mechanizmy państwa, skutki decyzji politycznych. Słyszałem o pomysłach testów kompetencyjnych dla wyborców. W teorii brzmi rozsądnie, w praktyce groziłoby wykluczeniem i oskarżeniem o elitaryzm, a w konsekwencji buntem społecznym.

— Czy istnieją państwa próbujące innych modeli? — zapytał Paweł.

— Istnieją systemy, w których większy wpływ mają eksperci i technokraci. Są mechanizmy odpowiedzialności za obietnice wyborcze, obowiązek raportowania postępów. Ale kto miałby to wprowadzić? Ci, którzy już korzystają z obecnego systemu? Historia pokazuje, że to niezwykle trudne.

— Może zatem filtr dla kandydatów? — wtrącił Nikodem. — Może to ich należałoby weryfikować, nie wyborców?

Mistrz skinął głową.

— To bardziej realistyczne podejście. W końcu to nie wyborcy podejmują decyzje ustawodawcze, lecz wybrani przedstawiciele. Głupota u władzy jest groźniejsza niż głupota wśród obywateli. Problem polega na tym, że ci, którzy są u władzy, rzadko zgodzą się na mechanizmy ograniczające ich samych.

Można oceniać kandydatów według ich dotychczasowych działań, skuteczności, kompetencji. Jednak i to wymaga dojrzałości społecznej.

Zapadła chwila ciszy. Widać było, że temat został wyczerpany. Mistrz był jednak zadowolony z rozmowy.

— Wasze pytania świadczą o analitycznym myśleniu — powiedział. — Nie zadowalacie się powierzchownymi odpowiedziami. Szukacie mechanizmów, nie tylko krytyki. To cecha ludzi niezależnych.

Nikodem odpowiedział z pokorą:

— Niezależność myślenia kosztuje. Często oznacza samotność.

— Tak — przyznał mistrz. — Ludzie wolą schematy. Kto je podważa, budzi opór. Ale to właśnie tacy ludzie popychają świat naprzód. Einstein był jednym z nich.

W końcu Axiópistos przeszedł do ostatniego wątku — Atlantydy.

— Opowiem wam o naszej wyspie nie jako o legendzie, lecz jako o idei. W waszych czasach Atlantyda już nie istnieje. Zniknęła w jednej nocy. Stała się echem. Według Platona była potężnym królestwem, które upadło przez pychę. Być może była symbolem utraconej mądrości.

Jeśli Atlantyda oznacza harmonię między rozumem a naturą, jej spadkobiercami byli wielcy myśliciele: Sokrates, Seneka, a nawet Jezus. Każdy z nich mówił o świecie wyższym, o porządku moralnym przekraczającym doczesność.

— Zalecam wam spotkanie z Seneką — dodał mistrz. — A także podróż do Jerozolimy. Tam również odnajdziecie źródła idei, które próbujecie zrozumieć.

Nikodem podziękował. Mistrz, wyraźnie wzruszony, postanowił dokonać podsumowania.

— Operujemy słowem „głupota” — powiedział poważnie. — Ale musimy rozróżnić ludzi niewykształconych od ludzi głupich. Są ludzie prości, lecz uczciwi. Cisi, małomówni, wierni zasadom. Oni nie są przedmiotem naszych rozważań. Nasze rozważania dotyczą stanu umysłu niebezpiecznego dla innych — głupoty agresywnej, narzucającej się, krzykliwej.

Głupiec przyjmuje manipulację jako własne poglądy. Jest hałaśliwy. Łamie normy, wierząc, że cel uświęca środki. Tymczasem ludzie mądrzy, zbyt pobłażliwi, powstrzymują się od krytyki.

— I oto — mówił dalej — głupi ruszyli do ataku. Chcą nadawać ton wydarzeniom. Problem zaczyna się wtedy, gdy nie chcą już być w ogonie, lecz na czele.

Powtarzajcie to wszędzie — dodał. — Macie narzędzia, by zapisać nasze rozmowy. Niech służą przyszłym pokoleniom.

Na koniec dodał:

— Głupota to nie brak szkoły. To świadome odrzucenie rozumu. Można usprawiedliwić brak możliwości. Nie można usprawiedliwić lenistwa intelektualnego.

Po serdecznym pożegnaniu goście wrócili do domu Tycherósa. Ten przywitał ich z uśmiechem, jakby wiedział wszystko o ich rozmowie.

— Nikodemie — szepnął Paweł — czy tu nie działa telepatia?

Nikodem uśmiechnął się tylko.

— Mistrzu — powiedział do gospodarza — najwyższy czas wracać do naszego kraju i czasu. Nie wiemy, jak ci się odwdzięczyć.

— Nie ma żadnych kosztów — odpowiedział Tycherós. — One się znoszą. A teraz chodźcie na wieczorny poczęstunek. Może znajdzie się jeszcze jeden temat do rozmowy.

II. Na tropach mądrości

1. Odwiedziny Jerozolimy

Dzisiaj to ja, czyli Paweł, opowiem historię mojego pobytu wraz z Nikodemem w Jerozolimie. Już od paru dni coś wisiało w powietrzu, pachniało jakby piaskiem pustynnym, dało się zauważyć jakieś krzątanie, jakieś przygotowania. Tym razem to Nikodem był powodem tego zamieszania. Jak sam oznajmił, szykuje wyprawę, wielką wyprawę.

Nikodemowi bardzo spodobała się podróż na nieistniejącą już wyspę Atlantydę i postanowił teraz zorganizować podróż o wiele większego kalibru. Tym razem miała to być podróż nie do kogoś, ale do miejsca dalekiego zarówno w odległości, jak i w czasie.

— No, Nikodemie, a mnie zabierzesz ze sobą czy jedziesz sam? — zapytałem ja, Paweł.

— Ależ oczywiście, Pawle. Bez ciebie nie dałbym rady. Ty zajmiesz się wszelkimi sprawami technicznymi i naukowymi, czyli — jak to teraz powiadają — logistyką. Twoja znajomość fizyki i historii będzie tu nieodzowna, bo tym razem chodzi o Jerozolimę, i to o tę Jerozolimę sprzed dwóch tysięcy lat.

Przyjąłem rolę wyznaczoną przez Nikodema z pokorą i z zadowoleniem. Odpowiadała mi rola logistyka. Tą odpowiedzią Nikodem uspokoił mnie nieco, bowiem z tempa jego przygotowań wyglądało, że sam się wybiera i nikogo nie potrzebuje do tej podróży, bo stosowną wiedzę w całości posiada. Nikodem zdawał sobie jednak doskonale sprawę z tego, że sam nie podoła takiemu przedsięwzięciu. Zresztą w przeszłości już tak bywało, że po ostrych inicjatywach, z pełną wiarą w swoje możliwości, wracał do domu w pokorze, czyli do punktu wyjścia. Tym razem zaczął inaczej, bardziej racjonalnie. Po głębokiej analizie swoich możliwości zdawał sobie sprawę z tego, że sięga po temat niezwykle poważny, w wielu miejscach przekraczający jego możliwości. Jednak miał do mnie zaufanie, bo skoro raz się udało, to czemu teraz miałaby ta podróż do przeszłości się nie udać?

Nie wyrażając jeszcze swojej opinii werbalnie, podjąłem decyzję, że będę uczestniczył w tej wyprawie. Nawet spodobała mi się ta rola logistyczna. Postanowiłem, że on będzie tym prowadzącym, a ja stanę za jego plecami jako osoba towarzysząca, bardziej wspomagająca aniżeli doradca. Wiedziałem bowiem, że jeżeli Nikodem podejmuje decyzję i nie prosi o pomoc, to nie należy mu przeszkadzać — trzeba iść za nim, bo wtedy on na pewno wie, czego chce i wie, że może to zrealizować.

W końcu Nikodem zwrócił się do mnie z pytaniem bardzo ogólnym, ale uwzględnił w nim już nasze wcześniejsze doświadczenia w organizowaniu takich wypraw. Zatem pytanie brzmiało następująco:

— Mamy już doświadczenie w takich wyprawach, więc co sądzisz o mojej obecnej propozycji odwiedzenia Jerozolimy, powiedzmy w roku 32 naszej ery, czyli niemal dwa tysiące lat temu? Jak cię znam, to na pewno już od dawna nad tym rozmyślasz, bo przecież nie robiłem tajemnicy z tej propozycji.

Powiem szczerze, że pytaniem tym mnie nie zaskoczył. Już dawno domyślałem się, z jakim nowym pomysłem Nikodem w swoim czasie wystąpi. Zresztą odwiedzenie Jerozolimy zalecał nam mistrz Axiópistos z Atlantydy. W związku z tym to i owo zdążyłem sobie już przemyśleć. Dlatego mogłem mu teraz odpowiedzieć bez zastanawiania się, przynajmniej w pewnym, małym zakresie.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 11.03
drukowana A5
za 64.3
drukowana A5
Kolorowa
za 95.58